Dodaj do ulubionych

Moje ławeczkowe spotkania...

09.04.06, 13:08
Ponieważ, jakiś tam wątek ma wyskoczyć z łam i dostać sie do archiwum a ja mam
tu jeszcze coś do powiedzenia postanowiłem zrobić mały replay i dopisac
jeszcze małe co nie co:



Raz w maju
czułem się jak w raju
gdy swą młodą rękę
trzymałem na jej kolanie
jak myślisz co sie dalej stanie




Byłaś bliska tesuniu
forumowiczko miła
ale to było inaczej
więc zacznę po chwili


Dziewczę przybrało barwę
ognia co w lesie płonie
ręce jej jak gałęzie
chlastały me skronie



I krzyk podniosła wielki
pokazując migdałki
o sagitariusie ty nicponiu mierny
gdzie rękę położyłeś


Miast szeptać mi do ucha
słodycz miłości wszelką
chciałbyś mnie obłapiać
jak dzieweczkę wiejską





Taki oto wykład
mi luba zrobiła
gdy na chwilę zamilkła
oczy skromnie spuściła


Biegłem myślą w głab duszy
rymów do sytuacji szukając
nic znaleźć przecież nie mogłem
o kolanie myślałem


Śliczna - cicho zacząłem
tu słowik nad nami
tam dwie wiewiórki
pląsają pomiędzy drzewami


A tu spóźnione dwa małe
motylki myją w rosie skrzydełka
pragnąc się podzielić uczuciem nieznanym
sprawdzając swe odnóża


Nie odtrącaj dłoni
bo serce odtrącasz
i żałość w mej duszy
wybijasz nad śmiałość


Ciepła twego pragnę
ciepła serdecznego
uderzenia serca
jakże radosnego


I ust gorących słodkich
drżących z podniecenia
i zapewnień miłości
nim ona przeminie



To wszystko gdy powiedziałem
schyliłem się nisko
mlecza jej zerwałem
który rósł tak blisko


Phi - wydusiła z siebie
i wstała raptownie
gorzkie twoje uczucie
mój sagittariusie


I tyle ją widziałem
nieszczęsny na ławce
w parku gdzie kilkadziesiąt
par w alejkach siedziało


O swojej miłości
do partnera szeptało
a ich ręce przecież
w kajdankach nie były


Do dziś w głowę zachodzę
co też ona chciała
w parku na ławeczce
usłyszeć z ust moich


Bo przecież niechcący
gardło jej sprawdziłem
migdałki obejrzałem
kwiatem obrzuciłem


Siedziałem jeszcze
na ławeczce długo
skubiąc po niej mlecza
zawiązując wspomnienia
na powiastkę drugą.





Ciężko przecież pisać
o ławeczce w parku
która mchem już zarosła
bo nie widzi młodości


Kilka lat później
na tej samej ławeczce
spotkałem chcąc nie chcąc
następną dzieweczkę


Przysiadłem sobie obok
w oczy zaglądałem
miło się uśmiechałem
zanim rękę podałem


Włosy miała długie
rzęsami trzepotała
wargi kolorowe
natychmiast podała


Gdy wziąłem głęboki oddech
chcąc wyrzucić z siebie
zdziwienie bo przecież
rzecz to nie bywała


Dziewczę samo
tak chętne do rozmowy
ochoczo
przysunęło się
do mnie poczułem jej ciepło


Ona jednym paluszkiem
usta mi zamknęła
ręce jej błądziły tam
gdzie nie powinny


włosy delikatnie
z ucha odgarnęła
szeptem tajemniczym
swą powieść zaczęła


kochanie
ile dałbyś za mnie
tych marnych złociszy
ja ci wieczór umilę


zew pożądania wzbudzę
ty zas prosze nic nie rób
pław sie tylko
w ogrodzie rozkoszy

spojrzałem zdziwiony
w te oczy głęboko
szukając uczucia
lecz banknot tam sterczał


i znów majowy wieczór
zakpił sobie ze mnie
a gdym odmówił
następna dzieweczka ławeczkę opuściła



Obserwuj wątek
    • regine Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 18:15
      No i co tylko jeden wiersz w tym wątku ma być ?
      Tak nie możesz tego zostawić, Sagi...
      Myśl, dumaj i pisz dalej smile)
      • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 18:22
        Przecież możecie swoje ławeczkowe wspomnienia pisac nie koniecznie wierszem,
        regine ja na akord nie potrafię im szybciej tym gorzejsmile))))
        • regine Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 19:04
          Poczekam, nie pali się..
          Swoich nie pamiętam, może mmało ławek wtedy w parkach było...smile)
          Albo nie było wcale...
          • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 19:08
            regine ty tu nie czaruj ja ciebie nie zmuszam do wyznań , ale do spojrzenia na
            sprawę , jak nie było ławek?, za to były trawniki i to nie koszonesmile))))))))))
            • regine Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 19:14
              No było jezioro, księżyc, nieopodal park, trawa...Ale nie potrafię tak jak Ty ,
              ująć w tego w strofy wiersza...
              Ale trawniki już wtedy koszono, jakby co smile
              • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 19:19
                Renia Ty wyciągnij ten wątek gdzie sie plotkuje bo mnie juz nietykieta uwiera a
                tylko patrzeć jak natla na nas spadnie>>>>smile))))
                • tesunia Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 20:45
                  no,laweczka byla,
                  wlasnie parkowa,
                  rowniez maj....zapach bzow...
                  bukiecik konwali upajal zapacham...ech wspomnienia....

                  zawilce rowniez,ale to chyba wczesniej niz w maju,
                  o i pamietam chmare komarow,chcialy ciac gdzie popadlo.....

                  PS;..
                  sagi,
                  a moze tak zmienic park i laweczke ??
                  • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 20:46
                    Tesuniu to było to se ne wrati.smile
                    • tesunia Re: Moje ławeczkowe spotkania... 10.04.06, 09:24
                      sagi,
                      nie musi sie wracac,
                      pieknie jest przezyc na nowo.....
                      • natla Re: Moje ławeczkowe spotkania... 10.04.06, 09:33
                        Mała ławeczka w duzym parku
                        i ja i on.....i wstyd,
                        że podglądają nas ludzie
                        kiedy on całuje......
                  • vogino55 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 09.04.06, 22:42
                    Nie smuć się Wojciechu
                    precz twa smutna mina
                    na ławeczce siedzą Zbyszek i Regina
                    ooo,,, a tu Tesunia gra za przyzwoitkę(wink)))
                    lecz My odrzucamy skojarzenia brzydkie(smile))))
                    gdy pamięć ma sięga po tamte Maje
                    serducho bije mocniej
                    ,,,,,,,,,i bić nie przestaje

                    Pozdrawiam ławeczkowiczów
                    Wojciech
                    "Dla każdego świeci jakieś słońce" (gdzieś w necie wyczytane)
                    • tesunia Re: Moje ławeczkowe spotkania... 10.04.06, 09:34
                      juz niedlugo maj....
                      powroca silniejsze wspomnienia,
                      a moze nawet cos nowego??..nigdy nic niewiadomosmile)
                      bede musial do parku sie wybrac i upatrzyc laweczkesmile)
                      • regine Re: Moje ławeczkowe spotkania... 10.04.06, 10:11
                        No właśnie Tesuni, już niedługo maj...Wspomnienia są, ale najbardziej te
                        majowo - czerwcowe...Gdy śpiewają przecudnie słowiki smile))
                        • tesunia Re: Moje ławeczkowe spotkania... 10.04.06, 10:40
                          reginko,
                          i bedzie cudnie,zapach wiosny/cieplo slonca i trele-morele ptaszat,
                          a moze ktos sie nawet przysiadzie?smile)
                          nigdy nic niewiadomowink)
        • skrzydlate Re: Moje ławeczkowe spotkania... 11.04.06, 10:35
          Saggitarius toz to prawie Pan Tadeusz!!! smile
          • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 11.04.06, 15:23
            skrzydlate nie przesadzaj, lepiej swoje ławeczkowe spotkania opowiedzsmile)
            • charyzmatek Re: Moje ławeczkowe spotkania... 11.04.06, 20:27
              A ja preferuje dywan i kominek. Lawki? Krzaki? To jakos tak drogowo.
              • tesunia Re: Moje ławeczkowe spotkania... 11.04.06, 20:47
                no gdzies trzeba sie przeciez spotkac,
                by na dywanie przy kominku kontynuacje uskuteczniacsmile)
    • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 19.04.06, 20:53
      nie minął
      jeden roczek cały
      kiedy skowronki znowu przyleciały
      mącąc powietrze w parku


      zwabiony ich głosami
      spacerowałem alejkami
      spoglądając na ławeczki
      szukając dla serca dzieweczki


      lecz wokół pusto było
      tylko tulipany i żonkile
      kładąc się pod moje nogi
      miały umilać słodkie chwile



      i już wrócić miałem
      i już maj przekreślić chciałem
      kiedy moje oczy błędne
      zobaczyły ławeczkę


      na niej dziewczę siedziało
      nigdzie się nie rozglądało
      tylko na kolanach wiotkich
      książkę trzymało i ręką delikatną
      strony odwracało


      gdy głowę podniosła
      błękit oczu zobaczyłem
      i włosy rozwiane
      słodkich ust koral miły


      szybko zawróciłem
      po żonkile z klombu
      gdy ich pęk zerwałem
      mandacik dostałem


      tak bardzo błagałem
      tak bardzo szlochałem
      żałość udawałem
      że milicjant młody

      prawie uwierzył w moje
      szczere wywody
      urwał jeszcze jeden
      mandacik z blankietu


      pędziłem przez park
      obdarować kwiatem
      nieznana dzieweczkę
      i wyznaczyć spotkanie


      przy żelaznej bramie
      w słoneczne południe
      gdy wtedy w parku
      jest tak cudnie


      generał bez nogi
      z pomnika z wysoka
      oglądał moje zabiegi
      zezując tez na gołębie


      szablą je odganiał
      one cicho gruchały
      o nowej znajomości
      w parku na ławeczce




      • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...zakończenie 26.04.06, 12:03
        Trzydzieści lat minęło
        od tego spotkania
        i tej mojej dzieweczce
        wtedy na ławeczce


        miłość obiecałem
        wierność i to
        że jej do śmierci
        nie opuszczę nigdy


        lata upływaja
        serca sie zmieniają
        choć mówi że kocha
        w poduszkę mi szlocha


        zrzędzi ciągle miła
        czasu mi brakuje
        bo przysiadłem sobie
        przy was na ławeczce


        i pora już chyba
        opuścić ławeczkę
        chociażby po to
        by pocieszyć dzieweczkę

        ja niedługo przeciez
        chwyce swą laseczkę
        pójdę z nią szurając
        nogami w morzu liści


        Szerokimi alejkami
        przez ostatnia jesień
        choć wiosna promienieje
        i o radość zaczepia


        to do jesieni mi spieszno
        bo tam samotna taka
        ławeczka stoi cicho
        a na niej na pewno

        dzieweczka już czeka.
        • kesaira Re: Moje ławeczkowe spotkania...zakończenie 26.04.06, 21:53
          Szkoda, że to było zakończenie...
          ...ale pewnie znajdziesz inne preteksty by napisać jeszcze wiele opowieści.
          smile)
        • goskaa.l Mam nadzieję... 27.04.06, 06:48
          Mam nadzieję, że to było tylko zakończenie ławeczkowych spotkań, a nie
          pożegnanie z forum?
          Wielką stratę byśmy ponieśli <sad((
          • sagittarius954 Re: Mam nadzieję... 27.04.06, 12:04
            Ach Danusiu , czy to ładnie tak
            odchodzić i ukłonu nie wykonać
            jeszcze ze wszystkimi przecież
            nie spotkałem się i ręki swojej
            nie podałem.
            Kiedy wszystkie z Was opiszę
            i z panami baryłeczkę gdzieś
            na widnokręgu damy radę ją obrócić
            wtedy dyg ujrzycie skromny
            i zaniknę jak kropelka rosy
            spadająca z listka
            nawet ona póki promień słońca złoty
            nie osuszy dróżki mokrej
            trwa w pamięci i pożytek z niej
            też większy bo zasili swoja mocą
            wszystkie trawki i roślinki
            wokół miejsca jej stracenia
            Gdybym jednak miał nadzieję
            że to moje liche marne głaskanie literek
            pozostawi taki tyci ślad na listku
            pięćdziesięciolatków byłbym... nie już jestem
            szczęsliwy spotkawszy grupę ludzi
            których serca nie zastygły.

            • sagittarius954 Re:Bez nadziejny.. 27.04.06, 12:11
              No, pomylić Danutę z małgorzatą to tylko ja mogę .PRZEPRASZAM.
              • goskaa.l Nie aż tak beznadziejny 27.04.06, 14:38
                jesteś. Ja dopiero teraz doczytałam się za co mnie przepraszasz. Nie przejmuj
                się, pozostaję nadal Twoją fanką.
      • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 19.10.07, 11:26
        Gdybym to wiosną ciebie pożegnał
        Ruszyłbym w świat z innym spojrzeniem
        Kobiercem mleczy i sadów bielą
        Szedłbym po zdanie z twych ust wydobyte
        Na pożegnanie tych chwil namiętnych

        To jednak jesień barwna i cicha
        Przykryje wspomnień o tobie wiele
        Łzy razem z deszczem zmieszają się
        Choć w moim sercu dalej zostaniesz
        Wyrytym śladem nożykiem małym na ławce tej

        Szum listków w parku skulonych w żalu
        Szelestem swoim spod moich stóp
        Koić mi będzie szalone dni
        Słońce gorące znów w przyszłym roku
        Do tego parku zaprosi mnie

        Może cię spotkam wpatrzoną słodko
        W biel kartek białych trzymanych stron
        Gdzie inny pisarz snuje swą nić
        I mąci serce wrzeniem uczucia
        Nie , nie podnoś oczu znad książki tej

        Pomachaj prosze tak mi radośnie
        Ręką swą która w radosnych chwilach pieściła mnie
        A jesli jeszcze kartką pomachasz
        Na której będą strofy miłosne proszę uwierz mi
        Klęknę by znów tak jak przed laty całować
        Ślady twych małych stóp .

        • del.wa.57 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 19.10.07, 20:49
          Sagi,prawie zapomniałam o ławeczkowych spotkaniach,bardzo
          romantyczne,podoba mi się słowo,bedzie ciąg dalszy?
          Romantyczna duszyczka z Ciebie,pisz,pisz,pisz Sagi,świetnie to
          robisz.
          smile
        • tofika Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 04:27
          jesienne liscie barw zoltych i
          brunatnych
          nie pokryje uczuc,,,,,,,,
          nie zniweczy ..
          mojej mysli..ku tobie plynacej
          codziennych chmur
          nie zatuli
          bo ciebie juz nie ma............
          ani twoich wersow oczekiwanych
          zaslonila mi roza
          a kolce tej rozy maja tak bardzo ciernisty bol,,,
          nieoczekiwany, nie zapowiadany,, a jest!
          bol... przenikajacy tak gleboko,az ... nawskros
          tych ksiezycow..z fotografii
          tych lubieznych spotkan przez cebie bez uczstniczacych ...
          gdy obok jej ...kolejny...idzisz ty !skamlacy ,,, nie
          idziesz!!!!!!!!!!
          to nie byly zielone listki i byc nie mogly,
          to byly zawsze liscie szarobure bez uczuc,, takie tam sobie
          byly .... ot tak by byc...mamiace mezczyzne kokieteryjnie zapaswego
          na wszelki przypadek---
          nie wazne ze komus przyrzekles milosc przed oltarzem!!!!!jej ego to
          ona! tys jej sluzalcza daj czesc!
          by mamic,, by oszukiwac,,by meskie zaspokoic male czutki........
          bywaj. bywaj tam gdzie ciebie wzywaja,,,
          och i ach.. i innymi slowy.. badz! ale mnie wsrod tych kolorow
          NIE ZNAJDZISZ!
          • marinka52 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 07:06
            ukryc wsrod lisc jak jezyk..
            pobyc pod laweczka na krotko lub dluzej,,
            az ktos mnie sploszy by z laweczki zrezygnowac..
            tej?
            innej.. dalej?
            blizej wsrod parkowych drzew widzac
            blekitne niebo poki nie zasloni9choroba) na zawsze !slonca i
            promykow ..
            Slonca cudownego..
            bliekitu - chmur obloczkow plynacych
            szukajacych azylu ukrycia od burzowo- ojasniejacego
            blysku burzy
            naglej niespodziewanej
            kocham cisze..
            po burzy..
            tecze,,na ktorej tysice razy chcialaby oprzec,,
            lecz wysoko mi do jej kolorow...

            ""NIEDOWIARKOM RECZE< ZE jednak MOZNA__
            oprzec sie o tecze"
            ---mysl
            • tofika Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 14:55
              i ptak, i sloniki,tez daza do spotkan... smile
              tiny.pl/1sl6
        • del.wa.57 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 20:18
          Może byłeś dzisiaj w parku i odwiedziłeś''swoją ławeczkę''??
          smile
          • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 21:03
            Dla ciebie Del.wo wszystko zrobie
            nawet w ogień wskoczę piekielny
            By stamtąd wydobyć kilka wersów słodkich
            O szuraniu nogami , i serca porywach
            Bo erotyków tutaj puszczać hcyba nie wolno
            Lecz co w głowie świta capowi staremu
            Jak nie inne wdzięki u płci tak pięknej
            Ze pisać mogę od ranka do wieczoru późnego
            Ot taki ze mnie macho podrywacz z internetu
            To jak poderwałaś się aśćka z fotela swojego?
            • del.wa.57 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 21:54
              Oczywiście na równe nogi i.... mdłości mi panie przeszły jak Cię
              poczytałamsmile))
              Napisz Waść o damie,którą to na ławeczcie gładziłeś
              a ta zaczytana nie czuła Twych mocy!!!
              Czy ta dama z wosku czy tylko o niej sniłeś?
              a może spotkałes ją dzis ...o północy.
              wink)))))))
              • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 22:20
                to była biała dama ubrana no może nie tak bardzo
                Bo zza kusej sutanny pierś było widać piekną kształtną
                Unoszącą rytmicznie wszystkie tkliwe noce
                Które ze mna spędziła błądząć tuz po północy

                Cożem z nią nie wyczyniał a ona ze mną... bogini
                Od pocałunku słodkiego wargami zimnymi
                Po szepty tak namiętne i te jej jęki czułe
                Gdy zgłębiałem to na co pozwalała moja romantyczka

                A gdy szatkę zwiewną zdejmowała z siebie
                (No ten trupi zapaszek też niczego sobie )
                widziałem cudne kształtne biodra wokół których
                Moje mysli błądziły z nimi moje czyny

                Czy wyobrazasz sobie kobieto szczęśliwa
                czym mnie uwiodła ta tajemnicza istota
                Przezroczystością swoją pod nia nic nie było
                Nagość nabierała smaku wytrawnego wina

                Z lekka domieszką goryczy patrzyła na mnie zawsze
                Jakby pokazać chciała żem jej juz na wieki
                A ja tylko pragnałem dla męskiej podniety
                Tych kilka chwil wydobyć na tym łożu miękim

                cdnsmile
                • del.wa.57 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 23:34
                  Nie każ Waść czekać zbyt długo co dalej?
                  smile
                • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 20.10.07, 23:50
                  Pławiłem się w rozkoszy smakując postać ducha
                  Nie dbałem o swe zycie nawet gdyby była
                  Poczwarą co chętnie na istnienie me dybie
                  Pozwoliłbym jej skosztować mej duszy cząsteczkę

                  Bo tylko zmysły wciągały mnie w głębie
                  Niesamowitych wizji i doznań cielesnych
                  Do ust jej sięgałem chcąc smaku piasku zaznac
                  Lecz słodycz wiosny czułem i sił witalnych przypływ

                  Kazda noc zdawała sie chwilka co znika raptownie
                  I świt rozdzielał te ciała splecione
                  I tak tęskniłem okropnie za kazdą iskierką
                  Pnącą się po linie unoszonych pragnień .

                  Czy mozna tak pokochać postać ducha cielesną
                  I pragnąć jego szczęścia gdzies tam na dnie grobu
                  Przyzywać go przez godziny odległe od zmroku
                  I drżącymi wargami postać sławić piękną

                  Płakałem całe dni marne oczekująć litości
                  I gestu miłości ze strony tej zjawy
                  Lecz w swietle słońca nigdy jej nie dojrzałem
                  Dopiero mrok wydobywał piękność ciała kobiety

                  Srebrne barwy księżyca mieniły sie na szacie
                  Dotykały jej zwiewnie i na wskróś przechodziły
                  Opadając na biel pościeli kładły postać bladą
                  I znów mogłem przywitać ust zimnych powoje

                  cdn

                  • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 21.10.07, 00:22
                    Później szyi łabędźiej dotykałem ustami
                    Ręce we włosy szare wpleść próbować chciałem
                    Lecz zawsze jej napotkac miałem broniących mi dostępu
                    Spoglądałem w oczy i pieśń miłosną prawić powoli zaczynałem

                    Szept mój docierał do ucha kochanki
                    I wgłębiał się do duszy dająć postać drżenia
                    Ktore i mnie dosięgało bo byłem spragniony
                    I pić zaczynałem powoli równiutko

                    Przepraszam ale dalej juz nie mogę oczywiście kiedyś jakoś coś sie napisze smile)
                    • del.wa.57 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 21.10.07, 16:40
                      Dziękuje bardzo!
                      Waśc piszesz tak cudnie,
                      żem omdlenia bliska.

                      Choć chłonnie i chciwie
                      czytac bym pragneła i
                      przerwa Twa.. Waści choć smutkiem opiewa...
                      poczekam cierpliwie na pamiec powroty i
                      jak do pisania nabierzesz ochoty.
                      smile))))
                      • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 21.10.07, 17:49
                        Później szyi łabędźiej dotykałem ustami
                        Ręce we włosy szare wpleść próbować chciałem
                        Lecz zawsze jej napotkac miałem broniących mi dostępu
                        Spoglądałem w oczy i pieśń miłosną prawić powoli zaczynałem

                        Szept mój docierał do ucha kochanki
                        I wgłębiał się do duszy dająć postać drżenia
                        Ktore i mnie dosięgało bo byłem spragniony
                        I pić zaczynałem powoli równiutko

                        Mając piekność w ramionach widoku zapragnąłem
                        Jej pięknych piersi okrągłych i tam podążyłem
                        pojąc się widokiem przezroczystym całkiem
                        Ona zaś odgadła pragnienie me silne

                        Szatę swą zręcznym ruchem przez głowę ściągała
                        Mogłem wreszcie się cieszyć upojnym widokiem
                        Ból zawładnął mną całkiem całym mym jestestwem
                        Przeszywał i powracał i tęsknić zacząłem

                        Mając ja w ramionach jakbym sam tu leżał
                        Zadna pieszczota moja nie dała wytchnienia
                        Pożadliwie pragnąłem lecz skończyć nie chciałem
                        Cieszyłem dotyk , smak i wzrok i się nie napełniałem

                        Widząc to w moich oczach piękność moja blada
                        Ramiona rozrzuciła jak małe dziecko spiące
                        Na ustach zakwitł usmiech ból mój łagodziła
                        Zmysłowymi wargami twarz moją całowała

                        Całowałem jej czoło i policzki blade i usta
                        Setny raz juz i piersi okrągłe by wreszcie
                        Dotknąć okolicy brzucha i ten pępuszek drobny
                        który kiedyś pewnie matki przyjaciółka

                        Zawiązywała by dziecię na świat wielki sprowadzić
                        Naga dama moja podniosła sie nieznacznie
                        I z usmiechem błogim obsypywać zaczęła twarz mą pocałunkami
                        A ręce jej sliczne do siebie przygarnęły całego mnie

                        Byłem niczym dziecie małe
                        jej twarz ogarniłem wzrokiem i usta rozwierałem
                        aż bez tchu całkowicie w płucach zostawałem
                        karmiony miłośćią z jej ust delikatnych .

                        cdn.smile)


                        • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania...cd 23.10.07, 16:04
                          Zebrane do kupki , pierwszy raz poprawione , dodam tylko ,że tamto było pisane
                          na żywo Helenkosmile)

                          To była biała dama ubrana no może nie tak bardzo
                          Bo zza kusej sutanny, pierś było widać, piękną,
                          Unoszącą rytmicznie wszystkie tkliwe noce
                          Które tu ze mną spędziła, błądząc do mego pokoju

                          Co żem z nią nie wyczyniał, a ona ze mną... bogini
                          Od pocałunku słodkiego wargami zimnymi
                          Po szepty tak namiętne i te jej jęki czułe
                          Gdy zgłębiałem to, na co pozwalała, moja romantyczka

                          A gdy szatkę zwiewną zdejmowała z siebie
                          (No ten trupi zapaszek też niczego sobie )
                          Widziałem cudne, kształtne biodra ,wokół których
                          Moje myśli błądziły, z nimi moje czyny

                          Czy wyobrażasz sobie kobieto szczęśliwa
                          Czym mnie uwiodła ta tajemnicza istota
                          Przezroczystością swoją, pod nią nic nie było
                          Nagość zdawała się winem, kryształem bez skazy

                          Czemu żem miał nie pić z kielicha miłości
                          Tych kropel smakowitych, rozlewanych szczodrze
                          I pijany byłem ze szczęścia i z wina
                          Smak poznałem słodki miłości dziewiczej

                          Z lekką domieszką goryczy, patrzyła na mnie
                          Jakby pokazać chciała, żem jej już na wieki
                          A ja tylko pragnąłem dla męskiej podniety
                          Tych kilka chwil wydobyć, na tym łożu miękkim

                          Pławiłem się w rozkoszy smakując postać ducha
                          Nie dbałem o swe życie nawet, gdyby była
                          Poczwarą, co chętnie na istnienie me dybie
                          Pozwoliłbym jej skosztować mej duszy cząsteczkę

                          Bo tylko zmysły wciągały mnie w głębie
                          Niesamowitych wizji i doznań cielesnych
                          Do ust jej sięgałem, bojąc się smaku piasku zaznać
                          Lecz słodycz wiosny czułem i sił witalnych przypływ

                          Każda noc zdawała się chwilką co znika raptownie
                          A świt rozdzielał te ciała splecione
                          I tak cierpiałem okropnie za każdą iskierką
                          Pnącą się po linie unoszonych pragnień .

                          Czy można tak pokochać postać ducha cielesną
                          I pragnąć jego szczęścia, gdzieś tam na dnie grobu
                          Przyzywać go przez godziny odległe od zmroku
                          I drżącymi wargami postać sławić piękną

                          Płakałem całe dni marne oczekując litości
                          I gestu miłości ze strony tej zjawy
                          Lecz w świetle słońca nigdy jej nie dojrzałem
                          Dopiero mrok mi zwracał, co w dzień utraciłem

                          Srebrne barwy księżyca mieniły się na szacie
                          Dotykały jej, gładziły i na wskroś przechodziły
                          Opadając na biel pościeli, kładły postać bladą
                          I znów mogłem przywitać ust zimnych powoje




                          Później szyi łabędziej dotykałem wargami
                          Ręce we włosy złote, wpleść próbować chciałem
                          Lecz zawsze na jej ręce napotykać miałem
                          Broniących mi dostępu do włosów, w warkocz zaplecionych
                          Spoglądałem jej w oczy i pieśń miłosną prawić zaczynałem

                          Szept mój docierał do ucha kochanki
                          I wgłębiał się do duszy dając postać drżenia
                          Które i mnie dosięgało bo byłem spragniony
                          I pić zaczynałem powoli równiutko...

                          Mając piękność w ramionach, widoku zapragnąłem
                          Jej pięknych piersi nabrzmiałych i tam podążyłem
                          pojąc się widokiem przezroczystym całkiem
                          Ona zaś odgadywała pragnienie me silne

                          Szatę swą zręcznym ruchem przez głowę ściągała
                          Mogłem wreszcie się cieszyć upojnym widokiem
                          Ból zawładnął mną całkiem, całym mym jestestwem
                          Przeszywał i powracał i tęsknić zacząłem

                          Mając ją w ramionach jakbym sam tu leżał
                          Żadna pieszczota moja, nie dała wytchnienia
                          Pożadliwie pragnąłem lecz skończyć nie chciałem
                          Cieszyłem dotyk , smak i wzrok i się nie napełniałem

                          Widząc niepewność w mych oczach, piękność moja blada
                          Ramiona rozrzuciła jak małe dziecko śpiące
                          Pozwalając się pieścić, pocałunków czekała
                          Na jej ustach zakwitł uśmiech, ból mój łagodziła
                          Drżące wargi swymi mocno obejmowałem

                          Całowałem jej czoło i policzki blade i oczy
                          Setny raz już i piersi krągłe by wreszcie
                          Dotknąć okolicy brzucha i ten pępuszek drobny
                          który kiedyś pewnie, matki przyjaciółka

                          Zawiązywała, by dziecię na świat wielki przyprowadzić
                          Naga dama moja uniosła się nieznacznie
                          I z uśmiechem błogim, obsypywać zaczęła twarz mą
                          gorącymi jak żar rozpalony, pocałunkami tak delikatnymi

                          Że muśnięcia ust pełnych w ciszy mówiących czułością
                          Przenikały do duszy mojej i tam zostawały kładzione
                          Myślą omotaną zapachem jej włosów i czarów
                          Wydobywających się z miłości pożaru


                          Ręce jej silne do siebie przygarnęły, zamykając ramiona
                          Tulić mnie żądała, w oczach jej, prośbę mogłem już wyczytać
                          Bo usta nadal milczącymi były , by kochanek szczęśliwy
                          Był zanim przyjdzie ranek i zabierze nagość płonącą w tym mroku

                          Byłem niczym dziecię małe, jej twarz ogarniałem wzrokiem
                          I usta rozwierałem, aż bez tchu w uniesieniu
                          W płucach zostawałem, karmiony miłością z jej ust delikatnych
                          I czystego ciepła z serca płynącego i jedwabiu jej ciała .

                          Chwili wytchnienia nie było, może poza jedną gdy
                          Przykryłem ja sobą, nasz wzrok się spotkał a usta szeptały
                          Tak mi dobrze kochanie , niechaj tak na wieki
                          Radość ta zostanie, nie wypuszczę już ciebie z ramion mych

                          Proszę zabierz mnie ze sobą, bym w ciemności mógł tulić się
                          Do boku twojego i ciągle cię czuć słodką aż wieczność nadejdzie
                          I pozwoli żyć w jednym ciele .
                          Milczała miła , choć piersi jej falowały niczym fala łagodna

                          Dobijająca do brzegu i tu się kończyła, gdzieś jednak z następną
                          Łączyć się musiała bo znów powracała, rozbijając się o brzeg
                          Gdybym wtedy usłyszał trel ptaszka zwykłego, mógłbym przysiąc
                          Żem słyszał chór anielski z niebios, ćwiczący swe etiudy

                          A głos ich wspaniały niósł się daleko i łączył z naszymi
                          Oczy swoje ,znów rozwierałem, sycąc się jej widokiem
                          Głośno oddychała, wydając jęk rozkoszy ,jej ramiona i nogi
                          Opleść mnie musiały, czułem jej ręce wplecione w me włosy

                          I usta jej na swoich , a język delikatny głaskał tak mnie czule
                          Nozdrza łapały powietrze i nic nie było wokoło, tylko my
                          I ta drobina żaru rozpalona nagle z jakiegoś powodu
                          Nie wiedzieć dlaczego, po co i dla kogo, ta rozkosz wspaniała

                          Pewnie tak się czują żeglarze na morzu stając
                          Na burcie swojego okrętu
                          ,płynącego donikąd jednak
                          Znającego potrzeby żeglarza i duszy jego radość
                          Jak wiatr chwyta we włosy a twarz smagła wchłania

                          Te wszystkie podniosłe widoki, łączącego się nieba z
                          Niebieską kreską morza tam na horyzoncie , i kłębiaste chmury
                          Po niebie płynące, cicho, jednostajnie przez wiatr popychane
                          W kierunku szczęścia ,którego nigdy nie osiągną .

                          Tak ja w tym upojeniu starałem się osiągnąć, to czego nie mogłem
                          I za każdym razem gdy byłem w niej i czułem rytm miłości
                          Zdawało się że teraz wybuchnę jak wulkan i zakończę marnie
                          To malutkie dzieło zrodzone z miłośći .


                          Chyba pora odpocząć od trudów miłości
                          Niech ciało się posila tym co jest naprawdę
                          Pomarzyć tu przyjdziemy , kiedyś , kiedy księżyc
                          Cały się nam pokaże i zaprosi nas znowu do jaskini szczęścia .


                          cdn.smile)

                          • regine Re: Pięknie żeglujesz Żeglarzu.... 24.10.07, 07:40
                            Pięknie "żeglujesz Żeglarzu, morzami" wyobraźni...smile Tylko czy
                            to "Ławeczkowe spotkanie...", na ławczce zaczęte i na ławeczce
                            zakończone ?
                            Chyba przeniosły Was emocjie do innego lokum lub na trawę...
                            Cóż marzenia są nasze i za darmo...smile
                            Więc "żegluj" dalej, bo jak widzę ma nastąpić jeszcze cd....
                            • del.wa.57 Re: Pięknie żeglujesz Żeglarzu.... 24.10.07, 13:25
                              Bardzo ładnie Renia Ciebie nazwałasmile))
                              Dziękuje za ''złozenie''w całosć i bede czekać na dalsze spotkania z
                              Białą Damą.
                              smile)
    • tofika Re: Moje ławeczkowe spotkania... 21.04.06, 18:28
      Sagi,pisz jeszcze,
      przeciez w Warszawie nie brak Ci laweczek..
      Ty szczęsciarzu Vena Ci sluzy ..jaka ona Dobra ,ze czuwa,,A Ty nam wtedy
      opowiadasz....
      • goskaa.l Re: Moje ławeczkowe spotkania... 17.08.06, 14:07
        Na ławeczce pod bzu krzakiem
        por całował się z burakiem.
        Burak cmokał całkiem czule
        pora za to brak w ogóle.
        Tak go wygniótł burak twardy
        no bo nie był burak hardy.


        Szgi, kontynuuj Twoje spotkania!!!
        • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 18.08.06, 05:45
          Ba ... gdy park w remoncie
          ławki z boku na kupce lężą
          deptaki rozebrane
          ludzie po trawnikach łażą

          A jednak zobaczyłem
          pod klonem rozłożystym
          laseczka siedziała
          na czarno ubrana
          na ramieniu kosę trzymała

          Oko do mnie puszczała
          ta bestyjka miła
          figę jej pokazałem
          i obszedłem z daleka

          wróć tu za kilka lat
          kochanie
          krzyknąłem przez ramię
          sobie obiecałem
          że ten park ominę

          Szukam więc nowego
          bardziej gościnnego
          gdzie laseczki siedzą
          w kolorowych strojach

          Uśmiech na twarzy mają
          a gdy liściwe spadną
          szurając powolutku
          zbliżę do nich swą postać

          Przysiądę obok pani
          marzycielki może
          i z nią dalej
          następne strofy stworzę .
          • sagittarius954 Re: Moje ławeczkowe spotkania... 18.08.06, 05:49
            No ładnie już spóźniony jestem
            tyś gosiu mnie namówiła
            i teraz już wpadłem....smile)))
    • sagittarius954 Laweczka. 23.10.06, 20:24
      Wszystkiemu winna banitka51.


      Pamiętacie może ławeczki rozstawiane w parkach i skwerkach na początku lat
      siedemdziesiątych . Nie miały uroku , nieładne , często zdewastowane to jednak
      miały jedną zaletę . Siedziało się na nich dobrze .
      Tamtej wiosny odwiedzałem dosyć często kino „Moskwa „, pokazywane były wtedy
      dobre filmy zachodnie. Hollywood śmiał się do nas z ekranów a ja obiecałem sobie
      być chociaż raz dziennie na jednym filmie . Oczywiście po dwóch miesiącach
      codziennych wizyt w kinie, mój notes zapełniał się nowymi wpisami i z żalem
      stwierdziłem, iż obietnicy złożonej sobie nie dotrzymam . Szczupła wypłata nie
      pozwalała na więcej niż dwa-trzy filmy w tygodniu .Schemat po wyjściu z kina
      zawsze się powtarzał. Maszerowałem sobie raźnie do placu Unii Lubelskiej , gdzie
      u zbiegu Marszałkowskiej i Alei Szucha stała sobie ławeczka . Siadałem wygodnie
      i patrząc w kierunku Puławskiej, dumałem nad obejrzanym filmem .Samochody
      pędziły a światła tam usytuowane zatrzymywały je, jedne z piskiem opon drugie
      łagodnie podjeżdżały patrząc się swoimi reflektorami na złoczyńcę przerywającemu
      ich jazdę, słup ze światłami. Tamtego dnia wracałem obejrzawszy jakąś komedię ,
      wesoły i nawet nie za bardzo chciało mi się siadać na wygodnej ławce . Zaraz za
      ulicą Goworka mieścił się punkt zegarmistrza, zatrzymałem się i spoglądałem na
      stare zegary naprawiane tajemniczą ręka rzemieślnika . Jedna koperta dużej
      „cebuli”, była otworzona i w całej krasie prezentował się car Mikołaj z siwymi
      bokobrodami i długimi wąsiskami. Myślałem nad upływającym czasem, czy ja też
      znajdę się na zdjęciu w kolorze sophi a moi pra wnuczkowie patrzeć będą na mój
      wizerunek . Nie byłem tak potężny jak car Mikołaj, żeby moja podobizna zdobiła
      zegarki. Choć na jednym zdjęciu znajdę się na pewno.
      Odchodziłem zamyślony zostawiając z tyłu wystawę pracowni zegarmistrzowskiej.
      Dochodząc do przejścia dla pieszych, zobaczyłem , że moja ławeczka jest zajęta
      siedział na niej jakiś starszy mężczyzna a przy nim stał milicjant i trzymał w
      ręku coś, zapewne dowód osobisty owego mężczyzny .
      Obszedłem rondo i zbliżałem się do ławeczki , mężczyzna siedział lekko
      przechylony na lewa stronę . Ubrany był w marynarkę sztruksową i spodnie z tegoż
      materiału . Przerzedzone siwe włosy wskazywały na wiek w okolicy sześćdziesięciu
      lat . Oczy miał rozwarte , matowe , twarz zastygłą , pożółkłą jakby cała krew
      odpłynęła z niej. Z ust mężczyzny wyciekała lepka ślina ,jakby pić mu się
      strasznie chciało . Ręce wierzchnią stroną ułożone miał na udach i rozwarte,
      prosiły o ostatnią szklankę wody.
      Nie żył.
      Gdy dochodziłem do ławeczki usłyszałem własne kroki mimo jeżdżących samochodów .
      Milicjant obrócił się w moją stronę i nerwowo uderzał dowodem o drugą rękę .
      Widziałem stres na jego twarzy , nie wiedział co ma zrobić, choć już czekał
      pewnie na transport ciała do kostnicy . Patrzył na mnie a ja na niego, przez
      moment w jego oczach pojawił się strach a w moich zakłopotanie.
      Zatrzymałem się i obróciłem, kierując się w ulicę Szucha . Za sobą zostawiałem
      strach policjanta i śmierć, która rozłożyła się na ławeczce broniąc do niej
      dostępu. Los pokazywał mi , że śmierć też ma prawa do ławeczki , będąc pierwszą
      skorzystała z tego ochoczo.
      Przeszedłem może sto metrów i przede mną zobaczyłem, wtuloną dziewczynę w
      chłopaka, kierowali się w stronę Łaskawej Pani .
      - Popatrz , ktoś nam zajął ławeczkę – głośno mówiła dziewczyna .
      - No, jakiś pijak się na niej rozwalił – dodał chłopak – wiesz co ,chodźmy do
      Parku Łazienkowskiego , tam jest większy wybór ławeczek – dodał .
      Przeszli na drugą stronę ulicy i podążali w stronę parku.
      Obejrzałem się za siebie . Ciało osunęło się na ławeczkę a milicjant pomagał
      układać się do wiecznego snu starszemu mężczyźnie .
      Poszedłem dalej i zadawałem sobie pytanie:
      -Na tej ławce mieliśmy usiąść wszyscy . Czy gdybym dotarł pierwszy do niej,
      Łaskawa Pani wybrałaby mnie? A gdyby tam pierwsi usiedli młodzi miłujący się
      ludzie ? Jeszcze przez dłuższy czas nie mogłem otrząsnąć się z widoku, który
      zobaczyłem na ławeczce.



      To wszystko przez banitkę . Czyż to nie na jej hasło „ławeczka”, pamięć wybrała
      odległe obrazy tylko w jakimś bliżej nie określonym ładzie?.



      • tesunia Re: Laweczka. 23.10.06, 21:01
        no sagi,czytalo sie milo,choc fabula smutna,

        a czemu masz takie refleksje ,to tylko "przypadek laweczkowy".
      • natla Re: Laweczka. 23.10.06, 21:14
        Mam nadzieję, że zamieściłeś gdzie trzeba....zresztą sprawdzę. wink)
        Bardzo mi sie podoba.
        • tofika Re: Laweczka. 28.10.06, 18:31
          e.....tam..co tam? laweczka......czy to tylko laweczka decyduje?
    • sagittarius954 Re: Kamienny uczynek 17.12.07, 17:20
      Szedłem znów parkiem moim
      Gołe gałęzie bez liści
      Kołysały się cicho
      Poruszane zimnym grudniowym wiatrem
      Na trawnikach leżały
      Resztki zbutwiałego lata
      Poczerniałe od mrozu
      Tylko obrzeża liści jaśniały bielą kryształków
      Ostatni liść złoty
      Wbiegł na ścieżkę moją
      Pragnąc zawrócić mnie
      Z drogi i cofnąć do bram podwoi
      W powietrzu szum wiatru
      Tętnił klucząc pomiędzy drzewami
      I nagle usłyszałem głos
      Zanoszącego się z płaczu dziecięcia
      Kręciłem się bezwładnie
      Wypatrywałem wzrokiem łkania
      I wreszcie za żywopłotem
      Wysokim postać kobiety zobaczyłem .
      Uspokojony już szedłem wolno
      Wybierając drogę z ciekawości
      Młoda Rumunka nie odwróciła wzroku
      W moja stronę i dalej
      Liczyła drobne monety nucąc cichutko
      Dziecię czarnowłose nóżkami
      Wywijało gołymi broniąc się przed
      Szczypaniem mrozu
      Pane daj na dietko one głotne
      Odwróciłem głowę broniąc się przed
      Czarnymi oczami patrzącymi litościwie i
      Gestem żebraczym a wstyd mnie zapalił
      Tak wielki jakbym to ja wyciągnął rękę
      Złość we mnie zaczęła się wzbierać
      Na tą czułość matczyną i szybkim krokiem uciekłem
      Z tego miejsca
      Dopiero na ostatniej ławce opanowałem
      Swoją niechęć do tego ludu
      I myśli zbierałem niespiesznie
      Ze wstydem wracałem do młodej matki
      Chcąc pozostawić jej troszkę mojej czułości
      Zastałem puste miejsce
      Rozglądałem się chciwie lecz nikogo
      Nie dojrzałem .Przykucnąłem w tym miejscu ,
      Gdzie dzieciątko kwiliło
      Było mi wstyd za siebie
      Dlaczego tak nieroztropnie oceniłem
      Dlaczego moja chciwość przegrała
      Z dobrym uczynkiem
      I czy jeszcze zdarzy mi się taki
      Dzień z małym dzieckiem
      I będę mógł podarować mu cząstkę siebie
      Pod stopami zabłyszczała mi moneta
      Dziesięć groszy
      Podniosłem ją i zacisnąłem w pięści
      Na ziemi położyłem dziesięć złotych
      I przygniotłem je kamieniem
      Jakbym swój uczynek zamienił w granitowy
      Kamień .
      • natla Re: Kamienny uczynek 17.12.07, 18:00
        Baardzo mi się podoba określenie "resztki zbutwiałego lata"...
        • inka-1 Re: Kamienny uczynek przejmujace.. 17.12.07, 18:41
          piekne..
      • natla Re: Kamienny uczynek 17.12.07, 18:52
        Wiem, że każdy się domyśli, ale tak dla porządku wink
        "Dlaczego moja chciwość przegrała
        Z dobrym uczynkiem " ma być chyba "Dlaczego moja chciwość wygrała
        Z dobrym uczynkiem ".....żebyś nie myślał, że nie czytam smile
    • sagittarius954 Re: Cętkowane szczęśćie 30.08.08, 11:42
      Odwiedziła mnie perliczka
      Jakaż ona była śliczna i powabna
      Z wdziękiem swoje nóżki kładła
      Wyciągając szyję słodką
      Czerwonymi koralami mnie wabiła
      Oczka mrużąc dziobek śliczny wyściubiła
      Wreszcie pierś swą wypinając
      Zatrzymała się przede mną ta modnisia
      Oczekując, że rażony tym widokiem
      Garścią sypnę smakołyków tylko dla niej
      Lecz już za nią pan perlik się ukazał
      Zobaczywszy co się dzieje, już nóżkami
      Zgrabnie zaczął tak przebierać, że wyprzedził
      Połowicę swą drobiową i nastroszył swoje skrzydła
      Cętkowane ułożone piórko w piórko
      Podbiegł szybko strosząc skrzydła
      Nisko główkę swoją skłaniał
      Aż czerwone koraliki gubił wśród zielonej trawy
      Uśmiech wykwitł mi na twarzy
      Przecież dobrze zrozumiałem samca tego
      I sięgnąłem do woreczka skąd garść ziarna
      Wyciągnąłem niczym siewca zamach wziąłem
      I sypnąłem między trawy
      Pani perliczkowa miła, już skłaniała swoją szyjkę
      Tak uroczą, lecz jej luby stał napięty, nadąsany
      Łypał okiem złym, wreszcie poszedł, tuż za nią
      Skrzecząc głośno, wszem i wobec oznajmiając
      Że wśród drobiu tylko Ona
      Jest tą co zasługuje słusznie na obronę i ochronę
      Mało tego ,najpiękniejszą jest i basta
      A kto nie usłucha skrzeku, niech nie liczy
      Że pan perlik się zlituje
      Piór mu już nie będzie szkoda, koraliki swe pogubi
      Jednak czci swej lubej stale, przypilnuje
      No i bieży ciągle przy niej
      Lecz opodal młode stadko rośnie pilnie
      Panien perliczkowych, co też pięknie wyglądają
      A mnie już ciekawość gnębi i pytanie
      Czy pan perlik wnet dochowa swej stałości
      Czy też wreszcie nie wytrzyma pozwalając
      Swej zaborczej tak postawie
      Uzewnętrznić się i w tenże sposób
      Stroszyć będzie swoje cętkowane piórka
      Wśród piękności wielu
      Znając jednak głos powabnych i uroczych
      Panien w ciżbie wielkiej
      To on stanie się ofiarą chyba będzie
      Prosił swego gospodarza, by mógł pierwszy
      Pod nóż stanąć w jedną z niedziel
      Tylko smak po nim zostanie i ten wierszyk
      Który zajął popołudnie piszącemu .smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka