medoosa
28.12.08, 20:13
Witam! postanowiłam wylać tutaj swoje żale, bo przechodzę właśnie filologiczna
depresję (chyba jak wiele osób na tym forum, z tego co zauważyłam ;) i z
desperacji pragnę się poradzić. Jakoś dobrnęłam do 4 roku filologii obcej,
chyba raczej niestety, bo swojego czasu miałam pomysły, by to rzucić i
wyjechać na studia za granicę, ale z tchórzostwa i braku organizacji poszłam
na łatwiznę i zostałam w Polsce. Nie olśniło mnie nagle - raczej już na
pierwszym, że te studia to studia dla samych siebie, nie dające żadnej
przydatnej wiedzy ani możliwości. Nie chcę urazić filologów z powołania,
których fascynują te studia. Po prostu czuję, że wpadłam w ślepy zaułek, bo
widzę jakoś wyraźniej, że studiuję coś, co zupełnie mnie nie interesuje i
właściwie mnie nudzi, zabiera dużo czasu i nic nie daje,jestem już za stara na
rozpoczynanie czegoś nowego za granicą, a kończąc to marnuje cenny czas, który
mogłabym wykorzystać na naukę czegoś innego. Dlatego chciałam spytać się o
radę, może ktoś jest w podobnej sytuacji - czy opłaca się to kończyć, w sumie
już jestem za stara (23 lata) i zostało mi 1,5 roku i napisanie pracy
magisterskiej, czy zostawić to i wyjechać w następnym roku? przepraszam za
smęcenie, ale musiałam się wyżalić ;)