Dodaj do ulubionych

Nasze zwierzaki

22.10.04, 20:08
Tu mozemy pogawedzic o naszych ulubiencach.Jak przytalo na prawdziwy dom mam
psa i kota.Rasy psa nie podam bo jest wyjatkowj rasy /kilka w Krakowie/.Ma
dlugi wlos i nalezy do sredniakow.
Mam tez kota,dachowca,ale nie polskiego.
A co u was na tym polu.
Obserwuj wątek
    • natla Re: Nasze zwierzaki 22.10.04, 20:19
      Uprzedziłaś mnie. Ale to nie szkodzi oczywiście, tylko ja tez chciałam o
      naszych stworzeniach porozmawiać.
      Od kołyski miałam zawsze psa. Zawsze to były kundle dłudowieczne (3), poza
      niestety ostatnim. Już nie chcę miec rasowego psa!!. Poza tym przewijały się
      przez nazs dom: koty (niestety moja alergia, wykorzystywana w ogólniaku smile, nie
      pozwala na te stworzonka), chomiki , świnki morskie, węże, papugi itd, a każde
      z nich to historia. cdn.
      • tesunia Re: Nasze zwierzaki 23.10.04, 08:09
        a ja tez mam psine,"pana dostojnego i naukochanszego rasowca,
        w Polsce musza chodzic takowe w kagancu,
        nasz lagodne jest,strasznie lubi dzieci,
        drugi z tej samej rasy.
      • gosciowa2 Re: Nasze zwierzaki 23.10.04, 16:24
        natla napisała:

        > Od kołyski miałam zawsze psa. Zawsze to były kundle dłudowieczne (3), poza
        > niestety ostatnim. Już nie chcę miec rasowego psa!!.

        Otóż to. U mnie częściej kundelki żywot pędziły, mówimy na nie "owczarek
        warmińsko-mazurski". Poprzedni pies to był chart afgański z rodowodem / dużo
        kłopotów/ale był kochany i cierpliwy, umarł na moich rękach, czekał aż przyjdę
        z pracy, żył 14 lat.
        Teraz mamy psiaka "miśka", małego wariata i kota "maurycego" który mnie nie
        lubi bo go ściskam.
        Kocham zwierzęta, te małe.Ostatnio "odszedł" chomik "tofik" ale najmłodsza już
        coś nawija o myszoskoczkach. Nawet nie wiem co to jest.
      • natla Re: Nasze zwierzaki 24.10.04, 20:12
        Rozdział I.
        Mój pierwszy pies przyniesiny został ze ... świniarni, gdzie jako szczeniak
        biegał sobię między wieprzowinką. Azor był najbardziej typowym z wygladu
        kundlem. Złocisto - rudawy, z preclem z tyłu tułowia, średniego warostu.
        Nauczony był chadzać sobie samotnie po mieście, a chęć na odseparowanie się od
        rodziny wyrażał 3 razy dziennie szczeknięciem pod drzwiami. Tak też wracał. Na
        tych eskapadach oczywiście spotykały go różne przypadki. Ale zaczęło się
        w domu. Jako kilkutygodniowy szczeniak przyssał się do kontaktu. Ojciec jakimś
        cudem go "odkopał" (chyba nawet bez cudzysłowu) i okazało się , ze pies nie
        żyje: szkliste oczy, brak tętna, zwiodczenie. W ciagu kilku minut dostał
        zastrzyk ( zdaje się adrenaliny) prosto w serce i ...dosłownie wrócił zza
        świtów. Następstw tego wypadku nie było.
        Nie raz wracał z rozdartym uchem, pogryziony, a po trzydniowych eskapadach
        szczęśliwy, choć w stanie opłakanym.
        Jak już był mężczyzną w sile wieku, pewnego dnia wieczorem przyszedł z okiem na
        wierzchu. To było straszne. ( Byłam juz na tyle dorosła, że bardzo to
        przeżyłam. ) Skończyło się w ciągu 2 h operacją na stole kuchennym. Operowało
        go aż 3 lekarzy, w stanie nieco wskazującym (właśnie odbywał się w domu brydż),
        wzroku nie dało się uratować, ale gałkę oczną umieszczono na miejscu, zaszyto
        i od tej pory nasz Azorek został piratem na kilka tygodni. Wyglądał
        przekomicznie.
        Przypuszczalismy, że jakieś ludzkie bydle musiało go po prostu rąbnąć w głowę.
        Nasz ukochany kundel miał też "poczucie humoru". Razu pewnego, godzine przed
        przyjściem gości, był łaskaw wskoczyć na stół kuchenny i zjeść 8 porcji
        przygotowanedo do pieczenia mięsiwa. Można sobie wyobrazić reakcję mojej Mamy.
        Aż dziw bierze , że przeżył.
        Do ludzi był nastawiony bardzo pozytywnie, jednak miał swoje dozgonne
        antypatie, co zdajesie zgadzało się z poglądami rodziców. Pewnego znajomego po
        prostu nie wpuszczał za próg domu, więc znajomość się szybko urwała, ku radości
        wszystkich. Na ulicy reagował na złych (jak to zostało ustalone) ludzi
        warczeniem. Czasem tym zachowaniem powodował b. wesołe sytuacje.
        Azorek żył 18 lat, a kiedy umarł, przeżlismy to niesamowicie. Oczywiście nie
        było owy o następnym psie. Ale ...
        • kla-ra Re: Nasze zwierzaki 25.10.04, 09:56
          Natla ,fantastyczna opowiesc pisz dalszy ciag.
        • mira54 Re: Nasze zwierzaki 25.10.04, 10:04
          Witajcie! Ja też bardzo lubię zwierzątka. Kiedyś w dzieciństwie miałam pieska.
          Natomiast teraz mam kotka "Kubę". Cieszę się, że jest ze mną, bo gdyby nie on
          nie miałabym do kogo buzi otworzyć, a tak to mam w domu wolnego słuchacza. Jest
          wysportowany, wszystkie meble są jego. Mam go w domu od 7 lat. Jest to troszkę
          uciążliwe dla mojej rodziny, ponieważ kiedy mam wyjazd, musi ktoś przyjść do
          niego aby dać mu jeść i posprzątać kuwetę. Miło jest, kiedy Kuba wskakuje na
          kolana i mruczy. Jest straszny pieszczoch!
        • natla Re: Nasze zwierzaki _ rozdz. 2 25.10.04, 17:59
          Po długim okresie wakacyjnym zaczęło w domu czegoś brakować. Doszło do nas
          czego, w chwili przyniesienia przez daleką znajomą właśnie urodzonych szczeniąt.
          Było ich 5, 2 suczki i 3 chłopaków. Dostalismy szału. Uzgodnienie, którego
          bierzemy trwało całe popołudnie. Dziewczęta odpadały, bo pamietaliśmy
          o sąsiadach, którzy mieli suczkę, i o tych dziesiątkach kundli, którzy
          w czasie cieczki Neli chcieli ją koniecznie odwiedzić. Ponieważ Nela mieszkała
          vis a vis nas, więc było to bardzo uciązliwe.
          Wobec tego suczki odpadały w przedbiegu. No ale zostały jeszcze aż 3 psy.
          Właściwie były do siebie bardzo podobne, spokojne, rasy nieustalonej. Wzięliśmy
          w końcu tego, który zsiusiał się ojcu na podołek. Nie znaliśmy jego matki.
          Okazało się, że była to psica rasy (chyba prawie) ratler, ale chwalić partię
          popełniła mezalians. Na imie dla niego mieliśmy 1000 pomysłów. Został Paco.
          Imię sentymentalne, po ukochanej, przedwojennej przybłędzie Mamy, która np. w I
          dzień Świąt Bożego Narodzenia, wybrała się za nią również do kościoła,
          zmalazła, obwachawszy połowę parafian kościoła na rynku w Podgórzu w K - owie,
          czym wprawiła wszystkich w oburzenie, a Mamę "ubrała" w wypieki. W ogóle
          pomysłowa była. A nazywała się Paca.
          Tak więc nastała w naszym domu epoka Pacy. Był bardzo pojetnym psem. Po 2
          dniach juz wiedział, że siusiać może tylko poza domem i okazywał to piskliwym
          szczekaniem. Jego panią była Mama. Całe swoje życie przede wszystkim jej
          towarzyszył. Pamietam go stosunkowo mało, bo wszedł w moje życie w okresie
          studiów i pierwszych kroków zawodowych. Był przemiłym łagodnym psiakiem.
          Bralismy go oczywiście na wkacje, a poniewaz zawsze conajmnie miesiąc byliśmy w
          Tatrach, więc stał się po prostu znakomitym taternikiem. Niestety z czasem
          nabawił się choroby płuc, i kilka lat kaszląc i cięzko oddychając jeszce żył,
          ale się nie męczył. Po górach chodził prawie do końca, jednak często musiałam
          go wnosić lub znosić. Przyszedł jednak moment, kiedy już nie mógł samodzielnie
          chodzić, okropnie się roztył i widac było w oczach cierpienie. Ojciec
          postanowił go uśpić sam. Musiał mu dac aż 3 zastrzyki, bo psisko nie chciało
          odejść z naszego świata. Było to dla nigo (ojca) okrutne doświadczenie, długo
          nie mógł się z tego otrząsnąć. Paco był z nami 12 lat , a jego śmierć
          przezylismy również cięzko, jak śmierć Azora. I znowu nie było mowy o następcy,
          Nigdy wiecej.....Ale...
          • kla-ra Re: Nasze zwierzaki _ rozdz. 2 27.10.04, 10:17
            No to mnie rozczarowalas natla,gdzie dalszy ciag opowiadania?
            Masz swietny styl,kiedy skonczysz z praca w szkole to zacznij pisac zawodowo,no
            i to poczucie humoru...
            • natla Re: Nasze zwierzaki _ rozdz. 2 27.10.04, 15:30
              Jak to gdzie! Jest rozdzieł 2! Na trzeci muszę znaleźć czas, bo to mije
              ukochanie, na 4 też, bo to moja zmora. Spoko.
              Nie rozpieszczaj mnię komplementami.
              • natla Re: Nasze zwierzaki _ rozdz. 2 27.10.04, 15:32
                ...bo mi się w głowie przewróci i nie będziecie mnie chcieli np na zlot.
          • natla Re: Nasze zwierzaki _ rozdz. 3. 27.10.04, 22:32
            Właśnie zaczęłam pracować w mojej obecnej "siedzibie". Przyszłam po 3 latach
            kompletnego nieróbstwa na innej posadzie. Po prostu uciekłam. No i wpadłam. Nie
            pamiętam pierwszego roku pracy w szkole. Byłam w amoku. Po tamtym nieróbstwie ,
            tu szał.
            Pewnego jesiennego dnia skończyłam lekcje i wyszłam przed szkołę do mojego
            nowiutkiego "malucha", koło którego kręcił się brudny, zabiedzony pies.
            Pogłaskałam go, pogadałam do niego i popatrzyłam mu w oczy. Koniec. Już był mój.
            Władowałam tego burego brudasa do auta ( nie opierał się, był tylko troszkę
            spłoszony; chyba nie znał samochodu) i przywiozłam do domu.
            Oczywiście pierwsze co zrobiłam , to wykompałam go. Jak tylko go polałam wodą,
            to się przeraziłam. Cała rodzina się przeraziła. Tak był chudy. Po kąpieli
            nakarmiłam i choć był głodny nie rzucił się na jedzenie. Jak wysechł to
            zaniemówiliśmy. Był po prostu piękny. Rudo - brązowa, sredniej długości,
            błyszcząca sierść i przepiękny, puszysty ogon. A ta morda? Cudo. Jedynie ok.
            pół metra wysokośni brakowało mu do rasowego leonbergera.
            Ale rano pies koniecznie chciał po spacerze wyjść ze mną. Z ciężkim sercem
            przywiozłam go pod szkołe. Wyskoczył i znikł. No cóż - pomyślałam - poszedł do
            swojego domu; przynajmniej czysty. Był to dzień moich imienin. Po lekcjach
            wychodzę do samochodu, a tu spod niego wychodzi moje psisko. Wskoczył wesoło
            sam do środka, obszczekał mnie i dał siebie w imieninowym prezencie.
            Już nigdy nie uciekał, ani nie chciał się ode mnie uwolnić (no moze poza 3
            razami... ale to potem).
            To był mój pies.
            Natychmiast poszłam z nim do weterynarza na oględziny, zaszczepiłam
            i dowiedziałam się, że ma ok. 1,5 roku. Znów zaczęły się targi o imię .
            Pasowało do niego imię Markiz, ale orzeklismy, że zbyt pretensjonalne. Lord,
            zbyt oklepane itd. W końcu jak zawsze zwyciężyła moja Mama. Mieliśmy w domu
            pięknego psa o imieniu Kazan.
            Kazan nietylko był najpiekniejszym kundlem pod słońcem. Był wspaniałym, wiernym
            do bólu towarzyszem. Nie było w nim nic złośliwości, jednak ta chodząca na
            4 łapach łagodność potrafiła przestraszyć każdego , jeżeli wyczuł zagrożenie
            w stosunku do mnie, czy rodziny. Chyba uratował mi kiedyś życie lub conajmniej
            zdrowie, kiedy wracaliśmy po długim spacerze wieczorem. Było ciemno, pusto,
            dżdżysto i cicho. Nagle usłyszałam: "ty, lala daj forsę po dobroci, bo..." -
            reszty nie zdążył powiedzieć. Kazan wyrwał mi się w sekundzie, skoczył na
            delikwenta i przewrócił go. Jego towarzysz w następnej sekundzie uciekł.
            Pies zostawił leżącego , poleciał za tamtym, rozszarpał mu spodnie i prędziutko
            wrócił sprawdzić w jakim stanie jest pierwszy. Ten właśnie zaczął się podnosić
            i jak zobaczył swojego wracającego przesladowcę , dał nogę, w czym na
            kilkadziesiąt metrów pomógł mu Kazan. Cały ten epizod trwał kilka sekund,
            w czasie których ja zamieniłam się w żonę Lota, niezdolna do najmniejszego
            ruchu. Po kilku następnych sekundach mój ukochany pies wrócił, usiadł na
            przeciwko mnie merdając swoim cudownym ogonem i zajadle szczekając.
            Od tego dnia został bohaterem rodziny. Choc już nigdy nie miał możliwości ( na
            szczęście) ponownie udowodnic swojej waleczności, zawsze w jego towarzystwie
            czulismy się bezpiecznie.
            Jak wspomniałam, uciekł 3 razy, nie 4. Dwa razy na trzy dni wezwała go natura
            i podobnie jak Azor, wracał brudny, poturbowany, głodny, ale szczęśliwy.
            Kolejne 2 razy odezwała się w nim dusza myśliwego.
            Spędzaliśmy Świeta Wielkanocne w Krynicy. Któregoś dnia wybraliśmy się na Górę
            Parkową. W połowie drogi Kazan zobaczył sarnę i ...poszedł. Czekaliśmy,
            nawołując godzinę. Jednak nie wracał. Wleźliśmy już na górę, okropnie
            zmartwieni. Na szczycie opłakalismy psa, robiąc sobie wyrzuty, że nie szedł na
            smyczy. Po kilku godzinach doszlismy do miejsca , gdzie się nam urwał
            i dokładnie w tym miejscu nasz piesek leżał i czekał. Radość z obu stron była
            tak wielka, że nikomu nie przyszło do głowy go skrzyczeć, czy ukarać.
            Drugi raz poleciał za młodym dziczkiem, ale nawet nie zmartwilismy się. Jak
            wrócił po trzech kwadransach, zastał nas opalających sie spokojnie na
            pniaczkach w miejscu rozstania.
            Starzał się powoli i równomiernie. Najpierw przestał się oglądać za
            dziewczynami, potem powoli tracił węch , a z czasem słuch i na końcu wzrok .
            Jednak fizycznie był całe życie zwinny i silny.Jak miał 16 lat, o mało nie
            zginął w lesie, oddalając się od scieżki o 2 m. Ponieważ zmysły już mu mocno
            szwankowały , po prostu sie zagubił. I tylko dzięki szybkiemu zauważeniu jego
            nieobecności zdołałam go znależć. 5 min później czychałaby na niego śmierć.
            Moja Mama zawsze chciała mieć jamnika. Czesto o tym mówiła, więc kiedy
            nadarzyła mi się okazja, kupiłam szczeniaka ( na moje nieszczęście rasowego).
            Mielismy więc 2 psy.Rozrabiającego małolata i statecznego, starzejacego się
            Kazana. Ludzie na mnie napadli, że biorąc drugiego psa, Kazana skazuję na
            przedwczesną śmierć. A ja myślę, że właśnie dlatego dożył 20 lat. Jak w domu
            pojawił sie jamnik, Kazan natychmiast odmłodniał, ustawił jamnika,
            podporządkował go sobie i rządził nim.
            Przekomicznie wyglądali razem na spacerach. Wpadłam pewnego dnia na pomysł
            (mając już dość trzymania rąk "w szpagacie" - jeden z tyłu szedł statecznym
            krokiem, drugi ciągnął do przodu), zeby ich połączyć smyczami. Uchwyty smyczy
            zakładałam im nawzajem na szyje i puszczałam. Wygłądało tak jakby Kazan
            prowadził jamniola na spacer. Nawet ich sfilmowano. Rarytas. Jednak jak Kazan
            zaczął słabnąć, a jamnik dorastać, musiałam zrezygnować z tej metody
            spacerowania, bo dużo mniejszy, ale niespotykanie silny jamnik zaczął kręcić
            Kazanem, tak że ten się przewracał.
            Kazan umarł cichutko w domu,na moich rękach. Jeszcze dziś nie jestem w stanie
            opisać tego co się ze mną działo. sad(
            Został na moje nieszczęście jamnik. I....
            • natla Re: Dlaczego nie piszecie... 06.11.04, 21:04
              o swoich zwierzakach. Ja Wam tu ksiązkę piszę a Wy nic? To przecież taki
              wdzięczny temat. smile
              • natla Re: Dlaczego nie piszecie... 07.11.04, 18:51
                No, dlaczego??
                • kla-ra Re: Dlaczego nie piszecie... 08.11.04, 16:06
                  Wiesz,ze lubie Cie czytac.
                  Wczoraj mialam nie ciekawy dostep do internetu.Otwieral mi strony b.wolno
                  prawie 5 min. oczekiwania,bylam wsciekla.
                  Dzisiaj dzwonilam do firmy,przepraszali,mieli usterki.
                • lilimarlene1 Re:Natla,no i co z tym jamnikiem???cdn? 11.11.04, 20:21
                  W dzieciństwie i młodości nigdy nie miałam zwierzaków.
                  Pierwszego z nich-chomika syryjskiego zwanego Kubusiem rudego,o czarnych
                  oczkach jak perełki- kupił mi mąż.
                  Dziecko było zbyt małe,więc tylko ja się nim zajmowałam.
                  Kiedy mieliśmy wyjechać na urlop i nie mniał się nim kto zająć,mąż zaniósł go
                  do pracy,gdzie pracownicy obiecali sie nim opiekować.
                  Po powrocie z urlopu mijały dni,a Kubuś nie mógł być przyniesiony do domu bo
                  ciągle coś stawało na przeszkodzie.
                  Mąż w końcu przyznał sie,że chciał to ukryc i kupić podobnego,bo Kubuś nie żyje.
                  Któregoś dnia kiedy pracownicy zajrzeli do niego leżał zmumifikowany.
                  Czyli ta opieka bez wody i jedzenia-w upalne lato-nie była zbyt troskliwa.
                  Bolało mnie to bardzo.
                  Powiedziałam złośliwie,że mnie to nie dziwi bo tacy są właśnie katolicy-okrutni.
                  Osoby,które deklarowały opiekę były b.religijne.
                  Kubuś żył jednak ponad dwa lata,czyli dośc długo.

                  Póżniej długo były rybki.

                  Moja córka jednak zawsze chciała mieć kotka.
                  Reszta domowników nie wyrażała zgody.
                  Postanowiłam spełnić to życzenie kiedy skończyła studia.
                  Kolega z pracy zapytał-czy chcę kupić kotka.Przyniósł porto folio.
                  Kiedy córka pojechała po wybór kici,okazało się,że wybrała nie tego,którego
                  zamierzała po obejrzeniu zdjęć.
                  Wybrała tego,który ją wybrał.Tego,który pierwszy do niej podszedł,obwąchał jej
                  plecak,dał sie pogłaskac,chociaż jego mama ostro zareagowała.
                  Właścicielka kota-mamy,zanim ją wysterylizowała chciała jej dać szanse na
                  rodzicielstwo.
                  Piękny rudy pers,ale o bużce jak po zderzeniu ze ścianą,został pierwszy
                  raz"zeswatany"z tatusiem-persem szynszylowym,srebrnym,o niebieskich oczach.
                  Urodziła rude,martwe dzieci.
                  Smutne.
                  Następne"zeswatanie"zaowocowało narodzinami dwóch chłopców i dwóch dziewczynek.
                  Wszystkie dzieci zewnętrzną urodę oddziedziczyły po tatusiu.Właściciel tatusia,
                  wziął jednego chłopca.Jedną dzieczynkę też ktoś kupił.
                  Została nasza Lilimarlene vel Luśka i Maciuś jej ogromny brat o sierści
                  pokrytej złotą poświatą.
                  Nasza Lili jest srerno-biała,krótkonoga,długa(przegubowiec),b.puszysta o
                  pięknych bursztynowych oczach(po mamie)i ujmującym wyrazie pyszczka.
                  Te jej oczy przesądzają o braku rasowości,powinne być zielone lub niebieskie.
                  Kiedy kot znalazł sie w naszym domu okazało sie,że my sie go boimy.
                  Zupełnie nie wiedzieliśmy jak sie zachowywac.Zamykaliśmy sypialnię spryskując
                  uprzednio drzwi preparatami odstraszającymi.
                  Kotek drapał w drzwi i żałośnie płakał.On nie spał,my też.
                  W ogóle popełnialiśmy dużo błędów.Kot jednak wszystko przetrzymał.Zawsze był
                  b.czysty i zdyscyplinowany.Witał nas w drzwiach kiedy skąds wracaliśmy,łasił
                  sie,prosił o pieszczoty.
                  Tylko na ręce raczej go brac nie wolno-bo persy tego nie lubią.
                  Nasz kot upodobnił się do nas.Ma nasze charaktery jest indywidualistą.Nie lubi
                  hałasu,oznak motoryzacji jest lękliwy.Często zachowuje się jak pies myśliwski,
                  zwłaszcza w stosunku do owadów wlatujących z ogrodu.Kiedyś nosił spuchnięta
                  wargę po konsumcji trzmiela.
                  Kot jest równiez b.czułym opiekunem nas dorosłych.
                  Zachowuje się dość dziwnie w czasie naszej choroby.
                  Czasami mam wrażenie patrząc na jego samozaparcie w czasie czuwania,że to nie
                  kot.Pytam go nawet,który to jego żywot i kim był w poprzednim wcieleniu.Kiedy
                  wróciłam do domu po dwóch kolejnych operacjach,nie odstępował mnie na krok.
                  Był zaniepokojony kiedy ktoś podchodził do mojego łóżka. Teraz kiedy jestem po
                  zawale,kot cały czas jest obok mnie.Chodzi za mną krok w krok jak pies.Cały
                  czas mnie obserwuje.Kiedy wychodzę do drugiego pokoje on idzie za mną.Teraz
                  również leży obok klawiatury i poddaje się pieszczotom.
                  Odejdzie na chwilę kiedy córka wróci z pracy.Ale w nocy leży obok mnie.A rano
                  łapeczką delikatnie drapie mnie po twarzy miaucząc prosząco abym się obudziła.
                  Moja córka mówi,że nieprzeżyje chwili kiedy ten kot odejdzie.Już dzis się tego
                  boi.
                  A jestem szczęśliwa,że moja emerytura nie jest taka samotna,bo mam towarzysza i
                  dojrzewam do posiadania psa.Będę miała pretekst do wyjścia z domu i zawsze
                  chętne towarzystwo na spacer.Już obserwuję wszystkie pieski i mnie więcej wiem
                  jak ma wyglądac.Im więcej obserwuję ludzi tym bardziej pragnę towarzystwa
                  zwierząt.To chyba starość,a może dojrzałość?
                  • natla Re:Natla,no i co z tym jamnikiem???cdn? 16.11.04, 13:38
                  • natla Re:Jamnik. 16.11.04, 14:07
                    Niby pies, a jednak...chyba uwierzę w diabły ukryte w zwierzętach.
                    Jak już pisałam "zakupiłam" go, aby mojej Mamie zrobić frajdę. Do wyboru miałam
                    3, jedną dziewczynkę (odpadła) i dwóch chłopaków, jednen był spokojny, drugi
                    zwariowany. Ja oczywiście wybrałam wariata, nie mając najmniejszego pojęcia co
                    to znaczy.
                    W całym mistycyzmie, jaki przypisuję mojemu aktualnemu psu, nie bez znaczenia
                    wydaje się jego pierwsza pani. Otóż była to (jest) bardzo z gruntu zła kobieta,
                    przepychajaca sie przez zycie po trupach, zwichrowana psychicznie przez różne
                    przejścia, które normalnego człowieka uczą pokory i nie zmieniaja psychiki. Mój
                    pies żył przy niej aż 3 tygodnie i sadzę, że wpłynęło to na jego i moje życie.
                    Śmieszne? Zrozumiecie to może pod koniec tej "nowelki".
                    Tak więc przybył do naszego domu jamnik, prześliczny, o nienagannej rasie, choć
                    bez papierów. Malutki przekochany rozrabiaka. Został nieco spacyfikowany
                    przez Kazana, natomiast do ludzi miał stosunek władczy. Od początku starał się
                    nas sobie podporządkować. Żałuję, ze wcześniej nie poczytałam literatury nt
                    jamników.
                    Był i jest do dzisiaj bardzo ciekawy świata. Nic nie ujdzie jego uwadze,
                    wszędzie musi wsadzić swój kichol: do siatki z zakupami, do nowej szafki,
                    obwąchać nowe rajstopy itd. Tą ciekawością świata od poczatku powodował straty.
                    Będąc półtoramiesięcznym szczeniakiem , widział jak ustawiałam nową, nieznaną
                    mu lampkę nocną. Tak się z nią długo zapoznawał, że w pewnym momencie w drugim
                    pokoju usłyszałam huk, przyleleciałam i zobaczyłam jak moje psisko siedzi i ze
                    zdumieniem w oczach patrzy na mnie. Żyje? Żyje, kamień z serca. Powodem huku
                    było przegryzienie kabla elektrycznego wspomnianej lampki. Przez jedyne pół
                    godziny swojego życia był spokojny. No i nauczył się, że kabel to beee.
                    Zapomniałam o imieniu, na które oczywiście wpadła moja Mama i które
                    zaaprobowaliśmy wszyscy natychmiast, obserwując go 1 dzień. Nazywa się Drab. To
                    imię w skrócie bdb go charakteryzuje. Cdn
                    • lilimarlene1 Re:Jamnik. 16.11.04, 14:30
                      wysłałam dwa posty i nie doszły...

                      Natlo,czekam na dalszy ciąg.
                      Wiem,że nie uporałaś się do końca z remontem ale jak będziesz miała chwilę
                      czasu to pisz.
                      Twoje pisanie jest bardzo plastyczne i żywe,dlatego świetnie się czyta.
                      • lilimarlene1 Re:Jamnik. 19.11.04, 15:58
                        ktoś,kiedyś powiedział,że psy dzielą się na jamniki i...inne rasy.
                        Każdy jamnik to indywidualista(przynajmniej te które znam).

                        Małe,odważne psy,którym się wydaje,że są silne.
                        • natla Re:Jamnik. 19.11.04, 16:46
                          Kocico jedna, przypominasz mi. A ja ciągle nie mam czasu, żeby siąść na dłużej.
                          M.in. z powodu Draba.
                          • lilimarlene1 Re:Kotek i wet. 19.11.04, 19:03
                            Natlo!
                            teraz po remoncie będziesz miała więcej czasu na spacery z psiunią.

                            A u nas dzisiaj ciężkie przeżycia dla nas i kici.
                            Wyprawa do weta na szczepienia.
                            Kot wyczuwa co mu szykujemy.Nie chce wejść do pojemnika,ucieka,rozpłaszcza się
                            na dywanie,chowa.
                            Po kilku próbach i poronionych pomysłach jak by go zanieść,zadecydowałyśmy,żeby
                            założyć mu szelki ze smyczą i schowanego na piersi pod kurtką zanieść na
                            sąsiednią ulicę.
                            Zadanie trudne,bo deszcz ze śniegiem pada dziś poziomo.
                            Ale może się udać,jeśli kotek przerażony hałasem ulicy wcześniej nie oskalpuje
                            córki,na którą spada ten niewdzięczny obowiązek.

                            • natla Re:Kotek i wet. 19.11.04, 23:29
                              Mam nadzieję, że kocica Lili Marlen jest już po i Twoja córka też i Ty też i że
                              wzystko gra.! smile
                    • natla Re:Jamnik. 20.11.04, 00:19
                      Spróbuję, choc padam.
                      Od pierwszego dnia walczyłam z nim w sprawie włażenia do pościeli na noc.
                      Chwała prtii, że ktoś mi powiedział, iż ludzie dzielą się na tych , którzy śpią
                      z jamniolami i na tych, którzy się do tego nie przyznają. Więc ( od "więc" nie
                      zaczyna się zdania) od pirwszego dnia walczyłam z tym cudownym , maciupeńkim
                      psiakiem (wielkości mojej pięści). Prawie nie spałam przez 3 miesiące, ale
                      udało mi się,. Do dziś nie próbuje nawet wleźć do pościeli. Oczywiście
                      wszystkie tapczany i fotele pozbawione pościeli są jego królestwem.
                      Drab zarezydował w naszym domu w maju. W lipcu wzięłam go w Tatry. Miał 3
                      miesiące. Chodził z nami wszędzie. Jest na pewno (tak myślę) jedynym jamnikiem,
                      który zdobył samodzielnie tym wieku większość szczytów tatrzańskich. Myślę, że
                      ta zaprawa w jego wczesnej młodości uchroniła go przed problemami z kręgosłupem.
                      W górach robił furorę. Pewnego dnia zdobywaliśmy szczyt po szycie w Tatrach
                      Zachodnich. Zbliżała się burza i było okrutnie parno. Wszyscy padaliśmy ze
                      zmęczenia i pragnienia. Drab padł ostatni. Byliśmy przerażeni. Ja byłam
                      przekonana, ze on umiera. Klęłam w duchu na własną głupotę. Jakis czas go
                      niosłam w plecaku, nie bedąc pewną, czy on jeszcze żyje. W końcu zaczęliśmy
                      schodzić i..rzecz nieprawdopodobna. Mój pies zaczął się z plecaka wyrywać.
                      Puściłam go. Jak tylko jego 4 łapy osiąnęły podłoże, zaczął pędzić w dół.
                      Ucieszyłam się. Pierwszy dobiegł do źródełka i wypił ...... łyżkę wody. My
                      morze. Do końca dnia rozrabiał, bijąc nas wytrzymałością.
                      Był zawsze okazem zdrowia, nieprawdopodobnej siły i wytrzymałości. Często
                      jeździliśmy z nim do lasu na długie spacery. On niby nie lubi wody, ale jak mu
                      się wrzuci patyczek, to skacze i "wyławia" go. Raz wrzuciłam mu kłodę 3 razy
                      większą od niego. Skoczył, dopłynął, złapał i.... zniknął pod wodą. Trwało to
                      dłuższą chwilę i ja oczywiście z przerażeniam robiłam sobie wyrzuty nt własnej
                      głupoty. Kłoda go zciągnęła w głąb. W końcu, po wiekach, wypłynął na
                      powierzchnię ,dopchał zdobycz do brzegu i wyciągnął ją, choć może raczej
                      wyszarpał na brzeg, z 5 m od tafli wody.
                      Potrafił złapać konar drzewa i mocować się z nim, wisząc na nim, przez kilka
                      minut. Mogłabym wtedy spokojnie chodzić z kapeluszem i zbierać datki od
                      przechodniów. A już w parku robił największą furorę gdy podrzucałam mu konar
                      grubości ramienia "Szwarcernegera" i długości np. 3 metrów, z którym malutki
                      jamniczek paradował po alejach, nie dotykając gałęzią podłoża. Naprawdę pies
                      o niebywałej sile. Potrafił uciągnąć sanki z kilkuletnim dzieckiem, co
                      sprawiało mu niesamowitą przyjemność.
                      Kiedyś , drzemiąc wspólne na kanapie, oparłam rękę na którejś jego tętnicy
                      i stwierdziłam, że mój żywotny ponad normę pies ma arytmię. Okazało się , że to
                      nic takiego i że jego układ krążenia jest bez zarzutu. Teraz mogę powiedzieć ,
                      że ...szkoda, a dlaczego ? Cdn...
                      • lilimarlene1 Re:Jamnik. 20.11.04, 19:02
                        pisz jak najszybciej,co dalej?
                        Ja tez mam arytmię i nie tylko ale nie chcę aby mnie ktoś przekreślał.
                        Zyję jak długo mi...opatrzność pozwoli.

                        A kot zniósł wszystko wspaniale.Spotkał dwa inne kotki u weta i pieska ze
                        schroniska,który go wylizał i pogłaskał łapą (ponoć lubi koty jak rzekła jego
                        nowa Pani).
                        Oczywiście córkę ucieszyły najbardziej słowa zachwytu urodą jej kota.
                      • natla Re:Jamnik. 21.11.04, 18:08
                        Wiem, że to "szkoda" zabrzmiało brzydko. Sama się kotłuję ze swoimi myślami
                        i nic mi nie wychodzi. Ale wracam...
                        Ponieważ Drab od początku okazywał mocny i przewrotny charakterek, postanowiłam
                        z nim pójść na tresurę.
                        Zapisałam nas i poszliśmy na pierwsze spotkanie. Padłam na wejściu. Same
                        briardy i wilczury oraz 1...jamnik - Drab. Ludzie tak na nas jakoś dziwnie
                        patrzyli, pies oczywiście nie wykonał żadnego polecenia, nażarł się psich
                        ciasteczek i poszliśmy do domu. Na drugi dzień spróbowałam jeszcze raz i gdyby
                        nie szczególna "opieka" trenera , byłby to raz ostatni. Wykonał jedno polecenie
                        i już nie powtórzył.
                        Bawiło mnie to bieganie z psami, więc chodziłam co sobotę i niedzielę przez pół
                        roku. Mój ukochany zaczął powoli wykonywać polecenia, ale tak na odczepne, żeby
                        ktoś nie pomyślał, że on słucha. Miałam taki ubaw na tych treningach, że nie
                        opuściłam ani jednego. Drab zaczął w końcu wykonywać pewne polecenia, czym
                        wprawiał w zachwyt trenera.
                        Trener od początku bardzo sceptycznie patrzył na tresurę Draba, bo twierdził,
                        że wytresowanie jamnika jest trudne, a draba szczególnie.
                        W czsie treningów mój piesek pokazywał całą swą inteligencję ukierunkowaną na
                        jak najłatwiesze wykonywanie zadań. Skracał drogę biegu, przechodził pod nawet
                        niskimi przeszkodami lub je omijał itd Pewnego dnia uczyliśmy się
                        rozkazu "siad". Pod koniec 2-godzinnych zajęć zrobiono powtórkę. Na
                        komendę "siad" wszystkie psy siadły i jamnik ... też. Ogólny zachwyt. Ale
                        trener powiedział "zaraz, zaraz", podszedł do niego i zaczął się serdecznie
                        śmiać.
                        Otóż Drab z daleka patrząc , siedział, ale okazało się, że on kucał (co przy
                        jego krótkich nóżkach było nie do odróżnienia), bo przez moment pokropił deszcz
                        i cóż on sobie ma pupsko w mokrej trawie moczyć. Miał też swoje sukcesy. Np.
                        jako jedyny pies preszedł za pierwszym razem (sam od siebie), wymachując
                        ogonem długą , wąską deskę na wysokości 1,5 m. Potem już nie powtórzył tego
                        wyczynu, bo mu kazano.
                        Zaczął b. ładnie aportować, ale w domu, na zajęciach robił to tak, że wszycy
                        zdychali ze śmiechu.
                        Nadszedł dzień egzaminu. Poszłam , ale byłam przekonana, że oblejemy. A tu,
                        wyobraźcie sobie mój pies ukończył egzamin na 8 miejscu (na 57 psów). Byłam
                        bardzo dumna, trener też. Odbieraliśmy gratulacje od wszystkich, nawet
                        zaprzyjaźnionych psów. Drab dostał specjalne wyróżnienie dla najbardziej
                        opornego, a zarazem najkomiczniejszego psa.
                        I tak w domu mieliśmy kolejnego mgr.
                        Tresura oczywiście nie dała wiele. Pies, jak miał dobry humor, powtarzał
                        rozkazy, ale zdarzało się rzadko i w końcu wszystkim znudziło. Jednak gdyby nie
                        poszedł na tresurę, to nie wiem jak bym sobie dała z nim radę. Na pewno jedno
                        mu zostało: nie ucieka (poza 2 przypadkami, ale to związane jest z czym innym),
                        na rozkaz "do mnie" przychodzi. Oczywiście nie od razu, żeby ktoś nie
                        pomyślał,że on ten rozkaz wykonuje. Cdn...O ile Was nie zanudziłam.
                        • natla Re:Jamnik. 27.11.04, 23:10
                          Może Was już znudziła moja opowieść o najwspanialszych istotach, ale po piwku
                          odważę się jeszcze na cd. Tymbardziej, że dochodzę do prawie życiowego problemu.

                          I tak nasz Drab żył wśród nas, kochany, chyba rozpieszczany, ze swoim wrednym
                          jamnikowym charakterkiem, dostarczając nam stresów i wiele przyjemności. On tak
                          jak córka Basiuniuni, całkowity egoista, ale to przeciez pies i z tym
                          pogodziłam się, choć wielokrotnie starałam się różnymi metodzmi złamać jego
                          ego. Nie udało mi się nigdy. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to on
                          rządzi, ... jednak on rządził. Pewnego razu czekalismy na bardzo miłych gości
                          i kiedy zadzwonił domofon, wzięłam Draba na ręce, aby nie skoczył na
                          przybyłych , bo miał taki zwyczaj witania. A on odwinął się, złapał mnie za
                          policzek i nie chciał puścić. Przez sekundę byłam przekonana , że odgryzie mi
                          kawałaek mojej osobistej buziuchny, W momencie otwarcia drzwi byłam tak zalana
                          krwia, że gościowej zrobiło się słabo. Policzek jednak został uratowany i mała
                          blizna została też. Chyba od tej pory zaczął nas, a zwłaszcza mnie, gryźć
                          w momentach mojego sprzeciwu. Był to chyba zwiastun jego choroby. Półtora roku
                          temu, będąc na spacerze z sasiadem, spokojny, posłuszny, nagle zwiał. Uciekał
                          tak, że sąsiad (z pieknym beżowym , dużym psem) nie mógł go dogonić. Szukałam
                          go całe popołudnie i w końcu zobaczyłam jak "pasł się trwką": przy drodze
                          jakieś kilometr od domu. Było co opowiadać.
                          Minął dokładnie rok i mój pies powtórzył numer. Ni stąd, ni zowąd, uciekł
                          w najmniej podejrzanym momencie. Szukałam go tydzień. Jeździłam, wisiałam na
                          balkonie, rozwisiłam informację z nr telefonu. Po tygodniu zadzwonił (telefon).
                          Pies był. Pojechałam pod wskazany adres, bida z nędzą i patologią. Mój ukochany
                          pies przywitał mnie awanturą, szczekał przez 5 godzin prawie bez przerwy. Był
                          pogryziony, niedojedzony, ale był. Kilka dni później dostał pierwszego ataku
                          epilepsji ( myślałam, że umiera, bo nie wiedziałam,iż ta choroba dotyka też
                          psy). Koszmar. Weterynarz przepisał leczenie i ja w swojej niwności myślałam ,
                          że to koniec problemu. Niestety nie....
                          • tesunia Re:Jamnik. 28.11.04, 09:59
                            ..natlo
                            wspanialy jamniczek z wlasna osobowoscia....

                            moge Go porownac do naszego obecnego psiuny,
                            co prawda nie chodzilismy na tresure,
                            sami w domu uczymy co chcemy lub jakiego chcemy miec,
                            szybko sie nudzi poleceniami,
                            wykonuje wszystko do trzech razy,
                            puzniej na nas pyskuje..doslownie ..
                            ciagle chce czegos nowego,
                            ale jest kochany i juzsmile
                            • tesunia Re:Jamnik. 28.11.04, 10:02
                              tesunia napisała:

                              > ..natlo
                              > wspanialy jamniczek z wlasna osobowoscia....
                              >
                              > moge Go porownac do naszego obecnego psiuny,
                              > co prawda nie chodzilismy na tresure,
                              > sami w domu uczymy co chcemy lub jakiego chcemy miec,
                              > szybko sie nudzi poleceniami,
                              > wykonuje wszystko do trzech razy,
                              > puzniej na nas pyskuje..doslownie ..
                              > ciagle chce czegos nowego,
                              > ale jest kochany i juzsmile

                              zapomnialam dopisac,
                              ze u nas lecza z dobrym wynikiem epilepsje....
                              usypianie psa,jest na wlasne zadanie wlasciciela,
                              jezeli uzna ,ze nie da rady sie nim zajmowac i nie bedzie kupowal medycynysad(
                              • natla Re:Jamnik. 28.11.04, 15:23
                                Tesuniu, z góry Cię przepraszam za moje pytanie.
                                Czy istnieje możliwość, abyś się czegoś bliżej dowiedziała o leczeniu psiej
                                epilepsji? Jeżeli by Ci to sprawiło kłopot, to nie ma sprawy.
                                Ja go oczywiście cały czas trzymam na lekach, końskiej dawce luminalu, cos tam
                                na rozszerzenie naczyń mózgowych i podstawowy lek na epilepsję.
                                Jednak ataki powtarzają się co 2, 3 tygodnie i po kazdym z nich Drab minimalnie
                                gorzej widzi i słyszy i ....... Podobno jest to nieuleczlna choroba u psów.
                                • tesunia Re:Jamnik./natla 05.12.04, 14:18
                                  natla napisała:

                                  > Tesuniu, z góry Cię przepraszam za moje pytanie.
                                  > Czy istnieje możliwość, abyś się czegoś bliżej dowiedziała o leczeniu psiej
                                  > epilepsji? Jeżeli by Ci to sprawiło kłopot, to nie ma sprawy.
                                  > Ja go oczywiście cały czas trzymam na lekach, końskiej dawce luminalu, cos
                                  tam
                                  > na rozszerzenie naczyń mózgowych i podstawowy lek na epilepsję.
                                  > Jednak ataki powtarzają się co 2, 3 tygodnie i po kazdym z nich Drab
                                  minimalnie
                                  >
                                  > gorzej widzi i słyszy i ....... Podobno jest to nieuleczlna choroba u psów.

                                  w poniedzialek zadzwonie do naszej weterynarki i popytam,
                                  jakie maja metody..
                                  osobiscie znam dwa przypadki,
                                  gdzie wlasciciele uspili psiunke,bo leczenie bylo dla nich zadrogie,
                                  drugi wypadek-Lablador zyje jeszcze i ma obecnie chyba 10 lat..
                          • natla Re:Jamnik. 05.12.04, 10:15
                            Ataki epilepsji pojawieją się srednio raz na 3 tygodnie. Trwają od kilkunastu
                            sekund do 3 min. Potem Drab przez kilka minut przychodzi do siebie, a potem
                            zaczyna się 5-godzinny amok.Jest to 5 h wykreślonych z mojego życiorysu. Pies
                            lata po mieszkaniu, bez przerwy szczeka, no nie, z przerwami na jedzenie, które
                            wcina zrywami między szczekaniem. Nie mozna do niego podejść, pogłaskać,
                            uspokoić, bo gryzie. A ucisk szczęki ma jak niedźwiedź. O ubraniu kagańca, czy
                            założeniu smyczy mowy nie ma. Jedyny sposób to wyjście na baaaardzo długi
                            spacer, na którym się uspokaja nieco. Ale np. ostsni atak nastąpił o 10,30
                            wieczorem. Zaraz po ataku z krwawiącym sercem ( bo on taki biedny) założyłam mu
                            kaganiec i do 4-tej rano trzymałam na smyczy na tapczanie lub spacerowałam po
                            mieszkaniu. Rano nie czułam barków i rąk, bo siła tego małego pieska jest
                            nieprawdopodona. Kilka godzin walki z nim to naprawdę duży wysiłek fizyczny.
                            Jedyny sposób to założenie mu kagańca, wtedy nie szczeka, co nie jest bez
                            znaczenia dla naszych nerwów i ... sąsiadów, chwała partii , wyrozumiałych, ale
                            jak długo?
                            Jednak te ataki, to betka przy codziennym życiu z Drabem. Otóż od czerwca mój
                            pies załatwia swoje potrzeby fizjologiczne w domu. Czuję się jak pisuardessa.
                            Latam ciągle z mopem lub papierem toaletowym, ponieważ pies średnio raz na
                            godzinę zostawia po sobie jakąś niespodziankę. Na spacerzae ostatnio w ogóle
                            nie siusia, wraca i robi to w domu. Koszmar. Jeszcze w chałupie nie śmierdzi,
                            ale to tylko kwestia czasu. Wykupuję wszystkie domestosy w okolicy.
                            Wszyscy znajomi dziwią się, że jeszcze go nie uśpiłam. Ale nie mogę, choć mu to
                            ciągle obiecuję, a ta cholera jakby rozumiała: przez godzinę jest grzeczny.
                            Żyję z nim jak stare małżeństwo : żyć bez niego nie mogę i z nim też.smile)))
                            • tesunia Re:Jamnik. 05.12.04, 14:24
                              oj,natlo...
                              bardzo Ci wspolczuje....wiesz powiem rowniez ze Drab sie rowniez meczy
                              i wydaje mi sie ,ze jest nieswiadomy tego co czyni...
                              jutro dzwonie do naszej i opisze wszystko co i jak...
                              zeby tylko byla w domu,juz jest recistka,
                              ale na pol czasu przyjmowala do tamtego roku

                              zycze wytrwania i polepszenia sie sytuacji jakims cudem..
                              • natla Re:Jamnik. 05.12.04, 14:33
                                Dzięki tesunia. Nikt by nie uwierył , że pies może powodować takie zniszczenia
                                psychiczne. Dobrze, że jestem odporna, choć czasem mi ręce opadają i sobie
                                popłaczę. sad(
                                • tesunia Re:Jamnik. 05.12.04, 14:38
                                  natla napisała:

                                  > Dzięki tesunia. Nikt by nie uwierył , że pies może powodować takie
                                  zniszczenia
                                  > psychiczne. Dobrze, że jestem odporna, choć czasem mi ręce opadają i sobie
                                  > popłaczę. sad(

                                  wiem natlusiu i znam ten bol.....
                                  miejmy nadzieje na pozytywne rokowania mojej weterynarki....
                                  • natla Re:Jamnik. 05.12.04, 14:40
                                    Daj Boże, bo jak nie to przede mną trudna decyzja.sad
                                  • tesunia Re:Jamnik. 05.12.04, 14:41
                                    a jeszcze chcialam spytac ile jamniczek ma lat,
                                    bo napewno padnie takie pytanie....
                                    i od kiedy dostal te ataki....

                                    moze pisalas wczesniej o tym,ale prawde mowiac
                                    niebardzo mi sie chce przechodzic watki do tylu...sorry za me lenistwo.
                                    • natla Re:Jamnik. 05.12.04, 14:48
                                      10,5 , ataki od maja br. i wtedy określona choroba, choć sądzę, że wcześniej
                                      też istniała, bo nie sposób jego uporu i zjadliwości zaklasyfikować do
                                      normalnych zachowań.
                                      • natla Re:Jamnik. 06.12.04, 18:30
                                        Wiem, że nic mnie nie uchroni przed decyzją, ale to okropnie trudne. Ja po
                                        prostu z jednej str. nie wytrzymuję (histeria, której nigdy nie miałam), z
                                        drugiej jek on patrzy... sad((((, jakby rozumiał. Oblał już wszystkie nowości
                                        w domu....
                                        • kla-ra Re:Jamnik. 06.12.04, 20:33
                                          Natluniu,ale masz problem!!!!!
                                          Zadzwonilam do Ojca jest weterynarzem juz na emeryturze,powiedzial,ze dla dobra
                                          wlasciciela i psa,powinno podjac sie ta najgorsza decyzje.
                                          w sytuacjach kryzysowych wchodze na google i teraz tez tak zrobilam.
                                          Wejdz w stone www.google.pl w wyszukiwarke wrzuc slowa: epilepsia u psa,jest
                                          tego sporo do poczytania.
                                          Trzymaj sie.
                                          • natla Re:Jamnik. 06.12.04, 21:41
                                            dzięki Klaruś, mam cała bibliotekę przeczytaną, a konkluzja jedna: jak
                                            powiedział Twój Tata. Tylko ta decyzjasad( niby podjęta, gorzej z wykonaniem.
                                            Gdyby on się widocznie męczył, byłoby łatwiej. Ale cóz muszę sobie dac radę.
                                            Jeszcze raz dziękuję.
                                            • leontynia Re:Jamnik. 06.12.04, 23:42
                                              Bądz dzielna
                                              musisz to zrobic
                                              mialam podobną sytuację
                                              przed trzema laty
                                              dziewięcioletnia suczka
                                              bardzo cierpiala i nie bylo wyjscia
                                              na drugi dzien
                                              zjawił sie on i jest do dzisiaj


                                              • tesunia Re:Jamnik. 07.12.04, 10:59
                                                takie decyzje sa najgorsze do podjecia,

                                                wtedy zauwazamy ze psiun wie co myslimy....az sie serce karajesad((((((((((((
                                                • natla Re:Jamnik. 07.12.04, 21:48
                                                  Drab miał własnie ataksad( Przez jakieś 5 h bedę do dyspozycji. Popracujcie
                                                  wreszcie trochę.
                                                  • tesunia Re:Jamnik. 08.12.04, 00:33
                                                    natla napisała:

                                                    > Drab miał własnie ataksad( Przez jakieś 5 h bedę do dyspozycji. Popracujcie
                                                    > wreszcie trochę.

                                                    biedny psiuneksad((((((((((((((((

                                                    natli tez szkodasad(

                                                    a nie mozna zwiekszyc dawki medycyny??
                                                    czy moze sie rozejzec za alternatywna medycyna,
                                                    mam na mysli jakas akupunkture????
                                                    coby troche zlagodzilo caly przebieg..

                                                    trzymaj sie natla....
                                                  • natla Re:Jamnik. 08.12.04, 10:24
                                                    Cześć. Nie ma nic alternatywnego. Dałam mu potrójną dawkę luminalu i przez 5 h
                                                    psisko połowę przespał, ale b, czujnie. Nie mogłam się ruszyć od komputera, aż
                                                    mnie 4 litery bolały. O 2-giej zdjęłam mu kaganiec i już zasnął. Tym razem mimo
                                                    wszystko było lżej, może w porę dałam mu medykamenty. Dzisiaj jest oczywiście
                                                    pobudzony, ale lekko. Póki nie odejdę od kompa, będzie leżał spokojnie.
                                                  • natla Re:Jamnik. 15.12.04, 21:25
                                                    Chciałam iśc spać po finiszu, ale mój ukochany Drab znowu "manewruje". Ciekawam
                                                    jak dziś długo. A jutro basen o 6,00. sad
                                                  • natla Re:Jamnik. 28.12.04, 16:36
                                                    Drab ciągle zyje. Nie mam sumienia go uspić. Daje popalić. Całe mieszkanie
                                                    zafoliowane, a ja latam z mopem. sad(
                                                  • natla Re:Jamnik. 07.01.05, 17:42
                                                    Nie mam już Draba. sad((( Wczoraj zapadła ostateczna decyzja. Miałam o niczym
                                                    nie wiedzieć, ale jak to bywa, doniesiono mi uprzejmie. W ciągu 24 godz., 18
                                                    przepłakałam. Chodzę w okularach słonecznych, tak jestem zapuchnięta. A tak mi
                                                    ten pies dał w kość. Okropne doświadczenie, powiększone o to, iż to ja musiałam
                                                    podjąć decyzję. Samo życie.
                                                  • kla-ra Re:Jamnik. 07.01.05, 22:25
                                                    Natluniu,
                                                    strasznie mi przykro.Pieskowi ulzylas ale sama swoje mosisz odplakac.
                                                    Bardzo Cie rozumie.Patrze na mojego i niechce nawet myslec o tym najgorszym.
                                                    Teraz rozumie dlaczego nie bylo Cie na forum.
                                                    Dzisiaj od rana zastanawialam sie co sie z Toba dzieje.
                                                    Buziaczki.
                                                  • natla Re:Jamnik. 08.01.05, 18:36
                                                    Nikt w domu bez przerwy nie szczeka, mogę spokojnie wejść do kuchni - nikt nie
                                                    dopomina się o jedzenie, prawie nie śmierdzi moczem, bo starałam się wszystko
                                                    wymyć, wyskrobać, zdezynfekować, mogę spokonie chodzić po domu nie wdeptując
                                                    w kałużę, nie boję się kolejnego ataku, nie muszę uważać żeby go nie nadepnąć,
                                                    nikt mnie nie pogryzie, mogłam zdjąć wszystkie koce ochronne z tapczanów, nikt
                                                    nie rozwala mebli kuchennch , dopominając się ciągle o jedzenie, mogę spokojnie
                                                    wejść na balkon, nie wdeptująć w kałużę lub coś innego, ale.... nie mam z kim
                                                    wyjść z musu na wieczorny spacer, nie mam komu rzucić resztek jedzenia, już się
                                                    do mnie nie przytula, cieplutki i rozkoszny. sad(((((( Mam okropne wyrzuty
                                                    sumienia. Wiem, że to irracjonalne, że przejdzie, ale...
                                                  • lilimarlene1 Re:Jamnik. 08.01.05, 19:19
                                                    Natluś,

                                                    czy mogę Cię pogłaskać i się przytulić?smile

                                                    Lili
                                                  • natla Re:Jamnik. 08.01.05, 19:57
                                                    Dzięki Liluchno-kocico.
                                                  • natla Re:Jamnik. 30.01.05, 12:56
                                                    nadal mam okropne wyrzuty sumienia, które ciągle wyciskają mi łzy z oczu. sad(
                                                    Wiem,że to irracjonalne, wszysko sobie potrafię wytłumaczyć, ale ....
                            • natla Re:Nasze zwierzaki - chomiki 28.12.04, 17:14
                              Przez kilkanascie lat miałam chomiki. Trudne doswiadczenie, bo żyją do 2 lat
                              i każda sierć była opłakiwana.
                              Pierwsza była Pipi. Nie wykształciły się jej oczy, więc nie widziała. Była
                              kochana. Jak pies. Nawet z nami jadała posiłki. Chodziła po stole i wyjadała
                              z talerzy co smakowitsze kąski. Napychała w swoje fafle takie ilosci jedzenia,
                              że potem ledwo się ruszała. Po wejściu do klatki wszystko wyrzucała i powoli,
                              dystyngowanie wcinała.
                              Umarła na wrzody. Takie guzy sie jej robiły na ciele i rosły. Może rak?
                              Następny był Plastuś. Chłop na schwał, wesoły ale też obraźliwy. Całymi
                              godzinami chodził po mieszkaniu, wyciagany był zza szaf, tapcznów itp. Po
                              prostu nie było dla niego klatki. Wszystko przegryzł. Kupiłam więc duże
                              akwarium - willę, ze wszystkimi bajerami. Niby mu sie podobało, ale tez 2 razy
                              zwiał.
                              Umarł na ....wrzody.
                              Nastepna była śliczna długowłosa Lady, zakupiona w ciąży. smile) Urodziła 12
                              maluchów, ale 4 zjadła (podobno regulacja dostosowująca do ilości sutków).
                              Nabrałam do niej na 1 dzień dystansu, bo jakies to było niezbyt miłe, ale potem
                              pojęłam i wytłumaczyłam sobie. Zreszta całymi dniami obserwowalismy jej
                              maciezyństwo. Była wspaniałą opiekuńczą matką. Po czasie dla wszystkich dzieci
                              znalazłam domy.
                              Umarła na....wrzody.
                              Nastepny pan to był Buzek (od Łobuzek smile))))
                              Po kilku tygodniach zauwazyłam u niego znowu wrzody. Poleciałam więc do
                              weteryarza i mówię zaaferowana: "znowu wrzody, nastepny zginie przed czasem".
                              Na to pan dr. z serdecznym śmiechem: " nie, proszę pani, to nie wrzody, to
                              jądra". Zemdlałam wewnętrznie. Do dziś pan dr. kłania mi się ze szczerym,
                              szerokim usmiechem. smile))))
                              Wszystkie chomiki jeździły z nami i psem do lasu na spacery. Najchetniej
                              i najdłużej maszerowała Pipi i na ogół Buzek. Pozostałe po prostu siadały i nie
                              było siły. Leniuchy jedne.
                              Pewnego razu przechodzące dziecko krzykneło do matki: "popatrz jaki malutki
                              piesek". smile)))
                              • kla-ra Re:Nasze zwierzaki - chomiki 28.12.04, 23:50
                                Chwile temu wyszedl znajomy.
                                Potrzebowal adres naszego mechanika od samochodu.
                                Wczoraj wieczorem jechal przez mala miejscowosc,w pewnym momencie na droge
                                wszedl duzy pies,a za nim kilka innych psow.Nie udalo sie ominac duzego
                                psa,wpadl na samochod.
                                Slonczylo sie duzym uszkodzeniem samochodu i smiercia psa,pozostale psy uciekly.
                                W dalszym ciagu na polskich wsiach nie szanuje sie pieskiego zycia,a
                                wlasciciele czworonogow,nawet nie zdaja sobie sprawy,ze pies na drodze to
                                niebezpieczenstwo dla niego i innych uzytkownikow tej drogi.
                                • natla Re:Nasze zwierzaki - chomiki 29.12.04, 15:29
                                  Niestety, na wsiach zwierzę to tylko gadzina, bez czucia. po prostu przedmiot.
                                  Zawsze się tym oburzałam. Jeszcze czasem póki zwierzą jest potrzebne, to jakoś
                                  żyje, ale potem....sad(((
                                  • natla Re:Nasze zwierzaki - papugi 30.01.05, 13:06
                                    Muszę zacząć od tego, że jak na biologa przystało, długo "bałam się" ptaków. smile)
                                    Przechodziłam koszmarne chwile, jak mi dzieci przynosiły i kładły na biurko
                                    wróbelka ze złamaną nóżką, albo gołąbka ze złamanym skrzydełkiem. Całą swoją
                                    inteligencję zużywałam na to, aby poradzić, pomóc, ale broń Boże nie wziąć do
                                    ręki.
                                    Podobnie było z krewetkami, żabami, rybami i wszystkimi stworzeniami, które
                                    rzucały się w dłoniach. Chyba boję się po prostu zrobić im krzywdę.
                                    Pewnego ciepłego, wiosennego dnia miałam w swoim gabinecie pootwierane okna
                                    i coś pisałam.
                                    Nagle doszedł do moich uszu dziwny dźwięk.... cdn




                                    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
                                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
                                    • robertowa1 Re:Nasze zwierzaki - papugi 30.01.05, 21:48
                                      Przeczytałam natla twoje opowiadania w odcinkach.
                                      Łza sie w oku kręci.
                                      Zawsze mi sie wydawało, żę nie toleruję zwierząt w domu, ale kiedy po 11 latach
                                      żywota kotka moich dzieci odeszła nie mogłam powstrzymać łez.
                                      Ja chyba dlatego nie chcę mieć zwierzaka, bo boję sie za bardzo do niego
                                      przywiązać.
                                    • natla Re:Nasze zwierzaki - papugi cd 04.02.05, 19:03
                                      Nagle doszedł do moich uszu dziwny dźwięk.... Coś trzepotało pod sufitem.
                                      Papuga. Serce w gardle. Co ja mam teraz zrobić. Zaczęła fruwać od ściany do
                                      ściany, bałam się, że sobie łepetynkę rozwali, ale siedziałam jak
                                      sparaliżowana. Po kilku minutach przysiadła na biurku. Śliczna była. Podeszła
                                      do mnie ochoczo i zerkała raz jednym okiem, raz drugim. Powolutku wyciągnęłam
                                      rękę, a to "draństwo" mi na nią się wgramaliło, wymościło sobie moją dłoń
                                      i poszło lulać. Delikatnie ją zamknęłam w obu dłoniach i zaczęłam szukać pomocy
                                      u ludzi. Znaleziono w końcu jakiś karton. Wsadziłam tam zakrętkę z wodą, trochę
                                      okruszków i...pojechałam po klatkę z odzysku. Klatkę w domu postawiłam na
                                      takiej ławie z kwiatami, żeby jej zielono było. Mój cudowny Kazan obwąchał
                                      dokładnie klatkę, starając się wepchnąć do środka kichol, co mu sie jednakowoż
                                      nie udało, szczeknął 2 razy i siedział z godzinę nie spuszczając z papugi oka.
                                      A ta ćwiekała i krygowała sie przed nim. Ja natomiast poczytałam literaturę
                                      właściwą. Dowiedziałam się jak to to się utrzymuje przy życiu i że to jest
                                      chłopczyk.
                                      Akurat w tym dniu był jakiś mecz międzypaństwowy, my wrzakami przyjmowaliśmy
                                      każdego gola, ale ..... papugaj też. Został więc "ochrzczony" Kibicem.
                                      Żal mi był trzymać go w klatce, więc go wypuściłam, polatał sobie, poogladał
                                      wszysko co możliwe i zasiadł na moim ramieniu. Fajnie było, ale jak go chciałam
                                      wziąć do ręki, to nawiewał. Nie było sposobu, aby zagnać go do klatki. A tu
                                      lato, upał, okien nie można otworzyć. W końcu jak usiadł na firance, udało mi
                                      się za chyba 10 razem go złapać i wsadzić do klatki.
                                      Półprzytomni z niedotlenienia pootwieraliśmy wszystkie możliwe dziury ścianach.
                                      Po kilku, czy kilkunastu dniach znowu go wypuściłam, bo mi go było żal. Dzień
                                      już wybrałam chłodniejszy, przewietrzyłam długo całą chałupę i otworzyłam
                                      klatkę. A ten skubaniec nic. Zachęcałam go jak mogłam, a on tylko zerkał na
                                      mnie raz prawym, raz lewym oczkiem. W koncu się znudziłam, zasiadłam w fotelu
                                      z książką. Kazan połażył sie koło mnie na podłodze i zasnął. Po chwili Kibic
                                      leciutko sfrunął na podłogę i tup, tup, tup, podszedł do śpiącego psa.
                                      W jednej sekundzie dziobnął go w nos a ja zamarłam. Musiało to byc lekkie
                                      dziobnięcie lub sen głęboki, bo Kazan tylko podniósł głowę, chwilę popatrzył,
                                      położył łepek spowrotem na podłodze i.... tak oba zwierzaki przyglądały się
                                      sobie nawzajem, przez kilkadziesiąt sekund. Bałam się ingerować. Po chwili
                                      kibic zaczął krążyć wzdłuż ( czy można krążyć wzdłuż? smile) psa, wtewte i wewte,
                                      aż siadł mu na boku na wysokości psich klejnotów. Kazan lekko się
                                      znieciepliwił, ale nie wstał.
                                      Dopiero zareagował w momencie jak Kibic go dziabnął w "kazia", którego najpierw
                                      dokładnie pooglądał. Kazan się zerwał, Kibic pofurgotał, pies się otrzepał
                                      i zniecierpliwiony dostojnie wyszedł był do drugiego pokoju, a ja odetchnęłam
                                      z ulgą.
                                      Polowanie na papugaja trwało znowu długo, w końcu go przydybałam na firance
                                      i wrzuciłam do klatki. Cdn....
                                      • natla Re:Nasze zwierzaki - papugi cd 04.02.05, 19:11
                                        Pardon, cenzor nawaliłsmile Oczywiście z powrotem, a nie spowrotem. smile))
                                      • tesunia Re:Nasze zwierzaki - papugi cd 04.02.05, 20:17
                                        natlus...bardzo ciekawe....
                                        czekam zniecierpliwiona na resztewink)))))))))))
                                        • krista57 Re:Nasze zwierzaki - cudzy kot 04.02.05, 22:40
                                          Kot nazywa sie Tygrys.Spadł dwa razy z balkonu z szostego piętra,wiec mozna
                                          powiedziec ,ze cudem żyje.Na balkonie brak jakiegokolwiek kwiata..bo nuz by
                                          jakis owad przyleciał...a Tygrys na pewno skoczyłby za nim w..przepaść.
                                          Wiozłam kiedys tego kota autem ...wygodnie ułozonego w wiklinowym koszu ...a
                                          reszta pasazerow /3 osoby/ ledwie "dychała ".Dla Tygrysa,ktory bardzo stresował
                                          sie podroza musialam robic czeste przerwy.Śmiesznie było jak usiłowaliśmy
                                          wsadzic kota na drzewo,był tak wystraszony,że bał sie nawet poruszyc.Mowy nawet
                                          nie było,zeby odwazył sie sam zejść.Pewnego razu,jak juz oswoił sie z
                                          otoczeniem -pozostawilismy go na zewnatrz,nie zamknelismy jak zwykle w domu.
                                          Po powrocie - ku rozpaczy włascicieli Tygrys zniknął.
                                          Wołaniom,przeszukiwaniom posesji nie było końca,
                                          ale wrocił ku ogromnej radośći wszystkich.
                                          Aha ! Tygrys jak go znam nigdy nie wydał zadnego głosu,nawet cichego miaaa!
                                        • natla Re:Nasze zwierzaki - papugi cd 11.02.05, 19:50
                                          Żal mi było biednego kawalera, więc zafundowałam mu na zajaczka dziewczyne. On
                                          zielono zóty, ona popielato liliowa. Ładna z nich była para, ale chyba fluidy
                                          coś nawaliły, bo ze strony Kibica było zainteresowanie umiarkowane, z jej
                                          strony prawie żadne. Nazwałam ja Podfruwajaka.Zakupiłam budkę lęgową
                                          i czekałam. Niestety przychówku nie było. Po 2 miesiącach, pewnego ranka,
                                          zasatłam w klatce niezywą Podfruwajkę. Podejrzewam, że musiała byc chora, bo
                                          nie przypuszczam, żeby Kibic był zdolny do morderstwa. W końcu nie miała go
                                          gdzie i z kim zdradzać.smile
                                          W zeszłym roku odważyłam się kupić mu pod choinkę nową narzeczoną (czy ja juz
                                          gdzieś o tym nie pisałamsmile). Jest cała jednokolorowa, żółta, śliczna. Kibic
                                          natychmiast się zakochał. Ona nie jest mu dłużna. Mozna godzinami patrzeć, jak
                                          ze soba flirtują, jak sie do siebie przytulają,, jak sobie czyszczą łepetynki,
                                          jak świrgolą nawołując sie, jak on ją (bardziej płochliwą) namawia do kontaktów
                                          ze mną, jak jej pokazuje świeże jedzenie i namawia do spróbowania jabłuszka. No
                                          cudo. Przed przybyciem Ślicznotki, Kibic bardzo chętnie podchodził do
                                          wstawionego do klatki palca i godzinami mógł ten palec "podrywać". Czego on nie
                                          wymyślał. Delikatnie dziobał, krygowała się, odchodził i znów przychodził, a
                                          jak palec znikał, to czepiał się klatki i póki osoba nie wyszła z pokoju,
                                          wisiał i darł się wniebogłosy. Odkąd jest Ślicznotka, tylko czasem łaskawie
                                          podejdzie, dziobnie i leci do niej. Obserwuję wielką miłość. Oczywiście kupiłam
                                          im nowa budkę lęgową. Na razie ją pooglądali i zostawili. Ale wiosna tuż
                                          tuż......
                              • natla Re:Nasze zwierzaki - chomiki 04.02.05, 23:07
                                Zapomniałam o przygodzie niewidomej Pipi. Przypomnała mi Krista opowieścią
                                o latającym kocie.
                                Otóż przez jakiś czas mieszkałam w Krakowie w jednym z nowych osiedli, na 8
                                piętrze. Pipi była ze mną. Już nie pamiętam jak się znalazła na balkonie , ale
                                widzę do dziś jak błyskawicznie po nim lata w kółko, dobiega do brzegu i po
                                prostu skacze. Podbiegłam do balustrady i widziałam jak leci. Wpadła w trawę.
                                Zjechałam windą i zaczęłam jej szukać, nie wierząc , że żyje. Obszukałam kawał
                                terenu. Niestety nigdzie jej nie było. W poszukiwaniach pomamagało mi kilkoro
                                dzieci i paru sąsiadów. Nic nie pomogło. Przepadła. Opłakałam ją już. Była taka
                                słodka. W kilka godzin później dzwonek do drzwi. Jakiś pan stoi z dziwną miną
                                i pyta, czy to ja zgubiłam chomika. "nie zgubiłam, on się zabił, bo spadł.sad(("
                                Na to pan sięgnął do kieszeni i ....wyjął moją chomiczkę. Nie mogłam uwierzyć,
                                ale ile chomików nie ma oczu? Więc jednak moja. smile)
                                Okazało się , że spadła na balkon na I piętrze (po przekątnej) i wlazła do
                                cudzego mieszkania. Na to konto wipiliśmy butelkę koniaku, w kilka osób
                                oczywiście. I tak dzięki Pipi poznałam bardzo interesującego człowieka. smile))
                                • krista57 Re:Nasze zwierzaki - chomiki 04.02.05, 23:42
                                  no i co dalej ? Romans czy nie wykorzystalas sytuacji ?
                                  • natla Re:Nasze zwierzaki - chomiki 04.02.05, 23:47
                                    Niechaj to zostanie za mgiełką historii. smile))
    • toskania8 Rudzik i Rudzielec 05.02.05, 21:38
      kiedy umarł Tomek, dom był przeraźliwie pusty. Koleżanka powiedziała - weź
      sobie kota. Były pewne osobiste powody dla których kot musiał być rudy, Mógł
      być księciem lub zwykłym plebejuszem, ale rudy być musiał. I oto pewniego dnia
      pewnien pan zawitał do domu z klatką, w której były dwa rude - miałam sobie
      wybrać. Najpierw usłyszałam groźne fukanie i pomruki mówiące "bój się mnie,
      jestem strasznym zwierzem" . Prze kratki wyglądał malutki pyszczek i ogromne
      oczy a nad nimi wielkie, nietoperzowate uszy. Wyprysnąl z klatki i już dom był
      jego, obleciał wszystkie kąty, wszystko zwiedził, wszędzie był. Ale szkody
      żadnej o dziwo nie uczynił. Chwilę po nim dostojnym krokiem wyszła puchata
      kulka, rozejrzała się dookoła, rzekła "może być" i zasiadła mi na kolanach. No
      i skończyło się, jak się skończyć musiało - bo któremu z nich miałam
      powiedzieć - idź sobie, nie chcę cię.
      No i tak zamieszkał ze mną Rudy i Rudzielec.
    • toskania8 Re: Nasze zwierzaki 05.02.05, 21:58
      oj, coś mi się nie tak przycisnęło, miało być dalej.
      Rudzielec okazał się wielką szaławiłą i powsinogą, tak mu zostało do dziś, a
      minęły właśnie dwa lata. Nauczyłam się więc, że otwierając komuś drzwi musi on
      być na rękach albo w zamknięciu (to ostatnie powoduje potem wielką obrazę i
      konieczość długich przeprosin , czasem nawet korupcji. Najlepiej, kiedy gość
      jest facetem. Choćby nawet listonoszem. Bo Rudzielec ma takie skłonności, że
      lubi chłopców. Są wtedy wielkie mruki, obwąchiwanie,ocieranie się, a nawet
      rozkładanie i prezentowanie tego, czego już niestety nie ma . Baba jest
      obejrzana ale nie budzi zwykle aż takiego entuzjazmu. Nauczyłam się też chyba
      już wszystkich jego schowków. Nie biegam więc ostatnio z płaczem i włosem
      rozwianym po domu a nawet po klatce schodowej , tylko zaglądam między poduszki,
      na kaloryfer, za telewizor i w parę jeszcze innych z góry upatrzonych miejsc.
      Ale i tak zawsze przed wyjściem z domu jest zbiórka i kolejno odlicz, żeby
      którego nie zamknąć w szafie albo szafce kuchennej.
      Najwyższym przejawem miłości Rudzielca (okazywanym wyłącznie swojej pani) jest
      ćmoktanie ucha. Gdzieś czytałam, że mógł być za szybko odstawiony od maminego
      cyca. W każdym razie ma jakieś miłe skojarzenia, bo jak się już przypnie, to
      jakby się wiertarka włączyła, takie są mruki a jeszcze ciamkania przeróżne. I
      oderwać się nie da. Właściwie przed progiem domu powinnam zdejmować kolczyki,
      bo jeśli są to patrzy z wielką przyganą - no i coś ty tu znów uczepiła !
      Zabieraj się z tym natychmiast! Potrafi mieć taki napad czułości o czwartej nad
      ranem. A śpi oczywiście wklejony we mnie, przywarty ściśle.
      No i na razie tyle o Rudzielcu. A, może jeszcze - jest rexem kornwalijskim.
      Opowiedzieć jeszcze o Rudym ? będzie smutno, bo Rudy umarł. Ale jest Rudzik. I
      opowieść o tym, jak po niego pojechałam na drugi koniec Polski jest wesoła.
      Więc jeśli Was nie znudziłam to - cdn
      • krista57 Re: Nasze zwierzaki 05.02.05, 23:15
        pisz prosze dalej .... i poradz mi co mam sobie zafundowac kota czy psa ?
        Czy Twoje kotki bardzo w domu balagania czy wiel po nich sprzatania i czu
        faktycznie wszędzie wlezą ?
        Wiesz pytam bo nigdy nie miałam w domu kota.
        Co mi radzisz ?
        • toskania8 pies czy kot 06.02.05, 21:01
          krista57 napisała:

          > pisz prosze dalej .... i poradz mi co mam sobie zafundowac kota czy psa ?
          > Czy Twoje kotki bardzo w domu balagania czy wiel po nich sprzatania i czu
          > faktycznie wszędzie wlezą ?
          > Wiesz pytam bo nigdy nie miałam w domu kota.
          > Co mi radzisz ?

          Takie pytanie to trochę jak o wyższości Świąt Bożego Narodzenia...Każdy z tych
          zwierzaków ma swoją urodę. Ja wybrałam koty z konieczności, bo co najmniej 10
          godzin dom jest pusty, żaden pies by tyle nie wytrwał, bez siusiu ale i w ogóle
          psy gorzej znoszą samotność; sporo wyjeżdżam, na 1 - 2 dni, wystraczy nasypać
          chrupy, więcej wody i ewentualnie dodatkową kuwetkę, choć i tak pójdą do tej
          starej. Przy dłuższych wyjazdach mam taką kochaną Jolę, która wpada codziennie
          na chwilę i rozpuszcza te koty jeszcze bardziej niż ja, o ile to możliwe. Moje
          wcale tak bardzo nie niszczą, jak mnie straszyli. Większość szkód sama
          spowodowałam, np zostawiając wazon z kwiatami na środku politurowanego stołu
          nakrytego adamaszkowym obrusem. No i trzeba było ten nowy dziwny i dziwnie
          pachnący przedmiot dokładnie zbadać, obwąchać, zajrzeć do środka...na szczęście
          reklama vanisha okazała się prawdziwa, puściło. Na takie rzeczy trzeba
          oczywiście uważać. Ale nie drą firanek, nie wysypują ziemi z doniczek, nie
          drapią dywanu. Ucierpiały tylko fotele i kanapa kryte skórką. Ale to nie żeby
          drapały (drapią drapak), ale jest świetnie rozpędzić się z drugiego końca
          mieszkania i w pełnym biegu wskoczyć na fotel, z fotela na kanapę, na oparcie i
          z powrotem na dół, najlepiej jeden za drugim . Oczywiście trzeba się wtedy
          zaczepić pazurami, żeby się nie ślizgać. Zabawa jest przednia. W ogóle dzikie
          gonitwy są ulubioną rozrywką, są to tak zwane wieczorne głupawki. Ale cóż, jak
          ktoś chce mieć nieskazitelne mieszkanie, niech sobie kupi pluszowe zwierzaki.
          Jakieś straty muszą być. Ale za to kiedy wchodząc do domu już od parteru słyszę
          tęskne miauki, kiedy otwierając drzwi widzę dwa słupki albo jeden wpychający
          się w drzwi pyszczek a drugi rozłożony na dywaniku w pozycji głaszcz mnie
          natychmiast, wybaczam im wszystko. Jak mówiłam, przyszły do mnie, gdy było mi
          bardzo smutno i źle, ale na widok ich brewerii nie sposób się nie roześmiać.
          Jak siedzą oba nieruchomo wpatrzone w jeden punkt a potem nagle rzucają się w
          pogoni za jakąś wypatrzoną muszką. Albo z rozpędu wskakują do pozostawionego na
          podłodze pudełka czy worka, jak penetrują wszystkie kąty i zakamarki, najlepiej
          rzadko otwieraną szafkę . Kiedy po wielkiej bójce na śmierć i życie zasypiają
          obejmując się łapkami albo liżą się nawzajem. Towarzyszą mi z wielkim
          zainteresowaniem we wszelkich czynnościach, łącznie z tymi skrajnie intymnymi.
          Teraz siedzą jeden na kaloryferze tuż przy biurku (uwielbia) a drugi spaceruje
          między klawiaturą a monitorem.Już sobie nie umiem wyobrazić jak mogło być jak
          ich nie było.
          Chociaż tak naprawdę zawsze chciałam psa i jak będę wiecej w domu to będę
          miała, choć nie wiem co na to koty powiedzą.Na razie przyjaźnię się z
          najkochańszym czarnym kundlem mojej przyjaciółki, Koką i rozpieszczam ja ile
          wlezie.
          Dopiero jak się ma swoje zwierzątko, można zrozumieć jak bardzo człowiek się
          przywiązuje , jak do członka rodziny i jaka to jest rozpacz, jak odejdzie. Tak
          było, kiedy rok temu umarł Rudy, tym bardziej, że poniekąd ja sama przyczyniłam
          się do jego śmierci. Ale o tym następnym razem, żeby was nie znudzić.
    • toskania8 Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 07.02.05, 22:16
      Rudy, w przeciweństwie do Rudzielca był samym dostojeństwem i siłą spokoju. Był
      brytyjczykiem i jak na prawdziwego brytyjskiego lorda przystało miał dystans do
      wszystkiego i wszystkich. W pierwszych dniach ich pobytu u mnie odbywało się
      oczywiście ustalanie hierarchii, czyli kto tu rządzi. Najpierw mały i drobny
      Rudzielec ganiał dwa razy większego na oko Rudego, co było wielce pocieszne.
      Ale po dwóch dniach Rudy się wkurzył i pogonił kota Rudzielcowi. Rudzielec
      siedział w kącie bardzo zdumiony - jak to, to ja już tu nie będę kierownikiem ?
      Ale potem ganiali się na przemian , były wielkie bijatyki a potem lizanie,
      głaskanie, spanie w przytulankach i objęciach i w ogóle wielka miłość.
      Definicja szczęścia Rudego to było głaskanie i jedzenie, najlepiej
      równocześnie. Tonem nie znoszącym sprzeciwu nakazywał porzucenie wszelkich
      innych zajęć, kiedy to się udało wiódł pochód do kuchni, gdzie stały miski, już
      po drodze wymachując wyprężonym ogonem przystawał i podsuwał wygięty grzbiet do
      głaskania. Kiedy pochód docierał do kuchni , czyli do miski, zabierał się do
      konsumpcji, podstawiając się równocześnie od uszu aż po czubeczek ogona do
      głaskania. I to była już nirwana.
      Niestety Rudy często zapadał na infekcje katarowe. No i przedobrzyłam. Za radą
      innego lekarza niż ich stała opiekunka - weterynarka(jak chcą feministki)
      Hania , podałam mu autoszczepionkę. No i bidulek tego nie przeżył, Zanim się
      Hania zorientowała, było już za póżno, toksyczne uszkodzenie wątroby. Rudy
      zachorował w samą Wigilię. Spędziłam cały dzień w klinice rycząc w poczekalni.
      Skutkiem tego o czwartej po południu zorientowałam się, że moja Rodzina nie ma
      na Święta chleba ani też opłatka. Całe Święta spędziłam nad moim biednym
      Rudym , nosząc go do miski z wodą bo juz nie miał siły dojść. Tulił się do mnie
      i patrzył, prosząc "pomóż, bo mi żle" a ja już nic nie mogłam pomóc. Tylko
      patrzyłam bezradnie jak powoli uchodzi to małe, biedne rude życie. Nosiłam go
      do kliniki na kroplówki, bo Hania chciała jeszcze walczyć. W przerwie między
      kroplówkami siedziałam w poczekalni kliniki z moim kochanym kotkiem na kolanach
      i ryczałam jak bóbr, było mi wszystko jedno kto mnie widzi i co myśli.
      Przyniosłam go do domu. Nie macie pojęcia, jak się ucieszył Rudzielec , wszedł
      do klatki i witał Rudego. Ale kiedy się zorientował, że coś jest nie tak, że
      jego kumpel nie wychodzi, żeby się pobawić, krążył ale już z daleka.
      Położyłam Rudego na dywanie, siadłam koło niego i głaskałam. I tak cichutko
      odszedł. Mam nadzieję, że wiedział, że jest swoim domku, że jego pani jest przy
      nim i że mi wybaczył, że zrozumiał. Przecież w pewnym sensie to ja go zabiłam.
      Mam też nadzieję, że jest już na Tęczowym Moście (znacie ten adres ?
      http:republika.pl/teczowy_most/ index2.html , napisałam tam o Rudym i jeszcze
      jeden wpis "kotek przydrożny" też jest mój).
      Zawnięłam go w kocyk i wyniosłam na balkon. A potem stała się rzecz dziwna -
      jeszcze jeden dowód, że zwierzęta mają jakiś ukryty przed nami zmysł. Rudzielec
      nie widział, jak wynosiłam Rudego. Przez szczelnie zamknięte drzwi balkonowe
      nie mógł czuć zapachu. A jednak przyszedł za chwilę i cały wieczór siedział
      wpatrując się w te drzwi. Rudy śpi sobie spokojnie pod drzewkiem w moim ogródku.
      I jeszcze dodatek do tej smutnej opowiastki, żeby zadać kłam tym wszystkim ,
      którzy mówią, że koty przywiązują się tylko do miejsca. Rudzielec chodził
      ciągle i wyrażnie szukał Rudego, nie mógł zrozumieć jego nagłego zniknięcia,
      był smutny i osowiały. Co gorsza, dwa dni po śmierci Rudego ja wyjechałam na
      tydzień, Rudzielec został sam. Tylko raz dziennie przychodziła na chwilę Jola,
      dać mu jeść, pić i sprzątnąć. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić wybuchu
      radości Rudzielca, kiedy wróciłam po tygodniu, kiedy zrozumiał, że jednak nie
      został już na zawsze sam na świecie, że jest jego pani. Chyba przez trzy
      godziny biegał, skakał, wskakiwał do otwartej torby podróżnej, biegał po domu,
      już sam nie wiedział, jak tę radość rozładować. a potem, kiedy siadłam z
      filiżanką herbaty, siadł na kolana , potem szczelnie przywarł do mnie w nocy. Z
      niepokojem patrzył, kiedy wychodziłam do pracy, kiedy byłam w domu kleił się i
      tulił, ciągle się upewniał, że jestem i już będę.
      A potem nastał Rudzik, ale to następna opowieść.
      • tesunia Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 07.02.05, 22:27
        lezka w oku mi sie zakrecilasad((((((((((((((
        pieknie opisalas....
        ale niemasz za co sie winic,
        gdyby zwierzeta umialy mowic,
        napewno by powiedzialy duzo wczesnie o swych bolach,
        a sa bardzo wytrzymale.
      • natla Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 08.02.05, 16:43
        Sie pobeczałam. Mam zupełnie świeże skojarzenia.
        I wiesz , dzięki Tobie polubiłam koty. Niestety alergia mi na nie nie pozwala.
        • krista57 Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 19:23
          Czekam na opowiesc i kocie Rudziku z wielka niecierpliwoscia.
          Juz prawie jestem przekonana,ze wole kotka.
          Klara tak zle pisała o tych psich kupach...moje osiedle jest też brudne.
          Kiedy zwracam uwage wlascicielom duzych psow..ze ich pieski wlasnie narobiły
          pod moim oknem strasznie dużą...patrza na mnie ze wzgarda w oczach"ta baba nie
          lubi zwierzat ".
          Zastanawiam sie tylko tylko czy moj kotek to ma byc rasowy czy
          dachowiec ?,ktorego sie da lepiej wychowac ?
          • natla Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 19:51
            Krista, nie chcę być złośliwa, ale chyba jestem. Kup sobie absoluynie kota!!!!
            Pies może siusiać i kupkać nawet w domu, nie tylko pod balkonem. smile)
            • krista57 Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 21:49
              Natlo co tak Cie obruszyło ?
              Nie kazdy musi miec psa ,wiem ze kochasz pieski.
              Pewnie jak bym miała takiego w domu ,pokochała,przywiazała sie ....to moze
              bzdetów bym nie pisałam.
              Nigdy /ze względu na prace/ nie mogłam nawet pomarzyć o zwierzaku.Teraz jestem
              na takim etapie swego zycia ...ze moge sobie pozwolic na plany.

              Załuje ze na tym forum zaczełam snuc swoje marzenia /pies ? kot ?/,moglam
              poczytac odpowiednią literaturę.
              Myslałam jedynie .ze szczerze doradzicie !
              • natla Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 22:13
                Krista. Przepraszam. Jak pisałam, to wiedziałam, że źle robię. Nie da się na
                piśmie przekazać wszystkiego.
                Moja spontaniczna reakcja była spowodowaą pewną kobietą, która mnie poniżyła.
                Drab zrobił kupkę na trawniku, tam gdzie wszystkie psy załatwiały swoje
                powinności i ona do mnie podeszła, a byłam w towarzystwie, na którym mi b.
                zależało i puściła mi taką mowę, ze mnie zatkało. Nie wybroniłam się. Na
                marginesie, zawsze , no nie zawsze, ale od kilku lat chodziłam z woreczkiem
                i jezeli pies nabrudził np. na chodniku, to zbierałam. Też uważam, że to nie
                psy winne, a ich właściciele.
                Nie bocz sie proszę i pisz nadal to na co masz ochotę.Już Ci wcześniej chciałam
                napisać, że radzę absolutnie psa, bo itd, ale po opowieści Toskani zmianiłam
                zdanie.
                • krista57 Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 22:23
                  Wg Toskanii psa nie mozna pozostawic samego w domu na 10 godz a kota mozna.
                  Tym argumentem mnie przekonała i za to jestem wdzięczna.
                  Mam zawsze ukwiecony ,zadbany,wypielegnowany balkon /mieszkam na parterze/,pod
                  balkonem jest nieduży trawnik i włascicielom czworonogow z lenistwa nie chce
                  sie odejść dalej .No wiec na tym trawniku czasem wsród psich g.... bawia sie
                  dzieci.Wygląda to strasznie .Jak sie ma psa to trzeba po nim samemu posprzatac!
                  Aha ! pod tym balkonem posadziłam różę,wiec pieski gdzie idą ? pod krzaczek!
                  • natla Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 22:30
                    Dobra, masz racje, ale to nie ich wina.
                    Branie psa, który musi potem czekać na własciciela godzinami, to bezmyslność i
                    krzywda dla psa.
                    Więc dobrze,że to bierzesz pod uwagę.
              • kla-ra Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 22:23
                Krista,moze moje rady Ci pomoga w decyzji.
                Ma psa owczarka szetlandzkiego /mowia mini colli/ i kota niepolskiego
                dachowca,obcokrajowiec.
                Pies jest urokliwy,lasy na komplementy.Czesany winien byc codziennie w
                rzeczywistosci 1x2-3 dni.Pierwszy spacer 5-6 rano,drugi 10-11,trzeci 16-17,
                czwarty 22-23.Jedzenie,to sucha karma z wysokiej polki 1 kg 23 zl wystarcza na
                tydzien poniewaz co drugi dzien ma gotowane miesko /drob,wolowina,cielecina/
                z jarzynami,ryzem i ziolami,serek zolty uwielbia,bialy mniej,od czasu do czasu
                gotowana ryba.Wlos o ile jest na dywanie,odkurza sie bez problemu.
                Po spacerze w czasie deszczu pies zbiera piasek i nalezy mu podwozie dokladnie
                umyc i wyczesac.Pies jako szczeniak i juz dorosly osobnik nie z niszczyl mi
                zadnej rzeczy.Jest ulozony,kochany i sliczny.
                Kot to bestia niszczycielska.Pazury ostrzy na moich antykach /fotele maja
                frendzelki/ i tapecie korkowej w przedpokoju.Przedpokoj wyglada tragicznie,
                metr od podlogi jest wykruszona i nadaje sie do wymiany,a miala sluzyc dobre 15
                lat ma 2 lata.Kot jest stworzeniem czystym,jednak kiedy nieuprzatniesz mu kuwety
                zalatwi sie na dywanie.Walcze z wchodzeniem na stol i meble.Jest wszedzie.
                Jedzenie musisz chowac zaraz po skonczeniu posilku,bo inaczej wejdzie ci do
                talerza.
                Kot je sucha karme,tak nauczony od malego.Wysoka polka 25-33 zl za 1 kg.
                Kupuje 3-4 gatunki i mieszam,aby nie przyzwycail sie do jednego smaku,bo
                przerabane,kiedy produkt wycofaja z rynku.
                Wybierajac miedzy pieskiem a kotkiem optuje za pieskiem.
                • natla Re: Jakie stworznie Krista ma kuoić?????? 09.02.05, 22:34

                  • natla Re: Jakie stworznie Krista ma kuoić?????? 09.02.05, 22:39
                    Ten cholerny enter.
                    Wyszło mi, że papugi. Też kontaktowe, a jak gadajace to i wesoło. Klatka duża,
                    żarcie tanie, sasiadom na kilka dni mozna podrzucić. Jak nauczysz, to i na
                    ramieniu siądzie, i poskubie w łapkę, i będzie Ci towarzyszyć po całym domu.
                    Mają 1 feler. Nie maja cieplutkiej, mięciutkiej sierści. smile
                    • krista57 Re: Jakie stworznie Krista ma kuoić?????? 09.02.05, 22:54
                      Notla nie motaj !
                      Nie chce papugi !
                      Tylko pies lub kot....potrzebny przytulaniec !
                      Klara ja nie wstanę o 5-6 rano na spacerek z pieskiem.
                      Jak narazie 2 : 1 na korzyść kota .
                      Za pare miesiecy zostane sama w mieszkaniu i zwierzak tylko bedzie mogl na mnie
                      liczyc.
                      • natla Re: Jakie stworznie Krista ma kuoić?????? 09.02.05, 23:01
                        Już mam. Chomik. smile)
                        • krista57 Re: Jakie stworznie Krista ma kuoić?????? 09.02.05, 23:21
                          Natla nie motaj !
                          • natla Re: Jakie stworznie Krista ma kuoić?????? 09.02.05, 23:32
                            No dobra, kupuj tego kota.
                            Ale Klara przesadziła z tym wychodzeniem o 6-tej rano. Ja z moimi chadzałam
                            przed pracą do garażu albo domownicy wychodzili ok. 8, 9-tej, potem między 13-
                            tą a 15-tą i wieczorem ok. 18-tej, 19-tej. Ale u nas cała rodzia miała zawsze
                            dobre zawory. smile))Ja siebie wyprowdzam 2 razy dziennie. smile)))
          • toskania8 Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 22:46
            wróciłam z podróży do pięknej naszej Stolicy, którą budował cały Naród i co
            wybudował to ma.
            I spieszę z dalszym ciągiem mojej kociej opowieści . Szkoda, że tu nie można
            wkleić zdjęcia, bo bym Wam zaraz pokazała, jak Rudzielec z Rudzikiem siedzą po
            dwóch stronach monitora i z wielką fascynają wpatrują się w ekran, próbując
            złapać kotka uczepionego do kursora.

            Po śmierci Rudego natychmiast postanowiłam, że musi być drugi i to po pierwsze
            dokładnie taki sam a po drugie szybko.
            Niestety okazało się, że w rasie brytyjskiej kolorem dominującym jest
            niebieski. Po przeszukaniu w internecie wszystkich polskich hodowli, znalazłam
            bardzo podobne, ale kawał jeszcze za Bielsko Białą, to się chyba nazywa Kozy.
            Ode mnie to drugi koniec Polski, a do tego był koniec stycznia , śniegu tam
            leżało z metr ale zaparłam się i jakoś dotarłam. No i tu zostałam wystawiona na
            wielką próbę. Bo to okazała się jedna z większych hodowli w Polsce i kotków do
            wyboru było chyba kilkanaście, we wszystkich możliwych kolorach. Od czarnego ,
            przez niebieskie, liliowe, rude, kremowe. No weź tu teraz wybierz jednego,
            skoro najlepiej wzięłabym wszystkie, a już z pięć to na pewno. Ale wreszcie
            ostatkiem sił wskazałam na jednego, największą szaławiłę, takiego, co to było
            go wszędzie pełno.
            Odebrać go jednak mogłam dopiero za jakieś sześć tygodni, bo to musi być cykl
            szczepień, kwarantanny, czego tam jeszcze. I wypadło, że będzie prezentem na
            Dzień Kobiet.
            W umówionym dniu razem z moją koleżanką Hanią , zaopatrzone w klatkę wyścieloną
            wchłanialnymi prześcieradełkami, w razie by się posiusiał udałyśmy się w
            podróż. Po dokładnym rozwaleniu opony na pozimowych wertepach i przedarciu się
            przez wciąż zalegajace zaspy, dotarłyśmy na miejsce. Rudzik z czystej kociej
            ciekawości wlazł w celach eksploracyjnych do klatki. I tu czekała go niemiła
            niespodzianka. Oto nagle zapadła krata, otoczyła go ciemność (klatkę owinięto
            kocem, by nie przeziębł w drodze do samochodu), jakaś potwora uniosła go w
            górę i wpakowała go w jakieś miejsce w zupełnie innym wszechświecie. Dotąd
            maluszek był przekonany najświęciej, że cały świat to ten ciepły bezpieczny
            dom, gdzie pełno zabawek, gromada kumpli do zabawy, zawsze blisko do maminego
            cyca a te dwa dziwne stwory na dwóch nogach znajome i przyjazne.
            A tu go biedaka wpakowali w zamknięciu nie wiadomo gdzie i uwieźli. Pisnął
            cichutko ze dwa razy i umilkł. Całą ośmigodzinną tych zimowych warunkach drogę
            przesiedział cichutko, ze strachu nawet się nie posiusiał. Dojechałyśmy.
            Teraz nastał moment najtrudniejszy - trzeba było nowicjusza wprowadzić na
            terytorium, gdzie niepodzielnie panował Rudzielec.
            Maluszka wniosłam i zamknęłam w sypialni. Otworzyłam klatkę i wyszłam do kuchni
            po jedzenie, picie i piaseczek dla niego. Wracam - nie ma kota ! Po obczołganiu
            na kolanach całej sypialni znalazłam bidotę wbitą w najdalszy kąt za szafką,
            całego dygoczącego. Zostawiłam, go, żeby się oswoił z miejscem. Zaglądałam co
            jakiś czas, siedział ciagle w kącie i się trząsł a mnie się serce kroiło, ale
            musiał sobie niestety sam poradzić. Rudzielec krążył pod drzwiami
            zniecierpliwiony. Po sześciu godzinach (była druga w nocy) zobaczyłam, że stoją
            oba po dwóch stronach drzwi i piszczą. Po następnych dwóch godzinach
            pomyślałam, że już się chyba nie pozabijają i poszłam spać.
            Poszło szybciej, niż myślałam, dwa dni później rano znalazłam obu przytulonych
            na mojej kołdrze.
            Rudzik jest tak podobny do Rudego, że jak oglądam zdjęcia, muszę dobrze
            patrzeć, który to, ale ma zupełnie inny charakter. Z pozoru Rudzielec jest
            szczupły , szybki, sprytny i zwinny a Rudzik puchaty, misiowaty i powolny. Ale
            jakoś tak jest, że jak rzucam Rudzielcowi zabawkę pod nogi a Rudzik jest pięć
            metrów dalej, to i tak jest przy tej zabawce pierwszy, tak samo zresztą jak
            przy misce ze smakołykami. Kiedy pani wchodzi do kuchni należy się natychmiast
            za nią udać, bo a nuż będzie się działo coś przyjaznego. No a kiedy w ręku
            ukazuje się puszka, czujność jest wzmożona do stanu alarmowego, bo a nuż jest
            to puszka z naszym ukochanym tuńczykiem (zazwyczaj jest),a może to będzie
            porcja wołowinki z lodówki. Wtedy trzeba wskoczyć na szafkę i pchać nos do
            otwierajacej się puszki bo może uda się polizać choć przez szparkę albo może
            zabiorą albo może pani zje sama, nigdy nie wiadomo.
            Kiedy puszka jest już podzielona na dwie miski, świat staje w miejscu. Nawet
            zawalenie się domu nie byłoby chyba w stanie oderwać nas od tych misek aż do
            ostatniego kęsa.
            Większą atrakcją są chyba tylko kocie witaminki, ale tylko jednej firmy, innej
            pani może sobie sama zjeść. Na brzęknięcie słoiczkiem dwa słupki siedzą już
            przy fotelu gdzie zawsze je dostają i wpatrują się z taką uwagą jak profesor
            Wolszczan w jakąś właśnie odkrywaną planetoidę. Niestety pani daje tylko po 5 -
            6 witaminek dziennie. Ale trzeba się skupić, bo może uda się wykorzystać chwilę
            nieuwagi i wyszarpnąc witaminkę kumplowi.
            Kiedy wchodzę do domu jest ostatnio nowy zwyczaj. Rudzik czeka niecierpliwie,
            wpycha pyszczek w otwierające się drzwi , ustawia się bokiem z wygiętym
            grzbietem i wysoko uniesionym puchatym ogonem i natychmiast podnosi wielki
            wrzask - no już głaszcz mnie, co tam, potem zdejmiesz buty i płaszcz, rozłożysz
            pakunki, najpierw głaskanie. Książę Rudzielec natomiast pomalutku , leniwie
            budzi się z drzemki (oczywiście nie ma lepszego miejsca niż pani sypialnia) i
            czeka, aż pani pozbędzie się tego natręta Rudzika i przyjdzie złożyć jaśnie
            panu należne hołdy. Wtedy jest podstawianie podbródka, uszu, boczków do
            głaskania i drapania i wielkie mruki. Kiedy uznaje, że dość już pieszczot,
            jednym sprężystym susem jest w drugim końcu pokoju i - teraz jestem zajęty
            swoimi sprawami, proszę mi nie przeszkadzać i nie narzucać się. Zechcę to
            przyjdę.
            Poczucie sprawiedliwości i równowagi jest wielkie - wystarczy, że jednego
            pogłaszcze albo wezmę na ręce, natychmiast, nie wiadomo skąd już jest drugi z
            przypomnieniem - mnie też !!
            Jak tylko położę się do łóżka, za chwilę są oba i najlepiej uwalają się na
            brzuchu. Bardzo mają za złe, kiedy próbuję zmienić pozycję, co to znaczy, żeby
            legowisko się wierciło ! Czasem w nocy, kiedy jakoś próbuję sobie znaleźć
            kawałeczek miejsca na moim dość w końcu szerokim łożu czy złapać skrawek
            kołdry, myślę sobie jak to jest, żeby mały, zwinięty w kłębuszek kotek zajmował
            sobą wiekszą część posłania metr sześćdzesiąt . Ale jakoś to potrafi.
            oho, słychać jakieś napominania, dawno się pani nami nie zajmowała, tylko
            klepie i klepie te klawisze, no dobrze, dobrze, już idę. Zaraz będą witaminki.
            • natla Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 22:58
              Coraz bardziej lubię koty. smile
              Toskania, podejrzewam, ze byłaś w poprzednim wcieleniu kotkiem. Siebie, że
              byłam psem.
              • krista57 Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 23:12
                Toskanio kocham Twoje koty,tak ciekawie o nich piszesz.
                Rozumiem,ze sa rasowe i nazywaja sie r.brytyjska.
                Biedne beda moje skorzane sofy.
                • takanietaka Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 23:34
                  Ja jestem zwolennikiem psa,a w zyciu miałam i psy i koty.Prawdziwy miłosny
                  kontakt i porozumienie tylko z psem!Dla niego jesteśmy wszystkim-wódz stada,Bóg
                  i ukochana pani.Psy to zwierzeta zyjace w stadzie i stado chociażby dwuosobowe
                  im jest potrzebne-kot to samotnik ,zyjacy według własnych a nie naszych
                  regół.Może sie zdarzyc nawet taki kot który nas wcale nie bedzie lubił!Pies
                  będzie kochał zawsze !Ale to prawda że potrzebuje towarzystwa,nie mozna go
                  zostawiac na wiele godzin,a potem nawet z nim nie pogadac i
                  popiescic..zdziwaczeje i bedzie nieszczęśliwy.Pies zaakceptuje i uszanuje
                  nasze zwyczaje ..nie bedziemy musieli nic zmieniac w mieszkaniu (poza krótkim
                  szczenięcym okresem )a dla kota bedziemy musieli poprzesuwac niektóre
                  sprzety,poprzestawiac przedmioty,oduczyc sie siadania na mijscach które wybiora
                  dla siebie.Pies je wszystko w zasadzie (pomijam czy to jest zdrowe dla psa)i
                  jezeli nie jest jakis "przerasowany " to nie ma zadnych z tym kłopotów.Koty mja
                  wrazliwsze zoładki ale tez wymusza na nas ,byśmy dawali im do zjedzenia tylko
                  to co sobie one zyczą (jak nie ma ,to nie jedzą i czekaja ,,!)No i z psami sa
                  zwiazane "psie znajomosci" ..spacerki o północy i spotykanie tych co to
                  tez "siusiaja "po ostatnicm filmie.Te znajomosci sa na ogół bardzo miłe ,bo
                  poznajemy ludzi od ich najlepszej kochajacej strony.Acha pieski niekoniecznie
                  wstaja o 6 rano !Moja siusia około 8!
                  • natla Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 23:42
                    I Krista mnię ochrzania, że motlam.smile
                    K R I S T A!!! Mam nowy pomysł. Weź piseczka z azylu. Uszczęśliwisz biedną
                    istotę, a będziesz miała cudownego towarzysza.
                    Ja w każdym razie, jak mi przejdzie, tak zrobię.
                    • takanietaka Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 09.02.05, 23:52
                      Moja jest z azylu,została przywieziona własnie tego dnia gdy przyszłam ..a
                      wzięłam ja bo była taka brzydka ,że pomyślałam że jak ja jej nie wezme to chyba
                      nikt juz jej nie weźmieJakas chyda,łysawa,postrzepiona ,parchata,oczka
                      pozaklejane ,a z zabiedzenia to nawet nie miała wdzięku.Wcisnęła sie we mnie
                      pod pache i sie ruszyc nawet nie dała,tak ze jej "twarzy" nawet nie mogłam
                      porzadnie obejrzeć.Prez pierwsze tygodnie nie chciała zadnych
                      spacerów ..nic ..siusiu na progu bloku i pędem po schodach pod drzwi mieszkania
                      Teraz jest piękna kudłatą psinką (zdjeciem służe ,jako dowodem)a ja juz jestm
                      przez nia wytresowana ..chociaz przyznaje ze robi to delikatnie i
                      niezauwazalnie .Ma jedna wade -smieciara -straszna ..na spacerze znajduje nawet
                      stare skórki od chleba ze zjełczałym masłem i zuca sie na nie jak
                      wygłodzona ..i wstyd mi przynosi!
                      • natla Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 10.02.05, 00:05
                        Każdy pies to "śmieciarz". Daaj jej cos cuchnącego w domu do jedzenia. smile)
                        Poważnie.
                  • hancza47 Re: Rudy, Rudzielec i Rudzik c.d. 22.02.05, 19:55
                    Mam psa i dwa koty. Pies jest wielorasowy, czarny z białym krawatem, na
                    boczkach gładki na grzbiecie ma pięknego "irokeza". Podrzucili mi ją do ogrodu
                    gdy była całkiem malutka. Rano na ośnieżonym podjeździe do garażu leżała
                    plastikowa reklamówka z piszczącą żałośnie z zimna czarną kudłatą kuleczką.
                    Była zmarznięta, przerażona, ale śliczna. Do dzisiaj ma uraz i nie lubi zostać
                    sama. Z dalekiego spaceru, nawet jeśli zniknie mi z oczu pierwsza wraca pod
                    własny dom. Po prostu nie da się zgubić. Syndrom porzucenia? Bardzo się kochamy
                    i nawet po 10 minutach mojej nieobecności Koka poczuwa się do obowiązku
                    należytego radosnego powitania. Wie kiedy wracam z pracy, potrafi nawet
                    otworzyć mi drzwi (mojej koleżance od Toskani też...)A spacery w niepogodę...
                    kochani, to jest tylko dla zdrowia. Nie chcecie,lecz musicie się ruszyć po
                    dzienną dawkę tlenu.
                    Kotki są różne. Jedna urodziła się pod moim dachem. Nie lubi pieszczot i zawsze
                    chodzi własną drogą. Ale za to uwielbia wszelkie zabawy. Niestety... poluje, a
                    zdobycze znosi do domu. Druga kotka została wyrzucona z domu przez sąsiadkę,
                    która wyprowadziła się...Jak ja nie lubię tej rodziny...Przygarnęliśmy, ale
                    jest kłopotliwa. Nie poluje, nie bawi się za to uwielbia pieszczoty. Liczy
                    sobie jednak około 16 lat i chyba ma już u nas "dożywocie". W kwestii spacerów
                    z psem. Ile to ja mam znajomych przez psy. Wspólne spacery, pogaduchy, poranne
                    i wieczorne życzliwe uśmiechy. Jest to na prawdę fajne. A tak na prawdę to
                    bardziej cenię sobie psią przyjaźń.
                    • toskania8 Re: Rudy, Rudzielec, Rudzik i Koka 22.02.05, 21:47
                      hancza47 napisała:

                      > Mam psa i dwa koty. Pies jest wielorasowy, czarny z białym krawatem, na
                      > boczkach gładki na grzbiecie ma pięknego "irokeza". Podrzucili mi ją do
                      ogrodu
                      > gdy była całkiem malutka. Rano na ośnieżonym podjeździe do garażu leżała
                      > plastikowa reklamówka z piszczącą żałośnie z zimna czarną kudłatą kuleczką.
                      > Była zmarznięta, przerażona, ale śliczna. Do dzisiaj ma uraz i nie lubi
                      zostać
                      > sama. Z dalekiego spaceru, nawet jeśli zniknie mi z oczu pierwsza wraca pod
                      > własny dom. Po prostu nie da się zgubić. Syndrom porzucenia? Bardzo się
                      kochamy
                      >
                      > i nawet po 10 minutach mojej nieobecności Koka poczuwa się do obowiązku
                      > należytego radosnego powitania. Wie kiedy wracam z pracy, potrafi nawet
                      > otworzyć mi drzwi (mojej koleżance od Toskani też...)A spacery w niepogodę...
                      > kochani, to jest tylko dla zdrowia. Nie chcecie,lecz musicie się ruszyć po
                      > dzienną dawkę tlenu.
                      > Kotki są różne. Jedna urodziła się pod moim dachem. Nie lubi pieszczot i
                      zawsze
                      >
                      > chodzi własną drogą. Ale za to uwielbia wszelkie zabawy. Niestety... poluje,
                      a
                      > zdobycze znosi do domu. Druga kotka została wyrzucona z domu przez sąsiadkę,
                      > która wyprowadziła się...Jak ja nie lubię tej rodziny...Przygarnęliśmy, ale
                      > jest kłopotliwa. Nie poluje, nie bawi się za to uwielbia pieszczoty. Liczy
                      > sobie jednak około 16 lat i chyba ma już u nas "dożywocie". W kwestii
                      spacerów
                      > z psem. Ile to ja mam znajomych przez psy. Wspólne spacery, pogaduchy,
                      poranne
                      > i wieczorne życzliwe uśmiechy. Jest to na prawdę fajne. A tak na prawdę to
                      > bardziej cenię sobie psią przyjaźń.


                      Nie mogę tu nie dodać, że kiedy wróciłyśmy z dwutygodniowej wyprawy do
                      Toskanii, szczęśliwa Koka wybiegła na powitanie i z tego szcześcia najpierw
                      rzuciła sie na mnie a dopiero po dłuższej chwili dostrzegła swoją Panią. Od tej
                      chwili kocham Kokę jeszcze bardziej.
    • toskania8 jeszcze raz - pies czy kot 10.02.05, 22:29
      jak już mówiam, uwielbiam psy i włśnie z powodu tej miłości nie mam psa, bo
      nie mogę mu zapewnić takich warunków, żeby mu było u mnie dobrze. Przypominam
      to dlatego, żeby nie było, że ja jestem przeciw psom.
      Ale muszę jednak w imieniu Rudzika i Rudzielca dać stanowczy odpór rozmaitym
      insynuacjom, które się tu pojawiły "w temamcie" kotów.
      1. nie musiałam przestawiać żadnych mebli ani innych urządzeń domowych
      2. nie musiałam rezygnować ze swojego ulubionego fotela ani innego miejsca ani
      żadnego swojego zwyczaju; kiedy kot siedzi na moim fotelu to albo przenosi się
      na moje kolana albo bez obrazy idzie gdzie indziej; nasze "łóżkowe
      przepychanki " są przez mnie w pełni akceptowane, jakbym nie chciała ich
      przyzywczajać do spania ze mną, to od początku byłby taki zwyczaj, ale chcę !
      3. nie podrapały ścian ani mebli ani nic innego nie zniszczyły - tylko fotele
      trochę są pozahaczane, owszem, ale każdy osobnik w domu, bez względu na ilość
      nóg powoduje jakieś zamieszanie i szkody, nie ? A to, że na pewne rzeczy trzeba
      uważać, mając na względzie kocią ciekawość i skłonność do dogłębnych badań, jak
      na przykład opowiadałam o tym wazonie, no to trzeba. Teraz wszyscy przyjaciele
      wiedza, że mnie nie przynosi się ciętych kwiatów.
      4. co do wyjadania z talerzy - tu jednak przytyk do piesków - widziałam często
      pieski za przyzwoleniem gospodarzy wędrujące po stole , obwąchujące półmiski i
      polizujące to i owo, jest to sprawa wychowania. Kot jest ciekawski i musi
      sprawdzić co to jest na talerzu, a jeśli jest coś smakowitego ...no cóż. Po
      prostu trzeba schować.
      5. nigdy, przenigdy przez dwa lata żaden mój kot nie nasiusiał gdzie indziej,
      niż do kuwetki, nawet jak zapomniałam ją w porę sprzątnąć. Rudy, bidulek, kiedy
      już prawie umieral, słaniał się na nogach, spadał z łóżka, na którym go w nocy
      położyłam koło siebie i szedł do kuwetki. Siedziałam nad nic całą noc i nosiłam
      go, bo już nie mógł iść, ale nawet wtdy nie nasiusiał do łóżka.

      Kiedy koleżanka radziła mi kota, najpierw podeszłam do tego pomysłu ze sporą
      rezerwą, a teraz już nie wiem jak to mogło w ogóle być bez nich.

      Ktoś kiedyś mi mówił, że koty są niekontaktowe - szkoda, że nie widzicie i nie
      słyszycie teraz Rudzielca, który właśnie przyszedł na pogawędkę. Siadł obok i
      wymieniamy sobie różne miauuu na rozmaite tony w atmosferze wzajemnego
      zrozumienia i przyjaźni. Bardzo to uwielbia. A jeszcze lepiej, kiedy przychodzi
      i mnie woła, czeka, żebym za nim poszła, kiedy wstaję, biegnie w dyrdy do
      innego pokoju i tam pokazuje, że mu wpadła myszka (najukochańsza zabawka) pod
      szafkę. A czasem, cwaniaczek normalnie ściemnia. Tylko udaje, że mu coś wpadło
      i cieszy się, że mnie nabrał.
      A Rudzik właśnie ułożył się na kolanach w sprawie głaskania więc piszę trochę
      jedną ręką.
      Zawsze potrafią "powiedzieć" czego chcą, umieją nawet wyczuć mój nastrój, kiedy
      jestem smutna albo zmęczona, przychodzą i się ocierają, zagadują . A czasem
      wyraźnie domagają się zabawy. Świetnie się rozumiemy.

      I jeszcze jedna ważna sprawa - któraś z Was pisała, (nie pamiętam, a nie mogę
      się cofnąć bo mi się skasuje) że nie może mieć kota z powodu alergii. Mam dla
      Ciebie dobrą wiadomość.
      Rex kornwalijski czyli cornish rex (czyli Rudzielec) to jedyna podobno rasa
      kota, która nie szkodzi alergikom. Ma bardzo króciutką sierść i w dodatku ma
      loczki, takie drobniutkie karakułki. Mimo, że jest kornwalijski ,zalicza się do
      ras tzw. orientalnych - szczupły, na wysokich nogach. A Rudzik jest
      brytyjczykiem.

      Bardzo ich kocham obu, choć nie wiem, jak z tym poprzednim wcieleniem, kto wie.
      W horoskopie chińskim jestem szczurem, więc zwierzątkiem nie najbardziej kotom
      przyjaznym.
      No, to już bedzie na tyle tego mojego kociego serialu, wiecie już o nich chyba
      wszystko, choć nie wiadomo, co nowego wymyślą jutro. I to właśnie jest takie
      piękne.

      • tesunia Re: kot kornwaliski 11.02.05, 01:30
        www.abovo.friko.pl/
        **
        czy to o ta rase chodzi toskanio??

        **
        • toskania8 Re: kot kornwaliski 11.02.05, 08:52
          tak, właśnie, są tam zdjęcia kociąt- w miocie na literę B kotek Brad jest
          zupelnie podobny do mojego Rudzielca.
          Przypomniałam sobie, że moje koty są też w necie -
          republika.pl/kotybrytyjskie, to jest strona hodowli Graham, skąd
          pochodzi Rudzik, Jest tam zakładka nasze koty w nowych domach i są moje - przez
          pomyłkę napisali "Rudy i Rudzielec" ale to jest Rudzik. Zdjęcia Rudego są na
          stronie Tęczowy Most, o której adres podawałam wyżej - to jest taka piękna
          stronka o nienie dla zwierzątek, gdzie ludzie piszą wspmnienia o swoich
          zwierzaczkach, które odeszły.
          • tesunia Re: kot kornwaliski 11.02.05, 11:22
            ale siliczny kociak Bard....smile)
            podobny do tygryska smile)

            strona na > republice nie wchodzi < sad(((((((((
            • toskania8 Re: kot kornwaliski 11.02.05, 12:42
              zapomniałam jeszcze jeden / na końcu
              republika.pl/kotybrytjskie/ sprawdziłam, wchodzi
              • kla-ra Re: kot kornwaliski 11.02.05, 14:10
                Piekne,te koty.
                Brytyjskie mi nie wchodza.
                • natla Re: kot kornwaliski 11.02.05, 19:12
                  Mnie tez nie, ale Brad jest sliczny. W ogóle wszystkie są piękne. Te oczyska,
                  cudo. smile)
                  • krista57 Re: kot kornwaliski 12.02.05, 17:51
                    nie zgadzam sie na ...konczenie tego wątku....nie zdecydowałam sie jeszcze ani
                    na kota ani na psa.
                    Szukam jedynie hodowli kotkow w poblizu mego miejsca zamieszkania.
                    W brytyjczykach i cornishach moge sie zakochac.Jestem prawie gotowa !
                    • toskania8 Re: kot kornwaliski 12.02.05, 18:20
                      kristo, ja nie mówiłam o kończeniu wątku, tylko że ja już chyba wszystko
                      opowiedziałam o moich; a skoro jeszcze się nie zdecydowałaś, to dopowiem Ci, to
                      co kiedyś wyczytałam w opisie rasy cornish rexów - mówią o nich, że to piesek w
                      kociej skórze, i jest w tym sporo prawdy, więc może to Cię na coś naprowadzi.
                      A poza tym dodam jeszcze coś bardzo, bardzo ważnego, o czym przedtem
                      zapomniałam - ani pieski, ani chomiki, ani papużki ani rybki(nawet złote) nie
                      mruczą ! A to jest najbardziej uspokajający dźwięk na świecie.
                      • krista57 Re: kot kornwaliski 12.02.05, 18:48
                        Toskanio,dobrze Cie zrozumiałam!
                        Ja tak specjalnie... chciałam tylko aby wszystkie miłośniczki/nie obrazcie sie/
                        aby wszystkie kociary i psiaray pisały o swoich ulubiencach tak przekonywująco
                        ja Ty.
                        To "mruczando " po przebudzeniu musi być przyjemnym dzwiękiem.
                        • tesunia Re: kot kornwaliski 12.02.05, 21:05
                          juz sie nie moge kristo doczekac,
                          kiedy napiszesz ,ze zakupilas kociaczka
                          i bedziesz "zdawac relacje" z jego rozwoju.....

                          beda niezliczne wedrowki do sklepu "zwierzyniec"
                          po zabaweczki i inne duperelki potrzebne....

                          zycze powodzenia w wyborze....

                          ciekawe jakie miseczki zakupisz?
                          nasz psiun ma porcelanowe,(nie lubie osobiscie plastykowych i metalowych)
                          kolezanki kociak tez ma porcelanowe,
                          • tesunia Re: szwedzki doberman.......... 12.02.05, 21:35
                            vovve.net/Galleri/galleri.asp?id=52&p=4
                            **na trzynastym zdjeciu dobus najbardziej podobny do mojej "czarnej perly"

                            milego ogladania,

                            w szwecj jest zakaz obcinania ogonow
                            i operowania uszow tej rasie,
                            jedynie z importu mozna spokac sporadycznie te "operowane"
                          • krista57 Re: kot kornwaliski 12.02.05, 22:42
                            Nie tak szybko Tesuniu ....teraz Wielkanoc,potem dłuuuuuuuuuuuugie wakacje
                            troche tu troche tam....a kotek dopiero na pozny koniec lata.
                            Piesek jest imponujacy i okazały /dobrze okresliłam ?/
                            • tesunia Re: kot kornwaliski 13.02.05, 13:27
                              krista57 napisała:

                              > Nie tak szybko Tesuniu ....teraz Wielkanoc,potem dłuuuuuuuuuuuugie wakacje
                              > troche tu troche tam....a kotek dopiero na pozny koniec lata.
                              > Piesek jest imponujacy i okazały /dobrze okresliłam ?/

                              tak kristo,
                              psiun sam "majestat" w sobie
                              i najgoresz w tym,ze wie o tym,
                              nasz troszke "zapasiony" ,niemniej nie zgubil swego dostojenstwa psiego
                              tyczacego sie tej rasysmile)

                              a to do´brze,przygotowujesz sobie wszelkie informacje wiedzy kociej,
                              masz wiec czasu duzo by zdecydowac sie na cos co naprawde
                              przypadnie Ci do gustu,
                              i wcale nie przeszkadza,
                              bys juz nawet teraz czasami wpadla gdzies na "kocia wystawe",
                              lub podjechala do chodowcy kotow
                              i popatrzyla jak wygladaja rozne rasy,
                              dowiesz sie wtedy duzo wiecej....myslalas tak robic??
                              • krista57 koty 13.02.05, 17:47
                                Wlasnie przegapiłam duza wystawe kotow w Szczecinie.
                                Kotami zainteresowała mnie Toskania....niedawno,
                                nigdy przedtem nie mialam zamiaru byc kociara.
                                Zaczynam szukac rasowych hodowli chociaz moj wcale nie musi miec
                                rodowodu....jedynie musi mi sie podoba.
                                Szukam tez literatury.
                                • toskania8 Re: koty 14.02.05, 22:52
                                  na temat ras kotów najwięciej informacji znajdziesz w internecie, wrzuć
                                  hasło "koty" do dobrej wyszukiwarki, znajdziesz "kocie strony" jest ich
                                  mnóstwo, są tam opisy ras, mnóstwo zdjęć i opowieści kocich wielbicieli; są też
                                  oferty hodowców także z dziesiątkami zdjęć.
                                  To lepsze niż ksiązki, bo więcej materiału (także opowiastek z życia wziętych)
                                  i znacznie więcej zdjęć, niż w jakiejkolwiek książce.
                                  Ale jest i parę fajnych książek. Moja pierwsza to była "Twój Kot" z
                                  serii "...dla opornych" - taka żółta seria, najpierw była o komputerach, potem
                                  nawet o gotowaniu a teraz o kotach, bardzo dużo informacji dla początkującej
                                  kociary - Wydawnictwo IDG Books Worldwide; Zaklinacz Kotów - Galaktyka;
                                  Dlaczego Kot Mruczy - Książka i Wiedza; jest nawet Feng Shui dla Kotów,
                                  napisane przez koty dla kotów - Wiedza i Życie.
                                  • krista57 Re: koty 15.02.05, 10:45
                                    Dzieki zgadza sie ...juz wiele czasu spedzam czytając o kotach własnie w
                                    internecie ,czasu nie starcza.Szukam hodowli...a większość jest w innych
                                    regionach kraju...moze trafi mi sie cos w pobliżu.
                                    Ksiazki jeszcze żadnej nie zakupiłam.
                                    • natla Re: koty 15.02.05, 18:31
                                      Krista, a zwykły dachowiec bez domu?
                                      Moja przyjaciółka takiego przybłonkańca ma. Jest naprawdę baaaaardzo kochany,
                                      czysty, kontaktowy, przywiązany, zaskakujący reakcjami i słodki. smile
                                      • tesunia Re: koty 15.02.05, 19:02
                                        a wiecie????,
                                        ze kot jest dobrym indykatorem w domu,
                                        a cieki wodne ,ktore wedlug niektorych nauk
                                        mowia,ze sa niekozystne dla naszego zdrowia?

                                        kot sie zawsze polozy na "zyle wodnej",to miejsce
                                        niekorzystne dla zdrowia czlowieka,

                                        pies wybiera miejsca wole "bez podskornych ciekow wodnych"
                                      • toskania8 Re: koty 15.02.05, 22:56
                                        dachowce oczywiście bywają wspaniałe, podobno zawsze doceniają, co mają dzięki
                                        Tobie. Ale też mają różne charaktery. ja takie dwie sieroty dokarmiam na
                                        podwórku mojej firmy. Z biednych chudzielców już są całkiem nieźle spasione.
                                        Jedna to jest plamiasta biało szaro czarna panienka , bardzo przylepna, jak idę
                                        zawsze się podstawia do głaskania ociera się i mruczy. A drugi, chyba facet ale
                                        nie wiem dokładnie, jest tak płochliwy, że nie tylko pogłaskać ale zbliżyć się
                                        nie da, jak mnie widzi z daleka zaraz się chowa.
                                        Poza tym z dachowcami bywa czasem tak, że mają różne choroby, których
                                        weterynarz od razu nie wykryje a po kilku miesiącach czy roku jest smutek i
                                        płacz.
                                        Więc trochę trzeba uważać, choć mądre księgi o kotach bardzo zalecają dachowce,
                                        właśnie jako te, co Ci będą do śmierci wdzięczne, że dałaś im dom.
                                        Oj, miałam się już wynieść z tego wątku, ale się nie da, ja o kotach mogę
                                        zawsze.
    • kasia9950 Re: Nasze zwierzaki 20.02.05, 10:12
      mialam ukochana sunie.Miala 8 lat. Myslalam,ze razem bedziemy sie starzec...Od
      kilku miesiecy nie ma jej wsrod nas.Zkazdym dniem bardziej mi jej brakuje.Czy
      tak bedzie zawsze? Kasia 9950
      • natla Re: Nasze zwierzaki 20.02.05, 10:34
        Ja nie mam mojego psa od 1,5 miesiąca i choć był trudnym osobnikiem, ciągle go
        opłakuję.
        Jedyny sposób, to spacer do azylu i wybranie sobie kundelka, który Ci nigdy nie
        zapomni, że go przytuliłaś do siebie. Ty po kilku miesiącach już możesz, ja
        jeszcze nie, ale gdyby się jakiś z ulicy przyplątał, to juz bym go wzięła.smile
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki 22.02.05, 17:47
      A ja nie mam psa, ale miałam i będę miała! Figa przeżyła 17 lat. Była polskim
      owczarkien nizinnym z nieznanego tatusia ( czyli zwykły wielorasowiec - a
      raczej nie zwykły, a i wygląd miała po mamusi). Kochała wszystkich ludzi i
      koty. Goście, jej zdaniem, przychodzili wyłącznie do niej! Wszystkich
      serdecznie witała, zapraszała do zabawy. Była srebrzyście szpakowata i tak jej
      zostało do śmierci. Pod koniec nieznacznie osiwiała, lecz niestety z lekka
      wyłysiała. Była wesołym, serdecznym i niekłopotliwym psem i nawet z tego świata
      usunęła się w porę - gdy z moją Matką było już bardzo żle i przez kolejne -
      przeszło dwa lata - do domu wracałam tylko na parę godzin snu. Wkrótce minie 4
      lata jak jej nie ma. Cieszyłabym się gdyby ktoś swojego nowego psa nazwał Figa.
      Ja będę miała psa, ale to nie będzie Figa.
      Powyższy dylemat "kot czy pies", dla mnie nie istnieje. Koty są piękne,
      bywają serdeczne, miłe ale nie są psami. A z rzeczowych argumentów: wiele
      znajomych mi kotów zajmuje terytorium nie tylko parterowe. Gdybym chiała mieć
      zwierzątko zajmujące również górne partie mojego mieszkania (szafy), to pewnie
      wybrałabym małpkę, np. gibbona. Kiedyś, wiele lat temu, w czasie zwiedzania
      ogrodu zoologicznego, chyba w Oliwie, zatrzymałam sie przed klatką z małpkami.
      Klatka była pusta, wszystkie zwierzaki powchodziły do domu. Jeden tylko
      siedział w otworze wejściowym. Ponieważ dookoła ludzi też nie było, zaczęłam do
      niego przemawiać, namawiać aby zawołał kumpli na zewnątrz, bo pogoda ładna a
      one w domu itp. Małpka siedziała, popatrywała na mnie, w pewnym momencie
      odwróciła się do środka, coś zaskrzeczała i wyskoczyła cała gromada jej
      towarzyszy. Zaczęło się popisywanie - gimnastyka artystyczna. Oczywiście
      natychmiast zebrało sie dużo ludzi, śmiejące się dzieci pełne zachwytu. Małpki
      zachwycone aplauzem szałały coraz bardziej. Nagle jednej nie powiodło się - nie
      zdołała w porę uchwycić gałęzi i spadła siedzeniem na ziemię. Na chwilę
      znieruchomiała, spojrzała na mnie sprawdzając czy się z niej nie śmieję.
      Ponieważ zachowałam powagę, ona zaczęła udawać, że to nie był wypadek. Ona tak
      specjalnie! Ona postanowiła z bliska obejrzeć kamyczki! Pooglądała, podskoczyła
      i schowała sie na wszelki wypadek do domu.
      Tak więc ja będę miała psa, a ściślej rzecz biorąc sukę. Po pierwsze - na
      ogół pan(i) pilnuje psu a suka pana(ią), po drugie - ja wiem kiedy moja suka ma
      cieczkę i mogę stosownie do tego postępować, a nie wiem kiedy inna suka jest
      atrakcyjna dla psa i pies może mnie zaskoczyć uciekając, płacząc w domu i
      bezustannie domagając się spacerów - tak mieli moi liczni znajomi z psami.
      Mieszkam w ogromnym bloku, dużo psów, a do mieszkania wracam windą i w czasie
      cieczki każdy pies, któremu uda się dostać do holu windowego, traci ślad. Tak
      więc psie wizyty mi nie straszne. Niestety spacery w tym okresie bardzo krótkie,
      a na wypadek spotkania wyjątkowo agresywnego a dużego amanta - lakier do włosów
      w areozolu. Żaden pies tego nie lubi!
      Tak więc suczka, średniej wielkości (wagi), tak abym mogła ją podnieść i
      wstawić do wanny. Genealogia psa jest mi dokładnie obojętna. Może być
      wielorasowiec. Nawet wolę - takie psy są na ogół zdrowsze.
      Pozdrawiam miłośniczki i miłośników wszelakiej zwierzyny - Hania

      • natla Re: Nasze zwierzaki 22.02.05, 17:59
        Hania:
        < Tak więc ja będę miała psa, a ściślej rzecz biorąc sukę.>
        A suka ne pes?? smile))
        Może Ty przekonasz kristę do psa? I do tego kundla? Nie duzego, takiego, aby
        mogła go brać na swoje wojaże.
        Gdybym miała swój włsny dom, to żyłyby w nim psy i.... małpy. Są przekochane,
        choć czasem meczące.smile)
        Aaaaaaa, jeszcze węże. Takie duuuuuże, niezjadliwe i nie duszące. smile))
        • hania48 Re: Nasze zwierzaki 22.02.05, 19:17
          Owszem, suki to też psy, ale to przecież Ty napisałaś,że nie chcesz suczki ze
          względu na płeć! O tym jak radzić sobie w czasie cieczki i o "parterowych"
          zwierzakach napisałam właśnie odnosząc się do dylematów Klary. No i oczywiście
          znacznie łatwiej zabrać z sobą, w razie wyjazdy psa niż kota. Moi znajomi
          mający koty, a mieszkający w blokach, mają dodatkowe problemy: koty żyjące
          stale w mieszkaniu panicznie boją się przekroczenia drzwi wejściowych. Nawet na
          rękach, czy w klatce. Problem wizyty u weterynarza ... , wyjazd na działkę,
          jest dużym problemem, któremu można oczywiście zapobiegać, ale od maleńkości, a
          i to problematyczne. Jedna moja znajoma kotka, we wczesnej młodości opuszczała
          dom ze swoją panią, ale w wieku ok. 2 lat, prawie traciła przytomność przy
          próbie wyjścia z nią. No i balkony! Widziałam juz balkon zabezpieczony siecią
          rybacką drobną, mającą zapobiec wypadnięciu kota - łowcy, o kotach, które w
          trakcie polowania na ptaszki lub owady wypadły z balkonów (3; 5; 7 piętro) nie
          wspominając.
          Nie ma jak to pies!!! I do lasu na spacer można a z kotem ... Chociaż na smyczy
          można na dobrą sprawę z każdym zwierzakiem! Widziałam już koło mojego bloku i
          kota na smyczy i królika! A bez smyczy to nawet widziałam na spacerze i
          żółwia!!! Też obok mojego bloku! na trawniku jego pan go postawił! Czemu nie!
          Tylko suka a nawet pies!
          Hania.
          • hania48 Re: Nasze zwierzaki 22.02.05, 19:29
            zapomniałam poprzednio dopisać. Pracowałam w budynku otoczonym dużą ilością
            zieleni, spacerowicze, dzieci i ludie w psami. Kiedyś przez okno zobaczyłam
            pana z jakimś dziwnym psem na smyczy. Bardzo mnie zaintrygował ten pies i przy
            kolejnym razie zbiegłam na dół aby obejrzeć go z mniejszej odległości. To była
            małpa! Na smyczy. W kagańcu. Maszerowała na 4 łapach, jak pies wielkości
            wilczura tylko bardzie korpulentny, gdy coś chciała powąchać lub obejrzeć to
            brała to w łąpę!Oczywiście przednią. Zapytałam o kaganiec - czy ma zapobiegać
            zjadaniu zdobycznych śmieci - nie, małpa była nieprzewidywalna i mogła ugryźć.
            Hania.
            • krista57 Re: Nasze zwierzaki 23.02.05, 16:17
              Ciągle wracam to tego tematu i od nowa czytam "pies czy kot "
              "rasowy czy mieszaniec " ?
              W moim domu rodzinnym były to zwierzęta podwórkowe.
              Ja nigdy nawet przez moment nie pomyślałam o domowym zwierzaku.
              Gdy pojawiam sie w domu gdzie "panują" psy.....zawsze jestem przez nie
              obszczekiwana a potem lizana...odganianie nic nie daje.
              A moze ...ja wcale nie powinnam miec kota czy psa /
              • natla Re: Nasze zwierzaki 23.02.05, 16:21
                Krista, to juz zostało ustalone! Masz mieć!!! Sama wychować, aby nie lizało
                i nie obszczekiwało, nieobmiałkiwało i nie....... i ma być skundlone, bo
                zdrowsze. smile)))
                I juz przestań nudzić. smile)))))
                A zresztą, uzyj sobie....
                • krista57 Re: Nasze zwierzaki 23.02.05, 16:38
                  Co ustalone ????
                  Nic nie ustalone.
                  Kazda psiara i kociara co innego sądzi.Najgorsze,ze kazda ma rację.
                  I co mam miec ? takiego skundlonego zdrowego ?
                  A jak sie nazywa ?
                  • hancza47 Re: Nasze zwierzaki 24.02.05, 15:05
                    Tak. Jestem za skundlonym, zdrowym, kochającym za kochanie.
                    • maladanka Re: Nasze zwierzaki 25.02.05, 12:59
                      Proponuję i kota i psa.Poważnie - pies dla zdrowia /spacery/, a kot też dla
                      zdrowia /wygrzewa bolące miejsca/ i....mrrrrrrruczy!
                      Psa nie miałam nigdy - ubolewam - ale koniecznośc wstawania o 5.oo rano do
                      pracy i jeszcze przedtem wyprowadzanie psa?No i puste mieszkanie przez długie
                      godziny? Ale wszystkie osiedlowe psy są moje.Natomiast Kicię miałam 6 lat i
                      tylko tyle,ponieważ usnęła i nie obudziła się więcej.To był zwykły dachowiec
                      uratowany przez córkę przed przejechaniem.Mama kocia przenosiła swoje małe
                      przez ruchliwą drogę - upuściła ją po drodze i potem nie wróciła po
                      nią,ponieważ jakiś dziadyga rzucał za nią kamieniami.Córka rzuciła się prawie
                      pod samochody i to kocie bure uratowała.
                      No i Kicia zamieszkała z nami .C.d. ewentualnie kiedyś bo teraz do garów..
              • goskaa.l Re: Nasze zwierzaki 28.10.05, 14:59
                Poddaję link do dykusji:
                usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1012279
                To dla tych, co chcieliby psa, a się wahają...
    • hancza47 Re: Nasze zwierzaki 23.02.05, 20:32
      Opowieść z życia wzięta. Pani A miała psa. Proszę, jak mi się udał rym...
      Suczkę rottveilera. Dużą, o wielkich smutnych oczach z łagodnym i kochającym
      sercem, zupełnie pozbawioną agresji. Niestety, budziła wśród sąsiadów
      zrozumiały lęk i nieufność. Często zabierana do ogródka działkowego była bardzo
      wdzięcznym towarzyszem rodziny.
      Po sąsiedzku, za płotem ogrodu, sympatyczny, lecz „trunkowy” pan hodował
      króliki. Białe, kudłate, miłe. Nie przeszkadzał im nigdy stan upojenia u
      gospodarza. Pewnej słonecznej niedzieli rodzina pani A zasiadła do odpoczynku
      przy popołudniowej kawie i nagle konsternacja... Pies przyniósł w pysku
      obtoczone ziemią białe futerko przynależne do nie dającego oznak życia królika.
      Pierwsza myśl i natychmiastowe działanie. Zagryzła królika! Odebrane psie
      trofeum pracowicie wyprano w płynie do mycia naczyń, wysuszono suszarką do
      włosów i skradając się za krzakami agrestu potajemnie włożono do klatki z
      królikami.
      Na drugi dzień sąsiad przysięgał, że więcej już pić nie będzie... Przecież był
      pewien, że królik zdechł i osobiście go zakopał, a on... Wrócił do klatki!
      Napiszcie coś wesołego o zwierzakach... Jeśli macie swoje to na pewno takich
      historii jest mnóstwo.

    • mada50 Re: Nasze zwierzaki 23.02.05, 21:53
      nie mam żywego zwierzęcia,poza moim chłopem,
      natomiast kocham koty (pan jest uczulony na sierść),a ponieważ mam taką głupią
      wadę,że przywiązuję się silnie do stanu posiadania to nadaję cechy istot
      żywych np.memu autku(moje maleństwo),komputerkowi (prawie brzmi jak kotkowi)
      (prawdziwy przyjaciel-zawsze ma dla mnie czas),komórce(moja śliczna) itp,
      ale ze mnie wariatka plotę trzy po trzy i prawdziwe
      miłośniczki żywych stworzeń już na mnie krzywo patrzą.....
      • mira54 Re: Nasze zwierzaki 25.02.05, 22:31
        Kristo, ja mam kotka. Kotek to czyscioszek.
        Nie ma z nim wiekszych klopotow. Tylko trzeba mu dac
        jesc do miseczki i posprzatac kuwetke. Jest mniej klopotliwym
        zwierzatkiem niz piesek. Mozesz go zostawic nawet na kilka dni
        samego w domu, a on sobie poradzi. Z pieskiem jest troche problemow.
        Obowiazkowy spacer przynajmniej 3 razy dziennie, kiedy wyjezdzasz -
        musisz mu zapewnic opieke albo zabrac ze soba. Mialam tez rybki.
        Wszystkie zwierzatka sa cudowne, lecz wymagaja opieki.
        • maladanka Re: Nasze zwierzaki 28.02.05, 10:58
          a tak napisał o kotach mój mąż


          KOTKI

          Jakże można nie lubić kotków
          Kiedy w kółko zwinięte śpią
          Z noskami wtulonymi w ogony
          Które nie śpią zupełnie, bo wiem
          Kiedy kotki śpią całkiem na pewno
          Ogonki tańczą przez sen.

          I policzek nadstawią kudłaty
          I przyłasić się przyjdą czasami
          Zimny nosek wcisną w dłoń
          Chociaż miłość swą dzielą na raty
          Jakże można kotków nie lubić
          Jakże można nie lubić kotków
          Chociaż one przeważnie śpią.

          Kotek to
          spokój,mruczenie,filozofia,zamyslenie,pocieszenie,ciepełko,tajemniczość,wdzięk,e
          legancja w poruszaniu się,no i jesli się zle czujesz i nie masz ochoty wyjść z
          domu albo nie możesz ...nie musisz.
          A piesek tez jest wspaniały.
          Jak przestanę ciągle sie wiercić to będe miała i kotka i pieska,rybki już mam,a
          jeszcze były w domu oprócz Kici: myszoskoczki,żółw ladowy,żółw wodny,malutki
          wróbel do momentu aż sie nauczył fruwać i wybył,kawka odebrana chłopakom -
          niestety nie udało sie jej uratowac,traszki,chomik,jeż - niedługo ale
          narozrabiał nieźle.
          Więcej zwierząt nie pamietam.
          • regine Re: Nasze zwierzaki 28.02.05, 14:51

            -Miałam psa -wielorasowca,był piękny.Przez 13 lat traktowany jak domownik.Ale
            już nie mam go(zostały tylko zdjęcia)umarł po kleszczach na boreliozę zmagał
            się z chorobą 1.5 roku.A teraz mam kotkę ,córka zostawiła mi ją pod
            opiekę.Kociczka jest półsyjamką ,lata samolotem ,jak lecę do córki.Bez niej
            jeszcze ciężej znosiłabym samotność.Była bardzo chora po sterylizacji ale się
            wylizała .Potem za gołębiem wypadła z 4 piętra to był dramat w rodzinie-
            połamana szczęka ,przez 2 tygodnie dochodziła do siebie dzięki wspaniałemu
            lekarzowi.I jest teraz ze mną pieszczoch, wybredny ,ale jest kogo pogłaskać
            przytulić się i zawsze odpowie pięknym mruczeniem .Mam ją już 6 lat.
            • maladanka Re: Nasze zwierzaki 03.03.05, 08:43
              I co tam ze zwierzaczkami? Czują wiosnę?
          • toskania8 maladanka - pozdrówki dla męża!! 03.03.05, 21:58
            tak pięknie napisał o kotkach , skopiuję to sobie i wyśle zmajomym kociarom, a
            parę ich mam.
            pozdrawiamy Was - Rudzik, Rudzielec i ich pani na dokładkę
            • maladanka Re: maladanka - pozdrówki dla męża!! 03.03.05, 22:11
              Jeju, ale fajnie,że sie podoba,to mam jeszcze 2 ale musze pogrzebać - wstawię
              potem. Kociarze jestesmy straszni! Ja dodatkowo ganiam z aparatem cyfr.w
              torebce i bez foto-kota nie wracam do domu! Pozdr. i drapanka dla futrzaczków!
              • maladanka Re: maladanka - pozdrówki dla męża!! 05.03.05, 08:29
                PEJZAŻ Z KOTEM

                Malując polski dworek, wtulony w jabłonie ,
                Złotą ścieżkę piaszczystą
                Przy kwietnym wazonie,
                Lśnienie szybek błękitem w oknach
                Tudzież złotem
                Od promieni słonecznych odbitym
                I płotem,

                Sad owocem ciężarny od jabłek i gruszek ,
                Ciemne krzaki agrestu motyli i muszek,
                Porzeczek czarnych smorodyń
                Wspaniałych na wino
                I koszyk pełen dobra i ławkę z dziewczyną ,

                W tę letnią ciszę przyszła mi ochota
                By drzemiącego w słońcu namalować kota .
                Bo cóż wart byłby pejzaż
                Kapiący od złota
                Bez drzemiącego w słońcu
                Leniwego kota?
                Pozdrawiam serdecznie - wielkie miaaaaauuuuu!
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki 13.03.05, 22:20
      Mój ulubiony wątek spadł tak nisko i nikt nic nie dopisuje! Nie zgadzam się!
      Opiszę więc moje/nie moje zwierzaki.
      Moje/nie moje to one były jeszcze rok temu, gdy pracowałam. To ogromne stado sikorek bogatek i modrych, mazurków, i mniej licznych dzwońców i innych. Budynek, w który pracowałam stoi w parku. Drugie piętro, dwa okna w pokoju, z czego jedno było ptasią stołówką. Jeszcze muszę dodać, że drugie piętro - poddasze było z muru pruskiego, dzięki czemu łatwiej było mi tą stołówkę zorganizować. Po lewej stronie, jeden nad drugim umocowałam pojemniki z karmą, po prawej, też jeden nad drugim - kawałki słoniny. Tak na prawdę to stołówka powstała z inicjatywy sikorki. Któregoś roku na początku jesieni zauważyłam bogatkę od czasu do czasu oglądającą moje okno. Posypałam kaszy i płatków na parapet. Wiadomość się rozniosła! Szybko okazało się,że jeden kawałek słoniny i garść paszy na paarapecie, to stanowczo niewystarczające rozwiązanie. Stołówka rozrosła się. Sikory i mazurki po tych zmianach koegzystowała nader zgodnie. Same powiedziały co kto lubi i czego oczekuje. Dla sikor była słonika, płatki owsiane, słonecznik, orzechy włoskie(oczywiście połupane), dla mazurków proso z jakimiś innymi ziarnkami. W początkowy okresie widziałam parokrotnie mazurki uważnie przyglądające się słoninie, nawet jeden z romachem wbił w nią dziób, rozwarty, i póżniej szarpał się, bo próbował uwolnić go jednocześnie zaciskając. Niewykluczone, że takich prób było więcej, ale trwały krótko. Później nie wchodziły sobie w paradę. Sikory czasami zabierały się do prosa, ale tylko wtedy, gdy nie było mazurków,a ich samych było bardzo dużo, albo płatki się skończyły.
      Sikory są ciekawskie i mało płochliwe. Często zaglądały mi do pokoju. Zachowywałam się spokojnie, zaczęłam więc mieć problemy w czasie wietrzenia. Ponieważ palę i to dużo, wietrzyłąm parę razy w ciągu dnia, a przed wyjściem, bez względu na pogodę przez pół godziny. Mazurki są ostrożniejsze, ale sikorom zupełnie nie przeszkadzał brak szyby. Początkowo wskakiwały tylko na wewnętrzny parapet i zbierały to co same nakruszyły, później zdarzyło się,że na podłogę, a jeszcze później musiałam wietrząc siedzieć twarzą do okna i delikatnie zniechęcać je do zwiedzania, bo się rozzuchwaliły i wchodziły mi między doniczki stojace na stole przy drugim oknie, a obok ja siedziałam plecami do tego drugiego okna. Miałam je na wysunięcie ręki. Te wizyty zupełnie by mi nie przeszkadzały (no trochę przy okazji brudziły, ale tylko trochę i niechcący), gdyby nie to, że gdy nieświadoma ich obecności tuż za mną ruszyłam się, albo ktoś do mnie wszedł, wpadały w panikę i uciekając na oślep wpadały na szyby.
      Kiedyś wpadło mi do pokoju całe ich stado. Zauważyłam kątem oka jakiś duży czarny cień przelatujący za oknem. Pewnie wrona lub sroka je spłoszyła. Wtedy ja się przestraszyłam. Akurat miałam otwarte drzwi na korytarz i gdy pomyślałam, że mogą wylecieć na korytarz i jak ja je z niego uwolnię ...Szczęśliwie tylko krążyły pod sufitem, aż jedna dostrzegła drogę do wolności, juz bezpieczną, poleciała do okna i pozostałe za nią. Było im ok. 20-30.
      Szczególnie łase były na słonecznik i orzechy. To lepsze nawet od słoninki!
      Żeby zapobiec ich zbyt odważnym wizytom w pokoju, otwierając okno - sypałam słonecznik na parapet. To ziarno jest zbyt duże aby je połknąć, więc zabierały po jednym i na okoliczne drzewa. Tam zjadały i po następne.
      Czasami, szczególnie w czasie ferii, moje koleżanki i koledzy przyprowadzali dzieci. Sadzaliśmy je, ciepło ubrane, w odległości ok. 1,5 m od odtwartego okna. Dzieci wiedziały, że odzywać można się tylko bardzo cichutko i nie należy się ruszać. Były zachwycone i niektóre z wielkim trudem dawało się z mojego pokoju zabrać!
      Sikory do tego stopnia spoufaliły się, że gdy brakowało im ziarna, a szczególnie słonecznika(słonina wisiała zawsze), to potafiły pukać dziobami w szybę! Siedziała taka na parapecie, zaglądała do pokoju i dziobem raz po raz w szybę!
      Mazurki to odzielna parafia i może kiedyś innym razem.
      • natla Re: Nasze zwierzaki 13.03.05, 22:37
        Ślicznie te ptaszęta opisujesz.
        Mnie też się zdarzały takie odwiedziny, ale gołebi. Właził taki przez balkon,
        robił dokładną inspekceje pokoju, czasem dziobnał jakiś okruszek i dostojnie
        udawał sie w drogę powrotną. Przez wysoki próg balkonowy lekko przefruwał,
        odwracał sie jakby chciał powiedziec do widzenia i pochodził sobie jeszcze po
        balkonie. Ze 3 razy miałam podobne przypadki, przy czym w jednym brał udział
        mój pies, który najpierw chciał upolować gołebia, ale na mj ostry sprzeci,
        tylko się czaił i obsrewował rozwój wypadków. Nie wiedziałam które zwierze
        obserwować. smile))
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki 13.03.05, 23:27
      Och Natla - Do gołębi to ja mam uczucia silne lecz negatywne! Z okna to je pędzę!!! Te gnojki zniszczyły mi już parę roślin doniczkowych w mieszkaniu, gdy weszły pod moją nieobecność. Mieszkam na 7 piętrze, żadnych wiszących balkonów na moim bloku nie ma, więc nikt prócz ptaków nie wejdzie. Latem zostawiam otwarte okna przez całą dobę. Te mendy społeczne postanowiły u mnie zamieszkać! Znosiły całe garście patyków, i pościnały liście a i łodygi przy samej ziemi. I wcale nie dlatego, że były głodne!. To bym zrozumiała, choć i tak byłabym zła za zniszczenia. Wszczystko co ścięły leżało sobie i więdło! Co mniejsze doniczki były poprzewracane! Precz z takimi gośćmi! Jednego roku postanowiły na rozłożestam, drobnolistym gruboszu założyć sobie gwiazdo, a jak taki usiadł i trochę się pomościł, możesz sobie wyobrazić jak wygładała roślina o kruchych łodyżkach. Rozpłaszczona i połamana! Innego roku pościnały liście fiołkom afrykańskim, a następnego całkowicie zniszczyły kaladium! Lubię gołebie ale na skwerku! Tam zimą, w szczególnie brzydką pogodę, noszę im pożywienie, ale od moich okien wara!
      • natla Re: Nasze zwierzaki 13.03.05, 23:34
        Tak, to racja. jak były karmione, to kwiaty na balkoonie wyglądały okropnie,
        nie mówiąc już o bałych plamkach.smile W tej hwili tylko zagladaja, bez większych
        strat. Ostatnio sie u mnie rozmnożyły, ale o tym juz pisałam. Były niesamowite,
        czyścuitkie i kochajace potomki na zabój. smile
        • natla Re: Nasze zwierzaki 14.03.05, 11:40
          Przed chwilą, przez 10 min. obserwowałam płaski ośnieżony i nasłoneczniony
          dach, w odl. 20 m , na którym 2 kawki urządziły sobie wiosenną kąpiel. Tarzały
          się w śniegu, przewracały na wznak, zagarniały skrzydłmi śnieg pod siebie,
          zachowywały sie jak młody psiak, który po raz pierwszy zobaczył śnieg.
          Rewelacja. smile))
      • toskania8 Re: Nasze zwierzaki 14.03.05, 23:43
        haniu, ślicznie opisujesz te ptaszki, aż niesamowite, że mogą się tak
        ośmielić ! Do gołębi mam uczucia ambiwalentne, bo niby miłe to, ale masz racje,
        że na skwerku. Na balkonie moich rodziców stoi donica z dziki winem. I kazdej
        wiosny jest rozgrywka, bo jakaś (chyba ciagle ta sama) gołębia mama upatrzyła
        sobie tę donicę na świetne miejsce na gniazdo. My ją próbujemy do tego
        zniechęcić, ale się pewnie domyślacie, kto wygrywa. A jak już jest jajeczko, no
        to szkoda je wyrzucić. I lepiej nie mówić, jak potem wygląda balkon. Szorowanie
        to prawdziwa katorga.
        Chyba po Twojej opowieści założe na przyszłą zimę jakiś karmniczek.
        • maladanka Re: Nasze zwierzaki - Motyl 15.03.05, 00:09
          A u nas był kiedyś motyl..jaki? poczytajcie jak opisał go mój bard domowy
          ZIELONY MOTYL

          Usiadł zielony motyl na ścianie w złote szuwary
          Nie ma zielonych motyli, więc pewnie jakieś są czary
          Usiadł nad komputerem obok obrazu bez ramy,
          Czułki ma całkiem czerwone i na skrzydełkach ma plamy
          Czerwone dwie i dwie żółte.
          Klnę się na "czosnek niedźwiedzi"
          Że nie ma zielonych motyli
          A on tam usiadł i siedzi.
          Danusiu zobacz, co mamy obok obrazu bez ramy
          -Wołam i patrzę w te plamy.
          I wystarczyła chwilka i już nie było motylka
          Wyleciał sobie przez okno niczym zielona chwilka
          A moja Dana nie wierzy
          Nie wierzy ani chwili
          Chyba żartujesz,przecież
          Nie ma zielonych motyli.



          • hania48 Re: Nasze zwierzaki - Motyl 15.03.05, 05:21
            Madalanko
            Bardzo mi się ten wiersz podoba!
            Czytając go "usłyszałam" wiesz Gałczyńskiego "Zaczarowana dorożka". Mają ten sam klimat i melodię. Proszę przekaż mężowi, że bardzo, ale to bardzo pewnej takiej z Polski, podobał się!
            Pozdrowienia - Hania.
            PS. Czy czosnek niedżwiedzi to ten do odczyniania czarów? Czym on się różni od jadalnego? Zawsze myślałam, że przeciw czarom, to zwyczajny, tylko dziki czosnek.
            • maladanka Re: Nasze zwierzaki - Motyl- 15.03.05, 08:37
              Mąż zagląda czasem przez moje ramię tutaj - bardzo ucieszony,że się wiersz
              podoba.Pisze "bo musi,inaczej się udusi".Wydaje mi się,że takie ciepłe te jego
              wiersze,a Gałczyńskiego umie na pamięć chyba wszystko.
              • maladanka Re: Nasze zwierzaki - koty 15.03.05, 08:39
                Znalazłam na innym forum takie kocie opowiastki -
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15333&w=20350711
                • tesunia Re: motyl / zuraw zwiastun wiosny. 15.03.05, 10:17
                  danuska
                  wiersz fajny....a wogole wszystko co traktuje o motylach to lubie,
                  pozdrow slubnego ze skandynawska zimawink)
                  tzn.mamy nadzieje juz wreszcie na wiosne.

                  psiun coraz dluzej chce zostac na dworze,gdy wychodzi tylko na siusiuwink
                  chce sie dojesc topniejacym sniegiem,
                  stanie czasami,jakby wsluchiwal sie w budzenie wiosny,
                  zadziera lepatyna w gore i wsluchuje sie w szum lecacych labedzi,
                  a ja glowe zadzieram i szukam pod chmurami nadlatujacych zurawi,
                  ktore zwiastuja juz powrot wiosnysmile)
                  wszystkie niemal ptaki potworzyly pary,
                  trzymaja sie bliziutko siebie,ocierajac sie skrzydelkami/lebkami,
                  golabkow para gniazdko po wichorach zimowych poprawia,
                  pilnuje swego rwiru,nie wpuszczajac na choinke zadnego ptaszydla,
                  jedynie wiewiorka szybka inspekcje zrobila i zniknela
                  w gaszczu zywoplotu,lubie tak stac na altanie z papieroskiem i obserwowac
                  przybycie wiosny.
    • natla Re: Nasze zwierzaki 12.04.05, 22:36
      A mnie ciągle żrą wyrzuty sumienia i płakać mi się chce.
      Zostawiliście taki miły temat odłogiem.
      Krista, co z Twoją decyzją. Wiosna już, trzeba z PSEM zacząć chodzić do
      slicznego lasu na długie spacery.
      • krista57 Re: Nasze zwierzaki 13.04.05, 18:25
        Nie z psem ale KOTEM.
        Z posiadania kotka troche wyleczyła mnie moja rodzinka u której przebywałam
        przez dwa tygodnie.Wszystkie ciuchy w kociej siersci wszystko co ma kolor
        ciemniejszy od bieli i te porozstawiane miseczki 3 lub 4 w przedpokoju.
        Tygrysek wszedzie wsadzał swoja uroczą mordke,jedzenie musiało być
        zabezpieczone.Monitor podrapany pazurkami,meble poniszczone,tapicerka foteli i
        krzeseł podarta...i o zgrozo!zajmował najwygodniejsze miejsca domowników.
        Budził mnie o godz 5 rano,drapiąc we framugę drzwi....chcąc wyjść na balkon,
        stwierdzam; wszyscy bylismy mu podporządkowani.
        Gospodarze tulili go na przemian,walczyli o względy.
        Gdzie spi ? u wezgłowia !
        • tesunia Re: Nasze zwierzaki-kristo 13.04.05, 18:34
          przeciez wszystkie zwierzadka domowe takie sawink
          nasz psiun tez rzadzi w domu, spi gdzie tylko chce,
          no wyjatek ,w salonie na kanapce zabronione ,nauczyl sie tej
          jedynej rzeczy akceptowacwink)

          a gdy miesko na piecu,
          nie moze sie doczekac kiedy na stol zladuje,bo wie,ze zawsze talerz dostaniewink
          • regine Re: Nasze zwierzaki-kristo 13.04.05, 19:20
            Koty chadzają własnymi drogami i są uparte.Ciężko je nauczyć,tak jak psa :że to
            wolno a tego nie.Ale są przytulaśne ,moja kotka tylko czeka ,kiedy do łóżka
            się położę i kic i śpi na nogach lub za plecami .A jak grzejesmile)
            Najgorsza ta sierść ,bo jest biało-bura.Ale szeroką taśmą przylepną ściągam z
            ubrań-gorzej z gośćmi...Ale czeszę ją 2 razy dziennie szczotką.Koty bardzo dużo
            gubią sierści gdy są zdenerwowane.Miałam psa ,kotów nie lubiłam ,za to że
            wszędzie ich pełno...Ale teraz jak mam !!! Jak Fretulka była chora ,to
            strasznie przeżywałam.Będzie i pies już niedługo zawita z córką.Więc w domu
            mini zoo.
            Śmiejemy się,że brak nam papug jeszcze.Ale zwierzęta są kochane.Pies nawet jak
            nie musisz ,czy nie chcesz, zawsze wyprowadzi Cię na spacer.Kot wygrzeje
            miejsca bolące i za pogłaskanie odwdzięczy się pięknym mruczeniem.I to jest
            wspaniałe...
            • tesunia Re: Nasze zwierzaki-kristo 13.04.05, 19:26
              regine napisała:

              > Koty chadzają własnymi drogami i są uparte.Ciężko je nauczyć,tak jak psa :że
              to
              >
              > wolno a tego nie.Ale są przytulaśne ,moja kotka tylko czeka ,kiedy do łóżka
              > się położę i kic i śpi na nogach lub za plecami .A jak grzejesmile)
              > Najgorsza ta sierść ,bo jest biało-bura.Ale szeroką taśmą przylepną ściągam z
              > ubrań-gorzej z gośćmi...Ale czeszę ją 2 razy dziennie szczotką.Koty bardzo
              dużo
              >
              > gubią sierści gdy są zdenerwowane.Miałam psa ,kotów nie lubiłam ,za to że
              > wszędzie ich pełno...Ale teraz jak mam !!! Jak Fretulka była chora ,to
              > strasznie przeżywałam.Będzie i pies już niedługo zawita z córką.Więc w domu
              > mini zoo.
              > Śmiejemy się,że brak nam papug jeszcze.Ale zwierzęta są kochane.Pies nawet
              jak
              > nie musisz ,czy nie chcesz, zawsze wyprowadzi Cię na spacer.Kot wygrzeje
              > miejsca bolące i za pogłaskanie odwdzięczy się pięknym mruczeniem.I to jest
              > wspaniałe...

              kociaki gubia futro,OK
              moj doberman tez rozsiewa swe "klaczki",
              najgorsze te z ogona,
              jak wejdzie w piete,trzeba penseta wyciagac,kluja i juzwink)
              mam je wszedzie....i praktycznie musiala bym co dzien odtanczyc taniec z
              odkurzaczem,
              ale skad tych sily brac ? wink
              ale jest kochany,tez potrafi wygrzac plecki i stopywink)
        • natla Re: Nasze zwierzaki 13.04.05, 19:13
          Zaraz , zaraz, ustaliłyśmy z Klarą w Krakowie, że spacerować masz tylko "ze
          PSEM". Dzwoneczek nie miał siły przebicia.wink)))))))))
          Więc już nie kombinuj, przemyśl argumenty, idź do azylu i bierz P S A. Możemy
          się umówić na ten sam dzień. Zaczynam powoli dojrzewać, choć.......
          • krista57 Re: Nasze zwierzaki 13.04.05, 19:24
            .....ale,ale PIES to,to .....
            A chce nad morze,do Wrocławia,do Ojcowa ,na Sycylie i jeszcze nie wiadomo gdzie,
            kto będzie sie psem zajmował i to takim brzydkim smile)) bo z azylu ?

            No nie wiem,moze kiedys...i co będzie mi "robił" pod różą,ktora rośnie pod
            balkonem ....a ja jestem taka leniwa i wygodna.
            • natla Re: Nasze zwierzaki 13.04.05, 20:11
              Wrrrrrrrrrr, wrrrrrrrrrrr, hau , hau. Obszczejałam Cie, obwarczałam i ciesz
              się , że nogi nie podniosłam. wink))))))))
              A co z kotem będziesz jeździć??????
              Ma być P I E S smile))))))))))

              NO DOBRA, RÓB CO CHCESZ, TYLKO POTEM NIE NARZEKAJ wink))
            • regine Re: Nasze zwierzaki 13.04.05, 23:14
              Kot miał zafundowaną podróż do Izraela-papiery (paszport,szczepienia),
              Siedziała w klatce,w specjalnym pomieszczeniu -można było do niej zajrzeć.Jak
              gdzieś wyjeżdzam na tydzień-mam sąsiadkę ,(ma kota ),posprząta w kuwecie ,da
              jeść i pic(2 razy dziennie-sucha karma non stop w miseczce).
              A pies też przyleci i poleci.Zwierzęta nieźle znoszą takie podróże (kot 2 doby
              przed lotem jednak tabletki łykał-uspokajające).Lekarz weterynarii mu je
              zlecił.Jeżdzą ,zwierzaki ,latają .Są hotele czy,kwatery prywatne ,gdzie chętnie
              zwierzęta są przyjmowane ze swoimi właścicielami.Więc nie ma ,aż takich
              problemów .Nie bójcie się obowiązków-zwierzęta pięknie odpłacają...Tylko to
              obowiązek ,jakby nie patrzeć.
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki 27.04.05, 03:12
      Na wątku o sąsiadach, założonum przez Wiktorię, wspomniałam o narzeczonym
      mojej Figi. Tutaj opowiem Wam o innym zdarzeniu. Okna mojego pokoju skierowane są na południowy zachód. Latem, w upały, robiło się przerażliwie gorąco
      (nie miałam jeszcze żaluzji). Figa, wtedy ok. 10 letnia, źle je znosiła.
      Po takim, szczególnie upalnym lecie, jesienią straciła wzrok. Miała jeszcze poczucie światłą (jasno-ciemno), ale poruszała się powoli i bardzo ostrożnie. Któregoś dnia, gdy byliśmy razem na spacerze - ja Figa, Kingo i jego pani -
      on nie odstępował jej na krok. Poruszali się "ramię w ramię". Powoli, potem szybciej, aż zaczęli biec. Kingo wyrażnie ją prowadził! Widząc to zaniemówiłam. Nie wiem czy to był przypadek, czy instynkt. Nie wiem czy to on ją prowadził, czy ona, ocierając się o niego skorzystała z okazji aby bezpiecznie sobie pobiegać.
      Zimą wzrok jej poprawił się ale w kilka lat później oślepła całkowicie.
      • august2 Re: Nasze zwierzaki-ciekawostka 27.04.05, 04:28
        Nie mam zadnego zwierzaka ale postanowilem napisac wam pare slow o budynku
        ktory prawie juz stoi.
        Otoz dawniej w tym miejscu byla myjnia samochodowa. Pare miesiecy temu
        wszystkow zburzyli i zaczeli budowac od podstaw. Pozniej dodali tabliczke z
        informacja.
        Przejeszdzam obok codziennie do i z pracy. Wyglada teraz to ak maly palacyk.
        Aha na tabliczce jest napisane ze bedzie to
        "Luksusowy szpital dla psow i kotow"
        • natla Re: Nasze zwierzaki-ciekawostka 27.04.05, 21:26
          Mam nadzieję, że nie będą tam "szli" tylko na kasę, jak niestety często jest u
          nas. Zwierzaki po powrocie od weterynarza zaczynają dopiero naprawdę chorować.
          Niestety i w tym zawodzie sa ludzie wspaniali i źli.
          • toskania8 Re: Nasze zwierzaki-ciekawostka 29.04.05, 23:02
            natla napisała:

            > Mam nadzieję, że nie będą tam "szli" tylko na kasę, jak niestety często jest
            u
            > nas. Zwierzaki po powrocie od weterynarza zaczynają dopiero naprawdę
            chorować.
            > Niestety i w tym zawodzie sa ludzie wspaniali i źli.


            sprowokowałaś mnie, natlo do nap[isania o mojej kochanej Hani, weterynarz
            (weterynarce, powiedziałyby feministki ?) .
            Jest niezwykła ! Tak bardzo kocha swoich pacjentów, troszczy się o nich,
            naprawdę ma dla nich wielkie serducho. Kiedyś w tym samym czasie leczyłam moją
            mamę w szpitalu i kota u Hani. I myślałam sobie - jaka szkoda, że Hania nie
            może leczyć mojej Mamy ! Bo Mamę w szpitalu naprawdę traktowali znacznie
            gorzej, niż Hania kota.
            Potrafi leczyć prawie za darmo, jak ktoś przyjdzie z ukochanym zwierzaczkiem i
            nie ma pieniędzy na leczenie.
            I zwierzaki czują, że ona ich kocha, łaszą się, są spokojne, nawet jeśli robi
            im rzeczy nie zawsze miłe.
            Tylko raz zrobiłam Rudemu coś za radą kogo innego no i nie ma już Rudego
            (pisałam na tym wątku o tym). I na pewno już tego nie zrobię. Teraz leczy
            staruszka - kocurka mojej przyjaciółki. Bidulek ma raka, ale póki bardzo nie
            cierpi, robi co może.
            Oby takich więcej.
            Napiszcie o lekarzach Waszych zwierzaczków.
            • natla Re: Nasze zwierzaki-ciekawostka 30.04.05, 22:28
              Napisałam o dobrych i złych dlatego, że w moim boku jest zakład (nie cierpie
              tego określenia) weterynaryjny,w którym mój kochanyKazan o mało nie stracieł
              życia, nie mówiąc już o moich kosztach. Na szczęście szybko się zorientowałam
              co to za człowiek ( od lat jakoś prosperuje, choć okoliczni do niego już dawno
              nie chodzą) i przniosłam się gdzie indziej z Drabem. Trafiłam na zespół
              wspaniałych ludzi, a szczególnie na "taką Anie" czyli Gabrysię. Znam też
              z opowiadań kilku innych lekarzy-idealistów.
              Wydawałoby się, że weterynarz, to człowiek kochajacy zwierzęta......nieststy
              nie zawsze.
              • maladanka Re: Nasze zwierzaki-leczenie 01.05.05, 00:42
                ja też miałam dobrych lekarzy do zwierzątek, a zwierzątek troche było - jest
                gdzies w wątku.Np.zółw był pierwszym żółwiowym pacjentem,p.doktor nie wziął
                wcale pieniędzy ani za leczenie,ani za lekarstwa, gdyż uważał,że to on
                skorzystał i pogłębił swoją wiedzę.
                • danurn Re: Nasze zwierzaki-leczenie 01.05.05, 15:48
                  Witam, a ja byłam dzisiaj o 7. w lesie ze swoim pieskiem /sznaucer miniatura/
                  na krótkim spacerze. Było pięknie, pachnąco i świergotliwie. Bardzo często na
                  spAacer do lasu chodzimy w trójkę tzn. ja, pies i moja kotka, która jak
                  znikniemy za pagórkiem to miauczy poczekaj na mnie.
                  • natla Re: Nasze zwierzaki - gołębie 02.05.05, 17:37
                    W zeszłym roku uwiły sobie gniazdko na moim balkonie. Nie przepędziłam, bo mi
                    ich było szkoda. Okazało się, że dobrze zrobiłam, bo były czyściutkie.
                    Od kilku dni krązyły znowu koło balkonu, aż w końcu złapałam "jego" na
                    znoszeniu gałązek. I co miałam zrobić? Przeniosłam gałązki pod taboret,
                    wyłożyłam specjalnie w tym celu zakupionym obrusem ceratowym, nakryłam taboret
                    drugą ceratą (domek). Ponieważ od godz. maluję balkon, więc musiałam ruszyć
                    taboret. Ona odfruhęła i zostawiła 2 jajka. Prędko pomalowałam, ustawiłam
                    wszystko na miejscu i wyszłam do kompa, żeby wlazła z powrotem.
                    I tak drugi raz z rzędu zostanę "babcią" smile))))))
                    • natla Re: Nasze zwierzaki - gołębie 02.05.05, 20:21
                      Jeszcze strachło nie wróciła.
                      Zapomnałam powiedzieć, że tym razem maja porodówkę, wysiedzialnię i bawialnie
                      w jednym oraz na niższym taborecie jadalnię obok. Jadalnia zabezpiecza wejście
                      do sypialni. smile)))))
                      • krista57 Re: Nasze zwierzaki - 02.05.05, 22:12
                        Od trzech dni bywam na wsi u rodziny posiadającej zwierzyniec.
                        Są tam dwa psy ,jeden z nich upatrzył sobie miejsce pod moimi nogami i jak
                        szczeka/domaga sie smakołykow/ uderza mnie w podudzie....nie mozna go
                        odgonić.Jest strasznie brzydki,stary /jamnik/z jakimiś "pypciami" w nietypowych
                        miejscach. Jest tam rowniez 6 kotów ,uwieszonych na parapecie kuchennym
                        domagajacych sie ciągle jedzenia.Czy kota nie można nakarmić ?
                        Monstrualnej wielkości królik,kupiony ponoć w wersji "mini" siedzi sobie na
                        trawie pod drucianą siatka.....
                        Najcudniejszy jest samotny ,stary kogut.Wszyscy go tam naśladują i jak zaczynamy
                        piać.... przy ognisku/grilu biedne ptaszysko musi za nami powtarzać.
                        Witamy sie zawsze najpierw z kogutem.
                        No .....czasami gospodarze "podrzucą" mu jakąś kurke sąsiadów do
                        towarzystwa !!!!
                        • fanka8 Re: Nasze zwierzaki - 16.05.05, 20:19
                          Hop na górę miły wątku!
                          Jak bedę miała troche czasu, to tez o naszej suni napiszę, a moze i o braciach
                          mniejszych z mojej przeszłości?
    • natla Re: Nasze zwierzaki - dla Toffiki 27.05.05, 20:23
      ............aby opowiedziała o swoich pieseczkach, a może nie tylko.......
      ( nie pisz lepiej o mężu na tym wątkusmile)))))))
      • tofika Re: Nasze zwierzaki - do Natli 27.05.05, 20:38
        Dobrze Natla ..nie bede pisac smile))))))))))wiecej o
        lubym na tym watku (
        TYle sie przezylo ,przezyje sie i to...tofika
        • natla Re: Nasze zwierzaki - do Tofiki 27.05.05, 21:15
          Jak fika, to dobrze wink))))
      • maladanka Re: Nasze zwierzaki - o mężu myszoskoczkowej 27.05.05, 20:45
        A o mężu myszoskoczkowej może być,prawda? Dawno temu miałam myszokoczki - to
        takie coś jak chomik, ale ma tylne stopki większe i często stoi na baczność, a
        ogonek to taka kropeczka . On był Kuba - rudawy z jasnym brzuszkiem,ona Buba -
        dama w czerni,białe koronki przy łapkach i biała kryza od szyją. No i doczekali
        się 5 Kubiątek. Rety - Kuba zwariował na tle tych fasolek! po pierwsze odrywał
        je małzonce od licznych piersi bo on chciał karmić! Ciągle ja zasypywał w
        trocinach i leżał na nich,a one cichcem gdzieś tam się wykopywały - Kuba
        doskonale liczył do 5!Zaraz wiedział,że liczba się nie zgadza! Mył je do
        wyrwania sierści!A Buba? Buba - odbębniała swoje czyli karmienie i zajmowała
        się swoim futerkiem.Resztę robił Kuba.
        Powiem Wam,że obserwacja tego stadła dawała wiele przyjemności.Dzieci mieli
        jeszcze wiele i często - po odchowaniu trafiały do znajomych lub sklepiku
        zoologicznego.Buba zakończyła życie wczesniej - Kubuś wyraźnie tęsknił,szybko
        poszedł w jej slady.
        • tofika Re: Nasze zwierzaki - o mężu myszoskoczkowej 27.05.05, 20:52
          smile))))) jak o mezu myszoskoczkowej to Maladaneczko mozesz ,
          a ja..... o swoim to nie sad((((( a na ktorym forum moge ?????tofika
          • maladanka Re: Nasze zwierzaki - o mężu myszoskoczkowej 27.05.05, 20:56
            Toficzko - jest taki wątek - za co kochamy naszych mężczyzn! -ale szukac
            trzeba, bo dawno nie był chyba ten "Mężczyzna" w uzyciu?smile
          • natla Re: Nasze zwierzaki - Tofika 27.05.05, 21:20
            To Ffffficzko, u nas możesz i dobrze i żle, byle nie na tym wątku, bo mi może
            nie starczyć kartek w księdze zażaleń ......wink)))
    • natla Re: Nasze zwierzaki - Tego jeszcze nie przeżyłam 31.05.05, 18:54
      .......żeby gołąb przez pół godziny chodził po całym mieszkaniu!
      Siedziałam przy kompie, kiedy usłyszałam wyjątkowo blisko głośne, głuche
      odgłosy gołębiej mowy, po chwili wylazł z lazienki, przeszedł się po
      przedpokoju, włazł do mojego pokoju, zaglądnął kilkakrotnie do pół otwartej
      szafy, podszedł do lustra przeciskając się pod mebelkiem, wyszedł, wlażł do
      następnego pokoju, obszedł wszystkie kąty, wrócił do mnie, pozwiedzał druga
      część pokoju, "wefrunał" na tapczan, na stolik, dostojnie wyfrunął do
      przedpokoju, obszedł kuchnię i kolejny pokój, w końcu dostojnym krokiem wyszedł
      na balkon i odfrunął.
      Oczywiście napstrykałam zdjęć i nawet filmik zrobilam.
      Teraz idę świętować dzień sąsiada.smile))
      • takanietaka Re: Nasze zwierzaki - Tego jeszcze nie przeżyła 31.05.05, 20:16
        Nadzwyczajne przezycie ,prawda ,jakie to cudowne przezyc cos co tak zupełnie
        wykracza poza powszedniość.A jeszcze ze sobie chodził... .jak jaki głupi...smile)
        <<nigdy nic nie wiadomosmile)>>
        • natla Re: Nasze zwierzaki - Tego jeszcze nie przeżyła 04.06.05, 09:14
          Tak, Taka Owaka, byłam jak zahipnotyzowana, dopiero po czasie złapałam za
          aparac.....
          Moje balkonowe dzieci nie przeżyły niestety. Przedwczoraj sąsiadka je zakopała,
          a rodzice do dziś ich poszukują ........ choć matka przez 3 dni się nie
          pokazywała i nie karmiła........musiały chore byćsad
          • natla Re: Nasze zwierzaki - Wspaniały pomysł!! 09.06.05, 21:10
            Link Reginy z "Naszych linków"
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2753218.html
            A mój gołąb ciągle wchodzi nam do mieszkania, albo przesiaduje na balkonie.....
            • tesunia Re: Nasze zwierzaki - Wspaniały pomysł!! 10.06.05, 09:31
              pomysl wysmienity dla bezdomnych kociakow,
              ciekawe jak to w praktyce zda exzamin.
              • tesunia Re: Nasze zwierzaki i kleszcze 10.06.05, 09:33
                usch,zaczal sie sezon na nich,
                po kazdym spacerze przegladamy nasz psiune....
                a i tak wieczorem znalezlismy trzy kleszcze na nim brrrrrrrrrrsad(((((((
                dobrze,ze cierpliwy i pozwala sobie bez prostestu je wyciagac.
                • regine Re: Nasze zwierzaki i kleszcze 10.06.05, 11:28
                  Uważaj Tesuniu na swoją psinę!!!!Sezon na kleszcze w pełni ,kup jakiś preparat
                  dla psów od kleszy.Mój pies po kleszczach,(miałam go 13lat), dostał boleriozy..
                  Ciężko chorował i umarł mi na rękach sad((Leczyliśmy go 1.5 roku,niestety...
                  Po jedynej wycieczce do lasu,miał kleszczy w sierści bez liku.Jak wytłumaczył
                  mi lekarz, wystarczyło,że tylko 1 z nich go zaraził tą chorobą.Reszta się nie
                  liczyła.Więc uważaj,bo nie wszystkie możesz sama usunąć.Tak jak i ja...choć
                  bardzo się starałam.Po tej wycieczce był szczotkowany, wykąpany, sierść
                  przejrzana, też włos po włosku...
                  • tesunia Re: Nasze zwierzaki i kleszcze 10.06.05, 23:25
                    wiemy reginko,
                    bedziemy musieli zakupic specyjana obroze nasaczana jakims preparatem,sa takie.
                    mi kiedys sie zakapslal i musieli skalper uzyc,
                    dostalam od razu specyjaly atybiotyk,
                    po ktorym musialam szukac znow pomocy u lekarza,
                    ale jak na razie jest wszystko dobrze.
      • natla Re: Nasze zwierzaki - trzeci przychówek 27.06.05, 20:06
        Moje odważne gołębie już po raz 3 uwiły gniazdko i chołubią jedno jajeczko. Nie
        miałam sumienia ich wyrzucić, choć na wszelki wypadek zabarkadowałam wejścia w
        najlepsze dla nich miejsca. I tak znalazły, zołzy jedne wink))
        • regine Re: Nasze zwierzaki - trzeci przychówek 27.06.05, 22:25
          To już masz trzeci wylęg????
          To mają takie tempo,o matko..
          Zastraszająco szybko się rozmnażają...
          Dlatego jest ich tak dużosmile))
    • natla Re: Nasze zwierzaki - azyl 13.06.05, 18:04
      Powoli dojrzewamy.
      Pojechaliśmy dzis do azylu. Jak się domyślacie - koszmar. Ten potworny brud,
      smród i ubóstwwo.
      Psy w połowie otępiałe, chore i dziwna rzecz......mało kontaktowe, jakby już
      nie wierzyły w cud. Gardła nam ściskało. Wzięlibyśmy wszystkie. Mamy jednak
      pewne ograniczenia, więc nie dało nam sie wybrać.....tzn. mam jednego na oku,
      trochę za duży, ale od razu złapał mnie za serce.......zobaczymy.
      • tesunia Re: Nasze zwierzaki - azyl 13.06.05, 18:14
        o jezusiki....az mi lzy stanely w oczach...
        strasznie szkoda mi tych psiakow w tych przytulkach,
        jedyna rzecz chyba dobra,ze nie walesaja sie po ulicach i dostana co nieco do
        zjedzenia.
        • natla Re: Nasze zwierzaki - azyl 13.06.05, 18:50
          Nie wiem, czy dobrze widziałam, ale wydawało mi się, że w jednej klatce żarły
          coś futrzanego.........nie miałam siły się przyjrzeć.
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki _ królik miniaturowy 05.07.05, 21:15
      Czy ktoś wie jak długo może żyć królik miniaturowy?
      Odpowiedź jest bardzo ważna dla mojej koleżanki, która właśnie
      pochowała swojego pupila. Miał wylew krwi do mózgu (opinia weterynarza)
      i następnego dnia skonał na jej rękach. Przeżył pięć lat. Na pewno ukoiłaby
      ją wiadomość, że jej królik był sędziwy, i dobiegał kresu, lecz nie chcę
      jej okłamywać. Jest bardzo zrozpaczona. Królik był członkiem rodziny,
      w klatce przebywał tylko wtedy kiedy sam chciał (z wyjątkiem kataklizmów życiowych np. remont mieszkania).Upodobał sobie centralne miejsce w domu
      - jak pies, z którego mógł kontrolować wszystkich i wszystko. Załatwiać
      się wychodził na balkon, i skutecznie informował domowników o potrzebie wyjścia, szturając żaluzję. Myślę, że gdyby w domu zostało tylko jedno ciasteczko, moja koleżanka przydzieliłaby je raczej jemu niż swojemu synowi!
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki - królik miniaturowy 05.07.05, 22:00
      Znalazłam - królik może żyć od 6 do 10 lat.
      I jak ja mam jej to powiedzieć? Już weterynarz zapewniał ją, że nie ma jej
      winy w tej króliczej chorobie, ale ona mu nie wierzy. Gdy sie dowie, że jej królik zmarł w kwiecie wieku....Zastanowię się.
      • natla Re: Nasze zwierzaki - królik miniaturowy 05.07.05, 22:17
        Właśnie chciałam Ci uprzejmie donieść, że żyją około 6 lat.....i tak jej
        powiedz. To nie jest cygaństwo, bo wartosci są ksiażkowe, a życie swoją drogą.
        Moja znajoma miała 2 miniaturki i jeden żył 4 lata, drugi 5,5 i jak twierdzi,
        ten drugi był juz stary.
        • maladanka Re: Nasze zwierzaki -kocia rodzinka 05.07.05, 23:05
          Jak wiecie na mojej drodze koty wyrastają jak grzyby po deszczu - spotkałam
          taką rodzinkę
          img42.imageshack.us/my.php?image=002kociarodz9sr.jpg
          Tata rodzinki jest ogromnym burasem niewidomym.Jednak zbliżającego psa zauwazył
          szybciej niż ja i wraz z kocicą ruszył do boju
          img78.imageshack.us/my.php?image=033akcja9bh.jpg
          Pies był tylko ciekawy maluchów,jednak koci atak odstraszył go skutecznie
          • maladanka Re: Nasze zwierzaki -kocia rodzinka c.d. 06.07.05, 08:45
            Tu jest najciekawsze kocie dziecko -
            img73.imageshack.us/my.php?image=004kicio0rf.jpg
            • natla Re: Nasze zwierzaki -kocia rodzinka c.d. 06.07.05, 09:37
              Danuśka, kocia rodzina przepyszna, ale zdjecie Cikawskiego jest wspaniałe.......
              to jakis stworek składający sie z głowy, 2 łap i ogona. Piękne smile)
              • regine Re: Nasze zwierzaki -kocia rodzinka c.d. 06.07.05, 14:52
                Koty,kotki i kocięta,przepiękne!!!!
                Wnusia już obejrzała...Jest zachwycona smile))
                Zaraz kazała pokazać sobie -"Babciu, a mój kot Freda ,to jest jeszcze u ciebie"
                No i musiałam jej pokazać ,że jest i czeka na nią...oj jaka zachwycona byłasmile)
                • regine Re: Nasze zwierzaki -kocia rodzinka c.d. 10.07.05, 12:16
                  Więc miałam kotka i mam nadal,do tej paczki dołączył pies córki.Mieszaniec,
                  fajny kundelek,wesoły "Bolek",bo jest jeszcze szczeniakiem.Wczoraj w domu
                  oba zwierzaki,a zwłaszcza kotka broniła swego terytorium.Oj jak
                  fukała "warczała",na nic niewinnego psinę ,który tylko chciał się pobawić..
                  Śmiechu było co niemiara,jeszcze dziś trwa walka ,ale noc była bardzo
                  spokojna...Zgadnijcie dlaczego???? Pies z kotem ,po całodziennej walce opadły
                  wieczorem z sił i spały raze przytulonesmile))
                  Mślałyśmy,że to koniec walki...niestety ,dziś znów od rana trawa,uba mamy
                  niesamowity...smile))
                  Mapiszę jak będzie dalej..Może się pogodzą ,bo będą razem już od teraz...Musza
                  się zaakceptować ...niestety...
                  • maladanka Re: Nasze zwierzaki -Reniu - fotki! 10.07.05, 12:29
                    Reginko może jakis fotki tych przytulańców zrobisz? Wyobrażam sobie jak to
                    zabawnie wygląda - ale kotkę duzo przytulaj, ona teraz się czuje
                    zagrozona.Zwierzeta też wpadają w depresje,poważnie to mówie.
                    Moja kocica kiedyś tak się rozżaliła,że przestała jeść i myć się i weterynarz
                    właśnie depresję stwierdził.
                    Ale to na zapas piszę, na pewno u Ciebie tego nie będzie.Ale tulic ją trzeba i
                    głaskać i jakis margines terytorium zostawić. Piesek ma inną psychikę.
                    A Ty sobie weż wnuczkę i idźcie byle gdzie daleko, niech młodzi sobie radzą.
                    • regine Re: Nasze zwierzaki -Reniu - fotki! 11.07.05, 01:25
                      Będą fotki Danusiu!!!!O moich dziergatkach,też ... Zwierzątak zdjęcia
                      rówmnież,proszę tylko o odrobinę cierpliwiści ..Dochodzimy powoli do
                      normalności ..smile))Piesek jes młody ,chce się bawić ,kocica 6 letnia, tego nie
                      może pojąć,że intruza ma na swoim terenie,ale powili dochodzą do zgody,choć
                      kotek bardzo jest obrażony, a pies zazdrosny...Faktycznie koty są obrażalskie i
                      bardzie przeżywają.Dogadzamy jej jak możemy.To ulubienica mojej córci.
                      • regine Re: Nasze zwierzaki 12.07.05, 00:43
                        Kotocica z pieskiem, zaczęły się od dziś obwąchiwać.Nos w nos, jak dwa
                        Eskimosy.Skończyły się warczenia i prychania kotki.Zaczęła się bawić i jeść,bo
                        do dziś nic, tylko spała...A psina, szczeniak jeszcze, skory do
                        zabawy ,najważniejsze,że wogóle nie szczeka...Bo wtedy już nikt by nie
                        wytrzymał,zwłaszcza sąsiedzi...Ciekawski, zabawny i gryzie wszystko co popadnie,
                        ale bardzo grzeczny.Też lekko zestresowany:zmiana klimatu,zapachów obcych
                        wszędzie pełno,nie może się odnaleźć ,choć już ze spacerku wie, w które drzwi
                        trafić.No i ja mam frajdę, piesek wyprowadzany jest na spacer 4 razy
                        dziennie ,no i ja z nim.Chcąc, niechcąc też jestem na spacerku.
                        Mądry wymyśił powiedzenie :"Kup sobie psa ,on ciebie zawsze na spacer
                        wyprowadzi" smile))) 100% prawdy !!!
                        • maladanka Re: Nasze zwierzaki 12.07.05, 08:50
                          Reniu,koniecznie nawet na wyrost teraz kicie dopieszczaj.Ona musi miec
                          pewnośc,ze nic sie nie zmieniło w stosunku do niej,że jest ważna. Mysle,że
                          powoli zwierzaki sie całkiem polubią.
                          A piesek do spacerów super sprawa i jakie mile znajomości można zrobić. Ja
                          przez moje częste dłuższe wyjazdy nie moge miec na razie pieska i ubolewam nad
                          tym.Pozdrówka - ale będziesz miec linię!ho,ho...
                          • regine Re: Nasze zwierzaki 12.07.05, 23:15
                            Danusiu ,zwierzątka doszły do porozumienia ,gorzej ja z córką ...
                            Z powodu różnych wizyt,nie miałam kiedy z nią porozmawiać ,popytać..A co do
                            linii ...smile))Zobaczymy za 2 miesiącesmile))
        • hania48 Re: Nasze zwierzaki - królik miniaturowy 05.07.05, 23:14
          Chyba tak zrobię! To znaczy - nie powiem tego co sama znalazłam, ale to co
          Ty mi napisałaś! To też będzie prawda, ale nie całą, a dla niej milsza. Dziękuję
          • natla Re: Nasze zwierzaki - królik miniaturowy 06.07.05, 09:34
            Haneczko, cieszę się, że Ci pomogłam. Może z tą prawdą sprezentujesz jej nową
            miniaturke......ot, tak na imieniny przed czasem lub w lipcu pod choinkę smile)))
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki-zwierzęta Wajraka 12.07.05, 20:51
      Tym razem nie nasze, a Wajraka. Za dużo tego by wklejać tutaj.
      Dla zainteresowanych wklejam link. Jak wszystkie jego - ciekawy.

      serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2811287.html
    • tofika Re: Nasze zwierzaki 16.07.05, 11:29
      dusi mnie cos ,,, ale napisze...
      jade na dzialeczke i odwiedzam moja piesunie ...Fleusie
      w lesie nieopodal mam jej grob, czasem siedza malutkie zabki ... ciesze sie ze
      nie jest sama... lzy mi ciekna ,,, juz w marcu rok minal .,.. a tak mi jej
      brak...10 lat mi towarzyszyla... w doli i niedoli...ilez ona tajemnic znala
      moich... takie kochane czarniutkie kundlowate zwierzatko -
      • natla Re: Nasze zwierzaki 16.07.05, 21:59
        .........wycisnęłaś mi łzy za moim nieznośnym, wrednym ale b. chorym Drabem.....
        • maladanka Re: Nasze zwierzaki 16.07.05, 22:14
          Toficzko, Kicurajdy mojej już 5 lat nie ma, a mnie się czasem wydaje,ze słysze
          jej pytające mrrru? czy może wskoczyc na kanape i naopowiadac mi do ucha...
      • toskania8 Re: Nasze zwierzaki 16.07.05, 22:31
        tofiko, mój Rudy też śpi sobie na mojej działce, już póltora roku, pisałam w
        tym wątku o Jego chorobie i śmierci. Jest Rudzik, ale Rudego ciagle pamiętam,
        nawet dziś właśnie o Nim komuś opowiadałam. A co do czarnego kundlowatego
        brzydactwa - zarza mi to przypomina Kokę, mojego ukochanego kundla . Należy
        niby do Hanczy, ale darzymy się nawzajem wielką miłością. Dla mnie i Hanczy ona
        jest najpiękniejsza na świecie. jak to dobrze, że dla tych dzieiaczków
        znalazłaś dobre i przyjazne domy.
        • natla Re: Nasze zwierzaki 16.07.05, 22:37
          Mam trudny "okers zwierzęcy".....zwierzaki wokół mnie umierają.....najpierw
          Drab, potem 2 mioty gołąbków (zobaczymy co z jedynakiem z trzeciego),
          a najgorsze, bo świeze to, że cudowny pies moich sąsiadów też powoli
          umiera.....przeżywamy to okrutnie......wyślę Wam jego zdjęcie.....
          • natla Re: Nasze zwierzaki 17.07.05, 09:05
            Czy też spotykacie psy tak brzydkie, że aż śliczne??? Ja tak, mam "na "swoim
            podwórku" nawet taką swoją ukochaną sunię, brzydactwo okrutne, ale
            przekochane smile
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2805630.html
            • regine Re: Nasze zwierzaki 18.07.05, 18:40
              No to Wam powiem ,że nasze zwierzaki,żyją już prawie w przyjaźni(pies i kot).
              Ale sąsiedzi ,znajomi córki(z dwóch różnych domów),wyjechali na wczasy...Pies
              jednych pojechał do Ustki,ale został w domu kotka-pers, i dwa akwaria z
              rybkami.Rybki jedzą raz dziennie,wieczorkiem, jakieś robale mrożone,drugie
              suszone.U drugich sąsiadów jest kotek,dachowiec,przemiły.Chodzę do nich po 2
              razy dziennie + mój kot i pies .Więc pracy na 10 dni mam troszkę.Córka mnie tak
              załatwiła,niechcący...Bo sama dziś pojechała do rodziny z rewizytą(do piątku).
              Kotki miłe ,rybki, jak to rybki nic nie mówią,piesek wesoły Fuksik, szczeniak
              szaleje ile się da.No i wyprowadza mnie na spacery 4 razy dziennie...taki
              cwaniak.Zdjęcia będą po powrocie córki,Danusiu, dostaniesz do swojej
              kolekcji...3 koty,pieska no i rybki jak sobie zażyczysz smile)))
              • natla Re: Nasze zwierzaki 18.07.05, 18:55
                A mój papug, po ucieczce połowicy jest............inny, mniej kontaktowy,
                a w pewnych momentach zrywa sie, siada na zew. kracie. (balon) i świrgoli jak
                opętany, jakby ją słyszał. Łudzę się, ze ona jest w gnieżdzie wróbli, 3 m od
                balkonu, ale to nie jest możliwe.....raczej ją zadziobały.....
                Mam nadzieję Reginko, że dziecię zachowa się tam podobnie jak oni tu. smile)))
                • regine Re: Nasze zwierzaki 18.07.05, 19:06
                  Takie były plany....odpoczynek razy 3..nic poza tym ,żadnych obiadków itpsmile))
                  • maladanka Re: Nasze zwierzaki-do Reni 18.07.05, 22:47
                    Reniu - oczywiście na wszystkie zwierzaki czekam! I na wnusię tez - na pewno
                    urosła! jeju,nie pogniewasz sie,że mi taka kolejnośc wyszła?Ale jestem
                    skołowana dzis trochę.
                    • regine Re: Nasze zwierzaki-do Reni 18.07.05, 23:51
                      Coś TY ,wcale się nie gniewam ...A jaka ja skołowana jestem...Jak po 3
                      weselachsmile)) Dziś znowu porządki,pranie itp...Już nigdy nie będę sprzątać....A
                      ja chciałam ,żeby było ładnie jak córka przyjedzie ...nie goście...Gościom te
                      moje porządki wcale nie były potrzebne...Szkoda słów tylko...
                      Zdjęcia będą po niedzieli lub w niedzielę...Nie zapomnęsmile))
                      • w5w7 Re: Nasze zwierzaki-do Reni 19.07.05, 21:34
                        Nie mam za bardzo czasu na czytanie tego całego watku, ale widze, że macie
                        kotki jak ja. Mofa Afera po wczorajszej ucieczce z 3 pietra wróciła rano do
                        domu, tzn. siedziala na klatce schodowej pietro niżej. No i na szczęscie, bo
                        pól nocy jej szukałam wokół bliku.Troche sie martwie, że z tej wycieczki moge
                        miec wiekszą kocia rodzinesad No ale trudno. Mam inne zmartiwnie. Powiedzcie,
                        jak ktos wie, czemu kotka dobrze odzywana jest chuda? Wolałabym kuleczke...no
                        nie spaślaczka, ale taka milutka, okrąglutka kotkesmile)

                        A to znalazłam przypadkiem..
                        60gp.ovh.net/~cleanyou/
                        • maladanka Re: Nasze zwierzaki-koty 19.07.05, 21:42
                          O,o kotach to można nieskonczenie jak i o psach.
                          Ale czy Afera sobie cos nie uszkodziła po upadku z takiej wysokości? radziłabym
                          wizyte u doktora.
                          Ja teraz nie mam kota - ale za to fotografuje je zapamiętale, tak sie składa,że
                          mi gdzies tam wyskoczą do fotki
                        • regine Re: Nasze zwierzaki-do Reni 19.07.05, 21:59
                          Naszakotka bardzo przytyła po sterylizacji.No i je suchą i mokrą karmę Whiskasa.
                          Czy byłaś z nią u lekarza ??? Pomoimo,że nasz kotek nie wychodzi na dwór,(tylko
                          na balkon), jest odrobaczana co 3 miesiące.2 razy do roku dostaje jakieś
                          zestawy witamin,w zastrzyku.
                          Była ostatnia z miotu, jest mało odporna,często choruje(zapalenie oczu i
                          uszu).Miała 2 razy nie wiadomo z jakiego powodu,zapalenie płuc z wodą w
                          płucach.Jest taka delikatna .Ale nie je dużo,zawsze ma w miseczce suchą
                          karmę ,obok woda i jedną saszetkę dziennie.Jak każdy kot jest wybredna w
                          jedzeniu.Nie pije mleka,dużym kotom nie powinno się podawać.
                          Też nam spadła z 4 piętra ,za gołębiem 2 lata temu,miała złamaną żuchwę dolną i
                          pęknięte miękkie podniebienie,Noskiem i uszami krew jej wyszła,była w szoku po
                          upadku i narkozie 3 doby...Oj miałam się z nią ...Myślałam ,że to już koniec
                          ale jakoś wyszła z tego. Je i pije normalnie, a łasuch na świeżą
                          wieprzowinkę,szyneczkę.No i bardzo dużo śpi...tak jak jej obie panie ,kochamy
                          spaćsmile))Ma 6 lat ważyła 6kg, rok temu,teraz się boję jak zięć ją
                          zobaczy ,upasiona jak licho ..Nie wiem z czego..waży na pewno z 8 kg.Spróbuj
                          swoją odrobaczyć ,oże brak jej witamin...Ale młodsza córka też ma kotkę po
                          sterylkizacji i też jak deska nic się po niczym nie poprawia.Nasza ma piękną
                          sierść,bo to półsyjamka...Cudny wielki kot,a cwany jak lichosmile)
                          • w5w7 Re: Nasze zwierzaki-do Reni 19.07.05, 22:12
                            Na szczęście Aferka nic sobie tym skokiem nie zrobila. Wymacałam,
                            obserwuje..nic nie zlamane, nie krwawi i po stresie dochodzi juz chyba do
                            siebie.Ale macie racje, powinnam z nia iśc do weterynarza, przynajmniej
                            profilaktycznie. Odrobaczam ja co jakis czas, ale licho nie śpi, a nóz jej cos
                            jest? Choc córka mowi, ze sie kotka sie podała do mnie, tak samo
                            szczuplutlasmile)))) Dowcipnisia co? Szperam po necie i cos ciekawego znalazlam,
                            ale moze otworze na to nowy wątek.
                            • maladanka Re: Nasze zwierzaki-koty - w poezji 25.07.05, 10:30
                              Jerzy Harasymowicz - "Koty"

                              Co rano robimy? A,rano to my spimy,
                              chyba że nas ktoś za ogon pociągnie znienacka.
                              No,to my wtedy syrena strażacka.
                              A w południe? W południe,my koty,niby Kolumb
                              idziemy gdzieś płotem,daleko,
                              pełne myśli głębolich o myszach i mleku.
                              A wieczorem?
                              Wieczorem skaczemy gdzieś w dół.Przez lśniące księzyców michy
                              i wąsy zagryzamy,i szable wyciągamy
                              przed zejściemdo piwnic cichych.
                              • regine Re: Moje zwierzaki :))) 29.07.05, 15:29
                                Danusiu !!!!Zdjęcia zwierzaków już zrobione ,jutro lub w niedzielę wybiorę Ci
                                zdjęcia i dam znać listonoszowi...Żyją w pełnej zgodzie.Kotka stwierdziła,
                                że takie coś jak biegający po domu szczeniak może być nawet zabawny i sama
                                zaczepia go zachęcając do zabawy.Piesek jest ostrożny, bo dostał kilka razy od
                                kota łapą po nosie i wtedy zniesmaczony ze spuszczoną głową idzie do swojego
                                kojca(łóżka).A jakie gonitwy urządzają po domu...o matko śmiech mamy tu wiele.
                                Może uda się córce nakręcić filmik ,jak oczywiście za nimi nadąży, to Ci
                                wyślę.Próbowała już kilka razy, ale za szybko biegali i nici z tegosmile)
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki 01.08.05, 14:14
      Mam szczeniaka! Od godziny! Suczka.Ma 6 tygodni.
      Koloru kawy z mlekiem. Więcej mleka niż kawy. Dużo więcej. Jeszcze nie wiem jak ją nazwę. Chyba Figa 2. Teraz śpi.
      O - piszczy garnek z mlekiem gotowac płatki owsiane dla niej i dla siebie.
      • malwina52 Re: Nasze zwierzaki 01.08.05, 14:21
        to cudownie, ze sie zdecydowalas,
        odplaci Ci miloscia, niech rosnie zdrowo,
        tylko go wychowaj na porzadnego psiaka smile)))
      • malwina52 Re: Nasze zwierzaki 01.08.05, 14:22
        a jeszcze dodam, ze suczki sa
        sympatyczniejsze i domatorki,
        oj jestes teraz mamuska smile))))
      • takanietaka GRATULUJE ! 01.08.05, 14:24
        SZCZĘSLIWA!! TO DOPIERA MNÓSTWO PRZYJEMNOSCI i róznych malutkich i wiekszych
        kłopocików.Będzie duża?Zazdroszcze ,pokochałabym z checia jeszcze jednego
        pieska, ale znajomi protestuja .
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki 01.08.05, 14:55
      Ona jest wielorasowa, więc nie wiem jaka będzie! Z opisu pani jej mamy,
      spodziewam sie, że będzie wielkości Figi1, czyli polskiego owczarka nizinnego.
      Tatuś podobno był mniejszy od mamusi.
      • tesunia Re: Nasze zwierzaki 01.08.05, 16:17
        haniu,
        ciesze sie z twego nabytku....
        malunie szczeniaczk sa naj,naj slodszesmile)
        nie lubie zadlugich spacerow,spac same,
        potrzebuja caly czas kogos kolo siebie by czuc sie spokojnie,
        ucz od razu by zostawala sama w domciu,
        zacznij znikac na piec minutek,to dla psiunki strasznie dlugi czas,
        pozniej zwiekszaj stopniowo swa nieobecnosc...ale masz teraz duzo do obowiazkow
        slodkich przy psiunismile) .. zycze powodzenia.
    • hania48 Re: Nasze zwierzaki 01.08.05, 22:47
      Dziękuję wszystkim za gratulacje i życzenia. To mój drugi pies.
      Pierwsza Figa żyła 17 lat. Samotnego pozostawania w domu musiała się nauczyc szybko i bez stopniowania, a była jeszcze młodsza - miała 4 tygodnie. Wiem
      od sąsiadów, że przez pierwsze 10 dni płakała. Póżniej już wiedziała,
      że jej nie porzuciłam. Wszystkiego pozostałego uczyłyśmy się wspólnie. Teraz będzie tak samo. No i już po pierwszych 2 spacerach mam nowych, małoletnich przyjaciół. Jeden, Kewin,zaoferował się, że będzie się nią opiekował, a
      kiedy zachoruję to on będzie się nią aimował."Bo przecież pani, gdy będzie chora, to nie będzie mogła z nią wychodzic, to kto się nią zajmie?" - przekonywał mnie w powagą. Nawet nie wiem gdzie mieszka, bo był z babcią!
      • takanietaka Re: Nasze zwierzaki 01.08.05, 23:30
        Ach,pewniesz śpisz sobie teraz z pieskiem w objęciach .Zawiszczę z całej siły-
        moja pieseczka nie sypia ze mna od kilku lat,i idzie sobie do kuchni na swoje
        legowisko.Cós takiego!!I po co taki pies?!
        • danurn Re: Nasze zwierzaki 02.08.05, 00:05
          Witajcie, dopiero weszłam w internet. Moja najbliższa sąsiadka jeszcze dwa
          tygodnie temu miała suczkę i właśnie Figę. Suczka była już mocno starszawa
          około 13 lat i bardzo brzydka / dla mnie, nie dla swojej pani/. Zachorowała na
          nowotwór sutek, na początku lipca miała operację, jednak spóźnioną, rany się
          nie goiły i z wielkim bólem jej pani musiała ją uśpić. Potem kilka dni
          przepłakała. To była wielka miłość mojego małego, rasowego sznaucerka. Wg
          lekarza nowotwór powstał na skutek nieprzeprowadzenia w stosownym czasie
          sterylizacji, potem ciągłe ciąże urojone. Zatem Haniu jak twoja sunia podrośnie
          nie zwlekaj z decyzją dla jej i twojego dobra, byś nie musiała płakać po jej
          stracie. Taki maluch dostarcza cudownych przeżyć. Zazdroszczę. Ponoć ludzie
          dzielą się na tych, co przyznają się do spania z psami i nie. Moje zwierzaczki
          niestety, nie chcą spać ze mną. Kotka spała do czasu urodzenia małych, potem
          już nie. Piesek wskakuje na krótkie, minutowe przytulanki a potem idzie spać na
          swoje łóżeczko.
          • maladanka Re: Nasze zwierzaki 02.08.05, 10:53
            jeju - jak ja chcę miec psa i kota ,albo dwa psy i dwa koty....ale nie mogę,
            nie mam nikogo kto by się zajął gdy nas nie ma, a 2-3x w roku na ok.m-c
            znikamy,a przewoźnicy nie pozwalaja na przewóz zwierząt,za to wszystkie psiaki
            osiedlowe są moje.Kiedyś w domu było prawie mini zoo, ale wtedy córka mieszkała
            i mama, a teraz przeciągi...
            Ściskam Figę i czochram Hanię! jej na odwrót mialo byc!
            • natla Re: Nasze zwierzaki 02.08.05, 15:21
              Haniu, super........ja dojrzewam i dojrzewam......mam nadzieję, że już niedługo
              się pochwale....
          • hania48 Re: Nasze zwierzaki 02.08.05, 17:11
            Dziękuję Ci za dobre rady. Moja pierwsza Figa przeżyła 17 lat. Byłą już głucha i ślepa, ale żadnych ciąży urojonych nie miała i żadnych z tym związanych kłopotów nie było. W wieku 15,5 lat zachorowała na ropomacicze, otwarte. Leczona była tabletkami i maścią. Skutecznie. Natomiast jeżeli chodzi o sterylizację, to muszę się dobrze zastanowic. Znam jedną sukę po sterylizacji, kilkuletnią, która ma się dobrze, i drugą, starszą, która w wyniku tejże straciła zdrowie, wymaga ciągłego leczenia. Poodpytuję jeszcze i psiarzy i weterynarzy. Ale dobrze że mi to podsunęłaś. A nowotwory, to teraz podobno są najczęstszą przyczyną śmierci psów. Taką opinię usłyszałam u weterynarza, ok. 5 lat temu, gdy Figa miała usuwane oko (już ślepe)z podejrzeniem raka.
        • hania48 Re: Nasze zwierzaki 02.08.05, 16:54
          Takanietaka, pewnie nie uwierzysz, ale z pierwszą Figą nie sypiałam razem, chociaż ona była chętna. Były oczywiście wyjątki: po praniu, w nagrodę, zapraszałam ją do łóżka. Na starym, szerokim spała ze mną całą noc, na nowym, wąskim rezygnowała szczęśliwie po 2-3 godzinach. Ponadto wolno było jej wskoczyc, z czego skwapliwie korzystała, po budziku, no ale to było na 5-15 minut.
          Druga Figa tą pierwszą noc spała obok tapczanu (nie płakała?!?!?! wiem, bo ona spała, a ja nie!). Dopiero nad ranem pojęła próby wdrapania się do mnie, więc ją wzięłam, po pomyślałam, że przy otwartych oknach może byc jej zimno. I chyba było, bo natychmiast wkleiła sie we mnie, nos na szyi, jak kot. Po pewnym czasie, gdy się zaczęła wiercic (a pazurki ma ostre jak kociak), sądząc, że jej duszno, lub za gorąco odchyliłam kołdrę, lecz poczuwszy chłodne powietrze, natychmiast wślizgnęła się głębiej. No a o godz. 5.00 ona poczuła się wyspana i pełna wigoru!
          W porównaniu z pierwszą Figą (którą wzięłam w wieku 4 tygodni), druga jest zdecydowanie bardziej gapowata, mniej ruchliwa (krótsze okresy zabawy), bardziej strachliwa. Ale bardziej lubi dzieci i biegnie do każdego przechodzącego. Do psów jest bardzo chętna, ale sama blisko nie podchodzi, raczej czeka, a gdy do niej podejdzie natychmiast pokazuje brzuszek pokazując jaka ona bezbronna. Pierwsza Figa gnała do każdego dostrzeżonego psa, a im był większy, tym bardziej się cieszyła. Mam nadzieję, że ta druga, też się ośmieli.
          Natomiast wydaje się, że będzie równie przyjacielska dla wszystkich jak pierwsza. Martwi mnie tylko jedno - przez cała dobę zjadła łyżeczkę od herbaty kulek dla szczeniąt i kopiastą łyżkę twarogu. Płatków owsianych na mleku nie ruszyła, a twaróg jadła na raty w bardzo małych porcjach. Piła też bardzo niewiele. Odrobinę wody, odrobinę rzadkiego z płatków. Dopiero dzisiaj rano ok. 1/4 szlanki ciepłego mleka. Jak na 2 kilogramowego, 6-cio tygodniowego szczeniaka, wydaje mi się to bardzo mało!
          • toskania8 ale Ci zazdroszczę.... 02.08.05, 18:02
            aż mnie ściska, jak to czytam. A ja ciągle nie mogę, bo tylu godzin w domu sam
            (czytaj: z kotami) żaden pies nie wytrzyma. A tak bym chciała !
            A tym, że nie je, nie przejmuj się ani trochę. Jest jeszcze w stresie, nowe
            miejsce, nowa osoba. Jak się oswoi będzie szaleć jak każdy dzieciak.
            • hania48 Re: ale Ci zazdroszczę.... 02.08.05, 21:15
              Toskanio - bardziej bym się obawiała, że żaden dorosły, stateczny kot nie wytrzyma wielu godzin z namolnym i zaczepiającym go szczeniakiem! Chyba, że
              jest jeszcze na tyle młody, aby nie stracic chęci do zabawy. Wtedy zaakceptuje
              i podporządkuje sobie psa. Zaprzyjaźni się, jak u Reginy.Bo jeżeli nie, to może dośc brutalnie poskromiac szczeniaka. To mi przypomniało zwierzaki sąsiadów. Mieszkały w moim bloku dwie siostry. Jedna miała psa i kota, druga właśnie
              nabyła nowego psa. Owczarka podhalańskiego. Z 3-miesięcznym szczeniakiem przyszła do siostry. Szczeniak, jak to szczeniak, chciał się bawic. Ani pies gospodyni, mały, ani kot, nie miały ochoty na zabawę z dużym, ciężkim a niezdarnym psiakiem. Pies schował się, ale kocica szybko zareagowała. Krzywdy nie zrobiła, ale przestraszyła skutecznie. Dorosły owczarek podhalański, do końca życia nie dał się zaciągnąc do mieszkania w którym był taki potwór!
              • tesunia Re: ale Ci zazdroszczę.... 02.08.05, 22:11
                haniu
                to kruszynka ta Twoja psiunka,
                tu oddaja chodowcy psiune jak ma 8-9 tygodni,
                a i tak sa bezradne/smutne/tesknia za mama,
                nasz nawet dostal diare....musielismy po siasiadkach z malymi dzicmi pytac czy
                odstapia nam trosze kukurydzianego welingo(mleko dla niemowlakow )

                -a to co piszesz,ze usnela od razu u Ciebie z glowka na Twej szyi to takie
                malunie i juz markuje swa dominacje,bo tak sie zachowuja psiunki ktore sa
                dominanta.
                -kladzienie sie pieska brzuszkiem do gory,przed innymi pieskami
                oznacza poddanie sie,podobnie jak to sie widzi wsrod wilkow,gdzie kazdy zna swe
                miejsce w sworze.

                zycze powodzenia w wychowaniu suni,
                niech sie zdrowo rozwija.....smyrki za uszkami dla Figismile)

                PS;..nasz doberman spi z nami w lozku,cale szczescie ,ze jestem krotka,ma
                wiecej miesca po mojej stronie lozkawink)
                • hania48 Re: ale Ci zazdroszczę.... 02.08.05, 23:18
                  U nas psy rasowe, z hodowli też są oddawane później. Figa jest psem wielorasowym. Kupiłam ją od właścicielki jej matki. Były 4 szczeniaki. Ciąża najpewniej nie planowana, pewnie skutek niefrasobliwości, nieznajomości psiej fizjologii. Lepiej, że postanowiła znależc nowe domy dla szczeniąt w ten sposób, niż oddawac do schroniska, wyrzucac, czy usypiac. A 4 szczeniaki w mieszkaniu blokowym, plus dzieci - to może byc uciążliwe. Stąd tak szybkie odstawienie. A ja wolę takie młode szczenię. Początek trudny, ale szybciej się przystosujemy do siebie. A i szczeniak nie ma jeszcze niekorzystnych, z mojego punktu widzenia, przyzwyczajeń.
                  • sarna52 Re: ale Ci zazdroszczę.... 03.08.05, 20:51
                    Gratuluje malej suni!!! Ja tez mam sunieczkę wielorasową taki tam maly czarny
                    lisek.Kochamy ja bardzo jest z nami juz 12 lat. Nosek ma juz siwy ,ale do
                    zabawy zawsze chętna.Dlaczego o niej pisze?jak tu takie swięto ,no bo własnie
                    musiałam zabrac ja 6-cio tygodniową.Dzięki temu znamy sie" jak łyse
                    konie ",kazdy gest,ale chyba i dlatego ,ze tak wczesnie zamieszkała z nami nie
                    za bardzo potrafi bawić się z innymi pieskami, za krótko figlowała ze swoim
                    rodzeństwem,ale może to tylko ona tak ma? pies to obowiązek ,ale jaki
                    wdzięczny.Jak juz miałas pieska to wiesz sama.Gratuluje. Bedzie ciebie
                    pilnowała i witała twoich gości.Sunie sa takie wierne
                    • tesunia Re: ale Ci zazdroszczę.... 03.08.05, 22:00
                      o i sarenka tez ma psiunkawink)
                      ale nas duzo ma zwierzatka w domkach,male psiunki dluzej sa aktywniejsze w
                      zabawach jak z duzych ras .

                      nasz ma 8 lat i jeszcze bawi sie jak szczeniak,
                      smiesznie to wyglada...po sztubacku,
                      moze dlatego,ze jako mlody pies mial zakaz dokazywania ze wzgledu na operacje,
                      ktore mial,byl przejechanysadrekonwalestencja trwala dlugo
                      a i teraz tez nie jest najlepiej czasami,
                      to pooperacyjne bole wracaja.
                      • natla Znowu o Drabie 04.08.05, 16:58
                        Zrobiłam 2 niezbyt udane zdjęcia ze zdjęć Draba, mojego wrednego, złosliwego
                        jamniola, za którym ciągle tęsknię. Jego i moje z nim życie opisywałam Wam
                        gdzieś tam od listopada do stycznia. Na zdjeciach miał 3 miesiące.
                        img281.imageshack.us/my.php?image=drabciu7uo.jpg
                        img281.imageshack.us/my.php?image=drabwtatrach4ru.jpg
                        • gwiazda37 Re: Znowu o Drabie 04.08.05, 20:59
                          Bardzo fajnie wygląda w tym plecaczku........
                          Ja mam dwa sierściuchy.......dwie ukochane łajzy......kotek i kotka -
                          rodzeństwo. Jak wychodzą na ogródek to oboje, jak urządzaja gonitwy to również
                          we dwójkę, jak jedzą to muszą jeść razem, śpią przytuleni do siebie, wszystko
                          robią razem........... I jak tu ich nie kochać?
                          • tesunia Re: Znowu o Drabie 04.08.05, 21:26
                            natlo...
                            ale cudowny Drabus.....

                            gwiado...
                            kociaki chyba tak maja,ze razem papusiaja z michy,
                            wesolo sobie maja we dwoje.
                            • natla Psiunia Takiejowakiejnietakiej ;))) 04.08.05, 22:12
                              Pooglądajcie sobie to cudeń "spreparowane" przez Owaką.....wink))

                              img51.imageshack.us/my.php?image=mojapsinka9fe.jpg
                              • tesunia Re: Psiunia Takiejowakiejnietakiej ;))) 04.08.05, 22:16
                                natla napisała:

                                > Pooglądajcie sobie to cudeń "spreparowane" przez Owaką.....wink))
                                >
                                > img51.imageshack.us/my.php?image=mojapsinka9fe.jpg

                                ale cudnosci....jejku,jak zabawna smile)

                                a jak Wy zamieszczacie te zdjecia ??
                                • natla Tesuniu.... 04.08.05, 22:36
                                  Przeniesienie zdjeć na forum jest proste jak drut:.

                                  www.imageshack.us/

                                  Klikasz, otwiera Ci się stronka, przeglądaj, otwierasz miejsce zapisania
                                  zdjęcia, klikasz w nie i naciskasz host it. Pokazuje Ci sie następna str.
                                  z miniaturą, w czwartej linijce z boku jest na niebiesko
                                  napisane "show"....klikasz i otwiera sie kolejna str. Jeżeli otworzy sie
                                  zminimalizowana , to natychmiast ją powiększ na cały ekran, bo inaczej wyjdzie
                                  znow miniatura. Pod zdjęciem jest link, który kopiujesz i po bólu..........
                                  • takanietaka DZIEKI! 04.08.05, 23:36
                                    nATLO,dzieki za umieszczenie mojej ślicznotki ...no i fajnie ze napisałś jak
                                    sie to robi
                                    <<nigdy nic nie wiadomosmile)>>
                                    • hania48 Re: DZIEKI! 05.08.05, 01:05
                                      Takanietaka - Głowa Twojej ślicznotki jest taka sama jak mojej pierwszej Figi!
                                      Reszta Figi1 była szpakowata, a łapy srebrzyste. Ale chyba mogłyby uchodzić za siostry! Poszukam jej zdjęcia i umieszczę, korzystając z porad Natli.
                                      • takanietaka Re: DZIEKI! 05.08.05, 01:08
                                        HANIU-czekam niecierpliwie ..z nadzieja ze moja najładniejsza i ładniejsza od
                                        wszystkich!!
                                        <<nigdy nic nie wiadomosmile)>>
                                  • dankarol Re: Tesuniu.... 05.08.05, 00:24
                                    Chciałabym Wam pokazać mojego futrzaka, ale nie wiem czy mi się uda
                                    img275.imageshack.us/my.php?image=loleknabalkonie2ec.jpg
                                    • maladanka Re:ale brodacz! 05.08.05, 00:26
                                      Hej - ależ to musi być wesoły psiun! A na pewno żywe srebro
                                      • dankarol Re:ale brodacz! 05.08.05, 00:29
                                        Skacze na 1,5 m w górę kiedy biorę smycz do ręki, albo wysiaduje na kolankach,
                                        azylant jeden.
                                        • dankarol Re:loleś w zimowej szacie 05.08.05, 00:47
                                          Wprawdzie dziś nie jest gorąco, ale coś z zimowej aury (zawsze można napiś się
                                          gorącej herbatki) mam nadzieję, że nauczę się wklejać te zdjęcia.
                                          img275.imageshack.us/my.php?image=alezima7dg.jpg
                                      • maladanka Re:Drabuś! Turysta! 05.08.05, 00:30
                                        Nareszcie mi sie otwiera jako tako forum i pewno do rana będe nadrabiac
                                        zaległości.Jeju "jajnik" w plecaku i to w takim prawdziwym!Patrz - niedawno się
                                        zastanawialismy jak zdjęcia na forum dawać?
                        • sarna52 Re: Znowu o Drabie 04.08.05, 22:13
                          Domyslam sie ,że Draba juz nie ma.Jak kochasz psy to pokochasz rówież
                          tego ,małego ,bezradnego szczeniaczka "do ktorego dojrzewasz".wrociłam własnie
                          od przyjaciół z ogledzin ich 8 tyg psiaczka.To już trzeci.Kazdego kochali
                          bardzo,bardzo.Widziałam ich miny.Taki mały bezradny szczeniak zrobił swoje po
                          tych 2 latach "dojrzewania".
                          • natla Re: Znowu o Drabie 04.08.05, 22:32
                            Sarenko, poczytaj sobie moją "powieść w odcinkach", a zobaczysz, że zawsze był
                            kolejny pies, a śmierć każdego była rzewnie opłakiwana. Ja zawsze twierdzę, że
                            musiałam być psem we wcześniejszym wcieleniu wink)))))
                            • sarna52 Re: Znowu o Drabie 05.08.05, 21:03
                              Czytałan,czytałam i czytałam....Ilez tam miłości i serca,a jak pieknie
                              opisane.Wzruszyła mnie ta twoja "powieść w odcinkach".Dziekuję.
                              • natla Re: Znowu o Drabie 05.08.05, 23:23
                                Czy wiesz, że do dziś nie mogę bez łez mysleć o jego śmierci? Tak mi dał
                                w kosć, a ja ciągle mam wyrzuty sumienia.
                                • dankarol Re: Znowu o Drabie 05.08.05, 23:46
                                  Twój jamnik był śliczny. Wiem co to straciś kochaną psiunkę, bo sama w tamtym
                                  roku straciłam moją 12 letnia sunię.W maju zachorowała a w czerwcu już jej nie
                                  było. Miesiąc walczyłam o nią, prawie nie spałam, nosiłam na rękach na trawkę,
                                  a było co nosić, (20 kg). Minął rok, mam nowego psa, a ją dalej słyszę i
                                  wspominam. Była moją księżniczką. Kiedyś może o niej napiszę.
                                  img292.imageshack.us/my.php?image=ka30va.jpg
                                  • natla Re: Znowu o Drabie 06.08.05, 00:16
                                    Dankarolinko.....ubóstwiam takie psy , jak Twoja księżniczka. Kocham wszystkie,
                                    ale właśnie takie to najbardziej......mój Kazan był tego typu, choć o zupełnie
                                    innej barwie.......zrobiłam zdjęcie ze zdjęcia, ale wyszło nieostro, więc
                                    jeszcze raz spróbuj e ......
                            • dankarol śmieszne zdjęcie 15.08.05, 00:00
                              Robiłam porządek w kompi i znalazłam parę śmiesznych zdjęć mojej suni. Tyle mi
                              pozostało po mojej księżniczce.
                              img34.imageshack.us/my.php?image=latajcak0mn.jpg
                        • sarna52 Re: Znowu o Drabie 04.08.05, 22:15
                          zdjęcia swietne.zwłaszcz to z plecakiem.
                        • hania48 Re: Znowu o Drabie 05.08.05, 00:59
                          Natla, dlaczego piszesz, że zdjęcia nieudane? Udane, i to bardzo!
                          Szczególnie Drab w plecaku! A maluch na stole...
                          • tesunia Re: dankarol 05.08.05, 09:31
                            ale fajny psiunek.....qrcze...zawadziacka ma minek,rozrabiak i juzsmile)

                            sprobuje swego "szatana" zamiescic,
                            alem ze nietechniczna wiec moze sie nieudacwink)
                            • tesunia Re: "czarna perla" 05.08.05, 09:41
                              ciekawe jak wyszlo,
                              bo sprobowalam Go zamiescic ze spacerkowej rundy i jak usypia sobie na kanapcewink
                              robiac sobie smoczka z kocykawink)

                              img296.imageshack.us/my.php?image=00118np.jpg
                              img88.imageshack.us/my.php?image=psiuna15xp.jpg
                              • tesunia Re: "czarna perla" 05.08.05, 09:44
                                o ! i weszlo mi jeszcze jedno zdjecie
                                w ulubionej pozie spiacej w TV pokoju na kanapcewink)
                                img88.imageshack.us/my.php?image=psiun015bg.jpg
                                nie umie poprawic kontrastu zdjecsad
                              • maladanka Re: "czarna perla" 05.08.05, 09:44
                                tesuniu jeszcze to wstaw,które do mnie wysłałaś! jak spi na plecach!
                                • tesunia Re: "czarna perla" 05.08.05, 09:46
                                  Danusiu...juz udalo sie zamiescicwink)
                                  moje wielkie szczesciesmile)
                                  • tesunia Re: a ta to byla "artystka" ;))))))))) 05.08.05, 10:01
                                    nasza pierwsza psiuna w szwcjii,
                                    dalmatynczyk/rospieszczona i tylko pancia sluchalawink
                                    img227.imageshack.us/my.php?image=jessie2sq.jpg
                                    jako szczeniaczek jeszcze,lubila strasznie pozowac do zdjecsmile)
    • dankarol Re: Nasze zwierzaki 05.08.05, 10:55
      Pzepiękne te Wasze piesiunie. Mój futrzak też często śpi na pleckach, a jak go
      krótko ostrzygę to wygląda z bliska jak dalmatyńczyk, bo ma tyle czarnych
      kropek i plamek a sierści nie ma za dużo.
      • tesunia Re: Nasze zwierzaki 05.08.05, 11:44
        musielismy oddac dalmatinke do dziadzia na wyspie mieszkajacego,
        poniewaz zazdrosnica gryzla nasze dziecie,
        nie chcialo ja poczestowac cukierkiem i ugryzla w policzek,
        nastepnym razem czekali obije na kanapke z pasztetem,dziecie dostalo
        pierwsze,rzucila sie na niego
        i niemal oka nie stracil...ze smutkiem musielismy sie jej pozbyc,
        ale u dziadzia miala wspaniale zycie nad jeziorkiem,
        bylismy ja odwiedzic i pamietala nas,przepraszala dziecie mokrymi calusami,
        • fanka8 Re: Nasze zwierzaki 05.08.05, 23:54
          img275.imageshack.us/my.php?image=pic000123bt.jpg
          to nasza zwariowana sunia, zamyślona nad swym losem?
          • fanka8 Re: Nasze zwierzaki 05.08.05, 23:57
            ee, a czemu mi sie nie wyświetla jako aktywny? A tak dobrze Natla wytłumaczyła
            jak i co, juz myslałam, że umiem, i co??

            img275.imageshack.us/my.php?image=pic000123bt.jpg
            • fanka8 Re: hurra! 05.08.05, 23:58
              Natla, skad u Ciebie taki talent pedagogiczny?? Hę?
              • natla Re: hurra! 06.08.05, 00:11
                To zawodowe, ale nie wiem, czego dotyczy Twoje pytanie....drinków za dużo, czy
                co...wink)
              • yoanna Mój futrzak:) 06.08.05, 00:26
                A to moje kocię ...Zuzanka smile
                Zaspane nieco...smile

                img16.imageshack.us/my.php?image=zuza6es.jpg
            • takanietaka Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 00:14
              Fanka,piekne zdjęcie ..powazna psina na zielonej trawce!
              <<nigdy nic nie wiadomosmile)>>
              • fanka8 Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 00:29
                Ona tak udaje, że jest powazna, bo tak naprawdę jest bardzo wesoła, towarzyska
                i zwariowana (pasuje do naszej zwariowanej rodzinki smile)
                • natla Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 13:29
                  Zkupiłam trzecią żonę dla mojego Kibica - papuga nierozłaczka smile
                  Pierwsza żona po kilku dniach padła, druga, śliczna, cała żółta, latawica
                  jedna, zostawiła go i poleciała do pospolitych wróbli ( wybiła dzióbkiem osłone
                  karmika ),a tą trzecią Wam sfotografuję oczywiście smile))

                  Za to teraz załączam zdjcie mojego kumpla i kumpeli z ogólniaka....piękny kot.

                  img126.imageshack.us/my.php?image=kotptaszyny3db.jpg
                  • takanietaka Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 14:12
                    uch.piekne zdjecie ,piekny kot..taki naprawde "koci"-może mi sie przyda!!
                    <<nigdy nic nie wiadomosmile)>>
                    • tesunia Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 14:24
                      alez mamy przesliczne zwierzaczki,
                      ogladam co dzien od chwili ich zamieszczenia,
                      kocie-kicie jakie wielkiesmile i cudne smile)
                    • natla Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 14:25
                      Zdjęcie niestety nie moje.....ale zrób jakąś ładną kompozycję.
                      • takanietaka Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 14:42
                        a tutaj moja psina połaczona przeze mnie z pewnym niezwykłym uwodzicielem
                        img306.imageshack.us/my.php?image=pieknyizlykopia2hi.jpg
                        img306.imageshack.us/my.php?image=pieknyizlykopia2hi.jpg
                        • natla Re: Nasze zwierzaki 06.08.05, 14:48
                          Kapitalne smile
                          • natla Nero nie żyje.........:( 08.08.05, 09:47
                            Cudowny pies moich sąsiadów umarł dziś w nocy na raka. Męczył się co gorsze
                            przez ostatnie godziny życia. Żeby któryś z weterynarzy pomyślał o daniu jego
                            właścicielom chociaż czopków przeciwbólowych.............Bardzo to przeżywamy.
                            img62.imageshack.us/my.php?image=neropw5rx.jpg
                            • yoanna Re: Nero nie żyje.........:( 08.08.05, 10:04
                              Przykre tosad
                            • maladanka Re: Nero nie żyje.........:( 08.08.05, 11:05
                              Natluś - chlipnęłam sobie.Taki piękny psiak.Te choroby zwierząt to z naszego
                              zatrutego środowiska.Przecież pies ma nos duzo niżej my i wszystkie spaliny i
                              wyziewy ma prosto w nos. A wrażliwość ogromną.
                            • malwina52 Re: Nero nie żyje.........:( 08.08.05, 11:29
                              smutne sad((((((
                              • dankarol Re: Nero nie żyje.........:( 08.08.05, 11:51
                                Biedna psinka.Najgorsze jest patrzeć w oczy takiego biednego zwierzaczka i nie
                                móc nic zrobić.
                                • w5w7 A to moja Aferka 08.08.05, 17:13
                                  Zdjecie malutkie, bo i Aferka taka była. To zdjęcie wklejam na próbe, nie wiem
                                  czy mi sie uda.Jak nie, to powtórzęsmile

                                  img102.imageshack.us/my.php?image=aferka8cy.jpg
                                  • w5w7 Re: A to moja Aferka 08.08.05, 17:14
                                    smile))))))))))) udało się.
                                    • wiktoria53 Wandeczko....... 08.08.05, 17:18
                                      zdjęcie bardzo udane, no a Aferka cudowna smile
                                      • takanietaka Re: Wandeczko....... 08.08.05, 18:10
                                        Aferka -śliczne ślicznosci!!
                                        <<nigdy nic nie wiadomosmile)>>
                                        • fanka8 Re: och, te nasze zwierzaczki... 08.08.05, 21:12
                                          śliczne są, i koty i psinki. Tylko tak przykro, że żyją dużo krócej niż my..
                                          Nie wyobrażam sobie, że kiedys zabraknie naszej suni. A niestety boksery nie są
                                          długowieczne. Kazde rozstanie ze zwierzątkiem, to jednak jak rozstanie z
                                          członkiem rodziny. Z powaodu strasznej ciasnoty mieliśmy wczesniej myszki,
                                          szczura - a to sa stworzonka kilkuletnie. Ile było smutku i płaczu w rodzinie!
                                          A o naszej psinie, że moze jej zabraknąć?? to wolę nie myślec...
                                          • yoanna Re: och, te nasze zwierzaczki... 08.08.05, 21:16
                                            Śliczny Aferkowy pysiuwink
                                            • gwiazda37 Re: och, te nasze zwierzaczki... 08.08.05, 21:26
                                              Ojejku, jaka słodka mordka, jak u mojego Groszka...........
                                              • maladanka Re: och, te nasze zwierzaczki...do Reni 09.08.05, 08:09
                                                Reginko, a gdzie Twój piesek i kotek? czekam niecierpliwie!
                                              • maladanka Re: och, te nasze zwierzaczki... 09.08.05, 08:11
                                                Aferka - ale ciekawe imię! Skąd się wzięło? A więcej fotek Aferki będzie?
                                                Czuję,że niedługo załozymy własne "folderki" zwierzaczkowe.
                                                • natla Re: och, te nasze zwierzaczki... 09.08.05, 09:31
                                                  Przesłodka ta Twoja Aferasmile, aż żałuje, ze nie mogę mieć kota.
                                                • w5w7 Re: och, te nasze zwierzaczki... 09.08.05, 22:24
                                                  Aferka to psotnica. A z imieniem i kociczka było tak.Córka chciala bardzo psa
                                                  albo kota.Wie, ze lubie zwierzatka, ale jakos nie chciało mi sie z psem z rana
                                                  gonic, wiadomo, obietnice wychodzenia z psem przechodza dzieciom szybko.A że
                                                  nie bardzo i na kota chcialam sie zgodzic, bo to psotniki, to wymyslily z
                                                  przyjaciółka, że dostanie kotka na urodziny. Akurat w sasiedztwie przyjaciółki
                                                  urodziły sie kocieta i były do wzięcia. No i zrobily mi psikusa. Córka
                                                  powiedziała...ale będzie afera!!! No,a ze kocham koteczki, to przeciez został,
                                                  poza tym....hmmmm..przeciez to prezentsmile) I stad to imie. Ale pasuje jak ulał.
                                                  Wciaż mam jakąś "afere" w domu.To psotnica jakich mało. Ostatnio uwielbia
                                                  wprost spinac sie po firankach i hustac. No i nie daj Boze jakaś muszka albo
                                                  inne stworzono. Lata wręcz po suficie za nimismile
                                                  A zdjęcia? No mam jeszcze kilka tylko, nie mam w tej chwili cyfrówki, a tych z
                                                  tel. komórkowego jeszcze nie sprawdzalam. Wciąz nie mam czasu, zeby sie douczyc
                                                  jak to wsadzic do kompa. Wiem..jakies kabelki i jakis programik. Musze to
                                                  rozpracować.
                                                  • w5w7 Re: och, te nasze zwierzaczki... 09.08.05, 22:49
                                                    A to Aferka jak jest grzecznasmile))Wiadmo..jak spi w swoich ulubionych miejscach.
                                                    Prócz moich kolanek jak siedze przy kompie oczywisciesmile)

                                                    img154.imageshack.us/my.php?image=zdjecie0393nt.jpg
                                                    img191.imageshack.us/my.php?image=zdjecie0384ua.jpg
                                                    img191.imageshack.us/my.php?image=zdjecie0444nf.jpg
                                                    "Zycie to nie tasma magnetofonowa. Nie mozna go cofnac, ani nagrac od nowa”.
                                                  • danurn Re: och, te nasze zwierzaczki... 09.08.05, 23:12
                                                    to zdjęcie na komputerze bardzo słodkie
                                                  • maladanka Re: och, te nasze zwierzaczki... 10.08.05, 09:34
                                                    Afera na tapete! Cuuuuuuudooooo! I jak zdrowo! Całe promieniowanie bierze na
                                                    siebie.Aż mnie skręca gdy sobie wyobrażam,że i u mnie by taki łepek wystawał .A
                                                    co do Danurn - masz wesolutko - tylko,żeby kicia sie za bardzo nie
                                                    zestresowała.Wyobrażam sobie jak całe zwierzątkowe towarzystwo wokół Ciebie
                                                    szaleje!Może mąż zrobiłby Ci zdjęcie z całym zwierzyńcem?
                                • natla Re: Nero nie żyje.........:( 09.08.05, 09:35
                                  Nero juz pochowany........obok swojej matki w pięknym, dużym ogrodzie, 200 km
                                  od domu w którym żył i w miejscu w którym bardzo lubił przebywać. Właściciele
                                  mają zamiar tam założyć skalniak.
                                  • yoanna Re: Nero nie żyje.........:( 09.08.05, 09:40
                                    smuteczkisad
                                    • tofika Re: Nero nie żyje.........:( 09.08.05, 09:46
                                      Szkoda ,piesunia .. daleko pochowany,ja mam bliziutko ,
                                      wiec czesto moja psinke odwiedzam.
                                      Natlus ale zerkam na Nera ,jak pieknie patrzy na "puszki"...
                                      • natla Re: Nero nie żyje.........:( 09.08.05, 09:50
                                        To był bardzo towarzyski pies, taki "do bitki i do wypitki" smile
                                        A żebyście widzieli jak wynosił kosz ze śmieciami, albo nosił zakupy (ile razy
                                        on mi je przyniósł do domu......), albo jak wchodził do lecznicy z różą
                                        w zębach dla pani dr......
                                        • danurn Re: Nero nie żyje.........:( 09.08.05, 23:08
                                          Ja od wczoraj mam w domu trzy psy i mojego kota. Dwa psy to buldożki
                                          francuskie, Tekla i Gacek, to psy mojego syna, który w niedzielę, tuż po weselu
                                          pojechali wraz z żoną na wczasy, na Kretę. Moja kotka panicznie boi się
                                          niedomowych psów i trzeba ją wnosić i wynosić na rękach do ogrodu. Śpi też w
                                          osobnym pokoju. Misek do picia stoi w domu cztery i jedna na tarasie; na dole,
                                          w salonie,w bibliotece / bo tam je mój pies/, w " sypialni" kota i w naszej
                                          sypialni, gdzie śpi reszta towarzystwa. Czyli mam weseło i tak do 21.
                                          sierpnia. A trzy lata temu miałam podobną sytuację"zwierzęcą", tylko jeszcze
                                          teściową niedołężną do obsługi i starszego syna z synową.
                                          • tesunia Re: zwierzyniec w domu.........:( 10.08.05, 10:15
                                            danurn
                                            ale masz fajnie?? ale czy napewno?,
                                            takie sytuacje sa stresujace zawsze,
                                            niemniej wesolo chyba z zwierzaczkami....
                                            weselisko chyba udane bylo co??
                                            napracowalas sie co niemiara pewnie?

                                            kiedys pilnowalismy dobermanke sasiadow,
                                            skubaniutka zarekwirowala caly domek dla siebie,
                                            nawet i nasza sypilanie,
                                            na dzien odprowadzalam ja do jej kojca przy jej domu,
                                            na noc byla z nami i na czas posilkow,
                                            dokuczala naszemu psiunkowi,a on dzentelmen,nic nie "mowil",ustepowal gosciowi
                                            miejscasad
                                            • danurn Re: zwierzyniec w domu.........:( 11.08.05, 00:22
                                              W sprawie zdjęcia jutro zobaczę co się da zrobić. W sprawie wesela to się nie
                                              napracowałam, a nastresowałam. Mianowałam sama siebie kierownikiem wesela i
                                              całą część organizacyjną wzięłam na siebie/ 6 godzin w maju na telefonie np./,
                                              gdyż początkowo myśleliśmy,że wszystko sami będziemy finansować. Nie chcę
                                              innych zanudzać, więc jeśli jesteś ciekawa szczegółów i fotek do prześlę na
                                              twój adres. Daj znać. W sprawie zwierzaczków to suczka jest chora na tarczycę i
                                              do końca życia będzie brać lekarstwa. Buldożki mają bardzo groźny wygląd a są
                                              bardzo łagodne ale i bardzo silne. Dobrze,że mam blisko las/60 m/ więc chodzę z
                                              nimi kilka razy dziennie do lasy na siusianie i kupkanie. Dzisiaj już syn
                                              przysłał mam mms ze zdjęciem z Krety, ale fajnie. Dokąd ta technika nas jeszcze
                                              doprowadzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka