Dodaj do ulubionych

studia w usa/kanadzie

08.07.07, 21:00
Witam, jestem absolwentką Politologii 5 letniej i studiów podyplomwych z HR,
w grudniu bede miała 25 lat. czy mam jeszcze szanse na jakieś studia w USA
albo Kanadzie, z wyjątkiem doktoranckich oczywiście bo aż taka zdolna nie
jestem.
Może ktoś ma jeszcze jakieś propozycje jak moge wyjechać do USA na stałe?
Obserwuj wątek
    • Gość: witek Re: studia w usa/kanadzie IP: 207.134.94.* 08.07.07, 21:06
      W twoim wypadku jedyna rada, to zamazpojscie za obywatela USA......

      Studia, ktore ukonczylas sa z punktu widzenia zatrudnienia na rynku
      amerykanskim ...bezwartosciowe, zreszta nie tylko w USA ale wszedzie.....

      Nie masz szans na studia doktoranckie radze wiec podjac studia, ktore wyposaza
      cie w konkretne umiejetnosci. Teraz zdaje sie najlepsze bylyby studia
      pielegniarskie. Wtedy nasz 100% szanse na przyjazd i prace w USA.
      Oczywiscie musisz sie BIEGLE poslugiwac angielskiem.
      • rala Re: studia w usa/kanadzie 08.07.07, 21:36
        dzięki za rada, o tym że studia są nieprzydatne już wiem.. ale w służbie
        zdrowia raczej umijętności nie nabęde. raczej myślę może o studiach
        prawniczych.. ale mam wątpliwości czy w moim wieku (?) jeszcze mnie przyjmą.
        oczywiście chodzi o studia zaoczne bo jakoś na siebie bede musiała zarobic..
        zamążpójscie jest raczej wykluczone, aż tak zdesperowana nie jestem , w końcu
        zawsze pozostaje anglia.:) z ang. nie mam problemu byłamm jakies 2 lata w uk i
        ire na stażu. poki co mam dobrę prace w Polsce, ale kusi mnie żeby spóbować
        jeszcze gdzieś indziej..
        a co z opcją wyjazdu jako pracownik wykwalifilkowany do HR albo admin po jakiś
        4 latach doświadczenia??może tu jest wyjście..
        wielkie dzięki
        • Gość: witek Re: studia w usa/kanadzie IP: 207.134.94.* 08.07.07, 22:41
          Na studia prawnicze w USA nie przyjmuja ludzi dlatego, ze tego chca.

          1. Trzeba zdac LSAT - Law School Aptitude Test. To jest ogolnoamerykanski
          (USA/Kanada) test sprawdzajacy przydatnosc do zawodu prawniczego. Ci co maja
          nawyzsza punktacje moga sobie wybrac uniwersytet, gdzie chca studiowac.
          Oczywiscie nie beda studiowac za darmo. Reszcie, tym co maja niska punktacje
          pozostaja jedynie ochlapy, najgorsze uniwersytety i tylko jak tam sa miejsca.

          2. Studia prawnicze w USA i Kanadzie to studia drugiego stopnia. To znaczy
          trzeba miec juz ukonczone inne studia uniwersyteckie aby podjac studia
          prawnicze.

          3. Oplaty za te studia sa wyyyyyyyyyjatkowo wysokie wystarczy wejsc na strone
          obojetnie jakiego uniwersytetu i sie dowiedziec.

          4. prawo przewaznie studiuje elita amerykanska, ktora na brak pieniedzy nie
          narzeka.

          5. prawo moze studiowac kazdy, kto ma dobry wynik w LSAT i intelektualne
          mozliwosci do tego bez wzgledu na wiek.

          6. Studia w Ameryce USA/Kanada nie sa limitowane wiekiem i moze je pojac nawet
          osoba 99 letnia.

          7. Seniorzy, czyli osoby,ktore chca studiowac w Ameryce sa przewaznie zwolnieni
          z oplat za studia (na niektorych uniwersytetach trzeba miec ponad 60 lat)i moga
          sobie uprzyjemniac zycie chodzac na zajecia z mlodzieza.
          Sa oczywiscie ewaluowani jak wszyscy inni studenci wiec lepiej zeby wszystko
          zaliczali i zdawali egzaminy inaczej sa wyrzucani z uczelni jak wszyscy inni
          leniwi studenci.

          8. Jedyna profesja, ktora stawia bariere wieku to medycyna.
          Na wiekszosci uczelni aby rozpoczac studia medyczne trzeba miec nie wiecej niz
          39 lat. Jezeli sie wezmie pod uwage, ze na takich studiach spedza sie sredni 10
          lat wiec dopiero 49 letnia osoba zaczyna pracowac jako lekarz. To juz bardzo
          pozno.
    • Gość: witek Re: studia w usa/kanadzie IP: 207.134.94.* 08.07.07, 21:12
      Studia w Kanadzie kosztowac cie beda w wypadku pielegniarstwa okolo 200 tysCAD.
      W USA bedzie to jeszcze wieksza suma. W USA ponadto aby studiowac na
      uniwersytecie prywatnym musisz legitymowac sie corocznie kontem na ktorym
      posiadasz oplate za czesne za caly rok. I jest to suma rzedu 30- tys. USD.

      Mozesz tez pojechac turystycznie, zapisac sie na uczelnie ubiegac sie o wize
      itd. ale i w tym wypadku musisz pokazac uczelni pieniadze, z ktorych masz
      zamiar sie utrzymywac. Bardzo sliska, ciezka i nawet niebespieczna sprawa.

      Wybor nalezy do ciebie.
    • Gość: zielonooka Re: studia w usa/kanadzie IP: *.hsd1.md.comcast.net 09.07.07, 20:42
      witam juz jestem, a wiec twoje studia sa tu wazne jak wszystkie inne zrobione
      w Polsce. Zrob ewoluacje dyplomu , podlicza ci kredyty i zalicza odpowiadajaca
      im ilosc semestrow tu. Studia 5 letnie i tytul mgr w Polsce daje tu
      odpowiednik 4 letnich i tylul bachleor. Wtedy mozesz skladac papiery na 2
      letnie lub sa tez 1 roczne master . W taki sbosob uzyskasz tu wyzsze
      wyksztalcenie i tytul Master. Powodzenia
    • smiglostopy Re: studia w usa/kanadzie 09.07.07, 23:26
      rala napisała:

      > Witam, jestem absolwentką Politologii 5 letniej i studiów podyplomwych z HR,
      > w grudniu bede miała 25 lat. czy mam jeszcze szanse na jakieś studia w USA
      > albo Kanadzie, z wyjątkiem doktoranckich oczywiście bo aż taka zdolna nie
      > jestem.

      z tym wiekiem to sie nawet nie wyglupiaj;) rozpoczynajac np studia prawnicze w
      stanach, bylabys jedna z mlodszych na roku...
      poczytaj sobie ta strone. znajdziesz tam wiele pomocnych informacji:
      www.pso-usa.org/Polish/PSO-pl.htm
      w lecie sa organizowane spotkania/wyklady na temat studiow, ktore odbywaja sie
      w konsulacie w NY. jak masz czas to wpadnij. dowiesz sie wszystkiego od osob,
      ktore przez studia juz przeszly.

      na dodatkowa zachete dodam, ze od 2 lat prowadze wyklady na temat studiow
      prawniczych i w tym roku byc moze tez bede zaproszony, wiec jest dobra okazja,
      zeby sie poznac:D

      zachecam wszystkich studentow z polski do podjecia nauki w stanach. jest to jak
      najbardziej wykonalne. niech was nie przestrasza wysokie czesne, angielski czy
      jeszcze inne "przeszkody".

      zyczylbym sobie, zeby wiecej bylo takich watkow. moze za pare lat w polskich
      gazetach w dziale z ofertami pracy, obok pomocnika spawacza i pomocy domowych,
      bedziemy widzieli "specjalistke od human resources z bieglym jezykiem polskim"
      czy "bankowca poszukuje";)

      p.s.
      studia w zaden sposob nie daja ci "stalego pobytu" w usa. jesli nie masz
      zielonej karty, dostaniesz wize J, albo F. ta ostatnia daje ci dodatkowo rok na
      praktyki po skonczonych studiach. w tym czasie mozesz sie starac o wize H na
      3+3 lata.

      p.p.s.
      > z wyjątkiem doktoranckich oczywiście bo aż taka zdolna nie
      > jestem.

      wiecej wiary w siebie. jesli ukonczylas 5 letnie studia na dosc wymagajacym
      kierunku to na pewno jestes bardzo zdolna...
      • Gość: Doctor Ciekawy poglad na studia o niczym IP: *.proxy.aol.com 10.07.07, 03:25
        >>z wyjątkiem doktoranckich oczywiście bo aż taka zdolna nie jestem.

        >wiecej wiary w siebie. jesli ukonczylas 5 letnie studia na dosc wymagajacym
        >kierunku to na pewno jestes bardzo zdolna...

        Smiglostopy! Rozumiem Twoja zyczliwosc i (wyjatkowa) uprzejmosc, ale nazywanie
        studiow politologii "dosc wymagajacym kierunkiem" jest jednak duzo na wyrost.
        • smiglostopy Re: studia w usa/kanadzie 10.07.07, 17:21
          ontarian napisał:

          > > najbardziej wykonalne. niech was nie przestrasza wysokie czesne,
          > dosyc ciekawe podejscie
          > to niby za co maja studiowac? za wszy?

          oczywiscie studia trzeba oplacic i nie jest to maly wydatek. jak juz ktos
          wspomnial, rok kosztuje w granicach $30k.

          studenci zagraniczni maja o tyle latwiej, ze jest mozliwosc zaliczenia czesci
          kredytow z kraju. do tego, calej sumy nie trzeba wplacac od razu. nie ma
          problemu ze splatami w ratach. oplaty za ksiazki i utrzymanie tez mozna
          zredukowac do minimum. oczywiscie placic trzeba, ale uwierz mi, ze student z
          polski, przy odpowiednim "podejsciu do sprawy" jest w stanie studia skonczyc.

          polecam historie studentow na wspomnianej wczesniej stronie pso. ja sam jestem
          przykladem na to, ze mozna (a nie jestem bogaty z urodzenia;). przy obecnym
          kursie dolara jest to jeszcze latwiejsze...

          kwestia finansowania to temat na odrebna dluzsza dyskusje. nie czuje sie
          kompetentny w doradzaniu jak sie z tym uporac, ale wiem, ze przy odrobinie
          przedsiebiorczosci i samozaparcia "da sie zrobic".
          • ontarian Re: studia w usa/kanadzie 10.07.07, 17:51
            smiglostopy napisał:

            > oczywiscie studia trzeba oplacic i nie jest to maly wydatek. jak juz ktos
            > wspomnial, rok kosztuje w granicach $30k.
            do tego nalezy doliczyc koszty utrzymania

            > studenci zagraniczni maja o tyle latwiej, ze jest mozliwosc zaliczenia czesci
            > kredytow z kraju.
            to prawda, tylko, ze dochodzi im jeszcze doksztalt i/lub egzamin z angielskiego

            > do tego, calej sumy nie trzeba wplacac od razu. nie ma
            > problemu ze splatami w ratach.
            niemniej jednak na te raty tez skads trzeba wziasc
            a to bedzie ok. 2500/m

            > oplaty za ksiazki i utrzymanie tez mozna zredukowac do minimum.
            mozna, ale w dalszym ciagu to dodatkowe jakies 800-1000 na miesiac
            tak wiecy mamy ponad 3000/m

            > oczywiscie placic trzeba, ale uwierz mi, ze student z
            > polski, przy odpowiednim "podejsciu do sprawy" jest w stanie studia skonczyc.
            oczywiscie, ze jest w stanie skonczyc jesli mowa o samym studiowaniu
            ale niewielu stac jest na to finansowo

            > polecam historie studentow na wspomnianej wczesniej stronie pso. ja sam
            > jestem przykladem na to, ze mozna (a nie jestem bogaty z urodzenia;).
            no to moze jakies konkretniejsze rady bys zamiescil dla tych
            ktorzy ani kasy, ani bogatych rodzicow nie maja

            > przy obecnym
            > kursie dolara jest to jeszcze latwiejsze...
            jaki by ten kurs nie byl
            to 8-10 tys. zeta/m to chyba nie jest tak latwo zdobyc

            > kwestia finansowania to temat na odrebna dluzsza dyskusje. nie czuje sie
            > kompetentny w doradzaniu jak sie z tym uporac,
            no wlasnie, i tu jest pies pogrzebany
            bo ja sobie nie wyobrazam, zeby ktos z PL bez zadnego sponsora
            mogl sobie na to pozwolic

            > ale wiem, ze przy odrobinie
            > przedsiebiorczosci i samozaparcia "da sie zrobic".
            teoretycznie wszystko sie da
            gorzej z praktyka
            • Gość: smiglostopy Re: studia w usa/kanadzie IP: *.dyn.optonline.net 10.07.07, 19:00
              ontarian napisał:

              > do tego nalezy doliczyc koszty utrzymania

              oczywiscie.

              > to prawda, tylko, ze dochodzi im jeszcze doksztalt i/lub egzamin z
              > angielskiego

              moim zdaniem majac jedynie podstawy angielskiego mozna sobie poradzic na
              studiach. to wlasnie studia sa swietna szkola jezyka. jesli uczylismy sie 5 lat
              angielskiego na studiach w polsce i zdalismy toefl na wymagana ilosc punktow to
              wystarczy do podjecia nauki. koszt egzaminu to $140.

              > niemniej jednak na te raty tez skads trzeba wziasc
              > a to bedzie ok. 2500/m

              tak cos kolo tego, $2-2,5k.

              > > oplaty za ksiazki i utrzymanie tez mozna zredukowac do minimum.
              > mozna, ale w dalszym ciagu to dodatkowe jakies 800-1000 na miesiac
              > tak wiecy mamy ponad 3000/m

              ksiazki mozna kupic bardzo tanio od studentow konczacych rok. utrzymanie w
              zaleznosci od miejsca. ja np. placilem $200 za miesiac... tu pojawia sie
              pierwszy problem do rozstrzygniecia, gdzie studiowac. dla tych co nie moga
              sobie pozwolic na szkoly z pierwszej 10tki, proponowalbym bardzo dobre szkoly
              na mid-west. koszty utrzymania sa o wiele nizsze, a warunki studiowania i
              wrazenia o wiele lepsze (to na podstawie rozmow z bezposrednio zainteresowanymi)
              niz w srednich szkolach w NY. tu ranking:
              tinyurl.com/3brby5
              wlasciwie jest to bardzo dobre miejsce do rozpoczecia poszukiwan szkoly...

              > oczywiscie, ze jest w stanie skonczyc jesli mowa o samym studiowaniu
              > ale niewielu stac jest na to finansowo

              nie bede tu opisywal swojego przypadku bo to nie czas na prywatne opowiesci,
              ale prawdopodobnie wielu ze studiujacych tu polakow nie jest zbyt zamoznych. po
              raz kolejny odsylam do licznych w internecie historii studentow.

              > no to moze jakies konkretniejsze rady bys zamiescil dla tych
              > ktorzy ani kasy, ani bogatych rodzicow nie maja

              bardzo chetnie podziele sie radami. zapraszam na spotkanie w konsulacie.

              > to 8-10 tys. zeta/m to chyba nie jest tak latwo zdobyc

              napewno nie jak sie wypisuje na forum zamiast pracowac. autorka watku juz
              zniknela wiec chyba jest na dobrej drodze;)

              > bo ja sobie nie wyobrazam, zeby ktos z PL bez zadnego sponsora
              > mogl sobie na to pozwolic

              mysle, ze po roku wytezonej pracy (ja np pracowalem codziennie po 14 godzin i
              schudlem 15 kg, hehe) mozna. mozna wziac kredyt (np u rodziny), napisac kartke
              imieninowa do cioci w ameryce;), itp, itd... oczywiscie nie mowie, ze kazdy
              moze sobie na studia pozwolic. szczegolnie, jesli zalozy od razu, ze jest to
              niewykonalne.

              > teoretycznie wszystko sie da
              > gorzej z praktyka

              wlasnie na odwrot. nie znam przypadku studenta, ktory zaczal tu nauke i nie
              skonczyl. wiele jest za to teoretyzowania na temat niemoznosci sfinansowania
              studiow...
    • pendecha Re: studia w usa/kanadzie 11.07.07, 01:02
      Bez sensu sa te wasze klotnie , przeciez wiadomo,ze warto studiowac , nawet w
      2 letnim collegu. Dosia ma racje nie trzeba od razu isc na najlepsze i
      najdrozsze uczelnie. Mozna tez uczyc sie wieczorowo czy zaocznie i pracowac.
      Mozliwosci jest wiele i nie mozna tak sie zniechecac.
      • Gość: witek Re: studia w usa/kanadzie IP: 207.134.93.* 11.07.07, 06:23
        Od razu widac, ze nigdy nie studiowalas w Ameryce, pendecha. O jakim
        studiowaniu zaocznym mowisz???? Ameryka, to nie Polska. Ukonczenie okreslonego
        kierunku studiow wymaga srednio 100 kredytow.
        Kazdy rok szkolny ma 2 semestry. Osoba pracujaca jest w stanie brac maximum 2
        przedmioty, ktore sa wykladane od 18:30 do 22:00 powiedzmy 2 razy w tygodniu
        (po 3 godziny). Tym sposobem jest w stanie zgromadzic 12 kredytow, zakladajac,
        ze jeden przedmiot srednio daje 3 kredyty.
        Rachunek jest wiec prosty:
        2 przedmioty x 2 semestry = 4 przedmioty w ciagu roku
        4 przedmioty x 3 kredyty kazdy = 12 kredytow rocznie

        Do ukonczenia studiow srednio potrzeba 85-100 kredytow.

        100:12= 8.4
        Czyli bawiac sie popoludniami w studenta, ukonczenie studiow zajmie 8 i 1/2
        roku.

        W Ameryce nikt nie zatrudni kogos, kto studiowal 8 lat. Zreszta zadna uczelnia
        na to nie pozwoli. Maximum studiowania na kazdym kierunku to 5 lat a pozniej do
        widzenia, jesli nie jestes mentalnie wyposazony w mozliwosc ukonczenia studiow
        w tym czasie, musisz zaczac myslec o robieniu czegos innego niz studiowanie.

        Przecietny student studiow dziennych w Ameryce bierze minimum 4 przedmioty na
        semester czyli zyskuje 24 kredyty rocznie a wielu bierze 6 przedmiotow i
        zyskuje 36 kredytow. W wiekszosci collegow panstwowych w USA i Kanadzie nie ma
        innego wyjscia jak brac 6 przedmiotow, to minimum.
        Pomijam takze to, ze w Ameryce istnieja tzw. szkoly letnie, gdzie w
        przyspieszonym tempie mozna zrobic przedmioty objete programem i zamiast
        chodzenia na przyklad przez 5 miesiecy 3 razy w tygodniu na zajecia chodzi sie
        codzienne po 5 godzin przez 2 miesiace. Oczywiscie kosztuje to duzo drozej niz
        normalna oplata za przedmiot w ciagu roku szkolnego nie mozna tez oczywiscie
        niczym innym sie zajmowac latem jak studiowaniem.....



      • Gość: witek Re: studia w usa/kanadzie IP: 207.134.93.* 11.07.07, 06:26
        A tak swoja droga zastanawiam sie skad sie u was bierze to oszukiwanie samych
        siebie i wymyslanie, ze mozna zrobic to czy tamto.
        Zycie nie polega na czczym opowiadaniu ale na czynach ... codziennych.
        Radze brac zycie takim, jakie jest naprawde a nie udawac, ze jest takie jak wam
        sie wydaje, bo zle na tym wyjdziecie.
        • Gość: Doctor Trafiles w samo sedno, Witek: wishful thinking... IP: *.proxy.aol.com 11.07.07, 08:52
          >A tak swoja droga zastanawiam sie skad sie u was bierze to oszukiwanie samych
          >siebie i wymyslanie, ze mozna zrobic to czy tamto.
          To sa ich wielkie marzenia o Ameryce, o emigracji. Bez marzen ludzie wariuja.

          >Zycie nie polega na czczym opowiadaniu ale na czynach ... codziennych.
          Na tym polega zycie za Oceanem. W Polsce "zycie" polega na nadziei, ze "jakos
          sie uda". Ze studiujac politologie bedzie sie mialo zawod, prace, utrzymanie.
          Autorce watku "zycie" juz zweryfikowalo jej mzonki.

          >Radze brac zycie takim, jakie jest naprawde a nie udawac, ze jest takie jak wam
          >sie wydaje, bo zle na tym wyjdziecie.
          Twoja rada jest przednia, Witek. Nie wiemy tylko, ilu z niej potrafi skorzystac.
        • Gość: Dosia Re: studia w usa/kanadzie IP: *.brnt.cable.ntl.com 11.07.07, 09:44
          Czyli co radzisz? Siasc i plakac, bo jestesmy przegrani na starcie? To ja z
          dwojga zlego wole wishful thinking, bo wszystkie sukcesy w zyciu odnosi sie
          najczesciej wlasnie "na przekor". Nic nie robiac nie osiagnie sie nic. Czekanie
          na lut szczescia, i rezygnowanie przed najmniejsza przeszkoda to glupota.
          • Gość: Doctor Od pucybuta do milionera? IP: *.proxy.aol.com 11.07.07, 12:22
            Wierzysz w takie amerykanskie kariery dosiu? To dobre bylo w bajakch z XIX w...
            Dzis sa mozliwosci studiowania za pomoca: sponsorship/scholarship/grant. Aby je
            dostac NIE mozna jednak legitymowac sie studiami o Marynie - typu polska
            politologia, polonistyka, anglistyka, nauczanie przedszkolne czy nawet - prawo.
            Jesli ktos mysli o uznaniu jakichkolwiek kredytow z PL - w gre wchodza kierunki
            z uczelni politechnicznych, medycznych, biologicznych, computer science /
            programming (wymieniam przyklady).
            Uwazam, ze piszacy tu rozmarzeni studenci to mitomani, ktorzy mysla, ze im
            kariery spuchna za Oceanem, bo "latwo wyjechac na program au-pair, work &
            travel czy na wymiane Erasmus do EU". Studia w USA i Kanadzie sa drogie i
            traktowane jako produkt rynkowy. Nie wyobrazam sobie dosiu, ze przyjdziesz do
            dealera samochodow i powiesz: "Nie mam wprawdzie pieniedzy ani mozliwosci
            financingu, ale do odwaznych swiat nalezy i wybieram to auto." Co mi odpowiesz?

            >wszystkie sukcesy w zyciu odnosi sie najczesciej wlasnie "na przekor". Nic nie
            >robiac nie osiagnie sie nic. Czekanie na lut szczescia, i rezygnowanie przed
            >najmniejsza przeszkoda to glupota.
            Tak sie mozna pocieszac, ze sie zdobedzie caly swiat. A potem wrocic do UK...
            • Gość: Dosia Re: Od pucybuta do milionera? IP: 195.33.121.* 11.07.07, 14:40
              > Wierzysz w takie amerykanskie kariery dosiu? To dobre bylo w bajakch z XIX
              w...
              >


              Wiesz, nie kazdy mysli, ze sukces to jedynie bycie milionerem. Dla mnie sukces
              polega na tym, ze robisz dokladnie to czego chcesz, cos co sprawia Ci
              przyjemnosc, a jednoczesnie mozesz z tego normalnie zyc, tak jak chcesz. Sukces
              to bycie szczesliwym po prostu. A kazdy ma inne miary szczescia. I nie
              koniecznie musi byc to kariera od pucybuta do milionera. I owszem wierze, ze
              jezeli masz plan i zalezy Ci na czyms to zawsze jakos wydreptasz ta swoja
              sciezke i to zdobeciesz - raz wolniej, raz szybciej. Ale trzeba probowac.
              Przegrac na starcie bo sie nie sprobowalo? Zadne rozwiazanie.


              > Jesli ktos mysli o uznaniu jakichkolwiek kredytow z PL - w gre wchodza
              kierunki
              >
              > z uczelni politechnicznych, medycznych, biologicznych, computer science /
              > programming (wymieniam przyklady).


              Tu sie z Toba zgodze. Jednoczesnie sa to kierunki, w ktorych bardziej mozna
              sprecyzowac dalsza sciezke kariery i sposoby finansowania. Nawet bedac na wizie
              studenckiej latwiej znalezc lepiej platne fuchy i jakos wiazac koniec z koncem.

              > Tak sie mozna pocieszac, ze sie zdobedzie caly swiat. A potem wrocic do UK...

              A coz w tym zlego? Nie istnieje tylko jedna droga dazenia do celu. Trzeba byc
              elastycznym.
            • Gość: smiglostopy Re: Od pucybuta do milionera? IP: *.dyn.optonline.net 11.07.07, 17:32
              > Uwazam, ze piszacy tu rozmarzeni studenci to mitomani, ktorzy mysla, ze im
              > kariery spuchna za Oceanem, bo "latwo wyjechac na program au-pair, work &
              > travel czy na wymiane Erasmus do EU". Studia w USA i Kanadzie sa drogie i
              > traktowane jako produkt rynkowy.

              doktorze, 5 lat temu przyjechalem do ameryki na wakacje bedac jeszcze studentem
              prawa w polsce. przypadkiem trafilem na wyklad o mozliwosci studiowania w
              ameryce. w tamtym momencie opowiesci o karierze prawnika wydawaly mi sie czysta
              abstrakcja. skomplikowany proces rekrutacyjny, "specjalistyczny" angielski,
              strasznie kosztowne studia... pomyslalem, ze nie bede wstanie tego przeskoczyc.
              przede mna byl jeszcze rok studiow w polsce. mieszkalem z rodzicami. na
              praktykach w kancelarii w warszawie zarabialem 800 zl miesiecznie. do tego,
              moja owczesna nazeczona, a obecna zona miala podobne plany do moich. rowniez
              chciala studiowac prawo w stanach. niektorzy pukali sie w glowe. mowili, ze
              szkoda zachodu i pieniedzy. w perspektywie mielismy probe zdania na aplikacje w
              polsce, albo dalsze studia prawnicze w usa. wybralismy to drugie...

              dzis, po kilku latach od momentu, gdy pierwszy raz uslyszelismy o mozliwosci
              studiowania tu, moja zona jest adwokatem. pracuje w niezlej firmie na
              manhattanie. ja w zeszlym roku zdalem bar. teraz czekam na przysiege, ktora mam
              nadzieje miec w tym miesiacu.

              musicie uwierzyc mi na slowo, nie bylismy (jestesmy?;) szczegolnie zamorzni. w
              polsce jezdzilem 6 letnim cinquecento;), ktore zreszta zostalo sprzedane na
              poczet studiow. przez rok przed wyslaniem aplikacji odkladalismy kazdy grosz,
              pracujac po kilkanascie godzin na dobe. uzbieralo sie ponad polowe wymaganej
              kwoty. zona dostala 2 granty. troche pomogla rodzina. jakos wystarczylo na
              wykazanie zdolnosci oplaty studiow.

              w trakcie roku mozna minimalnie dorabiac. ja np uczestniczylem w platnych
              eksperymentach na wydziale psychologii:), zona pracowala w uniwersyteckim
              przedszkolu, byla mozliwosc pracy w wydzialowej bibliotece i roznych
              jadlodajniach. oczywiscie zarobione w ten sposob pieniadze wystarczaly jedynie
              na pokrycie biezacych kosztow, ale wystarczylo na mieszkanie, jedzenie i drobne
              przyjemnosci. na czesne trzeba miec wieksza czesc zapewniona.

              trudno doradzic jak zdobyc pieniadze, gdybym mial zlota recepte pewnie zamiast
              tego posta pisalbym jakis poradnik warty miliony;) wydaje mi sie jednak, ze w
              tym momencie, przy obecnym kursie dolara i mozliwosci pracy na wyspach,
              odlozenie rownowartosci $30k przez rok dla mlodego polaka jest jak najbardziej
              wykonalne. inna sprawa, czy warto studiowac w stanach zamiast w uk...

              chcialem troche zmotywowac mlodych polakow. jesli juz tu jestesmy to dajmy cos
              z siebie. wiekszosc z nas kilka lat tkwi w swojej pierwszej robocie. przegapia
              termin wygasniecia wizy i juz tak dalej ciagna. niektorzy sobie chwala, calkiem
              niezle im sie powodzi. mamy dosc dobra opinie jako kontraktorzy (spora kasa) i
              pomoce domowe (juz mniejsza). problem jest w tym, ze mlodzi emigranci skazani
              sa praktycznie na prace fizyczna. wielu mlodych zdolnych, ktorzy maja szanse na
              porzadny zawod, konczy jako pomocnik spawacza, nie ma prawa jazdy, nie jezdzi
              na wakacje i wszystko co zarobi placi "adwokatowi" ktory zwodzi zalatwieniem
              papierow na fikcyjne malzenstwo...

              z wlasnego doswiadczenia wiem, ze rzeczywiscie perspektywa trudnosci moze
              zniechecic przed podjeciem studiow. nie pomagaja w tym rowniez deprymujace
              podpowiedzi. wiem jednak takze, ze nie taki diabel straszny jak go maluja.

              chetnie odpowiem na jakiekolwiek szczegolowe pytania (oprocz tych, jak zdobyc
              pieniadze;). jesli ktos jest zaawansowany w procesie rekrutacyjnym, moge
              napisac list rekomendacyjny do szkoly.

              naprawde warto sprobowac. nic nie stracicie.

              p.s.
              jesli juz ktos zdecyduje sie na studia to polecalbym szkoly raczej lepsze niz
              gorsze. oplaty sa porownywalne, a perspektywy po ukonczeniu sa troche lepsze.
              proponuje zdecydowac sie na jedna ze szkol z pierwszej 30-50tki rankingu.

              p.p.s
              no i nie studiujcie literatury rosyjskiej;) ktos bardzo dobrze podpowiedzial
              studia pielegniarskie. gdyby nie udalo mi sie to co zaplanowalem, sam bym
              poszedl...
                • Gość: smiglostopy Re: Od pucybuta do milionera? IP: *.nycmny.east.verizon.net 12.07.07, 05:07
                  > To kiedy splacisz te wszystkie granty???? Przed emerytura?
                  > A na razie zarabiasz na polskich studentach i sprzedajesz im sny o potedze??

                  ja niestety, zadnego grantu nie dostalem. zona dostala bezzwrotne.

                  co masz na mysli, mowiac ze zarabiam na polskich studentach? prawdopodobnie
                  odnosisz sie do fragmentu o liscie rekomendacyjnym, hehe. moze trudno to sobie
                  wyobrazic, ale nie przyszlo mi do glowy, ze mozna za to wziac pieniadze.
                  nieskromnie powiem, ze kilku osobom w ten sposob pomoglem. jedna z nich dostala
                  sie na uniwersytet, ktory ja skonczylem. zreszta jest to dosc powszechny i
                  bardzo mily zwyczaj, gdy absolwent danej uczelni pisze list rekomendacyjny.

                  jesli wydaje ci sie, ze ktos za to moze wziac pieniadze, to na swojej drodze
                  musiales trafic na bardzo malych ludzi.

                  hmm, tak dla dolania oliwy do ognia dodam, ze gdyby ktos byl zainteresowany, to
                  moge rowniez pomoc w zredagowaniu zyciorysu i listu intencyjnego. tak, tez za
                  darmo;)

                  p.s.
                  dzis sie dowiedzialem, ze przysiege adwokacka bede mial dopiero we wrzesniu.
                  zostaje wiec jeszcze troche czasu na pisanie na forach, hehe. jak zostane
                  wpisany na liste adwokatow to podam linka do strony;). jesli jednak koniecznie
                  ktos musi zweryfikowac moj status, to mam zeskanowana strone z "law journal" z
                  lista osob, ktore zdaly bar. jest tam moje nazwisko;) nie jestes pierwsza
                  osoba, ktorej ciezko w to uwierzyc wiec nawet sie tak bardzo nie dziwie...

                  p.p.s.
                  pol-prawniku, mam nadzieje, ze wkrotce skrocisz swoj podpis i bedziesz bardziej
                  wyrozumialy i otwarty;)
              • pol-prawnik Re: Od pucybuta do milionera? 12.07.07, 04:38
                musicie uwierzyc mi na slowo, nie bylismy (jestesmy?;) szczegolnie zamorzni

                Kolego, zamożny pisze się w języku polskim przez samo ż.

                Za moich czasow prawnicy polscy to był kwiat polskiej inteligencjii wielu było
                pisarzami, intelektualistami po prostu.
                Nie do pomyślemia było aby prawnik nie wiedzial, jak pisac a już robienie
                błedów ortograficznych nie mieściło się w głowie. Jakiż z pana prawnik kolego
                skoro w ojczystym języku robi pan podstawowe błędy ortograficzne?

                Zaczynam powątpiewać we wszystko, co pan napisał. Poza tym jak sie informuje
                ludzi nie pisze sie ogólnikami ale pisze się konkrety,
                Niech pan poda adres wyślę panu slownik otograficzny.
                • Gość: smiglostopy Re: Od pucybuta do milionera? IP: *.nycmny.east.verizon.net 12.07.07, 04:48
                  przepraszam za blad ortograficzny. na usprawiedliwienie powiem, ze nie jestem
                  polskim prawnikiem;)

                  na temat konkretow juz sie wypowiedzialem. jak zadasz konkretne pytanie,
                  postaram sie udzielic konkretnej odpowiedzi.

                  po twoim podpisie wnioskuje, ze skonczyles studia prawnicze. nie chcialbym byc
                  zlosliwy, ale za moich czasow kwiat polskiej palestry byl mniej arogancki.
                  • pol-prawnik Re: Od pucybuta do milionera? 12.07.07, 05:25
                    Czy wytkniecie komus nieuctwa jest arogancja? Chyba nie. A pan panie kolego
                    zdaje sie takze studiowal w Polsce prawo, jak sie nie myle? A szkole srednia to
                    gdzie pan skonczyl w NYC?

                    Pisze pan ogolnikami, nic nie wyjasnia i malo sie rozni od tej tu dyzurnej
                    Dosi. Dobrze, ze skonczyl pan prawo w USA ....za darmo. Musi pan bys super
                    zdolny i pokonal pan wszystkich amerykanskich "geniuszy" w wyscigu do grantow
                    itd....oczywiscie tych bezzwrotnych, no bo jakze by inaczej.

                    W miedzyczasie podczas studiow prawniczych ciezko pan pracowal...
                    Prosze pana ja studiowalem prawo i accounting w USA wiem jak takie studia
                    wygladaja. Nie ma sie czasu nawet na zycie rodzinne pomijam jakas prace.....

                    Ale pan ciesze sie jest genialny.... wiadomo z Polski.
                    • Gość: smiglostopy Re: Od pucybuta do milionera? IP: *.dyn.optonline.net 12.07.07, 16:46
                      mowiac o arogancji mialem na mysli ton twoich postow. wszelkie konstruktywne
                      uwagi na swoj temat przyjmuje z pokora i staram sie pracowac nad bledami.
                      dzieki za wytkniecie, choc w niektorych kregach publiczne strofowanie uchodzi
                      za malo eleganckie...

                      nie chcialbym, zeby ten watek przeksztalcil sie w dyspute o tym jak ja (nie:)
                      skonczylem studiow. proponuje pozostawic go w obecnym ksztalcie. nie da sie v.
                      przy odrobinie samozaparcia spokojnie mozna skonczyc.

                      p.s.
                      odpowiem bo wydaje mi sie, ze mamy troche inne podejscie do zycia

                      > Musi pan bys super
                      > zdolny i pokonal pan wszystkich amerykanskich "geniuszy" w wyscigu do grantow
                      > itd....oczywiscie tych bezzwrotnych, no bo jakze by inaczej.
                      > W miedzyczasie podczas studiow prawniczych ciezko pan pracowal...

                      jak juz powiedzialem wczesniej, NIE DOSTALEM ZADNEJ POMOCY FINANSOWEJ. moja
                      zona dostala BEZZWROTNA doplate do studiow w wysokosci kilku tysiecy dolarow.
                      rzeczywiscie musi byc bardzo zdolna bo pomoc od tych organizacji dostalo
                      jedynie 10 osob. jak sie pozniej dowiedzielismy, aplikacji wplynelo ponad 100.

                      co do mojej pracy podczas studiow to nie byla wcale ciezka. wczesniej napisalem
                      jaki to rodzaj "pracy". naprawde nie rozumiem dlaczego tak mnie atakujesz? na
                      pewno jestes fajnym kolesiem. zakladam, ze to roznica odleglosci miedzy nami
                      sprawia, ze rozmowa jak na razie przebiega w malo uprzejmym atmosferze;)

                      proponuje przyjac jakis wspolny, bezsporny punkt, na ktorym moglibysmy oprzec
                      dalsza dyskusje. moze przyjmijmy (tak hipotetycznie:) ze obaj dostalismy sie
                      jakos na te studia. bedzie latwiej rozmawiac.

                      > Prosze pana ja studiowalem prawo i accounting w USA wiem jak takie studia
                      > wygladaja. Nie ma sie czasu nawet na zycie rodzinne pomijam jakas prace.....

                      w takim razie nie bardzo rozumiem dlaczego tak bardzo zniechecasz ludzi do tego
                      pomyslu? udalo ci sie skonczyc te studia? jak sie dostales? czy wiedzac o
                      wszystkich przeciwnosciach sprobowalbys jeszcze raz? napisz cos wiecej.
                      bedziemy mogli skonfrontowac nasze doswiadczenia. moze ktos skorzysta.

                      kiedys, na jednym ze spotkan z potencjalnymi studentami, o swoich studiach
                      prawniczych opowiadala absolwentka prawa. z jej opowiesci wynikalo, ze jest to
                      niemal nieludzki wysilek (choc sama skonczyla;). swoja historia zapewne
                      zniechecila wielu. dalo sie wyczuc troche obawy o konkurencje...

                      ja skonczylem szkole prawa z pierwszej 30tki rankingu. moje GPA 3.75. okres
                      studiowania zapamietalem jako jedno z milszych doswiadczen. zero stresu. nauka
                      sprawiala mi przyjemnosc. niemal zawsze moglem sie skontaktowac z profesorem.
                      wszystko wokol ciebie stworzone zostalo, aby zapewnic jak najlepsze warunki
                      studiowania. spokojnie mozna bylo wygospodarowac czas na prace na pol etatu...
                      dodam, ze na UW nie bylem orlem. skonczylem studia z srednia ponizej 4.0.

                      w ameryce studiuje sie bardzo latwo! dopiero jednak "bar exam" kosztuje
                      naprawde sporo wysilku i wlasciwie dopiero po zdaniu tego egzaminu mozna mowic
                      o trudnosciach zwiazanych z zostaniem prawnikiem. ok, moze trzeba sie troche
                      wysilic na same "a", ale to tez jest do zrobienia (mi troche zabraklo...)

                      zaznaczam, ze sa to moje osobiste doswiadczenia. kolezanka, ktora studiowala w
                      NY (tez prawo) nie byla tak bardzo szczesliwa;) narzekala na wyscig szczurow.
                      ciezko bylo nawet dostac notatki z wykladow od innej osoby. nie chodzi tu nawet
                      o "jakosc" szkoly (jej jest nizej w rankingu od mojej;). wydaje mi sie, ze to
                      bardziej kwestia podejscia ludzi i specyficznego miejsca jakim jest NY. nie
                      sadze, aby ktos z jej kolegow zaoferowal ci bezinteresowna pomoc :)

                      p.p.s.
                      > Ale pan ciesze sie jest genialny.... wiadomo z Polski.

                      w sieci panuje zasada mowienia sobie na "ty". nie mialbym nic przeciwko temu.
                      do geniuszu jeszcze troche mi brakuje. zreszta nigdy nie mialem takich
                      aspiracji. wystarczy mi, ze jestem najlepszy w tym co robie;)
                      • Gość: Doctor Osmiele sie lekko wtracic tutaj IP: *.proxy.aol.com 12.07.07, 17:06
                        Smiglostopy, odpowiedz mi na pytania:
                        >jak juz powiedzialem wczesniej, NIE DOSTALEM ZADNEJ POMOCY FINANSOWEJ.
                        Jak mogles zarobic lekka i malo czasu wymagajaca praca na studia prawnicze? Kto
                        w USA chce placic duze pieniadze (studia prawnicze kosztuja duzo) za nic???

                        >moja zona dostala BEZZWROTNA doplate do studiow w wysokosci kilku tysiecy
                        >dolarow. rzeczywiscie musi byc bardzo zdolna bo pomoc od tych organizacji
                        >dostalo jedynie 10 osob.
                        Samo bycie zdolna to za malo. ZA CO twojej zonie przyznano doplate? Co to bylo?
                        Badania naukowe czy podpisala zobowiazujacy ja po studiach morderczy kontrakt?
                        • smiglostopy Re: Osmiele sie lekko wtracic tutaj 12.07.07, 17:54
                          Gość portalu: Doctor napisał(a):

                          > Smiglostopy, odpowiedz mi na pytania:
                          > Jak mogles zarobic lekka i malo czasu wymagajaca praca na studia prawnicze?

                          plz przeczytaj wszystko co wczesniej napisalem. mysle, ze wyjasniloby to wiele
                          nieporozumien.

                          > Samo bycie zdolna to za malo. ZA CO twojej zonie przyznano doplate? Co to
                          > bylo? Badania naukowe czy podpisala zobowiazujacy ja po studiach morderczy
                          > kontrakt?

                          w tym wypadku chyba samo bycie zdolna (byc moze jeszcze jakas nadprzyrodzona
                          sila;) co roku, kilka polskich organizacji przyznaje BEZZWROTNA;) pomoc
                          finansowa dla kilku studentow (chyba w nowym dzienniku sa publikowane
                          ogloszenia - na pierwszej stronie). zeby dostac taka pomoc nalezy jedynie
                          napisac list motywacyjny, zaprezentowac wczesniejsze osiagniecia naukowe i
                          wyjasnic w jaki sposob przyczyni sie do rozwoju srodowiska polakow w usa.

                          ja mimo, ze takiej pomocy nie dostalem staram sie pomoc polakom planujacym
                          studia jak tylko moge. dziwie sie, ze spotyka sie to z antagonizmem na forum...
                          -------------------------------------------------------------------------------
                          Organizacje pomagające studentom
                          Fundacja Edukacyjna Pulaskiego
                          475 Park Ave. South, Ste. #3301
                          New York, NY
                          Tel. 212-532-8200
                          Fundacja dzialajaca od 6 lat co roku przyznaje 10 stypendiow naukowych
                          studentom polskiego pochodzenia uczacym sie w pelnym wymiarze godzin na
                          studiach bakalarskich. Stypendysci wybierani sa na podstawie osiagniec
                          akademickich, dzialalnosci pozaszkolnej oraz zaangazowania w spolecznosci
                          polonijnej.
                          Organizacja Studentow Polskich w Nowym Jorku
                          333 West 38th Street New York, NY
                          (budynek Nowego Dziennika)
                          Tel. 646-269-8432
                          www.pso-usa.org
                          Sluzy informacjami, jak studiowac w USA, nostryfikowac swoj dyplom czy robic
                          kariere naukowa.
                          Polish Scholarship Fund, Inc.
                          P.O. Box 2025
                          Syracuse, NY 13220
                          Tel. (315) 687-1076
                          www.polishscholarship.com
                          Polski Fundusz Stypendialny dziala od 50 lat. Pomaga studentom w rozwiazywaniu
                          klopotow finansowych przez program stypendialny.

                          www.polonia.net/niezbednik-imigranta/polonia-w-USA.cfm-------------------------------------------------------------------------------
                          co prawda napisane jest, ze fundacja pulaskiego pomaga w studiach undergrad,
                          ale zona dostala na podyplomowe...moze cos sie zmienilo.
                          • Gość: Doctor Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: *.proxy.aol.com 13.07.07, 13:33
                            Smioglostopy, nie tylko jestes malo wiarogodny, ale po prostu SMIESZNY:
                            >w trakcie roku mozna minimalnie dorabiac. ja np uczestniczylem w platnych
                            >eksperymentach na wydziale psychologii:)
                            To sa naprawde ZADNE pieniadze. Myslisz, ze nikt z nas nie byl na stypendium
                            naukowym? Zyje sie z tego b. skromnie, nie ma mowy o odlozeniu na studia. Caly
                            czas wiec NIE PODAJESZ konkretnie Z CZEGO OPLACILES swoja szkole prawnicza.
                            Popre moim przykladem: dostalem skromne stypendium, pracowalem 2 lata na
                            uniwersytecie w researchu. W tym czasie zaoszczedzilem JEDYNIE na ksiazki i
                            oplate egzaminow USMLE, aby nostryfikowac dyplom. Chwala Bogu, ze nie musialem
                            powtarzac szkoly medycznej, bo $30-40K/rocznie nie mialbym po prostu skad wziac.

                            >zona pracowala w uniwersyteckim przedszkolu, byla mozliwosc pracy w
                            >wydzialowej bibliotece i roznych jadlodajniach. oczywiscie zarobione w ten
                            >sposob pieniadze wystarczaly jedynie na pokrycie biezacych kosztow, ale
                            >wystarczylo na mieszkanie, jedzenie i drobne przyjemnosci. na czesne trzeba
                            >miec wieksza czesc zapewniona.
                            No wlasnie! CO TAKIEGO zrobila twoja zona, ze dostala bezzwrotny grant na
                            studia? Wystaczylo, ze byla przedszkolanka czy bufetowa? Musiala cos zaoferowac
                            sponsorowi, a nie podajesz ZADNYCH konkretow. Zona po prostu byla zdolna???

                            >trudno doradzic jak zdobyc pieniadze, gdybym mial zlota recepte pewnie zamiast
                            tego posta pisalbym jakis poradnik warty miliony;)
                            Rozumiem, ze nie zdobyles zadnych pieniedzy, a mimo to ukonczyles w USA szkole
                            prawnicza (dobra szkole - jak sam podkreslasz). Cos tu nie gra...

                            >wydaje mi sie jednak, ze w tym momencie, przy obecnym kursie dolara i
                            >mozliwosci pracy na wyspach, odlozenie rownowartosci $30k przez rok dla
                            >mlodego polaka jest jak najbardziej wykonalne.
                            Nigdy nie czytalem wiekszej bzdury: Jaki mlody Polak zarabia w UK tyle, ze
                            bedac niewykwalifikowanym pracownikiem (bo wciaz jeszcze nie jest prawnikiem)
                            moze odlozyc $30K/rocznie, a na cale studia musi odlozyc MINIMUM $120-140K?
                            • Gość: smiglostopy Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: *.dyn.optonline.net 13.07.07, 16:27
                              > Caly
                              > czas wiec NIE PODAJESZ konkretnie Z CZEGO OPLACILES swoja szkole prawnicza.

                              strasznie ciezko sie z toba rozmawia bo albo nie chcesz przeczytac tego co
                              napisalem, albo nie przyjmujesz tego do wiadomosci. prosze, przeczytaj moje
                              wczesniejsze posty (moze wiecej niz dwa) bo dalsza dyskusja nie ma wiekszego
                              sensu. nie bede cytowal samego siebie...

                              co do konkretow, chcesz zebym ci podal pracodawce, adres i ile wyciagalem
                              tygodniowo i jak oszczedzalem?!

                              > Nigdy nie czytalem wiekszej bzdury: Jaki mlody Polak zarabia w UK tyle, ze
                              > bedac niewykwalifikowanym pracownikiem (bo wciaz jeszcze nie jest prawnikiem)
                              > moze odlozyc $30K/rocznie, a na cale studia musi odlozyc MINIMUM $120-140K?

                              szkoda, ze nie mozna sobie swobodnie pogadac. bylo by duzo przyjemniej i moze
                              ktos jeszcze by sie wlaczyl...

                              nigdy nie bylem w anglii, ale z tego co mozna przeczytac na forach, stawki
                              godzinowe sa tam w granicach 8-10 funtow dla niewykwalifikowanych pracownikow.
                              mysle, ze spokojnie przez rok mozna odlozyc, jesli nie 15k (funtow) to
                              przynajmniej 10k.

                              studia prawnicze uprawniajace do zdawania "bar exam" dla kogos, kto ma magistra
                              prawa z polski kosztuja w granicach 30-40k!

                              wszelkie nasze nieporozumienia wynikaja zapewne z twojej ogolnikowej wiedzy na
                              temat studiow prawniczych w stanach. zamiast sie zacietrzewiac, wystarczy po
                              prostu zapytac.
                            • Gość: smiglostopy Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: *.dyn.optonline.net 13.07.07, 16:43
                              > Smioglostopy, nie tylko jestes malo wiarogodny, ale po prostu SMIESZNY:

                              o przeoczylem to;)
                              chcialoby sie napisac, ze jestes strasznie arogancki, ale to po prostu wynik
                              twojej ignorancji. szkoda, ze schodzimy do tego poziomu. choc moze tak musi
                              byc? nie popieram strajku lekarzy :)

                              > No wlasnie! CO TAKIEGO zrobila twoja zona, ze dostala bezzwrotny grant na
                              > studia? Wystaczylo, ze byla przedszkolanka czy bufetowa? Musiala cos
                              > zaoferowac sponsorowi, a nie podajesz ZADNYCH konkretow. Zona po prostu byla
                              > zdolna???

                              to staje sie powoli irytujace. czy tobie trzeba napisac cos 3 razy (bylo
                              napisane 2) zebys zrozumial? w tym wypadku jednak powtorze:

                              TAK, TAK, TAK...WYSTARCZY, ZE BYLA ZDOLNA (SREDNIA ZE STUDIOW W WARSZAWIE OK
                              4.0, CZLONEK ORGANIZACJI STUDENKICH, DOSWIADCZENIE ZAWODOWE Z POLSKI +
                              UMIEJETNOSC PRZELANIA TEGO NA PAPIER + ZDOBYCIE SIE NA WYSLANIE APLIKACJI). czy
                              tym razem wystarczajaco jasno napisane? mam wkleic link jeszcze raz (tamten sie
                              troche zle wkleil)???

                              nie wspomnialem nic o bufetowej i przyjmuje to jako kolejny wyraz bezpodstawnej
                              napastliwosci.

                              szkoda, ze zamiast rzeczowej dyskusji stara sie ode mnie wyciagnac gdzie i za
                              ile pracowalem? swoja droga, spotkalem kilka osob, ktore to pytanie zadaja
                              zaraz po tym jak sie przedstawia;)
                              • bugsior Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow 13.07.07, 16:59
                                > TAK, TAK, TAK...WYSTARCZY, ZE BYLA ZDOLNA (SREDNIA ZE STUDIOW W WARSZAWIE OK
                                > 4.0, CZLONEK ORGANIZACJI STUDENKICH, DOSWIADCZENIE ZAWODOWE Z POLSKI +
                                > UMIEJETNOSC PRZELANIA TEGO NA PAPIER + ZDOBYCIE SIE NA WYSLANIE APLIKACJI).

                                Zgadza sie
                                  • ziemiowziety Jest jeszcze trzecia mozliwosc 13.07.07, 20:41
                                    jak sie ma dyplom prawa z zagranicy: dwuletnie JD (zagraniczny dyplom przelicza
                                    sie na rok studiow). Tak jest chyba na Northwestern University. Sprawdz to
                                    smiglostopy - jezeli zajmujesz sie doradzaniem na stale, powinienies miec
                                    obcykane wszystkie opcje
                                    • Gość: smiglostopy Re: Jest jeszcze trzecia mozliwosc IP: *.dyn.optonline.net 13.07.07, 21:00
                                      ziemiowziety napisał:

                                      > jak sie ma dyplom prawa z zagranicy: dwuletnie JD (zagraniczny dyplom
                                      przelicza
                                      > sie na rok studiow). Tak jest chyba na Northwestern University. Sprawdz to
                                      > smiglostopy - jezeli zajmujesz sie doradzaniem na stale, powinienies miec
                                      > obcykane wszystkie opcje

                                      to co piszesz jest bardzo interesujace. mam kilku znajomych, ktorzy studiowali
                                      na northwestern, nic nie wspominali o opcji zaliczania dwuletnich studiow jako
                                      dodatkowe kredyty. mozesz napisac cos wiecej? jak to wyglada w praktyce? ktore
                                      przedmioty sa zaliczane? prawdopodobnie to dyplom z ktoregos z panstw common
                                      law, wtedy na pewno jest latwiej.

                                      z regoly, szkoly nie sa skore do zaliczania kredytow (szczegolnie z systemu
                                      prawa cywilnego). wyjatkiem jast np. univ of florida, ktory ma umowe z UW. po
                                      skonczeniu szkoly prawa amerykanskiego w warszawie zaliczona zostaje czesc
                                      kredytow. do tego, kilku najlepszych studentow ma obnizone czesne (bodaj po
                                      stawkach rezydentow). inna szkola ktora znam jest indiana univ. ponoc od
                                      zeszlego roku tez maja podobna umowe. warto sprawdzic, czy rodzima uczelnia ma
                                      jakies kontakty z amerykanskimi uniwersytetami. moze sie okazac, ze zaplacimy
                                      troche mniej.

                                      p.s.
                                      juz dajcie spokoj z tym doradzaniem na stale i braniem pieniedzy;) po prostu
                                      sie wciagnalem w watek. o pilce potrafie pisac jeszcze wiecej, a nie jestem
                                      agentem zadnego z pilkarzy, ani dyrektorem sportowym;)
                                  • bugsior Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow 14.07.07, 15:05
                                    > ty bugsior z tego co przeczytalem,
                                    > chyba tez cos ciekawego studiujesz. mysle, ze warto byloby sie podzielic
                                    > doswiadczeniami.

                                    Skonczylem ekonomie-matematyke i stosunki miedzynarodowe w USA wlasciwie tylko
                                    i wylacznie dzieki stypendium. Jesli chodzi o roznego rodzaju egzaminy i
                                    uprawnienia, nie ma tutaj wielkiej filozofii jak w przypadku medycyny, prawa,
                                    czy ksiegowosci
                            • Gość: Dosia Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: *.brnt.cable.ntl.com 13.07.07, 21:19
                              > Nigdy nie czytalem wiekszej bzdury: Jaki mlody Polak zarabia w UK tyle, ze
                              > bedac niewykwalifikowanym pracownikiem (bo wciaz jeszcze nie jest prawnikiem)
                              > moze odlozyc $30K/rocznie, a na cale studia musi odlozyc MINIMUM $120-140K?

                              Nie znam sie na oplatach za studia w Stanach, ale Smiglostopy pisze o koszcie
                              studiow podyplomowych w granicach 40 tys. dolcow (poprawcie jezeli sie myle).

                              Nie sa to pieniadze nie do zdobycia. Oczywiscie nie kazdy je zarobi, ale tez nie
                              jest tak, ze jest to kwota zawrotna.
                              Przy obecnym slabym kursie dolara 40 tys. dolcow to nie cale 20 tys. funtow.
                              Mysle, ze polowa tej kwoty to suma, ktora bez problemu mozna odlozyc przez rok
                              pracujac w UK nawet w restauracji - to nawet nie tysiac funtow miesiecznie.
                              Zatem wystarcza 2 lata pracy w UK aby wyjechac na studia do Stanow. Przez ten
                              czas mozna pocwiczyc jezyk. Rzecz zatem do zrobienia. Kto ma lepsza prace odlozy
                              wiecej, sprzeda Cinquecento (jak to zrobil Smiglostopy) i swiat stoi otworem.
                              Poza tym, jezeli ktos ma plan to juz studiujac w Polsce moze zaczac odkladac
                              potrzebna kwote. Przez piec lat mozna naprawde sporo uzbierac. Skromne 500 zl
                              miesiecznie przez 5 lat to 30 tys zl - jakby nie bylo 10 tys. dolcow. A to juz
                              cos. Bedac zdolnym studentem prawa mozna zalapac sie na dobrze platna posade w
                              jednej z lepszych kancelarii.

                              Zgadzam sie, ze piecioletnie studia za 150 tys. dolcow to inna broszka, wiec
                              moze niech Doctor sie pochwali w jaki sposob tego dokonal. Mysle, ze wielu
                              ludzi, przerazonych taka kwota, byloby wdziecznych za pare rad, jak dokonac tej
                              sztuki.
                              • Gość: Doctor konkrety dla dosi IP: *.proxy.aol.com 13.07.07, 21:43
                                >Zgadzam sie, ze piecioletnie studia za 150 tys. dolcow to inna broszka, wiec
                                >moze niech Doctor sie pochwali w jaki sposob tego dokonal. Mysle, ze wielu
                                >ludzi, przerazonych taka kwota, byloby wdziecznych za pare rad, jak dokonac tej
                                >sztuki.

                                Pisalem, ze NIE powtarzalem szkoly medycznej, gdyz w Ameryce nie jest to
                                wymagane. JEDYNE za co placilem to podreczniki i egzaminy. Obce wyksztalcenie
                                medyczne jest uznawane pod warunkiem zdania USMLE:
                                >Popre moim przykladem: dostalem skromne stypendium, pracowalem 2 lata na
                                >uniwersytecie w researchu. W tym czasie zaoszczedzilem JEDYNIE na ksiazki i
                                >oplate egzaminow USMLE, aby nostryfikowac dyplom. Chwala Bogu, ze nie musialem
                                >powtarzac szkoly medycznej, bo $30-40K/rocznie nie mialbym po prostu skad
                                wziac.
                                • Gość: smiglostopy Re: konkrety dla dosi IP: *.dyn.optonline.net 13.07.07, 21:49
                                  > Pisalem, ze NIE powtarzalem szkoly medycznej, gdyz w Ameryce nie jest to
                                  > wymagane. JEDYNE za co placilem to podreczniki i egzaminy. Obce wyksztalcenie
                                  > medyczne jest uznawane pod warunkiem zdania USMLE:

                                  a jak sie nostryfikuje dyplom medyczny? jak sie dostales na "rezydenture"?
                                  slyszalem, ze z tym ostanim sa powazne klopoty dla nie-amerykanow.
                                      • Gość: Doctor prosze bardzo, dosiu - czytaj uwaznie! IP: *.proxy.aol.com 13.07.07, 22:13
                                        > O, jak sie dobrze watek rozwija. Kolejna falszywa opinia zdementowana...

                                        Z forum usmle.pl:
                                        "Kandydatów ubiegających się o miejsca w programach kojarzy z miejscami w
                                        programach system komputerowy NRMP (National Residency Matching Program),
                                        wyczerpująco opisany na stronach internetowych.
                                        Ponieważ ILOSC MIEJSC w programach jest WIEKSZA od ilości amerykańskich
                                        absolwentów, programy przyjmują obcokrajowców (zob. raporty NRMP). Stanowią oni
                                        1/4 wszystkich specjalizujących się w USA, a w niektórych stanach blisko 1/2
                                        (New York, New Jersey, Florida, Illinois). Najwięcej FMGs pochodzi z Azji (40%
                                        z 3 krajów: Indii, Pakistanu i Filipin). Polska jest poza pierwsza dwudziestką
                                        krajów, z których lekarze przyjeżdżają na szkolenia podyplomowe."

                                        Podaz miejsc jest wieksza niz popyt. Smiglostopy pisze zas mocne bzdury:
                                        >slyszalem, ze z tym ostanim sa powazne klopoty dla nie-amerykanow.
                                        • d.o.s.i.a Re: prosze bardzo, dosiu - czytaj uwaznie! 13.07.07, 22:30
                                          > Podaz miejsc jest wieksza niz popyt. Smiglostopy pisze zas mocne bzdury:
                                          > >slyszalem, ze z tym ostanim sa powazne klopoty dla nie-amerykanow.


                                          Po pierwsze napisal, ze slyszal, a nie ze wie napewno, po drugie nie jest
                                          lekarzem, wiec nie musi sie chyba specjalizowac w doradzaniu przyszlym lekarzom...?
                                          Po trzecie, od tego sluzy forum, zeby wymieniac sie informacjami i prostowac te
                                          nieprawdziwe.
                                          Po czwarte, wystarczy, ze sprostujesz nieprawdziwa informacje. Nie musisz sie
                                          oburzac, ani uzywac sformulowan typu "bzdury".
                                        • Gość: smiglostopy Re: prosze bardzo, dosiu - czytaj uwaznie! IP: *.dyn.optonline.net 13.07.07, 23:40
                                          > Ponieważ ILOSC MIEJSC w programach jest WIEKSZA od ilości amerykańskich
                                          > absolwentów, programy przyjmują obcokrajowców (zob. raporty NRMP).

                                          ponoc niektore specjalizacje lepiej robic w danych szpitalach i tam jest trudno
                                          sie dostac. moze o to chodzilo. cytuje "w wisconsin nie ma problemu" ;)

                                          jak dziala ten system doboru. wydaje sie to byc dosc ciekawe. mozesz napisac
                                          cos wiecej? ponoc jest to cos w rodzaju rankingu ze strony szpitala i lekarza,
                                          ktorzy wzajemnie sie dobieraja. czy to oznacza, ze mozna trafic gdziekolwiek?

                                          czy aby praktykowac w danym stanie trzeba w nim zdac egzamin (i czy jest taki
                                          sam), czy wystarczy jeden na cale stany?
                                          • Gość: Doctor do smiglostopego IP: *.proxy.aol.com 14.07.07, 07:38
                                            >ponoc niektore specjalizacje lepiej robic w danych szpitalach i tam jest trudno
                                            >sie dostac. moze o to chodzilo.
                                            Zawsze sa lepsze/gorsze miejsca specjalizacyjne. Znane sa wielkie rankingi dla
                                            kazdej specjalizacji. Lepsze moze byc KSZTALCENIE rezydenta, praca, placa,
                                            lepiej ustawiane grafiki on-call, lepiej wyksztalcone pielegniarki, lepsza
                                            lekarska kadra nauczajaca... Lepsze beda szpitale Ivy League uniwersytetow
                                            od "szpitala na peryferiach" czy nawet szpitala w downtown Detroit lub Los
                                            Angeles. Oczywiscie, ze do najlepszych miejsc najtrudniej sie dostac.

                                            >jak dziala ten system doboru. wydaje sie to byc dosc ciekawe. mozesz napisac
                                            >cos wiecej? ponoc jest to cos w rodzaju rankingu ze strony szpitala i lekarza,
                                            > ktorzy wzajemnie sie dobieraja. czy to oznacza, ze mozna trafic gdziekolwiek?
                                            Nie trafiam gdziekolwiek, ale TYLKO w jedno z tych miejsc, gdzie aplikuje. Np.
                                            aplikuje do 10 programow rezydenckich. Po wszystkich interviews wiem jak tam
                                            bedzie wygladala moja praca i wydaje im moja ocene. Wchodzac w NRMP wprowadzam
                                            w komputer moj nr. USMLE i wybieram: 1st choice, 2nd choice... 10th choice.
                                            W tym samym czasie program rezydencki poznawszy mnie na interview daje mi tez
                                            ocene, czyli ich choice. Match polega na dobraniu 2 najwyzszych ocen kandydata
                                            i programu. Jednoczesnie moj wlasny 1st choice szpital nie musi mi dac wysokiej
                                            oceny. Moze mi taka ocene dac moj "3rd lub 5th choice". Wtedy dostaje sie tam,
                                            gdzie mnie najlepiej ocenili, choc ja sam moglem nie-najlepiej ocenic to miejsce

                                            > czy aby praktykowac w danym stanie trzeba w nim zdac egzamin (i czy jest taki
                                            > sam), czy wystarczy jeden na cale stany?
                                            Egzamin USMLE jest jeden. W pojedynczych stanach zdobywa sie zas licencje -
                                            paperwork, ktora nie ma nic wspolnego z egzaminami, ale z administracja. Tak
                                            jak z prawem jazdy: zdajesz w NYC, ale po przeprowadzce do Ohio musisz pojsc do
                                            Motor Vehicle Dept. by wydano ci nowa Ohio license - dokument administracyjny.
                                    • Gość: smiglostopy Re: konkrety dla smiglostopego IP: *.dyn.optonline.net 13.07.07, 22:16
                                      > >a jak sie nostryfikuje dyplom medyczny?
                                      > Zdaje sie USMLE.

                                      domyslam sie ze jest to jakis koncowy egzamin. czy posiadajac dyplom medyczny z
                                      jakiegokolwiek kraju mozesz do takiego egzaminu podejsc?

                                      > >jak sie dostales na "rezydenture"?
                                      > Po zdaniu USMLE wchodzi sie w NRMP.

                                      lekarze chyba bardziej sa zorientowani w tych skrotach. ok, nie mecze cie juz.

                                      > >slyszalem, ze z tym ostanim sa powazne klopoty dla nie-amerykanow.
                                      > To b. zle slyszales. Bardzo zle.

                                      noga mnie troche boli, chyba wczoraj naderwalem sobie miesien grajac w pilke.
                                      ze sluchem chyba wszysko w porzadku;)

                                      maz adwokat, ktora ze mna pracuje jest zagranicznym lekarzem. owa adwokat
                                      opowiadala mi, ze mial on klopot ze znalezieniem szpitala bo jest ograniczona
                                      ilosc miejsc i z pewnych wzgledow (nie wiem dokladnie o co chodzi, ale zwiazane
                                      jest to z finansowaniem) w pierwszej kolejnosci przyjmowani sa amerykanie.
                                      • Gość: Doctor Mozesz mnie pomeczyc, smiglostopy... IP: *.proxy.aol.com 13.07.07, 22:32
                                        >domyslam sie ze jest to jakis koncowy egzamin. czy posiadajac dyplom medyczny z
                                        >jakiegokolwiek kraju mozesz do takiego egzaminu podejsc?
                                        Do USMLE mozna podejsc z dyplomem kraju, ktory jest na liscie akceptowanej
                                        przez USMLE. Nie mozna podejsc z dyplomem "z jakiekolwiek kraju".

                                        USMLE (United States Medical Licensing Examination) licencjonuje lekarza, czyli
                                        jest odpowiednikiem twojego Bar Exam. Po zdaniu mamy prawo ubiegac sie o
                                        rezydenture, czyli aplikowac do NRMP. National Residency Matching Program is
                                        set up to match a program with a resident.
                            • pol-prawnik Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow 15.07.07, 09:57
                              Zgadza sie Doctor. Ogolnikii adresy do organizacji polonijnych.....
                              Nie lubie, jak dzieci mowia mi na ty, jestem przed emerytura i nie lubie byc
                              tykany przez dzieci w wieku moich wnukow.
                              Ja skonczylem prawo dlatego, ze pracowala na mnie cala rodzina mojej zony +
                              zona....dokladnie: zona i jej dwoch braci. Ja bylem ambitny i chcialem byc byc
                              tax lawyer i zostalem. Pozniej byla zmiana:Ja zasuwalem jak dziki osiol + dwoch
                              braci mojej zony a studiowala moja zona. Pozniej byla kolejna zmiana itd.

                              Wszyscy sie wyksztalcilismy. Zarabiamy dobrze i mamy we krwi pomaganie sobie.
                              To znaczy ja sie nauczylem od rodziny mojej zony. To sa Macedonczycy z bylej
                              Jugoslawii: uparci, z programem na zycie. Dobrze trafilem i dobrze sie
                              nauczylem. Skonczylem studia bez proszenia kogokolwiek o jalmuzne,wylacznie
                              dzieki kooperacji rodzinnej. Nie bylo obijania sie, nie bylo udawania.
                              Dzis jestesmy 3 prawnicy i jeden physioterapeuta. Kazdy ma juz dorosle ablo
                              prawie dorosle dzieci i dobrze ustawione zycie.

                              P.S
                              Moj syn juz pare dni tmu pojechal juz 3 raz do Iraku, podobno na rok ale pewnie
                              bedzie dluzej. Dlatego troche jestem rozdrazniony.
                                    • Gość: witek Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: 207.134.87.* 19.07.07, 01:34
                                      Widze kolego, ze masz o sobie wyjatkowo dobre mniemanie. Radze troche
                                      zastopowac, bo moze sie okazac, ze ci ktos tak utrze nosa, ze bedziesz to
                                      wspominal do konca zycia. Nie ma co sie przechwalac, ze jakas tam organizacja
                                      cos ci tam dala za darmo, gdzies cos tam zalatwiles itd. To o niczym innym nie
                                      swiadczy jak o tandecie ludzkiej...no i o zaradnosci oczywiscie. Ile ty jestes
                                      latek w tym USA?

                                      A czy ja jestem lepszy od ciebie pomysl i sam ocen.
                                      studia:
                                      Szkola Wawelberga & Rotwanda (do 51 roku tak nazywala sie Politechnika
                                      Warszawska)
                                      Ecole Politechniquede Mons (Belgia)
                                      McGill University, Montreal (Kanada)
                                      Rice University, Huston (USA)

                                      Nigdy nie wzialem z ani grosza zapomogi z zadnej organizacji, inna sprawa, ze
                                      mialem i mam bardzo szczodra rodzine, ktora zawsze pomagala mi w moich
                                      naukowych przedsiewzieciach naukowych.


                                      • Gość: smiglostopy Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: *.dyn.optonline.net 19.07.07, 17:33
                                        ...a ja widze kolego, ze nie dosc, ze nie potrafisz obronic nie do konca
                                        przemyslanej tezy, to uciekasz sie do bardzo tanich chwytow. wiekszosc tego co
                                        piszesz to populistyczny belkot. nie chce mi sie wierzyc, ze po tak starannej
                                        edukacji nie potrafisz wyciagac logicznych wnioskow...

                                        dziwie sie ze zarzucasz mi "wysokie o sobie mniemanie". do tej pory to ty
                                        pisales, ze skonczenie studiow graniczy niemal z cudem i nie warto nawet sie
                                        starac. co znamienne, sam jak twierdzisz, studia skonczyles! kto tu ma o sobie
                                        wysokie mniemanie?

                                        chcialbym rozmawiac z toba normalnie, ale widze, ze jedyne co masz do
                                        zaoferowania to swoj wiek i szkoly jakie skonczyles. jesli to wszystko
                                        przekladaloby sie na sens tego co piszesz bylo by wspaniale.

                                        czekam na jakies sensowne wytlumaczenie wyzszosci samofinansowania studiow (tak
                                        jak ja to zrobilem...) nad stypendium. do tego czasu z mojej strony eot bo nie
                                        chce mi sie marnowac tuszu na klawiaturze wdajac sie w bezsensowne przepychanki.
                                        • Gość: witek Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: 207.134.85.* 19.07.07, 21:07
                                          O jakiej tezie teraz mowimy? O tym, ze studia prawnicze w USA duzo kosztuja?
                                          Ano duzo kosztuja. Nie sa darmowe, to prawda. Mozna to sprawdzic wchodzac na
                                          jakakolwiek strone internetowa dowolnego uniwersytetu. Nie jest tez rzecza
                                          codzienna cwaniaczek chodzacy po prosbie po roznych organizacjach a pozniej
                                          opowiadajacy na necie, jak to latwo skonczyc studia prawnicze za darmo w USA.

                                          Skoro tak latwo powinien pan napisac co i jak robic, wtedy inni z tego
                                          skorzystaja ale skoro pan nie pisze ale za to wychwala sie, to naraza sie pan
                                          na posmiewisko innych.

                                          >dziwie sie ze zarzucasz mi "wysokie o sobie mniemanie". do tej pory to ty
                                          pisales, ze skonczenie studiow graniczy niemal z cudem i nie warto nawet sie
                                          starac. co znamienne, sam jak twierdzisz, studia skonczyles! kto tu ma o sobie
                                          wysokie mniemanie?<

                                          Radze siebie przeczytac kilkakrotnie... moze zrozumie pan co w tym nie gra.

                                          Nikt tu z dyskutujacych nie kwestionuje tego, ze studia mozna skonczyc, nie
                                          jest to cud jak sie ma odrobine inteligencji, powtarzam odrobine( wystarczy
                                          popatrzec na ciebie!). Caly problem polega jednak w wypadku emigrantow na
                                          spawach finansowych. Kazdy doskonale o tym wie. A nie kazdy z emigrantow
                                          polskich jest super-cwaniaczkiem jak ty.
                                          Ja studia skonczylem dlatego, ze mam dosc uprzywilejowana rodzine, ktora podala
                                          mi reke w Belgii i zajela sie mna. I tyle, na cala reszte zapracowalem sam bez
                                          ogladania sie na organizacje charytatywne.

                                          Demagog pan jestes i to w bardzo zlym guscie, a na dodatek nerwowy. Zaden z
                                          pana bedzie adwokat skoro nie potrafi pan dyskutowac, przeinacza prawde i nie
                                          laczy logicznie faktow.
                                          • Gość: smiglostopy Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow IP: *.dyn.optonline.net 19.07.07, 22:52
                                            > O jakiej tezie teraz mowimy?

                                            no stary, jesli nie wiesz o czym mowimy...to o czym my rozmawiamy?
                                            zdaje sobie sprawe, ze niektorym ciezko moze byc ogarnac watek ponad 50
                                            postowy. dodatkowo, sprawe komlikuje dlugosc wypowiedzi. to jest zrozumiale.
                                            nie widze jednak powodu, zeby wdawac sie w dyskusje nie bedac do konca
                                            zorientowanym o co chodzi.

                                            co dziwniejsze, to ty wysunales niezrozumiala dla mnie teze i pograzasz sie
                                            dalej.

                                            > Nie jest tez rzecza
                                            > codzienna cwaniaczek chodzacy po prosbie po roznych organizacjach a pozniej
                                            > opowiadajacy na necie, jak to latwo skonczyc studia prawnicze za darmo w USA.

                                            rozumiem, ze ten cwaniaczek to ja. jak na zupelny brak zrozumienia tematu
                                            dyskusji, nie jest to taki najgorszy epitet. zastanawia mnie tylko fragment o
                                            rozpowiadaniu na necie o tym "jak mozna latwo skonczyc studia za darmo".
                                            skladam to na karb twojego wieku. moja babcia tez czasem myli seriale z
                                            rzeczywistoscia.

                                            > Skoro tak latwo powinien pan napisac co i jak robic, wtedy inni z tego
                                            > skorzystaja ale skoro pan nie pisze ale za to wychwala sie, to naraza sie pan
                                            > na posmiewisko innych.

                                            napisac po raz czwarty w jednym zdaniu, zebys w koncu przeczytal? mysle, ze jak
                                            ktos jest zainteresowany studiowaniem, a nie wypisywaniem jakie szkoly skonczyl
                                            poradzi sobie z tym co zostalo wczesniej napisane.

                                            > Radze siebie przeczytac kilkakrotnie... moze zrozumie pan co w tym nie gra.

                                            mistrz.

                                            > Nikt tu z dyskutujacych nie kwestionuje tego, ze studia mozna skonczyc, nie
                                            > jest to cud jak sie ma odrobine inteligencji, powtarzam odrobine( wystarczy
                                            > popatrzec na ciebie!).

                                            nie wypada mi z tym dyskutowac. jedyna w miare obiektywna ocena mojej
                                            inteligencji bylby wynik jakiegos standardowego testu. jak mniemam, nie masz do
                                            takiego wyniku dostepu wiec jak wiekszosc z tego co piszesz jest to kolejny
                                            belkot. dodatkowo, widzac chwiejnosc swoich tez i absolutny brak argumentow
                                            probujesz odwrocic kota ogonem.

                                            szokujace jest to, ze po kilku dniach wymiany zdan, o sposobie finansowania
                                            studiow piszesz dokladnie to co ja i starasz sie (wplatajac w miedzyczasie
                                            aroganckie wyzwiska) z tym dyskutowac:) mam nadzieje, ze chociaz nie bijesz sie
                                            z wlasna reka...

                                            > Caly problem polega jednak w wypadku emigrantow na
                                            > spawach finansowych. Kazdy doskonale o tym wie. A nie kazdy z emigrantow
                                            > polskich jest super-cwaniaczkiem jak ty.

                                            teraz sie zupelnie zaplatales...

                                            na domiar zlego nazywasz najzdolniejsza czesc studentow cwaniakami. po raz
                                            kolejny wychodzi twoja ignorancja. proponuje skorzystac z jakiegokolwiek linku
                                            na temat stypendiow, moze dotrze do ciebie, ze aby je dostac trzeba wykazac sie
                                            ponadprzecietnymi zdolnosciami w danej dziedzinie.

                                            po czesci jednak rozumiem twoj strach przed programami stypendialnymi. ja tez
                                            bym sie nie porywal na walke z tysonem. trzeba mierzyc sily na zamiary.

                                            > Ja studia skonczylem dlatego, ze mam dosc uprzywilejowana rodzine, ktora
                                            > podala mi reke w Belgii i zajela sie mna. I tyle, na cala reszte zapracowalem
                                            > sam bez ogladania sie na organizacje charytatywne.

                                            gratulacje, ale to juz piszesz drugi raz. uwierz mi. do wiekszosci trafilo za
                                            pierwszym razem.

                                            uwazasz, ze ten sposob jest lepszy, ok. napisz jeszcze dlaczego i bedzie
                                            wszystko jasne.

                                            > Demagog pan jestes i to w bardzo zlym guscie, a na dodatek nerwowy.

                                            wiem, ze chciales sie odgryzc. musialo zabolec;) szkoda, ze jak zwykle trafiles
                                            kula w plot.

                                            > Zaden z
                                            > pana bedzie adwokat skoro nie potrafi pan dyskutowac, przeinacza prawde i nie
                                            > laczy logicznie faktow.

                                            zenujaca riposta. pisales, pisales i jedyne co z tego wyszlo to stek bredni i
                                            oszczertw. naprawde bede konczyc bo nic ciekawego (oprocz faktu, ze rodzina
                                            zaplacila za twoje studia) sie od ciebie nie dowiem. ba, nawet nie potrafisz
                                            odpowiedziec na proste pytanie. mowi sie, ze nie ma szans w dyskusji z
                                            czlowiekiem uzywajacym nie logicznych argumentow (albo zadnych) bo najpierw
                                            sprowadzi cie do swojego poziomu, a pozniej zniszczy doswiadczeniem...

                                            ...aha, dzis sie dowiedzialem, ze 25 lipca mam zaprzysiezenie:)
                                            • zpustynii Re: Znowu ogolniki i zadnych konkretow 23.07.07, 02:46
                                              Poszol won do Pierdziszewa gnoju jeden, prawnik sie znalazl od siedmiu bolesci.
                                              Nowojorski prawnik- nie potrafi nie tylko dyskutowac na necie ale jeszcze ludzi
                                              obraza gnojek jeden. Mlodziak sie znalazl, poczekaj, bedziesz i ty stary.

                                              Chocbys nie wiem jakie dyplomy porobil dupku to tak bedziesz zwyklym dziadem,
                                              ktory siedzi pod polskim kosciolem z czapka w rece i prosi. Jak ty myslisz, czy
                                              jest jakas roznica miedzy takim siedzacym prod kosciolem dziadem a toba? Nie ma
                                              zadnej! Ty tez po prosbie chodzisz, bos taki nowoczesny dziad. Ale raz dziad
                                              cale zycie dziad. Sloma z butow nawet w NYC wylazi.

                                              Poszol won i nie obrazac tu ludzi gnojku jeden!
                    • Gość: smiglostopy Re: Od pucybuta do milionera? IP: *.dyn.optonline.net 12.07.07, 16:59
                      > Pisze pan ogolnikami, nic nie wyjasnia i malo sie rozni od tej tu dyzurnej
                      > Dosi.

                      napisze to jeszcze raz. jesli dostane konkretne pytanie, postaram sie udzielic
                      jak najbardziej konkretnej odpowiedzi. na poczatek proponuje rzucic okiem na
                      ranking szkol podany we wczesniejszym poscie. sa tam linki do stron
                      uniwersytetow. od tego nalezy zaczac przygotowania. ja wybralem 6-8 szkol,
                      dokladnie sprawdzilem jakie maja wymagania i ile kosztuja studia. jesli wtedy
                      pojawia sie jakies pytania to z mila checia podpowiem co ja zrobilem w podobnej
                      sytuacji.

                      porownanie do dosi przyjmuje jako komplement. wydaje sie ona byc bardzo mila
                      osoba:)
            • pol-prawnik Re: Od pucybuta do milionera? 12.07.07, 04:20
              Masz racje Doctor.

              Cala ta dyskusja jest jednak zupelnie czcza, poniewaz delikwenci nie posiadaja
              i nie zanosi sie na to aby posiedli amerykanskie papiery .....legalne.
              Wiec po co to powiadanie,ze mozna studiowac w USA itd.
              First things first. Przyjezdzcie do USA z zielona karta a pozniej pogadamy, na
              razie nie ma o czym.

              Przy pobycie legalnym istnieje mozliwosc skonczenia jakiejs pomnijszej szkoly
              czy uniwersytetu zakladam oczywiscie, ze osoba jest wyjatkowo zdolna i
              zdeterminowana i jest w stanie zupelnie poswiecic 3-4 lata zycia. Dokladnie.
              Studiowanie w USA to codzienne zasuwanie rano w pracy wieczorami w szkole a
              nocami uczenie sie. Nie kazdy jest to w stanie wytrzymac a biorac pod uwage
              pracowitosc Polakow generalnie, to bardzo rzadka opcja w tym narodzie, chociaz
              zdarza sie.

              Oczywiscie mozna studiowac w USA jezeli sie jest milionerem. Ale wtedy tak czy
              inaczej zycie jest zupelnie latwiejsze. Dzieci milionerow nie marza o karierze
              naukowcow ...zwlaszcza polskich milionerow. Bo w Ameryce czesto sie zdarza, ze
              duze pieniadze poparte tez sa normalnymi dziecmi, ktore zyja jak Pan Bog
              przykazal.
              • Gość: smiglostopy Re: Od pucybuta do milionera? IP: *.nycmny.east.verizon.net 12.07.07, 05:18
                > Cala ta dyskusja jest jednak zupelnie czcza, poniewaz delikwenci nie
                posiadaja
                > i nie zanosi sie na to aby posiedli amerykanskie papiery .....legalne.

                pomocna, ale w zadnym razie nie konieczna rzecz. po przyjeciu na uczelnie kazdy
                dostaje wize studencka. klopot moze sie pojawic w przypadku przegapienia daty
                wygasniecia wizy.

                > Przy pobycie legalnym istnieje mozliwosc skonczenia jakiejs pomnijszej szkoly
                > czy uniwersytetu zakladam oczywiscie, ze osoba jest wyjatkowo zdolna i
                > zdeterminowana i jest w stanie zupelnie poswiecic 3-4 lata zycia.

                naprawde przykro mi, ze jest taka mala wiara w narodzie. jesli to co napisalem
                wydaje sie byc malo wiarygodne, proponuje skontaktowac sie z jakakolwiek
                organizacja studencka w stanach. wiele osob konczy bardzo dobre szkoly nie
                bedac milionerami. dosc powiedziec, ze na kursie przygotowawczym do egzaminu
                adwokackiego w zeszlym roku, byly dwie dziewczyny z polski (zreszta moje
                wczesniejsze znajome), a to tylko jeden kierunek.
                • Gość: Joca Re: Od pucybuta do milionera? IP: 89.125.98.* 13.07.07, 01:51
                  witam ,
                  od jakiegos czasu zagladam na to forum w poszukiwaniu informacji na temat
                  studiowania w USA.Ciesze sie, ze natknelam sie na Twoje posty Smiglowy.

                  Zamierzam aplikowac na studia podyplomowe w USA w 2009r , wybralam juz
                  programy i skontaktowalam sie z uniwersytami. We wrzesniu bede zdawac GRE i
                  TOEFL. W miedzy czasie przygotowuje inne papiery potrzbne do aplikowania.

                  Wszystkie informacje o studiach posiadam z amerykanskich zrodel a przyznam
                  szczerze, ze przydalyby mi sie info o doswiadczeniach Polakow studiujacych w
                  Stanch.
                  Jednak nie latwo znalezc osoby, ktore udzilaja obiektywnych i rzeczowych
                  informacji popartych doswiadczeniem. Dlatego tez z wiekszym zainteresowaniem
                  czytalam twoje posty Smiglowy.

                  Ciekawe jest to co piszesz na temat studiownia w Stanch. Czy mozesz podac
                  swoj kontakt na e-maila w razie gdybym miala pytania w sprawie mojej aplikacji.

                  pozdrawiam,
                        • Gość: smiglostopy Re: do smiglostopego IP: *.nycmny.east.verizon.net 14.07.07, 18:34
                          bar juz zdalem. egzaminy w ny sa w lutym i lipcu. ja zdalem lipiec 2006. wyniki
                          sa okolo listopada. po tym, musisz wyslac aplikacje o przyjecie do bar i po
                          kilku nastepnych miesiacach zaproszony jestes na rozmowe przed komisja etyki.
                          ta rozmowe zaliczylem w maju. w miedzyczasie musisz jeszcze zdac egzamin z
                          etyki zawodowej (mpre). teraz zostaje mi tylko przysiega, ktora mialem nadzieje
                          miec w lipcu, ale niestety bede mial dopiero we wrzesniu...
                          • Gość: Joca Re: do smiglostopego IP: 89.125.98.* 15.07.07, 00:21
                            "dzis sie dowiedzialem, ze przysiege adwokacka bede mial dopiero we wrzesniu.
                            zostaje wiec jeszcze troche czasu na pisanie na forach,"
                            Faktycznie to byla przysiega ....

                            Skupilam sie bardziej na czasie niz na fakcie zdania przez ciebie egzaminu.
                            Korzystajac z tego,ze do wrzesnia mozna bedzie cie widziec na tym forum
                            zaczne juz teraz zadawac pytania;)

                            Do tej pory wybralam 4 uczelnie, ktore tak napawde mnie interesyja ze wzgledu
                            na program jaki oferuja i lokalizacje. Wspomne, ze chce kontynuowac studia
                            Architektury i projektowania Urbanistycznego. Kompletnie inny kierunek niz ty
                            wybrales ale mysle, ze niektore problemy sa te same albo chociaz podobne np
                            listy rekomendacyjne.

                            Moze zdziwi Cie to, ze dla mnie najwiekszym problemem w calym procesie
                            aplikacyjnym jest zdobycie dobrych Listow rekomendacyjnych.
                            Uczelnie , do ktorych chce aplikowac wymagaja 3 listy i 2 z nich powinny byc
                            od wykladowcow uniwersyteckich. Studia skonczylam 6 lat temu i nie mam kontaktu
                            np z moim promotorem. Tez nie kazdmu sie chce wysylac np 6 listow
                            rekomendacyjnych w przypadku gdy wybiore 6 uczelni (to jest Europa). W jaki
                            sposob ty poradziles sobie z tym problemem i co bys mi doradzil?
                            • Gość: smiglostopy Re: do smiglostopego IP: *.nycmny.east.verizon.net 15.07.07, 05:32
                              > Moze zdziwi Cie to, ze dla mnie najwiekszym problemem w calym procesie
                              > aplikacyjnym jest zdobycie dobrych Listow rekomendacyjnych.
                              > Uczelnie , do ktorych chce aplikowac wymagaja 3 listy i 2 z nich powinny byc
                              > od wykladowcow uniwersyteckich. Studia skonczylam 6 lat temu i nie mam
                              > kontaktu np z moim promotorem. Tez nie kazdmu sie chce wysylac np 6 listow
                              > rekomendacyjnych w przypadku gdy wybiore 6 uczelni (to jest Europa). W jaki
                              > sposob ty poradziles sobie z tym problemem i co bys mi doradzil?

                              wcale mnie nie dziwi twoj problem. bylem w podobnej sytuacji. ja rozwiazalem to
                              w ten sposob, ze poprosilem kogos z rodziny, aby poszedl na uczelnie i zapytal
                              profesorow czy nie napisaliby rekomendacji (podczas skladania aplikacji bylem
                              juz w stanach). oczywiscie wiazalo sie to z kilkugodzinnym czekaniem przed
                              gabinetem w czasie dyzuru.

                              okazalo sie, ze listy moga podpisac, ale nie napisac;) tak wiec musialem
                              napisac je sam (!) i wyslac rodzinie. profesorowie wydrukowali ja na papierze
                              uczelnianym, opieczetowali i wyslali bezposrednio do szkoly. mysle, ze nie
                              powinnas miec problemu z dostaniem 6 kopii tego samego listu.

                              ja nie musialem miec listu od promotora. po prostu wybralem osoby, o ktorych
                              wiedzialem, ze beda sprawiac najmniej klopotu;) i tak zaden z nich mnie nie
                              pamietal (ponad 1000 osob na roku)... jesli beda chcieli cie sprawdzic to
                              sekretariat wyciagnie teczke, zeby zweryfikowac czy rzeczywiscie studiowalas.