Dodaj do ulubionych

Jak pogodzić się z utratą rodziny ?

20.11.09, 19:06
Jak to przechodziliście? Jak to przeżyć nie tracąc zdrowych zmysłów. Co prawda
jeśli mogę się czymś pocieszyć, to tym że nigdy w naszym związku nie było
idealnie. Za duża różnica charakterów, dużo nerwów po drodze, mało szacunku ze
strony żony więc i mało okazywanych uczuć z mojej.
Jednak pomijając to to była moja rodzina, kocham córkę, mimo bólu jaki mi
często zadawała przywiązałem się do żony.
Teraz pustka w domu a ja w bezsilności czasami wyję jakby mnie ktoś mordował.
To jakiś koszmar. Zobaczyłem dziś na mieście reklamy zabaw andrzejkowych, to
dla mnie największa abstrakcja ale wiem że święta będą jeszcze gorsze. Jak
żyć? Przyszłości nie widzę bo jako zatwardziały pesymista nie wierzę, że ew
rozwód wygram. Jakaś cząstka mojej winy też w tym jest, może niewspółmierna do
jej ale jest.
Więc alimenty na nie obie, mnie pozostanie jedynie samotna wegetacja bo na
następny związek nie starczy mi ani sił ani środków.
No i poza wszystkim ja nie miałem praktycznie od zawsze w dzieciństwie
rodziny, teraz ten los spotka moją córkę. Dlatego jak już dojdzie do rozwodu
chciałbym aby żona ułożyła sobie życie na nowo z kimś innym, kimś mam nadzieję
dobrym na tyle, że w życiu codziennym jako ojczym przejąłby moje obowiązki
wobec córki.
Przepraszam, rozkleiłem się na dobre sad
Obserwuj wątek
    • nadia3008 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 19:51
      Wiem co czujesz... Mnie też czekają samote święta i niewiem jak
      sobie z tym poradzę, nadal kocham męża, on zrezygnował z małżeństwa,
      ja złożyłam w końcu pozew, bo ileż można żyć w zawieszeniu? Jednak
      to bardzo boli, lata oddane człowiekowi myślałam, że będzie na dobre
      i złe... A tu taka porazka!
    • to.ja.kas Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 20:05
      Nie znam Twojej historii ale skoro winny jestes Ty i zona to nie
      widze powodu bys miał przegrac rozwód. Nie widze powodu dla którego
      musiałbys zrezygnowac z bycia ojcem dla swojej córki.

      Narazie się rozkleiłes...i czasem trzeba. Może to pora na to
      własnie. Ja juz ochłoniesz przyjdzie czas na myslenie i planowanie.
      Trzymaj się.
      • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 21:27
        to.ja.kas napisała:

        > Nie znam Twojej historii ale skoro winny jestes Ty i zona to nie
        > widze powodu bys miał przegrac rozwód. Nie widze powodu dla którego
        > musiałbys zrezygnowac z bycia ojcem dla swojej córki.

        jestem winny grzechem zaniedbania, choć próżno tłumaczę się sam przed sobą, że
        to też nie w całości moja wina bo jak można odpowiadać ciepłem i miłością na
        pogardę, niezrozumienie i brak szacunku? Tym pchnąłem ją w ramiona innych. Jej
        postawa w stylu, mam zawsze rację nawet jak jej nie mam doprowadziła do
        nienawiści miedzy nią i moją matką, do nazywania mnie kretynem i takowoż
        traktowania.
        Ojcem będę zawsze, ale sens tego pojęcia jest wtedy jak się doświadcza tego
        ojcostwa. Spotkania nawet 2 razy w tygodniu to jedynie rozdrapywanie rany, bo
        pożegnania są najgorsze......

        > Narazie się rozkleiłes...i czasem trzeba. Może to pora na to
        > własnie. Ja juz ochłoniesz przyjdzie czas na myslenie i planowanie.
        > Trzymaj się.
        To dopiero 3 miesiąc, są dni lepsze i gorsze. Może kiedyś w końcu będzie lepiej,
        może.....
        • mola1971 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 21:30
          zatracony72 napisał:
          > Ojcem będę zawsze, ale sens tego pojęcia jest wtedy jak się doświadcza tego
          > ojcostwa. Spotkania nawet 2 razy w tygodniu to jedynie rozdrapywanie rany, bo
          > pożegnania są najgorsze......

          I tu się mylisz. Nawet spotkania 2 razy w tygodniu mają sens i są bardzo ważne.
          Dla dziecka.
          Żonę możesz sobie odpuścić, ale nie odpuszczaj sobie dziecka. Nikt i nic dziecku
          Ciebie nie zastąpi. Jesteś jedynym ojcem jakiego dziecko ma.
          • zuza145 sorki człeku!!!!!!! 20.11.09, 21:43





            ale powiem tak- weź się w garść.

            Facet- jesteś facet-wyciągaj wnioski- trzymam kciuki cholera- dAŁEŚ
            sygnał- że myślisz- mój mąż mało myślał- jego
            problem?????!!!!!!!!!!!!!!!!



        • to.ja.kas Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 21:46
          Słuchaj chlopaku, mazgaisz sie. Rozumiem, bo swieże i czasem trzeba.
          Ale w tej rozpaczy nie mozesz zapomniec ze jestes ojcem. TY jestes
          ojcem, nawet jesli beda to spotkania 2 razy w tygodniu czy 1 raz w
          miesiacu. Masz obowiazek wobec własnego dziecka walczyc by wiedzec
          je jak najczesciej i by byc najlepszym ojcem w miare mozliwosci !!!!!

          Idz do kuchni napij sie wina, siadz przed monitorem i przeczytaj
          jeszcze raz co Ci napisałam, i jeszcze raz i sto razy jak trzeba
          bedzie. Az wbijesz to sobie do głowy!
        • panda_zielona Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 00:23
          zatracony72 napisał:

          > jestem winny grzechem zaniedbania, choć próżno tłumaczę się sam
          przed sobą, że
          > to też nie w całości moja wina bo jak można odpowiadać ciepłem i
          miłością na
          > pogardę, niezrozumienie i brak szacunku? Tym pchnąłem ją w ramiona
          innych.

          Cóż za szlachetność przez Ciebie przemawia.Może nie jest jeszcze za
          późno na uratowanie małżeństwa.Żona Tobą pogardzała,nie szanowała,a
          TY powinieneś przytakiwać i mówić,że deszcz pada.I z tej pogardy dla
          Ciebie znalazła sobie kochanka.Nie przypisuj sobie wyłącznej winy,a
          ojcem bedziesz zawsze.Od Ciebie zależy jak sobie ułożysz kontakty z
          córką.
        • mariola.maria Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 08:44
          "doprowadziła do nienawiści miedzy nią i moją matką, do nazywania mnie kretynem
          i takowoż traktowania."

          ?????
          A co ma twoja matka do twojej relacji z żona?
          Ich niechęć ma się nijak do waszego związku.

          A jeżeli "walczą o wpływy" - to znaczy , że na starego byka wpływ ma matka???? I
          na jego pożycie z zoną???

          Jak tak, to się żonie nie dziwie.

          • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 10:34
            mariola.maria napisała:

            > "doprowadziła do nienawiści miedzy nią i moją matką, do nazywania mnie kretynem
            > i takowoż traktowania."
            >
            > ?????
            > A co ma twoja matka do twojej relacji z żona?
            > Ich niechęć ma się nijak do waszego związku.
            > A jeżeli "walczą o wpływy" - to znaczy , że na starego byka wpływ ma matka????
            > I
            > na jego pożycie z zoną???
            > Jak tak, to się żonie nie dziwie.

            Matka zrobiła to, tamto, powiedziała coś, czasami o jedno słowo za dużo. Nie
            było tak ,że żona zostawała w jakimś konflikcie, czasami o błahostkę bez mojego
            wsparcia. Nawet jak nie miała racji to zawsze w konfrontacjach stawałem po jej
            stronie. Nie wystarczało. Moja matka źródłem całego zła na świecie, ja
            pogardzany i beznadziejny.
            Żona wszystko zbierała, nic nie wybaczała - gromadziła jad w sobie.
            Podobnie było przed ślubem, przychodziła z płaczem, że już by się chciała z domu
            rodziców wyprowadzić bo tam nie wytrzymuje. Teraz jej rodzina jest uosobieniem
            dobra, w szczególności jej nieżyjący już ojciec.
            Owszem, błędem było mieszkanie w 1 domu z moimi rodzicami ale środków nigdy nie
            było na to aby pomyśleć o czymś naprawdę swoim ( zresztą dom jest już mój, no
            ale co z tego)
            • mariola.maria Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 15:42
              "Owszem, błędem było mieszkanie w 1 domu z moimi rodzicami "
              Owszem.

              "środków nigdy nie było na to aby pomyśleć o czymś naprawdę swoim "
              to nie rozumiem jak mogłeś zdecydować się na ślub? a wynająć...?

              • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 16:37

                > "środków nigdy nie było na to aby pomyśleć o czymś naprawdę swoim "
                > to nie rozumiem jak mogłeś zdecydować się na ślub? a wynająć...?

                trochę źle napisałem, miałem na myśli o czymś osobnym.
                Zresztą mam dom, no połowę domu, teraz już prawie niezależną od reszty.
                Taki przedmiot nie bardzo mi teraz nawet potrzebny. Na onecie były ostatnio losy
                bezdomnego, który po zdradzie żony rzucił wszystko w diabły. Bardzo mu
                zazdroszczę odwagi, może desperacji, ale jeszcze nie jestem gotowy na coś
                takiego, może nigdy nie będę zdolny.

                • mola1971 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 16:47
                  zatracony72 napisał:
                  Na onecie były ostatnio los
                  > y
                  > bezdomnego, który po zdradzie żony rzucił wszystko w diabły. Bardzo mu
                  > zazdroszczę odwagi, może desperacji, ale jeszcze nie jestem gotowy na coś
                  > takiego, może nigdy nie będę zdolny.

                  I obyś nigdy do tego zdolny nie był bo to nie jest ŻADNE rozwiązanie problemu. Ty nie masz się umartwiać. Swoje odcierpieć musisz (bo inaczej się nie da), ale potem masz wstać i iść dalej cieszyć się życiem.
                  I więcej nie czytaj bzdur na Onecie.
                • adaria38 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 18:53
                  Oooo... kolejny wygodnicki się znalazł. Za wzór sobie znajdzie jakiegoś
                  oszołoma, który ucieka od wszelkiej odpowiedzialności za siebie i rodzinę z
                  płaczliwym hasłem na ustach "przecież żona mnie zdradziła! to se mogę nic nie
                  robić i to nie moja wina". Ta przemożna chęć by nie musieć się starać, walczyć,
                  żyć, tyrać jak większość innych ludzi jesli chce się mieć coś więcej - ale
                  znaleźć wystarczająco usprawiedliwiający powód by nie robić nic a tylko mieć
                  pretensje, olać wszystkich i się z tego rozgrzeszyć.
                  Pełno takich "tatusiów", którzy po rozwodzie wypinają się na dziecko, na
                  zarabianie, na alimenty, na odpowiedzialność - a płaczą publicznie głośno jak ta
                  dziwka żona śmiała odejść i jego ukochane dzieci zabrać. Co z oczu to z serca i
                  z działania i z starania. To, że dzieci mieszkają kilka ulic dalej i potrzebuja
                  zajmowania się nimi, zainteresowania, środków na utrzymanie, które także ojciec,
                  nie tylko matka z nimi mieszkajaca powinien zapewnić, staje się mniej istotne,
                  jak to, że pan "przeżywa" i "cierpi" bo mu się rodzina rozpadła. Za rok, dwa,
                  dzieci zaczną widywać ojca biologicznego coraz rzadziej, bo to on czasu nie
                  bedzie miał, bo łatwo i przyjemnie było "być w rodzinie" gdy miało sie ją przez
                  zasiedzenie pod jednym dachem, a nie przez starania własne i spory wysiłek
                  włożony w jej jakośc, w jakość kontaktów w tyej rodzinie.
                  I obawiam się, że w tym kierunku ty chcesz dążyć. Żona zabrała dzieci, ty
                  "straciłeś rodzinę", więc niech się dziećmi zajmie kolejny partner żony, Ty mu
                  łatwo ustąpisz miejsca i odpuścisz prawdziwe bycie ojcem..
                  Pora skończyć się nad sobą użalać, mleko się wylało, dziecku trzeba wytłumaczyć
                  nową rzeczywistość i samemu sobie lepsze życie zbudować. Samo się nie zrobi.
                  • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 19:36
                    adaria38 napisała:

                    > Oooo... kolejny wygodnicki się znalazł. Za wzór sobie znajdzie jakiegoś... <ciach>


                    Mleko się jeszcze nie wylało, ale już dno widać.
                    Ojcem będę zawsze i nie jestem takim zimnym draniem jak piszesz ( a szkoda, bo
                    byłoby mi lżej).
                    Gościem o którym pisałem też nigdy nie zostanę bo za wygodny jestem smile
                    • mariola.maria Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 20:06
                      Poniższe słowa już kiedys pisałam, jednak ludzie bywaja zadziwiajaco podobni do siebie ; wklejam odnośne fragmenty :

                      Być może wiele osób widzi w tej opowieści romantyczny wallenrodyzm,
                      czy inne porywy serca.
                      W moich nie terapeutycznych oczach to raczej dowodzi bycia pierdołą
                      niż bycia bohaterem romantycznym, który w "deszczu odchodzi w dal w
                      imie wyższych celów...."
                      pachnie Harlequinem...

                      Dodam, że na podobne wynurzenia kobiety zareagowałabym podobnie...
                    • scriptus Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 23.11.09, 07:56
                      Życie po rozwodzie na pewno jest mniej wygodne, niż przed. Owszem, w wyniku rozwodu tracimy dotychczasowy dom, rodzinę w jej tradycyjnej konfiguracji. Ja chociaż mieszkam nadal w moim mieszkaniu, przestało ono byc dla mnie domem, nie czuję się w nim dobrze i bezpiecznie, wiem, że będę musiał się wyprowadzić i zorganizowac sobie nowy dom. Jednak staram się poświęcać nawet więcej uwagi i czasu członkom mojej rodziny, czyli dzieciom. Staram się, żeby moje małżeńskie zawirowanie odcisnęło na nich jak najmniejszy ślad, zwłaszcza na niedorosłym jeszcze synu. Staram się, między innymi także dla własnej wygody, mieć zagwarantowane miejsce zamieszkania dziecka przy mnie, dla dorastającego chłopaka kontakt z ojcem ma kluczowe znaczenie. Tak więc utraciłem dom, ale nie godzę się z utratą rodziny i nie mam zamiaru jej utracić.
                      • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 23.11.09, 18:48

                        Tak więc utraciłem dom, ale nie godzę się z utratą ro
                        > dziny i nie mam zamiaru jej utracić.

