Dodaj do ulubionych

kolejny odszedł...

06.03.08, 09:18
zmarł Gustaw Holoubek (*)(*)(*)

wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=9728865&rfbawp=1204791352.223&ticaid=157b2
Obserwuj wątek
    • markochmeleski Re: kolejny odszedł... 06.03.08, 09:28
      (+)(+)(+)
    • bielszczanin Dyrektor Holoubek słucha 07.03.08, 15:22
      Teatr Ateneum mimo śmierci swojego dyrektora nie chciał wczoraj
      odwołać wieczornego przedstawienia. - Gustaw Holoubek nie pozwoliłby
      na to - podkreślali zgodnie aktorzy.

      Widzowie wchodzący przed godz. 19 do środka zatrzymywali się przed
      oszkloną gablotą ze zdjęciem mistrza. - Jestem w Warszawie tylko
      jeden dzień, wymyśliłyśmy z koleżanką, że pójdziemy do teatru,
      wcześniej zarezerwowałyśmy bilety. To był przypadek. Nie wiedziałam,
      że w dniu śmierci Holoubka trafię na spektakl, który powstał pod
      jego okiem reżyserskim - powiedziała pani Renata z Olsztyna.

      Olena Leonenko też nie wiedziała, że będzie grała w Ateneum w dniu
      śmierci kogoś tak bardzo dla niej ważnego. Premiera monodramu
      muzycznego "Ech raz jeszcze raz...", w którym znana pieśniarka
      śpiewa rosyjskie romanse, podwórkowe tanga, ludowe pieśni
      ukraińskie, ale też pieśni Okudżawy i Wysockiego, odbyła się
      zaledwie rok temu. Gustaw Holoubek był opiekunem artystycznym
      spektaklu. To była jego ostatnia praca reżyserska w Ateneum.

      - Nazywam się Olena Leonenko i od 6 rano płaczę - powiedziała,
      wychodząc na scenę. Przez moment zawahała się. Czy uda jej się
      zagrać, czy to jej granie ma w ogóle jakiś sens? - zdawała się pytać
      widzów.

      - Dyrektor Holoubek słucha, proszę grać - przekonywał ktoś z sali.

      - Oleńko, dasz radę - dochodziły głosy.

      Zamknęła oczy pełne łez i opowiedziała nam historię dziewczyny,
      która wychowała się w Kijowie, a któregoś dnia stamtąd uciekła.
      Miała wyjechać na miesiąc, a jest w Polsce już od 17 lat.
      Opowiedziała o ojcu, który śpiewał "nawet wtedy, kiedy był trzeźwy"
      i mamie, która nuciła po ukraińsku bardzo cicho, bo był to język
      zakazany. Ojciec otwierał balkon i puszczał ze szpulowego
      magnetofonu protestsongi Wysockiego. Ta intymna opowieść, w której
      aktorka pokazuje swój ból, kompleksy i wielki talent, była wczoraj
      szczególnie dotkliwa.

      - Jako Rosjanka jestem patetyczna, jako Ukrainka bardzo się tego
      wstydzę, a jako Polka próbuję do siebie nabrać dystansu - mówiła
      słowami ze spektaklu, które oddawały stan jej ducha.

      Na koniec zobaczyliśmy wreszcie jej piękny uśmiech. Widać było, że
      teraz chce śpiewać i może bisować do północy: - Dziękuję
      publiczności, że dodała mi sił w tym trudnym dla mnie dniu - mówiła.


      Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4998304.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka