niminka
13.11.08, 23:30
Jestesmy malzenstwem 4 lata, a tak naprawde bylismy nim tylko rok.
Rok na wynajmowanym mieszkaniu. Potem kupilismy dom, dokladniej to
ja dalam 50 %, moi rodzice dolozyli 20% a maz dal niecale 10%. nie
chcialam spisywac intercyzy ani zadnych umow ( reszta domu to
kredyt, ktory ja od samego poczatku splacam- mamy osobne konta) zeby
kochany mezczyzna nie czul sie zle, choc moglam zrezygnowac z tych
jego kilku procent i kupic to na siebie. Ale sie stalo. Zaraz po
zakonczeniu remontow maz zmienil sie o 180 stopni. Wszystko nagle
zaczelo mu przeszkadzac; ze obiad nie taki, ze nie tak maja stac
garnki w kuchni, ze ogladam glupie programy w tv, ze jem kolacje
pozniej niz on etc. Oczywiscie wszystko to robilam od samego
poczatku znajiomosci, mieszkalismy razem przedtem 2 lata i nigdy mu
nie przeszkadzalo. nie jestem silna psychicznie, choc staram sie nad
tym pracowac. W ostanim roku zaczely sie powazne problemy
kardiologoczne, gastrologoczne i ortopedyczne u mnie. lekarze po
kolei pytali czy nie mam duzo stresu w pracy, bo wyglada im na tlo
nerwowe. Po koeljnej awanturze- powod: przyciszenie radia-
zdecydowalam sie na rozwod. Probowalam jeszcze walczyc, namawiac
meza na terapie, mowilam, ze go kocham.... ale on jakos sie tym nie
interesowal, jakby rozwod byl czyms oczywistym. Tylko teraz sie
okacalo, ze jako wspolmalzonek domaga sie polowy majatku....a poszly
na to wszstkie moje oszczednosci, bo remonty tez byly z mojej
kieszeni. Poza tym dziecku jest tu dobrze, nie chcialabym go stad
zabierac. Harowalam jak dzika przez kilka lat, zeby miec swoj wlasny
kat; nawet ebdac w ciazy do konca ciegnelam wszelkie prace
dodatkowe. Oczywiscie maz nie wzial nawet dodatkoweog zlecenia do
domu, bo "po co"? Potem dziecko tez uutrzymywalam ja. Teraz chcialam
splacic mezowi jego wklad plus tam wszelkie dodatkowe rzeczy, ktore
sobie powyliczal. \ale uwazam, ze patrzac ze zwyklej ludzkiej
uczciwosci nie nalezy mu sie pol, bo nie dal nawet cwierci, na
dziecko nie dawal. Moze mi to trudno przychodzi, bo od dziecka mnie
uczono, ze na wszystko trzeba sobie zapracowac. Przepraszam, ze sie
tak wyplakuje, az mi glupio. Pytanie moje jest czy mam jakies szanse
w sadzie na uzyskanie choc 2/3 majatku? Wiecej nie dam rady mu
splacic, nie bede miala takiej zdolnosci kredytowej, a pod hipoteke
kredyt juz mam. Dziecko oczywiscie zostaje ze mna, zreszta maz nie
kwapi sie bardzo do spotkan, od prawie meisiaca go nie bylo, a
czesciej niz raz na 3 tygodnie sie nie odzywa. Nie wiem co robic,
wlozylam tyle pracy w ten dom-maz nie chcial marnowac urlopu na
przeprowadzki i remonty, wiec zostalam z tym sama- cale moje
pieniadze, bardzo ciezko zarobione i bez szans na ponowny zarobek,
chocby ze wzgledu na male dziecko. Czuje jak sie swiat wali na
glowe...Moze sie rozczulam, bo inni maja wieksze problemy, ale dla
mnie wali sie wszystko. Dziekuje, jesli ktos dobrnal az tu. I bardzo
prosze, jakby ktos wiedzial jakie mam szanse w sadzie...moze ktos
zna troche prawo albo mial podobny przypadek. Dzieki z gory.