Dodaj do ulubionych

Mr Teophilus Boreyko :D

25.07.12, 15:23
Czyli KK jest tłumaczony na angielski :)

"Poniekąd już znacie Johna - to on przetłumaczył teksty do angielskiej wersji tej strony. Dodajmy, że John jest utalentowanym pisarzem i poetą, i że jest obdarzony nie tylko fantazją i wynalazczością, ale i pysznym poczuciem humoru, dzięki czemu przekład tej powieści zupełnie uszczęśliwił jej autorkę. Uzgadniamy jeszcze przeróżne drobiazgi, jak np. imiona (uznał, że Mila to zdrobnienie od Millicent, a zamiast Ignacego wymyślił Theophilusa! - na co się jednakże zgodzić nie mogę…). Zastanawiamy się także, jakie sporządzić przypisy, by czytelnik anglojęzyczny zrozumiał realia lat 70. w Polsce Ludowej. Że to ostatnie zadanie jest najtrudniejsze - nie muszę dodawać. Już sam fakt, że trzeba godzinami stać w kolejce po mięso, wymaga odrębnego i szczegółowego przypisu. A jak objaśnić, dlaczego rodzina krzyczy rozpaczliwie „Gasić, gasić!”, kiedy ktoś włącza telewizor lub radio, wpuszczając do domu propagandę? I tak dalej, i tak dalej...

W pewnym momencie uznałam, że może wygodniej będzie pozbawić przekład tych małych realiów - ale tłumacz zaprotestował: Moim zdaniem, wszystkie specyfiki kulturowo-historyczne dają ciekawy koloryt. Historie dobrze osadzone w konkretnej rzeczywistości są znacznie ciekawsze niż takie, które się toczą w nieokreślonej lokalizacji. Proponuję dać przypisy razem na końcu.

No, to główkujemy dalej...

A może ciekawi Was, jak John Comber poradził sobie ze świnką? - tzn. chorobą wirusową, na którą zapadły „świnki trzy”, czyli małe Borejkówny? Otóż, poradził sobie genialnie. Najpierw miał taki pomysł:

Niestety, po angielsku jest tylko „mumps”. Też śmieszne słowo, ale gdyby Nutria mówiła przez telefon, że tata znalazł „mump”, to Gabriela by raczej od razu skapnęła o co chodzi. Wpadłem więc na pomysł, by zachorowały dziewczynki na „ospę”, czyli „chicken pox”. Chicken za piggy - bardzo dobrze. Tylko wtedy trzeba zmienić dalej w tekście opisy większości objawów. Czy takie rozwiązanie Pani się podoba?

Nie, nie spodobało mi się.

A wobec tego Mr. Comber wymyślił to:

„— Dad’s found a mump.
— A what?!
— A mump, Gabby.
— Listen, you abominable tot, is that why you’re phoning me and scaring me, to tell me some nonsense about some little bug or something?
(...)
— Hey, Nutria, just a second, why aren’t you asleep yet?
— I told you. We’ve got a mump.
— Listen, lovely, a mump, bump, lump or whatever it’s called still doesn’t mean that you can stay up past your bed time. So bye-bye. Sleep well. I’ll be home late.
— And did they have a cake? asked Nutria painfully.
(...)
— It was daddy who found that mump, you know? Natalia changed the subject. — It was hurting by my ears. Daddy touched it and found two lumps there.
— Nu… Nu… Nutria… What are you… saying? Gabby’s knees suddenly turned to jelly. — Mumps? Mumps?
— I told you that already. A mump.
(...)
Dear Mum. I’ve got mumps. Pulpy’s got mumps as well. Ida’s got mumps as well. So we are three little mumpkins.”
Obserwuj wątek
    • nioszka Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 15:30
      Coś Ci się Dzidko na wykopaliska zebrało... :)
      • the_dzidka Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 16:17
        Ano, mam fazę :-) Szukałam czegoś innego, trafiłam na to.
    • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 17:19
      Tłumacz i Ałtorka nie mają specjalnie chyba pojęcia o tłumaczeniu... Część imion przetłumaczona, część polska, podobnie z przezwiskami (które akurat spokojnie można tłumaczyć). Zero strategii. Przypisy są przeważnie zbędne, wystarczy dobra przedmowa. Dobrze, że MM nie zgodziła się na zmianę na ospę, popieram, to nie jest tylko zwykła gra słowna, ale też jedna z osi książki. Generalnie jednak z tekstu wynika mi, że pani MM może się mierzyć ze swoim szanownym bratem. I nie wiem, które gorsze :P
      • mkw98 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 18:17
        > Tłumacz i Ałtorka nie mają specjalnie chyba pojęcia o tłumaczeniu... Część imio
        > n przetłumaczona, część polska

        To się akurat często zdarza - np. w tłumaczeniu "Ani z Zielonego Wzgórza" większość imion spolszczono, część całkowicie zmieniono a niektóre pozostawiono. Więc obok Ani, Mateusza i Maryli mamy Ruby czy Prissy. W "Przeminęło z wiatrem" imię głównej bohaterki pozostawiono w oryginalnym brzmieniu, ale np. jej pierwszy mąż to Karolek. W "Małej księżniczce" Sara przyjaźniła się z Rózią. I tak dalej...
        • kkokos Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 18:44
          > To się akurat często zdarza - np. w tłumaczeniu "Ani z Zielonego Wzgórza" więks
          > zość imion spolszczono, część całkowicie zmieniono a niektóre pozostawiono. Wię
          > c obok Ani, Mateusza i Maryli mamy Ruby czy Prissy. W "Przeminęło z wiatrem" im
          > ię głównej bohaterki pozostawiono w oryginalnym brzmieniu, ale np. jej pierwszy
          > mąż to Karolek. W "Małej księżniczce" Sara przyjaźniła się z Rózią. I tak dale
          > j...

          ale to są wszystko przykłady tłumaczeń sprzed 80 lat, teraz obowiązuje chyba trochę inna szkoła
          • nessie-jp Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 18:59
            > ale to są wszystko przykłady tłumaczeń sprzed 80 lat, teraz obowiązuje chyba tr
            > ochę inna szkoła

            Owszem, w tłumaczeniach NA POLSKI obowiązuje inna szkoła.

            Natomiast tłumaczenia na język angielski rządzą się zupełnie innymi prawami, w głównej mierze narzucanymi przez oczekiwania rynku.
            • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 10:34
              Jakie są te reguły w tym przypadku? Czemu Pulpy ale Nutria? Czemu Ida ale Gabby?
              • mkw98 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 10:49
                Gabby to jest zdrobnienie (Gabunia). Wszystkie imiona są zachowane, a przezwiska przetłumaczone.

                • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 13:11
                  Gabby to zdrobnienie, nie przezwisko. W życiu bym nie przetłumaczyła zdrobnienia obcojęzycznego (załóżmy Jekatierina - Katia) na polskie (Kasia). I Teophilus to chyba nie jest zachowanie oryginalnego imienia? Czy Millicent? Dobra, nie przeszło, ale skoro tłumacz miał taki pomysł (a MM o tym pisze otwarcie), to popełnił poważny błąd.
                  • mkw98 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 14:25
                    No właśnie - nie przeszło. Więc jest spójnie. A wcześniej trwały negocjacje. Moim zdaniem nie powinno się kogoś nazywać złym tłumaczem tylko dlatego, że chce tłumaczyć imiona (w książce dla dzieci i młodzieży), a w każdym razie rozważa taką możliwość.

                    > Gabby to zdrobnienie, nie przezwisko.

                    A Jacunio mówił do Patrycji "Patty". ; ) A mówiąc serio - to jak przetłumaczyć Gabunię? Przypuszczam, że dla czytelnika anglojęzycznego Gabriela i Gabunia brzmiałyby jak dwa odrębne imiona. A Gabby jest zdrobnieniem zrozumiałym. Co więcej, zbliżone brzmieniowo
                    zdrobnienie "Gabi" jakoś tam w polszczyźnie funkcjonuje, choć Gabriela B. pewnie by za nim nie przepadała.
                    • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 15:06
                      Widać jestem z innej szkoły. Nie tłumaczę imion, znajomi tłumacze też tego nie robią. Nie jest to kwestią "rozważania".
                      Książki dla dzieci i młodzieży też nie są pretekstem do tłumaczenia imion. Dziecko od małego musi zdawać sobie sprawę z istnienia innych kultur. "Czesio" w książce Montgomery budził zawsze mój niepokój. Coś nie grało.
                      Po co tłumaczyć Gabunię, skoro to imię? Jeśli odbiorca angielski miałby problem z identyfikacją postaci, to można zostawić pełne imię i tyle.
                      • retro-story Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 16:18
                        Bo nie chodzi o samo imie jako takie, ale tez o odzwierciedlenie relacji miedzy siostrami. Nie wyobrazam sobie malej Nutrii mowiacej "Gabriela, don't get upset, but..." - zdecydowanie bardziej pasuje Gabby albo Gabs, czyli zdrobnienia tworzone przy pomocy angielskich koncowek-zdrobnieniowek :). Na Gabrysi Anglicy polamia sobie jezyki, a Gabunia jest, uwazam, zbyt duzym przeskokiem.
                      • emae Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 11:25
                        klymenystra napisała:

                        > Widać jestem z innej szkoły. Nie tłumaczę imion, znajomi tłumacze też tego nie
                        > robią. Nie jest to kwestią "rozważania".
                        > Książki dla dzieci i młodzieży też nie są pretekstem do tłumaczenia imion. Dzie
                        > cko od małego musi zdawać sobie sprawę z istnienia innych kultur. "Czesio" w ks
                        > iążce Montgomery budził zawsze mój niepokój. Coś nie grało.
                        > Po co tłumaczyć Gabunię, skoro to imię? Jeśli odbiorca angielski miałby problem
                        > z identyfikacją postaci, to można zostawić pełne imię i tyle.

                        Tyle że to jest jednak inny przypadek. Nie mówimy o transformacji "Charles" w "Czesia" czy "Persis" w "Polcię", ale o imieniu Gabriela zachowanym w niezmienionej formie w tłumaczeniu i jedynie zdrobnieniu nieznacznie zmienionym, by brzmiało zrozumiale dla anglojęzycznego czytelnika. Wydaje mi się, że w języku angielskim nie stosuje się zdrobnień kończących się na "a" i brzmiących twardo, jak "Gaba" czy "Pulpa".
                        • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 17:02
                          Ale stosuje się je w polskim. Więc nie wiem, skąd te ciągłe odniesienia do angielskiego. W książce "Just Patty" tłumaczka nie przetłumaczyła Patty jako Patrysi, Patty jest zdrobnieniem od imienia Patricia. Nie słyszałam, żeby polskie czytelniczki miały z tym problem.
                          • nessie-jp Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 17:36
                            klymenystra napisała:

                            > Ale stosuje się je w polskim. Więc nie wiem, skąd te ciągłe odniesienia do angi
                            > elskiego.

                            Przepraszam, klymenestro, czy zauważyłaś, że dyskutujemy o przekładzie Musierowicz NA ANGIELSKI? Naprawdę, to są dwie różne rzeczy: przekładać na polski i przekładać na angielski.


                            > W książce "Just Patty" tłumaczka nie przetłumaczyła Patty j

                            Ale przezwiska nauczycielek spolszczyła, prawda?
                            • slotna Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 19:51
                              Z "Patty" polski nastolatek jest osluchany, juz Musierowicz to wiedziala, piszac "Pulpecje" ;) Gabunia dla Anglika natomiast... no nie. "Gabby" oddaje to, co ma oddawac i moim zdaniem jest bardzo ok.
          • mkw98 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 08:56
            kkokos napisała:

            > ale to są wszystko przykłady tłumaczeń sprzed 80 lat, teraz obowiązuje chyba tr
            > ochę inna szkoła

            Ojtam, ojtam, to była stara, dobra szkoła. ; )

            Z nowszych przykładów, z ostatniego dziesięciolecia, to tak na szybko przychodzi mi do głowy "Seria niefortunnych zdarzeń" - zamiast Violet i Sunny mamy Wioletkę i Słoneczko. Z drugiej strony w książce pojawiają się m.in. Duncan i Quigley.
            Jeszcze pomyślę nad innymi, ale niestety nie znam współczesnej literatury dziecięcej tak dobrze jak tę sprzed 80 lat. ; )

            Swoją drogą, jak ktoś słusznie zauważył poniżej, przezwisko Nutrii JEST przetłumaczone. I ogólnie polityka dotycząca imion w przytoczonym fragmencie jest raczej spójna.

            Skądinąd fraza "And did they have a cake?" ma zupełnie inny smak niż "a torcik dali?" ; )
            To mi przypomina, jak byłam we Francji na rosyjskim filmie pt. "Staruchy" z francuskimi napisami. Film ma bardzo specyficzny nastrój - głucha wieś, samogon się leje, dusza słowiańska się raduje. Osią fabuły jest zaznajamianie się tytułowych staruszek z tajemniczymi Uzbekami. Dodatkową atrakcją dla licznie zgromadzonych na sali Słowian były napisy.

            Np. postać mówi "Durniem radzil'sja, durniem ostal'sja", a w napisach
            tlum fr. : "Il est toujours aussi con"

            Na ekranie ktoś wzdycha "Ot, bida..."
            Tlum fr. : Quel malheur...
            • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 13:46
              No, a jak byś te dwa zdania przetłumaczyła na francuski? I to w filmie, gdzie zdanie musi być krótkie? Nie jest to najlepsze tłumaczenie, przyznam, ale nic innego nie przychodzi mi teraz do głowy.

              Co do "starej, dobrej szkoły". Gusty nie podlegają dyskusji, więc nie będę Cię przekonywać. Inna sprawa, że ja też jestem najbardziej przywiązana do starych tłumaczeń Burnett czy Montgomery. Dlatego, że się na nich wychowałam. W polskich wydaniach Ani, Emilek i innych roi się od błędów, ale te książki zapadły mi w pamięć, do tych się przywiązałam. Tego typu sentymenty jednak nie mogą być używanie w ocenie tłumaczenia.
              • mkw98 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 14:02
                > No, a jak byś te dwa zdania przetłumaczyła na francuski? I to w filmie, gdzie z
                > danie musi być krótkie?

                Przecież ja nie napisałam, że są źle przetłumaczone! : ) Tyle że fraza "Quel malheur..." ma zupełnie inny smak, niż "ot, bida".
                Ot, bida z tymi tłumaczeniami.

                Jeśli chodzi o Anie i Emilki, to owszem, w tłumaczeniach jest sporo błędów - choćby to nieszczęsne "przysięganie" w pierwszym tomie Ani, albo pojawiająca się ni z gruszki ni z pietruszki "Eliza i niedźwiedzie" (dopiero na studiach odkryłam, o co tam chodziło), ale ja bym jednak odróżniała ewidentne pomyłki od przyjętej konwencji.
                • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 15:10
                  Czekaj, ale o jakiej konwencji mowa? Jeśli już ktoś się upiera, żeby spolszczać wszystko, to oprócz imion powinien także tłumaczyć nazwy miejsc (Czarnowoda to za mało), nazwiska, zamiast obcych potraw karmić bohaterów bigosem i krupnikiem, ba, kazać im czytać polskie gazety i mówić o polskich politykach. Wtedy byłaby konsekwencja i jasność. Nie można wybiórczo traktować oryginału.
                  • minerwamcg Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 16:44
                    Ależ można, można traktować wybiórczo. A nawet należy. Dzięki temu mamy Anię, Makbeta, Probierczyka, króla Artura, Jadwinię (córkę Hjalmara), Krystynę córkę Lawransa, cały legion innych synów i córek, a wreszcie, last but not least, Jezusa z Nazaretu zamiast Jehoszui z Nac'rat.
                    Niektóre imiona i nazwy się przekłada, niektóre nie. Które? To zależy od mnóstwa czynników i jednej reguły nie ma.
                    • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 11:06
                      Już o tym była mowa. Dawniej tłumaczyło się imiona, teraz się tego nie robi. Amen.
                      • minerwamcg Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 12:18
                        Ależ robi się, robi. Tam, gdzie jest to korzystne dla przekładu. Bo przekład ma dobrze się czytać i dobrze brzmieć po polsku - a nie "uświadamiać różnice kulturowe". Dzięki temu mamy Cedryka Diggory'ego i Łucję Pevensie u Polkowskiego, Eryka u Cholewy i legion Mikołajków i Słoneczek u innych tłumaczy.
                        • nessie-jp Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 16:37
                          > Dzięki temu mamy Cedryka Diggory'ego

                          No i przede wszystkim Hermionę. "Hermiona" to imię dla polskiego dziecka dużo łatwiej przyswajalne, odmienane i wymawialne, niż "Hermione" (hermajni).

                          Przekłady literatury dziecięcej w ogóle zresztą rządzą się innymi prawami, a przekłady na rynek obcy, jak już napisałam, także podlegają zupełnie innym zasadom, niż przekłady na polski.

                          Choćby dlatego, że polski nastolatek ma jakieś, choćby najbardziej ogólne, pojęcie o wymowie angielskiej czy niemieckiej. Amerykański nastolatek nie będzie miał żadnego pojęcia o wymowie polskiej, tak jak polskie dzieci raczej nie przeczytałyby poprawnie (albo w ogóle) imion i nazw węgierskich.

                          Zadaniem tłumacza jest być przewodnikiem czytelnika i ani nie robić z niego prostaczka, któremu wszystko trzeba przetłumaczyć, ani z drugiej strony nie rzucać kłód pod nogi i nie zadzierać nosa, że skoro nie rozumiesz, to się naucz.
                          • kooreczka Re: Mr Teophilus Boreyko :D 27.07.12, 21:55
                            Z trzeciej jednak strony przypominam, że rzeczona Hermiona w PL funkcjonuje jako postać mityczna właśnie pod takim imieniem (IIRC narzeczona Orestesa).
                            • minerwamcg Re: Mr Teophilus Boreyko :D 10.08.12, 23:16
                              kooreczka napisał:

                              > Z trzeciej jednak strony przypominam, że rzeczona Hermiona w PL funkcjonuje jak
                              > o postać mityczna właśnie pod takim imieniem (IIRC narzeczona Orestesa).

                              O czym wie pan Borejko i kilku jego kumpli ze studiów :)
                          • minerwamcg Re: Mr Teophilus Boreyko :D 09.08.12, 17:46
                            > Zadaniem tłumacza jest być przewodnikiem czytelnika i ani nie robić z niego pro
                            > staczka, któremu wszystko trzeba przetłumaczyć, ani z drugiej strony nie rzucać
                            > kłód pod nogi i nie zadzierać nosa, że skoro nie rozumiesz, to się naucz.

                            O! O. o. o. Zapisać w koninie, zgadzam się z nessie. W dodatku ponad ambicjami tłumacza stoi, a przynajmniej stać powinno dobro przekładu - tłumaczona książka powinna albowiem czytać się równie dobrze jak oryginał. I jeśli tłumacz jest mądry, umie dla dobra przekładu zrezygnować z popisywania się zarówno przywiązaniem do oryginału jak i inwencją translatorską (w tym pierwszym przypadku mamy przekład jakby komuś słownik spadł na głowę, a w tym drugim krzatowe kalosze, trudno powiedzieć, co gorsze).
                            • bupu Re: Mr Teophilus Boreyko :D 10.08.12, 23:39
                              > O! O. o. o. Zapisać w koninie

                              Rany boskie, biedny koń.
                              • minerwamcg Re: Mr Teophilus Boreyko :D 12.08.12, 12:55
                                No co robić, skońtaminowało mi się :) Proponuję zatem zapisać w Koninie, w najwyższym kominie!
                  • dakota77 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 17:23
                    To jest fajny tekst:)
                    www.ahistoria.pl/index.php/2011/11/dlaczego-nie-ma-jerzego-busza-jesli-jest-jerzy-waszyngton/
        • dakota77 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 20:39
          Co nie oznacza, ze to dobra praktyka.
        • dakota77 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 20:40
          Co nie oznacza, ze to dobra praktyka. No i mowimy o przekladach sprzed wielu lat.
        • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 10:33
          Jezu, wiem przecież. Mamy 2012 rok, zasady tłumaczenia się zmieniły nieco od lat 70 ubiegłego wieku.
      • slotna Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 01:47
        Nutria jest nutria i po angielsku (wpisz sobie w angielskie google albo wiki), a Pulpy tez ma sens. Ida w ogole polska nie jest. Imo ok.
        • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 10:36
          O, przepraszam, masz rację co do Nutrii.
          Żadne z imion sióstr nie jest polskie ;) Więc to nie do końca argument.
          • slotna Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 12:04
            > Żadne z imion sióstr nie jest polskie ;) Więc to nie do końca argument.

            Ojej, no wiadomo, ze zrodoslow jakis tam, ale sa to polskie wersje, te popularne w krajach anglosaskich sa inne. Ale nie wiemy, czy pelne wersje imion sa przetlumaczone, Gabby zamiast Gabuni mi sie podoba. I w ogole jakbys chciala zmienic Ide?
            • klymenystra Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 13:12
              Nie chciałabym. Protestuję przeciw tłumaczeniu imion. Czyli przeciw Gabby. Ida spoko.
    • villanden Re: Mr Teophilus Boreyko :D 25.07.12, 20:53
      Dziewczyny, a co wlasciwie znaczy "mump" w liczbie pojedynczej?
      Ze "mumps" to swinka to wiedzialam, ale czy samo "mump" ma jakies znaczenie? Jestem ciekawa jak ten dialog brzmi dla kogos, dla kogo angielski jest jezykiem ojczystym...

      Inna sprawa, ze po polsku to tez lekko absurdalne i dlatego ma taki urok...

      Lubie KK :-)
      • dakota77 Re: Mr Teophilus Boreyko :D 26.07.12, 10:11
        Mump to wsplczesnie tylko czasownik, i nie wydaje mi sie, zeby czesto uzywany ( swoja droga, urban dictionary podaje pare dodatkowych i okropnych zastosowan).
        Z tego co czytalam, w XVI wieku byl rzeczownik mump, znaczacy grymas, i od jego liczby mnogiej powstala nazwa choroby.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka