26.01.05, 16:07
Liczby mówią same za siebie: niespełna pół miliona ludności w po równaniu z
sześciomilionowym Hongkongiem, PKB mniej więcej na poziomie jednej
trzydziestej konkurenta, trzykrotnie za to większy procentowo udział
analfabetów wśród mieszkańców. Zupełnie jakby Makau w pewnym momencie swego
rozwoju zapadło w drzemkę albo postanowiło żyć inaczej, innym tempem, nie
ulegając gorączkowemu pośpiechowi i nieustannej pogoni za zyskiem, jakie
rządzą codziennością Hongkongu.

Portugalczycy mieli prawie pięćset lat, aby odcisnąć swe piętno na tym
skrawku ziemi. Ich forpoczta przybyła do spokojnej zatoki bogini A-Ma (z tego
właśnie kantońskiego określenia A-Ma Gao etymolodzy wywodzą nazwę terytorium)
w pierwszej połowie XVI stulecia. Kilkadziesiąt lat później, uzyskawszy zgodę
cesarstwa Mingów na zasiedlenie niewielkiego półwyspu, europejscy osadnicy
ufundowali tu miasto, które stało się cennym przyczółkiem na handlowym szlaku
między Półwyspem Malajskim a Japonią i oczywiście Chinami. Ściągali tu kupcy
korzenni i jezuiccy misjonarze, którzy na terenie enklawy dość szybko
wznieśli wspaniały kościół Świętego Pawła wraz z pobliską fortecą (Fortaleza
do Monte), do tej pory stanowiące najsłynniejsze wizytówki turystyczne Makau.

Ale tak jak siedemnastowieczną świątynię strawił wielki pożar i dziś można
podziwiać jedynie jej imponujący fronton, tak i Makau z upływem czasu zaczęło
tracić rangę. Jeszcze pod koniec XIX stulecia portugalski gubernator anektuje
dwie pobliskie wysepki: Tajpę i Coloane, które wchodzą w skład dzisiejszego
terytorium Makau. Nie powstrzymuje to jednak postępującego procesu utraty
znaczenia. Makau uczy się więc żyć w cieniu Hongkongu, w swoistej symbiozie
czerpać korzyści z jego sukcesów.

W czasach najnowszych złotodajną żyłą enkawy l okazuje się turystyka
nastawiona przede wszystkim na gości z zamiłowaniem do gier hazardowych. A że
na Dalekim Wschodzie ich nie brakuje, nietrudno zrozumieć, dlaczego kasyna
gry stały się podstawowym źródłem dochodu Makau. Zwłaszcza jeśli weźmie się
pod uwagę fakt, iż w Hongkongu dozwolone były jedynie zakłady dotyczące
tamtejszych wyścigów konnych, zaś komunistyczne Chiny wypowiedziały hazardowi
otwartą wojnę.

W przeciwieństwie do brytyjskiego Hongkongu, Portugalczycy tradycyjnie
przystawali na znacznie większą ingerencję Chin w sprawy Makau. W latach 60.
stosunkowo łagodnie potraktowali infiltrację hunwejbinów oraz próby
przeszczepienia rewolucji kulturalnej na teren enklawy. Po Rewolucji
Goździków i zmianie rządu w Lizbonie w latach 70. chcieli ponoć zrzec się
suwerenności nad Makau, ale przywódcy pekińscy skalkulowali, że takie
rozwiązanie mogłoby niepotrzebnie wystraszyć inwestorów, więc powiedzieli:
nie.


Obserwuj wątek
    • starymason Re: makau 26.01.05, 16:08
      tych warunkach nikt o zdrowych zmysłach nie mógł spodziewać się specjalnych
      trudności w rozmowach na temat zwrotu enklawy, kiedy już sytuacja dojrzała do
      tego. Napięcia i kryzysy negocjacyjne były specjalnością brytyjsko-chińską w
      rokowaniach dotyczących Hongkongu. Władze w Makau obrały inną drogę. Cierpliwie
      czekały, aż Londyn podpisze porozumienie z końcem 1984 r. i trzy lata później
      zawarły analogiczną umowę z gwarancjami „jednego państwa, ale dwóch systemów”
      oraz zachowania odrębnej waluty (pataca) i stylu życia mieszkańców Specjalnego
      Regionu Administracyjnego – Makau przez pięćdziesiąt lat od przekazania go
      Chinom. Datę zamknięcia ostatniego rozdziału europejskiej kolonizacji w tej
      części świata ustalono na 20 grudnia 1999 r.

      Dziś można powiedzieć, że schyłkowy okres administracji portugalskiej minął bez
      większych zgrzytów, wyjąwszy może krótki spór na temat obecności chińskiego
      garnizonu w Makau. Portugalczycy utrzymywali, że enklawa jest terytorialnie
      zbyt mała (niespełna 17 km kw.) i nie zasługuje na obecność wojska; sami
      zresztą wycofali stąd swych żołnierzy przeszło dwadzieścia lat temu. Prezydent
      Sampaio straszył nawet, że zbojkotuje uroczystość przekazania władzy, jeśli
      Pekin nie ustąpi. Ale koniec końców osiągnięto kompromis podczas niedawnej
      wizyty Dżiang Zemina w Lizbonie. Wojsko w docelowej sile tysiąca ludzi będzie
      tu jednak stacjonować, bo obu stronom zależy na okiełznaniu zorganizowanej
      przestępczości, która w ostatnich latach rozpętała prawdziwą wojnę o wpływy. Na
      skutek mafijnych porachunków bardzo wyraźnie spadła liczba gości z Hongkongu i
      Tajwanu, którzy hojną ręką wydawali grube pieniądze na ruletkę.

      I to chyba przede wszystkim na kwestiach prawa i porządku skupiają się w tej
      chwili niepokoje mieszkańców Makau. Wprawdzie miejscowy biskup katolicki
      (pierwszy Chińczyk na tym stanowisku Domingos Lam) wyrażał też ostatnio obawy o
      przyszłość swobód religijnych, ale doświadczenia pierwszych lat po wielkiej
      zmianie w Hongkongu nie nakłaniają pod tym względem do specjalnego pesymizmu. W
      ostatnich tygodniach atmosfera w Makau robi się coraz bardziej sentymentalna.
      Ludzie czują, że coś się nieodwołalnie kończy i przed gmachem głównej poczty
      przy Avenida Do Infante D. Henrique ustawiają się długie kolejki zbieraczy
      znaczków, czekających na ostatnie kolonialne edycje, na których chińskim
      literom i łacińskiej nazwie Macau towarzyszy jeszcze napis: „Republica
      Portuguesa”.

      Dla chińskiej większości sam proces zmiany gospodarza jest jak najbardziej
      naturalny. I w jakimś sensie napawający dumą. Oto na przełomie tysiącleci ślady
      dawnej kolonialnej hańby odchodzą do lamusa dziejów. Władze w Pekinie zdają
      sobie też sprawę, że teraz będą mogły się skoncentrować na próbach zjednoczenia
      z Tajwanem. Wszak sukces unifikacji z dawnymi koloniami mógłby przekonać
      zbuntowaną prowincję, że pekiński smok nie jest wcale taki straszny, jak go
      malują... A w bliższej perspektywie Makau mogłoby przecież służyć jako wygodny
      pomost prowadzący do Tajpej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka