09.10.10, 21:51
Kochana Proy,
Przepraszam, że odpowiadam tutaj, ale bardzo chciałabym, żeby w wątku naszych światełek tylko milość...
Więc jest tak: są na tym świecie rzeczy ważne i te mniej istotne, które tylko zaprzątaja naszą uwage w drodze. Mój Jaś pisał kiedyś, że nie pownniśmy sobie zaprzatac głowy podłościa innych ludzi. To ich problem i oni kiedys będa musieli sie z nim zmierzyć i z niego rozliczyć. Trzeba byc w zgodzie z własnym sumieniem i pozwolić innym byc w zgodzie z ich sumieniami.
Co do postu lili, to byc moze jestem idiotką? Ale przynajmniej dobrze jej zyczyłam i nie zrobiłam niczego, żeby jej zaszkodzić. Moje rady mogły nie byc dobre. Ale nie pisałam, że ma się właśnie do nich zastosować. Jak boli Cię ząb czy wyrostek, to nie idziesz do sąsiada, który jest glazurkarzem, tylko szukasz pomocy specjalisty. Na forum może odpowiedziec Ci każdy i istnieje ryzyko, że posłuchasz właśnie rady idioty.
Pozdrawiam Cie serdecznie
Obserwuj wątek
    • proy0311 Re: Do Proy 09.10.10, 22:13
      :) NO to przestane plakac. . . już znam jeden powod dla którego kochałaś swojego Jasia. Poslucham Jego rady. . . wierzę ze gdzieś w tym wszechświecie są . . . że to jeszcze nie koniec naszej miłości. . . że nawet jeśli umre jako 80 cio letnia bezzębna staruszka Piotr wyjdzie mi naprzeciw na tych swoich 38 letnich nogach i powie . . .moje kochanie. . . i nawet nie bedę musiała patrzeć w jego oczy żeby wiedzieć że kocha. Mam szczęscie pracować z dobrymi kobietkami...wieczorem podczas dyżuru powiedziałam jednej z nich że od kilku minut czuję tak ogromną tęsknotę za jego przytuleniem że nie wytrzymam . . .ona zamiast spojrzec na mnie współczująco uśmiechnęła się jakoś tak radośnie. Spojrzałam zdziwiona a ona powiedziała :<< Widzi pani !!! tak się pani kiedyś zastanawiała czy on tu jest ,A dlaczego niby czuje pani że chce się do niego przytulic ? bo on tu jest, tylko nie moze pani przytulić.>>I o dziwo od tego czasu nawet lubię tę tęsknotę za jego ciepłem. Uwierzyłam jej. On tu jest.
        • proy0311 Re: Do Proy 09.10.10, 22:31
          Mój mail proy0311@tlen.pl. Ile w zyciu trzeba siły... ilu ludzi ...żeby przejść...nie upaść albo wstać gdy się upadnie...
          • agalt Re: Do Proy 09.10.10, 22:44
            Myslałam, że masz gazetowego lub gmaila. Ale juz poszedł na tlen.

            "Zaprawdę godnym i sprawiedliwym,
            słusznym i zbawiennym jest
            iść i padać,
            z padłych wstawać..."
            Ważne tylko, żeby wstawać, żeby nie padac na darmo...
          • tilia7 Re: Do Proy 09.10.10, 23:12
            Pewnie,że są.Jakżeby Ich mogło nie być,kiedy Ich kochamy?

            Przeczytałam ostatnio coś co mi się bardzo spodobało.Że na Sądzie Ostatecznym nikt nie będzie nas rozliczał z grzechów,nikt nie spyta co zrobiliśmy złego.Zostaniemy spytani tylko o to,co zrobiliśmy dobrego.Tam liczy się tylko szeroko pojęta miłość,tylko ona i zupełnie nic więcej.Miłość do mężczyzny,do dzieci,do rodziny,do zwierząt,do bliźnich,do świata,do Boga,do siebie samej.Bóg powie tylko:"Opowiedz mi,jak kochałaś".I wtedy będziemy mogły powiedzieć o tym,że starałyśmy się pomóc dobrą radą jakiejś dziewczynie na forum,bo jej współczułyśmy.I Boga raczej nie będzie obchodzić,czy ona to doceniła,tylko to,co myśmy chciały...
              • proy0311 Re: a może tak? 10.10.10, 22:54
                A ja ...jakoś tak ciągle chciałabym mówić ...wiecie...to dopiero 46 dzień. Miałam wolną sobotę i...myślałam że dam radę zrobić trochę porządku z rzeczami...bo póki co ...codziennie rano zastanawiam się czy mam czyste rzeczy do ubrania dla siebie i syna...wyrzuciłam wszystko z szafy...i leży...do teraz ...a ja uciekłam z domu ...nie jestem w stanie dotykać ubrań Piotra bez łez i natrętnego pytania ...jak to nie ma ???Poszłam na obiad do rodziców Piotra , była jego siostra z mężem i dziećmi...a gdzie on. jak to nie ma ???Wychodziliśmy z synem od teściów ...a gdzie Piotr ,jak to nie ma ???W odruchu samoobrony przed koszmarnym bólem przemknął przez głowę pomysł ...uciec setki kilometrów stąd ...udawać że tego wszystkiego nie było zacząć od nowa. .. wymazać wszystko z pamięci. Wyszliśmy z synem i...nie mogliśmy jechać do domu bez Piotra. Więc jeżdziliśmy po ulicach miasta...trafiliśmy do kawiarni w której byłam z Piotrem tuż po tym jak on będąc w bardzo dobrym stanie dowiedział się że nosi w sobie coś co zagraża jego życiu. Byliśmy z tym razem. jakie to trudne bycie z pełną świadomościa...Kiedy tam dzisiaj weszłam ...serce chciało stanąć...nie stanęło. Przyszla córka ze swoim nowym kolegą. Mogłam przy nich mówic co czuję. Zastanawiałam się czy kolega podobałby się Piotrowi...myślę że tak. Mam nadzieję że go widzi :((wyszliśmy i słychać było jak grupa ludzi pod pomnikiem Jana Pawła śpiewa Barkę ...Pan kiedyś stanął....szliśmy nuciliśmy...i kiedy wsiadaliśmy do samochodu ksiądz błogosławił zebranych...a kiedy odjeżdzaliśmy..słychać było jak zebrani tam ludzie śpiewali...Bóg sam wystarczy..Bóg sam wystarczy...To wszystko nie mógł być przypadek ...to wszystko tak prowadzi...ale nie zmniejsza bólu...Rano o 10 była Msza św za Piotra od naszej wspólnej koleżanki...po Mszy św rozmawiałam z nią ...i ona powiedziała ...oceniając moje dotychczasowe życie ...przecież Bóg Ci zawsze błogosławił...o tak...czułam to...nie moglam nie czuć ...ale jakie błogosławieństwo jest w tym bólu w tym doświadczeniu...tego nie pojmuję ...tego nie pojmę...wręcz czuję się winna temu co stało się z Piotrem ...bo tuż przed tym jak sobie zdiagnozował chorobę ...moja myśl poszybowała do Pana o treści...Prowadż nasze życie tak zeby było dobrze... a była to myśl jako wniosek po zauważeniu że dotychczasowe zycie było po ludzku bardzo dobre i że z czym ja w przyszłości przed sąd Boży.. no i mam...odpowiedż przyszła szybko...nie wiem co o tym wszystkim myślec....zawieszam się.Jeśli po tamtej stronie mam odpowiadać na pytanie jak kochałam...to niech proszę Pan powie mi po tej stronie ...jak ja mam kochać Piotra na taką odległość na takie oddzielenie. jak mam czuć że on mnie kocha . Bez tego nie umiem żyć...nie umiem...Odmawiam codziennie w godzinę Piotra śmierci Koronkę do Miłośerdzia Bożego. Robię to właśnie o tej godzinie 14 25 po to zeby Piotr wiedział że to Dla Niego Bo Go Kocham...i wiecie co w tej chwili dosłownie widzę jak Piotr się uśmiecha i mówi Wiem.Ja chyba..oszaleję .Przepraszam za to długie pisanie.
                    • tilia7 Re: a może tak? 11.10.10, 11:20
                      Proy,przede wszystkim nigdy nie przepraszaj,że piszesz-po to jest to forum,więc pisz ile możesz,ile musisz,ile chcesz,o wszystkim,o czym potrzebujesz pisac.Na peweno ktoś przeczyta,na pewno ktoś zrozumie,na pewno ktoś-jak ja przed chwilą-odnajdzie w Twoich słowach własne przeżycia i odczucia.
                      U mnie kilka dni temu minęło półtora roku.Pytanie :"Jak to nie żyje?" jest nadal świeże,nadal nie ma na nie ŻADNEJ odpowiedzi.To jest nie do pojęcia,nie do przyjęcia,nie do zrozumienia.Co ja Ci mogę napisac dobrego?Będzie bolało,będzie jeszcze bardzo długo bardzo bolało i nie wiadomo,czy kiedykolwiek przejdzie.Rozum będzie szukała odpowiedzi zgodnych z logiką-aż padnie wyczerpany-ale to potrwa.Wtedy posłuchasz uczuc i przyjdzie taki moment,kiedy poczujesz,że Miłośc została,nie tylkko została,ale że się wzmocniła jeszcze i lśni jak najpiękniejszy diament,jasnym,ciepłym światłem.
                      Przytulam Cię mocno
                      • proy0311 Re: a może tak? 11.10.10, 17:09
                        Czytam Was po wielokroć i...myślalam...miałam nadzieję...że pisane tu po roku teksty...minąl rok i jest gorzej...to wyraz słabości poszczególnych osób ...że ja jestem silna ...i że przy pomocy tego forum z tak dużą wiedzą tu zawartą dam radę jakoś tak mniej boleśnie. I jak ogromne było moje zdziwienie dzisiaj gdy w pracy ...ni stąd ni zowąd...jak grom z jasnego nieba padło na mnie uczucie koszmarnej pustki i tęsknoty. W chwili kiedy rozmawiałam kiedy teoretycznie mój umysł był zajęty. ..jakby coś próbowało wessać moje serce...Nie umiem tego nawet opisać ale to było tak fizycznie odczuwalne że ..myślalam że umrę. Zaszyłam się w kącie sięgnęłam po zeszyt (już drugi) w którym codziennie piszę do Piotra i po kilku zdaniach zaczęlo odpuszczać.To doświadczenie każe mi spojrzeć z wielką pokorą na wlasne możliwości. Przejście ukochanej osoby na tamtą stronę to doświadczanie uczuć o których nie miałam pojęcia. O których nie da się powiedzieć. To naprawdę wielka tajemnica.( wielkie ukłony dla tych którzy potrafią to oddać w słowach,jeszcze pięknie ułożonych w wiersz) A przed tym uczuciem miałam najdłuższą przerwę w rozmowie z Piotrem.Mam wrażenie że się o tę rozmowę upomiał. I nie piszę tego w przenośni. krótko po jego śmierci mialam wrażenie ze nie chce moich deklaracji miłości o wierności juz nie mówiąc , jakby nie chciał mnie po swojej śmierci wiązać, jakby chciał dać mi wolnośc. wtedy powiedziałam mu że nie z nim w tej sprawie rozmawiam nie pytam go o zdanie , że tak jak przyrzekaliśmy przed Panem tak i Pan niech będzie naszym świadkiem ...i wtedy zobaczyłam że się uśmiechnąl. Jakbyśmy weszli na nowy poziom relacji. Naprawde nie wiem czy juz się o siebie bać :) :( mam wrażenie ze w testach na zdrowie psychiczne wyszłoby: zdrowa. Ale jak to pogodzić z tą relacją z tym przekonaniem że to coś między nami nadal trwa ...Nie przepraszać ? :) Dziękuję za cieple słowa . Za wsparcie.Za obecnośc. Za dzielenie się swoimi uczuciami.Bardzo.
                        • tilia7 Re: a może tak? 11.10.10, 17:48
                          Wyraz słabości...Też bym tak pewnie kiedyś pomyślała.Wiesz Proy,bo to jest tak:jak ktoś sam nie doświadczył straty tak bliskiej i tak kochanej osoby,to myśli sobie,że od bólu koniecznie trzeba uciec,że trzeba życ,że trzeba jak najszybciej zapomniec,że wziąc się w garśc itd.A kiedy to przychodzi,to człowiek sobie uświadamia,że jedyne co mu zostało to ten ból...i nie chce się go oddac za żadne skarby,bo wtedy w tej pustce nie zostanie już naprawdę NIC.
                        • agalt Re: a może tak? 11.10.10, 18:32
                          proy0311 napisała:
                          > Naprawde nie wiem
                          > czy juz się o siebie bać :) :( mam wrażenie ze w testach na zdrowie psychiczne
                          > wyszłoby: zdrowa. Ale jak to pogodzić z tą relacją z tym przekonaniem że to coś
                          > między nami nadal trwa ...

                          To normalne. Ale trzeba tego doświadczyć, żeby wiedzieć.
                          Jeśli łączyła Was prawdziwa miłość, to przecież "miłość nigdy nie umiera". Jesteś osoba wierzącą, prawda? Tylko co innego wierzyć lub myslec, że sie wierzy, a co innego poczuć. Chodzimy do Kościoła i słuchamy tych tekstów dziesiątki razy. Tyle, że traktujesz je jako literaturę. Raz lepszą, raz gorszą, ale jednak literaturę. Tyle w tych tekstach metafor, że ani sie spostrzeżesz, a juz wszystkie traktujesz jak metaforę. Aż nagle w zetknięciu z takim przeżyciem okazuje się, że ta metafora stała się częscia Twojego życia. I na Twoich oczach, choc inaczej, Słowo ciałem się staje.
                          Ja kocham to zdanie z Cayce'a "Love goes far beyond what you have called the grave".
                          • tilia7 Re: a może tak? 12.10.10, 14:14
                            Polecam obejrzenie przepięknego filmu Jana Jakuba Kolskiego "Jasminium" z rewelacyjną rolą Janusza Gajosa.Grany przez niego mnich ze swoim św. Rochem jest dla mnie wzorem człowieka,który ufa Bogu i żyje w zgodzie ze sobą,z Nim,ze światem.Niespodziewanie obieranie ziemniaków i karmienie kaczek wkracza w strefę sacrum i jest tam jak najbardziej na swoim miejscu.
                            • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 16:26
                              O tak atmosferę tego filmu pamiętam. Zauroczył mnie. Ale poza atmosferą niewiele pamiętam.Muszę obejrzeć jeszcze raz ...zapach ? Skoro wywołał się temat zapachu to...kilka dni temu oglądałam film jakiś taki współczesny o medium aniołach demonach...bajka. Ale pojawiał się tam temat zapachu siarki po pojawieniu się istot z piekła.I..sama nie wierzę ale poczułam dwukrotnie podczas oglądania tego filmu zapach smoły :-) oczywiście mam na to swoją teorię. Piotr wiedział że oglądam ten film sama...chciał mnie przestraszyć dla zabawy . albo umiem naprawdę głęboko wpływać na swoją wyobrażnię i wyprodukować w niej zapach :) Piotr miał takie dziwne poczucie humoru. Jeden z jego ulubionych cytatów był zaczerpnięty z Bonda <<Czyj to pogrzeb? Twój.>> Oczywiście kiedy szliśmy z dziećmi za trumną nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu ze idzie z nami i mówi ten swój okropny tekst i się śmieje , chcąc nas pocieszyć...z marnym skutkiem.
                              • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 16:42
                                Od powiedż na temat wiary noszę w sobie od wczoraj, nie piszę, bo samo uświadomienie sobie jej budzi sprzeciw.

                                Mam wrażenie ,że wraz z odejściem stąd Piotra (przy którym byłam i wiem że on przeszedł ,nie zniknął)siedzieliśmy z dziecmi w jednym miejscu i wszyscy mieliśmy wrażenie że Piotr jest blisko,nawet miejsce jego obecności wskazywaliśmy to samo. Gdy minąl obezwładniajacy szok najpierw wyrywało się do niego serce,potemumysł próbował podążyć za sercem,za umysłem zmysły, za zmysłami nogi.

                                Teraz wydaje się jestem na etapie szukania równowagi stojąc jedną nogą na znanym mi gruncie-ziemii, a drugą w tym świecie , któregonie potrafię nazwać a którego istnienia, doświadczając go sercem umysłem i zmysłami nie jestem w stanie zanegować.

                                I teraz to co budzi sprzeciw. Śmierć Piotra sprawiła, że poznałam ten świat. Boski ? Czy to właśnie to bło-go-sla-wień-stwo??wymazać!Na potwierdzenie tego nie jestem i nigdy nie będę gotowa.
                                • proy0311 Re: a może tak? 12.10.10, 17:01
                                  Czy jestem wierząca ? Wychowano mnie w wierze. Zawsze miałam wątpliwości. Czułam że Jest a nie mogąc poznać zaprzeczałam. Otaczałam się ludżmi , którzy deklarowali wiarę. Piotr też. Niezachwianą.Taką męską . Tak -Tak. Nie -Nie. Podczas choroby Piotra często chodziłam do Kościoła.Bezposrednio po śmierci Piotra w szpitalnej kaplicy po raz pierwszy powiedziałam do Boga WIEM że Jesteś , ale Cię nie lubię, nie chcę Cię.
                                  I On jest ze mna na siłę.
                                  Podświadomość każe mi śnić sny takie np:
                                  Jestem w jakimś domu , w środku są dzieci i zmarła Babcia(?) i widzę przez okno jak jakieś psy przeskakują przez ogrodzenie. Wychodzę żeby bronić tych co są pod moją opiekąi nie daję rady, muszę uciekać do domu. Psy rzucają się na drzwi i już prawie je pokonują gdy pojawiają się moi rodzice( bardzo bogobojni) Tata wchodzi do domu innymi drzwiami, zupełnie nieświadom zagrożenia,mama zauważa psy i walczy z nimi.
                                  Zakończenia nie znam. sen sie skończyl.

                                  Nie mogę zaprzeczyćistnieniu Boga. Za bardzo wtedy boli.
                                  Przez miłość do Piotra wierzę w Niego.
                                  Strasznie to pokręcone.


                                  Kocham Cię Piotr

                                    • tilia7 Re: a może tak? 12.10.10, 17:43
                                      Wszystko to doskonale znam z własnych doświadczeń.W wątku "Rozmowy o bogu" z 3 lutego walnęłam cały elaborat na ten temat,więc nie ma sensu się powtarzac,jak masz ochotę to zajrzyj.Mnie też zżerały wąpliwości.Ale teraz już doszłam do tego,że tak,jak zadań matematycznych nie rozwiązuje się za pomocą uczuc,tak sprawy emocjonalne i duchowe nie dadzą się poznac i zrozumiec za pomocą logiki.
                                    • agalt Re: a może tak? 12.10.10, 18:33
                                      Proy, te najbardziej zawiklane sprawy nie dadzą sie wypowiedzieć jasno w 3 zdaniach. Każdy z nas czasem pisze duzo. Jakbyś zajrzała w moje posty z początków pisania na tym forum, przepraszanie, że za dużo piszesz nie przyszłoby Ci do głowy.
                                      Co do wiary, ciężko jest nazwać blogosławieństwem największy ból jaki może spotkać kochającego człowieka. Tego się po prostu nie da zrobić. Patrząc z naszej perspektywy to nie jest błogoslawieństwo. Tyle, że Ty myśląca kobitka jesteś. Więc pewnie juz wiesz, że istnieje więcej niż 1 perspektywa.
                                      Pisałam juz kiedyś o tym, ale nie pamietam, w którym wątku, więc napisze jeszcze raz. Mój Jaś kiedys napisał mi, że "jeśli Bóg jest sterylnym Dobrem i Miłością, to wszystko, co nas spotyka, a czego my nie postrzegamy jako miłości i dobroci, musi miec swój glęboko uzasadniony sens. A to, że tego sensu nie widzimy świadczy tylko o kruchości naszego wzroku lub niewystarczającej perspektywie". Ale my tu tez nie jesteśmy na zawsze, więc nasza perspektywa tez się kiedyś zmieni i pozwoli dostrzec to, czego teraz nie widzimy...
                                      Ja wiem, że na etapie, na którym jesteś, mozna się tylko buntowac i odrzucać. I to dobrze, że się buntujesz.
                                      Przytulam Cie z całego serca
                                      • tilia7 Re: a może tak? 12.10.10, 20:05
                                        Ja to jeszcze sobie myślę,że nie jest konieczne,żebyśmy znaleźli wszystkie odpowiedzi,myślę,że nawet nie ma takiej możliwości.Ważne jest,żeby pojawiły się odpowiednie pytania i refleksja nad nimi.Jesteśmy w drodze i ta droga się liczy najbardziej,cel,niezmiennie jest taki sam i na dodatek jest taki sam niezależnie od tego,w co wierzymy bądź nie.Na końcu tej drogi wszyscy trafimy albo do tego samego boga albo do tego samego piachu.Więc chyba trzeba się skupić po prostu na tym,którędy chcemy tam dojść.

                                        I jeszcze w kwestii uczuć i rozumu,bo widzę że jesteś takim samym "rozumowcem" jak ja:)Skoro w drodze ewolucji nie "zgubiliśmy" umiejętności odczuwania ,a wręcz w połączeniu ze świadomością zyskaliśmy poczucie głębi uczuć,to widać uczucia są tak samo potrzebne jak rozum.Z logicznego punktu widzenia:)I nie są gorsze,głupsze ani nie skazują na dom wariatów.To,że czujemy,kochamy,tęsknimy,przeczuwamy obecność naszych bliskich,w taki sam sposób dowodzi naszego człowieczeństwa,jak i to że potrafimy mówić,czytać,pisać,rachować czy tworzyć obrazy.A może nawet uczucia tym bardziej świadczą o naszym człowieczeństwie.Żeby malować obrazy i tworzyć sztukę w ogóle,tez trzeba czuć.A liczyć,pisać i czytać potrafią już dzisiaj maszyny.Więc kim byśmy byli,gdybyśmy nie czuli,nie pytali,nie szukali?Psychologia,która jak wiesz jest dziedziną nauki a nie czarów,uznaje istnienie duszy i uważa,że najważniejszym sposobem poznania świata i wszelkich jego praw,jest doświadczenie.Proy,ja myślę,że nie ma sprzeczności między tym co rozumowe a tym co uczuciowe.Połączone jest wszystko i jedno na drugie oddziałuje.Konflikt zaczyna się wtedy,gdy zaczynamy używać nieodpowiednich "narzędzi" w danej sytuacji,czyli np. jak już pisałam rozwiązywać zadania matematyczne za pomocą głosu serca a kwestie miłości za pomocą ekierki i cyrkla.
                                        Mnie niezmiennie tkwi w głowie i w sercu jedno z końcowych zdań "Mistrza i Małgorzaty":"Wszystko będzie,jak być powinno"-słowa te mówi diabeł do Małgorzaty,która rozpaczliwie chce odzyskać swojego ukochanego i utraconego Mistrza.I paradoksalnie,choć wypowiada je diabeł,są one wyrazem boskiego ładu i sensu świata.
                                          • proy0311 Re: a może tak? 13.10.10, 16:49
                                            Oj dziewczyny dziewczyny :) poczytaŁam sobie wątek Znicz :) I tak Was Kocham Wszystkie(a może jest tu jakiś facet ?to też kocham) MiŁości Ci teraz we mnie dostatek i pragnienia miŁości otchŁań nie do zaspokojenia. A boję się kochać tych najbliższych bo ...może Bóg zazdrośnik mi ich zabierze ? A co one zrobią gdy od mojej miŁości się uzależnią a ja odejdę ???? Jak piszę że Was kocham to niby mi lżej ...to trochę tak jak Halinka kiedyś patrząc przez szybę podczas jazdy autobusem...widzę i czuję Boga. A jak na chwilę spojrzę bliżej...zagruzowane od rzeczy w nieŁadzie mieszkanie, rachunki czekają do uregulowania, w niektórych urzędach zastanawiają się czy mi pieniądze do życia niepotrzebne że im dokumentów nie dostarczam...Za chwilę za moment jeszcze odrobinę...
                                            • tilia7 Re: a może tak? 13.10.10, 17:30
                                              Strach przed kochaniem jest jednym z najboleśniejszych moich doświadczeń.Strach przed jakąkolwiek więzią,jakimkolwiek zaangażowaniem,przed przywiązaniem,przyjaźnią,nawet posiadaniem czegoś cennego(cennego uczuciowo oczywiście),przed odpowiedzialnością,bezradnością,stratą.
                                              Strach przed życiem.
                                            • proy0311 Re: a może tak? 13.10.10, 17:30
                                              A czytaŁam wątek znicz dokŁadnie wtedy gdy ...wynotowywaŁam w zeszycie wszystkich obecnych nieobecnych żeby zapalić w dniu 1 listopada świateŁko.Zaniecham.ONI wszystko wiedzą.Doceniają. Tak to moja reakcja na stres na sytuacje które mnie przerastają. Miotanie się. Rzucam sie sercem jak szaleniec ( i sŁowami) gdyby ciaŁo mogŁo pokazać co czuję bez ustanku potrząsaŁoby wszystkimi kończynami...ale ciaŁo dzięki umysŁowi nie daje nic po sobie poznać. Tym co na mnie patrzą pewnie nawet wydaję się spokojna. Piotra poznaŁam wŁaśnie w takim stanie.On widziaŁ w tym miotaniu siŁę a ja w jego oczach zobaczyŁam coś co mnie uspokoiŁo.W jego ramionach czuŁam bŁogi spokój.I odszedŁ a ja...się miotam. Jeśli miotając się kogoś skrzywdzę przepraszam. Ja się uczę żyć. A bez niego pewnie i tak...do końca życia będę się miotać.
                                              • proy0311 Re: a może tak? 14.10.10, 11:35
                                                Wczoraj wieczorem w zasadzie o północy odmawiałam przyrzeczony różaniec rwany nasuwającymi się myślami o czekającej mnie dzisiaj rozmowie (trudnej o zakresie pomocy i ingerowania w nasze życie bliskich żyjących) . Nad ranem obudziłam się z uczuciem że Piotra po ludzku czuję mniej ale poczułam Tę Boską Matkę która otacza mnie swoją miłością. w ciągu dnia , w czasie jazdy pomyślałam że ta moja modlitwa taka urywana wczoraj była. i przeprosiłam ICH DWOJE że tak mi to wyszło i ...jeszcze teraz ...czuję ich serdeczny uśmiech i pogodę...i ...byli w moich myślach razem.
                                                Jakbyście zauważyli z moich wpisów ze już pora do psychiatry dajcie znac proszę . Obiecuję ze się nie obrażę :)
                                                • first.marionetka Re: a może tak? 14.10.10, 11:46
                                                  Jakbyście zauważyli z moich wpisów ze już pora do psychiatry ....

                                                  To co przeżywasz, to normalna kolej rzeczy..... w końcu wierzymy, że istnieje świat widzialny i niewidzialny.... w bólu dotykamy jeden i drugi.
                                                  • tilia7 Re: a może tak? 14.10.10, 12:30
                                                    Spoko,ja jestem cały czas pod opieką psychologa i jak na razie potwierdza,że wszystko,o czym mówię w kwestii moich przeżyc,jest absolutnie normalne.Paradoksalnie na szpital psychiatryczny można sobie zapracowac,udając,że takich uczuc i odczuc nie ma.
                                                  • proy0311 Re: a może tak? 15.10.10, 10:29
                                                    Dzisiaj mam stanowczo gorszy dzień. Swiadomość że tu jesteście dociera do mnie w takich chwilach jako pierwsza ,chwytam się tego jak koŁa ratunkowego. Pomaga.

                                                    ChciaŁam Wam opowiedzieć o Edziu.
                                                    wczoraj, kiedy szŁam aleją cmentarną do Piotra w drodze powrotnej zapaliŁam znicz symboliczny dla Naszych Bliskich na grobie jednego z dzieci . Tym razem to byŁ Edzio W.
                                                    .WyszŁam już z cmentarza i dopadŁy mnie myśli że zawsze zapalaŁam znicz dedykowany Tym dzieciom a teraz to jak ? że niby o nich zapomniaŁam ? I poszŁam po jeszcze jeden znicz . Znowu trafiŁam na groby dzieci. Chcę go zapalić . SkończyŁy się zapaŁki.ZapytaŁam przechodzących ludzi czy maja zapaŁki . Nie mieli.PodeszŁam do kobiet które w międzyczasie pojawiŁy się w pobliżu porządkowaŁy grób...grób Edzia. PatrzyŁam na nie jakoś tak niepewnie. PowiedziaŁy..".My też po nie poszŁyśmy ..jak się nie pali często ich się nie ma. A te liście ciągle spadają. Widzę ze brat tu byŁ ale liści nie sprzątnąŁ "- to nie byŁa przykra uwaga że nie sprzątnąŁ tylko taka jesienna uwaga. ...Nie powiedziaŁam pani że to nie brat ...to świateŁko po którym sądzi że on byŁ to ja...jak odchodziŁam... czuŁam jak Edzio mówi do mnie ..."To już znasz moją rodzinę :) "Taki trochę dumny że nas sobie przedstawiŁ. ...Bardzo miŁe Panie te bliskie Edzia... Jestem mu wdzięczna.
                                                  • agalt Re: a może tak? 15.10.10, 11:03
                                                    Tych gorszych dni będzie, niestety, coraz więcej. Bardzo dzielnie się trzymasz. Ale wydaje mi się, że w przypadku wielu osób jest tak, ze ta świadomość utraty dociera do nas jakby stopniowo i z każdym dniem coraz bardziej:(
                                                    Przytulam Cię serdecznie
                                                  • tilia7 Re: a może tak? 15.10.10, 11:37
                                                    No niestety,istotnie tak jest.Ja w okres "normalnej" żałoby weszłam dopiero po pierwszej rocznicy.Wcześniej był tylko szok i ekstremalny wysiłek organizmu,żeby przetrwac.Przy czym drugi rok nie jest łatwiejszy,jest tylko inny.
                                                  • proy0311 Re: a może tak? 18.10.10, 11:00
                                                    53 dzień.Życie idzie czas mija trochę jak zwykle go brakuje mimo że każda chwila bez Piotra to za dużo , znacznie więcej niż mozna wytrzymać. Kradnę jednak te chwile których mam za maŁo na leżenie na smutek na pŁacz na zaglądanie tutaj. W sobotę chciaŁam napisac ,że lubię to forum nie dlatego że mogę tu pŁakać ale dlatego że mogę tu kochać tego ...po drugiej stronie tęczy i Wy się temu nie dziwicie ...bo też kochacie tych po drugiej stronie.

                                                    Dzisiaj rano zajrzaŁam tutaj mimo spóżnienia do pracy...i zobaczyŁam wpis ...znak obecności...krótki... i trochę się uspokoiŁam. Dlatego że...po śmierci Piotra miaŁam takie wrażenie że gdzieś w tej gonitwie się zgubiliśmy...że może on nie wiedziaŁ wystarczająco dobrze jak go kocham. ..że może za maŁo poświęciŁam ...poświęciliśmy na to czasu...i dzisiaj rano zrozumiaŁam że wystarczą maŁe znaki obecności. Że te znaki wystarczą żeby wiedzieć.

                                                    Nie jest Łatwiej. Nawet jeśli na skutek utraty TAK ważnej OSOBY w jej poszukiwaniu zaczyna się mocniej wierzyć w drugą stronę tęczy...nie jest Łatwiej.

                                                  • tilia7 Re: a może tak? 18.10.10, 12:28
                                                    Ładnie to napisałaś."Niewielkie znaki obecności"- tak,one się liczą.Nawet to co największe składa się z tego,co małe,z wielu małych cząstek,które tworzą wielką całośc.

    • proy0311 Re: Do Proy 20.10.10, 10:50
      Mija 55 dzień. Nie jest lepiej.Jest wśród osób które przeżyŁy stratę jakaś nić...Jedna ze starszych nieco twarzyszek niedoli powiedziaŁa ...że nie jest póżniej lepiej tylko tak jakby...na początku czŁowiek staŁ na mrozie nagi...póżniej czuje że jest tak samo mrożno tylko on ma już na sobie baweŁniana koszulkę...póżniej tak samo mrożno a on ma na sobie sweterek...Ja jeszcze bez okrycia stoję ...serce w hibernacji żeby przeżyć. Na początku pomagaŁo przytulenie i ciepŁo innych osób...teraz widzę że muszę w sobie wzbudzić jakieś ciepŁo żeby ich nie zamrozić . Ile jeszcze tych dni ? Czy sądzicie że mam prawo do tego forum nawet jeśli zmienią się w dziesiątki lat ? Czuję że ból odejdzie dopiero razem ze mną.
      • tilia7 Re: Do Proy 20.10.10, 11:26
        Czuję dokładnie to samo.To nigdy nie przejdzie.To nie jest coś co przechodzi.Osoby,które tego nie doświadczyły nie potrafią zrozumiec,że zmieniło się coś dimatralnie,raz na zawsze,nieodwracalnie.Nadzieja nie działa wstecz i skoro On nie żyje to na jakie "lepiej"można niby miec nadzieje?Jak słyszę,że ktos mówi,że w końcu na pewno będzie lepiej,to pytam brutalnie:"Lepiej?To znaczy co?Będzie mniej martwy?"
        Porównanie do mrozu i sweterków świetne.Obawiam się tylko,że na ten mróz żadne "ubranko" nie pomoże,bo ten mróz jest w środku,w nas.
        • proy0311 Re: Do Proy 22.10.10, 12:21
          Staram się zmieniać od środka.PrzeczytaŁam "Chatę" . RozpoznaŁam tam w dużej części barwnie przedstawione wŁasne pragnienia i myśli . Z jednym tylko trudno trochę mi się zgodzić. Gdzieś tam w tekście jest napisane że Wiara KościóŁ Bóg ...że to takie bardzo niezależne. Że to pośrodku można pominąć. Ja nie mogę.Bez tego padam na pysio.Wiem jak wiele może ludzki umysŁ. Mój umysŁ może doprowadzić mnie do wiary tak samo szybko jak do jej zaprzeczenia. Muszę mieć filar. Nawet jeśli czasami mam ochotę w niego kopać że w zŁym miejscu, że żle pomalowany,że zŁa struktura...
          Teraz czytam "Ostatni wykŁad". Z Piotrem nie zdążyŁam przygotować się na jego odejście.CaŁy czas walczyliśmy. On pojechaŁ na prosty zabieg. MiaŁ po trzech dniach wyjść a nie umrzeć po kilku tygodniach. WalczyŁ. A ja w tej walce go wspieraŁam. Nikt z lekarzy prowadzących nie miaŁ odwagi jemu rodzicom siostrze powiedzieć prawdy.Kiedy czuŁam że trzeba liczyc się z najgorszym byŁam sama. Niestety przestano odbierać nawet telefony ode mnie...bo doŁowaŁy. Chcąc być z Piotrem musiaŁam zŁamac w sobie ten ból sama schować go tak żeby nawet on nie widziaŁ.Pewnie widziaŁ. Kiedyś w kolejnym dniu bycia z nim od rana do wieczora z przerwą na oddech w postaci Mszy św zapytaŁam go " Kogo widzisz ?" OdpowiedziaŁ "Zmęczoną kobietę" :-) A ja tak chciaŁam żeby powiedziaŁ " Kochaną kobietę" Ale to pewnie znaczyŁo to samo. WidziaŁ że mimo zmęczenia jestem z nim więc mam nadzieję w duszy sobie dopowiedziaŁ "Kochającą kobietę" CzekaŁ na mnie bardzo. Codziennie.Tym bardziej że w ostatnich kilkunastu dniach byŁam tam jedyną odwiedzającą go osobą. ByŁo mi z tego powodu nawet bardzo przykro ...ale...dzięki temu mogliśmy być bardzo blisko. Nawet jeśli polegaŁo to przede wszystkim na ciągŁym trzymaniu się za rękę.
          Ostatnio w pracy gŁośno przerabiaŁam kolejny raz dlaczego? a gdyby?....i z tego przerabiania wychodziŁo że zawsze można dopisać zŁy bądz dobry scenariusz. Coś sprawia że jest tak jak ma być. Bardzo boli.
          RozŁąki dzień 57.Kocham Cię Piotr.Są chwile w ciągu dnia kiedy natychmiast muszę Ci to powiedzieć. Wtedy piszę to jako list do Ciebie. Natychmiast. Jeśli próbowaŁabym odŁożyc ten zabieg choć na chwilę...ból narasta do niewytrzymania.Wiem że można kochać nie tylko po grób. Nie jestem w tym sama. Są tacy którzy mnie uczą. :) Pomaga.
          Pozdrawiam wszystkich kochających tą trudną miŁością . Mamy,siostry,żony,narzeczone,córki,wnuczki ,i pŁaczących mężczyzn też. Pamiętam o Was bardzo. Bardzo mi jesteście bliscy . Dziękuje.
          • proy0311 Re: Do Proy 23.10.10, 12:25
            PrzeczytaŁam. ...i co ? Choćby tę książkę napisaŁ sam Piotr. Choćbyśmy mogli o jego zbliżającej się śmierci rozmawiać tygodniami...nie byŁabym na to przygotowana . Nie da się.

            RozŁąki dzień 58. Kocham Cię Piotr.


            • proy0311 Re: Do Proy 01.11.10, 10:54
              Piotr.
              Żadne modlitwy nie pomogą. Nie wócisz. Muszę iść bez Ciebie. Rok temu byliśmy przy grobie Twojej babci razem. Daleś Wiktorowi swoje rękawiczki bo było mu zimno. Dzisiaj ... czy będziesz tam z nami ? Kocham Cię.
              3 listopada moje 42 urodziny. Ile jeszcze tych urodzin bez Ciebie ?
              Rozłąki dzień 67. Każdy to ból . Kochaj mnie proszę .

              Proy to twój pomysł na swój login. Stąd tak niedaleko do Pray.
              Stałeś się moją modlitwą Piotrze Roy.

                • tilia7 Re: Do Proy 03.11.10, 12:02
                  Proy,Aniołów nie widac.Ale Twój Anioł jest z Tobą i pomaga na pewno,żebyś dała radę.
                  A umrzec z miłości i tęsknoty przyjdzie Ci jeszcze nie raz...i ze zdziwieniem obudzisz się rano...żywa.
                  Przytulam Cię mocno.
                  • proy0311 Re: Do Proy 22.11.10, 21:49
                    Tak Tilia jest faktem że czasami czŁowiek sam się zastanawia czy z nim wszystko w porządku. na przykŁad ja teraz .
                    Jak już mówiŁam piszę swoje , jak ktoś tutaj Ładnie to nazwaŁ, rozumorozmowy. I przed chwilą pisaŁam jedną z nich.

                    Kochanie SŁucham?Mam wrażenie że chcesz żebym do Ciebie napisaŁa "ChciaŁem.Kocham Cię. Jesteś mądrą i dobrą dziewczyną. Umrzesz. Tak jak ja ale do tego czasu żyj.Żyj po swojemu.Warto tak żyć. KochaŁem Cię za to jaka jesteś.Bądż taka nadal. Nie zgub się. Jesteś silna. Kocham Cię. Bardzo? Bardzo bardzo:) Chcę Cię pocaŁować.
                    Zamknij oczy...odpręż się...będę przy Tobie

                    ZamknęŁam oczy i potok ciepŁych Łez a w gŁowie ani jednej myśli sam odbiór i sŁyszę Piosenki sŁowa " podglądam jak piękniejsza wciąż idziesz przez świat.....razem mieszkać będziemy wśród gwiazd, na zawsze my jawa i sny...czekam...na zawsze my noce i dni"

                    Nie . To nie mógŁ być przypadek. Skarbie." ...Nie byŁ :)Idż pisać te recepty:)ludzie czekają Kocham Cię Piotr,bardzo.Wiem. MiaŁem wielkie szczęście że poznaŁem Ciebie. Fajnie byŁoby żyć dŁużej. Czy zamieniŁbym życie z Tobą za dŁuższe życie bez Ciebie ? Nie wiem No wŁaśnie co to byŁo za "nie wiem ?"moje czy Twoje ?NaszeAno widzisz, jaki maŁo romantyczny jesteś.Przecież mnie znasz. Taki jestem

                    I powiedzcie ? Fajny zbieg okoliczności ? Pewnie że jest chwila uniesienia i wiary że to nie tylko przypadek.
                    • tilia7 Re: Do Proy 22.11.10, 22:58
                      :)
                      Jakieś dwa dni temu położyłam się wieczorem i dopadł mnie lęk.Lęk jest niestety moją codziennością,amplituda wychyleń tylko bywa duża:od ledwo wyczuwalnego,który gdzieś tam się tylko czai,po taki,który paraliżuje,dusi,i wywołuje uczucie falowania rzeczywistości.Ale lęk zwykle przychodzi rano a tym razem niezaproszony przyszedł wieczorem,więc wystraszył mnie jeszcze bardziej i zdenerwował,bo sen jest moim jedynym wytchnieniem.A jak spać,kiedy się człowiek boi?
                      I nagle w głowie słyszę:

                      Nie bój się ukołyszę cię do snu
                      Nie bój się ukołyszę cię do snu
                      Żaden ruch, żaden duch, żaden szmer
                      Nie zbudzi Cię ze snu, ze snu..

                      Nie bój się utulę cię do snu
                      Nie bój się utulę cię do snu
                      Żaden ruch, żaden duch, żaden cień
                      Nie zbudzi Cię ze snu, ze snu..

                      Będę blisko, Ty mnie przecież znasz
                      Będę czule tulić twoją twarz
                      Będę zawsze chronił cię
                      Nie dam snom złym wyrwać Cię ze snu,ze snu,ze snu
                      Ze snu, ze snu, ze snu...

                      Kołysanka Patrycji Markowskiej została "zaśpiewana" w mojej głowie Jego głosem.Nie słyszałam tej piosenki chyba ze dwa lata,może nawet trzy,nie miała się za bardzo skąd tak po prostu przyplątać...
                      • proy0311 Re: Do Proy 23.11.10, 13:59
                        Gdyby tak wreszcie zaakceptować uwierzyć nie pytać . Lęk ? U mnie dominuje tęsknota za ciepłem ciała. Ciała znanego w kazdym szczególe .Dopada znienacka dopominając się zaspokojenia. A miłość do Piotra przeszła do wieczności... Będę miała z tym coraz wiekszy problem.
                        Nauczyłyśmy się kochać.Kochać człowieka tutaj. Miłość dopomina sie zaspokojenia i wzajemności.
                        Mnie dopada panika gdy uświadomię sobie do czego to rozumowanie prowadzi.
                        Gdzie droga ? Czy kiedyś będę mogła powiedzieć że ją znalazlam ? Czy mozna ja znależć ?
                        Pewnie kiedyś bylabym przekonana że znam odpowiedż :)
                        Życie uczy pokory .
                        Dzień 88 jak pierwszy. O tyle gorszy że świadomość większa o tyle lepszy że minęlo 87 ...

                        A piosenki ...okazuje sie ze niektóre z tych o miłosci sa równiez dla nas.:)


                        • tilia7 Re: Do Proy 23.11.10, 15:22
                          O tak,tęsknota za ciepłem ciała...To jest ten element,co do którego nie można samej siebie oszukac w żaden sposób.Można sobie rozmawiac poprzez granice zaświatów i wierzyc,że jakoś odpowiedzą,można wierzyc,że gdzieś tam są,można czuc opiekę i miec nadzieję na spotkanie w jakimś mniej lub bardzo określonym Tam...tylko przytulic się nie można,nie można wtulic twarzy w ukochany zapach,nie można zasnąc bezpiecznie w Jego ramionach,potrzec policzkiem o szorski policzek,spojrzec w oczy,nie można nawet wyciągnąc ręki i po prostu znaleźc obok siebie drugiej,żywej,ukochanej istoty:((( Stąd Proy mój lęk,bo sama,sama,sama...Byłam czymś Kompletnym i Pełnym,jestem jedną wielką raną i pustką.Brakiem.Dlatego ja wciąż powtarzam,że nie ma pocieszenia.Dla mnie nie ma.Co mnie obchodzi jakieś cholerne Tam,ja chcę się po prostu do Niego przytulic,Tu i Teraz.

                          "-Puchatku?
                          -Tak Prosiaczku?
                          -Nic-powiedział Prosiaczek biorąc Kubusia za łapkę-Chciałem się tylko upewnic,że jesteś..."

                          :(((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
                          • margolka-and-more Re: Do Proy 23.11.10, 15:57
                            ...ja wiem, że trochę z innej bajki jestem... ale w te pierwsze dni puste marzyłam, żeby mieć coś, co moją Kwiatuszką pachnie, coś tak bardzo Jej, do czego się można przytulić. Choć tyle... Ale nie miałam nawet gdzie iść z tym pragnieniem, chyba do Niej, tam...
                            Kilka dni później spotkałam kogoś z Jej najbliższej rodziny. I choć byłam obcy ludź, choć się słowem nie śmiałam odezwać, dostałam kilka pamiątek. Kilka ciuszków też. Niektóre pachną Nią do dziś. A to już dni 470. Jak mi źle, to idę spać z Jej sweterkiem w garści. Choć tyle.
                            Mój ulubiony cytat z Puchatka: "Gdy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika". Pisałam już tu kiedyś. Na wstążce do róży od synka też pisaliśmy. Gdy patrzę na pewność mojego synka, że Ona na niego tam czeka, moja pewność rośnie też.
                            • proy0311 Re: Do Proy 23.11.10, 16:12
                              Jak ja wam dziękuję że piszecie.
                              Boję się.... To trochę jakby spragniony płynął łodzią po morzu.
                              Gdzie jest ta granica pragnienia za która zaczyna pić słoną wodę...
                            • tilia7 Re: Do Proy 23.11.10, 16:32
                              Puchatek jest najlepszym dowodem na to,że można miec bardzo malutki rozumek a byc Bardzo Wielkim Misiem,jeśli się ma naprawdę mądre serduszko:)
                            • annubis74 Re: Do Proy 25.11.10, 02:29
                              Masz rację margolko
                              Gdy się kogoś kocha to ten drugi ktoś nigdy nie znika. Chyba nawet coraz bardziej jest. U mnie za miesiąc będzie półtora roku. I Mama coraz bardziej jest. Obok. Na początku tak jak Ty chciałam przytulić się do czegoś co ma Jej zapach. Teraz już nie muszę. Ona i tak jest ze mną cały czas. I nie jest już całkiem sama. Nasz ukochany rodzinny pies Jej pilnuje. A Ona jego
                              • proy0311 Re: Do Proy 25.11.10, 17:04
                                ...ja to raczej Kłapouchy jestem niestety.Dzisiaj w nocy minął 90 dzień.Sniło mi się że Piotr kazał zakopac się , pozwolić mu usnąc, pogodzić się i żyć dalej. Tzn nie dokladnie mówił to taki przekaz intuicyjny.Może tak mi sie w głowie poukładało bo czytałam na forum wypowiedzi kobiet wdów które są otwarte na nowe związki. Tak się obudziłam. I jakoś dziwnie brzmi to mi samej ,ale tym bardziej o nim myslę tylko spokojniej .Mniej tęsknię.jakbym chciala mu powiedzieć że jakoś bez ziemskiej milosci dam radę. Że nie musi nikomu ustępować miejsca. Takie tam bzdurki zwierzęcia człowiek (kobieta) w żałobie.
                                Ano tęsknimi za Tymi Najbliższymi. Może szkoda że nie jesteśmy robotami.Czy naprawdę dla ewolucji tak niezbędna jest ta cała nadbudowa?
                                • tilia7 Re: Do Proy 25.11.10, 22:49
                                  O kolorach i odcieniach tęsknoty można by napisać całe symfonie...Symfonie,które nie milkną.Ja liczę miesiące,nie dni,ale tak na oko przekroczyłam już/dopiero dzień 600.Symfonia tęsknoty trwa i wciąż rozwija przede mną nieodkryte dotąd dźwięki:(
                                  • proy0311 Re: Do Proy 07.12.10, 18:33
                                    Symfonie i...inne dzieła sztuki. Tak bardzo chciałam wczoraj na Mikolajki dostac prezent od Piotra. I ...mam wrazenie ze dostalam. przysnil sie swojemu Tacie z nieco srogą mina co zaowocowało przyjazdem dziadka do wnuka (opiekuje sie nim i bez tych snów). Przyjazd nieplanowany stal się okazją dla mamy Piotra do przesłania przez niego ksiażki " Życie i miłosć po smierci" David Hyatt.Przeczytałam te bajke. Potrzebne mi takie bajki jak kiedys te dla dzieci .

                                    Poza tym wczoraj wszystko jakos tak szło.Jakby pomagał. Co nie zmienia faktu ze płaczę codziennie. To takie moje wyznanie miłości do Piotra. Gdy płaczę czuję. Gdy nie płaczę to "trzymam sie".Mam w głębokim poważaniu trzymanie sie.To nie zycie choć konieczne.
                                    Od wczoraj po przeczytaniu tej bajki zauważyłam że są też chwile kiedy zamiast płakać idę i naprawdę się uśmiecham bo uwierzyłam w te bajke że idę do niego. Że jeszcze sie spotkamy. Że On jest.
                                    • margolka-and-more Re: Do Proy 07.12.10, 21:29
                                      Bo to nie jest bajka, Proy. Idziemy do Nich, żeby być razem bardziej. Bo i tak jesteśmy razem, tylko na różne sposoby.
                                      Robiliśmy dzis z maluchami cudeńka z masy solnej, na kiermasz przedszkolny. Wśród gwiazdeczek i kaczuszek jest też trochę koślawe serduszko z Jej imieniem i odciskami naszych paluszków. Dzieło zbiorowe. Dla Kwiatuszki naszej, tak Mikołajkowo. Nie pierwszy nasz prezent do Nieba, a wszystkie trafiają bez problemu.
                                      Trzymaj się Proy. Trzymaj się, cokolwiek to dla Ciebie teraz znaczy.
                                      • tilia7 Re: Do Proy 07.12.10, 23:03
                                        Trzymaj się i płacz,płacz ile możesz.Płacz jest błogosławieństwem.Ulgą.Wylaniem choć części tych emocji.Tylko "niewtajemniczeni" mówią:"nie płacz".Nie ma gorszej męki niż cierpieć i nie móc płakać.A przyjdą i takie chwile,kiedy dusza będzie wyć a łza nie popłynie ani jedna.Dlatego bądź silna Proy i płacz,ile tylko możesz.Każda Twoja łza jest bezcenna.
                                        • proy0311 Re: Do Proy 31.12.10, 17:35
                                          Płaczę...Maja rację Ci którzy pisza że robi się ponownie gorzej w okresie świąt. 127 dni. Wydaje się nawet mojej mamie że już. Dobrzy ludzie ... ale zrozumie tylko ten kto przeżyl.
                                          a jak jest ? Pewnie proces żałoby przebiega ...zgodnie z naturą ludzką...podręcznikowo...ha ha
                                          Mija 127 dzień. Wartość dni uległa dewaluacji. dni odliczają sie w miarę szybko a ja chcę przyśpieszyć. Teraz pragnę żeby tygodnie mijały jak dni.
                                          Mam marzenie na nowy rok. Zeby moje dzieci nie pogubiły się w tym wszystkim. Dostosowaly do Nowego Życia i znalazły w nim radość.
                                          Ja coraz częściej łapię się na stwierdzeniu...musze się nauczyć...To ciąg dalszy słów Piotra..".Musisz się trzymać...musisz się przyzwyczaić."
                                          Powtarzam sobie ale...rano wstaje mi się gorzej niż na poczatku ...po prostu trochę wyczerpany czlowiek dotychczasową walką o siebie wbrew sobie.
                                          Jak ja bardzo dziękuję Wam Wszystkim.
                                          I takiej jednej wdowie (Od 4.5 roku) Która mówi zawsze gdy pytam ...że są...że dają znaki...że trzeba pozwolić sobie uwierzyc. Jest taka pogodna taka ciepla taka zwyczajna a calkiem nadzwyczajna.
                                          Życzę nam wszystkim jak zwykle wielu znaków...
                                          • proy0311 137 10.01.11, 19:26
                                            Straszne to odliczanie. Sama mam go dosyć ! A jednak muszę odliczać. Z takim trudem popycham dzień za dniem , ależ minutę za minutą że w nagrodę chcę sobie policzyć że minęło. Że faza szoku ustępuje miejsca następnym ? Ale one znowu chętnie ustępują miejsca jej. Jak to możliwe. Stał się cud.Znalazłam miłość i co porwało mi ją ?Kto się odważył? Kto się ośmielił . Kto zdecydował że od teraz ...koniec szczęścia.
                                            Przeczytałam książkę Elisabeth Ross " Koło życia" Że nie ma przypadku ?
                                            Że niby "Wszelkie przeciwności losu, wszystkie udręki i koszmary, wszystko to,co postrzegamy jako karę od Boga,są w istocie darami. Dają nam bowiem okazję do wewnętrznego rozwoju,który jest jedynym celem życia.''Ha ha ha ha. Nie wypada się śmiać z Pani profesor która swoje zycie poświęciła umierającym...ale nie umiem przyjąć tego tekstu.
                                            Kocham Cie Piotr . ....( cholera i wiecie co ? jakiś głos w środku mnie mówi " a ja wciąż patrzę jak piękniejsza idziesz przez świat") Nic z tego nie rozumiem . Nic a nic.
                                            Piotrkowi czasami zadaję zadania. To śmieszne ale jakbym chciała sprawdzić czy jest . Poprzednie 6 grudnia. I wczoraj jedno też. Powiedzialam mu " no to pokaz mi że mnie kochasz
                                            .I w trakcie poszukiwań przez młodszego syna butów w pokoju...trafiłam na leżącą na biurku małą sterte zdjęć wybranych kilka miesiecy temu z albumów przez naszą córkę. To były zdjęcia głównie moje i Piotra wybrane z różnych okresów naszego zycia na których obejmował mnie. Po prostu poczułam jego miłośc. Zadanie zaliczone. Chyba jestem wariatka.
                                            Kocham Go. Tak jak my wszyscy tutaj naszych bliskich. MIŁOŚĆ. Śmierć nie powinna mieć prawa rozdzielać . Po tej albo po tamtej stronie tęczy ale razem.
                                            Wiem wiem wiem...widocznie jest tu jeszcze coś do zrobienia. Ale strasznie cierpię.
                                            • agalt Re: 137 10.01.11, 19:52
                                              Nie liczę. Chciałabym liczyć w te drugą stronę, ale nie umiem. Więc samo się odlicza. W tę nie chcę. Liczyć krople w oceanie bólu...Wolę, żeby dni mijały jakby niezauważone...
                                              Też niedawno prosiłam Jasia o jakiś znak, że nadal mnie kocha. Chwilkę później moja kota, ktora zazwyczaj jest uosobieniem wdzięku i kociej zgrabności) potrąciła płyty. Rozsypały się po podłodze, a ta która upadła najbliżej mnie miała napisane ręką Jasia "Love". Też jestem wariatką. I chcę nią pozostać, dopóki śmierć nas nie połączy.
                                              • tilia7 Re: 137 10.01.11, 21:04
                                                W takim razie i ja dołączam do grona wariatek.Też tak czasem mam.Oststnio,kiedy zwątpiłam,jak to teraz jest z tą miłością stamtąd,otwarłam szafkę,wysypały się wszystkie papiery i pierwsza rzecz,jaką wzięłam do ręki to była kartka od Niego.Z serduszkiem i napisem:"kocham ciebie na zawsze".

                                                I odnośnie "wariatek"-razem z moją psycholog zgodnie twierdzimy,że to społeczeństwo jest nienormalne i chore,nie my,a już na pewno nie dlatego,że jesteśmy wrażliwsze i wiemy,widzimy,czujemy inaczej i więcej. Jedna pozytywna rzecz,której nauczyła mnie ta rozpacz to to,że nikt nigdy nie będzie mi mówił co mam czuc i myślec.To są moje uczucia,moje myśli,moje przeżycia i moje doświadczenia.JA decyduję,czy w nie wierzę,nie wierzę i co z nimi zrobię.Jeśli ktoś ma jakieś uwagi niech sam idzie leczyc.Zwłaszcza,że to,co ogólnie uznaje się za normę nie mieści się w moich kategoriach normalności.I nigdy się nie mieściło.Nie liczę na to,że świat dostosuje się do mnie,ale niech świat też nie liczy,że ja się dostosuję do świata.Wolę byc wariatką po swojemu niż "normalną" według ich chorych norm.
                                                • proy0311 Re: 141 14.01.11, 17:00
                                                  ...wierzę snom. Owszem śni się życie. Podpowiadaja drogę.
                                                  Przedczoraj sniłam że będąc na zmrożonym zaśnieżonym brzegu rzeki zostawiłam na cienkim lodzie na rzece swój dowód osobisty i długopis.(czytam swoje życie żeby rzeka -los je zapisała bo ja nie wiem jak) I gdy tak lód sie topił dowód zaczął odpływać a ja weszłam do wody i ledwo zdążyłam złapać ten dowód w ręce i wyjść. Na rękach miałam dziecko w zielonym stroju . Ja się mocno zmoczyłam i zmęczyłam i ryzykowałam ze i jemu cos się stanie ale dzieki kombinezonowi nawet sie nie zmoczył.

                                                  Dzisiaj sniłam znowu swoje życie .
                                                  Siedziałam na sympozjum trzymając i głaszcząc kota (mam kota w domu) i nawet było mi dobrze z tymi ludzmi az do czasu kiedy zaczęli tańczyć wtedy poczulam się żle, nie miałam mojej pary ...Piotra.Kot zszedł z kolan w swoich sprawach. Uciekl a ja zaczęłam go szukać ,razem z dzieckiem.ale na niebezpieczny cypel na krańcu którego stał zapadający sie razem z brzegami dom szłam sama, dziecko wycofalo sie w bezpieczniejsza drogę powrotną. Zajrzałam do domu przez okno , widziałam jakiś kabel (Łącznik) jednak zdecydowałam ze w nim nie zostanę . Przestraszyłam się , bylo naprawdę niebezpiecznie. Szłam wąskim pasem ziemii i widziałam na lewo drogę która przede mną...mroczna nieprzyjemna ...ale do pokonania,gdzieś na horyzoncie dziecko. Już szłam gdy poczułam potrzebę spojrzenia co jest po prawej stronie. Tam było pieknie chłodne nieznane krajobrazy ale piękne i pociągające.
                                                  Przeczucia że tam Piotr ale go nie widziałam. Obudziłam sie w momencie podejmowania decyzji że pójdę brzydką trudną drogą ...chyba.

                                                  I kiedy myślałam o tym w ciągu dnia sny stały sie czytelne. Droga przede mna i pisaniem takim odruchowym mażąc na kartce napisało mi sie motto które często przed chorobą Piotra pisałam..."jak pięknie by mogło być..".(fragment tekstu piosenki) i ciag dalszy który zawsze dopisuje a którego w piosence nie ma " Życie jest wielką przygodą..."

                                                  Naprawdę mam wrażenie ...pomocy wlewania nadziei. Boję się żyć bez Piotra. On był moją opoką. Boję się że bez niego zrobie coś głupiego. Muszę bardzo myśleć. Bardzo uważać.
                                                  • tilia7 Re: 141 14.01.11, 19:36
                                                    Wiesz Proy,jak przeczytałam,co napisałaś to przyszedł mi do głowy mit o Orfeuszu i Eurydyce.Zakochany Orfeusz schodzi do samych piekieł,żeby odzyskac ukochaną i wyprowadzic ją do świata żywych.To się nie udaje.Oczywiście.Ale myślę,że w rzeczywistości jest nieco inaczej.My też schodzimy do piekieł,choc wiemy,że Ich się tu nie sprowadzi spowrotem.Pokusa i pułapka jest inna-chciałoby się z Nimi tam zostac.
                                                  • proy0311 Re: 141 14.01.11, 20:45
                                                    O micie oczywiście dawno już zapomniałam . Ale tak właśnie to czuję. Że ja Piotra po tamtej stronie szukam.
                                                    Ale i On jest aktywny. Pokazuje mi że mam zostać tutaj.
                                                    Mam nadzieje że będzie podpowiadał jak mam przetrwać-dotrwać.Co mam robić.
                                                    Jak żyć żeby na koniec powiedzieć...wypełnione.
                                                    I jednocześnie nie sprawić żeby dożycie było koszmarem.
                                                    Te nasze rozstania z najbliższymi ,to wdzieranie się w tamten świat ,to jest jakaś rzeczywistość.
                                                    To nie są tylko wytwory naszej wyobrażni.
                                                    Jestem o tym coraz bardziej przekonana .

                                                  • raffaella54 Re: 141 14.01.11, 22:10
                                                    Niektórzy wierzą,że ich ukochani nie umarli i dalej istnieją w swiecie niedostępnym żyjącym,a inni idą tam i sami się o tym przekonują.
                                                  • proy0311 Re: 141 14.01.11, 22:32
                                                    Intrygujące doceniam. But not for me.
                                                    Przed tym właśnie ostrzega mnie Piotr.
                                                    To jeszcze nie dla mnie.
                                                    Przyjdzie czas.
                                                    To byłby ten fałszywy krok.

                                                    Byle bym tutaj głupot nie narobiła . Wystarczy.
                                                    Ale dziękuję . To budujące.
    • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 09:36
      Oczywiście nie każdy tego chce bądź jest gotów,szanuję to i nie namawiam.Ale dobrze jest wiedzieć,że niektórzy TAM byli i nawet przynieśli bardzo interesujące dowody,że nie są to li tylko fantasmagorie.
      Wasi Ukochani istnieją, kochają Was i kiedyś ( nieuchronnie)się spotkacie.
      Bądźcie tego pewne.
      Pozdrawiam ciepło w ten pochmurny,wilgotny ranek.
      • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 11:11
        Istnieje coś takiego jak poszanowanie istniejących praw. Gdyby Stwórca chciał, żebyśmy mieli stały kontakt z naszymi bliskimi TAM, to w ogóle nie byłoby potrzeby tworzyć Tu i TAM. ONI czasem przychodzą Tu (choćby po nas), ale naszym zadaniem jest wierzyć i czekać. Właśnie to jest cenne - nie zobaczyć, a mimo to wierzyć. Więc wybacz, ale dowody tylko niektórym są potrzebne...
        Z drugiej strony, jeśli oddziela (choć również łączy) nas tęcza, to dla mnie wdzieranie się bez zaproszenia w TAMTEN świat jest równoznaczne z działaniem w naszym świecie nazywanym naruszeniem miru domowego.
        • proy0311 Re: Do Proy 15.01.11, 12:06
          To mądre co mówisz Agalt. To mi wyjaśnia...dopeŁnia...uzasadnia...moje przeczucia. Piotrek w mojej gŁowie odetchnąŁ z ulgą. Już się nie boi że choć w tej materii gŁupoty nie zrobię.
          Z innymi pomysŁami jeszcze trochę poczekam ,niech chŁopak ma chwilę wytchnienia zanim będzie musiaŁ ratować z kolejnych niebezpieczeństw. Kocham Go a gdy Jego kocham... świat kocham.
        • tilia7 Re: Do Proy 15.01.11, 12:40
          Słusznie.
          Ja osobiście wypracowałam sobie stanowisko,które Tęczy nie narusza i dowodów nie potrzebuje,gdyż sprawa jest oczywista.Otóż nosimy Ich przecież w naszych sercach,to jest miejsce,w którym zostawili częśc siebie.To jest miejsce,gdzie zachował się Ich obraz,głos,gesty,nasze wspólne wspomnienia.Tu z całą pewnością są a nasza miłośc do Nich jest dowodem absolutnym,którego niczym nie trzeba popierac.Nasze serca to nie żadne zaświaty,więc mówiąc do Nich,którzy są Tu,z nami,w naszych uczuciach,myślach,wspomnieniach,wyobrażeniach,niczego nie naruszamy,znikąd Ich nie ściągamy na siłę,nie trzymamy zniewolonych,nie zabraniamy iśc dalej.Pielęgnujemy to,co nam Tu zostało.I w takim sensie Oni też zabrali nas w swoich sercach Tam.Ten wspólny obszar,który z miłości wytworzył się,kiedy tu jeszcze byli,jest moim zdaniem tym obszarem,w którym mamy z Nimi kontakt.Oczywiście niedosłowny,nie taki,jak byśmy zapewne chciały,bo ani przytulic się nie można ani zobaczyc Ich żywych,ale jednak kontakt.I myślę,że Tęcza choc nas samych nie wpuszcza na drugą stronę,pozwala przenikac Miłości.
          • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 12:54
            Moje Drogie Panie,totez nikogo nie nakłaniam,nie namawiam,nie sugeruje,aby wszedł w" "bliższe kontakty".Człowiek wszak posiada wolna wolę.Dla mnie był to warunek sine qua non przeżycia, z pewnością jednak nie każdy tego chce czy potrzebuje.Każdy ma prawo do swojej opinii i własnej postawy.Zero prozelityzmu.A jednak... o ile lżej jest żyć....z taka pewnoscią.
            Proszę jednak wziać pod uwagę (do Agalt),że stanowisko Kościola Katolickiego w tej kwestii nie każdemu musi służyć.Powiem tak-dogmat KK nie jest zesłany przez Boga,tylko wymyslony przez ludzi,nie każdemu musi on odpowiadać i nie każdy musi się z nim utozsamiać.
            Religie są tworem ludzi...
            A ja jestem- i zawsze będę.( i nikogo nie niewolę,tylko "odwiedzam",to wcale nie jest tak,jak mozecie myśleć)
            Miłego weekendu zyczę,choc pogoda straszna...brr..
            Jeszcze moze to - pomyslcie,że jesteście bytami nieśmiertelnymi,których nic i nikt nie jest w stanie zniszczyc.
            I kazdy niech się trzyma swego .
            • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 17:27
              raffaella54 napisała:

              > Proszę jednak wziać pod uwagę (do Agalt),że stanowisko Kościola Katolickiego w
              > tej kwestii nie każdemu musi służyć.Powiem tak-dogmat KK nie jest zesłany przez
              > Boga,tylko wymyslony przez ludzi,nie każdemu musi on odpowiadać i nie każdy mu
              > si się z nim utozsamiać.
              > Religie są tworem ludzi...
              Ty przedstawiasz swój punkt widzenia, a ja swój. Też Cię nie namawiam. Jesteśmy różni i różne jest nasze postrzeganie... Wszystkiego zresztą. Dla mnie religie to sposoby postrzegania Boga i sposoby na oddawanie mu czci. Więc jako takie siłą rzeczy muszą być tworem ludzi.
              To, że istnieje granica miedzy Tu i TAM nie jest dogmatem KK. To każdy widzi gołym okiem.
              > A ja jestem- i zawsze będę.( i nikogo nie niewolę,tylko "odwiedzam",to wcale nie jest > tak,jak mozecie myśleć)
              Ja wolę odwiedzać będąc zaproszona... Kwestia gustu i odmiennego wychowania...
              > Miłego weekendu zyczę,choc pogoda straszna...brr..
              Nawzajem. U nas pada, ale jest ciepło i jakoś tak wiosennie:)
            • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 18:36
              Nie wiem, czy zauważyłaś, ale my tez mamy pewność :) To, co nas boli to tęsknota...
              A tak całkiem na marginesie - Co robisz na forum Żałoba, strata, osierocenie skoro jestes nieśmiertelnym bytem i - jak rozumiem - w śmierć nie wierzysz?
    • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 20:01
      I po co na koniec ta złosliwosć, Agalt?Tak się niemiło ,nieprzyjemnie zrobiło.
      Oczywiscie,ze jestem duchem niesmiertelnym i Ty też i wszyscy.To Ty w to nie wierzysz?
      Rzecz jasna dla mnie mozesz być nawet wyznawczynią Kobiety Pajaka-mnie nic do tego.A piszę tu (co prawda bardzo rzadko z powodu nawału pracy dziennikarskiej i translatorskiej),poniewaz czuję się w obowiązku utwierdzić wszystkich w tym,że ich Ukochani nie przepadli w otchłani nicości i jeszcze dlatego,że też jestem osoba po stracie.
      Pozdrawiam serdecznie.
















      • agalt Re: Do Proy 15.01.11, 20:52
        raffaella54 napisała:

        > I po co na koniec ta złosliwosć, Agalt?Tak się niemiło ,nieprzyjemnie zrobiło.

        Nie złośliwość. Ciekawość Twojej odpowiedzi.
        Bo widzisz, mnie czasem się robi dziwnie, gdy czytam Twoje wypowiedzi tutaj. Z jednej strony podziwiam Twoją precyzję w operowaniu językiem.
        Tyle, że z drugiej strony, nie ufam Ci. Bo jesteś niekonsekwentna. Świadomie lub nie. Być może myślisz, że nikt tej niekonsekwencji (przypadkowej czy celowej) nie zauważy.
        I tak piszesz: "nikogo nie nakłaniam,nie namawiam,nie sugeruje,aby wszedł w" "bliższe kontakty".Człowiek wszak posiada wolna wolę. (...).Każdy ma prawo do swojej opinii i własnej postawy.Zero prozelityzmu.A jednak... o ile lżej jest żyć....z taka pewnoscią. "
        Zero... A jednak... nie zero... Tak zręcznie napisane, że większość czytających nawet nie spostrzeże, że nawet jeśli oni też mają pewność, to Twoja pewność jest przynajmniej wg Ciebie "bardziej pewna"...
        Innym razem piszesz :"Niektórzy wierzą,że ich ukochani nie umarli i dalej istnieją w swiecie niedostępnym żyjącym,a inni idą tam i sami się o tym przekonują. "
        A tych, którym ta opcja nie odpowiada informujesz, że szanujesz ich brak gotowości. Przepraszam, ale dla mnie jest to socjotechnika, żeby nie powiedzieć manipulacja. Skądinąd - w najlepszym wydaniu.
        Być może nie przyświeca Ci idea manipulowania ludźmi przeżywającymi żałobę i tylko Twoje zdanie jest lepsze, bo jest Twoje?... Nie wiem.
        Ja jednak mogę powtórzyć za wieszczem: " Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko " . "Odwiedzanie" i dowody nie są mi potrzebne... Gdy przyjdzie właściwy czas, dostanę zaproszenie. I wtulę się w mojego Jasia:) I zapewniam Cię, że moja niedowiedziona pewność jest równie dobra jak Twoja. Albo lepsza, bo wiem, że jemu się bardziej podoba :)
        Również pozdrawiam
        • raffaella54 Re: Do Proy 15.01.11, 22:52
          Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie jest gorsza od mojej pewnosci.Jeśli wynika to z Twojego własnego wyboru,w porządku.Na tym wszak polega działanie wolnej woli.Inną kwestia jest odpowiedzialnosć za owe wybory i nie mam tu bynajmniej na mysli kontaktów z tamtym światem.
          Jeszcze raz podkreślę,ze nie zamierzam nikim manipulowac,w żadnym wypadku do niczego nie jest mi to potrzebne,wręcz przeciwnie,zalezy mi na tym,by wypowiedzi Szanownych Forumowiczów były jak najszczersze,choćby nawet ostatnie psy na mnie tu powieszono.
          Nie zamierzam nikogo nigdzie werbować, ani nakłaniać do przyjmowania moich poglądów.Nie próbuję też nikomu wmawiac,że moja postawa jest ta jedyną najlepszą i najprawdziwszą.Chodzi mi zgoła o cos zupełnie innego.
          Dobrej nocy życzę.
          • tilia7 Re: Do Proy 15.01.11, 23:10
            I poprzestańmy może na tym,że każdy ma prawo iśc własną drogą byle była to naprawdę droga wolnej woli własnej i poszanowanie wolnej woli cudzej.
          • agalt Re: Do Proy 16.01.11, 09:17
            raffaella54 napisała:

            > Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie jest gorsza od mojej pewnos
            > ci.
            Jak na tłumacza i dziennikarza masz bardzo ograniczone umiejętności czytania ze zrozumieniem.
            • agalt Re: Do Proy 16.01.11, 09:33
              I nie jest to złośliwość, tylko stwierdzenie faktu. Dość smutnego zresztą.
              Przestań nami manipulować, proszę.
              Nie pisz również, że jesteś osoba po stracie. Logiczne myslenie to proces bezbolesny. Spróbuj.
              My jesteśmy osobami z nieśmiertelna duszą i nadtoż śmiertelnym ciałem. Kochamy naszych bliskich i śmierć ich ciała jest dla nas wielkim bólem.
              Ty natomiast jesteś nieśmiertelnym bytem i wierzysz chyba, że Twoi bliscy również. Jak twierdzisz "odwiedzasz" ich. Nieśmiertelny byt nie może opłakiwać czy cierpieć z powodu straty innego nieśmiertelnego bytu, jednocześnie odwiedzając go. To się kupy nie trzyma. To tak jakby jeden motyl fruwając po łące z drugim, jednocześnie twierdził, że jest po stracie jego poczwarki.
              • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 11:13
                Oj,Agalt,jak Ty kiepsko czytasz ze zrozumieniem.Nigdzie nie napisałam,ze cierpię z powodu straty innego ,jak piszesz "nieśmiertelnego bytu",a to własnie z tej przyczyny,że mogę go odwiedzac.Przeczytaj raz jeszcze(tym razem ze zrozumieniem)i sprawdź,gdzie piszę o cierpieniu.Owszem,jest we mnie tęsknota z powodu chwilowej rozłaki w świecie fizycznym,gdzie muszę funkcjonować bez ukochanej osoby,ale nie jest paraliżujące ,obezwładniające uczucie,które uniemozliwia mi jakąkolwiek działalnosć,wręcz przeciwnie,myślę,że śmierc najdroższej osoby na ziemi była darem,który sprawił,ze przejrzałam na oczy i nadałam sprawom tego swiata odpowiednią hierarchię.
                Teraz zajmuję się tylko tym,co uznaję za ważne.Wszelkie spory,kłótnie,chęć"dokopania"komus,uczynienia przykrości, eskalacja niechęci,czasem wręcz nienawisci(bo moje musi być na wierzchu),są przejawami wszechwładnego ego - dla mnie znaczą tyle,co brud za paznokciem.Nikt i nic nie jest w stanie mnie skrzywdzić- cóz złego moze mi uczynić uwaga w rodzaju "to się kupy nie trzyma".
                A materiał staje się coraz bardziej interesujący.Wielkie dzięki.
                • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 12:23
                  Rafaello,napisałaś:"Wszelkie spory,kłótnie,chęć"dokopania"komus,uczynienia przykrości, eskalacja niechęci,czasem wręcz nienawisci(bo moje musi być na wierzchu),są przejawami wszechwładnego ego - dla mnie znaczą tyle,co brud za paznokciem"

                  Rozśmieszyłaś mnie do łez,dziękuję.I sugestia-nie złośliwa broń boże-kup dobrą małą szczoteczkę i wyczyśc paznokcie;)Bo masz z czego.Popracuj też ze swoim ego,bo jest wypisz wymaluj takie,jakie Twoim zdaniem byc nie powinno.
                • agalt do raffaella54 16.01.11, 12:24
                  Przeczytałam Twoje wpisy dokładnie. I zapewniam Cię, że ze zrozumieniem. Wiem, co piszesz. Rozumiem i tekst i użyte techniki:
                  pozorny wybór – adept socjotechniki przedstawia podmiotom manipulacji kilka punktów widzenia, ale zdanie zgodne z jego poglądami w zawoalowany sposób ukazuje w bardziej pozytywnych barwach; "niby piszesz, ze mamy wolny wybór, ale o ile łatwiej jest zyc ... z taka pewnością"
                  niezależne zdanie – adept inżynierii społecznej tak kształtuje przekaz, aby stworzyć wrażenie, że nie zależy mu na przekonaniu odbiorców do swojego zdania; "Moje Drogie Panie,totez nikogo nie nakłaniam,nie namawiam,nie sugeruje,aby wszedł w" "bliższe kontakty".Człowiek wszak posiada wolna wolę..."
                  kształtowanie tła emocjonalnego – osoba stosująca inżynierię społeczną stara się swój przekaz skojarzyć z elementami budzącymi pozytywne uczucia, poprzez tworzenie miłej atmosfery, czy pozytywnego tła. Tu arcydziełko "Wasi Ukochani istnieją, kochają Was i kiedyś ( nieuchronnie)się spotkacie. Bądźcie tego pewne. " contra "Miłego weekendu zyczę,choc pogoda straszna...brr.. " Piekne przevciwstawienie "odwiedzanego" przez Ciebie świata naszemu pełnemu bólu i ... strasznej nawet pogody.
                  Oczywiście, ja mam teorie spiskowe, a Ty jestes uosobnieniem szlachetności. Odpisz mi zatem, dlaczego napisałaś "Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie jest gorsza od mojej pewnosci." ? Nie pisałam, że mam watpliwości. Pisałam, że mam pewność. Bo ją mam. I wiem równie dobrze jak Ty, ze większość osób nie zauważyła świadomie tego "nie" w wyrazie "niepewność". (Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi - nasz mózg nie widzi slowa "nie". Dlatego np. w testach powinno ono byc wytłuszczone.) Ale ich podświadomość je odebrała. Takie działanie jest jednym ze sposobów przekazu podprogowego. Odbiór jest tylko podświadomy, niepokój został zasiany... A my, dopóki sobie tego nie uświadomimy (czyli najczęściej nigdy) nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. To wyjątkowe świństwo, dlatego chciałabym, żebyś mi jasno odpisała jaki szlachetny cel Ci przyświecał, gdy sie nim posługiwałaś.

                  Dla zainteresowanych
                  pl.wikipedia.org/wiki/In%C5%BCynieria_spo%C5%82eczna_%28politologia%29
                  • tilia7 Re: do Agalt 16.01.11, 12:45
                    Dobrze,że zwróciłas na to uwagę i nazwaaś rzecz po imieniu.
                    Mój mózg na szczęście zauważa "nie" i inne takie,ale ja w ogóle mam szczególny stosunek do słów i obsesję uważnego czytania i wyłapywania niuansów.Ale prawdą jest,że za pomocą słów i ich odpowiedniego doboru mozna ludźmi manipulowac i że odbywa się tu manipulowanie naszymi emocjami.Na co,mam nadzieję,nikt sobie nie pozwoli.
                • agalt Re: Do Proy 16.01.11, 12:44
                  raffaella54 napisała:

                  > Wszelkie spory,kłótnie,chęć"doko
                  > pania"komus,uczynienia przykrości, eskalacja niechęci,czasem wręcz nienawisci(b
                  > o moje musi być na wierzchu),są przejawami wszechwładnego ego - dla mnie znaczą
                  > tyle,co brud za paznokciem.Nikt i nic nie jest w stanie mnie skrzywdzić- cóz z
                  > łego moze mi uczynić uwaga w rodzaju "to się kupy nie trzyma"
                  .
                  Nie jest moim celem skrzywdzić Cię czy uczynić Ci cos złego. Na dokopywanie Ci też szkoda by mi było czasu. Moje posty to jedynie przeciwdziałanie Twojemu manipulowaniu ludźmi dotknietymi tragedią. Bo wiem, że niektórym z nich jestes w stanie wyrządzić wielką krzywdę
              • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 12:17
                Agalt,masz całkowitą rację.Ja cały czas powtarzam,że wiara,że Oni tam są to jedno i niewątpliwie jest nam bardzo potrzebna i pomocna,ale na stratę,którą poniosłyśmy TU nie ma żadnego pocieszenia,żadne racjonalizowanie czy irracjonalizowanie nie zmieni faktu,że TU ich nie ma w taki sposób w jaki byli i że to wywołuje nasz ból.

                Piszesz,że myślenie nie boli,hmmm.Z moich obserwacji wynika,że niektórych boli,nawet jeśli zechcą spróbowac i mają odpowiednie "narzędzia".Większśc nie chce podjąc tego ryzyka,żeby chociaż sprawdzic,jakie to uczucie,boją się,że wysiłek włożony w myślenie ich zabije;)A jeszcze bardziej chyba boją się tego,do czego samodzielne myślenie mogłoby ich doprowadzic.Jak pisze Stasiuk "samotnośc wolnego umysłu jest bezkresna,jak niebo nad Siedmiogrodem".I to niestety prawda,czym bardziej człowiek jest samodzielny w swoich sądach i używa do myślenia naprawdę wolnego umysłu,tym trudniej nie czuc się samotnym wśród tych,którzy drepcą w kółko po utartych ścieżkach stereotypów,banałów i głośnych acz pustych haseł.Do wyboru jest droga przez wertepy i chaszcze,albo prosta i równa "wymyślana" i wydreptana już przez innych.Nie każdy ma odwagę wejśc na tę wąską i skalistą,a też wielu się wydaje,że jeśli gdzieś idą wszyscy,to musi to byc słuszne.Myślenie jest ryzykiem i zagrożeniem.Czym dłużej żyję,tym dokładniej widzę,jak bardzo ludzie się go boją.
    • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 13:35
      Czerwona rybka
      Pewnego razu, w ozdobnym jeziorze wraz z innymi rybami żyła sobie czerwona rybka.Jezioro zasilane było jedynie przez wąski,wyłożony kamieniami kanał,zamknięty kratą.Pewnego dnia rybka znalazła ów kanał i pomyślała sobie,że dobrze byłoby sprawdzić, dokad prowadzi. Chociaz byłą ona najmniejsza w całym jeziorze(inni nie robili nic ,poza ekscesywnym jedzeniem),musiała schudnać, by pzredostać się przez kratę,wreszcie dokonala tego i popłynęłą w świat.Napotkała ona niewidziane poprzednie ryby róznych gatunków i dostrzegła,jak piekny jest swiat wokół niej.Całe życie czerwonej rybki stało się swobodne i radosne.Wszystko to było tak cudowne,że poczuła ona wewnętrzny obowiązek,by wrócić do swego jeziora i podzielić sie wrażeniami z innymi rybami, tym bardziej,że czerwona rybka dowiedziała się,iż w suchej porze roku wszystkie wody ladowe znikają wskutek wyschniecia rzek.Rybka wrocila do swego jeziora,tylko po to,by skonstatować,ze nikt nawet nie zauważył jej znikniecia.Z dużą niechęcia ryby wreszcie zgodziły się,by opowiedziała o swoich pzrygodach.,czegow wysłuchały bez większego zainteresowania,jak zwykle zajęte jedzeniem ponad miare."Poza wąskim kanałem_rzekła czerwona rybka-jest całkiem nowy swiat,z rzekami okolonymi kwieciem,w których zyja różne pzremiłe ryby,jak pstrą,łosoś,barwena i rekinek.Dalej zas lezy morze, gdzie przejawy życia są wprost cudowne i gdzie ryby mieszkają w koralowych pałacach, a nie ,jak tutaj, w zgniłym błocie jeziora.A moze tak wszyscy byśmy się tam udali i zobaczyli te cuda na własne oczy?Oczywiscie,najpierw trzeba będzie schudnać.
      "To wykluczone-powiedziała jedna z ryb- twoje opowiadanie to jakies brednie chorego umysłu.Nie słyszałaś,że nasze jezioro jest centrum Wszechświata?"
      Ryby kazały rybce, by spływała i zostawiła je w spokoju.Zasmucona ich postawą,czerwona rybka opuściła jezioro i udała się w drogę powrotną do swego odległego koralowego pałacu, by tym razem pozostać tam na stałe.
      Kilka lat później nadeszła katastrofalna susza i jezioro wyschło aż do dna.Ciała grubych,ignoranckich ryb gniły w błocie pozostałym na dnie."

      • agalt Re: Czerwona rybka 16.01.11, 14:07
        Zapomniałaś dodać, że ponieważ rybka była miła i nie narobiła wczesniej w jeziorze bydła, mogła spłynąć po angielsku nie strasząc ignoranckich ryb opowieściami o rychłym końcu ich świata :)
        Brak odpowiedzi na moje pytanie to tez odpowiedź...
    • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 13:48
      Jeszce jedno-po co niby miałabym wami manipulować?Czy nie macie wygórowanego mniemania o swojej wartosci ,sadzac,że tylko czyham, by pochwycić was w sidła jakiegoś domniemanego czarnego PR-u i taka zdobycz byłaby dla mnie czymś bezcennym?
      Porzućcie tę spiskową teorię głosząca,że dla jakichś bliżej niesprecyzowanych celów potrzebuję Waszych dusz, umyslów i czego tam jeszcze.
      W celu uspokojenia wzburzonych umysłów radziłabym udanie sie na jakieś warsztaty medytacyjne-pomoże to Wam rozpoznać władztwo ego,iluzję swiata fizycznego wraz z jego problemami i dojść do własnej Jaźni(nie..tu potrzeba lat) .
      I tak pewnie nie skorzystacie,choć mam namiary na świetne szkolenie,przecież niczego nie potrzebujecie.OK-wolna wola to swietosć.

      • proy0311 143 16.01.11, 14:19
        Czy mój mózg zauważa nie ? Nie wiem. Mój mózg zauważa to co mu odpowiada. Chyba jest wolny. Chyba nawet wolny ode mnie. Z oceanu informacji wyławia te które akceptuje.
        Prowadzi jakąś drogą. Realną. Nierealną.Chwilowo z pogranicza. Prowadzę swoje rozmowy ze światem.
        Oczywiście nasze rozmowy muszą działać na zasadzie przekonań . Dowodów bezpośrednich nie ma.
        Niewiele wskazuje na to żeby się pojawiły za naszego i czyjegokolwiek życia.
        Pewności nie mam. Rośnie przekonanie.
        Ja ( i myślę większość ludzi ) jest odporna na manipulacje w tym zakresie.
        A poglądy ... każdy je ma. Na szczęście różnimy się ...dzięki temu możemy się nimi wymieniac. Jakos nie zauważyłam żeby ktoś zadawał pytanie >>Pokaż jak tam dojść <<Każdy musi znależć swoja drogę. Ja właśnie za chwilę mam spotkanie :) z Piotrem na modlitwie w godzinie jego śmierci :) Hej Hej
        • tilia7 Re: 143 16.01.11, 14:28
          I to jest Proy chyba jedynie słuszne-iśc własną drogą,w zgodzie ze sobą i własnymi przekonaniami.Nie ma nic złego w dzieleniu się z innymi swoimi przezyciami z tej drogi ani w przyglądaniu się jak prowadzą drogi innych.Tylko właśnie-nie manipulowac i nie dac manipulowac sobą.
        • agalt Re: 143 16.01.11, 15:56
          proy0311 napisała:

          > Jakos nie zauważyłam żeby ktoś zadawał pytanie

          agalt napisała:

          > Odpisz mi zatem, dlaczego napisałaś "Ależ oczywiście,droga Agalt,że Twoja niepewność nie > jest gorsza od mojej pewnosci." ? Nie pisałam, że mam watpliwości. Pisałam, że mam
          > pewność. Bo ją mam.
          • proy0311 Re: 143 16.01.11, 16:39
            Pytanie " Jak tam dojść" O to konkretne pytanie mi chodzi.
            Wiesz .Mam blisko siebie taką kobietkę wdowę od czterech lat którą pytam " Powiedz Ty wierzysz że tam cos jest ?" A ona zawsze odpowiada " Ja nie wierzę , ja wiem"
            Ja pytam jak dziecko ona odpowiada jak mama (chociaż wiek to całkiem mamy odwrotny) . I w tonie pytania i w tonie odpowiedzi jest zawarte to czego tu nie widać. Jest tam z jej strony uśmiech tajemnicy dobroci. Takie cos czemu się wierzy.
            Takie coś jak w wielu Waszych wypowiedziach naznaczonych empatią uczuciem
            Taki układ rozumiesz? Rozumiesz. Bo z wieloma z Was mam taki układ. Moje drogie
            " SĄ " Nie wymienię Was z imienia .Dużo Was. A Ty Agalt jesteś Mądrą kobietą.Uśmiechnij się proszę. Bardzo :)
            Mam też obok siebie mężczyznę który wierzy że tam nie ma nic...i choć czasami wydaje się że pewnie i jemu że to utrwalone przekonanie mam wrażenie że chętnie zadałby pytanie jak ja ...i usłyszał i uwierzył...że jest. I mam kolegę który też mówi że wierzy że jest.I mamy taki w pracy układ. Ja pytam. On odpowiada...i dalej pracujemy...a mi lżej.
            Nikt z tych osób nie mówił mi że tam był... nie uwierzyłabym.

            Ostatnio taki trochę już wiekiem zawansowany Pan powiedział do mnie " Bo z Panią to można usiąśc i porozmawiać jak z mamą" Powiedział to w kontekście szybko wśród zdań. Pierwsze wrażenie moje "przesadził" ale drugie prawie natychmiastowe to poczucie zadowolenia z siebie, jest mu w trudnych chwilach lżej, i to trochę dzięki mnie? Miłe.

            Jest mi dzięki Wam lżej :) "Dni za dniami...." Wkrótce się przekonamy. Teraz pytanie otwarte jak przetrwać...
            • agalt Re: 143 Do Proy 16.01.11, 19:51
              Droga Proy,
              uśmiecham się :) Nawet, jeśli czyjeś postępowanie mnie wkurza, to nie jest w stanie sprawić, żebym nie usmiechała się do reszty świata...
              Ja też bardziej wiem, niż wierzę. Pisałam w którymś wątku o tym. Dlatego piszę, że mam pewność. Taką, która nie zostawia miejsca na wątpliwości i nie potrzebuje żadnych dowodów.
              Przed chwila wróciliśmy z Kościółka. Modliłam się o Ciebie i wiem, że Piotr Ci nie pozwoli zrobić nic niewłaściwego. I to jest też jedna z tych rzeczy, które dają pewność.
              Twój znajomy... cóż... Kto szuka ten znajdzie :) Nawet jeśli boi się zapytać...

            • raffaella54 Re: 143 19.01.11, 12:04
              Jeszcze tylko jedna mala uwaga i lecę do roboty,bo ja tu sobie gadu...gadu...,a kolejna ksiażka czeka.Otóz niedawno brałam udział w pewnym wydarzeniu światowej rangi poza granicami Polski.Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego poza jednym- panowała tam taka atmosfera miłości i braterstwa,że niemal można była ją zobaczyć na wlasne oczy lub dotknać.Było to doznanie o niemal fizycznym charakterze.Cudowne to uczucie pozwoliło mi naładować baterie umysłowe na długi czas...
              Mówiąc o uczuciu czystej,bezinteresownej miłości-ono istnieje naprawdę i nie ma nic wspólnego z pożądaniem seksualnym-doznałam go kilka razy.Płakałam i trzęsłam się jak galareta,nurzajac się w tym niewysłowionym ludzkim jezykiem oceanie ciepła i najwyzszych,nieznanych w świecie fizycznym uczuć,słysząc zewsząd wołania:"kochamy cię,kochamy cię."Ze wszystkich sił pragnęląm tam zostać i nie wracać juz do zimnego,obcego,nieprzyjaznego świata materialnego.Jednak to jeszcze nie był ten czas.
              Pomyślałam sobie,że moze nie jestem do konca złym człowiekiem,skoro dane mi było doznać takich uczuć.
              Pa,pa...lecę do roboty.
      • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 14:24
        Wiesz Rafaello,nie wszyscy rodzimy się małymi rybkami,nie wszyscy mieszkamy w ciasnych mulistych jeziorkach i nie zawsze wąski kanał jest JEDYNĄ możliwą i słuszną drogą,aby przekonac się o cudowności i bogactwie świata.Orzeł na przykład unosi się wysoko nad światem i jego horyzont jest bardzo szeroki.Widzi ze swej perspektywy,że są inne miejsca do życia i inne byty,równie piękne i ciekawe jak on.Ale ma swój rozum i wie,że TU i TERAZ jest orłem,więc lata wysoko i gnieździ się na skałach a nie próbuje nurkowac jak delfin w głębie nieznanego i niewątpliwie pięknego oceanu.Co nie znaczy,że nie wierzy w ocean i nie widzi delfinów.
        • raffaella54 Re: Do Proy 16.01.11, 17:08
          Wielka szkoda,Tilio,ze nie zrozumiałaś sensu przypowieści.Ale nie bedę wykładała kawy na ławę-w alegorii nie o to chodzi.W każdym razie nie chodzi tu o MIEJSCE i CZAS,lecz o poszukiwanie PRAWDY.
          Dobrze,ze Twoja pewnosć siebie(żeby nie powiedzieć zarozumialstwo) wznosi Cie na wyzyny dostepne tylko orłom.Ja jednakze jestem innego zdania i powiem tak-nie pochlebiajcie sobieIWasze umysły nie są aż tak cennym dobrem,żeby chciało mi się uciekać do manipulacji w celu ich pozyskania.Współpracuję z ludźmi o szerokich horyzontach i umysłach otwartych,a nie zamkniętych w klatce Faradaya.
          Konczę te dekonstruktywną dyskusję,która nie dała mi nic oprócz niesmaku.
          Chociaż nie...wpadł mi do głowy pomysł na ksiażkę,w związku z tym dzięki za pomysł i świetne materiały...
          • tilia7 Re: Do Proy 16.01.11, 18:41
            Cieszę się,że udało mi sie po raz kolejny doprowadzic Cię do tego,że zaczynasz wytykac innym ich zarozumialstwo i inne wady,bo to Cię najbardziej demaskuje jako osobę kompletnie 1)zakłamaną albo 2)zupełnie nie rozumiejącą własnych wypowiedzi.Zalecasz nam medytacje i wyjście poza własne ego i takie tam różne a tymczasem to ty nie masz kontaktu z własną jaźnią,co najwyżej z jakimś chorym jej urojeniem.
            Piszesz,że jesteśmy nieśmiertelnymi,pięknymi bytami,żeby w kolejnej wypowiedzi obrażac nas i traktowac z góry,bo ośmielamy się z tobą nie zgadzac.Nie po raz pierwszy już ta dyskusja prowadzi w tym samym kierunku.Zaczynasz od roztaczania wizji świetlistych światów i własnej jaśniejącej blaskiem drogi rozwoju,po to,żeby zacząc w końcu chlapac błotem na lewo i prawo.nie potrafisz rozmawiac merytorycznie.Nie mówisz nic konkretnego o swoich prawdziwych przekonaniach.Już ci to zarzucałam i powtórzę tyle razy ile będzie trzeba.Jesteś tu wyłącznie pot o,żeby żerowac na naszych uczuciach.Jak każdy troll.

            Rozumiem przypowieśc o rybce.Tyle tylko,że ty nie jesteś tą chudą,która poznaje "nowe",tylko jedną z tych grubych,które nażarte własną arogancją nie chcą zobaczyc,że może coś byc coś więcej niż mulisty staw.
            Co do niesmaku to masz racje.Słusznie,że czujesz niesmak,bo twoje zachwanie tutaj jest zawsze własnie niesmaczne.Dodałabym jeszcze przymiotnik:żenujący.Możesz wykorzystac w książce.
            • agalt Re: Do Tilii 16.01.11, 20:02
              Istnieje tez możliwość, że chuda rybka ma wprawdzie zapędy krajoznawcze, ale jest oszołomką. (Bo nam, rybkom słodkowodnym życie w rafach koralowych nie służy i większość z nas to przeczuwa). Oczywiście, może się zdarzyć, że ktoś za nią podąży, bo oszołomi bywają charyzmatyczni przynajmniej dla niektórych. Problem w tym, żeby nie była to droga rzeką bez powrotu...
                • raffaella54 Re: Do Tilii 17.01.11, 10:59
                  W kwestii formalnej-historyjka o czerwonej rybce nie jest moim dziełem,lecz psychografią ducha Andre Luiza.
                  Co do mojej osobowości-oczywiście,że nie jestem bytem doskonałym-posiadam wiele wad i przede mną zapewne jeszcze wiele ziemskich wcielen.A swoje poglądy już niejednokrotnie tu prezentowałam,tyle,że jakos nikt nie zwrócił uwagi na ich zawartość merytoryczną, czy też w ogóle nie był nimi zainteresowany.Mam przedstawiac je znów,wywołujac falę szyderstw i posądzen o chęć manipulacji?Z pewnoscia takiej wody na młyn tu już więcej nie bedzie.
                  Jeśli kogoś zaślepia nienawisć do osób o odmiennych poglądach czy systemach wartości,nie dostrzega belki w oku swoim.
                  Zal mi Was,tak bardzo zal...Modle sie ,żeby Wasi Przewodnicy wlali spokój w Wasze dusze,dopomogli w wyzbyciu się zaślepiajacego Was gniewu i zalu i wskazali drogę do światła.
                  • tilia7 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 11:20
                    Droga Rafaello,ja również jestem bytem niedoskonałym i mam dużo wad,z których doskonale zdaję sobie sprawę.Natomiast do tych wad z całą pewnością nie należy zaślepienie nienawiścią ani brak tolerancji.Gdybyś czytała uważnie moje wpisy zauważyłabyś zapewne,że droga,którą ja podążam jest jak najdalsza od doktryny Kościoła Katolickiego i wszelkich innych doktryn religijnych,że od początku moich tutaj wpisów staram się szukac mojej własnej drogi ,która zgodna jest z tym,co dyktuje mi moja dusza.Nie mam nic przeciwko niekonwencjonalnym poglądom,ciekawią mnie one,jak już kiedyś wspomniałam dużo czytam na ten temat i nikogo nie potępiam za to,że myśli czy wierzy inaczej.Problem w tym,że Ty się nie dzielisz merytorycznie swoimi poglądami,rzucasz jakiś ochłap wyrwany z kontekstu i mącisz w głowach ludziom,którzy w swoim bólu i żalu są podatni na różne sugestie i często całkiem zagubienie.Było tak ostatnio i jest tak samo teraz,że na pytanie o konkrety odpowiadasz,że na pewno zostaniesz zlinczowana.Nie da się z Tobą normalnie porozmawiac,bo nie piszesz "po ludzku",tylko zasłaniasz się uczonymi wyrazami,manipulacjami słownymi a jak już sobie kompletnie nie radzisz,to walisz obraźliwe słowa,udając przy tym,że to Ty jesteś pokrzywdzona.Nie lubię Twoich wpisów nie ze względu na Twoje poglądy,tylko ze względu na sposób w jaki tutaj zawsze mącisz i wprowadzasz przykrą atmosferę.Nie mam zamiaru Cię w żaden sposób krzywdzic czy obrażac,ale swoim zachowaniem wywołujesz agresję(NIE nienawiśc),tym bardziej,że to już któryś raz jak pojawiasz się tutaj i zaczynając od miłych słówek,wywołujesz konflikt.
                    Jeśli Cię uraziłam czymkolwiek,przepraszam.Nie chowaj urazy.I zastanów się nad sobą,bo wydaje mi się,że samą siebie taką postawą(NIE poglądami) krzywdzisz najbardziej.
                    • raffaella54 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 12:26
                      Droga Tilio,naprawde dziwi mnie takie postrzeganie mojej skromnej osoby-już napisałam,że nie jestem bytem doskonałym,lecz obarczonym wieloma wadami,cóz jestem tylko człowiekiem...ale na ty właśnie konkretnym forum KAŻDY mój wpis spotyka się z natychmiastową negatywną reakcją i dpoprawdy nie wiem dlaczego.Pisuję na wielu forach i nigdy,przenigdy z czymś takim się nie spotkałam,wręcz przeciwnie,moje poglady wzbudziły zainteresowanie wielu osób i zyskałam wielu przyjaciół( w wirtualu i realu).Zaczynam mile,bo chcę być miła(naprawdę nie jestem żadna zołzą),a tu na nagle łup!!!"Nie damy sie zmanipulować,nie pozwolimy sobą kierować,ani narzucać poglądów"-na takie dictum w człowieku siłą rzeczy budzi się złość(nie jestem doskonała) i z postu na post nakręca sie coraz wieksza spirala agresji.Czuję się skrzywdzona tym wszystkim,ponieważ nigdy jako żywo,nie miałam zamiaru nikim manipulować,nie jest to mi do niczego potrzebne,nie jestem przecież członkiem żadnej sekty.Szukam po prostu bratnich dusz,zrozumienia i przyjaciół, a posądza sie mnie o Bóg wie jakie niecne zamiary(najbardziej boli mnie zarzut o manipulację)Przeczytałam ostatnio,że ludzie szukają jakiegokolwiek potwierdzenia,że ich Ukochani przetrwali śmierć ,mówie sobie "napiszę, bo przecież wiem,że dusze są niesmiertelne- zebrałam na to tyle dowodów,znam najwybitniejsze swiatowe media,uczestniczę w kongresach i zjazdach",a tu łup!!!Otrzymałam traktat o tym,że Bóg zabranie kontaktów z tamtym światem.Na moją odpowiedz w sprawie Kościoła dostałam post już przepełniony drwiną i agresją i tak od słowa i słowa....żałuję wielu słów,które tu napisałam,ale jak już mówiłam,jestem tylko niedoskonałym człowiekiem.I tyle.Chyba zrezygnuję już z prób zadzierzgnięcia tu więzów przyjaźni,skoro nie jestem mile widziana.
                      Mimo wszystko naprawdę serdecznie pozdrawiam ,Tilio.Z pewnoscią jesteś mądrym i wartościowym człowiekiem,jak zresztą wszyscy tutaj,myslę jednak,że bół(wybacz tę prywatna uwage)zniekształca Twoje postrzeganie.Może po prostu widzisz osoby o złych zamiarach,tam gdzie ich nie ma.
                      Niech Dobry Duch będzie z Tobą.


                      • tilia7 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 16:36
                        Coś widocznie w Twojej postawie bądź języku powoduje,że tak Cię postrzegamy,chyba to,że zza Twoich wpisów nie widac człowieka,prawdziwego,czującego człowieka.I,że to co piszesz o swoich poglądach jest sprzeczne z postawą jaką prezentujesz.Jak wspomniałam sama nie identyfikuję się z Kościołem-żadnym i żadną formą religijnej instytucji-więc nie oburza mnie absolutnie to,że Twoje poglądy odbiegają od doktryny religijnej.Co do praw Bożych to nie uzurpuję sobie prawa do mówienia w imieniu boga ani zasłaniania się nim.Jesli piszę,że nie popieram kontaktów spirytystycznych i prób odiwedzania "tamtej" strony,to kieruję się raczej moją osobistą intuicją,która podpowiada mi,że nie jest to słuszne a w każdym razie nie jest słuszne dla mnie.Potrafię rozmawiac z osobami,które myślą inaczej niż ja-nie wiem,czy zwróciłaś uwagę,że moje poglądy i poglądy Agalt w kwestii Kościoła i religii różnią się znacznie,a mimo to pozostajemy w przyjaznych stosunkach,bo chyba obie wiemy o sobie nawzajem,że każda ma czyste intencje i stara się po prostu pomóc innym tak,jak potrafi,czerpiąc jednocześnie pomoc od innych-bo taki jest sens tego forum.
                        Byc może masz rację,że ból zniekształca moje postrzeganie,ale nie aż tak,żebym nie odróżniała szczerych intenscji od pisania "sobie a muzom" i świadomego lub nie manipulowania osobami w żałobie.Nie mam manii prześladowczej i nie widzę wrogów na każdym zakręcie:)Kiedy czytam Twoje wpisy też nie widzę "wroga",natomiast momentalnie wyczuwam,że coś jest nie tak,jak byc powinno.Mam wrażenie,że to Ty(wybacz prywatną uwagę) pogrążyłaś się w swoim świecie i swoim bólu tak bardzo,że nie jesteś w stanie przyswoic niczego z zewnątrz i obiektywnie spojrzec na nasze odpowiedzi.To nie jest złośliwa uwaga.Czytając Ciebie Rafaello mam bardzo dziwne uczucia,bo z jednej strony piszesz poprawnym językim,używasz "trudnych" wyrazów,sprawnie posługujesz się piórem czy raczej klawiaturą-co sugeruje osobę oczytaną,bystrą,sprawną intelektualnie i mająca wiedzę na określony temat.Z drugiej strony kompletnie nie rozumiesz,co piszemy do Ciebie,w każdej odpowiedzi odwracasz kota ogonem,odpowiadasz na to o co nikt nie pytał,natomiast konkretne pytania zostawiasz bez odpowiedzi lub zasłaniasz się "zlinczowaniem"-i tu już nie wiem,czy Ty w ogóle wiesz o czym piszesz,czy tylko wyrzucasz z siebie bezmyślnie i bezwolnie coś,czym masz naładowaną głowę.I druga sprawa:Twoje wypowiedzi zawsze pozbawione są uczuc,jakiejkolwiek empatii a jeśli widac jakiekolwiek uczucia to złośc i agresję.Nigdy na przykład współczucia.Powtarzam jeszcze raz-to nie jest złośliwośc z mojej strony,tylko próba wyjasnienia,czemu wzbudzasz agresję.
                        No i może trzeba sobie uświadomic,że to nie jest JAKIEŚ tam forum.To jest forum bardzo specyficzne i dlatego zapewne reakcje nasze są inne niż na innych forach.Ale uświadom sobie Rafaello,że my tu przeżywamy naprawdę bolesne,trudne,PRAWDZIWE uczucia i jesteśmy tu po to,żeby przetrwac,przeżyc,nie zwariowac z bólu a nie dla czczych pogaduszek,jakim służą inne fora tematyczne.To chyba nie jest aż tak trudne do zrozumienia?
                        Pozdrawiam Cię ciepło i życzę abyś nauczyła się kontaktowac nie tylko z "tamtym" ale również z tym światem.
                        • raffaella54 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 18:30
                          Dziękuję ,Tilio,za moralitet.Zapewniam,ze z tym światem komunikuję sie bez przeszkód,mam wspaniałą rodzinę pomimo bolesnej straty;dziś odebrałam podziękowania za pracę na innym forum(wraz z wyrazami podziwu za oryginalność i swieżość wypowiedzi) i bezpłatne świadczenie usług na rzecz pewnego wydawnictwa.
                          W każdym razie ja mam czyste sumienie-przeprosiłam i wyraziłam skruchę,co jest zgodne z wyznawanym przeze mnie systemem wartosci.
                          Przykro mi,że nie znajdę tu przyjaciół.Cóż,widocznie nie jest to nam pisane.
                          Niech Dobre Duchy wspomagają Was w każdej chwili życia.
                          • tilia7 Re: Do Rafaelli 17.01.11, 22:54
                            No właśnie.Ja do Ciebie z sercem i szczerą próbą wyjasnienia,Ty do mnie również grzecznie,ale z włączeniem wyrazu "moralitet".Ok.
                            W każdym razie ja rwónież przeprosiłam i również mam czyste sumienie.I życzę Ci wszystkiego dobrego.
                            • raffaella54 Re: Do Rafaelli 18.01.11, 09:44
                              Dziś przeczytałam tyle wyrazów uznania na temat mojego ostatniego artykułu i przetłumaczonej książki,że od rana jestem w wyśmienitym humorze.
                              Dlatego też nie bedę wszczynać dyskusji na temat moralitetów i pouczania innych.Świat nie kończy się na tym forum.
                              Tilio,niech wszelkie dobre moce będą z Tobą.
    • raffaella54 Re: Do Proy 17.01.11, 14:37
      Dopiszę jeszcze,że jedna z moich najgorszych wad jest porywczość i kiedy czytam niesprawiedliwe i nieprawdziwe wpisy,sugerujace jakobym chciała kimś manipulowac,czy narzucać swoje zdanie,wpadam w złość i reka sama mi wystukuje różne rzeczy...
      Zdaję sobie sprawę z tego,że jest to postawa niegodna spirytysty i obciążająca moją karmę.Czuję wtedy wielki niesmak i złość na siebie,że dałam się znów sprowokowac,zamiast zamilczec lub odpowiedzieć w sposób łagodny.
      Mea Culpa...
      Musze tu jeszcze zaznaczyć,że bardzo nie lubie,gdy ktoś mnie nie lubi na zasadzie :"ja z wyciagnieta reka,a ktoś we mnie łup!kamieniem"-tak to prostu odbieram i wyzwala to we mnie (niepotrzebnie)pokłady złości.
      Przepraszam wszystkich,których uraziłam i nie czynie tego dlatego,by się komuś podlizać czy zmanipulować(!),ale dlatego,że wiem,iż nie powinnam tak czynić.Jezus powiedział:"nadstaw drugi policzek"...
        • raffaella54 Re: Do Proy 18.01.11, 10:43
          Kochana Proy,pomimo,że nie tylko ja rozpętałam tę burzę,serdecznie i z całego serca przepraszam.
          Nie mysl,że nie szanuję Twych uczuć i Twojego Ukochanego.
          Szanuję również kulturę i delikatnosć Twych wypowiedzi,choć różnimy się poglądami.
          Wybacz.
          Serdecznie pozdrawiam.
      • tilia7 Re: Do Proy 18.01.11, 11:41
        Masz rację Proy,przepraszam.Wymknęło się to spod kontroli.Nie pierwszy raz zresztą.Było w dobrej wierze.Ale to mnie nie tłumaczy.Przepraszam.
      • agalt Re: Do Proy 18.01.11, 13:01
        Proy kochana,
        wątek zalozyłam ja, w podobnych okolicznościach. Żeby odpisać Ci w wątku innym, niż nasze światełka. Pisałaś tez w innych wątkach, więc nie pomyslałam, że ten traktujesz wyjątkowo. Dlatego tu odpisałam raffaelli. Przepraszam.
        Przepraszam też, że mój post do raffaelli rozwinął się w taką długą i niepotrzebną wymianę. Nic ona nie wnosi. Dla mnie raffaella pozostanie manipulatorką tak długo, jak długo uważa moją pewność za nieistniejącą jedynie dlatego, że doszłam do niej inną drogą niż ona. Nie chce mi się już z nią na ten temat pisać. To bezcelowe. Ale uważałam za swój obowiązek pokazać te mechanizmy, które wykorzystuje. Bo w takiej sytuacji jak nasza jest wiele osób, które brzytwy sie chwycą, żeby mieć choć odrobinę nadziei.
        Może założysz nowy wątek dla Piotra?
        • raffaella54 Re: Do Proy 18.01.11, 13:28
          Droga Proy,oczywiscie mozesz ,jeśli chcesz załozyć nowy wątek dla Ukochanego,ale ja od razu zaznaczę,że jeśli agalt liczy na to,ze bedę sie tu bawić w jakieś przepychanki słowne z osobą rozsiewajacą złe energie,to się myli.
          Myślałam,ze Twój wpis wystarczył,by nikt tu już nie szerzył agresji i głupio nie nie jątrzył w sprawie rzekomych manipulacji(teoria spiskowa jak u Macierewicza! -moze psychiatra potrzebny?) pomimo rzekomych przeprosin.Jakże sie myliłam...
          Wstyd,głupio i niesmaczno...czego ludzie nie zrobia,żeby do nich należało ostatnie słowo i ich racja była na wierzchu..
          Proy-idę się teraz pomodlic za Twojego Męża-sama juz nie wiem,co zrobic,żebyś się nie gniewała.
          Przepraszam.
          • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 21:35
            Tak Agalt to Ty założyłaś ten wątek. Potraktowałam go jako prezent bo był odskocznią od kłótni toczącej się gdzie indziej.
            Nowy wątek ? W tym jest moja bolesna historia ...:) Ale może to sygnał żeby nie powierzać historii tak intymnej ...Chyba wystarczy.
            Nie gniewam się. Tak jak napisałam jest mi tylko przykro.
            Za modlitwę dziękuję :) choć poglądy rzeczywiście mamy różne :)(nawet bardzo dziękuję)
            Tilia bardzo pomogły mi Twoje wpisy od samego początku. Naprawdę dzięki nim było mi lżej. Lałam łzy ulgi gdy mi odpisywałyście w tych trudnych chwilach.
            Agalt masz bardzo trzeźwe spojrzenie na wiele spraw. To broni się samo. Uwierz mi.
            Naprawdę głęboko czuję prawdę stwierdzenia Elisabeth Kubler-Ross ." Nie można nigdy zrobić niczego dobrego dla jednego człowieka, jeżeli uderza się przy tym w drugiego"
            Czym innym jest gniew czym innym złość. Gniew trwa krótko nie jest tak toksyczny. Złość...w złości człowiek może się zapamiętać ...pogubić. Nie warto.
            Pozdrawiam Was serdecznie. Za przeprosiny dziękuję. I choć może się zdziwicie ...cieszę się z nich i z Waszego powodu. Nie dajcie się zalać złością. Nawet własną.Nie warto.
            • agalt Re: Do Proy 18.01.11, 22:13
              Proy,
              nie widząc i nie slysząc, skazani jesteśmy na własna interpretację. Nie odczuwam złości. Raffaella nie jest innym człowiekiem niz my. Tez ją życie dotknęlo. Możliwe, że tylko tak umiała sobie poradzić. Chciałabym, żeby się nie pogubiła, ale szanuję jej własny wybór. Tyle, że wolałabym, żeby uszanowała równiez mój. I nie przekręcała moich wypowiedzi. Ale nie chcę juz o tym pisać, bo nie chcę dalszej z nią polemiki. Starczyłoby jedno zdanie. Przeciez mogła sie pomylić. Ale tego zdania nie było, tak samo jak wyjaśnienia zmiany sensu mojej wypowiedzi. Było minęlo...
              Zgadzam się z przytoczonym przez Ciebie zdaniem, ale czasem trzeba wybrac mniejsze zło...
              • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 23:02
                Mniejsze zło mniejsze dobro mniejsza miłośc ...są rzeczy których się nie stopniuje. Agalt . Moim zdaniem. Ale to tylko moje zdanie. Przeczytałam pierwszy Twój post w tym wątku raz jeszcze. Nawet dzisiaj czuję jego ciepło...Było minęło życie jedno drugie...jest i minie nasze życie...
                  • proy0311 Re: Do Proy 18.01.11, 23:11
                    Wiesz...zabolało...gdy stajesz się tym mniejszym złem...boli. Może nie czas żałować róż gdy płoną lasy...ale powiedz to różom.
                    • agalt Re: Do Proy 18.01.11, 23:23
                      Nie wiem, jak zrozumiałaś to, co napisałam. Ale raczej nie tak, jak chciałam, zebys zrozumiała. Ostatnią rzeczą jaka miałabym na mysli byłoby zrobienie czegoś, co by Cie zabolało.
                      W czasie, gdy Ty pisałas tu, ja pisałam do Ciebie na priva. Odbierz, bo nie chciałabym, żebyśmy się źle rozumiały.
                      Tez uważam, że jestes wyjątkowym człowiekiem :)
                      • tilia7 Re: Do Proy 18.01.11, 23:49
                        Dziewczyny,wszystkie jesteśmy wyjątkowe i wszystkie wyjątkowo dotknięte bólem.To forum jest po to,żeby się wspierac i sobie pomagac,i robimy to bezsprzecznie.Ale też taka specyfika tego forum,że czasami emocje wymykają się spod kontroli.Jestem tu już długo i były zarówno momenty kiedy się z niektórymi osobami ostro posprzeczałam,broniąc swoich racji i takie-tych drugich na szczęście więcej-kiedy czytałam ze wzruszeniem,że moje wpisy komuś pomogły,że ktoś lubi to,co piszę, moją bezkompromisową postawę też.Padały tu takie słowa-nie dziś,czy wczoraj,ale w ogóle,kiedy obiecywałam sobie,że się już słowem nie odezwę,bo moje dobre intencje obróciły się przeciw mnie i w końcu to ja płakałam.Ale widząc znowu czyjś ból albo nie wytrzymując własnego pisałam jednak znowu.Myślę Proy,że jeśli dla kogoś to forum jest ważne,to jakby koleją rzeczy przechodzi te wszystkie etapy.Czasem coś się wymyka spod kontroli i jest przykro.Za chwilę ktoś napisze coś miłego i się o tej przykrości nie pamięta.Jak w każdej grupie ludzi,gdzie sa różne emocje i różne poglądy.
                        Natomiast dla mnie jest rzeczą bardzo ważną,żeby pomagając innym,nie zapomniec o sobie.Żeby się bronic,kiedy ktoś atakuje naszą pewnośc,naszą wiarę w taki sposób,jakby to było coś mniej wartościowego tylko dlatego,że jest inne.Mogę pomóc innym tylko wtedy,jesli sama wierzę w to,o czym piszę.Więc broniąc siebie,pomagamy też innym i pokazujemy,że nie koniecznie trzeba kłaśc uszy po sobie,że nie zawsze w imię źle pojętej grzeczności,trzeba pozwolic sobie w kaszę dmuchac.Dlatego w tych dyskusjach stoję zawsze murem za Agalt,bo choc nasza wiara jest oparta na innych wyobrażeniach,to Jej PEWNOŚC dodaje siły i mnie.
                        • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 09:07

                          Jestem zwykym czowiekiem choć za "GŁaski" Dziękuję:)
                          Pysznym czŁowiekiem . Dlatego muszę się pilnować.
                          Kocham Piotra (i go nie mam).
                          Bycie i życie na forum to pewnie jakaś umiejętność.
                          Może ...warto się nauczyć. Może.
                          • raffaella54 Re: Do Proy 19.01.11, 09:47
                            Moim zdaniem,Proy,nie jesteś takim sobie zwykłym człowiekiem.Z Twoich wpisów wyziera wielka mądrosć i nie ma tu żadnego znaczenia,że różnimy się poglądami.
                            A ja-cóz,nie jestem kims wymądrzającym się z zewnątrz na tematy życia i śmierci,tylko zwykłą matka,kórej storturowane okrutną chorobą dziecko umarło na rękach i która widziała,jak jego chudziutkie dłonie nieodwracalnie i ostatecznie sinieją i patrzyła na jego wpółotwarte usta,wpółprzymknięte oczy i gwałtownie zółknące ciało.Ten obraz pozostanie mi w umyśle do konca moich dni,tak jak i jego ostatnie słowa.
                            Gdyby nie TO,z pewnością czekałoby mnie samobójstwo i przysporzenie rozpaczy mojej rodzinie lub, w najlepszym razie, psychiatryk.TO pozwoliło mi przetrwac ,zyc dalej i nawet dość intensywnie pracować. Nie wiem(nikt nie wie)ile czasu mi jeszcze zostało,ale z TYM, jestem pewna,uda mi się jakoś przeżyć.
                            Nie żywię do nikogo urazy ani złości.Mam z pewnościa wiele wad ,ale chyba jedna z moich nielicznych zalet jest to,że bardzo łatwo przechodzi mi gniew i nie pielegnuję w sobie uraz.Lubię tez przepraszać i wyrażac skruchę.
                            Wybaczcie,co złego zrobiłam.
                            Serdecznie wszystkich opuszczonych,pogrązonych w bólu pozdrawiam.Oby dobry Bóg wlał otuchę w serca Wasze.
                            • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 10:30
                              Rafaella...:(( Są na świecie sprawy których boję się nawet myślą dotknąć.Ból ...przy którym mogę tylko milczeć i mieć nadzieję że moje milczenie ...będzie obecnością.

                              Ludzie (w tym ja) sŁusznie (moim zdaniem ) boją się że to co uratowaŁo Ciebie ich może doprowadzić do szaleństwa. Agalt broni granic. Broni tych którzy z ogromu tego bólu mogą narobić gŁupstw.Te światy dzieli przepaść. Być może niektórym udaje się dotrzeć na drugą stronę ale większość pewnie ginie w przepaści zanim tam dotrze.Jak wiesz wiele z nas w tym bólu podjęŁoby ryzyko nie patrząc na konsekwencje.
                              Wszyscy tam przejdziemy. Jeszcze nie teraz . To nie jest nasz czas.

                              Przytulam. Zrozum. Proszę :( :) ( i Łezka ale nie wiem jak )
                              • raffaella54 Re: Do Proy 19.01.11, 11:28
                                Toteż nie namawiam,ale wyjaśniam swoja postawę,czy też swoje koło ratunkowe.Przecież nie każdy musi je chwytać.Sto razy pisałam,niech kazdy idzie swoja drogą i podtrzymuję to stanowisko.
                                Akurat z tym ginięciem w przepaści się nie zgadzam,ponieważ znam sprawę bardzo szeroko i od podszewki,nie tylko z lektur(ksiażek jest całe mnóstwo),ale z własnych badań oraz spotkan z ludźmi.Powiem tak-ja odzyskałam wiarę,nadzieje ,miłość;potrafię znów podziwiać piekno swiata i nawet śmiać się do łez.Mam wrazenie,że nigdy jeszcze w swoim zyciu nie myslałam w sposób tak logiczny i klarowny,mój umysł jest czysty i niezmącony,pomimo tak straszliwej tragedii.
                                Czy to był dar?Coraz bardziej skłaniam się ku temu zdaniu.Mam poważne powody,by tak myslec.
                                Jesli ktoś uważa inaczej,ma do tego prawo.Ja zwyczajnie opisuję tylko stan swego ducha i umysłu w chwili obecnej.
                                Nigdy nie zajmowałam się słowem pisanym,a w tej chwili piszę z taka łatwością,jakby ktoś mi dyktował lub kierował moją ręką.
                                Moja rodzina zjednoczyła się po tragedii-okazujemy sobie miłość,zrozumielismy,że w życiu najważniejsi są ludzie- PRZEDTEM było nieco inaczej.
                                Proy-ja szanuję Twoją postawę.Proszę,zrozum moją.
                                Również mocno przytulam.

                                • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 12:06
                                  Rafaella...:(( Są na świecie sprawy których boję się nawet myślą dotknąć.Ból ...przy którym mogę tylko milczeć i mieć nadzieję że moje milczenie ...będzie obecnością.

                                  Ludzie (w tym ja) sŁusznie (moim zdaniem ) boją się że to co uratowaŁo Ciebie ich może doprowadzić do szaleństwa. Agalt broni granic. Broni tych którzy z ogromu tego bólu mogą narobić gŁupstw.Te światy dzieli przepaść. Być może niektórym udaje się dotrzeć na drugą stronę ale większość pewnie ginie w przepaści zanim tam dotrze.Jak wiesz wiele z nas w tym bólu podjęŁoby ryzyko nie patrząc na konsekwencje.
                                  Wszyscy tam przejdziemy. Jeszcze nie teraz . To nie jest nasz czas.

                                  Przytulam. Zrozum. Proszę :( :) ( i Łezka ale nie wiem jak )
                                  • proy0311 Re: Do Proy 19.01.11, 12:15
                                    MiaŁo być co innego. UciekŁo. WkleiŁo się powtórzenie.
                                    Wiele razy powtarzane tutaj zdanie...Każdy ma swoją droge.
                                    Ja nadal uważam ...są drogi niebezpieczne.Którymi nie należy chodzić.
                                    • raffaella54 Re: Do Proy 19.01.11, 15:19
                                      Kilka epizodów z mojego zycia PO(choć czas tak naprawde jest tylko iluzją umysłu)
                                      Niedawno wzięłąm udział w pewnej imprezie światowej rangi, z udziałem ok.2000 uczestników z różnych krajów.Nie byłoby w tym nic szczególnego,gdyby nie panujaca tam wszechwładnie,niemal dotykalna i widzialna atmosfera miłości,ciepła i braterstwa.Zjazd ten naładował moje baterie duchowe na długo(oj,ta iluzja czasu!)i mam nadzieję,ze będę z nich czerpać energię jeszcze przez pewien czas.Ale to nie wszystko.
                                      Owo uczucie milości i ciepła ,tyle że w o wiele wiekszym steżeniu pojawiło się w czasie pewnych ćwiczen(nieistotne jakich).Uczucie to nie jest znane w świecie fizycznym i nie ma nic wspólnego z popędem seksualnym,może najbardziej przypomina miłość matki do dziecka.W trakcie opisywanego doswiadczenia czułam się zatopiona w cieplym morzu niewysłowionej ludzkimi pojęciami błogości-zaiste,nie ma ziemskich słów,które potrafiłyby te odczucia opisać.Każdy nerw ,każda struna ciała wibrowała w zgodnym rytmie z ową nieopisaną słodyczą.Wokół mnie fruwały w tęczowej atmosferze istoty krzyczące "kochamy cię,kochamy cie"Postanowilam zostać tam na zawsze i nie wracać do zimnego,obojętnego ,nieraz okrutnego świata-ale niestety ,twarde realia wezwały mnie z powrotem na ziemię.Otworzyłam oczy z twarzą zalaną łzami , trzęsącym się jak galareta ciałem fizycznym i jedną myśla kołaczącą się w głowie-"ja nię chce tu być,chcę do moich przyjaciół,którzy mnie kochają." Widocznie nie nadszedł jeszcze ten czas...
                                      Może nie jestem całkowicie złym czlowiekiem,skoro dano poznac mi to nieziemskie uczucie.
    • proy0311 Kochanie... 01.02.11, 10:11
      ...każda chwila bez Ciebie kroplą oŁowiu wypŁenia moje serce. 159 dni szukania ...Na początku ze zdziwieniem stwierdzaŁam rano że zaczyna się kolejny dzień, tzn poprzedni minąŁ. Teraz już się nie dziwię. Już wiem że dni mijają. Wiem też w jakim bólu. Tego bólu czekam co rano.
      Musi boleć. Nie może nie boleć gdy tęsknię za Tobą. Moją miŁością. Cudownym dobrym czŁowiekiem. Dlaczego ? Dlaczego ???