                        Rozumiem ale niestety sam sobie tego nie potrafię "wmówić", córka będzie zawsze
                        najważniejsza ale to tylko część rodziny a nie jej uoasobienie.
                        • scriptus Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 24.11.09, 09:01
                          Cieszę się, że po rozwodzie nie dołączysz do tych bezdusznych ojców, którzy zapominają o swoich dzieciach, których całe zobowiązanie ogranicza się do płacenia alimentów, albo i nie...
                          • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 26.11.09, 22:12

                            > Cieszę się, że po rozwodzie nie dołączysz do tych bezdusznych ojców, którzy zap
                            > ominają o swoich dzieciach, których całe zobowiązanie ogranicza się do płacenia
                            > alimentów, albo i nie...

                            nie dołączę, więcej... wciąż staram się ratować to małżeństwo. Czasami widzę
                            światełko w tunelu, "moja" żona jest miła, sympatyczna, a następnego dnia
                            dostaję słownym młotem w łeb.
                            Mówi, że potrzebuje może więcej czasu, a z drugiej strony potwierdza, że nie
                            będąc razem oddalamy się coraz bardziej od siebie. Mnie zaczyna brakować sił i
                            energii do przekonywania by wróciła i spróbowała jeszcze raz życia ze mną, lecz
                            tym razem już bez kłamstw i z obopólnym szacunkiem. Nie jest pewna czy zniesie
                            świadomość tego co wiem o niej, jaka była za moimi plecami

    • kotkamamrotka1 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 21:39
      Pogodzić się z utratą rodziny...tego chyba nie da się nigdy
      zrobić...można zaakceptować jedynie obecną sytuację, przynajmniej ja
      tak mam.
      Poza tym - nadal masz rodzinę - jest nią Twoja córka, mama itd....
      Trzy miesiące to rzeczywiście świeża sprawa, ale napewno po okresie
      bólu żalu rozdrapywania ran przyjdzie upragniony spokój, wierz
      mi ...tak naprawdę będzie. Nic nie przychodzi łatwo i bez wysiłku...
      smile
      • kalpa Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 23:01
        Poznałam niedawno mężczyznę, który ma duży problem żeby pozbierać sie po
        rozstaniu- nie widzę sensu pisania komuś, kogo serce rozpadło sie na tysiąc
        kawałków, żeby wziął się w garść, bo to jest na ogół niemożliwe. Z reguły działa
        się jak automat w kwestiach obowiązków, ale wyleczenie potrzeba czasu- każdemu
        odpowiednio dużo. I tyle- na początku jest czarna rozpacz, brak jakiejkolwiek
        wizji- dopiero po pewnym czasie zaczyna się wszystko widzieć inaczej i przy
        dobrej woli obu stron często udaje się znaleźć rozwiązanie. Ale to trwa!
        dziś tańczę i śpiewam, radośnie się czuje i byłemu mężowi daje buziaka za to, że
        mi z życzliwości wypucował kuchnie- kiedyś potrafiłam jedynie płakać w poduszkę
        i myślałam, że nigdy nie będę w stanie uwolnić się od przywiązania do niego.
        • to.ja.kas Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 23:05
          Masz racje kalpa...ale warto przypominac komus ze małzenstwo to nie
          tylko żona/maz ale dzieci. czasem skupienie sie na nich pomaga
          prztrwac rozstanie z partnerem. Paradoksalnie big_grin
          • kalpa Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 23:50
            To fakt- ale najpierw musi się pozbierać dorosły, żeby był w stanie pomóc i
            zająć się dzieckiem. I tu dotyka się często głębokich ran samego dorosłego, nie
            ma znaczenia czy to kobieta, czy mężczyzna.
            Może nawet mężczyźnie jest trudniej- bo im trudniej okazać słabość, a wszyscy
            oczekują od niego wiele. I zazwyczaj automatycznie przypisują "winę".
            generalnie jestem zdania, że rozpad związku to konsekwencja wszystkiego, co
            oboje partnerzy robili przez czas jego trwania, natomiast czas dojścia do siebie
            jest indywidualny i jestem pewna, ze ojciec, któremu zależy na dziecku w końcu
            się pozbiera i znajdzie w sobie siłę do znalezienia nowych form kontaktu.
            A autorowi wątku życzę dużo sił smile
    • woman-in-blue Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 20.11.09, 23:58
      Przede wszystkim dobrze, ze trafiles na to forum. Nie jestes sam, tutaj
      prawie kazdy przezyl to samo! Skup sie na utrzymaniu wiezi z corka. Mozesz
      i powinienes dbac o nia, bo jej jest jeszcze ciezej niz Tobie!!!I nie
      sadz, ze ktokolwiek Ciebie zastapi bo to niemozliwe. Jesli nie radzisz
      sobie z emocjami, nie wahaj sie skorzystac z pomocy psychologa czy
      psychiatry.
    • scriptus Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 00:33
      Człowieku, rozwód, to nie jest utrata rodziny, tylko utrata domu.
      Twoja córka nadal będzie Twoją rodziną i nie zapominaj o niej. Bądź jej ukochanym tatusiem, to Twój skarb najdroższy.
      Samotne święta, to trudne przeżycie. Albo idź gdzieś między ludzi, albo celebruj w samotności, ale nie byle jak, ze wszystkimi szykanami. Zajmie Ci to tyle czasu, że będziesz mało myślał o samotności, a raczej o wspomnieniach. Może wymyślisz swój nowy status.
      • jarkoni Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 04:36
        Przeżyłem już samotne święta, popłakałem, ale przezyłem.
        Czlowiek jest naprawdę mocny, jak Wołodyjowski powiedziałem sobie: "nic to.."
        Przeżyjesz i Ty, rozumiem, że wszechobecna handlowa promocja świąt trochę jest
        szpilą, ale dasz radę.
        Ja bym coś przygotował, i nawet szaleńczo wziął do domu mądrego bezdomnego,
        głupie może, żeby tylko nie być sam jak palec..
        Ale to tylko parę dni.
        Ważniejsze jest to, go już tutaj usłyszałeś: dbaj o dziecko, to Twoja
        najważniejsza miłość..
        • mayenna Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 08:16
          Może nie bezdomnego ale inną osobę przechodzącą przez to samo? Możemy sobie
          nawzajem pomóc przetrwać swiętasmile
          • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 10:40
            mayenna napisała:

            > Może nie bezdomnego ale inną osobę przechodzącą przez to samo? Możemy sobie
            > nawzajem pomóc przetrwać swiętasmile

            smile może kiedyś.....
      • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 10:48
        > Człowieku, rozwód, to nie jest utrata rodziny, tylko utrata domu.
        > Twoja córka nadal będzie Twoją rodziną i nie zapominaj o niej.

