szpila555
04.10.08, 14:06
Jeszcze do końca nie ochłonąłem, gdy wjeżdżając w Studziwodzką zobaczyłem
przed sobą wyjeżdżającego z bocznej ulicy Sportowej prosto na mnie zielonego
Seata. Przez głowę przemknęła szybka myśl - co oni robią, specjalnie chcą się
zderzyć? Nie widza mnie? Za chwilę się zderzymy czołowo. Chyba cudem w ułamku
sekundy w ostatniej chwili odbiłem w lewo na lewy krawężnik, dodałem gazu.
Auta minęły się na milimetry. Gdyby ktoś jechał z naprzeciwka, byłaby tragedia
i czołowe zderzenie.
Stanąłem i zaparkowałem nieco dalej, ale adrenalina buzowała we mnie.
Wyskoczyłem z samochodu, podbiegłem do Seata. młodzi ludzie przepraszali, że
nie zauważyli mego auta. Tylko co z przeprosin jeśli chwila ich nieuwagi i
jazdy mogła drogo kosztować. Nie zauważyli znaku A7 ustąp pierwszeństwa.
Pewnie jeszcze żyli emocjami stadionowymi, gdyż akurat dużo pieszych szło
stamtąd.
Uważajmy jeżdżąc w mieście, nawet mając pierwszeństwo, ktoś może nagle
wyjechać z bocznej ulicy, czy to rowerzysta, czy tez samochód. Do tragedii
wtedy brakuje niewiele.
Ufff ulżyło mi :)