hb1980
17.03.08, 13:01
witam wszystkich, dawno tutaj nie zagladalem. w ubiegla srode mialem
rozprawe rozwodowa, pozew zlozyla zona i wnioskowala o uznanie
swojej winy w rozpadzie malzenstwa. sad przychylil sie do jej
wniosku i uznal jej wylaczna wine. calosc trwala moze z 20 minut. w
sumie to nie bylo innego wyjscia chyba, zonka zaczela mnie zdradzac
w niecale 2 miesiace po slubie z kolega z pracy. nie widzialem jej
przez 4 miesiace przed rozprawa i wydawalo mi sie, ze bedzie ok, ale
i tak bylem tego dnia zupelnie rozbity. poza tym pare dni przed
rozwodem przyznala sie, ze w ciagu 5 lat zdradzila mnie z 3
facetami. mysle, ze ta wiadomosc byla o wiele gorsza do zniesienia
niz sam rozwod. ciezko jest sie podniesc po takim czyms, po co ona
grala przez tyle lat i wmawiala mi, jaka jest ze mna szczesliwa? po
co stwarzala pozory, przez co nasze rodziny i znajomi mysleli, ze
jestsmy idealna para? pierwsza kare juz poniosla, nasi przyjaciele
odwrocili sie od niej, mysle ze po prostu rowniez poczuli sie
zawiedzeni i oszukani. myslalem, ze juz wszystko za mna, ale chyba
mialem wtedy zwyzke formy psychicznej... prawda jest taka, ze
jeszcze dlugo nie bedzie ok. tylko jak dlugo, bo to juz 10 miesiac
leci...