Dodaj do ulubionych

Kraj malkontentów...

09.08.06, 20:55
...tak pisze nowojorski Nowy Dziennk o Polsce

Czy tak rzeczywiscie jest?

Polacy powszechnie narzekają - praktycznie na wszystko, choć obiektywnie nie
mają powodów. Zyskali przecież na zmianie systemowej, a uważają, że stracili.

- Stracili stary, bezpieczny świat PRL-u. Choć miliony młodzieży tamtej
rzeczywistości nie zna i nie pamięta, jednak większość zachowała go w
pamięci. W świadomości wizerunek ów traci na ostrości, pozostaje sentyment i
nostalgia. Polacy nie lubili PRL-u, ale był to świat "oswojony",
rzeczywistość dobrze znana większości, swojska, w której ludzie wiedzieli,
jak funkcjonować, albowiem reguły tego świata były dla nich przejrzyste. Nowa
rzeczywistość jawi się jako groźna, obca. Obowiązują w niej zasady nie
całkiem do pojęcia, a jeśli zrozumiałe, to odczuwane jako bezduszne,
wymagające od ludzi inicjatywy, energii, nieustannego wysiłku; już
nie "należy się", ale "tyle, ile sobie wypracuję". Górę zaczynają brać inne
wartości, traktowane jako wrogie bądź głupie.

- Stracili poczucie wewnętrznego komfortu, jaki dawały realia PRL-u. Trud
życia codziennego łatwo było tłumaczyć: to "oni" są wszystkiemu winni. Gdyby
nie "oni", zwykle utożsamiani z systemem komunistycznym, wszystko byłoby
dobrze. Ludzie odzyskaliby poczucie sensu wykonywanej pracy, zarabialiby
więcej, powodziłoby się im lepiej, a Polska wyglądałby jak każdy kraj
zachodni.

W obecnej rzeczywistości trzeba myśleć głównie w kategoriach indywidualnych,
co zmusza do niepokojącego wniosku, że to może "ja" jestem odpowiedzialny za
swoje życie. Wielu w ucieczce przed taką konkluzją nadal chętnie wini za
wszystko władze - bo kradną, bo sprzedają wszystko za bezcen Zachodowi, bo
zamykają zakłady, bo źle rządzą, bo nie dają nam pracy, bo komuniści
itp. "Oni" są nadal obecni, choć PRL-u już dawno nie ma.

- Stracili poczucie równości społecznej. Mizerię PRL-u wynagradzała
swoista "urawniłowka" - w biedzie: wszyscy posiadali mniej więcej to samo, a
bardzo ograniczona dziedzina dóbr konsumpcyjnych była dostępna dla
wszystkich. Świat kapitalistyczny wywrócił tamtą rzeczywistość do góry nogami
i wywołał uczucie frustracji nawet u ludzi dość dobrze sytuowanych. Bardzo
wielu stwierdziło nagle, że nie wszystko, co jest w sklepach, jest dla nich
dostępne, bo finansowo nie na wszystko mogą sobie pozwolić, podczas gdy inni -
mogą.

Bardzo szybko też przyszło rozwarstwienie społeczne, najłatwiej odczuwalne
właśnie w sferze rynkowej. Wielu przeżywa tę sytuację bardzo osobiście - jako
niesprawiedliwość ("pracuję jak dawniej i teraz mnie nie stać"), jako
krzywdę, jako swoiste oszustwo. To, co na Zachodzie traktowane jest jako
normalność - zróżnicowanemu światu dóbr odpowiada zróżnicowany porządek
społeczny - w Polsce traktuje się ciągle jako anomalię.

I jak nie mówić o konieczności zmian w sferze świadomości?


www.dziennik.com/www/dziennik/wiad/pub.htm
Obserwuj wątek
    • natla Re: Kraj malkontentów... 09.08.06, 21:21
      Auguscie, o prawdziwej demokracji mozemy sobie jeszcze tylko pomarzyć. Ludzi
      nie da sie zmienic przez 16 lat.
      Piszą, że malkontenci z nas? Gwarantuję, że gdyby piszący pomieszkał z pół
      roku, dołączyłby do grona. smile
      Malkontentem moze nie być człowiek, któremu się udało i człowiek, który nie
      zajmuje się polityką, nie włącza radia, TV, nie widzi tych wszystkich nonsensów
      na każdym kroku, a najważniejsze sprawy uda mu się załatwić normalnie.
      Na razie jesteśmy krajem samych nonsensów i to inteligencje wkurza. Czy
      tęsknimy za PRL-em? Chyba nie, ale ciągle porównujemy. Amerykanie nie mają do
      czego porównać. Oni od pokoleń są w demokracji, a my? Dano nam coś, co trudno
      określic, a na pewno nie jest to demokracja.
      Taka przemiana nie moze sie dokonać w ciągu jednego pokolenia. Nawyki zostają.
      A najgorsze, że jest to świetny czas dla przebojowych oszołomów, kombinatorów,
      nieuków, którzy niestety kształtuja nasze życie. A jak się ktoś temu
      przeciwstawia, to od razu malkontent?
      Gdybys porozmawiał z Francuzem czy Anglikiem, też mógłbyś stwierdzić, ze to
      malkontenci. Równo nadają na swój los i władze.
      Myśle, że wszędzie i wszyscy w mniejszym lub większym stopniu narzekają na
      władze, są niezadowoleni ze swego losu.
      Nasze malkontenctwo niekoniecznie musi wynikać z finansów, nie jest mierzalne
      fizycznie, a raczej psychicznie. Ja nie mam prawa narzekać na swój los, ale jak
      widzę co się dookoła mnie dzieje, to mną trzęsie.
      My, to małe piwo....my jesteśmy obciążeni PRL-em, ale młodzi? Oni po prostu
      wyjeżdżają, nie widząc szans.
      • e-baba Re: Kraj malkontentów... 09.08.06, 22:33
        Auguście, zdziwiłeś się w wątku „IV RP – Teraz k... my” dlaczego tak
        krytykujemy władzę. Miałam Ci odpowiedzieć, ale ciężka choroba w rodzinie mój
        czas całkowicie pochłonęła.

        Odpowiadam Ci więc teraz. A ponieważ sądzę, że zarzut ciągłego krytykowania
        poczynań naszych władz można odbierać jako swoiste typowo polskie
        malkontenctwo, odpowiedź i moje refleksje na ten temat zamieszczam tutaj. Aby
        nie być gołosłowną – zamieściłam również linki do artykułów, które uzasadniają,
        moim zdaniem, odczuwane przeze mnie emocje. Odpowiedź na zarzut krytyki naszej
        władzy i postaw, odbieranych powszechnie jako malkontenctwo z uwagi na
        rozmaitość poruszanej tematyki musi być wielowątkowa. Więc, jeżeli Cię to
        naprawdę interesuje – poczytaj również z uwagą artykuły do których zamieściłam
        linki i pomyśl, że te sytuacje dotyczą bezpośrednio Ciebie i Twojej Rodziny, a
        wtedy być może zrozumiesz, że 17 lat jakie minęły od transformacji polityczno-
        gospodarczej nie przyniosły zmian, jakie powinny. My, natomiast tutaj w kraju
        kręcimy się tylko w kółko i z postępu w każdej dziedzinie, tak naukowej,
        gospodarczej jak i moralnej, mamy tyle – ile na nas wymusi Wspólnota
        Europejska, jako warunki niezbędne do uczestnictwa w niej.

        Każda władza popełniała błędy. Zawsze krytykowałam to, co moim zdaniem,
        kwalifikowało się do krytyki. Tę władzę jednak krytykuję szczególnie.
        Dostrzegam w niej bowiem szczególne natężenie błędnych poczynań. A przecież te
        działania dotyczą bezpośrednio mnie, mojej rodziny, moich przyjaciół i
        znajomych. Nas wszystkich, którzy tutaj żyjemy. Czy to naprawdę takie dziwne,
        że niekompetencja i niezrozumiałe, dla zadawałoby się rozumującego normalnie
        człowieka, decyzje naszej władzy wzbudzają u nas takie silne emocje?

        Władza od zawsze podlegała krytyce. Była ona różna, w zależności od
        funkcjonowania cenzury, ale krytyka poczynań władzy była zawsze. A że tę obecną
        krytykuje się szczególnie? Bo każdego dnia media dostarczają wielu kolejnych do
        tego powodów.
        My przecież żyjemy w tym kraju i każdego dnia odczuwamy ich skutki. Gdyby nie
        to, może nawet kolejne wypowiedzi Najjaśniej Nam Rządzących tylko mój śmiech by
        wywoływały. Tak jak śmieją się z nas inni, a rządy innych państw kontakty z
        naszym rządem ograniczają do niezbędnego minimum.

        Bo jak może być dobrze, kiedy ważne stanowiska dla gospodarki naszego kraju
        obsadzane są wyłącznie według klucza partyjnego, a nie według kompetencji? Jak
        tacy ludzie mogą podejmować decyzje, skoro nie posiadają kwalifikacji
        niezbędnych dla dokonywania wyborów, koniecznych w każdym procesie decyzyjnym?
        I jak bezczelnie do braku kompetencji przyznają się sami wybrańcy? A skutki ich
        rządów ponosimy my.
        Zamiast skupiać się na poprawie codziennego życia Polaków – władza wyciąga
        kolejne tematy zastępcze. Nie neguję, że ważne, ale kiedy pali się dom to nie
        planujemy z architektem zieleni rozmieszczenia roślin w ogrodzie, lecz
        organizujemy akcję ratunkową. I takich właśnie działań od władzy oczekujemy.
        A tu widzimy tylko ustawiczne trwanie w przeszłości, organizowanie kolejnych
        polowań na czarownice i wciąż kręcące się karuzele ze stanowiskami, do których
        wsiadają tylko ci wierni (co z tego, że mierni?). Jakie są tego efekty?

        Ogromne bezrobocie, a jeżeli nawet jest praca – to w większości za
        wynagrodzenie, które uniemożliwia godne (nie mówię dobre, lecz choćby
        przyzwoite) życie. Jeżeli spotykamy znajomych – praca pozostaje głównym tematem
        naszych spotkań. Bo zwolnienia pracowników z uwagi na wysokie koszty
        zatrudnienia ponoszone przez pracodawców – są na porządku dziennym. A znaleźć
        nową, będąc w wieku dojrzałym, to zadanie bardzo trudne, a często nawet
        niewykonalne.

        Mnie osobiście dotknęła likwidacja firmy, w których pracowałam. I mimo
        wykształcenia i wieloletniego doświadczenia zawodowego miałam ogromne kłopoty
        ze znalezieniem pracy – byłam za stara, bo po czterdziestce (za ocenę
        wystarczyła wyłącznie data urodzenia). Czy to jest normalne, że dla człowieka w
        sile wieku praca zawodowa pozostaje poza zasięgiem możliwości?

        Teraz pracuję. Płacę wszystkie składki i podatki. I co z tego, kiedy czytam w
        prasie, że moja emerytura (jeżeli ją w ogóle otrzymam!!!) pozwoli mi jedynie na
        nędzną wegetację. Bo młodsze pokolenie, ze składek którego byłaby ona
        wypłacana – masowo emigruje. Młodzi nie chcą takiego życia, jakie im stworzyły
        kolejne rządy:
        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3511992.html
        A decyzje młodzieży o emigracji, które mnie bardzo bolą, ale które rozumiem,
        skutkują dla mojego pokolenia właśnie wysokością emerytury. I cóż dziwnego w
        tym, że oczekuję od władzy zdecydowanych działań, aby tę młodzież zatrzymać w
        kraju, byśmy z potencjału jej sił i umysłów korzystali wszyscy?

        Jeżeli ta władza i jej decyzje byłyby akceptowane przez młodych, to przecież
        nie wyjeżdżaliby tak gromadnie. Tam, za granicami kraju też nie jest im łatwo
        żyć.
        Nasi inżynierowie, absolwenci uniwersytetów jadą głównie zmywać naczynia,
        podawać w restauracjach, pracować w domach opieki, bo liczą na to, że z czasem
        się tam urządzą. Bo tutaj, nawet gdyby wykonywali takie same prace – nie są w
        stanie założyć rodziny, bo z otrzymywanego wynagrodzenia jej nie utrzymają.

        Poza tym , jak stwierdza socjolog Mirosław Chałubiński ( GW z 31.07. 2006
        r. „Pożytki z emigracji”wink: „crying...) pewną rolę zaczynają odgrywać też względy
        polityczne. Młodzi obawiają się klerykalizmu, powrotu autorytatywnych rządów,
        śmiesznych i zarazem przerażających postaw czołowych polityków wobec seksu czy
        życia religijnego. Z coraz większym niesmakiem patrzą na obniżenie poziomu
        debaty publicznej, pełnienie wysokich funkcji państwowych przez przestępców
        skazanych prawomocnymi wyrokami lub pomysły ministra edukacji (...) .

        Wyjeżdżają przedstawiciele wielu zawodów, m.in. służby zdrowia. A przecież
        opieka zdrowotna ma podstawowe znaczenie dla każdego społeczeństwa.
        Jak to jest możliwe, aby w stolicy europejskiego kraju nie było wolnych łóżek w
        szpitalach położniczych serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3514968.html
        Wyjeżdżają anestezjolodzy
        praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,68745,3517341.html Z powodu braku
        pielęgniarek zamyka się szpitale
        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3529833.html a za parę lat,
        najpóźniej w 2008 r., system opieki pielęgniarskiej może się załamać
        całkowicie.

        Tak się złożyło, że ostatnio codziennie, a nawet dwa razy dziennie bywam w
        szpitalu, gdzie leży bardzo bliska mi osoba. I cały oddział internistyczny z
        ciężko chorymi, w większości leżącymi, a więc wymagającymi szczególnej opieki,
        obsługuje na zmianie tylko jedna(!) pielęgniarka i jedna(!) salowa. Naprawdę
        podziwiam te kobiety, które za 800-1000 zł miesięcznie tak bardzo ciężko
        pracują. Może by tak rząd pomyślał, co zrobić, aby tacy ludzie otrzymywali
        wynagrodzenie adekwatne do ich pracy? Co zrobimy, jak wyjada wszyscy?
        Ostatnio prasa doniosła, że przerwano leczenie chorych na nowotwory złośliwe,
        bo zamówienia na niezbędne leki nie zostały złożone zgodnie z obowiązującymi
        procedurami.
        A że skutki czyjejś niekompetencji ponieśli ci, których los już doświadczył
        dostatecznie? A takie sytuacje zdarzają się coraz częściej. I nikt nie ponosi
        za to odpowiedzialności.

        Ale do tego, by znaleźć odpowiednie rozwiązania potrzebni są ludzie, którzy
        mają wiedzę w danej dziedzinie i którym zależy na tym, aby w naszym kraju było
        lepiej. A jacy ludzie podejmują u nas decyzje? Posty w niniejs
        • e-baba Re: Kraj malkontentów... - cd. 09.08.06, 22:41
          Przepraszam, tak się rozpisałam, że nie zmieściło się w poprzednim poście.
          A więc c.d:
          Ale do tego, by znaleźć odpowiednie rozwiązania potrzebni są ludzie, którzy
          mają wiedzę w danej dziedzinie i którym zależy na tym, aby w naszym kraju było
          lepiej. A jacy ludzie podejmują u nas decyzje? Posty w niniejszym wątku są
          jednym z wielu dowodów na to, że na pewno nie są oni tymi właściwymi. Mało?
          Kolejny z wielu przykładów: szefową Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji
          Rolnictwa w Jarocinie została osoba, która nie spełniała żadnych z podstawowych
          warunków określonych w ogłoszeniu o naborze:
          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3492349.html
          Polska otrzymuje naprawdę różne i niemałe dotacje z Unii Europejskiej. Szkoda
          tylko, że z powodu niekompetencji osób odpowiedzialnych za ich właściwe
          wykorzystanie po prostu marnujemy je, narażając się na słuszne zarzuty
          ofiarodawców: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3510132.html

          Rząd kraju należącego do Wspólnoty Europejskiej, owszem, chętnie bierze
          wszystkie przekazywane mu fundusze, choć z ich prawidłowym wykorzystaniem bywa
          kiepsko, natomiast odrzuca wszelkie zasady, które z tą przynależnością są
          związane. Na kluczowych stanowiskach obsadza ludzi, którzy reprezentują poglądy
          sprzeczne z europejskimi zasadami, np. wiceprezesem TVP mianowany został Piotr
          Farfał, który przez dwa lata był wydawcą rasistowskiej gazety "Front". "Nie
          tolerujemy tchórzów, konfidentów i Żydów" - tak deklarował swój światopogląd:
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3428042.html
          Władza więc nie tylko nie podejmuje działań niezbędnych do tego, aby obywatele
          mieli poczucie rzeczywistej przynależności do europejskiej wspólnoty, a wręcz
          przeciwnie – przy pomocy wszelkich dostępnych środków stara się utrzymać
          zaściankowy charakter naszego kraju. W czasach, kiedy Europa propaguje
          tolerancję wobec wszelkiej inności - pojawia się homofobia, kiedy coraz
          powszechniejsze są wielokulturowe społeczności - pojawiają się w kraju grupy
          prezentujące postawy ksenofobiczne.. Kiedyś sporadyczne były przypadki agresji
          wobec cudzoziemców lub osób innych narodowości, teraz zdarzają się coraz
          częściej. Jak czują się w naszym kraju cudzoziemcy, których różni od nas ich
          kolor skóry? Warto o tym poczytać:
          serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3529278.html
          Jak czuliby się Polacy, gdyby poza granicami naszego kraju byli tak właśnie
          traktowani i tylko dlatego, że urodzili się w Polsce?
          Czyżbyśmy zapomnieli, że Polska jest tym krajem, którego historię przez
          ostatnie 200 lat w istotny sposób kształtowali ludzie żyjący na wygnaniu? Skoro
          tak wielu prześladowanych w kraju Polaków znalazło schronienie poza jego
          granicami – dlaczego odmawiamy schronienia tym, którzy są prześladowani w
          swojej ojczyźnie. Bo dla uchodźców robimy naprawdę niewiele, a cudzoziemcy nie
          są dobrze w naszym kraju widziani. Dlaczego władza nie podejmuje zdecydowanych
          działań, aby taki stan rzeczy uległ zmianie?

          A ponadto, nie bacząc na to, że dla większości obywateli, którym żyje się
          naprawdę ciężko, dla władzy ważniejsza jest teraźniejszość i przyszłość -
          zamiast chleba urządza się im nowoczesne igrzyska, bo takimi przynajmniej dla
          mnie, są wciąż nowe polowania na czarownice. Jakby tego było mało – Sejm nasz
          pracuje obecnie na nową ustawą lustracyjną:
          serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3500528.html. Jeżeli wejdzie ona w życie
          w proponowanej wersji – to każdy pracodawca może zażądać zaświadczenia z
          Instytutu Pamięci Narodowej, czy pracownik figuruje w materiałach Instytutu.
          Jeżeli IPN z powodu nawału pracy zaświadczenia w stosownym terminie nie wyda –
          można utracić szansę na stanowisko, o które się ubiega, a gdzie takie
          zaświadczenie jest wymagane. A może okazać się, jak w przypadku Zyty
          Gilowskiej, że niewinnych ofiar może być sporo. Kto bowiem może mieć 100 %
          pewności, że w jakimś charakterze gdzieś w aktach IPN-u nie figuruje, choć
          żadnego działania w tym celu nigdy nie podjął, tylko na jakimś spotkaniu
          towarzyskim coś chlapnął jęzorem? Ale wtedy nie będzie zmiłuj się, bo pracę
          stracisz. A czy podobnie jak byłej wicepremier, stworzy się im możliwość tak
          szybkiego oczyszczenia? Zachodnia prasa bardzo krytycznie odnosi się do takich
          działań, nazywając je nawet „McCarthyzmem po polsku”
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23923&w=45732034&a=46030595
          Zwalniani są ze stanowisk ludzie o innym niż dopuszczalny przez władzę
          światopoglądzie i którzy publicznie zabierają głos na tematy, których władza
          nie toleruje, np. : Max Cegielski został zwolniony z radia za uwagę o LPR:
          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3478049.html
          A nasz Parlament, który co rusz kolejne dziwne, a nawet niezgodne z
          Konstytucją, ustawy podejmuje? Przecież poseł to reprezentant Narodu. A jak
          może moje i innych interesy reprezentować przestępca? Na ławach sejmowych
          zasiadają bowiem ludzie, którym zostały udowodnione przestępstwa i którzy
          zostali skazani przez niezawisłe sądy. A pracodawcy nawet na poślednie bardzo
          stanowiska wymagają zaświadczenia o niekaralności, a więc człowiek skazany nie
          może być zwykłym magazynierem, ale zgodnie z naszym prawem – może być
          parlamentarzystą. I to, moim zdaniem, oddaje charakter naszego prawodawstwa.
          I na koniec – Polska aspiruje do miana europejskiego kraju. Jak się okazuje -
          sama formalna przynależność to jednak za mało. Bo jej wizerunek w oczach
          innych tej europejskości, niestety, nie potwierdza:
          www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2006080702

          Dlaczego więc mam nie krytykować tego, co wzbudza moje oburzenie? Wiem, że nie
          przyniesie to żadnego rezultatu, ale będę pisać. Bo przecież decyzje zapadające
          na górze i podejmowane przez ludzi niekompetentnych przekładają się
          bezpośrednio na życie moje i innych żyjących w tym kraju. Jestem jeszcze czynna
          zawodowo, a moje dzieci będą lada chwila wchodzić na rynek pracy.
          Prawdopodobnie więc przede mną wiele burzliwych lat. Minimum tego, co mogę
          zrobić, to dostrzegać nieprawidłowości władzy. I to robię.
          A że na forum? Czy cos w tym złego? Przecież jest to miejsce i na rozmowy i na
          monologi – jeżeli temat nie zainteresuje innych. Oprócz koniecznych każdemu
          człowiekowi rozmów o charakterze lekkim i zwierzeń, jeżeli ktoś ich potrzebuje -
          każdy może poruszać tematy, które go interesują lub bulwersują. I ja tak
          robię. Poczynań i krytyki rządzących dotyczą zaledwie dwa spośród wątków na tym
          forum – „IV RP – teraz k... my” i „ Nasza władza” Ten ostatni ma wiele postów,
          a każdy z nich zawiera dowód na niekompetencję władzy. Czyja to wina, że tyle
          ich jest? Do niniejszej odpowiedzi wybrałam tylko artykuły z ostatnich
          zaledwie dni. Ale są i wcześniejsze, być może bardziej przekonywujące.

          Było kiedyś źle, bo nie było wolności. Ale czy teraz, po 17 latach posiadania
          tej upragnionej wolności, zwykłemu człowiekowi jest w naszym kraju lepiej?
          Oceny tego czasu, w którym przecież ekipa rządząca zmieniała się często,
          dokonałam tutaj:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23923&w=43022134&a=45076216
          Jako podsumowanie chciałabym dodać, że nie jest dla mnie ważne z jakiej opcji
          wywodzą się nasi przywódcy. Jest mi to zupełnie obojętne. Chcę tylko mieć
          poczucie, że żyję w prze
          • e-baba Re: Kraj malkontentów... - cd. - cz. 3 09.08.06, 22:42
            Jako podsumowanie chciałabym dodać, że nie jest dla mnie ważne z jakiej opcji
            wywodzą się nasi przywódcy. Jest mi to zupełnie obojętne. Chcę tylko mieć
            poczucie, że żyję w przewidywalnym kraju. Ale to, patrząc na działania naszej
            władzy – jest raczej niemożliwe.
            Jedno, co muszę przyznać to fakt, że taką władzę sami przecież sobie
            wybraliśmy. Może więc tylko na taką zasługujemy?
            • natla Re: Kraj malkontentów... - cd. - cz. 3 09.08.06, 23:27
              Usłyszałam, jak kamień uderzył o zimię wink)
              A władzy nie wybralismy sobie sami....władzę wybrali ci, którzy nie poszli
              głosować! I oni nie mają prawa narzekać.
              Przed nami kolejne wybory.....moze zmądrzeli......bo jak nie, to czarno widzę.
              • august2 Re: Kraj malkontentów... - od Augusta 10.08.06, 03:43
                Wrzucilem ten watek tak troche z premedytacji zeby
                uslyszec wasza reakcje...
                E-babo - dzieki za twa ocene. Widze ze siedzisz w temacie bardzo
                mocno..
                Natlo ty rowniez masz swoj mocny punkt widzenia.

                Z mego "punktu siedzenia" nie moge sie zbytnio wtracac ale wam napisze,
                ze w mym obecnym kraju (od 82 roku) tez nie wszystko jest wspaniale.
                Niektore poczynania "wladzy" moga tez doprowadzac do frustracji.


                Od dluzszego czasu (a wlasciwie od lat) slucham radia jak jestem na drodze
                z pracy jak i do pracy. Jest to bardzo popularna tu forma “talk-show” (czyli
                stacja tylko mowiona) Na poczatku to nieraz sie dziwilem ze takie sprawy mozna
                poruszac w radio.
                W telewizji sa te rozne polityczne sprawy poruszane ale sa one bardziej
                stonowane.
                W radio prowadzacy show jak to sie mowi “wala prosto z mostu”.

                Czy wiecie ze ta stacja ktora slucham przyczynila sie w duzej mierze do
                odwolania - drugiego w historii Kalifornii, Gubernatora?

                Jezeli obywatele nie zgadzaja sie pewnymi poczynaniami wladzy lokalnej, czy
                stanowej moga np robic “referendum” i majac okreslona liczbe podpisow, moga
                wniesc te propozycje pod glosowanie calego stanu lub miasta. Co roku robione sa
                roznegno rodzaju propozycje I te ktore sa przeglosowane staja sie prawem. Jest
                to olbrzymia bron w rekach obywateli.

                Czy u was sa podobne oddolne ruchy zwyklych obywateli? Niekoniecznie na
                skale krajowa ale np wojewodztwa, powiatu czy miasta i gminy?
                Np ja naleze do organizacji ktorej celem jest pomoc ludziom chorym
                oraz ich rodzinom. Place skladki, chodze na zebrania I jezeli potrzeba
                robimy akcje wysylania listow do naszych reprezentantow w stanie Kalifornia.
                Nie zawsze osiagamy co chcemy ale w wielu przypadkach prawo zostalo
                zmienione. Reprezenatanci licza sie z grupa. Wiedza ze jak nic nie zrobia
                w nastepnych wyborach – musza sie pozeganc ze stolkiem.
                Czy wiecie ze jak napisze do mych reprezentatow to zawsze odpisuja?

                Widze e-babo ze pasji ci nie brakuje. Moze twoje miejsce jest wlasnie
                w takim oddolnym ruchu. Mozna naprzyklad zaczynac malymi krokami I robic
                powoli obywatelska robote. Duzo z was jest na emeryturze. Moze takie
                dzialnie w oragnizacjacch was zadowoli. Nie wierze ze wszystkie organizacje
                sa skorumpowane. Od czegos trzeba zaczac. Jestescie w dobrej sytuacji ze
                nie musicie sie kryc z pogladami..

                To tyle (na razie) z dala od Augusta.
                • sagittarius954 Re: Kraj malkontentów... - od Augusta 10.08.06, 04:05
                  Już miałem odpowiedzieć w podobnym tonie jak napisała e-baba, ale ponieważ temat
                  zgłębiła nie będę się powtarzał . Dotkne tylko sprawy prywatyzacji zakładów .
                  Ostatnio zalecenia rządu są w tym temacie są jednoznaczne , sprywatyzować
                  "wszystko" bo to przyniesie srodki dla budżetu . Nikogo nie obchodzi los ludzi
                  pracujących w tych zakładach . Liczą się tylko pieniądze i krótkotrwałe
                  patrzenie ze stanowiska przedstawiciela rządu. Sprzedaż nieraz niezłych i
                  przynoszących krocie przedsiębiorstw ,nieraz słabych jednak utrzymujących się na
                  rynku i dających zatrudnienie pracownikom i utrzymanie ich rodzinom . Małe
                  zakłady nie mające siły przebicia , górników , stoczniowców , kilkset osobowe(
                  do 200) porzucane są przez władzę dla jednorazowego zysku budżetu. Jak mam swą
                  mentalność przestawić na tory rynkowe jeśli widzę ,że człowiek się nie liczy ,
                  jest tylko kosztem za to t co istnieje w przedsiębiorstwiejest bardziej ceniona
                  . Tak staję się malkontentem . Kilkadziesiąt lat wpajano mi ,że jestem
                  właścicielem tego co wypracowałem i jedną decyzją jest mi to odbierane dla gry
                  giełdowej . Jestem niepotrzebną rzeczą nie przynoszącą budżetowi zysków,
                  oczekiwanych zysków . Dla wskaźników ekonomicznych robi się więcej niż dla
                  człowieka . I tyle.
                  • kryzar Re: Kraj malkontentów... - od Augusta 10.08.06, 10:26
                    e-baba,natla i sagi już napisali bardzo szczegółowo o sytuacji od 1989r w naszym kraju i smutne to, ale muszę im przyznać rację.
                    A teraz i ja dorzucę ze dwa zdania z własnego regionu. W moim mieście, gdzie bezrobocie jest bardzo niskie ok 7% / jak na polskie warunki/ też jest różnie.
                    Młodzi, dobrze wykształceni wyjeżdżają do UE i tam znajdują zatrudnienie i łatwiejsze życie.
                    W moim mieście jednym z dużych zakładów pracy jest stocznia, kiedyś zatrudniająca wielotysięczną rzeszę ludzi, teraz pracowników jest znacznie mniej, ale i produkcja też jest mniejsza. Stoczniowcy, kiedyś elita płacowa, teraz często mają problemy finansowe.
                    Stocznia po prywatyzacji płaci swoim pracownikom na raty i z dużym opóźnieniem
                    Czy człowieka, który nie otrzymuje za swoją dobrze wykonaną pracę zapłaty też
                    można nazwać malkontentem? Teraz, po paru latach po prywatyzacji przebąkuje się nawet o nacjonalizacji stoczni. Czy o to chodziło?
                    Czy to są malkontenci, gdy pracodawca proponuje pracę na czarno, za minimalną stawkę lub tz samozatrudnienie, natomiast zarząd stoczni ma się finansowo dobrze?
                    Auguśnie czytając twoje wypowiedzi wiem, że masz stały kontakt ze
                    służbą zdrowia, więc dopowiedz sobie , czy to malkontent narzeka czekając 10 miesięcy do okulisty lub jeszcze dłużej do ortopedy? To są drobiazgi ale bardzo uprzykrzające życie.
                    Warto popytać co myślą dawni, zwykli członkowie solidarności. Nie działacze związkowi, ale zwykli pracownicy pracujący często w strasznych warunkach.
                    A czy malkontentem można nazwać człowieka, który narzeka na radnych i posłów
                    przekazujących lekką ręką olbrzymie kwoty na budowę kościoła, gdy brakuje
                    na edukację, służbę zdrowia, drogi?
                    Powiesz, że sami wybraliśmy sobie taką władzę.
                    Tak to prawda, ale mam nadzieję, że kiedyś będzie inaczej


                    • sagittarius954 Re: Kraj malkontentów... - od Augusta 11.08.06, 05:13
                      Po słowach kryzar dodam tylko tyle. Byłoby mniej narzekania, gdyby znów wróciły
                      czasy solidarności ludzkiej , nie tej związkowej , ale ludzkiej , niektóre
                      decyzje władzy można wtedy przebyć znacznie łątwiej. Lecz gdy np. minister Dorn
                      odwraca sie od człowieka jak od tej pani mówiącej o mieszkaniu w 5 osób tracąc
                      dobytek w powodzi jest miszczególnie źle i wiem, że zostało mi tylko narzekanie
                      nawet do samego siebie...
                      • august2 Re: Kraj malkontentów... - od Augusta 12.08.06, 18:57
                        Wlasnie wczoraj otrzymalem e-mail od znajomej, ktora po
                        kilkunastu latach pobytu w USA wrocila do Polski.
                        Oto pewne jej spostrzezenie:

                        "Widze wyrazna roznice pomiedzy Polakami i Amerykanami ; Polacy lubia sobie
                        ponarzekac.Polacy nie znajduja pozytywow / nie wszyscy, oczywiscie / w zyciu.."

                        Tutaj przypomnialo mi sie jak bodajze w latach 60-tych (a moze na poczatku
                        70-tych?) moj ojciec na domowym przyjeciu mowil cos takiego:
                        "wydaje mi sie ze przed wojna ludzie byli jakby weselsi, bardziej szczesliwi..
                        bylo biednie ale wesolo [..]"




                        • kryzar do Augusta 12.08.06, 19:13
                          a teraz moje pokolenie mówi, że za PRL-u było biednie ale wesoło. Były długie Polaków rozmowy, był czas na ploty, na kino, teatr i książki. Teraz młodzi ludzie aby przeżyć tyrają od rana do nocy i nieliczni korzytają z kosztownych dóbr kultury. Rówieśnicy mojego dziecka są już po studiach i albo studiują 2-gi kierunek aby prysnąć, albo już wyjechali. Źle jest w małych miejscowościach, gdzie brakuje pracy lub jest na czarno. To , że ktoś ma telewizor czy DVD a nawet kilkunastoletni samochód nie świadczy o dobrobycie. Nam dokuczją najbardziej stale organizowane "igrzyska" , tu nie mam nic pewnego.
                        • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Kraj malkontentów... - od Augusta 12.08.06, 19:14
                          august2 napisał:
                          > >>>..........<<<<< ( tu ciachnęłam cytując)
                          Tutaj przypomnialo mi sie jak bodajze w latach 60-tych (a moze na poczatku
                          70-tych?) moj ojciec na domowym przyjeciu mowil cos takiego:
                          "wydaje mi sie ze przed wojna ludzie byli jakby weselsi, bardziej szczesliwi..
                          bylo biednie ale wesolo [..]"

                          Nie zapominaj jednak, że Twój Ojciec wspominał wówczas czas, gdy On sam był
                          młody, młodszy niż podczas cytowanego wspomnienia o domowym przyjęciu.
                          A wtedy wszystko afirmujemy. Młodość tak uskrzydla, że patrząc wstecz,
                          patrzymy przez różowe okulary na te dni, kiedy optymizm, testosteroni
                          estrogeny utrzymywały nas w dobrej kondycji..i fizycznej a tym samym i w
                          psychicznej.

                          >
                          >
                          • august2 Re: Kraj malkontentów... - od Augusta 12.08.06, 19:44
                            Do PADALCOWEJ

                            to wlasnie mialem na mysli piszac te slowa mego ojca.
                            (trafilas w sedno)
                            Na przeszlosc patrzy sie zawsze inaczej... nawet wiezienie
                            wspomninam teraz troche z humorem

                            • kryzar IV RP i TKM zaklepała budżet na 2007rok 17.12.06, 15:52
                              i zawieruszyło się gdzieś tanie państwo.
                              www.gazetawyborcza.pl/1,75248,3796890.html
                              • uyu Re: IV RP i TKM zaklepała budżet na 2007rok 17.12.06, 21:52
                                Dziekuje bardzo e-babie za doskonale przedstawienie sytuacji.

                                Po latach spedzonych we Francji we wrzesniu tego roku zamieszkalam w kraju.
                                Mysle, ze po czterech miesiacach moge smialo powiedziec, ze polacy maja pelne
                                prawo do wyrazania niezadowolenia. Dlugo by pisac o tym dlaczego, tyle
                                przejawow nieudacznictwa, braku wyobrazni i kompetencji mozna napotkac na
                                kazdym kroku. Kafka w grobie sie obraca z zazdrosci, ze to nie on wymyslil ten
                                absurd.
                                Przyklad: Maz formalista chce otrzymac karte pobytu. Idziemy do odpowiedniego
                                urzedu. Na nasza prosbe mile panie odpowiadaja tak: "Niestety nie mozemy nic
                                zrobic, bo jeszcze nie do konca nauczylysmy sie starych przepisow, gdy juz
                                weszly nowe, ktore jeszcze do nas nie dotarly. Jesli ma pan zameldowanie to juz
                                jest ok." A gdzie przestrzeganie europejskich ustalen dotyczacych emigracji?
                                I tak jest w wielu innych, o wiele bardziej istotnych dla spoleczenstwa,
                                domenach zycia.
                                Pozwole sobie dorzucic, ze prasa emigracyjna jest najmniej miarodajna prasa
                                jaka znam. Szkoda tylko, ze ma silny wplyw na czytelnikow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka