Dodaj do ulubionych

Pulpetacje

13.07.12, 20:48
Czyli irytacje 'Pulpecją' - zainspirowane tym ;)

Mnie w sumie mało irytuje. Ale sceny maturalnej, sceny skargi pani Dąbek-Nowackiej czy sceny innych przejawów olania Pulpy przez rodzinę znieść bez zgrzytu zębów nie mogę. Mam wrażenie, że podejście do niej nie zmieniło się od KK - to ta jowialna Pulpa, której nic nie rusza i która zawsze sobie poradzi, to co sobie będziemy głowę zawracać.
I chyba sobie zaraz wyjmę P. (choć miałam w planach 'Klapsy polskie' Kurkiewicza) i wynotuję ogryzkiem ołówka przy kaganku różne inne zniesmaczki.

Kto da więcej?
Obserwuj wątek
    • guineapigs Re: Pulpetacje 13.07.12, 21:30
      Mnie to przede wszystkim dziwi, ze rodzice wrecz zapominaja o tej maturze. W jakim domu moze tak byc?
      A co mnie w Pulpecji razi - to nie tyle cos z akcji, ale sama Pulpa, tak lekcewarzaca absztyfikantow. Jacy by nie byli - to w koncu ludzie i maja uczucia.
      • pi.asia Re: Pulpetacje 13.07.12, 21:58
        Zachowanie Pulpy wobec adoratorów jest żenujące.
        Zresztą Pulpa i wobec Romy nie potrafi być w porządku. Ok, bywa, że dwóm przyjaciółkom podoba się ten sam facet, ale tu jest taka nieszczerość i zakłamanie, że aż zęby bolą.

        I ciekawe jest to, że ta sama Pulpa, dla której każdy facet to podludź niezasługujący na szacunek, obcemu facetowi składa koszulkę i dżinsy w kosteczkę, i przyciska to klapkami. Żeby miał ładnie.
        • vi_san Re: Pulpetacje 28.11.12, 14:05
          Dla mnie w postępowaniu Pulpy wobec [podobno] przyjaciółki szczególnie ohydne jest to, że do wyznania Romy, że jej się Baltona podoba - Pulpet właściwie go nie dostrzegał, a jeśli już to z ironią o jego pozowaniu na czarnego księcia z buraczkowymi włosami... I "zakochanie" na nią padło właściwie dopiero wtedy, gdy usłyszała wprost, że podoba się jej przyjaciółce... To ma być przyjaźń? Chyba w myśl zasady "Strzeż mnie, Boże, od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam". Patrycja postąpiła paskudnie, powiem więcej: podle. Sama WIEDZIAŁA, że jest ładna, że się podoba chłopakom, i w porównaniu wiedziała, że Roma atrakcyjna nie jest. Mogła mieć każdego chłopaka - musiała sięgnąć akurat po tego jednego, w którym kochała się jej przyjaciółka?
          • klymenystra Re: Pulpetacje 29.11.12, 23:13
            Na nia spadla swiadomosc zakochania wtedy. No coz, to byla nastolatka, niekoniecznie w wieku 18 lat umie sie walczyc z uczuciem.
            • vi_san Re: Pulpetacje 30.11.12, 07:39
              Z uczuciem - nie. Ale już z własnym zachowaniem - można. O ile się chce. Gdyby Pulpa zakochawszy się w Baltonie [o dziwo, dostrzegła go w ogóle dopiero po tym, jak Roma wyznała jej, że jest w nim zakochana, w TEJ SAMEJ rozmowie, chwilę wcześniej mówi, że nie miałby u niej szans!], ale uznawszy, że to ukochany przyjaciółki dała mu do zrozumienia, że może spadać na drzewo - była by w porządku. Postąpiłaby wbrew swoim uczuciom, ale lojalnie w przyjaźni. Gdyby zaczęła cokolwiek z Baltoną, gdy Roma załamana niemożnością realizacji młodzieńczej miłości [przez brak współpracy Floriana] zaręczyła się z tym jak mu tam medykiem - byłaby ok - jej przyjaciółka kocha innego [w każdym razie z innym buduje związek], droga wolna. Ale nie, po co? Dla mnie właściwie od rozmowy z Romcią w Patrycji zmienia się stosunek do Baltony, od razu, właściwie od ręki. Czyli spowodowało to konkre4tnie zwierzenie Romy. I dlatego postępowanie Patrycji wydaje mi się po prostu podłe. Może dlatego, że miałam taką koleżankę - śliczna, atrakcyjna i interesowali ją tylko "zajęci" chłopacy, rozbiła kilka naprawdę fajnych związków, a ukoronowaniem jej działań, było rozbicie zaręczyn "najlepszej przyjaciółki". I jej tłumaczenie "Na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone". Cóż, poślubiła tego exnarzeczonego swojej przyjaciółki, jest z nim ponoć szczęśliwa... Ale sytuacja moim zdaniem świadczy o wrednym charakterze i tyle.
              • emae Re: Pulpetacje 30.11.12, 08:19
                vi_san napisała:

                > Z uczuciem - nie. Ale już z własnym zachowaniem - można. O ile się chce. Gdyby
                > Pulpa zakochawszy się w Baltonie (...), ale uznawszy, że to ukochany przyj
                > aciółki dała mu do zrozumienia, że może spadać na drzewo - była by w porządku.
                > Postąpiłaby wbrew swoim uczuciom, ale lojalnie w przyjaźni. Gdyby zaczęła cokol
                > wiek z Baltoną, gdy Roma załamana niemożnością realizacji młodzieńczej miłości
                > [przez brak współpracy Floriana] zaręczyła się z tym jak mu tam medykiem - była
                > by ok - jej przyjaciółka kocha innego [w każdym razie z innym buduje związek],
                > droga wolna. Ale nie, po co? Dla mnie właściwie od rozmowy z Romcią w Patrycji
                > zmienia się stosunek do Baltony, od razu, właściwie od ręki. Czyli spowodowało
                > to konkre4tnie zwierzenie Romy. I dlatego postępowanie Patrycji wydaje mi się p
                > o prostu podłe. Może dlatego, że miałam taką koleżankę - śliczna, atrakcyjna i
                > interesowali ją tylko "zajęci" chłopacy, rozbiła kilka naprawdę fajnych związkó
                > w, a ukoronowaniem jej działań, było rozbicie zaręczyn "najlepszej przyjaciółki
                (...)

                Przecież Patrycja dawała Baltonie do zrozumienia, że może spadać na drzewo. Przez długi czas. I jeszcze w tym czasie Roma przestała interesować się Baltoną i zainteresowała się Wojtkiem. A potem znalazła tego George'a Clooneya. Może Roma nie była jakoś strasznie stała w uczuciach, zwłaszcza niespełnionych i jak jej nie wyszło z chłopakiem, dość szybko znajdowała następny obiekt?
                Rozumiem, że piszesz o wrednej koleżance odbijającej przyjaciółkom narzeczonych i rozbijającej związki. Ale Baltona nie był narzeczonym, Roma nie była w związku. Kiedy na jedyną imprezę Roma idzie "w parze" z Baltoną, Patrycja przychodzi tam z Marcelkiem, a Baltonę traktuje wręcz z niechęcią.
      • the_dzidka Re: Pulpetacje 13.07.12, 22:26
        Za błąd ortograficzny guineapigs, zgodnie z forumową tradycją, zostaje skazana na wejście na Śnieżkę z transparentem KOHAM MAŻENKE i odśpiewanie na szczycie "Rozmowy przez ocean" Maryli Rodowicz :)

        • guineapigs Re: Pulpetacje 14.07.12, 11:18
          Nie wiem, co powiedziec... Mea culpa i kare poniesc musze. Mam jednak prosbe: bez spiewania, moge wyrecytowac z uczuciem, bez polykania koncowek, ale bez spiewania. Nie o mnie chodzi, ale o tych ludzi, ktorzy tam beda. Ja nie Laura, spiewanie to u mnie naprawde jest zalosne.
          Aha, i czy moze byc cos w Beskidzie Niskim zamiast Sniezki? Albo przynajmniej Bieszczady? Mialabym pod nosem, a tak to musze gnac taki kawal...
          ALe jak mi pozwolisz wdrapac sie np. na Cergowa, Liwocz itp, i tam wyrecytowac - to obiecuje, ze to zrobie.
      • klymenystra Re: Pulpetacje 13.07.12, 23:58
        E tam, Pulpa ma 18 lat - w tym wieku łamanie serc jest wielką przyjemnością. Sama lekceważyłam, wykorzystywałam i generalnie byłam femme fatale w liceum. Potem mi przeszło.
    • nessie-jp Re: Pulpetacje 14.07.12, 02:10
      Mnie uderza w tej książce, jak bardzo Pulpa jest w sumie sama ze swoimi problemami. I to nie tylko z zakochaniem, bo to rzecz jasna nie jest rzecz, w której potrzebne są grupowe porady, ale właśnie tego miotania się okołomaturalnego, pomysłów na dalsze życie (sprowadzających się do wykpiwanych przez panią M. garsonek w pepitkę).

      Taka niby liczna, zgrana, kochająca się rodzina, a jedyne, co mają do powiedzienia to "ja nie rozumiem, jak osoba z dostępem do książek mogła nie zdać matury".

      Tych książek zresztą w domu Borejków zdecydowanie brak
      • nikadaw1 Re: Pulpetacje 15.07.12, 21:33

        > Tych książek zresztą w domu Borejków zdecydowanie brak
        • nessie-jp Re: Pulpetacje 15.07.12, 22:55
          Nie no, jednak w przypadku książek ilość nie przechodzi w jakość. Żadna zresztą ilość literatury określanej pogardliwie mianem kobiecej, żadne pozycje humanistyczne i żadne wiersze, niezależnie od liczby pochoniętych tomików, nie rozwiną w dziecku zainteresowania MATEMATYKĄ i naukami ścisłymi.

          Pierwsze wzmianki o tym, że borejcze dzieci czytają cokolwiek innego niż rzymscy klasycy, to Larousse (kupiony bodajże Laurze przez dziadka i chwała mu za to!)

          Absolutnym błędem jest robić Pulpie wyrzuty (a takie wyrzuty robi jej rodzina), że przecież w domu jest tyle książek i ona jest oczytana, w związku z czym powinna maturę zdać. Bo jak wiadomo, klepanie na pamięć formułek po łacinie świetnie pozwala obliczyć pole prostopadłościanu.
          • nikadaw1 Re: Pulpetacje 16.07.12, 01:11
            obliczania pola prostopadłościanu to człowiek zasadniczo uczy się z podręczników do matematyki, stosownych do danej klasy. a tych myślę nie brakowało u Borejków. jeśli były w wakacje sprzedawane w antykwariacie, to następnego roku kupowało się nowe.
            zresztą. ja nie jestem przekonana, czy ze starych książek można się dobrze uczyć nauk ścisłych. próbowałam w liceum sięgać do książek mojego ojca z fizyki i chemii. nic z nich nie rozumiałam, jakoś inaczej było to pisane.

            w Rękopisie znaleziony w Saragossie jest scena, jak pewien młody człowiek w odosobnieniu sam odkrywa pewne zasady matematyczne przez liczenie kwadratów na dziedzińcu, czy coś. nie z książek. matematyka, ta mniej zaawansowana to w pewnym sensie sztuka obserwowania świata, w swych podwalinach bliska starożytnym Grekom, jak Pitagoras, i w pewnością nie była Borejkom obca. Mila dotrwała prawie do końca studiów ekonomicznych, a Ignac przechadzał się z GW w łapie, czytał notowania giełdowe (drukowane w gazecie, he he) i wykrzykiwał "jakie to nieskomplikowane".
            • nessie-jp Re: Pulpetacje 16.07.12, 13:28
              nikadaw1 napisała:

              > obliczania pola prostopadłościanu to człowiek zasadniczo uczy się z podręcznikó
              > w do matematyki, stosownych do danej klasy. a tych myślę nie brakowało u Borejk
              > ów. jeśli były w wakacje sprzedawane w antykwariacie, to następnego roku kupowa
              > ło się nowe.
              > zresztą. ja nie jestem przekonana, czy ze starych książek można się dobrze uczy
              > ć nauk ścisłych

              Ale ja o czym innym mówię.

              Podam ci przykład. U mnie w domu, bynajmniej nie inteligenckim, na półkach obok antologii wierszy i powieści stały:

              - "Chemia i życie" (popularnonaukowa książeczka przybliżająca laikom podstawy chemii organicznej)

              - "Biologia" Ville (chyba zmasakrowałam nazwisko autora, ale dawno to było, wybaczcie)

              - "Cukier z gazety" (historyjki dla dzieci o tym, jak działa nauka)

              A w domu oprócz beletrystyki i "literatury kobiecej" z rozmysłem kupowało się i wtykało dzieciom do czytania takie rzeczy, jak np. science fiction (z naciskiem na science) czy przygody detektywa, który rozwikływał chemiczne zagadki popełniane przez pomysłowych przestępców i fałszerzy.

              W domu przy stole była mowa zarówno o tym, jak najłatwiej obliczyć powierzchnię placka z rabarbarem, żeby było sprawiedliwie, o tym, jak działa półprzewodnik, a jak cały przewodnik, co to jest tranzystor i dlaczego komputer rozumie tylko dwie rzeczy: tak albo nie.

              Ja z tego wyniosłam nie tyle wiedzę, bo oczywiście wiele rzeczy zapominało się natychmiast, ale raczej przekonanie, że nauki ścisłe to nie jest coś, przed czym się trzeba kulić z płaczem, jak Borejkówny. Tylko coś, co owszem, bywa zawiłe, ale jest również cholernie ciekawe i FAJNE.

              Borejkowie przed etapem Laury nie uczą swoich dzieci w taki sposób. Nawet eksperymenty fizyczne małej Pulpy (głupi pieniądz bo tonie) musiała dziewczynka przeprowadzać sama.
              • soova Re: Pulpetacje 16.07.12, 13:51
                <Borejkowie przed etapem Laury nie uczą swoich dzieci w taki sposób. Nawet eksperymenty fizyczne małej Pulpy (głupi pieniądz bo tonie) musiała dziewczynka przeprowadzać sama.>

                Z drugiej strony: kto ma się takim nauczaniem zajmować? Oderwany od życia filolog klasyczny Ignacy czy była kandydatka na ekonomistkę, a na własne życzenie dziergaczka swetrów i szorowaczka wanny Mila? Dla mnie to i tak cud, że Gaba poradziła sobie sama z klasówką z fizyki u Pieroga - archetypu nielubianego nauczyciela przedmiotów ścisłych przecież.
              • meduza7 Re: Pulpetacje 18.07.12, 17:31
                >czy przygody detektywa, który rozwikływał chemiczne zagadki popeł
                > niane przez pomysłowych przestępców i fałszerzy.

                Ej, to nie były przypadkiem "Przygody z Ma-che-fim"? (albo zagadki, albo wędrówki, nie pamiętam). Granatowa okładka, na niej taki czarny ludek tropiący ślady za pomocą wielkiej lupy?
                • nessie-jp Re: Pulpetacje 18.07.12, 18:58
                  A nie, to moje to były zdaje się "Przygody chemiczne Sherlocka Holmesa", polskiego autora. Tytuł w dzisiejszych czasach cokolwiek dwuznaczny, jednak książka nie dotyczyła nadużywania substancji psychoaktywnych, tylko tropienia przestępców, którzy np. chcieli doprowadzić do ruiny farmaceutę produkującego kosmetyki i domieszali do pudru składnik powodujący, że godzinę po upudrowaniu noska stawał się on jadowicie czerwony :)
                  • the_dzidka Re: Pulpetacje 19.07.12, 09:27
                    > A nie, to moje to były zdaje się "Przygody chemiczne Sherlocka Holmesa", polski
                    > ego autora. Tytuł w dzisiejszych czasach cokolwiek dwuznaczny, jednak książka n
                    > ie dotyczyła nadużywania substancji psychoaktywnych, tylko tropienia przestępcó
                    > w, którzy np. chcieli doprowadzić do ruiny farmaceutę produkującego kosmetyki i
                    > domieszali do pudru składnik powodujący, że godzinę po upudrowaniu noska stawa
                    > ł się on jadowicie czerwony :)

                    Czytałam :) Właśnie między innymi dzięki takim książkom zdecydowałam się studiować chemię :)

                    A z przygód z Machefim nauczyłam się, że w próżni nie rozchodzi się dźwięk, o :)
        • nessie-jp Re: Pulpetacje 15.07.12, 23:12
          Pardon, umknęło mi:

          > Pulpa oblała nie dlatego, że jej brakowało wiedzy,
          > ale przygotowania i pozbiera
          > nia psychicznego. (...)

          > czy ktoś pamięta z jakich przedmiotów Pulpa zdawała?

          Wtedy na pewno obowiązkowy był pisemny polski i jeden przedmiot do wyboru. Pulpa zdawała pisemnie matmę i napisała ją słabo, ale zdała. Ustnie musiała w związku z tym zdawać również matmę, obowiązkowy polski oraz język.

          W gruncie rzeczy skoro zdała matmę pisemną, to nauczyła się
          • filifionka-listopadowa Wycinek z książki- zdawane przedmioty 16.07.12, 00:19
            nessie-jp napisała:

            > Pardon, umknęło mi:
            >
            > > Pulpa oblała nie dlatego, że jej brakowało wiedzy,
            > > ale przygotowania i pozbiera
            > > nia psychicznego. (...)
            >
            > > czy ktoś pamięta z jakich przedmiotów Pulpa zdawała?
            >
            > Wtedy na pewno obowiązkowy był pisemny polski i jeden przedmiot do wyboru. Pulp
            > a zdawała pisemnie matmę i napisała ją słabo, ale zdała. Ustnie musiała w związ
            > ku z tym zdawać również matmę, obowiązkowy polski oraz język.

            Znalazłam, co dokładnie zdawała Patrycja:


            - Która godzina?
            - Ciut po siódmej. Wiesz, mam w tej chwili niezbite przekonanie, że zdam tę maturę - oświadczyła Patrycja i całą powierzchnią pleców wyczuła, że siostra trzęsie się ze śmiechu.
            - Byłoby to naprawdę cudowne i bardzo, bardzo dziwne - powiedziała Natalia wreszcie, gdy już skończyła z wysyłaniem ciepłego „Hi-hi, hu-hu” pomiędzy łopatki Patrycji. – Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy to ja ostatnio widziałam cię z książką.
            - Może źle patrzysz.
            - Polski, angielski, matematyka. Tym ostatnim zwłaszcza się martwię. Dlaczego ty wybrałaś matmę do zdawania?!
            - Przecież wiesz, że kiedy kazali wybierać, chciałam iść na anglistykę. Wszyscy mi w klasie gadali, że to bez przyszłości i ze trzeba iść na prawo albo ekonomię. To zdecydowałam, że na ekonomię, a tam się zdaje matmę - wyrzekłszy te słowa, Patrycja skrzywiła się boleśnie i dodała: - Moje gratulacje, siostrzyczko. Udało ci się popsuć mi humor.
            - I w dalszym ciągu zamierzasz walczyć o tę ekonomię? - nudziła Nutria. - Przecież na to teraz wszyscy zdają, tam będą tłumy! I dlaczego w ogóle uległaś modzie? Taka zawsze jesteś przeciwna wszelkim modom i konwenansom, co cię napadło?
            Patrycja sama sobie zadawała to pytanie aż nazbyt często. Ze złością odplątała ramiona Nutrii ze swej talii i ruszyła w głąb pokoju, zapominając o chmurce, która zresztą i tak powoli znikała za dachami Dąbrowskiego.
            - Dajcie wy mi wszyscy święty spokój! - wybuchnęła. - Czy ja naprawdę już, teraz, muszę koniecznie wiedzieć, co chcę robić w życiu, kim zostać i tak dalej?! Nie wiem!!! Nie mam pojęcia - tu Patrycja zdjęła przez głowę bluzę piżamy i mamrotała gniewnie w tkaninę: - Może będę sprzedawać kurczaki w budce, a może skończę kurs sekretarek, a może będę barmanką! - cisnęła piżamę na łóżko i założyła haleczkę. - Każdy może być wartościowym człowiekiem, niezależnie od tego, co robi!!
            - Bo ja wiem... - zaczęła Natalia, ale siostra już jej nie słuchała. Odziana tylko w haleczkę, gwałtownie opuściła pokój, kierując się ku łazience.
            • soova Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 16.07.12, 11:21
              Przecież wiesz, że kiedy kazali wybierać, chciałam iść na anglistykę. Wszyscy mi w klasie gadali, że to bez przyszłości i ze trzeba iść na prawo albo ekonomię. To zdecydowałam, że na ekonomię, a tam się zdaje matmę

              Paranoja. Czyli u Borejków nie dość, że nikogo nie interesuje matura najmłodszej córki, to jeszcze wygląda na to, że wyborem kierunku studiów, czyli, było nie było, w pewnym sensie drogi życiowej, zainteresowała się dopiero starsza siostra. W dniu matury.
              • filifionka-listopadowa Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 16.07.12, 12:58
                soova napisała:
                > Paranoja. Czyli u Borejków nie dość, że nikogo nie interesuje matura najmłodsze
                > j córki, to jeszcze wygląda na to, że wyborem kierunku studiów, czyli, było nie
                > było, w pewnym sensie drogi życiowej, zainteresowała się dopiero starsza siost
                > ra. W dniu matury.

                Akurat ta scen opatrzona jest datą: 1 kwietnia 1992, Prima aprilis. Ale i tak zdecydowanie za późno. Ja bez problemu jestem wstanie wyobrazić sobie Pulpę na anglistyce.
            • kebbe Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 25.11.12, 21:36
              "Wreszcie jednak Kopciuszek (wielka rola Tygryska) łkając padł na mogiłę matczyną (duża walizka, okryta zieloną krepą) i przy wtórze słodkiej muzyki z magnetofonu doznał wizji kojącej jego ból (Pyza w majtkach i białej przezroczystej firance, biegnąca truchtem w poprzek sceny, w charakterze ducha matki) "

              oszty w mordę...Patrz, jakoś zapomniałam całkiem o tej proroczej wizji ;)
              • bupu Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 28.11.12, 19:26
                kebbe napisała:

                > "Wreszcie jednak Kopciuszek (wielka rola Tygryska) łkając padł na mogiłę matczy
                > ną (duża walizka, okryta zieloną krepą) i przy wtórze słodkiej muzyki z magneto
                > fonu doznał wizji kojącej jego ból (Pyza w majtkach i białej przezroczystej fir
                > ance, biegnąca truchtem w poprzek sceny, w charakterze ducha matki) "
                >
                > oszty w mordę...Patrz, jakoś zapomniałam całkiem o tej proroczej wizji ;)

                Tak nawiasem mówiąc, świecąca negliżem w firance Pyza, nie była słodkim dzieciątkiem w wieku przedszkolnym, ale niespełna jedenastoletnią pannicą, która właśnie wkroczyła w wiek dojrzewania.
                • emusia Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 29.11.12, 08:17
                  Też mi to zawsze jakoś niepasowało.

                  Nie pasowało mi też to, że z tego co pamiętam to cytowana wyżej scena była sceną finałową. Ja natomiast wychowana na Disneyowskiej wersji tej bajki przekonana byłam, że finał Kopciuszka to ślub z Księciem, który odnalazł ją poprzez dopasowanie kryształowego pantofelka. Czyżby oryginalna wersja aż tak bardzo się różniła?
                  • klymenystra Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 29.11.12, 23:16
                    Wersja Grimmów jest zupełnie inna - nie ma dobrej wróżki, piekne suknie na bal i pantofelki dawane sa Kopciuszkowi przez grób matki, gdzie dziewczyna chodzi płakac. To jest tez ta wersja, gdzie wystepuje ucinanie palcow i piety ("Powstrzymaj koniczka, krew plynie z trzewiczka, a prawdziwa narzeczona w domu zostawiona"). Disney jest mocno uproszczony i kiczowaty.
                • laura_zwana_tygrysem Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 29.11.12, 13:57
                  Z całą pewnością przez tę firankę prześwitywał bezwstydnie rozwinięty biust, a gołe nogi powinno się przyzwoicie zakrywać, zwłaszcza kiedy się ma 10 lat i wkracza w wiek dojrzewania.

                  Większy niesmak odczułam po przeczytaniu Twojego posta, niż po wizji dziesięcioletniej dziewczynki owiniętej firanką.
                  • soova Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 29.11.12, 14:04
                    A propos biustu, to niewykluczone, że w czasach dzieci karmionych przemysłowymi kurczakami u Pyzy już mogło się tam coś pojawić. Oczywiście, że to była tylko zabawa w teatr, ale czy krytyka stroju "aktorki" zasługuje na aż taką reakcję o niesmaku?
                  • bupu Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 29.11.12, 21:31
                    laura_zwana_tygrysem napisała:

                    > Z całą pewnością przez tę firankę prześwitywał bezwstydnie rozwinięty biust, a
                    > gołe nogi powinno się przyzwoicie zakrywać, zwłaszcza kiedy się ma 10 lat i wkr
                    > acza w wiek dojrzewania.
                    >
                    > Większy niesmak odczułam po przeczytaniu Twojego posta, niż po wizji dziesięcio
                    > letniej dziewczynki owiniętej firanką.

                    No patrz, a ja nawet nie miałam na myśli tego, że Pyzie coś tam prześwitywało, ani że powinna się zakryć po szyję. Chodziło mi tylko o to, że trudno mi sobie wyobrazić dziewczynkę w tym wieku, której może coś tam już pączkuje i która nabywa świadomości własnego ciała, paradującą przed rodziną w przezroczystej firance. Li i jedynie.
                    • emae Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 30.11.12, 08:25
                      bupu napisała:

                      > Chodziło mi tylko o to, że trudno mi sobie
                      > wyobrazić dziewczynkę w tym wieku, której może coś tam już pączkuje i która nab
                      > ywa świadomości własnego ciała, paradującą przed rodziną w przezroczystej firan
                      > ce. Li i jedynie.

                      Przyznam uczciwie, że dopiero czytając tę dyskusję uświadomiłam sobie, że Pyza nie jest w tej scenie pociesznym dzieciakiem w wieku powiedzmy 8 lat. Tak ją zawsze widziałam i mam wrażenie, że autorka też...
                      11 lat to już nie jest wcale taki smarkaty wiek. Niektóre dziewczyny miesiączkują wtedy. Pyza szybko rośnie i jest okrąglutka - raczej pewne, że ma już biust. U mnie w klasie dziewczynki miały.
                      Z drugiej strony, firanka może być nieprzezroczysta :) Gaba przecież poszła na Sylwestra w sukni z firanki :)
                      • ginny22 Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 30.11.12, 09:54
                        A to jest bardzo ciekawe spostrzeżenie, to o 11 latach i firance. Znaczy, że pani MM upupiała nieletnie bohaterki jeszcze przed epoką Łusi, która jest jakieś 5 lat do tyłu w rozwoju emocjonalnym i społecznym,
                      • kajaanna Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 30.11.12, 09:55
                        > Z drugiej strony, firanka może być nieprzezroczysta :) Gaba przecież poszła na
                        > Sylwestra w sukni z firanki :)

                        Pod firanką Gaba miała przeciwreumatyczny podkoszulek ojca.
                        Nie była tylko w majtkach, owinięta firanką, jak Pulpa. Choć może wtedy jej życie potoczyłoby się inaczej...

                        A co do jedenastoletniej, półnagiej Pulpy - to jest wiek, kiedy dziewczynki są ogromnie wstydliwe.
                        • jottka Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 30.11.12, 12:22
                          faktycznie:) też żyłam w przekonaniu, że w czasach tej sceny pyza ma jakieś 5-6 latek... nieno, nie wierzę w jedenastolatkę (to już czwarta czy piąta klasa?), która lata goła do pasa przed krewnymi-i-znajomymi, niezależnie od tego, czy coś tam jej kusząco prześwituje spod tej firanki czy nie.
                      • bupu Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 30.11.12, 17:12
                        > Przyznam uczciwie, że dopiero czytając tę dyskusję uświadomiłam sobie, że Pyza
                        > nie jest w tej scenie pociesznym dzieciakiem w wieku powiedzmy 8 lat. Tak ją za
                        > wsze widziałam i mam wrażenie, że autorka też...

                        No więc też tak długo Pyzę w "Pulpecji" potrzegałam, dopóki nie popatrzyłam na jej datę urodzenia i nie policzyłam troszku. I wtedy się zrobiło jakby gorzej, bo zachowania Pyzy nijak do dziewczynki prawie już jedenastoletniej nie pasują.

                        > 11 lat to już nie jest wcale taki smarkaty wiek. Niektóre dziewczyny miesiączku
                        > ją wtedy. Pyza szybko rośnie i jest okrąglutka - raczej pewne, że ma już biust.
                        > U mnie w klasie dziewczynki miały.
                        > Z drugiej strony, firanka może być nieprzezroczysta :) Gaba przecież poszła na
                        > Sylwestra w sukni z firanki :)

                        To akurat w tekście stoi jak byk, że firanka była przezroczysta. Dlatego się dziwię, w tym wieku, kiedy się z ciałem zaczynają dziać dziwne rzeczy, dziewczyny są na ogół szalenie wstydliwe i nieskłonne raczej do paradowania w prześwitujących firanach i majtkach na czyichkolwiek oczach.
                        • laura_zwana_tygrysem Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 03.12.12, 21:08
                          Na marginesie, to Pyza w NiN zachowywała się wyjątkowo infantylnie i mam wrażenie, że po to aby Nutria miała pod opieką dwie kłopotliwe siostrzenice. :D MM nagięła psychologię Pyzy, żeby lepiej pasowała do historii, którą chciała napisać. W Dziecku Piątku Pyza wydała mi się normalną, uroczą dziewczynką, której młodsza siostra sprawia problemy, ale którą jest w stanie przegadać i opanować kiedy trzeba. :)

                          Co do zawstydzenia - jeżeli nic nie prześwitywało, to nie widzę powodu żeby pozbawiona (zapewne jeszcze...) kompleksów dziewczynka miała się wstydzić teatralnej kreacji złożonej ze zwiewnej w moich wyobrażeniach firanki i majtek. Właściwie to znam rodziny gdzie nagość nie jest żadną tajemnicą. Latem odsłonięte nogi i ramiona też nie są niczym niezwykłym - szorty i bluzki na ramiączkach, stroje kąpielowe...
                          • bupu Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 03.12.12, 21:36
                            > Co do zawstydzenia - jeżeli nic nie prześwitywało, to nie widzę powodu żeby poz
                            > bawiona (zapewne jeszcze...) kompleksów dziewczynka miała się wstydzić teatraln
                            > ej kreacji złożonej ze zwiewnej w moich wyobrażeniach firanki i majtek.

                            Ty nie widzisz, dziewczynki w tym wieku na ogół widzą. A firanka była, co stoi jak byk w opisie, przezroczysta.
                            • laura_zwana_tygrysem Re: Wycinek z książki- zdawane przedmioty 03.12.12, 22:12
                              Dobrze pamiętam ten wiek i też widziałam, może dlatego tak mnie to ubodło. Zazdrościłam koleżankom, które nie widziały problemu, odbierałam ich nastawienie i relacje z otoczeniem jako normalniejsze od moich. Opis opisem, ale ja przezroczystość tej firanki widzę bardziej jak przejrzystość i zwiewność, a nie negliż, przez który widać cielisty kolor czy domniemywane krągłości. No, ale może być tak że się mylę - zwłaszcza z moją skłonnością do widzenia wszędzie przenośni i zaokrąglania wypowiedzi do mniej dosłownych znaczeń. ;)
    • truscaveczka Re: Pulpetacje 14.07.12, 07:40
      Swoją drogą - czy Roma jest tu czarnym charakterem drugoplanowym? Reprezentuje antywartości - od żucia gumy, farbowanych włosów, mocnego makijażu i czarnych ciuchów po czytanie "Toksycznych rodziców" z przyjemnością i odnoszeniem ich do własnego życia (a przecież rodziców się kocha automatycznie, jacy by nie byli, nespa?).
      • kkokos Re: Pulpetacje 14.07.12, 09:17
        truscaveczka napisała:

        > Swoją drogą - czy Roma jest tu czarnym charakterem drugoplanowym? Reprezentuje
        > antywartości - od żucia gumy, farbowanych włosów, mocnego makijażu i czarnych c
        > iuchów po czytanie "Toksycznych rodziców" z przyjemnością i odnoszeniem ich do
        > własnego życia

        a jaka przy tym jest nieszczęśliwa! jakby gumy nie żuła, włosów nie farbowała, a w uwielbianych rodzicach - niezależnie od ich zachowania - widziała jedynie opokę bez najmniejszej rysy, to by od razu była weselsza :)
        • ananke666 Re: Pulpetacje 14.07.12, 12:15
          A farbuje włosy?
          • truscaveczka Re: Pulpetacje 14.07.12, 20:21
            Zdaje się, że nawet na kilka kolorów (scena czytania książki pod choinką).
            • ananke666 Re: Pulpetacje 14.07.12, 20:31
              Skąd, blondynki często tak mają, że naturalne włosy są w kilku odcieniach.
              • truscaveczka Re: Pulpetacje 14.07.12, 21:54
                Co ty nie powiesz? - zdziwiła się Trus, odrzucając z twarzy spłowiałą od słońca grzywkę i krytycznie oglądając bure włosy spod spodu.
                Ku mojemu zdumieniu jednak włosy mam wielokolorowe tylko wiosną i latem. Strzygąca się chyba krótko Romcia obcięłaby do świąt letnie spłowiaje?
                No, ale się kłócić nie będę, czytam flejma u Superniani na FB - o biciu dzieci.
                • ananke666 Re: Pulpetacje 15.07.12, 01:10
                  Ja tam średnio kumata jeśli o blondynki chodzi, ale w oczach mi stoją jaśniejsze i ciemniejsze pasma na głowach dwóch koleżanek, z czego jedna ma śliczny, jasny blond.
                • mankencja Re: Pulpetacje 18.07.12, 16:29
                  na ilustracji podpisanej "6 stycznia 1992, trzech króli" Romcia ma włosy przynajmniej do ramion
      • guineapigs Re: Pulpetacje 14.07.12, 11:32
        A mnie uderzylo takie przeciwstawienie fizyczne Romy i Patrycji: Roma jest chuda, ,nosi sie' z lekka awangardowo, ma szczupla twarz, maly nosek i zdaje sie duze usta. Pulpa - kragla, loczki, ubiera sie chyba 'klasycznie', czyli bez szalenstw.
        Pulpa to pieknosc, Roma - jakas taka niby brzydka, trudna do zauwazenia?
        Ale tak jakby spojrzec obiektywnie, to Roma ma wszelkie cechy modelki (nie wiem, jak ze wzrostem), jakos tak kojarzy mi sie.
        Ale rzeczywiscie zachowuje sie dziwnie, jest jakas schowana, niepewna siebie, a przeciez jako dziecko byla mozna powiedziec 'przebojowa'. Inteligentna, wyszczekana, wesola. Tomek taki pozostal - Roma zmienila sie w jaks 'myszke'.
        • verdana Re: Pulpetacje 14.07.12, 17:48
          Piszę jako matka przyszłorocznego maturzysty, trzeciego w kolejce, wiec też niby dla rodziny żadna nowość.
          No żesz - matura to moment, kiedy nawet tak olewajacy szkołę rodzice jak nizej podpisana, zaczynają wypytywać krewnych i znajomych o jakiś korepetytorów (żeby nie było, w sama miałam, podobnie jak 3/4 klasy), kursy, kupują sami, albo dają dziecięciu kasę na niezliczoną ilość kompendiów i podreczników, wysłuchują rozwazań, na co najlepiej zdawać i tłumią (albo nie tłumią) porady rodziny i rodzeństwa, z których każde radzi co innego, zarazem zdecydowanie odradzając oczywiście to jedyne, co sobie nieszczęsny maturzysta wybrał.
          Zapomnienie o maturze w rodzinie, gdzie choćby jedna osoba pozostaje trzeźwa i nie siedzi w więzieniu jest zwyczajnie niemożliwe. O maturze to zapomniał ojciec przyjaciółki mojej córki, alkoholik, który zapił w przededniu. Jest to jedyny wypadek o jakim słyszałam kiedykolwiek.
          Nie mówiąc już o tym, ze maturzysta, którego rodzina zapomniała o maturze, szczególnie jeśli wiadomo, ze miał problemy chyba jednak żywiłby dozgonny żal, a nie przeszedł nad tym do porzadku dziennego.
          • pi.asia Re: Pulpetacje 14.07.12, 20:20
            No to u mnie było prawie tak jak u Borejków - zainteresowanie nikłe. Powody były dwa - po pierwsze rodzice nie mieli wątpliwości że zdam, więc nie robili z mojej matury wielkiego halo. A po drugie - akurat w czasie matur był zamach na papieża, co zepchnęło na dalszy plan inne sprawy.
            Ale po wszystkim dostałam w prezencie nowy zegarek ;)
            A w podstawówce zawsze na zakończenie roku mama brała nas na lody do prawdziwej dorosłej kawiarni.
            • kooreczka Re: Pulpetacje 14.07.12, 21:54
              W mojej klasie wątpliwości, że zdamy i to wysoko nie było, ba nikt nie wątpił w to, że od października 2/3 klasy rozpocznie studia na lekarskim i stomatologii. A mimo to pierwszą rzeczą jaką robiliśmy po wyjściu było dopadnięcie torby, uruchomienie telefonu i zawiadomienie rodziców, dziadków i chrzestnych, że dowalili astronomię na fizyce, ale poszło OK. W dniu przysłania wyników całe rodziny wpatrywały się w ekran komputera a każdorazowe pojawienie się list rekrutacyjnych było przedmiotem dyskusji. W rodzinach olimpijczyków z indeksem w kieszeni też.

              Rodzina jest od tego, żeby w takich chwilach z człowiekiem być. Może w takim razie Borejkowie bojkotują śluby, dyskretnie nie pytają się o nowonarodzone dzieci, nie przychodzą oblać mieszkania, bo nie należy się martwić? Patrząc na sytuację z Polpecją mam wrażenie, że nie nie zainteresują się nawet, kiedy córka z płaczem wróci od lekarza.
            • klawiatura_zablokowana Re: Pulpetacje 18.07.12, 15:57
              > A w podstawówce zawsze na zakończenie roku mama brała nas na lody do prawdziwej
              > dorosłej kawiarni.

              Mnie z siostrą też :) To był najfajniejszy dzień w całym roku szkolnym.
              • verdana Re: Pulpetacje 19.07.12, 09:32
                A że moi rodzice chodzili do kawiarni czesto, w dniu zakończenia roku ojciec zabierał mnie do kawiarni - ale na śniadanie. Na jajka po wiedeńsku.
                Tez wspominam to, jako wyjątkową przyjemność.
          • slotna Re: Pulpetacje 14.07.12, 20:53
            > Zapomnienie o maturze w rodzinie, gdzie choćby jedna osoba pozostaje trzeźwa i
            > nie siedzi w więzieniu jest zwyczajnie niemożliwe

            U mnie tak bylo. A jak juz bylo wiadomo, ze wszystko zdalam, to rodzice kolezanki z klasy zabrali mnie razem z nia na uroczysty obiad, nie moi.
            • nessie-jp Re: Pulpetacje 14.07.12, 21:58
              > U mnie tak bylo. A jak juz bylo wiadomo, ze wszystko zdalam, to rodzice kolezan
              > ki z klasy zabrali mnie razem z nia na uroczysty obiad, nie moi.

              Wiesz, u mnie w sumie też było tak, że nikt nie przeżywał ani nie chodził jak błędny, bo ja mam maturę. Ani po fakcie nie robił jakichś emocji (no, ciotka zadzwoniła zapytać jak mi poszło, życzliwa dusza). Ale nie było żadnych uroczystości, żadnych obiadów, nawet na tzw. bal maturalny nie poszłam (raz, bo nie miałam forsy, dwa, bo jakoś nie czułam specjalnej potrzeby).

              Tak samo jak i przez cztery lata liceum, nikt specjalnie się nie interesował moją nauką (nikt nigdy nie był ode mnie z domu na wywiadówce w szkole, nigdy), ALE jednocześnie nigdy nie miałam poczucia, że jestem ze swoją nauką sama i z tą maturą. W każdej chwili mogłam pogadać, zapytać o coś, poprosić o przepytanie, podyskutować o tym, na jakie studia potem, z czego ta matura, czy to ma sens. Powiedzieć na głos "ja się BOJĘ".

              U Borejków tego nie ma. Tam starzy wymagają, że dziecko ma maturę zdać i tyle. Nie wnoszą żadnego wkładu, nawet tak dyskretnego, jak danie temu dziecku świadomości, że może usiąść z ojcem i porozmawiać o problemach z nauką. Zwyczajnie się zwierzyć.
          • kajaanna Re: Pulpetacje 14.07.12, 21:21
            Przypomina mi się rodzina mojej uczennicy (dawałam jej korki z polskiego), najbardziej jej maturę przeżywali rodzice, do tego stopnia, że ojciec nie był w stanie odwieźć jej do szkoły, bo się pochorował, zamknął w toalecie i cześć!

            Moi też chodzili jak błędni, ale nie przed polskim i historią, ale przed matematyką...
            • verdana Re: Pulpetacje 14.07.12, 22:12
              Ale jest róznica pomiędzy przeżywaniem matury, nawet nie świętowaniem matury (szczególnie "starej" gdzie wyniki nie byly razem, tylko kilkakrotnie), a zapomnieniem o egzaminie.
              O ile rozumiem, ze mozna zapomnieć dziś dzień ogłoszenia wyników (ja zapomniałam, kiedy jest egzamin po gimnazjum, ocknęłam się dwa dni przed, bo dziecię dyskrtetnie przypomniało), o tyle nie rozumiem, jak można zapomnieć o dniu ustnego egzaminu.
              I to w wypadku, gdy wynik nie jest stuprocentowy w dodatku.
              • nessie-jp Re: Pulpetacje 14.07.12, 22:59
                > I to w wypadku, gdy wynik nie jest stuprocentowy w dodatku.

                Ba, kiedy ja właśnie nie przypuszczam, żeby starzy Boreje czy ktokolwiek w tym domu (może poza Nutrią) w ogóle wiedział, że ten wynik nie jest pewny. Ignac z wyższością przecież peroruje, że jak można matury nie zdać. Z tego wynika, że nie poświęcili córce ani jednej myśli nie tylko tego konkretnego dnia, ale i przez wszystkie miesiące PRZEDTEM. Guzik z pętelką ich obchodziło, jak Pulpie idzie, po prostu.

                Mila oczywiście zapewne z wrodzonym taktem cierpko rzuci "tak przypuszczałam" (ale nic z tym nie zrobiłam, bo po co pomagać córce przechodzącej trudny okres? po co w ogóle tracić czas na takie nieważne rzeczy, jak problemy emocjonalne, depresja, trudności z nauką?) Ignacy pochwalił się, jak to on GIENALNIE nieprawdaż zdał, bo to przecież dziecinnie proste (ale zauważyć własne dziecko już trudniej, prawda, Ignacy?) Święta Gabunia rzuciła się ratować, pomagać, łatać i załatwiać, rzecz jasna po fakcie, bo tylko wtedy jej cudowne zdolności mogły uzyskać pełnię rozkwitu. Nutria po cichu wycofana nie zrobiła nic.

                I tym sposobem córka cudownej, ciepłej, zgranej, kochającej się rodziny była miesiącami totalnie sama ze swoimi problemami.
        • zla.m Re: Pulpetacje 14.07.12, 22:29
          > Ale tak jakby spojrzec obiektywnie, to Roma ma wszelkie cechy modelki (nie wiem
          > , jak ze wzrostem), jakos tak kojarzy mi sie.
          > Ale rzeczywiscie zachowuje sie dziwnie, jest jakas schowana, niepewna siebie, a
          > przeciez jako dziecko byla mozna powiedziec 'przebojowa'. Inteligentna, wyszcz
          > ekana, wesola. Tomek taki pozostal - Roma zmienila sie w jaks 'myszke'.

          Roma jest przedstawiona jako ta niefajna - i wizualnie (niezależnie od tego, że wg współczesnych wzorców raczej jest atrakcyjniejsza) i charakterologicznie - ta niechęć do rodziców, ten drętwy sylwester, na którym ponosi klęskę jako pani domu. I to jest świadomy zabieg - ma uprawdopodobnić wybór Baltony i usprawiedliwić zachowanie Pulpy. Bo o ile mogę Patrycji wybaczyć "poniewieranie" facetami, to zachowanie w stosunku do najbliższej przyjaciółki jest raczej wredne. I Pulpa nie ma nawet specjalnych wyrzutów sumienia...
          • ananke666 Re: Pulpetacje 15.07.12, 01:14
            > (niezależnie od tego, że
            > wg współczesnych wzorców raczej jest atrakcyjniejsza)

            Bo ja wiem. Szczupła figura nie oznacza automatycznie, że jest zgrabna. Niewielki nos i spore usta nie oznaczają automatycznie ładnej twarzy.
            • nessie-jp Re: Pulpetacje 15.07.12, 14:04
              > Bo ja wiem. Szczupła figura nie oznacza automatycznie, że jest zgrabna. Niewiel
              > ki nos i spore usta nie oznaczają automatycznie ładnej twarzy.

              No i według autorki nie jest. Nie poświęciła Romie ani jednego przyjaznego epitetu, ta dziewczyna zawsze jest koścista, kanciasta, okularnica w źle dobranych (za to modnych) okularach, z nieprzyjemnym błyskiem zza tych okularów, za chuda, za mała, za brzydka.

              A na koniec dowaliła jeszcze dzieciom Romy, ustami Patrycji.
              • the_dzidka Re: Pulpetacje 15.07.12, 15:16
                > No i według autorki nie jest. Nie poświęciła Romie ani jednego przyjaznego epit
                > etu, ta dziewczyna zawsze jest koścista, kanciasta, okularnica w źle dobranych
                > (za to modnych) okularach, z nieprzyjemnym błyskiem zza tych okularów, za chuda
                > , za mała, za brzydka.

                I gumą miamla podczas mówienia, i strzela balonami rozmawiając z ludźmi (co jest jak najbardziej wybitnie niegrzecznym zachowaniem).
              • ananke666 Re: Pulpetacje 15.07.12, 15:37
                Dołożono jej ciętą inteligencję i czarne poczucie humoru, całkiem spisana na straty nie jest.
    • filifionka-listopadowa Wycinek z książki-oblana matura 16.07.12, 00:16
      Dla ułatwienia dyskusji znalazłam fragment w Puplecji, gdy Pulpa przyznaje się do oblanej matury. Zaraz poszukam CO dokładnie oblała.

      l.
      Patrycja oblała maturę.
      Trzeba powiedzieć, że nie każdy by tak umiał.

      Wszyscy profesorowie obecni przy egzaminach wykazywali pełną życzliwość. Na pisemnych, czwartego i piątego maja, nie zwracali zupełnie uwagi na fakt, że Patrycja bezwstydnie i gorączkowo zrzyna ze ściągawek, porozmieszczanych głównie w potrójnych falbanach spódnicy oraz po wewnętrznej stronie mankietów białej bluzeczki. Na egzaminie z polskiego przechadzający się między rzędami stolików nauczyciel dyżurny zajrzał do pracy panny Borejko i niby niechcący oparł palec na zdaniu zawierającym błąd rzeczowy oraz dwa ortograficzne i trzymał go tak długo, aż Patrycja nie poprawiła wszystkich trzech. Jednakże nawet najbardziej życzliwie nastawiona komisja nie może, niestety, pozostać obojętna na fakt, że osoba, która napisała prace pisemne na słabe trójczyny, na egzaminie ustnym z matematyki najpierw robi się czerwona, potem zielona, potem nie mówi nic, a wreszcie wybucha płaczem i wypada z sali egzaminacyjnej, trzaskając drzwiami. Patrycja Borejko nie zasługiwała na świadectwo dojrzałości, to się po prostu rzucało w oczy.
      Egzamin ustny przypadał dokładnie w Dzień Matki i biedna Pulpecja zdawała sobie sprawę, że będzie to święto niewesołe. Gabrysia upiekła dla mamy piękny tort czekoladowy, zaś Pyza i Tygrysek przedstawiły cudnej urody laurki dla Gabrysi, wysmarowane plakatówkami na ogromnych kawałach brystolu i dodatkowo oklejone złotymi papierkami. Odczekały tylko, aż dziadzio wróci z pracy, a wszystkie ciocie także znajdą się na miejscu, i wtedy już mogły wystąpić w spektaklu dwuosobowym pod tytułem „Kopciuszek”. Spektakl skondensowany był głównie na wątku przedstawiającym konflikt bohaterki tytułowej z macochą, a gloryfikował wyraźnie postać nieboszczki matki. Cała rodzina - z wyjątkiem Marka, który miał dyżur - usadzona została na różnorodnych krzesłach i taboretach w zielonym pokoju. (Krzesła były numerowane, a tuż przed spektaklem rozdano bilety ze stemplem i perforacją). Przedstawienie trwało pełną godzinę, a kto zasypiał (ojciec Borejko) lub wyrażał zniecierpliwienie (Idą) był naprawdę dotkliwie karcony przez wykonawczynie, które przerywały grę, przedłużając tym samym czas trwania spektaklu.
      Wreszcie jednak Kopciuszek (wielka rola Tygryska) łkając padł na mogiłę matczyną (duża walizka, okryta zieloną krepą) i przy wtórze słodkiej muzyki z magnetofonu doznał wizji kojącej jego ból (Pyza w majtkach i białej przezroczystej firance, biegnąca truchtem w poprzek sceny, w charakterze ducha matki) i przedstawienie dobiegło końca. Przy spokojnym aplauzie ojca mama Borejko i Gabrysia ocierały łzy wzruszenia, Ida - łzy najszczerszego śmiechu, a Natalia euforycznie biła brawo. Patrycja siedziała w zupełnym otępieniu, ze zwieszoną głową i plecami w kabłąk, co było pozycją tak nie licującą z jej normalnym sposobem bycia, że natychmiast zwróciło na biedulę uwagę sporej części rodziny.
      - Coś się stało! - stwierdziła Ida, patrząc na siostrę z uwagą.
      - Skądże, skądże, naprawdę nic takiego - pospieszyła na pomoc Natalia, która już znała straszną prawdę, jednakże, podobnie jak Patrycja, uznała, że niekoniecznie należy wywalać wszystko co się wie - i to w dodatku w tak wielkie i wzruszające święto. Uważała, że zła wiadomość może spokojnie poczekać do jutra. Co nagle to po diable.
      - Zaraz, zaraz, a jak tam matura? - chciała wiedzieć Ida z typową dla siebie prowokacyjną ciekawością. Zapadła niezręczna cisza. Nikt się nie odzywał.
      - No? - przycisnęła Ida, siadając obok Patrycji i podnosząc jej głowę.
      - Przewaliłam - wymamrotała Patrycja ledwie dosłyszalnie.
      - Co, co? O czym Pulpecja mówi? - nie zrozumiał ojciec.
      - Ona mówi, tato, że przewaliła maturę - wyjaśniła ojcu Ida głośno i wyraźnie.
      - Co to znaczy: przewaliła? Czy to znaczy to, co ja myślę? - zdenerwował się ojciec.
      - Tak, tato. Dokładnie. Twoja córka Patrycja nie zdała matury - powiedziała Ida, opierając ręce o kolana i kiwając głową potępiająco, a Gabrysia wydała współczujący okrzyk i natychmiast znalazła się przy najmłodszej siostrze, obejmując ją ramieniem.
      - Ma-mamo... bardzo mi przykro... - wybuchnęła płaczem Patrycja. - Nie chciałam ci tego mówić w Dzień Matki...
      - Niby dlaczego? - dziwowała się Ida. - Wiadomość w swej treści nie zmieni się zasadniczo do jutra... Serce matki odreaguje tak samo.
      - Ida, jesteś pawianem - powiedziała Patrycja przez zęby, a łzy natychmiast jej obeschły.
      - Spokój, dziewczęta - rzekł odruchowo ojciec. - Patrycjo, czy prawdą jest to, co słyszę? Jeśli tak, to wytłumacz mi, proszę, jak to się stało, że inteligentna dziewczyna o doskonałym wzroku i słuchu, nienagannym stanie zdrowia i bogatej bibliotece rodzinnej mogła nie zdać czegoś tak prostego jak egzamin maturalny.
      - Ignasiu, daj dziecku spokój - mruknęła mama Borejko i odsunąwszy Idę, usiadła przy załamanej córce. Objęła ją ramieniem. Patrycja, wciśnięta pomiędzy matkę a siostrę Gabrielę, sama już nie wiedziała, na którym łonie złożyć swą skołataną głowinę.
      Wybrała wreszcie łono matki, bo jej bardziej żałowała.
      - Mamuś, przepraszam -jęknęła. - Naprawdę, naprawdę... nic nie umiałam.
      - Nietrudno zgadnąć - cierpko orzekła mama Borejko.
      - Prawdę mówiąc, obawa, że oblejesz, nawiedzała mnie dosyć często, kiedy tak w myśli obliczałam, ile czasu poświęcasz na naukę.
      - Gdybyś przynajmniej, zamiast się uczyć, robiła coś pożytecznego! - biadał ojciec. - Czytała Platona, poznała nowy język obcy... zrozumiałbym, doprawdy.
      - Skończyła przecież kurs komputerowy - broniła siostry Nutria.
      - Nie, to kurs się skończył - wtrąciła Ida. - I to już w lutym.
      - Taka strata czasu - martwił się ojciec. - I co teraz? Czy masz możliwość poprawy?
      - O, Boże, nie wiem, nie wiem - szepnęła Patrycja. – Niby są jakieś poprawki w sierpniu... ale może po tym, jak uciekłam, nie pozwolą mi.. - może będę musiała zdawać dopiero w przyszłym roku? Nie, ja tego nie wytrzymam, ja się załamię.
      - Za moich czasów było coś takiego jak poprawki dla tych mniej zdolnych - wtrąciła Ida życzliwie. - Mogli zdawać we wrześniu i nawet załapać się jeszcze na jakieś studia, które miały niedobór kandydatów.
      Zapadło ciężkie milczenie. Patrycja namyślała się, czy powinna kopnąć Idę w kostkę, czy też się pohamować ze względu na i tak już złą atmosferę wokół swej osoby. Po namyśle pohamowała się.
      - Spróbuję pogadać z dyrekcją - wystąpiła z propozycją pomocy Gabriela. - Dowiem się, jaka jest twoja sytuacja. Chyba powinnaś od zaraz zacząć intensywne repetycje, mała.
      - Tak, może jej potrzeba twardej ręki - ożywiła się Ida.
      - Nie ma silnej woli, żeby uczyć się sama. Trzeba jej narzucić dyscyplinę. Aha, a propos, czy Roma zdała?
      - Zdała - ponuro mruknęła Patrycja.
      Mama objęła ją mocniej i przytuliła siwą głowę do jej głowy.
      - Chyba wszyscy trochę zawiniliśmy - powiedziała. - To nie jest kwestia słabej woli. Zawsze wszystko było w porządku z wolą Patrycji. Może po prostu miała zły okres w życiu, a myśmy tego ni zauważyli.
      - Może się zakochała - wyraziła przypuszczenie Ida. Patrycja nie wytrzymała i kopnęła ją w kostkę.
      - Mamo, ona mnie kopie - naskarżyła Ida. - Ja myślę, że to jest taki odruch warunkowy i on coś oznacza. W kim, Patrycjo? Powiedz nam. Wszyscy jesteśmy okropnie ciekawi.
      Patrycja zerwała się i wybiegła do swego pokoju. Tam rzuciła się na łóżko i zaczęła bardzo rozpaczliwie płakać.
      • nikadaw1 Re: Wycinek z książki-oblana matura 16.07.12, 00:56
        czyli oblała matmę. i skoro 26 maja, można przypuszczać, że był to ostatni jej egzamin i jedyny niezdany.
      • melmire Re: Wycinek z książki-oblana matura 16.07.12, 08:20
        Zaczynam rozumiec czemu Pulpa jako jedyna zwiala z rodzinnego domu, gdzie ojciec sie denerwuje, matka niby pociesza, a rzuca zlosliwosciami, a Ida posypuje rany sola :)
        • melmire Re: Wycinek z książki-oblana matura 16.07.12, 08:21
          Hiii, kto zdolny potrafilby przerobic ta scene na taka gdzie Gaba informuje ze Janusz odszedl na dobre, a kochajace Mila mowi "szczerze mowiac, nie dziwie sie"?
          • kajaanna Re: Wycinek z książki-oblana matura 16.07.12, 09:31
            W Dzień Ojca, po domowym spektaklu w oparciu o Hamleta? Cóś pikego!
      • melomanka87 Re: Wycinek z książki-oblana matura 23.11.12, 23:37
        Kiedy ja biadoliłam, że nie mam szans zdać chemii i fizyki, więc muszę do nich podejść w kolejnym roku i dopiero zdawać na medycynę (chciałam być psychiatrą), to mama opowiadała mi "słuchaj, spotkałam dzisiaj starą znajomą, której córka też dostała się na medycynę dopiero za drugim razem, i wiesz, ona bardzo dobrze ten rok przerwy wspomina, poszła na kurs angielskiego i cośtam cośtam". Pod koniec pierwszego semestru stwierdziłam, że nie wytrzymam nerwowo lekcji chemii z postrachem całej szkoły, rezygnuję z matury z chemii i fizyki, skupię się na biologii, w szkole już będę mieć święty spokój (bo chemiczka już nie będzie przeżywać, że ją "skompromituję"), a papiery złożę na pielęgniarstwo, gdzie biologia wystarczy. Wtedy brat zapewniał, że to bardzo dobrze, bo te jego znajome, co studiują medycynę, to w ogóle życia nie mają, mama pokazywała mi jakieś artykuły, w których pisano, że w starzejącym się społeczeństwie pielęgniarki nie będą miały problemu ze znalezieniem pracy i tak dalej.

        W tej scenie uderzające jest dla mnie to, że w biorą w niej udział cztery osoby dorosłe, które trochę już w życiu przeszły i powinny zdawać sobie sprawę, że oblana matura to nie koniec świata. Mogłabym zrozumieć, że niewiele starsza od Patrycji Natalia nie umie znaleźć słów pocieszenia i tylko przytuliłaby siostrę. Ale tu za tulenie biorą się Gaba i Mila, ta druga stwierdza cierpko (czy ona kiedykolwiek powiedziała coś miłym głosem?), że nic dziwnego, przecież się nic nie uczyła, Ida jeszcze Patrycji dokopuje, a Ignac zrzędzi, że nie rozumie, jak można nie zdać matury i och jej, jakże szkoda straconego czasu. A wystarczyłoby od razu powiedzieć "kochanie, przykro nam, ale przecież świat nie kończy się na maturze, studia zaczniesz za rok, a ten rok przerwy możesz wykorzystać na co innego". No i zapewnić, że nie ma ich za co przepraszać...


        • meduza7 Re: Wycinek z książki-oblana matura 24.11.12, 00:41
          E, ludzie różnie reagują, mam taką ciotkę, która przy każdym oblanym egzaminie swojej córki na studiach zapewniała, że jedyna przyszłość, jaka ją czeka, to kasa w Biedronce. Nawiasem mówiąc, tych oblanych egzaminów wcale nie było jakoś strasznie dużo i dziewczyna skończyła studia bez problemów. Widocznie im (Borejkom i ciotce) się zdawało, że to taki system motywacyjny...
          (ale że to się gryzie z wizerunkiem ciepłej i wspierającej rodziny, to oczywiste)
          • seidhee Re: Wycinek z książki-oblana matura 28.11.12, 10:40
            Niektórzy tak mają. Do tej pory nie zapomniałam mojej matce jej tekstów, którymi mnie "motywowała" przed egzaminami do liceum i na studia. (Typu: zobaczysz, pójdziesz do zawodówki i będziesz kapcie szyć!"). I żebym chociaż jakieś konkretne powody do takiego zachowania jej dawała, ale nie. W dodatku była przekonana, że tylko dzięki niej zdałam.
            • filifionka-listopadowa Re: Wycinek z książki-oblana matura 28.11.12, 13:38
              seidhee napisała:Do tej pory nie zapomniałam mojej matce jej tekstów, którym
              > i mnie "motywowała" przed egzaminami do liceum i na studia. (Typu: zobaczysz, p
              > ójdziesz do zawodówki i będziesz kapcie szyć!").


              Czasem się zastanawiam czy to nie była cecha pokoleniowa, bo tego rodzaju "motywatory" towarzyszyły mi całą edukację szkolną ze strony nauczycielek z dłuuugim stażem. Koszmarek, który wcale nie motywował.
              Hipoteza rzucona na szybko: może to prezentowanie zawodówek wyłącznie w negatywnym kontekście (bezpodstawnie) sprawiło, że wszyscy rzucili się studiować byle co, byleby było? Przecież "straszyli" nasz zawodówką w niezbyt dobrym (!) gimnazjum, gdzie wiele osób nie odczuwało najmniejszego pociągu do dalszej edukacji ogólnokształcącej i bardziej nęcąca wydawała im się opcja kształcenia zawodowego, prezentowanego przez gro nauczycieli właśnie jako bezwartościowe (szycie kapci, zamiatanie ulic, stanie w kolejce po zupę wydawaną przez zakonnice obok).
            • guineapigs Re: Wycinek z książki-oblana matura 02.12.12, 11:38
              Ha, w ktoryms z 'Mikolajkow' jest, jak ojciec grozi, ze zabierze go ze szkoly i odda do 'terminu do stolarza' czy gdzies tam - i Mikolajek jest absolutnie szczesliwy na taka wizje.
              Z tym, ze Mikolajek to dziecko, a nie licealista z planami odkrycia lekarstwa na raka czy ratowania ginacych gatunkow zwierzat.
    • yo-a-ko Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 17.07.12, 17:36
      Pamiętacie? Podczas sławetnej rozmowy o maturze Patrycja przeprasza Milę za to, że nie zdała. I mówi również, że chciała poczekać z przekazaniem tej nowiny do następnego dnia, po Dniu Matki.
      I jest to jedna z moich "pulpetacji"...
      Po pierwsze - dlatego, że w ogóle nie podoba mi się rozpatrywanie zawalonej matury w kategorii winy wobec matki.
      Po drugie - dlatego, że, w moim przekonaniu, w tej sytuacji Patrycja ma pełne prawo by zwrócić się do matki o pocieszenie, a dzielne "zacinanie zębów" ("poczekam do jutra, żeby biednej mamusi nie psuć jej święta") jest matkowaniem własnej matce.
      • verdana Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 17.07.12, 20:18
        No, nie wiem. Jesli ten dzień matki jest wazny, to można nie chcieć w takim dniu przekazywac smutnych wiadomości, zeby komus nie psuć święta. To działa we wszystkie strony, niezaleznie od wieku. (Tyle, że dzień matki, która zapomina o maturze powinien zostać uroczyście popsuty).
        Do dziś pamiętam, jak z sześć lat temu miałam urodziny i cały czas widziałam, że córka jest jakaś taka dziwna. W koncu wydobyłam zeznanie, ze będzie miała dwóję z matematyki na trymestr. Problem w tym, że mnie to zdecydowanie nie zmartwiło i w ogóle do dziś nie rozumiem, co miałoby mnie zmartwić:) A ucieszyło, że córka nie chciała sprawiać mi przykrości w urodziny - dla mnie to normalne.
        Ale gdyby mnie przeprosiła za tę dwóję, to słowo, dostałaby w ucho.
        • yo-a-ko Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 17.07.12, 20:31
          > No, nie wiem. Jesli ten dzień matki jest wazny, to można nie chcieć w takim dni
          > u przekazywac smutnych wiadomości, zeby komus nie psuć święta. To działa we wsz
          > ystkie strony, niezaleznie od wieku.

          Faktem jest, że odruchowo przyłożyłam "miarkę" z mej rodziny do ważności Dnia Matki, który - jak i Dzień Dziecka, Dziadka itp nie był obchodzony specjalnie uroczyście (w przeciwieństwie np do urodzin czy imienin).

          OT: hm, forum podczytuję od lat, raz na ruski rok się odzywam, ale nigdy oficjalnie zza krzaka nie wyszłam i nie powitałam się... czynię to zatem teraz i o jelitko choć jedno proszę... albo o mysza :-)))
          • verdana Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 18.07.12, 09:37
            U nas w domu w ogóle się "dni", poza dniem dziecka nie obchodzi, a na dzień matki reaguję wysypką nerwową:)
            Ale na innym forum mnie zbesztali, dowiedziałam sie,z ę to jest najwazniejsze świeto i w tym dniu dzieci okazują matkom miłość i że to takie wzruszajace. Mnie miłość jednodniowa słabo wzrusza, ale cóż:)
            Jelitko, staranne spreparowane, nadziane myszą zarzucam na szyję nowoodzywającej się.
            • piotr7777 egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 02.12.12, 14:39
              W tamtym okresie egzamin pisemny nie mógł być po dniu wolnym od pracy. Albowiem tematy maturalne kuratorium wysyłało do szkół w zalakowanych kopertach w przeddzień egzaminu, więc musiał to być dzień roboczy.
              A 4 maja zawsze (no, przynajmniej od 1990 roku) wypada po dniu wolnym.
              W 1992 r. matura pisemna byłą 5 i 6 maja (wtorek, środa).
              Druga sprawa - jeśli Patrycja wybrała pisemną matematykę wcale nie musiała zdawać jej ustnie. Pisemnie zdawało się - pierwszego dnia polski a drugiego matematykę, historię, biologię lub język obcy. Ustnie również polski, inny przedmiot (oprócz wymienionych wyżej także można było wybrać fizykę, chemię lub geografię) i dowolny język nowożytny. Przy czym można było zdawać maturę wyłącznie z polskiego i dwóch języków obcych.
              Tyle, że taki wybór (inny przedmiot pisemnie, inny ustnie) miał tę słabą stronę, że bardzo dobra ocena z pisemnego egzaminu nie zwalniała z egzaminu ustnego. A więc delikwent od początku wiedział, że będzie musiał oba te egzaminy przejść.
              No i trzecia sprawa - w to, że Patrycja w wieku lat 19 i będąc osobą oczytaną (vide - Kwiat kalafiora, najczęściej kupowanym towarem u Borejków były książki) w jednym zdaniu popełniła dwa błędy ortograficzne jakoś trudno nie uwierzyć. Można się nie przygotować do matury, ale trudno popełniać "ortografy" gdy się dużo czyta. Wtedy nawet jak się nie zna reguł, po prostu automatycznie kojarzy się pewne słowa. Jeszcze rozumiem w dyktandzie, które specjalnie jest tak pisane aby było w nim jak najwięcej pułapek, ale nie w wypracowaniu.
              Nawiasem mówiąc, trzy błędy ortograficzne (a trzy interpunkcyjne były liczone jak jeden ortograficzny) niezależnie od wartości pracy oznaczały ocenę niedostateczną. Więc to, że Patrycja zdała na dostateczny zakrawa albo na cud albo na dużą wyrozumiałość nauczycieli.
              • staua Re: egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 02.12.12, 15:18
                Ech, Piotr...
                Z wiekszoscia tego, co piszesz, sie zgadzam. Ale... wtedy (ja zdawalam mature w 1993, wiec na tych samych zasadach; np. moja szkola uczestniczyla w strajku nauczycieli, ktory se wtedy odbywal) matury byly w szkolach, wiec od nauczycieli zalezalo naprawde duzo. Matura pisemna zwalniala z ustnej z tego samego przedmiotu, ale niektore byly uznawane za "trudne" i wtedy ludzie zabezpieczali sie, wybierajac inny ustny, co jednak mozna bylo zmienic! W mojej klasie wszyscy wybierajacy pisemna biologie wybrali ustna chemie (chemii pisemnej nie bylo, a byl to przedmiot, ktory mielismy z bardzo wyrozumiala wychowawczynia). Potem okazalo sie, ze biologia pisemna poszla dobrze i... zmienilismy sobie ustny na biologie, wiec bylismy z niej zwolnieni. Wszystko bylo mozliwe wtedy. Moze tez za sprawa tego strajku bylismy traktowani bardzo ulgowo, bo musielismy sie stresowac przez dodatkowe dwa tygodnie, po tym, jak przyszlismy do szkoly przygotowani, a oznajmiono nam, ze matura jest odwolana. No, ale to tym bardziej ilustruje, jak wiele zalezalo od indywidualnej szkoly.
              • olkit0 Re: egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 02.12.12, 15:37
                > Nawiasem mówiąc, trzy błędy ortograficzne (a trzy interpunkcyjne były liczone j
                > ak jeden ortograficzny) niezależnie od wartości pracy oznaczały ocenę niedostat
                > eczną. Więc to, że Patrycja zdała na dostateczny zakrawa albo na cud albo na du
                > żą wyrozumiałość nauczycieli.

                Poza tym wtedy już były dopuszczające, miernymi też wówczas zwane. Więc jeśli chcieli ją na siłę przepuścić ale napisała żałośnie, to czemu niby dostała trójczyny a nie owe dwójki?
                • verdana Re: egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 03.12.12, 21:47
                  Czasem nauczyciele pokazywali błędy, poprawiali błędy, a pracę Kuronia nawet spalili. Tez nie byli na tyle głupi, aby oblewać własnych uczniów za byle co.
              • slotna Re: egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 03.12.12, 22:58
                > Druga sprawa - jeśli Patrycja wybrała pisemną matematykę wcale nie musiała zdaw
                > ać jej ustnie.

                Ale chciala, zeby sie dostac na ekonomie. Ja tez zdawalam stara mature i u mnie rozne przedmioty pisemnie i ustnie zdawali tylko ci, ktorzy szli na politechnike i taka matura (bodajze z matematyki i fizyki) zastepowala egzamin.

                > Nawiasem mówiąc, trzy błędy ortograficzne (a trzy interpunkcyjne były liczone j
                > ak jeden ortograficzny) niezależnie od wartości pracy oznaczały ocenę niedostat
                > eczną. Więc to, że Patrycja zdała na dostateczny zakrawa albo na cud albo na du
                > żą wyrozumiałość nauczycieli.

                Ekhm: "Na egzaminie z polskiego przechadzający się między rzędami stolików nauczyciel dyżurny zajrzał do pracy panny Borejko i niby niechcący oparł palec na zdaniu zawierającym błąd rzeczowy oraz dwa ortograficzne i trzymał go tak długo, aż Patrycja nie poprawiła wszystkich trzech."
                • filifionka-listopadowa Re: egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 04.12.12, 15:16
                  Pozatym, w chwilach stresu zdarza mi się zapominać jak się pisze karzdy oraz jak nazywa się przedmiot z którego zdaję egzamin, więc jestem wstanie uwierzyć, że Pulpecja też mogła zdurnić
                • piotr7777 Re: egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 04.12.12, 18:02
                  > Ekhm: "Na egzaminie z polskiego przechadzający się między rzędami stolików nauc
                  > zyciel dyżurny zajrzał do pracy panny Borejko i niby niechcący oparł palec na z
                  > daniu zawierającym błąd rzeczowy oraz dwa ortograficzne i trzymał go tak długo,
                  > aż Patrycja nie poprawiła wszystkich trzech."

                  Ale jeżeli w jednym zdaniu były trzy błędy to co z pozostałymi?
                  Ciekawe jak brzmiało? Może: "hciałabym nawiązać do "Hłopów Żeromskiego"?
                  • slotna Re: egzamin pisemny 4 maja - niemożliwe 04.12.12, 22:43
                    > Ale jeżeli w jednym zdaniu były trzy błędy to co z pozostałymi?
                    > Ciekawe jak brzmiało? Może: "hciałabym nawiązać do "Hłopów Żeromskiego"?

                    Moze :P I moze wtedy nauczyciel tez zasugerowal, ze cos jest nie tak. Imo w tym zdaniu MM chciala podkreslic jak bardzo grono pedagogiczne bylo zyczliwe.
        • kamzik14 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 25.04.14, 18:40
          Czy Twoja córka chodziła może do Witkacego? :) tak mi się skojarzyło z trymestrami. Btw, witam się po dwóch latach podczytywania Was, nieśmialo wyciągając czekoladę wedlowską na porcelanowym talerzyku i paluszki Aspazji, które możecie zjeść in toto :)
          • dakota77 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 25.04.14, 22:39
            Witamy :) Za deser dziekujemy, my z kolei poczestujemy cie herbatka pedzona na myszach :)
            • kamzik14 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 26.04.14, 08:29
              A nie znalazłby się jelipton? :) taka dobra herbatka ;)
              • dakota77 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 26.04.14, 17:57
                Mowisz, masz :) W filizance z sewisu Nowakowskiego.
      • szarotkaaaa Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 02.06.14, 14:07
        Właśnie odświeżam "Pulpecję". Jakie było moje zdziwienie, kiedy to już na początku książki natknęłam się na niniejszy fragment:
        "- Zobaczymy, co będzie kiedy Ciebie ktoś poprosi - powiedziała Ida z wyżyn swego doświadczenia. Gadanie. Zresztą, najpierw zdaj maturę.
        Patrycja aż syknęła. To właśnie zdanie słyszała nieodmiennie przez ostatnich kilka miesięcy, o czymkolwiek zaczynała mówić. "A Ty najpierw zdaj maturę!..."
        O, doprawdy, chciałaby wreszcie ją zdać!"
        Wynika z tego oto fragmentu, że ktoś się jednak maturą wielorybka interesował. Nie jest powiedziane wprost kto, czy była to tylko Ida, ale wydaje mi się, że jednak cała rodzina. W obliczu tego cytatu wszystko staje się jasne - o maturze wszyscy pamiętają, ale ważniejsze są dzieci (w postaci Pyzy i Tygrysa) i wszyscy interesują się tylko ich przedstawieniem.
        Kto by się przejmował maturą w obliczu wygłupów rozkosznych dziateczek? ;)
        • truscaveczka Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 02.06.14, 15:45
          Eeee, czyją maturą?
          • szarotkaaaa Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 02.06.14, 16:17
            Wielorybka :D W książce jest też fragment, który mówi, iż Patrycja wypluskała się pod prysznicem niczym różowy wieloryb :D
            • szarotkaaaa Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 02.06.14, 16:20
              "Wypluskała się w gorących odmętach, jak różowy, krąglutki wieloryb, po czym - wytarta i rozgrzana - odziała się ciepło i poszła do kuchni, gdzie nastawiła wodę na herbatę w czerwonym czajniku z obtłuczoną emalią" - proszę bardzo, to nie mój wymysł.
        • dakota77 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 02.06.14, 17:21
          Powtarzanie jej, ze ma zdac mature nie jest moim zdaniem tozsame z interesowaniem sie, jak jej ida przygotowania do tejze matury.
          • szarotkaaaa Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 02.06.14, 17:47
            Masz rację, ale z przytoczonego przeze mnie fragmentu jasno wynika, że ktoś jednak pamiętał o tej maturze i wiedział, że Patrycja ją zdaje. Być może rodzina nie interesowała się postępami w nauce, ale o samym egzaminie dojrzałości część z nich doskonale wiedziała.
            • dakota77 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 02.06.14, 18:18
              No ale ile razy tu narzekalysmy, ze rodzina nie pamieta o maturze Pulpy, nie mialysmy przeciez na mysli tego, ze rodzina zapomniala w ktorej ona jest klasie, tylko wlasnie to, ze nie interesowala sie jej postepami w nauce i tym, czy ona w ogole sie uczy.
              • szarotkaaaa Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 03.06.14, 02:02
                Czytałam większość wątków i widziałam sporo wypowiedzi traktujących wprost o tym, że Pulpą i jej maturą nikt się nie interesuje. Podczas czytania książki natknęłam się na fragment, którego tu jeszcze nie widziałam; wynika z niego, że skoro ktoś gderał, to się interesował, w takim czy innym wymiarze.
                Nie wiem, jak było w Waszych domach, ale w moim i moich znajomych raczej nikt z rodziny nie stał nad nami i nie obserwował, ile stron podręcznika przerobiliśmy ;) W niektórych rodzinach matura to wielkie wydarzenie, omawiane sto razy, ja jako najmłodsze dziecko nie doświadczyłam niczego takiego. Wiadomo było kiedy zdaję i co - koniec.
                Jest oczywiście kwestia nietrafionych przedmiotów, które zdaje Pulpecja, ale przecież nikt by jej nie wmusił innych, skoro wybrała takie.
                I jednak jakaś tam, mało trafiona forma dopingu i namawiania do zwiększenia wysiłku wkładanego w naukę jest - skoro marudzą, żeby zdała maturę, to może w ten sposób nieudolnie próbują zdopingować dziewczę do intensywniejszej nauki.
                • ciotka_scholastyka Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 03.06.14, 10:19
                  > Wiadomo było kiedy
                  > zdaję i co - koniec.

                  I jak wróciłas z egzaminu, to nikt cię słowem nie zapytał, jak poszło?
                  • szarotkaaaa Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 03.06.14, 15:30
                    ciotka_scholastyka napisała:

                    > > Wiadomo było kiedy
                    > > zdaję i co - koniec.
                    >
                    > I jak wróciłas z egzaminu, to nikt cię słowem nie zapytał, jak poszło?

                    Ależ zapytali. Przecież sama napisałam, że dziwi mnie fakt, iż Borejkowie o maturze Pulpy pamiętali, ale w obliczu wygłupów rozkosznych dziateczek nagle zapomnieli.
                • dakota77 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 03.06.14, 12:17
                  Znaczy co, skoro jako ostatnia z rodzenstwa zdawalas mature, to rodzicom juz sie znudzilo? Juz ich nie interesowalo jak ci poszlo? Tyle razy to przechodzili, ze po co bylo sie przejmowac? Hm, dziwne mi sie to wydaje. Tak jak dziwna wydaje mi sie postawa Borejkow.
                  I skoro sie upierasz, to i ja sie poupieram. Gderanie "najpierw zdaj mature, a potem..." to nie interesowanie sie, tylko swiadomosc, ze Pulpa zdaje mature. Rodzina oczekuje, ze zda mature, i juz. Nie zastanawia sie, jak jej ida przygotowania i w jakiej formie psychicznej jest. I wcale nie chodzi o to, ze mieli nad nia stac i pilnowac, ile stron przeczytala. W tym kolchozie w jakim mieszkaja pewne rzeczy powinno byc widac jak na dloni. Mogli z nia rozmawiac, zwyczajnie, jak to sie w normalnej rodzinie rozmawia. Ale nie, oni zalozyli ze wszystko gra i ze zda mature, jak na Borejkowne przystalo. A od siostry uslyszala tylko protekcjonalne "najpierw zdaj mature".
                  • szarotkaaaa Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 03.06.14, 15:40
                    dakota77 napisała:

                    > Znaczy co, skoro jako ostatnia z rodzenstwa zdawalas mature, to rodzicom juz si
                    > e znudzilo? Juz ich nie interesowalo jak ci poszlo? Tyle razy to przechodzili,
                    > ze po co bylo sie przejmowac? Hm, dziwne mi sie to wydaje. Tak jak dziwna wydaj
                    > e mi sie postawa Borejkow.
                    Nie, po prostu nikt nie wysyłał mnie na siłę na korepetycje, ani nie namawiał do zdawania innych przedmiotów, bo może z tymi, które wybrałam nie zawsze było mi po drodze. Oczywiście, matura zawsze jest ważna, ale nikt nie szalał z powodu mojego egzaminu, mówiąc szczerze, wybrałam tyle przedmiotów dodatkowych do zdawania w rozszerzeniu, że o ostatnim wszyscy zapomnieli ;) Ale się im nie dziwię, ani nie mam za złe. To też trochę inna sytuacja, ja też nie twierdzę, że Borejkowie cudownie wspierali maturzystkę Pulpę, ale bez przesady, nie jest aż tak źle.
                    > I skoro sie upierasz, to i ja sie poupieram. Gderanie "najpierw zdaj mature, a
                    > potem..." to nie interesowanie sie, tylko swiadomosc, ze Pulpa zdaje mature. Ro
                    > dzina oczekuje, ze zda mature, i juz. Nie zastanawia sie, jak jej ida przygotow
                    > ania i w jakiej formie psychicznej jest. I wcale nie chodzi o to, ze mieli nad
                    > nia stac i pilnowac, ile stron przeczytala. W tym kolchozie w jakim mieszkaja p
                    > ewne rzeczy powinno byc widac jak na dloni. Mogli z nia rozmawiac, zwyczajnie,
                    > jak to sie w normalnej rodzinie rozmawia. Ale nie, oni zalozyli ze wszystko gra
                    > i ze zda mature, jak na Borejkowne przystalo. A od siostry uslyszala tylko pro
                    > tekcjonalne "najpierw zdaj mature".
                    Różni ludzie róznie okazują zainteresowanie. Ogólnie mamy mało wyrozumiałości dla rodziny Borejków i mało im wybaczamy, a paradoksalnie to właśnie gderanie jest jak najbardziej ludzkie i naturalne, gdy nie umie się usiąść i porozmawiać. Widzę w tej roli (gderacza) Idę, Milicję, może nawet zadziorną Laurę.
                    Ta sytuacja po prostu według mnie nie jest aż tak nieprawdopodobna jak ją niektóre forumki przedstawiają i tyle. Nie wydaje mi się, żebym się upierała, po prostu poczułam się jakbyś mówiła: "Eee tam, my już wszystko na ten temat powiedziałyśmy, sio z tego wątku, jesteś tu za krótko, żeby się wymądrzać".
                    • dakota77 Re: Pulpetacje: "mamo, przepraszam że nie zdałam" 03.06.14, 16:21
                      Absolutnie nie bylo moja intencja, zebys tak sie poczula. Zawsze warto dyskutowac, kazdy punkt widzenia cos wnosi :) Za to wciaz uwazam, ze Pulpa z matura zostala zostawiona sama sobie, a akurat ona potrzebowala wsparcia i mobilizacji, choc nie kazdy maturzysta zapewne potrzebuje gonienia do nauki. Nia sie nikt nie interesowal, a potem byl placz i zgrzytanie zebow, bo jak o, Borejkowna nie zdala, co za wstyd!
    • datura_dream35 Re: Pulpetacje 12.05.13, 23:07
      Ja nie lubię Pulpecji. Patrycja ma, jak to najmłodsze dziecko w rodzinie, za dużo szczęścia. Nie podoba mi się sposób w jaki traktuje Marcelka, Romę. Myśli tylko o sobie i dostaje wszystko na tacy. Taka "gwiazda". Jej przemyślenia dotyczą tylko i wyłącznie jej własnej osoby. Przez własne niezdecydowanie marnuje życie przyjaciółce, dlatego z okrutną satysfakcją czytam o jej dodatkowych kilogramach i o Florku z wąsem oraz o tępych córkach. Mówcie co chcecie, ale zasłużyła:).
      • datura_dream35 Re: Pulpetacje 13.05.13, 01:02
        A najgorsze to, że sie Pulpa nie zainteresowała, że Ewa Jedwabińska umiera.... Cóz to jest wobec fascynacją jakimś dupkiem. Dlaczego Gabrysia po rozmowie szczerej z Aurelią nie powiedziała Pulpie prawdy. Dlaczego Ewa umierała sama? To chyba jedna z najrealniejszych postaci, kt stworzyła MM. Pełna niesamowitej potrzeby akceptacji. Zawsze było mnie jej żal. I chyba takie było zamierzenie autorki.
        • lavanta Re: Pulpetacje 13.05.13, 02:16
          Najmłodsze dziecko bywa najbardziej rozpieszczane, ale czy dzięki temu ma najwięcej szczęścia - tego nie jestem pewna. W jaki sposób miało to wpływ na szczęście Pulpecji?

          To fakt, Patrycja zarówno Romę, jak i Marcelka traktuje z góry. Marcelka było mi naprawdę żal, mimo że MM bardzo starała się go przedstawić w najgorszym świetle. Uważam, że Pulpa potraktowała go obrzydliwie.
          Ale skąd przekonanie, że zmarnowała przyjaciółce życie? Baltona nie był nawet chłopakiem Romy, ewidentnie nie było między nimi chemii, więc poza tym, że Pulpa jednoznacznie przekreśliła przyjaźń z Romą, nie popełniła żadnej zbrodni. Postąpiła bardzo niehonorowo wobec przyjaciółki, ale nie rozbiła związku ani nie zabiła żadnej wielkiej miłości. Co więcej, razem z Baltoną tworzą szczęśliwe małżeństwo, więc chyba dobrze się stało.
          Odnoszę wrażenie, że Pulpa, która mogła w facetach przebierać, ale żaden nie wydawał jej się wystarczająco interesujący, nie umiała przyznać sama przed sobą, że dla Baltony straciła głowę i bardzo mocno ją do niego ciągnie. Dlatego gdy Roma powiedziała, że u niej Baltona miałby szansę, Patrycja mimowolnie zrobiła się zazdrosna. Nie zrobiła tego z czystej złośliwości wobec przyjaciółki; pamiętam taką scenę, w której Pulpę i Romę odprowadzał ze szkoły chłopak, który podobał się Romie, ale zwracał uwagę tylko na Pulpę. Patrycja, która zauważyła, że przyjaciółce jest przykro, szybko go spławiła.

          Co Pulpa ma wspólnego z samotnym umieraniem Ewy Jedwabińskiej? Nie był to dla niej nikt bliski; Pulpecja znała słabo nawet samą Aurelię.
        • dakota77 Re: Pulpetacje 13.05.13, 11:18
          A co Patrycja miala wspolnego z Ewa?
          • piotr7777 Re: Pulpetacje 13.05.13, 17:34

            > A co Patrycja miala wspolnego z Ewa?

            Ewa była jej nauczycielką. Której zapewne nie lubiła (napisane jest, że pani Jedwabińskiej nikt z uczniów nie lubił), ale która widywała kilka razy w tygodniu i o której mimo wszystko wiedziała - albo powinna wiedzieć - ciut więcej niż jej koledzy z klasy.
            Wydaje mi się, że śmiertelna choroba osoby znajomej, nawet i nielubianej, to zawsze jest wiadomość, która zmusza choćby do chwilowej refleksji. Chodzi chyba o to, że na Patrycji fakt, że nauczycielka matematyki - przedmiotu, który zdaje na maturze - przebywa na coraz dłuższym zwolnieniu, nie robi żadnego wrażenia. I to faktycznie nie świadczy dobrze o jej empatii.
            • verdana Re: Pulpetacje 13.05.13, 17:58
              Kiedy nasza dyrektorka złamała rękę i reka się nie zrosła - dramat, czyż nie i ja i cała klasa czuliśmy li i jedynie satysfakcję i radość. Bywają nauczyciele, którzy tak się zasłużyli mlodzieży, ze nawet ich nagła śmierć budzi jedynie refleksję typu "kara boska".
            • dakota77 Re: Pulpetacje 13.05.13, 18:09
              Ale pytanie brzmialo, dlaczego Ewa umierala sama. Jakos nie widze jakiejkolwiek uczennicy siedzacej przy lozu smierci nauczucielki. Jesli juz, to rola rodziny.
              • verdana Re: Pulpetacje 13.05.13, 18:18
                Oczywiście, ze uczennice nie mają ani obowiązku, ani nawet potrzeby siedzieć przy łożu umierających nauczycieli. To jakiś absurd.
                • morekac Re: Pulpetacje 13.05.13, 23:55
                  Oczywiście, ze uczennice nie mają ani obowiązku, ani nawet potrzeby siedzieć pr
                  > zy łożu umierających nauczycieli.
                  Poza Gabrielą, odczuwającą z powodu niesiedzenia dyskomfort.
      • kopiec_esmeralda Re: Pulpetacje 13.05.13, 05:52
        "Tępe córki" były w oczach Laury bodajże i przez porównanie z geniuszkiem polonistycznym bodajże. Podejrzewam, ze te córki to o wiele normalniejsze dzieciaki od progenitury z Roosevelta.
        • dakota77 Re: Pulpetacje 13.05.13, 11:21
          Ja tez nie wierze, zeby corki Florkow byly tepe. Nie wiem czemu w oczach narratora czy rodziny sa tak przedstawione. Pametam ze byly przewstawione "geniuszowi" polonistycznemu Lusi. Ona robila kolejny wyklad, one chcialy sie bawic w dom czy cos podobnego. Ale wyglada na to, ze one sa wlasnie normalnymi dziecmi, zachwuja sie odpowiednio do wieku. Lubia sie bawic, byc na zewnatrz, nie klepia lacinskich sentencji ani nie pouczaja innych.
          • iwoniaw Re: Pulpetacje 13.05.13, 13:02
            Zgadza się - to autorka i rodzina z Roosevelta uważa małe Górskie za tępe, grube, głupsze od Łuśki i jeszcze - w McD - fałszujące (a jakże! jak mogłyby po prostu grać?) na pianinie, podczas gdy z samego opisu, po odjęciu komentarza, widać normalne dzieci.
            Swoją drogą, pamiętacie scenę, gdy mali Lisieccy zaglądają zachęcani przez Milę do pokoiku młodszych Borejkówien, gdzie szaleje stado dzieci, ale że zabawy tam odgrywane jakoś ich nie wciągają, grzecznie (!!!) się wymawiają od przyłączenia? Gdzie te czasy, gdzie normalnie się bawiące kilkulatki nie były tępe, głupie, ograniczone i beznadziejne ogólnie z powodu braku zacięcia do recytowania "Eneidy"?
          • nessie-jp Re: Pulpetacje 13.05.13, 16:16
            dakota77 napisała:

            > Ja tez nie wierze, zeby corki Florkow byly tepe. Nie wiem czemu w oczach narrat
            > ora czy rodziny sa tak przedstawione. Pametam ze byly przewstawione "geniuszowi
            > " polonistycznemu Lusi.

            Jedna z tych córek jest odautorsko opisywana jako gruba, tępa i sapiąca oraz beznadziejna (ta, co sobie przyssała kieliszek do języka).

            Potem są przeciwstawione mundrej i wspaniałej Łusi oraz dzieciom miastowym jako coś w rodzaju white man's burden: wiejskie dzikusy rozgniatające butem na stole owady, wpatrzone jak w obraz w mundrą kuzynkę z miasta, która oczywiście natychmiast zaczyna nimi przewodzić.

            A sama Patrycja jest konsekwentną psychopatką niezdolną do jakiejkolwiek empatii. Pominąwszy już nawet te mordowane na jej oczach przez pociechy szerszenie (nie każdy lubi szerszenie, ale to nie powód, żeby od razu zabijać), pominąwszy już nawet konsekwentnie obrzydliwe i niskie zachowanie wobec Romy (OK, umysł na poziomie Pudelka, żyje bułeczkami, dziećmi i złośliwymi plotami), to zmroziła mnie scena z zającem.

            Osoba po studiach leśniczych, prowadząca gospodarstwo pół-leśne, zajmująca się zalesianiem
      • iwoniaw Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 11:11
        To prawda, że pomiata chłopakami (i obrzydliwie pluje Marcelkowi gumą na buty, ble) i "przyjaźni" się z Romą tylko deklaratywnie, no ale ma dopiero 19 lat, zero wsparcia w domu i oblewa maturę, więc jakoś się te doświadczenia bilansują, a uczucie zadeklarowane wreszcie po rozmaitych zawirowaniach pomiędzy nią a Baltoną daje nadzieję, że wszystko idzie ku lepszemu, a wnioski jakieś zostaną wyciągnięte.
        Dla mnie obrzydliwa jest Patrycja szczęśliwa już mężatka i matka dzieciom, gospodyni pozyskiwaczka funduszy unijnych, doskonała kucharka nie tylko talerzem apetyczna, co to ma potencjał. Odautorsko mamy sielankę, ideał, szczęście rodzinne i spełnienie zawodowe oraz stabilizację finansową - i taka osoba po odszukaniu na NK koleżanki licealnej (o której mówiła przez lata "przyjaciółka" i która jest córką przyjaciół domu) jedyne, co ma do powiedzenia na jej temat rodzinie zagajającej "a co tam u niej?" to "brzydkie ma dzieci i męża z odstającymi uszami". No ludzie. Ponieważ nie mamy do czynienia ani z osobą nieszczęśliwą i sfrustrowaną, ani z zaburzoną psychicznie, a z taką, jak opisała MM powyżej, jedyne, co można stwierdzić, to że dorosła Patrycja jest podłą, wredną, złośliwą i małostkową suką i Roma doprawdy ma dużo szczęścia, że nie natyka się na nią na ulicy, lecz wyjechała z uszatym mężem i szpetnymi dziećmi do Wiednia czy gdzie tam.
        • verdana Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 18:06
          Nie. Ja też jestem podła i małostkowa i podejrzewam, ze nie tylko ja.
          Są takie sytuacje, ze całe dzieciństwo i mlodość jedna przyjaciółka jest znacznie lepsza od drugiej - i jest zdolniejsza i szczuplejsza i zdaje maturę i mieszka w willi, nie w pokoju z siostrą i jeszcze rodzice stawiają ją za przykład. Nie to jest jednak najistotniejsze - taka przyjaciółka ma czesto ton pouczający i zdecydowanie mamy przy niej i tylko przy niej poczucie niższości. Nie to, aby była wredna czy snobistyczna - wszyscy uważają, ze ona po prostu jest lepsza i już.
          Mam taką przyjaciółkę. Wiem, ze to fajna dziewczyna. Lubię ją, słowo daję, ale mam satysfakcję, jak jest coś u niej nie tak. Jesli tylko ja i Polpecja tak mamy, to przepraszam,. Ale obawiam się, z ze to raczej ludzkie uczucie, moze niezbyt szlachetne, ale takze nie dowód na to, ze jest się wredną suką. Tylko na to, ze człowiek całe życie sadził, ze jest gorszy od przyjaciółki, a teraz stwierdza z satysfakcją, że nie.
          • iwoniaw Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 18:19
            O nienienie - Pulpecja miała cały czas poczucie wyższości wobec Romy i nadal ma, a pastwi się nad _wyglądem_dzieci_ koleżanki przy okazji zagajenia "co u niej słychać". Nie mówi "a, nie wiem", "nic ciekawego", "straciłyśmy kontakt" tylko o tych uszach nieszczęsnych, bo jak wiadomo kształt czaszki świadczy o tym, jakim się jest człowiekiem. To jednak coś innego niż emocje, o których piszesz.
            • dakota77 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 18:24
              Tak zostala przeciez wykonana, dla jej ojca jdynym wyznacznikiem wartosci ludzi byl ksztalt czola i znajomosc lacinskich sentencji :P
            • verdana Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 19:22
              No, nie wiem. Roma nigdy nie była szczególnie sympatyczna. Poza tym, o ile , byc moze krytykowania byłej przyjaciółki, nie jest wyrazem anielskiego charakteru, to wydaje mi sie bardzo normalne i ludzkie. I nie świadczy od razu o tym, ze osoba plotkujaca jest złym człowiekiem, egoistką i suką - nie, jest zwyczajnie normalna. A wiele razy krytykowałyśmy MM za to,z ę bohaterowie nie zachowują się normalnie, ze mają być idealni i bez skazy. Dla mnie Pulpa tu jest zwyczajna.
          • nessie-jp Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 19:36
            > Mam taką przyjaciółkę. Wiem, ze to fajna dziewczyna. Lubię ją, słowo daję, ale
            > mam satysfakcję, jak jest coś u niej nie tak. Jesli tylko ja i Polpecja tak mam
            > y, to przepraszam,.

            Chyba miałaś na myśli "tylko ja i ROMA"? Bo to Pulpecja jest wiecznie tą "lepszą", ładniejszą, ciekawszą, zabawniejszą, błyszczącą, inteligentną, odbijającą "a ciuź ja na tio biedna pojadzę ojej" każdego chłopaka, którym zainteresuje się Roma.

            Tymczasem jakoś nie słychać, żeby Roma pastwiła się nad wyglądem ładniejszej Patrycji. Nie, to piękna Patrycja szydzi z brzydkiej Romy. I z jej dzieci, co już jest naprawdę niegodne.

            Pustogłowa idiotka i tyle. O takich ślicznie pisała Chmielewska: za młodu piękna słodka i co z tego że głupia, na starość niestety ani piękna, ani słodka, za to nieodmiennie głupia.

            Realistyczne? Ależ oczywiście, Matylda też była przecież realistyczna. Tylko jakoś Matylda doczekała się odautorskiego komentarza, a realistyczna bezmyślna wredota Pulpy
            • verdana Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 20:20
              Niegodne jak niegodne - nie oplotkowałyście nigdy wrednie znajmych dzieci? A t jeszcze pewnie w grę wchodzi fakt, że Roma kochała się w Baltonie - czyli satysfakcja, ze to Pulpa ma z nim dzieci, nie Roma.
              • iwoniaw Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 21:10
                No więc właśnie - Pulpa ma dzieci z tym, który się Romie podobał, więc niby czym jest motywowane pastwienie się nad wyglądem dzieci Romy z kimś innym? Gdyby to Roma była złośliwa, to idąc twoim verdano tokiem myślenia byłaby ludzka w uciesze, że co prawda Floriana jej Patrycja zabrała, ale małe Górskie tępe i grube i czerwone z jęzorem w kieliszku. Ale w drugą stronę to jest totalnie bezinteresowna wredota.

                Poza tym nie ukrywam, że drażnią mnie liczne w neojeżycjadzie wstawki o pięknych czaszkach Naszych i Myślących i niskich czółkach i tępocie we wzroku Złych Obcych Blokersów. Bo badaniami antropometrycznymi możemy łatwo ocenić nie tylko inteligencję, ale i szlachetność charakteru i człowieczeństwo ogólnie, nieprawdaż. :-/ I na tym tle złosliwości o uszach jeszcze bardziej mi zgrzytają.
                • ginny22 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 09:44
                  > Poza tym nie ukrywam, że drażnią mnie liczne w neojeżycjadzie wstawki o pięknyc
                  > h czaszkach Naszych i Myślących i niskich czółkach i tępocie we wzroku Złych Ob
                  > cych Blokersów.

                  To jest dla mnie jakiś kosmos, rozumiałabym napisanie o tym raz, jako o fiole pana Borejki, ale tam czoło jest Elementem Znaczącym... Brrr.
                  • klawiatura_zablokowana Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 21.05.13, 16:12
                    No dokładnie, tylko bruzdy w czole brakuje u tych niegodnych...
            • lavanta Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 21:41
              Kogo poza Baltoną Patrycja odbiła Romie? I, naprawdę, czy to wina Patrycji, że ma powodzenie? Przypomnij sobie scenę z Wojtkiem, któremu podobała się Patrycja, a on z kolei podobał się Romie. Pulpa stanowczo chciała się go pozbyć, ale Roma i tak była na Patrcyję zła, że ta spodobała się Wojtkowi.

              "- Ładni jesteśmy? - zaśmiał się Wojtek, obejmując Patrycję za ramiona i przysuwając głowę do jej głowy. Roma stała obok, utkwiwszy w lustrze pochmurne spojrzenie: mała, koścista twarz o małym nosku i dużych ustach wyrażała smutek.
              - Muszę iść - poderwała się natychmiast Patrycja, której ścisnęło się serce. Odsunęła Wojtka na bok i ruszyła w stronę domu.
              Naturalnie, kiedy dotarli na pobliski róg Roosevelta i okazało się, że Patrycja tu właśnie musi skręcić, Wojtek niestety wyraził natychmiast gotowość towarzyszenia jej, a nie Romie, której droga do domu wiodła prosto przez most Teatralny.
              O, nie, przyjacielu - pomyślała Patrycja i oświadczyła, że ma ochotę odprowadzić jednak Romę pod sam dom, bo jeszcze tylko na Teatralce zachowało się trochę śniegu. Ale Roma spojrzała na nią przez te swoje lennonki i powiedziała chłodno:
              - Przecież jesteś głodna! - i tym sposobem zamknąwszy Patrycji usta, zostawiła ją z Wojtkiem na rogu Roosevelta, tuż przed witryną Foto - Angelo, z jego reklamą zdjęć komputerowych w trzy minuty."

              Dziewczyna, która ma wszystkich gdzieś i jest niezdolna do empatii i ma pusto w głowie, chyba by tak nie postąpiła, tylko wykorzystałaby kolejną okazję, żeby sobie poderwać faceta.
              • verdana Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 22:18
                No własnie. Dla mnie tu Patrycja wykazuje sporą empatię i spotyka się z odrzuceniem i nie da sie ukryc - pogardą. Jak by to była jej wina, ze ma większe powodzenie od Romy. Roma wpędza Patrycję w poczucie winy - zawsze miałam takie wrazenie, że Roma obwinia absolutnie wszystkich dookoła i wszyscy wydają sie jej wrogami. Trudno sie dziwić, ze Pulpa po latach nie wspomina jej miło.
                • lavanta Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 13.05.13, 22:45
                  Mnie jest Pulpecji naprawdę szkoda. Została kompletnie odstawiona na boczny tor przez rodziców, którzy budzą się dopiero, kiedy okazuje się, że ich córka nie zdała Matury. Poza tym, kiedy Patrycja bardzo niegościnnie traktuje Marcelka w kuchni u Borejków, Mila jedynie cmoka z dezaprobatą. To zrozumiałe, że nie chce udzielać Patrycji reprymendy przy chłopaku, jednak później do tego tematu w ogóle nie wraca. Natomiast, kiedy Pulpa zapomniała kluczy do mieszkania i nie mogli się dostać na wesele Idy, jej matka nie ma problemu, żeby przy wszystkich zebranych gościach nazwać ją głupią.
                  Ida ciągle robi jej przytyki odnośnie wagi i odchudzania. Roma obraża się na nią za to, że jest od niej mniej atrakcyjna. Jedynymi życzliwymi Pulpie osobami są Gaba i Nutria, a Patrycja w zamian również troszczy się o nie i martwi ich problemami.
              • nessie-jp Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 00:52
                To właśnie mam na myśli, opisując świergolące biedactwo, co to cuś ono poradzi, że takie ślicne i wsystkim się podoba.

                Ja się poważnie Romie nie dziwię, że nie zwierzyła się Patrycji z narzeczeństwa i planów na przyszłość. Nie widzę tu też żadnej obrazy, raczej bardzo słuszną ostrożność. Jak się raz Roma Pulpie zwierzyła, to skończyło się to bardzo boleśnie
                • lavanta Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 01:37
                  W przypadku Wojtka Roma nie musiała się zwierzać, a i tak skończyło się dla niej boleśnie, bez winy Patrycji. W takim razie schowała przed Pulpecją narzeczonego z obawy, że on zauważy, że Roma jest mniej atrakcyjna i ją porzuci?
                  Roma zauważyła, że Baltona podoba się też Patrycji, stwierdziła, że przy niej nie ma u niego szans i się wycofała. Dlatego Patrycja honorowo powinna nie wiązać się z Baltoną w imię cierpienia przyjaciółki, która wykluczyła ją z życia do tego stopnia, że nie powiedziała jej nawet o swoich zaręczynach?
                  Poza tym, od ich spięcia do zaręczyn Romy minął mniej więcej miesiąc, więc to nie jest tak, że nie rozmawiały ze sobą przez lata. W przyjaźni bywają dłuższe przerwy, kiedy ludzie się pokłócą.
                  Dla mnie to wygląda tak, że Patrycja czuła się źle, bo Roma nie powiedziała jej o czymś tak ważnym, za to Roma nie chciała być w cieniu przyjaciółki i w ten sposób postanowiła zakończyć ich znajomość. Każda z nich mogła wyciągnąć do drugiej rękę.
                  • verdana OT trochę -matura 14.05.13, 11:33
                    Siedzę i czekam na telefon od syna, który o 9.30 zdawał ustną maturę. Jestem w stanie przedzawałowym. Jak można zapomnieć o maturze coraz mniej w głowie mi sie mieści. U nas nawet ciotka, która w ogóle nigdy o bratanków nie pyta, wykazała zainteresowanie i pamięć...
                    • iwoniaw Z tym się zgodzę w pełni 14.05.13, 11:51
                      Naprawdę, z bardzo różnych rodzin znam/znałam ludzi zdających maturę, w różnym stopniu byli oni do niej przygotowani i z różnym podejściem do dalszego studiowania, ale nie kojarzę w tym towarzystwie NIKOGO, u kogo w domu nie był to temat i przeżycie. Prawdę mówiąc, nawet sąsiadki i dalsi znajomi kibicują, pytają o daty konkretnych egzaminów, nastawienie przed i wrażenia po.
                      • slotna Re: Z tym się zgodzę w pełni 14.05.13, 18:41
                        > Naprawdę, z bardzo różnych rodzin znam/znałam ludzi zdających maturę, w różnym
                        > stopniu byli oni do niej przygotowani i z różnym podejściem do dalszego studiow
                        > ania, ale nie kojarzę w tym towarzystwie NIKOGO, u kogo w domu nie był to temat
                        > i przeżycie.

                        Chcesz mnie poznac? ;)
                        • iwoniaw Re: Z tym się zgodzę w pełni 14.05.13, 20:18
                          Jasne :-)
                          Naprawdę nikt z rodziny ani znajomych nic a nic nie zapytał?
                          • slotna Re: Z tym się zgodzę w pełni 14.05.13, 20:28
                            > Naprawdę nikt z rodziny ani znajomych nic a nic nie zapytał?

                            Sama poinformowalam telefonicznie rodzicow i dziadkow, ale nikt sie jakos nie przejmowal, ba, jako nieszczesliwe zaniedbane dziecko moglabym podac przyklad bezmyslnego utrudniania mi zycia w tamtym okresie (ale nie podam na forum publicznym). Bardziej sie angazowala rodzina przyjaciolki.
                            • verdana Re: Z tym się zgodzę w pełni 14.05.13, 21:59
                              No, ale rozumiem, ze nie uwazsz swojej rodziny za świetlany przykład...
                              • slotna Re: Z tym się zgodzę w pełni 15.05.13, 00:04
                                > No, ale rozumiem, ze nie uwazsz swojej rodziny za świetlany przykład...

                                Iwoniaw pisala, ze nie kojarzy nikogo, a nie, ze nie kojarzy swietlanych rodzin.
                                • iwoniaw Re: Z tym się zgodzę w pełni 15.05.13, 11:56
                                  Zgadza się, u mnie w otoczeniu emocjonowały się i te dalece nieświetlane. O Tobie nie wiedziałam wtedy ;-)
                                  • iwoniaw Co wszelako nie zmienia faktu, 15.05.13, 11:58
                                    że tu się nie interesuje rodzina przedstawiana jako ideał cnót wszelakich i gejzer uczuć wzajemnych najlepszych i to dlatego właśnie nieco zgrzyta.
                                    • emae Re: Co wszelako nie zmienia faktu, 15.05.13, 12:18
                                      iwoniaw napisała:

                                      > że tu się nie interesuje rodzina przedstawiana jako ideał cnót wszelakich i gej
                                      > zer uczuć wzajemnych najlepszych i to dlatego właśnie nieco zgrzyta.

                                      Wydaje mi się, że po prostu o idealnych rodzinach, tak jak o idealnych szkołach, pisze się bardzo źle. Życie przeciętnej nastolatki, która idealnie dogaduje się z rodzicami i nauczycielami - co w tym interesującego? MM próbuje pokazać konflikt pokoleń i niemożliwość dogadania się z rodzicami, a jednocześnie tychże rodziców ukazać jako wspaniałych i rozumiejących. To musi zgrzytać.
                                    • slotna Re: Co wszelako nie zmienia faktu, 15.05.13, 20:56
                                      > że tu się nie interesuje rodzina przedstawiana jako ideał cnót wszelakich i gej
                                      > zer uczuć wzajemnych najlepszych i to dlatego właśnie nieco zgrzyta.

                                      Oczywiscie, ze zgrzyta.
                    • soova Re: OT trochę -matura 14.05.13, 12:11
                      A jak to było w książce, bo czytałam dawno temu, a własnego egzemplarza nie mam: Borejkowie totalnie o tej maturze zapomnieli i to było otwarcie napisane, czy autorka mimochodem wywołała takie wrażenie? Bo pamiętam, że w tym samym dniu był na tapecie też jakiś teatrzyk z rolami Laury i Pyzy.
                      • verdana Re: OT trochę -matura 14.05.13, 12:14
                        Totalnie zapomnieli. W końcu przypomniała sobie chyba Ida. Bo ważny był Dzień Matki, a nie jakkaś tam matura.
                        • soova Re: OT trochę -matura 14.05.13, 12:19
                          Oj, w końcu Matka u Borejków jest tylko jedna (a matur - cztery, to i ostatniej dało się zapomnieć). :)
                          • iwoniaw Niby Natalia wiedziała wcześniej niż reszta 14.05.13, 13:02
                            tylko nic nie mówiła, bo - podobnie jak Patrycja - nie chciała Matce psuć święta. Natomiast Ida zauważyła, że P. po przedstawieniu córek Gaby nie klaszcze euforycznie, lecz siedzi smętnie i zaczęła drążyć "mów zaraz co się stało, a właśnie właśnie, jak tam matura?" Dopóki po powrocie do domu wręczano laurki i przedstawiano "Kopciuszka" nikt na Pulpę nie patrzył ani o nic jej nie pytał, no bo po co, nieprawdaż (tzn. Natalia musiała się skądś dowiedzieć, skoro jest wprost napisane, że milczała dyskretnie o sprawie, ale na rozmowę w opisanej scenie po powrocie miejsca za bardzo nie ma, więc może siostry się widziały wcześniej, poza domem).
                      • krakowska_poziomka Re: OT trochę -matura 14.05.13, 13:17
                        ja tam jestem w stanie zrozumieć, że nikt się na Patrycję nie rzucił i nie wypytywał, kilka lat temu sama zdawałam maturę i o ile pierwsze egzaminy były dla rodziny "atrakcją" to kolejne już spowszednialy. Ostatni egzamin zdawałam 25 maja i nawet nie wiem czy wszyscy w rodzinie to wiedzieli... ale pamiętam niesamowite wsparcie jakie uzyskałam od wszystkich, kiedy zadzwoniłam z płaczem, że położyłam ustny polski, zapomniałam prezentacji, stres mnie zjadł i poszło naprawdę fatalnie(a na wyniki musiałam czekać 6 godzin) I nie usłyszałam ani słowa, że to moja wina, mogłam wcześniej to napisac itp, ale że jak coś to zdam w sierpniu i nic się nie dzieję :) i
                  • nessie-jp Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 13:52
                    > Dlatego Patrycja honorowo powinna nie wiąza
                    > ć się z Baltoną w imię cierpienia przyjaciółki, która wykluczyła ją z życia do
                    > tego stopnia, że nie powiedziała jej nawet o swoich zaręczynach?

                    Patrycja także wykluczyła Romę z życia całkowicie. Roma także przeżywała ważne rzeczy, o których Patrycji nie zachciało się jakoś dowiedzieć. Patrycja w ogóle się NIE ZAINTERESOWAŁA, co się dzieje z Romą. W ogóle.

                    I Romę akurat guzik obchodziło, że Patrycja nie wie, jak się zachować wobec niechcianych zalotów (akurat, już po rozlicznych Jacuniach i Marcelkach widać, jaka ona bezradna).

                    Uważasz, że dla Romy mniej bolesne było porzucanie jak brzydki przedmiot, bo cóż biedna Patrycja mogła poradzić? I że powinna masochistycznie nadal uwielbiać Patrycję?

                    Patrycja zerwała kontakt z Romą tak totalnie, że nie zorientowała się nawet, że przyjaciółka wychodzi za mąż. To duża sztuka, nawet jeśli Roma nie przysłała jej imiennego zaproszenia
                    • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 18:46
                      > I Romę akurat guzik obchodziło, że Patrycja nie wie, jak się zachować wobec nie
                      > chcianych zalotów (akurat, już po rozlicznych Jacuniach i Marcelkach widać, jak
                      > a ona bezradna).

                      No nie byla bezradna, Baltone uderzyla, Wojtka usilowala splawic wlasnie przez to, ze bylo jej szkoda Romy. Wspolczuje Romie, bo niestety doskonale wiem jak to jest byc ta nieatrakcyjna przyjaciolka, ale Patrycji winy nie widze. Moze inaczej by sie to potoczylo, gdyby Roma z nia szczerze przegadala sprawe Baltony, ale tego nie zrobila, podpuscila ja za to.

                      Pozniejsze komentarze o dzieciach i uszach faktycznie fe, ale nie wierze w nie jak w cala reszte Neo, wiec... ;)
                      • pavan Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 19:05
                        Podpuściła czym dokładnie? Że powiedziała jej w zaufaniu, że Baltona się jej podoba? Rzeczywiście, jak mi przyjaciółka mówi, że lubi lody waniliowe, też lecę-pędzę, żeby wykupić wszystkie w mieście.
                        • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 20:04
                          > Podpuściła czym dokładnie? Że powiedziała jej w zaufaniu, że Baltona się jej po
                          > doba?

                          Ale, zeby powiedziala normalnie. Tylko, ze nie - najpierw go obgadywaly. A potem...

                          "- Naprawdę nie wiem, co w nim jest takiego - powiedziała od niechcenia Patrycja. - Nawet nie jest przystojny.
                          - Chudy i kościsty.
                          - Właśnie. Wybitnie kościsty.
                          - U mnie nie ma kompletnie żadnych szans - podsumowała Patrycja.
                          - Naprawdę?! - ucieszyła się Roma. - Poważnie? Fajnie, że to mówisz. Bo, wiesz... u mnie... miałby.
                          Patrycja umilkła, wstrząśnięta niespodziewanym zwrotem w rozmowie. Wyznanie Romy sprawiło, że poczuła się wpuszczona w maliny."

                          Tez bym sie poczula.

                          > Rzeczywiście, jak mi przyjaciółka mówi, że lubi lody waniliowe, też lecę-
                          > pędzę, żeby wykupić wszystkie w mieście.

                          Pulpa nigdzie nie leciala, nie podrywala Baltony, duzo czasu jej w ogole zajelo zalapanie, ze sie w nim kocha, a spikniecie to juz miesiace.
                      • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 19:40
                        slotna napisała:

                        >
                        > No nie byla bezradna, Baltone uderzyla, Wojtka usilowala splawic wlasnie przez
                        > to, ze bylo jej szkoda Romy. Wspolczuje Romie, bo niestety doskonale wiem jak t
                        > o jest byc ta nieatrakcyjna przyjaciolka, ale Patrycji winy nie widze. Moze ina
                        > czej by sie to potoczylo, gdyby Roma z nia szczerze przegadala sprawe Baltony,
                        > ale tego nie zrobila, podpuscila ja za to.
                        >

                        Zgadzam się z Tobą w 100%, poza tym, że nie wyobrażam sobie Ciebie w roli nieatrakcyjnej przyjaciółki ;)
                        Patrycja nie podrywała ani Baltony, ani Wojtka. Dziwię się, że jej zachowanie jest tak odbierane. Była wręcz odpychająca, odzywała się do Baltony nieuprzejmie, nie robiła nic, żeby go zdobyć.
                        • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 20:07
                          > Zgadzam się z Tobą w 100%, poza tym, że nie wyobrażam sobie Ciebie w roli nieat
                          > rakcyjnej przyjaciółki ;)

                          Ha, i mamy trop! Pulpa przytyla juz totalnie, a Roma wyladniala i zadaje szyku na nk jak ja na fejsuniu. Pulpe szlag trafia - nigdy wczesniej nie miala kompleksow, nie umie sobie z tym radzic i stad te wredne przycinki.

                          > Patrycja nie podrywała ani Baltony, ani Wojtka. Dziwię się, że jej zachowanie j
                          > est tak odbierane. Była wręcz odpychająca, odzywała się do Baltony nieuprzejmie
                          > , nie robiła nic, żeby go zdobyć.

                          Mogla postarac sie bardziej, okulec, dostac tradziku albo chociaz wylysiec ;)
                          • nessie-jp Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 22:09
                            > Mogla postarac sie bardziej, okulec, dostac tradziku albo chociaz wylysiec ;)

                            Wiesz
                            • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 00:06
                              > Wiesz
                          • vi_san Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 12:40
                            Słotna, jesteś genialna!
                            Oczywiście! Pulpa na nk znalazła zdjęcie Romci - obecne. A Romcia chudość nastolatki zamieniała na ekskluzywną szczupłość i figurę modelki, lenonki na szkła kontaktowe, które interesująco pogłębiają kolor jej oczu, nauczyła się odpowiednio malować, dobry fryzjer nawet z mysich i nielicznych kosmyczków potrafi zrobić koafiurę godną gali oscarowej... I jeszcze u boku Romy ten mąż do Clooneya podobny, patrzący na nią z tym błyskiem w oku, którego u Florka osobistego dawno zza wąsów nie widać... I zawiśc w niej zagrała, to się czepiła dzieci, że brzydkie i męża, że uszy ma odstające...
                            A w kwestii drugiego akapitu: nie tyle powinna zbrzydnąć, okuleć, trądziku dostać czy zgarbacieć, ale może wypadałoby, żeby pod tymi złotymi loczkami przemknął jakiś cień wachania, że nie zachowała się "fair" wobec [podobno] przyjaciółki? Zwłaszcza, że na Baltonę zwróciła w ogóle uwagę dopiero, po wyznaniu Romy...
                            • kopiec_esmeralda Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 12:43
                              > przemknął jakiś cień wachania,
                              ...przeczytałam wąchania :) Zaczęłam intensywnie myśleć, kto kogo ma wąchać, choćby cieniowo.
                            • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 13:49
                              vi_san napisała:

                              > A w kwestii drugiego akapitu: nie tyle powinna zbrzydnąć, okuleć, trądziku dost
                              > ać czy zgarbacieć, ale może wypadałoby, żeby pod tymi złotymi loczkami przemkną
                              > ł jakiś cień wachania, że nie zachowała się "fair" wobec [podobno] przyjaciółki
                              > ? Zwłaszcza, że na Baltonę zwróciła w ogóle uwagę dopiero, po wyznaniu Romy...

                              Trochę ciężko polemizować, gdy ktoś do tego stopnia jest przywiązany do swojego zdania ;) Akurat ja wcale nie uważam (i mam wrażenie, że kilka innych osób też), że Patrycja zachowała się jakoś bardzo nie fair wobec Romy i że zainteresowała się Baltoną bezpośrednio po wyznaniu Romy. Przecież pocałunek, który jakąś tam reakcję w niej wzbudził (początkowe oburzenie, ale potem odruchowe nadstawienie się do kolejnego pocałunku) nastąpił przed wyznaniem Romy.
                              • pavan Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 13:57
                                emae napisała:
                                > Trochę ciężko polemizować, gdy ktoś do tego stopnia jest przywiązany do swojego
                                > zdania ;) Akurat ja wcale nie uważam (i mam wrażenie, że kilka innych osób też
                                > ), że Patrycja zachowała się jakoś bardzo nie fair wobec Romy i że zainteresowa
                                > ła się Baltoną bezpośrednio po wyznaniu Romy. Przecież pocałunek, który jakąś t
                                > am reakcję w niej wzbudził (początkowe oburzenie, ale potem odruchowe nadstawie
                                > nie się do kolejnego pocałunku) nastąpił przed wyznaniem Romy.

                                Samo to, że się zakochała czy tam nawet zauroczyła nie jest nie fair. Ale już to, że wiedząc o uczuciach przyjaciółki ani jej przez pustą główkę nie przeszło, że powinna z nią o tym porozmawiać - bardzo.
                                Zwłaszcza, że Roma to introwertyczka, zamknięta w sobie. To, że się zwierzyła kosztowało ją wiele. I spotkało ją tyle, że sięna nią przyjaciółka wypięła i poszła w gaj z rzeczonym.
                                • lavanta Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 14:50
                                  Ale kiedy Patrycja zdała sobie sprawę ze swoich uczuć do Baltony, Roma była już zaręczona, a przyjaźń dziewczyn definitywnie skończona, więc nadal przewiny Patrycji tutaj nie widzę. Co konkretnie zrobiła nie tak?

                                  I w jaki sposób to Patrycja wypięła się na Romę po jej wyznaniu?
                                  Było między nimi spięcie, przestały się do siebie odzywać, a po kilku tygodniach Patrycja dowiedziała się, że jej przyjaciółka wychodzi za mąż. Roma spokojnie mogła wyjść z inicjatywą, chociażby po to, żeby sama Pulpecji o tym powiedzieć. To, że postanowiła się z tego Patrycji nie zwierzać, dla mnie jednoznacznie świadczy o tym, że Roma jest kiepską przyjaciółką.
                              • dakota77 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 15:31
                                Tez tak uwazam.To przeciez nie bylo tak, ze jak tylko Roma wyznala, ze Baltona jej sie podoba, Patrycja pomyslala :"o nie, to ja jestem ta ladniejsza, ona nie bedzie go miala!". Ona po prostu az to tego momentu nie zdawala sobie sprawy, ze budzi sie w niej jakies zauroczenie tym chlopakiem, i dopiero po tej rozmowie cos drgnelo. Mnie sie to kojarzy z "Emma"i fragmentem, gdy bohaterka zdaje sobie sprawe ze swoich uczuc do Knighteya dopiero po tym, jak Harriet jej mowi, ze jest nim zainteresowana i sadzi, ze on nia tez.
                              • vi_san Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 17:03
                                Pavan już ci odpowiedziała, mam przepisywać?
                                Borze zielony, jak świat światem a wiosna wiosną takie historie były - że w ładniejszej przyjaciółce zakochiwał się ten "książę" tej brzydszej. Nic nowego. Ale w książce, podkreślmy, pretendującej do "formowania dusz i umysłów młodych ludzi, książce przedstawiającej młodym ludziom pewne wzorce i pewne ideały bohaterka pozytywna [a taką niewątpliwie ma być Patrycja] powinna mieć chociaż cień wyrzutów sumienia, spróbować podejść do Romy i jakoś jej się wytłumaczyć, powiedzieć coś w rodzaju "Sorry, głupio wyszło, ale padło na nas uczucie"... Chociaż pomyśleć, żeby podejść! I później pomyśleć: "Głupio/Źle/Nieładnie wyszło, powinnam była to inaczej rozwiązać, całą tą sytuację z Romcią". A tu co mamy? Kompletne zero refleksji. Ot, Romcia,kretynka, wyznała w zaufaniu Śliczniutkie Patti, że się kocha w jakimś facecie, w miesiąć później Pat pada mu w ramiona i dziwi się, że Roma ma jakby za złe? Ja tam się nie dziwię Romie, że nie zapoznała fałszywej przyjaciółki z "Clooneyem" - bo Patrycja może nie była fałszywa jako człowiek, ale jako przyjaciółka - niewątpliwie.
                                • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 20:55
                                  > Patrycja] powinna mieć chociaż cień w
                                  > yrzutów sumienia, spróbować podejść do Romy i jakoś jej się wytłumaczyć, powied
                                  > zieć coś w rodzaju "Sorry, głupio wyszło, ale padło na nas uczucie"... Chociaż
                                  > pomyśleć, żeby podejść! I później pomyśleć: "Głupio/Źle/Nieładnie wyszło, powin
                                  > nam była to inaczej rozwiązać, całą tą sytuację z Romcią". A tu co mamy? Komple
                                  > tne zero refleksji. Ot, Romcia,kretynka, wyznała w zaufaniu Śliczniutkie Patti,
                                  > że się kocha w jakimś facecie, w miesiąć później Pat pada mu w ramiona i dziwi
                                  > się, że Roma ma jakby za złe?

                                  Roma sie od niej odciela ZANIM Pulpa sie spiknela z Baltona, ba! zanim sie zorientowala, ze jest w nim zakochana. Nie mogla wiec tego Romie powiedziec, bo zwyczajnie sama nie wiedziala. I to nie Pulpa wpadla miesiac po tej rozmowie w objecia Baltony, tylko Roma w objecia mlodego lekarza.
                    • lavanta Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 01:38
                      Patrycja interesowała się Romą w dokładnie taki sam sposób, w jaki Roma interesowała się Patrycją. Przypominam, że po ich kłótni minął zaledwie MIESIĄC do zaręczyn Romy. To jest naprawdę krótki czas, który często zresztą jest potrzebny, żeby obie strony sobie wszystko przemyślały. Na miejscu Patrycji też nie przyszłoby mi do głowy spotkać się z Romą i spytać: "ej, nie zaręczyłaś się ostatnio przypadkiem?". Gdyby Roma była prawdziwą przyjaciółką, to przełamałaby milczenie i podzieliła się tak ważną informacją. Dla mnie fakt, że tego nie zrobiła, dobitnie świadczy o tym, że postanowiła wyciąć ją ze swojego życia i nie dziwię się, że Patrycja nie miała ochoty na dalszy kontakt z nią.

                      > Uważasz, że dla Romy mniej bolesne było porzucanie jak brzydki przedmiot, bo có
                      > ż biedna Patrycja mogła poradzić? I że powinna masochistycznie nadal uwielbiać
                      > Patrycję?
                      Uważam, że prawdziwa przyjaciółka nie czułaby wyłącznie żalu, że wszystkim podoba się Patrycja. To jest wstrętna zazdrość i nic więcej. Patrycja dobrze wiedziała, jak Roma się czuje i usiłowała ją wesprzeć, np. w już wymienionej scenie z Wojtkiem albo kiedy poszli do kina, a Roma szła smętnie sama za Tomkiem i Elką, bo Baltona się nie zjawił. I nie Patrycją ją porzuciła jak brzydki przedmiot, Roma sama uznała, że nie chce się przyjaźnić z kimś, kto skupia na sobie uwagę.

                      Jakim cudem Patrycja miała się zorientować, że Roma wychodzi za mąż?! Wcześniej bywały między nimi spięcia, ale po jakimś czasie mijały, dlatego Patrycja uważała, że tym razem też tak będzie, tylko trzeba na to trochę czasu. Skąd miała wiedzieć, że przez ten czas Roma się zaręczy?
                      • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 02:04
                        > Uważam, że prawdziwa przyjaciółka nie czułaby wyłącznie żalu, że wszystkim podo
                        > ba się Patrycja. To jest wstrętna zazdrość i nic więcej.

                        Moim zdaniem mogla czuc ten zal, a rownoczesnie naprawde lubic Pulpe. Da sie.
                        • lavanta Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 02:38
                          Zgadzam się w 100%. I żal Romy naprawdę rozumiem, ale w tym wypadku to ona wykazała się egoizmem, a nie Patrycja.
                      • kopiec_esmeralda Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 05:53
                        > Patrycja interesowała się Romą w dokładnie taki sam sposób, w jaki Roma interes
                        > owała się Patrycją.


                        Też mam podobne wrażenie, że są siebie warte. I obie mają dzieci nieudane, w oczach Patrycji - Romine są brzydkie z uszami, a w oczach Borejków poznańskich - Patrycjowe są tępe i grube.
                        Wart Pac pałaca, bo tylko rooseveltowskie Borejki są ubermensche, młode i stare.
                        • kopiec_esmeralda Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 06:24
                          Jeszcze się zastanawiam na temat tych "brzydkich dzieci" - co to w ogóle za maniera u MM, że krytykuje się urodę dzieci znajomych? Jakoś nigdy się z tym nie spotkałam, choć dzieci pełno się przewija wokół, nikt nigdy nie stwierdzał, że są BRZYDKIE. Spotkaliście się z tym? Dla mnie to jakieś jest strasznie dulskie.
                          Mogą być rozpuszczone, nieznośne, hałaśliwe... ale żeby brzydkie? Nie wiem, może mam jakieś wygórowane standardy, ale naprawdę nikt z mojej rodziny i znajomych nie obgadywał urody znajomych, czy choćby spotykanych dzieci. W ogóle o nikim nie słyszałam w rozmowach towarzyskich, że "jest brzydki", choć nieraz się plotkuje, ale nie w tym stylu, nie omawiając urodę.
                          Dla mnie w ogóle tego rodzaju wartościowanie jest maglarskie i jakieś strasznie prostackie.
                          • guineapigs Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.05.13, 23:10
                            Nie znam kontekstu do ktorego sie odnosisz, pewnie cos z Jezycjady, ale ja nie znam az tak dokladnie a nie zaglebilam sie w historie twej repliki. Przepraszam zatem, ze odpowiadam tak ad hoc, ex promptu i co by tam jeszcze Ignac powiedzial.
                            Zgadzam sie, ze mowienie typu: o jakie ladne dziecko! ale to drugie to nie ladne... - to chamstwo i wogole z kija wytrzasniete impresje, ale... tak jest, a raczej: bylo/bywalo. W mojej rodzinie mowienie: alez to sliczna dziewczynka, wyrosnie na modelke, itp bylo normalne - a w tym czasie brzydkie (nie dosc ladne przynajmniej) kaczatko stalo gdzies obok. Pamietam to z dziecinstwa: moja jedna kuzynka: czarniawa i sliczna jak Cyganicha, druga typowa szatynka o pieknych orzechowych wlosach i szlachetnych rysach, trzecia krecona blondyna o cerze jak alabaster - a ja (chyba mnie w tej rodzinie jakis czarny bocian przyniosl) - takie ni pies, ni wydra, marne wlosy, duzy nos, brzydkie zeby - no po prostu niewypal. I te opinie nie jak mialysmy po 15 lat,. ale juz od zlobka. A jak poszlam do szkoly, to sie okazalo, ze kamila ladniej koloruje niz ja, ze Krzys lepiej pisze niz ja, ze Kasia lepiej cos tam robi niz ja. No sie nie udalam zupelnie. Urodzilam sie innym rodzicom.
                            Mowienie, ze jakies dziecko jst lepsze - ladniejsze, zdolniejsze - niz inne jest chamskie, ale funkcjonowalo. Nie wiem jak teraz, moze masowa edukacja cos pomogla, i babcia nie wychwala jednej wnuczki jaka to ona sliczna i madra a druga pomija zupelnie, ale kiedys tak bylo, przynajmniej u mnie.
                            PS. Uczciwie przyznam, ze wszystkie trzy moje kuzynki sa naprawde sliczne, a w dodatku jedna zostala w nastolectwie modelka w Kanadzie. Co nie umniejsza mego zalu z dzieciectwa.
                      • ciotka_scholastyka Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.05.13, 09:09
                        > Patrycja interesowała się Romą w dokładnie taki sam sposób, w jaki Roma interes
                        > owała się Patrycją. Przypominam, że po ich kłótni minął zaledwie MIESIĄC do zar
                        > ęczyn Romy. To jest naprawdę krótki czas

                        A nie sądzicie, że te zaręczyny Romy to jest kolejna wpadka Musierowicz? Ja oczywiście wiem, że zdarzają się takie kupdefudry, błyskawiczne miłości i zaręczyny, ale w tym konkretnym przypadku kompletnie to nie pasuje. Roma, mocno i głęboko zakochana w Baltonie, w ciągu miesiąca tak zmienia front? I to, przypominam, w ciągu miesiąca wypełnionego po brzegi ważnymi rzeczami - nauka, matura, koniec szkoły... Gdzie ona miała czas i głowę poderwać lekarza z kliniki swojego ojca, dorosłego i przystojnego mężczyznę (uszy uszami, ale podobieństwo do Clooneya o czymś świadczy)? Nigdy w to nie wierzyłam, uznałam za wpadkę. Gdyby jeszcze to było po wakacjach - od kwietnia do września jest pięć miesięcy...
                        • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.05.13, 09:19
                          ciotka_scholastyka napisała:

                          >
                          > A nie sądzicie, że te zaręczyny Romy to jest kolejna wpadka Musierowicz? Ja ocz
                          > ywiście wiem, że zdarzają się takie kupdefudry, błyskawiczne miłości i zaręczyn
                          > y, ale w tym konkretnym przypadku kompletnie to nie pasuje. Roma, mocno i głębo
                          > ko zakochana w Baltonie, w ciągu miesiąca tak zmienia front? I to, przypominam,
                          > w ciągu miesiąca wypełnionego po brzegi ważnymi rzeczami - nauka, matura, koni
                          > ec szkoły... Gdzie ona miała czas i głowę poderwać lekarza z kliniki swojego oj
                          > ca, dorosłego i przystojnego mężczyznę (uszy uszami, ale podobieństwo do Cloone
                          > ya o czymś świadczy)? Nigdy w to nie wierzyłam, uznałam za wpadkę. Gdyby jeszcz
                          > e to było po wakacjach - od kwietnia do września jest pięć miesięcy...

                          Bo może Roma nie była mocno i głęboko zakochana w Baltonie? Między Baltoną a Clooneyem był jeszcze Wojtek. Jak już pisałam, Roma wydaje mi się osobą, która nie tkwi przez lata w nieszczęśliwym zakochaniu, ale dość szybko zmienia obiekt, gdy stwierdza brak szans na wzajemność. Ona ma 19 lat zaledwie.

                          Inna opcja - może Clooney miał być nagrodą pocieszenia po Baltonie... Tak jak Robrojek przecież ożenił się "z pierwszą dziewczyną, która go zechciała".
                          • vi_san Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.05.13, 12:09
                            Roma NIE BYŁA w Wojtku zakochana ani nawet zadurzona. Było jej przykro, bo JEJ kolega, jej, nie Pulpy, wybrał towarzystwo ładniejszej [a w każdym razie opisywanej jako ładniejsza] koleżanki, zamiast odprowadzić do domu ja, Romę, z którą znał się dłużej.
                            Inna kwestia, że zaręczyny Romy są "z czapy wzięte" - zakochana w Baltonie, niezbyt atrakcyjna maturzystka - Romcia ot tak, na strzelenie palcami w ciągu miesiąca zaręcza się z przystojnym [podobieństwo do Clooneya, odstające uszy nic nie zmieniają], dorosłym lekarzem z oddziału ojca, czyli już pewnie po specjalizacji? Ja tam się na lekarzach nie znam, ale ten "Clooney z uszami" musiał mieć mniej - więcej 26 - 27 lat. I przystojniak w tym wieku leci na nieładną 19latkę? No, chyba, że liczył, że Mamert mu stanowisko lepsze załatwi, jakąś asystenturę, czy coś...
                            • dakota77 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.05.13, 13:53
                              Jesli mial specjalizacje, ale nie wiem, czy o tym bylamowa- to nawet jakies 30 lat powinien miec.
                              • vi_san Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 12:48
                                Nie upieram się, chciałam go może trochę odmłodzić... No, ale jak tą medycynę kończył, to musiał mieć najmniej 26 - 27 lat, na oddziale dr. Kowalika też nie był stażystą, a normalnym lekarzem, to nawet bez specjalizacji [nie wierzę w lekarza na chirurgii bez specjalizacji!] to minimalny wiek. Prawdopodobniejszy jest twój ty, dakoto, że 30 jak obszył. I nie czepijmy się boomu na Clooneya, ten typ się zawsze kobietom podobał - w końcu sam Clooney karierę zrobił nie dzięki geniuszowi aktorskiemu, a atrakcyjnej powierzchowności [nie odmawiam mu talentu, ale gdyby nie był podparty urodą...]. Czyli, powiedzmy, koło trzydzieski, przystojny jak cholera lekarz w ciągu, podkreślmy, MIESIĄCA, zaręcza się z niezbyt urodziwą i miłą dziewiętnastoletnią córką ordynatora, która, nota bene, kocha się w koledze, który wybrał jej kumpelę? Abstrahując od możliwości podrywczych Romy [które raczej są mizerne], to mi to albo pachnie "interesownością" Clooneya, albo brakiem logiki i sensu.
                                • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 13:20
                                  vi_san napisała:

                                  > Nie upieram się, chciałam go może trochę odmłodzić... No, ale jak tą medycynę k
                                  > ończył, to musiał mieć najmniej 26 - 27 lat, na oddziale dr. Kowalika też nie b
                                  > ył stażystą, a normalnym lekarzem, to nawet bez specjalizacji [nie wierzę w lek
                                  > arza na chirurgii bez specjalizacji!] to minimalny wiek. Prawdopodobniejszy jes
                                  > t twój ty, dakoto, że 30 jak obszył. I nie czepijmy się boomu na Clooneya, ten
                                  > typ się zawsze kobietom podobał - w końcu sam Clooney karierę zrobił nie dzięki
                                  > geniuszowi aktorskiemu, a atrakcyjnej powierzchowności [nie odmawiam mu talent
                                  > u, ale gdyby nie był podparty urodą...]. Czyli, powiedzmy, koło trzydzieski, pr
                                  > zystojny jak cholera lekarz w ciągu, podkreślmy, MIESIĄCA, zaręcza się z niezby
                                  > t urodziwą i miłą dziewiętnastoletnią córką ordynatora, która, nota bene, kocha
                                  > się w koledze, który wybrał jej kumpelę? Abstrahując od możliwości podrywczych
                                  > Romy [które raczej są mizerne], to mi to albo pachnie "interesownością" Cloone
                                  > ya, albo brakiem logiki i sensu.

                                  Owszem, pachnie to interesownością Clooneya, zawsze tak mi to pachniało. Co zresztą jest kolejnym powodem, dla którego ten wątek w "Pulpecji" odbieram jako bardzo przykry.
                                  • j_a_ch Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 15:47
                                    > Owszem, pachnie to interesownością Clooneya, zawsze tak mi to pachniało. Co zre
                                    > sztą jest kolejnym powodem, dla którego ten wątek w "Pulpecji" odbieram jako ba
                                    > rdzo przykry.

                                    No na etapie Pulpecji nie wygląda to fajnie. A potem wychodzi na to, że wątek młodego lekarza został przerobiony z beznadziejnego zapętlenia się zagubionej dziewczyny na miłą nagrodę pocieszenia.
                                    Albo piszemy bajkę dla małych dziewczynek albo realistyczną powieść dydaktyczną dla nastolatek z cyklu "jak żyć".
                                    Radosna twórczość w rozkroku MM :)
                                    • meduza7 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 16:40
                                      W ogóle, jak tak się przyjrzeć losom postaci, to MM zdaje się popierać metodę "klin klinem" i wiązanie się po zawodzie miłosnym z pierwszą osobą, jaka się napatoczy. Robrojek i jego flecistka, Roma i jej lekarz, Aniela i Bernard, nawet nagłe zauroczenie Laury Adamem wpisuje się w schemat. A kto wie, gdyby nie interwencja Miłosza, który przeważył szalę na korzyść Robrojka, czy nie mielibyśmy jeszcze szczęśliwego małżeństwa Nutrii z Nerwusem.
                                      • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 17:53
                                        meduza7 napisała:

                                        > W ogóle, jak tak się przyjrzeć losom postaci, to MM zdaje się popierać metodę "
                                        > klin klinem" i wiązanie się po zawodzie miłosnym z pierwszą osobą, jaka się nap
                                        > atoczy. Robrojek i jego flecistka, Roma i jej lekarz, Aniela i Bernard, nawet n
                                        > agłe zauroczenie Laury Adamem wpisuje się w schemat. A kto wie, gdyby nie inter
                                        > wencja Miłosza, który przeważył szalę na korzyść Robrojka, czy nie mielibyśmy j
                                        > eszcze szczęśliwego małżeństwa Nutrii z Nerwusem.

                                        Czasem to się sprawdza ;) Ale nie jestem pewna, czy należy uczyć tego nastoletnie czytelniczki.
                                        W sumie w schemat wpisuje się też Magdusia i jej "uczucie" do Ignasia, we wcześniejszych tomach Elka i Tomek, ale to jest jakieś takie... ładne :)
                                        • meduza7 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 18:54
                                          No, co do Elki, to nawet nie powiedziałabym, że ona przeżyła jakiś zawód miłosny. Ot, podobał jej się mroczny, czarny rycerz na harleyu, którego to (rycerza, nie harleya) nawet nie znała za dobrze, a zauroczenie prysło w mig, gdy okazał się zwyczajnym chłopakiem.
                                          A Magdusia - owszem. Wydaje się tak spragniona uczucia, że rzuci się na pierwsze portki, jakie pojawią się w zasięgu wzroku. Nieważne, czy to gbur Józin, czy ciapowaty poeta Ignaś, byle był ktokolwiek.
                        • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.05.13, 10:27
                          > A nie sądzicie, że te zaręczyny Romy to jest kolejna wpadka Musierowicz? Ja ocz
                          > ywiście wiem, że zdarzają się takie kupdefudry, błyskawiczne miłości i zaręczyn
                          > y, ale w tym konkretnym przypadku kompletnie to nie pasuje.

                          Mnie tez nigdy nie pasowalo. "Pulpecja" jest dla mnie pierwsza ksiazka wspolczesna. "Noelka", ktorej akcja rozgrywa sie niby dzien wczesniej niz pierwszy rozdzial "Pulpecji" dobitnie opisuje czas przemian ustrojowych, ktore przypadaly na moje wczesne dziecinstwo, "Pulpecja" to juz kapitalizm pelna geba, a takie szybkie narzeczenstwo wydawalo mi sie zawsze jak z poprzedniej epoki ;) Ale to moj subiektywny odbior, zwiazany z wiekiem.
                  • zla.m Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 14.05.13, 15:59
                    lavanta napisał(a):
                    > Roma zauważyła, że Baltona podoba się też Patrycji, stwierdziła, że przy niej n
                    > ie ma u niego szans i się wycofała. Dlatego Patrycja honorowo powinna nie wiąza
                    > ć się z Baltoną w imię cierpienia przyjaciółki, która wykluczyła ją z życia do
                    > tego stopnia, że nie powiedziała jej nawet o swoich zaręczynach?

                    Moim zdaniem wystarczyłoby napisać: "Patrycja poczuła na widok przyjaciółki nieprzyjemne ukłucie. Czuła się winna, chociaż powtarzała sobie za Natalią, że przecież Baltona nie zakocha się w Romie tylko dlatego, że ona sama go odrzuci."
                    I Patrycja nie byłaby nieczułą egoistką, która ma w rzyci swoją przyjaciółkę, ale normalną dziewczyną - która się miota pomiędzy dwiema ważnymi relacjami. A reszta mogłaby się potoczyć dalej tak samo.
                    • floress Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 09:20
                      Bo ta przyjaźń Patrycji i Romy, to jak wszystkie przyjaźnie w Jeżycjadzie. Niby są, ale ich nie ma. Czytając Pulpecję cały czas miałam wrażenie, że ta relacja to jakaś taka nijaka. Wątek na siłę, coby wrzucić Romę na karty dzieła. Żadne z nich przyjaciółki, jedna nie wie co u drugiej się dzieje, nie znają swoich uczuć, nie zwierzają się sobie. Przecież w tym wieku świat się kręci wokół miłości i z przyjaciółką non stop rozmawia się o chłopakach, o swoich uczuciach, dylematach, rozważa, analizuje i radzi.
                      Swoją drogą wątek zaręczyn Romy też na siłę. W ciągu miesiąca poznała faceta i się z nim zaręczyła?
                      Co do samej Patrycji, nie uważam, żeby była jakaś wyjątkowo zła. W tym wieku jeśli pomiata się chłopakami, to nie w perfidny i wyrafinowany sposób. Po prostu człowiek rozkoszuje się tym, że się podoba, że ma w pewnym sensie nad nimi władzę. To jest bardzo przyjemne, ale człowiek nie zastanawia się zbytnio nad tym, że rani czyjeś uczucia. Bo i te uczucia przeważnie nie są jakieś bardzo głębokie. To takie tasowanie się z płcią przeciwną nie ma wiele wspólnego z poważnymi związkami. Przynajmniej wtedy człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, że zalotnik może się poczuć zraniony.
                      • melomanka87 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.05.13, 13:56
                        > Co do samej Patrycji, nie uważam, żeby była jakaś wyjątkowo zła. W tym wieku je
                        > śli pomiata się chłopakami, to nie w perfidny i wyrafinowany sposób. Po prostu
                        > człowiek rozkoszuje się tym, że się podoba, że ma w pewnym sensie nad nimi wład
                        > zę. To jest bardzo przyjemne, ale człowiek nie zastanawia się zbytnio nad tym,
                        > że rani czyjeś uczucia.

                        Za każdym razem, kiedy w wieku licealnym musiałam wytłumaczyć chłopakowi, że nic z tego nie będzie, było mi tak przykro, że zdarzyło mi się nawet później płakać. Jestem jakimś ewenementem?
                      • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 09:06
                        floress napisała:

                        > Bo ta przyjaźń Patrycji i Romy, to jak wszystkie przyjaźnie w Jeżycjadzie. Niby
                        > są, ale ich nie ma. Czytając Pulpecję cały czas miałam wrażenie, że ta relacja
                        > to jakaś taka nijaka. Wątek na siłę, coby wrzucić Romę na karty dzieła. Żadne
                        > z nich przyjaciółki, jedna nie wie co u drugiej się dzieje, nie znają swoich uc
                        > zuć, nie zwierzają się sobie.

                        Faktycznie, tak to wygląda, ale jednak scena, kiedy Patrycja jest odprowadzana przez Wojtka, ukazuje tę przyjaźń bardzo ładnie. Patrycja idzie pogrążona w myślach, pełna poczucia winy (choć jej wina była żadna) i atakują ją wspomnienia z tych wszystkich lat, a każde z tych wspomnień dotyczy lojalności Romy itd. To jest świetnie opisane, bardzo prawdziwie, i pokazuje, że Patrycja wcale nie jest tym różowym wielorybem pozbawionym empatii.
                    • vi_san Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 15.05.13, 17:09
                      O to, to... I nie dziwię się, że nie zrezygnowała z Florka, który w efekcie [zapewne] i tak miałby Romę w odwłoku i okazał się być "miłością życia" Patrycji i jej źrenicą, niebem i światem. Ale chodzi o to, że Patrycja nie tylko nie ma śladu myśli za tymi lazurowymi ślepkami, ze może jakby nieładnie postąpiuła, ale wręćz ma za złe Romie i czuje się przez nią oszukana! I wychodzi na wieloryba o poziomie empatii zbliżonym do ameby, uczuciowości kamienia nagrobnego i takcie odyńca - samotnika ze złamanym kłem.
                      • j_a_ch Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 01:10
                        Mnie tam nie dziwi, że przyjaźń Romy i Pulpy nie przetrwała próby. Akurat dwie tak kontrastowe postacie nie pasują na przyjaciółki do grobowej deski. Dobrze ktoś napisał, że to mogła być taka przyjaźń z przypadku, która się ciągnęła siłą rozpędu, jako znajomość z dziecinnych lat. Niby mamy komentarz odautorski, że obie się nieźle uzupełniały - pogodna Patrycja i zgryźliwa Romcia - ale po mojemu nie było tam nic więcej poza powierzchowną sympatią i ogólnym dogadywaniem się.
                        Wiadomo że dzieciom wiele rzeczy nie przeszkadza, ale w miarę dojrzewania te różnice zaczęły dziewczynom ciążyć, uwierać. I trudno tu winić którąkolwiek, że jedna ma "wszystko" i do tego egocentryczny wieloryb, a druga brzydka, zakompleksiona i nie radzi sobie z zawiścią. Szczególnie że to nastolatki, które pierwszy raz zderzają się z nowymi emocjami.

                        Bardziej niepokoi to, że Patrycja hoduje starą niechęć jako dorosła kobieta. Niby pozytywna postać, a emocje ma nadal na poziomie nastolatki, zero autorefleksji. Jakby zostało w niej negatywne wspomnienie/ nieuświadomione poczucie winy i musi głupio odreagować. Autorka zatrzymała ją w rozwoju, jak zresztą wielu swoich bohaterów (kostiumy pod oczami im się marszczą, wąsy rosną, włosy siwieją, ale charaktery jeśli się w ogóle zmieniają, to z reguły na gorsze). No ale ok, niech Pulpa nawet ma taką wadę, przy tych wszystkich wspaniałościach jakie jej napisano.
                        Ogólnie relacja Patrycja - Roma imho dosyć życiowo opisana.
                        Gorzej z tym Clooneyem i ślubem. Niewiarygodne. Tzn taka akcja typu klin klinem jak najbardziej, ale po co autorka dopisała później te dzieci? Taki związek nie miał prawa przetrwać i być dobry. Tylko że w Jeżycjadzie po ślubie już nie masz odwrotu ;>
                        • meduza7 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 08:51
                          Mnie ten motyw "Clooneya" wydaje się dopisany na zasadzie "Oj zobaczcie, przecież nic złego się nie stało, Romie nie zależało na Baltonie aż tak bardzo, skoro tak szybko się pocieszyła. A w ogóle to właśnie dzięki temu znalazła Właściwego Mężczyznę". Takie krzepiące odautorskie zapewnienie, że wszystko jest w porządku.
                          • soova Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 09:26
                            Z ciekawości: motyw "Clooneya" był w "Pulpecji" (wydanej w 1993)? Z tego, co pamiętam, Clooney zaczął być w Polsce popularny i kojarzony po "Ostrym dyżurze", a ten u nas był pod koniec lat 90-tych.
                            • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 09:36
                              soova napisała:

                              > Z ciekawości: motyw "Clooneya" był w "Pulpecji" (wydanej w 1993)? Z tego, co pa
                              > miętam, Clooney zaczął być w Polsce popularny i kojarzony po "Ostrym dyżurze",
                              > a ten u nas był pod koniec lat 90-tych.

                              Nie, dopiero w "Sprężynie" mąż Romy zostaje określony jako podobny do Clooneya. W "Pulpecji" nie dowiadujemy się o nim praktycznie nic.
                            • ciotka_scholastyka Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 09:45
                              > Z ciekawości: motyw "Clooneya" był w "Pulpecji" (wydanej w 1993)? Z tego, co pa
                              > miętam, Clooney zaczął być w Polsce popularny i kojarzony po "Ostrym dyżurze",
                              > a ten u nas był pod koniec lat 90-tych.

                              W Pulpecji jest mowa o "młodym lekarzu z kliniki doktora Kowalika". O jego podobieństwie do Clooneya dowiadujemy się dopiero w Czarnej Polewce lub Sprężynie. Tak więc wszystko OK :)
                          • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 09:33
                            meduza7 napisała:

                            > Mnie ten motyw "Clooneya" wydaje się dopisany na zasadzie "Oj zobaczcie, przeci
                            > eż nic złego się nie stało, Romie nie zależało na Baltonie aż tak bardzo, skoro
                            > tak szybko się pocieszyła. A w ogóle to właśnie dzięki temu znalazła Właściweg
                            > o Mężczyznę". Takie krzepiące odautorskie zapewnienie, że wszystko jest w porzą
                            > dku.

                            Ale masz na myśli wątek ze "Sprężyny" czy z "Pulpecji"?
                            Bo ja tę wzmiankę o Romie w "Sprężynie" odbieram właśnie tak, jak piszesz. Takie: nie martwcie się o Romę, ten lekarz to przystojniak, kochają się, mają dzieci (btw, nie jest wprost powiedziane, że te dzieci są nieładne). Wyszła za niego raczej z desperacji, ale ostatecznie poszczęściło im się, stworzyli udaną rodzinę.

                            Natomiast wątek ślubu Romy w "Pulpecji" jest poprowadzony bardzo mrocznie. Po pierwsze, jest to kolejny kopniak od życia dla Patrycji: widzisz, najlepsza przyjaciółka wyrzuciła cię ze swojego świata, tak bardzo czuła się przez ciebie zraniona. W dodatku Baltona przyłapał wtedy Patrycję na kłamstwie i przypadkiem dowiedział się, że Roma się od niej odwróciła. Po drugie, to szybkie zamążpójście Romy wygląda właśnie na desperacki krok dziewczyny zranionej nie tylko w miłości, ale też bardzo źle czującej się w swoim domu rodzinnym. Jak to określił Baltona, Roma "odcięła toksyczną pępowinkę". Moim zdaniem, ten wątek w "Pulpecji" jest bardzo przykry, a jego przekaz to raczej coś w stylu: "dorastamy i w naszym życiu pojawiają się prawdziwe, poważne problemy".
                            • j_a_ch Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 12:18
                              No właśnie. Młodziutka Roma ucieka od swoich problemów w pierwsze lepsze małżeństwo i paczcie państwo, jest git. Takie rzeczy tylko w Jeżycjadzie ;D
                              A mógłby być kolejny życiowy wątek z rozwodem w tle (albo chociaż z zerwaniem pochopnych zaręczyn!) i lekcja dla młodych panienek, że tak się nie robi. Mamy coś wręcz przeciwnego - bohaterkę, która machnęła się za lekarza pod wpływem młodzieńczej głupoty, wyjeżdża sobie za granicę, a mąż po latach okazuje się być Clooneyem. Na fejsie można się polansować. Róbcie tak Kochane Czytelniczki, to całkiem niezły przepis na szczęście i wzbudzenie zazdrości przyjaciółki po latach ;>
                              Wyszło kiepsko.
                              • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 17.05.13, 12:26
                                j_a_ch napisał(a):

                                > No właśnie. Młodziutka Roma ucieka od swoich problemów w pierwsze lepsze małżeń
                                > stwo i paczcie państwo, jest git. Takie rzeczy tylko w Jeżycjadzie ;D
                                > A mógłby być kolejny życiowy wątek z rozwodem w tle (albo chociaż z zerwaniem p
                                > ochopnych zaręczyn!) i lekcja dla młodych panienek, że tak się nie robi. Mamy c
                                > oś wręcz przeciwnego - bohaterkę, która machnęła się za lekarza pod wpływem mło
                                > dzieńczej głupoty, wyjeżdża sobie za granicę, a mąż po latach okazuje się być C
                                > looneyem. Na fejsie można się polansować. Róbcie tak Kochane Czytelniczki, to c
                                > ałkiem niezły przepis na szczęście i wzbudzenie zazdrości przyjaciółki po latac
                                > h ;>
                                > Wyszło kiepsko.

                                Nie wiem, ja jakoś odebrałam to pozytywnie. Bo to było coś, czego się nie spodziewałam. Spodziewałam się raczej, że już nic więcej nie przeczytamy o Romie, albo że przeczytamy o Romie smutnej, depresyjnej, połamanej, "antypatycznej" jak Ewa Jedwabińska. Roma szczęśliwa z przystojnym mężem była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem :)
                                • lululemon12 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 18.05.13, 14:37
                                  Mnie za to ciekawi, jak Roma w ogóle poznała swojego męża. Biorąc pod uwagę jej relacje z rodzicami, raczej nie wpadała towarzysko na oddział do ojca, wątpię też, żeby Mamert zapraszał na obiadki znacznie młodszego podwładnego. Nawet przyjmując, że mogli raz czy drugi przypadkiem na siebie wpaść, to co dalej? Wielka miłość od pierwszego wejrzenia? Hmm...
                                  Jeszcze a propos wieku Clooneya bis, mógł na przykład dopiero kończyć staż (opisany jest po prostu jako "młody lekarz z kliniki doktora Kowalika")- miałby wtedy jakieś 26 lat. Co nie zmienia faktu, że cały wątek jest naciągany.

                                  Scenę ze Sprężyny odebrałam trochę inaczej- ot, po prostu Patrycja wpadła do szpitala i plecie, co jej ślina na język przyniesie, bezmyślnie, ale bez żadnych złych intencji. O dzieciach nie wyraziła się wprawdzie najpiękniej, ale przecież przyznała, że męża Romcia ma przystojnego, tak zupełnie wredna nie była ;)
                                  • slotna Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 18.05.13, 16:16
                                    > Nawet prz
                                    > yjmując, że mogli raz czy drugi przypadkiem na siebie wpaść, to co dalej? Wielk
                                    > a miłość od pierwszego wejrzenia? Hmm...

                                    Clooney kombinowal jakby tu zagwarantowac sobie swietlana przyszlosc na ostrym dyzurze i zwyczajnie za nia polazl, jak wpadla po cos do ojca, i poderwal.
                                  • emae Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 19.05.13, 00:16
                                    lululemon12 napisał(a):

                                    > Scenę ze Sprężyny odebrałam trochę inaczej- ot, po prostu Patrycja wpadł
                                    > a do szpitala i plecie, co jej ślina na język przyniesie, bezmyślnie, ale bez ż
                                    > adnych złych intencji. O dzieciach nie wyraziła się wprawdzie najpiękniej, ale
                                    > przecież przyznała, że męża Romcia ma przystojnego, tak zupełnie wredna nie był
                                    > a ;)

                                    Tak samo to widzę. Przecież ona nawet imię własnego męża pomyliła w tym szpitalu, taka była poruszona...
                                    • dziabka1 Re: Pulpa licealna jet całkiem w normie 16.02.14, 16:21
                                      emae napisała:


                                      >
                                      > Tak samo to widzę. Przecież ona nawet imię własnego męża pomyliła w tym szpital
                                      > u, taka była poruszona...

                                      W moim odbiorze ona to imię pomyliła celowo, żeby Gabrysię Cierpiącą rozśmieszyć i jej uwagę odwrócić od Sytuacji Łoża. Nawiasem, podoba mi się ten jej monolog, jest zabawny i dla mnie jest próbą właśnie rozweselania osoby chorej i nie użalania się w stylu alejesteśbiedna.. I też, troche próbą zagłuszenia własnego strachu, niepewności i co tu dużo gadać, rozpaczy z powodu sytuacji, w jakiej znalazła się jej siostra.
                                      O, tam w ogóle były dwa takie językowe potknięcia - Lorek z frosołkiem i dagnolie w Maglezji

    • tt-tka Re: Pulpetacje 03.06.14, 03:04
      truscaveczka napisała:

      > Czyli irytacje 'Pulpecją' - zainspirowane tym ;)
      >
      > Mnie w sumie mało irytuje. Ale sceny maturalnej, sceny skargi pani Dąbek-Nowack
      > iej czy sceny innych przejawów olania Pulpy przez rodzinę znieść bez zgrzytu zę
      > bów nie mogę. Mam wrażenie, że podejście do niej nie zmieniło się od KK - to ta
      > jowialna Pulpa, której nic nie rusza i która zawsze sobie poradzi, to co sobie
      > będziemy głowę zawracać.
      > I chyba sobie zaraz wyjmę P. (choć miałam w planach 'Klapsy polskie' Kurkiewicz
      > a) i wynotuję ogryzkiem ołówka przy kaganku różne inne zniesmaczki.
      >
      > Kto da więcej?

      nie wiem, czy wiecej, ale co innego
      mnie w P irytuje , od poczatku do konca, brak MATKI, przy szesciu wystepujacych tam corkach
      Gabon jako matka jest do niczego, co juz bylo wielokrotnie ustalone, jako starsza siostra tez sie nie sprawdza
      a Milicja calkiem juz weszla w role babci i jakby nie zauwaza, ze ma corki i ze te corki maja problemy, z ktorymi ewidentnie sobie nie radza - matura Pulpy, zanikanie Nutrii, klopoty malzenskie Idy, niezdolnosc porozumienia sie jej wlasnych dzieci w dosc istotnych sprawach
      mozna uznac, ze przynajmniej dwoje z tych dzieci jest juz bardzo dorosle, ale sorry Winnetou, jak sie pelni role krolowej roju i matki klanu, to do czegos zobowiazuje
    • tt-tka Re: Pulpetacje 03.06.14, 03:13
      jeszcze jedna irytacja, choc z innej bajki
      Gaba mowi Idzie, ze opowiedziala Grzegorzowi o swoim mieszkaniowym pomysle (suterena po Ogorzalkach), a on sie zaraz oswiadczyl
      Ida z miejsca podbiera pomysl i wraz z Mareczkiem znika w lochach
      a mnie bardzo zlosci, ze nie pokazano nam Grzesia, ktory, juz po deklaracji, znienacka dowiaduje sie, ze nici z mieszkanka i bytowac bedzie u tesciow, a jego malzenstwo liczyc sobie bedzie w sumie osiem osob - poza nim, Gaba i jej corkami jeszcze rodzice i dwie siostry zony
      tak chcialabym wiedziec, co on wtedy powiedzial i jak sie zachowal...
      • bupu Re: Pulpetacje 03.06.14, 05:00
        tt-tka napisała:

        > jeszcze jedna irytacja, choc z innej bajki
        > Gaba mowi Idzie, ze opowiedziala Grzegorzowi o swoim mieszkaniowym pomysle (sut
        > erena po Ogorzalkach), a on sie zaraz oswiadczyl
        > Ida z miejsca podbiera pomysl i wraz z Mareczkiem znika w lochach
        > a mnie bardzo zlosci, ze nie pokazano nam Grzesia, ktory, juz po deklaracji, zn
        > ienacka dowiaduje sie, ze nici z mieszkanka i bytowac bedzie u tesciow, a jego
        > malzenstwo liczyc sobie bedzie w sumie osiem osob - poza nim, Gaba i jej corka
        > mi jeszcze rodzice i dwie siostry zony
        > tak chcialabym wiedziec, co on wtedy powiedzial i jak sie zachowal...

        Wyraził nieśmiałe zastrzeżenia co do takiego rozwiązania kwestii mieszkaniowej i w ogóle sensu mieszkania w kołchozie, na co miłej Gabrieli zadrżała dzielna grzywka a z ust popłynęła rzewna skarga, że ona, bidna (Gaba, nie grzywka) myślała, że po sponiewieraniu przez Py... Py... Pyziaka, wreszcie znalazła tego właściwego i kochającego, ale teraz widzi, że i jemu nie może ufać, że i on odwraca się plecami do jej rodziny całkiem jak TAMTEN! <tu złowrogi grzmot>
        Na takie dictum Grzesiowi zadrgała broda, a oczy zaszły łzą skruchy, gdy składał on szczerą partyjną samokrytykę i błagał Gabrielę o wybaczenie, zapewniając, że uwielbia mieszkać na kupie, a już bez kolejek do kibla wręcz żyć nie może.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka