natla
02.12.05, 13:48
Starość.
Ta najgłębsza, ta przed odejściem.......nie udała się Panu Bogu (banał, ale
prawdziwy)
Ta potworna niemożność, to uzależnienie od rodziny lub osób obcych, te
wyrzuty sumienia, że jest się ciężarem. Tony lekarstw, niechęć do jedzenia,
smutek, czasem otępiałosć......a nade wszystko samotnosć, samotnosć nawet
w tłumie kochajacych.
Ten żal za życiem i lęk przed nieuniknionym. Ten lęk przed szpitalem
i bezosobowoscią. Ten zdrowy ciągle umysł i niemoc fizyczna, słabnace zmysły
z dnia na dzień w tempie rokordu świata.....tyle jeszcze możnaby zrobić, tyle
pomysłów nierealnych już.....jak żyć, żeby nie obarczać innych sobą.....no
cóż, rezygnować z ostatnich zachcianek, próśb, tak, żeby tylko być jak
najmniej kłopotliwym.....szkoda, bo może jakaś przyjemność umyka, może
ostatnia.....wspomnienia, jedyna rozrywka....... sen, sen daje ulgę, dużo
snu....
Jak się na to przygotować?