        Dla mnie rodzina to mąż, żona i dzieci jako całość. Cała reszta to ludzie
        spokrewnieni, których też się kocha ale to już inna płaszczyzna.
        Córka jest"kawałkiem" rodziny, no ale jak się nie przebywa stale z nią, nawet
        niekoniecznie spędzając czas razem, ale będąc obok siebie, doświadczając swojej
        obecności to jednak pozostaje córcią, kochaną bardzo ale już nie rodziną w moim
        rozumieniu.

      • krezzzz100 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 23.11.09, 08:25
        Scriptus, no co Ty gadasz! Toć córka /syn po rozwodzie to już NIE RODZINA. Tak
        rzecze sam moderator- Tri. Ty się nie przeciwstawiaj władzy!!
        • tricolour Owszem - nie jest rodziną... 23.11.09, 09:18
          ... i można się nawet zastanowić co to dla każdego znaczy "być
          rodziną".

          No i ile tych rodzin może być jednocześnie?
        • tricolour No i z drugiej strony... 23.11.09, 09:31
          ... Scriptus od lat funduje dziecku toksyczny związek między
          rodzicami jednoczeście mówiąc o tym dziecku, że to skarb najdroższy
          i RODZINA. Wnoszę z tego, że dla niego rodzina to raczej wspólne
          mieszkanie niż jego jakość rozumiana jako wspólnota oparta na
          szacunku, cieple, trosce, wzajemnym oddaniu.

          To jaki to skrab najdroższy i co on wyniesie z rodzinnego domu?
          • scriptus Re: No i z drugiej strony... 23.11.09, 10:15
            Dla mnie rodzina, to grupa osób, nie zależy od miejsca zamieszkania.
            Wiem od syna, że nie pragnie wyprowadzki żadnego z rodziców, póki nie dorośnie,
            wtedy sam się pewnie wyprowadzi. Mojej wyprowadzki pragnie jedynie żona, a ja
            nie jestem koncert życzeń i zażaleń, ani święty Mikołaj, zresztą mam prawo
            wybierać, czyje życzenia spełniam. Jeśli żonie nie odpowiada moje towarzystwo,
            nie zmuszam jej do przebywania za mną, nie przywiązałem żony za nogę do stołu,
            czyli jest ze mną z własnej woli. Wygodnie jej, nie płaci za nic z zarobionych
            przez siebie pieniążków, nie wydaje na czynsz, ogrzewanie, wodę, do dyspozycji
            ma pełną lodówkę, więc może sobie pozwolić wydawać zarobione przez siebie, ale
            jednak nasze wspólne pieniądze (podobnie, jak wspólne sa zarobione przeze mnie)
            na kochanków, adwokatów i pozwy rozwodowe. To tyle, Tri. Wyprowadzka z domu w
            moim przypadku nie rozwiązuje niczego, może Ty miałeś odpowiedzialną żonę,
            której mogłeś powierzyć wychowanie Twoich dzieci, ja nie mam i nie mogę.
            • krezzzz100 Re: No i z drugiej strony... 23.11.09, 11:40
              Dla mnie też, Scriptus. Ale nie dla naszego kulegi, wedle którego jak już się
              wyprowadzisz, to rodziną nie będziesz (to dotyczy też Twojej żony)- bez względu
              na to, czy jesteście odpowiedzialni, czy też nie. Rodzina jest pochodną
              meldunku! A co będzie, jak zniosą meldunki???!!!!Trzeba będzie być rodziną na
              siłę!!! )))))))

              Miłe, nieprawdaż?

              Wszak wszystko kwestia definicji. No, ale jako argument zawsze może służyć,
              hehehehehesmile))))))

              Żartuję sobie (troszku), Scri. smile
              • scriptus Re: No i z drugiej strony... 23.11.09, 11:52
                Mam pomysła... Proponuję wprowadzić kartę rodziny, wypełnianej na podstawie
                deklaracji zameldowania i wymeldowania do rodziny. Ciekawe, co ze studentką,
                którą bym wziął na stancję - czy to też rodzina??
                Ech, głupie żarty.
              • tricolour Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 12:51
                ... i widzę, że chcesz się bardzo odgryźć Krez za zarzut braku
                merytorzycznych podstaw wcześniejszej dyskusji - to dla Ciebie kto
                jest Twoją rodziną?

                Dzieci i nowy mąż, czy dzieci i stary mąż, z może cała ferajna razem
                i na siłę? Na podstwie tejże odpowiedzi dokonam analizy spraw
                meldunkowych i związków emocjonalnych tudzież odpowiedzialności.

                Zapraszam do dyskusji.
                • krezzzz100 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 13:02
                  Widać, że ktoś tu się na żartach nie zna)))))

                  Moją sytuację znasz, więc możesz analizować, ile wlezie))))
                • scriptus Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 13:03
                  Nie mam tego problemu, bo mam tylko jedną rodzinę, jednak w przypadku założenia
                  nowej rodziny miałbym nową rodzinę i starą rodzinę.
                  • mola1971 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 13:16
                    scriptus napisał:
                    jednak w przypadku założenia
                    > nowej rodziny miałbym nową rodzinę i starą rodzinę.

                    Oj, to Twoją drugą żoną nie chciałabym być smile
                    Nie ma czegoś takiego jak stara i nowa rodzina. Jest po prostu
                    rodzina. A ktoś kto ciągle jedną nogą siedzi w "starej" rodzinie nie
                    jest w stanie zbudować dobrej jakościowo "nowej" rodziny.
                    • scriptus Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 13:44
                      mola1971 napisała:

                      > scriptus napisał:
                      > jednak w przypadku założenia
                      > > nowej rodziny miałbym nową rodzinę i starą rodzinę.
                      >
                      > Oj, to Twoją drugą żoną nie chciałabym być smile
                      > Nie ma czegoś takiego jak stara i nowa rodzina. Jest po prostu
                      > rodzina. A ktoś kto ciągle jedną nogą siedzi w "starej" rodzinie nie
                      > jest w stanie zbudować dobrej jakościowo "nowej" rodziny.

                      Stara rodzina powinna być tak samo ważna i wartościowa, jak nowa. Jako kobieta
                      powinnaś rozumieć, że dzieci ze starego związku sa nie mniej ważne od "nowych
                      dzieci". Co więcej, w sprawie moich "starych dzieci" nowy partner żony, ani
                      moja ewentualna nowa partnerka nie mają nic do gadania, jeśli nam sąd nie
                      odbierze władzy rodzicielskiej.
                      A co do nowej żony i nowej rodziny... mam już swoje lata i mało prawdopodobne,
                      bym zakładał następną rodzinę, to byłby brak odpowiedzialności, jednak, jeśli
                      będe miał w przyszłości nową partnerkę, to będzie miała do zaakceptowania nie
                      tylko mnie ze wszystkimi wadami i zaletami, ale także moje dzieci i wnuki, nie
                      muszę cierpieć kwasów w moim własnym domu. Nie musi akceptować mojej ex, ta w
                      moim domu pewnie raczej bywać nie będzie, w razie potrzeby spotkamy sie na mieście.
                      • mola1971 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 14:01
                        Scri, dzieci i wnuki to oddzielny temat. Rodzina składa się z męża,
                        żony i dzieci. I jak dla mnie określenie "stara" rodzina dotyczy
                        zarówno dzieci jak i byłej żony. O ile to, że dzieci i wnuki nadal
                        są i stanowią również po prostu "nową" rodzinę jest jak dla mnie
                        oczywiste, o tyle byłej żony partnera w swojej ewentualnej
                        przyszłej "nowej" rodzinie nie chciałabym mieć.
                        • scriptus Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 14:15
                          mola1971 napisała:


                          .... o tyle byłej żony partnera w swojej ewentualnej
                          > przyszłej "nowej" rodzinie nie chciałabym mieć.

                          To oczywiste, exia się wypisuje z mojej rodziny występując o rozwód, natomiast
                          dzieci nie znikaja z mojej rodziny nawet, jeśli mieszkałyby z ex
                          • mola1971 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 15:06
                            Dzieci to oddzielny temat i oczywiste jest, że nie znikają.
                            Gdy pisałeś o starej i nowej rodzinie to ja to zrozumiałam, że
                            chodzi Ci o taką sytację, w której dzielisz czas między dwa domy.
                            Znam takie przypadki i to chore jest. Facet lata jak kot z pęcherzem
                            między starą i nową rodziną właczając w to załatwianie problemów
                            zarówno "starej" jak i "nowej" żony.
                            • scriptus Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 16:04
                              mola1971 napisała:

                              > Dzieci to oddzielny temat i oczywiste jest, że nie znikają.
                              > Gdy pisałeś o starej i nowej rodzinie to ja to zrozumiałam, że
                              > chodzi Ci o taką sytację, w której dzielisz czas między dwa domy.
                              > Znam takie przypadki i to chore jest. Facet lata jak kot z pęcherzem
                              > między starą i nową rodziną właczając w to załatwianie problemów
                              > zarówno "starej" jak i "nowej" żony.

                              Cóż, jeśli się ma tak zdezorganizowane życie, to i tak byc może...
                              Ja jestem dość wygodnicki i chcę mieć moje dziecko przy sobie, zatem to nie ja
                              będe latał. A co do problemów, to wskazane by było, żeby swoje problemy stara
                              żona załatwiała we własnym zakresie
                        • krezzzz100 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 18:52
                          Ale, niestety, możesz nie mieć wyboru. Jeśli Twój przyszły będzie miał ex i dzieci.
                          Da się żyć.
                        • krezzzz100 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 18:54
                          Ale możesz nie mieć wyboru, Jeśli Twój przyszły będzie miał swoją eks i dzieci.
                          Da się żyć.
                          • mola1971 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 19:30
                            Krez, pewnie że da się żyć, ale wybór zawsze jest.
                            Normalną sprawą jest, że człowiek mniej więcej w moim wieku najczęściej dzieci ma. Zresztą ja w ogóle lubię dzieci, nie tylko swoje i nie tylko malutkie, więc problemów z akceptacją dzieci swojego ewentualnego przyszłego partnera wiem, że nie będę miała żadnych.
                            Natomiast nieodciętej pępowiny z exią nie zniosę i po prostu faceta, który tej pępowiny nie odciął nie chcę.
                            Ja już żyłam w małżeństwie, w którym faceta dzieliłam z innymi kobietami i nigdy więcej.
                            • krezzzz100 Re: Skoro już o rodzinie... 24.11.09, 22:20
                              Pardon, że tak późno odpowiadam.
                              Molu, ja nie o nieodciętej pępowinie. Zresztą to chyba taki okrągły wytrych- nie
                              za bardzo wiadomo, co to ma znaczyć. Można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem,
                              że będziesz miała z nią kontakty- im bardziej będziesz miała na uwadze dobro
                              dzieci Twojego partnera, tym te kontakty będą "bogatsze". Trzeba będzie sobie
                              przekazywać informacje dotyczące dzieci, nawet za pośrednictwem partnera, ale to
                              jest akurat gorsze rozwiązanie (to pośrednictwo), bo to jego skazuje na częstsze
                              (bogatsze?) kontakty.
                              Nie ma możliwości, by uniknąć tych kontaktów, jeśli dobro dzieci będzie
                              priorytetem wszystkich.
                              • mola1971 Re: Skoro już o rodzinie... 24.11.09, 23:50
                                Krez, kontakty związane z dziećmi to normalne, że są nieuniknione. Bardziej chodziło mi o takie mentalne czy emocjonalne nieodpępnienie się od eksi jako kobiety, jako żony a nie jako matki dzieci. Bo jako matka dzieci wiadomo, że w jakiś sposób obecna będzie zawsze.
                                • krezzzz100 Re: Skoro już o rodzinie... 25.11.09, 10:49
                                  Molu, nie mówię o kontaktach z dziećmi, ale z eks jako ich matką.
                                  Generalizowanie, że Ty nie będziesz miała kontaktu z eks jest pustą życzeniową
                                  formułką. O to mi chodzi.
                        • maza15 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 20:17
                          mola1971 napisała:

                          "Rodzina składa się z męża,
                          żony i dzieci. "

                          Molu - nie mam męża,ale ja i moje dzieci tworzymy świetną RODZINĘ!
                          Zpewniam.

                          Jak w takim razie nas nazwiesz?
                          Kim jesteśmy w/g ciebie jeśli nie rodziną?
                          • mola1971 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 20:24
                            Maza, wyrwałaś to z kontekstu. Chodziło mi tylko o to, że w przypadku gdy ktoś nie zerwie więzi z byłym małżonkiem nie jest w stanie zbudować nowego związku.
                            Przeczytaj całość, wszystkie posty to zrozumiesz.
                            Jak najbardziej stanowisz z dziećmi rodzinę, ale nie o to w tym wątku chodzi.
                            • maza15 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 20:46
                              Faktycznie,z braku czasu czytam pobieżnie wątki.
                              Jestem uczulona na słowo "rodzina"... dlaczego?
                              Wiesz,kilka moich znajomych (rozwódek) cięzko przeżywało to,że
                              zostały same z dziećmi.Miały kompleks, gdy spacerowały z dziećmi
                              same, nie chciały wyjeżdżać na wakacje, nie przychodziły na
                              spotkania towarzyskie... i ciagle słyszałam "bo my teraz taka nie
                              rodzina" itp .Przykro mi było to słyszeć i nie mogłam zrozumieć
                              dlaczego aż tak bardzo czują się gorsze.
                              Stąd moja reakcja...ale już wątku zaśmiecać nie będęsmile)
                              • mola1971 Re: Skoro już o rodzinie... 23.11.09, 20:52
                                Eee, to goopie baby som wink
                                Ja tam też uważam, że razem z dzieciakami stanowimy świetną i zgraną rodzinę smile
                                Ale jak trzeba będzie i ktoś wartościowy się trafi to chętnie jeszcze kogoś przygarniemy wink
                  • tricolour Stara i nowa rodzina? 23.11.09, 14:21
                    No tak... to rozwiązuje sprawę podjęcia decyzji. Scri - to jest Twój
                    główny problem od pięciu lat na tym forum: gadasz i nic z tego nie
                    wynika ani się nie zmienia.
                    • scriptus Re: Stara i nowa rodzina? 23.11.09, 14:42
                      Nie martw się Tri o moje decyzje. Boskie młyny mielą powoli, ale sprawiedliwie.
                      Z całą pewnościa postępuję optymalnie z punktu widzenia moich celów
                      strategicznych. Kiedy wydarzenia rażąco odbiegają od linii realizacji założonego
                      przeze mnie celu, ingeruję w ich przebieg. A to jakiś wniosek procesowy,
                      tudzież inna drobna czynność...
    • adaria38 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 14:38
      Tak sobie to czytam i wychodzi mi, ze miłości w małżeństwie to raczej nie było.
      Nie jest tak ważne, że ta "jedyna" osoba odchodzi w siną dal, ważne jest że Moja
      stabilizacja i Mój poukładany byle jak, ale poukładany świat się zepsuł przez
      decyzje współmałżonka o odejściu..
      I to dość często się przejawia w wielu wypowiedziach. Ta druga osoba i tak juz
      była "prawie powietrzem", często nawet niechętnie widziana w jednym pokoju,
      przeszkadzajaca, zmierzła, ale gwarantowała "Mi", że nic więcej nie muszę robić
      bo mam ten pewny "etat".
      Jak pogodzic sią z utrata pracy? Znaleźć nową.
      A, o ile "corka to nie rodzina", to obowiązki ojcowskie i tak obowiązki
      ojcowskie Ciebie autorze dotyczą i nie wymiguj się z nich już teraz na korzyść
      przyszłego ojczyma. Od tego jesteś dorosły, żeby pokazać córce, ze mimo rozwodu
      ma rodzinę zarówno u matki jak i u biologicznego ojca.
      • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 21.11.09, 21:19
        > Tak sobie to czytam i wychodzi mi, ze miłości w małżeństwie to raczej nie było.
        > Nie jest tak ważne, że ta "jedyna" osoba odchodzi w siną dal, ważne jest że Moj
        > a
        > stabilizacja i Mój poukładany byle jak, ale poukładany świat się zepsuł przez
        > decyzje współmałżonka o odejściu..
        > I to dość często się przejawia w wielu wypowiedziach. Ta druga osoba i tak juz
        > była "prawie powietrzem", często nawet niechętnie widziana w jednym pokoju,
        > przeszkadzajaca, zmierzła, ale gwarantowała "Mi", że nic więcej nie muszę robi
        > ć
        > bo mam ten pewny "etat".
        > Jak pogodzic sią z utrata pracy? Znaleźć nową.

        Miłość była na początku, potem została przygnieciona dniem codziennym i
        różnicami charakteru, wypaliła się. Nie sposób się nie zgodzić z większością
        Twojej wypowiedzi poza tym "prawie powietrzem" bo tak nie było, przynajmniej z
        mojej strony.
        Porównanie do pracy chybione bo czy w starej pracy zostawiasz cząstkę siebie,
        której Ci brakuje?


        > A, o ile "corka to nie rodzina", to obowiązki ojcowskie i tak obowiązki
        > ojcowskie Ciebie autorze dotyczą i nie wymiguj się z nich już teraz na korzyść
        > przyszłego ojczyma. Od tego jesteś dorosły, żeby pokazać córce, ze mimo rozwod
        > u
        > ma rodzinę zarówno u matki jak i u biologicznego ojca.

        Czy ja się wymiguję? Spełniam obowiązki ale tych gdzie trzeba pełnej rodzinki
        nie dam rady, choćby poczucia córki, że ma przy sobie i tatę i mamę i dlatego
        jest bardziej szczęśliwa.
        Przed godziną się z nią pożegnałem, odwiozłem ją a małżonka odebrała przed
        blokiem. Postaliśmy, córka robiła wszystko abyśmy stali jak najdłużej sad
      • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 19:26
        adaria38 napisała:

        > Tak sobie to czytam i wychodzi mi, ze miłości w małżeństwie to raczej nie było.
        > Nie jest tak ważne, że ta "jedyna" osoba odchodzi w siną dal, ważne jest że Moj
        > a
        > stabilizacja i Mój poukładany byle jak, ale poukładany świat się zepsuł przez
        > decyzje współmałżonka o odejściu..
        > I to dość często się przejawia w wielu wypowiedziach. Ta druga osoba i tak juz
        > była "prawie powietrzem", często nawet niechętnie widziana w jednym pokoju,
        > przeszkadzajaca, zmierzła, ale gwarantowała "Mi", że nic więcej nie muszę robi
        > ć
        > bo mam ten pewny "etat".
        > Jak pogodzic sią z utrata pracy? Znaleźć nową.

        Odnosiłem się już do Twojej odpowiedzi ale jeszcze wrócę bo to co napisałaś jest
        naprawę wartościowe i prawdziwe.
        sporo czasu temu stwierdziłem, że moje życie jest już ułożone i nic więcej
        dobrego nie może mnie w nim spotkać. Trwałem więc w tym związku, nie za bardzo
        szczęśliwy, stwierdziwszy, że taki już mój los. W tym roku ta ułuda pękła jak
        bańka mydlana i na dobicie dowiedziałem się, że "moja" żona nienawidzi mnie od
        lat, starannie dbając o moją reputacje rogacza. w dodatku w moim największym
        dołku, usłyszałem tyle wyrafinowanych zachęt aby skończyć ze sobą, że aż nie
        wierzę że ludzie mogą być tak źli. No a przecież to żona, niby ta na zawsze, na
        dobre i na złe, z którą mam córkę.
        Właśnie dla tej córki cały czas proponuję przebaczenie ale ona stawia warunki,
        których nie mogę i nie chcę spełnić.
        No i podczas jednych spotkań potrafi być bardzo miła, a podczas innych jest
        zimną wyrachowaną suką. Sił już brak.
        • adaria38 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 19:48
          Żona wybrała życie z kimś innym. Nie ma się juz na co ogladać, wybaczenie to
          wywnętrzna potrzeba, nie bardzo wiem jak chcesz skłonić do wybaczenia kogoś kto
          tego nie chce.
          Pokaz córce, ze jesteś fajnym energicznym facetem, który sobie rodzi z zyciem,
          ma plany, pomysły, propozycje dla niej, a nie tylko tkwi przy zdradzającej
          żonie i "ma doły".
          Jeśli się postarasz, staniesz na nogi, stworzysz swoje życie lepsze niz do tej
          pory - to zona jeszcze pozazdrości, ze Cię straciła. Ale jesli utkwisz sobie
          wygodnie w dole użalając się nad sobą, litujac się nac córką i wieszajac psy na
          zonie - to stracisz i szacunek do siebie i szacunek otoczenia. Twoje życie
          nalezy do Ciebie. Albo będziesz miał fajną pracę, fajną zadowoloną zaopiekowana
          córkę i kiedyś nową kobietę - albo nie będziesz miał nic. Twoj wybór i twój
          wysiłek.
          • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 20:01
            adaria38 napisała:

            > Żona wybrała życie z kimś innym. Nie ma się juz na co ogladać, wybaczenie to
            > wywnętrzna potrzeba, nie bardzo wiem jak chcesz skłonić do wybaczenia kogoś kto
            > tego nie chce.
            > Pokaz córce, ze jesteś fajnym energicznym facetem, który sobie rodzi z zyciem,
            > ma plany, pomysły, propozycje dla niej, a nie tylko tkwi przy zdradzającej
            > żonie i "ma doły".
            > Jeśli się postarasz, staniesz na nogi, stworzysz swoje życie lepsze niz do tej
            > pory - to zona jeszcze pozazdrości, ze Cię straciła. Ale jesli utkwisz sobie
            > wygodnie w dole użalając się nad sobą, litujac się nac córką i wieszajac psy na
            > zonie - to stracisz i szacunek do siebie i szacunek otoczenia. Twoje życie
            > nalezy do Ciebie. Albo będziesz miał fajną pracę, fajną zadowoloną zaopiekowana
            > córkę i kiedyś nową kobietę - albo nie będziesz miał nic. Twoj wybór i twój
            > wysiłek.
            Żona wciąż kręci, kochanek był ale ponoć już nie jest. Wróciłąby ale nie
            może... jeden krok o zwariowania.
            No a to co piszesz jest bardzo mądre, dzieki.
    • six_a Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 00:09
      jak będziesz miał w domu córkę to będzie "prawie jak" przedtem, tylko bez
      dawnego stresu powodowanego małżeństwem - chyba warto to wykorzystać. i wcale
      nie musisz jej widywać 2 razy w tygodniu, zależy od Ciebie - na mój gust
      kontakty z córką dobrze wypełnią pustkę po rozpadzie idei pełnej rodziny.
      jeśli ją kochasz, jak piszesz, to dziwi mnie marzenie o pojawieniu się ojczyma
      jako zastępcy dla Ciebie. nikt nie zastąpi jej ojca.

      co do winy, pesymista czy nie, wina musiałaby być bezwzględnie Twoja, a żona
      musiałaby wykazać, że nie jest w stanie utrzymać się sama, by żądać alimentów na
      siebie. z tego co się orientuję, to nie odbywa się to automatem.
      • tarantula007 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 15:59
        ojczym, zawsze będzie obcym człowiekiem, który wobec Twojej córki,
        nie ma ani żadnych praw ani żadnych obowiązków. TY jesteś ojcem, a
        nie żaden, ten czy ów kochaś matki ... i tyle.
      • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 16:45


        > jak będziesz miał w domu córkę to będzie "prawie jak" przedtem, tylko bez
        > dawnego stresu powodowanego małżeństwem - chyba warto to wykorzystać. i wcale
        > nie musisz jej widywać 2 razy w tygodniu, zależy od Ciebie - na mój gust
        > kontakty z córką dobrze wypełnią pustkę po rozpadzie idei pełnej rodziny.
        > jeśli ją kochasz, jak piszesz, to dziwi mnie marzenie o pojawieniu się ojczyma
        > jako zastępcy dla Ciebie. nikt nie zastąpi jej ojca.
        >
        > co do winy, pesymista czy nie, wina musiałaby być bezwzględnie Twoja, a żona
        > musiałaby wykazać, że nie jest w stanie utrzymać się sama, by żądać alimentów n
        > a
        > siebie. z tego co się orientuję, to nie odbywa się to automatem.
        >
        Może macie rację, ojczym nigdy nie zastąpi ojca, zresztą nawet nie wiem do czego
        dąży moja żona, możliwe że nawet sama tego nie wie.
        z Tym ojczymem chodziło mi raczej o utrzymanie pełnego wizerunku rodziny.
        Zresztą z tym ojczymem to też nie tak, przecież rodziny adoptują cudze dzieci i
        najczęściej kochają je tak samo jak własne
        • mola1971 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 22.11.09, 16:56
          zatracony72 napisał:
          > Zresztą z tym ojczymem to też nie tak, przecież rodziny adoptują cudze dzieci i
          > najczęściej kochają je tak samo jak własne

          To jest inna sytuacja. W rodzinach adopcyjnych dzieci nie mają rodziców biologicznych lub mają tych rodziców patologicznych.
          Ty żyjesz, patologiczny nie jesteś, więc swojemu dziecku potrzebny będziesz ZAWSZE. Nawet jeśli Twoja żona z kimś się zwiąże i ten ktoś będzie dla dziecka dobrym ojczymem. Ojczym to ojczym a ojciec to ojciec. To są dwa oddzielne tematy.
          • krezzzz100 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 23.11.09, 08:14
            Tak, Molu, niestety jakże często mylone. Ten strach rodzonych rodziców, że ktoś
            ich zastąpi. Zupełnie, jakby było w czym. No i prawda- czasem bywa w czym, niestety.
    • rarely kilka uwag 22.11.09, 17:32
      generalnie to sie nade soba uzalasz i o ile to troche rozumiem bo
      sytuacja w ktorej obecnie jestes powoduje mase przykrych uczuc

      o tyle pisanie o znalezieniu ojczyma ktory cie zastapi to jakas
      kokieteria i manipulacja samym soba a troche ucieczka

      ale do sedna tak to jest ze kobieta po rozwodzie ma dziecko a
      mezczyzna alimenty gdyby do mnie ta prawda dotarla wczesniej to
      inaczej wybieralbym partnerki bo niestety ojcostwo to niesamowicie
      fajna sprawa ale kluczowy do tego jest wybor własciwej partnerki
      bez tego zostaja alimenty i kupa zalu

      a co do baby to zrobiono Ci pranie mozgu zdradzala Cie i to ty jestes
      winien chlopie jak to glupota nie kupuj tego

      twoja zona to zwykla dziwka i tak o niej myśl niestety dales sobie
      babie wejsc na glowe i teraz masz tego konsekwencje


      • krezzzz100 Re: kilka uwag 23.11.09, 08:29
        Rarely, ale fajny gość z Ciebie. Miły. I kumaty. Kobiety dzielą się na dziwki i
        madonny, no nie? Która się Tobie trafiła, no powiedz...
        • rarely a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 10:16
          jaki byl Twój?

          to taka odpowiedź zgodnie z twoja logika
          • krezzzz100 Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 11:34
            Mój???? w życiu!! Mnie żaden facet nie zdradził ani nie bił.

            Wskazałam na Twoją logikę- że jak żona kogoś ma, to dziwka. Fajne wynikanie...
            • rybak Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 15:35
              I piją!
              A wiadomo - że jak facet bije, to pijak, bo wszystkie pijaki biją!
              ;D

              Za to kobitki - ho ho! Jako lelije som! O! Jak zdradzają,to dlatego że chłop
              dupa. Jak katują faceta psychicznie - to tym bardziej facet dupa. A jak znęcają
              się nad dziećmi grając z facetem w gierki - to tym bardziej dupa facet.
              Czyż nie? No tak w każdym razie wynika z niektórych wątków i postów tu.
              I powiem - uważając facetów za dupy w takich przypadkach - kobity mają
              stuprocentową rację. Bo jak by nie był taki jeden z drugim dupa, to by najpierw
              taką babę przełożył przez kolano i ostro sprał (po pupie! Ino po pupie, bo to
              dobre na cellulitsmile))), potem by ją ... no zdecydowanie ukochał fizycznie
              wczesnym popołudniem, by zakończyć ów proces o 7 rano. A na koniec, kiedy oważ
              oczęta otworzy kole południa - podałby śniadanie do łóżka, w tym omlet i
              kawusię, po której wypiciu - już bez bicia po pupie - zapytałby, czy ma sobie
              iśćsmile)) A jak onaż powie - że ma - to wziąć i iść. Jak nie wybiegnie na schody
              za nim onaż w negliżu i łzami w oczętach blękitnych - to tylko jej strata!!!
              Faceci są prości.
              Ale kobiety wbrew pozorom też.
              Do takich wniosków doszedłem ostatnio i uważam, że są nadzwyczaj skuteczne i
              prorodzinne. O!
              I bardzo proszę nie dzielić włosa na czworo już. I diablów na końcu szpilki nie
              liczyć. Baby są dokłądnie takie same jak faceci - wredne same z siebie albo... z
              powodu zaniechań drugiej strony. W pierwszym przypadku - nie ma czego żałować. W
              drugim - po prostu trzeba mniej zaniechańsmile))
              A jak trzeba... to po pupie! A rano omlecik z kawusiąwink
              • mola1971 Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 15:40
                A ten omlet to na słodko czy na słono? wink))
                • rybak Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 15:44
                  Przed południem? Tylko na słodko. Z prawdziwą konfiturą morelową
                  ;D

                  • mola1971 Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 15:46
                    Eee, to ja wolę na słono wink Ze szpinakiem i fetą na przykład smile
                    • rybak Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 15:50
                      Ze szpinakiem, serem gorgonzola i orzechami z miodem to ja tylko ten, no (jak
                      się nazywa ten cholerny makaron w postaci płatów formatu A-5?smile
                      A omlet - jeśli nie na słodko - to tylko z kurkami duszonymi w maśle.
                      A zresztą - jakie to ma znaczenie? Jak rzeczona baba otworzy oczy przed
                      południem i zobaczy przed nosem kawę z pianką i omlet, to niezależnie z czym on
                      będzie - i tak zemdleje albo się zatchniesmile))
                      • mola1971 Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 15:54
                        To zależy jaka baba smile
                        Jedna się zatchnie a druga jak będzie na słodko to zacznie marudzić
                        dlaczego nie na słono, a jak będzie na słono to będzie narzekać
                        dlaczego nie na słodko wink))
                        A tymi kurkami to mnie natchnąłeś smile Robiłam je z jajkiem, ale
                        nigdy w formie omletu.
                        • rybak Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 16:04
                          Jak zacznie marudzić, to już dobra nasza. W takim przypadku:
                          a) zabieramy bez słowa i z uśmiechem omlet i zjadamy go na jej oczach z apetytem
                          sami
                          b) ewentualnie mówimy zdecydowanym tonem, patrząc prosto w oczy: cicho babo,
                          jedz póki gorący, bo zimny jest niewart ciebie, więc jak ostygnie, to dam
                          Azorkowi. A kiedy będzie następny, to zależy tylko od ciebie.
                          Jak cokolwiek zrozumiała po likwidacji cellulitu i nieprzespanej nocy
                          - to... albo wywoła bójkę z wiadomym skutkiembig_grin, albo...zje póki gorącysmile).
                          Bo...baby są tak samo nieskomplikowane i proste jak faceci - i możecie to sobie
                          nazwać pierwszym prawem rybakasmile))
                          • mola1971 Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 23.11.09, 16:12
                            Azorkowi omlet z grzybami???
                            Przecież się biedna, niewinna psina pochoruje!!! smile

                            Co do pierwszego prawa Rybaka to jeszcze nie mam zdania smile Muszę to
                            sobie przemyśleć wink
                          • kasiapfk Re: a wszyscy faceci zdradzaja albo bija 24.11.09, 10:01
                            hmmmmm, powtórzę się: taaaaaak,
                            a ja miałam kobitki za odrobinę bardziej skomplikowane istoty...

                            Molu, no pewnie, że psina pochoruje się, a kot to nawet nie tknie
                            omletu, trza będzie oddać sąsiadce/sąsiadowi, podgrzane ofc w
                            mikrofalówce. Może sąsiedztwo się odwdzięczy!
    • julka1800 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 25.11.09, 19:44
      zatracony72 napisał:

      No i poza wszystkim ja nie miałem praktycznie od zawsze w
      dzieciństwie rodziny, teraz ten los spotka moją córkę. Dlatego jak
      już dojdzie do rozwodu chciałbym aby żona ułożyła sobie życie na
      nowo z kimś innym, kimś mam nadzieję
      dobrym na tyle, że w życiu codziennym jako ojczym przejąłby moje
      obowiązki wobec córki."

      Tak, to jest ze zycie doswiadcza nas dokladnie tam gdzie nas boli,
      nie miales rodziny, to teraz chccesz by zona ulozyla sobie zycie z
      innym.
      Rozumiem to.
      Ale, nie podoba mi sie ze chciałbys by nastepca przejąl Twoje
      obowiazki wobec corki. Przeciez to Ty jestes ojcem, poza tym byc
      moze nastepca bedzie mial "swoje" dzieci, wez to pod uwagę.
      • zatracony72 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 26.11.09, 22:28

        >
        > Tak, to jest ze zycie doswiadcza nas dokladnie tam gdzie nas boli,
        > nie miales rodziny, to teraz chccesz by zona ulozyla sobie zycie z
        > innym.
        > Rozumiem to.
        > Ale, nie podoba mi sie ze chciałbys by nastepca przejąl Twoje
        > obowiazki wobec corki. Przeciez to Ty jestes ojcem, poza tym byc
        > moze nastepca bedzie mial "swoje" dzieci, wez to pod uwagę.

        Rozkleiłem się wtedy, teraz już bym tak nie napisał.
        • scriptus Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 26.11.09, 22:39
          Zatracony, trzymaj formę.
          Żaden ojczym nie powinien za Ciebie przejmować obowiązków. Twoje dziecko to Twoje dziecko i Ciebie kocha. Po rozwodzie się żyje może mniej wygodnie niz w małżeństwie, ale nie wolno na to konto robić sobie poluzówki w wypełnianiu rodzicielskich obowiązków, nie ma nic bardziej krzywdzącego dla dziecka, jak jego opuszczenie przez rodzica bez istotnej przyczyny. Rozwód z człą pewnością nie nalezy do istotnych przyczyn. Należą do nich np. bardzo ciężka choroba czy śmierć, nawet czasowy wyjazd za chlebem w dzisiejszych czasach nie musi oznaczać opuszczenia dziecka.
    • wowo13 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 12.03.18, 18:50
      Jak się trzymasz dziś w 2018 roku? Daj znać proszę... Chciałbym Cię jakoś wesprzeć
      • prowise Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 03.05.18, 20:30
        Przypadkiem trafiłem na ten wątek, prawie wyjety na zywo z mojego zycia, i tez jestem ciekaw jak sie potoczyło Twoej zycie
    • paw354 Re: Jak pogodzić się z utratą rodziny ? 29.04.18, 11:07
      Zależy indywidualnie od każdej osoby moim zdaniem. Jedni mają grubszą skóre a inni mniej. Ty należysz do tej części, która nie ma grubszej skóry.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka