badivan
07.07.08, 22:09
Jak dotąd to USA robi z nami, a właściwie na nas, biznes. Złomy F16, orżniecie na offsecie Iraku, dodatkowa grupa żołnierzy w Afganistanie, wizy i "polskie dowcipy". Nigdy nie byliśmy dla USA żadnych strategicznym partnerem, to czysta propaganda, zaklinanie deszczu. Dla USA znaczymy tyle co Uganda, albo Litwa, dzikie ludy gdzieś na drugim końcu świata.
Przyzwyczaiły się, zwłaszcza takie wsiórki z południa jak Bush i inni kowboje, że wizyta USA to zaszczyt dla pozostałych i teraz obrażeni, gdy się nie dajemy kolejny raz wykiwać. Miejscowe wsiórki równie zbulwersowane krzyczą o zniszczeniu stosunków z USA. I kto to mówi? Ten co z orędzia zrobił komedię, ten co kanclerz Niemiec umieścił miedzy pedałami z kanady i III Rzeszą. Gdyby w takim świetle jakikolwiek poważny prezydent poważnego państwa pokazał innego przywódcę europejskiego, byłby postrzegany jako prowincjonalny głupi Jasio. I tak też "mąż stanu" jest postrzegany.
Pora zrozumieć, że interesy Polski są w Europie, a strategicznym partnerem polski są Niemcy, z którymi powinniśmy utrzymywać jak najlepsze kontakty. I nie ma tu mowy o jakiejkolwiek polityce uległości. Niemcy będą szczęśliwe, jeśli po drugiej stronie znajdą normalnego i przewidywalnego partnera, takiego co jak powie, że podpisze, to po drodze dwadzieścia razy nie straszy, że nie podpisze. USA mają nas gdzieś. O dziwo PiS i ich wyznawcom to lokum bardzo odpowiada. Polityka szacunku dla samego siebie to taka polityka, która szanuje partnera i jednocześnie nie upadla własnego państwa.
Przyjmowanie w ciemno amerykańskich "złotych interesów", to jest polityka na kolanach. Pyskowanie do Niemców, to jest polityka zakompleksionych. Nie jesteśmy mocarstwem które kiedykolwiek zrobi wrażenie na USA, co nie znaczy, że mamy być pachołkiem USA. Niech sobie USA poszuka pachołków w Teksasie. Jesteśmy natomiast krajem na tyle dużym, że przy mądrej polityce i partnerskich kontaktach z Niemcami, możemy zamienić pyskowanie i straszenie destrukcyjnymi działaniami, na realne wpływy w Europie. Nie tarcza, a podpisanie traktatu i dopiero z tej pozycji lojalnego partnera można robić wszystko. Łącznie z bronieniem Irlandii. Irlandię można bronić z pozycji przewidywalnego państwa, nie paranoika co dostaje s_raczki po kartoflach i zachowuje się jak kapryśna stara panna. Nikt nie rozmawia z państwami, które jednego dnia mówią A, a drugiego B. Dwa lata musimy się przemęczyć, potem wybrać normalnego prezydenta i z normalnym rządem kręcić lody z Niemcami, jedynym realnym strategicznym partnerem Polski.