09.10.10, 21:51
Kochana Proy,
Przepraszam, że odpowiadam tutaj, ale bardzo chciałabym, żeby w wątku naszych światełek tylko milość...
Więc jest tak: są na tym świecie rzeczy ważne i te mniej istotne, które tylko zaprzątaja naszą uwage w drodze. Mój Jaś pisał kiedyś, że nie pownniśmy sobie zaprzatac głowy podłościa innych ludzi. To ich problem i oni kiedys będa musieli sie z nim zmierzyć i z niego rozliczyć. Trzeba byc w zgodzie z własnym sumieniem i pozwolić innym byc w zgodzie z ich sumieniami.
Co do postu lili, to byc moze jestem idiotką? Ale przynajmniej dobrze jej zyczyłam i nie zrobiłam niczego, żeby jej zaszkodzić. Moje rady mogły nie byc dobre. Ale nie pisałam, że ma się właśnie do nich zastosować. Jak boli Cię ząb czy wyrostek, to nie idziesz do sąsiada, który jest glazurkarzem, tylko szukasz pomocy specjalisty. Na forum może odpowiedziec Ci każdy i istnieje ryzyko, że posłuchasz właśnie rady idioty.
Pozdrawiam Cie serdecznie
Obserwuj wątek
    • agalt Re: Do Proy 09.10.10, 22:08
      Odbierz maila, proszę:)
    • proy0311 Re: Do Proy 09.10.10, 22:13
      :) NO to przestane plakac. . . już znam jeden powod dla którego kochałaś swojego Jasia. Poslucham Jego rady. . . wierzę ze gdzieś w tym wszechświecie są . . . że to jeszcze nie koniec naszej miłości. . . że nawet jeśli umre jako 80 cio letnia bezzębna staruszka Piotr wyjdzie mi naprzeciw na tych swoich 38 letnich nogach i powie . . .moje kochanie. . . i nawet nie bedę musiała patrzeć w jego oczy żeby wiedzieć że kocha. Mam szczęscie pracować z dobrymi kobietkami...wieczorem podczas dyżuru powiedziałam jednej z nich że od kilku minut czuję tak ogromną tęsknotę za jego przytuleniem że nie wytrzymam . . .ona zamiast spojrzec na mnie współczująco uśmiechnęła się jakoś tak radośnie. Spojrzałam zdziwiona a ona powiedziała :<< Widzi pani !!! tak się pani kiedyś zastanawiała czy on tu jest ,A dlaczego niby czuje pani że chce się do niego przytulic ? bo on tu jest, tylko nie moze pani przytulić.>>I o dziwo od tego czasu nawet lubię tę tęsknotę za jego ciepłem. Uwierzyłam jej. On tu jest.
      • agalt Re: Do Proy 09.10.10, 22:19
        proy0311 napisała:

        > Uwierzyłam jej. On tu jest.

        Pewnie, że jest:)
        • proy0311 Re: Do Proy 09.10.10, 22:31
          Mój mail proy0311@tlen.pl. Ile w zyciu trzeba siły... ilu ludzi ...żeby przejść...nie upaść albo wstać gdy się upadnie...
          • agalt Re: Do Proy 09.10.10, 22:44
            Myslałam, że masz gazetowego lub gmaila. Ale juz poszedł na tlen.

            "Zaprawdę godnym i sprawiedliwym,
            słusznym i zbawiennym jest
            iść i padać,
            z padłych wstawać..."
            Ważne tylko, żeby wstawać, żeby nie padac na darmo...
        • first.marionetka Re: Do Proy 09.10.10, 22:32
          ........ SĄ!!!!! przecież by nas nie zostawili.......
          • tilia7 Re: Do Proy 09.10.10, 23:12
            Pewnie,że są.Jakżeby Ich mogło nie być,kiedy Ich kochamy?

            Przeczytałam ostatnio coś co mi się bardzo spodobało.Że na Sądzie Ostatecznym nikt nie będzie nas rozliczał z grzechów,nikt nie spyta co zrobiliśmy złego.Zostaniemy spytani tylko o to,co zrobiliśmy dobrego.Tam liczy się tylko szeroko pojęta miłość,tylko ona i zupełnie nic więcej.Miłość do mężczyzny,do dzieci,do rodziny,do zwierząt,do bliźnich,do świata,do Boga,do siebie samej.Bóg powie tylko:"Opowiedz mi,jak kochałaś".I wtedy będziemy mogły powiedzieć o tym,że starałyśmy się pomóc dobrą radą jakiejś dziewczynie na forum,bo jej współczułyśmy.I Boga raczej nie będzie obchodzić,czy ona to doceniła,tylko to,co myśmy chciały...
            • m-i-l-v-a a może tak? 10.10.10, 17:32
              a ja mam nadzieję, że Bóg nie będzie pytał..... będzie sam wiedział.... okropnie nie lubię o tym mówić :)...
              • proy0311 Re: a może tak? 10.10.10, 22:54
                A ja ...jakoś tak ciągle chciałabym mówić ...wiecie...to dopiero 46 dzień. Miałam wolną sobotę i...myślałam że dam radę zrobić trochę porządku z rzeczami...bo póki co ...codziennie rano zastanawiam się czy mam czyste rzeczy do ubrania dla siebie i syna...wyrzuciłam wszystko z szafy...i leży...do teraz ...a ja uciekłam z domu ...nie jestem w stanie dotykać ubrań Piotra bez łez i natrętnego pytania ...jak to nie ma ???Poszłam na obiad do rodziców Piotra , była jego siostra z mężem i dziećmi...a gdzie on. jak to nie ma ???Wychodziliśmy z synem od teściów ...a gdzie Piotr ,jak to nie ma ???W odruchu samoobrony przed koszmarnym bólem przemknął przez głowę pomysł ...uciec setki kilometrów stąd ...udawać że tego wszystkiego nie było zacząć od nowa. .. wymazać wszystko z pamięci. Wyszliśmy z synem i...nie mogliśmy jechać do domu bez Piotra. Więc jeżdziliśmy po ulicach miasta...trafiliśmy do kawiarni w której byłam z Piotrem tuż po tym jak on będąc w bardzo dobrym stanie dowiedział się że nosi w sobie coś co zagraża jego życiu. Byliśmy z tym razem. jakie to trudne bycie z pełną świadomościa...Kiedy tam dzisiaj weszłam ...serce chciało stanąć...nie stanęło. Przyszla córka ze swoim nowym kolegą. Mogłam przy nich mówic co czuję. Zastanawiałam się czy kolega podobałby się Piotrowi...myślę że tak. Mam nadzieję że go widzi :((wyszliśmy i słychać było jak grupa ludzi pod pomnikiem Jana Pawła śpiewa Barkę ...Pan kiedyś stanął....szliśmy nuciliśmy...i kiedy wsiadaliśmy do samochodu ksiądz błogosławił zebranych...a kiedy odjeżdzaliśmy..słychać było jak zebrani tam ludzie śpiewali...Bóg sam wystarczy..Bóg sam wystarczy...To wszystko nie mógł być przypadek ...to wszystko tak prowadzi...ale nie zmniejsza bólu...Rano o 10 była Msza św za Piotra od naszej wspólnej koleżanki...po Mszy św rozmawiałam z nią ...i ona powiedziała ...oceniając moje dotychczasowe życie ...przecież Bóg Ci zawsze błogosławił...o tak...czułam to...nie moglam nie czuć ...ale jakie błogosławieństwo jest w tym bólu w tym doświadczeniu...tego nie pojmuję ...tego nie pojmę...wręcz czuję się winna temu co stało się z Piotrem ...bo tuż przed tym jak sobie zdiagnozował chorobę ...moja myśl poszybowała do Pana o treści...Prowadż nasze życie tak zeby było dobrze... a była to myśl jako wniosek po zauważeniu że dotychczasowe zycie było po ludzku bardzo dobre i że z czym ja w przyszłości przed sąd Boży.. no i mam...odpowiedż przyszła szybko...nie wiem co o tym wszystkim myślec....zawieszam się.Jeśli po tamtej stronie mam odpowiadać na pytanie jak kochałam...to niech proszę Pan powie mi po tej stronie ...jak ja mam kochać Piotra na taką odległość na takie oddzielenie. jak mam czuć że on mnie kocha . Bez tego nie umiem żyć...nie umiem...Odmawiam codziennie w godzinę Piotra śmierci Koronkę do Miłośerdzia Bożego. Robię to właśnie o tej godzinie 14 25 po to zeby Piotr wiedział że to Dla Niego Bo Go Kocham...i wiecie co w tej chwili dosłownie widzę jak Piotr się uśmiecha i mówi Wiem.Ja chyba..oszaleję .Przepraszam za to długie pisanie.
                • margolka-and-more Re: a może tak? 10.10.10, 23:40
                  "Jak to: nie ma?"
                  Jest. Na pewno Jest. Widzi, słyszy, uśmiecha się, czuje, kocha. Jest. Tylko inaczej. Może nawet - bardziej.
                  Ja w każdym razie tak myślę.
                  • proy0311 Re: a może tak? 11.10.10, 09:01
                    :)Czasami też tak czuję ale logika ,szkieko i oko się burzy. Muszę potŁuc okulary :) Dziękuję
                    • tilia7 Re: a może tak? 11.10.10, 11:20
                      Proy,przede wszystkim nigdy nie przepraszaj,że piszesz-po to jest to forum,więc pisz ile możesz,ile musisz,ile chcesz,o wszystkim,o czym potrzebujesz pisac.Na peweno ktoś przeczyta,na pewno ktoś zrozumie,na pewno ktoś-jak ja przed chwilą-odnajdzie w Twoich słowach własne przeżycia i odczucia.
                      U mnie kilka dni temu minęło półtora roku.Pytanie :"Jak to nie żyje?" jest nadal świeże,nadal nie ma na nie ŻADNEJ odpowiedzi.To jest nie do pojęcia,nie do przyjęcia,nie do zrozumienia.Co ja Ci mogę napisac dobrego?Będzie bolało,będzie jeszcze bardzo długo bardzo bolało i nie wiadomo,czy kiedykolwiek przejdzie.Rozum będzie szukała odpowiedzi zgodnych z logiką-aż padnie wyczerpany-ale to potrwa.Wtedy posłuchasz uczuc i przyjdzie taki moment,kiedy poczujesz,że Miłośc została,nie tylkko została,ale że się wzmocniła jeszcze i lśni jak najpiękniejszy diament,jasnym,ciepłym światłem.
                      Przytulam Cię mocno
                      • proy0311 Re: a może tak? 11.10.10, 17:09
                        Czytam Was po wielokroć i...myślalam...miałam nadzieję...że pisane tu po roku teksty...minąl rok i jest gorzej...to wyraz słabości poszczególnych osób ...że ja jestem silna ...i że przy pomocy tego forum z tak dużą wiedzą tu zawartą dam radę jakoś tak mniej boleśnie. I jak ogromne było moje zdziwienie dzisiaj gdy w pracy ...ni stąd ni zowąd...jak grom z jasnego nieba padło na mnie uczucie koszmarnej pustki i tęsknoty. W chwili kiedy rozmawiałam kiedy teoretycznie mój umysł był zajęty. ..jakby coś próbowało wessać moje serce...Nie umiem tego nawet opisać ale to było tak fizycznie odczuwalne że ..myślalam że umrę. Zaszyłam się w kącie sięgnęłam po zeszyt (już drugi) w którym codziennie piszę do Piotra i po kilku zdaniach zaczęlo odpuszczać.To doświadczenie każe mi spojrzeć z wielką pokorą na wlasne możliwości. Przejście ukochanej osoby na tamtą stronę to doświadczanie uczuć o których nie miałam pojęcia. O których nie da się powiedzieć. To naprawdę wielka tajemnica.( wielkie ukłony dla tych którzy potrafią to oddać w słowach,jeszcze pięknie ułożonych w wiersz) A przed tym uczuciem miałam najdłuższą przerwę w rozmowie z Piotrem.Mam wrażenie że się o tę rozmowę upomiał. I nie piszę tego w przenośni. krótko po jego śmierci mialam wrażenie ze nie chce moich deklaracji miłości o wierności juz nie mówiąc , jakby nie chciał mnie po swojej śmierci wiązać, jakby chciał dać mi wolnośc. wtedy powiedziałam mu że nie z nim w tej sprawie rozmawiam nie pytam go o zdanie , że tak jak przyrzekaliśmy przed Panem tak i Pan niech będzie naszym świadkiem ...i wtedy zobaczyłam że się uśmiechnąl. Jakbyśmy weszli na nowy poziom relacji. Naprawde nie wiem czy juz się o siebie bać :) :( mam wrażenie ze w testach na zdrowie psychiczne wyszłoby: zdrowa. Ale jak to pogodzić z tą relacją z tym przekonaniem że to coś między nami nadal trwa ...Nie przepraszać ? :) Dziękuję za cieple słowa . Za wsparcie.Za obecnośc. Za dzielenie się swoimi uczuciami.Bardzo.
                        • tilia7 Re: a może tak? 11.10.10, 17:48
                          Wyraz słabości...Też bym tak pewnie kiedyś pomyślała.Wiesz Proy,bo to jest tak:jak ktoś sam nie doświadczył straty tak bliskiej i tak kochanej osoby,to myśli sobie,że od bólu koniecznie trzeba uciec,że trzeba życ,że trzeba jak najszybciej zapomniec,że wziąc się w garśc itd.A kiedy to przychodzi,to człowiek sobie uświadamia,że jedyne co mu zostało to ten ból...i nie chce się go oddac za żadne skarby,bo wtedy w tej pustce nie zostanie już naprawdę NIC.
                        • agalt Re: a może tak? 11.10.10, 18:32
                          proy0311 napisała:
                          > Naprawde nie wiem
                          > czy juz się o siebie bać :) :( mam wrażenie ze w testach na zdrowie psychiczne
                          > wyszłoby: zdrowa. Ale jak to pogodzić z tą relacją z tym przekonaniem że to coś
                          > między nami nadal trwa ...

                          To normalne. Ale trzeba tego doświadczyć, żeby wiedzieć.
                          Jeśli łączyła Was prawdziwa miłość, to przecież "miłość nigdy nie umiera". Jesteś osoba wierzącą, prawda? Tylko co innego wierzyć lub myslec, że sie wierzy, a co innego poczuć. Chodzimy do Kościoła i słuchamy tych tekstów dziesiątki razy. Tyle, że traktujesz je jako literaturę. Raz lepszą, raz gorszą, ale jednak literaturę. Tyle w tych tekstach metafor, że ani sie spostrzeżesz, a juz wszystkie traktujesz jak metaforę. Aż nagle w zetknięciu z takim przeżyciem okazuje się, że ta metafora stała się częscia Twojego życia. I na Twoich oczach, choc inaczej, Słowo ciałem się staje.
                          Ja kocham to zdanie z Cayce'a "Love goes far beyond what you have called the grave".
                          • tilia7 Re: a może tak? 12.10.10, 14:14
                            Polecam obejrzenie przepięknego filmu Jana Jakuba Kolskiego "Jasminium" z rewelacyjną rolą Janusza Gajosa.Grany przez niego mnich ze swoim św. Rochem jest dla mnie wzorem człowieka,który ufa Bogu i żyje w zgodzie ze sobą,z Nim,ze światem.Niespodziewanie obieranie ziemniaków i karmienie kaczek wkracza w strefę sacrum i jest tam jak najbardziej na swoim miejscu.
                            • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 16:26
                              O tak atmosferę tego filmu pamiętam. Zauroczył mnie. Ale poza atmosferą niewiele pamiętam.Muszę obejrzeć jeszcze raz ...zapach ? Skoro wywołał się temat zapachu to...kilka dni temu oglądałam film jakiś taki współczesny o medium aniołach demonach...bajka. Ale pojawiał się tam temat zapachu siarki po pojawieniu się istot z piekła.I..sama nie wierzę ale poczułam dwukrotnie podczas oglądania tego filmu zapach smoły :-) oczywiście mam na to swoją teorię. Piotr wiedział że oglądam ten film sama...chciał mnie przestraszyć dla zabawy . albo umiem naprawdę głęboko wpływać na swoją wyobrażnię i wyprodukować w niej zapach :) Piotr miał takie dziwne poczucie humoru. Jeden z jego ulubionych cytatów był zaczerpnięty z Bonda <<Czyj to pogrzeb? Twój.>> Oczywiście kiedy szliśmy z dziećmi za trumną nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu ze idzie z nami i mówi ten swój okropny tekst i się śmieje , chcąc nas pocieszyć...z marnym skutkiem.
                              • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 16:42
                                Od powiedż na temat wiary noszę w sobie od wczoraj, nie piszę, bo samo uświadomienie sobie jej budzi sprzeciw.

                                Mam wrażenie ,że wraz z odejściem stąd Piotra (przy którym byłam i wiem że on przeszedł ,nie zniknął)siedzieliśmy z dziecmi w jednym miejscu i wszyscy mieliśmy wrażenie że Piotr jest blisko,nawet miejsce jego obecności wskazywaliśmy to samo. Gdy minąl obezwładniajacy szok najpierw wyrywało się do niego serce,potemumysł próbował podążyć za sercem,za umysłem zmysły, za zmysłami nogi.

                                Teraz wydaje się jestem na etapie szukania równowagi stojąc jedną nogą na znanym mi gruncie-ziemii, a drugą w tym świecie , któregonie potrafię nazwać a którego istnienia, doświadczając go sercem umysłem i zmysłami nie jestem w stanie zanegować.

                                I teraz to co budzi sprzeciw. Śmierć Piotra sprawiła, że poznałam ten świat. Boski ? Czy to właśnie to bło-go-sla-wień-stwo??wymazać!Na potwierdzenie tego nie jestem i nigdy nie będę gotowa.
                                • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 17:01
                                  Czy jestem wierząca ? Wychowano mnie w wierze. Zawsze miałam wątpliwości. Czułam że Jest a nie mogąc poznać zaprzeczałam. Otaczałam się ludżmi , którzy deklarowali wiarę. Piotr też. Niezachwianą.Taką męską . Tak -Tak. Nie -Nie. Podczas choroby Piotra często chodziłam do Kościoła.Bezposrednio po śmierci Piotra w szpitalnej kaplicy po raz pierwszy powiedziałam do Boga WIEM że Jesteś , ale Cię nie lubię, nie chcę Cię.
                                  I On jest ze mna na siłę.
                                  Podświadomość każe mi śnić sny takie np:
                                  Jestem w jakimś domu , w środku są dzieci i zmarła Babcia(?) i widzę przez okno jak jakieś psy przeskakują przez ogrodzenie. Wychodzę żeby bronić tych co są pod moją opiekąi nie daję rady, muszę uciekać do domu. Psy rzucają się na drzwi i już prawie je pokonują gdy pojawiają się moi rodzice( bardzo bogobojni) Tata wchodzi do domu innymi drzwiami, zupełnie nieświadom zagrożenia,mama zauważa psy i walczy z nimi.
                                  Zakończenia nie znam. sen sie skończyl.

                                  Nie mogę zaprzeczyćistnieniu Boga. Za bardzo wtedy boli.
                                  Przez miłość do Piotra wierzę w Niego.
                                  Strasznie to pokręcone.


                                  Kocham Cię Piotr

                                  • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 17:16
                                    I jak nie przepraszać że duzo pisze ?
                                    • tilia7 Re: a może tak? 12.10.10, 17:43
                                      Wszystko to doskonale znam z własnych doświadczeń.W wątku "Rozmowy o bogu" z 3 lutego walnęłam cały elaborat na ten temat,więc nie ma sensu się powtarzac,jak masz ochotę to zajrzyj.Mnie też zżerały wąpliwości.Ale teraz już doszłam do tego,że tak,jak zadań matematycznych nie rozwiązuje się za pomocą uczuc,tak sprawy emocjonalne i duchowe nie dadzą się poznac i zrozumiec za pomocą logiki.
                                      • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 18:02
                                        ...o tak. Przeczytałam ,,dopisek " i już rozumiem ze mam nie przepraszac :) Dzięki ze jesteś. A ja ciągle uczę się pokory. Czytając.
                                    • agalt Re: a może tak? 12.10.10, 18:33
                                      Proy, te najbardziej zawiklane sprawy nie dadzą sie wypowiedzieć jasno w 3 zdaniach. Każdy z nas czasem pisze duzo. Jakbyś zajrzała w moje posty z początków pisania na tym forum, przepraszanie, że za dużo piszesz nie przyszłoby Ci do głowy.
                                      Co do wiary, ciężko jest nazwać blogosławieństwem największy ból jaki może spotkać kochającego człowieka. Tego się po prostu nie da zrobić. Patrząc z naszej perspektywy to nie jest błogoslawieństwo. Tyle, że Ty myśląca kobitka jesteś. Więc pewnie juz wiesz, że istnieje więcej niż 1 perspektywa.
                                      Pisałam juz kiedyś o tym, ale nie pamietam, w którym wątku, więc napisze jeszcze raz. Mój Jaś kiedys napisał mi, że "jeśli Bóg jest sterylnym Dobrem i Miłością, to wszystko, co nas spotyka, a czego my nie postrzegamy jako miłości i dobroci, musi miec swój glęboko uzasadniony sens. A to, że tego sensu nie widzimy świadczy tylko o kruchości naszego wzroku lub niewystarczającej perspektywie". Ale my tu tez nie jesteśmy na zawsze, więc nasza perspektywa tez się kiedyś zmieni i pozwoli dostrzec to, czego teraz nie widzimy...
                                      Ja wiem, że na etapie, na którym jesteś, mozna się tylko buntowac i odrzucać. I to dobrze, że się buntujesz.
                                      Przytulam Cie z całego serca
                                      • tilia7 Re: a może tak? 12.10.10, 20:05
                                        Ja to jeszcze sobie myślę,że nie jest konieczne,żebyśmy znaleźli wszystkie odpowiedzi,myślę,że nawet nie ma takiej możliwości.Ważne jest,żeby pojawiły się odpowiednie pytania i refleksja nad nimi.Jesteśmy w drodze i ta droga się liczy najbardziej,cel,niezmiennie jest taki sam i na dodatek jest taki sam niezależnie od tego,w co wierzymy bądź nie.Na końcu tej drogi wszyscy trafimy albo do tego samego boga albo do tego samego piachu.Więc chyba trzeba się skupić po prostu na tym,którędy chcemy tam dojść.

                                        I jeszcze w kwestii uczuć i rozumu,bo widzę że jesteś takim samym "rozumowcem" jak ja:)Skoro w drodze ewolucji nie "zgubiliśmy" umiejętności odczuwania ,a wręcz w połączeniu ze świadomością zyskaliśmy poczucie głębi uczuć,to widać uczucia są tak samo potrzebne jak rozum.Z logicznego punktu widzenia:)I nie są gorsze,głupsze ani nie skazują na dom wariatów.To,że czujemy,kochamy,tęsknimy,przeczuwamy obecność naszych bliskich,w taki sam sposób dowodzi naszego człowieczeństwa,jak i to że potrafimy mówić,czytać,pisać,rachować czy tworzyć obrazy.A może nawet uczucia tym bardziej świadczą o naszym człowieczeństwie.Żeby malować obrazy i tworzyć sztukę w ogóle,tez trzeba czuć.A liczyć,pisać i czytać potrafią już dzisiaj maszyny.Więc kim byśmy byli,gdybyśmy nie czuli,nie pytali,nie szukali?Psychologia,która jak wiesz jest dziedziną nauki a nie czarów,uznaje istnienie duszy i uważa,że najważniejszym sposobem poznania świata i wszelkich jego praw,jest doświadczenie.Proy,ja myślę,że nie ma sprzeczności między tym co rozumowe a tym co uczuciowe.Połączone jest wszystko i jedno na drugie oddziałuje.Konflikt zaczyna się wtedy,gdy zaczynamy używać nieodpowiednich "narzędzi" w danej sytuacji,czyli np. jak już pisałam rozwiązywać zadania matematyczne za pomocą głosu serca a kwestie miłości za pomocą ekierki i cyrkla.
                                        Mnie niezmiennie tkwi w głowie i w sercu jedno z końcowych zdań "Mistrza i Małgorzaty":"Wszystko będzie,jak być powinno"-słowa te mówi diabeł do Małgorzaty,która rozpaczliwie chce odzyskać swojego ukochanego i utraconego Mistrza.I paradoksalnie,choć wypowiada je diabeł,są one wyrazem boskiego ładu i sensu świata.
                                        • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 22:36
                                          Liczy się droga . Lżej gdy ze mną idziecie.
                                          • proy0311 Re: a może tak? 13.10.10, 16:49
                                            Oj dziewczyny dziewczyny :) poczytaŁam sobie wątek Znicz :) I tak Was Kocham Wszystkie(a może jest tu jakiś facet ?to też kocham) MiŁości Ci teraz we mnie dostatek i pragnienia miŁości otchŁań nie do zaspokojenia. A boję się kochać tych najbliższych bo ...może Bóg zazdrośnik mi ich zabierze ? A co one zrobią gdy od mojej miŁości się uzależnią a ja odejdę ???? Jak piszę że Was kocham to niby mi lżej ...to trochę tak jak Halinka kiedyś patrząc przez szybę podczas jazdy autobusem...widzę i czuję Boga. A jak na chwilę spojrzę bliżej...zagruzowane od rzeczy w nieŁadzie mieszkanie, rachunki czekają do uregulowania, w niektórych urzędach zastanawiają się czy mi pieniądze do życia niepotrzebne że im dokumentów nie dostarczam...Za chwilę za moment jeszcze odrobinę...
                                            • tilia7 Re: a może tak? 13.10.10, 17:30
                                              Strach przed kochaniem jest jednym z najboleśniejszych moich doświadczeń.Strach przed jakąkolwiek więzią,jakimkolwiek zaangażowaniem,przed przywiązaniem,przyjaźnią,nawet posiadaniem czegoś cennego(cennego uczuciowo oczywiście),przed odpowiedzialnością,bezradnością,stratą.
                                              Strach przed życiem.
                                            • proy0311 Re: a może tak? 13.10.10, 17:30
                                              A czytaŁam wątek znicz dokŁadnie wtedy gdy ...wynotowywaŁam w zeszycie wszystkich obecnych nieobecnych żeby zapalić w dniu 1 listopada świateŁko.Zaniecham.ONI wszystko wiedzą.Doceniają. Tak to moja reakcja na stres na sytuacje które mnie przerastają. Miotanie się. Rzucam sie sercem jak szaleniec ( i sŁowami) gdyby ciaŁo mogŁo pokazać co czuję bez ustanku potrząsaŁoby wszystkimi kończynami...ale ciaŁo dzięki umysŁowi nie daje nic po sobie poznać. Tym co na mnie patrzą pewnie nawet wydaję się spokojna. Piotra poznaŁam wŁaśnie w takim stanie.On widziaŁ w tym miotaniu siŁę a ja w jego oczach zobaczyŁam coś co mnie uspokoiŁo.W jego ramionach czuŁam bŁogi spokój.I odszedŁ a ja...się miotam. Jeśli miotając się kogoś skrzywdzę przepraszam. Ja się uczę żyć. A bez niego pewnie i tak...do końca życia będę się miotać.
                                              • proy0311 Re: a może tak? 14.10.10, 11:35
                                                Wczoraj wieczorem w zasadzie o północy odmawiałam przyrzeczony różaniec rwany nasuwającymi się myślami o czekającej mnie dzisiaj rozmowie (trudnej o zakresie pomocy i ingerowania w nasze życie bliskich żyjących) . Nad ranem obudziłam się z uczuciem że Piotra po ludzku czuję mniej ale poczułam Tę Boską Matkę która otacza mnie swoją miłością. w ciągu dnia , w czasie jazdy pomyślałam że ta moja modlitwa taka urywana wczoraj była. i przeprosiłam ICH DWOJE że tak mi to wyszło i ...jeszcze teraz ...czuję ich serdeczny uśmiech i pogodę...i ...byli w moich myślach razem.
                                                Jakbyście zauważyli z moich wpisów ze już pora do psychiatry dajcie znac proszę . Obiecuję ze się nie obrażę :)
                                                • first.marionetka Re: a może tak? 14.10.10, 11:46
                                                  Jakbyście zauważyli z moich wpisów ze już pora do psychiatry ....

                                                  To co przeżywasz, to normalna kolej rzeczy..... w końcu wierzymy, że istnieje świat widzialny i niewidzialny.... w bólu dotykamy jeden i drugi.
                                                  • tilia7 Re: a może tak? 14.10.10, 12:30
                                                    Spoko,ja jestem cały czas pod opieką psychologa i jak na razie potwierdza,że wszystko,o czym mówię w kwestii moich przeżyc,jest absolutnie normalne.Paradoksalnie na szpital psychiatryczny można sobie zapracowac,udając,że takich uczuc i odczuc nie ma.
                                                • agalt Re: a może tak? 14.10.10, 17:43
                                                  Dziś 50-ty dzień, prawda? Na poczcie masz od paru dni mojego maila:)
                                                  Przytulam
                                                  • proy0311 Re: a może tak? 15.10.10, 10:29
                                                    Dzisiaj mam stanowczo gorszy dzień. Swiadomość że tu jesteście dociera do mnie w takich chwilach jako pierwsza ,chwytam się tego jak koŁa ratunkowego. Pomaga.

                                                    ChciaŁam Wam opowiedzieć o Edziu.
                                                    wczoraj, kiedy szŁam aleją cmentarną do Piotra w drodze powrotnej zapaliŁam znicz symboliczny dla Naszych Bliskich na grobie jednego z dzieci . Tym razem to byŁ Edzio W.
                                                    .WyszŁam już z cmentarza i dopadŁy mnie myśli że zawsze zapalaŁam znicz dedykowany Tym dzieciom a teraz to jak ? że niby o nich zapomniaŁam ? I poszŁam po jeszcze jeden znicz . Znowu trafiŁam na groby dzieci. Chcę go zapalić . SkończyŁy się zapaŁki.ZapytaŁam przechodzących ludzi czy maja zapaŁki . Nie mieli.PodeszŁam do kobiet które w międzyczasie pojawiŁy się w pobliżu porządkowaŁy grób...grób Edzia. PatrzyŁam na nie jakoś tak niepewnie. PowiedziaŁy..".My też po nie poszŁyśmy ..jak się nie pali często ich się nie ma. A te liście ciągle spadają. Widzę ze brat tu byŁ ale liści nie sprzątnąŁ "- to nie byŁa przykra uwaga że nie sprzątnąŁ tylko taka jesienna uwaga. ...Nie powiedziaŁam pani że to nie brat ...to świateŁko po którym sądzi że on byŁ to ja...jak odchodziŁam... czuŁam jak Edzio mówi do mnie ..."To już znasz moją rodzinę :) "Taki trochę dumny że nas sobie przedstawiŁ. ...Bardzo miŁe Panie te bliskie Edzia... Jestem mu wdzięczna.
                                                  • agalt Re: a może tak? 15.10.10, 11:03
                                                    Tych gorszych dni będzie, niestety, coraz więcej. Bardzo dzielnie się trzymasz. Ale wydaje mi się, że w przypadku wielu osób jest tak, ze ta świadomość utraty dociera do nas jakby stopniowo i z każdym dniem coraz bardziej:(
                                                    Przytulam Cię serdecznie
                                                  • tilia7 Re: a może tak? 15.10.10, 11:37
                                                    No niestety,istotnie tak jest.Ja w okres "normalnej" żałoby weszłam dopiero po pierwszej rocznicy.Wcześniej był tylko szok i ekstremalny wysiłek organizmu,żeby przetrwac.Przy czym drugi rok nie jest łatwiejszy,jest tylko inny.
                                                  • proy0311 Re: a może tak? 18.10.10, 11:00
                                                    53 dzień.Życie idzie czas mija trochę jak zwykle go brakuje mimo że każda chwila bez Piotra to za dużo , znacznie więcej niż mozna wytrzymać. Kradnę jednak te chwile których mam za maŁo na leżenie na smutek na pŁacz na zaglądanie tutaj. W sobotę chciaŁam napisac ,że lubię to forum nie dlatego że mogę tu pŁakać ale dlatego że mogę tu kochać tego ...po drugiej stronie tęczy i Wy się temu nie dziwicie ...bo też kochacie tych po drugiej stronie.

                                                    Dzisiaj rano zajrzaŁam tutaj mimo spóżnienia do pracy...i zobaczyŁam wpis ...znak obecności...krótki... i trochę się uspokoiŁam. Dlatego że...po śmierci Piotra miaŁam takie wrażenie że gdzieś w tej gonitwie się zgubiliśmy...że może on nie wiedziaŁ wystarczająco dobrze jak go kocham. ..że może za maŁo poświęciŁam ...poświęciliśmy na to czasu...i dzisiaj rano zrozumiaŁam że wystarczą maŁe znaki obecności. Że te znaki wystarczą żeby wiedzieć.

                                                    Nie jest Łatwiej. Nawet jeśli na skutek utraty TAK ważnej OSOBY w jej poszukiwaniu zaczyna się mocniej wierzyć w drugą stronę tęczy...nie jest Łatwiej.

                                                  • tilia7 Re: a może tak? 18.10.10, 12:28
                                                    Ładnie to napisałaś."Niewielkie znaki obecności"- tak,one się liczą.Nawet to co największe składa się z tego,co małe,z wielu małych cząstek,które tworzą wielką całośc.

    • proy0311 Re: Do Proy 20.10.10, 10:50
      Mija 55 dzień. Nie jest lepiej.Jest wśród osób które przeżyŁy stratę jakaś nić...Jedna ze starszych nieco twarzyszek niedoli powiedziaŁa ...że nie jest póżniej lepiej tylko tak jakby...na początku czŁowiek staŁ na mrozie nagi...póżniej czuje że jest tak samo mrożno tylko on ma już na sobie baweŁniana koszulkę...póżniej tak samo mrożno a on ma na sobie sweterek...Ja jeszcze bez okrycia stoję ...serce w hibernacji żeby przeżyć. Na początku pomagaŁo przytulenie i ciepŁo innych osób...teraz widzę że muszę w sobie wzbudzić jakieś ciepŁo żeby ich nie zamrozić . Ile jeszcze tych dni ? Czy sądzicie że mam prawo do tego forum nawet jeśli zmienią się w dziesiątki lat ? Czuję że ból odejdzie dopiero razem ze mną.
      • tilia7 Re: Do Proy 20.10.10, 11:26
        Czuję dokładnie to samo.To nigdy nie przejdzie.To nie jest coś co przechodzi.Osoby,które tego nie doświadczyły nie potrafią zrozumiec,że zmieniło się coś dimatralnie,raz na zawsze,nieodwracalnie.Nadzieja nie działa wstecz i skoro On nie żyje to na jakie "lepiej"można niby miec nadzieje?Jak słyszę,że ktos mówi,że w końcu na pewno będzie lepiej,to pytam brutalnie:"Lepiej?To znaczy co?Będzie mniej martwy?"
        Porównanie do mrozu i sweterków świetne.Obawiam się tylko,że na ten mróz żadne "ubranko" nie pomoże,bo ten mróz jest w środku,w nas.
        • proy0311 Re: Do Proy 22.10.10, 12:21
          Staram się zmieniać od środka.PrzeczytaŁam "Chatę" . RozpoznaŁam tam w dużej części barwnie przedstawione wŁasne pragnienia i myśli . Z jednym tylko trudno trochę mi się zgodzić. Gdzieś tam w tekście jest napisane że Wiara KościóŁ Bóg ...że to takie bardzo niezależne. Że to pośrodku można pominąć. Ja nie mogę.Bez tego padam na pysio.Wiem jak wiele może ludzki umysŁ. Mój umysŁ może doprowadzić mnie do wiary tak samo szybko jak do jej zaprzeczenia. Muszę mieć filar. Nawet jeśli czasami mam ochotę w niego kopać że w zŁym miejscu, że żle pomalowany,że zŁa struktura...
          Teraz czytam "Ostatni wykŁad". Z Piotrem nie zdążyŁam przygotować się na jego odejście.CaŁy czas walczyliśmy. On pojechaŁ na prosty zabieg. MiaŁ po trzech dniach wyjść a nie umrzeć po kilku tygodniach. WalczyŁ. A ja w tej walce go wspieraŁam. Nikt z lekarzy prowadzących nie miaŁ odwagi jemu rodzicom siostrze powiedzieć prawdy.Kiedy czuŁam że trzeba liczyc się z najgorszym byŁam sama. Niestety przestano odbierać nawet telefony ode mnie...bo doŁowaŁy. Chcąc być z Piotrem musiaŁam zŁamac w sobie ten ból sama schować go tak żeby nawet on nie widziaŁ.Pewnie widziaŁ. Kiedyś w kolejnym dniu bycia z nim od rana do wieczora z przerwą na oddech w postaci Mszy św zapytaŁam go " Kogo widzisz ?" OdpowiedziaŁ "Zmęczoną kobietę" :-) A ja tak chciaŁam żeby powiedziaŁ " Kochaną kobietę" Ale to pewnie znaczyŁo to samo. WidziaŁ że mimo zmęczenia jestem z nim więc mam nadzieję w duszy sobie dopowiedziaŁ "Kochającą kobietę" CzekaŁ na mnie bardzo. Codziennie.Tym bardziej że w ostatnich kilkunastu dniach byŁam tam jedyną odwiedzającą go osobą. ByŁo mi z tego powodu nawet bardzo przykro ...ale...dzięki temu mogliśmy być bardzo blisko. Nawet jeśli polegaŁo to przede wszystkim na ciągŁym trzymaniu się za rękę.
          Ostatnio w pracy gŁośno przerabiaŁam kolejny raz dlaczego? a gdyby?....i z tego przerabiania wychodziŁo że zawsze można dopisać zŁy bądz dobry scenariusz. Coś sprawia że jest tak jak ma być. Bardzo boli.
          RozŁąki dzień 57.Kocham Cię Piotr.Są chwile w ciągu dnia kiedy natychmiast muszę Ci to powiedzieć. Wtedy piszę to jako list do Ciebie. Natychmiast. Jeśli próbowaŁabym odŁożyc ten zabieg choć na chwilę...ból narasta do niewytrzymania.Wiem że można kochać nie tylko po grób. Nie jestem w tym sama. Są tacy którzy mnie uczą. :) Pomaga.
          Pozdrawiam wszystkich kochających tą trudną miŁością . Mamy,siostry,żony,narzeczone,córki,wnuczki ,i pŁaczących mężczyzn też. Pamiętam o Was bardzo. Bardzo mi jesteście bliscy . Dziękuje.
          • proy0311 Re: Do Proy 23.10.10, 12:25
            PrzeczytaŁam. ...i co ? Choćby tę książkę napisaŁ sam Piotr. Choćbyśmy mogli o jego zbliżającej się śmierci rozmawiać tygodniami...nie byŁabym na to przygotowana . Nie da się.

            RozŁąki dzień 58. Kocham Cię Piotr.


            • proy0311 Re: Do Proy 01.11.10, 10:54
              Piotr.
              Żadne modlitwy nie pomogą. Nie wócisz. Muszę iść bez Ciebie. Rok temu byliśmy przy grobie Twojej babci razem. Daleś Wiktorowi swoje rękawiczki bo było mu zimno. Dzisiaj ... czy będziesz tam z nami ? Kocham Cię.
              3 listopada moje 42 urodziny. Ile jeszcze tych urodzin bez Ciebie ?
              Rozłąki dzień 67. Każdy to ból . Kochaj mnie proszę .

              Proy to twój pomysł na swój login. Stąd tak niedaleko do Pray.
              Stałeś się moją modlitwą Piotrze Roy.

              • proy0311 Re: Do Proy 03.11.10, 09:18
                Kochanie. Umieram bez Ciebie. Przybądz proszę w jakiejkolwiek postaci. Nie daję rady.
                • tilia7 Re: Do Proy 03.11.10, 12:02
                  Proy,Aniołów nie widac.Ale Twój Anioł jest z Tobą i pomaga na pewno,żebyś dała radę.
                  A umrzec z miłości i tęsknoty przyjdzie Ci jeszcze nie raz...i ze zdziwieniem obudzisz się rano...żywa.
                  Przytulam Cię mocno.
                  • proy0311 Re: Do Proy 22.11.10, 21:49
                    Tak Tilia jest faktem że czasami czŁowiek sam się zastanawia czy z nim wszystko w porządku. na przykŁad ja teraz .
                    Jak już mówiŁam piszę swoje , jak ktoś tutaj Ładnie to nazwaŁ, rozumorozmowy. I przed chwilą pisaŁam jedną z nich.

                    Kochanie SŁucham?Mam wrażenie że chcesz żebym do Ciebie napisaŁa "ChciaŁem.Kocham Cię. Jesteś mądrą i dobrą dziewczyną. Umrzesz. Tak jak ja ale do tego czasu żyj.Żyj po swojemu.Warto tak żyć. KochaŁem Cię za to jaka jesteś.Bądż taka nadal. Nie zgub się. Jesteś silna. Kocham Cię. Bardzo? Bardzo bardzo:) Chcę Cię pocaŁować.
                    Zamknij oczy...odpręż się...będę przy Tobie

                    ZamknęŁam oczy i potok ciepŁych Łez a w gŁowie ani jednej myśli sam odbiór i sŁyszę Piosenki sŁowa " podglądam jak piękniejsza wciąż idziesz przez świat.....razem mieszkać będziemy wśród gwiazd, na zawsze my jawa i sny...czekam...na zawsze my noce i dni"

                    Nie . To nie mógŁ być przypadek. Skarbie." ...Nie byŁ :)Idż pisać te recepty:)ludzie czekają Kocham Cię Piotr,bardzo.Wiem. MiaŁem wielkie szczęście że poznaŁem Ciebie. Fajnie byŁoby żyć dŁużej. Czy zamieniŁbym życie z Tobą za dŁuższe życie bez Ciebie ? Nie wiem No wŁaśnie co to byŁo za "nie wiem ?"moje czy Twoje ?NaszeAno widzisz, jaki maŁo romantyczny jesteś.Przecież mnie znasz. Taki jestem

                    I powiedzcie ? Fajny zbieg okoliczności ? Pewnie że jest chwila uniesienia i wiary że to nie tylko przypadek.
                    • tilia7 Re: Do Proy 22.11.10, 22:58
                      :)
                      Jakieś dwa dni temu położyłam się wieczorem i dopadł mnie lęk.Lęk jest niestety moją codziennością,amplituda wychyleń tylko bywa duża:od ledwo wyczuwalnego,który gdzieś tam się tylko czai,po taki,który paraliżuje,dusi,i wywołuje uczucie falowania rzeczywistości.Ale lęk zwykle przychodzi rano a tym razem niezaproszony przyszedł wieczorem,więc wystraszył mnie jeszcze bardziej i zdenerwował,bo sen jest moim jedynym wytchnieniem.A jak spać,kiedy się człowiek boi?
                      I nagle w głowie słyszę:

                      Nie bój się ukołyszę cię do snu
                      Nie bój się ukołyszę cię do snu
                      Żaden ruch, żaden duch, żaden szmer
                      Nie zbudzi Cię ze snu, ze snu..

                      Nie bój się utulę cię do snu
                      Nie bój się utulę cię do snu
                      Żaden ruch, żaden duch, żaden cień
                      Nie zbudzi Cię ze snu, ze snu..

                      Będę blisko, Ty mnie przecież znasz
                      Będę czule tulić twoją twarz
                      Będę zawsze chronił cię
                      Nie dam snom złym wyrwać Cię ze snu,ze snu,ze snu
                      Ze snu, ze snu, ze snu...

                      Kołysanka Patrycji Markowskiej została "zaśpiewana" w mojej głowie Jego głosem.Nie słyszałam tej piosenki chyba ze dwa lata,może nawet trzy,nie miała się za bardzo skąd tak po prostu przyplątać...
                      • proy0311 Re: Do Proy 23.11.10, 13:59
                        Gdyby tak wreszcie zaakceptować uwierzyć nie pytać . Lęk ? U mnie dominuje tęsknota za ciepłem ciała. Ciała znanego w kazdym szczególe .Dopada znienacka dopominając się zaspokojenia. A miłość do Piotra przeszła do wieczności... Będę miała z tym coraz wiekszy problem.
                        Nauczyłyśmy się kochać.Kochać człowieka tutaj. Miłość dopomina sie zaspokojenia i wzajemności.
                        Mnie dopada panika gdy uświadomię sobie do czego to rozumowanie prowadzi.
                        Gdzie droga ? Czy kiedyś będę mogła powiedzieć że ją znalazlam ? Czy mozna ja znależć ?
                        Pewnie kiedyś bylabym przekonana że znam odpowiedż :)
                        Życie uczy pokory .
                        Dzień 88 jak pierwszy. O tyle gorszy że świadomość większa o tyle lepszy że minęlo 87 ...

                        A piosenki ...okazuje sie ze niektóre z tych o miłosci sa równiez dla nas.:)


                        • tilia7 Re: Do Proy 23.11.10, 15:22
                          O tak,tęsknota za ciepłem ciała...To jest ten element,co do którego nie można samej siebie oszukac w żaden sposób.Można sobie rozmawiac poprzez granice zaświatów i wierzyc,że jakoś odpowiedzą,można wierzyc,że gdzieś tam są,można czuc opiekę i miec nadzieję na spotkanie w jakimś mniej lub bardzo określonym Tam...tylko przytulic się nie można,nie można wtulic twarzy w ukochany zapach,nie można zasnąc bezpiecznie w Jego ramionach,potrzec policzkiem o szorski policzek,spojrzec w oczy,nie można nawet wyciągnąc ręki i po prostu znaleźc obok siebie drugiej,żywej,ukochanej istoty:((( Stąd Proy mój lęk,bo sama,sama,sama...Byłam czymś Kompletnym i Pełnym,jestem jedną wielką raną i pustką.Brakiem.Dlatego ja wciąż powtarzam,że nie ma pocieszenia.Dla mnie nie ma.Co mnie obchodzi jakieś cholerne Tam,ja chcę się po prostu do Niego przytulic,Tu i Teraz.

                          "-Puchatku?
                          -Tak Prosiaczku?
                          -Nic-powiedział Prosiaczek biorąc Kubusia za łapkę-Chciałem się tylko upewnic,że jesteś..."

                          :(((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
                          • margolka-and-more Re: Do Proy 23.11.10, 15:57
                            ...ja wiem, że trochę z innej bajki jestem... ale w te pierwsze dni puste marzyłam, żeby mieć coś, co moją Kwiatuszką pachnie, coś tak bardzo Jej, do czego się można przytulić. Choć tyle... Ale nie miałam nawet gdzie iść z tym pragnieniem, chyba do Niej, tam...
                            Kilka dni później spotkałam kogoś z Jej najbliższej rodziny. I choć byłam obcy ludź, choć się słowem nie śmiałam odezwać, dostałam kilka pamiątek. Kilka ciuszków też. Niektóre pachną Nią do dziś. A to już dni 470. Jak mi źle, to idę spać z Jej sweterkiem w garści. Choć tyle.
                            Mój ulubiony cytat z Puchatka: "Gdy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika". Pisałam już tu kiedyś. Na wstążce do róży od synka też pisaliśmy. Gdy patrzę na pewność mojego synka, że Ona na niego tam czeka, moja pewność rośnie też.
                            • proy0311 Re: Do Proy 23.11.10, 16:12
                              Jak ja wam dziękuję że piszecie.
                              Boję się.... To trochę jakby spragniony płynął łodzią po morzu.
                              Gdzie jest ta granica pragnienia za która zaczyna pić słoną wodę...
                              • tilia7 Re: Do Proy 23.11.10, 16:30
                                No własnie.Cokolwiek zrobi i tak umrze w końcu z pragnienia...
                            • tilia7 Re: Do Proy 23.11.10, 16:32
                              Puchatek jest najlepszym dowodem na to,że można miec bardzo malutki rozumek a byc Bardzo Wielkim Misiem,jeśli się ma naprawdę mądre serduszko:)
                            • annubis74 Re: Do Proy 25.11.10, 02:29
                              Masz rację margolko
                              Gdy się kogoś kocha to ten drugi ktoś nigdy nie znika. Chyba nawet coraz bardziej jest. U mnie za miesiąc będzie półtora roku. I Mama coraz bardziej jest. Obok. Na początku tak jak Ty chciałam przytulić się do czegoś co ma Jej zapach. Teraz już nie muszę. Ona i tak jest ze mną cały czas. I nie jest już całkiem sama. Nasz ukochany rodzinny pies Jej pilnuje. A Ona jego
                              • proy0311 Re: Do Proy 25.11.10, 17:04
                                ...ja to raczej Kłapouchy jestem niestety.Dzisiaj w nocy minął 90 dzień.Sniło mi się że Piotr kazał zakopac się , pozwolić mu usnąc, pogodzić się i żyć dalej. Tzn nie dokladnie mówił to taki przekaz intuicyjny.Może tak mi sie w głowie poukładało bo czytałam na forum wypowiedzi kobiet wdów które są otwarte na nowe związki. Tak się obudziłam. I jakoś dziwnie brzmi to mi samej ,ale tym bardziej o nim myslę tylko spokojniej .Mniej tęsknię.jakbym chciala mu powiedzieć że jakoś bez ziemskiej milosci dam radę. Że nie musi nikomu ustępować miejsca. Takie tam bzdurki zwierzęcia człowiek (kobieta) w żałobie.
                                Ano tęsknimi za Tymi Najbliższymi. Może szkoda że nie jesteśmy robotami.Czy naprawdę dla ewolucji tak niezbędna jest ta cała nadbudowa?
                                • tilia7 Re: Do Proy 25.11.10, 22:49
                                  O kolorach i odcieniach tęsknoty można by napisać całe symfonie...Symfonie,które nie milkną.Ja liczę miesiące,nie dni,ale tak na oko przekroczyłam już/dopiero dzień 600.Symfonia tęsknoty trwa i wciąż rozwija przede mną nieodkryte dotąd dźwięki:(
                                  • proy0311 Re: Do Proy 07.12.10, 18:33
                                    Symfonie i...inne dzieła sztuki. Tak bardzo chciałam wczoraj na Mikolajki dostac prezent od Piotra. I ...mam wrazenie ze dostalam. przysnil sie swojemu Tacie z nieco srogą mina co zaowocowało przyjazdem dziadka do wnuka (opiekuje sie nim i bez tych snów). Przyjazd nieplanowany stal się okazją dla mamy Piotra do przesłania przez niego ksiażki " Życie i miłosć po smierci" David Hyatt.Przeczytałam te bajke. Potrzebne mi takie bajki jak kiedys te dla dzieci .

                                    Poza tym wczoraj wszystko jakos tak szło.Jakby pomagał. Co nie zmienia faktu ze płaczę codziennie. To takie moje wyznanie miłości do Piotra. Gdy płaczę czuję. Gdy nie płaczę to "trzymam sie".Mam w głębokim poważaniu trzymanie sie.To nie zycie choć konieczne.
                                    Od wczoraj po przeczytaniu tej bajki zauważyłam że są też chwile kiedy zamiast płakać idę i naprawdę się uśmiecham bo uwierzyłam w te bajke że idę do niego. Że jeszcze sie spotkamy. Że On jest.
                                    • margolka-and-more Re: Do Proy 07.12.10, 21:29
                                      Bo to nie jest bajka, Proy. Idziemy do Nich, żeby być razem bardziej. Bo i tak jesteśmy razem, tylko na różne sposoby.
                                      Robiliśmy dzis z maluchami cudeńka z masy solnej, na kiermasz przedszkolny. Wśród gwiazdeczek i kaczuszek jest też trochę koślawe serduszko z Jej imieniem i odciskami naszych paluszków. Dzieło zbiorowe. Dla Kwiatuszki naszej, tak Mikołajkowo. Nie pierwszy nasz prezent do Nieba, a wszystkie trafiają bez problemu.
                                      Trzymaj się Proy. Trzymaj się, cokolwiek to dla Ciebie teraz znaczy.
                                      • tilia7 Re: Do Proy 07.12.10, 23:03
                                        Trzymaj się i płacz,płacz ile możesz.Płacz jest błogosławieństwem.Ulgą.Wylaniem choć części tych emocji.Tylko "niewtajemniczeni" mówią:"nie płacz".Nie ma gorszej męki niż cierpieć i nie móc płakać.A przyjdą i takie chwile,kiedy dusza będzie wyć a łza nie popłynie ani jedna.Dlatego bądź silna Proy i płacz,ile tylko możesz.Każda Twoja łza jest bezcenna.
                                        • proy0311 Re: Do Proy 31.12.10, 17:35
                                          Płaczę...Maja rację Ci którzy pisza że robi się ponownie gorzej w okresie świąt. 127 dni. Wydaje się nawet mojej mamie że już. Dobrzy ludzie ... ale zrozumie tylko ten kto przeżyl.
                                          a jak jest ? Pewnie proces żałoby przebiega ...zgodnie z naturą ludzką...podręcznikowo...ha ha
                                          Mija 127 dzień. Wartość dni uległa dewaluacji. dni odliczają sie w miarę szybko a ja chcę przyśpieszyć. Teraz pragnę żeby tygodnie mijały jak dni.
                                          Mam marzenie na nowy rok. Zeby moje dzieci nie pogubiły się w tym wszystkim. Dostosowaly do Nowego Życia i znalazły w nim radość.
                                          Ja coraz częściej łapię się na stwierdzeniu...musze się nauczyć...To ciąg dalszy słów Piotra..".Musisz się trzymać...musisz się przyzwyczaić."
                                          Powtarzam sobie ale...rano wstaje mi się gorzej niż na poczatku ...po prostu trochę wyczerpany czlowiek dotychczasową walką o siebie wbrew sobie.
                                          Jak ja bardzo dziękuję Wam Wszystkim.
                                          I takiej jednej wdowie (Od 4.5 roku) Która mówi zawsze gdy pytam ...że są...że dają znaki...że trzeba pozwolić sobie uwierzyc. Jest taka pogodna taka ciepla taka zwyczajna a calkiem nadzwyczajna.
                                          Życzę nam wszystkim jak zwykle wielu znaków...
                                          • proy0311 137 10.01.11, 19:26
                                            Straszne to odliczanie. Sama mam go dosyć ! A jednak muszę odliczać. Z takim trudem popycham dzień za dniem , ależ minutę za minutą że w nagrodę chcę sobie policzyć że minęło. Że faza szoku ustępuje miejsca następnym ? Ale one znowu chętnie ustępują miejsca jej. Jak to możliwe. Stał się cud.Znalazłam miłość i co porwało mi ją ?Kto się odważył? Kto się ośmielił . Kto zdecydował że od teraz ...koniec szczęścia.
                                            Przeczytałam książkę Elisabeth Ross " Koło życia" Że nie ma przypadku ?
                                            Że niby "Wszelkie przeciwności losu, wszystkie udręki i koszmary, wszystko to,co postrzegamy jako karę od Boga,są w istocie darami. Dają nam bowiem okazję do wewnętrznego rozwoju,który jest jedynym celem życia.''Ha ha ha ha. Nie wypada się śmiać z Pani profesor która swoje zycie poświęciła umierającym...ale nie umiem przyjąć tego tekstu.
                                            Kocham Cie Piotr . ....( cholera i wiecie co ? jakiś głos w środku mnie mówi " a ja wciąż patrzę jak piękniejsza idziesz przez świat") Nic z tego nie rozumiem . Nic a nic.
                                            Piotrkowi czasami zadaję zadania. To śmieszne ale jakbym chciała sprawdzić czy jest . Poprzednie 6 grudnia. I wczoraj jedno też. Powiedzialam mu " no to pokaz mi że mnie kochasz
                                            .I w trakcie poszukiwań przez młodszego syna butów w pokoju...trafiłam na leżącą na biurku małą sterte zdjęć wybranych kilka miesiecy temu z albumów przez naszą córkę. To były zdjęcia głównie moje i Piotra wybrane z różnych okresów naszego zycia na których obejmował mnie. Po prostu poczułam jego miłośc. Zadanie zaliczone. Chyba jestem wariatka.
                                            Kocham Go. Tak jak my wszyscy tutaj naszych bliskich. MIŁOŚĆ. Śmierć nie powinna mieć prawa rozdzielać . Po tej albo po tamtej stronie tęczy ale razem.
                                            Wiem wiem wiem...widocznie jest tu jeszcze coś do zrobienia. Ale strasznie cierpię.
                                            • agalt Re: 137 10.01.11, 19:52
                                              Nie liczę. Chciałabym liczyć w te drugą stronę, ale nie umiem. Więc samo się odlicza. W tę nie chcę. Liczyć krople w oceanie bólu...Wolę, żeby dni mijały jakby niezauważone...
                                              Też niedawno prosiłam Jasia o jakiś znak, że nadal mnie kocha. Chwilkę później moja kota, ktora zazwyczaj jest uosobieniem wdzięku i kociej zgrabności) potrąciła płyty. Rozsypały się po podłodze, a ta która upadła najbliżej mnie miała napisane ręką Jasia "Love". Też jestem wariatką. I chcę nią pozostać, dopóki śmierć nas nie połączy.
                                              • tilia7 Re: 137 10.01.11, 21:04
                                                W takim razie i ja dołączam do grona wariatek.Też tak czasem mam.Oststnio,kiedy zwątpiłam,jak to teraz jest z tą miłością stamtąd,otwarłam szafkę,wysypały się wszystkie papiery i pierwsza rzecz,jaką wzięłam do ręki to była kartka od Niego.Z serduszkiem i napisem:"kocham ciebie na zawsze".

                                                I odnośnie "wariatek"-razem z moją psycholog zgodnie twierdzimy,że to społeczeństwo jest nienormalne i chore,nie my,a już na pewno nie dlatego,że jesteśmy wrażliwsze i wiemy,widzimy,czujemy inaczej i więcej. Jedna pozytywna rzecz,której nauczyła mnie ta rozpacz to to,że nikt nigdy nie będzie mi mówił co mam czuc i myślec.To są moje uczucia,moje myśli,moje przeżycia i moje doświadczenia.JA decyduję,czy w nie wierzę,nie wierzę i co z nimi zrobię.Jeśli ktoś ma jakieś uwagi niech sam idzie leczyc.Zwłaszcza,że to,co ogólnie uznaje się za normę nie mieści się w moich kategoriach normalności.I nigdy się nie mieściło.Nie liczę na to,że świat dostosuje się do mnie,ale niech świat też nie liczy,że ja się dostosuję do świata.Wolę byc wariatką po swojemu niż "normalną" według ich chorych norm.
                                                • proy0311 Re: 141 14.01.11, 17:00
                                                  ...wierzę snom. Owszem śni się życie. Podpowiadaja drogę.
                                                  Przedczoraj sniłam że będąc na zmrożonym zaśnieżonym brzegu rzeki zostawiłam na cienkim lodzie na rzece swój dowód osobisty i długopis.(czytam swoje życie żeby rzeka -los je zapisała bo ja nie wiem jak) I gdy tak lód sie topił dowód zaczął odpływać a ja weszłam do wody i ledwo zdążyłam złapać ten dowód w ręce i wyjść. Na rękach miałam dziecko w zielonym stroju . Ja się mocno zmoczyłam i zmęczyłam i ryzykowałam ze i jemu cos się stanie ale dzieki kombinezonowi nawet sie nie zmoczył.

                                                  Dzisiaj sniłam znowu swoje życie .
                                                  Siedziałam na sympozjum trzymając i głaszcząc kota (mam kota w domu) i nawet było mi dobrze z tymi ludzmi az do czasu kiedy zaczęli tańczyć wtedy poczulam się żle, nie miałam mojej pary ...Piotra.Kot zszedł z kolan w swoich sprawach. Uciekl a ja zaczęłam go szukać ,razem z dzieckiem.ale na niebezpieczny cypel na krańcu którego stał zapadający sie razem z brzegami dom szłam sama, dziecko wycofalo sie w bezpieczniejsza drogę powrotną. Zajrzałam do domu przez okno , widziałam jakiś kabel (Łącznik) jednak zdecydowałam ze w nim nie zostanę . Przestraszyłam się , bylo naprawdę niebezpiecznie. Szłam wąskim pasem ziemii i widziałam na lewo drogę która przede mną...mroczna nieprzyjemna ...ale do pokonania,gdzieś na horyzoncie dziecko. Już szłam gdy poczułam potrzebę spojrzenia co jest po prawej stronie. Tam było pieknie chłodne nieznane krajobrazy ale piękne i pociągające.
                                                  Przeczucia że tam Piotr ale go nie widziałam. Obudziłam sie w momencie podejmowania decyzji że pójdę brzydką trudną drogą ...chyba.

                                                  I kiedy myślałam o tym w ciągu dnia sny stały sie czytelne. Droga przede mna i pisaniem takim odruchowym mażąc na kartce napisało mi sie motto które często przed chorobą Piotra pisałam..."jak pięknie by mogło być..".(fragment tekstu piosenki) i ciag dalszy który zawsze dopisuje a którego w piosence nie ma " Życie jest wielką przygodą..."

                                                  Naprawdę mam wrażenie ...pomocy wlewania nadziei. Boję się żyć bez Piotra. On był moją opoką. Boję się że bez niego zrobie coś głupiego. Muszę bardzo myśleć. Bardzo uważać.
                                                  • proy0311 Re: 141 14.01.11, 17:02
                                                    www.youtube.com/watch?v=pDh5kSGruLc&feature=BF&list=FLi_qXbQHVvTE&index=1
                                                  • tilia7 Re: 141 14.01.11, 19:36
                                                    Wiesz Proy,jak przeczytałam,co napisałaś to przyszedł mi do głowy mit o Orfeuszu i Eurydyce.Zakochany Orfeusz schodzi do samych piekieł,żeby odzyskac ukochaną i wyprowadzic ją do świata żywych.To się nie udaje.Oczywiście.Ale myślę,że w rzeczywistości jest nieco inaczej.My też schodzimy do piekieł,choc wiemy,że Ich się tu nie sprowadzi spowrotem.Pokusa i pułapka jest inna-chciałoby się z Nimi tam zostac.
                                                  • proy0311 Re: 141 14.01.11, 20:45
                                                    O micie oczywiście dawno już zapomniałam . Ale tak właśnie to czuję. Że ja Piotra po tamtej stronie szukam.
                                                    Ale i On jest aktywny. Pokazuje mi że mam zostać tutaj.
                                                    Mam nadzieje że będzie podpowiadał jak mam przetrwać-dotrwać.Co mam robić.
                                                    Jak żyć żeby na koniec powiedzieć...wypełnione.
                                                    I jednocześnie nie sprawić żeby dożycie było koszmarem.
                                                    Te nasze rozstania z najbliższymi ,to wdzieranie się w tamten świat ,to jest jakaś rzeczywistość.
                                                    To nie są tylko wytwory naszej wyobrażni.
                                                    Jestem o tym coraz bardziej przekonana .

                                                  • first.marionetka Re: 141 14.01.11, 21:18
                                                    To nie są tylko wytwory naszej wyobrażni.
                                                    Jestem o tym coraz bardziej przekonana .

                                                    Proy, ja też jestem o tym przekonana.
                                                  • raffaella54 Re: 141 14.01.11, 22:10
                                                    Niektórzy wierzą,że ich ukochani nie umarli i dalej istnieją w swiecie niedostępnym żyjącym,a inni idą tam i sami się o tym przekonują.
                                                  • proy0311 Re: 141 14.01.11, 22:32
                                                    Intrygujące doceniam. But not for me.
                                                    Przed tym właśnie ostrzega mnie Piotr.
                                                    To jeszcze nie dla mnie.
                                                    Przyjdzie czas.
                                                    To byłby ten fałszywy krok.

                                                    Byle bym tutaj głupot nie narobiła . Wystarczy.
                                                    Ale dziękuję . To budujące.
                                                  • tilia7 Re: 141 14.01.11, 22:58
                                                    Też jestem o tym przekonana.
                                                  • margolka-and-more Re: 141 15.01.11, 00:16
                                                    SĄ.
                                                  • proy0311 Re: 141 15.01.11, 08:38
                                                    :)
    • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 09:36
      Oczywiście nie każdy tego chce bądź jest gotów,szanuję to i nie namawiam.Ale dobrze jest wiedzieć,że niektórzy TAM byli i nawet przynieśli bardzo interesujące dowody,że nie są to li tylko fantasmagorie.
      Wasi Ukochani istnieją, kochają Was i kiedyś ( nieuchronnie)się spotkacie.
      Bądźcie tego pewne.
      Pozdrawiam ciepło w ten pochmurny,wilgotny ranek.
      • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 11:11
        Istnieje coś takiego jak poszanowanie istniejących praw. Gdyby Stwórca chciał, żebyśmy mieli stały kontakt z naszymi bliskimi TAM, to w ogóle nie byłoby potrzeby tworzyć Tu i TAM. ONI czasem przychodzą Tu (choćby po nas), ale naszym zadaniem jest wierzyć i czekać. Właśnie to jest cenne - nie zobaczyć, a mimo to wierzyć. Więc wybacz, ale dowody tylko niektórym są potrzebne...
        Z drugiej strony, jeśli oddziela (choć również łączy) nas tęcza, to dla mnie wdzieranie się bez zaproszenia w TAMTEN świat jest równoznaczne z działaniem w naszym świecie nazywanym naruszeniem miru domowego.
        • proy0311 Re: Do Proy 15.01.11, 12:06
          To mądre co mówisz Agalt. To mi wyjaśnia...dopeŁnia...uzasadnia...moje przeczucia. Piotrek w mojej gŁowie odetchnąŁ z ulgą. Już się nie boi że choć w tej materii gŁupoty nie zrobię.
          Z innymi pomysŁami jeszcze trochę poczekam ,niech chŁopak ma chwilę wytchnienia zanim będzie musiaŁ ratować z kolejnych niebezpieczeństw. Kocham Go a gdy Jego kocham... świat kocham.
        • tilia7 Re: Do Proy 15.01.11, 12:40
          Słusznie.
          Ja osobiście wypracowałam sobie stanowisko,które Tęczy nie narusza i dowodów nie potrzebuje,gdyż sprawa jest oczywista.Otóż nosimy Ich przecież w naszych sercach,to jest miejsce,w którym zostawili częśc siebie.To jest miejsce,gdzie zachował się Ich obraz,głos,gesty,nasze wspólne wspomnienia.Tu z całą pewnością są a nasza miłośc do Nich jest dowodem absolutnym,którego niczym nie trzeba popierac.Nasze serca to nie żadne zaświaty,więc mówiąc do Nich,którzy są Tu,z nami,w naszych uczuciach,myślach,wspomnieniach,wyobrażeniach,niczego nie naruszamy,znikąd Ich nie ściągamy na siłę,nie trzymamy zniewolonych,nie zabraniamy iśc dalej.Pielęgnujemy to,co nam Tu zostało.I w takim sensie Oni też zabrali nas w swoich sercach Tam.Ten wspólny obszar,który z miłości wytworzył się,kiedy tu jeszcze byli,jest moim zdaniem tym obszarem,w którym mamy z Nimi kontakt.Oczywiście niedosłowny,nie taki,jak byśmy zapewne chciały,bo ani przytulic się nie można ani zobaczyc Ich żywych,ale jednak kontakt.I myślę,że Tęcza choc nas samych nie wpuszcza na drugą stronę,pozwala przenikac Miłości.
          • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 12:54
            Moje Drogie Panie,totez nikogo nie nakłaniam,nie namawiam,nie sugeruje,aby wszedł w" "bliższe kontakty".Człowiek wszak posiada wolna wolę.Dla mnie był to warunek sine qua non przeżycia, z pewnością jednak nie każdy tego chce czy potrzebuje.Każdy ma prawo do swojej opinii i własnej postawy.Zero prozelityzmu.A jednak... o ile lżej jest żyć....z taka pewnoscią.
            Proszę jednak wziać pod uwagę (do Agalt),że stanowisko Kościola Katolickiego w tej kwestii nie każdemu musi służyć.Powiem tak-dogmat KK nie jest zesłany przez Boga,tylko wymyslony przez ludzi,nie każdemu musi on odpowiadać i nie każdy musi się z nim utozsamiać.
            Religie są tworem ludzi...
            A ja jestem- i zawsze będę.( i nikogo nie niewolę,tylko "odwiedzam",to wcale nie jest tak,jak mozecie myśleć)
            Miłego weekendu zyczę,choc pogoda straszna...brr..
            Jeszcze moze to - pomyslcie,że jesteście bytami nieśmiertelnymi,których nic i nikt nie jest w stanie zniszczyc.
            I kazdy niech się trzyma swego .
            • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 17:27
              raffaella54 napisała:

              > Proszę jednak wziać pod uwagę (do Agalt),że stanowisko Kościola Katolickiego w
              > tej kwestii nie każdemu musi służyć.Powiem tak-dogmat KK nie jest zesłany przez
              > Boga,tylko wymyslony przez ludzi,nie każdemu musi on odpowiadać i nie każdy mu
              > si się z nim utozsamiać.
              > Religie są tworem ludzi...
              Ty przedstawiasz swój punkt widzenia, a ja swój. Też Cię nie namawiam. Jesteśmy różni i różne jest nasze postrzeganie... Wszystkiego zresztą. Dla mnie religie to sposoby postrzegania Boga i sposoby na oddawanie mu czci. Więc jako takie siłą rzeczy muszą być tworem ludzi.
              To, że istnieje granica miedzy Tu i TAM nie jest dogmatem KK. To każdy widzi gołym okiem.
              > A ja jestem- i zawsze będę.( i nikogo nie niewolę,tylko "odwiedzam",to wcale nie jest > tak,jak mozecie myśleć)
              Ja wolę odwiedzać będąc zaproszona... Kwestia gustu i odmiennego wychowania...
              > Miłego weekendu zyczę,choc pogoda straszna...brr..
              Nawzajem. U nas pada, ale jest ciepło i jakoś tak wiosennie:)
            • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 18:36
              Nie wiem, czy zauważyłaś, ale my tez mamy pewność :) To, co nas boli to tęsknota...
              A tak całkiem na marginesie - Co robisz na forum Żałoba, strata, osierocenie skoro jestes nieśmiertelnym bytem i - jak rozumiem - w śmierć nie wierzysz?
          • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 21:21
            Ślicznie to napisałaś, Tilio. Dziękuję :)
    • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 20:01
      I po co na koniec ta złosliwosć, Agalt?Tak się niemiło ,nieprzyjemnie zrobiło.
      Oczywiscie,ze jestem duchem niesmiertelnym i Ty też i wszyscy.To Ty w to nie wierzysz?
      Rzecz jasna dla mnie mozesz być nawet wyznawczynią Kobiety Pajaka-mnie nic do tego.A piszę tu (co prawda bardzo rzadko z powodu nawału pracy dziennikarskiej i translatorskiej),poniewaz czuję się w obowiązku utwierdzić wszystkich w tym,że ich Ukochani nie przepadli w otchłani nicości i jeszcze dlatego,że też jestem osoba po stracie.
      Pozdrawiam serdecznie.
















      • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 20:52
        raffaella54 napisała:

        > I po co na koniec ta złosliwosć, Agalt?Tak się niemiło ,nieprzyjemnie zrobiło.

        Nie złośliwość. Ciekawość Twojej odpowiedzi.
        Bo widzisz, mnie czasem się robi dziwnie, gdy czytam Twoje wypowiedzi tutaj. Z jednej strony podziwiam Twoją precyzję w operowaniu językiem.
        Tyle, że z drugiej strony, nie ufam Ci. Bo jesteś niekonsekwentna. Świadomie lub nie. Być może myślisz, że nikt tej niekonsekwencji (przypadkowej czy celowej) nie zauważy.
        I tak piszesz: "nikogo nie nakłaniam,nie namawiam,nie sugeruje,aby wszedł w" "bliższe kontakty".Człowiek wszak posiada wolna wolę. (...).Każdy ma prawo do swojej opinii i własnej postawy.Zero prozelityzmu.A jednak... o ile lżej jest żyć....z taka pewnoscią. "
        Zero... A jednak... nie zero... Tak zręcznie napisane, że większość czytających nawet nie spostrzeże, że nawet jeśli oni też mają pewność, to Twoja pewność jest przynajmniej wg Ciebie "bardziej pewna"...
        Innym razem piszesz :"Niektórzy wierzą,że ich ukochani nie umarli i dalej istnieją w swiecie niedostępnym żyjącym,a inni idą tam i sami się o tym przekonują. "
        A tych, którym ta opcja nie odpowiada informujesz, że szanujesz ich brak gotowości. Przepraszam, ale dla mnie jest to socjotechnika, żeby nie powiedzieć manipulacja. Skądinąd - w najlepszym wydaniu.
        Być może nie przyświeca Ci idea manipulowania ludźmi przeżywającymi żałobę i tylko Twoje zdanie jest lepsze, bo jest Twoje?... Nie wiem.
        Ja jednak mogę powtórzyć za wieszczem: " Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko " . "Odwiedzanie" i dowody nie są mi potrzebne... Gdy przyjdzie właściwy czas, dostanę zaproszenie. I wtulę się w mojego Jasia:) I zapewniam Cię, że moja niedowiedziona pewność jest równie dobra jak Twoja. Albo lepsza, bo wiem, że jemu się bardziej podoba :)
        Również pozdrawiam
        • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 22:52
          Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie jest gorsza od mojej pewnosci.Jeśli wynika to z Twojego własnego wyboru,w porządku.Na tym wszak polega działanie wolnej woli.Inną kwestia jest odpowiedzialnosć za owe wybory i nie mam tu bynajmniej na mysli kontaktów z tamtym światem.
          Jeszcze raz podkreślę,ze nie zamierzam nikim manipulowac,w żadnym wypadku do niczego nie jest mi to potrzebne,wręcz przeciwnie,zalezy mi na tym,by wypowiedzi Szanownych Forumowiczów były jak najszczersze,choćby nawet ostatnie psy na mnie tu powieszono.
          Nie zamierzam nikogo nigdzie werbować, ani nakłaniać do przyjmowania moich poglądów.Nie próbuję też nikomu wmawiac,że moja postawa jest ta jedyną najlepszą i najprawdziwszą.Chodzi mi zgoła o cos zupełnie innego.
          Dobrej nocy życzę.
          • tilia7 Re: Do Proy 15.01.11, 23:10
            I poprzestańmy może na tym,że każdy ma prawo iśc własną drogą byle była to naprawdę droga wolnej woli własnej i poszanowanie wolnej woli cudzej.
            • proy0311 Re: Do Proy 15.01.11, 23:22
              Lubię z Wami gadać nawet gdy milczę...Dobranoc .
          • agalt Re: Do Proy 16.01.11, 09:17
            raffaella54 napisała:

            > Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie jest gorsza od mojej pewnos
            > ci.
            Jak na tłumacza i dziennikarza masz bardzo ograniczone umiejętności czytania ze zrozumieniem.
            • agalt Re: Do Proy 16.01.11, 09:33
              I nie jest to złośliwość, tylko stwierdzenie faktu. Dość smutnego zresztą.
              Przestań nami manipulować, proszę.
              Nie pisz również, że jesteś osoba po stracie. Logiczne myslenie to proces bezbolesny. Spróbuj.
              My jesteśmy osobami z nieśmiertelna duszą i nadtoż śmiertelnym ciałem. Kochamy naszych bliskich i śmierć ich ciała jest dla nas wielkim bólem.
              Ty natomiast jesteś nieśmiertelnym bytem i wierzysz chyba, że Twoi bliscy również. Jak twierdzisz "odwiedzasz" ich. Nieśmiertelny byt nie może opłakiwać czy cierpieć z powodu straty innego nieśmiertelnego bytu, jednocześnie odwiedzając go. To się kupy nie trzyma. To tak jakby jeden motyl fruwając po łące z drugim, jednocześnie twierdził, że jest po stracie jego poczwarki.
              • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 11:13
                Oj,Agalt,jak Ty kiepsko czytasz ze zrozumieniem.Nigdzie nie napisałam,ze cierpię z powodu straty innego ,jak piszesz "nieśmiertelnego bytu",a to własnie z tej przyczyny,że mogę go odwiedzac.Przeczytaj raz jeszcze(tym razem ze zrozumieniem)i sprawdź,gdzie piszę o cierpieniu.Owszem,jest we mnie tęsknota z powodu chwilowej rozłaki w świecie fizycznym,gdzie muszę funkcjonować bez ukochanej osoby,ale nie jest paraliżujące ,obezwładniające uczucie,które uniemozliwia mi jakąkolwiek działalnosć,wręcz przeciwnie,myślę,że śmierc najdroższej osoby na ziemi była darem,który sprawił,ze przejrzałam na oczy i nadałam sprawom tego swiata odpowiednią hierarchię.
                Teraz zajmuję się tylko tym,co uznaję za ważne.Wszelkie spory,kłótnie,chęć"dokopania"komus,uczynienia przykrości, eskalacja niechęci,czasem wręcz nienawisci(bo moje musi być na wierzchu),są przejawami wszechwładnego ego - dla mnie znaczą tyle,co brud za paznokciem.Nikt i nic nie jest w stanie mnie skrzywdzić- cóz złego moze mi uczynić uwaga w rodzaju "to się kupy nie trzyma".
                A materiał staje się coraz bardziej interesujący.Wielkie dzięki.
                • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 12:23
                  Rafaello,napisałaś:"Wszelkie spory,kłótnie,chęć"dokopania"komus,uczynienia przykrości, eskalacja niechęci,czasem wręcz nienawisci(bo moje musi być na wierzchu),są przejawami wszechwładnego ego - dla mnie znaczą tyle,co brud za paznokciem"

                  Rozśmieszyłaś mnie do łez,dziękuję.I sugestia-nie złośliwa broń boże-kup dobrą małą szczoteczkę i wyczyśc paznokcie;)Bo masz z czego.Popracuj też ze swoim ego,bo jest wypisz wymaluj takie,jakie Twoim zdaniem byc nie powinno.
                • agalt do raffaella54 16.01.11, 12:24
                  Przeczytałam Twoje wpisy dokładnie. I zapewniam Cię, że ze zrozumieniem. Wiem, co piszesz. Rozumiem i tekst i użyte techniki:
                  pozorny wybór – adept socjotechniki przedstawia podmiotom manipulacji kilka punktów widzenia, ale zdanie zgodne z jego poglądami w zawoalowany sposób ukazuje w bardziej pozytywnych barwach; "niby piszesz, ze mamy wolny wybór, ale o ile łatwiej jest zyc ... z taka pewnością"
                  niezależne zdanie – adept inżynierii społecznej tak kształtuje przekaz, aby stworzyć wrażenie, że nie zależy mu na przekonaniu odbiorców do swojego zdania; "Moje Drogie Panie,totez nikogo nie nakłaniam,nie namawiam,nie sugeruje,aby wszedł w" "bliższe kontakty".Człowiek wszak posiada wolna wolę..."
                  kształtowanie tła emocjonalnego – osoba stosująca inżynierię społeczną stara się swój przekaz skojarzyć z elementami budzącymi pozytywne uczucia, poprzez tworzenie miłej atmosfery, czy pozytywnego tła. Tu arcydziełko "Wasi Ukochani istnieją, kochają Was i kiedyś ( nieuchronnie)się spotkacie. Bądźcie tego pewne. " contra "Miłego weekendu zyczę,choc pogoda straszna...brr.. " Piekne przevciwstawienie "odwiedzanego" przez Ciebie świata naszemu pełnemu bólu i ... strasznej nawet pogody.
                  Oczywiście, ja mam teorie spiskowe, a Ty jestes uosobnieniem szlachetności. Odpisz mi zatem, dlaczego napisałaś "Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie jest gorsza od mojej pewnosci." ? Nie pisałam, że mam watpliwości. Pisałam, że mam pewność. Bo ją mam. I wiem równie dobrze jak Ty, ze większość osób nie zauważyła świadomie tego "nie" w wyrazie "niepewność". (Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi - nasz mózg nie widzi slowa "nie". Dlatego np. w testach powinno ono byc wytłuszczone.) Ale ich podświadomość je odebrała. Takie działanie jest jednym ze sposobów przekazu podprogowego. Odbiór jest tylko podświadomy, niepokój został zasiany... A my, dopóki sobie tego nie uświadomimy (czyli najczęściej nigdy) nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. To wyjątkowe świństwo, dlatego chciałabym, żebyś mi jasno odpisała jaki szlachetny cel Ci przyświecał, gdy sie nim posługiwałaś.

                  Dla zainteresowanych
                  pl.wikipedia.org/wiki/In%C5%BCynieria_spo%C5%82eczna_%28politologia%29
                  • tilia7 Re: do Agalt 16.01.11, 12:45
                    Dobrze,że zwróciłas na to uwagę i nazwaaś rzecz po imieniu.
                    Mój mózg na szczęście zauważa "nie" i inne takie,ale ja w ogóle mam szczególny stosunek do słów i obsesję uważnego czytania i wyłapywania niuansów.Ale prawdą jest,że za pomocą słów i ich odpowiedniego doboru mozna ludźmi manipulowac i że odbywa się tu manipulowanie naszymi emocjami.Na co,mam nadzieję,nikt sobie nie pozwoli.
                • agalt Re: Do Proy 16.01.11, 12:44
                  raffaella54 napisała:

                  > Wszelkie spory,kłótnie,chęć"doko
                  > pania"komus,uczynienia przykrości, eskalacja niechęci,czasem wręcz nienawisci(b
                  > o moje musi być na wierzchu),są przejawami wszechwładnego ego - dla mnie znaczą
                  > tyle,co brud za paznokciem.Nikt i nic nie jest w stanie mnie skrzywdzić- cóz z
                  > łego moze mi uczynić uwaga w rodzaju "to się kupy nie trzyma"
                  .
                  Nie jest moim celem skrzywdzić Cię czy uczynić Ci cos złego. Na dokopywanie Ci też szkoda by mi było czasu. Moje posty to jedynie przeciwdziałanie Twojemu manipulowaniu ludźmi dotknietymi tragedią. Bo wiem, że niektórym z nich jestes w stanie wyrządzić wielką krzywdę
              • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 12:17
                Agalt,masz całkowitą rację.Ja cały czas powtarzam,że wiara,że Oni tam są to jedno i niewątpliwie jest nam bardzo potrzebna i pomocna,ale na stratę,którą poniosłyśmy TU nie ma żadnego pocieszenia,żadne racjonalizowanie czy irracjonalizowanie nie zmieni faktu,że TU ich nie ma w taki sposób w jaki byli i że to wywołuje nasz ból.

                Piszesz,że myślenie nie boli,hmmm.Z moich obserwacji wynika,że niektórych boli,nawet jeśli zechcą spróbowac i mają odpowiednie "narzędzia".Większśc nie chce podjąc tego ryzyka,żeby chociaż sprawdzic,jakie to uczucie,boją się,że wysiłek włożony w myślenie ich zabije;)A jeszcze bardziej chyba boją się tego,do czego samodzielne myślenie mogłoby ich doprowadzic.Jak pisze Stasiuk "samotnośc wolnego umysłu jest bezkresna,jak niebo nad Siedmiogrodem".I to niestety prawda,czym bardziej człowiek jest samodzielny w swoich sądach i używa do myślenia naprawdę wolnego umysłu,tym trudniej nie czuc się samotnym wśród tych,którzy drepcą w kółko po utartych ścieżkach stereotypów,banałów i głośnych acz pustych haseł.Do wyboru jest droga przez wertepy i chaszcze,albo prosta i równa "wymyślana" i wydreptana już przez innych.Nie każdy ma odwagę wejśc na tę wąską i skalistą,a też wielu się wydaje,że jeśli gdzieś idą wszyscy,to musi to byc słuszne.Myślenie jest ryzykiem i zagrożeniem.Czym dłużej żyję,tym dokładniej widzę,jak bardzo ludzie się go boją.
    • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 13:35
      Czerwona rybka
      Pewnego razu, w ozdobnym jeziorze wraz z innymi rybami żyła sobie czerwona rybka.Jezioro zasilane było jedynie przez wąski,wyłożony kamieniami kanał,zamknięty kratą.Pewnego dnia rybka znalazła ów kanał i pomyślała sobie,że dobrze byłoby sprawdzić, dokad prowadzi. Chociaz byłą ona najmniejsza w całym jeziorze(inni nie robili nic ,poza ekscesywnym jedzeniem),musiała schudnać, by pzredostać się przez kratę,wreszcie dokonala tego i popłynęłą w świat.Napotkała ona niewidziane poprzednie ryby róznych gatunków i dostrzegła,jak piekny jest swiat wokół niej.Całe życie czerwonej rybki stało się swobodne i radosne.Wszystko to było tak cudowne,że poczuła ona wewnętrzny obowiązek,by wrócić do swego jeziora i podzielić sie wrażeniami z innymi rybami, tym bardziej,że czerwona rybka dowiedziała się,iż w suchej porze roku wszystkie wody ladowe znikają wskutek wyschniecia rzek.Rybka wrocila do swego jeziora,tylko po to,by skonstatować,ze nikt nawet nie zauważył jej znikniecia.Z dużą niechęcia ryby wreszcie zgodziły się,by opowiedziała o swoich pzrygodach.,czegow wysłuchały bez większego zainteresowania,jak zwykle zajęte jedzeniem ponad miare."Poza wąskim kanałem_rzekła czerwona rybka-jest całkiem nowy swiat,z rzekami okolonymi kwieciem,w których zyja różne pzremiłe ryby,jak pstrą,łosoś,barwena i rekinek.Dalej zas lezy morze, gdzie przejawy życia są wprost cudowne i gdzie ryby mieszkają w koralowych pałacach, a nie ,jak tutaj, w zgniłym błocie jeziora.A moze tak wszyscy byśmy się tam udali i zobaczyli te cuda na własne oczy?Oczywiscie,najpierw trzeba będzie schudnać.
      "To wykluczone-powiedziała jedna z ryb- twoje opowiadanie to jakies brednie chorego umysłu.Nie słyszałaś,że nasze jezioro jest centrum Wszechświata?"
      Ryby kazały rybce, by spływała i zostawiła je w spokoju.Zasmucona ich postawą,czerwona rybka opuściła jezioro i udała się w drogę powrotną do swego odległego koralowego pałacu, by tym razem pozostać tam na stałe.
      Kilka lat później nadeszła katastrofalna susza i jezioro wyschło aż do dna.Ciała grubych,ignoranckich ryb gniły w błocie pozostałym na dnie."

      • agalt Re: Czerwona rybka 16.01.11, 14:07
        Zapomniałaś dodać, że ponieważ rybka była miła i nie narobiła wczesniej w jeziorze bydła, mogła spłynąć po angielsku nie strasząc ignoranckich ryb opowieściami o rychłym końcu ich świata :)
        Brak odpowiedzi na moje pytanie to tez odpowiedź...
    • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 13:48
      Jeszce jedno-po co niby miałabym wami manipulować?Czy nie macie wygórowanego mniemania o swojej wartosci ,sadzac,że tylko czyham, by pochwycić was w sidła jakiegoś domniemanego czarnego PR-u i taka zdobycz byłaby dla mnie czymś bezcennym?
      Porzućcie tę spiskową teorię głosząca,że dla jakichś bliżej niesprecyzowanych celów potrzebuję Waszych dusz, umyslów i czego tam jeszcze.
      W celu uspokojenia wzburzonych umysłów radziłabym udanie sie na jakieś warsztaty medytacyjne-pomoże to Wam rozpoznać władztwo ego,iluzję swiata fizycznego wraz z jego problemami i dojść do własnej Jaźni(nie..tu potrzeba lat) .
      I tak pewnie nie skorzystacie,choć mam namiary na świetne szkolenie,przecież niczego nie potrzebujecie.OK-wolna wola to swietosć.

      • proy0311 143 16.01.11, 14:19
        Czy mój mózg zauważa nie ? Nie wiem. Mój mózg zauważa to co mu odpowiada. Chyba jest wolny. Chyba nawet wolny ode mnie. Z oceanu informacji wyławia te które akceptuje.
        Prowadzi jakąś drogą. Realną. Nierealną.Chwilowo z pogranicza. Prowadzę swoje rozmowy ze światem.
        Oczywiście nasze rozmowy muszą działać na zasadzie przekonań . Dowodów bezpośrednich nie ma.
        Niewiele wskazuje na to żeby się pojawiły za naszego i czyjegokolwiek życia.
        Pewności nie mam. Rośnie przekonanie.
        Ja ( i myślę większość ludzi ) jest odporna na manipulacje w tym zakresie.
        A poglądy ... każdy je ma. Na szczęście różnimy się ...dzięki temu możemy się nimi wymieniac. Jakos nie zauważyłam żeby ktoś zadawał pytanie >>Pokaż jak tam dojść <<Każdy musi znależć swoja drogę. Ja właśnie za chwilę mam spotkanie :) z Piotrem na modlitwie w godzinie jego śmierci :) Hej Hej
        • tilia7 Re: 143 16.01.11, 14:28
          I to jest Proy chyba jedynie słuszne-iśc własną drogą,w zgodzie ze sobą i własnymi przekonaniami.Nie ma nic złego w dzieleniu się z innymi swoimi przezyciami z tej drogi ani w przyglądaniu się jak prowadzą drogi innych.Tylko właśnie-nie manipulowac i nie dac manipulowac sobą.
        • agalt Re: 143 16.01.11, 15:56
          proy0311 napisała:

          > Jakos nie zauważyłam żeby ktoś zadawał pytanie

          agalt napisała:

          > Odpisz mi zatem, dlaczego napisałaś "Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie > jest gorsza od mojej pewnosci." ? Nie pisałam, że mam watpliwości. Pisałam, że mam
          > pewność. Bo ją mam.
          • proy0311 Re: 143 16.01.11, 16:39
            Pytanie " Jak tam dojść" O to konkretne pytanie mi chodzi.
            Wiesz .Mam blisko siebie taką kobietkę wdowę od czterech lat którą pytam " Powiedz Ty wierzysz że tam cos jest ?" A ona zawsze odpowiada " Ja nie wierzę , ja wiem"
            Ja pytam jak dziecko ona odpowiada jak mama (chociaż wiek to całkiem mamy odwrotny) . I w tonie pytania i w tonie odpowiedzi jest zawarte to czego tu nie widać. Jest tam z jej strony uśmiech tajemnicy dobroci. Takie cos czemu się wierzy.
            Takie coś jak w wielu Waszych wypowiedziach naznaczonych empatią uczuciem
            Taki układ rozumiesz? Rozumiesz. Bo z wieloma z Was mam taki układ. Moje drogie
            " SĄ " Nie wymienię Was z imienia .Dużo Was. A Ty Agalt jesteś Mądrą kobietą.Uśmiechnij się proszę. Bardzo :)
            Mam też obok siebie mężczyznę który wierzy że tam nie ma nic...i choć czasami wydaje się że pewnie i jemu że to utrwalone przekonanie mam wrażenie że chętnie zadałby pytanie jak ja ...i usłyszał i uwierzył...że jest. I mam kolegę który też mówi że wierzy że jest.I mamy taki w pracy układ. Ja pytam. On odpowiada...i dalej pracujemy...a mi lżej.
            Nikt z tych osób nie mówił mi że tam był... nie uwierzyłabym.

            Ostatnio taki trochę już wiekiem zawansowany Pan powiedział do mnie " Bo z Panią to można usiąśc i porozmawiać jak z mamą" Powiedział to w kontekście szybko wśród zdań. Pierwsze wrażenie moje "przesadził" ale drugie prawie natychmiastowe to poczucie zadowolenia z siebie, jest mu w trudnych chwilach lżej, i to trochę dzięki mnie? Miłe.

            Jest mi dzięki Wam lżej :) "Dni za dniami...." Wkrótce się przekonamy. Teraz pytanie otwarte jak przetrwać...
            • agalt Re: 143 Do Proy 16.01.11, 19:51
              Droga Proy,
              uśmiecham się :) Nawet, jeśli czyjeś postępowanie mnie wkurza, to nie jest w stanie sprawić, żebym nie usmiechała się do reszty świata...
              Ja też bardziej wiem, niż wierzę. Pisałam w którymś wątku o tym. Dlatego piszę, że mam pewność. Taką, która nie zostawia miejsca na wątpliwości i nie potrzebuje żadnych dowodów.
              Przed chwila wróciliśmy z Kościółka. Modliłam się o Ciebie i wiem, że Piotr Ci nie pozwoli zrobić nic niewłaściwego. I to jest też jedna z tych rzeczy, które dają pewność.
              Twój znajomy... cóż... Kto szuka ten znajdzie :) Nawet jeśli boi się zapytać...

            • raffaella54 Re: 143 19.01.11, 12:04
              Jeszcze tylko jedna mala uwaga i lecę do roboty,bo ja tu sobie gadu...gadu...,a kolejna ksiażka czeka.Otóz niedawno brałam udział w pewnym wydarzeniu światowej rangi poza granicami Polski.Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego poza jednym- panowała tam taka atmosfera miłości i braterstwa,że niemal można była ją zobaczyć na wlasne oczy lub dotknać.Było to doznanie o niemal fizycznym charakterze.Cudowne to uczucie pozwoliło mi naładować baterie umysłowe na długi czas...
              Mówiąc o uczuciu czystej,bezinteresownej miłości-ono istnieje naprawdę i nie ma nic wspólnego z pożądaniem seksualnym-doznałam go kilka razy.Płakałam i trzęsłam się jak galareta,nurzajac się w tym niewysłowionym ludzkim jezykiem oceanie ciepła i najwyzszych,nieznanych w świecie fizycznym uczuć,słysząc zewsząd wołania:"kochamy cię,kochamy cię."Ze wszystkich sił pragnęląm tam zostać i nie wracać juz do zimnego,obcego,nieprzyjaznego świata materialnego.Jednak to jeszcze nie był ten czas.
              Pomyślałam sobie,że moze nie jestem do konca złym człowiekiem,skoro dane mi było doznać takich uczuć.
              Pa,pa...lecę do roboty.
      • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 14:24
        Wiesz Rafaello,nie wszyscy rodzimy się małymi rybkami,nie wszyscy mieszkamy w ciasnych mulistych jeziorkach i nie zawsze wąski kanał jest JEDYNĄ możliwą i słuszną drogą,aby przekonac się o cudowności i bogactwie świata.Orzeł na przykład unosi się wysoko nad światem i jego horyzont jest bardzo szeroki.Widzi ze swej perspektywy,że są inne miejsca do życia i inne byty,równie piękne i ciekawe jak on.Ale ma swój rozum i wie,że TU i TERAZ jest orłem,więc lata wysoko i gnieździ się na skałach a nie próbuje nurkowac jak delfin w głębie nieznanego i niewątpliwie pięknego oceanu.Co nie znaczy,że nie wierzy w ocean i nie widzi delfinów.
        • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 17:08
          Wielka szkoda,Tilio,ze nie zrozumiałaś sensu przypowieści.Ale nie bedę wykładała kawy na ławę-w alegorii nie o to chodzi.W każdym razie nie chodzi tu o MIEJSCE i CZAS,lecz o poszukiwanie PRAWDY.
          Dobrze,ze Twoja pewnosć siebie(żeby nie powiedzieć zarozumialstwo) wznosi Cie na wyzyny dostepne tylko orłom.Ja jednakze jestem innego zdania i powiem tak-nie pochlebiajcie sobieIWasze umysły nie są aż tak cennym dobrem,żeby chciało mi się uciekać do manipulacji w celu ich pozyskania.Współpracuję z ludźmi o szerokich horyzontach i umysłach otwartych,a nie zamkniętych w klatce Faradaya.
          Konczę te dekonstruktywną dyskusję,która nie dała mi nic oprócz niesmaku.
          Chociaż nie...wpadł mi do głowy pomysł na ksiażkę,w związku z tym dzięki za pomysł i świetne materiały...
          • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 18:41
            Cieszę się,że udało mi sie po raz kolejny doprowadzic Cię do tego,że zaczynasz wytykac innym ich zarozumialstwo i inne wady,bo to Cię najbardziej demaskuje jako osobę kompletnie 1)zakłamaną albo 2)zupełnie nie rozumiejącą własnych wypowiedzi.Zalecasz nam medytacje i wyjście poza własne ego i takie tam różne a tymczasem to ty nie masz kontaktu z własną jaźnią,co najwyżej z jakimś chorym jej urojeniem.
            Piszesz,że jesteśmy nieśmiertelnymi,pięknymi bytami,żeby w kolejnej wypowiedzi obrażac nas i traktowac z góry,bo ośmielamy się z tobą nie zgadzac.Nie po raz pierwszy już ta dyskusja prowadzi w tym samym kierunku.Zaczynasz od roztaczania wizji świetlistych światów i własnej jaśniejącej blaskiem drogi rozwoju,po to,żeby zacząc w końcu chlapac błotem na lewo i prawo.nie potrafisz rozmawiac merytorycznie.Nie mówisz nic konkretnego o swoich prawdziwych przekonaniach.Już ci to zarzucałam i powtórzę tyle razy ile będzie trzeba.Jesteś tu wyłącznie pot o,żeby żerowac na naszych uczuciach.Jak każdy troll.

            Rozumiem przypowieśc o rybce.Tyle tylko,że ty nie jesteś tą chudą,która poznaje "nowe",tylko jedną z tych grubych,które nażarte własną arogancją nie chcą zobaczyc,że może coś byc coś więcej niż mulisty staw.
            Co do niesmaku to masz racje.Słusznie,że czujesz niesmak,bo twoje zachwanie tutaj jest zawsze własnie niesmaczne.Dodałabym jeszcze przymiotnik:żenujący.Możesz wykorzystac w książce.
            • agalt Re: Do Tilii 16.01.11, 20:02
              Istnieje tez możliwość, że chuda rybka ma wprawdzie zapędy krajoznawcze, ale jest oszołomką. (Bo nam, rybkom słodkowodnym życie w rafach koralowych nie służy i większość z nas to przeczuwa). Oczywiście, może się zdarzyć, że ktoś za nią podąży, bo oszołomi bywają charyzmatyczni przynajmniej dla niektórych. Problem w tym, żeby nie była to droga rzeką bez powrotu...
              • tilia7 Re: Do Tilii 16.01.11, 23:25
                A tak,taka możliwośc też istnieje i nawet jest dośc prawdopodobna.
                • raffaella54 Re: Do Tilii 17.01.11, 10:59
                  W kwestii formalnej-historyjka o czerwonej rybce nie jest moim dziełem,lecz psychografią ducha Andre Luiza.
                  Co do mojej osobowości-oczywiście,że nie jestem bytem doskonałym-posiadam wiele wad i przede mną zapewne jeszcze wiele ziemskich wcielen.A swoje poglądy już niejednokrotnie tu prezentowałam,tyle,że jakos nikt nie zwrócił uwagi na ich zawartość merytoryczną, czy też w ogóle nie był nimi zainteresowany.Mam przedstawiac je znów,wywołujac falę szyderstw i posądzen o chęć manipulacji?Z pewnoscia takiej wody na młyn tu już więcej nie bedzie.
                  Jeśli kogoś zaślepia nienawisć do osób o odmiennych poglądach czy systemach wartości,nie dostrzega belki w oku swoim.
                  Zal mi Was,tak bardzo zal...Modle sie ,żeby Wasi Przewodnicy wlali spokój w Wasze dusze,dopomogli w wyzbyciu się zaślepiajacego Was gniewu i zalu i wskazali drogę do światła.
                  • tilia7 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 11:20
                    Droga Rafaello,ja również jestem bytem niedoskonałym i mam dużo wad,z których doskonale zdaję sobie sprawę.Natomiast do tych wad z całą pewnością nie należy zaślepienie nienawiścią ani brak tolerancji.Gdybyś czytała uważnie moje wpisy zauważyłabyś zapewne,że droga,którą ja podążam jest jak najdalsza od doktryny Kościoła Katolickiego i wszelkich innych doktryn religijnych,że od początku moich tutaj wpisów staram się szukac mojej własnej drogi ,która zgodna jest z tym,co dyktuje mi moja dusza.Nie mam nic przeciwko niekonwencjonalnym poglądom,ciekawią mnie one,jak już kiedyś wspomniałam dużo czytam na ten temat i nikogo nie potępiam za to,że myśli czy wierzy inaczej.Problem w tym,że Ty się nie dzielisz merytorycznie swoimi poglądami,rzucasz jakiś ochłap wyrwany z kontekstu i mącisz w głowach ludziom,którzy w swoim bólu i żalu są podatni na różne sugestie i często całkiem zagubienie.Było tak ostatnio i jest tak samo teraz,że na pytanie o konkrety odpowiadasz,że na pewno zostaniesz zlinczowana.Nie da się z Tobą normalnie porozmawiac,bo nie piszesz "po ludzku",tylko zasłaniasz się uczonymi wyrazami,manipulacjami słownymi a jak już sobie kompletnie nie radzisz,to walisz obraźliwe słowa,udając przy tym,że to Ty jesteś pokrzywdzona.Nie lubię Twoich wpisów nie ze względu na Twoje poglądy,tylko ze względu na sposób w jaki tutaj zawsze mącisz i wprowadzasz przykrą atmosferę.Nie mam zamiaru Cię w żaden sposób krzywdzic czy obrażac,ale swoim zachowaniem wywołujesz agresję(NIE nienawiśc),tym bardziej,że to już któryś raz jak pojawiasz się tutaj i zaczynając od miłych słówek,wywołujesz konflikt.
                    Jeśli Cię uraziłam czymkolwiek,przepraszam.Nie chowaj urazy.I zastanów się nad sobą,bo wydaje mi się,że samą siebie taką postawą(NIE poglądami) krzywdzisz najbardziej.
                    • raffaella54 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 12:26
                      Droga Tilio,naprawde dziwi mnie takie postrzeganie mojej skromnej osoby-już napisałam,że nie jestem bytem doskonałym,lecz obarczonym wieloma wadami,cóz jestem tylko człowiekiem...ale na ty właśnie konkretnym forum KAŻDY mój wpis spotyka się z natychmiastową negatywną reakcją i dpoprawdy nie wiem dlaczego.Pisuję na wielu forach i nigdy,przenigdy z czymś takim się nie spotkałam,wręcz przeciwnie,moje poglady wzbudziły zainteresowanie wielu osób i zyskałam wielu przyjaciół( w wirtualu i realu).Zaczynam mile,bo chcę być miła(naprawdę nie jestem żadna zołzą),a tu na nagle łup!!!"Nie damy sie zmanipulować,nie pozwolimy sobą kierować,ani narzucać poglądów"-na takie dictum w człowieku siłą rzeczy budzi się złość(nie jestem doskonała) i z postu na post nakręca sie coraz wieksza spirala agresji.Czuję się skrzywdzona tym wszystkim,ponieważ nigdy jako żywo,nie miałam zamiaru nikim manipulować,nie jest to mi do niczego potrzebne,nie jestem przecież członkiem żadnej sekty.Szukam po prostu bratnich dusz,zrozumienia i przyjaciół, a posądza sie mnie o Bóg wie jakie niecne zamiary(najbardziej boli mnie zarzut o manipulację)Przeczytałam ostatnio,że ludzie szukają jakiegokolwiek potwierdzenia,że ich Ukochani przetrwali śmierć ,mówie sobie "napiszę, bo przecież wiem,że dusze są niesmiertelne- zebrałam na to tyle dowodów,znam najwybitniejsze swiatowe media,uczestniczę w kongresach i zjazdach",a tu łup!!!Otrzymałam traktat o tym,że Bóg zabranie kontaktów z tamtym światem.Na moją odpowiedz w sprawie Kościoła dostałam post już przepełniony drwiną i agresją i tak od słowa i słowa....żałuję wielu słów,które tu napisałam,ale jak już mówiłam,jestem tylko niedoskonałym człowiekiem.I tyle.Chyba zrezygnuję już z prób zadzierzgnięcia tu więzów przyjaźni,skoro nie jestem mile widziana.
                      Mimo wszystko naprawdę serdecznie pozdrawiam ,Tilio.Z pewnoscią jesteś mądrym i wartościowym człowiekiem,jak zresztą wszyscy tutaj,myslę jednak,że bół(wybacz tę prywatna uwage)zniekształca Twoje postrzeganie.Może po prostu widzisz osoby o złych zamiarach,tam gdzie ich nie ma.
                      Niech Dobry Duch będzie z Tobą.


                      • tilia7 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 16:36
                        Coś widocznie w Twojej postawie bądź języku powoduje,że tak Cię postrzegamy,chyba to,że zza Twoich wpisów nie widac człowieka,prawdziwego,czującego człowieka.I,że to co piszesz o swoich poglądach jest sprzeczne z postawą jaką prezentujesz.Jak wspomniałam sama nie identyfikuję się z Kościołem-żadnym i żadną formą religijnej instytucji-więc nie oburza mnie absolutnie to,że Twoje poglądy odbiegają od doktryny religijnej.Co do praw Bożych to nie uzurpuję sobie prawa do mówienia w imieniu boga ani zasłaniania się nim.Jesli piszę,że nie popieram kontaktów spirytystycznych i prób odiwedzania "tamtej" strony,to kieruję się raczej moją osobistą intuicją,która podpowiada mi,że nie jest to słuszne a w każdym razie nie jest słuszne dla mnie.Potrafię rozmawiac z osobami,które myślą inaczej niż ja-nie wiem,czy zwróciłaś uwagę,że moje poglądy i poglądy Agalt w kwestii Kościoła i religii różnią się znacznie,a mimo to pozostajemy w przyjaznych stosunkach,bo chyba obie wiemy o sobie nawzajem,że każda ma czyste intencje i stara się po prostu pomóc innym tak,jak potrafi,czerpiąc jednocześnie pomoc od innych-bo taki jest sens tego forum.
                        Byc może masz rację,że ból zniekształca moje postrzeganie,ale nie aż tak,żebym nie odróżniała szczerych intenscji od pisania "sobie a muzom" i świadomego lub nie manipulowania osobami w żałobie.Nie mam manii prześladowczej i nie widzę wrogów na każdym zakręcie:)Kiedy czytam Twoje wpisy też nie widzę "wroga",natomiast momentalnie wyczuwam,że coś jest nie tak,jak byc powinno.Mam wrażenie,że to Ty(wybacz prywatną uwagę) pogrążyłaś się w swoim świecie i swoim bólu tak bardzo,że nie jesteś w stanie przyswoic niczego z zewnątrz i obiektywnie spojrzec na nasze odpowiedzi.To nie jest złośliwa uwaga.Czytając Ciebie Rafaello mam bardzo dziwne uczucia,bo z jednej strony piszesz poprawnym językim,używasz "trudnych" wyrazów,sprawnie posługujesz się piórem czy raczej klawiaturą-co sugeruje osobę oczytaną,bystrą,sprawną intelektualnie i mająca wiedzę na określony temat.Z drugiej strony kompletnie nie rozumiesz,co piszemy do Ciebie,w każdej odpowiedzi odwracasz kota ogonem,odpowiadasz na to o co nikt nie pytał,natomiast konkretne pytania zostawiasz bez odpowiedzi lub zasłaniasz się "zlinczowaniem"-i tu już nie wiem,czy Ty w ogóle wiesz o czym piszesz,czy tylko wyrzucasz z siebie bezmyślnie i bezwolnie coś,czym masz naładowaną głowę.I druga sprawa:Twoje wypowiedzi zawsze pozbawione są uczuc,jakiejkolwiek empatii a jeśli widac jakiekolwiek uczucia to złośc i agresję.Nigdy na przykład współczucia.Powtarzam jeszcze raz-to nie jest złośliwośc z mojej strony,tylko próba wyjasnienia,czemu wzbudzasz agresję.
                        No i może trzeba sobie uświadomic,że to nie jest JAKIEŚ tam forum.To jest forum bardzo specyficzne i dlatego zapewne reakcje nasze są inne niż na innych forach.Ale uświadom sobie Rafaello,że my tu przeżywamy naprawdę bolesne,trudne,PRAWDZIWE uczucia i jesteśmy tu po to,żeby przetrwac,przeżyc,nie zwariowac z bólu a nie dla czczych pogaduszek,jakim służą inne fora tematyczne.To chyba nie jest aż tak trudne do zrozumienia?
                        Pozdrawiam Cię ciepło i życzę abyś nauczyła się kontaktowac nie tylko z "tamtym" ale również z tym światem.
                        • raffaella54 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 18:30
                          Dziękuję ,Tilio,za moralitet.Zapewniam,ze z tym światem komunikuję sie bez przeszkód,mam wspaniałą rodzinę pomimo bolesnej straty;dziś odebrałam podziękowania za pracę na innym forum(wraz z wyrazami podziwu za oryginalność i swieżość wypowiedzi) i bezpłatne świadczenie usług na rzecz pewnego wydawnictwa.
                          W każdym razie ja mam czyste sumienie-przeprosiłam i wyraziłam skruchę,co jest zgodne z wyznawanym przeze mnie systemem wartosci.
                          Przykro mi,że nie znajdę tu przyjaciół.Cóż,widocznie nie jest to nam pisane.
                          Niech Dobre Duchy wspomagają Was w każdej chwili życia.
                          • proy0311 Kobietki 17.01.11, 18:41
                            ...:(
                          • tilia7 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 22:54
                            No właśnie.Ja do Ciebie z sercem i szczerą próbą wyjasnienia,Ty do mnie również grzecznie,ale z włączeniem wyrazu "moralitet".Ok.
                            W każdym razie ja rwónież przeprosiłam i również mam czyste sumienie.I życzę Ci wszystkiego dobrego.
                            • raffaella54 Re: Do Rafaelli 18.01.11, 09:44
                              Dziś przeczytałam tyle wyrazów uznania na temat mojego ostatniego artykułu i przetłumaczonej książki,że od rana jestem w wyśmienitym humorze.
                              Dlatego też nie bedę wszczynać dyskusji na temat moralitetów i pouczania innych.Świat nie kończy się na tym forum.
                              Tilio,niech wszelkie dobre moce będą z Tobą.
    • raffaella54 Re: Do Proy 17.01.11, 14:37
      Dopiszę jeszcze,że jedna z moich najgorszych wad jest porywczość i kiedy czytam niesprawiedliwe i nieprawdziwe wpisy,sugerujace jakobym chciała kimś manipulowac,czy narzucać swoje zdanie,wpadam w złość i reka sama mi wystukuje różne rzeczy...
      Zdaję sobie sprawę z tego,że jest to postawa niegodna spirytysty i obciążająca moją karmę.Czuję wtedy wielki niesmak i złość na siebie,że dałam się znów sprowokowac,zamiast zamilczec lub odpowiedzieć w sposób łagodny.
      Mea Culpa...
      Musze tu jeszcze zaznaczyć,że bardzo nie lubie,gdy ktoś mnie nie lubi na zasadzie :"ja z wyciagnieta reka,a ktoś we mnie łup!kamieniem"-tak to prostu odbieram i wyzwala to we mnie (niepotrzebnie)pokłady złości.
      Przepraszam wszystkich,których uraziłam i nie czynie tego dlatego,by się komuś podlizać czy zmanipulować(!),ale dlatego,że wiem,iż nie powinnam tak czynić.Jezus powiedział:"nadstaw drugi policzek"...
    • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 10:13
      Przykro mi że w tym wątku. Przykro mi. Gdzie teraz mam pisać o moim Piotrze. Niefajne jesteście.
      • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 10:17
        A znacie ten tekst :
        "Nie można nigdy zrobić niczego dobrego dla jednego czŁowieka, jeżeli uderza sie przy tym w drugiego "
        • raffaella54 Re: Do Proy 18.01.11, 10:43
          Kochana Proy,pomimo,że nie tylko ja rozpętałam tę burzę,serdecznie i z całego serca przepraszam.
          Nie mysl,że nie szanuję Twych uczuć i Twojego Ukochanego.
          Szanuję również kulturę i delikatnosć Twych wypowiedzi,choć różnimy się poglądami.
          Wybacz.
          Serdecznie pozdrawiam.
      • tilia7 Re: Do Proy 18.01.11, 11:41
        Masz rację Proy,przepraszam.Wymknęło się to spod kontroli.Nie pierwszy raz zresztą.Było w dobrej wierze.Ale to mnie nie tłumaczy.Przepraszam.
      • agalt Re: Do Proy 18.01.11, 13:01
        Proy kochana,
        wątek zalozyłam ja, w podobnych okolicznościach. Żeby odpisać Ci w wątku innym, niż nasze światełka. Pisałaś tez w innych wątkach, więc nie pomyslałam, że ten traktujesz wyjątkowo. Dlatego tu odpisałam raffaelli. Przepraszam.
        Przepraszam też, że mój post do raffaelli rozwinął się w taką długą i niepotrzebną wymianę. Nic ona nie wnosi. Dla mnie raffaella pozostanie manipulatorką tak długo, jak długo uważa moją pewność za nieistniejącą jedynie dlatego, że doszłam do niej inną drogą niż ona. Nie chce mi się już z nią na ten temat pisać. To bezcelowe. Ale uważałam za swój obowiązek pokazać te mechanizmy, które wykorzystuje. Bo w takiej sytuacji jak nasza jest wiele osób, które brzytwy sie chwycą, żeby mieć choć odrobinę nadziei.
        Może założysz nowy wątek dla Piotra?
        • raffaella54 Re: Do Proy 18.01.11, 13:28
          Droga Proy,oczywiscie mozesz ,jeśli chcesz załozyć nowy wątek dla Ukochanego,ale ja od razu zaznaczę,że jeśli agalt liczy na to,ze bedę sie tu bawić w jakieś przepychanki słowne z osobą rozsiewajacą złe energie,to się myli.
          Myślałam,ze Twój wpis wystarczył,by nikt tu już nie szerzył agresji i głupio nie nie jątrzył w sprawie rzekomych manipulacji(teoria spiskowa jak u Macierewicza! -moze psychiatra potrzebny?) pomimo rzekomych przeprosin.Jakże sie myliłam...
          Wstyd,głupio i niesmaczno...czego ludzie nie zrobia,żeby do nich należało ostatnie słowo i ich racja była na wierzchu..
          Proy-idę się teraz pomodlic za Twojego Męża-sama juz nie wiem,co zrobic,żebyś się nie gniewała.
          Przepraszam.
          • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 21:35
            Tak Agalt to Ty założyłaś ten wątek. Potraktowałam go jako prezent bo był odskocznią od kłótni toczącej się gdzie indziej.
            Nowy wątek ? W tym jest moja bolesna historia ...:) Ale może to sygnał żeby nie powierzać historii tak intymnej ...Chyba wystarczy.
            Nie gniewam się. Tak jak napisałam jest mi tylko przykro.
            Za modlitwę dziękuję :) choć poglądy rzeczywiście mamy różne :)(nawet bardzo dziękuję)
            Tilia bardzo pomogły mi Twoje wpisy od samego początku. Naprawdę dzięki nim było mi lżej. Lałam łzy ulgi gdy mi odpisywałyście w tych trudnych chwilach.
            Agalt masz bardzo trzeźwe spojrzenie na wiele spraw. To broni się samo. Uwierz mi.
            Naprawdę głęboko czuję prawdę stwierdzenia Elisabeth Kubler-Ross ." Nie można nigdy zrobić niczego dobrego dla jednego człowieka, jeżeli uderza się przy tym w drugiego"
            Czym innym jest gniew czym innym złość. Gniew trwa krótko nie jest tak toksyczny. Złość...w złości człowiek może się zapamiętać ...pogubić. Nie warto.
            Pozdrawiam Was serdecznie. Za przeprosiny dziękuję. I choć może się zdziwicie ...cieszę się z nich i z Waszego powodu. Nie dajcie się zalać złością. Nawet własną.Nie warto.
            • raffaella54 Re: Do Proy 18.01.11, 21:49
              Pięknym człowiekiem jesteś,Proy...
              Dziękuję za wszystko i ponawiam modlitwę.
            • agalt Re: Do Proy 18.01.11, 22:13
              Proy,
              nie widząc i nie slysząc, skazani jesteśmy na własna interpretację. Nie odczuwam złości. Raffaella nie jest innym człowiekiem niz my. Tez ją życie dotknęlo. Możliwe, że tylko tak umiała sobie poradzić. Chciałabym, żeby się nie pogubiła, ale szanuję jej własny wybór. Tyle, że wolałabym, żeby uszanowała równiez mój. I nie przekręcała moich wypowiedzi. Ale nie chcę juz o tym pisać, bo nie chcę dalszej z nią polemiki. Starczyłoby jedno zdanie. Przeciez mogła sie pomylić. Ale tego zdania nie było, tak samo jak wyjaśnienia zmiany sensu mojej wypowiedzi. Było minęlo...
              Zgadzam się z przytoczonym przez Ciebie zdaniem, ale czasem trzeba wybrac mniejsze zło...
              • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 23:02
                Mniejsze zło mniejsze dobro mniejsza miłośc ...są rzeczy których się nie stopniuje. Agalt . Moim zdaniem. Ale to tylko moje zdanie. Przeczytałam pierwszy Twój post w tym wątku raz jeszcze. Nawet dzisiaj czuję jego ciepło...Było minęło życie jedno drugie...jest i minie nasze życie...
                • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 23:04
                  Póki trwa boli...
                  • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 23:11
                    Wiesz...zabolało...gdy stajesz się tym mniejszym złem...boli. Może nie czas żałować róż gdy płoną lasy...ale powiedz to różom.
                    • agalt Re: Do Proy 18.01.11, 23:23
                      Nie wiem, jak zrozumiałaś to, co napisałam. Ale raczej nie tak, jak chciałam, zebys zrozumiała. Ostatnią rzeczą jaka miałabym na mysli byłoby zrobienie czegoś, co by Cie zabolało.
                      W czasie, gdy Ty pisałas tu, ja pisałam do Ciebie na priva. Odbierz, bo nie chciałabym, żebyśmy się źle rozumiały.
                      Tez uważam, że jestes wyjątkowym człowiekiem :)
                      • tilia7 Re: Do Proy 18.01.11, 23:49
                        Dziewczyny,wszystkie jesteśmy wyjątkowe i wszystkie wyjątkowo dotknięte bólem.To forum jest po to,żeby się wspierac i sobie pomagac,i robimy to bezsprzecznie.Ale też taka specyfika tego forum,że czasami emocje wymykają się spod kontroli.Jestem tu już długo i były zarówno momenty kiedy się z niektórymi osobami ostro posprzeczałam,broniąc swoich racji i takie-tych drugich na szczęście więcej-kiedy czytałam ze wzruszeniem,że moje wpisy komuś pomogły,że ktoś lubi to,co piszę, moją bezkompromisową postawę też.Padały tu takie słowa-nie dziś,czy wczoraj,ale w ogóle,kiedy obiecywałam sobie,że się już słowem nie odezwę,bo moje dobre intencje obróciły się przeciw mnie i w końcu to ja płakałam.Ale widząc znowu czyjś ból albo nie wytrzymując własnego pisałam jednak znowu.Myślę Proy,że jeśli dla kogoś to forum jest ważne,to jakby koleją rzeczy przechodzi te wszystkie etapy.Czasem coś się wymyka spod kontroli i jest przykro.Za chwilę ktoś napisze coś miłego i się o tej przykrości nie pamięta.Jak w każdej grupie ludzi,gdzie sa różne emocje i różne poglądy.
                        Natomiast dla mnie jest rzeczą bardzo ważną,żeby pomagając innym,nie zapomniec o sobie.Żeby się bronic,kiedy ktoś atakuje naszą pewnośc,naszą wiarę w taki sposób,jakby to było coś mniej wartościowego tylko dlatego,że jest inne.Mogę pomóc innym tylko wtedy,jesli sama wierzę w to,o czym piszę.Więc broniąc siebie,pomagamy też innym i pokazujemy,że nie koniecznie trzeba kłaśc uszy po sobie,że nie zawsze w imię źle pojętej grzeczności,trzeba pozwolic sobie w kaszę dmuchac.Dlatego w tych dyskusjach stoję zawsze murem za Agalt,bo choc nasza wiara jest oparta na innych wyobrażeniach,to Jej PEWNOŚC dodaje siły i mnie.
                        • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 09:07

                          Jestem zwykym czowiekiem choć za "GŁaski" Dziękuję:)
                          Pysznym czŁowiekiem . Dlatego muszę się pilnować.
                          Kocham Piotra (i go nie mam).
                          Bycie i życie na forum to pewnie jakaś umiejętność.
                          Może ...warto się nauczyć. Może.
                          • raffaella54 Re: Do Proy 19.01.11, 09:47
                            Moim zdaniem,Proy,nie jesteś takim sobie zwykłym człowiekiem.Z Twoich wpisów wyziera wielka mądrosć i nie ma tu żadnego znaczenia,że różnimy się poglądami.
                            A ja-cóz,nie jestem kims wymądrzającym się z zewnątrz na tematy życia i śmierci,tylko zwykłą matka,kórej storturowane okrutną chorobą dziecko umarło na rękach i która widziała,jak jego chudziutkie dłonie nieodwracalnie i ostatecznie sinieją i patrzyła na jego wpółotwarte usta,wpółprzymknięte oczy i gwałtownie zółknące ciało.Ten obraz pozostanie mi w umyśle do konca moich dni,tak jak i jego ostatnie słowa.
                            Gdyby nie TO,z pewnością czekałoby mnie samobójstwo i przysporzenie rozpaczy mojej rodzinie lub, w najlepszym razie, psychiatryk.TO pozwoliło mi przetrwac ,zyc dalej i nawet dość intensywnie pracować. Nie wiem(nikt nie wie)ile czasu mi jeszcze zostało,ale z TYM, jestem pewna,uda mi się jakoś przeżyć.
                            Nie żywię do nikogo urazy ani złości.Mam z pewnościa wiele wad ,ale chyba jedna z moich nielicznych zalet jest to,że bardzo łatwo przechodzi mi gniew i nie pielegnuję w sobie uraz.Lubię tez przepraszać i wyrażac skruchę.
                            Wybaczcie,co złego zrobiłam.
                            Serdecznie wszystkich opuszczonych,pogrązonych w bólu pozdrawiam.Oby dobry Bóg wlał otuchę w serca Wasze.
                            • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 10:30
                              Rafaella...:(( Są na świecie sprawy których boję się nawet myślą dotknąć.Ból ...przy którym mogę tylko milczeć i mieć nadzieję że moje milczenie ...będzie obecnością.

                              Ludzie (w tym ja) sŁusznie (moim zdaniem ) boją się że to co uratowaŁo Ciebie ich może doprowadzić do szaleństwa. Agalt broni granic. Broni tych którzy z ogromu tego bólu mogą narobić gŁupstw.Te światy dzieli przepaść. Być może niektórym udaje się dotrzeć na drugą stronę ale większość pewnie ginie w przepaści zanim tam dotrze.Jak wiesz wiele z nas w tym bólu podjęŁoby ryzyko nie patrząc na konsekwencje.
                              Wszyscy tam przejdziemy. Jeszcze nie teraz . To nie jest nasz czas.

                              Przytulam. Zrozum. Proszę :( :) ( i Łezka ale nie wiem jak )
                              • raffaella54 Re: Do Proy 19.01.11, 11:28
                                Toteż nie namawiam,ale wyjaśniam swoja postawę,czy też swoje koło ratunkowe.Przecież nie każdy musi je chwytać.Sto razy pisałam,niech kazdy idzie swoja drogą i podtrzymuję to stanowisko.
                                Akurat z tym ginięciem w przepaści się nie zgadzam,ponieważ znam sprawę bardzo szeroko i od podszewki,nie tylko z lektur(ksiażek jest całe mnóstwo),ale z własnych badań oraz spotkan z ludźmi.Powiem tak-ja odzyskałam wiarę,nadzieje ,miłość;potrafię znów podziwiać piekno swiata i nawet śmiać się do łez.Mam wrazenie,że nigdy jeszcze w swoim zyciu nie myslałam w sposób tak logiczny i klarowny,mój umysł jest czysty i niezmącony,pomimo tak straszliwej tragedii.
                                Czy to był dar?Coraz bardziej skłaniam się ku temu zdaniu.Mam poważne powody,by tak myslec.
                                Jesli ktoś uważa inaczej,ma do tego prawo.Ja zwyczajnie opisuję tylko stan swego ducha i umysłu w chwili obecnej.
                                Nigdy nie zajmowałam się słowem pisanym,a w tej chwili piszę z taka łatwością,jakby ktoś mi dyktował lub kierował moją ręką.
                                Moja rodzina zjednoczyła się po tragedii-okazujemy sobie miłość,zrozumielismy,że w życiu najważniejsi są ludzie- PRZEDTEM było nieco inaczej.
                                Proy-ja szanuję Twoją postawę.Proszę,zrozum moją.
                                Również mocno przytulam.

                                • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 12:06
                                  Rafaella...:(( Są na świecie sprawy których boję się nawet myślą dotknąć.Ból ...przy którym mogę tylko milczeć i mieć nadzieję że moje milczenie ...będzie obecnością.

                                  Ludzie (w tym ja) sŁusznie (moim zdaniem ) boją się że to co uratowaŁo Ciebie ich może doprowadzić do szaleństwa. Agalt broni granic. Broni tych którzy z ogromu tego bólu mogą narobić gŁupstw.Te światy dzieli przepaść. Być może niektórym udaje się dotrzeć na drugą stronę ale większość pewnie ginie w przepaści zanim tam dotrze.Jak wiesz wiele z nas w tym bólu podjęŁoby ryzyko nie patrząc na konsekwencje.
                                  Wszyscy tam przejdziemy. Jeszcze nie teraz . To nie jest nasz czas.

                                  Przytulam. Zrozum. Proszę :( :) ( i Łezka ale nie wiem jak )
                                  • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 12:15
                                    MiaŁo być co innego. UciekŁo. WkleiŁo się powtórzenie.
                                    Wiele razy powtarzane tutaj zdanie...Każdy ma swoją droge.
                                    Ja nadal uważam ...są drogi niebezpieczne.Którymi nie należy chodzić.
                                    • raffaella54 Re: Do Proy 19.01.11, 15:19
                                      Kilka epizodów z mojego zycia PO(choć czas tak naprawde jest tylko iluzją umysłu)
                                      Niedawno wzięłąm udział w pewnej imprezie światowej rangi, z udziałem ok.2000 uczestników z różnych krajów.Nie byłoby w tym nic szczególnego,gdyby nie panujaca tam wszechwładnie,niemal dotykalna i widzialna atmosfera miłości,ciepła i braterstwa.Zjazd ten naładował moje baterie duchowe na długo(oj,ta iluzja czasu!)i mam nadzieję,ze będę z nich czerpać energię jeszcze przez pewien czas.Ale to nie wszystko.
                                      Owo uczucie milości i ciepła ,tyle że w o wiele wiekszym steżeniu pojawiło się w czasie pewnych ćwiczen(nieistotne jakich).Uczucie to nie jest znane w świecie fizycznym i nie ma nic wspólnego z popędem seksualnym,może najbardziej przypomina miłość matki do dziecka.W trakcie opisywanego doswiadczenia czułam się zatopiona w cieplym morzu niewysłowionej ludzkimi pojęciami błogości-zaiste,nie ma ziemskich słów,które potrafiłyby te odczucia opisać.Każdy nerw ,każda struna ciała wibrowała w zgodnym rytmie z ową nieopisaną słodyczą.Wokół mnie fruwały w tęczowej atmosferze istoty krzyczące "kochamy cię,kochamy cie"Postanowilam zostać tam na zawsze i nie wracać do zimnego,obojętnego ,nieraz okrutnego świata-ale niestety ,twarde realia wezwały mnie z powrotem na ziemię.Otworzyłam oczy z twarzą zalaną łzami , trzęsącym się jak galareta ciałem fizycznym i jedną myśla kołaczącą się w głowie-"ja nię chce tu być,chcę do moich przyjaciół,którzy mnie kochają." Widocznie nie nadszedł jeszcze ten czas...
                                      Może nie jestem całkowicie złym czlowiekiem,skoro dano poznac mi to nieziemskie uczucie.
    • proy0311 Kochanie... 01.02.11, 10:11
      ...każda chwila bez Ciebie kroplą oŁowiu wypŁenia moje serce. 159 dni szukania ...Na początku ze zdziwieniem stwierdzaŁam rano że zaczyna się kolejny dzień, tzn poprzedni minąŁ. Teraz już się nie dziwię. Już wiem że dni mijają. Wiem też w jakim bólu. Tego bólu czekam co rano.
      Musi boleć. Nie może nie boleć gdy tęsknię za Tobą. Moją miŁością. Cudownym dobrym czŁowiekiem. Dlaczego ? Dlaczego ???
      • margolka-and-more Re: Kochanie... 01.02.11, 12:04
        O nieobecnych

        Myślała że został już tylko na fotografii
        z twarzą bez oddechu
        Tymczasem w każdej chwili
        kiedy zapalała światło
        nakrywała do stołu w świecie tak małym
        w którym jest już wszystko
        wiedząc że zmęczenie jest przynajmniej połową miłości
        że kochać - to nie znaczy iść w swą własną drogę
        nieefektowna jak zielona cyranka bez połysku
        wytrwała jak chory z urojenia który ma w końcu rację
        kiedy odkrywała że można się modlić mając tylko
        czyste sumienie
        kiedy odchodziła żeby wrócić
        z sercem nie skróconym przez oszczędność
        tak znikoma że prawdziwa
        sama na wspólnej drodze
        po obu stronach wiary

        Tłumaczył
        że wieczność jest tylko jedna
        że już są razem chociaż się nie widzą
        że miałby ochotę nagadać jej serdecznie
        choćby w przedpokoju ciepłym od ubrań

        przecież tylko nieobecni są najbliżej
        (J. Twardowski)
        • proy0311 Re: Kochanie... 11.02.11, 12:40
          ..Piękne wiersze znasz Margolko. Cudowne.

          Piotrze skarbie, kto teraz powie że wszystko będzie dobrze ?
          Kto wesprze moją sŁabość ?Kto wyznaczy drogę ?

          Ja mama ...kiepsko to wypada.
          Nie umiem. Ciężko być mamą ...
          Mama to ktoś kto umie zapanować nad rozchwianymi emocjami.
          Daje poczucie stabilizacji...
          Pokazuje wŁaściwą drogę gdy dziecko z niej schodzi.

          Ja tylko kocham. A to nie jest siŁa.W stosunku do dzieci to najczęściej ...sŁabość...
          • tilia7 Re: Kochanie... 11.02.11, 13:36
            Nie Proy,mama to jest własnie ktoś kto kocha.Z całą pewnością to jest naważniejsze.
            I nie mów :"ja TYLKO" kocham".Bo niby cóż jest w tym życiu ważniejszego od miłosci?
            • proy0311 Re: Kochanie... 11.02.11, 13:52
              ...mądrość.??..z miŁości można czasami gŁupot narobić...czegoś nie zobaczyć...coś zlekceważyć...coś przerysować...ze zranionej miŁości można...aż strach pomysleć.
              Piotr byŁ mądry. Łatwo byŁo go kochać. Ja...to zupeŁnie inna historia...
              Jak mądrze kochac...?
              To już nie pytanie czy miŁość jest, jest...tylko jak ją okazać. Walentynka ??:):)
              To chyba nie to.

              Kochanie...co to jest kochanie ??? wydawaŁo mi się że wiem.
              • agalt Re: Kochanie... 11.02.11, 14:14
                Głupoty zrobione z prawdziwej miłości, to jedyne, które naprawdę warto zrobić :)
                Poza tym, masz Piotra. Pozwól mu być oczami Twojej duszy. Wtedy dostrzeżesz wszystko, co ma byc dostrzeżone :)
          • agalt Re: Kochanie... 11.02.11, 14:09
            Mama to ktoś, kto ma kochać. To nie słabość. To wielka siła. Kochać tak, by Tu pozostać dla nich. Mimo bólu i mimo emocji. Mama to także ktoś, kto umie zaakceptować rozchwiane emocje. Swoje i dzieci. To daje poczucie stabilizacji. Wiara, że rozchwiane emocje to też część naszego życia. Normalna część.
            Ta nasza chęć zapanowania nad wszystkim... nad czym się nie da zapanować... Dlaczego czasami jako ludzką siłę postrzegamy nadludzkie (nieludzkie?) zachowania? Jak zapanować nad emocjami w obliczu takiej straty i takiego cierpienia? Czy zapanowanie nad nimi jest w ogóle możliwe/normalne/sensowne/zdrowe? I czego uczyłoby nasze dzieci? Chciałabyś, żeby tego właśnie się nauczyły?
            Jeśli każde zdarzenie w naszym życiu ma nas czegoś nauczyć, to czego chciałabyś żeby z tej smutnej lekcji nauczyły się Twoje dzieci? Mnie się wydaje, że jesli w takiej chwili czują, że Mama je kocha, to to jest droga, którą warto iść :)
          • margolka-and-more Re: Kochanie... 11.02.11, 15:23
            Jak się nazywa to nie nazwane
            jak się nazywa to co uderzyło
            ten -
            • proy0311 Re: Kochanie... 11.02.11, 16:10
              Kochane...mądrze piszecie...Tilia masz rację...największa jest miłość...ale...nie umiem pogodzić tych miłości...przeżywam tak ze okazuję...inaczej niż młodziez...okazując tęsknotę czytana jestem jako słaba. Może slusznie. Na słabym trudno sie oprzec. Łatwo go wykorzystać. Boje sie że cos przegapie. Że zgubię...tę młodzież.
              Wiecie co ...? Czasami mozna mieć dość potyczek z utrzymaniem nas wszystkich takim zwykłym...poplątanym z utrzymaniem nas wszystkich jako rodziny...z utrzymaniem siebie w pionie. Straszne to wszystko. Wiecie:( ...:)
              Śledzi mnie tu trochę ta moja młodzież , ale chcę z Wami rozmawiać....Więc bedę pisać ...:)
              Chciałabym....Są ....prawda...?
              • proy0311 Tilia.... 11.02.11, 16:24
                ....jesteś ?? Mam straszne wyrzuty sumienia że odezwało się we mnie to racjonalne COŚ.
                Cała jestem nieracjonalna....nie umiem żyć bez miłosci....bez niej....bez wiary w to wszystko nie potrafię żyć....jestem jak dziecko a mam 42 lata i ....jestem mamą....ten dorosły zmarł....Tilia gdybyś widziaala to morze łez które wylewam w poczuciu winy że przez chwilę zwątpiłam...nie mogłabyś zobaczyć żadnej literki...tyle tu niebieskiego. Boję się że zgubi sie moja młodzież...tak bardzo się boje...że będę za to odpowiedzialna...wydaje mi sie że muszę wybierac ....że muszę w sobie tę słabość zdusić...
                • agalt Proy, 11.02.11, 16:37
                  wszyscy się czegoś boimy. Stany lękowe to norma w naszej sytuacji. Ja tez sie boję o młodego. Niby nie, ale np. jak usłyszę sygnał karetki, a jego nie ma w pobliżu, muszę do niego zadzwonić, bo umieram ze strachu. Wiem, że go nękam czasem. Ale obgadaliśmy to. On wie, jaki powód, rozumie. Mamy umowę: puszczam mu sygnał, jak może oddzwania, jak nie może przysyła sms'a. Twoja młodzież też się nie zgubi. Oni teraz z tych, co muszą wcześnie dorastać. I na pewno dorastają. Dla Taty, dla Ciebie, dla siebie.
                  A Ty niczego nie duś, proszę. Z nieduszoną słabością jesteśmy bardziej ludzcy. A to fajnie mieć ludzka mamę:)
                  • gama2003 Re: Proy, 11.02.11, 17:16
                    Ja to najgłupsza w tej żałobie z Was i po omacku szukam dziury w tej szybie co mnie oddziela od zwykłych spraw. Nawet nie próbuję mysleć jaką matka teraz jestem. Szczerą, tak, ale oparcie ze mnie słabsze niż wata. Proy, masz w sobie wielką mądrość ,czytam Twoje słowa w rożnych wątkach i pochylam głowę z szacunkiem.Też jestem dzieckiem- dorosłym, a raczej dorosłym - dzieckiem w tej żałobie. Stany lękowe to moje drugie imię, żałoba je przypomniała i żywi się nimi. Słowa ktore tutaj,kojąc czyjs ból ,rozdajesz to pewnie ułamek tego co robisz w realu wobec swoich bliskich. Nie oceniaj się źle, nie wymagaj od siebie za duzo. Czyję w Tobie naturę perfekcjonisty, ale masz pełne prawo do bycia słabym, daj je sobie.
                • tilia7 Re: Tilia.... 11.02.11, 17:10
                  Jestem Proy.
                  To wszystko jest normalne,te wszystkie emocje,które nami targają,to że wątpimy,że potem wyrzuty sumienia,że raz wiara nieludzka a zaraz potem równie nieludzkie wątpliwości,chwila spokoju i wewnętrznej ciszy na zmianę z rozpaczą i lękiem.Wszystko to jest normalne i na to wszystko trzeba sobie pozwolic i byc wobec siebie szczerą.Wobec siebie,wobec Piotra,wobec dzieci.Życie nie jest łatwe w ogóle,bywa piękne,czasem tak piękne,że to piękno aż boli,ale łatwe nie jest nigdy.A już z całą pewnością nie jest łatwa miłośc.A nasze życie i nasza miłośc,w takiej sytuacji,gdy Oni z całą pewnością SĄ,ale niestety TAM a nie TU, to już w ogóle droga pełna udręki.
                  Ja nie mam dzieci i nie ukrywam,że cieszę się z tego.Ale sytuację,o której piszesz doskonale rozumiem,bo ja z kolei martwię sie o moją mamę.Dla Niej chciałabym już czuc się dobrze,dla niej chciałabym miec siłę,dla niej czuc wewnętrzną równowagę,dla niej byc zdrowa,spokojna,żeby się już o mnie nie musiała bac,martwic,patrzec na mnie ze smutkiem i lękiem w oczach.Dla niej...Ale nie umiem.Nie umiem bo cierpię,bo tęsknię,bo chcę byc smutna,bo potrzebuje byc smutna,poważna,zamyślona,bo nie umiem się pogodzic,nie umiem i nie chcę przestac o tym myślec,nie umiem i nie chcę wziąc się w graśc,a już z cała pewnością nie mogę i nie będę udawac,że czuję się inaczej niż się czuję.I tez konflikt miłości,też strach o mame z jednej strony a miłośc do mężczyzny,nietulona tęsknota za Nim z drugiej...Impas.
                  • tilia7 Re: Tilia.... 11.02.11, 17:25
                    A dzieci,myślę,że mogę wynieśc z tego ważną i mądrą,dobrą lekcję.Mogą się nauczyc byc autentyczne-tego brakuje tak wielu ludziom.Autentycznego rozpoznawania i przezywania własnych uczuc,prawa do ich wyrażania w taki sposób,żeby mozliwie najmniej krzywdzic innych,ale jednoczesnie niczego przed nimi nie grac,nie udawac.Moja psycholog cały czas powtarza,że nienormalny człowiek to taki,który się śmieje,kiedy jest mu smutno,który tak bardzo chowa się za maską,że sam przestaje rozpoznawac siebie,"wariat" to ktoś,kto zachowuje się nieadekwatnie do sytuacji,kto boi się sam przed sobą otworzyc i powiedziec sobie prawdę o sobie.W sytuacji utraty kochanej osoby normalne jest to,że płaczemy,że się boimy,nie potrafimy odnaleźc się w tej nowej rzeczywistości,normalna jest złośc,rozpacz,zaniki pamięci,zmęczenie-stało się przecież coś strasznego,nieodwracalnego,coś co przerasta nawet możliwości naszego pojmowania.Wyrażając swoje uczucia Proy dajesz dzieciom ogromnie ważny kapitał na przyszłośc,dajesz im poczucie,że mają prawo byc ludźmi,że nie musza udawac,że mogą kochac i płakac z miłości,że nie są gorsze ani słabesze,kiedy płaczą czy się boją.Będąc przy nich,tak jak umiesz,uczysz je też,że rodzina jest również po to,aby w takich chwilach byc razem.Płacząc,pokazujesz im,że kochasz ich tatę a pośrednio dajesz im do zrozumienia,że rodzina jest po to,żeby się nawzajem kochac.Wiem,że to sa bolesne bardzo lekcje i byłoby lepiej,gdyby Twojej młodzieży zostało to oszczędzone i Tobie też.Ale nie zostało.Więc uczice się nawzajem miłości w takich warunkach,jakie są:(
                    Mów im,że je kochasz.Mów,że się o nie martwisz.Powiedz,czemu płaczesz.spytaj,czego one się boją,jak sobie radzą.Bądź blisko.Ale bądź sobą Proy i nie udawaj siłaczki.
                    • tilia7 Re: dla Ciebie Proy,na osuszenie niebieskich łez.. 11.02.11, 18:06
                      Połóż
                      Swoją słodką i znużoną głowę
                      Noc zapada
                      Doszedłeś do końca wyprawy
                      Teraz śpij
                      I śnij o tym, który przybył przedtem
                      Wołają
                      Z odległego brzegu.

                      Dlaczego płaczesz?
                      Co to za łzy na twojej twarzy?
                      Wkrótce zobaczysz
                      Wszystkie twoje lęki przeminą
                      Przetrwaj w moich ramionach
                      Ty tylko śpisz.

                      Co widzisz
                      na horyzoncie?
                      Dlaczego białe mewy tak wołają?
                      Przez morze
                      Blady księżyc wschodzi-
                      -statki przybyły by zabrać cię do domu.

                      Świt obróci się
                      W srebrne szkło
                      Światło na wodzie
                      Wszystkie dusze przeminęły.

                      Nadzieja zanika
                      W świecie nocy
                      Przez zapadające cienie
                      Poza pamięcią i czasem
                      Nie mów
                      „Doszliśmy do końca”
                      Białe brzegi wołają
                      Ty i ja spotkamy się ponownie.

                      Będziesz tu, w moich ramionach
                      Po prostu śpiąc.

                      Co widzisz
                      na horyzoncie?
                      Dlaczego białe mewy tak wołają?
                      Przez morze
                      Blady księżyc wschodzi-
                      -statki przybyły by zabrać cię do domu.

                      I wszystko obróci się
                      W srebrne szkło
                      Światło na wodzie
                      Szare statki przeszły
                      Na zachód.

                      "Into the west" Annie Lennox
                      Tłumaczenie nie moje,ale za to piosenka z mojego najulubieńszego filmu.

                      www.youtube.com/watch?v=M-4iZAXfRqI
    • proy0311 Piotr... 11.02.11, 18:08
      ...już wiem gdzie jestes ? Tu Jesteś:)
      Ale masz fajne nicki...Dzięki .
      • agawa43 Re: Piotr... 11.02.11, 18:55
        Ja nie potrafię zobaczyć :(
        • agalt Agawa 12.02.11, 09:47
          Ogromnie Ci współczuję i bardzo chciałabym Ci pomóc. Wiesz, tak sobie myślę, że złość zaciemnia obraz. Wiem, że jest naturalna, kiedy czujemy się tak skrzywdzeni. Ale nam nie pomaga. Często też jest tak, że chcemy byc rozzłoszczeni, bo wiemy, że mamy do wyboru albo zlość, albo rozpacz. Czy gdybys mogła uwierzyć, że Twój Brat rzeczywiście odszedł do Boga (a nie zostawił Was), że teraz jest mu dobrze, a kiedys i tak się spotkacie, mogłabyś być mniej rozzłoszczona? Jestem absolutnie pewna, że wtedy łatwiej by Ci było zobaczyć:)
          Przytulam
          PS. O łaskę wiary można się modlić
      • proy0311 Agawa... 11.02.11, 23:24
        Wiesz Agawa...dzisiaj wpadłam na jakiś artykuł o tym że zjawiska paranormalne naprawdę się zdarzają...ale być może wywołują je nasze mózgi...jakos tam to uzasadniali. No i znowu moja wiara zachwiana...średnio dwa razy na dzień...ale potem ...kiedy tu pisałam...naprawdę do samej głębi zagubiona...kiedy się odezwalyście...nie potrafię opisać...jakoś myślę sobie ...jest sila...
        Cholera...wiem jak infantylnie to zabrzmi ale...poczułam moc miłości ...Waszej miłości...Przecież nie do mnie...Do Nich...Więc Oni tu Są ...On tu Jest...Przecież czujesz Go w wierszach Halinki...
        Moje problemy się nie skończyły ...sytuacja nie uległa uzdrowieniu...a jednak cos sie zmieniło.
        Dzień za dniem..."wędrujemy do świtu" Piotr już tam doszedł. Ja staram się iść najlepiej jak mogę...wcale nie chcę skracać drogi...trzymam sie tego forum i Was ...bo z Wami wierzę ze On Jest...
        • margolka-and-more Re: Agawa... 11.02.11, 23:27
          SĄ.
          • gama2003 Re: Agawa... 11.02.11, 23:44
            Mnie tez to forum pomaga. Jakkolwiek głupio i przeszkolacko to zabrzmi- nie wiem co bym bez Was zrobiła. Naprawdę. Od nikogo w realu nie usłyszałam tego co tutaj, nie miało to takiej mocy. Nie wiem skąd siła tego forum. Może to faktycznie nasi - Oni, bliscy i oddaleni ?
            Może dlatego czytam tu słowa wyciągające na powierzchnię? chociaż na chwilę, ale i to jest bezcenne.
            • tilia7 Re: Agawa... 12.02.11, 12:02
              Agawo...ja Cię doskonale rozumiem.Też miałam taki czas,kiedy musiałam wszystko odrzucic,zanegowac,ośmieszyc nawet,wywrócic na lewą stronę i patrzec jak się sypią trociny.Też miałam taki okres,kiedy na forum zaglądałam nie po to,żeby poszukac pocieszenia i wsparcia,ale raczej,żeby poczuc wspólnotę z tymi którzy cierpią i tak jak ja nie dają sobie rady z bólem.Tyle,że wątpiąc we wszystko inne,wierzyłam cały czas,że On ze mną jest i że opiekuje się mną tak,jak potrafi i tak jak może.U mnie ta wiaraniekoniecznie idzie w parze z wiarą w Boga a już tym bardziej nie w to,co głosi Kościół.biorę cały czas pod uwagę to,o czym wspomniała Proy,że zjawiska niezwykłe zdarzają się z całą pewnością,ale byc może dlatego,że wytwarza je nasz mózg.Trudno,jeśli to mój mózg je wytwarza,to jestem mu wdzięczna,że pomaga mi w ten sposób przetrwac.Nic na tym nie tracę,dużo zyskuję.
              Nie umiem Ci poradzic,co możesz zrobic,aby poczuc ulgę.Piszesz,że masz nadzieję na spotkanie z Bratem,jednocześnie pisząc,że nie ma nadziei.Na coś się trzeba będzie zdecydowac.Myślę,że to o czym piszemy,że SĄ,że czujemy czasem Ich obecnośc,traktujesz zbyt dosłownie i chciałabyś móc to zmierzyc ludzkimi,codziennymi miarkami.A tak się nie da.Twój Brat nie żyje,nie zobaczysz Go już w Jego fizycznej postaci,nie odwrócisz też tego,co już się stało.Ae przecież Go kochasz.Dla mnie rzeczą oczywistą jest to,że jeśli kogoś kocham,to ten ktoś istnieje w moim sercu,mojej pamięci,mojej miłości,w mojej tęsknocie,w mojej czułości,w moich wspomnieniach.Byc może jest również zupełnie obiektywnie gdzieś tam,po drugiej stronie tęczy.Życzę Ci Agawo,żebyś pojęła o co nam chodzi,o jakiej obecności mówimy,o jakim odczuwaniu.Aledojśc tam musisz swoją własną drogą.Kiedy się już przeleje czara Twojej goryczy,zrozumiesz też na pewno,że pomaganie innym w przetrwaniu tego bólu i wspieranie się nawzajem daje każdej z nas o wiele więcej siły niż odbieranie nadziei.
              Przytulam Cię z całego serca
              • tilia7 Re: Agawa... 12.02.11, 12:10
                No i może jeszcze jedno Agawo:my też cierpimy strasznie,cierpimy nadal i końca nie widac,bo chyba go wcale nie ma.My też wciąż szarpiemy się same ze sobą,żeby nie popaśc w całkowite zwątpienie.To jest walka o przetrwanie.I to,że piszemy z wiara,że SĄ bynajmniej nie znaczy,żejest nam łatwo,lekko i że pogodziłyśmy się z Ich nieobecnością i śmiercią.To jest to samo cierpienie,takie samo jak Twoje,objawia się tylko innym doborem słów i akcentem położonym na inny obszar odczuwania.
                • proy0311 Wiesz... 12.02.11, 12:45
                  ...Tilia tak sobie myślę.Jak wiesz jestem w stanie permanentnego poszukiwania.
                  Przed chwila w drodze z kuchni do łazienki pomyslałam sobie...że wlasnie wydaje sie nam ludziom ...ludzkosci że odkrywamy przez nikogo nie odkryte...a wystarczyłoby słuchac...
                  " Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyscie tej morwie "Wyrwij się z korzeniami i przesadż się w morze" a byłaby wam posłuszna"
                  Wygląda na to ze nawet jesli nie był Bogiem sporo wiedział. Zajęło nam trochę czasu żeby podejrzewać podobne rzeczy. 2011lat...a dopiero zaczynamy ...szukac w tych rejonach...
                  • tilia7 Re: Wiesz... 12.02.11, 13:15
                    Proy,zajęło nam to o wiele wiele dłużej,bo wszak przed Chrystusem ludzie też umierali a ich bliscy cierpieli z tego powodu i niejedna wielka religia zdążyła powstac i upaśc,a każda religia nie jest niczym innym jak próbą zrozumienia o co w tym wszystkim chodzi i jak ten świat działa.Próbą osowjenia niepojętego i złagodzenia lęku przed nieznanym.
                    Niemniej jednak nadal tak naprawdę nic nie wiadomo,bo też istotą Wiary jest to,że nie jest Wiedzą.I dlatego myślę,że mimo iż wielu przed nami szło tą samą drogą gorączkowych poszukiwań,to jednak dla każdej istoty ludzkiej osobno,ta droga zawsze jest i zawsze będzie odkrywaniem nieodkrytego.
                    • agalt Re: Wiesz... 12.02.11, 13:52
                      ...though we are few, we're surrounded by many who have crossed that river before...

                      www.youtube.com/watch?v=MlHiDohcEEw
                      • proy0311 sny 15.02.11, 12:40
                        czymkolwiek są śnią się.
                        Niektóre zostaja w pamięci stając się częścią realnego zycia.
                        Jak ten dzisiejszy...Jechałam z dziećmi w podróż...do jakiegoś przyjaznego kraju...nie bardzo wiedziałam jak się w nim zachowywac. Był ze mną głos, który mówił...podpowiadaŁ...wyjasniał.
                        Dotykałam pysznego ciepłego chleba pieczonego przez tych ludzi...głos powiedział żebym nie bała się wypieku chwalić do ludzi usmiechac ...a czasami chleb kupić...to sprawi im przyjemność i ja skosztuję czegoś naprawde dobrego.
                        Dotarliśmy do hotelu. Zapukał ktoś do pokoju mówiąc że jest bardo cierpiący człowiek.Trzeba było go zawieżć do szpitala. Wzięlam go pod rękę i szliśmy do samochodu...mojego ( w realu rozwalonego) który był zaparkowany przy hotelu. Ale że to dla mnie obce rejony..kiepską wybralam do niego drogę...wyrosła przed nami wysoka trudna góra. Zrozumiałam że z moim towarzyszem którego miałam uratować tej drogi nie pokonam. ..że on nie zdoła tam wejść.
                        Podjęłam decyzje ze muszę go zostawić w bezpiecznym hotelu i...obudziłam sie z uczuciem ulgi że to senny urojony problem...
                        I po kilku godzinach realnego życia pomyślałam sobie że przede mną naprawdę wysoka góra.Że chcę znowu zasnąć żeby ją pokonać ,dotrzeć do samochodu , wrócic po towarzysza i go uleczyc...
                        Jesli tak zamienić sen z jawa. Jesli na jawie pokonam moją górę to może w śnie wiecznym znajdę mego towarzysza ...moje szczeście...moją miłość.

                        Pozdrawiam ze swiata mych urojeń :(
    • proy0311 Re: Do Proy 16.02.11, 10:36
      obozy koncentracyjne...Strasznie trudno było mi żyć...od zawsze...Gdy słyszałam o dziecku głodnym...bitym...zapadał się mój świat. Niezależnie od tego jak wygladał aktualnie mój prywatny los. Czułam ból i samotność jaką musiało czuc dziecko decydujące sie na ...swój koniec historii na tej ziemii. Nie umiałam się tak naprawdę tym zyciem cieszyć. Beztroska ?
      Co to ?
      Poznałam Piotra . On to ze mnie zdjął...złożyłam to na jego barki.Bolało ale on był lekarstwem.
      Stało się tak że tuż przed moją tragedią...prowadząc dialog z Panem Bogiem za kierownicą powiedziałam "Panie Boze juz chyba potrafię z tym żyć "... bo wyeliminowałam To z mojego swiata. Moj był piekny zaczęłam sie tym cieszyć. Tylko pomyslałam " Z czym ja do Ciebie Panie Boże ? Oddaję to w Twoje ręce. "
      I dostałam...swoj prywatny ból...
      Miałam to Grażynko napisać po Twojej wypowiedzi ale trochę nie pasuje do wątku Kalinci...
      Czy jest jakiś na to wszystko plan...Czy miałam się nauczyc żyć z tamtym bólem przez nauczenie sie życia ze swoim ? Czy jest na to wszystko jakiś plan...czy jest w tym wszystkim jakiś sens ...Czy to nie jest czyste zło ...Czy tylko ja musze sie doszukiwać żeby nie zwariować ? ...Chociaż jakiś czas temu to co znalazłam stało się przyczynkiem do poczucia winy...może to przeze mnie ??? Dziś już tak nie myślę bo uwierzyłam komus kto powiedział >>> Nie masz takiej mocy zeby zabierać komuś życie<<<
      • first.marionetka Re: Do Proy 16.02.11, 11:22
        A ja, po odejściu mojego Syna przeszłam przez " bramę" do innej optyki..... do bólu innych, do śmierci dzieci, matek, ojców, mężów, partnerów życiowych, babć, dziadków.... do bólu chorób.... do totalnego bezsensu tego życia. Do wewnętrznego bałaganu...
        Pani psycholog powiedziała mi, proszę poszukać sensu w tym bezsensie.... szukam, przedzierając się przez swoją i przez liczne tragedie innych....
        Od odejścia Syna odejścia doświadczyłam już tyle odejść, że widzę jak "w oczach "wyludnia się świat wokół.... taki ludzki los, niepojęty, okrutny.

        A w tym wszystkim nasza wrażliwość i nasz ból.........

        Sens w bezsensie...... jeszcze do tego nie doszłam..... za to podobnie jak Ty Proy wracam myślami do historii, do okrucieństw wojny, wojen na świecie i jak małe dziecko krzyczę " po co to?", o co chodzi???? dlaczego tak skonstruowany jest ten świat, świat zwany padołem łez..... już nie czekam na uśmiech, radość, ale z miłą chęcią przed odejściem przyjęłabym zrozumienie " o co chodzi......"
      • tilia7 Re: Do Proy 16.02.11, 14:10
        Proy,nie odnieś tego do swojej osobistej sytuacji,bo nie to mam na myśli,oczywiście,że nie jesteś winna śmierci Piotra.
        Ale ten ktoś o kim piszesz niestety się mylił:mamy taką moc,żeby odebrac komuś życie.Mało tego,co dnia na świecie jacyś ludzie jakimś ludziom to życie odbierają,zarówno dosłownie,jak i symbolicznie,zarówno przez konkretne działanie jak i przez zaniedbanie działania i obojętnośc.
        Nie wiem,czy jest jakiś plan i jakaś siła wyższa,ale jeśli jest to ona dała nam wolną wolę oraz świadomośc i zanim zapytamy Boga gdzie był,kiedy tysiące ludzi umierało w mękach w Oświęcimiu,trzeba spytac najpierw,gdzie byliśmy wtedy my,ludzie i co zrobiliśmy,aby innym ludziom nie pozwolic na Oświęcim.Że nie żyłyśmy w tamtych czasach?Nie szkodzi.Czasy się zmieniły,ale cierpienia nie ubyło,choc nie zawsze jest tak widowiskowe i skumulowane jak w obozie koncentracyjnym.I ogromna częśc tego ludzkiego cierpienia jest efektem naszych ludzkich działań.Więc tak sobie myślę,że jeśli siła wyższa ma wobec nas jakiś większy plan to może taki,żeby otwarły nam się wreszcie oczy i żebyśmy wzięli odpowiedzialnośc za ten świat i za nas samych zamiast nieustannie pytac Boga czemu nie interweniuje.
        Przeczytałam oststnio w "Moby Dicku"zdanie,że ludzki los jest jak kobierzec utkany z Konieczności,Wolnej Woli i Ślepego Trafu.Nie na wszystko mamy wpływ,ale jednak na niektóre rzeczy,na niektóre bardzo ważne rzeczy,mamy i zanim się zaczniemy przyglądac Złu,trzeba się przyjrzec sobie."Ludzie ludziom zgotowali ten los"-i nie dlatego,że Bóg tak chciał,tylko dlatego,że tak chcieli ludzie.
        Wciąż jak Wy pytam:Dlaczego?I nieustannie nasuwa mi się jedna odpowiedź:Ale dlaczego nie?
        Patrząc chocby na nieustająco rozdmuchiwaną aferę katyńską i słuchając tych durnych pytań typu "czemu samolot się rozbił" odpowiadam sobie niezmiennie:BO BYŁ.Bo my ludzie wymyśliliśmy samoloty.Wymyśliśmy je po to,żeby nam służyły,żeby było nam wygodniej i rzeczywiście służą nam i przydają się bardzo.Ale w swej ludzkiej arogancji wciąż nie potrafimy przyjąc do wiadomości,że jeśli są to siłą rzeczy mogą ulegac wypadkom.I będą ulegac wypadkom,bo tak,bo rzeczy się psują,bo my jako konstruktorzy jesteśmy niedoskonali,bo zbyt beztrosko do pewnych spraw podchodzimy.Ktoś powie,że pasażerowie nie mieli wyboru i wolnej woli.Mieli,mogli nie wsiadac do samolotu.A jeśli wsiedli musieli brac pod uwagę że samoloty się czasem rozbijają.Ludzkośc jako taka może zrezygnowac z latania w ogóle i wtedy żaden samolot już się nie rozbije.Jeśli podejmujemy decyzję,że mimo to latamy to to jest nasza wolna wola.
        Myślę sobie,że jako ludzie,jako ludzkośc szeroko rozumiana,robimy niestety co w naszej mocy,żeby ten świat zniszczyc i choc wydaje się,że niby postęp zapewnia nam wygodniejsze i lepsze życie,to jest tak tylko na pierwszy rzut oka,bo w rzeczywistości ten świat jest coraz bardziej nieludzki i coraz bardziej jesteśmy w nim nieszczęsliwi,samotni i zagubieni.
        • proy0311 Re: Do Proy 16.02.11, 15:56
          Niby zgoda...ale niezupeŁnie. Nie mamy mocy ...ryzykujemy...ale to nie to samo.
          Grzeszymy...ale to niczego nie tŁumaczy...nie tŁumaczą ludzkie sŁabości naszego nieszczęścia.
          Myślę że niewielu jest ludzi którzy świadomie czynią zŁo...Jak rozmawiam z dziećmi ( które mam nadzieję ,nadzieje peŁną panicznego lęku ,który rozumiecie ,więc mam nadzieję że mnie przeżyją, ryczę bo ...wiem..wspóŁczuję jestem z WAMI , dzisiaj zmówię różaniec za WASZE dzieci, nic więcej nie mogę,przepraszam)Więc kiedy rozmawiam z oglądaczem discovery on mówi ,że boi się żyć, bo co jeszcze mogą wymyśleć ludzie, że jest tak szybki "postęp" że on boi się jak będzie wyglądaŁ świat za 20-30 lat.
          I sŁucham o tym że niedŁugo wątrobę do przeszczepu to już może wyh?odują...i myślę ...gdyby Piotr dożyŁ...i nie wiem dobre to czy zŁe? Komu ufać ? KościoŁowi ? PaliŁ na stosach...?
          Szczerze mówiąc ...oczywiście nic nie rozumiem...z tekstu "ludzie ludziom zgotowali ten los "wiem tylko jedno..ludzi trzeba się bać. Wiem też jeszcze jedno...moje modlitwy do tego który wszystko może ...nic nie daja. I poznaŁam to nie tylko teraz.
          Pamiętam taką sytuację ...zabolaŁ mnie strasznie los jakiegoś nieznanego dziecka. DŁugo "rozmawiaŁam z Panem Bogiem" Dlaczego ? Że ja teraz modlę się i proszę żeby jakieś jedno uratowaŁ. W odpowiedzi dostaŁam z samego rana za pomocą mediów informację o kolejnej dziecięcej śmiertelnej tragedii z rąk rodziców.
          Już wtedy nic nie rozumiaŁam...tak będzie już zawsze ...z pytaniem...może tu nie ma czego rozumieć ?
          Na szczęście doszŁam do etapu kiedy już sama sobie nie mówię >>ich nie ma<<
          Wierzę Wam że są. A z caŁą pewnością wiem że WY jesteście i w razie czego powiecie SĄ .
          Dzisiaj ja też mówię SĄ SĄ SĄ mądrzejsi niż my. Uśmiecham się do nich i tylko tak mogę iść.

          • tilia7 Re: Do Proy 16.02.11, 17:01
            Ludzkie słabości w bardzo dużym stopniu tłumaczą nasze nieszczęście.

            Piszesz Proy:Myślę że niewielu jest ludzi którzy świadomie czynią zŁo...

            Tsunami albo trzęsienie ziemi też działają nieświadomie a mimo to wywołują tragiczne skutki.Tyle,że tsunami nie ma rozumu,uczuc i świadomości a my tak.Więc zamiast nieświadomie czynic zło,powinniśmy robic co w naszej mocy,żeby świadomie go nie czynic.

            Zresztą nie do końca się z tą nieświadomością zła zgadzam.Zwierzęta nie mają świadomości i nie kierują się dobrem albo złem a wyłącznie koniecznością zadbania o swoje najważniejsze życiowe potrzeby.Paradoksalnie w świecie zwierząt nic takiego jak nazim się nie zdarza.Owszem,zwierzęta zabijają inne zwierzęta,ale wyłącznie żeby przeżyc,nigdy z powodu ideologii,okrucieństwa,bezmyślności czy dla zwykłej przyjemności.Zło jako kategoria moralna jest domeną ludzi a to oznacza,że nie jest poza naszą świadomością,lecz,że jest właśnie jej składową a nawet,że jest jej skutkiem.
            Trudno to przyjąc do wiadomości.Ale według mnie nie mozna wszystkiego zwalic na boże plany,chocby się w nie wierzyło do granic mozliwości.Wręcz jest tak,że im bardziej wierzymy w ten wyższy plan,tym bardziej trzeba przyjąc,że świadomośc dostaliśmy po coś i że mamy wpływ na to,co się dzieje tu,w tym świecie.

            Nie rozumiem dziewczyny,powiem Wam z serca,że zupełnie nie rozumiem,czemu odnajdujecie pociechę w myśli,że może wszyscy jesteśmy tylko teatrem kukiełkowym a pan Bozia pociąga tylko za sznureczki?Widocznie każdy naprawdę musi to ogarnąc po swojemu.Ja wierzę,że jest jakaś siła wyższa,wierzę,że Oni SĄ,że się spotkamy,ale nie chcę wierzyc,że wszystko co mnie spotkało jest tylko scenariuszem horroru który napisał dla mnie niebieski pisarz:(

            • grazyna1965 Re: Do Proy 16.02.11, 21:58
              tilio, nie wiem czy był to scenariusz Boga czy przypadek, traf, ślepy los podparty brakiem umiejętności, czy jeszcze coś innego. Każda wersja jest tak samo okrutna. Jeśli to plan Boga to bardzo nieludzki, a przecież Bóg podobno kocha każdego człowieka, nawet takiego słabego jak ja. Więc dlaczego to "zaplanował"??? Czym się kierował??? Myślenie,że śmierć mojej Patry jest zwykłym "przypadkiem" , trafem, zabija mnie, wysysa ze mnie wszystko, przestaje czuć się człowiekiem. Przypadek zdecydował o życiu mojego dziecka?? Nie chcę też myśleć o błędzie tego, który przyczynił się do śmierci Patry bo wtedy czuję tylko nienawiść. To nie pozwala funkcjonować, Więc co myśleć? Jak sobie tłumaczyć to co się stało? Jak to ogarnąć? Czy to w ogóle da się ogarnąć? Dla mnie wersja "planu Boga" jest na dzień dzisiejszy chyba mi najbliższa, i nie dlatego, że tak bardzo wierzę. Ja chcę wierzyć, walczę o moją wiarę, niezrozumiałą dla mnie, niepojętą a jednak dającą nadzieję. Nadzieję na spotkanie z Patrą. Każda z nas szuka ratunku dla siebie, szuka czegoś co pozwoli dalej żyć z tą traumą. Wiara pozwala mi też na próby wybaczania sobie, że nie zapobiegłam temu co się stało. Nieudolne to próby ale może kiedyś przyjdzie czas, że wybaczę sobie. Nie wiem tilio jak się ratować, nie wiem co myśleć, ale skoro mam żyć bez mojego dziecka to muszę znaleźć jakiś patent. Patent na dalsze życie. Żeby Patra patrząc na mnie mówiła z dumą w głosie tak jak kiedyś..to moja mamunia. Boże, pomóż mi w tym..
              Grażyna, mama Patryni
              • proy0311 Re: Do Proy 16.02.11, 23:48
                I Piotrek zeby powiedział ..."To moja Ewka :)" :((((((((
                A ja przytulę tam tego chlopca co na Syberii odebrał sobie zycie bo zdechła jego jedyna przyjaciołka żywicielka...krowa. Żeby wiedział że ja chcę spojrzeć w jego oczy...że stał się częścią mojego życia...że w pewien sposób...pragnę go przytulić nie mniej niż Piotra.
                Czy on też tam na mnie czeka ? Czy uśmiechnie się do mnie? czy jest mu tam dobrze?
                Mówie Wam jakie to życie jest...a kogo moge przytulić tu...żeby nie było winy zaniechania...o ludzie...!!! o Boże !!!!
                • tilia7 Re: Do Proy 17.02.11, 00:40
                  Przytulasz nas Proy,przytulasz swoje dzieci,przytulasz Piotra i tego chłopczyka-niby na odległośc a jednak z bliska,bo są w Twoim sercu.Nie zbawimy świta,nie zmieciemy całego zła,ale możemy zrobic tyle,ile jest mozliwe do zrobienia.Każda kropelka się liczy.Tak myslę.
                  • proy0311 Piotruś... 17.02.11, 01:39
                    www.youtube.com/watch?v=01WHl_ERo-E&feature=related
                    • proy0311 Piotr... 19.02.11, 16:29
                      ...Ty tam z góry widzisz gdzie te nasze dzieci. szczególnie to jedno. Niby już "dorosłe...kochanie małe. Wyjechało dzisiaj ...chyba z wyładowanym telefonem bo nawet sms do niej nie docieraja...a ja umieram...Nawet nie mam głowy żeby myśleć o...
                      Przeciez wiesz jaka jestem...Nie nigdy nie pojmę dlaczego nie Ty zostałes z naszymi skarbami...myslę że spisałbyś sie lepiej.
                      Kochanie moje ja idę do Ciebie...tylko jak najlepiej wywiązać sie z obowiazków i ukoić swoje skolatane nerwy w Twoich ramionach.
                      Ot mój sens...dojść , dotrzeć czy tylko zakończyc , na te wątpliwości odpowiedzi jak zawsze brak.
                      Że liczy sie droga ...to bardzo mozliwe...dlatego uwierz mi bardzo sie staram iść świadomie kazdego dnia...prosto nie jest.
                      • proy0311 Dzięki... 19.02.11, 21:27
                        ...za Twoja mamę Piotr. Dziecko zgubiło telefon. Rzeczywiscie karta jest wyłaczona .Odezwało sie przez net.
                        Jak myślisz skarbie , kogo najpierw wykończę ? Ją czy siebie?
                        Jedno jest pewne absolutnie stanowczo niezmiennie dozgonnie ...kocham Ciebie.
                        I mam wielka wielka nadzieje że jeszcze Cie zobaczę .
                        Tak mam zamiar żyć jakby było Póżniej.
                        Zycie los przypadek kilka razy stawiał mnie w sytuacji konieczności dokonania wyboru, podjęcia decyzji. Jak to zwykle bywa. Gdy poznałam Ciebie odezwał się ktos z przeszłości.Dostał jasna odpowiedż ..a ja nagrodę ...cudownego Ciebie.
                        Potem jeszcze mały temat...i jasna z powodu miłosci do Ciebie decyzja...i znowu nagroda kolejnych kilka lat cudownej wiernej wzrastającej bliskościi. Bardzo bardzo mi sie to
                        spodobało.I teraz ...próba chyba najtrudniejsza ...bo zakłada samotną drogę do Ciebie
                        /liczę na małą pomoc z nieba :)/
                        Jeśli jednak jest jakies Pózniej spodziewam sie nagrody iście niebiańskiej.
                        / tu narysowałam uśmiech ale go zlikwidowałam . Bo spodziewam się naprawdę poważnie. Czy zakładam że może nagrody nie być ? No tak muszę to brać pod uwagę , wtedy wartość z decyzji będzie taka że w pokolenie pójdzie informacja...dla miłości warto. Jeśli ludzie świadomie ryzykują i oddają życie za innych czym jest takie oddanie tych iluś tam lat ?/

                        Spodziewam się że droga to trudna nawet jeśli sprzymierzeńcem są lata mojego życia .
                        Wiem że samotne życie to wielki trud .Z cała pewnością miałabym pokusę gdyby pojawił się ktoś o mocnych ramionach...silnym charakterze ...wielkim sercu...więc ...

                        Czy świadomie podjęłabym taka decyzję będąc młodszą ? No cóż kochanie .
                        Nie. Zawsze ceniliśmy sobie szczerość , szczerze mówię , wtedy powiedziałabym...

                        Kocham Cie Piotr .Szukać pocieszenia nie będę ale gdy terażniejszość stanie się w mojej świadomości przeszłością gdy ktoś mnie pokocha ...pójdę z nim przez spodziewane laataa życia , bo sama nie dojdę, trudu nie wytrzymam.

                        Na etapie na jakim jestem , na jakim nas rozdzielono , podejmuję decyzję , nie
                        zobowiązanie, gdy terażniejszość stanie się w mojej świadomości przeszłością wzbudzę w sobie pragnienie aby po śmierci dowiedzieć się nie tylko czy jest Pózniej ale też czy jest dopełnienie naszej miłości.

                        A jak będzie...jak spędzę czas tu na ziemii?? Tego tak naprawdę jeszcze nie wiem. Terażniejszość jeszcze nie stała się przeszłością ...choć coraz bardziej uczę się życia bez Twojej fizycznej obecności.
                        Kocham Cię . Bardzo bardzo bardzo. Ty zwykle odpowiadałeś : Ja Ciebie też.
                        I było tam wszystko. Wdzięczność i otwartość na moje codzienne deklaracje. I ...jeszcze miewałeś wątpliwości , jeszcze miłości byłeś głodny.
                        Dlatego w te ostatnie dni pytałam Trochę inaczej .
                        Czy wiesz że ja Cię kocham ? Mówiłes Tak
                        Czy Ty mnie kochasz ? Mówiłes Tak i dodawałeś taki piękny usmiech którego ciepło czuję do tej pory.
                        Idę do Ciebie. I pytam . Czy wiesz że Cię kocham ? ....Trochę milczaca ta Twoja odpowiedż :)
                        Pogadamy jak sie spotkamy.Zamierzam kochac Cię kazdego dnia bardziej.
              • tilia7 Re: Do Grażynki 17.02.11, 00:36
                Grażynko,ja Cię doskonale rozumiem,masz rację,każda wersja jest okrutna.Ja może po prostu patrzę na to z innej strony,wolę myslec,że Bóg jeśli jest, nie miał z tym nic wspólnego,nie zapobiegł,owszem,ale też nie pokazał palcem mówiąc:" dzisiaj TY " i nie odebrał mi ukochanego człowieka.Więc wolę wierzyc,że taki po prostu jest świat,że sa przypadki,że my ludzie niedoskonali w końcu i słabi po części odpowiadamy za to,co nas tu spotyka.A Bóg jakikolwiek on jest niech pozostanie tym,który tylko kocha,wybacza,przytula i nie spuszcza na nas tak dotkliwych nieszcześc.Tak ja to widzę.Ale oczywiście szanuję Wasz punkt widzenia i wiem,jak piekielnie trudno jest uczepic się czegokolwiek,żeby przetrwac.
    • proy0311 Komu... 20.02.11, 21:10
      ...i co ja chcę udowodnić ? Sobie, że dam radę !!!:((((
      Jak to było ...? Szok...dezorganizacja ...RE organizacja...z momentami degresji...czy czegoś tam...etap...proces...koszmar.
      • gama2003 Re: Komu... 20.02.11, 22:21
        Chwilami ganię siebie ( no widzisz ja znowu o sobie...przepraszam), za zbytnie myślenie, analizowanie, przepracowywanie. Wiem, że są ludzie wolni od takich refleksji. Czasem zazdroszczę prostolinijności, przechodzenia w przyszłość bo -Bóg tak chciał, są tacy ludzie.
        Nawet w obliczu tragedii jakoś się otrzepują. Idą dalej.
        A my tutaj, mamy łaskę- niełaskę szukania odpowiedzi, angażowania wszystkich zmysłów w przetrwanie. Gubienia się codziennie. Bać się życia ? Czy mu zaufać ? I tak się potoczy dalej.
        Pogodzić się. Chętnie.
        Proy, jesteś daleko dalej niż ja. Przytulam i mówię, dajesz radę- codziennie dajesz mnie i nam tu wszystkim. Radzisz nam.
        Jeśli napisałam bzdurę, przepraszam. Ale chciałam dobrze, wiesz.
        • proy0311 Re: Komu... 23.02.11, 13:27
          Ani komu...ani czego...
          Przyszło nowe. Jeszcze nieznane. Przylazło.
          Już niby zaakceptowałam że tutaj Piotra nie spotkam, już niby wiem że bez niego iść muszę, że muszę ( nie muszę ale wtedy dzieci zabiorę w przepaść) więc muszę...no to idę...jak powrót do normalności od siedmiu boleści to powrót do normalności. A normalność to telefon sms do Piotra rano "kocham Cię" a potem telefonów wiele żeby tylko powiedzieć " Cześć kochanie. Jestem. Kochasz mnie ?'' " Kochanie jest mi smutno...kochasz mnie?" " Kochanie udało mi się...kochasz mnie" " Piotr co ja mam zrobić" "Już jadę skarbie" tysiące sms ...i tak kilka razy dziennie od wczoraj ręką sięgam do telefonu żeby nawiązać z nim kontakt. Mam nadzieję że ta choroba minie.
          Dlaczego przypełzła. Może dlatego ,że taki jeden człowiek, kobieta,która przytuliła pół roku temu po śmierci Piotra teraz jedzie do Anglii po ciało swojego syna...zmarł w sobotę/niedziele...i staram się sobie wyobrazić...być z nią w tym bólu,cofam się we własne doświadczenia...chyba nie powinno się tego robić...to boli...ale....i...jej bólu nie ujmie...ale ...chciałabym wiedzieć....chciałabym mieć w oczach to doświadczenie gdy ona na mnie spojrzy...żeby wiedziała ...że ...znam ból gdy porywają na tamtą stronę...że wiem w jakim ona jest świecie...na jakim pograniczu...
          Nic nie wiem. Tak naprawdę każdy zagląda tam w pojedynke...to przykre ...
          Dzięki że jestescie.

          Te kółeczka. Miałam patologiczne przed śmiercią Piotra. Bo wyglądało to tak : Trzy kólka w rzędzie , pierwsze to ja przed Piotrem, drugie połączone to ja z Piotrem, trzecie połączone tylko z środkowym to przyszłość. Było tak bo Piotr zabrał mnie w inny świat, świat bajki ,.... Śmierć Piotra GRAFICZNIE mnie uzdrowiła.
          Teraz wyglądam klasycznie. Już wszystkie trzy są połączone. Już ta przyszłość musiała sięgnąć do przeszłości. Teraz trzy wpisane sa w trójkąt i mają ze sobą części wspólne.
          Boli boli boli...wolałam chory układ.

          Jak roztrzaskało życie Pani A...jak ona teraz to poskłada???????????????????????????????????? Co to za zagadka ta nasza EGZYSTENCJA...
          • gama2003 Re: Komu... 23.02.11, 14:39
            Tak, to kwintesensja żałoby- każdy tam zagląda w pojedynkę....
            Jedyny wspólny gest -przytulenie....
            Przytulam, przytulam, przytulam.....
          • first.marionetka Re: Komu... 23.02.11, 16:18
            ... jeszcze jedna matka, jeszcze jeden syn.... ile bólu przed Nią....
            • proy0311 Re: Komu... 23.02.11, 21:42
              ....? Bezmiar ?...na początku otchłań...? Kolejne złamane życie...kilka żyć...? Tego nie da się zrozumieć...
              • proy0311 Dzisiaj... 26.02.11, 18:12
                ...Liczę te dni bez Piotra skrupulatnie...Dzisiaj rano jechałam bez sensu...piekarnia...odwieżć syna na zajęcia...i miałam chwilę...i myślałam... póżniej pojedziemy do Piotra...I to śmieszne ale czułam jak Piotr mówi przyjedż teraz...sama.Pojechałam,zapaliłam światełka.
                Pózniej pojechałam zawieżc młodego na łyżwy...i zachowałam się w sposób bardzo dla siebie niecharakterystyczny...założyłam łyżwy...pierwszy raz w życiu. To Piotr próbował życia i jego smaków, nie ja...to było dziwne i przyniosło mi sporo radości...dziwnej...Potem jechaliśmy na zakupy...młody poprosił o 2 zl na taka kulkę z automatu. Nawet go dobrze nie słuchałam ,odmówiłam. Oczywiście gdy zobaczyłam smutek...złamałam się. Pobiegł...dogonił zachwycony...wypadło mu to co chciał...mała kostka Rubika. " Pamietasz mamo jak Tata zmarł płakałem ze nie nauczy mnie ukladać...Pojedżmy mu pokazać. "
                Pojechaliśmy jeszcze raz .
                a tam rzecz dziwna i niezwykła...dużo światełek ...trochę się zdziwiłam...ale i ucieszyłam. Syn zapalił swoja . Wróciliśmy do domu , zadzwoniła Mama Piotra...i mówi...wiesz dzisiaj taki dzień...:( myślę sobie coś się stało...Dopytuję a Mama mówi "...dzisiaj pół roku."
                Jeszcze to dziwne młodej wczorajsze sms pytanie ;" Czy tata miał urodziny, bo zapomniałam"
                Właśnie tak zadane. " Czy miał..." Może to pół roku temu to on się w jakiś sposób urodził dla jakiegoś innego świata ?
                Dlaczego to piszę ? Oczywiście dlatego że czułam Piotra obecność bardzo świątecznie i teraz wiem dlaczego. Bo mam wrażenie że Piotr wiedząc że tu piszę chciał, tak właśnie, dzisiaj chciał żebym napisała ...
                Jakby pytał " Widzicie ? Jestem"
                • ollaa86 Re: Dzisiaj... 26.02.11, 19:36
                  Proy, ja mam do siebie ogromny żal. Dzięki Margolce zrozumiałam, że Go zawiodłam... Że zwątpiłam w Niego, a przecież obiecywał, że ZAWSZE będzie, a On NIGDY mnie nie okłamał i nie oszukał... Nie mogę wątpić w Niego, mogę zwątpić w cały świat, ale nie w Niego... Mam nadzieję, że mi wybaczy... Wiem, że wybaczy.
                  Byłam ostatnio u Niego na cmentarzu... Mroziło strasznie, ani żywego ducha dokoła. Skręciłam z głównej dróżki w Jego alejkę, nagle słyszę za sobą czyjeś kroki w skrzypiącym śniegu... i głos w głowie: "Nie odwracaj się Oluś... Idę za Tobą... Przecież ci obiecałem, że Cię nigdy nie opuszczę". Dopiero gdy doszłam do Niego, stanęłam przy nagrobku, jak zwykle przesłałam na dłoni całusa i pogłaskałam Jego twarz, odwróciłam głowę, kroki ucichły a na cmentarzu nie było nikogo...
                  Czy to był znak od Niego? Tak, to był znak od Niego...
                  Psychiatra już wita?
                  Na dziś ode mnie: SĄ:)
                  • proy0311 Re: Dzisiaj... 26.02.11, 20:12
                    nie pyta :) Ja pytam: Uśmiechasz się czasami:) Czasami, wiadomo,Oni na pewno by tego chcieli.
                    Ja na samym początku kiedy miałam takie wrażenie,że Piotr jest,pytałam księdza czy to normalne , czy to możliwe ? A on powiedział "jest w naszej wierze wiara w świętych obcowanie...na pewno pan Piotr próbuje sie z panią jakoś skontaktować'
                    Musielibyśmy wysłać do psychiatry spory jednak kawałek społeczeństwa powtarzajacego przecież " Wierzę.................. Świętych obcowanie Grzechów odpuszczenie ciała...."
                    A pewnie spore jeszcze grono innych wyznań. Przecież...mamy dystans...
                    Nie nie .
                    Ja pytam . Uśmiechasz się ? Uśmiechnij ...
                    • ollaa86 Re: Dzisiaj... 26.02.11, 20:49
                      Czy się uśmiecham?
                      Jeśli chodzi o grymas twarzy, to tak, zdarzy się nawet dość często, przynajmiej z racji wykonywanej pracy...
                      Jeśli chodzi o szczery uśmiech, gdy oprócz ust, śmieja się również oczy, to... też się zdarza, ale o wiele rzadziej...

                      Proy dziś się uśmiecham do Ciebie, tak prosto z serducha :)
                      • tilia7 Re: Dzisiaj... 26.02.11, 23:55
                        Olu,powiem Ci na pocieszenie,że wprawdzie nie psychiatrze ale swojej psycholog zawsze opowiadam,jeśli mi się coś podobnego zdarzy i ona zawsze to przyjmuje,jako coś nie tylko normalnego ale wręcz OCZYWISTEGO.Jeśli czegoś doświadczamy,mówi,to znaczy,że dla nas to JEST i jest prawdziwe.
                        Więc się tym nie przejmuj,tylko ciesz się swoim odkryciem,że SĄ:)
                        • ollaa86 Re: Dzisiaj... 27.02.11, 21:24
                          Tilio trafiłaś na mądrą Panią Psycholog. Tak sobie myślę, że to duże szczęście w tym ogromnym nieszczęściu...
                          Tilio czytałam w Twoim poście kiedyś, że człowiek jest w stanie utrzymać/wytrzymać określoną ilość ciężarów zawieszanych na jego ramionach... Jeśli coś przekręciłam, przepraszam...
                          Wczoraj cieszyłam się, że SA... Dziś czuję, że obciążenie zbyt duże, że zaczynam uginać się pod tym wszystkim, co na mnie zawieszono... Tak bardzo chcę już do niego...
                          • proy0311 O...:( 27.02.11, 21:44
                            ...takie chwile będą przychodzić. Nie da się przed tym zabezpieczyć...jak przyjdą trzeba kopać bić wykrzyczeć zamodlić ...dać im wyraz. Nie wolno ich w sobie pielęgnować...bo jeśli się zakorzenią...już nie będzie Ciebie
                            Ta 21 letnia stażem Pani ,powiedziała że trzeba rozmawiać...rozmowa to też słuchanie...Piotr jest dla mnie lepszy niż ja dla siebie...może i Ty powinnaś posłuchać...
                            Znowu zjadłam wszystkie rozumy . No nic, czasami po prostu tak mam...
                          • tilia7 Re: Dzisiaj... 28.02.11, 00:19
                            Wiem Olu.Nic Ci nie potrafię na to odpowiedziec.Mam to samo,próbuję ustac z tym ciężarem jeszcze choc trochę a jednoczesnie zerkam cały czas z nadzieją,że Tęcza sama przyjdzie z wybawieniem:(
                            Pisz,pisz jak najwięcej,bo jednym ze sposobów na zmniejszenie tego ciężaru jest podzielenie się nim z kimś.Więc pamiętaj że tu jesteśmy i że każda z nas,choc sama ledie stoi,robi jednoczesnie co tylko może,żeby pomóc pozostołaym.To jest Olu nasz siła,że jesteśmy w tym razem.Przytulam Cię bardzo
                  • margolka-and-more Re: Dzisiaj... 26.02.11, 21:52
                    Oleńko, nie miej do siebie żalu. Grześ na pewno Go do Ciebie nie ma. Przecież - wierząc w Jego istnienie czy nie, nie przestawałaś Go kochać. Jak i On Ciebie. To jest najważniejsze, myślę. Pamiętam, jaki czułam dziwny przymus, żeby Ci napisać o tych magnoliach... A przecież nie miałam zielonego pojęcia o tym, na jakim wydziale studiujesz, czy te magnolie w ogóle jeszcze są... Może - tak też szukają dróg do nas...
                    Może błądzę. Może wygląda na to, że z całego tego grona najbardziej odbiegam od psychicznej normy, bo... no, najniżej w "rankingu strat". Ale kocham Kwiatuszkę moją przeogromnie. Jeśli za to nazywają wariatką - to niech nazywają. Stać mnie na ten luksus. Obdarowana jestem ponad miarę.
                    • ollaa86 Re: Dzisiaj... 27.02.11, 21:33
                      Margolko dziękuję Ci, że tu jesteś...
                      "Ranking strat"? Ja wierzę, że istnieje tylko taki, gdzie miarą jest uczucie Miłości. A nasza Miłość ogromna jak Wszechświat. Zaszczytem dla mnie byłoby stać w tym "rankingu" obok Ciebie w jednym szeregu :).
                      • tilia7 Re: Dzisiaj... 28.02.11, 00:28
                        Margolko,Ty nawet sobie chyba nie zdajesz sprawy,jak to jest ważne,że tu jesteś.Ja dzięki Tobie odzyskuję wiarę w ludzi.Wiarę w to,że trzeba pamiętac,że nawet po śmierci trzeba pielęgnowac przyjaźń,miłośc.Wiarę w to,że można byc wrażliwym człowiekiem.Lśnisz jak brylant najczystszej wody pamiętając o swojej Kwiatuszce,potwierdzając moją teorię,że nie "ranking" się liczy,tylo więź.
                        • margolka-and-more Re: Dzisiaj... 01.03.11, 00:29
                          :) Pozostaje mi tylko się cieszyć, że do czegoś mogę się tu przydać... Ale żadna w tym moja zasługa. Tylko Jej. Przez Nią tu jestem. I przy Niej odkryłam zupełnie inny wymiar przyjaźni, miłości, wierności i wzajemnej odpowiedzialności. I nadziei. Więc choćby wszyscy zwątpili, będę przy Niej. I choćby we mnie wszyscy zwątpili, będzie przy mnie. Z tego dziś cała moja siła i spokój. Pomimo wszystko.
                          • proy0311 Aniołek... 01.03.11, 22:15
                            ...we mnie dzisiaj ...padł...rażony wspomnieniem ust...których już nie pocałuję...nóg...których już nie pomasuję...mądrości z którą już się nie skonfrontuje...
                            KOCHANIEEEEEEEEEEEEE

                            I kiedy tu piszę ....ukojenie ...przebudzenie...

                            Ale było bez na dziej nie ( I tutaj słyszę jego ...już nie jest ...)To wszystko dziwne.
                            • proy0311 Re: Aniołek... 02.03.11, 10:52
                              Wracasz do mnie skarbie tak mocno realny w mojej pamięci...widzę jak po Ciebie wyjeżdżam...czuję jak cieszysz się ze spotkania...czuję jak tęsknisz...i ja tęsknię...Przede mną Piotr jeszcze tyle cierpienia...że i radości mówisz? ....bez Ciebie radość ? ...niemożliwe...najwyżej brak bólu...i miłość do tych co zostali...i lęk że ich tez porwie...ja chcę do Ciebie Piotr i chce też z nimi być...bo ile ich bólu gdyby...mi ...dało ulgę. Kochanie. Kochanie .Kochanie.Kochanie.
                              • tilia7 Re: Aniołek... 02.03.11, 18:55
                                "Wprawdzie nasze ciało żyje dalej, ale dusza prędzej czy później otrzymuje śmiertelny cios. Zbrodnia doskonała: nie wiemy, kto zamordował naszą radość życia, jaki był motyw morderstwa, ani gdzie są winni. "
                                Paulo Coelho

                                • proy0311 Re: Aniołek... 02.03.11, 18:58
                                  Wiem co ją ratuje...Lubię słowo Tilia.
                                  • proy0311 Piotr... 02.03.11, 19:38
                                    ..jest blisko tak blisko tak blisko że ból niewidzenia tylko serce rozrywa. Tak blisko czuje jego ciało...tak bardzo...wolałabym ...tak nie czuć...
                                    • proy0311 Sen... 05.03.11, 07:54
                                      ...jeszcze się dobrze nie obudzilam..jeszcze oczy sklejone...ale chcę Wam napisać o swoim snie...
                                      Czytałam wieczorem ..obłożyłam się książkami...Czym jest dusza....Nie lekajcie sie...Śmierć ostatni etap rozwoju...Spragnine dusze...
                                      ale czytalam tylko jedną Czym jest dusza ...i tam takie zdanie..."Kochać to znaczy powiedzieć drugiemu człowiekowi:nie umrzesz"Gabriel Marcel
                                      a jak ostatnio tęsknie to wiecie...
                                      I zasnęłam...że leże w swoim rodzinnym domu po poludniu a obok mnie Piotr...dotyka...patrzy i widzę w tym wzroku to co zawsze...miłość...i jestem taka spełniona...
                                      I siedzą blisko mama i siostra...i pytam : "Czy On tu jest ?" I one mówią , mama "Tak"
                                      Więc cieszę się , bo przecież wiem że umarł, więc" ożył mam go spowrotem " Więc chcę z nim wrócic do domu...i tu powstaje jakiś problem ...on smutnieje...Więc pytam je jeszcze raz..".Czy Wy go widzicie " Mama patrzy smutna na siostre i mówi do niej " Powiedz jej, tylko powiedz prawde..." Wtedy zrozumiałam...nie wrócę z nim do domu.
                                      Może naprawdę jest...może tylko muszę dojść...to był dobry sen...
                                      Pozdrawiam Was drogie moje cierpliwe towarzyszki...

                                      • margolka-and-more Re: Sen... 05.03.11, 18:17
                                        Oni też tęsknią. Nie chcą tego Nieba bez nas. Są z nami, tak jak mogą najbardziej... Dojdziemy. Spokojnie. Damy radę. Najgorsze już i tak za nami. Myślę.
                                        Może z pogranicza jestem Proy, nie wiem. Z miłości utkana jestem i z tęsknoty. Z duszy i ciała.
                • margolka-and-more Re: Dzisiaj... 26.02.11, 21:56
                  Światełko Twojemu Piotrowi (*)(*)(*). Niech je weźmie na drogę, którą rozświetli także Tobie. I tak idziecie razem, tyle że jedno górą, drugie doliną... Ale uśmiecha się do Ciebie!!!:)
                  • gama2003 Re: Dzisiaj... 27.02.11, 18:14
                    ,, I tak idziecie razem, tyle że jedno górą, drugie doliną...,,
                    - kolejny ciepły promyk, który zabieram z tego forum.
                    Piękne słowa, poruszająco piękne...
                    (*) dla Piotra
    • proy0311 8 marzec 08.03.11, 07:42
      ....liczę inaczej...nie dni nawet nie tygodnie...licze chwile...mniej piszę ...na szczęście wiecej rozmawiam...kiedyś musiałam pisać zeby przenieść obraz TWÓJ Piotrze w te inną rzeczywistośc..teraz juz tam troche CIĘ umiejscowiłam...dlatego łatwiej mi do Ciebie tam sie odwoływac.
      Jadę teraz na rekolekcje. Pełne milczenie. Kiedy to planowałam ...miesiace temu mowiłam że to będą trohe nasze wakacje...że się spotkamy. po to jade. jesli uda mi sie "spotkać" z Bogiem i w Niego Uwierzyc...tak bardziej troche niż teraz ...spotkam i uwierzę w...TAM

      Zabieram Was mili moi ...do zobaczenia...
      • gama2003 Re: 8 marzec 08.03.11, 14:51
        Przywieź trochę tej wiary do rozdawania na forum.
        Chętnie , bardzo chętnie skorzystam, bo ostatnio u mnie w tym temacie kiepsko....Zazdroszczę innym łaski ufności Bogu. I spokoju dla siebie uzbieraj. Do zobaczenia, będziemy czekać.
        • proy0311 Bólu... 21.03.11, 12:26
          ...co z tobą począć ?
          Zaprzeczyć Tobie?
          ...nie uda mi sie ...oby mi sie nie udało...jesli ci zaprzeczę ...schowam w szufladkę wypełżniesz w najmniej oczekiwanym momencie ...zaskoczysz...i ja nieprzygotowana...polegne....

          Uciec od ciebie?
          ...jest tyle powodów żeby biec...może pobiegnę...po ...wszystko jedno po co byle biec...ale gdy na chwilę przystanę ze zmeczenia zaatakujesz mnie z tyłu ...i powalisz...

          Pozwolić ci żądzic moim życiem ?
          Moje życie to byc może jedyne co mam i czym mogę sie dzielić...czy na pewno tylko z toba...?

          Chyba musimy nauczyć się byc obok siebie...idziesz ze mna...czasami pamietając o tobie jestem lepsza...czasami zapominam jak mnie zmieniłeś ...zapominam ze jestes ...szczególnie gdy sa z nami inni...ale gdy przez chwilę zostajemy sami a ja jestem zmęczona wydajesz sie taki olbrzymi jak dzisiaj...wtedy pozostaje mi odwołać sie do naszej wspólnej historii...żeby przypomniec sobie co mi pomaga z tobą żyć
          płacz-niestety o to coraz trudniej,wiara-czasami poddawana wielkim próbom,
          przypadeczki szczęsliwe-których autora widzę w moim Piotrze
          ,kochani i kochajacy mnie ludzie,
          i to że mogę zapalic światło, światło wiedzy o tobie-w swietle wszystko zdaje sie mniej grożne,
          i to że moge na ciebie spojrzec z róznych stron, czego ja nie zauważe dobre dusze tego forum mi podpowiedzą,
          i dobrze ze moge im o tobie mówić...

          A ty jestes cały czas taki sam, jestes bólem rozstania z moim ukochanym, tyle tylko że ucze sie z tobą istniec...
          • tilia7 Re: Bólu... 21.03.11, 13:11
            Próbuję oswoic.
            Wizualizuję sobie Ból jako wielkiego,brzydkiego,skudłaconego psa,którego nikt nie chce,nikt nie kocha,którego wszyscy się boją i nikt nie go nie lubi.Próbuję wzbudzic w sobie współczucie do niego,bo przecież nie wybrał sobie tego,czym jest.Próbuję zrozumiec,że przyszedł do mnie,żeby pomóc mi przeżyc tę stratę a nie po to,żeby robic mi krzywdę.Staram się pamiętac,że ból nie jest przyczyną,tylko konsekwencją,nie jest winny temu,co mnie spotkało.Że towarzyszy mi w tych chwilach,kiedy ja też jestem smutna i brzydka,i kiedy mnie takiej-tak jak i jego-nikt nie lubi.
            Masz rację Proy-jest za duży,żeby można go było "schowac do szuflady" i udawac,że go nie ma.
            Jest doskonałym tropicielem i sprawnym biegaczem-dogoni zawsze a czym szybciej uciekasz,tym szybciej biegnie za Tobą.A kiedy dopadnie to potrafi powalic na ziemię i dotkliwie pogryźc.
            Dlatego próbuję,usilnie choc nieudolnie,próbuję go jednak przygarnąc.Pozwalam,żeby do mnie podchodził. Wtedy widzę,że mi współczuje,że nie chce mnie skrzywdzic,że próbuje mnie chronic przede mną samą.Jesteśmy oboje jednakowo smutni,jednakowo samotni.Więc staram się go mimo wszystko przytulic-bez odrazy,bez strachu,bez gniewu.Odpowiada mi wtedy tym samym,przestaje warczec i gryźc,i patrzy na mnie spokojnie oczami...pełnymi bólu.
            Uczymy się razem życ.
    • proy0311 7 miesiecy 26.03.11, 11:36
      ...dzisiaj dokładnie mija siedem miesięcy. Mam ochotę nadać sobie medal odznaczenie za przeżycie . Przetrwanie. Wcale nie dlatego jak- bo byle jak -ale wogóle...
      A Ty kochanie czekasz ? Jesteś ? Dłuży Ci się ?
      Jeśliby tam nic...to chociaż odpocznę...ale może tam coś :)
      Jeśli poświecę resztę życia na dowiedzenie się to się dowiem ?
      Jeśli nic to się nie dowiem...Kocham Cię...póki życia ...kocham Cię i jesteś w moim sercu...
      i czasami nawet wydje mi się... taka poezja życia...promyk dla prozy... taki motylek znaczek zbieg przypadek taki twój usmiech ...tak to widzę...
      • ollaa86 Re: 7 miesiecy 26.03.11, 19:58
        Proy, tak sobie myślę, że jeśli są (a przecież SĄ :)), to czekają i tęsknią. Ale nie jest Im chyba tak smutno jak nam, bo wiedzą, że to tylko na chwilę. Bo wiedzą, że śmierć to nie koniec, że jeszcze nasze dłonie się spotkają, że spojrzymy jeszcze sobie w oczy...
        Mam nadzieję, że dostaniemy od nich jeszcze wiele uśmiechów, by przetrwać... by dotrwać... :)
      • gama2003 Re: 7 miesiecy 26.03.11, 22:03
        Przytulam Cię Proy.....
        ze ściśniętym gardłem i brakiem słów.
        Życzę Ci, nieporadnie, żeby zaczęło być trochę lżej, choć ciut, o ten właśnie znak, znaczek....o dobry sen.
        Światełko dla Twojego P. (*), niech otoczy Cię z nieba promieniami słońca i pomoże dalej być.
        • proy0311 C.S.Lewis " Smutek" 29.03.11, 19:13
          Dziękuje Wam dziewczynki za przytulenia.
          Właśnie sobie przeczytałam wyżej wzmiankowaną książkę.
          Jednym słowem napisane przez człowieka w żałobie po stracie żony " Wiem że nic nie wiem i chylę przed tym czoła z olbrzymią nadzieją prawie wiara że to ma sens i że będzie przepięknie choć całkiem inaczej i nie wiadomo jak "

          Takie tam.
          Ale mi odpowiada. Ustawia we właściwym porządku.

          I odpowiada mi opis żałoby jako procesu ale nie w linii trochę w kole ale jakby w spirali z pytaniem w dół ? w górę ?
          Lubię pytania. Nieśmiałe odpowiedzi. Pokorę. Może dlatego że we mnie jej mało :):)

          Kochać Piotra i przecież nie tylko Piotra...zawsze .
          Pozdrawiam Was drogie moje tęskniące kochające miłością dotąd nieznaną...
          Przytulam Wszystkie drogie moje kochające.
          W bólu i miłości wzrastające...
    • proy0311 Prowadzi... 01.05.11, 10:48
      www.youtube.com/watch?v=GqNWEI7rNoA
      Prowadzi mnie ...Piotr ? Zdarzają się rzeczy, sytuacje ...jak np ta ...przypadkiem trafiŁam na piosenkę...
      A tuż przedtem w oknie przez które patrzę widziaŁam żywy obraz piękny...
      Ramy okienne niczym ramy obrazu a pośrodku w oddali latająca grupa ptaków...
      gdy byŁy w locie przechylone w moją stronę na niebie widziaŁam ich piękne sylwetki na tle nieba
      a gdy leciaŁy w linii mojego wzroku widziaŁam tylko bŁękit nieba, stawaŁy się niewidoczne.
      To byŁ piękny spektakl...piękny...
      Obraz zmieniaŁ się w ten sposób przez Ładnych kilka minut. StawaŁy się widoczne i niewidoczne na zmianę. TrwaŁo to tak dŁugo że moja refleksja zdążyŁa się pojawić ,zachwycić, wywoŁać we mnie olbrzymie wzruszenie...

      A dla mnie wiecznego niedowiarka przesŁanie ...jest ...JEST to czego czasem nie widzisz, to jest ...Ja Bóg Jestem...my anioŁowie...ja Piotr...ja Twoja dusza...jesteśmy...
      • gama2003 Re: Prowadzi... 03.05.11, 18:52
        Proy, tak bym chciała zobaczyć i uwierzyć.
        Żyję pomału, niby normalnie.Ale chwilami film się cofa i widzę to co wypierałam, żeby przetrwac pierwsze chwile po......
        Boli wtedy jak bolało na początku.Uciekam przed wspomnieniami - po, ale odkopuję z niepamięci te - przed.......

        A potem.Na drzewie siedzi kawka.
        Myślę, jak na mnie spojrzysz to jesteś listem.
        Spojrzała. Długo. Ja i dziki zmarznięty ptak.
        Między nami szyba. Zmieniła gałąź i znowu patrzy.Tak jakoś po ludzku.
        Może to nic. A może coś, co mi na chwilę pomogło.
        Bo normalnie, kiedy staję w oknie to kawki robią fruuuuuuuuuu...jak mówi mój syn.
        Może to była bardzo odważna kawka, a może taki usmiech dla mnie.

    • agalt Re: Do Proy 04.06.11, 18:59
      Gdzieś się zapodziałaś, zniknęłaś...
      Odezwij się, Proy...
      • proy0311 Moja rodzino dziwna droga.... 08.06.11, 17:12
        ...moi Wy. Czuję się jakby mnie ktoś po paluchach rąk pobił gdy trzymałam nimi skrawka ziemskiego dachu...nieba.Wyglądałam...Piotrka mi tam gdzieś porwało...
        Patrzyłam tam wyszukiwałam a życie jakoś pełzło.
        Machałam tymi nogami na dole bez użycia głowy ale jakoś się udawało...
        Później " zbiegami okoliczności " ćwiczenie ducha i ciała...jakoś tak mnie od dołu na ziemię ciągnięto ale jeszcze czułam że ktoś pozwala mi końcówkami palców trzymać się nieba i tam Piotra wypatrywać...
        Koniec taryfy ulgowej. Dostałam po łapkach..." spadaj , to nie dla Ciebie'" Jakoś tak Niebo i Ziemia się zmówiły.
        Mam wrażenie jakby Piotrek o tym palców od nieba odrywaniu nie tylko wiedział ale i sam w tym uczestniczył a teraz spogląda czy nie za wcześnie...czy sobie radzę...dopiero teraz mam wrażenie jakby role nasze się zmieniły...teraz to jemu mnie żal...
        Spadłam i leżę. Chcecie to mnie macie ale i tak nic nie dam rady począć.
        Bez Piotrka fizycznej obecności nie umiem. Nie mogę. Nic nie znaczę.
        A może nie chcę nic znaczyć . A może po prostu jestem leniem.

        Tak właśnie.
        Dwa światy.
        W tym tak trudno mi sobie radzić...bez mojej podpory...
        Pozwolić odejść...jakiś taki etap miał przyjść ...no i chyba przychodzi...bo coraz bardziej czuję że Piotr odchodzi...nikt nie pyta mnie czy pozwalam.
        Wcale nie pozwalam. ..ale nie sposób nie zauważyć że w codziennej harówce nie mam pomocy...nie spojrzy...spojrzeniem siły nie doda.Pracy na komputerze nie napisze.
        26 maja w Dzień Matki minęło dokładnie 9 miesięcy odkąd nie ma Piotra...
        • ollaa86 Re: Moja rodzino dziwna droga.... 08.06.11, 18:31
          Dobrze, że jesteś :)
    • proy0311 Chyba coś.... 12.06.11, 10:17
      ...poszło nie tak.
      witaj Oleńko. Często myślę o Tobie...
      Że u mnie coś nie tak ...sądzę po tym między innymi że...choć zawsze tu zaglądałam...nie pisałam...żeby nie wracać...
      Przy maleńkiej uldze ...gdy choć przez chwilę mogłam myśleć i robić coś innego niż tęsknić i rozpaczać...schowałam tę rozpacz i tęsknotę za głęboko.
      Wyszła teraz. Kiedy naprawdę potrzebuję siły do nauki i wytężonej pracy umysłowej okazuje się że tam w tym umyśle gdy go uruchamiam siedzi głęboko rozpacz i tęsknota .Tym bardziej że od czerwca 4 przesuwa mi się w głowie ten najtrudniejszy film...rok temu od 4 najpierw była wielka nadzieja ...sukces...a potem od lipca...KOSZMAR....ja nie wiem jak to przeżyć...chciałabym zasnąć i obudzić się ...najlepiej na koniec życia...tegoroczne wakacje to dla mnie absolutny koszmar ....
      Pozdrawiam Was wszystkich....będę tu częściej zaglądać w najbliższym czasie w poszukiwaniu siły do życia...do walki...
      pomogliście mi wiele razy swoją obecnością ...Pokazywaniem swojej zranionej miłości...powrotami do niej...Pomnik miłości...będę tu przychodzić...
      Ja swoją chciałam chyba zakopać głęboko w sobie...zaprzeczyć jej ...żeby nie bolało..
      sama nie wiem...przeintelektualizowane to wszystko ...inaczej nie umiem...to ja...
      Właśnie zakwitły róże...pięknie...Piotr ich jeszcze nie widział...w zeszłym roku posadzone a on wtedy właśnie gdy kwitły był już w szpitalu...
      Jak boli...jak bardzo boli...
      • tilia7 Re: Chyba coś.... 12.06.11, 13:08
        Trzymaj się Proy,ten okres w pobliżu rocznicy jest strasznie trudny,ale staraj się nie uciec,przeżyc świadomie.Staraj się byc przy sobie i przy Piotrze.
        Przytulam Cię mocno i życzę,aby starczyło Ci sił
        • gama2003 Re: Chyba coś.... 13.06.11, 19:55
          Proy, bywam tu teraz rzadko, pokitwasiło mi się w innych sprawach w życiu i znowu resztką sił pazurami wydrapuję się z dna....Dużo Ci dobra zawdzięczam i jeśli mogę choć trochę tego oddać by było Ci lżej to bierz ile uniesiesz.Tez upchnęłam ból i tęsknotę głęboko, bo musiałam ...
          Kurcze, jak ciężko.....
          • proy0311 tylko... 13.06.11, 23:04
            ...do codzienności ból tęsknoty nam dodano i spotkanie twarzą w twarz ze skończonością.
            Przez chwilę za sprawą skostnienia w bólu sprawy codzienne zeszły na dalszy plan ale dociera do mnie od pewnego czasu że ludzie ...i ja ...w swojej codzienności są czasami okropnie utrudzeni.
            Piotr i ja. Gdyby zdarzyło się nam ...jakieś nieszczęście z dzieckiem...rozwaliłabym nasze małżeństwo...mimo że tak Piotra kochałam i kocham...chyba że On ze swoją mądrością by mi nie dał...ale silna jestem...mogłabym go zwyciężyć...
            Codzienność czy by mi go nie zabrała ? nie wiem. Nie sprawdzę...
            Wczoraj zdarzyło mi się coś okropnego...przez chwilę ...poczułam jak zmienił mi się świat przez cierpienie...stanowczo wzrosła empatia...stanowczo nie potrzebuję udowadniać że jest super w moim życiu bo potrafię je sobie ułożyć...nie ranię przez to innych ludzi ale inni też mnie nie ranią nie są w stanie mówiąc o swoich sukcesach ...bo ja już wiem...chwilką jest nasze życie...
            to nie znaczy że się nie staram...ale motywacja inna spięcia nie ma oczekiwania inne...tylko Piotr mnie tej doświadczonej i trochę lepszej nie zna...to boli...
            Pozdrawiam Cię Gama :) Dziekuję i niosę jak tarczę Ciebie ...i ....Dziękuję.

            • proy0311 Bagażnik... 18.06.11, 18:13
              ...tylko tyle. Będzie mąż Twojej siostry na moja prośbę przykręcał bagażnik do samochodu. Tylko tyle...że to nie będziesz Ty...nie poprosisz o pomoc grzecznie jak zawsze , nie będziesz dziękował za mój niewielki wysiłek z wdzięcznością taka jakbym dla Ciebie góry przeniosła. W tym podziękowaniu było uczucie pewności że zawsze i we wszystkim Ci pomogę...za to dziękowałeś...i co ? Nie udało mi się Ciebie uratować...to najważniejsze nam się nie udało.
              Kocham Cię ...i boli...
              • gama2003 Re: Bagażnik... 18.06.11, 18:25
                Bo brakuje nam Ich do tańca i różańca, do płaczu w objęciach i do smiechu do łez.
                Nie zliczę ile takich chwil kalekich było już... ile udawania, że jest ok.
                Czy sa ludzie mocniejsi w żałobie? Pytam sama siebie o to czasami.Bo przecież znam ludzi po wielkich Stratach i żyją pełnią życia. Chyba ,że tez nie widzę wszystkiego......
                U mnie sypie sie wszystko, tak jakby steru zabrakło...zdrowie, ważne sprawy.
                Taka lawina złych zdarzeń.....a ja w jej nurcie......
                Skąd brać siły po raz kolejny............
                • proy0311 Re: Bagażnik... 18.06.11, 21:11
                  Siły brać z miłości. To jedyne źródło naprawdę żywe i działające cuda. Tylko jak tego źródła dotknąć w tej sytuacji . Jak ?
                  Nauczona jestem strat. Życie moje w dużej części składało się ze strat. Zanim poznałam Piotra też. Z czego ja wtedy czerpałam siły ? Nie wiem . Czytam swoje pamiętniki z tego okresu.
                  I rzeczywiście na początku po stracie było bardzo źle...ale potem byłam jakaś mocniejsza ...bogatsza...taką poznał mnie Piotr...czy jest nadzieja ? Że teraz...
                  Że wskrzesić się uda natchnienie do życia ...
                  Tak, utraciłam poczucie kontroli , stania przy sterze, utraciłam poczucie że mam wybór, że ode mnie zależy...z drugiej strony nie wiem czy utraciłam...czy od steru odeszłam bo nie bardzo wiem dokąd i po co w tym chaosie ...
                  • gama2003 Re: Bagażnik... 19.06.11, 11:33
                    Miłość.Chyba tylko ona mi została, tylko albo - aż....
                    Nie odeszła na krok, chociaż Tatę rozwiał mi wiatr.
                    Wiem co się dzieje, tak na zimno myśląc- wiem.
                    Nie dałam i nie daję upustu żałobie więc organizm mi siada.
                    Bo przecież gdzieś ten ból musi znależć ujście.
                    A ja co chwilę panikuję,że to początek końca.Mojego.
                    A wiem,że potrafię cieszyć się tym dziecięcym zachwytem, tę zdolnośc zachowałam i za tym tęsknię. Boli brak kontroli. Nad dzisiaj, nad jutrem. Jutro zaskakuje najczęściej niemile, dokłada zmartwień. Boję się tego jutra i następnego.Boję się planować bo nieśmiało próbowałam i skończyło się najgorzej jak mogło....
                    Mam uczucie uderzania głową w kolejne zamknięte drzwi, raz za razem.....
                    Ja teraz to sam strach.Taki samotny strach.
                    • margolka-and-more Re: Bagażnik... 19.06.11, 18:25
                      678 dni i nie przestaję ufać, że choćby nie wiem co, nie opuści ani na krok. Boję się, strasznie się boję, ale wstaję i idę dalej. Bo moja pustynia wbrew pozorom już nie bezludna. A pamiętam, jak bezludną była zanim...
                      Dziś 2 lata po filiżankach. Ty wiesz, co co chodzi, kochana:)
                  • tilia7 Re: Bagażnik... 19.06.11, 19:18
                    Miłośc jest źródłem siły i światłem w ciemności.To widzę dokładnie.Idę tą drogą 2 lata,2 miesiące i 19 dni-wszystko zniknęło,spłonęło na popiół,rozmyło się w nicości.Nawet ja sama zniknęłam.Miłośc została.
                    I czym bardziej widzę marnośc i nicośc świata,tym ona jaśniej i czyściej lśni w moim sercu.
                    • bea1024 Re: Bagażnik... 19.06.11, 20:52
                      Pieknie powiedziane.Wszystko przemija w tym zyciu a milosc trwa wiecznie....
    • proy0311 ...:) 12.06.11, 22:57
      Dzięki
    • proy0311 Ewa... 23.06.11, 16:44
      ...MÓWIĘ CI JA STĄD NIE WYJDĘ !!!
      plus lęk plus przerażenie...i ja owa Ewa która nic nie może.
      Kochanie tak bardzo chciałabym żebyś przyszedł na chwilę i powiedział że choć trochę
      choć trochę było Ci ze mną lżej...czekałeś nie umarłeś bez mojej obecności...czy choć trochę pomogłam Ci przejść ? Czy choć odrobinę było lżej...czy cię nie zawiodłam...

      Kocham mojego Piotra bardzo bardzo bardzo ale wiesz Mała samotność jest straszna...dopadają demony i tak trudno się przed nimi bronic...tak trudno...
      Poza demonami
      Moje dzieci...szczególnie córka ...bardzo bardzo się pogubiły...nie umiem pomóc...autodestrukcja...modlę się do Boga ...tego który już raz zawiódł...bez nadziei się modlę ...żeby sobie ulżyć...średnio pomaga....

      Dlaczego to nie ja umarłam...ja bałabym się mniej...nie byłam...nie jestem tak do tego życia przywiązana...
      Co w takiej sytuacji zrobi moja córka...

      Nie nie myślę o przyśpieszaniu przejścia albo końca jak kto woli...ale oczekuję niecierpliwie starając się godnie dożyć...
      dziecko ma demony ...gorsze od moich...autodestrukcja jako sposób niemyślenia...stłumienia ...a to tylko przyciąga kolejne demony...

      Nie umiem jej chronić...a czasem podpowiadam nowe demoniczne strachy...

      Mała...samotność jest straszna....a Twój Tata jak my wszyscy jest tutaj tylko gościem...
      My wszyscy ...taka średnio udana impreza...szczęśliwi którzy wierzą że jest coś jeszcze...i wiarą się dziela...
      • gama2003 Re: Ewa... 24.06.11, 12:04
        Proy, przytulam mocno,Proy.
        To takie przykre widzieć jak miotasz się jak motyl przykryty szklanką.
        Mowa ludzka ma słów za mało, żeby cos mądrego napisać w tym temacie.
        Szczęsliwi, którzy wierzą...
        Szczęście...
        Szczęśliwym się nie jest, szczęśliwym się bywa...
        Bywa, że wierzę. Proy, ja wiem, że z jakiegoś powodu mój tata nie chciał odejść przy nas.
        Jestem tego pewna. I tak się stało. Twój Piotr wybrał inaczej. I tak się stało.
        Taki był Ich wybór. Tak chcieli. Tego jestem pewna. Musieli już iść, ale wybrali - kiedy. Ta ostatnia minuta należała do Nich.
        Proy droga, nie zawiodłaś i nie zawodzisz teraz. Jesteś okaleczona, ale z miłości nie odpadł nawet okruszek. Miotamy się w żałobie czasem raniąc siebie i innych na oślep.
        Gdybym umiała Ci pomóc...
        Wczoraj mama rozmawiała z przypadkowo spotkaną panią.
        Znają się z widzenia niby.Ta pani też owdowiała.16 lat temu.
        I tak dwie wdowy porozmawiały do syta.
        Że czas nie leczy a uspokaja.Ta pani powiedziała,- ,,on jest, z każdym rokiem coraz bardziej jest...i ta obecność daje spokój....,, Oby.
        Dla Ciebie, mojej mamy, dla nas wszystkich- oby.
        Oby ten spokój w głowie nadszedł. Dał spokój w życiu.
        Uspokoił demony, dał cierpliwość i zamienił tęsknotę w spokojne czekanie.
        • proy0311 Re: Ewa... 25.06.11, 17:45
          Dziękuje Gama.
          • proy0311 historia... 12.08.11, 18:06
            ...tu zapisana.
            MyślaŁam że warto ją pisać dla siebie samej dla pamięci możliwosci powrotu...
            Nieprawda...
            Nie wracam do żadnego z tych wpisów...cieszę się że są ...że zapisaŁam...ale nie wracam...

            Pracuję na swoją historię...
            Stanę się historią ....
            Czyjąś historią...
            Na jakiś czas...

            PomyslaŁam sobie że mam ochotę wielką Was wszystkich gorąco pozdrowić ...co niniejszym czynię...

            Na początku jakoś zadaŁam Wam pytanie na jak dŁugo będę miaŁa prawo do tych stron...
            Jakbym się baŁa że ktoś mi to prawo odbierze...
            Nie przypuszczaŁam że to ja...stworzę dystans do tych swoich uczuć...
            Nie ucieczkę...dystans...
            Jak to poszŁo...

            Na początek pisaŁam tutaj organizując swoją gŁowę po tym katakliżmie ...na nowo...

            Potem inne forum...już same w zasadzie wdowy...jakbym sprawdzaŁa czy w gŁowach innych to samo i mówiąc o sobie ...staraŁa się przekonać że moja droga cierpienia...że dobrze idę...
            że dobrze się w tej gŁowie ukŁada...

            Teraz ...ciągle droga...tylko może trochę jakbym patrzyŁa bardziej do przodu niż do tyŁu...
            Jakbym przedtem...szukaŁa zagubionego...dokąd trafiŁ...gdzie się podziaŁ...a teraz ...sama równie intensywnie patrzę dokąd idę...
            To to samo pytanie...ciągle na pograniczu tutaj i tam...

            Pozdrawiam Was :} I bardzo bardzo dziękuję za SĄ :}
            • gama2003 Re: historia... 16.08.11, 19:43
              Pozdrawiam Cię ciepło...
              Też nie umiem czytać swoich starych wpisów, moja żałoba zatacza koła, czasem idę do przodu, czasem wracam do punktu wyjścia, czasem na chwilę, czasem na dłużej......
              Myślę, że dla pozadomowego otoczenia radzę sobie.
              Dla domowników- radzę sobie.
              Dla mnie- nie, nie radzę sobie i wolę nie myśleć.
              Nie mam z kim pogadać o dziwnym procesie jaki dzieje mi się w środku.
              Chciałabym mieć. Wiem,że na forum niby mogę, ale nie chcę, gdy przyjdzie potrzeba porozpaczać, usłyszeć,że za długo, że coś nie tak.
              Bo nadal mam rozpacz w sobie. Tęsknię przeogromnie. Do scisku serca.Nie wierzę,że kiedykolwiek przestanę czuć tę tęsknotę. Nie smutek nawet- tęsknotę....
              Ale i umiem z usmiechem wspominać tatę, śmieszne wydarzenia, rozmowy.
              To chyba ten krok naprzód.
              A dziesieć w tył kiedy usłyszę podobny głos albo głupol we mnie odruchowo chce do niego zadzwonić.
              Pozdrawiam. I przytulam. I nadal się od Ciebie uczę.
              • proy0311 Re: historia... 17.08.11, 09:52
                Witaj Gama :}
                CzekaŁam na Ciebie :}
                Uczyć ode mnie...droga moja ...
                Czuję się jak stworzenie z zaŁożenia dwunożne...brodzące w tym życiu PO...
                na czworakach umorusana życiowymi koniecznościami...
                Pewnie zawsze tak byŁo ale spojrzenie w oczy kochanego mądrego czŁowieka pozwalaŁo ulec wrażeniu że życie...w ogóle...że moje życie ma sens...że jestem...jesteśmy...czymś więcej niż jesteśmy...
                Staram się dla innych pamiętać jak wtedy sie czuŁam...i im dać nadzieję że tak można...
                dzieciom nie zabierać nadziei...
                Pomaga mi w tym spoglądanie na motyle :} MOTYLKI ludzkie...i braterstwo podobnie umorusanych ...świadomych ludzików PO...

                Pozdrawiam...

                • gama2003 Re: historia... 17.08.11, 12:08
                  Ale mi wzruszająco miło, że czekałaś ...bywałam na forum, ale nie umiałam zabrać głosu.
                  Niemoc jakaś i uciekanie przed nazywaniem tego co czuję.
                  Motyle- byłam w tym roku w wakacyjnych plenerach i jeden taki trzykrotnie na mnie siadał a potem robił ogromne kółko w przestworzach. Siadał na mojej stopie i potem fru, i tak trzy razy...A potem siedział blisko chyba ze 3 godziny.
                  A ja do niego gadałam ( sama byłam...)..................Co sobie myślałam? Wiadomo....

                  Teraz 15-ego minęło 8 miesięcy, a ja tego dnia rozkleiłam się mocniej .
                  Boli mnie żałoba mojego dziecka- teraz do niego dociera mocniej i teraz otwarcie cierpi.
                  Rozpaczliwie się buntuje i bywa ciężko.
                  Brakuje nam tego kochanego gaduły, rozdającego miłość swoim czasem dla nas.
                  Tak było bezpiecznie mieć Go obok.....Tak było normalnie.

                  Pozdrawiam, może faktycznie kiedyś będzie lżej.
                  Teraz łatwiej zmienic temat myślom, może kiedyś uda się przed tymi myślami nie uciekać.
                  • proy0311 Pustka 23.01.12, 17:10
                    ...jak miesiące niepisania tutaj...czy ona kiedyś minie....?
                    Wolałabym złość...

                    Nauczyliśmy się z dziećmi ze sobą być...myślę że Piotr byłby z nas dumny...dojrzeliśmy ...zmądrzeliśmy...tyle tylko ...że strasznie ciężko...tak bez chwili wytchnienia odpowiadać za Wszystko bez niego...
                    Czasami mam nadzieję że jakoś pomaga...chciałabym wierzyć że prowadzi tę naszą rodzinę razem ze mną...bardzo bym chciała...:)
                    • gama2003 Re: Pustka 14.12.15, 20:03
                      Przytulam, stchórzyłam i nie umiałam tutaj bywać , ale jesteś w mojej pamięci i gorąco trzymam za Ciebie kciuki. Bardzo Ci dziękuję za wszystkie dobre słowa zaraz po moim PO.
                      Jesteś absolutnie Wyjątkowa i masz we mnie dłużniczkę. Dziękuję i ślę najlepsze fluidy, niech Ci się wiedzie, niech Cię spotka coś najlepszego.
                      Gama
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka