Dodaj do ulubionych

Ślub po pięćdziesiątce

05.06.06, 11:21
Jak juz gdzies Wam wspominałam moja przyjaciółka 50+ wychodzi za mąż.
Ma bardzo wiele dylematów.Oczekujemy na podpowiedz.
1.Nazwisko- czy zachowac swoje,czy przyjąć dwuczłonowe,czy męża? Wszystkie
mozliwosci mają wady i zalety.Ostatecznie,przekanał ją "fukający" parner
i bedzie nazywała sie "po mężu".
2.Wesele-czy obiad w restauracji czy kameralne przyjęcie w wynajętym lokalu?
Oboje mają dzieci ,wnuki i swoich przyjaciół.Tych najbliższych zebrało sie 30
osób.Zdecydowano sie wynajęcie lokalu na 7 godzin bez orkiestry.Muzyka z płyt.
3.Przyjaciólka szyje sukienkę z jedwabnego szantungu/krótka,lekko poniżej
kolan/,dominuje kolor złotawy,jakies delikatne hafty różyczek....
Nie wie co ma trzymac w ręku,bukiecik,pojedyncza róża czy nic.
Nie potrafimy wymyśleć rozwiązania...lepiej by sie czuła mając coś w ręku.
Ma to byc uroczystość skromna lecz jednoczesnie elegancka.
Obserwuj wątek
    • sagittarius954 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 11:28
      Ja tylko wypowiem się w jednej sprawie stanowczo powinna zostać przyswoim
      nazwisku lub zmienić je na dwuczłonowe.
      • malwina52 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 11:38
        z ta zmiana nazwiska na jego tobym sie zastanowila,
        no chyba, ze powiadomi o zmianie wszystkich znajomych,
        nie pracuje juz i odpadaja tu przynajmniej formalnosci,
        najbezpieczniej dwuczlonowe bo przeciez dzieci, wnuki i prawnuki
        pochodza z jednego członu, zeby nikt nie pomyslal, ze odcina sie
        od rodzinysmile
        jestem za skromna elegancja, w rece jednak cos powinna trzymac
        rozyczka bedzie ok
    • natla Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 11:44
      Ad1. To zależy czy je nazwisko jest znane z powodów zawodowych czy innych
      i chce zachować. A moze jest ładniejsze.....dwuczłonowe do podpisywania
      sie....łokropieństwo.
      Ad3. Jasne, że bukiet kwiatów, dopasowanych do sukni, albo kontrastowy....wedle
      gustu. Ja bym wolała pastelowy. Nie rozumiem, dlaczego nie miałaby mieć kwiatów.
      Ad.2.....mi odpowiada wink))
      • natla Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 11:47
        Zmieniam 2....przychylam sie do przedmówców. Z wielu względów faktycznie
        2-członowe jest najlepsze. W końcu nie jest nauczycielką podpisującą setki
        świadectw i innych papierów wink)
        • krista57 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 12:08
          Ad.1.Oboje to tzw.wczesniejsi emeryci.Oba nazwiska ładne,krótkie lecz jego
          to królewskie smile))
          Jej zalezało początkowo na swoim tylko dlatego,zeby nie wymienać dokumentów.
          Zmiana ,to ukłon w strone przyszłego męża,któremu jakoś dziwnie na tym zależy.
          Jego terytorium ogranicza sie tylko do garażu...więc pomyslała sobie,a niech tam!
          Ad.3.Nadal nie wiem,bukiecik/ i z czego/ czy pojedyńcza pąsowa różą/kontrast do
          sukni i pantofelków/.
          • sagittarius954 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 15:16
            To się zwykle tak zaczyna mój garaż a później - co nie posprzątałeś jeszcze
            ?!Życzę jednak szczęśliwcom spokojnego niczym nie zmąconego pożycia o długości
            nie wspomnę smile))
    • vogino55 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 11:59
      Ha powiem co wiem.Mój Kuzyn prawie 60 Pani ? niewazne została przy swoim
      nazwisku za obopólna zgodą (finanse , spadki i te inne sprawy) strój-ja to
      okreslam jako 'damski garnitur'(smile))to 'cóś' w rece Pąsowa różą, a przyjęcie -
      to było tfu trwało hohoho a może i jeszcze dłużej(smile))))
      to tyle Wojciech, acha jak ktoś sie chce zabawić,potańczyć to nawet młynek od
      kawy jest instrumentem(wink)))))))))))))))))
    • goskaa.l Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 12:32
      Skoro hafty różyczek, to uważam, że pasowałby bukiecik z małych różyczek (nie
      wiem jaki kolor tych haftowanych).
      • maladanka Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 13:49
        -bukiecik oczywiście - zgadzam się z Gosią - zresztą teraz w kwiaciarniach cuda
        zrobią,można pójść z próbka materiału sukienkowego,
        -nazwisko - dodać, ale potocznie uzywać ostatniego, kuzynka wyszła ponownie za
        maż i zmieniła na nowe męża i wiem,że dzieciom było przykro,czy zmieni na tylko
        mężą czy będzie miała dwa - załatwianie formalności takie samo,
        a przyjęcie? nastrój zalezy od gości....
      • del.wa.57 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 13:55
        Sama brałam ślub po 50+a miałam na sobie sukienkę do pół łydki z
        rozporkiem/przód,lewa strona/w kolorze ciemno niebieskim do tego półszpilki
        czarne(potem zmieniłam na wygodniejsze,strasznie gniotły)i miałam bukiet z róż
        i długie dodatki,listki,kokardki zwisały romantycznie,była skromny obiad w
        restauracji(moja córka z rodziną)świadków nie musiałam mieć na szczęscie,nikogo
        wtedy tutaj nie znałam,wnusia podawała nam obrączki w urzędzie,ja mam nazwisko
        męża,moje poprzednie było trudniejsze do wymowy tutaj.
        • kryzar Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 14:11
          a ja bym się zastanowiła nad ślubem, bo jeżeli już jest problem przy nazwisku,
          to co będzie później.
        • wiktoria53 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 14:12
          1. Fukajacy partner już zdecydował sad, a szkoda....Należało pozostać przy swoim
          lub wybrać dwuczłonowe nazwisko.
          2. Skoro już 30 osób się uzbierało to proponuję przyjęcie w lokalu
          z "człowiekiem-orkiestrą".
          3.Do sukienki dopasowałabym 1 piękną różę.
    • takanietaka Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 16:17
      1.Podwójne nazwisko koniecznie!Będzie uzywała tego co zechce w zależnosci od
      okolicznosci-na jego terenie mężowe,na swoim swoje dawne (i tak wszyscy bedą ja
      nazywac jej dawnym!)Bardzo to wygodne ..tak miałam ,było zawsze super!
      2.Ja bym wybrała obiad w cichej restauracji,"starszawi" jeszcze potrafia
      rozmawiac ,a przekrzykiwanie sie z muzyka wszystkich męczy!.No,moze w tle
      jakieś łagodzące dawne przeboje ,albo muzyka instrumentalna ,taka "animujaca" .
      3.Co do sukienki -szantung sie gniecie (o ile wiem)jak posiedzi kilka godzin i
      wstanie ,bedzie wygladała jak tarka do prania.
      4.A dlaczego nie kwiatki?jakies milusie ,nieduze.......
      _______________________________________________________ ** nigdy nic nie
      wiadomosmile **
      • krista57 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 17:02
        Bukiecik jasno bordowych róż został zamówiony w dobrej kwiaciarni...czyli
        sprawa załatwiona.Lokal juz jest równiez zarezerwowany.Będzie 50/50 młodych/starych.
        Pozostaje sprawa nazwiska,moze sie jeszcze przekona do dwuczłonowego.
        Slub 17 czerwca.
        • malwina52 Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 17:07
          Krysiu a Ty w czym sie zaprezentujesz?
          cos z szafy czy ze sklepusmile)))
          • tofika Re: Ślub po pięćdziesiątce 05.06.06, 18:13
            A ja Zyczę tak!!!!
            --i niech rozsmakują się w miłości – bo będzie ona jak dobre wino, które –
            jak wiadomo - musi mieć swoje lata...

            • tesunia Re: Ślub po pięćdziesiątce 06.06.06, 11:05
              jestem za bukiecikiem,
              na moj smak bym wybrala kolor w ciemniejszym niuansie sukienki,
              ozdoby zielone w bukieciku i tak beda dodawac kontrastu do ubioru,
              lakos nie lubie za duzych kontrastow koloru przy "uroczystych kreacjach"
              • graga21 Ale ludzie komplikują sobie życie!!! 06.06.06, 14:20
                Co to w ogole za problemy?!?
                smile))
                Moj tesc mial lat 60, jego druga wybranka lat 40, na swoim weselu balowali, ze
                az hej! a my z nimi zgodnie z :"jedza, pija, lulki pala, tance, hulanka,
                swawola, ledwie karczmy nie rozwala...." - czy jakos tak. Ona wystapila w tym,
                co po prostu miala, on rowniez, ale oboje elegancko, bez szokowania gosci.
                I potem zyli razem 32 lata.
                • takanietaka to ja zapytam jeszcze prosciej! 06.06.06, 14:56
                  A po co w ogóle ślub?W tym wieku juz chyba powinno sie w ogóle nie brac pod
                  uwage jakichs takich formalności i robic tylko to na co sie ma ochote!Beda sie
                  bardziej kochać z ta pieczątka?Ja tam tego nie rozumiem,ale ....
                  no ,cóz ,ludzie bywaja rózni!
                  _______________________________________________________ ** nigdy nic nie
                  wiadomosmile **
                  • krista57 Re: to ja zapytam jeszcze prosciej! 06.06.06, 15:41
                    Oczywiscie,zeby żyć długo i szczęsliwie slub nie jest potrzebny.Wiedzą o tym
                    doskonale,są ze sobą już trzy lata.
                    Dlaczego biorą? Z całkiem prozaicznych powodów np trochę dla swoich starutkich
                    matek,zeby jej wnuczki nie mówiły pan W.tylko dziadku/jedyny"przyszywany"dziadek/,
                    dla uproszenia spraw spadkowych...i jeszcze cos by się znalazło!
                    Moją przyjaciółkę porzucił mąż z malenkim dzieckiem w wieku 22 lat.
                    Córkę wykształciła ,wychowała sama.Jest na tyle dobrze urządzona ,że nie wymaga
                    z jej strony pomocy a nawet matce funduje podróż poslubną.
                    Ja nie poddaję w dyskusję sensu pieczątki.
                    Są tak dobrani jak dwie połówki jabłka.
                    • graga21 Re: to ja zapytam jeszcze prosciej! 06.06.06, 16:05
                      Calkiem podobnie bylo z moim tesciem. Ona znala go, jak jeszcze byl kawalerem.
                      Ale ozenil sie (z moja tesciowa)wiec ona z milicjantem, ktory zginal w jakiejs
                      akcji i syn urodzil sie juz po pogrzebie ojca... No i co tu dziwic sie
                      kobiecie, ze koniecznie chciala wziac slub? Tyle lat wychowywala samotnie...
                      Chlopiec nie mial ojca, a potem wnuk nie mialby miec dziadka? Okazalo sie tez,
                      ze to drugie malzenstwo tescia bylo szczesliwsze. Czyli tez 2 polowki, ktore
                      odnalazly sie.
                      • e-baba Re: to ja zapytam jeszcze prosciej! 21.08.06, 23:11
                        Jesienna miłość:

                        "Pokochali się na starość:
                        Stefcia i Stasio - w domu starców,
                        Jadzia i Teodor - przeżyli wielką miłość,
                        Irenka i Leon - żyją na kocią łapę,
                        Tosia i Benio - ona odkryła seks,
                        Basia i Maciej - poznali się przez internet,
                        Henryk - wypatrywał na cmentarzu, dał anons w gazecie, aż w końcu znalazł
                        (...)."
                        serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,3529430.html
        • filomena1 Maz bierze nazwisko zony 22.08.06, 07:30
          lo matko, 17 czerwca? to prawie za 10 miesiecy. trzeba dozyc do tgeo czasu. += miesiecy ? to
          bardzo duzo.... 300 dni. i 300 nocy.
          PO PIERWSZE NIE WIEM CZY W OGOLE ZDECYDOWALABYM SIE NA SLUB. A JESLI JUZ TO KONIECZNIE
          NALEZY PRZEWIDZIEC KONSEKWENCJE WSPOLNOTY MALZENSKIEJ natrury PRAWNIEJsad ekonomiaa, tzn
          emerytury...spadki itp, komplikacje prawne dla dzieci, oczywiscie mozna zawrzec intercyze slubna , co
          polecam!!!)) alse mam pytanie, czy to bedzie slub KOSCIELNY- w kosciele ? czy tylko i wylacznie w
          USC uroczystosc podpisania zawarcia zwiazku malzenskiego?
          Co do sukienki nie mam zastrzezen . Powinna miec na sobie to w czym sie czuje bosko.
          W rekach to co lubi najbardziej. Ulubione kwaty. Nawet jesli mialby byc to bukiet rumiankow. To jesli
          zrobi go kwiaciarka moze byc pienym skromnym bukietem bez nadmiernej ilosci "obzdobek",
          Polecalabym ladana broszke, duza efektowna. albo jakis naszyjnik. Delikatne klipsy i bransoletka.
          Buty. buty sa waznym elementem. Oraaz fryzura.Makijaz.
          To jaka rest. i jaki w niej program zalezy od zproszonego towarzystwa. posadzenie gosci jest tez
          wazne. Aby usadzic ich kolo siebie najlepiej i ciekawiej by nie porobily sie "obozy".
          Mozna przygotowac karteczki z nazwiskami na stole i porozsadzac odpowiednio towarzystwo,
          przeplatajac, gosci : Toj,moj, wspolny, twoj moj, wspolny.
          No to mniej wiecej wszytsko.
          Polecam jednak zastanowic sie przede wszystkim nad prawnymi kosekwencjami. Spisac testamenty,
          umowy slubne. NAzwiska sa wrecz konieczne DWA. stare i nowe. A nawet maz moze przyybrac
          nazwisko zony, czemu nie ? albo je sobie dolozyc jaako drugie, oprzeciez taka opcja jest prawnie
          mozliwa .

        • filomena1 Maz bierze nazwisko zony 22.08.06, 07:30
          lo matko, 17 czerwca? to prawie za 10 miesiecy. trzeba dozyc do tgeo czasu. += miesiecy ? to
          bardzo duzo.... 300 dni. i 300 nocy.
          PO PIERWSZE NIE WIEM CZY W OGOLE ZDECYDOWALABYM SIE NA SLUB. A JESLI JUZ TO KONIECZNIE
          NALEZY PRZEWIDZIEC KONSEKWENCJE WSPOLNOTY MALZENSKIEJ natrury PRAWNIEJsad ekonomiaa, tzn
          emerytury...spadki itp, komplikacje prawne dla dzieci, oczywiscie mozna zawrzec intercyze slubna , co
          polecam!!!)) alse mam pytanie, czy to bedzie slub KOSCIELNY- w kosciele ? czy tylko i wylacznie w
          USC uroczystosc podpisania zawarcia zwiazku malzenskiego?
          Co do sukienki nie mam zastrzezen . Powinna miec na sobie to w czym sie czuje bosko.
          W rekach to co lubi najbardziej. Ulubione kwaty. Nawet jesli mialby byc to bukiet rumiankow. To jesli
          zrobi go kwiaciarka moze byc pienym skromnym bukietem bez nadmiernej ilosci "obzdobek",
          Polecalabym ladana broszke, duza efektowna. albo jakis naszyjnik. Delikatne klipsy i bransoletka.
          Buty. buty sa waznym elementem. Oraaz fryzura.Makijaz.
          To jaka rest. i jaki w niej program zalezy od zproszonego towarzystwa. posadzenie gosci jest tez
          wazne. Aby usadzic ich kolo siebie najlepiej i ciekawiej by nie porobily sie "obozy".
          Mozna przygotowac karteczki z nazwiskami na stole i porozsadzac odpowiednio towarzystwo,
          przeplatajac, gosci : Toj,moj, wspolny, twoj moj, wspolny.
          No to mniej wiecej wszytsko.
          Polecam jednak zastanowic sie przede wszystkim nad prawnymi kosekwencjami. Spisac testamenty,
          umowy slubne. NAzwiska sa wrecz konieczne DWA. stare i nowe. A nawet maz moze przyybrac
          nazwisko zony, czemu nie ? albo je sobie dolozyc jaako drugie, oprzeciez taka opcja jest prawnie
          mozliwa .

          • krista57 Re: tradycyjnie 22.08.06, 09:03
            Fil ,slub już się odbył ponad 2 miesiące temu
            tylko w USC.W sukience wyglądala slicznie!
            • filomena1 Re: tradycyjnie 22.08.06, 09:22
              Aaaaa. zagapilam, to przekaz , prosze kolezance najserdeczniejsze zyczenia powodzenia.
              a moje uwagi moga sie mimo wszystko przydac.
              znam bowiem wiele komplikacji rodzinnych powstalych ( po smierci jednego z nowozencow, a ta moze
              przyjasc nagle i niepodziewanie ) z powodu niedokladnego przewidywania galimatiasu prawnego,
              szczegolnie w sferze majatkowej.
              pozdrawiam Fil
              • krista57 Re: tradycyjnie 22.08.06, 09:45
                Własnie sprawy majątkowe były jednym z powodow dla ktorego swój związek
                chcieli przypieczętowac.
                Za życzenia dla moich przyjaciól serdecznie dziękuję.
                Odbierz,proszę pocztę.Pozdrawiam.
    • malwina52 Dwuczłonowe nazwisko robi furorę 28.08.06, 08:45
      Według "Metra" nowoczesne mężatki coraz chętniej przybierają dwuczłonowe
      nazwiska.

      Kilka lat temu kobieta przedstawiająca się dwuczłonowym nazwiskiem wzbudzała
      ciekawość. - Teraz to już staje się normą - mówi zastępca kierownika Urzędu
      Stanu Cywilnego we Wrocławiu Barbara Janik. - Mężatki nie chcą rezygnować ze
      swojego nazwiska. Takich kobiet jest coraz więcej. Spodziewamy się, że będzie
      to zjawisko masowe - dodaje.

      fakty.interia.pl/ciekawostki/news/Dwucz%B3onowe_nazwisko_robi_furor%EA,785289,18

    • banitka51 Re: Ślub po pięćdziesiątce 28.08.06, 11:07
      przeczytałam wszystie Wasze uwagi i mam wrażenie, że sami tworzymy sobie bariery
      (co nam wolno/wypada), które przeciw nam wykorzystują młodsi.
      U nas w kraju nie ma prawnej regulacji konkubinatu - w pojęciu traktowania
      partnera w szpitalu, czy po śmierci - w administracji spóldzielni mieszk. czy
      ZUSie. Poza tym - można bez ślubu i w wieku 20-30.
      Dlaczego uważacie, że skrzywdzone się poczują dzieci, gdy np mój majątek im się
      nie dostanie w całości? Czy to znaczy - zgodnie z opinią młodych - że nie wolno
      mi sprzedać mieszkania i wyruszyć w podróż dookoła świata? Nie kumam. Oświećcie
      mnie. Mój nieżyjący już Tato wciąż chciał finansowo pomagać/dokładać/
      finansować, ja pilnowałam, żeby wydawał SWOJE pieniądze na SIEBIE. Dzięki temu
      zwiedził kawał świata, dwa razy w roku odpoczywał w sanatorium, mógł pomagać
      biedniejszym.
      Wiem, że zboczyłam z tematu. Sorry. Ale jakoś tu ślub i spadek się 'pożeniło'.
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Ślub po pięćdziesiątce 28.08.06, 21:11
        banitka51 napisała:


        >wolno
        > mi sprzedać mieszkania i wyruszyć w podróż dookoła świata? Nie kumam.
        Oświećcie
        > mnie. Mój nieżyjący już Tato wciąż chciał finansowo pomagać/dokładać/
        > finansować, ja pilnowałam, żeby wydawał SWOJE pieniądze na SIEBIE. Dzięki temu
        > zwiedził kawał świata, dwa razy w roku odpoczywał w sanatorium, mógł pomagać
        > biedniejszym.
        > Wiem, że zboczyłam z tematu. Sorry. Ale jakoś tu ślub i spadek
        się 'pożeniło'.

        Masz słusznego. Zgadzam sie z tobą.
        • sagittarius954 Re: Ślub po pięćdziesiątce 28.08.06, 21:46
          Tylko , że spadek troszeczkę się różni od sprzedaży mieszkania przed
          hipotetyczną smiercią . Po śmierci przynajmniej częśc majątku powinna trafić do
          dzieci chyba że to darmozjady i zostały wydziedziczone.Ale jeśli dzieci są
          porządne i kochające co przeszkadza się podzielić majatkiem ? Natomiast gdy
          właściciel mieszkania żyje ma prawo zrobić z tym mieszkaniem co mu się żywnie
          podoba ale niesmaczne by było gdyby przed nie uprzedził dzieci o podjętym zamiarze.
          • banitka51 Sagi 28.08.06, 21:56
            ogólnie rację masz, tylko spróbuj sprzedać to, co wartościowe i Twoje - dzieci
            szczerzą zęby, jakby MUSIAŁO to być ich. Znam historię z mieszkaniem, dzieci
            matkę chciały ubezwłasnowolnić, szukając pomocy w sądzie.
            Nie pojmuję, dlaczego mój rodzic nie miałby się majątkiem podzielić z kimś, z
            kim spędza swoje późne lata. Wolę, by był szczęśliwy, niż ja miałabym MIEĆ WIĘCEJ.
            • sagittarius954 Re: Sagi 28.08.06, 23:07
              Rozumuję podobnie jednak nadal upieram sie że spadkobierca powinien przekazać
              osobie dysponującej spadkiem wolę podziału części spadku.
              • filomena1 majatkowe 29.08.06, 09:27
                otoz jest tak,
                sa to sprawy honorowe, w pewnym sensie.
                Banitko, jeden czy dwa przypadki dzieci-hien, to jeszcze nie wszyscy.
                POza dyskusja jest dla mnie co sobie ktos robi za zycia z majatkiem. Jesli chce sprzedac cos, to
                moze ze wzgledow praktycznych dobrze jesli informuje dzieci, bo moze chcialyby rzecz odkupic ,
                zatrzymac, ze wgledow pamiatkowych lub sentymentalnych, wiec po co cos ma isc w obce rece , jesli
                moze zostac w rodzinie. prawda?
                Sagi , mnie sie wydaje, ze nie musi spadkodawca uprzedzac co chce ze spadkiem zrobic.
                Ale....... niech w ogole cos zrobi. Wlasnie problem , jesli nic nie zrobi, pozostaje spadkowanie, ze sie
                tak wyraze, wg kodeksu i spadkobiercy sa rozczarowani. Rozczarowane sa dzieci z pierwszego
                malzenstwa, albo rozczarowane sa z drugiego malzenstwa, Kazdy uwaza ze byl mniej kochany, albo
                bardzoej sobie na spadek zasluzyl.
                Ktos jest intrusem, a ktos poszkodowanym. Tak, tak poszkodowanym. Szczegolnie rzecz sie ujawnia
                przy wielkrotnych malzenstwach.
                I to mialam na mysli.
                Dlatego zawsze namawiam do spisania ostatniej woli.
                Nawet nie notarialnego. Chociaz notarialny wymaga sie dla nierichomosci.
                Jesli brak testamentu , wszyscy czuja sie zaniedbani. ALbo uwazaja ze spadkodawca umyslnie chcial by
                rozporzadzono wg. prawa kodeksowego.
                A dura lex sed lex.
                I tu trzeba dobrej woli i przyjazni miedzy spadkobiercami. Aby sie nie pobili przy podziale.
                To tyle... w skrocie i na szybko.
                Fil
                • banitka51 Filomeno 29.08.06, 10:07
                  Prawnie to się zgadza. My wyszliśmy z innego tematu - że ślub po 50 umniejsza
                  ew. spadek dla dzieci. Bo może tak być - zależy, kto pierwszy uda się na drugą
                  stronę. Mentalnościowo u nas jest rozpowszechnione zasada, że to, co rodzicie
                  biologiczni zgromadzili, należy się dziecku. I to "należy się" jako oczywistość
                  do mnie nie przemawia.
                  • filomena1 Re: Filomeno 29.08.06, 10:53
                    To nie jest przyjetaa zasada, lecz to jest pRAWO na podstawie Prawa Rzymskiego.
                    To co rodzice biologiczni zgromadzili dziedzicza prawnie dzieci. Kodeksowo. Amen.
                    A jesli nawet sa wydziedziczeni maja prawo do zachowku, itp.
                    dura lex sed lex.
                    • banitka51 Re: Filomeno 29.08.06, 11:06
                      ja o oczekiwaniach dzieci, Ty o prawie. Prawo (lex) dało możliwości dzieciom do
                      otrzymania spadku po smierci rodziców. W naszej mentalnośći dzieci uważają, że
                      im się należy wszysto, co rodzicie zgromadzili, i uważają tak już za życia
                      rodziców. W naszej przeciętnej mentalności majątek rodziców za ich życia jest
                      tylko masą spadkową.
                      Ale znam też przypadek, że rodzic dysponuje majątkiem dziecka (dziecko zyje),
                      uważając to za naturalne, zgodne z normami moralnymi...
                      • filomena1 Re: Filomeno 29.08.06, 12:08
                        juz jestem od kolejnego konowala spowrotem. szybko.
                        Banitko, rozumiem, ze masz na mysli iz dzieci roszcza sobie pretensje do wwlasnosci rodzicow jak do
                        wspolnej. Czyli rodzinnej wlasnosci. Co rodzice zgormadzli to niby wspolnosc rodzinna . TAK? a wiec
                        im sie nalezy,? tak? no coz, jest to brak poszanowania wlasnosci prywatnej, nieodpowiednie
                        wychowanie w rozumieniu wlasnosci prywatnej. Te zaszlosci- te mentalnosci wspolnotowe skads
                        jednak sa. I tkwia , widocznie tak w rodzicach jak i dzieciach. Szczegolnie uwydatniaja sie, budza gdy
                        pojawia sie nowy czlonek rodziny z ktorym trzeba by ten tort-wspolnoty dzielic, bo i kwalki beda
                        mniejsze.
                        Widzisz , znam i ja przypadek , gdzie corka z pierwszego malzenstwa , choc dziedziczy formalnie po
                        ojcu 1/6 majatku (calego wspolnego z I zona, bo jedna 1/3 tej polowy wspolnoty malzenskiej)
                        zrezygnowal z tej czesci na rzecz II zony i syna. (polbrata). II zona musialaby sporo wyprzedac, aby
                        splacic nalezna czesc, malo tego oddac kazda 6 lyzeczke, przescieradlo, itp. ich wspolnego majatku
                        owej corce z I malzenstwa.
                        Nic tu morale nie pomoga.
                        • filomena1 moralnie =nalezy sie 29.08.06, 12:39
                          wlasnie, czy komus nalezy sie moralnie?
                          czy ta corka z I malzenstwa, ma moralne prawo miec pretensje do 1/6 calego majatku II malzenstwa
                          Ojca.
                          Prawnie tak, a moralnie? nalezy sie czy nie?
                          to przeciez nigdy nie byla jej wspolnota rodzinna. prawda?
                          A gdy jest wspolnota rodzinna to moralnie nalezy sie prawda? czy nie?

                          Nadal pozostajemy przy problemie poszanowania wlasnosci prywatnej rodzicow, z ktora to wlasnoscia
                          moga za zycia robic co im sie zywnie i rzewnie podoba. Ale tu juz klania sie mentalnosc ta z domu i ta
                          ze szkoly i srodowiska.
                          Fil.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka