Gość: katalinaa
IP: *.chello.pl
02.07.09, 11:06
lęk,
dostałam sie na rozmowe do International Paper, na stanowisko z wymaganym
poziomem angielskiego "good commance"- stanowisko administracyjno- recepcyjne.
Niestety, odezwał sie moj mały , aczkolwiek dokuczliwy schiz. Otoz panicznie(
i ewidentnie nieprzystosowawczo ) boje się kompromitacji, polegającej na tym
iz ew.;w trakcie rozmowy nie rozumiem pytajacych, nie potrafię powiedziec po
angielsku tego co chcę, mówię z blędami, ośmieszam sie i widze w oczach
prowadzacych rozmowe szydercze przerazenie a na koniec mówią" a takim
angielskim co PAni tu robi?" brrr:(
Bierze sie to chyba z tego, iz nie potrafie rzetelnie okreslic poziomu mojej
znajomosci angielskiego. Jezyka tego uczylam sie jedynie 2 lata na studiach(
kto zna lektoraty to wie o jaki poziom chodzi). Nastepnie rok prcowałam w
Anglii i praktycznie wszystko co wiem, nauczyłam sie tam. Po drodze byly 2
kursy w Polsce, na ktore uczęszczałam po pol roku.( ale to bylo ok 4 lata temu)
Generlanie czytam bez problemow, pisze w miare dobzre, co do mowy...tu czuje
sie najmniej pewnie, w ostatniej szkole określili moj poziom jako upper
intermediate ale wlasnie...jestem strasznie niepewna!!
po co ten elaborat...;) powiedźcie mi ,czy naprawde na rozmowaych
kwlaifikacyjnych przy oczekiwaniach dobrej znajomosc jezyka, wszyscy kandydaci
mowia plynnie i oszałamiająco dobrze? CZy rekruterzy bardzo zle reaguja na
niski poziom ktore ew. sie ujawnia? CZy mam duze szanse na osmieszenie sie??
Slyszalam juz rozne rzeczy nawet takie, ze ktos powinien znac ang. biegle a
nie zna wcale( ale w co tu wierzyc?).
Szukam pierwszej pracy i ta obawa, jakkolwiek glupia by nie byla, niezle mnie
paralizuje:(