toskania8
15.03.07, 18:33
Witajcie, oto jestem, a oto pierwsza część mojej florenckiejopwiastki -
zapraszam.
OGRÓD SZTUK
Florencja marzec 2007
Tak, tym właśnie jest Florencja, Ogrodem Sztuk, sama w sobie jest wielkim,
cudownym dziełem sztuki. To tu przecież wybuchł Renesans, to jedyne miejsce
na ziemi, gdzie na tak małym obszarze, w promieniu 15 – 20 minut spaceru
wokół Duomo, jest takie nagromadzenie arcydzieł architektury, rzeźby,
malarstwa. To jest miasto, po którym można spacerować mając za przewodnik
Udrękę i Ekstazę Irving Stone’a – beletryzowaną, ale dokładną biografię
Michała Anioła. Idziesz ulicą z książką w ręku i mijasz te same ulice, te
same kościoły i pałace, te same rzeźby we wnękach budowli…niezwykłe. A
przecież minęło 500 lat! Tylko właśnie lektura tej książki, którą wzięłam do
czytania tam, była z jednej strony przeżyciem niezwykłym zgoła, właśnie z
racji owej możliwości widzenia tego, o czym się czyta, z drugiej jednak
strony uświadamiała mi, jak ubogie i powierzchowne było to moje widzenie. Tam
by trzeb być miesiącami, krążyć po kościołach i galeriach i oczami Michała
Anioła porównywać, na którym krucyfiksie postać Chrystusa wyraża pokorę i
poddanie, na który cierpienie a na którym zwycięstwo nad śmiercią.
Porównywać postacie Madonny, szczegóły fresków i obrazów, patrzeć jak Dawida
czy Herkulesa pokazywał Michał Anioł, jak Donatello…. I tak dalej, i tak
można by dniami i tygodniami.
Ale nam dane było tylko kilka dni, które starałyśmy się jak najlepiej
wykorzystać.
Otwórzmy tedy okno naszego hotelowego pokoiku, by na dobry początek ujrzeć
na wyciagnięcie ręki Campanillę Giotta i kopułę Duomo, fantastyczne dzieło
Bruneleschiego, a w spojrzawszy w druga stronę także tuż obok kopułę San
Lorenzo, prywatnego kościoła Medyceuszów.
Dziś czasu starczy nam już tylko na spacer, przywitanie się z Duomo,
Piazza Signoria z moim ukochanym Dawidem, przejście Ponto Vecchio na drugą
stronę Arno, aż do Palazzo Pitti. Ponto Vecchio to dziś elegancka uliczka
złotników po obu stronach mostu. Wokół unosi się dyskretny zapach perfum
wytwornej klienteli. Ongiś jednak były tu wcale nie wonne kramy rzeźników.
Idziemy w oszołomieniu, ale pora na kolację. To nasza pierwsza i jedyna
kolacja w restauracji. Rachunek za trzy talerze makaronu i dzbanek lichego
wina jest taki, że od jutra będziemy ucztować inaczej, ale o tym za chwilę.
Pobudka wczesna, bo już na 8.30 mamy zarezerwowane przez Internet wejście do
Galerii Akademia. O tej porze roku Florencja jest dość pusta, bilety
dostałybyśmy na miejscu, ale wolałam się zabezpieczyć, bo w sezonie nie da
się tu wejść bez rezerwacji albo dłuuugiej kolejki.
Galeria mieści się przy Piazza San Marco, w miejscu, gdzie znajdował się
założony prze Lorenzo il Magnifico Medici ogród rzeźbiarzy. Założony, by
reaktywować florenckie rzeźbiarstwo, tu właśnie pierwsze swoje nauki u
Mistrza Bertoldo, pobierał Michał Anioł.
Najpierw kilka sal ze średniowieczną sztuką sakralną, ale nie tego tu
szukamy. W kolejnej sali – są ! Rzeźby Michała Anioła. Najpierw cztery
posągi tzw. Prigionieri, czyli Więźniowie - pozornie niedokończone postaci,
jakby wydobywające się z bloków marmuru. Były przeznaczone na grób Papieża
Juliusza II. Pozostałe dwa są w Luwrze. Jest jakaś niezwykła siła w tych
posągach, gdzie nie wiadomo, gdzie jeszcze bryła marmuru, a gdzie już ludzka
postać, siła wydobywania się, pokonywania losu.
Obok nich Pieta Palestrina, jedno z ostatnich dzieł artysty. Hania, która
patrzy okiem lekarza, powiedziała – jak tu wyraźnie widać, że to jest martwe
ciało! Jakże inna jest to rzeźba od najsłynniejszej, śnieżnobiałej Piety w
rzymskim San Pietro! Tu marmur jest pociemniały, rzeźba ma chropowatą
fakturę, postaci nie są dopracowane w szczegółach, ale bije z niej rozpacz
udręczonej Matki dźwigającej ciężar nad siły – większe od Niej, bezwładne
ciało zdjętego z Krzyża Syna. Chyba właśnie przez owe niedopowiedzenia, ta
Pieta jakoś bardziej wstrząsa, pokazuje tragizm sytuacji. Tamta, piękna ale
spokojna, kołysze Syna do snu. Tu woła – coście mu zrobili!
Ale oto tuż obok, ale w oddzielnej wnęce – niemal symbol sztuki Mistrza
Buonarottiego – Dawid. Kopie, dla ochrony przed wpływami atmosfery, stoją
przed Palazzo Vecchio i na Piazzale Michelangelo (wpadniemy tam wieczorem),
tu stoimy przed oryginałem.
Krytykowany przez niektórych „znawców” za rzekomo zakłócone proporcje, jest
od wieków uwielbiany przez przybywające do Florencji tłumy, w tym gorąco i
przeze mnie.
Bo też niezwykła to jest uroda. Współczesny Michałowi florencki malarz i
architekt, Vasari tak powiedział „Dzieło to zaćmiło wszystkie posągi
współczesne i starożytne, czy to greckie, czy to rzymskie, kto je raz
zobaczy, nie czuje już potrzeby oglądania innych rzeźb, powstałych w naszych
bądź też w innych czasach, za sprawą jakiegokolwiek artysty”. Z podobnym
entuzjazmem przyjęli dzieło inni, właściwe wszyscy współcześni mu artyści,
jak też i zwykli florentyńczycy. Z takim samym zachwytem oddają mu pokłon
kolejne pokolenia, pokłon uwielbienia dla doskonałości dzieła i wielkości
ludzkiego geniuszu. U stóp posągu grupka amerykańskich studentów,
zasłuchanych w wykład nauczyciela, pilnie szkicuje i robi notatki . Tylko
pozazdrościć takiej lekcji. A są one tu w dość powszechnym zwyczaju. Tak
się od zarania uczy obcowania ze sztuką i jej rozumienia.
Pora opuścić Galerię, wychodzimy na Piazza San Marco, pod drugiej stronie
placu - kościół San Marco i klasztor, w którym właśnie w czasach Michała
Anioła żył i głosił swe płomienne nauki Savonarola, póki nie spłonął na
stosie na Piazza Signoria, co upamiętnia wbudowana w to miejsce tablica.
Tuż obok, prawie za rogiem – kościół Santa Annunziata, czyli Zwiastowania na
placu o tej samej nazwie a obok Spedale degli Innocenti, czyli Szpital
Niewiniątek, z długim rzędem smukłych, arkadowych kolumienek. Był to
pierwszy we Florencji przytułek dla podrzutków, projektowany przez
Bruneleschiego i majolikowymi medalionami z figurkami niemowląt
przyozdobiony przez Andrea Della Robia. Cóż, w tak zakochanym w pięknie
mieście nawet przytułek musiał być tworzony przez mistrzów.
Na placu jeszcze piękna fontanna Pietra Tacca i konny posąg Ferdinando
Medici, ojca Cosimo twórcy wielkości rodu Medyceuszy wykonany z brązu przez
Gianbolognę.
Pora na nieco bardziej prozaiczne atrakcje, choć i tu znajdziemy wiele z
poezji.
Idziemy do Mercato Centrale, czyli głównej hali targowej, robimy zakupy na
kolację.
Można sobie tylko wyobrażać, jak jest tu w pełni lata, ale i teraz piętrzą
się stosy różnokolorowych warzyw i owoców. Zapachy suszonych pomidorów,
grzybów, ziół, przypraw, mieszają się z wonią wiszących nad stoiskami
wędliniarzy pęków najrozmaitszych gatunków salami, ogromnych, suszonych na
powietrzu prosciutto, kiełbasek długich i króciutkich, cieniutkich i
grubaśnych, aaach… doprawdy, czyż to nie poezja? A na ladzie różowiutka
mortadela, inkrustowany plasterkami ozorka salcesonik. Mięska najrozmaitsze,
przygotowane do pieczenia i smażenia, obwiązane sznureczkiem pieczenie,
doprawione szaszłyki, plastry befsztyków, drób rozmaity, co tylko jeszcze,
nie sposób wymienić. No i do tego jeszcze bogactwo serów, mięciutkiej
białej ricotty, mozarelli, przez świeże i podwędzane gruszkowate scamorza,
po parmigiano , a nade wszystko nasze ukochane peccorino di Pienza, w
omszałej skórce, o zwartym miąższu, pikantnym smaczku i zniewalającym, aż
wiercącym w nosie zapachu. Są też dziesiątki rodzajów oliwek, marynowane w
oliwie płaty melanzane, czyli bakłażanów, rozmaite pasty i sałatki.
Stoisko z pieczywem także sprawia, że stajemy bezradne i nie wiemy, co wybrać.
Idziemy jeszcze na piętro, a tam nowe niespodziank