medera
15.05.07, 22:36
Dzielilo nas 4 tys. km.Ja z dziecmi w Polsce,maz za granica.Oczywiscie zaczelo
sie pieprzyc.Wiecej nas zaczelo dzielic niz laczyc,pietrzyly sie problemy,maz
ponawial prosby zebym przyjechala do niego na stale,odmawialam.Dlaczego
odmawialam?Bo mi bylo calkiem
dobrze,solarium,fryzjer,ciuchy,samochod,kosmetyki,nowy dom itp.Seks pare razy
w roku tez mi wystarczal.Nie zdradzalam go.I pewnie tak by to trwalo,tylko
przeczytalam sms w jego sluzbowej komrce od zagranicznej kolezanki ,ze ona
teskni,ze on jest jej ksieciem...Szlag mnie normalnie trafil.awantura jak z
taniego filmu.Wyjechal do pracy,nie przestaly mna targac emocje pommo iz mowil
ze ta zarty ze to nic nie znaczy.Wrocil na komunie corki.I dzis mi powiedzial
,ze miedzy nami koniec,ze nie chc ze mna byc.Pytalam,czy przez nia- mowi ze
nikogo nie ma.Dopieklam mu przez ten czas,ale propozycja o rozwodzie okazala
sie straszna!!!Zaczelam go blagac aby mnie nie zostawial.Boze,mowie
wam,zenujace,upakarzajace...Ja,dziewczyna atrakcyjna,wyksztalcona ... blagam
faceta zeby mnie nie zostawial...I juz nawet moge tam jechac do niego,ale on
nie chce...Nigdy nie sadzilam ze moze mnie to spotkac.I ze prosic bede...NIE
WYOBRAZAM SOBIE ZYCIA PO ROZWODZIE ,BEZ TEGO CZLOWIEKA.Jak przez to przejsc
aby tak nie bolalo?Cierpliwosc to moja najgorsza strona.