sagittarius954
09.04.06, 13:08
Ponieważ, jakiś tam wątek ma wyskoczyć z łam i dostać sie do archiwum a ja mam
tu jeszcze coś do powiedzenia postanowiłem zrobić mały replay i dopisac
jeszcze małe co nie co:
Raz w maju
czułem się jak w raju
gdy swą młodą rękę
trzymałem na jej kolanie
jak myślisz co sie dalej stanie
Byłaś bliska tesuniu
forumowiczko miła
ale to było inaczej
więc zacznę po chwili
Dziewczę przybrało barwę
ognia co w lesie płonie
ręce jej jak gałęzie
chlastały me skronie
I krzyk podniosła wielki
pokazując migdałki
o sagitariusie ty nicponiu mierny
gdzie rękę położyłeś
Miast szeptać mi do ucha
słodycz miłości wszelką
chciałbyś mnie obłapiać
jak dzieweczkę wiejską
Taki oto wykład
mi luba zrobiła
gdy na chwilę zamilkła
oczy skromnie spuściła
Biegłem myślą w głab duszy
rymów do sytuacji szukając
nic znaleźć przecież nie mogłem
o kolanie myślałem
Śliczna - cicho zacząłem
tu słowik nad nami
tam dwie wiewiórki
pląsają pomiędzy drzewami
A tu spóźnione dwa małe
motylki myją w rosie skrzydełka
pragnąc się podzielić uczuciem nieznanym
sprawdzając swe odnóża
Nie odtrącaj dłoni
bo serce odtrącasz
i żałość w mej duszy
wybijasz nad śmiałość
Ciepła twego pragnę
ciepła serdecznego
uderzenia serca
jakże radosnego
I ust gorących słodkich
drżących z podniecenia
i zapewnień miłości
nim ona przeminie
To wszystko gdy powiedziałem
schyliłem się nisko
mlecza jej zerwałem
który rósł tak blisko
Phi - wydusiła z siebie
i wstała raptownie
gorzkie twoje uczucie
mój sagittariusie
I tyle ją widziałem
nieszczęsny na ławce
w parku gdzie kilkadziesiąt
par w alejkach siedziało
O swojej miłości
do partnera szeptało
a ich ręce przecież
w kajdankach nie były
Do dziś w głowę zachodzę
co też ona chciała
w parku na ławeczce
usłyszeć z ust moich
Bo przecież niechcący
gardło jej sprawdziłem
migdałki obejrzałem
kwiatem obrzuciłem
Siedziałem jeszcze
na ławeczce długo
skubiąc po niej mlecza
zawiązując wspomnienia
na powiastkę drugą.
Ciężko przecież pisać
o ławeczce w parku
która mchem już zarosła
bo nie widzi młodości
Kilka lat później
na tej samej ławeczce
spotkałem chcąc nie chcąc
następną dzieweczkę
Przysiadłem sobie obok
w oczy zaglądałem
miło się uśmiechałem
zanim rękę podałem
Włosy miała długie
rzęsami trzepotała
wargi kolorowe
natychmiast podała
Gdy wziąłem głęboki oddech
chcąc wyrzucić z siebie
zdziwienie bo przecież
rzecz to nie bywała
Dziewczę samo
tak chętne do rozmowy
ochoczo
przysunęło się
do mnie poczułem jej ciepło
Ona jednym paluszkiem
usta mi zamknęła
ręce jej błądziły tam
gdzie nie powinny
włosy delikatnie
z ucha odgarnęła
szeptem tajemniczym
swą powieść zaczęła
kochanie
ile dałbyś za mnie
tych marnych złociszy
ja ci wieczór umilę
zew pożądania wzbudzę
ty zas prosze nic nie rób
pław sie tylko
w ogrodzie rozkoszy
spojrzałem zdziwiony
w te oczy głęboko
szukając uczucia
lecz banknot tam sterczał
i znów majowy wieczór
zakpił sobie ze mnie
a gdym odmówił
następna dzieweczka ławeczkę opuściła