Dodaj do ulubionych

JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE !

17.12.04, 20:05
Czesc Jarkoni,

Mysle, ze Twoje obawy zwiazane z nowa relacja sa uzasadnione.
Sama wyszlam za maz za 14 lat starszego ode mnie mezczyzne, tez jak Ty ojca
dwoch corek. Tez mieszkamy w wynajetym mieszkaniu i borykalismy z problemami
natury ekonomicznej.

Dzis mam 33 lata i chcialabym miec dziecko, moj zegar biologiczny bije.
Niestety ze wzgledu na nieustabilizowana sytuacje ekonomiczna czuje, ze nie
moge sobie na to pozwolic. Praktycznie cale moje zycie spedzam w pracy, na
pelnym etacie, plus biore wszelkie mozliwe nadgodziny, ale to i tak nie jest
wystarczajace aby jakos zasadniczo zmienic nasza sytuacje materialna.

Moj maz pracuje w "wolnym zawodzie" upierajac sie ze jest artysta, a wieksza
czesc zycia spedza snujac artystyczne wizje tego co chcialby robic dalej. On
ponadto oplaca alimenty na dwie corki ( dwom roznym matkom z ktorymi nigdy
tez nie byl zonaty) - 0kolo 800 PLN na miesiac.

Matka jego drugiego dziecka wystapila o podniesienie alimentow jak tylko
zwiedziala sie, ze maz mial na sobie wieksza gotowke, a moj maz doszedl do
wniosku, ze " nie oplaca mu sie wiecej pracowac" skoro jego byla kobieta
wystepuje o zwiekszenie alimentow jak tylko "wyweszy na nim wieksze
pieniadze". Wobec tego, ze on malo albo wcale nie pracuje - jego "wklad" w to
malzenstwo nie polepsza naszej egzystencji ekonomicznie.

Wiedzialam o tym wszystkim jak za niego wychodzilam, ale tez,
mielismy "pokrewienstwo dusz" i przyjazn pomiedzy nami i chcialam wierzyc ze
wszystko sie "jakos ulozy". On tak jak i teraz byl pelen wizji, a ja dalam
sie tym wizjom przekonac. Niestety niewiele z nich wydaje sie realnych, czego
dowodza ostatnie 3 lata naszego malzenstwa.

Moj maz stal sie czlowiekiem zgorzknialym....Przez ostatnie 3 lata duzo
czasu spedzil w domu. Ja dla odmiany pracuje po minimum 40 a czesto po 50 -
60 godzin na tydzien, zeby polepszyc nasza sytuacje. Ja bardzo lubie
pracowac, lubie tez moja prace, ale bez przesady!

Chcialabym tez czasem moc odpoczac a czuje, ze cala odpowiedzialnosc za nasza
przyszlosc spoczywa na mnie. Staje sie to dla mnie ciezarem i zaczynam myslec
o rozwodzie, mysl ta jak na mnie jest dosc nieprawdopodobna, bo ja nigdy nie
wierzylam w rozwody.

Nie wiem co bedzie jak sie zdecyduje na ten krok! Jestem tak absolutnie
pochlonieta praca, ze nie mam czasu na zadne randki ewentualnie po rozwodzie,
zreszta perspektywa chodzenia na randki to koszmarna sprawa, nie znosze
randek, nie nadaje sie do tego zupelnie choc jestem jeszcze atrakcyjna
kobieta, czasami wciaz pracuje dorywczo jako modelka.

Dobrze zastanow sie Jarkoni nad tym co jestes realnie w stanie wniesc do tego
ewentualnego zwiazku. Kobiety, nawet te najbardziej niezalezne, do ktorych
zaliczam sie ja, pragna miec jakies oparcie w swoim mezczyznie. Pozdrawiam
cieplutko.


Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 18.12.04, 10:47
      kobieta_pracujaca33 napisała:

      > Czesc Jarkoni,
      >
      > Mysle, ze Twoje obawy zwiazane z nowa relacja sa uzasadnione.
      > Sama wyszlam za maz za 14 lat starszego ode mnie mezczyzne, tez jak Ty ojca
      > dwoch corek. Tez mieszkamy w wynajetym mieszkaniu i borykalismy z problemami
      > natury ekonomicznej.
      >
      > Dzis mam 33 lata i chcialabym miec dziecko, moj zegar biologiczny bije.
      > Niestety ze wzgledu na nieustabilizowana sytuacje ekonomiczna czuje, ze nie
      > moge sobie na to pozwolic. Praktycznie cale moje zycie spedzam w pracy, na
      > pelnym etacie, plus biore wszelkie mozliwe nadgodziny, ale to i tak nie jest
      > wystarczajace aby jakos zasadniczo zmienic nasza sytuacje materialna.
      >
      > Moj maz pracuje w "wolnym zawodzie" upierajac sie ze jest artysta, a wieksza
      > czesc zycia spedza snujac artystyczne wizje tego co chcialby robic dalej. On
      > ponadto oplaca alimenty na dwie corki ( dwom roznym matkom z ktorymi nigdy
      > tez nie byl zonaty) - 0kolo 800 PLN na miesiac.
      >
      > Matka jego drugiego dziecka wystapila o podniesienie alimentow jak tylko
      > zwiedziala sie, ze maz mial na sobie wieksza gotowke, a moj maz doszedl do
      > wniosku, ze " nie oplaca mu sie wiecej pracowac" skoro jego byla kobieta
      > wystepuje o zwiekszenie alimentow jak tylko "wyweszy na nim wieksze
      > pieniadze". Wobec tego, ze on malo albo wcale nie pracuje - jego "wklad" w to
      > malzenstwo nie polepsza naszej egzystencji ekonomicznie.
      >
      > Wiedzialam o tym wszystkim jak za niego wychodzilam, ale tez,
      > mielismy "pokrewienstwo dusz" i przyjazn pomiedzy nami i chcialam wierzyc ze
      > wszystko sie "jakos ulozy". On tak jak i teraz byl pelen wizji, a ja dalam
      > sie tym wizjom przekonac. Niestety niewiele z nich wydaje sie realnych, czego
      > dowodza ostatnie 3 lata naszego malzenstwa.
      >
      > Moj maz stal sie czlowiekiem zgorzknialym....Przez ostatnie 3 lata duzo
      > czasu spedzil w domu. Ja dla odmiany pracuje po minimum 40 a czesto po 50 -
      > 60 godzin na tydzien, zeby polepszyc nasza sytuacje. Ja bardzo lubie
      > pracowac, lubie tez moja prace, ale bez przesady!
      >
      > Chcialabym tez czasem moc odpoczac a czuje, ze cala odpowiedzialnosc za nasza
      > przyszlosc spoczywa na mnie. Staje sie to dla mnie ciezarem i zaczynam myslec
      > o rozwodzie, mysl ta jak na mnie jest dosc nieprawdopodobna, bo ja nigdy nie
      > wierzylam w rozwody.
      >
      > Nie wiem co bedzie jak sie zdecyduje na ten krok! Jestem tak absolutnie
      > pochlonieta praca, ze nie mam czasu na zadne randki ewentualnie po rozwodzie,
      > zreszta perspektywa chodzenia na randki to koszmarna sprawa, nie znosze
      > randek, nie nadaje sie do tego zupelnie choc jestem jeszcze atrakcyjna
      > kobieta, czasami wciaz pracuje dorywczo jako modelka.
      >
      > Dobrze zastanow sie Jarkoni nad tym co jestes realnie w stanie wniesc do tego
      > ewentualnego zwiazku. Kobiety, nawet te najbardziej niezalezne, do ktorych
      > zaliczam sie ja, pragna miec jakies oparcie w swoim mezczyznie. Pozdrawiam
      > cieplutko.
      >
      Witam Cię kobieto_pracująca (oczywiste skojarzenie z 40-latkiem)
      Przeczytałem dokładnie, lepiej może pozostawię bez komentarza, niech wypowiedzą
      się mądrzejsi...Wiem, że uczucie potrafi zaślepić, oj jak to bardzo dobrze
      wiem...Powiem krótko co myslę: z jednej strony od wieków oparciem miał być
      mężczyzna, a to szedł polować na mamuta (hmmm ale o włóce nie zapominajmy),a to
      ogień rozpalił,a to bronił jaskini przed szablozębnym...Ale się pozmieniało,nie
      mówię o wojujących feministkach typu K.S.,jednak kobiety wywalczyły sobie
      równouprawnienie, wysokie stanowiska,zarobki,satysfakcja z pracy, nie są już
      zależne od faceta...I teraz konkluzja i główne moje ALE : ale do jasnej nie
      wyobrażam sobie sytuacji kiedy kobieta utrzymuje faceta a on ma jakieś wydumane
      wyobrażenie o swojej hmmm karierze...No normalnie odwrócenie sytuacji,
      zniewieściały on i męska walcząca o wspólny byt ona....Pozdrawiam Cię
      >
      >
      • kobieta_pracujaca33 Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 18.12.04, 17:16
        Witam Cię kobieto_pracująca (oczywiste skojarzenie z 40-latkiem)

        Przeczytałem dokładnie, lepiej może pozostawię bez komentarza, niech wypowiedzą
        się mądrzejsi...Wiem, że uczucie potrafi zaślepić, oj jak to bardzo dobrze
        wiem...Powiem krótko co myslę: z jednej strony od wieków oparciem miał być
        mężczyzna, a to szedł polować na mamuta (hmmm ale o włóce nie zapominajmy),a to
        ogień rozpalił,a to bronił jaskini przed szablozębnym...Ale się pozmieniało,nie
        mówię o wojujących feministkach typu K.S.,jednak kobiety wywalczyły sobie
        równouprawnienie, wysokie stanowiska,zarobki,satysfakcja z pracy, nie są już
        zależne od faceta...I teraz konkluzja i główne moje ALE : ale do jasnej nie
        wyobrażam sobie sytuacji kiedy kobieta utrzymuje faceta a on ma jakieś wydumane
        wyobrażenie o swojej hmmm karierze...No normalnie odwrócenie sytuacji,
        zniewieściały on i męska walcząca o wspólny byt ona....Pozdrawiam Cię

        ***************************************************************************
        Witaj Jarkoni,

        Mnie tez to sobie trudno wyobrazic.... Jarkoni, ale jestem w tej sytuacji, juz
        pare lat... Pobralismy sie "na dobre i na zle".......Uwazasz ze powinnam
        spakowac moje zabawki i przeprowadzic sie albo wystawic jego walizki za drzwi,
        bo nie jest dobrym dostarczycielem codziennego chleba na stol?
        Wiem jedno - chce bardzo wierzyc ze duzo nas wciaz laczy (przyjazn, przede
        wszystkim), a pieniadze (ich brak) nie musi byc argumentem przetargowym do
        decyzji o rozwodzie.

        Moja znajoma z pracy ma problem z uzaleznionym od alkoholu i hazardu mezem,
        ktory wszystko co zarabia traci. Ona zamierza sie rozwiesc...
        Inna znajoma ma problem ze zdrada ze strony meza... Tez zamierza sie rozwiesc.
        Slyszy sie o kobietach z problemami przemocy w rodzinie ze strony mezow ktore
        wnosza pozwy o rozwod. Nie oceniam tych sytuacji, prawdopodobnie kobiety te
        maja uzasadnione powody do rozwodu.

        Wiec, uwazasz, Jarkoni ze jestem zaslepiona uczuciem... smile
        Mysle, ze nie jestem. Ciezko mi ze swiadomoscia, ze wszystko spoczywa na moich
        barkach, wiec zauwazylam juz, ze spoczywa. To jak gdyby pierwszy krok do
        samowiedzy smile

        Pozdrawiam cieplutko.



        • jarkoni Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 19.12.04, 07:37
          kobieto_pracująca33 : Z góry powiedziałem,że być może wypowiedzą się
          mądrzejsi..To że jesteśmy często zaślepieni uczuciem to nie błąd życiowy
          jakiś,hmmm do czasu...Niczego nie sugerowałem, po prostu staroświecki może
          trochę jestem, uważam że partnerstwo jest podstawą, a nie utrzymanie na barkach
          jednej osoby..Może to jego jakaś chwilowa stagnacja, może się to zmieni..Ale
          teraz przepraszam ale mi się to mało podoba,,Mądrzejsi mówcie!!
          • plathess DLACZEGO MIAŁBYM? 18.04.05, 00:09
            Taką sytuację znam dobrze w wielu małżeństwach. Z jedną różnicą: tam osobą
            utrzymumjącą dom jest mężczyzna. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy, by
            rozwodzić się ze swoją żoną tylko dlatego, że ta nie pracuje bądź pracuje, ale
            mało zarabia.
            Taka nierówność podejścia przy całym tym szumie, pieprzeniu o tzw. partnerstwie,
            równouprawnieniu po raz kolejny uświadcza mnie w przekonaniu, że NIE WARTO
            robić cokolwiek dla kobiet. NIE WARTO SKORO ONE NIE SĄ GOTWE ZROBIĆ TEGO SAMEGO
            DLA NAS, MĘŻCZYZN.
            Dlaczego ja miałbym ciężko pracować, by moja żona nie musiała się wysilać pracą
            zawodową skoro ona mialaby mnie porzucić, gdybym nie był w stanie (choroba),
            (miał inny pomysł na zycie - podobnie jak wiele kobiet NIE CHCĄCYCH pracować
            zawodowo)??????
            Dlaczego?
            • kr_kap Re: DLACZEGO MIAŁBYM? 18.04.05, 02:07
              Dla mnie ważne w poście były cztery informacje:

              kobieta pracuje bardzo dużo;
              kobieta chciałaby urodzić dziecko;
              mąż zgorzkniał;
              mąż nie pracuje i nie zamierza znaleźć dobrze płatnej roboty, bo była żona
              położy na zarobkach rękę(część zarobków bedzie stanowić alimenty dla jednego
              dziecka tego faceta, część dla drugiego);

              To już nie jest sprawa "utrzymywania domu" (swoją drogą można by tu zacząć
              niekończącą się dyskusję na temat tego, na czym polega "utrzymywanie domu" i czy
              to aby tylko przynoszenie pieniędzy do wspólnej kasy?). Tu wyraźnie mowa o
              stworzeniu rodziny i poczuciu bezpieczeństwa w związku, którego coraz mniej
              (kobieta pracuje - będzie musiała przestać, przynajmniej czasowo; facet nie
              pracuje i nie chce; facet nie wywiązuje się dość dobrze z roli ojca, co każe się
              zastanowić przy kolejnej obsadzie; facet jest zgorzkniały, więc jaki to będzie
              model dla ewentualnej latorośli?). "Pieprzenie o partnerstwie" jak piszesz, to
              całkiem inna bajka, na całkiem inną nockę. Może niepotrzebnie piszę, bo pewnie
              sam byś to wymyślił, ale kobieta po urodzeniu dziecka jest cokolwiek bezbronna i
              stad ta potrzeba wsparcia ze strony męża. Dla dziecka też lepiej, jeśli matka
              nie musi się denerwować co dać mu jeść jutro i pojutrze.

              O partnerstwie i równouprawnieniu biologicznym nikt nie mówi, bo nie jesteśmy
              pod tym względem równi. Gdzieś obiło mi się o uszy, że wszyscy na ziemi jesteśmy
              dzięki temu, że jakaś kobieta nas urodziła i wykarmiła, choć może to kolejna
              sciema tych cholernych feministek.








    • bezecnymen witam serdecznie:) 18.04.05, 07:56
      bardzo sie cieszę, że mamy nowy topik stworzony dla konkretnej życiowej sprawy,
      stworzony przez osobę, której tu wczesniej nie widziałem i nawet udanie
      zachęcająca dwóch innych milczków do pisania smile
      co do sprawy kobiety pracującej:
      ja bym raczej nie przemyśliwał, jak i dlaczego związałaś się ze swoim
      partnerem, cóż stało się, a że miał juz wtedy tongue_out troche więcej latek, teraz ma
      to znacznie mniejsze znaczenie...
      problem co zrobić DZISIAJ
      masz dwie opcje
      nic nie robić a w zasadzie to co dotychczas -licząc na cud...
      odejść lub pozbyc się faceta
      pierwsza opcja raczej nie podlega dyskusji...to że napisałas tutaj wskazuje, że
      masz tego serdecznie dość
      druga....
      w poście plathnessa uderzyła mnie pewna kwestia:
      dlaczego to facet ma tyrac w pocie czoła a kobieta ''siedzieć'' w domu, zamiast
      odwrotnie...pewnie nie byłoby w tym nic złego czy nieodpowiedniego, gdyby nie
      biologia, nie potrafimy bowiem byc matkami, a butelka z najlepsza mieszanką nie
      zastąpi piersi... nie będe sie tu rozwodził nad kwestiami oczywistymi, kasa?
      dla mnie to wygląda tak...musze zarabiac, by moja kobieta mogła zając się
      naszymi dziećmi, nie mam na mysli kokosów i wakacji na Karaibach tylko
      zaspokajanie potrzeb rodziny, na tym polega m.in. moja rola jako ojca i męża
      wracając do sprawy kobiety pracującej:
      nie liczyłbym na to, że Twoj mąż raptem zechce mieć dziecko, byś mogła spełnić
      się jako matka, jemu to raczej niepotrzebne, a jako artysta widzi świat i ludzi
      przez pryzmat, przez który nie widac zapewne dziecka, pieluszek, niedospanych
      nocy, ząbkowania itp prozaicznych wydarzeń
      będąc sama nie będziesz musiała pracować tyle, ile obecnie...a wtedy znajdzie
      się czas dla siebie...minie trochę czasu i chęć pójścia na randkę też się pojawi
      33 lata? piekny wiek smile jeszcze pamiętam jak to było big_grin
      cóż... pora na konkluzję:
      jeżeli chęć bycia matką jest dla ciebie najważniejsza i wiesz, że w tym związku
      tego nie osiągniesz....
      zerwij to.......
    • bursztynowe Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 18.04.05, 09:36
      Hej,

      Bardzo skrajne, i powiedziałbym, fundamentalne rady tutaj dostajesz (nic nie
      robić i czekać na cud, albo rzucić go/to w cholere, bo tak wygodniej)
      Wydaje mi się, że na tym sie świat nie kończy.

      Wiesz, odnoszę wrażenie, że w wielu przypadkach, tzw. par na poziomie (czyli
      nie takich z gruntu patologicznych, jakie wspomniała jedna z przemówczyń -
      alkohol, hazard itp), głównym problemem jest komunikacja, a raczej jej brak.
      Bardzo często mamy pretensje do partnera, że robi/mówi to czy tamto (albo
      własnie nie robi/mówi), podczas gdy nam to z jakiegoś powodu nie odpowiada.
      Faceci mają zwyczaj zamykania się w sobie, bo taki model im narzuca wychowanie -
      "chłopaki nie płaczą". Z kolei kobiety, oczekują że ich nierzadko bardzo
      subtelne sygnały (a czasami nawet i to nie) zostaną u partnera rozwinięte w
      pełną wypowiedź - mówią krótko - oczekują faceta telepaty.
      Jedynym wyjściem jest ROZMAWIAĆ. Rozmawiać, rozmawiać rozmawiać, odkrywac swoje
      uczucia, potrzeby, oczekiwania... Co więcej, trzeba do tego używać
      odpowiedniego języka. I to kolejny bład jaki popełniają (najczęściej) kobiety,
      mianowicie, używają języka agresji. Gdy już zaczną mówic wprost, to co mówią
      jest pełne pretensji, żalu, wymówek ("bo ty zawsze... bo ty nigdy... co z
      ciebie za mężczyzna"). W ten sposób osiągają efekt odwrotny do zamierzonego...
      Jestem zdania, że uczciwa i szczera rozmowa, rozmowa z poszanowaniem godności
      partnera, jego oczewiań, pragnień jest najważniejszą inwestycją w związek,
      najważniejszą powinnością. I pewnie jest tak, że nawet jeśli jedno się postara
      to drugie niekoniecznie to doceni - dlatego małżeństwo to ciągła walka. Walka o
      jego utrzymanie. Nic nie jest dane na zawsze.

      Jeśli miałbym Ci cos radzić, to zwrócenie się do fachowców, być może początkowo
      sama, a poźniej z mężem, po to by odnaleźć do niego klucz, zmotywować go.
      Odnoszę wrażnie, że pod tą maską artysty jest bardzo zagubiony człowiek, który
      nie może sobie poradzić przede wszystkim sam ze sobą. Wlazł w swoja skorupę,
      ograniczył swoje aspiracje do minimum i wegetuje na kształt huby. Facet w wieku
      40-50 lat przechodzi ostry kryzys tożsamości, bardzo często przechodzący w
      depresję. Mówi sobie "patrz, przeżyłem całe życie i co osiagnąłem, przecież już
      mnie nie w życiu już nie czeka, gdzie inni faceci (prezesi, dyrektorzy, wille z
      basenami i inne bezdety, a gdzie ja, biedny pitulinek" - tylko że on nigdy w
      życiu tego nie powie na głos. I trzeba kogoś (ukochanej kobiety?), by go z tego
      marazmu wyrwać - nie niańczyć i matkować (!), tylko pomóc mu w ciężkim dla
      niego okresie życia.
      I może się to nie udać - taka ewentualność też jest możliwa...

      Pozdrawiam
      smile


      PS Może moja diagnoza jest błędną, ale i tak warto pójść do specjalisty. Może
      to coś ta...
      • samosia75 Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 18.04.05, 09:44
        Post został napisany jakiś czas temu- w grudniu. Może od tego czasu coś się
        zmieniło? Może te rady są nieaktualne juz?
        • bursztynowe Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 18.04.05, 09:46
          Dobrze było, ale "sądzę, że wątpię"
          smile
        • bezecnymen Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 18.04.05, 14:42
          fakt..nie popatrzyłem na datty smile ślepooooooooooota big_grin
          ale to nie zmienia postaci rzeczy:
          facet, który kiedys miał cały świat u stóp..z kobietami włącznie, siał swoje
          geny na lewo i prawo bez dbania o konsekwencje, teraz ma doła bo niczego nie
          osiągnął w swej dziedzinie czy ogólnie w życiu...a bardzo zapewne się starał, a
          teraz należy mu pomóc, dowartosciować i tp kuracje by stanął na nogi...prosze
          bardzo jesli kobiecie starczy jeszcze i na to siły i czasu
          • anula36 Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 21.04.05, 09:30
            dwoje dzieci to jeszcze nie sianie genami na prawo i lewo - on przynajmniej
            geny na ziemi pozostawil a ona co?? wklad w rozwoj firmy?smile

            Po prostu widzsialy galy co braly a teraz pozostaje ponosic konsekwencje
            wlasnego wyboru.
            • bezecnymen Re: JARKONI - ZASTANOW SIE DOBRZE ! 21.04.05, 14:17
              no tak dokładnie to mogły nie widzieć i o przychówku dowiedzieć się nieco
              później, a tutaj to prawie każdy z nas musiałby sobie powiedzieć, że powinnismy
              wiedzieć z kim się wiążemy, więc nie mamy prawa narzekać, że on/ona nas
              opuścili, czyż nie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka