Dodaj do ulubionych

Męczę sie ze sobą.

08.07.08, 17:44
Jak w temacie,nie potrafię cieszyc sie z tego co mam,a mam bardzo
wiele...nie doceniam chwili,piekna świata,jestem juz tak zmeczona
swoimi myslami i wspominaniem przeszłości ,że mam ochotę zasnąć i
sie nie budzic,te wahania nastroju sa nie do wytrzymania,owszem,jak
jest lepiej staram sie ładować akumulatory,bo wiem,że szybko nastąpi
nawrót tej gorszej części mojego obecnego zycia...jestem
wykończona,wkurza mnie ta niepewność,kiedy znowu cos przypomni mi o
tym,że jednak nie jestem jeszcze zdrowym człowiekiem,wiem,to trwa
długo,ale mam juz siebie serdecznie dosyć.Kopnijcie mnie w
tyłek...potrzebuję mobilizacjismileCiężko mi po prostu.Musiałam się
wypisać,bo czułam,że pęknęsmile
Obserwuj wątek
    • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 17:52
      Hej Ropusza, pewnie cos wisi w powietrzu, bo tez jakos.....nie moge,
      nie umiem, i wszystko na nie...
      Cholera, nawet i chciałabym Cie kopnąć by zmobilizować, ale nie ma
      jak i czym... crying
      Trzym sie. Kiedyś musi byc lepiej.Bo przeciez nie mozna wiecznie
      szorować po dnie...
      Nie pomogłam.
      Sorki.
      • sylwiamich Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 17:55
        Moja mama przed chwilą stwierdziła że całe moje zycie kręci się
        wokół jedzenia.Dzieci nie ma, nic do roboty.A niewiele cieszy od
        lat...cieszę się z braku doła.Kiedyś było łatwiej.Brakuje mi kopa,
        adrenaliny....
        • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:00
          Ja mam ochotę sie wyszaleć,ale mozliwosci brak,wtedy człowiek
          łatwiej odreagowuje całe to gó...no..a tak,ciagle zwarty i
          gotowy...cos tu nie jest tak,a ja też się cieszę,jak doła brak,wtedy
          jestem zadowolona,po prostu jestem sobąsmile
        • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:02
          A mi ostatnio ubyło. Kurna piekną kobietą kiedys byłam,i mozna se
          kurde życ wspomnieniami..., a jeszcze troche to jak anorektyczka
          bede wyglądala. Już nawet w lustro sie nie chce patrzec.
          A Ty tu o jedzeniu....
          Mama ma rację. mama zawsze ma rację sad
        • lemann11 Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 23:03
          ..i alimentów
          • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 23:07
            o to się akurat nie martwię.
            Zasady sa jasne.
            • lemann11 Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 23:15
              nie wątpię...a propos co ty taka aktywna dzisiaj
              • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 23:20
                Cos ci przeszkadza?
                A tak mam. etapami.
                Nierówna jestem.
                Nic ci do tego.
      • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 17:57
        I owszem, pomogłaś,bo się odpisałaśsmile Kiedyś bedzie lepiej,ja to
        wiem,tyle tylko,że wkurza mnie to nieokreslone kiedyś,bo ja chcę
        szybciej...jutro szoruje chałupe,bo dzisiaj nie mam siły...może
        zmeczę sie jeszcze bardziej...i tak juz jestem padnięta,bo robota
        mnie wykańcza wespół z dzieckiem,które mi nieułatwia pogodzenia się
        z rzeczywistościa ciągle żądając powrotu taty...no i jak mu
        tłumaczyc,że to jest niemożliwe?
        • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:05
          zielona_ropucha napisała:
          wespół z dzieckiem,które mi nieułatwia pogodzenia się
          > z rzeczywistościa ciągle żądając powrotu taty...no i jak mu
          > tłumaczyc,że to jest niemożliwe?

          Cholera nawet nie zadawaj takich pytań. Nie zadawaj.

          Tata... i co dalej.
          SZLAG!
          • sylwiamich Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:09
            Dziewczyny..ja nie chcę grać Wam na jakiś strunach.Moi przyjaciele
            stracili wczoraj dziecko.To mnie zawsze otrzezwia
            • dziewczyna_pingwina06 Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:14
              sylwiamich napisała:

              > Dziewczyny..ja nie chcę grać Wam na jakiś strunach.Moi przyjaciele
              > stracili wczoraj dziecko.To mnie zawsze otrzezwia
              Bo takie otrzeźiwenie jest czasami potrzebne. Mnie właśnie po
              smierci córki otrzeźiwało to, że inni mają jeszcze gorzej - innym np
              dziecko zaginęło i nigdy nie dowiedzą się co je spotkało. Fakt, że
              nie na każdego działa taka metoda i ni w każdym momencie.
            • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:23
              Ja zawsze tak mam,że potrafię docenić swoje szczęście...że jestem w
              miarę zdrowa,że mam cudowne dziecko...ale to nie tak,ja nie jestem
              głęboko nieszczęśliwa,ja jestem niezrównoważona,i po prostu brak mi
              tej równowagismile
              Co do straty takiego formatu...nic mi nie przychodzi do głowy jak
              tylko to,że świat jest okrutny,niesprawiedliwy i trzeba w takich
              sytuacjach zrobić wszystko,żeby być z drugim człowiekiem,wspierać go
              i nie pozwolić osunąć się w matnię bez wyjścia...nie wiem,dlaczego
              tak sie dzieje,nie umiem sobie radzić z takimi myslami,to jest dla
              mnie niepojęte cierpienie.
              • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:27
                No własnie, Ropusza.
                Spadam. Faktycznie. Bo za chwile wodospad Niagara mi sie włączy...
              • przed.brama Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:17
                zielona_ropucha napisała:

                > jestem niezrównoważona,i po prostu brak mi
                > tej równowagismile
                To minie. Balans się znajdzie, choć nie umiem Ci powiedziać, co
                mogłoby go stanowić, przeważnie jest nim ZGODA na zaistniałą
                sytuację.
                • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:26
                  Ano ja się pogodziłam i ta zgoda mnie smuci...ale lepszy ten
                  smutek...taki spokojny,płaczliwy,niż inny,rozdzierający serce do
                  bólu...teraz to takie opłakiwanie przeszłości,siebie "tamtej"...bo
                  ja juz jestem inna...nie powiem,że lepsza czy gorsza,ale na
                  pewno "sama swoja" i troszkę to budujące a troszkę dołujące.
                  • przed.brama Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:36
                    Coby nie powiedzieć, idzie ku dobremu.smile
    • tricolour A może tak... 08.07.08, 18:10
      ... rzucić ten komputer w diabły i wyjść do żywego człeka jakiegoś?
      • zielona_ropucha Re: A może tak... 08.07.08, 18:17
        chetnie,ale żywych to ja spotykam w pracy i na spacerach z
        dzieckiem,badź też na zakupach...taki już urok bycia samotną
        matka,że jak juz poszaleć,to tylko jak dziecko śpi...czyli przy
        komputerze.ehhhh,życiesmile
      • manderla Re: A może tak... 08.07.08, 18:19
        A jak się ma czasami dość juz tych żywych człowieków ;-/ ??
        Co wtedy?
        Tak, jasne. Psychiatra pozostaje.

        PS. Sylwia, zawsze otrzezwia to , ze ktoś ma nieporównywalnie
        gorzej. Ze w ogóle, nie ta skala...

        Ale weź no przemów do durnej głowy w takim stanie.
        Nie ma szans.
        psps. A do tego nie mam dziecka przy sobie. To coś, małe,głupio-
        mądre co jednak mobilizuje.
        • tricolour Trudno. Narażę się... 08.07.08, 18:24
          ... może przeżyję, może też nie dostanę strasznie po łbie, zobaczymy.

          Czas na faceta. Poważnego. Czas na związek.

          Pamiętam jak przed kilku laty nosiło mną, a ja zastanawiałem się... wódy się
          napić? Nie. Pojechać gdzieś? Nie, bo nie chce mi się. Co robić? I przyszło
          olśnienie...
          • zielona_ropucha Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 18:28
            Ja bym chciała...bardzo...a nie umiem się zakochać...no nie
            potrafie,jak to zrobic?...jeszcze nie pora pewnie,bo jak ma byc to
            bedzie,widocznie nie spotkałam takiego,co to wstrząsnałby moją duszą
            i ciałemsmile
            • tricolour Jeżeli nie umiesz, to musisz się nauczyć.... 08.07.08, 18:40
              ... innej drogi nie ma.

              Napisałem anons. Od razu na 4 portalach, by zwiększyć szanse. Okazało się
              wkrótce, że nie panuję nad czterema portalami i wieloma opowieściami - nie
              panuję emocjonalnie, bo zmuszam się do wielu ról na raz, a wyszło, że nadaję się
              tylko do jednej roli. Dobrze wyszło.

              Zrezygnowałem z ilości, dopracowałam anons (zajęło kilka miesięcy). Pojawiły sie
              pierwsze poważne kobiety, pierwszy seks (o wiele za wcześnie więc zniszczył
              kiełkujące uczucia), pierwsze porażki i pierwsze nadzieje na coś poważnego.

              Potem pojawiła się ta, która jest do dzisiaj i chce zostać na zawsze, ale nie
              miałem z nią łatwo, bo musiałem zrezygnować z kilku innych. Nie chciałem
              rezygnować z pięknych znajomości na rzecz tylko jednej.
              Nigdy nie jest łatwo...
              • sbelatka Re: Jeżeli nie umiesz, to musisz się nauczyć.... 08.07.08, 18:51
                no dobra, to co teraz napisałes bylo osobiste i mnie przekonało...
                rozumiem, ze powyżej uzyłes skrótu.. wybaczam Ci...smile smile smile
          • manderla Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 18:29
            To mi go znajdź. Tego poważnego.

            ps. ok nie traktuj tego serio.
            Wyszłam z siebie.
            Stoję obok.
            • zielona_ropucha Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 18:36
              Ja juz z siebie nie wychodze,boje się,ze nie trafię z powrotemsmile
          • sbelatka tri 08.07.08, 18:45
            to co napisałes nie ma nic wspolnego z narażaniem sie... raczej z
            brakiem rozuminia, ze POWAZNE związki nie rodza sie z konieczności
            pzryklejania plastra na rany - bo wtedy to TYLKO pogotowie..jest
            POWAZNE związki pojawiaja sie wtedy gdy jesteśmy na to gotowi,
            zdrowi, pozbierani, gdy kochamy sami siebie i możemy pokochac kogos
            drugiego..
            a nie traktowac tego kogos jak koło ratunkowe

            ale oczywiscie facet u boku w takich okolicznosciach jawi sie jako
            mila perspektywa... why not...
            analogicznie babeczka - pewnie jeszcze bardziej...
            • tricolour Chciałem delikatniej... 08.07.08, 18:47
              ... skoro temat bolesny.
            • sylwiamich Re: tri 08.07.08, 18:49
              Skąd te dziwne stwierdzenia? Że związek to dopiero gdy wszystko
              wysprzątane? Z amałych rzeczy rodzi się czasami piękne uczucie. A
              czas odpowiedni to taki gdy cokolwiek zaszczyka.
              • sylwiamich Re: tri 08.07.08, 18:51
                Wiem..to takie dojrzałe jest powiedzieć:
                -Znalazłam sobie kogoś, bo już się pozbierałam.Bo nauczyłam się być
                ze sobą.Bo siebie zaakceptowałam.
                Gówno prawda bo sciema...dojrzała ściema.
              • sbelatka Sylwia 08.07.08, 18:56
                ok, powinnam poprzedzic swoja wypowiedx wstepem - moim zdaniem...

                nie bardzo wiem co Ci osdpisac.. bo nie pzrepadam za zbyt długimi
                formami.
                a wujasnienie mojego przekonania wymagaloby wielu słów

                ale tak sobie mysle - jasne, o wiele łatwiej prawdopodobnie stac sie
                kims waznym dla poranionego faceta.. ale kim sie wtedy dla niego
                jest??? pielegniarka, doktorem, przyjacielem...???czy kobietą?
                i co dalej|? jak już ju sie ta dusza przy naszej pomocy zrośnie? czy
                nadal będzie potzrebowal pielegniarki? może wtedy będzie chcial po
                prostu kobiety?
                a z nami bę4dzie bo...wdzięcznośc, bo pzryzwyczjenie, bo w trudnych
                chwilach...

                no nie wiem... ja wybieram bycie kobietą jak juz przyjdzie co do
                czego..

                a ja kogo teraz szukam? czy aby na pewno JUZ męzczyzny? czy może
                jednak pielęgniarza mojej jeszcze co nieco obolałego ego....
                • sylwiamich Re: Sylwia 08.07.08, 19:48
                  sbelatka napisała:
                  > ale tak sobie mysle - jasne, o wiele łatwiej prawdopodobnie stac
                  sie
                  > kims waznym dla poranionego faceta.. ale kim sie wtedy dla niego
                  > jest??? pielegniarka, doktorem, przyjacielem...???czy kobietą?


                  Ech...miałam ja takie przemyślenia..przed rozwodem.Że wystarczy
                  spełnić kilka podstawowych warunków i happy endsmile))
                  Guzik prawda.Mogę być pielęgniarką, doktorem, przyjacielem...byle
                  mnie pokochał, byle byliśmy szczęśliwi.Kiedy jest ten
                  moment...osiągnięcia samoregulacji? Jak się szczęśliwa poczuje? I
                  spełniona? I wtedy pojawia się on? Bo pasuje do wizerunku pt:
                  Kiedyś może i byłam niedojrzała, ale po rozwodzie dałam sobie czas,
                  polubiłam i odnalazłam siebie.I teraz ze mną jest jaknajbardziej
                  halooo.
                  Czas na miłość jest zawsze.A jej przebieg i przyszłość zawsze
                  tajemniczą wypadkową dwóch osób.
                  • sbelatka Re: Sylwia 08.07.08, 21:04
                    z pointą trudno mi się nie zgodzić.. totez zgadzam się..

                    zobacze jak będzie - moze za jakiś czas będe wiedziec cos więcej -
                    oczywiście to i tak bedzie nadal jedynie moje osobiste przekonanie
                    oparte na moim osobistym doświadczeniu...


          • przed.brama Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 21:39
            tricolour napisał:

            > Czas na faceta. Poważnego. Czas na związek.
            Za wcześnie, trzeba swoje odkwiczeć.smile
            • zielona_ropucha Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 21:47
              aaaaaaaaa..............piekne to byłosmileWięc kwiczę,ale jakoś tak
              wolę porechotać....a jak ropuchy kwiczą? Bo chyba nie ma takiego
              żałosnego spiewu ropuch? Przydałby się Aron...on wiedziałby jak
              nazwać kwik ropuchysmile
              • przed.brama Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 21:50
                Ukułaś nowy nick: "Kwicząca ropucha". Podoba mi się. Może skorzystam
                na czacie.smile
            • manderla Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 21:53
              przed.brama napisała:

              > tricolour napisał:
              >
              > > Czas na faceta. Poważnego. Czas na związek.
              > Za wcześnie, trzeba swoje odkwiczeć.smile

              Odkwiczałam juz dosć. Teraz to chce mi sie wyć, a nie kwiczeć.

              No, idę popatrzec na ten księzyc, w jakim stanie jest. Może złapie
              jakąs połówkę. Jutro trzydziestka piatka stuknie. Trza swoje odwyć.
              I na zapas też.
              • zielona_ropucha Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:00
                Wszystkiego nowego i dobregosmile To Ci się trafiło...wycie też
                dobre,trzeba wyć...jak chcesz,to jak bedę kwiczeć to pomyslę o Tobie
                i bedziemy razem sobie do księżyca...ryczeć.
                • przed.brama Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:02
                  Będę kląskać. Może być?
                  • zielona_ropucha Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:05
                    no i orkiesta zmontowana,a miało być tak smutnosmile
                    • przed.brama Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:07
                      "Kląsk Ropusi"smile
                  • manderla Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:07
                    Może smile

                    Kurde, Wy to tu cholery wszystkie jesteście!
                    Zamiast człowiekowi dac sie posmucic nieco, do zaraz jakieś jazdy
                    urządzacie!
                    No nie idzie z Wami wytrzymac! smile
                    NO!
                • manderla Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:06
                  Dzieki Ropusz, jeszcze pare godzin. I sobie to obleje! Jak należy.
                  A dziś z kolei mój ex ma urodziny.
                  Zadzwoniłam oczywiscie grzecznościowo rano i złozyłam zyczenia.
                  I zeby młodemu przypomniec ze ojcice ma urodziny. O siódmej rano.
                  Panowie spali oczywiscie o tej porze (syn i ex)
                  ex powiedział, ze ja do ciebie tez jutro o siódmej zadzwonię by ci
                  złożyć życzenia.
                  Cholera, a chciałam byc uprzejma wink
                  • zielona_ropucha Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:13
                    hehehe....tak to jest dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowanesmile
                    Nie przejmuj się,jak nie zupa za słona to insza inszość...ja nie
                    składam byłemu zyczeń i takowych nie otrzymuję,bo po co? Chyba nie
                    stać mnie na taki gest.Zbyt wrażliwa jestem,żebym miała przed
                    wysłaniem analizowac te życzenia na tysiąc sposobów...jak
                    oficjalnie,nie zbyt oschle,ale jednak z dozą życzliwości,bez
                    zadęcia,żeby nie pomyślał ,że złosliwa jestem...lepsza cisza,wymowna
                    wielce z obu stron,choc z mojej to raczej dumna cisza,z jego
                    obojetne milczeniesmile
                    Co tam,jego już nie ma,ale rozterki pozostały.
                    • manderla Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:19
                      Musze przemyslec co powiedziałaś.
                      Ale kurde nie lubie obojetności. Nie umiem tak.
                      Zawsze tam jakies emocje buszują...ale nigdy posrodku, nigdy nijakie.
                      Pomyslę.
                      Dziękssmile
                  • dsz27 Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:52
                    Manderlo nie wiem czemu ale ten post sprawił, że zaczęłam chichotać;
                    :-]]]]
                    • dsz27 Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:53
                      Ten post o tym jak złożyłaś życzenia ex o 7 ranosmile
                      • manderla Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:58
                        dsz27 napisała:

                        > Ten post o tym jak złożyłaś życzenia ex o 7 ranosmile
                        >

                        Sama sobie pozniej pomyslalam , ze to chyba jakas nadgorliwosc byla.
                        Bo ja w zasadzie najpierw zadzwoniłam do młodego. Ten nie odebral.
                        Więc potem do exa. A ten zaspanym głosem..... dziekuję bardzo itp.
                        Chyba przegięłam. smile
                        No tak, fakt, głupio wyszło.
                        No ale cholera, do pracy sie spieszyłam! smile
                      • dsz27 Re: Trudno. Narażę się... 08.07.08, 22:59
                        No i oczywiście składam najserdeczniejsze życzenia urodzinowe!!! Mnóstwa
                        szczęścia, zdrówka i miłości, spełnienia marzeń i wszystkiego naj, naj, naj...
                        ściskam mocno
              • zuza145 Najlepszego 08.07.08, 22:05
                To ty małoletnia jesteś.
                To ja ci życzę tego- czego zapomną ci jutro winszować a zależy ci na
                tym czymś.
                He he he- naj, naj wszystkiego Manderlo
                • manderla Re: Najlepszego 08.07.08, 22:11
                  A czego??? jeśli mozna? Ze do tylu będę chodzić?(jako żem rak)czy
                  Stu lat? czy co?

                  nie , nie lata mnie martwią, tylko "dorobek".
                  Dziękuję, miłe babeczki smile

                  Jeszcze troche, dwie godzinki do północy smile
        • przed.brama Re: A może tak... 08.07.08, 21:38
          manderla napisała:

          > A jak się ma czasami dość juz tych żywych człowieków ;-/ ??
          > Co wtedy?
          > Tak, jasne. Psychiatra pozostaje.
          Psychiatra też człowiek, więc bez takich tam tu mi ... .
          • manderla Re: A może tak... 08.07.08, 21:50
            przed.brama napisała:

            > manderla napisała:
            >
            > > A jak się ma czasami dość juz tych żywych człowieków ;-/ ??
            > > Co wtedy?
            > > Tak, jasne. Psychiatra pozostaje.
            > Psychiatra też człowiek, więc bez takich tam tu mi ... .

            Może jednak podziekuję. Myslę, że jakoś poradzę sobie.
            Aczkolwiek czlowieczeństwa tego owego nie kwestionuję.
    • sbelatka Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:37
      no nie chciałabym się wymądrzać poniewaz albowiem nie znam Twojej
      sytuacji jakos tak bliżej. Mozliwe, ze calkiem świeżutko jestes
      potraktowana podle i nawoływanie Cie żebyś cos tam jest z definicji
      bez sensu...
      możliwe tez, ze uwielbiasz ropuchy na przykład zielone... Ale jak
      myśle, ze ja miałabym wklepywac co jakis cas "zielona ropucha" albo
      cos równie mało - z definicji- ślicznego i radosnego to...juz sie
      doluje..toteż zaczęlabym od zmiany nicka (może chociaz żabka...) a
      potem po kolei..
      zmiana myśli - bo te kształtuja rzeczywistośc...
      i musze Ci powiedziec, ze cos w tym jest...
      wiem, wiem, wiem... sama przesiedzialam z wzrokiem wbitym w cos tam
      kila miesięcy.. ile tego bylo - juz dzis na szczęscie nie pamiętamsmile

      więc szukaj czego możesz sie przytrzymac, uchwycic... żywego
      czlowieka, mądrych książek, samej siebie, natury...
      jak sie dokopac do poczucia szczęścia - nie potrafię Ci powiedziec
      bo pewnie każdy musi znaleźć swoją drogę..

      ale jednaego jestem naprawdę pewna - warto, chocby wbrew sobie
      (początkowo) mysleć i mówic dobre rzeczy.
      wiem- to sie czasem wydaje niemożliwe gdy w duszy i w sercu mrok...
      ale od czegos trzeba zacząć... powodzenia- trzymam kciuki
      • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:42
        Kochana jesteś Sbelatka.
        Masz rację, myśl kreuję rzeczywistość.

        ps. Ale Zielona_ropucha mi się podoba. Bo to jest takie...., jakby
        to powiedzieć, z "drzazgą" w środku. I pasuje do Niej.
        • dziewczyna_pingwina06 Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 18:52
          Ropucha, nie bardzo się jeszcze orientuję w waszych historiach, więc
          nie wiem, jak świeża jest twoja sprawa. To, że nie jesteś stabilna
          emocjonalnie (czy jak to tam nazwałaś) to stan normalny. Ale
          rzeczywiście, trzeba sie uczepic chocby jednej rzeczy. Nie wiem,
          zacznij chocby od zrobienia ekstra manicure'u, zrób coś dla siebie.
          Siądź w miłym miejscu z gazetą w ręce i kawą i daj sobie miłą
          chwilę. Nawet jeżeli zaraz pojawi się myśl - dla kogo niby mam to
          robić - to odpowiedz sobie, że dla siebie. Pewnie nie od razu
          zaskoczy, ale kto wie.
          • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 19:30
            Więc tak: to juz osiem miesięcy i naprawdę jest tak jak piszą
            wszyscy...robię sobie te cholerne przyjemności,wyglądam dobrze,dbam
            o siebie,jestem pania swojego losu i zaczęłam na siebie naprawdę
            zarabiać..tzn.nie musze sie martwić,że mi na cos zabraknie...tylko
            właśnie...męcze sie ze sobą,bo stan rozpaczliwej depresji mam za
            soba,stan lęku (dzieki tabletkom) równiez za sobą,tylko wkurzam się
            na siebie,bo tak naprawdę nie umiem sama sobie pomóc,a to co robię
            czyli zabijanie czasu i robienie na siłę rzeczy,które dawniej
            sprawiały mi ogromną przyjemność jest słabym lekarstwem na to
            rozklekotanie.Dlatego też w ramach przyjaźni forumowej zwróciłam sie
            do Was,bo ponarzekać moge i pocieszenie uzyskać również...ten sposób
            pisania o własnych uczuciach jest bardzo dobry...pozwala oswoić się
            z rzeczywistością...Sbelatka,masz rację,myśl pozytywnie,no staram
            sie,wiem,że nie jest źle...ale co? dalej babranie sie w cierpieniu
            na raty...z przerwami na usmiech.Oby te przerwy były coraz
            dłuższe,bo opadam z sił.
            • dziewczyna_pingwina06 Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 19:54
              Jak to osiem miesięcy, to jeszcze jakieś cztery przed Tobą. Taki
              klasyczny okres żałoby, którego nieprzyzywa się tylko po smierci
              bliskiej osoby ale po rozwodzie też. Musi minąć ten magiczny rok (
              mniej więcej). Oczywiście nie ma gwarancji, że to będzie tylko 12
              miesięcy. jeżeli robienie jakiś rzeczy nie sprawia ci przyjemności,
              to poszukaj czegoś co może jednak da ci radość. nawet jeżeli będzie
              z pozoru głupie. ja np nie przestaję praktycznie schodzić w wysokich
              obcasów i sama nie wiem dlaczego tak mnie naszło.smile Jak wygadanie tu
              na forum ci pomaga to się wygadaj. A te przerwy będą coraz dłuższe.
              Pomyśl, że jeszcze kilka miesięcy będzie w miarę długi dzień. To by
              dopiero był kanał gdyby w tej chwili był grudzień, krótkie dni,
              radosna przedświąteczna atmosfera a ty w dołku.
              (Mnie pomaga strzelanie z ostrej amunicji - ale to robiłąm już
              wczesniej. narazie nie zdarzyło mi się żebym tarczę zamieniła na
              sylwetkę, ale kto wiesmile))
              A w ostatnim czasie nie przyszło ci do głowy nic co chciałabyś
              zrobić?
              • sylwiamich Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:07
                dziewczyna_pingwina06 napisała:
                > A w ostatnim czasie nie przyszło ci do głowy nic co chciałabyś
                > zrobić?


                Mnie bardzo pomagało zaniechanie wszelkich sensownych działań.Gdy
                juz nuda wylewała się nosem...wyściubiałam go na zewnątrz..z chęcią.
                • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:22
                  Nuda...cos w niej jest,ale ja nie mam czasu na nudę,ochotę i
                  owszem,bo ponudzić sie fajna rzecz...tak znudzic sie do końca...moze
                  znudzę sie w końcu tymi dołami?smile
              • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:19
                cchciałabym wyjechać do puszczy i bać się o własny żoładek a nie o
                własna psychikęsmile
                • sbelatka Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:16
                  osobiscie myśle, ze SAMOTNY wyjazd gdzieś jest dobrym pomysłem
                  samotnośc taka totalna pozwala spotakć sie z sobą samą..
                  ponazywać, dopuścić do swojej świadomości mysli i uczucia spychane w
                  głąb.. przezyc je...
                  a potem...
                  no własnie to zrobilam kilka dni temu (to już 3 raz)ponazywałam moje
                  lęki, obawy, opory
                  spisalam je na slicznych karteczkach
                  po zachodzie słońca, na brzegu morza, przy świeczce osloniętej od
                  wiatru, z kadzidelkiem robiącym dodatkowy "klimat" - spaliłam te
                  karteczki i tym samym unicestwiłam lęki...
                  i wiesz jak to działa.... cudnie
                  jakis rok temu dokonalam palenia dodatkowo zdjęc męża i kawałka jego
                  slipów - na śrdoku własnej kuchni i nico mi sie pożar chciał
                  zrobić... ale jak zadziałało...
                  • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:28
                    Jejku....to ja spale jego skarpetkismile bo juz nic innego nie
                    zostało...ale te skarpety to takie mało magiczne,bo wyprane...a do
                    tego przydałyby się takie śmierdzące....i wtedy ...KONIECsmile))) z
                    nimsmile
                    A tak na serio to takie nazwanie uczuc pomaga.
                    • sbelatka Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:42
                      no cos Ty... po co Ci śmierdzące..smile
                      wazne co z tym zrobisz w glowie..
                      powodzenia
                  • bozenadwa Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:21
                    sbelatka napisała:

                    > osobiscie myśle, ze SAMOTNY wyjazd gdzieś jest dobrym pomysłem
                    > samotnośc taka totalna pozwala spotakć sie z sobą samą..
                    > ponazywać, dopuścić do swojej świadomości mysli i uczucia spychane
                    w
                    > głąb.. przezyc je...
                    > a potem...
                    > no własnie to zrobilam kilka dni temu (to już 3 raz)ponazywałam
                    moje
                    > lęki, obawy, opory
                    > spisalam je na slicznych karteczkach
                    > po zachodzie słońca, na brzegu morza, przy świeczce osloniętej od
                    > wiatru, z kadzidelkiem robiącym dodatkowy "klimat" - spaliłam te
                    > karteczki i tym samym unicestwiłam lęki...
                    > i wiesz jak to działa.... cudnie
                    > jakis rok temu dokonalam palenia dodatkowo zdjęc męża i kawałka
                    jego
                    > slipów - na śrdoku własnej kuchni i nico mi sie pożar chciał
                    > zrobić... ale jak zadziałało...
                    Bardzo ,bardzo mi sie to spodobalo ,i ten zachod slonca nad morzem i
                    swiczka i to bycie samemu ze soba.Wiem ,,ze jeszcze nie jestem na to
                    gotowa, a moze nie daje sobie jeszcze prawo do tego.Ale pomysl mi
                    sie spodobal ,a to juz jest cos. Jesli chodzi o te skarpetki eksa
                    ropuszki ,to moze musza byc smierdzace ,aby zobaczyla ,ze zycie z
                    nim to smierdzaca sprawa byla.
                    • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:28
                      no czasami pachniało....ale strachem i niepewnością,chociaz teraz to
                      wiem,bo wcześniej to katar miałam,bo ciagle zaryczana byłam,stąd
                      ten brak powonieniasmile
                      • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:31
                        zielona_ropucha napisała:

                        bo wcześniej to katar miałam,bo ciagle zaryczana byłam,stąd
                        > ten brak powonieniasmile

                        Cholera Ty jedna, szurnięta.... rozwaliłas mnie kompletnie big_grinD
                        • bozenadwa Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:34
                          manderla napisała:

                          > zielona_ropucha napisała:
                          >
                          > bo wcześniej to katar miałam,bo ciagle zaryczana byłam,stąd
                          > > ten brak powonieniasmile
                          >
                          > Cholera Ty jedna, szurnięta.... rozwaliłas mnie kompletnie big_grinD
                          Manderla Kocham Cie ,a zyczenia dostaniesz ode mnie jutro ,coby bylo
                          tak jak sie nalezy.
                          • manderla Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:39
                            Dzieki Bozenko, przyjmuje dzis. smile
                            Jutro zapewne bede miała wymuszoną abstynencję od internetu wink

                            Przytul Donię lepiej w innym watku. jej to bardziej jest potrzebne
                            teraz.
                            ja do jutra pewnie jakos przezyje wink
                            • bozenadwa Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:45
                              manderla napisała:

                              > Dzieki Bozenko, przyjmuje dzis. smile
                              > Jutro zapewne bede miała wymuszoną abstynencję od internetu wink
                              >
                              > Przytul Donię lepiej w innym watku. jej to bardziej jest potrzebne
                              > teraz.
                              > ja do jutra pewnie jakos przezyje wink
                              No tak... zanam to ,inni tak ja nie ,Manderla ,przytulam Cie
                              dzisiaj ,Donie juz przytulilam i Ona wie ,ze ja jestem z nia caly
                              czas,A Ciebie cholero jedna ,pokochalam teraz .A jutro to i tak sie
                              odezwe ,czy tego chcesz czy nie .
            • zuza145 Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 19:55
              hm-a to jakieś harmonogramy są?Wychodzenia ze zmęczenia?
              Ropucho-= a nie myślisz że to wkurzanie twoje, zabijanie czasu,,
              robienie na siłę czegoś co kiedyś sprawiało radość- jest właśnie
              twoją indywidualną metodą na wyjście z etapu "męczę się"?

              A teraz odnośnie tego babrania- czy nie zauważyłaś przypadkiem że
              przerwy pomiędzy "łapię energię i ładuję akumulatory" są coraz
              krótsze- coraz więcej czasu spędzasz na ładowaniu akumulatorów?
              Zmieniają się wiec proporcje?
              • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:20
                Są dłuzsze,prawdasmile Pewnie się jeszcze wydłużąsmile
                • zuza145 Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:27
                  a owszem- bedą się wydłużać i będą zanikające "męczę się" etapy.
                  Hm- - to jak to taki czas- to jesteś mistrzu.
                  A wiem co piszę.
    • przed.brama Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:11
      Ropuszko, to musi potrwać. Niczego nie da się przyspieszyć, a tym
      bardziej niczemu zaprzeczyć. Wiem, że licha to pociecha, właściwie
      żadna.sad((
      • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 20:29
        Nie chce przyspieszać,wiem,że sie nie da...tylko jakoś coraz
        bardziej jestem zniechecona tym wszystkim,że jednak "to" dzieje sie
        nadal...olałam wiele rzeczy...wiesz sama,jestem zadowolona...tylko
        ten smutek,taki zwykły smutek...chyba jest mi potrzebny a ja przed
        nim uciekam,bo własnie...zmęczenie narasta ...
      • bozenadwa Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:03
        Niedawno zrozumialam,ze zastosowalam znany mi mechanizm
        zaprzeczenia.Odlozylam prawde w duzym kawalku gdzies dalekooo.Teraz
        powolutku ,partiami ,po malutkim kawaleczku staram sie z nia
        poradzic.Zeby nie wszystko naraz,Dziewczyno ,przytulam Cie ....... A
        sposob ,zeby pomieszac obcasy i ostra amunicje bardzo przypadl mi do
        gustu .Ropuszko kochana ,nie bede pisac ,ze to minie ,bo to
        wiesz ,mysle tak ,ze juz niedlugo znudza Ci sie poprostu te dolki,i
        moze cos tak Cie wkurzy ,ze beda Ci one poprostu zawadzac,A wogole
        to nic nie muszisz ,a wszystko mozesz chciec.Przytulam i pamietaj
        nie jestes sama ,JESTESMY
        • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:23
          A to,że jesteście,to wiem, i nie wiem,jak teraz mogłabym sobie
          poradzić,bez Was...bo to jedyne,podkreslam...jedyne miejsce,gdzie
          moje uczucia mają głos.Wyparcie znam...miałam razem z
          euforią...fajne,ale krótkotrwałe....pewnie po to,żeby sie
          nie "samozgładzić"...bo po co innego,umysł niewytrzymuje i chwilowo
          się zawiesza....a potem wraca,aby trawić...tylko po co,skoro to nie
          żołądek...widocznie dane aby mogły ulec skasowaniu muszą byc
          porządnie i dogłębnie przeanalizowanie i dopiero potem nadają sie do
          kosza.
          • bozenadwa Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:46
            zielona_ropucha napisała:

            >nie
            > żołądek...widocznie dane aby mogły ulec skasowaniu muszą byc
            > porządnie i dogłębnie przeanalizowanie i dopiero potem nadają sie
            do
            > kosza.
            Pieknie to napisalas ,mysle ,ze trzeba jedynie znalesc wlasciwy czas
            na ta analize ,A na razie ,zycze Ci pogody ducha,Ja tez lubie
            deszcze ,zle toleruje upaly,ale slonce plus rzezki wiaterek to jest
            to i tego nam zycze .Pozdrawiam.
        • bozenadwa Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:27
          Ropuszko nie wiem skad jestes ,ale jesli Ci sie tylko uda i bedziesz
          mogla to wybierz sie koniecznie na spotkanie forumowiczow.Zobaczysz
          jacy wspaniali ludzie kryja sie za nickami,Dobry sposob smutek,
          • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 21:38
            nie dam rady. Czasami po prostu fajnie to napisaćsmile nie dam
            bo ...nie mam z kim zostawić małego a pracuję w trochę dziwnych
            godzinach i dziwnych dniach...i po prostu do urlopu nie mam co
            marzyć o wyjazdach...a wtedy tez tylko z dzieckiem...no chyba,że
            mama sie zlituje ale wątpię w to z siłą wodospadusmileNo ...chyba,że
            zdazrzy sie cud i na przykład uda mi sie zrealizowac marzenia,że
            pojade bez dziecka na spływ...i bedę sobie płynąć...fajne...za pare
            lat na pewno,może już za dwa? Tyle wytrzymam.
            • sadaga Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:04
              Ropuszka co ja Ci mogę poradzić...staraj się myśleć pozytywnie, wbrew
              wszystkiemu. ja to stosuję. jedyne co mnie zastanawia to fakt, że niekiedy czuję
              się wyprana z uczuć, emocji. ale to chyba zwykłe zmęczenie. bo nie pamiętam
              kiedy tak naprawdę się wyspałam.
              niemniej wiele osób mi mówi że zmieniłam się zdecydowanie na plus więc coś w tym
              musi być wink a tak na serio to sama widzę własną przemianę. i dobrze mi z taką
              sobą, choć wiem że jeszcze wiele pracy mnie czeka w tym moim "dojrzewaniu".
              trzymaj się. i ciesz z tych swoich malych kroczków.
              fajnie byłoby gdzieś wyjechać, nabrać sił. ale nie wszystko mieć można. i wiesz
              to co mnie spotkało nauczyło mnie nieprzejmowania się drobiazgami, na pewno
              bardziej umieć cieszyć się tym co mam. i tego się trzymam.
              • zielona_ropucha Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 22:07
                A tak...dystansu sie nabiera...kolejny plus,cześć Sadaga,dawno cię
                nie byłosmile
                • mini_me Re: Męczę sie ze sobą. 08.07.08, 23:12
                  Ropuszko męczysz się ze sobą na pewno dlatego że się przyglądasz własnemu
                  ogonkowi a jego po prostu nie ma! wink
                  trzymaj się kochana i ładuj akumulatory kiedy tylko możesz smile
    • aron95 Re: Męczę sie ze sobą. 09.07.08, 11:09
      Nie czytałem wszystkich wypowiedzi .
      Jeśli siedzisz w domu to w który kąt nie spojrzysz - wspomnienia .
      Choćbyś książkę w parku miała czytac to lepiej jak w domu , a na niepogodę -kino
      Polecam filmy z Bollywood trwają długo 3 godz minimum i nie nudzą
      • sylwiamich Re: Męczę sie ze sobą. 09.07.08, 11:54
        aron95 napisał:
        > Polecam filmy z Bollywood trwają długo 3 godz minimum i nie nudzą


        Hihi...moja córa uwielbia.Podobnie jak kaligrafię i język japoński,
        nangę, Grechutę, konie i koty rasowe, jedzenie i leżenie na kanapie.
        • sylwiamich Re: Męczę sie ze sobą. 09.07.08, 11:57
          sylwiamich napisała:
          > nangę,

          Hihi...oczywiście mangę..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka