Witajcie, bywam tu codziennie, ale piszę rzadko. Teraz przycisnęło mnie mocno, bo sprawa za kilka dni, a ja nie wiem, jak sie zachować.
Rozwód z orzeczeniem winy męża, równolegle sprawa o znęcanie nad rodziną przeciwko niemu. Łga, do niczego się nie przyznaje i teraz nadszedł czas, że to on będzie zeznawał, ja za miesiąc. Wypiera się wszystkiego, co zrobił, pod moim adresem wypisuje do sądu paszkwile nie podparte dowodami, a ja nie wiem o co go pytać na sprawie, bo każde pytanie odeprze kłamstwem. Wyprze się, albo powie, że świadkowie kłamali. Czy w takiej sytuacji zasadne jest zadawanie jakichkolwiek pytań, skoro odpowiedź będzie: nie wiem, nie pamietam, to kłamstwo, a jeśli zasadne, jakie powinny być to pytania? Owszem mam dowody w postaci nagrań, których sąd nie bardzo chce uznać, bo on je podważył (wcale tego nie zrobił), mam pisane przez niego oświadczenia naprawy naszego małżeństwa, mam zaświadczenia o terapii małżeńskiej, mojej indywidualnej, wydruki z portali randkowych i pornograficznych, ale co z tego, skoro się nie przyznaje???Jaka więc moja rola? Pytam, bo on ma adwokata jego pokroju, czytaj: manipulant i krętacz a sadzina w ogóle nie daje stronom prawa głosu. gasi w zarodku jakiekolwiek słowo zbędne w jej mniemaniu

Pomóżcie proszę