Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wrażenia ze Szwecji

    IP: *.matarnia.pl / *.matarnia.pl 29.11.03, 18:54
    28.07.03 Poniedziałek
    Wstałem za kwadrans piąta. Po śniadaniu (jajecznica) odwiozłem Elę do pracy.
    O 630 byłem już na dworcu we Wrzeszczu. Tu czekał już na mnie Artur.
    Nieopodal, w polonezie, siedzieli Sławek z Danką. Bez zwłoki wyruszyliśmy
    więc w kierunku Gdyni.
    Prom odpłynął punktualnie. Jednak odprawa w Karlskronie, aczkolwiek bardzo
    pobieżna w porównaniu z ubiegłym rokiem, przeciągnęła się do 2230.

    29.07.03. Wtorek
    Droga do Sztokholmu była dla mnie bardzo męcząca. Nie lubię bowiem jazdy w
    nocy. Poza tym padał deszcz i chciało mi się spać. Na leśnym parkingu
    zdrzemnąłem się przez niespełna półtorej godziny. Miałem chęć pospać do
    wschodu słońca, ale Sławek chciał jechać dalej i bezceremonialnie mnie
    obudził. Pojechaliśmy zatem, ale już wkrótce Sławek został gdzieś w tyle i do
    tej pory go nie widzę.
    Do Storuman dojechaliśmy o godzinie dziewiętnastej. Niestety, marzenie o
    rychłym rozbiciu namiotu i wyciągnięciu zmęczonych kości pękło niczym bańka
    mydlana. W recepcji kempingu poinformowano nas bowiem, że nie ma ani jednego
    wolnego miejsca (podejrzewam, że wszystkie zarezerwował „Interregion”). Drugą
    złą wiadomością była informacja o tym, że rozpoczęcie skupu jagód przesunęło
    się o kolejny tydzień. Na razie skupowany jest tylko hjortron (malina
    moroszka).
    Szczęście nie do końca nas jednak opuściło. Po niepełna godzinie udało nam
    się rozbić namiot na podwórku jednego z mieszkańców cypla wcinającego się w
    jezioro Storuman. Gościnny Szwed pozwolił nie tylko na rozbicie namiotu, ale
    też udostępnił pomieszczenie (szopa ze sprzętem żeglarskim), w którym była
    kuchenka elektryczna, mikrofalówka, lodówka, chłodziarka, zmywarka do naczyń,
    piec chlebowy, sauna i prysznic. Powiem więcej, mogliśmy z tego wszystkiego
    korzystać bez ograniczeń i za darmo. Ba, Björn Ferry pozwolił nam korzystać z
    toalety we własnym mieszkaniu.



    30.07.03. Środa
    Pospaliśmy sobie dziś do wpół do dziesiątej, ale usprawiedliwia nas długa i
    męcząca podróż. Następnie wyjechaliśmy w okolice Skarvsjöby na poszukiwanie
    hjortronu. Niestety, efekty były mizerne: 1,4 kilograma na czterech. Równie
    śmieszny był zarobek w wysokości 86 koron.
    Podobno za kilka dni mają być miejsca na polu namiotowym. Oby, bo przecież
    nie można w nieskończoność korzystać z czyjejś gościnności.
    Sławek odnalazł się. Przyjechał wczoraj po północy. Ba, zdołał jakimś cudem
    zakwaterować się na kempingu. Jest na mnie obrażony. Uważa, że jako dobry
    przyjaciel powinienem był czekać na niego na trasie.. Być może, ale niańką
    też nie jestem. Andrzej, który jak zwykle stara się mnie wypunktować, również
    jest zdania, że powinienem czekać na Sławka. Wczoraj miał mi za złe, że nie
    przewidziałem konieczności rezerwacji kempingu. To akurat się zgadza, ale
    nikt przecież nie jest wszechwiedzący.

    31.07. Czwartek
    Moroszka jest bardzo podobna do polskiej maliny, ale ma żółty kolor i rośnie
    tuż przy ziemi. Występuje na podmokłych terenach wokół jezior, rzek, na
    bagnach i na niektórych górach. Zwana jest czasami złotem Laponii, ale chyba
    nie ze względu na smak, lecz na cenę. W skupach płacą aktualnie 60 SEK za
    kilogram tego owocu. Jednak uzbieranie kilograma to prawdziwa droga przez
    mękę dla początkującego zbieracza. Hjortronu nie jest tak dużo jak na
    przykład jagód i znalezienie odpowiedniej polanki bywa nieraz bardzo trudne.
    Dzisiaj zebrałem 2,14 kg. Zajęło mi to sześć godzin. Pewnie zebrałbym więcej,
    ale około czternastej rozpętała się gwałtowna burza z piorunami. Przemokłem w
    okamgnieniu, podobnie jak reszta mojej załogi. Wróciliśmy więc wcześniej do
    namiotu. Skutki nawałnicy w postaci połamanych i wyrwanych z korzeniami drzew
    widać było na całej niemal drodze.
    Z SMS-a od Eli dowiedziałem się, że ktoś nam obrzucił okna jajkami. Podobne
    zdarzenie miało już miejsce mniej więcej przed rokiem. Nie wiem, co to ma
    znaczyć: przypadek czy czyjaś zemsta? Być może Andrzej komuś się naraził?

    01.08.03. Piątek
    Szwedzi bardzo dbają o stan dróg. Dlatego prawie na okrągło je remontują. Ma
    to jednak również swoje złe strony. Przekonałem się o tym, gdy na
    remontowanym właśnie odcinku drogi nr 45 spod koła przejeżdżającej ciężarówki
    wyprysnął kamień i uderzył prosto w maskę mojej sieny, powodując odprysk
    lakieru i wyraźne wgniecenie. (w ub. roku w podobnych okolicznościach
    skrzywiła mi się felga).
    Moroszka, jak już wspomniałem, rośnie tuż przy ziemi. Aby ją zbierać trzeba
    zatem w nieskończoność kłaniać się szwedzkiej ziemi. Dziś uczyniłem to na
    pewno kilka tysięcy razy, schylając się po 3,10 kilograma hjortronu.. Lepszy
    ode mnie był tylko Artur, który zakończył dzień wynikiem 4,6 kg. Piotrek z
    Andrzejem mieli po około 2,5 kg.
    Nieźle idzie zbieranie Sławkowi i Dance. Za to prześladuje ich pech z
    samochodem. Najpierw były kłopoty z akumulatorem, a ostatnio musieli kleić
    przeciekający zbiornik paliwa.
    Niestety, nie potrafię rozmawiać z Andrzejem. Każda drobnostka może być iskrą
    rozniecającą duży ogień. Nie chcę tego, a jednak wybucham. Ciekawe, czy
    jesteśmy tak podobni do siebie czy też nasze charaktery diametralnie się
    różnią? Tym razem poszło o rozsypany cukier. Ot, błahostka.
    U naszego gościnnego gospodarza zostaniemy najprawdopodobniej do
    poniedziałku. Później przeprowadzimy się na oddalony o około pół kilometra
    kemping.
    Najtańszy chleb w Storuman kosztuje w tym roku 13 koron za 700 gram. Jeden
    bochenek wystarcza mi na dwa dni.

    02.08.03. Sobota
    Wczoraj wieczorem znów przeszła burza. Tym razem zastała nas w namiocie.
    Obawiałem się, że silne podmuchy wiatru przewrócą go, ale jednak wytrzymał.
    Potem deszcz padał prawie do rana. Najważniejsze, że namiot nie przecieka
    (nie licząc przedsionka).
    Zbieranie moroszki to nie tylko częste schylanie się. Trzeba również nieźle
    się nachodzić. Dzisiaj „spacerowałem” po mokradłach przez osiem godzin i
    uzbierałem tylko 1,3 kg. Pocieszam się, że chociaż na razie nie zarabiam tyle
    ile bym chciał, to na pewno tracę zbędne kilogramy. A mówiąc poważnie, to
    wciąż nie potrafimy znaleźć odpowiedniego miejsca. Skoro inne ekipy przywożą
    po 10 i więcej kilogramów to znaczy, że jeszcze nie wszystko jest wyzbierane.
    Chwilami wydaje mi się, że wszystkie komary z północnej Szwecji urządziły
    sobie poligon na moim karku i uszach. Nic nie robią sobie z olejku
    migdałowego, który miał je odstraszać. Zapach potu jest bardziej intensywny i
    to je przyciąga.

    03.08.03. Niedziela
    Dzisiaj udaliśmy się w okolice Laisbāck, około 20 kilometrów na północ od
    Storuman. Jednak również na tych terenach byli wcześniej inni zbieracze. Idąc
    ich śladem zebrałem 1,6 kg resztek. Chłopcy jeszcze mniej.
    Niedzielne popołudnie. Szwedzkie rodziny biesiadują przy ustawionych na równo
    przyciętych trawnikach stołach. My zaś koczujemy pod płachtą namiotu i
    chłepczemy chińskie zupki. „Jest super!” – jak śpiewa Muniek Staszczyk.

    04.08.03.Poniedziałek.
    Przeprowadziliśmy się na kemping. Tu od razu można poczuć się jak w Polsce.
    Polska obsługa w recepcji, polskie polonezy, duże fiaty i wszelkie odmiany
    polszczyzny dające się słyszeć z gęsto ustawionych namiotów. Oczywiście
    trudno tu szukać języka literackiego. Jeżeli już do czegoś porównywać te
    monologi i dialogi, to chyba do stylistyki pisma „Nie”.
    Nadal nie możemy trafić na dobre miejsce do zbioru moroszki. Na szczęście już
    niedługo rusza skup jagód.
    Coś niepokojącego dzieje się z układem wydechowym mojego samochodu. Czyżbym
    uderzył tłumikiem w jakiś kamień? A może rura wydechowa skorodowała? W każdym
    razie hałas jest duży i działa mi drażniąco na nerwy.

    05.08.03 Wtorek
    Okazuje się, że jest wiele sposobów na powiększenie wagi zebranej moroszki,
    począwszy od najbardziej trywialnego, czyli dolewania wody, na mieszaniu
    malin z kisielem lub galaretką skończywszy. Można też zbierać niedojrzałe
    owoce, które po kilku dniach przechowywania w namiocie
    Obserwuj wątek
      • Gość: cezary Re: Wrażenia ze Szwecji IP: *.matarnia.pl / *.matarnia.pl 14.01.04, 17:18
        dość interesujące
        • Gość: igebski@wp.pl Re: Wrażenia ze Szwecji IP: *.matarnia.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.04, 18:41
          Niestety, całość się nie zmieściła. Resztę można przeczytać na forum Szwecja
          pt. Dziennik zbieracza.
      • Gość: ida Re: Wrażenia ze Szwecji IP: *.telia.com 15.01.04, 20:02
        Bardzo dobrze ta swoja wyprawe opisales
        Przezylam cos podobnego
        zbieranie jagod ,borowek ,hjurtron
        to jest okropnie ciezka praca,
        a malo platna.
        pozdrawiam

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka