nangaparbat3 04.10.08, 00:01 Ciekawa jestem, co myślicie. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jarkoni Re: "Rysa" - widzial ktoś? 04.10.08, 11:05 Nango, o co Ty pytasz? Kombinowałem na parę sposobów. Że może chodzi o Rysy (w końcu jesteś Nanga), a może o rysia? Odpowiedz Link
wania46 Re: "Rysa" - widzial ktoś? 04.10.08, 11:18 www.filmweb.pl/f483554/Rysa,2008 Nanga mnie sprowokowala Ide A potem pewnie cos napisze) Odpowiedz Link
jarkoni Re: "Rysa" - widzial ktoś? 04.10.08, 11:21 Ups, chyba trochę "dałem ciała", a o filmie słyszałem. Może brak łączności w synapsach i przez to brak skojarzeń własciwych Odpowiedz Link
wania46 Re: "Rysa" - widzial ktoś? 04.10.08, 11:26 A tam...) Ja jak zwykle zamiast wesprzec sie wlasna pamiecia uzylam wyszukiwarki Odpowiedz Link
panda_zielona Re: "Rysa" - widzial ktoś? 04.10.08, 11:26 Jeszcze nie widziałam,ale z recenzji wyłania się dość ciekawy obraz. Odpowiedz Link
wania46 Re: "Rysa" - widzial ktoś :-) 05.10.08, 08:34 Warto bylo. Rzecz o kryzysie zaufania w malzenstwie. Powod akurat nietypowy,ale pewnie kazdy odnajdzie w tym filmie swoje przezycia. Dla mnie to byl ten moment gdy bohaterka usiluje dojsc prawdy i jednoczesnie gwaltownie ja odrzuca. I to dazenie ze strony otoczenia: dajcie spokoj,niech bedzie dalej tak jak bylo a tu sie nie da bo dusza i cialo sie buntuja Swietnie pokazane uczucia i fajne krakowskie klimaty. Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: "Rysa" - widzial ktoś :-) 05.10.08, 09:54 A ja się strasznie buntowałam przeciwko temu, co ona robi: ani przez chwile nie probuje z nim rozmawiac, nie daje mu najmniejszej szansy - a on ją kocha, i to widac. Ona przekreśla kilkadziesiat lat chyba dobrego zwiazku, bliskości - bo BYC MOŻE (ale to do konca jest "byc moze") na poczatku bylo kłamstwo. Niszczy wszystko, z soba samą na czele, bo byc może 40 lat temu cos nie było takim, jakim sie wydawało. Tu i teraz on jest obok i ją kocha, i to jest prawda pewna. Cała reszta jest wielka niewiadomą. Ale ona samej sobie nie daje szansy, by sie dowiedziec - przekreśla jego historie, zanim ja opowiedzial - ona w ogóle nie chce jej słyszec. Jest bezwzgledna - dla niego tak samo jak dla siebie. Odpowiedz Link
aron95 Re: "Rysa" - widzial ktoś :-) 05.10.08, 10:01 nangaparbat3 napisała: Ale ona samej sobie nie daje szansy, by sie dowiedziec - > przekreśla jego historie, Zakłada "klapki na oczy" ileż tych "klapek" na co dzień widzimy aż w końcu sami zakładamy Odpowiedz Link
wania46 Nanga, 05.10.08, 11:51 To jest koszmarne w tym filmie,to zasiane ziarno niepokoju(kaseta z filmem),to rownie dobrze moglaby byc plotka typu: widzialam twojego meza z taka jedna.I co ta osoba z tym zrobi.I czy lepiej znac prawde czy moze nie.A jaka ona jest ta prawda? Nanga piszesz,ze sie buntowalas na jej zachowanie.Ja raczej dawalam jej przyzwolenie,ale pod koniec oczekiwalam jakiegos definitywnego zakonczenia tych meczarni. Jaki moglby byc dalszy ciag tej historii? Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: Nanga, 05.10.08, 15:37 Ja nie zrozumialam konca. To znaczy nie wiem, kim był facet, ktory siedzial w szpitalu przy łózku jej meża. Aż mam ochote jeszcze raz obejrzec cały film, zeby to sprawdzic. Był podobny to tego spod Limanowej - ale czy to ten sam? To, co ona uzanała chyba za dowód, jak sie zastanowic, nie musialo byc dowodem. Ale uderzyło w jej emocje - wiec uwierzyła. Na to, co ona mu robiła, nie ma we mnie zgody, zadnej. Łatwiej by mi bylo zaakceptowac jakąś potworna drakę - ona sie nad nim zneca. Nad sobą też. Dla nikogo nie ma litosci - zawsze powtarzam, ze innych ludzi traktujemy tak jak siebie samych, i to w tym filmie widac jak na dloni. ________________ Sprawiedliwosc bezstronna wymaga, aby pan nie miał racji. J.M.Rokita Odpowiedz Link
wania46 Re: Nanga, 05.10.08, 16:12 Ten film tak jak wiekszosc filmow polskich ma kiepska jakosc dzwieku.Niektorych kwestii sie nie slyszy (niezaleznie od kina) A poza tym chyba ogladalam go z nastawieniem,ze ten facet to rzeczywiscie zrobil. Mysle,ze to dobry film,ktory sklania do zadawania sobie pytan) Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: Nanga, 05.10.08, 16:48 wania46 napisała: > Ten film tak jak wiekszosc filmow polskich ma kiepska jakosc dzwieku.Niektorych > kwestii sie nie slyszy (niezaleznie od kina) Pocieszylas mnie, bo juz chciałam gnac do laryngologa. Poczatek chyba zreszta był zamierzenie nie do usłyszenia. > A poza tym chyba ogladalam go z nastawieniem,ze ten facet to rzeczywiscie zrobil. > Mysle,ze to dobry film,ktory sklania do zadawania sobie pytan) Ale wiesz, czy ten ze szpitala to ten sam, co gadał w telewizji? Odpowiedz Link
wania46 Re: Nanga, 05.10.08, 17:08 wlazlam na www.rysa-film.pl/?strona=ofilmie Mirskiego (historyka-ubeka) gra R.Filipski.W tej ostatniej scenie chyba po prostu ogolony) Poczytaj sobie ta strone bo wyglada na to,ze ta historia jednak zaczyna sie od klamstwa (tak "zeznaje" rezyser i aktorzy) Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: Nanga, 05.10.08, 18:49 Dzieki. Poczytalam. I jest we mnie strasznie silne "nie". Nie ma zgody, zeby trzydziesci lat zycia, w sumie dobrego, pozwalajacego zbudowac autentyczna bliskosc, odrzucic, bo na poczatku bylo klamstwo i podstęp. Jesli byly - cos innego okazalo sie silniejsze. Jankowska- Cieslak mowi, ze jej bohaterka >> to człowiek bardzo dojrzały, o sprecyzowanych poglądach, bardzo otwarty na świat i ludzi, odpowiedzialny<< Dla mnie to brednia. A "otwartosc na świat i ludzi" - kpina. Świadomosc, ze ukochany, najblizszy człowiek przed 30 laty ją oszukal jest wazniejsza od wiedzy o tych 30 latach. Ta kobieta jest po prostu beznadziejnie słaba. Tak slaba, ze zamiast wykrzyczec w gniewie cały swoj ból, wszystkie pretensje, mowi: kocham cie i ufam ci. Wiec też kłamie. I nie daje cienia szansy. Ani mężowi, ani samej sobie. jest tak slaba, ze kiedy dowiaduje sie o człowieku, ktorego - jak zapewne sama jest przekonana - od 30 lat gleboko kocha, nie probuje go zrozumiec, dowiedziec się, jak to bylo mozliwie, co on wtedy czul, czym sie kierowal - skupia sie całkowicie na sobie, na swoim bolu. Gdyby byla otwarta na ludzi, to sama bylaby w stanie sie otworzyc, powiedziec cokolwiek chocby madrej przecież i oddanej jej lekarce psychiatrze. Ale nie potrafi, jej jedyna odpowiedzia jest zmkniecie się - na meża, na świat, na ludzi, ale przede wszystkim na własne emocje. Zastanawiam się, co mnie w tym wszystkim tak wkurza - bo wkurza mnie na pewno. Myslę sobie - tak mało jest miłosci we Wszechswiecie, czy warto tę, ktora jest, poswięcac dla czegoś, co zdarzyło sie wiele lat temu? Odpowiedz Link
wania46 dobra Nango) 05.10.08, 19:50 I stad chyba bierze sie problem bohaterki.Prostolinijnie kochala swego meza.Ufala mu.A tu sie okazuje,ze z jego strony to byla szopka bo slub wzial po to zeby donosic na jej ukochanego ojca.Oj,niejednego by to rozwalilo szczegolnie jesli byl wychowany w poszanowaniu prawdy.Oklamywanie kogos to rowniez brak szacunku do tej osoby.A on zaczal od tego.Wiesz,on chyba nagle strasznie zmalal w jej oczach Odpowiedz Link
wania46 Re: dobra Nango) 05.10.08, 19:59 A w ogole to mozemy sobie dopowiedziec dalszy ciag.Ona w koncu uporala sie ze swoim bolem,on rowniez zrzucil z siebie balast tego oszustwa,potrafili juz bez emocji o tym rozmawiac, moze wrocili do siebie,moze nie...ale zyli dlugo i szczesliwie Odpowiedz Link
natasza39 Re: dobra Nango) 05.10.08, 21:05 Nie oglądałam filmu. Ale jeśli po tylu latach można przebaczyć rożne rzeczy, to mnie osobiście bolałoby, ze przez te wszystkie lata kochałam gnidę. I tego nie umiałabym sobie samej wybaczyć. --------------------------------------------------------------------- Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z głupcami. Odpowiedz Link
nangaparbat3 a fige 05.10.08, 21:23 Wcale nie uważam, zebym byla dobra, raczej pragmatyczna. Raczej szkoda by mi bylo poswięcic całe zycie dobrze przezyte dla zranionej dumy, urazonego poczucia godnosci, kto wie czego - bo, powtarzam, film nie pozostawia cienie watpliwosci co do tego, ze on ją bardzo kocha. Skoro kocha - gdzie kłamstwo? I jeszcze jedno: nawet jesli pisal donosy na jej ojca i byl oficerem UB czy SB (ona: kazdy mogl to napisac), nie wiemy wcale, jak doszlo do tego, ze sie z nia ozenil. Znamy wyłacznie najgorszą z mozliwych wersję oskarzyciela i chetnie jej ufamy. Przyklejamy etykiety: wspołpracowal=gnida. Sprawa załatwiona, wiemy, jak postapic. A z tej drugiej strony stoi facet, ktory kocha, cierpi, żebrze o kontakt. Ja się w ostatnich dniach dowiedzialam, ze ktoś z moich wykladowcow byl TW. Byla na ten temat konferencja w naszym IPNie. To teraz mocno juz starszy, schorowany pan. W naszym środowisku był autorytetem - dawno temu. Jeden z moich bliskich przyjaciol, juz wtedy zawzięty antykomunista, do dzis sie z nim przyjaźni - zawsze spedzali długie godziny na rozmowach o polityce. Co czuję? Zdumienie, niedowierzanie ciekawośc. Ciekawośc w znaczeniu pragnienia zrozumienia: dlaczego to robil? Chciałabym usłyszec jego historię. Chciałabym dac mu szansę opowiedzenia tej historii. Smaczku temu wszystkiemu dodaje fakt, ze do niedawna wszyscy, ale to wszyscy uważali, ze jesli ktos donosil, to zupelnie kto inny - tego innego przez 30 lat dotykal ostracyzm. Odpowiedz Link
wania46 Re: a fige 05.10.08, 21:56 Dlugosc tego watku swiadczy o tym filmie. Szkoda,ze nie ma wiecej dyskutantow. Jeszcze mi sie jedno nasunelo. Jestem pewna,ze ona by sie za niego nie wydala wiedzac kim on jest i ze bedzie krzywdzil jej ojca. I jeszcze: dlaczego z jego strony nie padlo zadne wyjasnienie w tej sprawie.Natomiast rzucil sie z piesciami na Mirskiego za to,ze go sypnal i zepsul mu dobry malzenski uklad. Odpowiedz Link