Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :).

    • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.03.14, 17:20
      Kłaniam się, pierwszy raz tu trafiłam kilka dni temu, korzystając ze zwolnienia, i się w odmęty MIŁEGO forum zagłębiam po pachy. Torcik na malowanym ręcznie talerzyku na przywitanie niosę. :)

      Byłam kiedyś na spotkaniu autorskim z MM (ponad 10 lat temu) i pamiętam, że padły tam pytania na temat: nienaturalnego języka młodzieży, braku kwestii seksu. Dobrze to zapamiętałam, czytając kolejne tomy, bo obie kwestie zostały tam sprowadzone do karykatury.

      1. Seks. Słynna rozmowa Ignacego B. z Fryckiem. Sensowne pytania i zarzuty Frycka spotykają się z flumen dicendi dziadka Borejki, który, szczerze mówiąc, odwraca kota ogonem i to Frycek wychodzi na idiotę. Owszem, nie pochwalam zarzutu o 'pułapce biologicznej', ale Senior Borejko machający palcem i powtarzający 'seks seks', żeby udowodnić, że to słowo nie jest mu obce - to groteska i parodia poważnej szczerej rozmowy. Którą, szczerze mówiąc, powinna odbyć mama Pyzy, a nie jej dziadek!

      2. Rozmowa Babi z Pyzą na temat rewelacji ciążowej została już przemaglowana i całkowicie się pod nią podpisuję, dodając kolejny kamyczek. W czasie rozmowy ze starym Schoppe, znowu sprowadzonej do absurdu, Mila roztkliwia się 'Małe dzieci tak ślicznie pachną'. Ratunku! To ma być dojrzały argument w poważnej rozmowie o przyszłości dwojga (a w zasadzie już trojga) młodych ludzi?? Brakuje tu Gizeli z jej celnym komentarzem 'z samego oddychania nie przeżyjecie' (na wieść o zaręczynach Ignaca z Milą).

      3. Bodzio - jako obraz strasznej współczesnej młodzieży. Strasznie mi zgrzytały te jego 'wow', nie dlatego że sam zwrot mnie denerwuje, ale był nadużywany i w dodatku w bezsensownych momentach, w których nikt by normalnie ich nie użył. Jakby MM chciała pokazać: chcieliście? To macie (hiehiehie).

      4. W sumie mało otwarci Borejkowie.
      "Laura, która najbardziej lubiła operę i jazz nowoorleański" - ok, mogła lubić, ale dlaczego ziewała, gdy jej kolega, rówieśnik, nastolatek chciał z nią rozmawiać o swoich zainteresowaniach? O ile pamiętam, w OwR Matylda została wykpiona właśnie za to, że mówiła ciągle o swoich zainteresowaniach, a kompletnie nie interesował ją Maciek. Tutaj Laura w sumie zachowuje się podobnie, ZIEWA, gdy kolega jej opowiada o sobie, ale to wcale nie jest be.

      • lululemon12 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.03.14, 17:50
        kaarolcia26 napisał(a):

        > Kłaniam się, pierwszy raz tu trafiłam kilka dni temu, korzystając ze zwolnienia
        > , i się w odmęty MIŁEGO forum zagłębiam po pachy. Torcik na malowanym ręcznie t
        > alerzyku na przywitanie niosę. :)

        Witaj, talerzyk zaraz oddam ze stosownym jelitkiem (wersja wiosenna, z rzeżuchą).

        Co do punktu czwartego, Matylda została wdeptana w ziemię nie tyle za ciągłe rozprawianie o własnych zainteresowaniach, co raczej za prymitywizm i płytkość tychże. Bo to Maciuś ponad poziomy, nieprawda, wylatuje, o Szestowie i sensie życia myśli, a tu dziewczę puste i bezmyślne na ziemię trajkotaniem o serialach go sprowadza. Ostatecznie trzeba w pokorze uznać, że istnieją zainteresowania i Zainteresowania.
        Tak sobie teraz myślę, że w gruncie rzeczy Maciuś i Matylda wcale tak bardzo się nie różnili. Oboje samolubni, snobistyczni (tyle że snobujący się na różne rzeczy) i piekielnie irytujący :).
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.03.14, 19:04
        kaarolcia26 napisał(a):

        > Kłaniam się, pierwszy raz tu trafiłam kilka dni temu, korzystając ze zwolnienia
        > , i się w odmęty MIŁEGO forum zagłębiam po pachy. Torcik na malowanym ręcznie t
        > alerzyku na przywitanie niosę. :)

        Witaj, witaj i pozwól się poczęstować filiżanką herbatki. Prawdziwy Jelipton!

        > 1. Seks. Słynna rozmowa Ignacego B. z Fryckiem. Sensowne pytania i zarzuty Fryc
        > ka spotykają się z flumen dicendi dziadka Borejki, który, szczerze mówią
        > c, odwraca kota ogonem i to Frycek wychodzi na idiotę. Owszem, nie pochwalam za
        > rzutu o 'pułapce biologicznej', ale Senior Borejko machający palcem i powtarzaj
        > ący 'seks seks', żeby udowodnić, że to słowo nie jest mu obce - to groteska i p
        > arodia poważnej szczerej rozmowy. Którą, szczerze mówiąc, powinna odbyć mama Py
        > zy, a nie jej dziadek!

        Tyle, że Gaba od wielu tomów nie istnieje jako matka. Szczerze mówiąc jedyne jej wysiłki pedagogiczne jakie pamiętam, zaistniały w "Dziecku Piątku", przy rozmowie z Tygrysem na temat kłamstw, a i to wątłe były i mizerne. A poza tym...

        - Tygrys na ważne tematy rozmawia z dziadkiem
        - Pyza z nowiną o ciąży idzie najpierw do babci
        - życiem miłosnym Tygrysa interesuje się i czarną polewkę doręcza absztyfikantowi Ignac
        - z Frycem rozmawiają Milicja i Ignac
        - Miągwę wychowuje (na małego kapusia) dziadek (przed którym ustępuje również ojciec Ignasia)
        ...natomiast w tych wszystkich sytuacjach, gdy Gaba powinna przypiąć sobie identyfikator z napisem MATKA i zabrać się do pracy, ona:
        - łzy roni w melisę/pod dzielną grzywką
        - strzela focha
        - zmienia temat
        - udaje, że nie ma problemu
        - albo w ogóle rozpływa się chwilowo w niebycie.

        Znaczy się Gaba w tym domu nie piastuje funkcji matki, nie mówiąc o tym, że podporą nie bywa nawet dla własnych dzieci (a co tu o reszcie świata mówic).
    • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 13:03
      Bardzo się cieszę, że powstał wątek irytacyjny niedyskryminujący offtopów, gdyz od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby ulżyc sobie na forum :)

      Musierowicz czytam "od zawsze", zaczynając szczęśliwie, bo od Opium w Rosole. Pozostałe części czytałam kilka razy, nawet te najnowsze. Mam do nich sentyment mimo nonsensów, moralizatorstwa i analiz literackich w wykonaniu zarozumiałych smarkaczy ;)
      W związku z powyższym kilka moich mniej lub bardziej retorycznych pytań irytacyjnych (wybaczcie, jeśli bardzo dubluję treści już obsmarowane, ale po prostu MUSZĘ):

      - po co MM zapłodniła Idę po raz wtóry? Chyba nie po to, żeby uświadomić nam istnienie zjawiska późnego macierzyństwa. Poza tym, lekarz nieświadomy/a zmian w cyklu spowodowanych zmianami klimatycznymi to czysty purnonsens ;)
      - Naprawdę mamy uwierzyć, że Róża uwiodła Fryca dopiero wśród lunet, po tylu latach związku? Młodzi ludzie uwielbiający się całować nigdy nie poszli dalej? Rozumiem, katolickie wychowanie itd., ale jak się ma do tego ciąża Pyzy? I dlaczego nikt, absolutnie nikt w domu się ciążą Róży nie przejął?
      - Jakim cudem dziewięcioletni Józin gotuje i przewija? Czy to miało udowodnić jego wyjątkowej dojrzałości, czy też niewydolności Idy? Tak czy inaczej jest to słabe. Nie znam żadnego rozsądnego człowieka, który powierzyły dziewięciolatkowi opiekę nad niemowlakiem.
      - Zupełnie nie kupuję babci McDusi jako prostej kobieciny żyjącej serialami. To w końcu matka Kreski, opozycjonistka, więzień polityczny z czasów stanu wojennego! Jak taka kobieta mogła stać się nagle kurą domową?
      - Wracając jeszcze do Józina, to nie mogę znieść jego młodocianego mizoginizmu, tej pogardy wobec kobiet i tyranicznych zapędów. Myślałam, że rzucę Trollą czy tam inną Sprężyną w ścianę, gdy kazał Łusi wyczesać z włosów "te śmieci". Koszmar.
      - Dlaczego wszyscy nieprzystający do jeżycjadowych ideałów chłopcy mają na imię Patryk? McDusię zdradził Patryk, Patryk tez zabrał Laurę na pierwszą randkę, na której nudziła się jak mops. Pani MM jest wyraźnie uprzedzona.

      Uff, lepiej mi. Dziękuję, pozdrawiam :)
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 14:56
        - Bodajże w jakimś wywiadzie MM informowała, że któraś z czytelniczek zażyczyła sobie dziecięcia, które miało się nazywać "Ziutek" i ulewać. Inna kwestia, to przeprowadzenie tegoż wątku...
        - W "niesypianie" Róży i Fryca wierzę. Nie dlatego, że oni tacy świętoszkowaci czy niechętni, ale warunków nie było. U niej w domu kołchoz i jedno drugiemu na łbie, plus mantyczący dziadunio i kapuś przyrodni braciszek. U Szopów nie bywała. Czemu Fryc nie zapraszał jej do siebie - trudno zgadnąć, ale gdyby nawet, to i tak pokój dzielił z Wolfim.
        Podejście całej rodziny do pyzuniowej wpadki - koszmarne. W gruncie rzeczy dziewczyna nie ma ani pomocy, ani nawet z kim pogadać, poza babunią, która się wyzłośliwia.
        - Dziewięciolatek opiekujący się niemowlakiem - ok, przez chwilę. Na zasadzie wyskoczenia mamy do kiosku po marchewkę. Nawet i umiejętność przewijania nie jest zakazana, ani nie stanowi wiedzy tajemnej. Tyle, że o kompletniej niewydolności wychowawczej Idy świadczy to, że Józinek nie zajmuje się Ziutkiem przez moment. Zlecanie opieki nad niemowlakiem dziewięcioletniemu bratu tegoż - świadczy wyłącznie o bezmyślności rodziców.
        - Znam przypadek kobiety, która w czasie wojny była łączniczka komórki likwidacyjnej AK, z jej losów można by napisać kilka książek, a po latach jest właśnie taka starszą panią, która lubi "M jak miłość" i inne tasiemce. Wierzę. Natomiast kompletnie nie rozumiem, czemu to nie ona, tylko smarkata Magda przyjechała likwidować mieszkanie po Dmuchawcu.
        - Polecenie "wyczesania śmieci" - rozumiem. Jako smarkula miałam taki etap, że pasjami wplatałam we włosy zielsko i wyglądałam, jakby mi na głowę spadła doniczka. Gdyby to była jedna konkretna uwaga - ok. Natomiast niepokojące jest, jeśli ta jedną uwagę zestawi się z resztą jego zachowań lub wypowiedzi: potrząsanie Magdą, żarcie przy stole scyzorykiem, lanie kuzyna...
        • szarotkaaaa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 17:22
          Nie pamiętam już dokładnie, ale "śmieci" to chyba były jakieś małe spinki? Poprawcie mnie, jeśli się mylę.
          Ja przez całą McDusię byłam zirytowana, bo mam na imię tak samo, jak tytułowa bohaterka i zdrobnionko "Magdusia" doprowadza mnie do szału. Pasuje pięcioletniej dziewczynce, ale około dziesiątego roku życia powinno znikać i być zastępowane przez bardziej adekwatne zdrobnienia (Madzia lub Lena np. - to w moim przypadku). Nie wspomnę już o innych imionach, w tym o Norze Górskiej. Nora Górska to prawie jak indiańskie imię plemienne.
          • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:21
            Właśnie, ta Nora zastanawia mnie od początku. Jednej dali na imię Ania, a drugiej Nora?
            Pamiętam, że tak samo zniesmaczona byłam imieniem Laury, gdy pojawiła się jako postać bardziej autonomiczna w Jeżycjadzie. Wydawało mi się strasznie pretensjonalne i nijak przystające do yntelygenckich ideałów Borejków, coś w stylu dzisiejszej Nikoli. Argumenty o łacińskim źródłosłowie jakoś do mnie nie przemawiają.
            • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:30
              Róża też jest, moim skromnym zdaniem, z deka pretensjonalne. Ale ma źródłosłów łaciński, więc klękajcie narody.
              • szarotkaaaa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 17:43
                Laura i Róża to akurat ładne imiona, nieco staroświeckie. Rozumiem, że imię Nora też może komuś się podobać, ale nie w zestawieniu z nazwiskiem Górska, bo wtedy krzywdzi się dziecko na cały okres szkoły. Wyobraźcie sobie lekcję biologii, na której nauczyciel tłumaczy, które gryzonie zamieszkują górskie nory :D
                • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 17:51
                  Laura i Roza niespecjalnie brzmia z nazwiskiem Pyziak, same w sobie nie sa brzydkimi imionami... Ale nie pojmuje, jak autorka mogla wymyslic Gorska Nore, i jeszcze smiec sie wysmiewac z imion Kopcow.
                • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:28
                  Wiesz, ja mówię o subiektywnym odczuciu - są dla mnie pretensjonalne i nic na to nie poradzę. I nie chodzi tu o staroświeckość, bo tu pełna zgoda. Po prostu nie podobają mi się, podobnie jak nieszczęsny Jakub czy Kacper. Zaraz mam idiotyczne wizualizacje gumofilców i kupy gnoju;D Obiektywnie to - rzecz jasna - bardzo ładne imiona. A zestawienie tychże dostojnych imion z nazwiskiem Pyziak brzmi nieco... groteskowo. I poważyła się na to autorka, która potem radośnie dworuje z nazwiska Kopiec;)
            • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 09:38
              Dla mnie Róża była zawsze bardziej pretensjonalna. Jak pierwszy raz to imię przeczytałam nie mogłam uwierzyć, że chodzi o Pyzunię. Myślałam, że to taki ciąg dalszy maniery nadawania dziwnych imion w Jeżycjadzie. Taki wyróżnik ale z puszczeniem oczka do czytelnika. Teraz jednak to się zdezaktualizowało. Obecnie panuje moda na niezwykle/archaiczne/mało spotykane imiona. I nie mówię o Antuanetce Michała Wiśniewskiego ale o zwykłych Ninach, Ignacach, Bernardach, Konfucjuszach i Konstantynach, Wincentych, Mieszkach itp.. Nie mam nic przeciwko zupełnie ale moim zdaniem sytuacja jest zupełnie inna dziś niż była w latach pisania starej Jeżycjady. Wtedy Ida, Aurelia, nawet Janina były dziwnymi imionami. Dzisiaj to norma więc walka inteligencji z proletariatem na imiona jest passe.
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 19:05
          vi_san napisała:

          > - W "niesypianie" Róży i Fryca wierzę. Nie dlatego, że oni tacy świętoszkowaci
          > czy niechętni, ale warunków nie było. U niej w domu kołchoz i jedno drugiemu na
          > łbie, plus mantyczący dziadunio i kapuś przyrodni braciszek. U Szopów nie bywa
          > ła. Czemu Fryc nie zapraszał jej do siebie - trudno zgadnąć, ale gdyby nawet, t
          > o i tak pokój dzielił z Wolfim.

          Jak sądzę ponury ojciec, mędzący nieustannie o pułapce biologicznej i podchodzący nieufnie do wszystkiego, co ma jajniki, nie robi atmosfery do amorów, a nawet do wpuszczenia dziewczyny za próg na niewinną herbatkę.

          > - Dziewięciolatek opiekujący się niemowlakiem - ok, przez chwilę. Na zasadzie w
          > yskoczenia mamy do kiosku po marchewkę. Nawet i umiejętność przewijania nie jes
          > t zakazana, ani nie stanowi wiedzy tajemnej. Tyle, że o kompletniej niewydolnoś
          > ci wychowawczej Idy świadczy to, że Józinek nie zajmuje się Ziutkiem przez mome
          > nt. Zlecanie opieki nad niemowlakiem dziewięcioletniemu bratu tegoż - świadczy
          > wyłącznie o bezmyślności rodziców.

          A co wam się z tym dziewięcioletnim Józinem uliniło? Kiedy urodził się Ziutek, Pałys Józef liczył sobie lat czternaście przecież. Dziewięć to miał jak się Mila urodziła, ale jej chyba nikt mu pod opiekę nie podrzucał?
          • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 09:49
            Ponury tatunio z pułapką biologiczną i niespełniona zawodowo mamunia - zapewne nie nastrajali romantycznej atmosfery, zacnie prawisz.
            A nie wiem, czemu dziewięć, przedpośczyni tak napisała, a ja pojechałam siłą rozpędu. :D
            Co i tak nie zmienia faktu, ze czternastolatek tak samo nie jest właściwym opiekunem do dziecka - zwłaszcza, że ma 100 własnych zajęć. lekcje odrabia na kolanie i zaraz leci na trening. Solidnie i rozsądnie polecając opiekę nad maluchem młodszej siostrze, która totalnie sobie z dzieciakiem nie radzi. Gratulujemy Idzie wydolności opiekuńczej.
            • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 10:35
              Czternastolatek nie jest właściwym opiekunem do dziecka? A czyżby mu łapięta odpadły, żeby nie mógł się zająć młodszym rodzeństwem? Chyba, że mówimy o tym konkretnym czternastolatku - Józefie P., ale przecież i on odautorsko kreowan jest na wzór cnót wszelakich. Więc nie widzę tu akurat zbytniego problemu. Zajęcie się dzieciakiem to dla tego dzielnego dżentelmena budyń z soczkiem.
              • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 10:49
                Jest zdolny i powinien pomagać, to jasne. Ale czy na pewno to jest jego główny obowiązek? Jest to przedstawione w taki sposób jakby Józinek cały czas zajmował się młodszym rodzeństwem, najpierw Łusią, potem Ziutkiem. Bo rodzice pracują. Na Jowisza ale przecie nie w fabryce u podłego kapitalisty żeby na kromkę chleba zarobić. Ich rodzice robią po prostu indywidualne kariery. Lekarze są często bardzo egosityczni w tym sensie, ich praca rzeczywiście może pochłonąć całe życie. Marek jest przedstawiony dość realistycznie, Ida też. Cierpią na tym dzieci. Pytanie czy mając takie życie i takie priorytety powinno się miec ich aż troje. Pomijając bezpieczeństwo istnieje też kwestia jakości opieki nad małym dzieckiem. Ziutek wychodzi z wieku, w którym wystarczy przewinąć, dać butlę i spoko. Czy czternastoletni chłopak wie co potrzeba na co dzień oseskowi do rozwoju?
                • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 14:03
                  bisturi napisała:

                  Ziutek wychodzi z wieku, w którym wystarczy przewinąć, dać butlę i spoko.
                  Czy czternastoletni chłopak wie co potrzeba na co dzień oseskowi do rozwoju?

                  Przeciez niemowle wymaga o wiele wiecej, niz nakarmienia i przewiniecia. Wymaga stymulacji, zeby czegos sie uczylo, cwiczen, mowienia do niego, uwagi. Tego na pewno nie bedzie potrafilo smarkate rodzenstwo.
                  • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:38
                    "Wymaga stymulacji, zeby czegos sie uczylo, cwiczen, mowienia do niego, uwagi."
                    No z TYM to akurat nie będzie problemu, Łusia od razu nauczy go mówić czternastozgłoskowcem, poniekąd :D
                    • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:52
                      Moim zdaniem raczej zagada go na smierc ;-)
                      • truscaveczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.08.14, 18:11
                        Nie na śmierć, a na Jożina, jak Ida.
              • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 11:06
                Zajecie sie dzieckiem przez chwile, pomoc rodzicom to co innego. Ida radosnie zrzucala calosc opieki nad mlodszym rodzenstwem na Jozefa, a to juz nie w porzadku.
                • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 11:30
                  Serio to jest tak przedstawiane? Powiem szczerze, że nieszczęsnego McGniota czytałam raz i skutecznie wyparłam z odmętów pamięci, ale nie rzuciła mi się w oczy ta kwestia, więc dlatego pozwoliłam sobie na negację twierdzenia vi_san. Inną sprawą jest fakt, że raczej pewne fragmenty tegoż dzieua leciałam 'po przekątnej' i ważkie problemy rodziny B. mogły mi najzwyczajniej umknąć.
                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 14:00
                    :)
                    Nie martw się, nie każemy ci wracać i powtarzać.
                    Miłosierne jesteśmy.
                    :D
                    • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 14:20
                      Cholera, dzięki za zmiłowanie, bo nie wiem, co bym zrobiła;)
                      Inną sprawą jest, że zamierzam to powtórzyć - obecnie męczę "Nutrię i Nerwusa" i już mnie zęby bolą na myśl o kolejnych porcjach Borejczady.
                • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:01
                  Łatwo obarczamy winą za złą opiekę nad dziećmi Idę, a zapominamy, że one mają też ojca. Tutaj piszecie "Gratulujemy Idzie wydolności opiekuńczej" i "Ida radośnie zrzucała całość opieki", w analizie widnieje wprawdzie "rodzice je zaniedbują", ale w pierwszym odruchu napisałam "matka je zaniedbuje", tylko szybko się zreflektowałam.
                  • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:19
                    No bo widac wyraźnie, że kłopoty z ogarnięciem wychowania ma tylko Idusia. Tylko ona musi "jakoś" połączyć megatrudną i wymagającą pracę z opieką nad dziećmi. I dlatego też ta opieka tak wygląda a nie inaczej.
                    Gdyby tylko MM zechciała... wzdech.
                    Tu jest takie pole do popisu dla kogoś kto chce przekazać coś mądrego.
                    Idy nie powinno się usprawiedliwiać - skoro przechodzą jej przez usta grubiaństwa o czyjejś otyłości powinno przejść też do Mareczka "Rusz d.... z kanapy i idź po dziecko do przedszkola". Mogłoby się wtedy okazać coś arcyciekawego a mianowicie, że jak dwie dorosołe i pełne dobrych chęci osoby usiądą i zaczną planować wspólne życie z pracą i dziećmi okaże się, że ...tak się NIE DA. Nie da się mieć zdrowej rodziny, w której oboje rodzice pracują po 12 godz dziennie. Na dłuższą metę dzieci nie dostają "samodzielności, zaradności i wzorców ciężkiej pracy" tylko samotność, zagubienie i problemy społeczne. Możnaby pokazać jak się tacy ludzie dogadują, jak na zmianę np. rezygnują z okazji zawodowych dla dobra dzieci, jak to nawzajem szanują wysiłek włożony w obieranie ziemiaków. W zamian mamy Pyzę z kurczakiem.
                    eeech... wkurza to.
                    A Ida jest zagoniona i zapędzona w kozi róg przez różne rzeczy, w tym rodzinkę. Dlaczego ona np. sama sprząta i to pewnie głównie ona w domu? Stać by ją było na to, żeby wynająć kogoś do sprzątania i mieć więcej czasu dla dzieci. Czy pani MM chciałaby być operowana przez kogoś kto w domu zamiast odpocząć musi ze szmatą zaiwaniać?
                    • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:40
                      Jasne, że mocno wkurzające to. Ale pamiętajmy, że autorka ma okreslony światopogląd, w którym to rolę opiekuńczo-rodzicielską pełnić może li i jedynie kobieta. Jeśli jest to mężczyzna, to zazwyczaj wychodzi mu niedolnie - zwyczajnie brak 'kobiecej' ręki ( vide: Grzegorz i Elka czy Robrojek i Arabella ). Oczywiście, piszę to z punktu widzenia autorki, a raczej mego odbioru jej stanowiska ww. kwestiach. Do tego dochodzi 'cudowna, kojąca i niezmiernie rodzinna atmosfera komuny na Roosevelta i tak dokoła Wojtek. Zwyczajnie za wiele tu połapanych srok za ogon - a i to się rozłazi przy ciut wnikliwszej analizie...
                    • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:23
                      Prawda. Palysowie zdecydowali sie na trojke dzieci, powinni tak ustawic sobie zycie, zeby miec czas dla rodziny. A u nich oboja praca na pierwszym planie, dzieci wychowuja sie same, albo zajmuja sie nimi dziadkowie.
                  • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:32
                    Zajrzałam do JT i oto, co znalazłam:
                    "Jego pięcioletnia [!!!!] siostra była bardzo sympatycznym i bezbronnym stworzonkiem. Cieszył się, kiedy przyszła na świat. Dużo też pomagał mamie, kiedy była malutka. Nauczył się nawet zmieniać pampersy i przyrządzać kisiel zurawinowy."
                    Skoro Łusia ma w Trolli lat pięć, to "malutka" byla jakieś trzy - cztery lata temu. Józin miał wtedy również zaledwie kilka lat, bo w Trolli ma lat dziewięć.
                    Wydaje mi się to nierealne dlatego, że mało ktory sześciolatek jest na tyle ogarnięty, żeby przewijac niemowlaka.
                    A co do "śmieci we włosach" - rzeczywiście chodzi tam o "moc maleńkich plastikowych stokrotek", które Józin każe Łusi "wyczesać", dodając jeszcze arcymęski komentarz brzmiący "jakie te dziewczyny są próźne". Tak jest zresztą w przypadku Józina zawsze: jego hipersamczość MM podkreśla zwrotami typu "ech, glupie baby" i dbaniem o blahostki typu ładne pudełeczka do prezentów.
                    • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:04
                      dianevond napisał(a):

                      > Zajrzałam do JT i oto, co znalazłam:
                      > "Jego pięcioletnia [!!!!] siostra była bardzo sympatycznym i bezbronnym stworzo
                      > nkiem. Cieszył się, kiedy przyszła na świat. Dużo też pomagał mamie, kiedy była
                      > malutka. Nauczył się nawet zmieniać pampersy i przyrządzać kisiel zurawinowy."
                      > Skoro Łusia ma w Trolli lat pięć, to "malutka" byla jakieś trzy - cztery lata t
                      > emu. Józin miał wtedy również zaledwie kilka lat, bo w Trolli ma lat dziewięć.
                      > Wydaje mi się to nierealne dlatego, że mało ktory sześciolatek jest na tyle oga
                      > rnięty, żeby przewijac niemowlaka.

                      Przewijanie przewijaniem, ale sześciolatek gotuje siostrze kiesiel, i moim zdaniem to jest dopiero hardcore, bo ja mam wizje mojego sześciolatka przy GORĄCYCH garach i trochę mna wstrzasa.

                      I ja wiem, ze pewnie odezwą sie głosy "e, tam, ja majac trzy lata robilam zakupy na cały tydzien dla calej rodziny oraz przyrzadzalam na obiad kotlety mielone i pięc rodzajów surówek" i donoszę od razu, że mój szesciolatek w kuchni, i owszem, działa, codziennie sam sobie kolację przygotowuje na przykład, ale jednak wizja tak małego dziecka przy piecyku, gotującego cokolwiek wydaje mi się... malo pedagogiczna ;).
                      • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:30
                        Tam jest przyrzadzac kisiel- ja zawsze mialam cicha nadzieje, ze on robi taki blyskawiczny, do zalania woda z czajnika, a nie taki do gotowania na kuchence. Ale takie rzeczy pewnie nie u Borejkow...
                        • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:37
                          dakota77 napisała:

                          > Tam jest przyrzadzac kisiel- ja zawsze mialam cicha nadzieje, ze on robi taki
                          > blyskawiczny, do zalania woda z czajnika, a nie taki do gotowania na kuchence.
                          > Ale takie rzeczy pewnie nie u Borejkow...

                          Nie wiem, czy w roku 2000 tego typu kisiele były popularne :). I jest "przyrządzac kisiel żurawinowy" - ja z kolei miałam wizję gotowania DOMOWEGO kisielku, z żurawiny i maki ziemniaczanej :D. Ale, przyznam, to wizja subiektwna.
                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 14:11
                    Czapki z głów, drogie panie!
                    Melomanka podniosła ważną kwestię. Otóż dziecko ma zwykle dwoje rodziców. Niefortunnie, jeśli jednym jest CKNUK, ale trudno. Czasem ma też macochę/ojczyma. Czy ktoś mi wyjaśni co w Borejczadzie dzieje się z ojcami? W kontekście ich opieki nad dziećmi, problemów z nimi, organizowania dla nich czegokolwiek.
                    Ignacy z KK był fajtłapowaty, kompletnie nie życiowy, wnerwiający nawet, i owszem. Ale był. Istniał w życiu swych córek i nie tylko przez kretyńskie cytaty pasujące do sytuacji jak wół do karety. Zdarzało mu się zapomnieć zrobić zakupy itd., ale przynajmniej istniał w domu. A dziś?
                    Grześ [ojczym i ojciec dzieci Gabuchny] to skrzyżowanie pralko - zmywarko - bankomatu. W sumie niewiele więcej. Nie ma ani wzmianki o tym, że cokolwiek z dziećmi robił. A, nie, raz poszedł do kina z młodym i Tygrys i Pyza blokowały mu komputer wkrótce po ślubie z ich matka, co ukrócił, gdyż kolidowało mu z praca zawodową.
                    Marek śpi. Nawet jak zabiera dwóch dziesięciolatków nad jezioro - śpi [to wtedy Józin się topił a Ignaś go uratował]. Śpi kiedy jego syn tłucze kuzyna, śpi kiedy się urzyna kremem choco, śpi... Nosferatu chędożony.
                    CKNUK, ponieważ pani ałtorka uparła się dopisać mu post factum wszystko co złe, więc wiadomo, że on jest winien zamachowi na papieża, wybuchowi II Wojny Światowej a także epidemii cholery. Oraz paru innym.
                    KRÓLESTWO ZA NORMALNEGO OJCA!!!
                    • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:37
                      vi_san napisała:

                      > Melomanka podniosła ważną kwestię. Otóż dziecko ma zwykle dwoje rodziców. Niefo
                      > rtunnie, jeśli jednym jest CKNUK, ale trudno. Czasem ma też macochę/ojczyma. Cz
                      > y ktoś mi wyjaśni co w Borejczadzie dzieje się z ojcami?


                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,138127847,138127847,Ignacy_Borejko_i_Grzegorz_Skryba_jako_ojcowie.html
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,134747306,134753593,Re_Ojcowie_Grzes_Marek_Bernard_i_inni.html
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,45421867,45421867,Alimenty_.html
                      tak na szybko to znalazłam tylko te wątki z założenia poświęcone ojcom - takich, gdzie dygresyjnie narzekamy na sposób przedstawiania ojców, nie da się zliczyć
              • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:59
                Czternastolatek, owszem, mógłby być okresowo opiekunem malucha.
                Ale nie tak, jak to zostało napisane. Ów czternastolatek odrabia lekcje na kolanie, cały czas zerkając na leżącego na tapczanie braciszka, po czym zbiera kuper w troki i leci [na trening?] polecając opiekę nad nim młodszej, zapewne około 10letniej siostrzyczce. A to już na pewno nie jest właściwa metoda zajmowania się dzieckiem. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Józefa - Łucja jest drobna, chudziutka i słaba - nawet przeniesienie Ziutka piętro wyżej do mieszkania dziadków jest dla niej kłopotliwe. Jest to zresztą jedyne, co umie ona zrobić z dzieckiem.
      • reveiled Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.10.15, 13:12
        "Naprawdę mamy uwierzyć, że Róża uwiodła Fryca dopiero wśród lunet, po tylu latach związku?"
        Mysle ze to calkiem mozliwe, ale mozliwe tez ze to wersja dla rodziny.
    • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 15:10
      Dobra, na fali ogólnospołecznego wnerwu chciałabym zameldować o moim. Otóż, jak wcześniej wspomniałam, aktualnie przetrawiam po raz wtóry "NiN". Jakaż odmienna jest moja obecna optyka dotycząca tegoż - diametralnie różna niż 15 lat temu, gdy pierwszy raz to przeczytałam. Ale do rzeczy. Chodzi mi o błahą scenę, ale jakże istotną z punktu widzenia postrzegania różnych postaci Jeżycjady. Przytaczam ten fragment:

      [...] Gabriela jeszcze nie spała.[...] Tak dawno nie była już na wakacjach! - co gorsza, jej dzieci też nie były. Nie miała z kim wysłać Pyzy i Tygryska. Tata i mama, jak co roku w czerwcu, pojechali do sanatorium, Grzesia nie było już drugi miesiąc ( dostał stypendium zagraniczne i nie wróci przed jesienią ), a siostry - cóż... wszystkie były w sposób najzupełniej zrozumiały zajęte własnymi sprawami.[...]

      Noż, jak to? Święta Gabriela nie urządza histerycznych cyrków, że małż śmiał wyjechać na stypendium? Przecież mógłby ją tam porzucić, zająć się kradzieżami samochodów albo pitnąć na inne antypody? Chyba, że chodzi, że to było stypendium NAUKOWE, a nie zwykłe saksy na utrzymanie rodziny, w tym i pomstującej małżonki, primo voto Borejko? Jakże inaczej jest przedstawiony niesławny Pyziak, któremu post factum autorka radośnie dopisała nietrzymające się i kupy, i dupy uczynki i postępki. No i Grześ to przecież święty przez aklamację - a że nie interesował się zupełnie swą córką z pierwszego małżeństwa? A że zostawił swą żonę z nowonarodzonym przychówkiem na parę miesięcy? Nic to - to mało znaczący drobiazg, który wszak nie powinien wpłynąć na jedynie słuszne postrzeganie odpowiednich postaci. Szlag mnie jasny trafia - zdaję sobie sprawę, że wątek Pyziaczy był tu wałkowany niejednokroć i już jest niemalże przeflancowany na nice, ale rusza mnie do żywego, jak inaczej odautorsko narrator każe nam spojrzeć na Pyziaka i Strybę.

      Zdaję sobie sprawę, że ewentualny rozwój postaci leży w gestii autora ( i, nie łudźmy się, czytelników, molestujących o to i owo - vide: casus Marka Pałysa ). Ale co sprawiło, że akurat najzwyklejszemu licealnemu podrywaczowi z ciągotami antycznymi i sporym dystansem do siebie, jakim był CKNUK, autorka w kolejnych tomach przyprawiła tak paskudna gębę? Bo przydałaby się czarna owca, skupiająca jak w soczewce wszelkie grzechy świata? Wiem, że piszę rzeczy poruszane tu nie raz i nie dwa, ale musiałam sobie ulżyć. Wybaczcie:)
      • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 15:41
        Ale gdzie Grzes swiety przez aklamacje, mebel w domu, zmywarka i portfel chodzacy, i tyle. A Gaba nie histeryzuje, ze wyjechal i moze nie wrocic, bo kompletnie za nim nie teskni :P
        • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:16
          w telenoweli wenezuelskiej, meksykańskiej itd. przez całe dziesięciolecia, kiedy chciano się pozbyć niewygodnej dla chwilowo rozgrywanego wątku postaci, wysyłało się ją w podróż do europy lub na studia do usa (chorych zaś na leczenie do houston, koniecznie tam, bo innych szpitali w usa nie ma). oczywiście mówimy o postaciach bogatych, a nie o kopciuszkach. a że telenowela głównie o kopciuszkach zawsze była, to tym wysłanym był często bogaty młodzian, co w ciążę kopiuszka wpędził (i z powodu tego zesłania o ciąży się nie dowiedział). oczywiście zdarzały się też mniej lub bardziej prawdopodobne, choć wygodne, zesłania postaci drugoplanowych.

          pani mm chyba jednak oglądała telenowele :P
          • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:27
            A, taka korelacja mi nie przyszła do mej łepetyny. Dziękuję za ten wielce pouczający wykład. Teraz już wiem, że trzeba było jednak obejrzeć jakąś "Esmeraldę" czy "Różową damę", a nie tracić czas na czytanie książek. Tyle prawd socjologiczno - psychologicznych mi umknęło!;)

            Ale pozwólcie, pomimo waszych światłych objaśnień, że nadal wqrw mnie będzie trzymał. Prawdopodobnie do końca mojej męki z Neojeżycjadą. Bo mam w wyobraźni innego P., który choć narowisty i rogaty, to nie byłby zdolny do tych podłości, które mu fantazyjnbie przypisała MM.

            Ech, i po co mi to było... Trzeba było zakończyć powtórkę na "OwR".
            • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:31
              Przeciez my sie z toba zgadzamy w tym, ze MM skrzywdzila postac Pyzaka i niepotrzebnie dorobila mu gebe chama, zlodzieja itp.
              • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:36
                Dakoto, ależ ja o tym wiem. Mój post miał wydźwięk autoironiczno - sarkastyczny, ale rozumiem, że to ciężko uchwycić czasami z tekstu, nie patrząc w oblicze piszącego;)
                • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 17:12
                  Nie, wydzwieku ironicznego w ogole nie bylo mozna wyczuc, moze zaginal pod polajankami.
                  • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:19
                    Dakoto, wyjaśniłam już wyraźnie wydźwięk mojej wypowiedzi, w zamian dostaję zarzut o połajankach innych forumowiczów. Ogólnie mam taką manierę pisania - i nie mam w zwyczaju nikogo połajać, a już na pewno w kwestiach w których się zgadzam z kimś co do meritum. Natomiast jeśli jestem niemile widziana na tym forum przez Ciebie, to wystarczyło napisać, a zrozumiem.

                    Mimo wszystko mam nadzieję, że po prostu nie masz dnia i mi się niechcący dostało.
                    • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:56
                      Ty sobie kpisz, prawda? Nie mam nic przeciwko twojej obecnosci na forum. tak, wydzwiek swojej wypowiedzi wyjasnilas- ironia o ktorej zapewniasz jest widoczna tylko w komentarzu do twojej wypowiedzi, ale coz. W odpowiedzi na post o telenowelach dziekujesz za swiatle pouczenia, ale to ja sie ciebie czepiam, bidulko, nie ty innych?
                      • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 20:12
                        dakota77 napisała:

                        > Ty sobie kpisz, prawda? Nie mam nic przeciwko twojej obecnosci na forum. tak, w
                        > ydzwiek swojej wypowiedzi wyjasnilas- ironia o ktorej zapewniasz jest widoczna
                        > tylko w komentarzu do twojej wypowiedzi, ale coz. W odpowiedzi na post o teleno
                        > welach dziekujesz za swiatle pouczenia, ale to ja sie ciebie czepiam, bidulko,
                        > nie ty innych?


                        Dakoto, ale o czym Ty piszesz? Kto się kogo czepiał? Naprawdę myślałam, że zwyczajnie, miło sobie rozmawiałyśmy, z lekką ironią - to prawda, ale już wyjaśniałam wcześniej, że mam taki styl, którego można nie zrozumieć, bo w końcu się nie widzimy i mowa ciała jest niestety wyłączona niejako; a Ty strzelasz focha, zupełnie dla mnie niezrozumiałego. Chociaż... przeczytałam raz jeszcze moją nieszczęsną wypowiedź, która tak Cię uraziła i postarałam się ją odebrać tak, jak Ty to zrobiłaś. Gdy ją pisałam, uśmiechałam się, bo rozbawiły mnie Twoje i Kkokos sugestie odnośnie motywów MM. Ile razy mam zapewniać, że to zwykłe nieporozumienie, że nie miałam na myśli wykpiwania Waszych wypowiedzi, a jedynie swą indolencję w kwestii telenowel. Może warto byłoby dać komuś szansę na wyjaśnienia i nie doszukiwać się zaczepki i pogardy w wypowiedziach innych? Zwłaszcza, że tłumaczę już po raz kolejny jak idiotka, co miałam na myśli. Przykro mi, że źle to zrozumiałaś, ale, doprawdy, nie wiem, co mogę jeszcze zrobić, byś uwierzyła w moje szczere intencje. Chociaż dla Ciebie moje tłumaczenia pewnie zabrzmią jak tłumaczenie się winnego.

                        Miłego wieczoru Ci życzę. Szczerze, z uśmiechem.
                        • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 20:19
                          Indolencje, mowisz? :D Milego wieczoru rowniez :)
                          • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 20:27
                            Taaaak;)
                            Chyba muszę popracować nad mową ciała w piśmie;)


                            PS. Ośmieliłam się wysłać do Ciebie wiadomość.
            • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 21:52
              Ależ w OwR jest to samo! Tylko "zła" jest Ewa Jedwabińska. Dlaczego? Bo chce się realizowac zawodowo. Bo ma ambicje naukowe. W związku z tym jest a priori podłą matką. Nic to, że stara się jak może zapewnic dziecku opiekę (nie wie przecież, że Lisiecka to nie jest dobra opiekunka), że wystaje w kolejkach po najlepsze wędliny, że mimo braku umiejętności stara się nawiązac z Aurelią dobry kontakt. Jest podła i już, bo jakżesz kobieta może chciec robic karierę! Mąż Jedwabińskiej to zamknięty w sobie kretyn, który potrafi uczyc córkę tylko głupawych wierszyków, poza tym kompletnie się nią nie interesuje. No, ale on przecież robi karierę zawodową! Gaba natomiast ewidentnie zaniedbuje wychowawczo swoje dzieci (żadne tak naprawdę nie jest dobrze wychowane), ale jest święta, bo przecież mimo dziecek skończyła studia i w iście stachanowskim tempie zrobiła doktorat i habilitację. Kiedy Aurelia uciekała z domu, to świadczyło o ty, że Ewa jest zła, a kiedy uciekła z domu Laura, to Laura była zła. I niech mi ktoś teraz wytłumaczy tok myślenia autorki, bo dla mnie to jest tak idiotyczne, że opada absolutnie wszystko!
              • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 12:04
                No tak, tylko Ewcia Sopel sobie grzecznie zmarła przed DP i nie można było jej ciągać przez kolejne dziesięć tomów jako swoisty obrazek wotywny, a raczej przestroga, jak niesławnego Pyziaka. Zresztą, Jeżycjada w tematyce ojców to tabula rasa, jakby wąsaci amanci służyli tylko za eksponaty poślubne, a bohaterki rozmnażały się przez partenogenezę - za niechlubnym wyjątkiem wzmiankowanego Pyziaka, który w kolejnych tomach jest coraz bardziej groteskowy. Rozumiem, że ten zabieg służył li i jedynie podkreśleniu świętości i dzielności Gabryjeli, ale w moich oczach ( i chyba nie tylko w moich ) jest całkowicie chybiony.

                Aha - no i Ewa od początku w komentarzach odautorskich była przedstawiana w sposób, który nie pozostawiał złudzeń, jaki narrator maa do niej stosunek, a Pyziak nabrał negatywnej otoczki gdzieś od BBB, a od Noelki stalowe oczy są synonimem Złego;)
              • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 12:17
                W zamyśle autorki liczyły się intencje. Ewa miała być wyrachowaną, zimną krową, snobką i karierowiczką. Wyszło jak wyszło ale miała to być to kobieta, która nie wiem z wpadki, z niewiedzy ma dziecko chociaż go nie chciała, zawadza jej w karierze i w życiu. Gaba natomaist ma serce na dłoni, emocje na wierzchu, wrażliwa, empatyczna, choć oddała całe serce zwrócono go jej po wytarciu w nie butów a nadal optymistka itd. Autorka nie chwyta w ogóle toksyczności matki poświęcającej się, neurotycznej. Krzewi mit Matki-Polki pominkowej, która mężnie znosi cierpienie zadawane jej przez trudne dziecko. Macierzyństwo Gaby postrzega li i jedynie przez pryzmat Gaby, nie jej dzieci i ich problemów.
                Fajną naprawdę matką jest mama Tunia, Moniki, Mundka i potem Nerwusa. W MiR mamy świetny opis kobity, która w porównaniu z Gabą znalazła się w dużo gorszej sytuacji życiowej a radzi sobie dużo lepiej. Potem na małą chwilę pojawia się w NiN i też z jednej małej scenki wionęło dla mnie dowcipem i rozsądkiem fajnej matki dorosłych dzieci.
                • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 17:50
                  Ja mam do autorki dzikie pretensje, że z bohaterów "Małomównego i Rodziny" zrobiła bandę debili i dzikusów, w ostateczności egocentryków. Matka Munia, Tunia i Rzodkwi to przecież była piękna i inteligentna kobieta, bibliotekarka (zdaje się, że MM nie zna innych zawodów, prócz lekarza, bibliotekarza i naukowca), a jej dzieci były zabawnymi i inteligentnymi smykami. Tymczasem Tunio w NiN okazuje się głupawym sybarytą, któremu, o zgrozo! tylko żona i dzieci w głowie! A Rzodkiew pośrednio przedstawiana jest jako ograniczona gęś.
              • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:35
                dobrawrozkajudyta11 napisał(a):

                Kiedy Aurelia uciekała z domu, to świadczyło o ty, że Ewa jest zł
                > a, a kiedy uciekła z domu Laura, to Laura była zła. I niech mi ktoś teraz wytłu
                > maczy tok myślenia autorki, bo dla mnie to jest tak idiotyczne, że opada absolu
                > tnie wszystko!

                Po pierwsze, gratuluję spostrzeżenia, tego chyba jeszcze nikt nie zauważyl (od razu przepraszam tych, co zauwazyli, a ja ich nie zauważyłam, ale wydaje mi się, że tego akurat nie ruszalyśmy :)).

                Tok myślenia autorki mogę ci za to wytłumaczyć od ręki. I to w kilku słowach. Brzmią one:

                "To, co robia Borejkowie jest dobre".

                Matylda łamiąca serca i kręgosłupy i odgrywajaca się w ten sposób za udreki, ktore przezywala w dzieciństwie jest pustą lalą.
                Ida łamiaca serca i kregosłupy jest buchajacą seksem istotą, która celebruje świeżo nabytą pewnośc siebie.

                Gospodyni domowa, mama Lelujkowa jest prosta kobieciną, która umie tylko gotować i nie rozumie, jak do niej wykształcona pani nauczycielka mówi.
                Gospodyni domowa, Melania Borejko, jest genialnym dramaturgiem i ma sarkastyczny blysk w oku, a gotuje, bo ma to w sobie element alchemii.

                Alma traktująca z buta Laurę jest gruba i antypatyczną stara panną, skażona byciem siostrą CKNUK-a.
                Ida traktująca z buta Magdę jest uroczo bezkompromisowa i dowcipna.

                Janusz wyjeżdżający za granicę i zostawiajacy żonę z niemowleciem jest obrzydliwym dorobkiewiczem, ktory nie docenia ciepła rodzinnego, a myśli tylko o dolarach.
                Grześ (i Hajduk) wyjeżdżajacy za granicę i zostawiający zony z niemowlętami są inteligentnymi i wyksztalconymi ludźmi, pragnacymi się rozwijac.

                Eugeniusz Jedwabiński, nie mający czasu dla rodziny, ponieważ robi karierę jest niewydolnym ojcem i złym mężem.
                Marek Pałys nie mający czasu dla rodziny jest wzietym neurochirurgiem, ktory ma fantastyczny kontakt z dziecmi przez te całe dziesięć minut na dobe, gdy nie śpi lub nie jest w pracy.

                Ordynarna męska młódź, tłukaca się na dworcu to element bez czółek i choćby tyko kiełkujących uczuć wyższych.
                Ignas i Józin, duszacy się mopem i okładajacy garnkami to kwiat polskiego rycerstwa oraz subtelny poeta, broniacy honoru damy.

                Ewa Jedwabińska, nie potrafiaca nawiązac kontaktu z wlasnym dzieckiem jest niewydolna wychowawczo, chłodna, emocjonalnie ograniczona.
                Gabriela Borejko nie umiejaca nawiązac kontaktu z wlasnym dzieckiem jest Słońcem Jezyc i nie jej wina, ze dziecko ma geny tego odrażajacego CKNUK-a.

                Pieróg, wrzeszczący na rodziców na wywiadowce i siejący terror wśrod uczniów jest antypedagogiem oraz kapusiem, który doniósł na kolege z pracy.
                Dmuchawiec, dekonspirujacy na lekcji autorke anonimowej ankiety i wystawiajacy ją na drwiny jest Wzorem Pedagoga i Gandalfem Jezyc, do ktorego grobu za chwile zaczna walic pielgrzymki.

                Janusz Pyziak, porzucajacy Laure i nie wykazujący nią zainteresowania (jesi wierzyć Borejkom, ja im tam nie wierzę, no ale jeśli) jest zlym, zlym, dogłebnie zlym czlowiekiem.
                Grzegorz Stryba, przekazujący wychowanie swojej córki dziadkom, a po przeprowadzce na Roosevelta rugujacy ją ze swojego zycia jest Naszym Drogim Grzesiem, Ematykiem i Telepatą.

                I tak dalej, i tak dalej, przyklady można mnozyć wręcz w nieskonczoność.

                Ale zasada jest zawsze ta sama: "Co wolno wojewodzie..."
                • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:53
                  Swietne spostrzezenia, Anutku!
                • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:55
                  Podpisuję się obiema rękami pod Twoim postem!

                  Ach no wiadomo, że Ewa Jedwabińska była zła - ona nie lubiła Świętego Dmuchawca. Ekskomunika jeżycka, nie ma o czym mówić ;)
                • kaliope3 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.04.14, 12:26
                  Anutku- ścielę się do nóżek duszona spazmatycznym smiechem
              • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:50
                Biję bezgłośne brawko za ostatnie zdania!
                Też zwróciłam na to uwagę - w OwR ucieka z domu dziecko - winna jest mama. W TiR ucieka Laura - oczywiście winna jest sama sobie. A mama cierpi. Do kroćset, mama Jedwabińska też cierpiała!
                • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.04.14, 00:06
                  Dobre. Nie zauważyłam tego, a jak się zastanowić, to ta sprzeczność naprawdę bije po oczach. Wyobrażam sobie teraz Autorkę, podczytującą potajemnie Forum, jak natyka się na Wasze posty i oblewa się od stóp do głów potężnym rumieńcem :D
                  • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.04.14, 02:01
                    pucka_puc napisał(a):

                    > Dobre. Nie zauważyłam tego, a jak się zastanowić, to ta sprzeczność naprawdę bi
                    > je po oczach. Wyobrażam sobie teraz Autorkę, podczytującą potajemnie Forum, jak
                    > natyka się na Wasze posty i oblewa się od stóp do głów potężnym rumieńcem :D

                    Ja bym raczej podejrzewała, że to rumieniec wściekłości, którym płonąc autorka rzuca się do komputera.
                    - Ja im jeszcze pokażę! - mruczy, po czym uwąsza, demonizuje, lub ukurodomawia następną lubianą przez czytelników postać.
          • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:27
            kkokos napisała:

            > w telenoweli wenezuelskiej, meksykańskiej itd. przez całe dziesięciolecia, kied
            > y chciano się pozbyć niewygodnej dla chwilowo rozgrywanego wątku postaci, wysył
            > ało się ją w podróż do europy lub na studia do usa (chorych zaś na leczenie do
            > houston, koniecznie tam, bo innych szpitali w usa nie ma). oczywiście mówimy o
            > postaciach bogatych, a nie o kopciuszkach. a że telenowela głównie o kopciuszka
            > ch zawsze była, to tym wysłanym był często bogaty młodzian, co w ciążę kopiuszk
            > a wpędził (i z powodu tego zesłania o ciąży się nie dowiedział). oczywiście zda
            > rzały się też mniej lub bardziej prawdopodobne, choć wygodne, zesłania postaci
            > drugoplanowych.
            >
            > pani mm chyba jednak oglądała telenowele :P

            Ja bym raczej podejrzewała MM o czytywanie romansideł. bo to, o czym piszesz, to stary, sprawdzony chwyt, używany namiętnie w tak zwanej literaturze dla kucharek. Po dziś dzień pozostaje jednym z podstawowych narzędzi w arsenale autorek powieści typu Harlequin. Jak trzeba kogoś zniknąć, to się wysyła w dalekie wojaże, najchętniej zaś tego supersamca, co główną bohaterkę cudownej urody zapłodnił był i kłody komunikacyjne się gęsto sypie bohaterom pod nogi, żeby się przypadkiem samiec o szczęśliwym poczęciu za szybko nie dowiedział (a bohaterka mogła dostatecznie długo się pozmagać z ciężkim losem Porzuconej Kobiety W Ciąży).

            W podejrzeniu tym utwierdza mnie fakt, że autorka Jeżycjady każe ostatnio swoim bohaterom zakochiwać się od kopa i pierwszego spojrzenia, no wypisz wymaluj jak w harlekinach. Osiągnięcie szczytowe: złoty nicień infekujący Laurę. Romans żywcem wyjęty z tego typu literatury, on i ona postali razem na ulicy, posłuchali muzyki, spojrzeli w oczęta, prunt ich przeszedł i już jest Wielka Miłość Nieskończona (jak to się w latach małolectwa mego skrobało po szkolnych ławkach).
            • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:45
              > Osiągnięcie szczytowe: złoty nicień infekujący Laurę.

              Ej no weź, ze śmiechu zadławiłam się kolacją.
            • ananke666 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 21:36
              > (jak to się w latach małolectwa mego skrobało po szkolnych ławkach).

              Oczywiście przeczytałam "matołectwa".
              • szarotkaaaa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 11:58
                Złoty nicień wprawił mnie w osłupienie. No bo jak to - Laura dostrzega w tłumku zasłuchanych osób młodzieńca i od razu podąża za nim. Skutek podążania jest taki, że dostrzega ona furgonetkę przedsiębiorstwa robotniczego. Serce czytelnika się raduje - oto Borejkówna spojrzała łaskawym okiem na człowieka pracującego przyziemnie (w przenośni i dosłownie). Ale nie. Tak być nie może i zamiast krasnego ogrodnika po technikum dostajemy, a jakże, uduchowionego polonistę Adaammma.
                Dodatkowo irytuje mnie, że we "Wnuczce" Laura i Adam będą zapewne rodzicami bliźniąt lub trojaczków o rudych czuprynach. Będą spać w łóżkach sprytnie podwieszonych u sufitu swojego kiosku mieszkalnego i egzystować w miłym bałaganie. Laura straci chłodną powierzchowność księżniczki z rosyjskiej baśni i zamieni się w miłą, pucołowatą i rumianą istotę. Może nawet wystąpią jej piegi, zaś Adam przez cały tom nie wypowie ani jednego zdania. Bo skoro akcja Wnuczki dziać się będzie na wsi, to Laura i Adam oraz ich stadło stanowić będą drugi plan, ale jak wiemy nie jest męską rzeczą wypowiadać zdania orzekające!
                Jeszcze książki nawet nie ma, a ja już się irytuję :D Chyba najbardziej irytuje mnie powtarzalność schematów, a tak naprawdę to żal mi tego co się stało z Laurą, wciągniętą na tę właśnie schematyczną ścieżkę.
                • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 18:00
                  W nowszych częściach Jeżycjady MMw ogóle nie potrafi tworzyć postaci, jak to nazwałaś, pracujących przyziemnie.
                  Nie wiem, czy mało ma styczności z ludem pracującym czy unika go celowo, ale bohaterowie ze z plebsu albo okazują się jednak w porządku, bo czytają literaturę antyczną (patrz Lelujkowie - niby prymitywni, z bloku, brzydcy, we flanelach, ale jednak klasa humanistyczna z łaciną itd.), albo są groteskowi. Dość chlubnym wyjątkiem jest Pan Gruszka, który nawet zgrabnie autorce wyszedł.
                  To, co dzieje się z Laurą, jest o tyle przykre, że była jedną z niewielu wyraźnie zarysowanych postaci Neobachoriady. Między Bogiem a prawdą, swoim wiecznym docinaniem Gabie, ustawianiem Pyzy i ambiwalencją wobec innych członków rodziny wzbudzała - przynajmniej moją - sympatię. Widać było, że ma coś do powiedzenia, że reaguje na świat zewnętrzny, a nie tylko dzielnie bierze na grzywkę trudności podłego współczesnego świata.Czy nie mogłaby pozostać wredna, złośliwa i narowista po ślubie?
                  • kajaanna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 20:38
                    <Widać było, że ma coś do powiedzenia, że reaguje na świat zewnętrzny, a nie tylko dzielnie bierze na grzywkę trudności podłego współczesnego świata.Czy nie mogłaby pozostać wredna, złośliwa i narowista po ślubie?

                    Nie. Swoją mamejowatość wykształciła już przed ślubem. Nie ma dla niej ratunku.
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.10.15, 13:29
        Wiem, że dawno to było, ale teraz mi się w oczy rzuciło: "Gabriela nie urządza histerycznych cyrków, że małż śmiał wyjechać na stypendium? Przecież mógłby ją tam porzucić, zająć się kradzieżami samochodów albo pitnąć na inne antypody? Chyba, że chodzi, że to było stypendium NAUKOWE, a nie zwykłe saksy na utrzymanie rodziny, w tym i pomstującej małżonki, primo voto Borejko". Otóż: Gabriela była de domo Borejko, a primo voto Pyziak. :D
    • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 12:26
      Odświeżam ostatnie części Jeżycjady i rzuciły mi się kolejne:

      1. Atak szerszeni w CP. Nie pojmuję i wręcz przedstawiam to jako zarzut - jak można tak lekko pisać o szerszeniach. Wszyscy w książce: od babci, przez lekarza, po Łusię, śmieją się z Ignasia bojącego się tych owadów. Kilka ukąszeń może być niebezpieczne dla człowieka, a dla alergika wręcz śmiertelne. Chyba pani MM pomyliła szerszenia z chrząszczami majowymi (guniakami), które są nieprzyjemne (sama nie znoszę ich buczenia), ale niegroźne.

      2. Ironia losu? Ida złośliwie krytykująca figurę Magdy, w wieku 15 lat pełna kompleksów wyśmiewana jako 'chudy kościotrup' i 'ruda wariatka'.

      3. Problemy z nastolatkami.
      Gdy czytam o niesamowitym upiciu się Józinka kremem czekoladowym albo o strasznej ucieczce z domu Tygrysa do pobliskiego Torunia - to mają być nastolatki, tak? Bieda dręczona Gabrysia, bo jej dziecko jest złośliwe, kłamie i raz, RAZ wyjechało z domu na kilkanaście godzin. Poza tym chodzi do szkoły, dobrze się uczy, ma zainteresowania, dyskutuje kulturalnie z dziadkami.

      Nie ma mowy o alkoholu (piwie, chociażby), próbie popalania czegokolwiek, jakimś dziwnym towarzystwie, problemach w szkole. Nawet bałabym się czegoś takiego sugerować autorce, bo zrobi (jak z 'uau' Bodzia) z tego karykaturę i wprowadzi postać zdegenerowanego narkomana ;)

      Wiarygodny był Kozio, który wściekły na rzekomą zdradę Aurelii, wypija kilka piw i wypala paczkę Gitanów. Jakoś go to za bardzo nie degeneruje ;)
      • mrkjad Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 18:20
        Po pierwsze - dzień dobry! Czytuję od dawna, postanowiłam też popisać. :)

        Co do używek - sama nie wiem czy lepiej żeby Musierowicz w ogóle nie poruszała tego tematu czy żeby wychodziło to tak, jak w McDusi - z przypadkowym kremem czekoladowym i rzucaniem słoikiem. Nie po raz pierwszy okazuje się, że autorce co raz gorzej wychodzi przedstawianie młodych bohaterów. To co zręcznie wyszło w Dziecku Piątku tutaj wypada okropne i nierealistycznie. Chyba dlatego, tak bardzo lubię Kozia - jest bardzo wiarygodnym, marudnym i obrażalskim nastolatkiem, który korzysta z tego, że mieszka bez rodziców. :)
        Można by poruszyć temat w sensowny i jednocześnie wychowawczy sposób - niech Miągwy i Józinki nie piją, są przecież i takie nastolatki, ale niech skonfrontują się z całą resztą. Musierowicz mogłaby pokazać, że abstynencja choć godna pochwały, łączy się z ostracyzmem rówieśników.
      • akniwlam Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.04.14, 13:50
        O, akurat Ida wyżywająca się na Magdzie to dość prawdopodobna istota. Już wiele razy zauważyłam, że niektóre kobiety uwielbiają dokładać innym, używając do tego argumentów związanych z figurą, urodą, zadbaniem. I moim zdaniem łączy się to ze źle zaleczonymi kompleksami. Dawniej chude brzydkie kaczątko będzie złośliwie komentować pulchniejszą dziewczynę, zwłaszcza jeśli ta pulchniejsza nie chce umartwiać się dietami cud i daje do zrozumienia, że nie ma problemu ze swoim wyglądem. No jak to tak można, nie mieć problemu, ja ci pokażę, że właśnie masz problem! Frytkożerna Macdonaldusiu jedna, samaś sobie winna i jak śmiesz w ogóle sięgać po pieroga. Na tej samej zasadzie niejedna dziewczyna przykrywająca makijażem trądzik będzie miała za złe koleżance o ładnej cerze, że ta śmie się nie malować i w związku z tym jest zaniedbana. Osoba o zdrowym stosunku do samej siebie nie musi się u bliźnich doszukiwać rozmaitych defektów, żeby sobie w ten sposób podnieść samoocenę. Ida sobie na Magdzie, a wcześniej jeszcze na Patrycji odbija własne lata kompleksów, to nie jest żaden fioł dotyczący zdrowego żywienia, bo gdyby takowy był, to objawiłby się np. ochrzanieniem Józefa za jego kanapeczki z kiełbasą krajaną scyzorykiem czy odmową łykania pierogów in toto. A Ida czepia się li i jedynie diety i wyglądu Magdusi.
        • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.04.14, 14:13
          O, Ida zdecydowanie nie ma bzika na punkcie zdrowego odzywiania. Gdyby miala, raz, ze faktycznie nie polykalaby w calosc pierogow, dwa, ze przygotowywalaby zdrowe posilki dzieciom, zamiast liczyc, ze cos-cokolwiek- znajda w lodowce dziadkow.
          • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.04.14, 14:29
            Ida miała nie tylko kompleks brzyduli. Miała też kompleks na punkcie starszej siostry idelanej. Panu Paszkietowi opowiadała jaka to Gaba jest oczytana i zna grekę i łacinę a ona sama nie. Potem rywalizowała na polu dzieci. Ktoś ostatnio napisał, że Ida jest wciąż przestawiana jako druga, gorsza siostra. Gaba jest wybitnym specjalistą obdarzonym zdyscyplinowanym umysłem a kompetencje Idy jako lekarza są wykpiwane (poród Kreski, kielich brandy na katar itp).
            Może pozorny fijoł Idy na punkcie zdrowego żywienia też ma korzenie w nisksim poczuciu własnej wartości, w końcu tej jej przemyślenia na dworcu podczas odbierania McDusi są dość mocno nerwicowe.
        • stokrotka2201 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.04.14, 14:28
          Dokładnie tak jest. Leczenie własnycha, kompleksów cudzym kosztem, żeby dorosła kobieta, matka zachowywała się tak kretyńsko... szkoda słów. Ubolewam nad tym bo w Idzie Sierpniowej ją bardzo lubiłam, była świetna walcząć z Lisieckimi a pozniej opiekując się nimi, charakterna, dowcipna ale jednocześnie zagubiona, a to co teraz z niej powstało to baba demon po prostu, jędza.
        • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.04.14, 22:45
          Świetne wytłumaczenie zachowania Idy :) I znowu ten myk: zachowanie opisane prawdziwie i mocno, a interpretowane dziwacznie i bezsensownie pochlebnie.
    • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 13:22
      To i ja się poirytuję...
      Pewnie było, ale:
      1. Irytujące jest zatrzęsienie osób rudych z kręconymi włosami. Rozumiem, że w rodzinie autorki takie włosy dominowały, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie:) I rozumiem też, że rude geny borejkowskie przenoszą się z pokolenia na pokolenie, stąd pojawianie się nowych rudzielców, np. Róży (włosy "miedziane") i Łusi. Ale kiedy okazało się, że także Elka jest kręcona i ruda, to padłam :) ("Orzechowy" to rudawy, prawda? No chyba, że orzechowy jak orzechy włoskie:)) Zresztą Elka ma też identyczną fryzurę jaką na ogól miewały Natalia i Patrycja, a także Ida w pewnym momencie życia. Litości:) Z tego co pamiętam, także mała Irenka w SS była rudzielcem.

      2. Omawiany już na tym forum fakt antypatii autorki wobec ładnych, zadbanych oraz bogatych dziewcząt. Nie chcę się powtarzać, mogę tylko dodać, że w podstawówkowych czasach było mi strasznie przykro czytając o "robaczywej Paulince". Ja mam tak własnie na imię, a czułam, że z książki bije jawna złośliwość wobec tego imienia, zupełnie jakby było nie wiadomo jak wymyślne, pretensjonalne i nowobogackie. (Natomiast imiona Róża i Laura są spoko.) No i ten schemat, że bogaci to prostacy w ładnym opakowaniu, nie to co jednostki biedne, ale szlachetne i honorowe. Do znudzenia.
      • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:02
        pucka_puc napisał(a):

        > Ale kiedy okazało się, że także Elka jest kręcona i ruda, to padłam :) ("Or
        > zechowy" to rudawy, prawda? No chyba, że orzechowy jak orzechy włoskie:)) Zresz
        > tą Elka ma też identyczną fryzurę jaką na ogól miewały Natalia i Patrycja, a ta
        > kże Ida w pewnym momencie życia. Litości:) Z tego co pamiętam, także mała Irenk
        > a w SS była rudzielcem.

        Mnie też ten nadmiar rudych włosów trochę przytłacza, choć sama jestem i ruda, i kręcona :) Podobno w Poznaniu faktycznie jest dużo rudzielców, może to element realistyczny.
        Elka raczej w zamyśle autorki nie jest ruda, chyba byłoby to odnotowane, jej włosy są określone tylko i wyłącznie jako orzechowe - myślę, że to jasny brąz i chyba dość rzadko spotykany odcień. Natomiast podobieństwo Elki do Borejkówien na ilustracjach (zwłaszcza na okładce) jest uderzające. Tak jakoś nie wyróżnia się niczym między nimi, wygląda jak skrzyżowanie Natalii z Patrycją. Fryzura też mnie drażni, zwłaszcza że włosy Elki opisywane są jako wspaniałe loki, ludzie się za nimi oglądają. Widziałabym tu raczej fryzurę w stylu Laury, nie taki "grzybek".

        > Ja mam tak własnie na imię, a czułam, że z książki bije jawna złośliwość wobec tego
        > imienia, zupełnie jakby było nie wiadomo jak wymyślne, pretensjonalne i nowobo
        > gackie.

        Chyba coś jest na rzeczy, bo równie "robaczywa" Paulinka pojawia się w krótkim opowiadaniu MM dla dzieci, zatytułowanym "Kredki". Zastanawiałam się, czy to może być ta sama postać. Jest między nimi wiele podobieństw.
        • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:15
          emae napisała:
          >
          > Mnie też ten nadmiar rudych włosów trochę przytłacza, choć sama jestem i ruda,
          > i kręcona :)
          W takim razie bardzo Ci zazdroszczę, jak zresztą rudym Borejkównom:) Będąc młodą dziewczynką dałabym się pokroić za kręcone włosy, a jeśli rude, to tym lepiej :)
          >
          >
          > Chyba coś jest na rzeczy, bo równie "robaczywa" Paulinka pojawia się w krótkim
          > opowiadaniu MM dla dzieci, zatytułowanym "Kredki". Zastanawiałam się, czy to mo
          > że być ta sama postać. Jest między nimi wiele podobieństw.

          Oo, nie wiedziałam o tym... To strasznie przykre moim zdaniem. Typowa negatywna bohaterka (a przynajmniej antagonistka) bohaterek Jeżycjady to bogata, zadbana dziewczyna z imieniem typu Paulinka, Matylda, Joanna. I oczywiście zawsze jest zblazowana i zapatrzona w siebie. jakoś osobiście odebrałam tą Paulinkę (a nie sądzę, że jestem robaczywa;)), nawet chciałam napisać list do MM i wylać całe swoje rozżalenie:)
          • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:35
            pucka_puc napisał(a):

            > W takim razie bardzo Ci zazdroszczę, jak zresztą rudym Borejkównom:) Będąc młod
            > ą dziewczynką dałabym się pokroić za kręcone włosy, a jeśli rude, to tym lepiej
            > :)

            Hehe, obecnie od dłuższego czasu mam na głowie bardzo jasny blond :) Ale myślę o powrocie do rudego. Ida Borejko miała rację z tymi odrostami ;)

            Może MM znała osobiście jakąś robaczywą Paulinkę? Czasem imię przywołuje mimowolne skojarzenia z charakterem osoby noszącej to imię.
      • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:36
        Nie, orzechowy to brazowy :)
      • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:53
        Wyguglowałam "orzechowe włosy". Często wyskakuje coś takiego: czeszesie.pl/blog/wasza-strefa/hennowanie-wlosow-moni,139.html Więc w sumie zależy, brązowy albo rudawy taki ciemny.
      • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.14, 09:22
        Ale kiedy okazało się, że także Elka jest kręcona i ruda, to padłam :) ("Or
        > zechowy" to rudawy, prawda? No chyba, że orzechowy jak orzechy włoskie:)) Zresz
        > tą Elka ma też identyczną fryzurę jaką na ogól miewały Natalia i Patrycja, a ta
        > kże Ida w pewnym momencie życia. Litości:) Z tego co pamiętam, także mała Irenk
        > a w SS była rudzielcem.


        rudość w jednej rodzinie kompletnie mi nie przeszkadza - u kowalskich wielki nos skacze przez pokolenia ruchem konika szachowego, a u borejków rudość (no dobra, jak dwa koniki). a irenka - jeśli była ruda, czego nie pamiętam - to czasy przedborejkowskie, więc naprawdę trudno mieć pretensję.

        a orzechowy to dla mnie w jasny brąz orzecha włoskiego, a nie odcień rudości.
        • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.04.14, 15:04
          caloksztalt, CALOKSZTALT mnie irytuje
          ze szczegolnym naciskiem na hiperarogancje niczym nie stonowana
          a) postaci (szczegolowo omowione przez przedpisczynie)
          b) autorki, ktora swoje czytelniczki trzyma za wyjatkowe niedorozwojki, obraza sie, obraza rozmowczynie/korespondentki, pisze (i rysuje) niechlujnie, bezmyslnie i w ogole uprawia to, co we wczesnym PRL-u nazywalo sie bumelanctwem - tyle ze wtedy bumelanci byli zmuszani do zlozenia samokrytyki i poprawy albo wylatywali na aut, ech, to se juz ne vrati...
    • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 18:34
      "Czarną polewkę" przeglądać zaczęłam. I, mój Boże, już zapomniałam jaka ta książka jest straszna.
      Na przykład te nieszczęsne oświadczyny Wolfiego, wielokrotnie tu rozwałkowane. Sam pomysł, by kazać współczesnemu chłopakowi oświadczać się o rękę dziewczyny jej opiekunom jest dosyć dziwny, a wykonanie zamienia go w istny horror. Facet wpada do domu lubej, wyciska dziadkowi na dłoni "długi, mokry pocałunek" i kłania mu się w pas obejmując pod kolana, Jezusie, Maryjo i wszyscy święci... Ta scena jest tak totalnie, tak kompletnie i konkretnie oderwana od rzeczywistości, że po prostu... No słów brak.

      Albo taki komentarz odautorski gdzieś z końca powieści: "(...)Gabrysia, która, jak jej matka, zawsze wszystkich broniła i usprawiedliwiała(...)". Kiedy, przepraszam, Milicja ostatnio kogokolwiek broniła? Jak bardzo autor może być oderwany od rzeczywistości, którą sam stworzył? Jak bardzo może nie dostrzegać jakimi cechami obdarza własne postacie?

      Oraz opis babci Dianki, kobiety o, cytuję, "cechach fizycznych nie licujących z jej życiową rolą". Czyli kobieta opalona, umalowana, z polakierowanymi paznokciami, do tego włosy posiadająca ufarbowane i ułożone, a w uszach, GASP! kolczyki. Zagotowałam się podwójnie. Znaczy się, primo, kobieta w pewnym wieku jest już wyłącznie babcią, tak? Oraz, w mordę, jedynym słusznym modelem wyglądu kobiety jest totalne zapuszczenie, a'la Gaba i Milicja? Wrrrrr. Mam wyjątkową alergię na wpychanie mi w zęby modeli jedynie, prawdaż, słusznych.
      • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 19:00
        Hmm, ja jestem bardzo na tak w sprawie tradycyjnych zaręczyn - mój narzeczony wpadł niespodziewanie w święta, przywiózł ogromne bukiety dla mnie i dla mamy i butelkę dla taty :) no z tym że to mnie zadał główne pytanie, a nie żadnym innym członkom rodziny :)

        Ale dlaczego Wolfi oświadczał się dziadkowi, a nie Gabie przynajmniej, skoro już nie Laurze... Rozumiem, że uznał dziadka za jedynego mężczyznę opiekującego się Laurą (nie czytałam CzP, tylko rozważam na bazie cytatów). Jest to kolejny dowód na kolejną porażkę Gaby w roli matki; nie próbowała (chyba ani razu??) zbliżyć Grzegorza do córek, a Grzegorz jak Naczelna Miągwa Rzeczpospolitej w ogóle nie interesował się tematem. Bardzo współczuję Laurze mieszkania w takiej lodowatej atmosferze...
        • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 19:10
          Zadal ci to pytanie po raz pierwszy przy rodzinie, czy padlo wczesniej?
          • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 19:14
            Wcześniej rozmawialiśmy o tym, że chcemy być razem już zawsze, co będzie jak będziemy kupować mieszkanie, nawet trochę o naszych przyszłych dzieciach, więc spodziewałam się, że się zaręczymy. Niemniej, to Jego wejście w święta było dla mnie niespodzianką i bardzo, bardzo miłym przeżyciem, a rodzice też bardzo docenili formę. Podsumowując, naprawdę bardzo się cieszę i jestem Mu wdzięczna, że to się odbyło właśnie w ten sposób. Z biegiem lat odkrywam, że jednak jestem bardzo tradycyjna :)
            • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 19:16
              "Bardzo", "bardzo" i "bardzo", zaraz się za to zdzielę jelitkiem po łapach...
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 19:12
          pucka_puc napisał(a):

          > Hmm, ja jestem bardzo na tak w sprawie tradycyjnych zaręczyn - mój narzeczony w
          > padł niespodziewanie w święta, przywiózł ogromne bukiety dla mnie i dla mamy i
          > butelkę dla taty :) no z tym że to mnie zadał główne pytanie, a nie żadnym inny
          > m członkom rodziny :)

          I nie padał przed twoimi rodzicami na kolana, śliniąc im dłonie mokrymi pocałunkami, prawda?
          • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 19:15
            No, nie :D własnie miałam dopisać, że scena z całowaniem dziadka po rękach ("mokry pocałunek", tak?) pretenduje do miana jednej z obrzydliwszych scen;)
      • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 20:04
        bupu napisała:

        > "Czarną polewkę" przeglądać zaczęłam. I, mój Boże, już zapomniałam jaka ta ksią
        > żka jest straszna.

        Do "McDusi" uważałam, że niemożliwe jest, by MM stworzyła coś gorszego, "Sprężynę" odebrałam jako odbicie się od dna i powolną drogę w górę. I paczciepaństwo, jak straszliwie sie czlowiek może zdziwić i rozczarować.

        Wiem, że mój post nie wnosi niczego twórczego do dyskusji, ale musiałam zglosić się jako współodczuwająca współforumka :).
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 20:15
          anutek115 napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > > "Czarną polewkę" przeglądać zaczęłam. I, mój Boże, już zapomniałam jaka t
          > a ksią
          > > żka jest straszna.
          >
          > Do "McDusi" uważałam, że niemożliwe jest, by MM stworzyła coś gorszego, "Spręży
          > nę" odebrałam jako odbicie się od dna i powolną drogę w górę. I paczciepaństwo,
          > jak straszliwie sie czlowiek może zdziwić i rozczarować.

          Zaczynam ponuro podejrzewać, że powinniśmy traktować "Sprężynę" raczej jako chwilową aberrację...
    • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.04.14, 00:36
      przepraszam za pardon, CP albo nie czytalam, albo starannie wyrzucilam z pamieci, ale ta scena oswiadczyn Wolfiego, opisana przez Bupu, to przypadkiem nie jaja byly ? moze Wolfi chcial unaocznic lubej, jak wyglada stosowanie sie do wytycznych rodu ?
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.04.14, 00:48
        tt-tka napisała:

        > przepraszam za pardon, CP albo nie czytalam, albo starannie wyrzucilam z pamiec
        > i, ale ta scena oswiadczyn Wolfiego, opisana przez Bupu, to przypadkiem nie jaj
        > a byly ? moze Wolfi chcial unaocznic lubej, jak wyglada stosowanie sie do wyty
        > cznych rodu ?

        Och chciałabym... Niestety, Wolfgang Amadeusz Schoppe uskuteczniał tę szopkę całkowicie i stuprocentowo serio.
        • lululemon12 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.04.14, 12:20
          bupu napisała:

          > Och chciałabym... Niestety, Wolfgang Amadeusz Schoppe uskuteczniał tę szopkę ca
          > łkowicie i stuprocentowo serio.

          Należy jednakowoż wziąć pod uwagę, że uczynił to na wyraźne polecenie Laury. W dodatku działo się to w pierwszej, najmocniej paraliżującej zdolności intelektualne fazie zauroczenia. Przypuszczalnie na pierwsze słowo rzuciłby się rwać objęte ochroną grzybienie w głębokim stawie, ruszył na poszukiwanie smoka do ubicia czy krrokodyla dla kapryśnej lubej.
          O odstawianie szopki i śmianie się pod brakiem wąsa podejrzewałabym raczej Tygrysicę. Taka mała demonstracja dla dziadzusia: chciałeś, masz, widzisz teraz, jak głupio to wygląda?
          Niestety, zdaję sobie sprawę, że w książce wyglądało to nieco inaczej.
          • mofd21 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.08.16, 00:37
            Kurczę, u mnie w rodzinie to nawet mój świętej pamięci dziadek - człowiek zdecydowanie staroświecki - wyśmiałby pomysł z takimi oświadczynami.
            (tak, wiem że odpowiadam na wpis sprzed dwóch lat...)
    • e-liska1 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.04.14, 11:27
      Zupełnie nie wiem gdzie się dopisać z moimi irytacjami :) (witałam już się, ale możliwe, że za cicho)
      Jestem dopiero w połowie dzieła, nie pamiętam, żeby lektura poprzednich była taka bolesna. Cykl przestał mi się podobać w okolicach Noelki, do Kalamburki dawało radę, potem czytając z rozpędu, po prostu uważałam późniejsze części z nudne, McDusia jest koszmarkiem.

      Jednakoż, moim zdaniem poszczególne sceny są dobre, możliwe, że nawet cała książka by się obroniła gdyby wyciąć komentarz odautorski.

      Opis wkurwu Idy był bardzo prawdziwy. Jej rosnąca irytacja na cały świat, męczeńskie "ja pozmywam mimo, że padam na pysk z głodu", wybuch i sposób potraktowania Józka a na koniec histeria, to imho bardzo dobrze napisana scena! Tyle, że z komentarzem autorki, że to takie zabawne bo Ida jest spontaniczna, całość traci cały sens. Scena ma sens w rodzinie gdzie matka sobie nie radzi, jest zapracowana i cierpi na zaburzenie odżywiania, ojciec alkoholik (stąd nieadekwatna reakcja na stan syna). Nie ma miejsca na miłe ciepełko, które jest miłe. Bardzo.

      Józek też jest opisany dość spójnie, ale znowu jest opisany jako prostak i przemocowiec, a nie miły, dzielny i męski nastolatek. Wyznanie Magdy "w tobie to naprawdę można się zakochać" sprowokowane widokiem J. spożywającego kawał sera za pomocą scyzoryka jest co najmniej kuriozalne. :)

      Laura i Adaaaam. Bosz. Straszne. Chyba że w kolejnej części dowiemy się, że Laura po roku (max) z hukiem wyprowadziła się z altanki na polu (btw. nie wiem czy autorka była kiedykolwiek w gospodarstwie trudniącym się hurtową uprawą krzewów ozdobnych, wygląda to nieszczególnie pięknie) bo się okazało, że Naszpan puszcza pod kołdrą bąki, które bynajmniej różami nie pachną i zostawia brudne skarpetki na podłodze.
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.04.14, 19:12
        e-liska1 napisał(a):

        > Laura i Adaaaam. Bosz. Straszne. Chyba że w kolejnej części dowiemy się, że Lau
        > ra po roku (max) z hukiem wyprowadziła się z altanki na polu (btw. nie wiem czy
        > autorka była kiedykolwiek w gospodarstwie trudniącym się hurtową uprawą krzewó
        > w ozdobnych, wygląda to nieszczególnie pięknie) bo się okazało, że Naszpan pusz
        > cza pod kołdrą bąki, które bynajmniej różami nie pachną i zostawia brudne skarp
        > etki na podłodze.

        Nawet i bąków nie trzeba, przecież mamy tu śpiewaczkę operową i polonistę w jednym, mikrym domeczku. On klasówki sprawdza, ona ćwiczenia na rozgrzewkę strun głosowych robi, on się do zajęć przygotowuje, ona jakąś "Habanerę", czy inną Łucję z Lammermooru ćwiczy, waląc przy tym w pianino. On wraca ze szkoły, ciszy spragniony po całym dniu spędzonym w towarzystwie kikuset młodych gardeł, drących się na całą moc, a ona wysokie C szlifuje. Jemu się garderoba w szafie nie mieści, bo miejsce zajmują jej kreacje sceniczne. Ona chce sobie wyprasować kieckę na występ, ale nie ma gdzie, bo on się na jedynym w tym mieszkadle stole, z zeszytami uczniów rozwalił...

        Mord gwarantowany najdalej po miesiącu.
        • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.04.14, 20:30
          Wrócą do rodzinnego kołchozu, zakład?
      • e-liska1 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.05.14, 09:59
        Ja jeszcze Idzie i miotaniu produktami spożywczymi w potomstwo.

        Co ma na celu na ta scena, wg autorki? Nie popycha do przodu akcji, nie dowiadujemy się niczego nowego o bohaterach (że Ida w gorącej wodzie kąpana wiadomo było wcześniej, takoż o słabości Magdy do "smażeniny").
        Moje obawy są takie, że scena miała być w zamyśle zabawna. Takie rozluźnienie atmosfery.

        To od tej samej autorki która wyprodukowała IS na której wyłam ze śmiechu...
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.05.14, 18:00
          e-liska1 napisał(a):

          > Ja jeszcze Idzie i miotaniu produktami spożywczymi w potomstwo.
          >
          > Co ma na celu na ta scena, wg autorki? Nie popycha do przodu akcji, nie dowiadu
          > jemy się niczego nowego o bohaterach (że Ida w gorącej wodzie kąpana wiadomo by
          > ło wcześniej, takoż o słabości Magdy do "smażeniny").
          > Moje obawy są takie, że scena miała być w zamyśle zabawna. Takie rozluźnienie a
          > tmosfery.

          Również podejrzewam, że to był Moment Komiczny i o, proszę, należy się śmiać, ten urżnięty przez pomyłkę Józin jest taki zabawny, a reakcja Idy to już w ogóle, boki rwać jak świeże wiśnie, oraz uhaha. Tyle, że nie.

          Już pominę litościwym milczeniem sam pomysł, by młodziana w wieku późnogimnazjalnym upijać kremem czekoladowym i to przez pomyłkę. Owszem, mogę sobie wyobrazić dziesięciolatka, który poleciał na czekoladowość i słodycz tego likieru, pochłonął go sporo i w efekcie się wstawił. Ale czternastolatka? No ni cholery. Raz, że dla takiego muchomacho jak Józin krem czekoladowy byłby napitkiem przeraźliwie babskim i troglodyckiego podniebienia niegodnym, dwa, że prędzej by się porzygał z zasłodzenia, niż urżnął. Trzy, jeszcze nie widziałam pijanej osoby, która by przemawiała sylabami, jak zepsuty robot. Cztery, nie widziałam jeszcze osobnika urżniętego w drobne opiłki metalowe, bełkoczącego bez sensu i bliskiego zaliczenia gleby, który przechodzi w stan niepokalanej trzeźwości po oblaniu zimną wodą.

          Tak więc, pomijając powyższe, ta scena zwyczajnie nie jest śmieszna, bo nie wiem co ma być śmiesznego w pijanym małolacie i matce miotającej w niego słoikiem. Zastanawiam się zatem co, na Jowisza, stało się autorce w poczucie humoru, które kiedyś funkcjonowało tak znakomicie, a teraz za dowcipne uznaje pokazy chamstwa, scenki rodem z kiepskiego sitcomu, albo obrazki z życia rodziny dysfunkcyjnej.
      • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.05.14, 21:18
        e-liska1 napisał(a):

        > Jednakoż, moim zdaniem poszczególne sceny są dobre, możliwe, że nawet cała ksią
        > żka by się obroniła gdyby wyciąć komentarz odautorski.

        I nie ona jedna :).

        Juz od jakiegos czasu jestem własciwie pewna, że autorka nie ma pojecia, co pisze. To znaczy, ona myśli, że wie - opisuje uroczą, inteligentną, przyjazną światu rodzinę, do której wszyscy lgną jak pszczoły do miodu, jak ci znajomi, co się zasiadywują do późnej nocy, chociaz sa jakze skromnie podejmowani, no ale ta atmosfera, ta atmosfera!!! Seniorzy, nosiciele wartości, kochane i kochajace sie potomstwo, życzliwie przyjmowani współmałżonkowie, no cud miód i orzeszki.

        A opisuje dysfunkcyjna rodzinę, wscibska, etykietkująca, oceniajaca innych z pozycji wyższości, w której nikt nikogo nie obchodzi, nikt nikogo nie slucha, z nieobecnymi ojcami, emocjonalnie oziębła, kostyczną, niezdolna do empatii Matka Rodu, zdziecinniałym despotycznym Seniorem, wieczna córeczka, która nie potrafi (i chyba nie chce) wyzwolić się ze swojej roli i kompletnie nie interesuje się wychowaniem wlasnych dzieci, te dzieci - opuszczona, nie zauważana przez nikogo Pyza z syndromem DDD, równie opuszczony, odepchniety Tygrys ("skoro nie moge ich zmusić, by mnie polubiły, to chciałam, zeby mnie chociaz zauważyły", aż dziw, że to nie są jego slowa), Ignaś, terroryzowany i bity przez kuzyna od dzieciństwa, wychowywany przez dziadzia na donosiciela... Józinek, prymitywny przemocowiec, Ida z zaburzeniami odzywiania i nerwicą, Łusia, która w innej rodzinie pewnie byłaby aspergerykiem, ale w tej, kto wie? może znalazla taka niszę, żeby obronić się przed wszechogarniajacym "ciepełkiem", może to taka strategia na przetrwanie... I tak dalej, i tym podobnie. Ktokolwiek jest normalny ucieka z tego domu jak najdalej, nawet członkowie rodziny.

        MM pisze "zżytą z soba" rodzine, w której nie zaprasza się córki z mężem i dzieckiem na Wigilię do rodzinnego domu, w którym mamusia, opisywana jako opoka i centrum wszechświata, bez której ten sypnąłby sie jak domek z kart trzy dni przed ślubem córki pojawia się w jej pokoiku z notesikiem, by ustalić szczegóły wesela, po czym strzela focha za fochem na wiadomość, że ktoś to już za nią zrobił, rodzice zapominają o maturze dziecka, rodzona matka zostawia młoda połoznice z noworodkiem i wyjeżdża, a wczesniej - cała w zasadzie rodzina zostawia mloda matkę z niemowlęciem i zakrzepem, w której dziecko ucieka w las, gonione przez szerszenie i nikt sie przez pare godzin nie interesuje, gdzie sie ono podziało, w której dziecko, ktore kradnie klasowe składki nie zostaje w żaden sposób ukarane... i tak dalej, nie chce mi się połowy Jezycjady przepisywać.

        A problemem jest nie to, ŻE tak jest to wszystko opisane, ale to, jak jest skomentowane. Bardzo słusznie zauważyłas, że reakcja i zachowanie Idy było świetnie opisane, GDYBY zostalo opisane jako reakcja kobiety zmęczonej po ciężkim dniu, na skraju histerii.

        Ale w jezycjadowym wszechswiecie nie bedzie... na to nie mamy co liczyć. Jedno jest pewne, że materiału do analiz to nam raczej nie zabraknie.

        I to jest własciwie smutne :(.
        • yackandandah22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.14, 08:40
          Cytat z McD (strona 142):
          ‘A ilu on ludzi wychowal! I jak!’
          Mowa oczywiscie o Dmuchawcu. Hajduk nie precyzuje ‘jak’, ale, znajac MM mozna sie domyslic: na szlachetnych/dobrych/dokonujacych wlasciwych wyborow/czytajacych ksiazki i NIEOGLADAJACYCH TELEWIZJI WRAZ Z ICH SERIALAMI bo wszyscy wiemy, ze telewizja jest be.
          No to zobaczmy, jak:
          Strona 57
          ‘Babcia zajeta byla glownie serialami w telewizji (...) i nie starczalo jej juz sil ni checi na rozmowy z wnuczka’
          O kim mowa? Ano o babci Magdy czyli matce Kreski czyli CORCE SWIETEGO DMUCHAWCA! No to faktycznie ‘jak on tych ludzi wychowal!’
          Przychodza mi do glowy dwa rozwiazania:
          a) Dmuchawiec mial Misje ksztalcenia uczniow a na wlasna corke nie starczylo mu czasu,
          b) (wersja bardziej prawdopodobna) MM po prostu nie pokojarzyla who is who i zapomniala, ze prymitywna babcia jest rodzona corka chodzacego idealu pedagoga, wychowawcy i mentora mlodziezy...
          Jeszcze rozumiem taka pomylke gdyby oba cytaty pochodzily z roznych tomow Jezycjady, oddalonych od siebie w czasie. Ale w jednej ksiazce???
    • meow66 Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 12.06.14, 21:31
      Po pierwsze, irytuje mnie lunatykownie w wydaniu MM. Kozio w BBB lunatykuje z wyciągniętymi do przodu łapami, z błędnym wzrokiem i chrapiąc. Mówi cienkim głosikiem dość nieskładne zdania. Jestem w stanie przyjąć do świadomości, że to tylko taka sztuczka mająca na celu wystraszenie Anieli, ale postaci zachowują się, jakby to wcale nie miało tak wyglądać, jakby to było naturalne! Mój tata często lunatykował - i to było tak, jakby on wstał z łóżka zupełnie, był całkiem przytomny. W tym stanie potrafił prowadzić długie rozmowy używając logicznych argumentów, i wcale nie miał zaszklonego wzroku.
      Po drugie, denerwują mnie te przezwiska. Część jest wytłumaczona jak Dambo czy Nutria, ale niektóre są zupełnie z ...onego tyłu wzięte.
      Mila - Najpierw myślałam "Milena" (jak Kostek Szope), potem "Emilia". Ale "Melania"? Seriously?
      Kozio - niby coś z Konradem... niby coś z Kozą... Mam rozumieć uparty, chudy (co faktem było) i o paskudnym głosie?
      Bebe - to takie od inicjałów? Kto ją tak nazywał? Nie koledzy, przecież zamknięta w sobie... Matka? Tylko po co? Po co nadawać przezwisko własnemu dziecku?
      Pyza -wiem, poruszane już. Ale wkurza mnie niemiłosiernie. To od pulchności dziecięcia, czy od nazwiska znienawidzonego Pyziaczka?
      Trzecią irytacją jest niedopatrzenie MM w sprawie CKNUK - po Australii zgubił się w Niemczech, jednocześnie w niemiecki więzieniu, jednocześnie zaginiony w Alzacji, jednocześnie "wyjechany" gdzieś do Ameryki Południowej.
      Czwarta irytacja: Nutria mówiąca "no nie wiem..." na oświadczenie Pulpy, że każda osoba jest warta szacunku, jeśli jest uczciwa itd.
      Uhhhh...
      • szarotkaaaa Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.06.14, 03:10
        Z tymi imionami to troszkę czepianie się. Moja babcia ma na imię Halina, ale dziadek mówi na nią Hanka, mimo iż babcia ma starszą siostrę Hannę właśnie, ale ona jest po prostu Hanią. Więc Melania - Mila nie wydaje mi się dziwna, bo Mela brzmi trochę dziko, Mila zdecydowanie ładniej i może im tak bardziej pasowało.
        Bebe ma na imię Beata, to imię praktycznie niezdrabnialne, chyba,że do lekko strasznej Beatki, więc Bebe to może takie zdrobnienie jak Anka czy Gośka (zamiast Ani i Gosi). Kozio to jest zdrobnienie od imienia Konrad, więc nie widzę problemu, a Pyza w moim wyobrażeniu jako dziecko była po prostu pyzata i tyle.
        Nawiasem mówiąc spotkałam się z osobami, które twierdzą, że Aga to zdrobnienie tylko od Agnieszki, a nie od Agaty. Dla mnie jest uniwersalne, tak jak Ala od Alicji i Aliny :D
        • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.06.14, 07:41
          Dla mnie tez Aga tylko od Agnieszki, i nigdy nie slyszalam zeby ktos mowil Ala na Aline :) Albo Kozio na Konrad ;-) Wiec to jakas indywidualna/lokalna sprawa. Ale tak czy owak, ja tez bym sie nie czepiala Mili.
          • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 16.06.14, 20:37
            Ala na Alinę - może to nie jakawaś pozycja Naszpanowa, ale w 'Miodowych Latach' Alina jako Ala i vice versa funkcjonuje spokojnie od lat i widzowie się nie czepiają. Fakt, że ja też zawsze Alę utożsamiałam z Alicją, a z Aliną - raczej Malinkę (tu z kolei wkraczają 'Graczykowie').
            A co z imieniem Jagoda? 'U mnie' to zawsze była młoda Jadwiga, ale ostatnio jakoś spotkałam się, że to 'dwa różne imiona'. Także samo 'Jagna' - od wieków była to Agnieszka, a teraz to 'osobne' imię. Takoż samo Kalina - zawsze myślałam, że to po prostu takie artystyczne abberacje do Alina, ewentualnie Karolina - a teraz to osobne imię. Co więcej: jestem naocznym świadkiem dyskusji w sprawie, że imiona Magda i Magdalena - to też zupełnie co innego. Ja mam na imię (drugie) Monika, ponieważ je lubię bardziej niz pierwsze (Teresa), to Moniki uzywam (nie Teresy). Żeby zdrobnic, pisałam sie Nika - na co teraz słyszę, że Nika to tez cos innego niż Monika (że niby Nika to od Nicole czy Nikoli?) - to niedługo wyjdzie, że Jerzy to od Jeżozwierza a Hipolit od Hipopotama czy co? A co na to kalendarz oraz USC?
            • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 16.06.14, 20:54
              Wszystko prawda, Jagoda, Kalina, Jagna to od dawna osobne imiona. Magda jako osobne imie od Magdaleny tez funkcjonuje od lat, choc jednak zwykle spotykamy sie ze zdrobnieniem.

              Nika tez by mi sie nie kojarzyla z Monika.
              • klymenystra Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 22:46
                Nika jest zdrobnieniem od Weroniki tak pierwotnie. Kolejny wtręt :))))
                • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 18:47
                  Wygóglowałam sobie, i Nika pojawia się w wielu odpowiedziach (stronach) jako zdrobnienie od Monika. Dla Weroniki zreszta też Nika jest podawane jako zdrobnienie. Dla przypomnienia jakiegoś mojego postu podam: Ala jest zdrobnieniem od Alicja, a w sitcomie Miodowe Lata Ala była Aliną. Widać, ze bodobne imiona, czy to 'na końcu' (Wero/Mo -nika) czy 'na początku' (Ali - na/cja) mogą miec takie same zdrobnienia, a raczej: skrócenia.
                  Swoją drogą, bardzo ciekawy wątek w tym temacie nam wyszedł.
                  • klymenystra Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.08.14, 21:21
                    Profesor Smoczyński mój najulubieńszy mówił, że większość imion ma rdzeń, który je identyfikuje i to na ich podstawie się tworzy zdrobnienia. Najczęściej jest to pierwsza sylaba, ale niekoniecznie - nie ma zasad, jest to raczej kwestia umowna i nie ma o czym specjalnie debatować, jak kto postrzega morfemy. Dla mnie Nika to Weronika, a w Czechach to juz Verka, a z kolei Wera to inne imię po polsku.
            • szarotkaaaa Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 16.06.14, 21:36
              Jagna to od wieków jest osobne imię. Mam ciocię Jagnę, a jest ona już w słusznym wieku. Magdalena i Magda to także są osobne imiona, możesz to łatwo sprawdzić w kalendarzu imienin. Coś na zasadzie Marianny, które to imię składa się z Marii i Anny, Magdalena to Magda i Lena, a przecież nikt nie kwestionuje, że Anna to nie jest samodzielne imię :D Magdalena ma imieniny w inne dni niż Magda, podobńie jest z Jagną i Jadwigą (pierwsze słyszę,żeby ktoś zdrabniał Jadwigę do Jagny, Jadwiga to Jadzia). A co to ALIny i ALIcji, to przecież oba te imiona mają identyczną pierwszą sylabę, na której to podstawie tworzy się zdrobnienie Ala.
              • klymenystra Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 22:44
                Magdalena to imię pochodzące od Marii z Madgdali, gwoli ścisłości. Magda to wersja zdrobniona, która zaczęła funkcjonować jako osobne imię. Coś jak Natasza i Natalia.
                • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 07.08.14, 17:43
                  klymenystra napisała:

                  > Magdalena to imię pochodzące od Marii z Madgdali, gwoli ścisłości. Magda to wer
                  > sja zdrobniona, która zaczęła funkcjonować jako osobne imię. Coś jak Natasza i
                  > Natalia.

                  A Natasza, z tego, co wiem, to w ogóle zdrobnienie od Anastazji.
                  • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 07.08.14, 19:10
                    dobrawrozkajudyta napisał(a):

                    > klymenystra napisała:
                    >
                    > > Magdalena to imię pochodzące od Marii z Madgdali, gwoli ścisłości. Magda
                    > to wer
                    > > sja zdrobniona, która zaczęła funkcjonować jako osobne imię. Coś jak Nata
                    > sza i
                    > > Natalia.
                    >
                    > A Natasza, z tego, co wiem, to w ogóle zdrobnienie od Anastazji.

                    Natasza jest od Natalii. Od Anastazji jest Nastia.
                    • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 07.08.14, 23:39
                      Będę się kłócić. Moja mama miała znajomą, Anastazję właśnie. Wszyscy mówili do niej Natasza. "Wojnę i pokój czytałam już wprawdzie wieki temu, ale wydaje mi się, że Natasza Rostowa to też była Anastazja, nie Natalia. Z tym, że tu pewności nie mam.
                      • melomanka87 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 00:27
                        A propos, kiedy po raz pierwszy czytałam Imieniny, po tym fragmencie:

                        - Mój brat Adrian - wyjaśnił Pyzie, która rzuciła się ku nim. - Co ty tu robisz, Darek? - szturchnął brata w bok.
                        Darek oddał mu szturchańca.


                        ... myślałam, że pojawiają się tu dwie osoby - Adrian i Dariusz.
                        • ratonlaveur220 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 29.12.14, 21:52
                          " ... myślałam, że pojawiają się tu dwie osoby - Adrian i Dariusz."
                          Tez w pierwszej chwili po przeczytaniu tego fragmentu bylam lekko zdezorientowana. Ale i tak dobrze, ze nie Bozydar...
                      • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 01:27
                        dobrawrozkajudyta napisał(a):

                        > Będę się kłócić. Moja mama miała znajomą, Anastazję właśnie. Wszyscy mówili do
                        > niej Natasza. "Wojnę i pokój czytałam już wprawdzie wieki temu, ale wydaje mi s
                        > ię, że Natasza Rostowa to też była Anastazja, nie Natalia. Z tym, że tu pewnośc
                        > i nie mam.

                        I słusznie, że nie masz, bo Rostowa była Natalia. A Rosjanie NIE zdrabniają Anastazji do Nataszy, niezależnie od znajomych twojej mamy.
                        • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 05:40
                          Mozna sobie w ramach rodzinnych ukladow nazywac czlonkow rodziny dziwnymi zdrobnieniami ( patrz wspomniany wyzej Adrian-Darek- w zyciu niew slyszalam by tak ktos zdrabnial imie Adrian), ale nie zmienia to faktu, ze Natasza to zdrobnienie od Natalii, nie Anastazji. Anastazje zdrabia sie chyba najczesciej jako Nastke.
                          • ciotka_scholastyka Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 09:34
                            Natasza jest zdrobnieniem od Natalii, ale jest także odrębnym imieniem. Natomiast co do Anastazji... Znacie książki Marininy? Tam niejaka Anastazja Kamieńska jest nazywana Nastią, ale czasami - Aśką albo... Stasieńką!
                            • tt-tka Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 12:00
                              anastazja kamienska jest nazywana nastia, ale czasami aska albo ... stasienka

                              pardon, ta aska i stasienka to w oryginale u marininy wystepuje czy tylko w polskim przekladzie ?
                              • kkokos Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 20:53
                                > pardon, ta aska i stasienka to w oryginale u marininy wystepuje czy tylko w pol
                                > skim przekladzie

                                mając nadzieję, że nie tylko w przekładzie, bo to urocze :), poszłam sobie na rosyjską wikipedię i tam znalazłam hasło anastazja:

                                ru.wikipedia.org/wiki/%D0%90%D0%BD%D0%B0%D1%81%D1%82%D0%B0%D1%81%D0%B8%D1%8F
                                no i są tam takie zdrobnienia:
                                Анастасиюшка, Анастаска, Настася, Настя (Наста), Нася (Наса), Ната, Ная, Наюся, Нюся, Настёна, Тёна, Настёха, Настуся, Туся, Настюля (Настуля), Настюня (Настуня), Настюра, Стюра, Настюха, Настюша, Настяха, Стася, Тася, Тая, Ася, Асюша, Сюша, Асюта, Сюта

                                anastasiuszka, anastaska, nastasja, nastia (nasta), nasia (nasa), nata, naja, najusia, niusia, nastiona, tiona, nastiocha, nastusia, tusia, nastulia (nastulia), nastiuina (nastunia), nastiura, stiura, nastiucha, nastiusza, nastiacha, stasia, tasia, taja, asia, asiucha, siucha, asiuta, siuta.

                                uff. hurra, pamiętam bukwy!
                          • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 22:02
                            nie zmienia to faktu, ze Natasza to zdrobnienie
                            > od Natalii, nie Anastazji. Anastazje zdrabia sie chyba najczesciej jako Nastke

                            Jest jakiś przepis odnośnie powyżej? ;-)
                            • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 09.08.14, 05:39
                              Wiesz, kazdy moze sobie bliskich i znajomych nazywac jak chce- tak jak w twoim przykladzie z Ziutkiem u MM. Ale jednak zwykle imiona zdrabnia sie tak, ze mozna sie domyslic, od jakiego imienia to zdrobnienie. To, ze ktos ma pelne prawo robic inaczej, nie oznacza nie zmienia faktu, ze sa pewne tradycyjnie przyjete formy. I ze np. Ania to nie zdrobnienie od Joanny.
                              • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 09.08.14, 20:18
                                Też tak myślę, a szczególnie ważne jest to w powieściach, bo może wyjść tak, jak któraś z nas (przepraszam, nie pamiętam kto) napisała: że jak czytała scenę z Adrianem/Darkiem to myślała, że tam są dwie różne osoby. To znaczy autor ma oczywiście prawo i to święte i nalezy mu się to jak psu buda że zdrobnienia imion w opisywanych rodzinach są przeróżne, ale powinien, dla wszystkiego a przede wszystkim dla zrozumienia akcji przez czytelnika wprowadzić to jednym zdaniem przynajmniej: 'Adrian, zwany przez braci Darkiem...'
                                Przypomina mi się powieść M. Kruger 'Po prostu Lucynka P.' - ile tam było zamieszania z powodu zwrotu: 'Winniczku drogi'. Tylko, że tam takie kwiprokwo było spirytusem mowensem akcji.
                                Oczywiście jak mamy Joannę to wiadomo, że Aśka wspomniana dwa zdania dalej to owa Joanna i podobnie przy imionach i zdrobnieniach 'oczywistych'. Ale jeśli mamy coś w rodzaju slangu rodzinnego czy towarzyskiego - to trzeba to napisać, no chyba, ze mamy komedię pomyłek albo kryminał - czytelnicy myślą, że Ziutek to Józef, a tu mordercą okazuje się Kazimierz.
                                • klymenystra Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 09.08.14, 20:41
                                  F. H. Burnett w swojej autobiografii opisywała, że jedna z redakcji skrytykowała w jej debiutanckim opowiadaniu "bezceremonialne skracanie imienia bohaterki". No, ale to było w innej rzeczywistości. Ja też długo nie łapałam, kto to ten Darek.
                                  • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 07:53
                                    No bo kto by wymyslil, ze Darek to Adrian? :D
                                • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 07:55
                                  Otoz to. A co do Kazimierza zwanego Ziutkiem, moglabym nawet zrozumiec taki zabieg, no bo faktycznie, na upartego, Kazimierz=Kaziutek=Ziutek, ale nie w rodzinie, ktora ma juz syna o imieniu Jozef!
                                  • kkokos Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 17:57
                                    dakota77 napisała:

                                    > Otoz to. A co do Kazimierza zwanego Ziutkiem, moglabym nawet zrozumiec taki zab
                                    > ieg, no bo faktycznie, na upartego, Kazimierz=Kaziutek=Ziutek, ale nie w rodzin
                                    > ie, ktora ma juz syna o imieniu Jozef!

                                    w ogóle mnie to nie boli, józef nigdy w życiu nie był ziutkiem, dla tej rodziny nie ma takiego problemu, nikt się nigdy nie pomyli. a że ludzie mogą się mylić? who cares? ludzie będą zwijać się ze śmiechu przy norze górskiej i who cares, to ktoś miałby się przejmować myleniem ziutka z józefem?
                                    • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 19:05
                                      Jest taki kryminał A. Christie pt. 'Morderstwo odbędzie się...' i tam akcja osadza się właśnie na 'pomyłce' imion. Są dwie siostry, Charlotte i druga, której imienia nie pamiętam, ale ich 'zdrobnienia imion' były tak podobne: Lotty i Letty bodajże, że dopiero Panna Marple to wyłapała i rozwiązała zagadkę.
                                      Jeśli walnęłam pomyłkę w faktografii - przepraszam, książkę czytałam dawno a na podorędziu nie mam, by sprawdzić dokładnie.
                                      • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 19:32
                                        guineapigs napisała:

                                        > Jest taki kryminał A. Christie pt. 'Morderstwo odbędzie się...' i tam akcja osa
                                        > dza się właśnie na 'pomyłce' imion. Są dwie siostry, Charlotte i druga, której
                                        > imienia nie pamiętam, ale ich 'zdrobnienia imion' były tak podobne: Lotty i Let
                                        > ty bodajże, że dopiero Panna Marple to wyłapała i rozwiązała zagadkę.
                                        > Jeśli walnęłam pomyłkę w faktografii - przepraszam, książkę czytałam dawno a na
                                        > podorędziu nie mam, by sprawdzić dokładnie.

                                        Letycja. Druga siostra miała na imię Letycja.
                                        • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 19:44
                                          Program 'dziś pytanie - dziś odpowiedź' miał tempo ślimacze w porównaniu z ESD a konkretnie wiedzą forumowiczek. Na ESD powinien być kącik 'Masz pytanie? - odpowiedź w 10 minut'.
                                          Swoją drogą, tez myślałam, że 'Letycja', ale bałam się walnąć jakiegoś strasznego babola.
                                      • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 22:50
                                        guineapigs napisała:

                                        > Jest taki kryminał A. Christie pt. 'Morderstwo odbędzie się...' i tam akcja osa
                                        > dza się właśnie na 'pomyłce' imion. Są dwie siostry, Charlotte i druga, której
                                        > imienia nie pamiętam, ale ich 'zdrobnienia imion' były tak podobne: Lotty i Let
                                        > ty bodajże, że dopiero Panna Marple to wyłapała i rozwiązała zagadkę.
                                        > Jeśli walnęłam pomyłkę w faktografii - przepraszam, książkę czytałam dawno a na
                                        > podorędziu nie mam, by sprawdzić dokładnie.

                                        Nie walnęłaś, druga była Letycja, znaczy ta, która kiedyś tam umarła.
                                • turzyca Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 10:12
                                  ale powinien, dla wszystkiego a przede w
                                  > szystkim dla zrozumienia akcji przez czytelnika wprowadzić to jednym zdaniem pr
                                  > zynajmniej: 'Adrian, zwany przez braci Darkiem...'

                                  > Oczywiście jak mamy Joannę to wiadomo, że Aśka wspomniana dwa zdania dalej to o
                                  > wa Joanna i podobnie przy imionach i zdrobnieniach 'oczywistych'

                                  No i tu dochodzimy do granic "oczywistosci", bo ja akurat problemu nie mialam, znam takie zdrobnienie, kolega z podstawowki sie skarzyl, ze go ciagle myla, wiec moze gdzieniegdzie jest popularniejsze. Gorzej by bylo w druga strone, gdyby najpierw pojawil sie Darek, a potem Dariusz i Adrian.
                                  Ale takich niejednoznacznych zdrobnien jest wbrew pozorom sporo - Ola moze byc od Aleksandry i od Olgi. To samo Olek - od Aleksanda i od Olega, ale i Olgierda. Alek - znowu Aleksander, Aleks i Aleksy, ale tez coraz popularniejszy Alan.
                                  • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 10:24
                                    Olek od Olega? Zamiana litery na inna to nie zdrobnienie ;-) Czemu cos tkaiego mialoby w sumie sluzyc?
                                    • zla.m Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 10:52
                                      dakota77 napisała:

                                      > Olek od Olega? Zamiana litery na inna to nie zdrobnienie ;-) Czemu cos tkaiego
                                      > mialoby w sumie sluzyc?

                                      Dźwięczna litera na końcu słowa wydaje się zwykle bardziej twarda niż litera bezdźwięczna (może to jest po prostu kwestia łatwości wymówienia). No i inaczej brzmi: "spotkałam Olka", a inaczej "spotkałam Olega" (i tu już jest też "oszczędność" na sylabie)
                                      • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 11:13
                                        Jakbym miala dziecko o imieniu Oleg, to nie chcialabym, zeby mowiono na niego Olek- przeciez imie wybiera sie z jakiegos powodu, nie jest nam wszystko jedno czy to czy inne ;-)
                                        • zla.m Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 22:13
                                          W mianowniku i taka pewno by brzmiało "Olek" - bo dźwięczność w wygłosie jest praktycznie niewymawialna w normalnej rozmowie.

                                          A tak całkiem z boku - to, co rodzice myślą nadając dziecku imię, a to jakie imię potem do dziecka przylega - to potrafią być całkiem różne sprawy ;)
                                  • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 20:12
                                    Mam w rodzinie taką daleka krewną: ciocię Olenę. Funkcjonuje ona jako i Oleńka, i Ola. Teraz, z racji uczestniczenia w wątku, znalazłam w góglach, że to żadna Ola a Helena - i paczpani, nikt ją jakos 'Heleną', 'Helenką' czy 'Lenką' nie mianował, a zawsze 'Ciocia Ola', a dla starszych roczników per: 'Oleńka'. Może to taki przypadek rodzinny, bo jest też inna ciocia, siostra dziadka - Helena, i by sie nam ciocie myliły?
                                    • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 22:53
                                      guineapigs napisała:

                                      > Mam w rodzinie taką daleka krewną: ciocię Olenę. Funkcjonuje ona jako i Oleńka,
                                      > i Ola. Teraz, z racji uczestniczenia w wątku, znalazłam w góglach, że to żadna
                                      > Ola a Helena - i paczpani, nikt ją jakos 'Heleną', 'Helenką' czy 'Lenką' nie m
                                      > ianował, a zawsze 'Ciocia Ola', a dla starszych roczników per: 'Oleńka'. Może t
                                      > o taki przypadek rodzinny, bo jest też inna ciocia, siostra dziadka - Helena, i
                                      > by sie nam ciocie myliły?

                                      A kto mi wytłymaczy z jakiej racji ALEKSANDRA/ALEKSANDER to Ola/Oleńka i Olek?
                                      • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 22:56
                                        Czy od ukraińskiej wersji Oleksnadr/a?
                                      • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 23:01
                                        Tez tego nie rozumiem- i nie lubie tych zdrobnien ;-)
                                        • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 23:10
                                          dakota77 napisała:

                                          > Tez tego nie rozumiem- i nie lubie tych zdrobnien ;-)

                                          Ja się przyzwyczaiłam, na moją mamę mówili Oleńka. Przy okazji stwierdziłam, że pełne imię niezwykle mocno do niej pasowało znaczeniem swoim...
                                          Ale źródłosłowu nie rozumiem nadal.

                                          Natomiast wkurza mnie kiedy ktoś zdrabnia moje imię. Nawet małżowi nie pozwalam.
                                          >
                                          • meduza7 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 11.08.14, 00:40
                                            A propos zdrobnień: czy "Kuba" funkcjonuje już jako odrębne imię???

                                            Byłam dziś na mszy z chrztami i jedno dziecko miało imiona "Piotr Kuba". Zaskoczonam.
                                            • ciotka_scholastyka Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 11.08.14, 10:04
                                              Ależ Kuba jako Kuba występował już u Reymonta!
                                              • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 11.08.14, 11:42
                                                No ale skad wiesz, ze bylo to osobne imie? Ja jednak sadze, ze zdrobnienie.
                                              • tt-tka Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 11.08.14, 12:42
                                                Kuba jako Kuba wystepowal juz u Reymonta

                                                e, chyba nie - nie mam "Chlopow" pod reka, ale zdaje mi sie, ze brat dziedzica pytal o Jakuba Soche
                                                • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 11.08.14, 17:05
                                                  tt-tka napisała:

                                                  > Kuba jako Kuba wystepowal juz u Reymonta
                                                  >
                                                  > e, chyba nie - nie mam "Chlopow" pod reka, ale zdaje mi sie, ze brat dziedzica
                                                  > pytal o Jakuba Soche

                                                  Zgadza się, o Jakuba pytał.
                                                  • pavan Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 23.08.14, 15:07
                                                    Za każdym razem, kiedy spojrzę w tę odnogę wątku, czytam: "Czterej Jeźdźcy DZIADOWSKIEJ Apokalipsy"...
                                                  • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 23.08.14, 22:54
                                                    Ja też, tylko było mi głupio się przyznać! :-) Ale swoją drogą to symboliczne, bo Jeżycjada już dawno ostro pikuje w dół.
                        • ciotka_scholastyka Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 09:35
                          > I słusznie, że nie masz, bo Rostowa była Natalia.

                          W wersji, jaką ja czytałam - Natasza. Natasza Rostowa.
                          • iwoniaw Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 14:33
                            Natasza, Natalie, Natalia.

                            Zdrobnieniem od Anastazji jest Nastia właśnie, a nie Natasza.
                        • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 21:57
                          Ze zwykłej ciekawości oraz sklerozy pytam: czy w "Wojnie i pokoju" jest gdzieś jakiś fragment, w którym o Rostowej mówi się Natalia? A ponadto, jak wskazuje praktyka nawet u MM (Kazimierz - Ziutek), to, że "Rosjanie nie zdrabniają", nie oznacza, że ktoś inny nie może. U nas Asia to zdrobnienie od Joanny, u Rosjan od Anastazji. I co im kto zrobi? ;-)
                          • iskrzy_54 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 17.12.14, 21:58
                            Wpisz swoją odpowiedź
            • ciotka_scholastyka Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 10:31
              > Takoż samo Kalina - zawsze myślałam, ż
              > e to po prostu takie artystyczne abberacje do Alina, ewentualnie Karolina - a t
              > eraz to osobne imię.

              Żadne "teraz". Znam pewną Kalinę, która w tym roku skończyła 80 lat :) i zapewniam, że od samego początku miała na imię Kalina.
              • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 13:16
                Noż Kalina Jędrusik przecież! W ogóle imiona od roślin są stare: Kalina, Jagoda, Malina, Róża, Narcyza, Laura, Hiacynt/Hiacynta, Laurenty, nawet Kamila to poniekąd od rośliny (rumianek po łacinie). Moja babcia urodzona w początkach ubiegłego wieku miała na imię Kamila. A Alina mi się z czosnkiem kojarzy (allium po łacinie). Zrzesztą z imionami jest tak, szczególnie ostatnio, że zdrobnienia ewoluują w samodzielne imiona: Magdalena/Magda np. A oprócz tego stare imiona obce miały w Polsce odpowiedniki brzmiące słowiańsko Laurenty - Wawrzyniec, Agnieszka - Jagnieszka, Jagna, Hedwig - Jadwiga, Andrzej - Jędrzej, Jan - Jaśko. I w końcu obydwie wersje zaczynały funkcjonować jako osobne, pełnoprawne imiona. W Polsce cały czas jeszcze obowiązuje wykaz imion (zdaje się jako załąćznik do ustawy "O języku polskim"), ale i urzędnicy USC, i księża podchodzą do tej sprawy coraz bardziej liberalnie. Imię ma nie być obraźliwe i tyle. Zauważyłyście, że coraz rzadziej obchodzi się w Polsce imieniny?
                • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 19:01
                  dobrawrozkajudyta napisał(a):

                  > Noż Kalina Jędrusik przecież! W ogóle imiona od roślin są stare: Kalina, Jagoda
                  > , Malina, Róża, Narcyza, Laura, Hiacynt/Hiacynta, Laurenty, nawet Kamila to pon
                  > iekąd od rośliny (rumianek po łacinie).

                  Rumianek po łacinie to chamomilla, a imię Kamila pochodzi od rzymskiego rodu Kamillusów (Kamilla - kobieta z tegoż rodu), których nazwisko ma rodowód prawdopodobnie etruski i nic wspólnego z rumiankiem.
                  • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 20:18
                    Ale reszta ok, czyż nie?
                    • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 21:49
                      dobrawrozkajudyta napisał(a):

                      > Ale reszta ok, czyż nie?

                      Cóż, gdybym była upierdliwa, przyczepiłabym się do Narcyza i Hiacynta, wskazując iż imiona te pochodzą od postaci z mitów greckich, które to postacie dały także nazwy kwieciu, wyrosłym po ich zgonie. Ale ponieważ upierdliwa nie jestem... :>
                      • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 21:50
                        Ten tego, tfu. Kwieciu wyrosłemu, oczywiście.
                      • klymenystra Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 22:45
                        A od Hiacynta jest imię Jacenty, zastąpione przez Jacka.Taki wtręt :)
                        • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 23:07
                          Jacenty, bohater cudownej komedii "Kaprysy Łazarza" :-)
                      • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 05.08.14, 23:05
                        A, tu kochana nie masz dowodów :-) Szczególnie, gdy chodzi o żeńskie wersje. Kobietom zapewne jednak nadawano imiona od kwiatów, a nie od onych bohaterów. A że kwiaty od nich, to już inna sprawa... Zresztą o pochodzeniu imienia Kamila też wiedziałam, ale nic nie poradzę, że mi się kojarzy z rumiankiem :-) Oraz wampirzycą Carmillą :-)
              • croyance Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 01:06
                Moja mama ma na imie Kalina :-)
          • ratonlaveur220 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 29.12.14, 21:46
            Mnie Mila zdziwila, bo bylam przekonana, ze jest Emilia :)))
            Dwie znane mi Emilie (mniej wiecej z pokolenia Mili Borejko) uzywaja zdrobnienia Mila, natomiast znajoma Melania (tez zblizona wiekowo) jest Melka (a powiesciowa Melania z "Przeminelo z wiatrem" to Mela, przynajmniej w polskim tlumaczeniu), wiec Mila w ogole mi sie z Melania nie kojarzy. Ale ok, przyjelam, ze jest to mozliwe :)
        • adorabelle-dearheart Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.06.14, 21:37
          szarotkaaaa napisała:

          > Bebe ma na imię Beata, to imię praktycznie niezdrabnialne, chyba,że do lekko st
          > rasznej Beatki, więc Bebe to może takie zdrobnienie jak Anka czy Gośka (zamiast
          > Ani i Gosi).

          Mi się zawsze wydawało, że Bebe to od inicjałów Beata Bitner: B.B.
          • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.06.14, 21:44
            Mnie rowniez :)
        • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 18:56
          że Aga to zdrobnienie
          > tylko od Agnieszki, a nie od Agaty.

          Dziecięciem będąc, miałam koleżankę Agatę i mówiliśmy na nią Agsia (może Aksia? - nie wiem, mówilismy, a nie pisaliśmy, ale chyba Agsia, choć z oczywistych względów, chociażby, że tak powiem - morfologii gardła [Ida by to pewnie ujęła lepiej] brzmiało to 'Aksia').
          Natomiast jakis czas temu poznałam dziewczynę o imieniu Agata - a zanim ją poznałam, wiele słyszałam o 'Adze' (narzeczona kolegi, jakoś wszyscy ją znali przede mną). Myślałam, że to będzie Agnieszka i nieco się zdziwiłam, jak kolega nas przedstawiał: moja narzeczona, Agata.
      • mankencja Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.06.14, 06:53
        > Bebe - to takie od inicjałów? Kto ją tak nazywał? Nie koledzy, przecież zamknię
        > ta w sobie... Matka? Tylko po co? Po co nadawać przezwisko własnemu dziecku?

        A czemu nie? Do mnie moi rodzice mówią czasem zupełnie nierozpoznawalną dla postronnych wersją mojego imienia, którą stworzył mój brat, kiedy uczył się mówić. Brata nazywają niekiedy Kleofasem, chociaż ma na imię zgoła inaczej.
      • bisturi Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.06.14, 10:25
        Po co nadawać przezwisko własnemu dziecku?
        Ty serio pytasz? A zwracanie się do własnego dziecka, np." Aurelio "jest z kolei zrozumiałe?
        Mnóstwo ludzi nadaje swoim dzieciom przezwiska (tak jak i małżonkom, rodzeństwu) bo to jest fajne. Prawie nigdy nie zwracam się do dzieci normalnymi imionami w codziennym życiu, no chyba, że je ochrzaniam a gdybym do męża powiedziała po imieniu to by się pewnie przeraził, że się rozwodzimy :) Rodzinne przezwiska są super, wlaśnie dlatego, że zazwyczaj nie używa ich nikt poza członkami rodziny. Taki wewnętrzny świat.
        Bebe od Beaty jest jak najbardziej dla mnie zrozumiałe, może sama na siebie tak mowiła jak była malutka. Kiedyś dawno raził mnie "Tygrys" bo nie pasował do dziewczynki ale z czasem jakoś do Laury przyrosło :)
        • melomanka87 imiona i przezwiska 13.06.14, 20:51
          Z jedną moją siostrą od jakichś dziesięciu lat mówimy do siebie wyłącznie per "wsiuro". Kiedyś byłyśmy razem na inwentaryzacji w hipermarkecie, właśnie liczyłam wysypane na podłogę przedmioty, kiedy zobaczyłam, że siostra idzie alejką. Chciałam ją zawołać, ale wołanie po imieniu wydało mi się absolutnie nienaturalne, a znów okrzyk "Wsiuro!" nie pasował do okoliczności. Więc w końcu skończyłam liczyć i dopiero ją dogoniłam.

          Z drugą siostrą, z którą mam nieco cieplejsze relacje, mówimy sobie "wiurko", ewentualnie "wsiurencjo". Jej mąż, obcokrajowiec, pisze do mnie na skypie "czesc surko".
          • melomanka87 Re: imiona i przezwiska 13.06.14, 20:52
            "Wsiurko", nie "wiurko" :-D
            • mariamm87 Re: imiona i przezwiska 16.06.14, 08:52
              Ja z moją siostrą za to do naszej rodzicielki mówimy czule "Mamutku" lub "Mamut" co wzbudza szok wśród znajomych, całkiem nie wiem czemu.
              Rodzice do mojej siostry mówią po imieniu zdrobniale, natomiast ja w pewnym momencie zostałam przez siostrę przechrzczona na męską wersja mojego imienia w dodatku w postaci zdrobnionej i tak jestem nazywana przez całą bliższą familię.
              • tt-tka Re: imiona i przezwiska 16.06.14, 12:12
                hej, czy przypadkiem nie pisze w tej chwili z moja siostra ? nasza mama tez jest mamutkiem :-)
        • truscaveczka Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 04.08.14, 20:52
          Moje dziecko występuje jako Biały Gibson i takąż ksywą każe się wołać na placu zabaw.
          www.youtube.com/watch?v=0Yt8UOM5Bas
          • isia_54 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 17.12.14, 22:22
            Nie czepiajmy się zdrobnień - znałam Zyzia, który był Krzysztofem, bo Ksysio-Zyzio, w mojej rodzinie była Jadwiga zwana Isią, jak też Irena tak samo zwana (to ja do 15 roku życia); Dzinkiem był Edward, ale i Alfred (no bo to, panie Edzinek i Fredzinek); w szkole sredniej moja "oczytana" przyjaciółka przemianowała mnie na Ikę co się później zmieniło w Igę (ktos nie dosłyszał), mój ex-narzeczony nie cierpiał Ika wiec wymawiał z angielska I stałam się Ajką, mój brat pieszczotliwie wołał mnie Stefa, więc jego dziewczyna chcac byc miła zwracała się do mnie Steniu, długo nie rozumiałam skąd jej sie to więło; mój przyjaciel został przez swego (jak mniemamy) niezbyt trzeźwego rodzica nazwany Benjaminem (w latach 70-tych po bohaterze popularnego filmu Benjamin czyli pamiętnik cnotliwego młodzieńca) miał przechlapane w szkole I poza dopóki nie zaczął sie przedstawiać nowym znajomym jako Misiek - wszyscy myłleli, że on Michał jest a to po prosu zdrobnienie od Beniamin - BeniaMisiek. Czasami w szkole trafia mi się jakieś dziecko, które żąda, aby zwracaś się konkretnie: Magda nie Madzie, Zuza nie Zuzia, lub wręcz drugim imieniem, co staram się uszanować, ale czasami mi się myli, który z moich Aleksandrów jest Olek, który Alek, a który Aleksy (był tez Sasza, na szczęście jedyny w klasie); żal mi Laury bo pewnie dzieci na nią wołały Laurka; tak więc Adriana-Darka zakceptowałam bez problem, gorsza według mnie jest Nora Górska
    • bisturi Re: Finanse podróży przedślubnej Laury i Wolfiego 04.08.14, 17:08
      Odświeżam sobie Czarną Polewkę. Uuchh...Irytuje mnie wszystko ale najbardziej ta wycieczka Laury i Wolfiego po ślub. Wiem, że było o tym już milion razy ale zwróciła moją uwagę szczególnie kwestia finansowa, jeżeli było to omawiane to wybaczcie. Otóż Laura zachowuje się jak kilkuletnie dziecko zabrane na wycieczkę przez rodziców. Kompletnie nie interesuje jej cały aspekt pieniężny wyprawy. Planują wyjazd od kilku dni, Wolfi obiecuje jej transport (garbus) i nocleg (namiot). Sprawa kosztów nie jest poruszana ale wydaje się oczywiste, że to Wolfgang ma za wszystko zapłacić. Laura jest dorosła na tyle, żeby wiedzieć, że podróż gdziekolwiek a już zwłaszcza do Zakopanego kosztuje bardzo dużo. I nic kompletnie jej to nie porusza!! Rozumiem, gdyby kwestia podziału kosztów nie była wprost opisana - w końcu mówimy o romantycznej ucieczce Romea i Julii ale w końcu i kochankowie muszą coś jeść i coś lać do baku. Z opisu wynika, że Laura nie zabiera w podróż nic, nawet kanapek, jedyne co ma zrobić to kupić szczoteczki do zębów. Jak ona może tak oczekiwać, że absolutnie za wszystko zapłaci Wolfi???? W gruncie rzeczy rodzina Laury jest lepiej sytuwana niż Wolfiego. Laura nie ma własnych pieniędzy bo nie pracuje ale pewnie jakimiś pieniędzmi dysponuje. Bzdurą jest oczywiście, że Laura wyjeżdża bez plecaka (Wolfi plecak spakował), bez swetra, bez zmiany bielizny, mydła etc. Nie wiem czy ona oczekiwała, że Wolfi jej to wszystko kupi na miejscu? Zakładając, że to babol autorki no to i tak zostaje kwestia pozostałych kosztów. Wolfi ma pieniądze bo zarabia i nawet pewnie nie widzi on nic złego w tym, że ma puścić wszystkie oszczędności na Laurę, w końcu większych milionerów rujnowały kobiety ale czy Laura nie mogłaby chociaż zadbać o prowiant na drogę, zabrać różnych rzeczy które przydają się na biwaku i których nie trzeba by już kupować, zorganizować jakichkolwiek pieniędzy albo przynajmniej się tym martwić. To jest tak przedstawione jakby rozumiało się samo przez się, że Laura ma tylko pojechać, pięknie wyglądać i powiedzieć tak, Wolfi pokryje wszelkie koszta - już nie powiem czym mi to pachnie.
      Druga sprawa - scena burzy. Wolfi niesie Laurę w czasie burzy oraz plecak przez 40 minut. CZTERDZIEŚCI minut! Nieść małe dziecko przez tyle czasu to można się nieźle uchetać a co dopiero dorosłą babkę i plecak. Laura ma migrenę niby ale na plecach Wolfiego czuje się znacznie lepiej, układa się wygodnie (!!) i gada do siebie wiersze.
      Wynika mi z tego, że Wolfi ma się ożenić z 5-letnią dziewczynką, która : 1/ nic nie zabierze w podróż jeżeli dorosły jej nie spakuje 2/nie dba o koszty bo to rodzice płacą 3/nie wie dokąd jedzie, nie zna trasy itd bo małe dzieci zwykle tego nie wiedzą, 4/w sytuacji trudności oczekuje, że dorosły rozwiąże problem, 5/ krzyczy na całe gardło w czasie burzy ze strachu, 6/ trzeba ją nieść bo ją nóżki rozbolały, 7/ w trakcie tego niesienia nudzi jej się więc sobie wymyśla zabawę (recytowanie wierszy).
      • tt-tka Re: Finanse podróży przedślubnej Laury i Wolfiego 04.08.14, 17:58
        Bisturi, 100/100 !
        pracowalam kiedys przy projekcie aktywizacji i reaktywizacji zyciowej osob niepelnosprawnych , o roznym stopniu i rodzaju niepelnosprawnosci, takze umyslowej
        napatrzylam sie i naszarpalam z ludzmi w roznym wieku, od 19 do 45 lat, ktorzy zyli w przekonaniu, ze jedzenie rosnie w lodowce, bo nawet "wyprowadzani" przez rodzicow na spacer i "zabierani" (to okreslenia ich rodzin) do supermarketu byli lokowani w empiku i sadzani przy konsoli, zeby sobie muzyki posluchali, a w zakupach nie uczestniczyli; nigdy nie ogladali rachunkow domowych, nie mowiac o dokonywaniu oplat; nie mieli w reku pieniedzy ani nimi nie zarzadzali, nie odbierali niczego z poczty, nie zalatwiali w urzedzie;
        i niestety od TiR obie corki gabona dziwnie przypominaja mi takie osoby, calkowicie pozbawione elementarnego treningu spolecznego, absolutnie niesamodzielne i zupelnie nieodpowiedzialne;
        logiczna konsekwencja, czego MM oczywiscie nie napisze, jest przejecie funkcji rodzica przez wspolmalzonka
        albo etatowego pracownika opieki spolecznej
        • bisturi Re: Finanse podróży przedślubnej Laury i Wolfiego 05.08.14, 09:40
          tt-ka napisała:
          "i niestety od TiR obie corki gabona dziwnie przypominaja mi takie osoby, calkow
          > icie pozbawione elementarnego treningu spolecznego, absolutnie niesamodzielne i
          > zupelnie nieodpowiedzialne;
          > logiczna konsekwencja, czego MM oczywiscie nie napisze, jest przejecie funkcji
          > rodzica przez wspolmalzonka
          > albo etatowego pracownika opieki spolecznej"
          W pewnym sensie napisała: Laura jest dzieckiem-sarenką, której Naszpan wybudował domek, przewiózł rzeczy do tego domku, przygotowal ubranko do ślubu, zabrał na kolejną w jej życiu wycieczkę do Wilna a Frycek zajął się życiem Pyzy, której jedynym zajęciem jest towarzyszyć mężowi i rodzić kolejne dzieci (jeżeli jest inaczej i Pyza i Fryderyk są zwykłym małżeństwem, które podzieliło się obowiązkami i po prostu na razie Pyza nie pracuje bo zajmuje się domem ale ogarnia wiele spraw i ma w planach kiedyś zmienić tę sytuację to niestety nic o tym nie wiemy). Laura natomiast pozostała nadal nieodpowiedzialna, widać to w scenach z bezsensownym zakupem drzewek, w szpitalu u Gaby (wszyscy coś robią, organizują, pomagają a ona tylko siedzi, marznie i chlipie) oraz w sytuacji złamania obietnicy danej Łusi występu na akademii szkolnej.
          • tt-tka Re: Finanse podróży przedślubnej Laury i Wolfiego 05.08.14, 10:44
            bisturi napisala
            w pewnym sensie (MM) napisala: Laura jest dzieckiem-sarenka (...), a Frycek zajal sie zyciem Pyzy

            znow 100/100, wlasciwie napisala
            zgroza przejmuje, kiedy sie pomysli, ze TAKA wizje zycia, przedstawiana jako szczescie i spelnienie, moga kupic jej mlode czytelniczki
            bo nie wiem, czy one zobacza w tym ubezwlasnowolnienie i calkowita zaleznosc/podleglosc, a autoressa przenigdy tak tego nie nazwie, po imieniu
            • isia_54 Re: Finanse podróży przedślubnej Laury i Wolfiego 17.12.14, 22:33
              3XTAK to własnie jest to co mam "zazłe" MM - to coraz częstsze przedstawianie kobiet jako dodatków do facetów jako model na szczęśliwe życie I kobiet bez "tego jednego" jako mniej szcęśliwych I spełnionych - vide koszmarna feministka w NN, Alma I Olusia w RiT.
    • kaliope3 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 14:28
      W związku ze zdrobnieniami jeszcze- mam ciocię, bardzo miłą osobę, ostatnio jakoś kontakt się urwał, ale ja nie o tym. Otóż ta ciocia całe moje życie była po prostu ciocią Leszką. Wszyscy tak się do niej zwracali ( "Lesiu") i tak o niej mówili. Cóż, trudno;) No i pamiętam szok, gdy dowiedziałam się przypadkiem, że pełne brzmienie imienia ciotki to Eleonora...Jak można było zaprzepaścić takie imię...
      • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 18:57
        no, to jeszcze te zdrobnienia - z trzech braci mojego ojca tylko wujek (wiem, ze stryjek, ale u nas mowilo sie wujek) Staszek mial prawidlowe zdrobnienie, dorastalam w przekonaniu, ze wujek Romek jest Roman, a okazal sie byc Romualdem, a wujka Herka mialam za Hieronima, a Piotr mu na imie i nikt juz nie wie, jak to przetworzono
        • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 19:31
          No no no!!! Nie żadne 'jeszcze te zdrobnienia' - jakby z takim znudzonym westchnieniem - moim zdaniem to super wątek, a ile można się nauczyć bawiąc (jak to było po łacinie? Ignac, podpowiedz!)!
          Moim zdaniem, na małego Romualda spokojnie mozna mówić Romek, a że się z Romanem bardziej kojarzy? No bo chyba Roman jest po prostu popularniejsze niż Romuald.
          Natomiast z wujka Herka alias Piotra się uśmiałam, tzn. nie z wujka, ale z tej kombinacji rodzinnej. Może to pochodzi z dzieciństwa, kiedy dzieci czasem same sobie nadają imiona? Mój kuzyn Arek (w pełnej formie: Arkadiusz) jako dziecko sam o sobie mówił per Dudu, potem Alek - ale to chyba z racji trudności z 'r' - dzieci tak mają, a czasem jak to się mówi 'pieszczą się' (spotkałyście sie z takim zwrotem? U mnie w rodzinie, jak dziecko za długo nie umiało mówić 'r' a zamiast tego mówiło 'l', to się warczało: nie pieść się!).
          • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 19:41
            No i, oczywiście, jak to u mnie - od razu sie mi przypomniało: sto lat temu był taki film dla młodzieży, tytułu nie pamiętam, zresztą na podstawie powieści, której tytułu też nie pamiętam, kiedy to chłopak poznał dziewczynę, gdzieś tam razem szli albo jechali na rowerach, a jakiś dzieciak wołał: Julek z panną! Julek z panną! Owa dziewczyna do chłopaka: ty się Julek nazywasz? Na co chłopak: nie, ale ten smarkacz nie mówi 'er'!
            Czyli był Jurkiem. Z filmu pamiętam jeszcze to, że ojca Jurka grał Józef Nalberczak.
            • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 19:48
              Wygóglałam: 'Koniec wakacji'. Ale, jak znam ESD, to już w trakcie czytania mojego posta przynajmniej 2/3 z Was wiedziało, o jaki film chodzi.
              • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 19:35
                ja zgadłam, ale dopiero przy nalberczaku :)
      • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 19:08
        Eleonora - cudne imię, od razu kojarzy mi się z ciotką Eleonorą z "Godziny pąsowej rózy' - smukłą, piękną, uwodzicielską kobietą. A tak a propos - jak zdrobnić Eleonorę? Nigdy żadnej osobiście nie znałam. Najpierw pomyślałam: 'Eleni' - jak taka piosenkarka polska greckiego pochodzenia, ale chyba to nie to...
        • iwoniaw Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 20:04
          Eleni to jest grecka wersja imienia Helena, więc to zdecydowanie nie to. Może Nora?
          • truscaveczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 20:07
            Lonia! U nas w rodzinie tak to działało :)
            • iwoniaw Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 20:13
              U nas Lonia mówili na Leokadię, ale na Eleonorę też mi się podoba :-)
              • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 20:43
                Moja Bunia była Leokadia!!! I wystepowała w rodzinie jako 'Lodzia', ale sama o sobie kazała mówić 'Loda' - bo 'w jej czasach' bardzo popularna była Loda Halama, ówczesna gwiazda sceny.
                Zastanawia mię imię Maryla - otóż mama mojej babci LODY była Marianną - wiem to z buninych opowiadań, a 'wszyscy' mówili na nią Marysia. Moja ciocia, w prostej linii córka owej Marianny - jest Marylą i NIKT nie mówi o niej 'Marysia', a wszyscy Marylka. Natomiast u Magdaleny Samozwaniec Marysia i Marylka to to samo (tak się nazywała jej mama - Maria vel Marylka). U Mickiewicza też 'nie masz, ach - nie masz Maryli'. W 'Bożej Podszewce' ksiądz nie chciał ochrzcić "Maria' (bo jest tylko jedna Maria - matka Jezusa), a ochrzcił Marianna. Zatem: Maryla jest starym imieniem (u Mickiewicza), Marianna to nie Maria (ksiądz z Bożej Podszewki), równocześnie Maria i Marylka to to samo (Samozwaniec). Dziś chyba to oczywiste, że Maria, Marianna i Maryla to zupełnie inne imiona. Ale kiedy, jak i gdzie się to stało? Jakbym studiowała polonistykę i chciała doktorat robić - tobym się tym zajęła, no temat że palce lizać.
                • iwoniaw Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 21:53
                  Nie no, Mickiewicz pisał "Maryla" zdrobniale od swojej ukochanej Marii zwanej Marylą; moja ciocia też była Marylka (w dowodzie miała Maria), jako osobne imię to funkcjonuje zapewne dopiero od czasów, gdy w ogóle stało się możliwe wpisanie w dowodzie jako osobne imiona zdrobnień takich jak Ola, Kuba czy Magda, czyli niedawno.
                  • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 22:41
                    "Moja" Marylka, tzn. ciocia to rocznik wojenny albo i raczej przed (Babcia to 1917, Marylka zatem nie mogła być epokę później - może góra 1925-28, w dokumentach podobno było normalnie: 'Maryla'). Watpię w jakies wpływy literatury - moja rodzina to raczej bida z nędzą, dzie im tam, panie dziejku, do natchnień odmickiewiczoskich. Czyli suponuję: owa Maryla nie była żadnym natchnieniem literackim, a zwykła, pospólną Marylą - to imie jakos funkcjonowało bez związku z Mickiewiczem. No chyba że nie wiem czegoś - może moją prababcię uwiódł sam Bodo lub Kiepura, wszak moja Babcia uwielbiała czytać Pannę z Mokra Głowa i płakała przy tym 'w głos'.
                    • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 00:02
                      Zastanawiam się czy te wszystkie zniekształcenia Marii (Maryla zwłaszcza) nie powstały dlatego, że praktycznie do XIX w. tego imienia się w Polsce nie nadawało, tak jak imienia Jezus. Pierwsza Maria w Polsce to była Maria Ludwika Gonzaga, która na okoliczność bycia polską królową zmieniła sobie kolejność imion, bo poddani byli oburzeni "bezbożnością". Potem była Marysieńka Sobieska, a potem to już łatwo poszło :-) Podejrzewam jednak, że wśród "prostego ludu" nadawanie tego imienia mogło jeszcze długo uchodzić za zbyt śmiałe. Ponadto łacińska (a i włoska) wymowa brzmiała Marija, stąd do Maryli (i do Maryi) już tylko krok. Marianna to pewnie połączenie imion Maria i Anna, która była matką Marii. Marianna może też znaczyć "łaska Marii".
                      • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 19:39
                        dobrawrozkajudyta napisał(a):

                        > Zastanawiam się czy te wszystkie zniekształcenia Marii (Maryla zwłaszcza) nie p
                        > owstały dlatego, że praktycznie do XIX w. tego imienia się w Polsce nie nadawał
                        > o, tak jak imienia Jezus.

                        a tam do XIX - moja babcia została marianną, bo ksiądz się zachował dokładnie jak ten w "bożej podszewce", a wiek był już XX. co prawda dopiero od dwóch lat, ale jednak XX.
                  • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 23:49
                    Moja przyszywana ciotka jest Marylą "legalną", a ma już wiele lat...
                    • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 23:51
                      No i Maryla Rodowicz, wprawdzie do dowodu jej nie zaglądalam, ale jakoś nigdy nie trafiłam na informację, żeby jej było Maria..
                      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 03:08
                        dobrawrozkajudyta napisał(a):

                        > No i Maryla Rodowicz, wprawdzie do dowodu jej nie zaglądalam, ale jakoś nigdy n
                        > ie trafiłam na informację, żeby jej było Maria..

                        Słabo szukałaś. Pani Rodowicz posiada imiona Maria Antonina.
                        • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 23:13
                          Trochę złowieszczo :-)
                      • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.08.14, 18:50
                        Hm, notka na Wikipedii chociazby mowi, ze Maryla Rodowicz to Maria Antonina...

                        Moja mama to tez Maryla, w dowodzie Maria.
                        • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.08.14, 19:38
                          dakota77 napisała:

                          > Hm, notka na Wikipedii chociazby mowi, ze Maryla Rodowicz to Maria Antonina...
                          >
                          > Moja mama to tez Maryla, w dowodzie Maria.
                          >
                          Po Wikipedii się nie włóczę ;-), natomiast Maryla to już dawno osobne imię. A jak właściwie miała w oryginale na imię Maryla Cuthbert? Czytała któraś?
                          • iwoniaw Maryla Cuthbert w oryginale 13.08.14, 19:51
                            nazywa się Marilla (i po niej ma imię najmłodsza córka, zdrabniana Rilla); no ale Anglosasi to już w ogóle mają szerokie spektrum nadawanych imion, zatem nawet jak wymyślone/przekręcone, to może być bez problemu uznawane za "normalne", więc trudno to odnosić do dyskusji o imionach w PL z wciąż jeszcze obowiązującym (?) oficjalnym rejestrem dopuszczalnych dla obywateli imion (z możliwością wyjątku dla rodziców obcokrajowców)...
                    • truscaveczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 08:34
                      Ciotka mojego męża też ma na imię Maryla.
                      Widzę też sporo In. A myślałam, że to imię nie istnieje tak naprawdę ;)
            • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 23:45
              Mam daleką znajomą, na którą wołają w rodzinie Lonia (wg mnie koszmarna forma, ale co kto lubi :-) ). Tylko, że u niej to jest zdrobnienie od Longina...
              • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 22:19
                Mogę byc szczera? Moge - taka odpowiedź widzę. Otóż Lonia - bardzo ładne imię/zdrobnienie. Longina? - no cóż, taka to musi trzy pawie łby jednym zamachem ściąć prawicą, równocześnie drzewo porabąć lewicą, w tym samym czasie Kamieniec własną piersia obronić, a po tej całej libacji jeszcze wszystkie podłogi i okna tam umyć.
                • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.08.14, 07:41
                  Longina ? -taka to musi trzy pawi lby jednym zamachem sciac prawica, rownoczesnie drzewo porabac lewica, w tym samym czasie Kamieniec wlasna piersia obronic

                  mozna :-), vide slynna pani Chrzanowska
                  ona wprawdzie tylko Trembowli bronila, ale tez nie Longina jej dali na chrzcie nieopatrznie
            • mankencja Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 09:49
              U mnie w rodzinie na ciotkę Eleonorę mówiono Lunka. (A na Alfredę Lidka)
              • kaliope3 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.08.14, 12:32
                zdrobnienia.pl/eleonora.htm

                na tej stronie takie zdrobnienia podają
        • ginny22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 22:04
          Moja ukochana mama chrzestna jest Eleonora, zdrabniana po prostu do Eli.
        • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.08.14, 23:40
          Eleni to raczej Helena. Eleonora to imię dostojne i trudne do zdrobnienia, najbardziej pasuje Ela, jeśli już musimy zdrabniać.
    • mrkjad Niezwykła metamorfoza rodziny Schoppe 23.08.14, 14:14
      W piekielnie nudnych Imieninach rodzina Fryderyka jest przedstawiona jako grupa sympatycznych ludzi, którzy świetnie się bawią na rodzinnym spotkaniu i z sympatią przyjmując ubłoconą Różę.
      Ona odbiera ich jako wyjątkowo barwną i interesującą gromadkę, która, w sumie dość przypomina Borejków. Jak to jest, że w następnych tomach zmieniają się w sfrustrowanych i smutnych mieszkańców ponurych blokowisk, co uczuć nie okazuje i ględzi o biologicznych pułapkach? Ciąża ciążą ale co stało się z biednym Panem Schoppe, że dopadł go taki Weltschmerz?
      • bupu Re: Niezwykła metamorfoza rodziny Schoppe 23.08.14, 15:58
        mrkjad napisał(a):

        > W piekielnie nudnych Imieninach rodzina Fryderyka jest przedstawiona jako grupa
        > sympatycznych ludzi, którzy świetnie się bawią na rodzinnym spotkaniu i z symp
        > atią przyjmując ubłoconą Różę.
        > Ona odbiera ich jako wyjątkowo barwną i interesującą gromadkę, która, w sumie d
        > ość przypomina Borejków. Jak to jest, że w następnych tomach zmieniają się w sf
        > rustrowanych i smutnych mieszkańców ponurych blokowisk, co uczuć nie okazuje i
        > ględzi o biologicznych pułapkach? Ciąża ciążą ale co stało się z biednym Panem
        > Schoppe, że dopadł go taki Weltschmerz?

        Winien jest Imperatyw Opkowy, który cichcem zalągł się w Neojeżycjadzie. Autorskie widzimisię było takie, że Schoppy mają się stać ponurakami z bloków, więc nieważne co zostało napisane w Imieninach.
        • dakota77 Re: Niezwykła metamorfoza rodziny Schoppe 23.08.14, 18:07
          Niestety dokladnie tak to w Neojezycjadzie dziala. Autorce jest potrzebne takie czy inne zachowanie postaci, postac zadziala wbrew wszystkiemu co o niej wiedzielismy, zeby wypelnic swoja nowa role. Sensu i logiki w tym brak...
        • kamzik14 Re: Niezwykła metamorfoza rodziny Schoppe 23.08.14, 20:51
          ja dopiero przeczytawszy Wasze posty uświadomiłam sobie, że ta fajna, energiczna kobieta, która zakrzyknęła "zostawcie ich, zostawcie, są mokruteńcy, ich trzeba ratować! :)" to ta sama babcia Szopsia ;), która w "Żabie" i "Sprężynie" pokłada się na stole i ze zgryzotą myśli o swoim nędznym żywocie... Raptem dwa tomy dalej to już nie żywa istota a manekin, którego MM posadziła w tej kuchni i on tak siedzi i rozpacza. Okropnie denerwuje mnie to zohydzenie Szopów. Mogli być fajni. Lekko upierdliwi (przynajmniej tatuś, niechby sobie taki był), ale summa summarum ludzie, którzy w trudnej chwili staną po stronie swoich dzieci i będą ich wspierać. A tu wyszedł jakiś obcesowy nawiedzony konserwatysta ("pułapka! pułapka biologiczna!") i kobieta-cień.
          • kamzik14 Re: Niezwykła metamorfoza rodziny Schoppe 23.08.14, 20:52
            * będą JE wspierać, oczywiście (te dzieci, znaczy).
    • mrkjad Zaczarowana Natalia prosto z Hogwartu 25.08.14, 22:38
      I ciąg dalszy moich irytacji, tym razem "Tygrys i Róża", tom mniej nudny niż Imieniny ale za to zdecydowanie bardziej irytujący.
      Jak mnie strasznie denerwują nadprzyrodzone moce Natalii, które z wiekiem zdają się rozwijać. To co na początku można by przypisywać rozbudzonej empatii z czasem zmienia się w pierwszorzędny profetyzm przejawiający się, na przykład, przewidywaniem telefonu w środku nocy i odpowiadanie na nienapisane SMSy.
      Nie stronię od literatury fantastycznej, kino superbohaterskie to moje guilty pleasure ale w świecie, który tak bardzo kreowany jest na zwyczajną, szarą rzeczywistość nie ma miejsca dla nadprzyrodzonych mocy. No chyba, że w następnym tomie MM wyjaśni, że Natalia zniknęła z życia rodzinnego, bo jest właśnie poddawana testom w James Randi Educational Foundation i we "Wnuczce" powróci na łono rodziny bogatsza o milion dolarów. :)
      Nieco podobny mechanizm (mutacje?) występuje też przecież u reszty bohaterów - genialne dzieci, spontaniczne sopranistki, ninja-dramaturdzy... ale to przynajmniej są właściwości, które faktycznie występują w naturze. :)
      W przeciwieństwie do MM jestem racjonalistką i raczej stoję po stronie "mędrca szkiełka i oka" ale czy nie wystarczyłoby, żeby Natalia pozostała romantyczką, poetką i, zwyczajnie, wrażliwą osobą? Czy Borejkowie nie są już przypadkiem dostatecznie niezwykli i INNI niż zdegenerowane społeczeństwo? Czy koniecznie trzeba dawać im jeszcze superumiejętności rodem z X-men?
      • dakota77 Re: Zaczarowana Natalia prosto z Hogwartu 25.08.14, 22:48
        Ninja-dramaturg- jakie piekne okreslenie!

        Co do Natalii, mysle, ze MM chciala pokazac jej wrazliwosc i empatie, a tacy ludzie czesto sa dosc szczegolnie wyczuleni i zdaja sie miec jakies szosty zmysl, ktory nim wcale nie jest, ale ciutke ja chyba ponioslo. Ale i tak mnie bez porownania bardziej drazni Laura- genialna spiewaczka bez pianina w domu czy chocby keybordu, niz Natalia- wrozka :P
      • bupu Re: Zaczarowana Natalia prosto z Hogwartu 26.08.14, 18:07
        mrkjad napisał(a):


        > W przeciwieństwie do MM jestem racjonalistką i raczej stoję po stronie "mędrca
        > szkiełka i oka" ale czy nie wystarczyłoby, żeby Natalia pozostała romantyczką,
        > poetką i, zwyczajnie, wrażliwą osobą? Czy Borejkowie nie są już przypadkiem dos
        > tatecznie niezwykli i INNI niż zdegenerowane społeczeństwo? Czy koniecznie trze
        > ba dawać im jeszcze superumiejętności rodem z X-men?

        Superumiejętności rodem z X-Men to oni mają już od dawna. Przecież od wielu tomów w rodzinie Borejków nikt się nie komunikuje w ważnych sprawach za pomocą odgłosów paszczą, tylko telepatycznie, spojrzeniami i wymianą myśli. A Milicja, niczym profesor Xavier, jednym spojrzeniem przejrzała Pyziaczka na wylot, odkrywając pokłady fubrawstwa w jego zwyrodniałej duszy CKNUKa. Małoletni Miągwa zaś walił odręcznie idealne kółka, co nieosiągalne jest nawet dla jednostki dorosłej, a u przedszkolaka pachnie podejrzanie mutacjami i supermocami. Poznańscy supermeni jak w mordę strzelił.
        • pavan Re: Zaczarowana Natalia prosto z Hogwartu 26.08.14, 22:24
          bupu napisała:

          Małoletni Miągwa zaś w
          > alił odręcznie idealne kółka, co nieosiągalne jest nawet dla jednostki dorosłej
          > , a u przedszkolaka pachnie podejrzanie mutacjami i supermocami.

          Nieprawda. 25.media.tumblr.com/acb02c12cd94d5c22a02f1dbb74b535b/tumblr_muy43qlYdr1roc6mro1_250.gif
          • pavan Re: Zaczarowana Natalia prosto z Hogwartu 26.08.14, 22:25
            pavan napisał(a):

            > bupu napisała:
            >
            > Małoletni Miągwa zaś w
            > > alił odręcznie idealne kółka, co nieosiągalne jest nawet dla jednostki
            > dorosłej

            > > , a u przedszkolaka pachnie podejrzanie mutacjami i supermocami.
            >
            > Nieprawda. 25.media.tumblr.com/acb02c12cd94d5c22a02f1dbb74b535b/tumblr_muy43qlYdr1roc6mro1_250.gif

            25.media.tumblr.com/ffd8775cb31e0a786a0eb53ef1c31cfd/tumblr_muy43qlYdr1roc6mro2_250.gif
            • bupu Re: Zaczarowana Natalia prosto z Hogwartu 27.08.14, 16:27
              pavan napisał(a):

              > pavan napisał(a):
              >
              > > bupu napisała:
              > >
              > > Małoletni Miągwa zaś w
              > > > alił odręcznie idealne kółka, co nieosiągalne jest nawet dla jed
              > nostki
              > > dorosłej

              > > > , a u przedszkolaka pachnie podejrzanie mutacjami i supermocami.
              > >
              > > Nieprawda. rel="nofollow">25.media.tumblr.com/acb02c12cd94d5c22a02f1dbb74b535b/tumblr_muy43qlYdr1roc6mro1_250.gif
              >
              > rel="nofollow">25.media.tumblr.com/ffd8775cb31e0a786a0eb53ef1c31cfd/tumblr_muy43qlYdr1roc6mro2_250.gif

              Ale to kółko nie jest idealne, jest wyraźnie spłaszczone z jednej strony.
    • meduza7 Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 19:37
      Dzięki Melomance, która na sąsiednim forum robi właśnie wiwisekcję Języka Trolli, przypominam sobie właśnie to dziełko i niektóre rzeczy wprawiają mnie w totalne zdumienie.

      Oto samotny Józinek, udręczony patologią swej szkoły:

      – Ładnie zaczynasz pierwszy dzień w nowej szkole – wygłosiła pani Zajęczyk przykrym tonem. – Spóźnienie – dwadzieścia minut!
      – Były problemy przy wejściu – wyjaśniła nowa uczennica i Józef Pałys poczuł ze zdziwieniem, że mu po plecach przebiega dreszcz. Jej głos był elektryzujący: niski, miły, mocny i jakby żartobliwy – czuło się, że wirują w nim drobiny śmiechu, jak błyszczące kryształki cukru zamieszane w herbacie. To ciepłe i aksamitne brzmienie (Józinek był na to wyczulony: ostatnio odkrył bluesa) stanowiło miłe zaskoczenie dla kogoś, kto na co dzień nękany był wrzaskiem, ochrypłymi krzykami i wulgarnym bełkotem kolegów i koleżanek.


      Jożin jest w tym momencie w trzeciej klasie podstawówki; mam rozumieć, że dziesięciolatki przechodzą mutację, po której ich głosy stają się ochrypłe, wulgarne i bełkotliwe?

      Ale wcześniej też mamy różne rewelacje na temat mówienia:

      Kiedy potoki matczynej wymowy ustawały, Józinek bywał atakowany bezwarunkowymi żądaniami, trudnymi w danym momencie do spełnienia: mama domagała się od niego odpowiedzi lub wypowiedzi, gdy tymczasem on, przytłoczony potęgą jej ekspresji, mógł jedynie milczeć jak debil. Owszem, nader szybko opanował sztukę mowy lecz, po pierwsze – z wrodzonej ostrożności wolał zbyt wcześnie tego nie ujawniać, a po drugie – w takich chwilach zaskoczenia jakoś nie mógł zaprezentować swych umiejętności i zaspokoić oczekiwań rodzicielki. W trzecim roku życia wpadł wreszcie na szczęśliwy pomysł, żeby rzucać jej na odczepnego parę słów w typowo niemowlęcym narzeczu i ten właśnie bełkocik (wskazane było upuścić przy tym nieco śliny) jakoś mamę – przynajmniej chwilowo – satysfakcjonował.

      Wiecie co? Nie znam się, nie mam dzieci, ale i tak ten fragment mnie zaniepokoił. Z informacji znalezionych w necie wyszło, że trzylatek owszem, może po dziecinnemu seplenić, ale powinien już mieć spory zasób słownictwa, budować zdania itd. Tymczasem MM każe Jożinowi "niemowlęco bełkotać" (bu-bu, ga-ga, ma-ma???), śliniąc się przy tym, a doktor Ida Pałys nie widzi w tym nic niepokojącego, przeciwnie, jest usatysfakcjonowana???
      • iwoniaw Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 19:51
        No, tu masz rację bez wątpienia - zupełnie mi umknęło, że Józef symulujący, iż potrafi z siebie wydać tylko niemowlęcy bełkot/gaworzenie ma 3 lata! Toż to dziecko w wieku przedszkolnym, chyba nawet bardzo niefrasobliwy i nie mający pojęcia o etapach rozwojowych dziecka rodzic poczułby się zaniepokojony, a doktor medycyny nie? Zwłaszcza, że ponoć rywalizowała z Gabą o tempo rozwoju potomka, a Ignacy Grzegorz w wieku lat trzech to Wergiliusza w oryginale recytował...
      • tt-tka Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 20:00
        ... na sasiednimforum robi wiwisekcje...
        mozna prosic o linka ?
        • meduza7 Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 20:13
          tt-tka napisała:

          > ... na sasiednimforum robi wiwisekcje...
          > mozna prosic o linka ?

          Wułala!

          Język Trolli
          Tygrys i Róża
          Imieniny
          McDusia
          • tt-tka Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 20:45
            wulala
            a, dzieki, dzieki
            smakowita lektura na wieczor :-)
      • dakota77 Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 20:05
        Rany, umknelo mi zupelnie, ze symulujacy belkocik Jozef mial trzy lata! Dziecko w tym wieku, badz co badz juz przedszkolnym, powinno sie wyslawiac w sposob daleko odbiegajacy od niemowlecego gu gu, baba.
        • yackandandah22 Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 10:36
          Przede wszystkim dziecko w wieku lat trzech NIE WPADA na pomysl, żeby 'rzucac matce na odczepnego pare slow'. Wpada, owszem, na rozne pomysły - żeby wsadzić niedojedzona kanapke do szklanki z sokiem, wywalić ziemie z doniczki na dywan i sadzic w niej (tej ziemi na dywanie) plastikowe kwiatki, ale na pewno nie jest na tyle dorosle, żeby robic uniki. Jeśli gadanie mamy mu się nie podoba, zmarszczy brewki, ryknie 'nie mow do mnie, mamo!' i odmaszeruje do swojego pokoju...
          • bisturi Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 10:58
            "Nie mów do mnie mamo" - jaki Wersal, moje wrzeszczy "Ciiiiiicho bąąąąądź" :)))))))))))))))))))
            Zla.m poruszyła inny ważny problem - jak to w zasadzie jest w ralacjach Ida - dzieci. Niby mamy powiedziane, że dzieci tak bardzo kochają Idę ale jednocześnie cały czas usilnie jest podkreślone jak to silnie emocjonalnie związane są z Gabą. Z ciocią Gabrysią jest w ogóle super: przytula, uśmiecha się, nie gada jak najęta tylko słucha, MA COŚ DO ZJEDZENIA, jest w domu itd. Kilka razy odniosłam wrażenie, że Józin i Łusią cieszą się jak Ida wychodzi i zostawia ich z Gabą. Im jakby brakuje takiego zwykłego domowego życia, ciepła, obiadków, leniwych niedziel. Z drugiej strony Józinek jest od niemowlęctwa wkurzony niektórymi cechami matki (gadatliwością, popędliwością - potwornie irytującymi zwyczjami jak np. nieoczekiwane wyłączanie telewizora). Jakoś nie widzę tej wielkiej miłości skoro nawet kilkuletni Józinek zamiast się przytulac i kokosić u mamy coś tam jej rzuca "na odczepnego". Może Józinek jest taki niechętny kobietom przez Pierwszą Kobietę w Życiu czyli matkę, która zamiast go kochać mądrze przytłoczyła swoimi histeriami? Jozin nie lubi zwłaszcza kobiet "kobiecych", czyli malujących się, pachnących, chichoczących - wypisz wymaluj Ida. Zakochał się natomiast w Trolli, którą od Idy różni wszystko.
            • tt-tka Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 14:13
              o, do diabla ! Bisturi, zwalilas mnie z nog
              teraz jozin zacznie szukac kobiety takiej jak gabon ?
              czy juz znalazl ideal w aaaaadammmmie, ktory jest meskim gabonem ?
      • mrkjad Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 20:20
        W trzecim roku życia wpadł wreszcie na szczęśliwy pomysł, żeby rzucać jej na odczepnego parę słów w typowo niemowlęcym narzeczu i ten właśnie bełkocik (wskazane było upuścić przy tym nieco śliny) jakoś mamę – przynajmniej chwilowo – satysfakcjonował.
        Ha, właśnie dziś czytałam ten fragment! Ostatnio zdarzyło mi się opiekować nieszczególnie bystrym czterolatkiem, który, faktycznie, nie mówił szczególnie zrozumiale (dodam, że jest to dziecko, z którym mam bardzo niewiele wspólnego - stąd ta bezduszna ocena intelektu). Z drugiej strony miałam też do czynienia z czterolatką, która mówiła dużo i składnie (i nieustannie). Wnioskuję z tego, że różnie może być jeśli chodzi o rozwój mowy chociaż średnio się to klei z zapewnieniami o tym, jaki to Józinek jest mądry (i męski!).
        Bardziej zastanawia mnie raczej to, że w ogóle pamięta swoje przemyślenia i decyzje z tego czasu. O ile jeszcze mogłabym to przełknąć, bo zdaje się, że wspomnienia z wczesnego dzieciństwa po prostu zacierają się z wiekiem to już ten fragment jest mocno wątpliwy:
        Prawde mówiąc, niezbyt często zaglądał do lustra, bo i po cóż miałby robić coś tak głupiego (MĘSKI MĘSKI MĘSKI!!!!!!) ale nazajutrz (...) zauważył w zwierciadlanej tafli odbicie barczystego, rosłego chłopca (...). Kiedy ostatnio - doprawdy wcale nie tak dawno temu! - tkwił przed tym samym lustrem, był zaledwie pyzatym bobasem w spacerowym wózku, wielki łeb kiwał mu się na cienkiej szyjce, a z ust dobywały się bąbelki. Pamiętał jak go wtedy zezłościło, że mu tak obwisa ta tłusta fałda pod brodą.
        No już bez przesady, to brzmi jak opis rocznego dziecka!
        • meduza7 Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 20:39
          Taaaaak, Jożin już jako trzy- czy czterolatek wie, że przeglądanie się w lustrze jest babskie, a chłopaki tego nie robią. Najwyraźniej chłopakom nie wolno też przejawiać zwykłej dziecięcej ciekawości. Boże, co za karykatura, co za stary-maleńki, jakieś przekleństwo dotknęło dzieci Idy!
          • dakota77 Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 26.08.14, 20:57
            To przeklenstwo nazywa sie pochodzenie z rodu Borejkow :P
          • bisturi Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 09:47
            I nonsens, trzy i czterolatki są w naturalny sposób egocentryczne i uwielbiają przeglądać się w lustrze, przebierać etc. Znacie jakieś dziecko, które, np. na tekst cioci "Ale masz umorusaną buzię, no normlanie wąsy ci się zrobiły, idź zobacz do lusterka" nie pobiegnie jak strzała się przejrzeć? Józin trzyletni by zapewne zaanalizował wewnętrznie tę wypoawiedź :"Ależ te baby są durne, wciąż tylko o tym wyglądzie, po cóż on ma iść w zasadzie do lusterka, wystarczy obetrzeć brud rękawkiem. Proste? Ha, nie dla każdego a raczej każdej!!".
            • dobrawrozkajudyta Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 23:08
              Ja znam takie dziecko: moje. Autentycznie od dziecka nie cierpi patrzenia w lustro, chociaż śliczny jak z obrazka. Natomiast wszystkie dzieci w Borejczadzie są po prostu nienormalne. Autorka tak usilnie chciała zrobić każde z nich ideałem w pewnym typie i geniuszem, że spłodziła stado przerażających mutantów, karykatur normalnych dzieci. Które dziecko w wieku roku ocenia swoją urodę? Denerwując się "tłustą fałdą pod brodą"?
              • panna_beata Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 23:10
                dobrawrozkajudyta napisał(a):

                Które dziecko w wieku roku ocenia swoją urodę? Denerwuj
                > ąc się "tłustą fałdą pod brodą"?

                Dziecko szalonej dietetyczki ;P
        • zla.m Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 08:16
          Jożin jest ogólnie curiosum rozwojowym od maleńkości. Roczniak, który udaje przed mamą, że nie umie mówić - pomijając absurd psychologiczny, to biorąc pod uwagę, jak bardzo Ida się stara i martwi - jest to złośliwe i wredne. Potem 3-latek, który guga (co już dokładnie przenicowałyście), a następnie 4-latek, który pamięta (!) jak go złościła fałda pod szyją. Wielkie WTF. Abstrahując już od tej pamięci, to ile on wg autorki wtedy miał? Spacerówka to pewnie roczniak roczniak, kiwanie główką na cienkiej szyi to o wiele wcześniej - jeżeli nie umiał trzymać główki prosto, to co za debil umieścił go w spacerówce? A dodatkowo - dziecko nie ocenia się świata jak dorosła baba i nie denerwuje go obwisła fałda. Dziecko patrzy i uznaje że tak jak jest, tak ma być (pamiętacie swoje zdziwienia, że u kogoś w domu "w niesłusznym miejscu" trzymano skarpetki albo "w złej kolejności" zmywano czy sprzątano? to właśnie pokłosie takiego dziecięcego uczenia się świata). O uznawaniu mamy za ideał i wzorzec z Sevres nie wspomnę, bo jak widać dla Jożina wzorcem zawsze był Gabon (jak w dowcipach "mama nie miała czasu, więc urodziła mnie ciotka").
          • dakota77 Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 09:15
            Niestety, dzieci w Jezycjadzie juz od wielu tomow sa pozbawione wszelkiego prawdopodobienstwa psychologicznego....Nie moge sobie wyobrazic rocznego dziecka udajacego ze nie umie mowic. Dziecko przeciez chce sie komunikowac.
            A tego, ze trzylatek bekocze jak niemowlak i ze nie wywoluje to zaniepokojenia rodzicow, i to jeszcze lekarzy, pojac nie moge juz zupelnie.
        • ciotka_scholastyka Re: Dziwne etapy rozwojowe dzieci 27.08.14, 10:15
          > No już bez przesady, to brzmi jak opis rocznego dziecka!

          Już nie mówiąc o tym, że takie małe dzieci nie kojarzą jeszcze kompletnie swojego odbicia w lustrze.
    • mrkjad Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 02:36
      W IS kilkukrotnie wspomniana jest hipochondria Idy. Wspomniana i przedstawiona jako zabawne wymysł nastolatki, która chce zwrócić na siebie uwagę, które mijają jak sen złoty kiedy panna weźmie się w końcu za coś pożytecznego i przestanie być taką egoistką.
      Cha.Cha.Cha.
      Jest to równie zabawne jak prześmieszna schizofrenia, boki-zrywać fobie społeczne i, oczywiście, rozchmurz-się-i-bądź-dzielna-jak-Gaba depresja. Hipochondria może z zewnątrz wyglądać na coś całkiem zabawnego, ot, zupełnie zdrowa osoba wymyśla sobie problemy, bo najwidoczniej nie ma prawdziwych. Z osobistego doświadczenia wiem, że irracjonalne obawy o własne zdrowie są raczej odbiciem "prawdziwych" problemów, a strach jaki powodują - choćby i całkowicie nieuzasadniony - jest jak najbardziej realny i przytłaczający. Odbiór społeczny o motywie przewodnim "Nie wymyślaj i weź się za robotę!" powoduje wstyd i poczucie odrzucenia - i zdecydowanie nie pomaga. Pomysł, że hipochondryk zaczyna studiować medycynę jest dla mnie tak wiarygodny jak niewidomy snajper. Jako przykład dodam, że w szczytach hipochondrycznych jazd nawet oglądanie serialu medycznego mogło spowodować u mnie atak paniki i kilkudniową bezsenność. Boki zrywać, Pani Małgorzato, boki zrywać...
      Bardzo prawdopodobne jest, że przesadzam, z pewnością dlatego, że to dla mnie temat tak osobisty. Wydaje mi się jednak, że w książkach, w których kładzie się tak duży nacisk na porozumienie między ludźmi, wyrozumiałość i pełne miłości i zrozumienia więzy rodzinne jest to zwyczajnie rażące. Wiemy też, że to tylko teoria i pobożne życzenia autorki, więc czemu ja się właściwie dziwę? :)
      • kooreczka Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 08:05
        Przesadzasz i to grubo- większość nastolatków w jakimś stopniu to hipohondrycy, tak samo jak wydaje im się że wszyscy się z nich śmieją i nikt ich nie zauważa. Nie widzę powodu dlaczego od razu miałby to być zwiastun problemów porównywalnych ze schizofrenią- rozumiem, że miałaś proboem większego kalibru, ale Twoje porównania to ta sama półka co osoba z.kliniczną depresją widząca przypadek do leczenia w każdej nastoleniej chandrze. Większości nastolatków problemy przechodzą jeśli znajdą sobie jakieś zajęcie i nie widzę powodu, żeby zaraz się nad nimi trząść. Sama w wieku nastoletnim umierałam na wszystko, a teraz ludzi leczę.
        • mrkjad Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 11:54
          Też racja, że nastolatki to nastolatki i trochę są z natury... durne i histeryczne. :) Wydaje mi się jednak, że mimo mojego przesadzania mam trochę racji - problemy psychiczne są w Jeżycjadzie lekceważone a ich źródło leży, praktycznie zawsze, w egoizmie. Przykładem może być nie tylko nastoletnia Ida ale też ewidentnie chory na depresję Przeszczep, Ewa Jedwabińska, Laura czy Aurelia.
          Bardzo nie lubię też rozwiązania problemów Idy z pewnością siebie - pół godziny motywacyjnej gadki od Mili, nowa sukienka i kompleksy znikają jak sen złoty. Nie jest to całkiem złe, właściwie to jeden z niewielu momentów gdy Babi zachowuje się... ludzko, ale zbyt uproszczone. Prawdopodobnie każdy miał kiedyś problemy z samooceną - zwłaszcza jako nastolatka - i wie, że nawet w najpiękniejszej i najlepiej dopasowanej sukience można czuć się źle i brzydko jeśli człowiek nie jest przekonany co do własnej urody. A takiego przekonania nie da się nabyć w ciągu jednego popołudnia.
          • melomanka87 Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 11:58
            Osobiście nie wierzę w przemianę Idy, w ogóle całe pozytywne przesłanie tego tomu nigdy do mnie nie trafiało. Taka jestem życiowo doświadczona i cyniczna :-)
            • meduza7 Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 12:14
              To, że problemy psychiczne bohaterów Jeżycjady są lekceważone, to jest świnto prawda. Może hipochondria Idy jest faktycznie nastoletnim wymysłem, ale już Ignacy Grzegorz ma poważne zaburzenia żywienia, które najpierw są kwitowane "wybrzydza", a potem "aha, on jest ideowym wegetarianinem, dajmy mu suchej kaszy, a my będziemy jeść PYSZNE pierożki z mięsem". Btw, gdyby Grzegorz, prawdopodobnie dla wsparcia syna, nie został także wegetarianinem, pewnie do tej pory Ignasiowi mówiono by po prostu "nie wybrzydzaj" i wciskano na siłę jajka, mięso itd. Podczas gdy on brzydzi się nawet warzyw, które leżały na grillu zbyt blisko mięsa...
              • tt-tka Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 12:54
                jakie, przepraszam, problemy ? co Ty insynuujesz ? to jest nedzny i tani polinteligencki pseudofrojdyzm, moja droga ! moze jakies dekadenty alboinne feministki tak maja, ale normalnym ludziom wystarczy kubek herbaty i babcia !
              • bupu Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 18:46
                meduza7 napisała:

                > To, że problemy psychiczne bohaterów Jeżycjady są lekceważone, to jest świnto p
                > rawda. Może hipochondria Idy jest faktycznie nastoletnim wymysłem, ale już Igna
                > cy Grzegorz ma poważne zaburzenia żywienia, które najpierw są kwitowane "wybrzy
                > dza", a potem "aha, on jest ideowym wegetarianinem, dajmy mu suchej kaszy, a my
                > będziemy jeść PYSZNE pierożki z mięsem".

                O ideowości wegetarianizmu Miągwy MM napisała raz, przedtem i potem miliard razy pisząc, jak to Ignaś się brzydzi wszelkich produktów odzwierzęcych. Nie współczucie nim dla zwierzątka targa, tylko obrzydzenie i fobia. Która to fobia wcale mu nie przeszkadza konsumować wspomnianej przez ciebie suchej kaszy z jogurtem.

                Rany boskie, brak konsekwencji w Neobachoriadzie jest potworny...
          • dobrawrozkajudyta Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 19:59
            Czy ja wiem? Zmiana fryzury na ładniejszą, chwila zrozumienia i rozmowa z matką oraz ładna sukienka i podziw w oczkach Klaudiuszka mogły zadziałać. Ja miałam różne jazdy na temat mojego braku urody, ale ładny ciuch ZAWSZE mi dobrze robił na samopoczucie i samoocenę oraz dodawał pewności siebie. A teraz kiedy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, to sobie myślę, że ja bardzo ładna i zgrabna byłam :-)
            • kooreczka Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 07.09.14, 21:24
              Moim zdaniem przesadzacie i to bardzo. Widzenie w każdej nastoletniej złości depresji wcale nie prowadzi do niczego dobrego. Co można tym osiągnąć? Wmaówienie nastolatkom, że każdy zły humor to objaw ciężkiej choroby z którą na bank nie dadzą sobie rady i nawet nie warto próbować spojrzeć na siebie z innej strony? Zrównanie w świadomości społecznej depresji z nastoletnim cierpiętnictwem?

              Ida NIE jest chora- hipochondria, użalanie się nad sobą pojawiają się kiedy jest zła, znudzona, samotna, bez oparcia. Top normalne w tym wieku, a czasem nawet później. I niewiele trzeba by humor poprawić, a wspomnienie takiej dobrej rozmowy pomoże odegnać złe myśli, kiedy znowu się pojawią.
              • mrkjad Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 08.09.14, 00:52
                Wydaje mi się, że nie do końca się zrozumiałyśmy. To, że problemy nastolatków wynikają głownie z... nastolęctwa jest, oczywiście faktem. Są też, z zasady, przejściowe. Nie zmienia to faktu, że to ciągle są problemy i chociaż antydepresanty czy poważne leczenie psychiatryczne to raczej zbyt duży kaliber to jakieś wsparcie nie byłoby złe. Jasne, to nie są to zwykle troski oparte na solidnych podstawach ale to nie sprawia, że są dla nastolatków mniej bolesne niż coś zupełnie poważnego dla osoby dorosłej. Nie mówię o roztkliwianiu się - raczej o empatii. Rozmowa Mili z Idą nie jest złym przykładem, mimo nierealistycznych - moim zdaniem - efektów. Tutaj, jak sądzę, zgadzamy się.
                Musierowicz nie lubi psychologii. Nie lubi problemów, których nie da się rozwiązać kubkiem herbaty i pustą rozmową naszpikowaną sentencjami i przypowieściami. Ci z bohaterów, którzy borykają się z czymś poważniejszym czeka błyskawiczne i nieprawdopodobnie skuteczne leczenie: złotą nicą (Laura), porodem (Pyza), siłą miłości (Przeszczep, Natalia, Bebe, Patrycja i znów Laura, ten ciężki przypadek) lub starym, dobrym dzieci-w-Afryce-mają-gorzej (Ida, Elka, Maciek, Kreska i Laura, dla odmiany). To to mnie drażni, a nie brak specjalistycznej pomocy psychiatrycznej dla histeryzujących nastolatek.
                • melomanka87 Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 08.09.14, 01:04
                  Nastolatką naprawdę potrzebującą pomocy psychiatry była Aurelia, która po śmierci matki miesiącami gapiła się w ścianę i dumała, po co wiszą na niej dwa kalendarze. Ale pogadała sobie od serca z kilkoma osobami i pyk, depresja minęła.
                  • turzyca Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 08.09.14, 10:00
                    melomanka87 napisał(a):

                    > Nastolatką naprawdę potrzebującą pomocy psychiatry była Aurelia, która po śmier
                    > ci matki miesiącami gapiła się w ścianę i dumała, po co wiszą na niej dwa kalen
                    > darze. Ale pogadała sobie od serca z kilkoma osobami i pyk, depresja minęła.

                    A ja po prostu zalozylam, ze jej ten rok zaloby minal. A podzas pobytu u babci zyskala z jednej strony aprobate dla jej zakonczenia, pewnosc ze naprawde moze, ze to jest w porzadku (babcia zaserwowala jej zreszta pare tradycyjnych rytualow przejscia), a z drugiej strony milosc i akceptacje, ktorej tak jej brakowalo ze strony ojca.
                    • dakota77 Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 08.09.14, 10:23
                      No w koncu minal, ale kiedy trwal, nikt nie probowal jej udzielic pomocy.
                      • turzyca Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 08.09.14, 12:54
                        A kto mial jej udzielic tej pomocy? Ojciec? Macocha? Przeciez oni nie wiedzieli, jak ona funkcjonuje na co dzien, jak sie zachowuje, nie znali jej. A poza tym dzialala "normalnie", myla sie, jadla, ubierala, chodzila do szkoly, nawet nie zawalala nauki.

                        Nie odbieralam Dziecka Piatku jako ksiazki podobnej do Idy Sierpniowej. Ida, podobnie zreszta jak Cesia, Bebe i poniekad Aniela maja normalne, codzienne problemy, ktore w tym wieku wydaja sie Najwiekszym Dramatem Tysiaclecia. Aurelia jest nieco podobna do Gaby - skonfrontowana z prawdziwym problemem. Podobny jest tez brak pomocy ze strony ojca.
                        Dla mnie DP bylo wazne, bo wprost mowilo: kazda nawet najgorsza zalobe trzeba zakonczyc, w ktoryms momencie trzeba spakowac czarne ciuchy do kuferka, zalozyc cos kolorowego i wrocic do zywych, do radosci zycia, do milosci. Zaloba jest etapem.

                        I koniec koncow nie jestem pewna, czy Aurelia miala depresje, na podstawie wlasnych doswiadczen uwazam, ze to byla gleboka zaloba. Mogla sie przeksztalcic w depresje ze wzgledu na odrzucenie przez ojca, ale na szczescie do tego nie doszlo, bo trafila do Pobiedzisk i stala sie Orelka. Szkoda, ze sie jej to nie utrzymalo i zmienila sie smetna firane.
                • kooreczka Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 08.09.14, 09:10
                  Aurelia i Ida to zupełnie inny kaliber, czego mam wrażenie, MM nie zauważyła. W Idzie fajnie opisała nastoletnie cierpiętnictwo-czytałam to będąc w wieku bohaterki i doskonale rozumiałam zarówno problem jak i rozwiązanie. Aurelia miała być chyba powtórzeniem schematu, ale śmierć rodzica i konflikt z drugim to nie ta sama półka co nieudane wakacje i już nie było miło ani wesoło.
                  • mrkjad Re: Ida Sierpniowa i hipochondria. 08.09.14, 09:39
                    No jasne, tego nikt nie kwestionuje.
    • meduza7 Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 21.10.14, 12:49
      Z pewnością temat był już poruszany, ale poczułam właśnie głęboką potrzebę podzielenia się irytacją z powodu faktu, że Józinek, co krok w "Języku Trolli" określany "bystrym obserwatorem wyciągającym inteligentne wnioski", do samego końca nie ma pojęcia, co to oznacza, że Trolla jest łysa. Nie wie. Po prostu tego nie wie i z niczym mu się to nie kojarzy. Z trudem (dużym, ale jednak) jestem w stanie uwierzyć w takie nieogarnięcie życiowe Ignasia (który zdaje się uważać ten wygląd za jej miłą fanaberię), ale nie Jożina - i nie przy jego podkreślanej w kółko bystrości i zdolnościach obserwacyjnych. No nie rozumiem, w żaden sposób nie rozumiem. Ma rodziców lekarzy, a nawet gdyby nie miał, to ma w domu telewizor...
      • vi_san Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 21.10.14, 13:21
        Internet też ma. I nawet umie się posługiwać. O ile pamiętam to właśnie w necie wraz z Laurą wyszukują adres studia Orascabessów?
        • meduza7 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 21.10.14, 13:30
          A już zupełnie groteskowe jest to, że następnego dnia po tym odkryciu snuje takie oto refleksje:

          Rozpierało go uczucie szczęścia i uniesienia. Powietrze, jakie wciągał w płuca, było specjalnie do tego przystosowane: czyste, zimne i życiodajne. Nogi i ręce pracowały mu jak naoliwione tryby w maszynie. Czuł, że jest zdrowy, silny i że wszystko potrafi, i że świat jest piękny, pełen cudów i bezbłędnie skonstruowany. I że pan Oracabessa miał rację, twierdząc, że wszystko jest w końcu zawsze tak, jak być powinno. Wiele rzeczy się psuje i funkcjonuje źle, ale cudowny mechanizm świata przywraca całość do porządku - zawsze.
          Miał ochotę ulecieć w powietrze albo krzyknąć tak głośno, żeby usłyszano go aż w niebie: tu wszystko działa!!!


          Tak nawiązując do sąsiedniego wątku: redakcja przydałaby się tu bardzo, oj, bardzo...
          • dobrawrozkajudyta Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 21.10.14, 13:50
            No przecież tam w kółko mówi się o empatii, pomaganiu, dobroci, tralalala. Tylko nikt nie wciela tego w życie, szczególnie w Borejczadzie. Każdy bohater jest tak naprawdę zapatrzony w siebie i sobą tylko zainteresowany, nawet święta Gabryjela Jeżycka, która jest tak zajęta cierpieniem po Pyziaku, że ją g*no własne dzieci obchodzą. Są w stanie tylko się wyzłośliwiać na siebie nawzajem, względnie, jak Jożin i Ignac - pierdoła, naparzać po łbach.
            • agafiatichonowna Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 21.10.14, 14:33
              Ciekawa jestem czy dziad Borej kiedykolwiek komukolwiek pomógł. Czy odwiedził kiedyś starego, chorego i samotnego Dmuchawca? Znali się przecież a tematów do konwersacji by im nie zabrakło. Czy tylko snuł się wiecznie po domu uzbrojony w 150 cytatów na każdą porę dnia, cytatów przepełnionych humanizmem i wartościami, a jakże.
      • zla.m Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 21.10.14, 20:43
        meduza7 napisała:

        > Z pewnością temat był już poruszany, ale poczułam właśnie głęboką potrzebę podz
        > ielenia się irytacją z powodu faktu, że Józinek, co krok w "Języku Trolli" okre
        > ślany "bystrym obserwatorem wyciągającym inteligentne wnioski", do samego końca
        > nie ma pojęcia, co to oznacza, że Trolla jest łysa. Nie wie. Po prostu tego ni
        > e wie i z niczym mu się to nie kojarzy. (...) No nie rozumiem, w żaden sposó
        > b nie rozumiem. Ma rodziców lekarzy, a nawet gdyby nie miał, to ma w domu telew
        > izor...

        On ma 9 lat. Tylko i li. Nawet przyjmując autorskie założenia o bystrości, to naprawdę mógł nie nabyć jeszcze wiedzy, że po chemioterapii się łysieje. Nawet mimo rodziców lekarzy, dla mnie to też nie była w dzieciństwie żadna oczywistość.
        • meduza7 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 22.10.14, 22:47
          No, bo ja wiem... Choćby w telewizji w okresie przedświątecznym co chwila lecą spoty różnych fundacji pomagających chorym dzieciom i takie łyse główki chorych na raka też są dość często pokazywane.
          • panna_beata Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 09:02
            meduza7 napisała:

            > No, bo ja wiem... Choćby w telewizji w okresie przedświątecznym co chwila lecą
            > spoty różnych fundacji pomagających chorym dzieciom i takie łyse główki chorych
            > na raka też są dość często pokazywane.

            Ale Jozin nie ogląda telewizji, bo to ZUO.
            • ciotka_scholastyka Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 13:04
              panna_beata napisała:

              > Ale Jozin nie ogląda telewizji, bo to ZUO.

              Nieprawda - Język Trolli, w którym jest mowa o łysej Trolli, rozpoczyna się sceną z Józinkiem przed telewizorem, a i później jest o tym często mowa: a to o tym, że w Sylwestra będą spać w pokoju bez telewizora i to źle, a to o tym, że ktoś tam wygląda jak ofiara lawiny pokazanej na AXN...
              • kopiec_esmeralda Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 13:11
                Kisielek był chyba później. A rzucanie pierogami wcześniej.
                • meduza7 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 14:49
                  Zapraszam na analizę "Języka Trolli" :)

                  niezatapialna-armada.blogspot.com/2014/10/274-kogo-boli-jezyk-trolli-czyli-duch.html
          • croyance Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 14:57
            Chyba realniej by bylo, gdyby np. Trolla - zamiast bycia lysa - miala bardzo krotko ogolona glowe. Wtedy faktycznie moze nie byc automatycznych skojarzen z choroba, tylko np. z wlasnie ekstrawagancka fryzura ala Sinead O'Connor.
            • meduza7 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 15:02
              No ale wtedy też mogłaby skojarzyć się Józefowi z "wulgarnymi łyskami", którzy przewijają się przez cały JT jako symbol wszelkiego zła. I nici z wielkiego zachwytu i miłości na całe życie. I nie byłoby sceny z kapelutkiem, w której tak od niej wiało duchem wolności.
      • emae Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 07:50
        meduza7 napisała:

        > Z pewnością temat był już poruszany, ale poczułam właśnie głęboką potrzebę podz
        > ielenia się irytacją z powodu faktu, że Józinek, co krok w "Języku Trolli" okre
        > ślany "bystrym obserwatorem wyciągającym inteligentne wnioski", do samego końca
        > nie ma pojęcia, co to oznacza, że Trolla jest łysa. Nie wie. Po prostu tego ni
        > e wie i z niczym mu się to nie kojarzy. Z trudem (dużym, ale jednak) jestem w s
        > tanie uwierzyć w takie nieogarnięcie życiowe Ignasia (który zdaje się uważać te
        > n wygląd za jej miłą fanaberię), ale nie Jożina - i nie przy jego podkreślanej
        > w kółko bystrości i zdolnościach obserwacyjnych. No nie rozumiem, w żaden sposó
        > b nie rozumiem. Ma rodziców lekarzy, a nawet gdyby nie miał, to ma w domu telew
        > izor...

        O tak, a w "McDusi" wspomina Trollę z tamtych czasów jako bladą, chorą, przerażoną dziewczynkę, która usiłowała być dzielna. Cała jej siła charakteru, wiara w ludzi, urok osobisty, piękny, pogodny głos głos - to wszystko jakoś wyparowało mu z pamięci...
        Zresztą z opisu postaci też. Cała osobowość Trolli została zredukowana do ładnego śpiewania i prowadzania się z kolejnymi facetami.
        • lululemon12 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 23.10.14, 15:58
          emae napisała:

          > O tak, a w "McDusi" wspomina Trollę z tamtych czasów jako bladą, chorą, przeraż
          > oną dziewczynkę, która usiłowała być dzielna. Cała jej siła charakteru, wiara w
          > ludzi, urok osobisty, piękny, pogodny głos głos - to wszystko jakoś wyparowało
          > mu z pamięci...

          Widać podświadomie uznał, że bardziej pasowałoby mu blade, przerażone biedactwo, które mógłby otoczyć prawdziwie męskim ramieniem. Przy Trolli zawalonej problemami, ale silnej i radosnej nie miałby pola do popisu. Zresztą, dla niego zdaje się każda kobieta z definicji musi być słabą, kruchą istotką. Nawet Gabryella jest silna tylko "jak na kobietę". Zatem jeśli coś podważa aksjomaty, zostaje wyparte.
          • gat45 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 24.10.14, 19:55
            lululemon12 napisała:

            > Widać podświadomie uznał, że bardziej pasowałoby mu blade, przerażone biedactwo
            > , które mógłby otoczyć prawdziwie męskim ramieniem. Przy Trolli zawalonej probl
            > emami, ale silnej i radosnej nie miałby pola do popisu. Zresztą, dla niego zdaj
            > e się każda kobieta z definicji musi być słabą, kruchą istotką. Nawet Gabryella
            > jest silna tylko "jak na kobietę". Zatem jeśli coś podważa aksjomaty, zostaje
            > wyparte.

            Wczoraj czytałam analizę JT i uderzył mnie fragment, gdzie oprócz organu powonienia w kształcie trąbki motyla, "pulchna i rumiana" Trolla przykuwa jego uwagę także pełną buzią ("Jego wzrok utkwiony był obecnie w twarzy Stanisławy Trolli - w jej policzkach jak pączki ...").
            Borze wszechlistny i niemiłosierny, a co to za cudo ? Od kilku lat bywam często w przychodniach typu tej, do której Trolla pozwoliła się Józinkowi odprowadzić i nawet w tej chwili coś mnie ściska za gardło na wspomnienie buziek dzieciaków, które tam widuję : nawet te, które nie są w stanie krańcowego wychudzenia, twarzyczki mają ściągnięte i blade. Nigdy jeszcze nie widziałam osoby pulchnej i pyzatej na takim stadium terapii, kiedy traci się włosy. Albo buzia jak pączek, albo łysina. Tertium non datur.

            Dla mnie Trolla nie istnieje, bo nie może istnieć w opisanej przez autorkę formie. Dysonans poznawczy mi się włączył i wciąż wyje jak syrena alarmowa.

            • meduza7 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 24.10.14, 23:59
              > Borze wszechlistny i niemiłosierny, a co to za cudo ? Od kilku lat bywam często
              > w przychodniach typu tej, do której Trolla pozwoliła się Józinkowi odprowadzić
              > i nawet w tej chwili coś mnie ściska za gardło na wspomnienie buziek dzieciakó
              > w, które tam widuję : nawet te, które nie są w stanie krańcowego wychudzenia, t
              > warzyczki mają ściągnięte i blade. Nigdy jeszcze nie widziałam osoby pulchnej i
              > pyzatej na takim stadium terapii, kiedy traci się włosy. Albo buzia jak pączek
              > , albo łysina. Tertium non datur.

              Mogę zacytować to w analizie?
              • gat45 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 25.10.14, 07:36
                Będę zaszczycona :)
                Kiedy ciąg dalszy ?
            • kopiec_esmeralda Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 25.10.14, 07:31
              "Wczoraj czytałam analizę JT i uderzył mnie fragment, gdzie oprócz organu powonienia w kształcie trąbki motyla, "pulchna i rumiana" Trolla przykuwa jego uwagę także pełną buzią ("Jego wzrok utkwiony był obecnie w twarzy Stanisławy Trolli - w jej policzkach jak pączki ..."). "

              Ja ten fragmencik odbierałam jako podany nie wprost opis twarzy zniekształconej po lekach: opuchnięta, nabrzmiała, inna od zdrowych buź. Ta trąbka dobijała mnie zawsze,
              Ale może przeceniłam możliwości?
              • gat45 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 25.10.14, 08:24
                kopiec_esmeralda napisał(a):

                > Ja ten fragmencik odbierałam jako podany nie wprost opis twarzy zniekształcone
                > j po lekach: opuchnięta, nabrzmiała, inna od zdrowych buź. Ta trąbka dobijała m
                > nie zawsze,
                > Ale może przeceniłam możliwości?

                Cała Trolla od początku opisana jest jako "pulchna", a na etapie łysiny mało kto ma choć jeden zbędny kilogramik. Według moich obserwacji zniekształcenia polekowe naprawdę trudno pomylić ze zdrową pucołowatością wczesnej nastolatki - zupełnie inna tekstura skóry. Osoba w trakcie ostrej chemioterapii (włosy !) zawsze jest przyszarzona i ma ziemistą cerę. Może tego nie zauważyć mały Józinek, ale trudno mi sobie wyobrazić, że nie widzi tego dorosła nauczycielka, szczególnie kiedy ma dodatkową wskazówkę w postaci nakrycia głowy. No, chyba że w ówczesnym Poznaniu ludzi leczonych na raka widuje się równie rzadko jak czarnoskórych (Dzidu, nie bij !)

                No i skoro już się rozgadałam : kapelusz wydaje mi się tutaj strasznie nieprawdopodobny, szczególnie noszony sposób ciągły, bez płodozmianu. Kapelusz nijak nie chce trzymać się na łysej głowie, więc jest okrutnie niepraktyczny w tych konkretnych okolicznościach. Kiedyś-kiedyś królowały peruki, ale dobra peruka to ogromny wydatek, więc od lat na podium mamy chustki, wiązane na 1003 różne sposoby, ze szczególnym uwzględnieniem turbanów.
                • croyance Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 26.10.14, 00:45
                  Nie wiem, jak to jest z dziecmi, ale kiedy moja mama miala chemie i radioterapie, wygladala bardzo zdrowo. Poza brakiem wlosow miala rumiana skore, figure jak zawsze, i generalnie w zyciu nikt by sie nie domyslil, ze przechodzi jakakolwiek terapie. Wiekszosc jej znajomych do tej pory nie ma pojecia, ze byla chora.
              • bupu Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 25.10.14, 17:40
                kopiec_esmeralda napisał(a):

                > "Wczoraj czytałam analizę JT i uderzył mnie fragment, gdzie oprócz organu powon
                > ienia w kształcie trąbki motyla, "pulchna i rumiana" Trolla przykuwa jego uwagę
                > także pełną buzią ("Jego wzrok utkwiony był obecnie w twarzy Stanisławy Trolli
                > - w jej policzkach jak pączki ..."). "
                >
                > Ja ten fragmencik odbierałam jako podany nie wprost opis twarzy zniekształcone
                > j po lekach: opuchnięta, nabrzmiała, inna od zdrowych buź. Ta trąbka dobijała m
                > nie zawsze,
                > Ale może przeceniłam możliwości?

                No chyba przeceniłaś. Bo przepraszam, rumiane oblicze u dziewczęcia wyłysiałego już od chemii? Blade-aż-przezroczyste owszem, w kolorach ziemi jak najbardziej, ale na Bogów no nie rumiane, no.
                • kopiec_esmeralda Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 25.10.14, 17:48
                  Ta rumianość mi umknęła, zauważyłam czytając tylko "pyzatość", kapelutek i oczywiście trąbkę.
            • miliwati Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 27.10.14, 09:33
              Hm. Moja znajoma po chemii przytyła ładnych parę kilo. Potem włosy odrosły i waga spadła z powrotem. Wyglądała w miarę normalnie.
              • gat45 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 27.10.14, 09:51
                No to widocznie moje obserwacje nie wyczerpywały całości tematu. Może dlatego, że jeżeli po kimś chemioterapii nie widać, to ja jej ex definitione nie zauważam ? Ale chyba niezupełnie tak, bo na kryjące łysinę nakrycia głowy jestem naprawdę wyczulona i odróżniam je od zwykłych fantazji nagłownych. Wiem także, że chemioterapia to pojęcie rodzajowe i że raka truje się różnymi substancjami, w różnych dawkach i tak dalej. No i na dodatek są reakcje osobnicze.
                Jednakże, po wieloletniej obserwacji pacjentów szpitali i klinik onkologicznych, nie zaryzykowałabym opisu dziewczynki w trakcie chemii jako pulchnej, żywiutkiej i błyskiem w oku.
                • meduza7 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 27.10.14, 12:28
                  Btw!!! Czy Trolla nie powinna podczas chemii stracić także rzęs i brwi?
                  • gat45 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 27.10.14, 13:55
                    meduza7 napisała:

                    > Btw!!! Czy Trolla nie powinna podczas chemii stracić także rzęs i brwi?

                    Nie, to raczej rzadkość (wciąż opieram się na obserwacjach własnych, wprawdzie niestety dość obfitych, ale - jak się już okazało - niekompletnych). Głowę bym dała, że chemioterapia zabija w każdym blask, połysk i wszelką świetlistość - oczu, cery i tego owłosienia, które pozostaje. Ale już dwie osoby stwierdziły wyżej, że niekoniecznie, więc będę musiała zrewidować swoje przekonania.
                    Acha, aktualnie są chemioterapie, podczas których włosy nie wypadają. Widziałam na własne oczy. Ale połysk tracą całkowicie.
                    • la.spinka Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 02.11.14, 19:49
                      gat45 napisała:
                      Głowę bym
                      > dała, że chemioterapia zabija w każdym blask, połysk i wszelką świetlist
                      > ość - oczu, cery i tego owłosienia, które pozostaje. Ale już dwie osoby stwierd
                      > ziły wyżej, że niekoniecznie, więc będę musiała zrewidować swoje przekonania.
                      > Acha, aktualnie są chemioterapie, podczas których włosy nie wypadają. Widziałam
                      > na własne oczy. Ale połysk tracą całkowicie.

                      Kurczę, przypominam sobie - co by daleko nie szukać - Anię Przybylską. Po której nie było widać choroby, która jeszcze, nie dawno przed śmiercią, nagrała filmik z podziękowaniami za przyznanie jej tytułu "Viva Najpiękniejsza", na którym wyglądała świetnie. Poza światem aktorskim zaś: Chustka, czyli Joanna Sałyga, blogerka. Której po chemii najpierw wypadły włosy, a potem odrosły - jeszcze gęstsze i jeszcze piękniejsze, nosiła je dumnie, zafarbowane na piękny, marchewkowy kolor. Joanna miała właśnie ten "błysk w oku", to życie, tę radość - pomimo tego, ze strasznie cierpiała. Więc akurat w jej przypadku chemia tego "blasku" nie zabrała.
                      • gat45 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 03.11.14, 07:12
                        Naprawdę mam nadzieję, że to Ty masz rację.
                        Niemniej porównujmy porównywalne z porównywalnym : Ty piszesz o ludziach z fotografii i z ekranu, a ja o widzianych w poczekalniach sal zabiegowych.
                        • croyance Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 03.11.14, 16:45
                          To pewnie zalezy od stadium choroby. Jak pisalam, moja mama (ktora miala i chemie, i radioterapia, i przerzuty) wygladala swietnie, i cala chorobe normalnie pracowala, tylko w dni chemii pracowala w domu. Nie przypominam sobie, zeby czula sie zle, czy zeby lezala w lozku - jakos to przeszlo naprawde malo dramatycznie, i do tej pory wiele osob nie wie, ze byla chora - lacznie z nasza gosposia, ktora przychodzila co kilka dni.
                          • dakota77 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 03.11.14, 16:50
                            To miala wyjatkowe szczescie, mozna powiedziec.
                            • croyance Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 03.11.14, 18:22
                              Tez tak mysle. Miala tez mastektomie i pozniejsze wszczepianie protezy etc. ale nigdy jej to w niczym nie zatrzymalo, nawet zrobila doktorat zaraz po. Ale mama jest wyjatkowo silna psychicznie i mysle, ze to mialo jakis wplyw na to, jak podeszla w ogole do choroby. Generalnie byla bardzo pogodzona z sytuacja i miala podejscie 'jak umre, to umre, a jak nie, to nie', i zamiast walczyc (ja w ogole jestem z zasady przeciwna okresleniom 'walka z nowotworem', i wszelkim tym militarnym okresleniom) po prostu zdala sie poniekad na los. Zrobila oczywiscie wszystko, zeby sie wyleczyc, ale mama wrazenie, ze duzo spokoju wewnetrznego dalo jej poczucie, ze cokolwiek sie nie stanie, to bedzie najlepsze wyjscie. A rak byl faktycznie wyjatkowo zlosliwy i paskudny. Ale to tak OT.

                              Natomiast, kiedy odwiedzalam mame w szpitalu onkologicznym (leczyla sie w Wawie), to inne kobiety z jej oddzialu tez nie wygladaly zle. Pozniej mama utrzymywala z nimi przez jakis czas kontakt, i nie przypominam sobie, zeby jakakolwiek wygladala na ciezko chora, czy slaba. Ale mowie, zalezy pewnie od stu tysiecy roznych rzeczy.
                              • dakota77 Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 03.11.14, 18:35
                                No wiec wlasnie, zalezy. Moja mama tez miala chemie, i nie wygladala w jej czasie na silna czy kwitnaca.
                              • vi_san Re: Jożin z Bażin i Dzielna Trolla 17.12.14, 22:28
                                Znam co najmniej kilka osób "nowotworowych" w różnych stadiach i na różnych etapach - osoby z bliskiej rodziny, dalszej, rodziny przyjaciół... I powiem, że owszem, jedna na kilkadziesiąt osób wygląda tak, że nie widać śladów choroby - właśnie "kwitnąco" z błyskiem w oku, często ostrzejszym, niż przed diagnozą. Ale oszałamiająca większość - gaśnie.
                                A wracając do MM: po pierwsze: nie wierzę, w osobę, która po chemii straciła wszystkie włosy a nie straciła okrągłych, rumianych policzków i błysku w oku. "Jego [Józinka] wzrok utkwiony był obecnie w twarzy Stanisławy Trolli - w jej policzkach jak pączki, w jej nosie, który przypominał trąbkę motyla oraz w jej ustach o kolorze przekrojonego arbuza.". Po drugie: czemu ta cholerna Trolla nie mogła wyjaśnić pani Zajęczyk powodów niezdejmowania kapelusza? Wszak [załóżmy wstępnie] pani nauczycielka nie była ani sadystką ani kretynka konkursową... Po trzecie wreszcie: Przyjmowanie uczniów do szkoły nie działa w ten sposób - Trolla musiała wcześniej złożyć papiery. I na zdrowy rozum, składając powyższe powinna wspomnieć o chorobie - dla własnego dobra i spokoju nauczycieli. Z tego co wiem jest obowiązek informowania placówki edukacyjnej o wszystkich chorobach przewlekłych. Abstrahując już od takiego detalu, że w 2003 roku oboje rodzice wyjeżdżają, zostawiając poważnie chorą córkę pod opieką siostry nie zadbawszy nawet o formalne przekazanie opieki nad nieletnia - a przecież gdyby np. konieczna była nagle operacja - siostra nie miałaby możliwości podjąć decyzji o takowej przeprowadzeniu! Ale mogę się mylić, bo prawdę mówiąc nie wiem, to znaczy wiem, że rodzice Trolli wyjechali, ale nie wiem, jak w takiej sytuacji ma się prawo do zabiegów medycznych itp.
    • la.spinka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.14, 20:47
      To i ja się dołączę.
      Przeczytałam właśnie na świeżo "Żabę", i, o dziwo, nie było tak źle. Za to "Czarną Polewkę" czytam i zgrzytam zębami. Nie wchodząc już w inne kwestie, niezmiernie denerwujące (Józin jak Józin, ale ten Ignacy?!? Tragedia!), to bardzo, ale to bardzo nie podobało mi się zaznaczanie, że Walenty jest czarny. Czarny. Czarny! A do tego normalny, patrzcie państwo, i piłkę kopie, i w sumie jest fajny kumpel. Ale czarny! Nie do wiary.

      "Czarnoskóry zawodnik Walenty Oracabessa (...) dziś podczas porannego treningu niechcący przedziurawił piłkę (...)"; "Walenty Oracabessa, ubrany jedynie w czerwone jedwabne gacie, kontrastujące z czekoladowym kolorem jego pulchnych łydek (...)"; "Na płaskim, czarnym nosie miał śmietankową plamę." Strona 42, 43, CP.
      Potem znów, strona 44! "Czarny zawodnik Oracabessa skończył loda i trenował obecnie drybling".
      Czekoladowa łydka, płaski nos, kumacie, on jest czarny, nie? Powtórzę to jeszcze raz, żeby wszystkie czytelniczki zrozumiały. Czarny, czarnoskóry, czekoladowy... Dzizas, gdzie jest redaktor?!?

      Potem mamy scenę z wizyty w zoo, do którego Józef zabiera Łusię (która jest grzeczna i bystra, pamiętajmy). I otóż:
      "Walenty już tam podskakiwał. Trolla czekała, ubrana w trójkolorowy podkoszulek (czerwony, zielony i żółty) oraz w czapkę z daszkiem, a Mirek smutno tkwił w swoim wózku. Łusia przez chwilę stała, przyglądając się z namysłem to Mirkowi, to Trolli (co ciekawe, na Walentego, najwyraźniej celowo, nie zwróciła najmniejszej uwagi). W końcu przeniosła wzrok na swego starszego brata (...)".
      I ja się tu pytam: czy ta rezolutna dziewczynka "najwyraźniej celowo" nie zwróciła uwagi na CZARNEGO kolegę swego brata, bo wie, ze to nieładnie gapić się na murzyna? Proszę mi wyjaśnić, bo ja naprawdę nie wiem.
      • mariamm87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 08:33
        A ja się podepnę tutaj z pytaniem o tego Mirka na wózku. Czy ktoś może mi wytłumaczyć powód jego obecności w tej książce poza odepchnięciem zarzutów, że w Jeżycjadzie nie ma takich postaci? Przecież cała ta scena nie miała nic wspólnego z dalszą treścią książki. W neo jest pełno takich scen, które wtrącane na siłę nic nie wnoszą do akcji książek , nie łączą się z dalszymi ani wcześniejszymi scenami.
        • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 09:21
          mariamm87 napisała:

          > A ja się podepnę tutaj z pytaniem o tego Mirka na wózku. Czy ktoś może mi wytłu
          > maczyć powód jego obecności w tej książce poza odepchnięciem zarzutów, że w Jeż
          > ycjadzie nie ma takich postaci? Przecież cała ta scena nie miała nic wspólnego
          > z dalszą treścią książki. W neo jest pełno takich scen, które wtrącane na siłę
          > nic nie wnoszą do akcji książek , nie łączą się z dalszymi ani wcześniejszymi s
          > cenami.

          Mirek jest, jak każde dziecko, bardzo pożyteczny.
          Po pierwsze, jest najwyraźniej chłopakiem Trolli, czyli staje się przyczyną odrzucenia Józinka.
          Po drugie, jest pierwszą i chyba jedyną w cyklu postacią poruszającą się na wózku, czyli służy ukazaniu, że takie osoby istnieją i trzeba je traktować dobrze.
          Po trzecie, jest żywym dowodem na wspaniałość i szlachetność Trolli, która w tym tomie jest chyba jeszcze dawną sobą, bo w "McDusi" to już jakaś nowa postać o tym samym nazwisku.

          A jak to wyszło? Okropnie. Mirek jest opisywany jak piesek ze schroniska. Biedny, słaby, uratowany przez Trollę, nie ma żadnej osobowości, nic sobą nie wnosi. Praktycznie nic nie mówi. Wiem, że takich postaci w Jeżycjadzie jest więcej, ale w przypadku jedynego w całym cyklu chłopaka na wózku to szczególnie razi. To on powinien być taką Trollą, powinien zachwycić wszystkich swoją osobowością, pokazać wszystkim, jaką ma świetną błyszczącą maszynę i jak go cieszy każdy dzień. Znam takie osoby i podziwiam je z całego serca. Wydaje mi się, że literatura dla młodzieży to jest idealne medium, poprzez które można przekazywać pozytywny obraz osób niepełnosprawnych. To działa. W "Czarnej polewce" ten potencjał został zmarnowany.


          • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 10:29
            Taką książkę kiedyś czytałam "Bethoveen i dżinsy". Siesickiej, o ile pamiętam. I tam jeden z bohaterów był niewidomy. I było bardzo dobrze pokazane, w jaki sposób mu to utrudnia relacje z rówieśnikami, z dziewczyną... Szczegółów nie pomnę, bo czytałam to na etapie szczenięcej nastoletniości, a więc lata temu, ale mimo, że ów niewidomy wcale nie był postacią pierwszoplanową, treść książki nie kręciła się wyłącznie wokół jego niepełnosprawności - właśnie świetnie pokazywała jak można wspierać osobę potrzebującą pomocy, ale bez traktowania tejże jak biedactwa, słabeusza, bez czułostkowości i litości.
      • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 09:09
        la.spinka napisał(a):

        A do tego normalny, patrzcie państwo, i piłkę kopie, i w sumie jest fajny
        > kumpel. Ale czarny! Nie do wiary.
        >
        > "Czarnoskóry zawodnik Walenty Oracabessa (...) dziś podczas porannego treningu
        > niechcący przedziurawił piłkę (...)"; "Walenty Oracabessa, ubrany jedynie w cze
        > rwone jedwabne gacie, kontrastujące z czekoladowym kolorem jego pulchnych łydek
        > (...)"; "Na płaskim, czarnym nosie miał śmietankową plamę." Strona 42, 43, CP
        > .
        > Potem znów, strona 44! "Czarny zawodnik Oracabessa skończył loda i trenował obe
        > cnie drybling".
        > Czekoladowa łydka, płaski nos, kumacie, on jest czarny, nie? Powtórzę to jeszcz
        > e raz, żeby wszystkie czytelniczki zrozumiały. Czarny, czarnoskóry, czekoladowy
        > ... Dzizas, gdzie jest redaktor?!?

        Też się podepnę :), chociaż nie w temacie CP, a JT. Czytam analizę, zalinkowaną w sąsiednim wątku i "gdzie jest redaktor?!" wyje we mnie wielkim głosem. Wiem, że tematy był tu poruszany, i nie raz, ale gdy analizatorki rzecz podliczyły stała się ona widoczna jak na dloni i obrzydliwa. Gruba Ania. Grubaska wyje. Grubaska zamachała bezradnie rękami. Grubasce ciekły łzy. Grubaska buczy, ciamka, grubaska się maże i sapie. Siedem razy. Na czterdziestu pierwszych stronach - co ja piszę, na czterdziestu! Na czternastu, minus ilustracje (policzyłam specjalnie), na których opisywany jest ciepły, rodzinny Sylwester wnucząt u dziadków Borejko - dziecko Patrycji siedem razy określone zostaje w jeden jedyny sposób, jednym, jedynym slowem. Opisywane jako grubaska, która może jedynie sapać, wyć, płakać, mazać się, mlaskać. Nie ma cech charakteru, nie ma osobowości, prawie nie ma imienia, jest grubaską.

        Gdzie, do cholery, był redaktor?!

        Chyba, że - tak sobie dywaguję - nie był w uzyciu, bo zarówno "czarny Walenty" (patrzcie, ludzie, czarny, a normalny!) jak i grubaska Ania (gruba, to i tępa, inaczej być nie może) są prezentacją poglądów autorki na sprawę.
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 09:27
          Ta grubaska strasznie mnie raziła i myślałam czytając, jak czują się grube dziewczynki, 12, 14-letnie, co w końcu to dla nich lekura.
          Niepojęte, że dorosłej kobiecie, podobno "lubiącej dzieci" tak bardzo brak empatii. Tym bardziej, ze ma własne dzieci i wie, jakie nastolatki są przewrażliwione na pkcie swojego wyglądu. Znajduje się TAM zrozumienie dla walki z pryszczami u chłopców (Żeromski, Ignac jr), a grubaska jest tylko tępą grubaską. Li i jedynie.
          Nawet już w pierwszej, lubianej przez nas książce, gdy Cesia, uważała się za grubą w łydkach jest podkreślone, że ma zgrabne nogi, ze to tylko jej wymysł. A gdyby faktycznie miała grube? A nawet bardzo, bardzo grube? I nie tylko nogi? To z automatu byłaby tępą grubaską, czy nadal pozostałaby fajną dziewczyną?
          • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 10:20
            Cesia może i miała zgrabne nogi, ale na pewno nie była szczupła. Poza tym jest taka świetna scena [w Szóstej Klepce, oczywiście], kiedy Cesia idzie do szkoły, wie, że idzie za nią Jurek i jest przekonana, że on gapi się na jej zbyt grube łydki, a on w tym samym czasie podziwia jej chmurę jasnych włosów, czy jakoś tak. Więc przekaz był inny "Nawet jeśli nie masz figury i urody "hiszpańskiej gwiazdy filmowej" to i tak masz "coś". Może to śliczne włosy? Może uśmiech? Może coś jeszcze innego? Ale ogólny przekaz był właśnie taki. Tymczasem tępa grubaska tępą grubaską zostanie i koniec, kropka, com. A wrażliwe nastolatki niech się uczą, że jeśli pozwolą sobie mieć pół kilograma nadwagi pani Idusia może je nazywać McDonaldusią i to będzie hurrrazabawne, a jej synuś oceni wyłącznie jako "otłuszczoną osobniczkę". I jedynym co ma wówczas znaczenie jest owa [choćby i wyimaginowana] nadwaga. A jak im się nie podoba to mogą tylko wyć i się mazać - i tak do niczego innego się nie nadają.
            • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 15:05
              Bo w ogole my, kobiety z Europy Wschodniej, mamy czesto dosc pokazne lydki - nie to, ze grube, nie, nie, ale jednak dosc charakterystycznego ksztaltu, z dosc konkretna kostka. Oczywiscie, nie wszystkie, nie zawze etc., ale jednak jest pewna budowa, i ja np. czesto rozpoznaje Polki wlasnie po nogach :-) Uwazam zreszta tego typu nogi za zgrabne, ale jednak masowo Polki nie maja cieniutkich kostek, ot, taka budowa. Podejrzewam wiec, ze Ceska to po prostu ten sam typ - zgrabna dziewczyna z ladnymi nogami, ale kostek i lydek jak kon wyscigowy nie ma.
              • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 15:33
                E, no, mój dziadek, przedwojenny ułan, mawiał, że mam pęciny jak Kasztanka Piłsudskiego :D I to komplement był. :D
                Ale zasadniczo masz rację. Znaczy ja ogólnie odebrałam z opisów Cesię jako raczej "grubszej kości", nie otyłą czy upasioną. Zgrabną może, ale na pewno nie wiotką Sylfidę.
            • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.10.14, 10:28
              > Cesia może i miała zgrabne nogi, ale na pewno nie była szczupła.

              Jesteś pewna? Gdzieś jest słowo na ten temat, poza tym, że Żaczek mówi "pycho przy kości", co wcale nie musi oznaczać, że obiektywnie Ceśka jest pulchna?
              Z drugiej strony jest gdzieś tam opis w płaszczu i czapeczce, że wyglądała jak kwiatek na długiej łodydze - no nie pękaty kaktus chyba?
              • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.10.14, 10:54
                ciotka_scholastyka napisała:

                > Jesteś pewna? Gdzieś jest słowo na ten temat, poza tym, że Żaczek mówi "pycho p
                > rzy kości", co wcale nie musi oznaczać, że obiektywnie Ceśka jest pulchna?
                > Z drugiej strony jest gdzieś tam opis w płaszczu i czapeczce, że wyglądała jak
                > kwiatek na długiej łodydze - no nie pękaty kaktus chyba?

                Ustrzelam tysięcznego posta! :D
                Są też opisy, jak Jurek podziwia zgrabną sylwetkę Cesi i jej ruchy pełnej gracji. Nawet w opisie odautorskim nie ma żadnych sugestii, że Cesia ma nadwagę.
                "Przy kości, pycho czerwone" to miał być komplement, że nie wychudzona jak Danka.
                • ananke666 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.10.14, 11:46
                  Celestyna nie mogła być gruba, ni pulchna nawet. Dowód w treści książki: mieściła się bez problemu w ubrania smukłej Julii i szczupłej przed ciążą Krystyny. Jako szesnastolatka prawdopodobnie już nie rosła, a jedynym niedopasowaniem była zbytnia obszerność sukien w biuście, czyli "defekt" w tym wieku zrozumiały.
                  Nie była chuda, miała pewnie zaokrągloną twarz i tyle. O ile pulchniejszy zadek mógłby się zmieścić w szerszą spódnicę, to brzuszek już nie.
                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.10.14, 12:40
                    A, w sumie fakt. O ile jeszcze płaszczyk mógł być dla Juli luźny, a dla Cesi już nie - to bluzeczka - wyklucza nadmierną "puszystość". No, ale jakoś "w oczach" mi się nie jawi jako "szczupła". Zapewne to okrągła buzia [ilustracje]...
                  • onion68 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.10.14, 13:40
                    A w "Kłamczusze" widzimy Cesię oczami Anieli jako zgrabną blondynkę w świetnie skrojonych jeansach.
                    • dobrawrozkajudyta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.11.14, 19:36
                      Cesię widzimy "oczami" różnych osób: jej samej (nieciekawa, okrągła twarz, brak biustu i łydki, ach, stanowczo za grube!), Żaczka, dla którego jest wciąż dzieckiem, które trzeba karmić, ach karmić ("pycho czerwone", czyli dziecię dobrze odżywione jest, co wcale nie znaczy, że grube), Hajduka (delikatny profil okolony chmurą złotych włosów, kolorowy kwiat na długiej czarnej łodydze) czy Anieli (ta blondynka w świetnie skrojonych dżinsach; tyle, ze to już było po zakochaniu się z wzajemnością w Hajduku, więc się mniej liczy, bo dzięki miłości sie pięknieje ;-) ). Ale wszędzie Cesia jest normalną, szczupłą nastolatką.
        • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 09:45
          anutek115 napisała:

          >
          > Chyba, że - tak sobie dywaguję - nie był w uzyciu, bo zarówno "czarny Walenty"
          > (patrzcie, ludzie, czarny, a normalny!) jak i grubaska Ania (gruba, to i tępa,
          > inaczej być nie może) są prezentacją poglądów autorki na sprawę.
          >

          Czarny Walenty przynajmniej jest ukazany pozytywnie. Bo grubaska Ania w całej książce nie dostaje swojej szansy na pokazanie, że poza byciem grubaską ma jakiś charakter, sposób myślenia i w ogóle potrafi mówić coś innego niż yyyyy...
          • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 10:57
            emae napisała:

            > anutek115 napisała:
            >
            > >
            > > Chyba, że - tak sobie dywaguję - nie był w uzyciu, bo zarówno "czarny Wal
            > enty"
            > > (patrzcie, ludzie, czarny, a normalny!) jak i grubaska Ania (gruba, to i
            > tępa,
            > > inaczej być nie może) są prezentacją poglądów autorki na sprawę.
            > >
            >
            > Czarny Walenty przynajmniej jest ukazany pozytywnie. Bo grubaska Ania w całej k
            > siążce nie dostaje swojej szansy na pokazanie, że poza byciem grubaską ma jakiś
            > charakter, sposób myślenia i w ogóle potrafi mówić coś innego niż yyyyy...

            Niestety, to nie wyklucza tego, o czym pisalam. Bo może oznaczać, że pani MM zachwyca się odmiennością kolorystyczną Walentego, który jest swoim chłopem (chociaż czarnym), natomiast dla "grubaski Ani" ma wyłącznie pogardę.

            O tym, jak jej słowa odbierają czytelniczki będące holubionym targetem wole nie myślec.
            • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.10.14, 11:23
              anutek115 napisała:

              > O tym, jak jej słowa odbierają czytelniczki będące holubionym targetem wole nie
              > myślec.
              >

              Wydaje mi się, że Helmut Oracabessa może być odebrany wyłącznie pozytywnie - przesympatyczny facet, kochający ojciec, dobry i troskliwy człowiek. Bo Walenty jest taki, jak i inne dziecięce postaci, o których chwilowo rozmawiamy - bez charakteru, bez osobowości, jest po prostu czarnym chłopcem.
              A jak czytelniczki odbiorą Anię Górską? Mieliśmy jakiś czas temu przykład tego, jak odebrana została Magda - "nachalna gruba beka", czy jakoś podobnie. No to jak ma być odebrana Ania, która jest opisana o wiele gorzej niż Magda? Jak w ogóle można odebrać postać, która w całej książce tylko stęka, płacze i jest gruba?
      • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.10.14, 10:12
        "a Mirek smutno tkwił w swoim wózku."
        Mirek, kukiełka w fotelu na kółkach, przesuwana z miejsca na miejsce. Smutna w dodatku. I prawie wcale się nie odzywa. Bo jest niepełnosprawny, to jak może być wesoły, roześmiany, rozgadany.
        Strasznie mnie irytuje to "staroświeckie" przedstawianie niepełnosprawnego. Nieszczęśliwy, smutny, trzeba go powozić, bo kaleka. Zaraz przypomina mi się taka starawa książka "Dziewczynka spoza szyby" - kojarzy ktoś? Zaczynało się mniej więcej tak "Elżunia jak wszystkie dzieci kocha kwiaty i słońce, ale nie może ich często oglądać - jest kaleką".
        • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.10.14, 10:24
          ciotka_scholastyka napisała:

          > "a Mirek smutno tkwił w swoim wózku."
          > Mirek, kukiełka w fotelu na kółkach, przesuwana z miejsca na miejsce. Smutna w
          > dodatku. I prawie wcale się nie odzywa. Bo jest niepełnosprawny, to jak może by
          > ć wesoły, roześmiany, rozgadany.
          > Strasznie mnie irytuje to "staroświeckie" przedstawianie niepełnosprawnego. Nie
          > szczęśliwy, smutny, trzeba go powozić, bo kaleka. Zaraz przypomina mi się taka
          > starawa książka "Dziewczynka spoza szyby" - kojarzy ktoś? Zaczynało się mniej w
          > ięcej tak "Elżunia jak wszystkie dzieci kocha kwiaty i słońce, ale nie może ich
          > często oglądać - jest kaleką".

          Ja w wieku mocno dziecięcym czytałam i kolekcjonowałam komiksy o Barbie :D Był taki odcinek o niepełnosprawnej dziewczynce, koleżance siostrzyczki Barbie. Ta dziewczynka razem z rzeczoną siostrzyczką były razem w drużynie w szkolnych podchodach. Okazało się, że koleżanka jeżdżąca na wózku jest tak bystra, pomysłowa i zaradna, że dzięki jej pomysłom dziewczyny wygrały :)
          Ten komiks ustawił mi chyba na zawsze myślenie o osobach niepełnosprawnych jako tych godnych podziwu, wyjątkowych, zaskakujących swoją sprawnością i możliwościami.
          Można? Można!
    • yackandandah22 Laura i kos 24.10.14, 10:54
      No dobra, jeszcze jedna irytacja:
      Sprężyna, s.6
      "Dziewczyna bowiem podniosła znad listu gniewne czoło i spiorunowała ptaszka (...) wzrokiem (...) Kos też umknął oczami i zaczął udawać, że interesuje go raczej dżdżownica".
      Cholernie inteligentny ten kos! Umyka! Udaje! Przyznam, że o udającym kosie jeszcze nie słyszałam. W sumie to się cieszę, że Borejkowie nie mają zwierząt - jeszcze bym musiała czytać o inteligentnych psach, które od małego szczekają po łacinie...
      • emae Re: Laura i kos 24.10.14, 11:27
        yackandandah22 napisał(a):

        > No dobra, jeszcze jedna irytacja:
        > Sprężyna, s.6
        > "Dziewczyna bowiem podniosła znad listu gniewne czoło i spiorunowała ptaszka (.
        > ..) wzrokiem (...) Kos też umknął oczami i zaczął udawać, że interesuje go r
        > aczej dżdżownica".

        > Cholernie inteligentny ten kos! Umyka! Udaje! Przyznam, że o udającym kosie jes
        > zcze nie słyszałam. W sumie to się cieszę, że Borejkowie nie mają zwierząt - je
        > szcze bym musiała czytać o inteligentnych psach, które od małego szczekają po ł
        > acinie...

        Haha, niezłe :D Ale mnie to akurat nie irytuje, dla mnie ten fragment jest humorystyczny i stanowi raczej przejaw stylu autorki niż próbę przekazania jakiejś wiedzy o kosach.
        BTW, ja mam koty i one często udają. Np. udają, że wcale nie patrzą na moją kanapkę, a tak naprawdę mają już opracowany plan dopadnięcia plasterka sera.
        • agafiatichonowna Re: Laura i kos 24.10.14, 11:56
          W Jeżycjadzie od pewnego momentu wszystko co grube jest tępe. W BBB Izabella grubaska czerwieni się, stęka /no bo wszystkie grube stękają/ i mówi bardzo specyficzną polszczyzną. Na dowód tępoty. Smukłe wyrażają się nienagannie. Co ciekawe - dla grubych facetów pani MM ma taryfę ulgową. O Bernardzie można powiedzieć, że irytujący, ekscentryczny, zabawny ale na pewno nie jest ćwierćinteligentem. A dziewczyny - jak gruba to albo durna albo przynajmniej nie jest damą. Chyba, że pochodzi jak Pulpa z superklanu Borejków ale i ona na tle sióstr jawi się jako ta najmniej bystra. Do emae - niskie ukłony dla Twoich kotów od mojego stada /licznego/
          • kopiec_esmeralda Re: Laura i kos 24.10.14, 12:11
            Moje koty dołączają do stada.
            (Nie są grube, a więc są inteligentne, hehe )
            • emae Re: Laura i kos 24.10.14, 12:16
              kopiec_esmeralda napisał(a):

              > Moje koty dołączają do stada.
              > (Nie są grube, a więc są inteligentne, hehe )

              Moje koty, jak im przejdzie faza "leżę, jestem piękna i wszystkich ignoruję", zapewne przekażą ukłony kotom Twoim oraz agafiitichonowny :)
              Jedna kotka jest gruba, jedna chuda, a jedna w sam raz, więc myślę, że jako pakiet trzech kotek są zupełnie w normie :)
              • agafiatichonowna Re: Laura i kos 24.10.14, 13:27
                Moje koty spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu toteż przed zimą apetyt mają gargantuiczny. Jeden wygląda jak ciężarna krowa, dwa jak walenie, kotki są zdecydowanie smuklejsze ale ciężkie jak cholera. Czy to przekłada się na inteligencję? To zależy czy one czegoś chcą, czy ja chcę czegoś od nich. Ale to typowe nie tylko dla kotów.
          • emae Re: Laura i kos 24.10.14, 12:13
            agafiatichonowna napisał(a):

            > Do emae - niskie ukłony dla Twoich kotów od mojego stada /li
            > cznego/

            Bardzo dziękuję w imieniu kotów! One co prawda zachowują się, jakby pozdrowienie zignorowały, ale ja wiem, że udają i tak naprawdę jest im bardzo miło :)
      • oleni-a1974 Re: Laura i kos 10.04.15, 17:15
        yackandandah22 napisał(a):

        >
        > W sumie to się cieszę, że Borejkowie nie mają zwierząt - je
        > szcze bym musiała czytać o inteligentnych psach, które od małego szczekają po ł
        > acinie...



        Genialne! Definitywnie najlepszy komentarz ESD. Dla mnie oczywiscie!
    • yackandandah22 I jeszcze jedna... 24.10.14, 13:25
      JT. Józin z resztą utknął w korku. Wychodzi z furgonetki na siusiu (nb, dobrze, że Laurze albo Staszce się nie zachciało) i dedukuje:
      "(...) sprawa była dość prosta, jeśli idzie o informację. Uzyskać ją, tkwiąc na bocznej drodze, można na dwa sposoby: przez radio lub telefon komórkowy. Telefonem nie dysponował. Co do radia - powinno być przynajmniej w co drugim samochodzie"
      Tu Józin - czując się jak traper - rusza przez śnieg na pobocze, po czym wędruje, wędruje i w końcu uzyskuje potrzebne informacje od kierowcy taksówki, który MA RADIO W SAMOCHODZIE.
      Następna scena: Józin wraca do furgonetki:
      "(...) Franz był milczący i zakłopotany, zaś Laura milcząca i wściekła. RADIO, nastawione na RMF, ciurkiem nadawało kretyńskie reklamy"
      Ratunku!!! (Tak, TRZY wykrzykniki, a niech mi źle zrobi na styl!) Po co on drałował przez śniegi, żeby znaleźć radio, skoro było w tej samej furgonetce, z której wysiadł??? Gdzie sens, gdzie logika???
      • emae Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 13:31
        yackandandah22 napisał(a):

        > JT. Józin z resztą utknął w korku. Wychodzi z furgonetki na siusiu (nb, dobrze,
        > że Laurze albo Staszce się nie zachciało) i dedukuje:
        > "(...) sprawa była dość prosta, jeśli idzie o informację. Uzyskać ją, tkwiąc na
        > bocznej drodze, można na dwa sposoby: przez radio lub telefon komórkowy. Telef
        > onem nie dysponował. Co do radia - powinno być przynajmniej w co drugim samocho
        > dzie"
        > Tu Józin - czując się jak traper - rusza przez śnieg na pobocze, po czym wędruj
        > e, wędruje i w końcu uzyskuje potrzebne informacje od kierowcy taksówki, który
        > MA RADIO W SAMOCHODZIE.
        > Następna scena: Józin wraca do furgonetki:
        > "(...) Franz był milczący i zakłopotany, zaś Laura milcząca i wściekła. RADIO,
        > nastawione na RMF, ciurkiem nadawało kretyńskie reklamy"
        > Ratunku!!! (Tak, TRZY wykrzykniki, a niech mi źle zrobi na styl!) Po co on drał
        > ował przez śniegi, żeby znaleźć radio, skoro było w tej samej furgonetce, z któ
        > rej wysiadł??? Gdzie sens, gdzie logika???

        To jest akurat ewidentna wpadka :)
      • dakota77 Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 13:32
        Moze szukal tak naprawde samochodu z CB radiem ;-)
        • yackandandah22 Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 13:46
          To trza było napisać: 'przez CB radio'. Ciekawe natomiast jest, że redakcję JT robiła jeszcze Danuta Sadkowska - ta sama, która poradziła MM przy Opium: 'Powiedz prawdę, ale ciszej'. Nie mogę wprost uwierzyć, że profesjonalna redaktorka nie wyłapała takiego błędu...
          • emae Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 13:55
            yackandandah22 napisał(a):

            > To trza było napisać: 'przez CB radio'. Ciekawe natomiast jest, że redakcję JT
            > robiła jeszcze Danuta Sadkowska - ta sama, która poradziła MM przy Opium: 'Powi
            > edz prawdę, ale ciszej'. Nie mogę wprost uwierzyć, że profesjonalna redaktorka
            > nie wyłapała takiego błędu...

            A przy "Żabie" była już inna redaktorka? Może Sadkowska nie wytrzymała współpracy z MM?
            • yackandandah22 Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 14:23
              Przy 'Żabie' też była Sadkowska, właśnie sprawdziłam. Ciekawe swoją drogą, bo dotychczas wydawało mi się, że redakcja się rypła (proszę wybaczyć wulgaryzm), kiedy do pracy zabrała się córka MM. A tu widać, że jednak nie!
              • meduza7 Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 14:37
                Redakcja się rypła, kiedy MM zaczęła być kurą znoszącą złote jajka dla Akapit Pressu.
                • yackandandah22 Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 14:53
                  Ha! Skojarzyło mi się. DP, str. 30: '(...) cóż, teraz nawet Bernard Żeromski, wspaniały niegdyś i bezinteresowny artysta, nauczył się zarabiać pieniądze na Sztuce, w związku z czym znacznie zwiększył wydajność i zaczął malować obraz za obrazem, z PODEJRZANĄ ŁATWOŚCIĄ'. Hm...
              • vi_san Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 15:36
                Możliwe, że Danucie Sadkowskiej wydawnictwo kazało trzymać dziób na kłódkę i nie drażnić Ałtorki. Bo jak coś, to Ałtorka się wkurzy i nakicha na wydawnictwo i pójdzie komu innemu zarabiać pieniążki.
                • agafiatichonowna Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 16:13
                  Otóż to. Wygląda to tak jakby do pewnego momentu pani MM słuchała pani Sadkowskiej. potem pani Sadkowska musiała słuchać pani MM, potem pani Sadkowska współpracowała z panią Kiereś a na koniec pani Sadkowska odeszła w siną dal /niewykluczone, że na emeryturę/ i i na placu boju została sama pani Kiereś. I jaka jest McDusia - każdy widzi.
              • isia_54 Re: I jeszcze jedna... 18.12.14, 00:08
                kiedy Heller napisał mój ukochany Paragraf 22 redaktor polecił młodemu nieznanemu pisarzowi skrócic dzieło o połowę; niestety po Paragrafie nikt sie nie odważył zrugac autora, co mocno zaszkodziło następnym książkom; podobnie JKR, za którą osobiście nie przepadam, ale moi uczniowie kochają z tomu na to staje się coraz grubsza i bardziej przegadana...
      • agafiatichonowna Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 13:40
        Zeby było bardziej dramatycznie. W końcu to Lusia jest bystra, bardzo bystra. Rycerzowi wielki intelekt niepotrzebny. Mieczem machnąć, piłkę kopnąć, Ignasiowi dowalić - to i móżdżek nieprzegrzany. A potem aby damę od lafiryndy odróżnić.
      • kopiec_esmeralda Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 14:03
        Chodziło pewnie o CB, to jest zamiennik telefonu. Przynajmniej ja tak odbieram ten fragmencik.
        • kopiec_esmeralda Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 14:06
          A, już widzę, sprawa omówiona :)
          Ale mnie akurat ten fragmencik nie zgrzytał. w aucie mówimy: włącz radio (normalne), albo włącz radyjko (CB), takie rozróżnienie, ew. posłuchajmy mobilków. Jakoś też nie móimy CB radio włącz.
          • meduza7 Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 14:16
            Ale ostatecznie wszystkie informacje, o jakie mu chodziło, Jożin uzyskuje od taksówkarza, który ma w samochodzie zwykłe radio, nie CB. Też bym chętnie przyjęła, że szukał CB właśnie, ale niestety.
        • dakota77 Re: I jeszcze jedna... 24.10.14, 17:21
          Ale jednak o CB radio wszyscy jego znani mi uzytkownicy mowia wlasnie CB radio, a nie radio.
    • adorabelle-dearheart Laura w JT i inne irytacje po odświeżeniu JT 24.10.14, 20:06
      Najpierw zadziwiająca nie-irytacja: po prawie 10 latach od pierwszego (i do niedawna jedynego) przeczytania JT, Stanisława Trolla przestała mnie irytować! Wcześniej miałam alergię na tą postać: połączenie Słoneczka Buyno-Arctowej i Mary Sue, a teraz... o dziwo, wydała mi się nagle sympatyczną.

      Ale czas na irytacje, dużo już poruszonych przez innych na tym forum:

      1) Relacja Józef-Trolla, biorąc pod uwagę wiek Józinka. Jeżeli już trzeba było powieść oprzeć na fascynacji młodego chłopaka starszą koleżanką, o ile lepiej byłoby, gdyby to był wczesny nastolatek, ale nie trzecioklasista! Wiem, że gdyby utrzymać czas akcji w 2003 bohaterem głównym nie mógłby być jedyny "prawdziwy mężczyzna" Jeżyc albo akcję i publikację książki trzeba by było przesunąć o kilka lat, ale... i za pierwszym, i za drugim czytaniem gorące uczucie Józinka i fakt, że Trollę zupełnie ono nie odstręcza, wydawało mi się jakieś takie (przepraszam za słowo) obrzydliwe. Tzn. nie wierzę, że Trolla nie zauważyła, że Józinek chce czegoś więcej, że tak powiem, i jakoś tego nie próbuje stonować. A tak trąci mi to jakąś parodią MILF w wersji dla najmłodszych - nie, po prostu nie.

      Zostało to już powiedziane w innej wypowiedzi w tym wątku: ich relacje przedstawione jako przyjaźń byłyby o wiele bardziej wiarygodne i przyjemniejsze w czytaniu.

      2) Ignorowanie wypowiedzi Laury w narracji odautorskiej i oczami Józinka (które są, moim zdaniem, w tej książce kompatybilne). Te jej "banalne" wynurzenia w jej pokoju (już pomijając, że są kierowane do 9ciolatka. No ale powiedzmy, że nie miała z kim pogadać, a bardzo chciała się wywnętrzyć)...

      Generalnie jakoś smutno mi się zrobiło, że nikt z najbliższych nie ma ochoty nawet jej posłuchać, chociaż Laura robi wiele, żeby zwrócono na nią uwagę.

      Gdzie to współczucie i zainteresowanie z takich scen, jak z Gabą spontanicznie pocieszającą chlipiącą w wannie Nutrię w KK, gdzie mama Borejko z IS z "no dobrze, tak naprawdę to zostałam ze względu na ciebie"?

      Laura najwięcej uwagi dostaje od Franza, Lelujki i publiczności na koncercie sylwestrowym u Orcabessów.

      3) Laura rzucająca się na każde portki w okolicy, jak parę tomów później wydaje się rzucać Magdusia. Franz. Lelujka (szybki jest!). Uff. Przyszło mi na myśl, że z takim podejściem i niesamowitym tempie, w jakim te relacje rozwija autorka (Lelujka ledwo zsiada z motoru, a już tańczy, przytula, zabiera na motor, odjeżdża, odwiedza w domu...!) to dziewczyna jest najłatwiejszą do wyrwania laską na Jeżycach, szczególnie że sama się naprasza. A tymczasem niby jest "groźna" - eee?

      4) Tępe łyski, "braterskie kuksańce"... - leitmotivy, które wbrew pozorom pojawiają się dość wcześnie, a jakoś o nich zapomniałam. No i ci wszechobecni wredni ludzie, którym dopiero bezpośredniość Trolli roztapia ukryty w ich sercach okruch lodu.
    • slotna Nutria i Nerwus. 19.12.14, 21:01
      Poniewaz czytam cala Jezycjade od poczatku, jednym ciagiem, moge stanowczo stwierdzic od kiedy zaczyna sie dla mnie Neojezycjada: od "Nutrii i Nerwusa". Irytacji jest mnostwo.

      Zachowanie Gaby, ktora udaje przed chetnymi do pomocy siostrami, ze wcale nie chodzi, mimo ze wie, ze moze umrzec, jesli bedzie to robic, jest kompletnie kretynskie i niezrozumiale.

      Wepchniecie przez teze Gabe dziewczynek Nutrii, ktora wprost mowi, ze tego absolutnie nie chce jest skandaliczne. Zreszta Gaba tak sie martwi o coreczki, jakim cudem wysyla je z siostra, ktora z pewnoscia nie da sobie rady?

      Zgubienie portfela przez babcie spowodowalo utrate wszystkich srodkow pienieznych - Gaba musiala pozyczyc mnostwo forsy od Floriana. Babcia niosla w tym portfelu cala emeryture, swoja i Ignaca, i wyplaty Gaby i Grzesia?

      Nerwus jest niedorozwiniety umyslowo, albowiem zaden normalny czlowiek nie mysli, ze jesli kupil miejscowke, moze przykuwac sie kajdankami do wspolpasazerow i nie informuje o tym konduktora. Juz pomijajac akcje przykuwania jako taka.

      Ani Ida, ani Gaba nie kojarza, ze Nerwus rzekomo ma na nazwisko jak Danka. Ida wrecz mowi, ze o Filipiaku w tym domu nie slyszeli - moim zdaniem powinny skojarzyc, a nastepnie przy Gabinej panice powinny zadzwonic do Danki, zeby spytac, czy nie ma takiego siostrzenca czy mlodszego kuzyna. No ale autorka zapomniala, ze juz byl ktos o tym nazwisku ;)

      Dzieci w wieku 10 i 13 lat samodzielnie, bez dostepu do pomocy naukowych, rozwiazuja _wszystkie_ rebusy z "Rewii Rozrywki". Kto kupuje "Rewie" ten wie, ze jest to niebywaly absurd. Nie ma szans.

      Zle samopoczucie Laury jest lekcewazone i wysmiewane. Dziecko dziesiecioletnie, z mdlosciami prowadzacymi do wymiotow, z wysoka goraczka i ponoc koszmarna, bardzo swedzaca wysypka na calym ciele powinno grzecznie maszerowac w upale dzwigajac plecak (bron boze doladowac czesc rzeczy starszej siostrze!) i w ogole nie marudzic.

      Zalosna jest wrzuta na Kinge Dunin, szyta potwornie grubymi nicmi.

      Z ciekawostek, pojawia sie seks :) Serio, Nerwus mowi o tym, ze ma ochote na Nutrie, co prawda uzywajac do tego swego starszego brata:

      "Chodzilibyście spać... jak najwcześniej. A rano on by ci robił śniadanie. A znów wieczorem - ty jemu kolację, żeby było sprawiedliwie. Ale trochę byś się dąsała, bo on by nigdy nie dojadł, tak by mu było śpieszno... do ciebie."

      Podsumowujac: zle moim zdaniem zaczyna sie od tej ksiazki. Nastepna jest "Corka Robrojka", ktora czytywalam rzadko, bo juz calkiem nie lubilam. Az sie boje :D "Dziecko piatku" z kolei bylo tuz przed i jest naprawde kawalkiem niezlej ksiazki, perelkami sa opisy zaloby Aurelii i depresji pana Jankowiaka. Ciekawe, co to za przelom tu nastapil.
    • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.15, 20:09
      A teraz będzie rolniczy kwadrans.
      Pamiętacie tę wzruszającą scenę z "Wnuczki", kiedy to Nowakom fajczy się pole pszenicy, a dobra babcia Wikta robi wśród obecnych tubylców zrzutkę w czapkę "moneta po monecie, banknot po banknocie", a wdzięczna Nowakowa pada jej w objęcia?

      Gryzła mnie ona, scena, nie Wikta, aż wreszcie siadłam i zaczęłam liczyć. Otóż pola w Wielkopolsce duże (można sprawdzić na Google Street view), rozdrabniać się z uprawami nie opłaca, więc przyjmijmy, że miał ten Nowak pięć hektarów pszenicy. Konsumpcyjnej, paszowa mniej się opłaca, a gleby w poznańskiem żyzne i pod pszenicę akuratne.

      Średnia cena tony pszenicy wynosiła w roku 2013, w którym akcja "Wnuczki" się dzieje, 652 złote. Z jednego hektara w tymże roku, w Wielkopolsce, sypało średnio 4,5 t (uśrednione bo jarki sypało mniej, niż ozimej). A zatem, kalkulator w łapę i liczę. Wychodzi na to, że Nowakom sfajczyła się pszenica warta, średnio, 14 670 złotych. Ceny słomy litościwie nie policzę.

      Śpicie już? Nie? No to postawmy sobie razem pytanie: ileż ta Wikta mogła zebrać w tę czapkę, a pamiętajmy, że jej tam bilon wrzucali. Sto złotych? W porywach dwieście? No, niech tam, trzysta. Czujecie teraz absurdalność tej sceny? Spłonęło zboże za prawie piętnaście patyków, a Nowakowa nie posiada się z wdzięczności, bo Wikcia trzysta złotych w czapeczkę uciułała. No chyba się kobiecinie z nieszczęścia w głowie pomieszało.

      Być może ten post powinien pójść do wpadek, ale alergia autorki na research jest moją gigantyczną irytacją. Fakt, że według autorki polska wieś XXI wieku wygląda jak Lipce czasów Reymonta (plus ławeczka z Bogatkami pod sklepem) wkurza mnie jeszcze bardziej. Bo owszem, w reymontowskich realiach taka ogólnowsiowa ściepa mogła jakoś tam pogorzelca uratować. Ale teraz? Rzucanie drobnych w czapkę? Serio? Autorka musi mieć swoich czytelników w bardzo głębokim poważaniu, skoro serwuje im takie kretynizmy i to bez drgnienia powieki.
      • turzyca Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.15, 21:23
        No prosze, co mnie ominelo wraz z lektura...

        Bo ja bym sie spytala, czy naprawde na wielkopolskiej wsi ludzie nie ubezpieczaja zasiewow. Czesc ubezpieczen jest obowiazkowa, panstwo je czesciowo refunduje, ogien obowiazkowy nie jest, ale doplata jest niewielka. I naprawde w gospodarnej Wielkopolsce rolnicy nie doplaca tych paru groszy? Liczyc nie umieja?
        Aha, uderzenie pioruna jest w obowiazkowym - z racji nieczytania nie wiem, co ten straszny pozar spowodowalo.
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.15, 21:47
          turzyca napisała:

          > No prosze, co mnie ominelo wraz z lektura...
          >
          > Bo ja bym sie spytala, czy naprawde na wielkopolskiej wsi ludzie nie ubezpiecza
          > ja zasiewow. Czesc ubezpieczen jest obowiazkowa, panstwo je czesciowo refunduje
          > , ogien obowiazkowy nie jest, ale doplata jest niewielka. I naprawde w gospodar
          > nej Wielkopolsce rolnicy nie doplaca tych paru groszy? Liczyc nie umieja?
          > Aha, uderzenie pioruna jest w obowiazkowym - z racji nieczytania nie wiem, co t
          > en straszny pozar spowodowalo.

          Nie piorun, gdyż pożar wybuchł w cichą noc księżycową, prawdaż. Natomiast Nowaki pola nie ubezpieczyły, gdyż nie było na to pieniędzy. Na stosunkowo zamożnej, wielkopolskiej wsi, przypominam.
          • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.04.15, 09:46
            > Natomiast Nowak
            > i pola nie ubezpieczyły, gdyż nie było na to pieniędzy. Na stosunkowo zamożnej,
            > wielkopolskiej wsi, przypominam.

            Przecież wg MM nikt na nic nie ma pieniędzy, nie? :-/
            • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.04.15, 10:38
              nkt nie ma na nic pieniedzy
              z chlubnym wyjatkiem Pulpoflorkow, ktorzy maja na wszystko
              • mariamm87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.04.15, 10:45
                Nawet opłata 13 zł za wywóz śmieci jest zabójstwem dla budżetu domowego.
                • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.04.15, 10:55
                  o, przy okazji smieci - jak to sie rozlicza, gdy okresowo przebywa w gospodarstwie wiecej osob niz zwykle ? czy przy letniczce babcie placa dodatkowo ?
                  a Flobre przy siedmiu dodatkowych osobach goszczacych dwa miesiace ? choc wiemy, ze dla nich to nie problem...
                  • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.10.15, 22:59
                    Usiluje czytac imieniny - wyjatkowo irytacjogenne, ale rzucilo mna juz przy piewrszych stronach. Wywiad Borejko-Station, pada pytanie o stosunek do homo sapiensa, gdyby takowy byl sasiadem, kolega z pracy itp.
                    Osoby, ktore nie odrozniaja homo sapiens od homoseksualisty
                    - pani o brwiach namalowanych kredka, z szampanem, krewetkami, oraz francuskimi i holenderskimi serami w torbie
                    - nadmiernie dynamiczna blondynka w purpurowym poncho, wymachujaca aktowka
                    - rosly mlodzian w nadetej kurtce
                    gdyz jak wiadomo malowanie sie, jadanie dobrych serow, noszenie kolorowej odziezy i aktowki odmozdza.

                    Jedynym, ktory zrozumial pytanie, jest oczywiscie Bernard, tym razem wyjatkowo odziany nie w szalone kolory, tylko w czarny plaszcz.
                    • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 04:28
                      Gigantyczna irytacja, pojawiajaca sie przy kazdym kolejnym tomie - calkowite, bezbrzezne olewanie czytelnika. w manierze "w wyobrazni wszystko sie zmiesci" i "autor wie lepiej"
                      Pisano juz w watku o Jozwie i jego monologach wewnetrznych w JT, o tym, jak w wieku lat trzech na odczepnego rzucal matce cos w niemowlecym narzeczu - i prosze bardzo, CR, kiedy to Jozinek starannie wymawia slowo nanan (banan), a nawet kilka trudniejszych, i mowi wyraznie i z sensem, na pytanie, po co mu mlotek - "bic krasnala".
                      Agresywny, ale calkiem w normie rozwojowej i niczego nie udaje.
                      • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 10:00
                        > Pisano juz w watku o Jozwie i jego monologach wewnetrznych w JT, o tym, jak w w
                        > ieku lat trzech na odczepnego rzucal matce cos w niemowlecym narzeczu - i prosz
                        > e bardzo, CR, kiedy to Jozinek starannie wymawia slowo nanan (banan), a nawet
                        > kilka trudniejszych, i mowi wyraznie i z sensem, na pytanie, po co mu mlotek -
                        > "bic krasnala".
                        > Agresywny, ale calkiem w normie rozwojowej i niczego nie udaje.

                        Bo miał wtedy kilkanaście miesięcy (?) i wtedy jeszcze niczego nie udawał, tylko zwyczajnie mało mówił. Udawać zaczął później (to znaczy pomijam absolutny idiotyzm samego pomysłu, że trzylatek rzuca matce "na odczepnego" cokolwiek, plus że rodzice-lekarze zaniepokojeni cofaniem się w rozwoju dziecka nie postawiliby na nogi połowy medycznego Poznania).
                        • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 12:10
                          "bo mial wtedy kilkanascie miesiecy", ten udajacy Jozwa :-)

                          Chyba wiecej mial, Imieniny to rok pozniej i tam jego wiek podano - 3,5 roku. W I, nawiasem mowic, tez wyslawia sie krotko, ale wyraznie i z sensem. Zadnego upuszczania sliny, belkociku i gaworzenia.
                          • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 13:32
                            Nie mam książek pod ręką, ale sprawdziłam w necie. Józinek urodził się w listopadzie 1994, akcja CR, gdzie Ida do niego monologuje, to sierpień 1996. Józwa nie ma więc, fakt, kilkunastu miesięcy, ale ma niecałe dwa lata :)
                            • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 14:30
                              W imieninach, gdzie ma ponad trzy, mowi "wygralem. Tak, ja wygralem" i nie ma prolemu z wypowiadaniem pelnych zdan.
                              I nie chodzi mi o proces rozwojowy Jozwy, tylko o wciskanie czytelnikom takiego chlamu i Linie na ich skleroze. Albo glupote. To obrazliwe
                              • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 14:31
                                liCZEnie na glupote czytelnikow, sorry
                    • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 20:27
                      Mnie wywiad Borejko-Station zirytowal tym, ze go znalam, to oklepany dowcip jest niestety. Chyba w JT autorka osiagnela apogeum korzystania z sucharow i urban legends.
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 11:14
        Bupu, jak ty nic nie rozumiesz! Tu się gest Wikci liczył, gest! Że taka więź się nawiązała i "nie zostawimy cię samej"! I stąd wzruszenie Nowakowej. Emocje zagrali i poczucie wspólnoty z całom wsiom, a ty tu, panie dziejku, jakieś rachunki konsumpcyjnie wprowadzasz? A fe!
        Zresztą końmi w morelach z pszczołami u Flobrostwa MM pokazała znajomość własną realiów dokładnie...
    • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 19:58
      Szycie jezyka Zaby. Nie bede powtarzac tego, co juz napisano, ale wlasnie dostalam szczekoscisku - Ida wyprasza z gabinetu p. Sznytek, pelnoletnia opiekunke dziewczynki, a Zeromski siedzi, gapi sie i gada. Przy bolesnym i nieprzyjemnym zabiegu. I nikt go nie wyrzuca.
      Choler..., nie mialabym ochoty skorzystac z uslug mediluksu. Nawet jesli Ida jest demonem skalpela
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.10.15, 20:20
        Też mi się to nie podobało, ale usiłowałam siebie przekonać, że to dlatego, że nie znoszę Żeromskich [zarówno juniorów, jak Bernarda, na tym od bestselerów kończąc].
    • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.10.15, 14:16
      Alez mnie wpieklil Robroj w TiR !
      Na pewno bylo, ale musze, bo sie udusze - widzi smarkata corke znajomych w obcym miescie, wie, ze jest sama, bez grosza (usiluje sprzedac podreczniki, z wizyta do cioci przyjechala z ksiazkami szkolnymi ?), wyglada zle - a on zamiast powiedziec "przeciez my sie znamy, jestem..., pozycze ci, jade do Poznania, moge cie odwiezc" bawi sie w tajemniczego Don Pedra !
      I oczywiscie pierwsze, co mysli, to "gabrysia ma z nia niezle hocki-klocki".
      • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.10.15, 15:15
        Tak, to jest potwornie idiotyczne. A w ogóle wszyscy w tej książce myślą o Laurze tylko "co ona narozrabiała' a nie "co się z nią stało", nawet kiedy zniknęła i nikt jeszcze nie wie, gdzie jest, co się z nią dzieje i czy przypadkiem nie stało się coś złego.
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.10.15, 19:14
          meduza7 napisała:

          > Tak, to jest potwornie idiotyczne. A w ogóle wszyscy w tej książce myślą o Laur
          > ze tylko "co ona narozrabiała' a nie "co się z nią stało", nawet kiedy zniknęła
          > i nikt jeszcze nie wie, gdzie jest, co się z nią dzieje i czy przypadkiem nie
          > stało się coś złego.

          Ogólnie rzecz biorąc reakcja Borejków na zniknięcie Laury wywołała u mnie potężny opad rąk. Małoletnia wyrwała gdzieś w dal, a oni siedzą na zadkach, pocinają w szachy z seniorami (Gabuuuuchnaaaa), a największy wysiłek na jaki potrafią się zdobyć, to porozmawianie ze szkolnymi koleżankami Laury. W tym czasie Tygrys mogła zostać kilka razy zamordowana, ulec wypadkowi, wpaść w łapy zboczeńca...
          No kurde.

          Mają pół Poznania przyjaciół podobno, można było ich postawić na nogi, udać się na policję, oblecieć dworce ze zdjęciem Tygrysa w ręku, puścić rzeczone zdjęcie w internety (Borejki posiadały łącze!), jednym słowem zrobić tysiąc rzeczy.

          A oni nic, tylko marudzą jaka ta Laura zła.

          A idźcież w... dal z taką kochającą rodziną.
          • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.10.15, 19:43
            Gabon dzwoni do Kopcow poznym wieczorem. Milicja kazala jej obdzwonic szkole i kolezanki Laury zaraz po znalezieniu kartki. To co to, sorry za wyrazenie, krowsko robilo przez kilka godzin ?

            A mnie znowu trafia - w S Lusia pcha w ZOO wozek Mirka. Siedmiolatka. Wozek inwalidzki, na ktorym siedzi nastolatek starszy od Trolli.
            Po pierwsze, to swoje wazy, po drugie, prowadzic dwuslad z chorym czlowiekiem trzeba umiec. To nie jest dziecinny wozeczek z lalka w srodku.
            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.10.15, 20:46
              Ale tam, nie jest! Przecież smutny Mirek, którego się do ZOO zabiera to tekturowa postać nie za bardzo wiadomo w jakim celu wprowadzona.
              Przyznam się. Jak przeczytałam ten utfór po raz pierwszy - to mnie zatelepało! Mam kilkoro znajomych z różnym stopniem niepełnosprawności. A równocześnie gdzieś pod czaszką telepała mi się inna książka młodzieżowa, w której główny wątek kręcił się wokół niewidomego chłopaka. Sklerozą dysponuję potężną, więc [oczywiście] ani autora [chyba Siesicka] ani tytułu [chyba "Beethoven i dżinsy"] nie pomnę, a w każdym razie łba nie dam czy dobrze pamiętam, ale tam właśnie Misia i Piotr [bo tak się zwali nastoletni bohaterowie] byli tak fajnie i prawdziwie pokazani. I to, że Piotr był niewidomy nie czyniło z niego smutnego pajacyka, którego trzeba pogłaskać po główce...
              • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.10.15, 21:18
                Piotr byl rowniez w "Zapalce na zakrecie". Tam tez normalnie uczestniczy w wakacyjnych zabawach i rozrywkach swojego towarzystwa.
                Ale mnie juz nie chodzi o to, jak MM widzi niepelnosprawych - czy ona, psiakrew, nigdy w zyciu wozka nawet z dzieckiem nie pchala ? Nie wie, ze to ciezkie i moze byc wywrotne ? Ze jak sie chory - po operacji !!! - czlowiek wytrzesie albo wozek na cos wjedzie, to pasazerowi to na zdrowie nie wyjdzie ?
                • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.10.15, 21:20
                  Ale jak tekturze może zaszkodzić? A przecież Mirek to nie osoba, z jakimiś poglądami, potrzebami, a kartonowa dekoracja. :(
    • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.10.15, 22:57
      Oslablam. JT, wszyscy stoja w korku, pojawia sie Lucek na skuterze i Trolla postanawia podjechac tym skuterem do trasy gnieznienskiej, biorac ze soba Jozinka i Ignasia. Ze slowami "to niedozwolone", ale wsiadaja i jada w trojke.
      Szosa jak szklanka. Szczere pole, a nie odsniezona, miejska jezdnia. Gimnazjalistka bierze na jednoslad dwa dzieciaki, nb ubrane na jazde samochodem, a nie pojazdem odkrytym. I nikt z doroslych nie reaguje.
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.10.15, 23:40
        A z ciekawości, bo JT czytałam raz i sto lat temu: co w tym czasie robił Lucek [właściciel skutera, jak mniemam? Akcja JT ma miejsce w 1996 roku - wówczas do prowadzenia skutera przez osobę pełnoletnią wystarczył dowód osobisty [nie było konieczne prawo jazdy], ale Bella ma 16 lat. Będąc nieletnią, aby prowadzić skuter po drogach publicznych powinna posiadać kartę motorowerową. Jest coś na temat? Czy nie tylko wbrew przepisom [i rozsądkowi], ale również bez uprawnień nawet do samodzielnej jazdy się za to wzięła?
        • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.10.15, 23:58
          Lucek w tym czasie tanczy z Laura przy ognisku.
          Trolla po miescie jezdzi skuterem, wiec karte powinna miec.
          Z drugiej strony - jest gimnazjalistka, nie jestem pewna, czy juz z ukonczona 16-tka, wiec kto wie ?

          Ale wiesz, dziewczyna, ktora mowi dwom smarkaczom "to niedozwolone, ale policji tu nie ma" i robi to w obecnosci doroslych, bez zadnej reakcji z ich strony, moze i jezdzi bez karty. W razie klopotow z policja wysle Helmuta na rozmowe.
          • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 00:34
            Cholera, rąbnęłam się! JT to rok 2003, a 1996! Ale przepisy chyba były takie same?
            A zapytała ona Lucka czy może ten skuter wziąć, czy tak sobie pożyczyła, kiedy on wpatrzony w te oczy jak mutry... Jak Natalia furgonetkę?
            Oczywiście branie dwóch smarkaczy na skuter [niezależnie od posiadanych uprawnień!] jest, delikatnie rzecz ujmując, średnio pedagogiczne. I obawiam się, że w razie kłopotów z policją kłopoty mieli by6 wszyscy - sama Stachny Trolla, Lucek i oba małolaty. No, małolaty może najmniej, ale już ich rodzice... No i nie wiem, ile ta cholerna Trolla ma lat. Byłam pewna, że czytałam, iż 16, ale teraz nie mogę znaleźć. :(
            A za to jak szukałam tego wieku, to mnie rąbnęło między oczy zdanie, które wypowiada Ignacy G. Stryba: "Trolla jest seksowna." Na wszystkich bogów których imiona zapomniano! Dziesięciolatek. Taki. Jak. IGS. o. Koleżance [nawet takiej, w której się podkochuje!]. Mówi. SEKSOWNA. Nie śliczna, nie urocza, nie wyjątkowa, wspaniała, niezwykła blablabla. Seksowna. Czy on w ogóle wie, co to określenie znaczy?!
            • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 00:43
              W McD Jozinek wspomina, ze trolla jest od niego starsza o prawie 5 lat. W JT on mial 9, zatem ona 13-14.
              W tym wieku mogla miec karte rowerowa, czy uprawnialo to do jazdy skuterem osobe ponizej 15-tki - nie wiem.
              Nawet nie w tym rzecz, ze branie smarkaczy na skuter jest niepedagogiczne. To jest NIEBEZPIECZNE, zwlaszcza w tych warunkach pogodowych - szklanka na drodze, mgla, wiatr. A ona bierze i nikomu to nie przeszkadza.
              Lucek pozwolil, dal jej kluczyki. Ani slowa, czy spytal o jej umiejetnosci/uprawnienia. No ale jak mial Laure w zasiegu reki i wzroku, to co tam skuter i obca dziewczynka.
              • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 01:11
                Karta motorowerowa była wymagana podczas kierowania motorowerem lub skuterem od osoby, która nie ukończyła 18. roku życia. W Polsce kartę motorowerową mogły uzyskać osoby, które ukończyły 13 lat. Czyli niby mogła ta kartę wyrobić.Chociaż tu trzeba by się dowiedzieć co do np. miesiąca i konkretnie roku jej urodzenia - bo ową kartę mogła wyrabiać dopiero po UKOŃCZENIU 13 lat. Trzeba było przejść kurs [trwający - jak znalazłam - około3 tygodnie, przystąpić do egzaminu teoretycznego i zaliczyć 10 [niektóre strony podają, że 15] godzin jazdy z osobą dorosłą. Po czym zdać egzamin praktyczny [jazda z egzaminatorem] i wyrobić odpowiedni dokument. Zakładając, że ta nieszczęśnica poszła na kurs dzień po swoich urodzinach - 3 tygodnie kursu + dzień na egzamin + 10/15 dni na jazdy + dzień na egzamin + dzień na wyrobienie dokumentu. Czyli miesiąc z haczykiem po urodzinach. No to jeśli się urodziła np. w początku lipca, to kartę mogła odebrać dopiero w połowie sierpnia i to przy dobrych wiatrach [założeniu, że egzaminator znajdzie czas na jazdę następnego dnia po "wyjeżdżeniu" godzin, że w tym czasie nie będzie żadnego wakacyjnego poślizgu itp]. Tymczasem we wrześniu jeździ jak przyspawana do skutera, zręcznie włącza się do ruchu itd. No to by znaczyło, że jest z początku roku?
                Poza tym dla mnie nienormalne jest, że Lucek [z trzeźwo myślących Lelujków, wszakże] ot tak, z głupia frant oddaje skuter de facto obcej dziewczynce, nie pytając o nic? No, niechby, kojarzyło mu się, ze ona w jakiś tam sposób powiązana z Laurą - boginią, ale, u licha skuter to nie pięć złotych! Pomijając już wszystko inne, odpowiedzialność karną, możliwość wypadku itd, Lucek musiał wiedzieć, że skuter [nawet używany] kosztuje całkiem sporo i w razie "W" nie tylko któreś z dzieciaków może sobie zrobić krzywdę, ale i on sam może ponieść dotkliwe straty finansowe! Ile lat ma wówczas Lucek?
                • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 01:54
                  Lucek byl najmlodszy z braci Lelujkow, ale z 16-letnia wowczas (Imieniny) Roza chcial sie umawiac i juz chodzil do liceum, wiec mozna zalozyc, ze te 15 mial. Zatem w JT liczylby sobie 20. W kazdym razie juz studiuje. Weterynarie.
                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 08:48
                    I widzisz dwudziesto - dwudziestokilku latka, który ot tak daje skuter obcej smarkuli? Nieznajomej? Bez wiedzy już nie o jej uprawnieniach do poruszania się powyższym, ale o jej umiejętnościach? Jakoś średnio to widzę.
                    A po informacji, która mi w pierwszym czytaniu umknęła, a wczoraj trafiłam na to zdanie, że IGS mówi o Żestanisławie "seksowna" odechciewa mi się otwierana tegoż utforu po raz kolejny. :( No, co poradzę, że do Miągwy, takiego, jak jest konsekwentnie opisywany, mi użycie tego słowa nie pasuje? Gdyby powiedzieł "Mimo, że nie śliczna to czarująca/pełna wdzięku/przyciągająca uwagę/urocza/wyjątkowa/niezwykła/milion innych" byłoby ok, "seksowność" mi się gryzie z 10 letnim [DZIESIĘCIOLETNIM] wówczas Ignasiem.
                    • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 11:54
                      > A po informacji, która mi w pierwszym czytaniu umknęła, a wczoraj trafiłam na t
                      > o zdanie, że IGS mówi o Żestanisławie "seksowna" odechciewa mi się otwierana te
                      > goż utforu po raz kolejny. :( No, co poradzę, że do Miągwy, takiego, jak jest k
                      > onsekwentnie opisywany, mi użycie tego słowa nie pasuje?

                      Cóż, w tej samej książce ten sam dziesięcioletni Ignaś mówi z uśmieszkiem: - Giną za mną te kobiety.
                      To jest dopiero mindfuck!
                      Jeszcze tę "seksowną" to ja z wahaniem, ale łyknę, dzieciaki w tym wieku używają rozmaitych słów. Ale takie zdanie u tego memei?
                      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 12:08
                        Ależ Ciotko, oczywiście, że dzieci itd. Gdyby Józinek tak określił Trollę - nie miałabym zastrzeżeń najmniejszych, mimo, że nawet młodszy od Ignasia! MM od początku konsekwentnie przedstawia nam IGS jako subtelnego, kulturalnego, wrażliwego, blablabla. I taki wrażliwiec, co to w sześć lat później pąsem płonie na widok łydki dziewczęcia [McD] określa dziewczynkę, która mu się podoba mianem "seksowna"? Nigdy w życiu! Nie ten typ! Bo to nie tyle kwestia wieku, co prawdopodobieństwa psychologicznego. A jak dla mnie prawdopodobieństwo, że Ignaś [wychowany w domu, gdzie, przypomnę, nie powtarza się "seks, seks, seks", będący pod bardzo silnym wpływem dziadka itd] określiłby jakąkolwiek [nawet autentycznie seksowną] dziewczynę/kobietę mianem "seksownej" jest mniej niż zerowe.
                        • 3piota Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 13:01
                          vi_san napisała:
                          > Nigdy w życiu! Nie ten typ! Bo to nie tyle kwestia wieku, co prawdopod
                          > obieństwa psychologicznego. A jak dla mnie prawdopodobieństwo, że Ignaś [wychow
                          > any w domu, gdzie, przypomnę, nie powtarza się "seks, seks, seks", będący pod b
                          > ardzo silnym wpływem dziadka itd] określiłby jakąkolwiek [nawet autentycznie se
                          > ksowną] dziewczynę/kobietę mianem "seksownej" jest mniej niż zerowe.

                          Eeee tam. IGS już wieku 4 lat encyklopedie i słowniki czytał i korzystał z internetu. Na pewno coś tam ma temat seksu i seksowności wyczytał a może i obejrzał niejedno.
                          Poza tym ileż on lat spędził w pokoju rodziców oddzielony tylko regałem z książkami. Nasłuchał się miłosnych odgłosów.
                          Jak Ziutek w "Konopielce":
                          - Ziutek! Ty aby noco tata z mamo nie podglądasz?
                          - Nie! Ja w nocy śpie! Jak wy z mamo zaczynacie to ja zawsze dawno śpie!
        • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 00:01
          Lucek w tym czasie podrywał Laurę i zgodził się pożyczyć skuter 13-letniej Trolli. Która, nawiasem mówiąc, codziennie popylała na skuterku (innym, własnym) do szkoły. Z tego co pamiętam jednak, to sprawdzałam przepisy w tym temacie i chyba jednak nie było to zakazane.
          • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.10.15, 00:51
            meduza7 napisała:

            > Lucek w tym czasie podrywał Laurę i zgodził się pożyczyć skuter 13-letniej Trol
            > li. Która, nawiasem mówiąc, codziennie popylała na skuterku (innym, własnym) do
            > szkoły. Z tego co pamiętam jednak, to sprawdzałam przepisy w tym temacie i chy
            > ba jednak nie było to zakazane.

            Kartę motorowerową, która w onym czasie uprawniała do kierowania skuterem, mogła posiąść osoba, która ukończyła trzynaście lat. Nie wiem natomiast ile ukończyła Żes tanisława.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka