the_dzidka
31.07.12, 17:15
"- Pani Mario, niech pani uważa!
Ten dramatyczny okrzyk wyrwał się z ust pana Stefana. Maria aż podskoczyła, wyłączając komórkę, zanim zdążyła powiedzieć „do widzenia". Nad stolikiem zastawionym śniadaniowymi przysmakami krążyła gigantyczna osa, brzęcząc i bucząc jak miniaturowy helikopter. Maria wstrzymała dech w piersiach.
- Co ona taka wielka?
- Niech się pani nie rusza. To nie osa, to szerszeń. Lepiej dla nas, żeby się nie wkurzył.
Szerszeń przysiadł na talerzyku Marii. Był ohydny. Warczał. Maria rzuciła okiem wokół siebie w poszukiwaniu czegoś, czym by go można trzepnąć.
- Niech pani nawet nie próbuje - ostrzegł ją pan Stefan. - To strasznie jadowite bydlę. Niech on lepiej sam odleci.
Szerszeń zakończył rekonesans i wzbił się w niebo, prawdopodobnie rozczarowany zawartością talerzyka.
- Nigdy nie widziałam szerszenia, w każdym razie z bliska. On jest naprawdę taki niebezpieczny?
- Naprawdę. Cztery ukąszenia zabijają konia. A może człowieka. Coś dużego w każdym razie. Mnie kiedyś chlasnął jeden i skończyło się w szpitalu, bo spuchłem i omal się nie przekręciłem. Poza wszystkim to cholernie boli, kiedy on ugryza. Znaczy, gryzie. A może żądli.
- Czy one są agresywne?
- Jak cholera."
[Monika Szwaja "Gosposia prawie do wszystkiego]
I jeszcze tu:
www.gorzow24.pl/news/1136/nie-bagatelizuj-uzadlenia-szerszenia.html