serwispodlasia
01.03.06, 19:45
Piętnaście milionów zł łapówki wzięli dwaj szczecińscy radni za ustawienie
transakcji sprzedaży miejskiej ziemi, na której stoją obecnie hipermarkety
Geant i Castorama - twierdzi prokuratura, która w poniedziałek po południu
przesłała do sądu akt oskarżenia w tej sprawie.
Los największej afery łapówkarskiej w Polsce do końca wisiał na włosku -
adwokaci chcieli umorzenia sprawy twierdząc, że w ogóle nie było
przestępstwa. O przesłaniu do sądu aktu oskarżenia dowiedzieliśmy się
nieoficjalnie, ale informacje "Gazety" potwierdził Wojciech Mikołajuk,
wiceszef wydziału postępowań karnych szczecińskiej Delegatury ABW.
Na ławie oskarżonych zasiądzie znany szczeciński biznesmen Ryszard M. oraz
dwaj byli radni Janusz W. i Krzysztof T., którzy mieli przyjąć od niego
gigantyczną łapówkę.
Podczas procesu prokurator Krystyna Kobrzyńska będzie musiała przekonać sąd,
że historia pewnej działki w podszczecińskim Wołczkowie to de facto
zakamuflowana "koperta". Ryszard M. sprzedał ową działkę pewnej firmie. Ta
sprzedała ją radnym za 190 tys. zł, a oni odsprzedali ją ponownie Ryszardowi
M. za 15,6 mln zł. Przed dwoma laty Ryszard M. tłumaczył "Gazecie": "Wszystko
jest warte tyle ile ktoś chce za to dać". Podczas procesu okaże się, czy uda
mu się tym argumentem przekonać sąd.
Zdaniem ABW i prokuratury, radni (najpierw AWS, później Niezależny Ruch
Społeczny Mariana Jurczyka) wzięli łapówkę za załatwienie atrakcyjnych
miejskich gruntów bez przetargu. Jak to było możliwe? W połowie lat 90.
powiązana z nimi Spółdzielnia Mieszkaniowa "Bryza" kupiła bez przetargu
działkę przy drodze prowadzącej do przejścia granicznego z Niemcami, bo
obiecywała, że postawi tam osiedle. Później jednak spółdzielnia przekazała
teren Bryzie SA - spółce kontrolowanej przez tych samych radnych, która - za
zgodą zarządu miasta - zmieniła przeznaczenie terenu z mieszkaniowego na
komercyjny. Ostatnim ruchem tej operacji była sprzedaż ziemi Francuzom z
gigantycznym zyskiem.
Zdaniem prokuratury najwięcej zarobił na tym interesie mózg całego
przedsięwzięcia Ryszard M., który miał kontakty z Francuzami. Biznesmen zwany
przez kolegów "Maruchą" zaczynał w latach 70. jako prywaciarz - jego warsztat
jako jedyny w Polsce produkował w oborze w Dołujach modne ówcześnie nakładki
na zderzaki do malucha, które miały dodawać tym autom szyku. Już po interesie
z Francuzami M. przeprowadził się do rezydencji na Florydzie.
15 mln zł to najwyższa kwota w ujawnionych dotychczas sprawach o wręczenie
łapówki w Polsce.