august2
09.08.06, 20:55
...tak pisze nowojorski Nowy Dziennk o Polsce
Czy tak rzeczywiscie jest?
Polacy powszechnie narzekają - praktycznie na wszystko, choć obiektywnie nie
mają powodów. Zyskali przecież na zmianie systemowej, a uważają, że stracili.
- Stracili stary, bezpieczny świat PRL-u. Choć miliony młodzieży tamtej
rzeczywistości nie zna i nie pamięta, jednak większość zachowała go w
pamięci. W świadomości wizerunek ów traci na ostrości, pozostaje sentyment i
nostalgia. Polacy nie lubili PRL-u, ale był to świat "oswojony",
rzeczywistość dobrze znana większości, swojska, w której ludzie wiedzieli,
jak funkcjonować, albowiem reguły tego świata były dla nich przejrzyste. Nowa
rzeczywistość jawi się jako groźna, obca. Obowiązują w niej zasady nie
całkiem do pojęcia, a jeśli zrozumiałe, to odczuwane jako bezduszne,
wymagające od ludzi inicjatywy, energii, nieustannego wysiłku; już
nie "należy się", ale "tyle, ile sobie wypracuję". Górę zaczynają brać inne
wartości, traktowane jako wrogie bądź głupie.
- Stracili poczucie wewnętrznego komfortu, jaki dawały realia PRL-u. Trud
życia codziennego łatwo było tłumaczyć: to "oni" są wszystkiemu winni. Gdyby
nie "oni", zwykle utożsamiani z systemem komunistycznym, wszystko byłoby
dobrze. Ludzie odzyskaliby poczucie sensu wykonywanej pracy, zarabialiby
więcej, powodziłoby się im lepiej, a Polska wyglądałby jak każdy kraj
zachodni.
W obecnej rzeczywistości trzeba myśleć głównie w kategoriach indywidualnych,
co zmusza do niepokojącego wniosku, że to może "ja" jestem odpowiedzialny za
swoje życie. Wielu w ucieczce przed taką konkluzją nadal chętnie wini za
wszystko władze - bo kradną, bo sprzedają wszystko za bezcen Zachodowi, bo
zamykają zakłady, bo źle rządzą, bo nie dają nam pracy, bo komuniści
itp. "Oni" są nadal obecni, choć PRL-u już dawno nie ma.
- Stracili poczucie równości społecznej. Mizerię PRL-u wynagradzała
swoista "urawniłowka" - w biedzie: wszyscy posiadali mniej więcej to samo, a
bardzo ograniczona dziedzina dóbr konsumpcyjnych była dostępna dla
wszystkich. Świat kapitalistyczny wywrócił tamtą rzeczywistość do góry nogami
i wywołał uczucie frustracji nawet u ludzi dość dobrze sytuowanych. Bardzo
wielu stwierdziło nagle, że nie wszystko, co jest w sklepach, jest dla nich
dostępne, bo finansowo nie na wszystko mogą sobie pozwolić, podczas gdy inni -
mogą.
Bardzo szybko też przyszło rozwarstwienie społeczne, najłatwiej odczuwalne
właśnie w sferze rynkowej. Wielu przeżywa tę sytuację bardzo osobiście - jako
niesprawiedliwość ("pracuję jak dawniej i teraz mnie nie stać"), jako
krzywdę, jako swoiste oszustwo. To, co na Zachodzie traktowane jest jako
normalność - zróżnicowanemu światu dóbr odpowiada zróżnicowany porządek
społeczny - w Polsce traktuje się ciągle jako anomalię.
I jak nie mówić o konieczności zmian w sferze świadomości?
www.dziennik.com/www/dziennik/wiad/pub.htm