Dodaj do ulubionych

O szerszeniach w jakby inny sposób...

31.07.12, 17:15
"- Pani Mario, niech pani uważa!
Ten dramatyczny okrzyk wyrwał się z ust pana Stefana. Maria aż podskoczyła, wyłączając komórkę, zanim zdążyła powiedzieć „do widzenia". Nad stolikiem zastawionym śniadaniowymi przysmakami krążyła gigantyczna osa, brzęcząc i bucząc jak miniaturowy helikopter. Maria wstrzymała dech w piersiach.
- Co ona taka wielka?
- Niech się pani nie rusza. To nie osa, to szerszeń. Lepiej dla nas, żeby się nie wkurzył.
Szerszeń przysiadł na talerzyku Marii. Był ohydny. Warczał. Maria rzuciła okiem wokół siebie w poszukiwaniu czegoś, czym by go można trzepnąć.
- Niech pani nawet nie próbuje - ostrzegł ją pan Stefan. - To strasznie jadowite bydlę. Niech on lepiej sam odleci.
Szerszeń zakończył rekonesans i wzbił się w niebo, prawdopodobnie rozczarowany zawartością talerzyka.
- Nigdy nie widziałam szerszenia, w każdym razie z bliska. On jest naprawdę taki niebezpieczny?
- Naprawdę. Cztery ukąszenia zabijają konia. A może człowieka. Coś dużego w każdym razie. Mnie kiedyś chlasnął jeden i skończyło się w szpitalu, bo spuchłem i omal się nie przekręciłem. Poza wszystkim to cholernie boli, kiedy on ugryza. Znaczy, gryzie. A może żądli.
- Czy one są agresywne?
- Jak cholera."

[Monika Szwaja "Gosposia prawie do wszystkiego]


I jeszcze tu:
www.gorzow24.pl/news/1136/nie-bagatelizuj-uzadlenia-szerszenia.html

Obserwuj wątek
    • rannie.kirsted Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 31.07.12, 23:01
      to ze MM w bardzo przesmiewczy sposob opisuje strach Ignasia przed szerszeniami, jest po prostu nieopojete. wszystkich borejkow smieszy ze on sie boi tych obrzydliwych i naprawde niebezpiecznych owadow?? i gorska nora, co kapciem rozgniata szerszenia na obiadowym stole. i bleee i brrrrrr
      • kit.kat Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 31.07.12, 23:22
        Do dziś nie mogę uwierzyć w te sceny... Całe szczęście, że nie mieszkam z Borejkami, tylko z ludźmi, którzy w środku nocy pomagają mi zatłuc komara bzyczącego w pokoju!
    • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 02:05
      Nie wiem, czy akurat Szwaja jest świetnym źródłem wiedzy o szerszeniach, niemniej rozum podpowiada, że pozbycie się szerszeni leży w tym przypadku w interesie człowieka.

      Historia sprzed kilku dni:
      Znajomy małża obrócił się rano we własnym łóżku na drugi bok i nagle okropnie zabolała go szyja. Zerwał się i zobaczył na poduszce przygniecionego szerszenia. Dobił, wyrzucił, poleciał do kuchni, przyłożył lód, boli jak diabli, ale nic strasznego się nie dzieje. Żona wstała, poszła zobaczyć, czemu mąż się miota o poranku, mąż wyjaśnił sprawę i powiedział, że boli go coraz bardziej... po czym się osunął. Żona wezwała pogotowie. Dojechali, podali adrenalinę.
      Może oprócz bólu nic by się nie stało, gdyby to nie była właśnie szyja.
      A teraz proszę sobie wyobrazić zamiast dorosłego faceta łóżeczko z małym dzieckiem, które przewraca się na boczek...

      ...

      I nieodmiennie bawi mnie gniazdo szerszeni w sąsiedztwie pasieki.
      • the_dzidka Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 08:34
        > Nie wiem, czy akurat Szwaja jest świetnym źródłem wiedzy o szerszeniach, niemni
        > ej rozum podpowiada, że pozbycie się szerszeni leży w tym przypadku w interesie
        > człowieka.

