Gość: Aśka
IP: 94.230.24.*
27.05.09, 19:55
Moja kierowniczka to wredna suka - zakłamana i dwulicowa.
Praca rozwijająca, sprawiająca przyjemność mimo niskich zarobków i
właśnie te niskie zarobki zmuszają mnie do zastanowienia czy warto
za takie pieniądze użerać się z tą suką i marnować sobie zdrowie.
Wszystko było świetnie dopóki nie pojawiła się ona, przyjęta bez
żadnej rekrutacji (dzięki rodzicom, którzy ją tak pchają całe życie)
i nagle po 3 miesiącach pracy zostaje kierownikiem całego działu,
jakaś masakra, ale ok - przyjęłam do wiadomości, przywykłam, bo już
jakiś czas minął. Ale nie da się pracować, ona ciągle pode mną
podkopuje, nie może znaleźć na mnie żadnego haka, bo swoje obowiązki
wykonuję dobrze, ale ciągle szuka i przyczepia się do wszystkiego,
czuję, że chce mnie wykończyć, jak jej o tym powiedziałam, to
zaprzeczyła, ale przecież nie przytaknie. Miesza między
pracownikami. Ale każdy siedzi cicho, bo mu zależy na pracy, ale ja
jakoś mam z nią najwięcej do czynienia bezpośrednio więc są wieczne
tarcia, bardzo stresujące, wręcz wykańczające. Nie ma doświadczenia
ani wykształcenia na to stanowisko, nic nie można się od niej
nauczyć, po za intrygowaniem, kłamaniem i donoszeniem na innych.
Dyrektor wie o naszym konflikcie, ostatnio powiedział nam, że taka
rozmowa na te tematy to już jest ostatnia i jak nic się nie ułoży,
to... Po za tym wymusza na mnie pracę w weekendy, a jak się chce
odebrać nadgodziny, to jest wielki problem, gdyż w tej firmie
odbieranie nadgodzin jest źle widziane, niby można, ale...powinno
się pracować 25 godzin na dobę, to jest dobrze widziane. Chodzenie
do pracy jak w zegarku od do jak na taśmie, a jak się tylko spóźnię
7 minut, to już afera, ale jak muszę zostać w pracy 4 godziny
dłużej, to jakoś mnie nikt nie wygania, ale o 7 minut trzeba się
przyczepić... Co tu robić? Szukać nowej pracy? Bo jej się pewnie nie
da wykończyć, ma za duże plecy... Czy może siedzieć potulnie jak
baranek?