Dodaj do ulubionych

miłość po rozwodzie

11.08.05, 17:32
Spotykam sie z mężczyzna po rozwodzie,ma 9 letnia córkę, Znajomośc trwa już
2,5 roku, nie mieszkamy razem, ja u swoich rodziców, on u swoich. Bardzo mi
na nim zalezy, ale czuje że ja dla niego jestem tylko na chwile, że wciąż
kocha swoja zonę, to o niej mówił,ze była idealna, piękna. To ona się z nim
rozwiodła. Czy mężczyzna po rozwodzie jest jeszcze w stanie pokochać tak
naprawdę, czy może to że po 2,5 rocznym związku nie kocha mnie, jest moją
winą. Popadam w coraz większe kompleksy, nie wiem co mam robić. Niby mówi o
przyszłości, ale wczorja kiedy spytałm czy kiedyś się ożeni, powiedział, że
może, ale nie wie kiedy i ani słowa o mnie. Co mam mysleć
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • kocur.czarny Re: miłość po rozwodzie 11.08.05, 17:48
      Zapros go na to forum. Bo mimo wirtualnosci dziala pobudzajaco na myslenie.
      Byleby tylko nie wciagnal sie za mocno, bo wtedy utonie w wirtualnym swiecie i
      nie bedzie sie chcial zejsc do realu.
    • tricolour A tak na serio... 11.08.05, 19:35
      ... to daj sobie spokój z tym facetem.

      On jeszcze sie rozwiódł ze swoją żoną. U jednych idzie to szybciej, a u innych
      wolniej. Moim zdaniem 2,5 roku, to za mało...

      Nie ma w tym żdnej Twojej winy - po prostu facet jeszcze nie jest wolny.
      • kocur.czarny Re: A tak na serio... 11.08.05, 21:00
        Tricolour, skad to wiesz na pewno?
        Moze u tego goscia po prostu nie idzie. Zbyt pochopny sad chyba.
        • tricolour Skąd wiem? 11.08.05, 21:21
          Poczytaj dokładnie. Autorka sama piszę, że czuje, że dla faceta jest tylko "na
          chwilę".

          To co Ty w tej sytuacji doradzasz? Że ma sie angażować, kiedy facet ją olewa?

          Daj spokój.
          • kocur.czarny Re: Skąd wiem? 11.08.05, 21:35
            Nic nie doradzam. Jestem przeciwny doradzaniu w tak rzeczowy sposob. Nic nie
            wiemy, nie znamy go, moze facet po prostu taki jest.
            • tricolour Jeżeli facet taki jest... 11.08.05, 21:41
              ... że olewa kobietę, to niech idzie w cholerę chocby dziś.

              A tak na marginesie, to nie widzę niczego złego w doradzaniu w rzeczowy sposób.
              Tym bardziej, że autorka sama tego chciała.

              Nierzeczowe doradzanie to sabotaż. smile))
          • kocur.czarny Re: Skąd wiem? 11.08.05, 21:40
            Odezwalem sie dlatego, ze twoja rada byla jedyna. Rada jedyna moze byc uznana
            za sluszna. Tak nie powinno byc. Moze masz racje a moze nie.
            • tricolour Jasna rzecz... 11.08.05, 21:43
              .. że mam rację lub nie...

              Dletego czekamy na wypowiedzi innych osób, szczególnie tych, które kochały
              partnerów, którzy ich lekceważyli...
              • anybody1 Re: Jasna rzecz... 12.08.05, 10:39
                tylko że to, co nam się wydaje nie zawsze jest prawdą.
                to, że ktoś nie okazuje nam uczuć w wylewny sposób, wcale nie musi oznaczać że
                mu nie zależy. zwłaszcze jeśli ma za sobą niełatwe przeżycia.
                będzie dmuchał na zimne i robił wszystko żeby panować nad sytuacją, nie bedzie
                chciał całkowicie zatracić się w związku, żeby nie przeżywać drugi raz
                rozczarowania.
                i pewnie to nie jest uczciwe wobec tej drugiej osoby, ale nie musi nie oznaczać
                lekceważenia.
                wg mnie lekarstwem jest tu szczera rozmowa, nic więcej. albo pozbędzie się
                ostatecznie złudzeń, albo pozbedzie się kompleksów.
                • anybody1 Re: Jasna rzecz... 12.08.05, 10:40
                  nie musi oznaczac oczywiście smile sory smile
              • samasamosia Re: Jasna rzecz... 17.08.05, 11:29
                ja kcham i jestem lekceważona sad ale mysle ze nie dlatego że on tak czuje tylko dlatego że się boi i nadal kocha ............. byłą zone
    • mindsailor Re: miłość po rozwodzie 12.08.05, 08:31
      patrzę na to z mojej strony - osoby po rozwodzie, która jest w związku i też
      się waha. kocham go, ale na poważne deklaracje, ślub jeszcze za wczesnie. jakby
      sie oświadczył, chyba bym zwiała.
      jestem rozchwiana, czuję, jakbym stąpała po slizkiej krawędzi nad przepaścią,
      zero stabilizacji, zero pewności. mam kosmiczne wahania nastrojów, zżera mnie
      niepewność (moja własna). czasem czuje, jakbym czekała na znak z nieba, że to
      ten i wsyztsko się ułoży. a gdy takiego znaku nie ma, cofam się, uciekam. boję
      się.
      i wg mnie Twój mężczyzna nie olewa Cię, tylko po prostu jeszcze nie przeszedł
      żałoby po małżeństwie. jeszcze żyje tamtym życiem
    • akacjax Re: miłość po rozwodzie 12.08.05, 23:42
      Czytałam dzisiaj artykuł o drugich żonach, o tym jak czasem muszą dzielić się
      mężem z pierwszą . Zwłaszcza gdy są dzieci, a sprytna exia, potrafi odciągać
      exa od nexi. Innymi słowy ciężko być żoną rozwodnika z dziećmi.
      Wniosek nasuwa się sam. Najpierw samemu trzeba się rowieść, by w takie związki
      wchodzićsmile
      Z nieudanych małżeństw zostawie na pewno obawa.
      Czy są jakieś statystyki ilu rozwodników bierze ponownie ślub, a ilu pozotaje w
      wolnych związkach?
    • samasamosia Re: miłość po rozwodzie 17.08.05, 11:19
      a ja powiem od siebie, coć jestem w bardzo podobne sytuacji i sama nie wiem co mysleć i robić. jestem a raczej byłam z męzczyzną po przejściach, nie bylo dzieci z tego zwiazku i choć rozwód byl on nadal twierdzi ze kocha swoją zone, to ona chciala rozwodu, stara się ją odzyskać. na początku naszej znajomości było cudownie, jak z bajki, później zaczęło się psuć, chyba zauważył że ja tez kiedyś będe chciala mieć rodzine, ślub i te sprawy a on ....... narazie nie ejst na to gotowy, to prawda nie zapomnial o żonie. jestem przy nim jednak, tak jak potrafie, a nie potrafie bo nigdy wcześniej nie miałam doczynienia z takim "przypadkiem". na jego jednak przykladzie wiedze to co jest miłość, a ta kobieta, coż powiedzieć ....... glupia idiotka! korzysta z tego że on coś do niej czuje jak może, wykorzystuje go, gra o pieniądze i idzie jej nieźle, tylko dlaczego jego kosztem? ktos by powiedział co to za facet co pozwala babie wejśc na glowei nasrać, ale ja powiem zakochany!!!!!!! naprawde nie rozuemiem, staralam się, ale nie rozumeim jak ta kobieta może robić takie rzeczy, dlaczego nie da spokoju, nie podzieli majątku pół na pół, sprawiedliwie tyle ile kto wlożył tylko ciągnie na swoje i wyniszcza osobe którą kiedyś chyba musiala kochać?
      i tak jest taki trójkacik z nas: ja kocham Jego on ją ona innego i co dalej ... ale nie moge Go zostawic bo boje się że bez niczyjej pomocy sobie nie poradzi a o pomoc tez nie poprosi, wiec walcze i słucham ze on pomocy nie chce, zaciskam zęby i staram się dalej podnosić go na duchu, z nadzieją ze keidyś się odwdzięczy, a jeśli nie ......... srece nie sługa, ale nie pozwole mu zmarnowac sobie zycia.
      • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 11:28
        Sie moze wypowiem, na temat...

        W przeciwienstwie do wiekszosci, uwazam, ze tu nie ma regul.
        Sama zwiazalam sie z Exiem, gdy formalnie jeszcze byl facetem zonatym. Rozwod nastapil
        mniej wiecej po pol roku naszego zycia razem.

        Bylismy ze soba ladnych pare lat i nie "trauma" po pierwszej zonie spowodowala tapniecie.
        Tylko, ze Exio bylej nie kochal, wiec nie leczyl jakiegos odrzucenia, czy cos. Nigdy tez nie
        czulam "brzemienia" tamtego zwiazku na swoich plecach... Wrecz przeciwnie - nasze pierwsze
        lata byly absolutnie cudowne i wolne od trosk wszelkich. Nie mialam tez watpliwosci, ze facet
        mnie kocha.

        Wiec roznie to bywa... Jak to w zyciu.
        • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 11:32
          ale zauważ ze w opiesanym przezemnie przypadku to kobieta podjeła decyzję o odejściu, a w op przez Ciebie chyba mężczyzna. To moim zdaniem różnica. gdy Ty podejmujesz decyzje to coś Cię do niej skłonił, Twoje uczucia wygasły i nie amsz do czego wracać - teoretycznie, a co innego jesli Twoje uczucia zostałyn odrzucone. tak mi się wydaje nie wiem czy slusznie.
          • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 11:35
            Masz 100% racji.
            U mnie - on sam podjal ta decyzje i nigdy jej nie zalowal.
            W odwrotnej sytuacji... coz, bardzo wspolczuje nastepczyni... Mezczyznom jest sie bardzo
            trudno pogodzic z odrzuceniem. Mysle, ze duzo trudniej niz nam.
            Wiec kobieta bedzie raczej "plasterkiem" na rane. Uleczy kochanka, ale rana przejdzie na nia.
            Smutne, ale prawdopodobne.
            • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 11:54
              masz racje moim zdaniem też mezczyz jest trudniej, szybciej popadają w stany depresyjne, pojawiają się wszystko wiedzący koledzy i kilka butelek piwa za dużo co wieczór sadtak jest w naszym przypadku, tak mi się wydaje, ucieczka w prace która nic nie da, ale jak to wytłumaczyć. to prawda bylam plasterkiem na rane, byłam bo już się nie sprawdzam w tej roli, a rana chyba przeszła na mnie, pomoc Jemu kosztuje mnie dużo nerw, czasu, honoru. czuje ze upadłam bardzo nisko walcząc o jego lepsze jutro, bo on odrzuca tą pomoc, a Kobieta odrzucona raz powinan odejs,c a nie tkwić dalej w zwiazku bez przyszłości, co do tego nie maz złudzeń, bo z tego może być tylko przyjaźń sad
              zadaje sobie jedno pytanie, jak pomoc, jak wytłumaczyć, nie kontaktuj sie z nią skoor ona wykorzystuje to przeciwko Tobie, nie zatracaj się bo zycie jeszcze moze byc piękne i kolorowe, a to tylko chwilowe kłopoty. Jak? z jednej strony jego marzeniao dzieciach, domu, rodzinie, a z drugiej strach przed tym. jak pomoc, jakich argumentów używać , tylko prosze nie mówcie czas, bo wiem że czas, ale nie moge pozwolić zeby cos złego się stało, zeby zniszczył sobie przez nią zycie!!!!!!!!
              • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 12:03
                Kochasz tego mezczyzne.
                Cokolwiek Ci teraz napisze... bedzie trudno realizowalne w praktyce. Na tym polega obled
                milosci.

                Sama piszesz, ze rana przeszla na Ciebie. Jak ja wyleczyc? Ciagle ja rozdrapujesz, jak
                rozumiem, wciaz spotykasz sie z tym mezczyzna, to pewnie silniejsze od Ciebie. Rozumiem
                doskonale. Gdybym byla medrcem z dalekich krain, powiedzialabym Ci - nie rozdrapuj swojej
                rany, pozwol by czas ja zagoil.

                Tylko to sie tak prosto pisze... A zycie? Coz, wiemy, jak jest.

                Kobieta raz odrzucona powinna odejsc - zgadzam sie. Powinna odejsc i nie ogladac sie za
                siebie. Tylko czy my potrafimy tak zrobic?

                Im dluzej bedziesz mu "pomagac" - tym dluzej bedziesz sobie "szkodzic". Tak mi sie wydaje
                (z naciskiem na WYDAJE). Nikt nie ma patentu na uszczesliwianie innych. Jesli on bedzie
                chcial sie dalej niszczyc - to sie zniszczy. i nic (nikt) mu w tym nie przeszkodzi.

                Co dziala na skakanie w przepasc wspomnien? Milosc. Bo tylko ona daje nam szanse na nowe
                wspomnienia... i zawsze wierzymy, ze jeszcze piekniejsze.

                czy on Cie kocha? Nie wiem....

                pozdrawiam cieplutko
              • akacjax Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 12:26
                A on Cię kocha, czy potrzebował opiekunki?
                Możesz być w takim związku, jeżeli to możesz zaakceptować i odnaleźć się w
                roli...Ale, czy wytrzymasz, gdy facet dojrzeje, uwolni się od kochania exi,
                powie, że odżył przy Tobie i znajdzie sobie inny obiekt do kochania....odetnie
                się od opiekunki?
                Czarny scenariusz? Oby sie nie sprawdził, ale i takie przypadki były...A potem
                płacz...
                • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 12:54
                  I pytanie; czy rola opiekunki Ci wystarczy...?

                  wbrew pozorom znam mnostwo kobiet usatysfakcjonowanych takimz stanem rzeczy.
                  A potem jest wrzask i zgrzytanie zebami... bo ten wstertny dran sie ZAKOCHAL.
                  • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 12:57
                    ale ja to robie dla Niego, bo boje się o Niego i o to co może sobie zrobić z bólu, zalu i tesknoty za czyms co nie wróci. wydaje mi się ze jestem silniejsza, pod tym względem ze poświęcam walsne sprawy, dobro ale nie amrnuje sobie zycia, nie popadne w alkoholizm, nie odbiore sobie zycia, nie będe robiła takich krzyw sobie co on omoże ........
                    • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:03
                      Moze czas przestac robic rzeczy dla niego i zrobic cos dla siebie.
                      Przeczytaj jeszcze raz to zdanie, uwaznie. Ma drugie dno... Mezczyzni fascynuja sie bardziej
                      kobietami, ktore maja swoje wlasne zycie i swoj oglad swiata. Przynajmniej niektorzy - moze to
                      ten typ?

                      Jakby sie zastanowic, sama bym nie chciala zyc z "pielegniarka" u boku. Bo to oczywiscie
                      bardzo mile i wygodne, tylko... zastrzyk nie ten.

                      Ile tak sie da wytrzymac? Noooo, mozna cale zycie. Tylko wedlug mnie to jest wlasnie
                      odbieranie sobie zycia.
                      • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:06
                        wszystko to wiem tylko niestety nie ptrafie wcielić tego w zycie, bo jak ........ dzwonie do niego zły jak osa, a za dzień lub dwa załamany i płacze, oczywiscie nie za mną, tylko za tym ze on już nie mężczyzna i wogóle i jak tu nie pocieszyć ?
                        • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:11
                          Nie odbieraj telefonow. Poczekaj, az zacznie za toba plakac, a nie za tym, ze nie jest
                          mezczyzna... A jak przestanie dzwonic - znaczyc to bedzie, iz rzeczywiscie nie jest
                          mezczyzna. W kazdym razie - nie przy Tobie.
                          przykro mi bardzo.
                • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 12:59
                  w moim przypadku będzie czarny scenariusz, o ile już go nie ma, ale czego się nie zrobi z miłości ? ........ wszytsko smile wiec ja robie co moge aby uratować tego człowieka, aby pomóc mu odzyskać wiare w lepsze jutro smile
                  • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:06
                    Milosc ci wszystko wypaczy.... tak powinien brzmiec refren tej piosenki.
                    • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:06
                      o taaaaaaaak smile
                  • mindsailor Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:24
                    ale czego się n
                    > ie zrobi z miłości ? ........ wszytsko smile wiec ja robie co moge aby uratować
                    te
                    > go człowieka, aby pomóc mu odzyskać wiare w lepsze jutro smile

                    jejku dziewczyno, weź się w garść i przestań robić z siebie matkę Teresę!!!
                    następna męczennica, która myśli, że zbawi świat. jakbym moją matkę widziała! i
                    też słyszę w domu, że "ojciec sobie bez niej nie poradzi". więc ona cierpi
                    przez niego, ale z nim jest, bo go kocha! paranoja!!! nie rozumiem tego!
                    i zacznij może robić coś dla SIEBIE a nie dla niego. może mu to wcale nie jest
                    do szczęścia potrzebne, a Ty się wyniszczaszsad(
                  • mindsailor Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:24
                    ale czego się n
                    > ie zrobi z miłości ? ........ wszytsko smile wiec ja robie co moge aby uratować
                    te
                    > go człowieka, aby pomóc mu odzyskać wiare w lepsze jutro smile

                    jejku dziewczyno, weź się w garść i przestań robić z siebie matkę Teresę!!!
                    następna męczennica, która myśli, że zbawi świat. jakbym moją matkę widziała! i
                    też słyszę w domu, że "ojciec sobie bez niej nie poradzi". więc ona cierpi
                    przez niego, ale z nim jest, bo go kocha! paranoja!!! nie rozumiem tego!
                    i zacznij może robić coś dla SIEBIE a nie dla niego. może mu to wcale nie jest
                    do szczęścia potrzebne, a Ty się wyniszczaszsad(
                • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 12:59
                  a moze podpowiecie mi jak mozna pomóc jesli się kocha nie narzucając się jednocześnie ?
                  • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:08
                    To juz nie ja niestety.... nie moje klimaty.

                    Powiem Ci tylko, ze Twoj problem w druga strone tez nie wyglada za rozowo... hmmm i
                    baaaaardzo meczy.
                    • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:10
                      wiem niestety ze męczy i wyniszcza ale serce nie sluga ....... może spotkam po drodze tego który jest mi pisany i wyrwie mnie z tego błędnego koła
                      • phokara Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:14
                        Wyjdz wiec na droge. Przestan sie szlajac po krzakach. Dzikie roze zostawiaja straszne blizny
                        na skorze...

                        A czy spotkasz tego jedynego...?
                        Spotkasz. Wszystkie spotkamy.
                        • samasamosia Re: mi?os´c´ po rozwodzie 17.08.05, 13:23
                          smile dziękuje ........ za wszystko a najbardziej za slowa ........ kiss)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka