22.06.09, 17:13
Dopadła mnie znowu wielka beznadzieja... mam dość. Naładowana
optymizmem i siłą wróciłam z nad morza i dziś się rozklejam. Mój
mąż, a właściwie ten obcy człowiek który formalnie jest moim mężem
ma nas gdzieś, a mnie wkurza fakt, że to tak można , powiedzieć nie
kocham cie i już po sprawie, małżeństwie i wspólnym życiu. Wiem nic
nie zrobię, ale mam cholernie dość tego że on tak bardzo jest
szczęśliwy z tą swoją lalunią, a ona taka w nim zabujana. mam dość
tego popieprzonego życia, tego ich szczęscia. Życie toczy się dalej
a ja stanęłam w miejscu, nawet radość z życia mi zabrał. kocham go i
nienawidzę. Co dalej? Ma tak być cały czas.
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: Co dalej? 22.06.09, 18:05
      Cały czas tak nie będzie. Z czasem będzie coraz lepiej tylko musisz sobie pozwolić na pewien okres 'żałoby' po związku. To trochę tak jak ze śmiercią kogoś bliskiego. Trzeba go opłakać, wyzłościć się na niego, na los. Trzeba pozwolić sobie na wszystkie emocje i sobie ich nie zabraniać (choć oczywiście w granicach rozsądku).
      Mój mąż wyprowadził się z domu rok temu, dzisiaj miałam pierwszą i ostatnią rozprawę. Rozwód bez orzekania o winie (bo nie miałam ochoty na pranie brudów). Od dzisiaj jestem wolnym człowiekiem (tzn. będę za 28 dni, gdy się uprawomocni wyrok) i... jestem szczęśliwa smile Ja się bardziej cieszę z tego rozwodu niż 18 lat temu cieszyłam się ze ślubu. Bo nie mam żadnych wątpliwości, że decyzja o rozwodzie była słuszna i dobrze przemyślana a tamta decyzja o ślubie była nie do końca przemyślana i miałam masę wątpliwości. Ale, cóż. Młoda, głupia i zakochana byłam smile
      Barbasiu, głowa do góry smile To tylko kwestia czasu. Choć wiem, że teraz trudno jest Ci w to uwierzyć.
    • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 22.06.09, 18:57
      Czesc Barbasia smile. Myslalam o Tobie.
      Ja dzis mam dokladnie to samo. Nie moge oddychac. Rzucam sie jak w klatce.
      Wczoraj sie odrgrazalam, ze sie nie dam,ze nie rzuce sie w objecia rozpaczy jak
      to ktos tu juz powiedzial.
      Niby zyje ale nie moge sobie przypomniec co dzis robilam. Ludzie cos do mnie
      mowia a ja tego nie zauwazam a jak zauwazam to nie rozumiem co mowia. Obled.
      W odroznieniu do Ciebie ja codziennie roznymi drogami dostaje informacje :
      kocham cie i robi mi sie niedobrze.Jego rodzina nic nie wie a ja nie mam sily im
      powiedziec.Nie mam sily.
      Jutro bedzie lepiej.Bedzie lepiej.
      • barbasia01 Re: Co dalej? 22.06.09, 21:38
        Rozmawiałam z nim niedawno przez ponad 1,5h przez telefon. Jutro ma
        złożyć wniosek rozwodowy, a ja nadal nie wiem tak do końca
        dlaczego.. Znów zaczyna mnie urabiać albo z kimś przestaje mu się
        układać. Niemniej jednak nie chce ze mną być, choc ponoc tęskni, nie
        wiem czy jest tak bardzo cwany i manipuluje mną i tym co do niego
        czuje, aby ten rozwód odbył się po jego myśli? Nie rozumiem jak
        można się az tak zmienić, jak można w tak krótkim czasie stać się
        innym człowiekiem. A może jednak mówi prawdę? Może powinnam mu
        zaufać, tylko jak skoro nie potrafi odpowiedzieć na moje pytania
        mówiąc ze na wszystko bedzie czas...
        Ja wiem ze sobie poradze tylko zastanawiam się po co. Po co walczyć
        jesli się nie jest sczesliwym, jesli sie kocha, a nie jest kochanym,
        po co budować naszą przyszłość tyle lat skoro można to zburzyć w
        jedna chwile, po co zyc jesli nie widac swiatełka w tunelu... Jak
        mam nauczyć syna zycia skoro sama nie moge sobie z nim poradzic,
        skoro nawet nie potrafiłam poznac człowieka którego żoną byłam 10
        lat. Ja już nie moge i nie chce...mam dość. znów wpadam w czarna
        rozpacz.
        • dorata351 Re: Co dalej? 23.06.09, 09:09
          Czytam to co napisałaś i mam wrażenie jakbym siebie słyszała. Dla
          mnie tez wszystko jest niezrozumiałe, nie moge uwierzyć, że żyłam z
          takim człowiekiem. Pociesza mnie fakt, że ludzie którzy piszą na tym
          forum mają to za sobą i wiedzą co mówią. To kiedyś minie, jest to
          porażka, może zawsze będzie, ale da się z tym normalnie żyć. Będzie
          lepiej, musisz w to wierzyć. Trzymaj się.
        • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 23.06.09, 09:31
          Szarpie sie tak samo jak Ty. Sama nie wiem w co wierzyc a w co nie i
          czy to co mówi to prawda czy nie. Trzymam sie jednego : FAKTÓW. Bo
          inaczej naprawde mnie zniszczy. I Ty tez sie tego trzymaj, nie
          pozwól sie wiecej skrzywdzic.
          • dorata351 Re: Co dalej? 23.06.09, 09:46
            Oni tak chyba mają, tak im przykro, a fakty bywaja zupełnie inne,
            ale mam wrażenie, że żadnej z nas nie da się uniknąć złudzeń, każda
            musi przejść swoje. I chyba trzeba przeżyć ten ból, poniżenie,
            pozwolić sobie na rozpacz.
        • wiewiora.34 wierz mi, że warto ... 23.06.09, 12:22
          ... walczyć, wyplakac sie, przejsc przez tą beznadzieję smile
          tylko zachowaj troche sił na to co będzie potem, bo przeciez kto
          powiedzial, ze to co dobre w twoim zyciu juz bylo???

          dzisiaj jeszcze tego nie wiesz smile
          dlatego musisz mi zaufać, że warto...
          pozdrawiam
    • barbasia01 Re: Co dalej? 23.06.09, 21:22
      Złożył pozew jeszcze około 2 miesiące będziemy małżeństwem, a potem
      już tylko obcymi ludźmi... Powiedział wprost i dosadnie, że nigdy
      już nie będzie ze mną i że mnie nie kocha...zabolało, bardzo
      zabolało. Mam dość, nie ma czego ratować, jestem zgorzkniałą
      trzydziestolatką, której mąż wyhaczył pięknejszą i ma mnie dość. Jak
      to moja pani doktor powiedziała to nic ze ładna na pewno ma celulit
      i roztyje się po ciąży...
      Tylko dlaczego to pieprzone serce czuje to co czuje? Chciałabym tak
      jak on bez emocji odkochać się, ale się nie da. Mam straszne
      poczucie żalu...
      • dorata351 Re: Co dalej? 24.06.09, 07:51
        A ja nie chciałabym być taka jak on. Ze mną mam nadzieję będzie
        coraz lepiej, a jemu moja krzywda jeszcze wyjdzie, moze w
        najbardziej nieoczekiwanej chwili. Chcę dalej mieć swoje zasady i
        honor, bez wzgledu na to jak będzie. Barbasia dasz radę, to minie,
        on nie jest tego wart!!! Trzymam za Ciebei kciuki a Ty trzymaj za
        mnie.
    • sibcia83 Re: Co dalej? 24.06.09, 12:46
      Wiem, że ciężko uwierzyć, że jeszcze wszystko się ułorzy. Ale ja mam
      to już za sobą. Jestem już po rozwodzie, mam świetnego synka, a gdy
      dowiedziałam się, że mąż ma kochanke to cały mój świat się zawalił
      bo wszystko się układało nigdy nie mieliśmy poważniejszych
      problemów. Dziś znów jestem zakochana i szcześliwa. Przebrnełam
      przez to wszystko i chce to zostawic za sobą. Rozwód to nic
      przyjemnego, ale nie można się załamywać bo każdy zasługuje na
      szczęście. Więc uwierz, że wszystko z czasem się ułórzy.
      Pozdrawiam i życze powodzenia.
      • jaknajlepiej Re: Co dalej? 24.06.09, 19:01
        Trzymam za Was wszystkich kciuki. Jestem pewna, że pewnego dnia ten
        koszmar się skończy i będziecie mogły z dumą w klatce
        wykrzyczeć "chwilo trwaj"!

        ------
        • barbasia01 Re: Co dalej? 24.06.09, 21:05
          Wiem dziewczyny w głębi ducha wiem, ale trwam w jakiejś bezsensownej
          beznadziei, nie mogę się opanować, staram się, ale tak naprawdę
          wierze ze może jutro on wróci, a tego jutro już nie ma, po prostu
          nie ma. On zabija to jutro kolejnymi krokami które czyni w kierunku
          swojej wolności, nie poznaję tego człowieka, zupełnie tak jakbym
          nigdy dla niego nic nie znaczyła. Kompletnie nic. mam nadzieję że
          się zadławi tą wolnością, miłością i tym co robi.
          • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 24.06.09, 21:19
            Ja sie czuje tak samo. jak NIC. nie daje rady z emocjami. a biala sukienka sobie
            wisi jak gdyby nigdy nic sie nie stalo.
            • barbasia01 Re: Co dalej? 24.06.09, 21:43
              Wiem ze to co napiszę jest głupie i wcale mnie nie słuchaj, ale
              wiesz w głębi ducha ja na Twoim miejscu wybaczyłabym mu i byłabym z
              nim i cierpiałabym, pewnie też trafiłabym na to forum tylko że
              później bo pewnie za jakiś czas i tak by się to wszystko rozpadło.
              Boże czemu my tyle cierpimy przez facetów, przez tych co obiecywali,
              przysięgali, a w gruncie rzeczy tylko patrzyli żeby im było dobrze.
              Faceci to dupki i świnie, nieodpowiedzialne dzieciaki myslący tylko
              o sobie, bo nikt mi nie powie że on sie zastanawia co czuje druga
              strona. Nieodpowiedzialni i kłamliwi myślący o sobie egoiści....
              • dsz27 Re: Co dalej? 24.06.09, 21:47
                Drogie Panie,

                Nie wiem na ile Wam to pomoże ale napisze, że czas leczy razy! I po drugie czas
                nauczyć się kochać, ale same siebie! Jeśli uda się to osiągnąć ta przysłowiowa
                prosta jest namacalnie osiągalna.
              • tricolour Nie masz racji... 24.06.09, 21:48
                ... i nie rozumiesz chyba istoty związku.

                Żeby kochać kogoś, trzeba najpierw kochać samego siebie, mieć jasne cele i
                umiejętność ich realizowania. Trzeba dbać O SIEBIE i być egoistą w takim sensie,
                że dobro swoje jest na pierwszym miejscu.

                Jeśli spotkasz osobę tak myślącą i postępującą, a sama masz ZBIEŻNE z nią
                pragnienia i drogę, to jest szansa na szczęśliwy związek, w którym każdy osiąga
                własne szczęście, które przy okazji jest szczęściem także wspólnym.
                • ekscytujacemaleliterki Re: Nie masz racji... 24.06.09, 22:01
                  Tri, wiesz jak daleko jestem od tego co piszesz? o miliony lat swietlnych. Sek w
                  tym ze jak lubilam, kochalam sama siebie, znalam swoja wartosci, wiedzialam kim
                  jestem, jaka jestem. a teraz mysle ze jestem totalnym zerem bo mozna bedac ze
                  mna przeleciec inna, zrobic jej dziecko i twierdzic ze sie mnie kocha!
                  Zdajesz sobie sprawe jak on skopal moja wiare we wlasna wartosci jako kobiety,
                  jako czlowieka? Zdajesz sobie sprawe ze powoli zaczynam wierzyc ze to moja
                  wina?Przeciez oszalec od tego mozna.
                  • tricolour Nie jesteś zerem... 24.06.09, 22:06
                    ... z Tobą nic się nie zmieniło. Słowo.

                    Jedynie zmieniło się Twoje postrzeganie samej siebie, bo oddałaś się osobie,
                    która nie uszanowała Cię. I z tego musisz się wyleczyć - z tego zafałszowanego
                    postrzegania i zastanowić dlaczego łatwiej Ci odebrać SOBIE poczucie wartości, a
                    nie odebrać zdrajcy? Zdrajca - w Twojej optyce - ma się lepiej od Ciebie, a to
                    jest zła optyka.

                    W wracając do "zera" - będziesz nim gdy wrócisz do zdrajcy i to w oczach tego
                    zdrajcy.
                    • ekscytujacemaleliterki Re: Nie jesteś zerem... 24.06.09, 22:20
                      Wiesz, jak ciezko zniesc ze on mogl mi to zrobic. najblizsza mi osoba.Moje
                      oparcie.Nie moge ani zrozumiec jaki prawem ani dlaczego ani za co. Wiesz co dzis
                      zrobilam? pokazalam 5latce fuck'a! Bogu ducha winnem dziecku. Na widok kobiety w
                      ciazy uginaja mi sie nogi.
                      A najbardziej nie moge zrozumiec tego jak to sie stalo?! Przeciez ja go znalam,
                      przeciez wiedzialam o nim wszytsko,przeciez byl moj. Wiec dlaczego? wiem, moge
                      sie pytac ile zechce a odpowiedzi i tak nie bedzie. Nie moge znalezc sobie
                      miejsca, czuje sie niepotrzebna.
                      • tricolour Dlaczego? 24.06.09, 22:25
                        Ja gościa rozumiem: mnie też podobają się różne babki i chętnie bym z którąś
                        pofiglował.

                        Jednak za dużo mam do stracenia.
                        • ekscytujacemaleliterki Re: Dlaczego? 24.06.09, 22:26
                          Czyli on mial za malo do stracenia i w dupie mnie mial.
                        • ani.chybi Re: Dlaczego? 25.06.09, 19:38
                          tricolour napisał:

                          > Jednak za dużo mam do stracenia.
                          Myślisz o swojej partnerce czy o zasadach?smile
                          • tricolour Pewnie jedno i drugie. 25.06.09, 19:51
                            Zresztą nie warto: każda babka kiedyś się znudzi więc skok w bok (dla seksu) ma
                            wyjątkowo zły stosunek jakości do ceny.

                            smile
                  • mariefurie Re: Nie masz racji... 24.06.09, 22:08
                    ekscytujacemaleliterki napisała:

                    > Tri, wiesz jak daleko jestem od tego co piszesz? o miliony lat swietlnych. Sek
                    w tym ze jak lubilam, kochalam sama siebie, znalam swoja wartosci, wiedzialam
                    kim jestem, jaka jestem. a teraz mysle ze jestem totalnym zerem bo mozna bedac
                    zemna przeleciec inna, zrobic jej dziecko i twierdzic ze sie mnie kocha!


                    Mozna. Sama tego doświadczyłaś, więc juz wiesz, ze mozna.
                    To TEŻ jest bardzo egoistyczne. Jak widzisz.

                    ps. z tym waszym powszechnie propagowanym egoizmem jednostki będacej w związku
                    to bym nie przesadzała.
                    • tricolour Nie chcę przesadzać... 24.06.09, 22:20
                      ... chodzi o ideę.
                      • mariefurie Re: Nie chcę przesadzać... 24.06.09, 22:40
                        tricolour napisał:

                        > ... chodzi o ideę.

                        Idea, jesli dobrze rozumiem, przede wszystkim ma polegac na tym, aby poznac
                        siebie i swoje potrzeby. I szukać kogoś o potencjale, który własnie te potrzeby
                        i pragnienia zaspokoi.
                        TO (jeszcze)nie jest egoizmem.
                        Egoizmem jest zaspokajanie swoich potrzeb kosztem małżonka ( i dzieci).
                        • tricolour Zgadzam się... 24.06.09, 22:42
                          ... złego słowa użyłem.
                  • dsz27 Re: Nie masz racji... 24.06.09, 22:09
                    Literki,

                    Uwierz mi, że tragedia każdego z nas jest właśnie dla nas największa na świecie,
                    ma największy kaliber i to jest całkowicie zrozumiałe. Nie mam zamiaru
                    umniejszać wagi czyjegoś/Twojego nieszczęścia. Chce Ci tylko powiedzieć, że
                    życie pisze różne scenariusze. Można np. mieć dwójkę dzieci z kimś, kto nie
                    powinien był w ogóle się żenić i mieć dzieci, można być oszukiwaną 8 lat,
                    można...ale można też swoje odchorować i stanąć na na nogi. Uwierz mi, ze tak
                    jest i tak właśnie będzie w Twoim przypadku.
                • barbasia01 Re: Nie masz racji... 24.06.09, 22:07
                  MOze nie rozumiem, ale ja nie powiedziałam ze nie dbałam o siebie i
                  swoje potrzeby, że się nie lubię. W związku trzeba pójść na pewne
                  kompromisy, ale nie za wszelką cenę. Nie za cenę samej siebie. Ja
                  spełniałam na różnych płaszczyznach, nie powiem, że zawsze stawiałam
                  siebie na pierwszym miejscu, ale też nie było tak że na nim nie
                  byłam. Może nie zgadzaliśmy się na w pewnych kwestiach, ale
                  potrafiliśmy dojść do porozumienia. Nie można kochać jednego dnia, a
                  drugiego już nie. Mieliśmy wspólne plany, marzenia, ale było w nich
                  też miejsce na swoje własne cele. Bardzo kocham mojego męża i bardzo
                  za nim tęsknię, ale w gruncie rzeczy wiem że cięzko byłoby mi podjąć
                  decyzję gdyby chciał teraz wrócić. Właśnie dlatego że zaczynam
                  myśleć o sobie, że pojawia się świadomość własnego ja, że nie chcę
                  więcej przechodzić takiego cierpienia. Bo przecież on się nie
                  zmieni, jeśli do tej pory żyłam z kimś kto jak się okazało nie ma
                  zasad i nigdy ich nie miał, kto myśli tylko o sobie przekreślając
                  pal licho mnie, ale też i syna to taki ktoś się nie zmieni. mam tego
                  świadomość, a jednak tak bardzo jest mi źle i tak bardzo mi go
                  brakuje. Marzę o czymś co nie ma szansy na powodzenie, bo poprostu
                  głupie serce tego chce, a do serca nie trafiają logiczne
                  wytłumaczenia... Gdyby trafiały to już 2 lata temu byśmy się
                  rozstali.
                  • mariefurie Re: Nie masz racji... 24.06.09, 22:11
                    barbasia01 napisała:
                    Bo przecież on się nie
                    > zmieni, jeśli do tej pory żyłam z kimś kto jak się okazało nie ma
                    > zasad i nigdy ich nie miał, kto myśli tylko o sobie przekreślając
                    > pal licho mnie, ale też i syna to taki ktoś się nie zmieni.

                    --No własnie, o tym mowiłam. Egoizm w czystej postaci.
                  • tricolour No wiesz... 24.06.09, 22:19
                    ... jeśli piszesz: "do tej pory żyłam z kimś kto jak się okazało nie ma zasad i
                    nigdy ich nie miał" to korci mnie zapytać dlaczego wiązałaś się z takim gościem?

                    Bo nie potrafiłaś dostrzec jego wad? Jeśli tak było, to ponosisz konsekwencje
                    swoich nieudanych wyborów, złych kryteriów.
                  • ekscytujacemaleliterki Re: Nie masz racji... 24.06.09, 22:25
                    No wlasnie. Jak mozna kochac jednego dnia a drugiego nie? Jak mozna miec plany i
                    marzenia z jedna kobieta i szukac drugiej? Monogamia sie nie klania.W nosie z
                    taka miloscia.
                    • tricolour A Ty o jakiej miłości mówisz? 24.06.09, 22:27
                      Tej deklarowanej miłości, czy tej namacalnej zdrady?
                      • ekscytujacemaleliterki Re: A Ty o jakiej miłości mówisz? 24.06.09, 22:38
                        Tej ktora widzialam przez 5 lat. Widzialam ze bylam najwazniejsza.Kolejna rzecz
                        ktorej nie rozumiem. Nie wiem gdzie sie podzial moj facet?!
                        • tricolour Przyjdzie taki dzień... 24.06.09, 22:41
                          ... że przestaniesz się bronić i opowiadać dawne historie. Rzecz się ułoży jak
                          puzzle i zobaczysz obraz.

                          Faktem jest, że jasna cholera Cie wtedy strzeli i złość będzie Cię nosiła
                          (głównie na siebie samą), ale i ta energetyczna złość zamieni się na pożyteczną.

                          Na forum był kiedyś klub GC. Nie jest obrazą tam należeć.
                          • ekscytujacemaleliterki Re: Przyjdzie taki dzień... 24.06.09, 22:46
                            Jak trafia mnie szlag jest latwiej. Tylko ta zlosc za dlugo mnie nie trzyma.
                            Dzieki Ci, stawiasz mnie do pionu. Dzieki.
                          • ekscytujacemaleliterki Re: Przyjdzie taki dzień... 24.06.09, 22:58
                            Tri,
                            GC mnie nie przyjma. Do domu na noc wracal, jego komorke mialam pod reka, hasla
                            do kazdej poczty znam do dzis. Nie ma sie czym pochwalic.
                            Przylapalam go tylko raz na klamstwie ale wtedy jeszcze ze to klamstwo nie
                            wiedzialam. Nie wiem czy wystarczy sam fakt ze po wszytskim czuje sie jak zero.
                        • barbasia01 Re: A Ty o jakiej miłości mówisz? 24.06.09, 22:50
                          Ja też do cholery tego się pytam gdzie moj mąż i nie pisz tricolor
                          tylko o egoizmie, o tym że nie widziałam jego wad i braku zasad. bo
                          gdyby życie tylko na tym polegało to ludzie wiązali by się ze sobą
                          tylko i wyłącznie na kilka lat i nie składali przysięg przed
                          ołtarzem. palant moj mąz bardzo dobrze potrafił się kamuflować i
                          pewnie dopóki mnie kochał to te zasady które wspolnie wypracowaliśmy
                          były ok, ale gdy spojrzał na inne dupy zasady mu wyparowały razem z
                          mózgiem. Moze mi jeszcze powiesz tricolor że faceci tak mają że sa
                          myśliwymi, że muszą udowodnić sobie własne ego. To co oni nie znają
                          swojej wartości, odbierają ją jako podziw przeciwnej płci, muszą
                          udowadniać sobie poprzez nowe zdobycze ile są warci, to gdzie ich
                          egoizm bycia the best. w dupie mam cały wasz przeklęty klan facetów.
                          Wystarczy odrobina odpowiedzialnosci i szczerosci i nie mów mi że ja
                          źle wybrałam, po prostu wierzyłam ludziom bo tak mnie wychowano, ale
                          się przejechałam na tym cholernie i w dupie mam takie życie, oparte
                          tylko na kłamstwie. trzeba mieć troche odwagi aby się pokazac takim
                          jakim się jest a nie takim jakim chciałoby się pokazać. Wszyscy
                          faceci to DUPKI!!!!
                          • ekscytujacemaleliterki Re: A Ty o jakiej miłości mówisz? 24.06.09, 23:05
                            Wiesz, slyszalam w radiu: byla sobie ksiezniczka, nie chciala spac, grymasila,
                            narzekala na materac, pylki jej przeskadzaly az wreszcie w dupe dostala i poszla
                            spac. Dostalas w dupe i ja tez. I swieta racja!Facet to swinia! I kazdy o tym
                            wie. Przepraszam " nie swinie"!.
                            Sama ma do siebie o to teraz zal ale przeciez nie mozna budowac zadnego zwiazku
                            bez zaufania, bo jesli nie ufam to jaki to zwiazek? oszukal mnie dupek i tyle. I
                            nie dlatego ze bylam naiwna i glupia tylko dlatego ze to dupek!
                          • tricolour Ja nie jestem Twoim mężem... 24.06.09, 23:08
                            ... i nawet możesz się na mnie wyżywać, tu na forum, ale zupełnie się tym nie
                            przejmuje ponieważ nie wyrządziłem Ci żadnej przykrości.

                            "nie mów mi że ja źle wybrałam" - owszem, źle wybrałaś i dlatego tak Cię nosi.
                            • barbasia01 Re: Ja nie jestem Twoim mężem... 24.06.09, 23:16
                              Dzięki to sobie poużywałam. Nie zgadzam sie do końca z twoimi
                              opiniami i mnie poniosło, dzięki że przez chwilę rozzłościłeś mnie
                              na tyle że mogłam sobie poużywać.

                              • tricolour Proszę bardzo... 24.06.09, 23:21
                                ... ciesz się, że to tylko forum.

                                Bo ja bardzo lubię się godzić.
                                smile)
                                • barbasia01 Re: Proszę bardzo... 24.06.09, 23:25
                                  Mój palant też to potrafił i miał wiele wspaniałych cech, tylko tak
                                  bardzo mnie zawiódł. Ja nie lubię się kłócić. Miłej nocy...
                                  Sorki...smile
                                  • tricolour Hm... 24.06.09, 23:28
                                    ... każdy z nas ma wiele wspaniałych cech, a czasem wychodzi szmata.

                                    Dobrej nocy, ja tez zmykam.
                                    • ekscytujacemaleliterki Re: Hm... 25.06.09, 09:27
                                      Tri, z tym "kazdy" i "wiele" to przesadziles...i to mocno!
                                      • ani.chybi Re: Hm... 25.06.09, 19:53
                                        ekscytujacemaleliterki napisała:

                                        > Tri, z tym "kazdy" i "wiele" to przesadziles...i to mocno!
                                        Każdy ma wady i zalety. Chodzi o proporcje, ponadto pojawia się
                                        pytanie: jakie wady jest skłonna tolerować każda z nas?
                                        Zdaje się, że wiarołomstwo akceptuje bardzo niewiele kobiet.
                                        Przekreśla ono dla nich nawet świetlane przymioty.
                          • ani.chybi Re: A Ty o jakiej miłości mówisz? 25.06.09, 19:48
                            barbasia01 napisała:

                            > faceci tak mają że sa
                            > myśliwymi, że muszą udowodnić sobie własne ego. To co oni nie
                            znają
                            > swojej wartości, odbierają ją jako podziw przeciwnej płci, muszą
                            > udowadniać sobie poprzez nowe zdobycze ile są warci, to gdzie ich
                            > egoizm bycia the best.
                            Piszesz o facetach o narcystycznym usposobieniu. Jakby nie patrzeć,
                            stanowią margines ogółu mężczyzn.
                  • ani.chybi Re: Nie masz racji... 25.06.09, 19:44
                    barbasia01 napisała:

                    > Marzę o czymś co nie ma szansy na powodzenie, bo poprostu
                    > głupie serce tego chce, a do serca nie trafiają logiczne
                    > wytłumaczenia...
                    Trafiają; tylko je trzeba często i cierpliwie tlumaczyć sercu. Rozum
                    jest szybszy, emocje wolniejsze, ale zawsze przychodzi taki moment,
                    że zaczynają tworzyć jedność.
                    > Gdyby trafiały to już 2 lata temu byśmy się
                    > rozstali.
                    Pewnie przewodnictwo oddałaś emocjom, a rozum odsunęłaś na drugi
                    plan.
              • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 24.06.09, 22:07
                Sama wiesz, ze to sie nie uda.Za rok, dwa wrocilabym na forum i pisala ze
                zostawil mnie z dzieckiem i wlasnie sie rozwodze. Cudow nie ma. Nie nawroci sie juz.
                Az mi niedobrze od tej naiwnosci i wiary w faceta.
                Nie wiem czy wszyscy ale on i ten Twoj to na pewno zaklamane swinie, chociaz nie
                wiem czy nie obrazamy rogowacizny!
                • barbasia01 Re: Co dalej? 24.06.09, 22:34
                  Tak wiem, bo nasz zwiazek trzeszczał od dwóch lat i właśnie wtedy
                  nie potrafiłam, nie chciałam tego tak bardzo przerwać bo tak bardzo
                  kochałam. Wszystkie jego słowa o miłości, o tym,że się zmieni, że
                  dostał nauczkę były kłamstwem. Kiedy ja pracowałam nad tym żeby było
                  lepiej, żeby się udało (wtedy on niby też), to za moimi plecami
                  nawiązywał nowe znajomości, aż znalażł pannę która chce z nim być i
                  z którą on też chce być. Najgorsze dla mnie jest to że kobieta ta
                  jest ładniejsza ode mnie, mam poczucie bycia zerem, przegranej
                  (chociaż to nie gra). Ja nie jestem z tych kobiet które biegają po
                  sklepach w poszukiwaniu najnowszych trędów mody, mam swoje słabe i
                  mocne strony, ale moje słabe punkty to u niej mocne, moje kompleksy
                  u niej atuty. Nie , nie jestem brzydulą, mam tego świadomość, nie
                  jestem zapuszczoną czarownicą, ale to boli, tak jakby ktoś zabrał mi
                  moją kobiecoś. Usłyszałam przypadkiem, jak znajomy skwitował, że
                  szkod zeby taka fajna d... została sama, fajniej się poczułam tylko
                  co z tego skoro mój mąż nie chce takiej d..., skoro ktoś kogo kocham
                  nie widzi we mnie atrakcyjnej kobiety. Rozczuliłam się nad sobą, ale
                  tak to teraz czuję.
                  • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 24.06.09, 22:43
                    Powiedzialam tylko najblizszym. Nikt mi nie chcial uwierzyc. zadzwonilam do
                    przyjaciolki o 5 rano a ona mi powiedziala ze chyba sie uchlalam i ze to extra
                    zart!
                    Rozmawialam z facetem ktory jest sporo starszy, nic nas nigdy nie laczylo poza
                    wspolnym gruntem zawodowy i powiedzial mi ze takich kobiet jak ja sie nie
                    zdradza. ze to nie mozliwe. Wiec ani Twoja ani moja uroda czy charakter nie ma
                    tu nic do rzeczy.
                    • tiresias Re: Co dalej? 25.06.09, 14:28
                      barbasiu01, czy używasz też nicka barbasia1? jeżeli tak to pozdrawiam i trzymaj
                      się. (jeżeli nie to także).
                      moja historia:
                      18 lat 'konkubinatu' z wielkiej miłości (bez dzieci), od 2 lat coraz słabsza
                      komunikacja i przebąkiwanie mojej kobiety, że chciałaby 'żyć sama'. a
                      jednocześnie 'dziwne ' zachowania, dzwonek w telefonie wyciszony i zawsze aparat
                      pod ręką.
                      bardzo ja kochałem i ufałem całkowicie, mimo rożnych sygnałów. a tu okazuje się,
                      że można na mnie mówić 'Rogaś z Doliny Roztoki'.
                      mimo wielkiego żalu i smutku ucinam to raz na zawsze.
                      to tak jakbym sam bez znieczulenia musiał sobie rękę odpiłować tępą piła do metalu.
                      ale po co mi gangrena?
                      pozdrawiam
                      • barbasia01 Re: Co dalej? 25.06.09, 15:17
                        Nie nie używam tego nicka, to nie ja...
                        Chciałabym także odciąć się od tego wszystkiego i umieć spojrzeć na
                        to wszystko inaczej, ale nie udaje się. Ja nie wiem co się stalo,
                        mogę podejrzewać, że jest ktoś w jego życiu, ktoś w kim się
                        zakochał. Telefony, które posiadał były "czyste", maile również,
                        dlatego uwierzyłam, kiedy wmawiał mi że wszystko przeze mnie, że
                        jego wina jest też, ale to wszystko przeze mnie. Teraz wiem że było
                        coś co pozwalało mu się z nią kontaktować, komunikator w pracy...
                        Teraz rozumiem dlaczego tak często musiał wyjeżdżać pod wieczór do
                        pracy, kolegów, wystarczyła mu godzinka, a tuż przed odejściem,
                        służbowy telefon również wyciszony... Był bardzo ostrożny i do końca
                        nie potrafi powiedzieć prawdy zrzucając całą winę na mnie.
                        Usłyszałam tak wiele wersji różnych przyczyn rozstania, że nie wiem
                        w co wierzyć. Tak bardzo wszystkim wpiera że w jego życiu nie ma
                        nikogo, że tak bardzo jest samotny,że część ludzi mu wierzy, a on
                        szykuje rozwód, podział majątku i jest przepełniony pewnością tego,
                        że słusznie postępuje. Czy komuś kto chce być sam będzie zależało na
                        rozwodzie? Na jak najszybszym podziale majątku? Twierdzi że wyjeżdża
                        za granicę, ale później się z tego wycofuje, ja poprostu już nie
                        mogę tego słuchać to tak jakby mówiło do mnie kilka osób. Nowa
                        technika kłamstwa, dezinformacja na wszelkich płaszczyznach... Po
                        prostu chciałabym to jakoś poukładać, wiedzieć co się dzieje.
                        Zniszczył naszą rodzinę i nadal niszczy tylko teraz mnie. Tak bardzo
                        mi szkoda tych wspólnych pięknych dni i nocy, tego co było. mam
                        nadzieję że kiedyś sam się przekona jak bardzo to wszystko boli, że
                        kiedyś i on doświadczy tego co ja mam teraz.
                        • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 15:25
                          Tak z własnego doświadczenia (i doświadczenia innych kobiet) to powiem Ci, że w
                          przypadku mężczyzny, gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o inną kobietę.
                          A te wszystkie bajki o Twojej winie, opowieści dziwnej treści do znajomych,
                          zmiany planów etc. to nic innego jak nieudolna próba zmylenia. Na razie z tą
                          nową kobietą nie będzie się ujawniał bo wtedy rozwód byłby z jego winy (a to
                          niesie za sobą pewne konsekwencje). Pewnie ma plan na szybki rozwód bez
                          orzekania o winie a potem nagle w jego życiu pojawi się inna kobieta. A wtedy
                          będzie opowiadał wszystkim bajki, że on się z nią związał dopiero po rozwodzie.
                          • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 15:41
                            Ciekawa jestem jak wytlumaczy sie moj ex swojej rodzinie. Ze co? ze
                            ciaza trwa 4 miesiace? Bo jak na razie to nikomu ani slowa nie
                            powiedzial.Ba, wszyscy mysla ze na weekend przyjedziemy razem.
                            Boli mnie tak ze nie moge oddychac. Tesknie do mojego faceta.
                            • barbasia01 Re: Co dalej? 25.06.09, 15:54
                              Moj tez nie miał tyle odwagi zeby komukolwiek o tym powiedzieć, to
                              ja rozmawiałam z jego matką, rodzeństwem i z moją rodziną. Zrobiłam
                              to bo on chciał powiedzieć dopiero gdy się już wyprowadzi, miałam
                              nadzieję że może ktoś go sprowadzi na ziemię, ale nic to nie dało.
                              Przynajmniej przestał ich oszukiwać, a ja byłam szczera do bólu. Nie
                              kryłam że chyba ktoś jest w jego życiu. Może też powinnaś postawić
                              go w takiej sytuacji i zobaczyć jak się wtedy zachowa. Skoro cię
                              zdradził to niech będzie na tyle odpowiedzialny i uczciwy i przyzna
                              się do swoich czynów. Jak tak dalej pójdzie to on będzie udawał że
                              wszystko gra, o dziecku nikomu nic nie powie(bo nie chce utrzymywać
                              z nim więzi), a ty wyjdziesz na zgorzkniałą babę której się
                              poprzestawiało. W jakim świetle on stawia ciebie przed wszystkimi?
                              Tak w ogóle to ja się boję ze mój mąz tez bedzie miał dziecko i
                              dlatego jest tego tak bardzo pewien i dlatego chce szybko wziąć
                              rozwód. Boję się bo to było moje marzenie mieć takiego małego
                              słodkiego bobasa...
                          • barbasia01 Re: Co dalej? 25.06.09, 15:41
                            Niestety, ktoś tak bardzo bliski i kochany, ktoś z kim byłam na
                            dobre i złe okazał się zwykłym kłamcą i oszustem. Ktokolwiek się o
                            tym dowiaduje, ktoś z rodziny czy znajomych to nie wierzy. "Kto jak
                            kto, ale wy?". W naszym życiu nie było lekko, nie mieliśmy z górki
                            wiele przeszliśmy, nie tak dawno straciliśmy dziecko, on niósł
                            trumienkę, a gdy odchodził zapytał się czy będę zła gdy przyjdzie na
                            grób naszego dziecka z inną kobietą. Podły bezmózg.
                            • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:00
                              Barbasiu, nie będę oryginalna, ale niestety czasem tak w życiu bywa, że drogi
                              ludzi się rozchodzą. Im szybciej przestaniesz rozmyślać nad przeszłością i się
                              zadręczać tym lepiej dla Ciebie. Rozwód to naprawdę jeszcze nie jest koniec
                              świata. Życia tym bardziej. Twój mąż nie jest ani pierwszym, ani ostatnim
                              mężczyzną, który tak postępuje. Choć wiem, że to marne pocieszenie.
                              • barbasia01 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:14
                                Ja wiem, tylko nie mogę zacząć myslec o nim jak o obcym facecie, nie
                                mogę znieść tej obojętności w jego oczach, a on mi tego nie ułatwia.
                                Czasem zadzwoni i gada ze mną jak za dawnych czasów, zaproponował mi
                                nawet miłość tak po przyjacielsku (niech się wypcha). Wiem że pewnie
                                można być szczęśliwyszym jesli się zaakceptuje to czego zmienić się
                                nie da, tylko że ja tak bardzo tęsknię i jeszcze kocham...
                                Nie umiem pogodzić się z tą sytuacją, on miał dużo czasu na to by
                                sobie to poukładać, by być pewnym jej i siebie bo z tego co sobie
                                myślę to wszystko ciągnie się już od stycznia...
                                • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 16:17
                                  Wczoraj ktos mi powiedzial : lepiej przezyc bol po stracie niz
                                  ciagle czekac. Czekasz. Tak samo jak i ja. Serce gdzies tam, mimo ze
                                  wie mowi: a moze? Ciegle gdzies jest jakas nadzieja bo pamiec nie
                                  pozwala zapomniec dobrego. Brak kontaktu mniej boli niz jakikolwiek
                                  kontakt.
                                  A mi mija dzis dopiero i az dwa tygodnie od fantastycznego newsa z
                                  dupy....
                                • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:19
                                  Na to by się pozbierać po prostu potrzebujesz czasu. I to jest normalne.
                                  Pogodzeni się z sytuacją przychodzi z czasem. Z czasem nawet zaczyna się
                                  zauważać pozytywne strony tej nowej sytuacji.
                        • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 15:47
                          U mnie podobnie. Kiedys uslyszalam ze jest wiele wolnych kobieta ale
                          nie zajarzylam, bo myslalam ze to w kontekscie wlasnie ogladanego
                          filmu bylo. Zajarzylam dopiero jak mu to przypomnialam i w twarz
                          powiedzialam. Ale w sumie jak mialam sie zorientowac po tym jak
                          jeden jedyny raz go nie bylo tam gdzie powiedzial ze jest i po wyzej
                          wymienionym tekscie. Komorka wlacza, pod reka, dzwonke niewyciszony.
                          Hasla do wszytskich skrzynek, gg, i calej reszty znam. Nie raz
                          korzystalam. Na koncie tyle pieniedzy ile powinno byc, zadnych
                          podejrzanych rachunków. Nic, poprostu nic.
                          A wczoraj najpierw uslyszalam ze bardzo mnie kocha a pozniej ze to
                          moja wina. Ze ja go tak bardzo skrzywdzilam i ze mnie ostrzegal ze
                          stanie sie cos zlego. I ze przeze mnie sie stalo. Odpowiedzi na
                          pytanie jak go skrzywdzilam nie dostalam, na pytanie w jaki sposob
                          mnie ostrzegal tez nie. Ale moja wina i koniec.
                          • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 15:53
                            Taaa... Klasyczne odwracanie kota ogonem smile Albo inaczej - najlepszą formą
                            obrony jest atak.
                            Na siłę go pewnie pchałaś do łóżka tamtej.
                            • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 16:07
                              Nie tymi slowami a w sumie wyszlo wlasnie na to. Bo ja zla dla niego
                              bylam, i tak strasznie go skrzywdzilam i tak okropnie ponizylam. A
                              przeciez ostrzegal! A ja durna nie sluchalam. Nauczka na przyszlosc:
                              nie awanturowac sie ze odkurzac trzeba kupic, szczotka sie
                              zadowolic, nie planowac wakacji bo przeciez jest pies a z psem to
                              zadne wakacje. I nie straszyc pod zadnym pozorem ze szlag mnie za
                              chwile trafi bo jak jest zima to sie ciepla kurtke zaklada a nie
                              pozniej choruje. A mowilam : kurtke zaloz. Pozniej uslyszalam ze to
                              moja wina.I nie wazne ze stalam i rosolek gotowalam. Z pozno! Bo juz
                              jest chory!A to wszytsko to ponizenie i terroryzm byl! I zycie mu
                              zniszczylam i on tak przeze mnie musial cierpiec.
                              • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:16
                                Źle. Nauczka na przyszłość - nie wiązać się z misiem rysiem, który mamy
                                potrzebuje a nie partnerki. Wiązać się z mężczyzną, który ma takie same cele i
                                pragnienia i który daje wsparcie a nie wymaga opieki jak bobas. Nie założy
                                kurtki to się przeziębi. To ON będzie chory a nie Ty.
                                • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 16:20
                                  Wydawalo mi sie ze to byl mezczyzna.
                                  Nadopiekunczosc nie poplaca bo dostaniesz nia w twarz. A moze ja
                                  poprostu bylam dla niego za silna kobieta.
                                  • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:26
                                    Nie Ty byłaś za silna, tylko on za słaby.
                                    A tak na przyszłość - ŻADEN normalny mężczyzna nie lubi, gdy się mu matkuje. Bo
                                    gdyby lubił to by nadal z mamą mieszkał a nie partnerki szukał. Od misiów rysiów
                                    do przytulania, takich co potrzebują kogoś kto zastąpi im mamusię normalna
                                    kobieta powinna trzymać się jak najdalej smile
                                    • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 16:35
                                      Wiec nastepnym razem nie bede krzyczec: kurtke zalóz ( i nie tylko
                                      dlatego ze pada snieg ale dlatego ze w kurtce kluczyki do auta ma ).
                                      jak sie nachodzi po schodach to sie sam nauczy.
                                      • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:47
                                        Dokładnie tak smile
                              • barbasia01 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:20
                                Kurczę czy twój facet to nie jest przypadkiem mój mąż? Podobne
                                pretensje i podobne słowa. Tak jak bym to ja wszystko robiła czy
                                chciała a on jak niewolnik musiał podążać za mną.
                                • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 16:32
                                  W sumie gdyby nie to ze nie mijalam sie z Toba w kuchni czy w
                                  lazience to bym tak pomyslala. Widocznie to taki typ.Stlamszonego
                                  niewolnika przez okrutna kobiete. Bezwolnie dziecko z niego
                                  zrobilam. Dupy mu sie ruszyc nie chcialo zeby opony zmienic i ja
                                  bylam zla bo kazalam, morde darlam ze nie zmienil a pozniej bylam
                                  jeszcze gorsza bo na letnich wpadl w poslizg.
                                  Takie fakty mi wyciagnal! Na dowód tego jak go zniszczylam.Argumenty
                                  roku!
                                  • barbasia01 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:51
                                    Typ ofiary losu co to musi sobie udowodnic ze jest mężczyzną choćby
                                    na boku. On nawet całkiem niedawno zapytał się czy on jeszcze jest
                                    przystojny, a ja głupia podbudowałam jego ego. mnie wmawia, że to
                                    wszystko przez to że byłam zazdrosna, tylko do cholery miałam ku
                                    temu podstawy widząc 2 lata temu zdjęcie panienki w mailu do niego,
                                    który przecież był tak nieistotny że zapomniał go wykasować. jak
                                    śmiem wątpić w jego miłość, przecież on mnie nie zdradził tylko się
                                    wtedy pogubił, a ja co? Musiałam go sprawdzać czy lustrować komórki?
                                    jak mogę być zła na niego o to że przez cały rok nie wziął się za
                                    odrabianie z dzieckiem lekcji bo przecież on zmęczony po pracy
                                    musiał odpocząć i nieważne że ja wstawałam wcześniej niż on. Kurcze
                                    jak to czytam to nie wiem za kim ja tęsknię.
                                    • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 16:55
                                      Dzieki Bogu za forum. Mi tez dobrze robi jak widze czarno na bialym.
                                      • ani.chybi Re: Co dalej? 25.06.09, 20:01
                                        Zapisz sobie gdzieś wnioski i wracaj, gdy zacznie Ci się rozmywać
                                        rzeczywisty obraz m. Tak uczy się serce sluchania rozumu.smile
                                  • mola1971 Re: Co dalej? 25.06.09, 16:52
                                    No to sama widzisz smile Wyobrażasz sobie życie z kimś takim za lat ileś tam, gdy
                                    oprócz niego musiałabyś też opiekować się dziećmi i o nie troszczyć? Mam
                                    nadzieję, że nie.
                                    Ten typ mężczyzny można pokochać (zwłaszcza gdy się jeszcze nie ma dzieci) bo
                                    można na nim realizować własną potrzebę opiekowania się kimś, ale... w pewnym
                                    momencie takiego mężczyznę, normalna kobieta przestaje szanować. A brak szacunku
                                    do tej drugiej osoby to jest niestety początek końca. Facet musi kobiecie
                                    imponować. Kobieta facetowi (chyba) zresztą też.
                                    • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 25.06.09, 16:59
                                      A wiesz, ze masz racje. jak sie nad tym zastanowie to przyszedl taki
                                      moment ze przestal mi jako facet imponowac. Nie poradzil sobie z tym
                                      co sie wydarzylo. Nie znalazlam w nim oparcia. Czulam sie tak
                                      jakbysmy stali po dwoch roznych stronach barykady, jakbysmy
                                      przestali grac do jednej bramki. Tylko ze ja probowalam to zmienic.
                                      Rozmawiac. I wydawalo mi sie ze udalo sie nam. Przetrwalismy, razem.
                                      Tylko ze on poszukal pocieszenia u innej.
                                    • tricolour Kobieta ma być obca... 25.06.09, 17:00
                                      ... nawet najbliższa kobieta ma być trochę obca. Jeśli będzie oddana, to
                                      nabierze cech rzeczy, które służą.

                                      A rzeczy wymienia się wedle woli. Rzeczy także nie mają prawa głosu - z definicji.
                                      • ekscytujacemaleliterki Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 17:04
                                        Tri, Ty to potrfaisz przypierdzielic. Dziekuje, za zdefiniowanie
                                        mnie jako "rzecz" trafie od reki do GC!
                                        • tricolour Mnie do tego nie mieszaj... 25.06.09, 17:12
                                          ... to Twój facet wymyślił jakieś opcje, w których nie miałaś prawa do decyzji o
                                          własnym losie.

                                          smile
                                          • ekscytujacemaleliterki Re: Mnie do tego nie mieszaj... 25.06.09, 17:15
                                            mnie tez do tego nie mieszaj. Nie ja wymyslilam.
                                      • mola1971 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 17:06
                                        Dokładnie tak smile
                                        Z jednej strony ma być bliska i tylko 'moja' a z drugiej ma być 'obca', czyli
                                        nieodgadniona i nie do końca przewidywalna.
                                        Czyli trochę kwadratura koła smile
                                        Tak teraz mi się przypomniało, że ta kwadratura koła bardzo fajnie została
                                        wyjaśniona w tej książce:
                                        merlin.pl/Inteligencja-erotyczna-Seks-klamstwa-i-domowe-pielesze_Esther-Perel/browse/product/1,584862.html
                                        • ekscytujacemaleliterki Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 17:14
                                          kwadratura kola dla mnie to gra. Wole proste i uczciwe zasady.
                                          • mola1971 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 17:39
                                            Każdy czy raczej każda tak woli. Ja tylko (nauczona doświadczeniem własnym i
                                            innych kobiet) mówię/piszę jak jest a nie jak chciałybyśmy by było.
                                        • barbasia01 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 17:20
                                          OK, jak zatem według was powinien wygladać związek mający szansę na
                                          przetrwanie... Jaki powinien być facet a jaka kobieta?
                                          • mola1971 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 17:47
                                            Barbasiu, na to pytanie ja Ci nie odpowiem. Albo może inaczej. Odpowiem Ci, że każdy człowiek jest inny i nie ma jednej recepty na udany związek. Zresztą marny ze mnie autorytet bo właśnie świeżo jestem po rozwodzie a na nowy związek po prostu nie mam teraz najmniejszej ochoty. Na to pytanie mogliby odpowiedzieć ludzie, którzy przeżyli razem masę lat i ciągle są ze sobą szczęśliwi. Choć to też nie mogłoby być receptą. W tvn style jest taki program 'taka miłość się nie zdarza' - tam są opowieści takich właśnie szczęśliwych ze sobą ludzi. Ale, co ważne, każda z tych par jest szczęśliwa na swój własny sposób. I chyba na tym to polega - trzeba w życiu spotkać właściwego człowieka. Właściwego dla mnie. A potem to już 'tylko' dbać o tą miłość. Choć oczywiście to 'tylko' jest najtrudniejsze bo mamy tendencję do tego by zapominać, że nic nam nie jest dane raz na zawsze.
                                            • barbasia01 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 18:02
                                              Pogubiłam się w tym wszystkim próbuję wyciągnąć wnioski, ale nie
                                              potrafię. Ja na serio uważałam że jest ok, może były jakieś małe
                                              symptomy tego że coś się dzieje ale któż znas nie ma gorszych dni.
                                              Może faktycznie nie byłam odpowiednią żoną, może nie potrafię być z
                                              kimś, może mnie zależało za bardzo. Nie było tak żebyśmy stale sie
                                              ze sobą kłócili, nie było cichych dni bo nie potrafiliśmy wytrzymać
                                              dłużej niż godzinę bez odzywania, kurczę ja widziałam tę miłość, czy
                                              naprawdę mam nie być sobą żeby z kimś być, mam zrezygnować z siebie
                                              bo mam być dla niego obcą, przecież nie narzucałam mu się...miał
                                              swoich znajomych, zapragnąl miec przyjaciółki (nie do łóżka, ale
                                              przyjaciółki) i na to się nie zgdziłam od tego zaczęła się awantura
                                              i wtedy padły słowa chcę odejść. Może jestem z deko zaborzcza ale
                                              która z nas zgodziłaby się na pójście męża po pracy na kawę tylko z
                                              przyjaciółką, dla mnie to randka, a dla niego nie...
                                              • mola1971 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 18:12
                                                Źle zrozumiałaś, albo ja źle się wyraziłam.
                                                Ty masz być SOBĄ, tylko masz się związać z kimś, kto Cię będzie kochał i szanowała taką, jaka jesteś. Nikt tu nie mówi by grać.
                                                Ta 'obcość' o której pisał Tri to nie musi być gra. Wystarczy, że zadbasz o siebie i swoje potrzeby i będziesz miała swój świat, do którego Twój facet nie będzie miał wstępu. A takim własnym światem może być np. praca. Również czas poświęcony przez kobietę dla siebie a nie dla rodziny, czyli np. lekcje języka, basen, czy kawa z przyjaciółką.
                                                Po prostu facet nie może mieć Cię w 100% i na każde zawołanie.
                                                Najpierw same musimy siebie szanować a dopiero potem możemy tego szacunku wymagać od innych.

                                                Barbasiu, jeszcze wiele razy będziesz analizowała swoje małżeństwo i błędy rzeczywiste i urojone, które popełniłaś. I bardzo dobrze. Tylko nie zapędź się dziewczyno w tym za bardzo i nie daj się wbić w poczucie winy.
                                                Wyciągnij wnioski, ale nie po to by się obwiniać tylko po to by w przyszłości nie popełnić tego samego błędu po raz drugi.
                                                • ani.chybi Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 20:09
                                                  mola1971 napisała:

                                                  > Barbasiu, jeszcze wiele razy będziesz analizowała swoje małżeństwo
                                                  i błędy rzec
                                                  > zywiste i urojone, które popełniłaś. I bardzo dobrze. Tylko nie
                                                  zapędź się dzie
                                                  > wczyno w tym za bardzo i nie daj się wbić w poczucie winy.
                                                  Pamiętaj też, że Twoja wartość nie zależy od uznania w oczach
                                                  człowieka o podejrzanej moralności. To, że Cię odrzucił, o niczym
                                                  nie świadczy.
                                                  Nikt nie jest wykładnią Twojej wartości. Sama ją określasz.
                                      • ani.chybi Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 20:04
                                        Kobieta i mężczyzna nie mają być tacy a tacy. Każde z nich ma
                                        najświętsze prawo i obowiązek bycia sobą.
                                        • barbasia01 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 21:56
                                          Macie rację...
                                          Ja zawsze miałam swój mały świat, do którego nikt nie ma wstępu, od
                                          2 lat chodzę na angielski, to co się dzieje w pracy zostawiam w
                                          większości za płotem firmy, tego wszystkiego nikt mi nie odbierze.
                                          Akceptuję siebie taką jaką jestem, staram się postępować w zyciu
                                          uczciwie i tego będę się trzymać. Nie potrzebny mi facet o
                                          wątpliwych cechach charakteru, pomimo tęsknoty i bicia serca muszę
                                          zyć bo mam tylko jedno życie i dlaczego mam je zmarnować przez
                                          takiego dupka. Jutro mamy znieść współwłasność majątkową i niestety
                                          będę musiała go spotkać i znowu spojrzą w te jego oczy i zobaczę
                                          pustkę i poczuję się jak niepotrzebna nikomu istota o nazwie
                                          człowiek, ale to będzie jutro... Znów usiądę przed kompem i wyleję
                                          swe żale na męski egoistyczny ród i poczuję się lepiej (tak myślę )
                                          i mam nadzieję że przyjdzie taki moment że siądę przed kompem i
                                          napszę komuś kto się będzie rozwodził głowa do góry, ja z tego
                                          wyszłam i jest ok i ty dasz radę. Spłacę wtedy dług który zaciągam
                                          wobec was. Dzięki za nadzieję...
                                          • mola1971 Re: Kobieta ma być obca... 25.06.09, 22:04
                                            Ej, nie zaciągasz żadnego długu i niczego nie będziesz musiała spłacać smile
                                            Będziesz miała ochotę to będziesz pisała a jak nie to nie smile
                                            Powiem więcej - z całego serca życzę Ci byś tak szybko jak to się da w ogóle
                                            zapomniała, że to forum istnieje. Niech Cię udane życie w realu tak zaabsorbuje,
                                            że nie będziesz miała ani czasu ani ochoty na stukanie w klawiaturę smile
                                          • ekscytujacemaleliterki moze byc gorzej... 25.06.09, 22:32
                                            Wiesz, dzis spotkalam sie z przyjaciolka. Moja czy twoja tragedia wydaje byc sie
                                            koszmaren nie do przejscia. Ale ona ma gorzej, choc wydaje sie ze gorzej byc nie
                                            moze. A jednak. Stanela przed wyborem mniejszego zla bo co nie zrobic to bedzie zle.
                                            Barbasiu, damy sobie rade. ZObaczysz. Wiem madrze sie. Jutro bede wyla.Zycie.
                                            • mola1971 Re: moze byc gorzej... 25.06.09, 22:51
                                              Wiesz, z tym pocieszaniem się, że inni mają gorzej to nie jest najlepszy pomysł.
                                              Bo po pierwsze zawsze dla nas nasz problem jest jedyny, największy i
                                              najważniejszy (i jest to zrozumiałe i normalne) a po drugie motywować nas mają
                                              ci, którzy mają lepiej a nie gorzej. Bo dzięki temu człowiek się rozwija smile
                                              • ekscytujacemaleliterki Re: moze byc gorzej... 26.06.09, 06:24
                                                A mi to dobrze zrobilo!
                                                Uswiadomilam sobie ze decyzje jakie podejmuje maja konsekwencje z ktorymi ja
                                                pozniej bede zyla. Niby oczywiste ale czasem emocje przeslaniaja
                                                swiat.Uswiadomilam sobie ze jesli podejme zla decyzje to ja bede z tym zyla! i
                                                uswiadomilam sobie ze jestem szczesciara!
                                                Nie jestem zona, nie stoi przede mna widmo sadu!Nie bede sie z draniem na sali
                                                sadowej klocila. Nie mam dziecka choc zawsze chcialam.
                                                Barbasiu,
                                                jeden punkt dla Ciebie. Syn.
                                                Jeden punkt dla mnie - musisz przejsc przez rozwod ale dasz rade.
                                                A gdzies tam w swiecie sa dobrzy ludzie.Wystarczy sie rozejrzec smile.
                                                Nie spieprze sobie zycia przez drania i Ty tez nie.
                                                • jaknajlepiej Re: moze byc gorzej... 26.06.09, 10:03
                                                  Trzymam za Was wszystkich kciuki. Jestem pewna, że pewnego dnia ten
                                                  koszmar się skończy i będziecie mogły z dumą w klatce
                                                  wykrzyczeć "chwilo trwaj"!


                                                  ------
    • ekscytujacemaleliterki Re: Co dalej? 26.06.09, 11:02
      Barbasiu, sprawdz poczte na gazecie smile.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka