Gość: okfitaka
IP: *.ap-media.pl
04.06.15, 14:45
Witam. Mam wielki dylemat odnośnie kierunku studiów :( Ale może od początku... Byłam w LO na profilu z rozszerzonymi: historią WOSem i angielskim. Uczyłam się dobrze, ale przyznaję ze piatki i czworki z historii wiele mnie kosztowaly. Wtedy stwierdziłam ze zdecydowanie wolę matmę a ze na prawo wszędzie matma jest wymiennie wymagana z historia mogłam olac ten nieszczęsny przedmiot i skupic się na matmie. Tak tez zrobiłam sama przygotowałam się do matmy bazując na cotygodniowej godzinie korkow i ja tez rozszerzyłam sobie na maturze. Zdawałam tez rozszerzone: polski angielski i WOS. I wszystko byłoby super gdyby się nie okazało ze historia w tym roku bazowala na tekstach źródłowych i nie wymagala wiedzy tylko odrobine myslenia. Wszyscy moi aspirujący na prawo znajomi chwala się teraz ze maja po 2-3 bledy na historii i jest mi przykro bo mimo ze zdałam matme na ok 70% to okazuje się ze z tak prosta historia nie mogę teraz konkurować. Trzeba zmienić kierunek... Tylko na jaki? Pomy slalam ze może na jakiś techniczny? Troche boje się fizyki (bo teraz w liceum ma się tylko przedmioty które się rozszerza i podstawe czyli ja fizyki nie miałam) ale uznałam ze skoro dalam rade sama z matma to fizyke gdyby nie była zbyt zaawansowana tez jakos się zrobi. Podsumowujac jaki techniczny kierunek mi polecicie? Tak zebym się dostala z matematyka i angielskim, gdzies na południu Polski oraz żeby nie było zbyt dużo fizyki?