Dodaj do ulubionych

Być żmiją .

05.05.10, 05:26
Mam przyjaciela o którym to od czasu do czasu nadmieniam w postach . Mój
znajomy stracił przedwcześnie małżonkę i teraz spotyka się z jedną panią . Na
swój sposób kocha ją , oczywiście jest to miłość odmienna od tej pierwszej .
Nadal w telefonie za tapetę służy mu zdjęcie tej Pierwszej . Ale sam, wcale
ciepło mówi o kobiecym powabie wężowy . Lśni powabnie wabiąc niesamowicie,
jednak w bezpośrednim kontakcie wydaje syk i czasami kąsa dotkliwie .
- Z biegiem czasu z biegiem dni stajemy sie starymi borsukami Zbyszek , rzadko
kiedy opuszczamy swoje nory własnoręcznie wykopane . Fukamy na każdego, kto za
blisko podejdzie do niej lub głośno wypowiada się na nasz temat . Więc
dlaczego ta druga strona , zauważ kobieta , ( tu syknąłem a on skinął głową )
ma zachowywać się inaczej . Robi podobnie . Syczy głośno oznajmiając swoją
obecność . A jesli ktoś połakomi się na wzięcie tego szkaradztwa do ręki ,
musi liczyć się na pokąsanie z nieobliczalnymi konsekwencjami . A przecież
życie doświadczyło nas na tyle wyraźnie ,że nie chcemy już lub nawet mamy dość
uprzątania każdego kleksu zrobionego przez niecierpliwe dziecko życia ( nas
samych dodałem a on teraz kiwnął głową ), pragniemy widzieć i odbierać
wszystko i wszystkich takimi jacy są . Jeśli są źli, mówimy na nich be a jak
są dobrzy, cacy i nic tu nie zmieni owijanie w bawełnę i przykrywanie
tolerancją. Po prostu przestajemy być tolerancyjni . Dlaczego ? Widocznie
bardzo nas zniecierpliwiło naprawianie samych siebie i porządkowanie tego
świata , bo się go nie da uporządkować . Nie da i już . Adam wziął Ewę mieli
Kaina i Abla i popatrz . Rodzina patologiczna . Bezpośrednio z kryminału
wzięci , zapisali się w historii i znikli w jej mroku . Co pamiętamy ? Jedno
morderstwo a nie pamiętamy jak Adam musiał kochać Ewę skoro ugryzł jej jabłko
. Dlaczego więc dziwimy się kobietom dzisiejszym , nam podobnym w wieku .One
nie chcą układać spraw według kolejnych zakamuflowanych stron , wiedzą że mogą
już nie otworzyć ich więc syczą oznajmiając ...
tu zabrzęczał brzęczyk w telefonie ...
Tak kochanie .... nie , nie nigdy bym sobie nie pozwolił ... nie absolutnie
nie pije piwa ..... tak wiem, idziemy do teatru .... razem oczywiście , będę
uroczy dla Ciebie ..... to na razie kochanie , do zobaczenia przed
przedstawieniem .
Zamknął klapkę telefonu i odstawił butelkę piwa .
- I jak mówiłem syczą sobie ciągle , a my stare borsuki absolutnie nie możemy
się poddać i pozwolić się za mocno ukąsić , bo jad przejdzie całkowicie i
zarazi nas tym samym , my wolimy fukać niż syczeć i dlatego trzymamy się razem .
Za kilka minut opuścił mnie i popłynął do swojej żmijki .
Ba , taki już jest ten świat na jednym jego biegunie jest zimno, na drugim
jeszcze zimniej i zwykle nie udaje się stanąć pośrodku w miejscu
najcieplejszym z możliwych a jeśli przejdziemy przez ten środek i tak się tam
nie zatrzymamy . Wybierzemy jakiś odcień zimna gdzie będziemy fukać i syczeć .
Dopiero jednak wtedy , gdy złapiemy w swoje garści ileś tam możliwości życia .
Do tego jednak momentu ciekawośc popędzi nas przed siebie . Dobre i to . Dobre
i to .
Obserwuj wątek
    • natla Re: Być żmiją . 05.05.10, 07:07
      No nie wiem, czy to żmija i jad......dobrowolny związek dwojga
      przeżytych ludzi, potrzebujących się nawzajem. Wiele kobiet chce
      zaanektować, uzależnić nowego partnera. Chce czuć nad nim władzę i
      przywiązać tego być moze ostatniego samca w życiu. Dlatego starają
      sie wyciągać Was z gawry, pokazywać światu (może nawet chwalić się)
      i dominować. Co jak widać, często się udaje, bo mężczyzna z gawry
      łatwo się poddaje.....walczył całe życie o coś, a teraz chce mieć
      św. spokój, łagodną partnerkę, bardziej niż kiedykolwiek potrzebną,
      bo udowadniającą, ze jeszcze jest mężczyzną, potrzebną do
      decydowania, pomocy w razie czegoś. Oboje się w końcu decydują na
      taki związek. Tylko często ona mu tego spokoju i łagodności nie
      daje. Ale czy można mówić od razu o żmiii?
      • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 07:36

        Carol, potrzebujesz mężczyzny - oświadczył moj kuzyn, taszcząc
        na plecach stolik komputerowy na drugie piętro, do mojego nowego
        mieszkania.
        - Nawet gdybym chciała go mieć - odparłam - a nie chcę, musisz
        wiedzieć, że potrzebować mężczyzny to jedno, ale znaleźć go w wieku
        pięćdziesięciu ośmiu lat, to zupełnie co innego.
        - Na pewno przesadzasz - stwierdził Al.

        Żyłam sama od siedmiu lat, odkąd rozwiodłam się z drugim mężem.
        Przez te siedem lat stałam się prawdziwie niezależną osobą.Miałam
        własne, zdecydowane poglądy, znałam swoje mocne strony i talenty.
        Dzień po podpisaniu dokumentów rozwodowych kupiłam sobie pierścionek
        - niewielki szafir z maleńkimi diamentami po obu stronach -
        i przysięgłam pozostać wierna sobie i nigdy więcej nie stracić
        własnej tożsamości z powodu męskiego ego.

        - Uwierz mi, potrzeba ci chłopa - wysapał Al. Z nosa kapał mu
        pot. Właśnie pokonał bardzo ciasny nawrót u szczytu schodów.

        Aby udowodnić mu, że nie ma racji, zamieściłam ogłoszenie w lokalnym
        tygodniku. Nie zastanawiałam się zbyt długo nad treścią: żadnych
        wydumanych metafor, żadnych spacerów w świetle księżyca czy
        wspólnego oglądania zachodów słońca nad oceanem. Uznałam też, że
        lepiej od razu mieć z głowy kwestie wieku, aby uniknąć nieporozumień.
        Moim jedynym warunkiem było podobieństwo przekonań.

        Przez następnye kilka tygodni otrzymałam pięć odpowiedzi. Pierwszą
        z góry skreśliłam. Drugi kandydat za bardzo mnie przeraził i nie
        oddzwoniłam. Trzeci okazał się dobrze sytuowanym biznesmenem.

        Przez ponad półtorej godziny gadaliśmy przez telefon i zanim się
        spotkaliśmy, odbyliśmy jeszcze trzy takie rozmowy. Zjawił się
        w kawiarni X ubrany w czerwoną jedwabną koszulę i słomkowy
        kapelusz. Pogwizdywał, pełen optymizmu i energii. Miał na imie
        John i od razu mi się spodobał. Spotkanie przy kawie przedłużyło
        się do kolacji. Wieczór okazał się za krótki. Nie zdążyliśmy
        porozmawiać o wszystkim, co nas interesowało.

        ---
        Dalsze doświadczenia autorki
        w następnym wejściu, bo będzie cd.
        • eurytka Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 08:32
          Serdeczne wyrazy współczucia,
          z powodu utraty partnerów, zaufania,
          niedogadania się, emocjonalnego zapętlenia,
          dziwacznego tłumaczenia mitów, zdarzeń.
          Tyle napisane, wylicytowane, trudno dociec o co chodzi,
          ale w gruncie rzeczy o dominacje jednego ego nad drugim ego.
          Kto kogo.
          Więcej czułości, miłości, empatii życzę.
          sssssssssssssssssssss
          • eurytka Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 08:43
            Do babki trza iść, niech powróżybig_grin
            i prawdę powiebig_grin
            www.youtube.com/watch?v=b82lJlwJfeo&feature=related
            • polnaro Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 10:07
              Ja więc krótko, tylko to, co zaraz mi się nasunęło egoistycznie.
              Może znajoma kolegi i żmijka, ale nie przekonałeś co do tego, na pewno lubi
              dominować i z jakiegoś powodu chce zmienić Twojego kolegę.
              Jest też możliwe, że on przed nią udaje coś, gra innego niż jest.
              Smutne jest jednak to, że nie ma takiej osobowości, która bez wymuszania każe
              kobiecie zaakceptować prawo faceta do własnej przestrzeni życiowej, drobnych
              przyjemności, przyjaźni, a nawet spotkań bez niej. Oczywiście to musi działać w
              obu kierunkach i wtedy jest normalnie. Zaufanie, to podstawa.
              Mówię to z doświadczenia 33 letniego związku.
              • polnaro Re: miłość po pięćdziesiątce.... 05.05.10, 10:08
                .....nie jest wcale taka inna.
                Nie zmieniłam tytułu, a powinnam.
            • misia007 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 10:15
              A ja myślę, że i kobiecie i mężczyżnie ,bez względu na wiek bliskość , uczucie
              są potrzebne.I to nie jest tak ,że kobieta na siłę musi wybranka z gawry
              wyciągnąć.On tam siedzi z lęku przed zawodem, przed życiem ,przed porażką ale
              wie, że to siedzenie to jego koniec, to nieustająca ,zabijająca nuda dnia
              powszedniego więc tylko czeka.Na gest,na znak ,na nadzieję, że może się uda.
              • natla Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 12:29
                No tak, vide Łapicki.
                • sagittarius954 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 12:42
                  to już chyba po 80-tce .
                  • eurytka Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 12:54
                    Młode żmijki potrafią sie okręcić wokół faceta,
                    i wyssać z niego wszystkobig_grin
                    Stare już nie tak sprytne sabig_grin
        • bret.2 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 20:31
          Super222- Przykro mi ale zupelnie nie zgadzam się z Tobą.
          Doborem naturalnym rządzi prawo kontrastu i nie da się od niego uciec
          bez konsekwencji.Ażeby być razem - trzeba to zaakceptować i wykorzystywać dla wspólnego dobra. To "ONO" właśnie może dać moc miłości,przyjaźni i wspanialym przeżyciom.Bez wzgledu z którym z kolei partnerem.Reszta zależy od osobowości i mądrości.
          • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 05.05.10, 21:13
            bret.2 - bardzo się starać będę żeby poniższy tekst
            wypalił tam gdzie jest twój post, ale jeżeli mi
            się
            to nie uda, to wybacz. No więc piszę do ciebie - bret.2
            bez względu gdzie sie ten post umiejscowi, tu go
            znajdziesz, bo ty jesteś wytrawnym detektywem, prawda?

            bret.2 Ta opowieść jeszcze się nie skończyła.
            Będzie drukowana w odcinkach. Ja będę drukowała na
            łamach forum, ale nie tak długo żebyś się znudził
            i nie tak krótko żebyś stracił zainteresowanie.
            Miło mi Ciebie widzieć, jak zawsze...i co ja na to
            poradzę.? big_grin
        • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 07:16
          c.d.
          Jako czwarty na moje ogłoszenie odpowiedział Bill.
          Spotkałam sie z nim w restauracji w centrum miasta na wczesny
          lunch w niedzielę. gdy tylko weszłam do środka, od razu go
          zobaczyłam: wysoki, szczupły, około sześćdziesiątki, w niebieskiej
          parce i wełnianym berecie. Jego mina zdradzała niepewność.
          Rozmowa przypominała tortury. Siedział ze wzrokiem wlepionym
          we francuskiego tosta i odpowiadał zdawkowo na moje pytania.
          Tak, jest emerytem, pracował w bibliotece uniwersyteckiej przez
          dwadzieścia siedem lat. Pauza. Gra na gitarze klasyczne i jazzowe
          kawałki. Pauza. Ma liberalne poglądy, ale jest zdecydowanym
          przeciwnikiem obecnego rządu. Pauza. Skończył Harward. Długa pauza.
          W końcu kelner zabrał talerze, a ja poprosiłam o rachunek.
          - Pozwól, że sama zapłacę, w końcu to ja zaprosiłam ciebie -
          stwierdziłam i po chwili dodałam niespodziewanie dla samej siebie:
          - Może jeszcze się spotkamy?
          Jego twarz w jednej chwili sie zmieniła. Pojawił się na niej
          szeroki uśmiech, a niebieskie oczy błysnęły z zadowolenia.

          Po każdej z pierwszych jedenastu randek postanawiałam spotkać
          się z Billem raz jeszcze.
          - Jest w nim coś, co każe mi kontynuować naszą znajomość, choć
          rozmowa z nim ogromnie mnie wyczerpuje - powiedziałam Alowi.
          Nigdy nie umiałam pleść o byle czym ani wymyślać nowych tematów
          konwersacji, ale tym razem to ja grałam pierwsze skrzypce - i to
          pod wieloma względami. Na trzeciej randce pierwsza wzięłam go
          pod rękę. Na siódmej - pocałowałam go.
          ----
          ciąg dalszy będzie
          • polnaro Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 09:23
            Może jednak rano i wieczorem?
            Nie zdążysz przed moim zniknięciem, chyba, że to serial tasiemiec, to po
            powrocie go tu znajdę jeszcze.
            • polnaro Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 11:34
              A można komentarze?
              • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 12:50
                A do którego tematu?

                polanro napisała:
                A można komentarze?

                https://i38.tinypic.com/2iboo3k.jpg
                • eurytka Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 14:32
                  Początkowo myślałam, że supetr222, swoje życie opisuje.
                  ale ten poemat to ściema,
                  ona tylko kogoś przedrukowujebig_grin
                  jakąś porąbana Amerykankę,
                  a takich rzeczy to ja już nie czytujębig_grin
                  • polnaro Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 14:40
                    Jesteś pewna?
                    • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 17:28
                      Jescze jakieś dwa wejścia, o ile
                      mnie nie odstawią na aut....big_grin
                      • polnaro Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 18:41
                        Nie ma obaw Szeherezado.
                        • sagittarius954 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 19:37
                          Pisz superko, pisz, najlepiej komentarz napisać jeden, jak już wszystkie wątki
                          umieścisz na forum smile
                          • eurytka Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 20:01
                            Po sześćdziesiątce to jest się opiekunką,
                            nie kochanką, nieraz niańką...
                          • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 20:27
                            Norrrrmalnie sagitariusie czytasz w moich myślach.
                            Tak właśnie zrobię...po ukończeniu pisania.
                            Ale, miło będzie jeżeli Ty i inne osoby zweryfikują
                            swoje poprzednie komentarze. No i napiszą je.
                            • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 07.05.10, 10:12
                              To miało miejsce ponad dwa lata temu.
                              (pocałowałam big_grin). Przekonałam się, że miłość w wieku sześćdziesięciu
                              lat wygląda inaczej od tej, którą przeżywamy w wieku szesnastu czy
                              trzydziestu sześciu lat. Gdy dobijamy sześćdziesiątki, niejedno
                              mamy za sobą i jesteśmy ostrożniejsi. Boimy się upaść, wiemy, jak
                              łatwo można się potknąć. Bill i ja mieliśmy już na koncie
                              nieudane związki. Zostały nam po nich trwałe blizny, których nie
                              pozbędziemy się już nigdy. Miłość po sześćdziesiątce nie ma nic
                              wspólnego z wychowywaniem dzieci, kłótniami o pieniądze czy teściów
                              ani ściganiem się o to, by mieć najładniejsze dekoracje świąteczne
                              na całej ulicy. W tej miłości najważniejsze jest bycie razem
                              i poczucie bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że brak w niej
                              namiętności. Bill nauczył mnie, że ślepa miłość, umiejętność
                              bezwarunkowego wybaczania i niezmienna wiara potrafią zmienić tego,
                              kogo kochasz, w osobę, którą widzisz przez walentynkowe okulary.
                              Kiedy moje nawyki oraz przykre tajemnice mojej rodziny zaczęły
                              wypływać na wierzch, on powtarzał niezmiennie:

                              - Jesteś cudowna. Jesteś piękna. Jestem taki szczęśliwy,
                              że mogę dzielić z tobą życie.

                              Zaczęłam mu wierzyć. Zmienił sposób, w jaki postrzegałam siebie,
                              i pokazał mi nowy rodzaj kochania. Miłość, jaką darzę Billa, nie
                              jest zazdrosna ani obarczona zmartwieniami.
                              Przypomina stary, ręcznie dziergany pled na mojej sofie:
                              miły i znajomy.
                              ---
                              będzie ciąg dalszy
                              • ama.pola Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 07.05.10, 10:25
                                Jejku, nie masz na zbyciu takiego Billa,
                                co pocieszy, poklepie. Znałam takiego
                                Johna, co panisko udawał, a potem
                                długi babinie przedłożył do spłaty.
                                A zakochany był na sto fajerek.
                                • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 07.05.10, 17:24
                                  Nie, nie posiadam na zbyciu żadnego Billa.
                                  Odnośnie długów to powiem, że rekompensaty
                                  idą wefte i wefte. Naciągaczkami bywają
                                  również kobiety...i to w przeważającej ilości.
                                • polnaro Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 08.05.10, 09:28
                                  Mój po Twoim, bo coś nas zaskoczy, tego jestem pewna.

                              • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 08.05.10, 08:00
                                Jest to już ostatnia część opowiadania.

                                "Kiedy razem z Billem idziemy ulicą, on bierze mnie za rękę
                                i nie macha nią od niechcenia, tylko przyciska do piersi, na
                                wysokości serca. Mijający nas ludzie uśmiechają się.
                                Ostatnio w greckiej restauracji kelnerka przyniosła nam na
                                koniec posiłku baklawę(ktoś wie co to jest?).
                                Próbowaliśmy wyjaśnić, że niczego nie zamawialiśmy, ale
                                przerwała nam:

                                - To ode mnie, bo jesteście tacy zakochani.
                                ---
                                (Carol Duncan Sweet).

                                PS. Mój komentarz - jutro.
                                https://i38.tinypic.com/hrifxy.jpg


                                • sagittarius954 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 08.05.10, 15:39
                                  Tak to jest, zakochanie przesłania całe szare życie . chociaż ciężko tak
                                  spacerować z ręką podniesioną do serca , czyjegoś serca , nie polecam smile
                        • super222 Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 21:20
                          Skończę zanim opuścisz nas na jakiś czas.
                          Jak MY sobie bez ciebie radzić będziemy?

                          Specjalnie dla ciebie polnaro postaram się
                          żeby zakończenie było pogodne.
                          https://i27.tinypic.com/2a5n80k.jpg
                          • polnaro Re: miłość po sześćdziesiątce jest inna 06.05.10, 21:27
                            Kurcze, żebym ja jeszcze pewność miała, że Ty nie podśmiechujki se czynisz, to
                            bym sie cieszyłabig_grin
    • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 13:03
      Właśnie, właśnie...
      Eurytko, ty wiesz wszystko, napisz co u pp.Łapickich?
      • eurytka Re: Dyć być.... 05.05.10, 13:06
        Zapisał jej cały materialny dorobek,
        piękne mieszkanie w Warszawie,
        antyki
        i całą resztę,
        by sie z dziecmi jego i wnukami sadzic nie musiałabig_grin
        • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 13:15
          Cholerka, nie mogę umrzeć pierwsza, a zawsze chciałamsad
          Nie zniosę jak moje paprotki podlewać będzie jakaś, no nie ...
          • sagittarius954 Re: Dyć być.... 05.05.10, 14:15
            A może będziesz zza światów robiła puuuu na wszystkie kręcące sie koło twoich
            paprotek , tylko ...jak ich nikt nie podleje ....big_grin
            • misia007 Re: Dyć być.... 05.05.10, 14:31
              A może to uczucie jest , tak trudno Wam uwierzyć.
              • eurytka Re: Dyć być.... 05.05.10, 18:53
                Wcale w uczucie nie wątpię.
                W emocjach największa jest siłasmile
              • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 19:13
                Misiu, czy my wątpimy?
                Ja to nawet bardzo im tego życzę.
                Cała moja obawa egoistycznie mnie dotyczyła, rodzinna jestem, hoduję te paprotki
                big_grin i co? Nagle mi to "jakaś" ususzy, rozda, zmarnuje..., że nie wspomnę o
                storczykach. Co innego własne dzieci, one niech marnują, suszą, tratują.
                • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 19:17
                  Sagi, za Twoją przyczyną mam problembig_grin
                  Nic tylko żyć muszęsad
                  • sagittarius954 Re: Dyć być.... 05.05.10, 20:06
                    Przyjmując z cała powagą ,przejście na drugą stronę - skąd wiesz, że Ciebie coś
                    będzie jeszcze interesowało co się dzieje po tej stronie .
                    Przypuszczam że nawet nie wspomnisz o życiu , bo to nie było życie i jak tak się
                    zachłystniesz tym co zobaczysz, to powiesz - teraz to jest życie smile
                    ale życzę ci jak najdłuższego życia tu , tylko ... po co się martwić na zapas
                    big_grinbig_grin I tak w sercu zostaniesz na wieki tego z którym szłaś lub choćby na
                    tapecie telefonu .big_grin
                    • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 20:16
                      Na tapecie mam wnusia mojego kochanego.
                      Męża pod ręką akurat.
                      A co będzie, to będzie.
                      Może gdzieś tam z naszym nickiem na czole się spotkamy, bo tyle co my tu
                      naględzimy płazem nie ujdziesmile.
                      • sagittarius954 Re: Dyć być.... 05.05.10, 20:38
                        czekaj przyszły rok szykuję wolny od wszelakich zobowiązań , może uruchomię mój
                        kij dębowy i podpierając się nim dotrę do tego szczytu koło którego mieszkasz ,
                        będzie okazja byś się patrzyła jak starzy wiarusi popijają big_grin
                        • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 21:22
                          NO, no , kij już bierz i ćwicz, bo jakieś małe góreczki tu blisko mam, ale razem
                          to tylko na Baranią.
                  • filip505 Re: Dyć być.... 05.05.10, 20:14
                    ...i tak trzymaj,od tego ma sie znajomych,
                    tylko czy napewno druga strona tego chce.
                    • came_lia Re: Dyć być.... 05.05.10, 21:35
                      Foum,wirtualny świat ,to prawie jak skok w bok,druga strona niema pojecia o forumowych znajomosciach,zazyłościach
                      • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 21:40
                        Coś Ty camelio, mąż tu obok, zerka i raz się śmieje, to znowu puka się w czoło.
                        Dotykać mojego lapa nie pozwalam, bo jak wspólnego tradycyjnego używaliśmy, to
                        szopki były.
                        • polnaro Re: Dyć być.... 05.05.10, 21:47
                          No, sie wziął i poszedł spać, pracoholik jeden.
                        • came_lia Re: Dyć być.... 05.05.10, 21:49
                          moj tez siedzi obok,ale niema pojecia ze zostałam wciagnieta do haremu smile
    • skrzydlate Re: Być żmiją . 05.05.10, 21:40
      biedny przerażony borsuczek
      • filip505 Re: Być żmiją . 05.05.10, 21:53
        ...polnaro ...moze to on cala noc tych
        plotow pilnuje przed jeleniami,zeby nie napisac sarnami.
        • polnaro Re: Być żmiją . 05.05.10, 21:59
          Came, aż tyle to wiedzieć nie muszą....pościel mu łóżeczko i wracaj...., albo
          dawaj, niech klikaniem na własny harem zapracuje.

          Filipie, co oczy nie widzą to sercu nie żal, niech tam sobie te
          sarenki....mówisz, przypilnuje?
          • super222 Re: Być żmiją . 06.05.10, 18:41
            A propos zwierzyny.
            Czy ktoś wie? Jest wersja polska
            FARMWIR?
            • polnaro Re: Być żmiją . 06.05.10, 19:49
              FARMWIR?
              A co to to?
              • super222 Re: Być żmiją . 06.05.10, 20:23
                Ciemno było...literówka.
                Powinno być FARMWIL.
                To taka wirtualna farma, gdzie się uprawia rolę
                i prowadzi hodowlę zwierząt domowych.
                Do tej pory była tylko w wersji anglojęzycznej.
                Podobno już jest wersja polska.
                Mówią, że hit...już od dawna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka