ellam 24.06.06, 19:55 Jak sobie radzicie lub radziłyście z tym syndromem. Pomóżcie, proszę. Kursy języków, inne zajęcia to za mało. To chyba siedzi w mojej psychice. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
tofika Re: Syndrom opuszczonego gniazda 24.06.06, 20:25 Ellam,doskonale Ciebie rozumiem,przeżywałam też bardzo mocno. Odejscie z domu każdego syna,trwało w mojej sytuacji (mam 4)długo i w rozciagłym okresie. Wcale nie jest prawda,że za którymś mniej tęskniłam, --najstarszy wcześnie dość ,gdy jeszcze trudności były z pobytem za granicą i praca nielegalna ,już wyjechał, a mi zdawało ,że to koniec juz nigdy nie wróci, ale jeszcze 3 miałam przy sobie,i tak pokoleii, ktoryś dalej wybywał z domu.Czas zrobił swoje, fakt komus mowilam , to roznie reagowali,bo sa matki ktore najchetniej chociaz troszke od[poczelyby od Swoich latorosli a nie moga, bo Dzieci wcale nie wybywaja z domu, i tu dopiero problem, nie chca szukac pracy ani nie mysla usamodzielnic... Wie Ellam --a nalizuj , kto ma lepiej? Samodzielnosc dzieci swiadczy o ich wlasciwej postawie zyciowej, a mi ktos powiedzial tak,,,a co ? komu te dzieci wychowywalas? sobie? i jak kura Bedziesz trzymac pod skrzydlami? Ellam ,dobrze, kontaktuj ile mozesz, i niech sciela powolutku swoje katki i lozeczka, nie martw sie, jak mniej odzywaja ,to tez znaczy ze az tak nie jest im zle... Odpowiedz Link
ellam Re: Syndrom opuszczonego gniazda 24.06.06, 20:54 Mój problem jest troszkę inny. Moje dzieci nie są samodzielne. Syn studiuje i jest na naszym utrzymaniu. Córka zdawała w tym roku maturę, ale weekendy spędzała u syna, który mieszka /ze względu na studia/ w innym mieście. Teraz w wakacje oboje wyjeżdżają do pracy. Syn na rok - wziął urlop dziekański, aby zarobić i utrzymać się na studiach. Mam z tego powodu wyrzuty, bo wydaje mi się. że to ja powinnam go utrzymać, a nie skazywać na... nie wiadomo co? podobnie z córką. Jedzie do pracy na wakacje. Ech, już nic nie wiem. Odpowiedz Link
maladanka Re: Syndrom opuszczonego gniazda 24.06.06, 21:15 masz normalne,zdrowe,zaradne,ciekawe zycia dzieci. Nie przeszkadzaj im w zdobywaniu doświadczeń. Jesli możesz pomóc - wysłuchaj,daj dobrze jeść,niech wiedzą,że mają gdzie wracać - ale nie obwiniaj siebie ,a raczej bądź dumna,że nie wiszą przy spódnicy. Czy Ty wiesz jakie możesz miec dzieki nim ciekawe zycie? Nasza Regina dzięki dzieciom zwiedziła Izrael,teraz pojechała do Kijowa, ja z kolei mogłam zobaczyć Walię i Szwajcarię. Niech korzystają z tego,że świat stoi otworem.Niech się nawet troszkę obiją - to procentuje. Ale niech wracają do usmiechniętej,ciekawej tego co widziały mamy,niech Ci wręczą jakieś upomineczki, a Ty przyjmij z radością. Ja mam jedynaczkę,która już w 7 klasie podstawówki zarabiała pomocą w pensonacie znajomych.A jak się wtedy szanuje pieniądze... Czekaj na te swoje pisklaki z radością, a nie poczuciem winy... Staraj się tylko dowiedziec o bezpieczeństwo pracy córki szczególnie.Czy to praca na czarno ale bezpieczna,czy przez agencję wiarygodną, koniecznie ustalcie częstotliwość kontaktów itd. Zresztą na pewno wiesz o tym,bo duzo się mówi. Odpoczywaj,dbaj o siebie,ewentualnie lep pierogi do zamrażarki i słuchaj ich wrażeń z samodzielności. Odpowiedz Link
kryzar Re: Syndrom opuszczonego gniazda 24.06.06, 21:28 może to co powiem to banał, ale dzieci chowa się dla społeczeństwa, a nie dla siebie. Wydaje mi się, że gorzej znoszą wyjście z domu rodzinnego matki synów. Uważam, że dzieci należy uczyć samodzielności od najmłodszych lat. Praca młodzieży bardzo korzystnie wpływa na ich rozwój. Ellam nie martw się, dzieci doskonale sobie poradzą i dobrze, że nie chcą być na łasce rodziców. I nie miej wyrzutów sumienia. Zajmij się tym, na co zawsze ci brakowało czasu. Odpowiedz Link
jozefina33 Re: Syndrom opuszczonego gniazda 24.06.06, 21:48 Przychodzi taki czas ,że dzieci wybywają z domu.Mój syn po maturze studiował dość daleko od domu i przyjeżdżał raz w miesiącu.Po studiach podjął pracę która wymaga często kilkumiesięcznej nieobecności w domu. I tak powoli odcinam pępowinę.Teraz uważam ,że i tak jest dobrze można kontaktować się przez internet .Przynajmniej raz na tydzień otrzymuje wiadomość i jestem spokojna/telefonicznie nie zawsze może być kontakt/.Córka od roku również studiuje i w te wakacje wybiera się też do pracy za granicą, też jestem pełna niepokoju.Mieszkam w małej miejscowości i studiowanie łączy się z utrzymaniem poza domem.Zarobi to dobrze , nie to będziemy się martwić dalej. Odpowiedz Link
regine Re: Syndrom opuszczonego gniazda 24.06.06, 23:12 Tak, Danusiu, masz racje, tez moje dwie dziweczyny, po liceum "poszly w swiat " i juz do domu tylko "wpadaly jako goscie" , na swieta, urodziny czy imieniny. Tez podczas wakacji, juz gdy byly na studiach pracowaly podczas wakacji, zarabiajac na rozne swoje potrzeby. Podczas wolnych dni od wykladow, pilnowaly dzieci, pracowaly nocami w drukarni, pakujac czasopisma . Ja pracowalam, zarabialam wtedy dosc dobrze, ale ciezko bylo, wiedzialy obie o tym, bo studiowaly, obie na studisch dziennych i dodatkowo ciagnely drugi kierunek zaocznie. "Poszly w swiat", gdy milaly po 18 lat. do tej pory dom jest pusty bez dzieci. Teraz juz na swoim, pracuja maja swoje domy, swoje rodziny, ale "wracaja nadal do gniazda rodzinnego". Teraz ja tez jestem u nich gosciem, dzieki dziecim moge zwiedzac swiat. Ale nadal ciezko mi jest czasmi, bo kontakty tylko telefoniczne lub internetowe. Zostalam praktycznie sama. Poczatkowo tesknilam bardzo, ale cieszymy sie na wspolne wizyty, na ktore czekam czasami i pol roku na spotkanie. Ale ile wtedy jest radosci, szykuje im rozne smakolyki, zwlaszcza pierogi. Wiec tak do konca to "gniazdo " nie jest tak do konca puste. Ciezko mi bylo pogodzic sie z mysla, ze dzieci juz dorosly, ze odchodza "na swoje". Ale powoli, powoli stalo sie to faktem. Niestety maja swoje zycie, nie moga byc ciagle z nami. Takie jest zycie, my tez odeszlysmy kiedys od swoich mam, ze swoich domow. To jest naturalne, choc wiem, ze jest czasami ciezko. Ale czas wypelniam sobie roznie. Troche podrozani, internetem, troche haftuje, czytam, cos tam "skrobie" sobie troche wierszy, troszke wspomnien. Moze kiedys gdzie komus dam poczytac. Moze wnusi Nie jest tak zle...Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link
tesunia Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 09:34 poczatki byly smutne,brakowalo dzieciecia w domu,porcii jedzeniowych zostawalo,dlugo trwalo,kiedy zaskoczylam w gotowanie na dwie osoby) tu wczesnie dziciska opuszczaja domy, nasz sie wyprowadzil do akademika z chwila" urodzinowych dojrzalosci", choc to bylo zaledwie 7 km.od domu i mogl przeciez mieszkac z nami,bo warunki doskonale,ale nie,usamodzielnil sie bardzo szybko, wpadal do domu na obiadki sobotnie i niedzielne,zabieral naszykowane porcje obiadowe,radzil sobie swietnie...obecnie juz po studiach,usamodzielniony,mieszka we wlasnym gniazdku ,ktory sobie sam kupil, wpada tylko od swieta i gdy cos z kompem pokickam) Odpowiedz Link
tofika Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 09:50 Taka cisza i taki spokoj... taka wielka tęsknota.. tak bardzo pragnęłabym wszystkich przytulić.. rozumiem i wiem.. i tak bardzo mi żle, i tak bardzo dobrze... Myśl rysuje radość tak dobrze być z Wami.. --nie można.. Tulić ,kochać,przytulać.. czuć Wasz zapach dziecinstwa. Umieć pogodziĆ sie.. rozstawaĆ-- ŻegnaĆ by znÓw czekaC... Miłości tak WAm duŻo daŁam... a może za mało? Radość Waszego życia... Jest radością mojego... ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ MAMA -2001R Odpowiedz Link
tesunia Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 09:54 Tofiko, wzruszajace to co napisalas.... Odpowiedz Link
mania1119 Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 12:38 To jest bardzo trudne,ale, oprocz milosci,najwazniejsze,co rodzice moga dac dzieciom-to wolnosc.I wtedy zachowaja ich milosc. Odpowiedz Link
krista57 Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 15:03 Strasznie to trudne "dać dziecku wolność". Uczę się tego bardzo powoli ,szczególnie jak ma sie syna jedynaka. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 15:34 Bardzo to trudne,mój syn po maturze,pojechał w świat,strasznie tęskniłam i bałam się o niego,przyjeżdżał co dwa tygodnie do domu na dwa dni,została mi córka w domu,uczyła się dojeżdżała co dziennie do szkoły kilkanaście kilometrów ja wtedy jeszcze pracowałam,wracałyśmy zawsze do domu tym samym pociągiem,byłysmy dla siebie jak koleżanki,przyjaciółki i troszkę łatwiej przychodziła mi już rozłąka z synem,miałam przy sobie córkę,mój ex,był na kontrakcie na Węgrzech,najgorsze było jak córka wyszła za mąż(w tym samym mieście) tylko na drugim końcu,przechodziłam katorgę,nie mogłam sie pogodzić,że to moje dziecko już nie moje drzwi będzie otwierać i nie mnie będzie opowiadać jak minął dzień w pracy itd.Zostałam sama,wydawało mi się nikomu już niepotrzebna,mężczyżni inaczej to przechodzą mój ex,cieszył się,że wreszcie będziemy sami,jezu,jakie miałam nerwy na niego!!! Zaczełam sie oswajać z tą strasznie wtedy okropną samotnością,zaczełam wychodzić/przedtem nie miałam czasu/ z domu do znajomych,koleżanek,zaczełam zauważać piękno natury,powoli odzyskiwałam równowagę i zaczeło mi się to nawet podobać,zrobiłam parę ważych wtedy dla mnie kursów,zaczełam dbać o siebie. Tak,to trudny okres dla nas Matek,chociaż moja Mama nie rozpaczała tak jak ja za swoimi dziećmi,pamiętam jak wyszłam za mąż,Mama powiedziała no...jednej gęby mniej do wykarmienia,może dlatego,że było nas w domu 7-mioro. Dzisiaj też tęsknie za dziećmi,ale wiem,że są szczęśliwi ze swoimi rodzinami,to taki balsam dla Matki,mamy kontakt ze sobą przez internet z córką i wnuczkami widzę się raz,dwa razy do roku z synem raz na parę lat,mieszka bardzo daleko, ale piszemy ze sobą,rosmawiamy,konferujemy dość często.Każda Matka musi przez to przejśc a nie jest to łatwa droga. Odpowiedz Link
ellam Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 17:16 Tofiko, to bardzo piękne i trafnie oddaje to, co tak trudno ująć własnymi słowami - przynajmniej mnie. Lepiej posłużyć się wierszem. Czasami zastanawiam się, czy moje dzieci wiedzą, jak bardzo je kocham, bo nie jestem zbyt wylewna, raczej wymagająca. Delwa - jesteś przykładem kobiety-matki, pogodzonej ze sobą i z sytuacją życiową, która spotyka nas wszystkie w pewnym wieku. Musiało to być bardzo trudne, bo - jak piszesz - widzisz swoje dzieci bardzo rzadko. Będę brała z ciebie przykład. Moment wyjścia dzieci z domu macie już wszystkie za sobą, ja się z tym oswajam, dlatego Wasze przeżycia tu opisane bardzo mi pomogły. Odpowiedz Link
mania1119 Re: Syndrom opuszczonego gniazda 25.06.06, 17:29 To na pewno bardzo boli.Ja nie czulam sie na silach to rozwijac,dlatego napisalam tak lapidarnie.Del.Wa.znakomicie przelozyla to na praktyczne dzialania. Odpowiedz Link
grazyna10 Re: Syndrom opuszczonego gniazda 26.06.06, 08:16 Pamietam to doskonale, to byl koszmar. Mieszkalam od lat tylko z corka, kiedy wyszla za maz zostalam nagle sama. Wracalam prawie biegiem codziennie z pracy do domu i co? Pusty dom, nikt nie czeka, nikt nie przyjdzie. Po co gotwac, po co sprzatac, po co robic cokolwiek. Siadalam na kanapie wtulona w kat z pilotem w reku i tak klikajac pilotem spedzalam czas do nocy. Spac i rano dzien zaczynal sie od poczatku. Trwalo to jakis czas az w koncu postanowilam sie z tego otrzasnac. Zrobilam sobie liste "rzeczy do zrobienia", blahe to byly rzeczy np. wyczyscic buty, nawlec zerwane korale, uprzatnac szuflade w szafie itp. Lista lezala na widocznym miejscu i codziennie po powrocie z pracy zmuszalam sie aby najpierw wykonac jedna z pozycji na liscie. Tym sposobem jakos wrocilam do normalnosci. Odpowiedz Link
ira.mak Re: Syndrom opuszczonego gniazda 26.06.06, 09:23 Do wszystkiego trzeba dorosnąć.Ja też wypuściłam spod skrzydeł trzech synów,czasami człowiek tak tęskni że aż boli-a oni mają teraz swoje życie,swoje problemy.Spotykamy się kochamy sie ale to juz nie sa te maluchy którym się podcierało nos.Iwlaśnie trzeba sobie uświadomić że taka jest kolej rzeczy,my też mieliśmy kiedyś rodziców.których bolało nasze odejście.TRZEBA POMYŚLEĆ O SOBIE! My też jeszcze żyjemy,mamy swoje pragnienia ,marzenia -które może moglibyśmy wreszcie zrealizować.MUSIMY WRESZCIE POMYŚLEĆ O SOBIE~!!!ZASŁUGUJEMY NA TO Odpowiedz Link
tofika Re: Syndrom opuszczonego gniazda 31.07.06, 17:24 nic tak naprawde nie przemija... wystarczy kilka dni ,rozmow, dyskusji, --musialo ,odjechac rodzone, a jakis smutek i jakas dziwna tesknota... Odpowiedz Link