Dodaj do ulubionych

Ogród Sztuk

15.03.07, 18:33
Witajcie, oto jestem, a oto pierwsza część mojej florenckiejopwiastki -
zapraszam.

OGRÓD SZTUK
Florencja marzec 2007


Tak, tym właśnie jest Florencja, Ogrodem Sztuk, sama w sobie jest wielkim,
cudownym dziełem sztuki. To tu przecież wybuchł Renesans, to jedyne miejsce
na ziemi, gdzie na tak małym obszarze, w promieniu 15 – 20 minut spaceru
wokół Duomo, jest takie nagromadzenie arcydzieł architektury, rzeźby,
malarstwa. To jest miasto, po którym można spacerować mając za przewodnik
Udrękę i Ekstazę Irving Stone’a – beletryzowaną, ale dokładną biografię
Michała Anioła. Idziesz ulicą z książką w ręku i mijasz te same ulice, te
same kościoły i pałace, te same rzeźby we wnękach budowli…niezwykłe. A
przecież minęło 500 lat! Tylko właśnie lektura tej książki, którą wzięłam do
czytania tam, była z jednej strony przeżyciem niezwykłym zgoła, właśnie z
racji owej możliwości widzenia tego, o czym się czyta, z drugiej jednak
strony uświadamiała mi, jak ubogie i powierzchowne było to moje widzenie. Tam
by trzeb być miesiącami, krążyć po kościołach i galeriach i oczami Michała
Anioła porównywać, na którym krucyfiksie postać Chrystusa wyraża pokorę i
poddanie, na który cierpienie a na którym zwycięstwo nad śmiercią.
Porównywać postacie Madonny, szczegóły fresków i obrazów, patrzeć jak Dawida
czy Herkulesa pokazywał Michał Anioł, jak Donatello…. I tak dalej, i tak
można by dniami i tygodniami.
Ale nam dane było tylko kilka dni, które starałyśmy się jak najlepiej
wykorzystać.
Otwórzmy tedy okno naszego hotelowego pokoiku, by na dobry początek ujrzeć
na wyciagnięcie ręki Campanillę Giotta i kopułę Duomo, fantastyczne dzieło
Bruneleschiego, a w spojrzawszy w druga stronę także tuż obok kopułę San
Lorenzo, prywatnego kościoła Medyceuszów.
Dziś czasu starczy nam już tylko na spacer, przywitanie się z Duomo,
Piazza Signoria z moim ukochanym Dawidem, przejście Ponto Vecchio na drugą
stronę Arno, aż do Palazzo Pitti. Ponto Vecchio to dziś elegancka uliczka
złotników po obu stronach mostu. Wokół unosi się dyskretny zapach perfum
wytwornej klienteli. Ongiś jednak były tu wcale nie wonne kramy rzeźników.
Idziemy w oszołomieniu, ale pora na kolację. To nasza pierwsza i jedyna
kolacja w restauracji. Rachunek za trzy talerze makaronu i dzbanek lichego
wina jest taki, że od jutra będziemy ucztować inaczej, ale o tym za chwilę.

Pobudka wczesna, bo już na 8.30 mamy zarezerwowane przez Internet wejście do
Galerii Akademia. O tej porze roku Florencja jest dość pusta, bilety
dostałybyśmy na miejscu, ale wolałam się zabezpieczyć, bo w sezonie nie da
się tu wejść bez rezerwacji albo dłuuugiej kolejki.
Galeria mieści się przy Piazza San Marco, w miejscu, gdzie znajdował się
założony prze Lorenzo il Magnifico Medici ogród rzeźbiarzy. Założony, by
reaktywować florenckie rzeźbiarstwo, tu właśnie pierwsze swoje nauki u
Mistrza Bertoldo, pobierał Michał Anioł.
Najpierw kilka sal ze średniowieczną sztuką sakralną, ale nie tego tu
szukamy. W kolejnej sali – są ! Rzeźby Michała Anioła. Najpierw cztery
posągi tzw. Prigionieri, czyli Więźniowie - pozornie niedokończone postaci,
jakby wydobywające się z bloków marmuru. Były przeznaczone na grób Papieża
Juliusza II. Pozostałe dwa są w Luwrze. Jest jakaś niezwykła siła w tych
posągach, gdzie nie wiadomo, gdzie jeszcze bryła marmuru, a gdzie już ludzka
postać, siła wydobywania się, pokonywania losu.
Obok nich Pieta Palestrina, jedno z ostatnich dzieł artysty. Hania, która
patrzy okiem lekarza, powiedziała – jak tu wyraźnie widać, że to jest martwe
ciało! Jakże inna jest to rzeźba od najsłynniejszej, śnieżnobiałej Piety w
rzymskim San Pietro! Tu marmur jest pociemniały, rzeźba ma chropowatą
fakturę, postaci nie są dopracowane w szczegółach, ale bije z niej rozpacz
udręczonej Matki dźwigającej ciężar nad siły – większe od Niej, bezwładne
ciało zdjętego z Krzyża Syna. Chyba właśnie przez owe niedopowiedzenia, ta
Pieta jakoś bardziej wstrząsa, pokazuje tragizm sytuacji. Tamta, piękna ale
spokojna, kołysze Syna do snu. Tu woła – coście mu zrobili!
Ale oto tuż obok, ale w oddzielnej wnęce – niemal symbol sztuki Mistrza
Buonarottiego – Dawid. Kopie, dla ochrony przed wpływami atmosfery, stoją
przed Palazzo Vecchio i na Piazzale Michelangelo (wpadniemy tam wieczorem),
tu stoimy przed oryginałem.
Krytykowany przez niektórych „znawców” za rzekomo zakłócone proporcje, jest
od wieków uwielbiany przez przybywające do Florencji tłumy, w tym gorąco i
przeze mnie.
Bo też niezwykła to jest uroda. Współczesny Michałowi florencki malarz i
architekt, Vasari tak powiedział „Dzieło to zaćmiło wszystkie posągi
współczesne i starożytne, czy to greckie, czy to rzymskie, kto je raz
zobaczy, nie czuje już potrzeby oglądania innych rzeźb, powstałych w naszych
bądź też w innych czasach, za sprawą jakiegokolwiek artysty”. Z podobnym
entuzjazmem przyjęli dzieło inni, właściwe wszyscy współcześni mu artyści,
jak też i zwykli florentyńczycy. Z takim samym zachwytem oddają mu pokłon
kolejne pokolenia, pokłon uwielbienia dla doskonałości dzieła i wielkości
ludzkiego geniuszu. U stóp posągu grupka amerykańskich studentów,
zasłuchanych w wykład nauczyciela, pilnie szkicuje i robi notatki . Tylko
pozazdrościć takiej lekcji. A są one tu w dość powszechnym zwyczaju. Tak
się od zarania uczy obcowania ze sztuką i jej rozumienia.
Pora opuścić Galerię, wychodzimy na Piazza San Marco, pod drugiej stronie
placu - kościół San Marco i klasztor, w którym właśnie w czasach Michała
Anioła żył i głosił swe płomienne nauki Savonarola, póki nie spłonął na
stosie na Piazza Signoria, co upamiętnia wbudowana w to miejsce tablica.
Tuż obok, prawie za rogiem – kościół Santa Annunziata, czyli Zwiastowania na
placu o tej samej nazwie a obok Spedale degli Innocenti, czyli Szpital
Niewiniątek, z długim rzędem smukłych, arkadowych kolumienek. Był to
pierwszy we Florencji przytułek dla podrzutków, projektowany przez
Bruneleschiego i majolikowymi medalionami z figurkami niemowląt
przyozdobiony przez Andrea Della Robia. Cóż, w tak zakochanym w pięknie
mieście nawet przytułek musiał być tworzony przez mistrzów.
Na placu jeszcze piękna fontanna Pietra Tacca i konny posąg Ferdinando
Medici, ojca Cosimo twórcy wielkości rodu Medyceuszy wykonany z brązu przez
Gianbolognę.
Pora na nieco bardziej prozaiczne atrakcje, choć i tu znajdziemy wiele z
poezji.
Idziemy do Mercato Centrale, czyli głównej hali targowej, robimy zakupy na
kolację.
Można sobie tylko wyobrażać, jak jest tu w pełni lata, ale i teraz piętrzą
się stosy różnokolorowych warzyw i owoców. Zapachy suszonych pomidorów,
grzybów, ziół, przypraw, mieszają się z wonią wiszących nad stoiskami
wędliniarzy pęków najrozmaitszych gatunków salami, ogromnych, suszonych na
powietrzu prosciutto, kiełbasek długich i króciutkich, cieniutkich i
grubaśnych, aaach… doprawdy, czyż to nie poezja? A na ladzie różowiutka
mortadela, inkrustowany plasterkami ozorka salcesonik. Mięska najrozmaitsze,
przygotowane do pieczenia i smażenia, obwiązane sznureczkiem pieczenie,
doprawione szaszłyki, plastry befsztyków, drób rozmaity, co tylko jeszcze,
nie sposób wymienić. No i do tego jeszcze bogactwo serów, mięciutkiej
białej ricotty, mozarelli, przez świeże i podwędzane gruszkowate scamorza,
po parmigiano , a nade wszystko nasze ukochane peccorino di Pienza, w
omszałej skórce, o zwartym miąższu, pikantnym smaczku i zniewalającym, aż
wiercącym w nosie zapachu. Są też dziesiątki rodzajów oliwek, marynowane w
oliwie płaty melanzane, czyli bakłażanów, rozmaite pasty i sałatki.
Stoisko z pieczywem także sprawia, że stajemy bezradne i nie wiemy, co wybrać.
Idziemy jeszcze na piętro, a tam nowe niespodziank
Obserwuj wątek
    • maladanka Re: Ogród Sztuk 15.03.07, 19:26
      O Toskanio! czekam,czytam ...czytam,czekam...ja Cię po prostu uwielbiam!
      • tofika Re: Ogród Sztuk 15.03.07, 19:50
        Toskanio,
        opis Twoj ma to cos, ze czytajac czulam sie jakbym z Toba to wszystko
        ogladala..
        i oczywiscie (jak czesto mi to zdarza )zachecona Twoim opisem Florencjii,majac
        toszke czasu na interie pobieglam poszukac wiecej -poczytac,poogladac ..
        zyciorys Michala Aniola dokladniej przeanalizowac..
        pl.wikipedia.org/wiki/Florencja
        i wszystko co mozna tylko poogladalam,kazdy obraz powiekszajac ,wpatrujac,,
        Dzieki Toskanio,
        zdanie ostatnie niedokonczone ,wiec wiadomo ,
        ze jeszcze opis Twoj dalszy, wrazen pojawismile

        "Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to, czego nie zabiera..."
    • toskania8 Ogród Sztuk - to, co urwało 15.03.07, 19:50
      urwało końcówkę:
      Idziemy jeszcze na piętro, a tam nowe niespodzianki – wielki stragan z
      kandyzowanymi owocami. Żeby tylko! Śliwki, figi, kawałki bananów czy ananasa,
      to dość oczywiste. Ale już kandyzowane w całości maleńkie mandarynki, całe
      truskawki czy maliny to już ciekawsze. Nie dość na tym jednak! Znajdujemy
      jeszcze, ku naszemu zdumieniu, plastry imbiru, koktajlowe pomidorki, plasterki
      marchewki czy pietruszki. Ach, jakież to było pyszne ! Słodycz pomidorka
      mieszała się z pikantnym smaczkiem imbiru, cytrusowy zapach mandarynki walczył
      o lepsze z aromatem malin.
      Wychodzimy obładowane paczuszkami wszelkiego dobra. Przysiadamy na ławeczce
      na Pizza Duomo i pogryzamy nasz lunch - kęsy nasączonego oliwą chleba i
      plastry pachnącej mortadeli – z widokiem na kopułę Duomo smakuje niebiańsko.

      • del.wa.57 Re: Ogród Sztuk - to, co urwało 15.03.07, 20:34
        Byłas w pięknym miejscu Toskanio,chciałabym tam kiedys pojechać,może,kiedyś...
        Pochodziałam sobie z Toba po tym ogrodzie i podobnie jak Tofika zajrze na
        stronkę o Florencji,nic o niej nie wiem,aż wstyd!!
        A na koniec to narobiłas mi takiego smaku,że poszłam do kuchni cos zjeść a
        miałam nie jeść kolacjismile)
    • toskania8 Ogród Sztuk-część druga 15.03.07, 21:22
      oto odcinek drugi, na dziś dość, cdn jutro (a do końca daleko)
      Po krótkim odpoczynku, idziemy dalej.
      Całe popołudnie przeznaczamy na Duomo.
      Santa Maria del Fiore – Matka Boska od kwiatów, jaka piękna nazwa. Budowana od
      1296 do 1436 roku, a tak naprawdę ukończona w XIX wieku, bo dopiero wtedy
      wykonano fasadę, mistrzowsko dopasowaną do stojącej obok smukłej Campanilli
      i ośmiokątnego, przysadzistego Baptysterium. Wszystkie te budowle maja
      elewacje z pasm białego, zielonego i różowego marmuru, w fasadę katedry i
      Campanilli, czyli 82 – metrowej dzwonnicy wkomponowane są figury świętych (te
      na Campanilli są dziełem Pisana i Lucca Della Robia). Mówiąc o katedrze nie
      sposób nie wspomnieć o kopule – zaprojektowana i wykonana pod kierunkiem
      Bruneleschiego 91 – metrowa kopuła, o średnicy podstawy 50 m, była na owe
      czasy arcydziełem sztuki i majstersztykiem inżynierii. Budowana bez podpór,
      utrzymywana własnym ciężarem zmniejszającego się ku górze obwodu, zadziwia do
      dziś lekkością wznoszącego się owalu i finezją konstrukcji. Stojące tuż obok
      siebie te trzy budowle, stanowią kompozycję o niebywałej urodzie – lekkość
      barwnych ścian, smukłość Campanilli wtapiającej się w krągłości kopuły,
      przycupnięte u stóp katedry Baptysterium z wykonanymi przez Ghibertiego
      Drzwiami Raju, jak je nazwał Michał Anioł to widok, którego nie tylko nie da
      się zapomnieć, ale który co dzień od nowa, kiedy przechodziłyśmy Placem
      zapierał dech w piersiach, za każdym razem wydaje się, że zapomniałam, jakie to
      naprawdę jest piękne, aż prawie niemożliwe. O każdej porze dnia, w dzień
      słoneczny czy pochmurny, w złotych światłach wieczornych lamp, za każdym razem
      inne załamania świateł i cieni wydobywały nową urodę, zaskakiwały nowym
      blaskiem.
      Ale jak nieprawdopodobnie piękna jest Duomo z zewnątrz, tak nieco
      rozczarowuje wnętrzem. Malowidła wewnątrz kopuły nie przydają jej urody
      (zresztą zamalowywanie wnętrza nie było zamysłem Bruneleschiego), rozważano
      nawet podobno ich usunięcie. Poza tym wnętrze jest właściwe puste, zachowało
      gotycką formę. Jest parę rzeźb nagrobnych, kilka malowideł, w sumie wrażenie
      surowości pustki.
      Co cenniejsze dzieła z katedry, z fasady Campanilli i baptysterium,
      pozostałości dawnego kościoła Św.Reparaty, który wcześniej stał na tym
      miejscu, pomieszczono w Museo dell’Opera dell’Duomo, muzeum na tyłach katedry.
      Zachodzimy tam więc. Najważniejszym dla nas dziełem jest kolejna Peta Michała
      Anioła. Wykonana z brązowego marmuru, w klimacie nieco podobna do Piety
      Palestrina, wcześniej widzianej w Akademii. Jedną z głównych postaci jest tu
      Św. Nikodem, podtrzymujący bezwładne ciało Chrystusa – jego twarz jest
      autoportretem Michała Anioła a rzeźbę stworzył z myślą o własnym grobowcu.
      Stało się jednak inaczej. Madonna jest tu wątła i krucha, widać, że ciężar
      przerasta jej fizyczne i duchowe siły.
      Ale oprócz Piety wiele tam dzieł wspaniałych – oryginał Drzwi Raju
      Ghibertiego – wschodnich drzwi Baptysterium, rzeźby Pisano, Sansovino, Lucca
      Della Robia, majoliki Andrea Della Robia. Spośród dzieł Donatella najbardziej
      zapada w pamięć, choć nie ze względu na swą urodę, Maria Magdalena – wychudła
      postać w obszarpanej szacie, przygarbiona, przytłoczona czymś, co przerasta jej
      siły. Umieszczona na wystawie współczesnej rzeźby nie wzbudziłaby żadnego
      zdziwienia, byłaby tam całkowicie na swoim miejscu. To geniusz artysty, który
      o wieki wyprzedził swoją epokę.
      Wracamy na kolację, czeka nas prawdziwa uczta. Plastry prosciutto i
      świeżutkiego salcesonu, marynowane w oliwie bakłażany i papryka, kęs sera i
      butelka zacnego chianti. To trochę rodzaj agapy, uczty poświeconej pamięci
      Tych, którzy odeszli. Dziś 2 marca, imieniny mojej Mamulki. Pamiętam Jej
      opowieści, kiedy wiele lat temu była we Florencji, opowiadała o niej ze łzami w
      oczach, o spacerach do późnej nocy, o zaglądaniu w każdy zakątek. Mam więc
      nadzieję, że tego dnia Jej dusza błądziła tam razem ze mną i raz jeszcze
      odwiedziła te miejsca, które wtedy tak bardzo Ją zachwyciły.
      Ale to nie koniec dzisiejszych atrakcji, Sił nam jeszcze starcza, pojedziemy
      więc na Piazzale Michelangelo. To taki punkt widokowy, wzgórze po drugiej
      stronie Arno, gdzie wszyscy przyjeżdżają oglądać Florencje jak na dłoni.
      Niestety, oświetlenie jest dość marne, pewnie w sezonie lepsze, a teraz widać
      niewiele. Wracamy więc, ale jeszcze nie pora do domu. Wysiadamy z autobusu po
      przejechaniu rzeki i za chwilę jesteśmy na placu przed Santa Croce. To jeden z
      najbardziej niezwykłych kościołów Florencji, jeszcze tu wrócimy. Na razie więc
      tylko kilka zdjęć marmurowej fasady, zdjęcie pod pomnikiem Dantego i pora na
      ostatnią dzisiejszego dnia atrakcję. Tuż obok miejsca, gdzie Michał Anioł
      spędził lata dzieciństwa i wczesnej młodości, Janka zaprasza nas do najlepszej
      florenckiej lodziarni. Mnogość gatunków oszałamia, w końcu napełniwszy ogromne
      kubki, siadamy pod malowidłem przedstawiającym Ponto Vecchio i próbujemy się
      nimi uporać. Trochę to trwa, ale lody są tak pyszne, że nie sposób je zostawić.
      Nieco już opustoszałymi uliczkami wracamy do hoteliku i syte wrażeń, zasypiamy
      natychmiast.




      • czarny.humor Pięknie Tosko! Przepięknie!! :))) 15.03.07, 22:02
        Bardzo się kiedyś interesowałem architekturą, więc słyszałem o niektórych z opisywanych miejsc i dzieł, ale wirtualny spacer z Tobą po tym magicznym miejscu i przeżywanie Twoich wzruszeń, to naprawdę wspoaniałe doświadczenie.
        Nie mogę się doczekać następnej części.

        Dzięki Tosko!!


        smile))
        • malwina52 Re: Pięknie Tosko! Przepięknie!! :))) 16.03.07, 07:01
          kawa mi wystygla tak sie zaczytalamsmile
          pozdrawiam i dziekuje najpiekniej jak umiem
          • natla Re: Pięknie Tosko! Przepięknie!! :))) 16.03.07, 09:16
            Jeszcze nie przeczytałam. Czekam na spokojną chwlę, bo bez tego nie ma sensu.
            Wiem, że to kolejna perełka. smile
            Ciekawa jestem jak to odbiorę, bo też tam byłam, niestety 2 x po pół dnia
            tylko.
            • maladanka Re: Pięknie Tosko! Przepięknie!! :))) 16.03.07, 19:15
              podrzucam - bo ucieka na dół, tyle tu wiadomości
              • natla Re: Pięknie Tosko! Przepięknie!! :))) 16.03.07, 20:00
                Nie bój się. Nie dam zdechnać. A potem do "Naszej ksiazki" przekopiuję. smile
                • graga211 Re: Pięknie Tosko! Przepięknie!! :))) 16.03.07, 20:42
                  Toskanio, przybij piatke. Ja tam tez chodzilam z "Udreka i ekstaza" pod pacha.
                  Wszystko extra!
    • toskania8 Ogród Sztuk - część trzecia 16.03.07, 23:45
      bardzo mobilizujące są te Wasze komentarze, aż chce sie dalej pisać !
      Zapraszam więc na kolejny spacer - już trzeci

      Sobota znów pełna wrażeń.
      Wczesnym rankiem z bijącym sercem stoimy już pod smukłymi kolumienkami
      parterowej loggii galerii Uffizi, jednej z najsłynniejszych galerii sztuki,
      przede wszystkim malarstwa na świecie.
      Budynek zaprojektował architekt Vasari, zbudowano go w połowie XVI w. jako
      siedzibę urzędów florenckiej administracji.
      Administracja Galerii nie umila zbytnio życia swoim gościom, w słusznym
      mniemaniu, że i tak przyjdą. Brak szatni i podobne drobiazgi dałoby się jeszcze
      znieść, ale dość fatalne oświetlenie dzieł, tak, że czasem widać tylko odblaski
      lamp albo też zupełny mrok to już znacznie gorzej.
      Początkiem zbioru była kolekcja Medyceuszy. Znajdziemy tu same gwiazdy
      malarstwa włoskiego od XIII do XVII wieku, by wymienić tylko najsłynniejszych:
      Cimabue, Giotta, Filippa Lippi, Botticellego, Rafaela Santi (piękna Madonna ze
      Szczygłem),Zwiastowanie i Pokłon Trzech Króli Leonardo da Vinci. Jest też tak
      zwane Tondo Doni Michała Anioła, podobno jedyny jego całkowicie wykończony
      obraz o niezwykle czystych, żywych barwach i reliefowej, jakby rzeźbiarskiej
      kompozycji Znajdziemy też Perugina, Giorgione, Correggia, Tycjana, Caravaggia,
      śliczne twarze Botticellego, od niemal symbolu Galerii – Narodzin Wenus (Janka,
      zoolog z zawodu, nazwała ją Wenus na przegrzebku wink ) po równie piękną
      Primaverę….dość, i tak nikt tego nie spamięta.
      Nie sposób jednak nie wymienić choćby paru innych, nie-Włochów, jak choćby
      Cranacha, Durera, Rubensa, Van Dycka i samego Mistrza Rembrandta.
      I na koniec jeszcze tylko krótka wzmianka o polonicach.
      Wystawiane są tu obrazy z podobiznami Zygmunta I, Zygmunta III Wazy,
      Władysława IV, Jana III Sobieskiego, Augusta II i Stanisława Augusta
      Poniatowskiego. Są też miniaturowe portrety Henryka Walezego, Stefana Batorego,
      Teresy Lubomirskiej i Heleny Radziwiłł.
      Wychodzimy po trzech godzinach z zawrotem głowy i lekkim mętlikiem. Nawet
      filiżanka cappuccino na tarasie pod wieżą Signorii niewiele pomogła w
      uporządkowaniu gorących wrażeń. Wyłapałyśmy to co najważniejsze, ale tak
      naprawdę trzeba by tu chodzić wiele dni, porównywać, jak bardzo rozmaicie
      Zwiastowanie, Pokłon Trzech Króli, Adama i Ewę jeszcze przed grzechem i już po
      i mnóstwo innych tematów pokazywali różni twórcy w tych samych albo zupełnie
      innych epokach. Przed jedną Świętą Rodziną czyli wspomnianym tondem Michała
      Anioła można by siedzieć godzinami i śledzić każdą z postaci w tle, zupełnie
      inne niż dotąd przedstawiano ułożenie ciała Madonny, soczyste barwy. Patrzeć,
      jak bardzo różna jest postawa Marii w chwili Zwiastowania. Raz jest nieco
      przestraszona, raz pokorna, raz dumna a u innych znów zasłania się przed
      Aniołem otwartą dłonią, jakby w przeczuciu, jak wiele bólu i cierpienia
      przysporzy Jej ta łaska.
      Tak, tu trzeba wracać, wracać, i jeszcze…
      Ale to nie koniec wrażeń na dziś.
      Idziemy na zakupy do hali targowej a potem jeszcze przed nami uczta prawdziwa -
      Kaplica Medyceuszy w San Lorenzo. San Lorenzo to prywatny kościół Medyceuszy,
      naprzeciwko ich pałacu. Do samego kościoła wejdziemy za chwilę, teraz przez
      Kaplicę Książęcą dochodzimy do Nowej Zakrystii. Mroczna, cicha, prawdziwe
      grobowa kaplica w całości zaprojektowana przez Michała Anioła. Nie została
      dokończona, miały tu jeszcze być pomniki Lorenzo il Magnifico i Cosimo.
      Ale nie same postaci spoczywających tu Giuliana i Lorenzo są tu
      najważniejsze. Zagadkowa jest symbolika postaci smukłej Jutrzenki i
      zmęczonego starca – Zmierzchu po jednej stronie, a po drugiej budzącego się,
      potężnego Dnia i zadumanej nad marnością i przemijaniem Nocy, symbolu
      śmierci. Jednak miejscem, gdzie skupiają się spojrzenia postaci na
      nagrobkach, na które spoglądał odprawiający tu modły kapłan, gdzie podąża i
      nasz wzrok jest drobna i wątła w porównaniu z potężnymi Medyceuszami postać
      dźwigającej dziecko Madonny. Pochylona postać, skupiona, skurczona bólem twarz
      pochyla się nad garnącym się ku niej Synkiem, ale więcej jest w Niej
      przeczucia tego, co nieuchronnie nadejść musi, przed czym Go nawet macierzyńską
      miłością nie ochroni, niż radości z chwili czułej bliskości.
      Pora opuścić kaplicę. Pójdźmy więc do samego kościoła. Projektował go
      Bruneleschi i na szczęście nikomu prze wieki nie zechciało się go poprawiać.
      Jest więc w czyściutkiej postaci renesansowy. Rzędy prostych kolumn z szarego
      pietra serena, kamienia z pobliskich gór i niewiele ozdób. Właściwie uwagę
      zwracają tylko ambony, dlatego, że są dwie, dlatego, że mają dziwny,
      prostokątny kształt, ale nade wszystko dlatego, że pokryte są finezyjnymi
      rzeźbami Donatella. Oprowadza nas miły pan, mówiący jednak dość dziwną
      mieszaniną słów angielskich, włoskich, trafi się czasem i francuskie. Ale to
      nieważne, symetria i wyważone proporcje nawy, sprawiające, że kościół
      wewnątrz wydaje się być większy, niż na zewnątrz są i tak zachwycające.
      Nie udaje nam się zajrzeć do Biblioteki z pięknymi, projektowanymi przez
      Michała Anioła schodami, wychodzimy więc na plac. Z zewnątrz – nieco
      nadwerężone zębem czasu surowe cegły nie przydają fasadzie urody, ale…jeszcze
      tu dziś wrócimy.
      Po takich dawkach Sztuki przez największe S należy nam się wypoczynek.
      Zapadamy w słodką drzemkę.
      Budzimy się o piątej, w sam raz pora na wieczorną sobotnią Mszę. Miałyśmy
      zamiar iść do Katedry, ale okazuje się, że wieczorna Msza po angielsku jest
      niewielkiej, kameralnej kaplicy urządzonej w jednym z budynków naprzeciw
      katedry.
      Atmosfera Mszy jest niezwykła, da się wyczuć, że zebrani wierni stanowią
      dobrze znającą się grupę, miły młody ksiądz odprawia nabożeństwo z niezwykłym
      skupieniem a równocześnie widać, że jest ze swą trzódką w świetnej,
      przyjacielskiej komitywie, po zakończeniu Mszy rzucił jeszcze od ołtarza jakiś
      żarcik a potem wdał się w pogawędkę. Jaka szkoda, że u nas to taka rzadkość.
      Na zakończenie dnia czeka nas jeszcze atrakcja zupełnie niezwykła, mamy
      nieprawdopodobne szczęście na nią trafiając.
      Fasada San Lorenzo pozostała, jako się rzekło, zupełnie surowa. Il Magnifico
      chciał ją dokończyć, zlecając prace Michałowi Aniołowi. Późniejsze burzliwe
      dzieje sprawiły, że stało się inaczej, ale Michał Anioł, pełen zapału wykonał
      projekty fasady. I oto – możemy tę wykończoną fasadę obejrzeć. Jakaś firma
      komputerowa, pewnie chcąc sobie zrobić reklamę, wykonała prezentację, rzucając
      powiększone do naturalnej wielkości rysunki projektu na tło fasady. Wrażenie
      jest niesamowite, rysunki połyskują w ciemności i oto widzimy kościół, tak, jak
      go oczami wyobraźni widział Michał Anioł. No cóż, szkoda, że to tylko
      prezentacja. A może jeszcze kiedyś, ktoś…wszak fasada katedry też czekała na
      swój ostateczny kształt ładne parę setek lat i doczekała się zaledwie nieco
      ponad sto lat temu. Więc może…
      No to dość wrażeń na dziś.
      • czarny.humor Re: Ogród Sztuk - część trzecia 17.03.07, 00:02
        No!!
        Teraz mogę iść spać.

        Warto było czekać!

        smile))
        • toskania8 Re: Ogród Sztuk - część trzecia 17.03.07, 02:15
          wiesz, to była jedna z piękniejszych recenzji, dobranoc, nich Ci się przyśni
          piękna rodząca sie Wenus (wcale nie na przegrzebku)
    • toskania8 Ogród Sztuk - część czwarta 17.03.07, 20:24
      Dziś pośpimy nieco dłużej, należy nam się po tak ciężkiej pracy ostatnich dwóch
      dni. Niedzielny ranek wita nas radośnie, złoto – błękitnie. Dzień jest ciepły,
      prawdziwie wiosenny. To dobrze, nasza wycieczka na Piazzale Michelangelo na
      pewno tym razem się uda, powietrze jest przejrzyste. Na Piazzale wita nas tłu,
      ale jak się okazuje wcale nie turystów – odbywa się tam giełda samochodowa. Ale
      jaka! samochody są różne, ale znajdujemy kilka, kilkanaście doprawdy ciekawych,
      prawdziwe starocia, takie z lat chyba 30 – tych, 40 – tych, 50 – tych. Lśniące
      czerwienią, bielą, zielenią, wytworną czernią lakierów, w chromowanych
      elementach odbijają się promienie słońca. Kabriolety, limuzyny, wszystkie
      oczywiście na pełnym chodzie. Są też i motocykle, od zabytkowych do najnowszych
      modeli harleya. Prawdziwa atrakcja nie tylko dla fanów motoryzacji.
      Ale my zmierzamy do barierki nad skrajem wzgórza i oto piękna Florencja cała u
      naszych stóp.
      Jakie niebywałe szczęście miało i ma to miasto w całych swych dziejach! Bo nie
      dość, że skupiła się w nim cała wspaniałość Renesansu, to jeszcze przez wiele
      wieków późniejszej historii, po dzień dzisiejszy nikt tego nie zepsuł! Nie ma
      tak, że tu starówka a kawałek dalej jakieś stalowo – szklane paskudztwa. Wzrok
      biegnie od poprzecinanej mostami Arno tuż u naszych stóp, ślizga się po
      wieżach kościołów i pałaców, czerwonych (i jednej błękitnej – to synagoga)
      kopułach, po płaszczyznach czerwonych dachówek, do łagodnych, zielonych
      wzgórz zamykających horyzont, z pałacykami i willami w ogrodach. Połacie
      Ogrodów Boboli przy palazzo Pitti są jeszcze szare, ale młoda zieleń i
      wczesne kwiatki już się tu i ówdzie przebijają.
      Są oczywiście i nowsze części miasta, ale niezwykle harmonijnie wtopione w
      historię.
      Wspinamy się na pobliskie wzgórze, mijamy niewielki, romański kościółek San
      Salvatore al. Monte, ładny, ale nie tak piękny i tak znany, jak ten, do
      którego zmierzamy – San Miniato al. Monte.
      To prawdziwa perełka. Maleńki, a ileż mieści cudów. Jest najstarszym kościołem
      we Florencji, najpiękniejszym kościołem romańskim Toskanii, zbudowano go w XI
      wieku i od tego czasu niewiele się zmienił. Barwna marmurowa elewacja nawiązuje
      wyraźnie do baptysterium. Nad wejściem złocista mozaika Chrystusa między Św.
      Miniaszem i Maryją Panną. Kończy się Msza, więc obchodzimy jeszcze maleńki,
      zabytkowy cmentarzyk. Wzruszająca jest biała postać matki otaczającej
      płaszczem garnącą się ku niej gromadkę dzieci, obok grobowiec na wzór
      starożytnego sarkofagu, na obrzeżach rząd grobowców – kapliczek. Wchodzimy do
      kościoła, słychać cichutki dźwięk organowej muzyki. Wnętrze nieco mroczne,
      wzdłuż nawy rząd korynckich kolumn z pietra serena. Przez wąskie okna sączy się
      słoneczne światło, tylko w głębi pali się lampeczka oświetlająca marmurowy
      baldachim nad ołtarzem i pięknie złocone tabernakulum z malowidłami świętych.
      W zakrystii XIV – wieczne freski obrazujące życie Ś. Bernarda. Inne, XV –
      wieczne freski pokrywają ściany bocznej nawy. Kościołek ma trzy poziomy,
      powyżej ołtarza obszerny chór, ale pełniący chyba także funkcje kaplicy, bo
      jest tam stół ołtarzowy a za nim na ścianie średniowieczny, drewniany
      krucyfiks. Stąd właśnie najlepiej widać wspaniałą, połyskującą złotem i barwami
      mozaikę z centralną, potężną postacią Chrystusa na sklepieniu na głównym
      ołtarzem. Schodzimy jeszcze poniżej poziomu ołtarza, do kamiennej krypty, tam
      znów drewniany, średniowieczny krucyfiks, jakieś płyty nagrobne.
      Wychodząc już z Kocioła, zaglądamy jeszcze do bocznej kaplicy z ogromnym,
      pięknie rzeźbionym grobowcem kardynała Jakuba z Lusitanii z kararyjskiego
      marmuru, wykonany według projektu Bruneleschiego a kaplica zdobiona jest
      jeszcze majolikami Andrea Della Robia.
      Czas na kawę – cappuccino z widokiem na błyszczące w wiosennym słońcu dachy
      Florencji smakuje niebiańsko.
      Autobusem zjeżdżamy na powrót do przystanku przy dworcu kolejowym o wdzięcznej
      nazwie Santa Maria Novella, jako że znajduje się tuż przy placu, naprzeciw
      kościoła tegoż wezwania.
      Niestety, barwna marmurowa fasada, podobna do Duomo, jest zasłonięta, akurat
      jest konserwowana. Do środka wchodzę ze szczególnym uczuciem – jeszcze
      wczorajszego wieczoru czytałam jak w tym właśnie kościele Michał Anioł, jako
      15 – letni chłopiec po raz pierwszy uczestniczył w malowaniu fresków za
      ołtarzem, jako terminator w pracowni Ghirlandaja. Szłam więc razem z nim tym
      długim na 100 metrów rzędem zbliżających się ku sobie gładkich kolumn,
      patrzyłam na wiszący nad głową drewniany krucyfiks Giotta, na Trójcę Świętą
      Massacia, zobaczyłam po lewej stronie krucyfiks Bruneleschiego ze smukłym
      Chrystusem, by wreszcie klęknąć w kaplicy Ruceallich, przed marmurową rzeźbioną
      przez Pisana figurką Madonny, która Jemu tak boleśnie przypominała zmarłą w
      dzieciństwie matkę.
      Wróćmy jednak przed główny ołtarz. Najpierw spójrzmy na boczne kaplice, na
      malowidła Giotta i Filipino Lippi, na rzeźby Ghibertiego. Mnóstwo tu tych
      skarbów a każdy wart osobnej uwagi.
      Wejdźmy teraz do kaplicy Tornabuonich, z tyłu głównego ołtarza. Całe ściany,
      aż po sklepienie pokryte freskami Ghirlandaja i jego uczniów. To do tych
      fresków Michał Anioł najpierw mieszał farby, podtrzymywał kartony, by wreszcie
      pozwolono mu samodzielnie wymalować postacie dwóch aniołów. Które to ? w tym
      natłoku barw i postaci nie sposób ich znaleźć, a jednak są, są tu gdzieś,
      malowane jego ręką.
      Ghirlandajo, wybitny malarz fresków bardzo kochał Florencję, ale nie było
      podówczas w modzie, by bogaci klienci zamawiali widoki współczesnego miasta.
      Widzieli je wszak na co dzień. Nie dziwota wiec, że pokazywana na freskach
      Jerozolima mocno przypomina Florencję, a młode kobiety mają twarze i suknie
      pięknych florentynek.
      Nie będziemy miały szczęścia dzisiejszego popołudnia, kościółek Ognisanti jest
      dziś zamknięty, podobnie Santo Spirito. Kaplicę Branaccich zamykają nam
      dosłownie przed nosem.
      Wracamy więc do hoteliku. Po wspaniałe, prawdziwe toskańskiej kolacji,
      wychodzimy jeszcze na spacer. Pójdziemy drogą, jaką Michał Anioł szedł po raz
      pierwszy do pracowni Ghirlandaja. Zaczynamy od narożnika Via Bentaccordi i via
      d’Anguillara, za chwilę skręcamy w via Ghibellina, przez via Proconsolo
      dochodzimy na via del Corso, na prawo w prześwicie zaułka mignie nam kopuła
      Duomo a po chwili na lewo wieża Signorii. Miejsce dawnego Starego Rynku zajmuje
      dziś Piazza Della Republica . Po chwili jesteśmy już na via Tavolini. Gdzieś
      tu, w narożnym domu mieściła się pracownia Ghirlandaja.
      To był niezwykły spacer. Wyjrzyjmy jeszcze na chwilę na Piazza Signoria. Nad
      dachami domów w wisi ogromny księżyc w pełni.
      Pora na spoczynek. Dobranoc.





      • czarny.humor Re: Ogród Sztuk - część czwarta 18.03.07, 01:19
        Dobranoc Tosko!

        Ja już spałem dzisiaj, ale się przebudziłem piętnaście minut temu i zajrzałem na forum.
        Jak to możliwe, iż wcześniej przeoczyłem, że wątek poszedł w górę?!

        Dzięki.
        Dobranoc.

        smile))
        • maladanka Re: Ogród Sztuk - część czwarta 18.03.07, 09:52
          Za oknem szaro, a ja w słoneczku dzięki Toskani smile))
          • del.wa.57 Re: Ogród Sztuk - część czwarta 18.03.07, 17:32
            Podziwiam Twój dar opowiadania Toskanio,szkoda,że nie możemy tego wszystkiego
            zobaczyć buuuu.
            A będą jakies fotki Toskanio?
            • toskania8 Ogród Sztuk - c.d. jutro, 18.03.07, 21:29
              bo dziś cały dzień miałam gości, a fotki będą, owszem, coś zrobimy, na razie je
              porządkuję i opisuję, bo trochę ich dużo
              • czarny.humor Re: Ogród Sztuk - c.d. jutro, 18.03.07, 21:48
                Nie ma sprawy Tosko.
                Poczekamy!

                Wiesz, że "największą przyjemnością jest czekanie na przyjemność"?
                Tak to jest!
                Chociaż w tym przypadku niekoniecznie. smile))


                smile))
                • regine Re: Ogród Sztuk - c.d. jutro, 19.03.07, 00:02
                  Przeczytałam, i jak zwykle jestem pełna zachwytu. Wspaniały, piękny opis i sama
                  już nie wiem, co mogę jeszcze dodać...Nie byłam tam, ale dzięki Twoim opisom,
                  wędruję razem z Tobą Toskanio. Brakuje mi słów. Dziękuję smile))
                  Czekam na dalszy ciąg...
    • toskania8 Ogród Sztuk - cz. ostatnia (jeśli się zmieści) 19.03.07, 23:42
      I oto poniedziałek, nasz ostatni dzień, jutro już pakowanie, ostatnie zakupy i
      na lotnisko. A tyle jeszcze zostało !
      Dzień znów słoneczny i cieplutki. Najpierw nadrabiamy wczorajsze zaległości.
      Kościołek Ognisanti, czyli Wszystkich Świętych, ślicznie położony na maleńkim
      placyku tuż nad brzegiem Arno. Ufundowany kiedyś przez cech wełniarzy, malutki
      ale niezwykle bogaty. Aż dziw, ile tu wspaniałych dzieł.
      Nad wejściem herb Medyceuszy, a wewnątrz: grobowce Amerigo Vespucci i Mariano
      Filipepi i jego synów, w tym, Alessandro di Mariano Filipepi, znanego
      powszechnie jako Sandro Botticelli. (ojciec tego malarza pięknych twarzy był z
      zawodu grabarzem). Jego pędzla jest portret Św. Augustyna. Są też ogromne
      połacie fresków Ghirlandaja. Bogaty to był cech, ci wełniarze, skoro mogli
      sobie pozwolić na zamówienie wystroju kościoła u takich mistrzów.
      Ponte alla Carraia (jakiż to piękny, melodyjny język, kiedyś wrócę do zamiaru
      nauki), przekraczamy Arno.
      Kaplica Branaccich tym razem otwarta, ale pierwszy raz spotykamy się z
      wyznaczonym na zwiedzanie limitem czasu – 15 minut. To pewnie ma znaczenie w
      sezonie letnim, kaplica z freskami jest niewielka i pewnie chodzi o to, by jak
      najwięcej osób mogło ją zobaczyć.
      Masolino da Panicale, Masaccio i Filippino Lippi byli autorami tych fresków.
      Najważniejszym z nich był jednak Masaccio. To o nim mówił Michał Anioł, „przez
      dziewięćdziesiąt lat naśladowano Giotta aż wreszcie pojawił się nie wiadomo
      skąd Masaccio i sztuka florencka narodziła się na nowo”. To on właśnie po raz
      pierwszy zaczął w swych malowidłach (malował przez wszystkim freski)
      wykorzystywać perspektywę, dlatego jego malarstwo uważa się za przełomowe.
      Zmarł on przed dokończeniem kaplicy, kończył ją Filipino Lippi. Jest tam jedno
      z najbardziej dramatycznych przedstawień Adama i Ewy, którzy właśnie pojęli
      ogrom swojej tragedii, kiedy to wyganiani są z Raju. Za to po drugiej stronie
      Kaplicy ta sama para stoi jeszcze pod drzewem, nie skrywając nagości, jeszcze
      więc nic się nie stało, są pogodni i spokojni, ale wokół drzewa już owija się
      wąż, wąż z twarzą Ewy…
      Są tam sceny z życia Św. Piotra i wiele scen biblijnych, pokrywają całe ściany
      kaplicy, nawet nie sposób opisać wszystkie sceny. Barwy są wciąż jeszcze
      niezwykle soczyste. Na tę właśnie kaplicę powoływali się Japończycy, kiedy
      stawano im zarzuty, że barwy Kaplicy Sykstyńskiej po wielkiej renowacji są zbyt
      jaskrawe – tak właśnie wówczas malowano!
      Kościół Santo Spirito niestety zamknięty na amen, trwają tam chyba jakieś prace
      konserwacyjne. Wspomnimy więc tylko, że i ten kościół projektował Bruneleschi,
      jest tam podobny do Santa Maria Novella i innych jego kościołów spokojny rytm
      smukłych kolumn, no i …szkoda.
      Wracamy więc na naszą stronę Arno. Przez renesansowy, wzorowany na projektach
      Michała Anioła Ponto Santa Trinita dochodzimy do Piazza Santa Trinita, by
      znaleźć maleńki, romańsko – gotycki kościółek - Santa Trinita, oczywiście,
      czyli Trójcy Świętej. Znajdziemy tu znów naszego dobrego znajomego Ghirlandaja
      i jego pokłon Trzech Króli i freski ze scenami z życia Św. Franciszka.
      Pośrodku trójkątnego placyku przed kościołem smukła kolumna a na niej figura
      Temidy z wagą w wysoko uniesionej ręce.
      Do dziwnego kościoła Orsanmichele też nie wejdziemy, a szkoda – najpierw był
      tam skład zboża, potem w dolnej części urządzono kościół, po pożarze znów skład
      zboża, ale jednak kościół wrócił na swoje miejsce. Budynek z zewnątrz niczym
      nie przypomina kościoła, jest przyciężkawą, potężną, klocowatą budowlą. I tylko
      rzeźby świętych i pięknej Madonny, dzieła Donatella, Ghibertiego, Verrocchia,
      Nanniego di Banco w niszach wokół kościoła, przypominają o jego funkcji.
      Przyjrzymy się więc rzeźbom w Logii Signoria, pięknemu, smukłemu Perseuszowi
      Benwenuto Celliniego, dramatycznemu porwaniu Sabinek Gianbologna. Zrobię też
      oczywiście kilka ostatnich zdjęć mojemu ukochanemu Dawidowi.
      Dziś po Florenckich uliczkach poruszam się już bez planu w ręku, wystarczy mi
      kierunek i już potrafię się znaleźć. I takie właśnie śmielsze zanurzenie się w
      plątaninę zaułków zostało jakże sowicie nagrodzone! Oto nagle jesteśmy na Via
      Dante a tu – stary, kamienny dom, gdzie urodził się Dante Alighieri, gdzie
      spędził lata swego dzieciństwa, mieszkał tu i później. A naprzeciwko malutki,
      stareńki, niepozorny kościółeczek. Ze wzruszeniem czytam tabliczkę – kościół
      Dantego, pod wezwaniem Św. Małgorzaty (wszak to moja patronka!). A wewnątrz –
      same niezwykłości. Obrazek „Dante spotyka Beatrice”. Autor (współczesny) nie
      bardzo chyba dokładnie znał biografię Maestro Dantego, bo poznał on Beatrice w
      wieku lat dziewięciu, na obrazie zaś jest już całkiem statecznym młodzieńcem.
      Ale nic to! Na kolejnym obrazie - ślub Beatrycze z Simone di Bardi. To nie
      wszystko jeszcze! W ścianie kościoła prosta, kamienna tablica – to przecież
      grób zmarłej młodo, trzy lata po ślubie, Beatrycze. Przy tym skromnym grobie
      stos małych karteczek – może wiersze, może prośby…nie wypada wszak zaglądać do
      tak intymnej korespondencji. A na wierzchu tego stosiku – świeża róża. Stoimy
      chwilę w milczeniu – tu był, tu pewnie został ochrzczony, tu się modlił, tu
      płakał na Jej grobie. To jedna z najpiękniejszych miłości Wszechczasów. Musiała
      zostać niespełniona, by przejść do historii, inaczej byłaby po prostu
      miłostką. Porównanie z Marylą Wereszczakówną nasuwa się samo.
      Zadumane wychodzimy z mrocznego kościółka. Oślepia nas ostre, wiosenne słońce.
      I pora już na Santa Croce. To zupełnie niezwykły kościół, jeden z najstarszych
      we Florencji. Podobne piękno samej architektury może byśmy tu ówdzie we
      Florencji znaleźli. A jednak nie da się go porównać z niczym. To prawdziwy
      florencki Panteon. Tuż przy wejściu – grobowiec Michała Anioła. Nie sądzę, by
      stary Mistrz, patrząc z zaświatów na to, co Mu zgotowali potomni, był
      zachwycony. Przypomnijmy, że On sam szykował na swój grobowiec przejmującą
      Pietę ze Św. Nikodemem. A tu – bogactwo ckliwych ozdóbek, kotary, tłustawe
      aniołki, wieńce, gzymsy, smętne postaci łkających muz i Bóg wie, co jeszcze.
      Nie tak przecież chciał! Jest to w klimacie tak różne od tego, co sam
      zamierzył, że nie może nie razić. Choć gdyby było w innym miejscu – nie można
      by mu odmówić urody. Projektował go wszak Vasari, wybitny architekt i malarz,
      wielbiciel talentu Michała Anioła (przypomnijmy jego słowa o Dawidzie). Tylko,
      że nie tego chciał dla siebie Michał Anioł.
      A tuż obok – równie zdobny i potężny grobowiec Dantego Alighieri. Choć tak
      naprawdę poeta pochowany jest w Rawennie, to tylko tak zwany cenotaf.
      Znajdziemy tu jeszcze Rossiniego, Galileusza, Machiavellego, tablicę w 400 –
      lecie śmierci Leonardo da Vinci. Jest też grób Marconiego, twórcy radia.
      Szukamy polskich śladów. Na naszą prośbę pani pilnująca porządku wpuszcza nas
      do zamkniętej dla zwiedzających części kościoła, do kaplicy Salviatich.
      Znajdziemy tu niebywałej urody nagrobek Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej,
      reliefowe drzwi do krypty grobowej Zofii z Kickich Cieszkowskiej. Dzięki temu,
      że wpuszczono nas do tej części, możemy podejść blisko do pięknego krucyfiksu
      Donatella. Był on uczniem Bruneleschiego. Kiedy młody rzeźbiarz z dumą pokazał
      mistrzowi właśnie wyrzeźbiony krucyfiks, tez skrzywił się z niesmakiem i
      rzekł: „Wydaje mi się, że umieściłeś na krzyżu jakiegoś oracza a nie Jezusa
      Chrystusa, który miał przecież delikatne ciało” . Na to niezadowolony z
      przygany uczeń odrzekł coś w sensie – łatwiej krytykować, niż samemu zrobić.
      Mistrz tedy wziął się sam do dzieła. Jak mówi legenda, ujrzawszy gotową rzeźbę,
      upuścił kupione właśnie na obiad jaja i ser i wykrzyknął: „Twoim zadaniem jest
      rzeźbić Chrystusów, moim oraczy”. Zdradzę jeszcze tylko
      • toskania8 Ogród Sztuk - cz. ostatnia -reszta 19.03.07, 23:44
        Mistrz tedy wziął się sam do dzieła. Jak mówi legenda, ujrzawszy gotową rzeźbę,
        upuścił kupione właśnie na obiad jaja i ser i wykrzyknął: „Twoim zadaniem jest
        rzeźbić Chrystusów, moim oraczy”. Zdradzę jeszcze tylko, że jednak Michałowi
        Aniołowi ówże „oracz” bardziej przemawiał do artystycznej wyobraźni, niż smukła
        postać Bruneleschiego. I chyba rzeczywiście więcej w nim jakiejś wewnętrznej
        siły.
        Długo by można tu jeszcze chodzić i w każdym zakątku coś ciekawego odkrywać.
        Można by obchodzić kaplice i odnajdować dzieła Giotta, Donatella, Maiano. Ale
        może lepiej po prostu pospacerować, pokręcić się, poddać się urokowi tego
        miejsca, przyjrzeć się wyrazistej urodzie rzeźb, popatrzeć jak ukośnie
        padające promienie słońca wydobywają barwy malowideł.
        Wyjdźmy jeszcze na otoczony smukłymi krużgankami dziedziniec. Zajrzymy tu
        jeszcze do kaplicy Pazzich (raz jeszcze Bruneleschi). W przykościelnym muzeum
        odnajdziemy już tylko malowany na drewnie krucyfiks Cimabuego, cudem uratowany
        z wielkiej powodzi w 1966 roku.
        Wychodzimy. Na placu przed kościołem jeszcze tylko pokłonimy się patrzącemu w
        dal z wysokiego cokołu Dantemu i…biegiem do hali po zakupy, bo za chwilę nam
        zamkną i zostaniemy bez kolacji (no może nie całkiem, są jeszcze sklepy, ale tu
        jakoś najlepiej nam się robi zakupy. Tylko tu pod jednym dachem dostaniemy
        wszystko.
        No i na popołudnie został nam już tylko jeden „punkt programu”. Nie ostatni z
        tych, które by we Florencji zobaczyć należało, ale z tych, które damy radę.
        Muzeum Bargello. O ile Uffizi jest przede wszystkim galerią malarstwa, to
        Bargello mieści najbogatszą we Włoszech kolekcję rzeźby. Właściwe
        przychodzimy to dla Bachusa – jedna z ważniejszczych, choć najwcześniejszych
        rzeźb Michała Anioła. O ile dotąd Bachusa przedstawiano jako obleśnego
        grubasa, Michał Anioł pokazał go jako młodego, szczupłego, ale już
        zniszczonego życiem hulakę – obwisły brzuch, chwiejny chód, w dłoni
        unoszony do ust puchar wina.
        Ale skoro już tu jesteśmy – spójrzmy i na dwóch Dawidów Donatella,
        wcześniejszych przecież niż ten Michałaniołowy. Pierwszy, marmurowy spowity
        jest jeszcze w zwoje szat. Drugi, odlany z brązu to pierwsza wolno stojąca
        naga figura od czasów klasycznych, opisana w pamiętny sposób przez Mary
        McCarthy jako „marzenie transwestyty i fetyszysty”. Hmmm, czy ja wiem? Mnie się
        tak nie kojarzył.
        Mamy tu jeszcze Sansovino, są wdzięczne majoliki Della Robbia, jest kolekcja
        sztuki orientalnej. Jest też wdzięczna wystawa rzeźb dzieci, zebranych z wielu
        muzeów, nie tylko włoskich.
        Ale pomału ogarnia nas znużenie i przesyt. A więc - do domu. Tym razem nie
        zobaczymy więc Palazzo Vecchio. Palazzo Pitti, i mnóstwa i innych, wspaniałych
        i ciekawych miejsc. No cóż, coś musi zostać na następny raz…
        Po pożegnalnej, hucznej kolacji (Hania obchodzi dziś urodziny, dostała od nas w
        prezencie kopię tonda Doni na drewnie), jeszcze ostatni nocny spacer
        oświetlonymi ulicami, dzień bez odwiedzenia Dawida jest dniem straconym.
        No i oto mamy już nasz dzień ostatni.
        Pakowanie i idziemy jeszcze na ostatnie zakupy do hali targowej. Mamy tu już
        nasze ulubione stoiska, wiemy, gdzie dostaniemy najlepsza salami toscana,
        gdzie aromatyczne peccorino (zabierzemy do domu cały krążek), weźmiemy też
        suszone pomidorki koktajlowe. Na prezenty zabierzemy krążki panforte, to
        taka toskańska słodkość, niby ciasto, ale wcale ciasta nie przypomina, bo
        składa się głownie z miodu, bakalii, orzechów, czekolady, kandyzowanych skórek
        cytrusowych, przypraw (cynamon, goździki) i śladowej ilości mąki. Mniam!
        Baaardzo słodkie ale baaardzo pyszne.
        Dopakowujemy zakupy i zdążymy jeszcze raz przebiec Piazza Duomo. Nie można
        przecież wyjechać bez pożegnania, mówię więc mojemu uwielbianemu Dawidowi – do
        zobaczenia, mój miły, wrócę tu jeszcze.

        W Warszawie lądujemy koło dziewiątej wieczorem, szybkie przepakowanie i spać,
        bo przecież jutro….
        Ale to już zupełnie inna historia.





        • toskania8 Ogród Sztuk - słów kilka na koniec 19.03.07, 23:48
          jeśli starczyło Wam cierpliwości, by to wszystko przeczytać, jeśli
          dowiedzieliście się czegoś nowego i interesującego, jeśli dałam Wam chwilę
          radości lub zadumy - cała przyjmność po mojej stronie.

          Jutro zaczynamy dziennik nastepnej części podróży - jeśli chce Wam sie jeszcze
          czytać.
          Mam już tytuł - Mój kongres wiedeński
          • filomena1 Re: Ogród Sztuk - słów kilka na koniec 20.03.07, 08:26
            Napracowalas sie bardzo Toskanio. W pierwszej kolejnosci powdziwiam Twoja pracowitosc i latwosc
            opowiadania . Swietnie opisujesz i takoz sie czyta. Bylam tam dwa razy ale bylo to nad 25 lat temu, i
            dopiero dzieki Tobie przypomnialam sobie wiele, ale tez uswiadomilam jak malo widzialam. Mialam na
            plecach moja coreczke w nosidelku, co troche mnie rozpraszalo, gdyz ona sie nudzila. Teraz wybieram
            sie tam ponownie w maju z moim PiW.
            Zaledwie krok od Florencji i Sieny.
            www.casamaggio.it
            • toskania8 Re: Ogród Sztuk - słów kilka na koniec 20.03.07, 09:18
              jakie piękne miejsce, Filomeno, ale Ci zazdroszczę ! Ale ja też jeszcze tam
              będę!
              • natla Re: Ogród Sztuk - słów kilka na koniec 20.03.07, 10:13
                Wreszcie w ciszy i spokoju poczytałam. Podpisuję się pod wypowiedzią Filomeny,
                no może poza córeczką na plecach. wink
                Czekam na Wiedeń Toskanio. smile
                • czarny.humor Re: Ogród Sztuk - słów kilka na koniec 20.03.07, 19:58
                  A ja nie byłem we Florencji i nie zanosi mi się na to.
                  Ale gdybym kiedyś pojechał, to z Twoim Toskanio opowiadaniem jako przewodnikiem.

                  Dzięki za wspaniałe opowiadanie, w którym wyraźnie się odczuwa Twoje emocje i radość z bliskiego obcowania ze sztuką.
                  Pięknie!

                  smile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka