27.03.12, 22:50

Rozeszlismy sie 8 miesiecy temu z jego inicjatywy. Powiedzial, ze jestem mu obojetna i mam sie wyprowadzic. Dziecko mialo wtedy roczek. Wyprowdzilam sie. Oplaca mi wynajmowane mieszkanie. Spotkania z dzieckiem wygladaja tak, ze czasami przyjedzie, czasami nie, czasami spozni sie godzine, czasami po tej godzinie spoznienia calkiem odwola.
Ostatnio byla taka sytuacja, ze nie pojawil sie przez tydzien. W piatek zadzwonil, ze nie przyjedzie, bo ma duzo pracy, w sobote do poludnia spi, potem jedzie na grilla do znajomych, w niedziele mecz, wiec nie przyjedzie. W poniedzialek umowilam sie z kolezanka, ktora ma synka w wieku mojej corci. Przyjechali do nas, dzieci sie bawily, gdy tatus mojego dziecka napisal, ze chce przyjechac. Odpisalam, ze moze, ale ze mamy gosci. W odpowiedzi: jaka ty jestes zlosliwa, spacjalnie to zroblas, ja tez taki bede" itp. Odpisalam, ze drzwi sa otwarte, moja znajoma (ktora on tez zna) nie gryzie i krzywdy mu nie zrobi. Nie odpisal juz, nie przyjechal takze.
Co dalej - poprosilam go, zeby kupil pieluchy dla dziecka. Odpisal, ze nie ma kasy, chcialam mu wiec dac, byle by kupil wracajac z pracy. Nie kupil do dzis (byla fajna promocja, ktora juz sie skonczyla). Prosilam, zeby jadac do malej kupil w sklepie zgrzewke wody. Odpowiedz: chocbys rece miala sobie pourywac nie kupie ci. Dzis podczas jego wizyty poprosilam, zeby zabral do pracy parasolke od wozka i dal komus do skrocenia palak, bo za dlugi (na maszynie obciac to chwila). Odpowiedzial mi, ze nikt nie bedzie mial czasu. Jego wizyty to moje nerwy i stres. Nie tak mialo byc. Nie mielismy sie klocic. On przy dziecku potrafi powiedziec, ze mam "najeb.....ane we lbie", ze jestem glupia itp. Obraza sie na mnie, trzaska drzwiami i wychodzi a dziecko patrzy co sie stalo, ze tata tak nagle wyszedl i nie rozumie (ma 21 miesiecy). Byl czas, ze po takich wystepach mala nie chciala sie nawet z nim bawic. To ja robilam wszystko, zeby nie uciekala od ojca, nie wiem, moze to byl moj blad, moze nie powinnam sie o to starac. Tak samo jak nie powinnam zabiegac o jego wizyty. Moze lepiej, zeby nie przyjezdzal. Tylko teraz boje sie jednego - ze kiedys odezwie sie w nim instynkt, albo co gorsza, ze bedzie chcial sie na mnie mscic wlaczajac w to dziecko.
On jest mozna powiedziec lekkoduchem. Z dzieckiem w aucie potrafi wcinac sie przed innych kierowcow, zeby zrobic im na zlosc, nie przestrzega przepisow, kiedys przywiozl dziecko w aucie na kolanach podczas gdy fotelik byl z tylu przypiety. Jak miala rok bawil sie z mala jak z rownym sobie - na przyklad rzucal jej pilka w glowe smiejac sie, ze ma odbijac glowka, a dziecko tracilo rownowage z placzem na co on zdziwiony, ze przeciez to nie boli. Raz by mu spadla na buzie, bo nosil ja za rajtuzki i stracila rownowage. Wpuscil dziecko w pokrzywy, bo to zdrowo, a jak plakala to sie smial. Na ulicy jak zadzwoni mu telefon to zapomina o dziecku i idzie przodem, a dziecko za nim idzie gdzie chce. Poza tym co rusz slysze od niego komentarze, ze: "jego dziecko jest madre i nie zrobi nic glupiego". I mam wrazenie, ze on w to wierzy!
W efekcie boje sie dawac mu dziecko bez mojego nadzoru, bo mam ku temu powody.
Nie mielismy slubu, nie zdarzylismy wziac, bo zepsulo sie miedzy nami juz w czasie mojej ciazy.
Czy ktos moze mial podobne problemy z tatusiem? Jak w takiej sytuacji postepowac?
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: Co dalej? 27.03.12, 23:06
      Ustalić sądownie kontakty. Jeśli jest bardzo nieodpowiedzialny to niech te kontakty nadal będą w miejscu zamieszkania dziecka.
      Nie proś go o nic bo w okresie porozstaniowym częste prośby może odbierać jako absorbowanie go twoimi sprawami i szukanie kontaktu.Uwiązywanie do was.
      Oddzielić się eemocjonalnie i tak nie przejmować eksem.
      • klekle77 Re: Co dalej? 27.03.12, 23:25
        No tak, ale wlasnie jak ja mam ta nieodpowiedzialnosc udowodnic? Czy same moje opowiesci wystarcza? Mam swiadkow, ale swiadkowie to tylko moja rodzina i moi znajomi. Jego matka nawet jak widziala jego poczynania (w wiezieniu bez fotelika autem nawet brala udzial), to na pewno niczego nie poswiadczy. Dodam jeszcze, ze jego matka nawet mi proponowala jak dziecko bylo calkiem malutkie, zebym wypiela z fotelika i wziela podczas jazdy na kolana, bo tak jej bedzie wygodnie..... uncertain - ale stara to jej mozna taka glupote chyba wybaczyc.
        • lampka_witoszowska Re: Co dalej? 27.03.12, 23:41
          ustalić sądownie kontakty w miejscu zamieszkania dziecka na podstawie swoich zeznań i zeznań świadków
          - oraz od razu ustalić zamieszkanie dziecka każdorazowo przy matce

          ja też bym się uniosła dumą i więcej go o nic nei prosiła, niech spada

          a w pozwie można zawrzeć równiez podejście ojca w taki sam sposób, jak to opisałaś - jak na sądzie wrażenia nei zrobi odbijanie piłki o główkę dziecka, to ja jestem Matką Teresą

          możesz też podać stenogramów rozmów przez smsy, ktoś z forum jakiś czas temu tak zrobił - najwyżej sąd nie weźmie tego pod uwagę, nic nie tracisz, a możesz zyskać spokój o bezpieczeństwo dziecka, tak?

          wiesz, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne dziecka i jego bezpieczeństwo, to raczej się na głowie staje, żeby je zapewnić, dopiero potem można starać się o jak najlepsze kontakty dziecka z ojcem
        • mayenna Re: Co dalej? 28.03.12, 08:28
          Wystarczą twoje zeznania i zeznania świadków.To że są to członkowie twojej rodziny lub znajomi nie ma większego znaczenia bo trudno, żeby o życiu w rodzinie mieli wiedzę bardzo obcy ludzie.
    • lampka_witoszowska Re: Co dalej? 27.03.12, 23:43
      ciesz się, ż enie wzięliście ślubu, potrzebowałabyś tego? dziecko by było bezpieczniejsze?

      a jak z alimentami?
      zalezność finansowa będzie Ci mieszała w głowie, niepotrzebnie - jest jakiś powód tego opłacania mieszkania?
    • knokkelmann1 taaa.... 28.03.12, 09:11
      czytając takie wpisy bardzo chciałbym poznać zdanie drugiej strony. bo wierzyć mi się nie chce, że z takim potworem ktoś decyduje się na dziecko. bohaterka wpisu to rzecz jasna dama bez skazy i zmazy
      • argentusa Re: taaa.... 28.03.12, 09:35
        Knokkelmann,
        tu nie o to chodzi czy jest bez skazy,czy nie. Chodzi o problem bezpieczeństwa dziecka.
        Pewnie,ze lepiej żeby nie miała z nim dziecka -bo decyzja o dziecku z takim cżłowiekiem do najmądrzejszych nie należy. A głupota zaletą nie jest.
        Ale teraz najważniejszy jest inny problem: dziecko, które już JEST.
        Ja wierzę, że sa tacy nieodpowiedzialni, chociaz mój eks jest zupełnie inny. I nie przenosze swoich doświadczeń na innych. Ot, ludzie rózni są.
        Do autorki: ustalić sądownie mijesce zamieszkania dziecka i kontakty w miejscu zamieszkania dziecka albo w obecności matki. ODciąć dzieck od taty nie wolno. Bo ono jego tez potrzebuje.
        Ar.
        • dolcevita76 Re: taaa.... 28.03.12, 10:06
          Jeśli chodzi o dowody dla sądu, to włącz sobie dyktafon w komórce jak tatuś przychodzi. Jak jest taki szurnięty, to na pewno będą fajne dowody. I mów wyraźnie: nie rzucaj jej piłką w główkę, nie szarp jej za rajtuzy, bo spadnie głową na podłogę. Wtedy wywiąże się dyskusja i będziesz miała dowody czarno na białym. Potem zgraj to na kompa.
      • zjm1111 Re: taaa.... 28.03.12, 18:58
        uwierz mi, ze ludzie baaaaaaaaaaaaaaaaardzo potrafią się zminićsmile
        moj ex jest zupełnie inną osobą i to nie jest tylko moje zdanie -rorgoryczonej, zdradzonej i porzuconej zony-tak twierdzi wiele osób, na czele z jego rodziną.
        niestety....ludzie się zmieniają, nie zawsze na korzyscsad
    • altz Re: Co dalej? 28.03.12, 10:13
      Powinnas sie odciac od faceta, bo Ci pomoze tylko z laski, wiec to nie jest pomoc, tylko dodatkowy konflikt. W koncu powinnas popatrzec na siebie i zobaczyc kobiete bez faceta przy boku, bo tak jest, i zaczac sobie radzic samodzielnie, a na niego nie liczyc zupelnie. Moze wtedy bedziesz czasami dzieki temu milo zaskoczona. Facetowi bym powiedzial o tym, trzeba mowic do ludzi wprost, ale bez wyzywania. Powiedz mu tez, ze nie zajmuje sie odpowiedzialnie dzieckiem, wiec nie dasz mu dziecka na spacer po ulicach, ale mozesz sie umowic na placu zabaw albo w domu, ale jak Ci bedzie ublizal, to konczysz wizyte.
      Wybralas gowniarza, to tak masz i teraz musisz o walczyc o swoja godnosc i bezpieczenstwo dziecka.
      Czy dorosnie? Moze dorosnie, moze i nie, roznie bywa, znam takich, co nie dorosli, ale ich dzieci juz potrafia same zadbac o swoje bezpieczenstwo.
      • klekle77 Re: Co dalej? 28.03.12, 21:20
        Na poczatek - zaskoczyles mnie alzt - bylam pewna ze po mnie "pojedziesz". Milo........
        Do pozostalych - dzieki za wskazowki, sa bardzo pomocne.
        A do tych, ktorzy mnie krytykuja - tak jak jedna z was napisala - ludzie baaaardzo potrafia sie zmienic. On dla mnie byl fajnym, czulym, troskliwym facetem. To, ze nie potrafil bawic sie z dziecmi znajomych to nie bylo dla mnie dziwne, bo skoro nie mial kontaktu z dziecmi to mial prawo nie umiec czy nie chciec.
        Wszystko zmienilo sie zaraz po urodzeniu. Juz pomijam fakt, ze tydzien po cesarce wyszlam ze szpitala i okazalo sie, ze jestem zdana tylko na siebie, bo on uciekl w prace (jak stwierdzil zeby nie zwariowac od placzu dziecka wolal siedziec w pracy). Nic nie pomagaly moje prosby o pomoc. Stwierdzilam, ze to minie, ze on sie otrzasnie, ze to moze dla niego za duza zmiana, szok, nie wiem - no rozni faceci bywaja. Bylo tylko coraz gorzej, az do momentu gdy mi powiedzial, ze chce zaczac zyc NORMALNIE i zebym sie wyprowadzila. Dalszy ciag opisalam na poczatku.
        Ot nowinka z dzisiejszego dnia. Chcial isc z dzieckiem na dwor. Nie pytalam go o nic tylko tez sie ubralam. Na drodze stanal nam kot sasiadow. Moje dziecko zaczelo kota glaskac i do taty nawoluje i pokazuje, zeby tato tez poglaskal. Wiec tato pyta: "mam kota poglaskac czy pociagnac za ogon?". Zanim skonczylam zdanie: "nie ucz jej tak, bo ja podrapie" dziecko bylo podrapane i przybieglo do mnie z placzem wolajac buba, a tato stal i wpieral dziecku, ze kot przeciez nie podrapal.
        I ty tam, ktory miales do mnie jakies wonty w swojej wypowiedzi. Chcesz poznac wersje tatusia? Juz ja znasz, innej nie ma.
        • klekle77 O jedno jeszcze chcialam zapytac. 28.03.12, 21:24
          Czy to, ze dziecko zameldowane jest w jego miejscu zameldowania moze byc przeszkoda w czyms?
          Razem mieszkalismy gdzie indziej, niz meldunek i jego i dziecka (sa zameldowani u jego matki). Nie meldowalam u siebie, ze wzgledu na rejonizacje, zeby nie bylo problemow z przedszkolem (ja jestem zameldowana u moich rodzicow w innej miejscowosci). Podczas meldowania dziecka jeszcze nic nie zapowiadalo, ze sie rozejdziemy.
          Podsumowujac:
          Tato i dziecko maja meldunek w jednym miejscu, ja w innym. Pod adresem zameldowania zadne z nas nie mieszka.
          • mayenna Re: O jedno jeszcze chcialam zapytac. 28.03.12, 21:54
            Meldunek nie ma tu żadnego znaczenia. Teraz to nawet nie wiem czy w ogóle jest obowiązek meldunkowy...
        • altz Re: Co dalej? 28.03.12, 21:38
          klekle77 napisała:

          > Na poczatek - zaskoczyles mnie alzt - bylam pewna ze po mnie "pojedziesz". Milo
          > ........
          Ja po prostu znałem takie osoby. smile
          Gościa, który szedł z dzieckiem w wózeczku na piwo i pchał ten wózek z piwem w ręku, tak dzień w dzień.
          Kobietę, która nigdy nie dorosła i strach jej zostawić dziecko pod opieką, bo to się mogło tragicznie skończyć dla dziecka, raczej była zabawowa, nadal taka jest. Znałem i znam kilka innych tego typu osób, większość nie dorosła.

          Facet nie łapie kontaktu z dzieckiem, dziecko jest tylko zabawką, nie partnerem do zabawy. Może kiedyś będzie świetnym ojcem? Bardzo możliwe, że będzie miał dziecko z inną panią i on będzie świetny, wtedy będziesz miała do niego wielki żal, dziecko również będzie miało. sad
          Ale może również nie dorosnąć. Nie wiadomo, jak się rozwinie, ale nie widzę tego optymistycznie, jeśli wygania dziecko i matkę z mieszkania.
          Kij z nim, szkoda czasu i życia.
          • klekle77 Re: Co dalej? 28.03.12, 22:32
            Ech.............ja sie tylko o moje dziecko juz boje.
            On wprawdzie na piwo z dzieckiem nie chodzil, bo tez nie mial jak - wcale nie zabieral jej w wozeczku na spacery.
            Dziekuje jeszcze raz za pomoc.
    • kiikija Re: Co dalej? 29.03.12, 01:28
      Nie dawaj mu dziecka!! Jestes od niego uzalezninoa z powdu tego wynajmu? jezlei taki, to fatalniesad((( Nie pozwol by kontaktowla sie z dizekciem, pod twoją nieobecnośc, wychodizl z nim, zabieral do drugiego pokoju!!!
      To idiota robiac ci na lzosc. Wiem, bo przerabialam, to samo!
      • klekle77 Re: Co dalej? 29.03.12, 20:59
        kiikija mozesz podac jakiegos maila do siebie lub cokolwiek? Bede wdzieczna.
    • mau3 Re: Co dalej? 29.03.12, 22:37
      Zajrzyj może na Byłeżony.pl dostaniesz tam na pewno wsparcie i spotkasz kobiety w podobnej sytuacji.Nie masz lekko i sprawa jest bardzo delikatna, bo wchodzi w rachubę dziecko, które na pewno będzie chciało mieć Mamę i Tatę.smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka