1970 grudzień

16.12.05, 06:56
w celu przypomnienia
Kalendarium wydarzeń grudniowych 1970 r.
------------------------------------------------------------------------------
--

12 grudnia 1970 r. władze ogłosiły podwyżki cen żywności. Doprowadziło to do
wybuchu robotniczych protestów w wielu miastach w Polsce. Wydarzenia objęły
Gdańsk, Gdynię, Szczecin, Elbląg, Słupsk i kilka innych miejscowości. Do
stłumienia grudniowej rewolty robotników władze użyły około 5 tys.
milicjantów, około 27 tys. żołnierzy (550 czołgów, transporterów
opancerzonych, około 100 samolotów i śmigłowców). Według oficjalnych
komunikatów życie straciło:w Elblągu 1 osoba, w Gdańsku 9, w Szczecinie 16, w
Gdyni 18. Rannych zostało 1164 osoby.

-12 grudnia (sobota) - wieczorem w telewizji wystąpił Władysław Gomułka
i poinformował społeczeństwo o podwyżkach cen detalicznych mięsa i przetworów
mięsnych oraz innych artykułów spożywczych.
-13 grudnia (niedziela) - komunikaty o podwyżkach cen podała prasa.
-14 grudnia (poniedziałek) - pracownicy Stoczni Gdańskiej im. Lenina nie
podjęli pracy. Przed południem wielotysięczny tłum wyszedł ze stoczni i
skierował się pod Komitet Wojewódzki PZPR. Po południu doszło do pierwszych
starć ulicznych. Są pierwsze ofiary śmiertelne.
-15 grudnia (wtorek) - strajk ogarnął przedsiębiorstwa w Gdańsku, Stocznię
Komuny Paryskiej w Gdyni. Zaczął się strajk w elbląskim Zamechu. Rano ze
Stoczni Gdańskiej pod Komitet Wojewódzki rusza pochód robotników. Ze strony
sił porządkowych padają strzały. Są ofiary śmiertelne. Robotnicy proklamowali
strajk okupacyjny. Wojsko i milicja zablokowały stocznie i porty. W nocy
aresztowano komitet strajkowy w Gdyni.
-16 grudnia (środa) - strajk rozszerza się na kolejne zakłady pracy. Stocznię
Gdańską otoczyło wojsko.
-17 grudnia (czwartek) - do udających się rano do pracy robotników stoczni
gdyńskiej zaczęło strzelać wojsko. Są zabici i ranni. Na ulicach Słupska i
Elbląga trwają demonstracje. W Szczecinie strajk rozpoczęli stoczniowcy.
Wojsko i milicja tłumi stopniowo strajki i demonstracje.
-18 grudnia (piątek) - starcia uliczne w Elblągu. Szczecińskie stocznie
otoczyło wojsko. Krótkotrwałe strajki organizowano w Białymstoku, Nysie,
Oświęcimiu, Warszawie i Wrocławiu.
-19 grudnia (sobota) - trwają jeszcze strajki w Szczecinie. Rozpoczynają się
zmiany we władzach.
-20 grudnia (niedziela) - pierwszym sekretarzem KC PZPR zostaje Edward
Gierek.
-22 grudnia (wtorek) - strajk kończy się w stoczni w Szczecinie.




ulubione mapa servisu
    • regine Re: 1970 grudzień 16.12.05, 12:55
      fakty.interia.pl/kraj/news?inf=696666
      Ofiar Grudnia'70 było więcej.

      Proces w sprawie masakry robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 / RMF
      Po masakrze robotników Wybrzeża w Grudniu 1970 r. Służba Bezpieczeństwa robiła
      wszystko, by ukryć liczbę ofiar. I udało się: wciąż nie wiadomo, ile osób
      zginęło - i to po obu stronach.
      Akt oskarżenia w procesie Grudnia mówi o 41 zabitych. "Mam przekonanie, że
      ofiar było więcej" - mówi prokurator Bogdan Szegda oskarżający Wojciecha
      Jaruzelskiego i 11 innych osób. "Muszę się jednak opierać na tych dokumentach,
      które na początku lat 90. przekazały prokuraturze MSW, MON, szpitale, stocznie
      itd. Tkwi we mnie wątpliwość, czy przekazały wszystko".
      "Nie przekazały. Wojsko i milicja przez lata tuszowały prawdę o zamordowanych" -
      mówi "Gazecie Wyborczej" Wiesława Kwiatkowska, gdyńska dziennikarka, autorka
      dwóch książek o Grudniu 1970. "Znam kilkanaście nazwisk ofiar Grudnia, które
      nie trafiły na oficjalną listę".
      Kwiatkowska podaje przykłady: "Marian Helle postrzelony nieopodal gdańskiego
      dworca PKP. Wielu świadków widziało, jak umierał od kul, ale w akcie zgonu
      napisano, że przyczyną śmierci był atak serca. Zmarły nie figuruje na
      oficjalnej liście ofiar. Inny przykład: Czesław Krzanecki z Trzebini, z
      gdyńskiej stoczni, zginął w czasie zamieszek; milicja poinformowała rodzinę, że
      utopił się w Motławie".
      "Znalazłam świadka, pracownika gdańskiego Unimoru, który miał radiostację i
      podsłuchał rozmowę oficerów MO" - opowiada Kwiatkowska. "Mieli mówić między
      sobą, że w samej Gdyni zginęło 326 osób".
      "Doniesienia o setkach ofiar na szczęście można włożyć między bajki" - uważa
      profesor Jerzy Eisler, autor książki "Grudzień '70. Geneza, przebieg,
      konsekwencje". "Natomiast prawdopodobne jest to, że ofiar było kilka czy
      kilkanaście razy więcej, niż się podaje. Po 35 latach bardzo trudno jest
      ustalić tożsamość tych ludzi".
      Mit o setkach ofiar według profesora obalają nawet ekshumacje, które odbywały
      się w ciągu ostatnich 15 lat w miejscach, gdzie rzekomo miały być zbiorowe
      mogiły pomordowanych. "W żadnym nie natrafiono na ludzkie szczątki" - podkreśla
      profesor. "A przecież ekshumacji dokonywali ludzie, którzy dążyli do ujawnienia
      prawdy".

      Winni śmierci robotników wciąż nie zostali ukarani.
      • regine Re: 1970 grudzień 16.12.05, 13:12
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3070132.html
        Uchwały ws. Grudnia '70 podzieliły Sejm
        Uchwały w sprawie upamiętnienia wydarzeń Grudnia '70 i stanu wojennego
        podzieliły posłów. Przeciwko ich projektom zaaprobowanym przez pięć klubów
        zaprotestowało SLD
        - PiS redaguje historię Polski i wydaje instrukcje dla wymiaru sprawiedliwości,
        mnoży podziały wśród Polaków, zamiast je zasypywać - mówił wczoraj w Sejmie
        przewodniczący klubu SLD Jerzy Szmajdziński. Jego zdaniem "są przecież różne
        oceny stanu wojennego czy zasadności jego wprowadzenia i Sejm musi to
        uwzględniać".

        Artykuł jest dość długi (2 strony), więc skopiowałam tylko część z nich.
        Niewiele pamiętam z tych lat, byłam młodziutką zakochaną dziewczyną.
        Wiadomości jakieś tam docierały, ale były skąpe, i nie za bardzo interesował
        mnie ten temat, bo wiadomości tak się różniły jedne od drugich, że wychodziła
        jakaś taka "dziwna mieszanka".Więc niewiel pamiętam z tych lat ,a mieszkałam
        też daleko. U nas była cisza i spokój. Ci co widzieli, czego doświadczyli, będą
        o 1970 roku, pamiętalli zawsze.


        • regine Re: 1970 grudzień - Kontynuacja tematu 20.12.05, 14:09
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3075252.html
          Grudzień '70: przełom w procesie?
          - Gen. Korczyński powiedział, że ustalono, że w wypadku wyjścia robotników ze
          stoczni padnie rozkaz zatrzymania się. Że jeśli to nie poskutkuje, zostanie
          wydany rozkaz strzelania - w górę, potem pod nogi, jeśli nie będzie rezultatu,
          trzeci strzał na wprost. Kociołek wysłuchał i powiedział tak jak w
          wojsku: "Proszę wykonać" - zeznawał wczoraj przed sądem b. dyrektor Stoczni
          Gdańskiej Klemens Gniech.
          Gniech to nowy świadek w toczącym się od czterech lat przed warszawskim sądem
          procesie Wojciecha Jaruzelskiego, Stanisława Kociołka (był w 1970 r.
          wicepremierem) i dowódców wojskowych oskarżonych o sprawstwo kierownicze w
          sprawie masakry w Grudniu '70. Wtedy wojsko użyło broni przeciwko demonstrantom
          i stoczniowcom protestującym przeciw drastycznym podwyżkom cen żywności na
          ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga. Zginęły 44 osoby - tyle wymienia
          akt oskarżenia, dziś coraz częściej mówi się, że ofiar było więcej.
          Niemal dokładnie w 35. rocznicę tamtych zdarzeń przed sądem stanął świadek
          historii. Tej tragicznej z 1970 r. i tej radosnej z 1980 r. 72-letni dziś
          Gniech w 1970 r. był bowiem kierownikiem wydziału stoczni i członkiem komitetu
          strajkowego. A potem w latach 1976-81 dyrektorem generalnym Stoczni im. Lenina.
          Po wybuchu stanu wojennego do stoczni nie pozwolono mu wrócić. Wyjechał za
          granicę.
          W lipcu tego roku Gniecha odnaleźli w Niemczech gdańscy dziennikarze "Gazety
          Wyborczej". Pytali o Sierpień '80. Ale Gniech wrócił też do Grudnia '70 i
          opisał rozmowę wiceministra obrony gen. Grzegorza Korczyńskiego ze Stanisławem
          Kociołkiem, której był przypadkowym świadkiem. Generał meldował Kociołkowi o
          planach użycia broni. Ten miał wyrazić zgodę. Gniech zapewnił "Gazetę", że
          złoży zeznania przed sądem. I wczoraj złożył.
          Gniech: To było w budynku SB
          Z jego relacji wynika, że w 1970 r. jego zadaniem było zebranie i zredagowanie
          postulatów stoczniowców. - Były olbrzymie trudności z dotarciem z postulatami
          do kogokolwiek z władz - zeznawał Gniech. W końcu pojawiła się szansa. Ówczesny
          dyrektor stoczni 15 grudnia wieczorem, już po spaleniu komitetu wojewódzkiego,
          wysłał Gniecha do "sztabu kryzysowego" do budynku SB, gdzie rozmawiał z
          pułkownikiem.
          - Było już po 20, może 21 - relacjonował Gniech. Rozmowa trwała ok. pół
          godziny. Przerwał ją rwetes. Do przylegającego dużego pokoju wpadł ktoś ważny.
          Pułkownik i Gniech wyszli. - Stanąłem z boku, wszedł wicepremier Kociołek,
          zaczęto mu referować sytuację. To, co pamiętam, tkwi we mnie do tej pory. To
          meldunek, który gen. Korczyński złożył wicepremierowi o pewnych ustaleniach,
          które według mnie przyszły z centrali. Informował, jaki będzie tok
          postępowawania, gdy stoczniowcy na drugi dzień zechcą wyjść na miasto.
          Każde zdanie Klemensa Gniecha sąd przerywał pytaniami. Każde słowo osobno
          dyktował do protokołu.
          - Generał powiedział, że ustalono (nie mówił, kto i gdzie), że w wypadku
          wyjścia robotników ze stoczni zostanie ustawiona zapora z wojska i milicji. Że
          padnie rozkaz zatrzymania się. Że jeśli to nie poskutkuje, zostanie wydany
          rozkaz strzelania. Komenda strzelać: pierwszy strzał w górę, drugi strzał pod
          nogi, jeśli nie będzie rezultatu, trzeci strzał na wprost. Kociołek wysłuchał
          jego relacji, pamiętam do dzisiaj, powiedział tak jak w wojsku: "Proszę
          wykonać" - zeznawał Gniech.
          To samo, tyle że w skrócie, Gniech mówił w lipcu dziennikarzom "Gazety".
          - Usłyszałem wszystko, czego spodziewałem się usłyszeć. To cenny i interesujący
          świadek - komentował na koniec dnia prok. Bogdan Szegda. - Mówi o
          funkcjonowaniu sztabu lokalnego i decyzjach, jakie tam zapadały, a dowodów na
          to wcześniej nie mieliśmy. Te zeznania trzeba będzie na pewno weryfikować -
          zastrzega prokurator.
          Pierwsza weryfikacja odbyła się już wczoraj. Sąd, oskarżenie, obrońcy
          przesłuchiwali Klemensa Gniecha blisko sześć godzin. Interesowało ich głównie
          to, dlaczego nie ostrzegł stoczniowców, a o rozmowie zeznaje dopiero po 35
          latach.
          Gniech mówił, że wtedy był w szoku. Przerażony wybiegł z budynku SB i ok. 23
          dotarł na piechotę do stoczni. Spotkał Lecha Wałęsę. Zamienili kilka słów.
          Poszedł spać. Od rana ostrzegał stoczniowców, że będą strzelać. Próbował
          wpłynąć na ludzi, żeby nie wychodzili na ulicę. Było za późno. Zanim dotarł do
          czoła pochodu, strzały już padły.
          O rozmowie Korczyńskiego z Kociołkiem nie mówił nigdy. - Bałem się represji -
          tłumaczył, dlaczego milczał w latach 70. Potem był Sierpień, potem wyjazd za
          granicę.
          O procesie słyszał, gdy akt oskarżenia był jeszcze w sądzie w Gdańsku. -
          Myślałem, że ta sprawa jest zakończona. Nie sądziłem, że moje wspomnienia
          znajdą swój finał w sądzie - tłumaczył świadek Gniech.
          Kociołek: W budynku SB nie byłem nigdy
          Stanisław Kociołek zeznania przyjął spokojnie, parę razy coś zapisał w
          zeszycie. To on zakończył serię pytań.
          Po czym oświadczył: - W budynku SB w Gdańsku nie byłem nigdy, ani jako I
          sekretarz KW PZPR, ani podczas wydarzeń Grudnia '70. 15 grudnia 1970 r. o godz.
          18.30 wyjechałem samochodem z kierowcą i ochroniarzem do Chwaszczyna koło
          Gdyni, do studia lokalnej rozgłośni RTV. Parę minut po godz. 20 na żywo
          wystąpiłem w telewizji. Do Gdańska wróciłem ok. 22.30 na rozpoczęte już
          zebranie egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego. Nie uczestniczyłem i nie mogłem
          uczestniczyć w żadnej naradzie, na której któryś z generałów miał mi składać
          meldunek. Polecenia ani gen. Korczyńskiemu, ani nikomu z wojska czy z MSW nie
          wydawałem.
          Kociołek zasugerował też, że słowa o tym, jak strzelać do robotników, padły w
          rozmowie Zenona Kliszki (ówczesnego członka Biura Politycznego KC PZPR)
          z "jednym z generałów".
          Alibi Kociołka nie przekreśla słów Gniecha. Z porównania godzin w ich relacjach
          widać, że Kociołek mógł spotkać się z Korczyńskim już po nagraniu, a przed
          egzekutywą.
          Czy Gniech był świadkiem tych zdarzeń? To wyjaśnić mają dalsze przesłuchania i
          konfrontacje. Sąd już uprzedził świadka, że to nie była jego ostatnia wizyta w
          sądzie. Na pewno planuje konfrontacje z Karolem Hajdugą z komitetu strajkowego
          i dyrektorem stoczni z tych lat Stanisławem Zaczkiem. Gen. Grzegorz Korczyński
          od 1970 r. nie żyje.
          • regine Re: 1970 grudzień - Kontynuacja tematu 20.12.05, 14:25
            serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3072129.html
            Grudzień '70: bunt czy prowokacja?

            Protestami robotników w 1970 r. sterowała SB i ludzie Moczara - twierdzi
            historyk Henryk Kula. - To spiskowa teoria - oponuje prof. Jerzy Eisler. - Czyż
            ludzie nie byli wtedy naprawdę sfrustrowani i niezadowoleni z podwyżki cen?
            Na wczorajszej konferencji IPN w Gdańsku dr Kula dowodził, że decyzje, które
            prowadziły do eskalacji konfliktu, podejmowali ludzie Moczara, a nie Gomułki.
            Wymienił m.in. rozkaz pacyfikacji Stoczni w Gdyni. Zdaniem Kuli 16 grudnia
            Moczar osobiście zażądał od Gomułki, aby ten udał się do szpitala, bo nie
            panuje nad sytuacją.
            Według Kuli Moczar, ówczesny sekretarz KC PZPR, któremu podlegało MSW, chciał
            usunąć Władysława Gomułkę z funkcji I sekretarza partii i zająć jego miejsce.
            - Przez kilka dni Moczar rozgrywał swoją grę, ale już 16 grudnia w Moskwie
            zdecydowano, że pierwszym sekretarzem zostanie Gierek - mówi Kula. - Moczar
            znalazł się na drugim planie. Odsunęli się od niego dotychczasowi poplecznicy:
            Kania, Jaruzelski, Cyrankiewicz. Badałem to przez 20 lat i co rusz odkrywałem
            nowe fakty, składałem to jak puzzle.
            Z tezą Kuli polemizował prezes IPN Leon Kieres: - Nie jestem zwolennikiem tej
            teorii, ale nie można jej wykluczyć. Z pewnością służby specjalne i ekipa
            Moczara rozgrywały w Grudniu jakąś grę, ale to nie oni byli siłą sprawczą. Nie
            zapominajmy, że to była masakra, lała się krew, toczyły się walki uliczne.
            Przyjęcie tej teorii odbiera godność uczestnikom i ofiarom tych wydarzeń.
            Do hipotezy Kuli skłania się Lech Wałęsa, który w Grudniu '70 stał na czele
            komitetu strajkowego w Stoczni Gdańskiej. - Tak mogło być, tylko to się
            komunistom wymknęło spod kontroli. To, co się działo 14 grudnia, to
            rzeczywiście mogło być sprowokowane. Kilku tam się popiło, zaczęli rabować
            sklepy, ale potem to już było na poważnie. Dowody na tę tezę są jednak słabe, a
            druga strona w ogóle nic nie chce mówić. Nigdy więc chyba całej prawdy nie
            poznamy.

            Pozostawiam te wszystkie skopiowane artykuły, bez komentarza.
            Bo jak sądzę nidy nie dowiemy się prawdy, lata uciekają, świadków ubywa...
            A może zależy komuś, by prawda nigdy nie została ujawniona......
            Przecież, to minęło już 35 lat......
            • kryzar Re: 1970 grudzień - Kontynuacja tematu 20.12.05, 14:36
              Byłam osobą młodą w czasie "wypadków grudniowych" , ale zawsze uważałam, że to
              był zamach stanu. Pochód był dosyć dobrze zorganizowany, a jeżeli chodzi o
              ilość rannych i zabitych to niestety w miarę upływu lat ich przybywa. Tak było
              z legionistami, ZBOWiD-owcami i tu też .
              Co do podwyżek to szokujące nie były, bo ok 13% , potem przeżyliśmy znacznie
              wiekszę i jakoś nikt nie protestował. Pewnie kiedyś wszystko lub prawie
              wszystko się wyjaśni, a może i nie.
Pełna wersja