        Dlatego niżej dodałam "fachowy" link. Zresztą z cytowanym kawałkiem chodziło mi także o jakże inną reakcję człowieka na szerszenia.

        > I nieodmiennie bawi mnie gniazdo szerszeni w sąsiedztwie pasieki.

        To, owszem, bawi, ale gniazdo szerszeni koło domu - przeraża.
        • melmire Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 08:38
          U mnie jest mnostwo, takze tych azjatyckich. Na te azjatyckie zastawiane sa na wiosne pulapki, zeby nie zakladaly nowych gniazd. Jak na jesieni nie ma lisci wystarczy popatrzec na drzewa i prawie zawsze w zasiegu wzroku jest gdzies, wysoko na galeziach, gniazdo.
      • melmire Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 08:36
        No jak to, to szerszen i pszczola to jedna rodzina, i tak jak Borejkowie mieszkaja na kupie. Z milosci. Juz w "Pszczolce Mai" o tym mowili :)
        Tu co prawda azjatyckie www.youtube.com/watch?v=JDSf3Kshq1M
        • bupu Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 15:42
          > No jak to, to szerszen i pszczola to jedna rodzina, i tak jak Borejkowie mieszk
          > aja na kupie. Z milosci. Juz w "Pszczolce Mai" o tym mowili :)

          A w wolnych chwilach pszczółki i szerszenie chwytają się za odnóżki i tańczą w kółeczku w porzeczkach. All you need is love, bzz bzzz.
          • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 16:55
            ...a potem przychodzi Baltona z opryskiem i jest się czym znietrzeźwić. Jawohl, jawohl, ich liebe Alkohol, bzzz.
            • kajaanna Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 19:00
              ...a potem pijaniutkie szerszenie zanosi do gniazda.
          • rannie.kirsted Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 22:13
            nie nie w jezycjadzie spiewalyby all you need is marriage and kids
            • the_dzidka Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 02.08.12, 09:59
              In a couple of years they have built a home, sweet home,
              with a couple of bees running in the yard of Desmond and Molly Horn't...

              :-P
              • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 04.08.12, 02:51
                Rozwiązałam zagadkę trupiarni w ulu. Otóż one wcale nie żądlą, tylko śpiewają "Oui, c'est toi, je t'aime" i mdleją z miłości. Dlatego są tak troskliwie do tego ula odkładane.
      • rannie.kirsted moskitiery 01.08.12, 14:14
        serio, ja zakladam moskitiery na okna. szerszen mnie jeszcze wtym roku nie odwiedzil, ale rozne paskudztwa juz zaliczylam - takie dziwne ciemne osy z czerwonymi nogami (wie kto co zacz?) i lazace robale karaluchopodobne. mam juz dosyc dostawania atakow hiserii na widok tego ohydztwa, wszeszczenia i panicznego zatlukiwania/lapania i topienia gadzin w ubikacji.
    • kosheen4 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 12:10
      podejście do szerszeni to jeszcze jeden z przykładów hipotetycznego opracowania Jak pani Małgosia wyobraża sobie życie na wsi (protekcjonalność zamierzona)
      wizja uwiejszczonego mieszczucha, czyli takiego który buduje sobie świątynię spokoju w okolicy od miasta dalekiej i ciężko lirycznej, może być oczywiście tylko i wyłącznie sielska, zwłaszcza kiedy nie musi on na poczet egzystencji wydzierać płodów matce ziemi, a zabezpieczenie materialne sprowadza problemy z nieszczelnym dachem czy zepsutym piecem jedynie do kategorii logistycznych.
      śmiem mniemać, że do tego rodzaju uwiejszczonych mieszczuchów p. Musierowicz należy, żyjąc w okolicy dla tego stanu stosownej, w ładnym domku z ogródkiem, obok którego pola z rozsypanym obornikiem nie uświadczysz, a zaledwie własnoręczną kupkę kompostu, iżby się kwiaty lepiej niosły. w skrócie zaś: byłabym skłonna kojarzyć autorkę nadal z mentalnością miejską (aczkolwiek w rozkosznym wiejskim ąturażu we wzorek liberty) niż z dajmy na to Chłopami Reymonta.
      mniemanie moje wynika między innymi ze wspomnianych szerszeni (oraz z konia w porzeczkach, wilgotnych klapsów rozdawanych komarom, wykazywanego, jakże od niechcenia, rozmachu w powiększaniu spektrum zajęć przy jednoczesnym powiększaniu się pulpianych gabarytów i czasie na pieczenie kolejnych ciast czekoladowych).
      gdyby szerszeń został zastąpiony gzem bydlęcym, albo i nawet lepiej muchą końską, cała historia zyskałaby daleko dłuższy humorystyczny pazur, z rozhisteryzowanym Miągwą wiejącym przed ślepakiem i kontrastową młodą Górską, rozgniatającą owada. gzów bowiem na wsi zatrzęsienie, szczególnie w towarzystwie porzeczkowych koni.
      • kanga_roo Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 13:20
        zgadzam się, że końska mucha byłaby 100 razy lepsza. primo, jest uparta, chce ugryźć, leci za człowiekiem z premedytacją. secundo, choc ugryzienie boli, nie słyszałam, żeby wywoływało odczyn alergiczny. natomiast żądlące - czy to pszczoły, osy czy szerszenie, są jednak dla człowieka potencjalnym niebezpieczeństwem. my staramy się dzieci nauczyć, że osy się ignoruje, nie ogania, nie próbuje zabić, nie robi gwałtownych ruchów. ale i uważa się - na jedzenie, na picie na dworze. jeśli mój starszak czuje się niekomfortowo jedząc obiad na tarasie (osy pojawiają się zawsze), pozwalam mu zjeść w domu. nie wyobrażam sobie też zignorować kogokolwiek uciekającego przed osą/szerszeniem, nie zainteresować się, czy nie został użądlony. a jeśli został - nie wyobrażam sobie nie podać wapna i obserwować delikwenta przez kilka godzin. btw, mnie po użądleniu w stopę spuchła stopa - i głowa. to było nawet zabawne, ale w szpitalu potraktowano mnie zupełne serio.
        • limotini Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 03.08.12, 22:38
          Byłam, już jako dorosła kobieta, na weekend w Beskidzie. Zaraz na początku w sobotę ugryzła mnie w nogę końska mucha. Widziałam ją, nie zdążyłam strącić. No nic, zrobił się bąbel. Nocowaliśmy w schronisku, a kiedy się obudziałam bąbel był wielkości połowy uda. Dosłownie. Od kolana do pośladka, na połowę obwodu. Trochę spanikowana zeszłam do najbliższej miejscowości turystycznej i udałam się na ostry dyżur. Lekarz dał mi jakiś tam zastrzyk i powiedział, że do jutra przejdzie (przeszło). Nawet się nie zdziwił, ponoć mieli takich przypadków więcej w okolicy, jakieś bakterie czy wirusy w tych muchach czy coś. Ja sama nie mam alergii, nigdy wcześniej ani potem mi się nic takiego nie przytrafiło.
          Kurka, a jakby mnie w policzek ugryzło? Brrr!
          A to tylko niewinna mucha!
      • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 15:29
        Bez łąk, bez paszy, to gospodarstw brudy;
        Fantazjo, dodaj mi skrzydła!
        Niech nad łajna wzlecę światem
        W rajską dziedzinę ułudy:
        Kędy oprysk tworzy cudy
        I obleka nadziei złote malowidła.

        Czy jakoś tak.
        • kajaanna Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 04.08.12, 10:12
          Ananke:
          RE-WE-LA-CJA!
          :D

          • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 04.08.12, 16:43
            Niechaj, kogo grunt zamroczy,
            Chyląc do siana prozaiczne czoło,
            Takie widzi upraw koło,
            Jakie tępymi zakreśli oczy.

            Fantazjo! ty nad stodoły
            Wylatuj, a okiem słońca
            Me pół hektara porzeczek
            Przeniknij z końca do końca.
            • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 04.08.12, 18:09
              Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
              Szmat realizmu zalany odmętem
              To ziemia!
              Patrz, jak nad jej wody głupie
              Wzbił się jakiś koń w przytupie.
              Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
              Goni za wybiegami, których mu nie dano,
              Lecz miast łąki wszędy ściana;
              nie lgnie do niego siano ani on do siana;
              A wtem jak bańka prysnął o guano.
              Nikt nie zna jego życia
              Nie zna jego zguby,
              To niedoróby!
              • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 06.08.12, 15:59
                Fantazjo! tobie nektar żywota
                Sielskiego słodki, gdy w ugorach sieję.
                Ugór bezpański poi wesele,
                kiedy go z nami nić powiąże złota.
                Razem, dzielni przyjaciele!...
                W zyskach kolejnych są nasze cele;
                Opryskiem silni, rozumni szałem,
                Razem, dzielni przyjaciele!...
                • kanga_roo Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 09.08.12, 11:48
                  chciałam powiedzieć, że ja dobrą pamięć do wierszy mam. ale dzięki ananke będę teraz pamiętać:

                  patrz, jak nad jej wody głupie
                  wzbił się jakiś koń w przytupie

                  no dzięki :-D
                  • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 09.08.12, 11:51
                    Ciesz się, że nie wstawiłam "rozumni kałem", było wyjątkowo natrętne.

                    A w ogóle to bardzo przepraszam biednego, sponiewieranego Mickiewicza...
      • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 15:41
        A przecież MM spędzała wakacje na wsi, jeździła do Chodzieży... na pewno, jako inteligentna kobieta, ma jakieś pojęcie, jak naprawdę wygląda praca na wsi. Dzisiejszej wsi do Reymonta daleko, ale od pewnych rzeczy się nie ucieknie. Tym bardziej nie rozumiem, skąd ten kompletnie nierealistyczny pomysł. No dobrze, o hodowli koni może nie mieć pojęcia albo czerpać je z zupełnie niewłaściwych źródeł. Ale czemu ta reszta taka dziwna?...
        • kosheen4 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 17:38
          ananke666 napisała:

          > Ale czemu ta reszta taka dziwna?...

          na moje, to jest wieś i wieś.
          dobrodziejka pisarka pożeniła ze sobą miejscowość letniskową, teren uprawno-plantacyjny (bo malowniczo jej pewnie wyglądały rzędy porzeczek czy innych jabłoni) oraz mutację rekreacyjnej stadniny i konia roboczego. i wyszedł kiks.
          czemu? bo na rysunku ładnie sprawy wyglądają.
          • kajaanna Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 01.08.12, 19:48
            > dobrodziejka pisarka pożeniła ze sobą miejscowość letniskową, teren uprawno-pla
            > ntacyjny (bo malowniczo jej pewnie wyglądały rzędy porzeczek czy innych jabłoni
            > ) oraz mutację rekreacyjnej stadniny i konia roboczego. i wyszedł kiks.
            > czemu? bo na rysunku ładnie sprawy wyglądają.


            A dziecko uciekające przed szerszeniami (i śmiechem rodziny), to takie jest śmieszne, że ojej!




      • rannie.kirsted Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 07.08.12, 22:28
        ooo, przypomnialas mi horror kolonii jezdzieckich i innych wakacji w siodle - gzy. brrrrr. nie dosc ze ohydne to bylo z wygladu i gryzlo naprawde bolesnie to nieraz zdazylo mi sie zleciec z konia sploszonego przez takie obrzydliwe robactwo.
        • ananke666 Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 08.08.12, 18:35
          Albo bąki bydlęce, ślepaki, czy co tam jeszcze podobnego. Kiedyś mnie urąbał któryś w udo. Miałam twardy placek niewiele mniejszy niż poduszka dłoni. Kumpelę urąbał w łydkę od zewnątrz. Fajnie wyglądała, jak ze złamaną nogą.
    • geigo Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 09.08.12, 23:31
      Ten fragment ze Szwai o szerszeniej agresywności i sile jadu to bajęda, country (no bo raczej nie urban :> ) legend. Europejskie szerszenie są jak na swoje możliwości łagodnymi i w zasadzie płochliwymi owadami - mogą stać się groźne właściwie tylko w przypadku zbliżenia się na parę metrów do ich gniazda, no i oczywiście w przypadkach bezpośredniego przygniecenia owada. W naszych warunkach trzeba raczej uważać na mniejsze Vespinae - osę pospolitą oraz dachową; te są o wiele bardziej drażliwe i agresywne, tyle że z racji mniej imponujących rozmiarów nie wzbudzają aż takiego strachu.
      Tu strona, zdecydowanie fachowa, gdyby ktoś miał ochotę o szerszeniach poczytać:
      www.vespa-crabro.de/hornets.htm
      www.vespa-crabro.de/directory.htm
      • nessie-jp Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 10.08.12, 01:00
        > mogą stać się groźne
        > właściwie tylko w przypadku zbliżenia się na parę metrów do ich gniazda, no i o
        > czywiście w przypadkach bezpośredniego przygniecenia owada. W naszych warunkach
        > trzeba raczej uważać na mniejsze Vespinae - osę pospolitą

        Ja w ogóle mocno podejrzewam, że się autorce pokićkały osy właśnie z szerszeniami. No bo szerszeń, to brzmi tak dramatycznie, prawda? A po jakie licho by się pchały szerszenie do ludzkiego stołu, chyba że rzeczywiście miałyby tam gdzieś blisko gniazdo (przy pasiece? NO LUDZIE...) Do stołu to raczej osy właśnie lecą.

        • bupu Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 10.08.12, 01:30
          > Ja w ogóle mocno podejrzewam, że się autorce pokićkały osy właśnie z szerszenia
          > mi. No bo szerszeń, to brzmi tak dramatycznie, prawda? A po jakie licho by się
          > pchały szerszenie do ludzkiego stołu, chyba że rzeczywiście miałyby tam gdzieś
          > blisko gniazdo (przy pasiece? NO LUDZIE...) Do stołu to raczej osy właśnie lecą

          No przecież pasieka to dla nich jak stołówka. A do stołu zdarza im się lecieć, szerszeń też osa i pożywienie go kusi. Jednakowoż rzadko to robią i na ogół unikają stołów obsadzonych dwunogami. Co innego, gdy ludzi nie ma, a coś apetycznego na stole zostało. Zwykłe osy są znacznie bardziej bezczelne i upierdliwe.
          • nessie-jp Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 10.08.12, 17:57
            > No przecież pasieka to dla nich jak stołówka. A do stołu zdarza im się lecieć,
            > szerszeń też osa i pożywienie go kusi.

            No właśnie, one przecież jedzą pszczoły, to są chyba drapieżne owady
            • bupu Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 10.08.12, 18:47
              > No właśnie, one przecież jedzą pszczoły, to są chyba drapieżne owady
            • the_dzidka Re: O szerszeniach w jakby inny sposób... 10.08.12, 23:15
              > starczyło i dla małej psy
              > chopatki rozgniatającej klapkiem

              Dobra, uznajcie, że jestem wredna i na siłę staram się coś jeszcze dorzucić do wątku jak małe Borejczę kolejny łaciński cytat do rozmowy. teraz mi się przypomniało. Wyjątkowym, obrzydliwym niesmakiem napełniła mnie już przy pierwszym czytaniu wizja małej dziewczynki, z zadowoleniem i leniwie rozgniatającej klapkiem polatujące wokół niej stworzenia, nieważne, do jakiego gatunku należącego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka