Dodaj do ulubionych

McDusia - Pyza i święta

13.02.13, 22:47
Przeczytałam (zmęczyłam) McDusie jakiś miesiąc temu i pomijając wieeeele wątków i sytuacji, które zostały opisane już na forum, jest jeszcze jedna rzecz, opisana bez ładu i składu i w zaprzeczeniu do historii z poprzednich tomów Jeżycjady.
Chodzi mi o wątek Pyzy.
Pyza mieszka sobie zagramanicą wraz z Frycem i małą Milą i przyjeżdża na święta. Kochana i kochająca córka i wnuczka, odwiedzająca rodzinę i przyjmująca u siebie rodzinę niezbyt często, jak sądzę, przyjeżdża i zatrzymuje się gdzie? Nie w kołchozie, jej domu rodzinnym. Nie u matki, siostry i babci. Nie u cudownej i kochającej ją najbliższej rodziny, z którą ponoć jest bardzo silnie związana. Ona zatrzymuje się u ciotki, pod Poznaniem, bo ta ma większy dom.
Do jasnej anielki, to w kołchozie mogą zamieszkiwać kolejne to osoby, kolejni mężowie córek, fura dzieciaków, Ida z familią praktycznie tam jest non stop, a dla rodzonej, ukochanej córki nie ma tam miejsca? Przecież w czasach kiedy była mała mieszkali tam: Mila, Ignac, Gabrysia z Pyzą i Tygrysem, Natalia, Pulpa i Ida z Markiem (potem wymienieni na Grzegorza i małego Ignaca). Razem 9 sztuk. Teraz mieszkają Mila i Ignac, Tygrys i Gabrysia z Grzegorzem i Ignacym G. Sztuk 6. To chyba Pyza z małżonkiem i dzieckiem zmieściłaby się. Tym bardziej, że to tylko na święta.
Tak samo kolacja wigilijna. Zawsze rodzina razem, gadają tyle o więziach, miłości i tepe, a Wigilię spędzają na dwa domy i dopiero potem jadą wszyscy do Pulpy. Skoro na kawę mogli jechać, to i chyba na całą kolację daliby radę? Tym bardziej, że znowu zgrzyta mi to w kontekście Pyzy, która Wigilię spędza z ciotką, a nie z matką i siostrą.
Dziwne to dla mnie i bardzo nie MM. Podpisuję się pod poglądem, że to nie MM pisała McD.
Obserwuj wątek
    • ginestra Re: McDusia - Pyza i święta 14.02.13, 02:01
      Tak, mnie też to uderzyło niemile, ale wzięłam to na karb tego, że są te przygotowania do ślubu, mieszka u nich Magdusia, no i Pyza nie chciała dodawać zamieszania.

      Uważam jednak, że nic by się nie stało, gdyby sama z Milą przyjechała i tam pomieszkała, pomogła przy okazji przy przygotowaniach i nagadała się z rodziną (i siostrą wychodzącą za mąż!!!), a Frycek zamieszkałby u rodziców w tych blokach i też by się z nimi nagadał do woli, tym bardziej, że nie ma Wolfiego, więc nie jest tam ciasno, a wigilię i święta spędziliby razem.

      W sumie Pyza mogła też z Fryckiem i Milą zatrzymać się u teściów - zawsze to bardziej logiczne i bliżej rodziców, dziadków, siostry - tylko parę ulic dalej.

      Kiedyś, dawno temu, mieszkałam dłuższy czas za granicą i też, jak Róża, jechałam do domu na święta i teraz jak sobie przypomnę tamten powrót i wyobrażę sobie, że miałabym przyjechać na święta, ale nie do domu (rodziców i rodzeństwa), tylko mieszkać u cioci za miastem, to jakoś przykre to mi się wydało.

      To chyba jest błąd redakcji, że ta Róża została umieszczona tak daleko i tak nielogicznie względem jej domu rodzinnego.

      Też myślę, że jedna wspólna, składkowa wigilia byłaby OK i po co cudować.
      • ginestra Re: McDusia - Pyza i święta 14.02.13, 02:05
        PS. Czyli Frycek nie był chyba u rodziców na wigilii - nie ma wzmianki, że pojechali na dwie wigilie (zobaczyć się i z rodzicami i z teściami). A może byli na dwóch wigiliach, tylko kawał drogi mieli w tą i z powrotem.

        No i chyba Wolfi nie został zaproszony na ślub Laury... Ani państwo Shoppe z Żabą. Nie wiem na ile to jest bliska rodzina (no i też przyjaciele - Mila i pani Shoppowa jeździły razem do Oksfordu), może i faktycznie nie jest to żaden nietakt, że ich nie zaprosili. W sensie, że na ślub mogli zaprosić, nie na wesele. Na pewno trudno jest o wszystkich pamiętać jak się pisze książkę.
        • buka_z_muminkow Re: McDusia - Pyza i święta 15.02.13, 22:14
          A po co właściwie zapraszać na wesele tesciów siostry?
          Mila i Pani Schoppowa jeździły razem do Oksfordu, owszem, ale jaki ma z tym związek Laura, skoro ostatecznie nie wyszła za Wolfa, tylko za Naszpana?
          • ginestra Re: McDusia - Pyza i święta 15.02.13, 23:30
            buka_z_muminkow napisał(a):

            > A po co właściwie zapraszać na wesele tesciów siostry?
            > Mila i Pani Schoppowa jeździły razem do Oksfordu, owszem, ale jaki ma z tym zwi
            > ązek Laura, skoro ostatecznie nie wyszła za Wolfa, tylko za Naszpana?

            Mnie chodziło, że nie na wesele, ale do kościoła, na ślub. Kropka.

            Na moim ślubie było bardzo wielu bliższych i dalszych znajomych, a także wielu sąsiadów - z obecnego mieszkania i z dawnego mieszkania i sympatyczne było ich wszystkich zobaczyć i oni sami też bardzo chcieli przyjść na ślub - bo do kościoła to nie jest zobowiązujące, a dla ludzi jest to często przyjemność zobaczyć jak znajoma osoba wychodzi za mąż i złożyć jej życzenia.

            Sama też jestem wiele razy zapraszana na śluby ludzi, którzy nie są właśnie bardzo bliskimi znajomymi, ale np. sąsiadami czy po prostu w jakiś sposób zaistnieli w moim życiu. Na przykład bardzo mile wspominam ślub, na który zaprosiła mnie parę lat temu korepetytorka mojego dziecka. Młoda, śliczna, sympatyczna dziewczyna, przychodziła do nas na zasadzie umowy lekcja-płatność, czasem rozmawiało się przy tych okazjach i po prostu nie musiała mnie zaprosić, a zaprosiła, przez co czułam się niesamowicie zaszczycona i uszczęśliwiona. Przyszłam na ślub i był on dla mnie pięknym przeżyciem.

            Chodziłam na śluby koleżanek ze studiów, sąsiadek i wielu osób, z którymi nie byłam bardzo blisko. Uważam to za coś normalnego i myślę, że wielu z Was też chodziło na takie śluby i zapraszało też osoby z dalszego klucza.

            W przypadku państwa Shoppe to jest tak, że ich syn przyjechał z Oksfordu na święta (a może i Wolfi przyjechał też na święta? Daleko nie miał, taka sama droga jak Frycek), a więc Frycek przyjechał i idzie na ten ślub, jego żona, a ich synowa jest świadkiem na ślubie, z rodziną panny młodej, która jest jednocześnie rodziną synowej znają się i lubią, łączą ich różne dobre chwile i wspólna wnuczka plus drugi wnuk w drodze.

            A więc, Frycek idzie na ślub, a jego rodzice i rodzeństwo nie. Dla mnie to jest faux pas, no ale, jak wspomniałam, może pani MM nie chciała wszystkich wymieniać. Z drugiej strony, skoro na ślubie była wymieniona krawcowa z opery oraz jakieś inne osoby, to można było wspomnieć też o tych Shoppach.

            Myślę, że pani MM (lub redaktor) powinna była zrobić sobie takie zestawienie, przypomnieć, kto jest rodziną i przyjaciółmi państwa młodych, kto jest świadkiem na ślubie i czy ta osoba ma rodzinę, którą Borejkowie powinni zaprosić i po prostu stworzyć taki krąg ludzi, których trzeba wymienić. A reszta to już opcjonalnie, bo to dalekie osoby i zapomnienie o nich jest jakoś wybaczalne. Z drugiej strony, można było wspomnieć też, że byli i sąsiedzi i koledzy i koleżanki z teatru Laury, koleżanki i koledzy z pracy Adama (a może byli wymienieni), to by dodało jakiegoś większego realizmu temu wydarzeniu w kościele.

            Nie pamiętam czy byli wymienieni, a Wy pamiętacie?
            • melomanka87 Re: McDusia - Pyza i święta 16.02.13, 01:10
              > Nie pamiętam czy byli wymienieni, a Wy pamiętacie?

              I udało się im szybko przemknąć przez niewielki kościół pełen ludzi, kwiatów, świateł i
              muzyki. Mijając znajomych i sąsiadów, uśmiechając się do starych i nowych przyjaciół,
              dotarli aż do pierwszych ławek. A tam, pod malowanym łukiem tęczowym i renesansową
              polichromią, siedzieli w komplecie ich bliscy oraz wyraźnie zdezorientowana Krawcowa
              Operowa. Magdusia, zarumieniona i przejęta, oglądała się i z daleka już dawała Ignasiowi
              energiczne znaki. Była tu i rodzina Adama: ojciec w wózku inwalidzkim, obok mama
              Fidelisowa, a także zabójczo wytworny i wyjątkowo gładko ogolony pan Gruszka z muszką,
              za nim zaś cały personel „Daglezji”. Róża i starszy z braci Fidelisów widnieli na miejscach
              dla świadków. A Laura i Adam właśnie wstawali ze swoich klęczników, ozdobionych białymi
              różami.
              (...)
              Zagrały cicho organy, a szczuplutka druhenka z rudym ogonkiem nie wytrzymała i
              obejrzała się, otwierając gapiowato buzię, żeby zobaczyć, jaka to pani tak ślicznie śpiewa.
              Natychmiast obejrzały się i dwie druhenki pulchniejsze, córki Patrycji.
              (...)
              Z pierwszej ławki zwróciła się ku nim pulchna ciotka Patrycja, odziana w swe ulubione
              błękity. Podniosła pytająco brwi, a Gabriela w odpowiedzi skinęła tylko głową. Florek
              uśmiechnął się serdecznie i zaraz spojrzał w stronę ołtarza.
              • ginestra Re: McDusia - Pyza i święta 16.02.13, 23:52
                Dzięki za przypomnienie, że byli na ślubie znajomi i sąsiedzi. :)
                Chyba przy czytaniu prześlizgnęłam się za szybko wzrokiem po tych fragmentach i nie zostały one w mojej pamięci.
            • zla.m Re: McDusia - Pyza i święta 16.02.13, 13:58
              Nie dość, że dla Laury stare Szopy to tylko teściowie siostry, to jeszcze Laura dla nich jest dziewuchą, która najpierw zwiała z ich synem, żeby kompletnie nieodpowiedzialne wziąć z nim ślub, a potem jeszcze tego syna zostawiła, może łamiąc mu serce. No już widzę, że cała ekipa aż piszczy, żeby się spotkać na jej ślubie z kim innym
            • buka_z_muminkow Re: McDusia - Pyza i święta 16.02.13, 22:57
              Przyznam, że nie przemawia do mnie to, co napisałaś.

              Owszem, miło, jesli na ślub przyjda osoby, które w jakiś sposób zaistniały w życiu nowożeńsów, ale z drugiej strony - młodzi nie mają obowiązku ich zapraszać. Kosciół jest otwarty i na ślub może przyjsć każdy, nawet obca osoba.

              Piszesz: "> A więc, Frycek idzie na ślub, a jego rodzice i rodzeństwo nie. Dla mnie to jest faux pas, no ale, jak wspomniałam, może pani MM nie chciała wszystkich wymieniać. Z drugiej strony, skoro na ślubie była wymieniona krawcowa z opery oraz jakieś inne osoby, to można było wspomnieć też o tych Shoppach. "

              "Myślę, że pani MM (lub redaktor) powinna była zrobić sobie takie zestawienie, przypomnieć, kto jest rodziną i przyjaciółmi państwa młodych, kto jest świadkiemna ślubie i czy ta osoba ma rodzinę, którą Borejkowie powinni zaprosić i po prostu stworzyć taki krąg ludzi, których trzeba wymienić."

              Frycek jest zaproszony na ślub, ponieważ to ślub siostry jego żony.
              Jego rodzice dla siostry jego żony są tylko teściami siostry. Na dodatek są to rodzice jej poprzedniego narzeczonego, którzy niekoniecznie akceptowali tamten związek. Nie jest to żadna rodzina, ani nawet przyjaciele.
              Moim zdaniem nie ma żadnych podstaw, dla których Laura powinna ich zapraszać (nawet na sam ślub) i w moim odczuciu nie ma tu żadnego faux pas.

              BTW, poradźcie, prosze, jak wyłączyć powiadomienia o nowych postach, które od niedawna przychodzą na maila.
              • ginestra Re: McDusia - Pyza i święta 16.02.13, 23:50
                Ad. 1 - Co do rodziny Shoppów, to nie jest to przypadek typu: panna młoda zaprosiła własną siostrę na świadka, więc trzeba koniecznie zaprosić rodzinę jej męża, tj. obcych ludzi, tylko dlatego, że ten mąż też będzie na ślubie, tylko jest to przypadek, w którym rodzina tego męża siostry DODATKOWO przyjaźni się blisko z rodziną panny młodej.

                Co do Wolfiego, to mamy w Sprężynie powiedziane, że on i Laura rozstali się życzliwie, nikt nie chowa do nikogo urazy i nikt nie czuje się PORZUCONY. Laura zakończyła swój list do Wolfiego (cytat niedosłowny): "pozostańmy przyjaciółmi, tym bardziej, że jesteśmy rodziną i będziemy przecież spotykać się niejeden raz w gronie rodzinnym. Myślę o Tobie dobrze, lubię Cię i mam nadzieję, że i Ty o mnie podobnie myślisz", a że Wolfi o niej podobnie myśli, z życzliwością i przyjaźnią mamy też dowód z jego korespondencji.

                Co daje nam jasno nakreślone przez panią MM przesłanki, abyśmy jako czytelnicy wierzyli i wiedzieli, że ta sprawa, że kiedyś chodzili ze sobą (tym bardziej, że nie sypiali ze sobą, więc nie mają wspomnień związanych z więzią fizyczną, które mogą jedną czy drugą stronę jakoś boleć) nie stanowi dla nich ani dla ich rodzin żadnego problemu.

                A więc, łapiąc panią MM za słowo, nie mogę zgodzić się z tym, co piszesz, że "nie jest to żadna rodzina, ani nawet przyjaciele", bo pani MM stawia sprawę tak, że jest dokładnie na odwrót. Obie rodziny (co jest napisane w Sprężynie) są w ścisłym kontakcie, a Mila i pani Shoppe jeżdżą razem na całe MIESIĄCE do Oksfordu, przebywają tam razem i lubią się i obie rodziny łączy wspólna wnuczka, którą obie rodziny kochają i którą się żywo interesują itp.

                Piszę to, bo tak to zrozumiałam z jeżycjady. Pani MM zbudowała we mnie, jako czytelniczce, pewien konkretny obraz spraw, natomiast, jeżeli o mnie chodzi prywatnie, to pies ich drapał czy zaprosili Shoppów czy nie, przepraszam za wyrażenie.

                Ad. 2 - jak piszesz posta, to pod okienkiem na wpisanie jego treści jest pole komunikat: "Powiadamiaj mnie mailem o odpowiedziach w wątku" i po prostu chyba trzeba go nie zaznaczać albo odznaczyć, jeżeli jest zaznaczony.
                • buka_z_muminkow Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 01:02
                  ginestra napisała:

                  > A więc, łapiąc panią MM za słowo, nie mogę zgodzić się z tym, co piszesz, że "n
                  > ie jest to żadna rodzina, ani nawet przyjaciele", bo pani MM stawia sprawę tak,
                  > że jest dokładnie na odwrót. Obie rodziny (co jest napisane w Sprężynie) są w
                  > ścisłym kontakcie, a Mila i pani Shoppe jeżdżą razem na całe MIESIĄCE do Oksfor
                  > du, przebywają tam razem i lubią się i obie rodziny łączy wspólna wnuczka, któr
                  > ą obie rodziny kochają i którą się żywo interesują itp.

                  Musiałabym zajrzeć do Sprężyny, bo może źle pamiętam, ale mój odbiór był taki, że owszem przyjaźnią się, ale Mila z mamą Fryderyka, a nie wszyscy członkowie obu rodzin ze wszystkimi.

                  Relacji Laura-Państwo Shoppe nie wspominam jako przyjaźń czy miłość, a biorąc pod uwagę, że jest to przede wszystkim święto Młodej Pary - uważam, że zaproszenia powinny otrzymac osoby, z którymi Młodzi się przyjaźnią, a nie z którymi przyjaźnią się członkowie ich rodzin.

                  PS. Dzięki za podpowiedź dot powiadomień, przyznam, że nie zwróciłam na to uwagi, szukałam raczej w ustawieniach konta.
                  • ginestra Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 01:51
                    Przy ślubach bardzo często jest tak, że zaprasza się do kościoła (nie na wesele, tylko do kościoła) nie tylko te osoby, z którymi konkretnie panna młoda przyjaźni się, ale również te osoby, o których wiemy, że będzie im miło dostać takie zaproszenie i zobaczyć np. jak córka znajomej, córka sąsiadki wygląda na ślubnym kobiercu, pomodlić się wspólnie za nowożeńców, a potem podejść do nich z kwiatami i tej dziewczynie, której tylko mówiło się "dzień dobry" od czasu do czasu, pogratulować i złożyć najlepsze życzenia i pokazać swoją postawą, że życzy się jej szczęścia w życiu.

                    Na dokładnie takiej zasadzie zapraszani są sąsiedzi, znajomi rodziców panny młodej, którzy tę pannę młodą widywali i mają jakiś emocjonalny stosunek do niej, a niekoniecznie przyjaźnią się konkretnie z samą panną młodą, osoby z tego samego zakładu pracy (też niekoniecznie związane więzami przyjaźni z panną młodaą), dalecy krewni itp.

                    Tak jest przyjęte i w wielu kręgach praktykuje się właśnie ten zwyczaj. Borejkowie, z ich deklarowaną otwartością na ludzi i przyjaznością, wydają się właśnie takimi osobami, które do kościoła naspraszają wszystkich, którym będzie miło zobaczyć Laurę w tym wielkim dniu i wspomóc ją w modlitwie, aby ich dobre życzenia i modlitwy pomogły jej w dalszym życiu, bo dla osób wierzących istnieje także i ten wymiar (a rodzina jest, jak widzimy, bardzo wierząca).

                    A więc, takie zaproszenie jest nie tylko po to, żeby było miło pannie młodej, ale też po to, żeby było miło tym osobom. Oczywiście, muszą to być osoby, które panna młoda lubi lub są dla niej neutralne, a nie np. jej wrogowie, to oczywiste. Zwykle jest tak, że panna młoda nie ma nic przeciwko temu, żeby rodzice zaprosili osoby, które są bardziej znajomymi tych rodziców niż jej samej i rozumie także taki aspekt, że mama chce przed przyjaciółkami pochwalić się jaką ma piękną córkę na ślubnym kobiercu. Niech jej będzie wolno to zrobić.

                    Tak wygląda z moich obserwacji życiowych.

                    Natomiast każdy jest inny i nawet tu na forum był wątek o tym, że np. sporo osób nie zapraszało wielu gości lub nawet nie ubierało się szczególnie "ślubnie" na własny ślub. A więc, gusta są różne.

                    Borejkowie (niech nawet będzie, że matka i dziadkowie Laury) jednak są nakreśleni jako osoby, które, skoro zaprosiły wielu znajomych i sąsiadów niebędących przyjaciółmi Laury, to zapewne zaprosiłyby też Shoppów (bliższych nawet niż sąsiedzi).

                    Co do Sprężyny, to teraz sobie uświadomiłam, że nie wiem dokładnie czy to Mila wyjeżdżała z panią Shoppe do Oxfordu czy może raczej Gaba. Zapomniałam, że to Gaba jest babcią małej Mili, a nie Mila seniorka. Jeśli tak, to jest to jeszcze bliższy krąg znajomych (Shoppowa jako znajoma matki Laury, bywająca też i w domu Laury i rozmawiająca z nią czasem przy tych okazjach, która na pewno chciałaby zobaczyć Laurę na ślubnej mszy).

                    Mam wrażenie jednak, że pominięcie Shoppów jest taką freudowską pomyłką pani MM, tzn. pominęła ich zapewne nieświadomie, ale fakt faktem, że pominęła. A to dlatego, że gdzieś w środku ich nie lubi, tzn. moim zdaniem z kart tych książek (gł. Czarnej Polewki) przebija taki nastrój, że ich nie lubi. Może to jest subiektywny odbiór, ale takie wrażenie we mnie powstało.

                    Przypuszczam, że to jest rozwiązanie zagadki dlaczego nie zostali wymienieni, a nie to, że są obiektywnie zbyt dalecy, żeby ich zapraszać.
                    • buka_z_muminkow Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 12:44
                      ginestra napisała:

                      > Borejkowie (niech nawet będzie, że matka i dziadkowie Laury) jednak są nakreśle
                      > ni jako osoby, które, skoro zaprosiły wielu znajomych i sąsiadów niebędących pr
                      > zyjaciółmi Laury, to zapewne zaprosiłyby też Shoppów (bliższych nawet niż sąsie
                      > dzi).

                      Myślę, że kluczowe jest tu pytanie , czy oni tych sąsiadów zaprosili, czy sąsiedzi po prostu przyszli , bo wiedzieli, że będzie ślub i chcieli zobaczyć. kościół jest otwarty i na ślub może przyjsć każdy, nawet obca osoba prosto z ulicy - nikt nie może jej tego zabronić.

                      Zwykle jest tak, że panna młoda nie ma nic przeciwko temu, żeby rodzice zapr
                      > osili osoby, które są bardziej znajomymi tych rodziców niż jej samej i rozumie
                      > także taki aspekt, że mama chce przed przyjaciółkami pochwalić się jaką ma pięk
                      > ną córkę na ślubnym kobiercu. Niech jej będzie wolno to zrobić.

                      A to co innego. Myslę, że wymiana zdań między nami rozbija się o to, jakie znamy tradycje ślubne i jak je rozumiemy.

                      Zauważ, ze cały czas pisałam o tym, kogo mają obowiązek zaprosić PAŃSTWO MŁODZI. W moim poczuciu to Mlodzi zapraszają, bo to ich ślub. Celowo pomijam tu tradycję mówiącą, że rodzice panny młodej li i jedynie) organizują ślub i wesele, a młody kupuje tylko alhohol i obrączki. W obecnych czasach ta tradycja jest odchodzi do lamusa, młodzi dzielą się obowiązkami organizacyjnymi po połowie, czasem wraz z rodzinami, a czasem zupełnie sami. W samej McDusi mamy wyraźnie napisane, że matka Panny Młodej nie pełniła ww. roli.

                      Oczywiście nikt nie broni rodzinie PM podszepnąć słówko znajomym, sąsiadom, swoim przyjaciołom, że kuzynka/wnuczka/córka/syn sąsiadów z dzieciństwa/etc bierze ślub, ale nie traktuję tego na równo z zaproszeniem tej osoby. Moze dlatego, że zaproszenie na ślub kojarzy mi się wyłącznie z zaproszeniem papierowyjm, które zanosi się lub wysyła zainteresowanym i że takie zaproszenia rozdają sami mlodzi, a nie ich rodziny.

                      Jeśli zaś mówimy o sytuacji, kiedy to Mila przy kawce z p. Szopową mówi "w swięta moja wnuczka bierze ślub, będzie miło, jeśli przyjdziecie", to ma to może formę słownego zaproszenia, ale niezobowiązującego. I bardzo możliwe, że taka sytuacja miała miejsce, ale np. Szopy uznali, że wolą Święta spędzić w gronie rodzinnym, a nie tłuc się w śniegu i mrozie na ślub kogoś, kto im osobiście nie jest bardzo bliski.
                      • buka_z_muminkow Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 12:48
                        jakiś cudak mi wyszedł "tradycja jest odchodzi do lamusa". Oczywiscie bez "jest", widocznie chciałam napisac coś innego i nie wykasowałam całego zdania ;D
                      • melomanka87 Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 13:24
                        > Jeśli zaś mówimy o sytuacji, kiedy to Mila przy kawce z p. Szopową mówi "w swię
                        > ta moja wnuczka bierze ślub, będzie miło, jeśli przyjdziecie", to ma to może fo
                        > rmę słownego zaproszenia, ale niezobowiązującego. I bardzo możliwe, że t
                        > aka sytuacja miała miejsce, ale np. Szopy uznali, że wolą Święta spędzić w gron
                        > ie rodzinnym, a nie tłuc się w śniegu i mrozie na ślub kogoś, kto im osobiście
                        > nie jest bardzo bliski.

                        Ślub nie był w Święta, tylko dzień później. Gdyby on był 26 grudnia, to cały ten naciągany wątek "suknia odjechała i w całym Poznaniu nie można kupić nic sensownego na ślub" nie byłby tak idiotyczny.
                        • buka_z_muminkow Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 13:51
                          Racja. Widocznie właśnie ten wątek z brakiem możliwości kupienia niczego sensownego mnie zmylił. Utknęło mi w głowie, że ślub był 25 lub 26 grudnia ;)

                          Z drugiej strony jednak - dzień później, niedziela, wolne od pracy, pewnie wielu sobie święta przedłużyło, chociaż to juz kwestia indywidualna każdej rodziny.
                          • ginestra Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 17:10
                            A, to chyba nie zrozumiałyśmy się.

                            Ja nie pisałam o tym kogo mają zaprosić państwo młodzi, tylko o tym dlaczego nie ma wzmianki o Shoppach na ślubie Laury w książce Musierowicz (zaproszonych bądź przez Laurę, bo czemu nie, bądź przez Gabę, Milę itp.). Kontekst tych książek pokazywał, że powinni być wspomnieni.

                            Tradycje ślubne faktycznie możemy mieć przed oczami inne.
                    • kajaanna Re: McDusia - Pyza i święta 18.02.13, 11:02
                      ginestra napisała:

                      > Przy ślubach bardzo często jest tak, że zaprasza się do kościoła (nie na wesele
                      > , tylko do kościoła) nie tylko te osoby, z którymi konkretnie panna młoda przyj
                      > aźni się, ale również te osoby, o których wiemy, że będzie im miło dostać takie
                      > zaproszenie i zobaczyć np. jak córka znajomej, córka sąsiadki wygląda na ślubn
                      > ym kobiercu, pomodlić się wspólnie za nowożeńców, a potem podejść do nich z kwi
                      > atami i tej dziewczynie, której tylko mówiło się "dzień dobry" od czasu do czas
                      > u, pogratulować i złożyć najlepsze życzenia i pokazać swoją postawą, że życzy s
                      > ię jej szczęścia w życiu.
                      >
                      > Na dokładnie takiej zasadzie zapraszani są sąsiedzi, znajomi rodziców panny mło
                      > dej, którzy tę pannę młodą widywali i mają jakiś emocjonalny stosunek do niej,
                      > a niekoniecznie przyjaźnią się konkretnie z samą panną młodą, osoby z tego same
                      > go zakładu pracy (też niekoniecznie związane więzami przyjaźni z panną młodaą),
                      > dalecy krewni itp.

                      ***
                      Tyle tylko, że skoro ślub odbywa się kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zamieszkania, to z tymi sąsiadami, znajomymi rodziców i kolegami z pracy COŚ trzeba potem zrobić.

                      Chyba że zakładamy, że w grudniowy, niedzielny wieczór jakoś sami sobie dadzą radę.
                • zla.m Re: McDusia - Pyza i święta 17.02.13, 07:51
                  ginestra napisała:

                  > Co do Wolfiego, to mamy w Sprężynie powiedziane, że on i Laura rozstali się życ
                  > zliwie, nikt nie chowa do nikogo urazy i nikt nie czuje się PORZUCONY. Laura za
                  > kończyła swój list do Wolfiego (cytat niedosłowny): "pozostańmy przyjaciółmi, t
                  > ym bardziej, że jesteśmy rodziną i będziemy przecież spotykać się niejeden raz
                  > w gronie rodzinnym. Myślę o Tobie dobrze, lubię Cię i mam nadzieję, że i Ty o m
                  > nie podobnie myślisz", a że Wolfi o niej podobnie myśli, z życzliwością i przyj
                  > aźnią mamy też dowód z jego korespondencji.

                  To ja poproszę ten dowód - dokładny cytat. I nie z tego, co pisze Laura, że chciałaby, tylko z Wolfiego.

                  A tak na marginesie - mogło jeszcze być tak, że Schoppowie dostali zawiadomienie o ślubie, ale nie przyjechali - bo mieli inne plany okołoświąteczne, nie mogli albo po prostu im się nie chciało: jechać x-dziesiąt kilometrów na sam ślub, zimą, do osoby niekoniecznie szczególnie bliskiej - nie każdy ma na to ochotę.
    • ginny22 Re: McDusia - Pyza i święta 14.02.13, 10:28
      Podpisuję się. Nie wyobrażam sobie przyjazdu na Święta z innego kraju i ulokowania się poza domem rodzinnym. Zwłaszcza gdy się jest tak związanym z mamą jak Pyza (deklaratywnie) i gdy młodsza siostra za parę dni zmienia stan cywilny. Niewiarygodne psychologicznie i cokolwiek bez sensu, bo przecież ulokowanie Pyzy z Milą na Roosevelta niewiele by fabularnie zmieniło.
      • melomanka87 Re: McDusia - Pyza i święta 14.02.13, 10:58
        > i gdy młodsza siostra za parę dni zmienia stan cywilny.

        A Róża jest jej świadkiem. Wtedy, kiedy panna młoda najbardziej jej potrzebuje, Pyza siedzi sobie u ciotki z błogą nieświadomością i przychodzi dopiero "na gotowe".
    • lavanta Re: McDusia - Pyza i święta 14.02.13, 16:21
      Myślę, że MM celowo umieściła Różę u Patrycji i zrobiła oddzielne wigilie (co jest też bez sensu w kwestii logistycznej, skoro Laura z Adamem mieli jechać na wigilię do jego rodziców, od Patrycji mieliby znacznie bliżej), bo wtedy musiałaby napisać coś więcej o rodzinie Fryców, która składa się z małej Mili i dwóch robotów. MM chyba sama za nimi nie przepada...
    • iwoniaw Re: McDusia - Pyza i święta 14.02.13, 20:59
      W sumie po akcjach Ignaca Fryderyk może mieć opory przed goszczeniem na Roosevelta ;-)
      Ale i tak masz rację, skoro Pyza nie przyjechała na święta do rodzinnego domu, do matki i siostry, której świadkiem na ślubie ma być, to dziwne, że nie zatrzymała się u teściów - Fryderyk nie chciał się zobaczyć w święta z rodziną (tą muzykalną, ciepłą rodziną urządzającą zjazdy, zanim MM zrobiła z nich Psychopatów z Bloków...)?

      Niestety, prawda jest znacznie bardziej prozaiczna: Róża wypełniła ramiona, więc trzeba ją wypchnąć z kadru, żeby starczyło miejsca na popiskujące 12-latki skaczące po kanapach w różowych kiecuniach druhenki i recytujące Wyspiańskiego.
    • zla.m Re: McDusia - Pyza i święta 16.02.13, 16:36
      Masz pełną rację. Pyza, co najmniej z racji świadkowania, powinna być z nimi.Nie zwróciłam na to uwagi, chociaż też zdziwiłam się wigilią - bo to takie uberrodzinne święto, a tutaj impreza osobno - a miejsce jest, skoro potem na kawę dali radem razem. Więc dlaczego nie wigilia razem? Bo raz w życiu nie pójdą na pasterkę do Dominikanów?
      • piotr7777 myślę, że wytłumaczenie jest proste 17.02.13, 07:53
        Pyza nie przyjeżdża sama tylko z mężem i dzieckiem.
        Logistycznie ich rozmieszczenie na Roosvelta nie jest takie proste zwłaszcza w sytuacji gdy Borejkowie goszczą Magdę (pomijam, że właściwie jako osoba względnie samodzielna mogła się ona zatrzymać w starym mieszkaniu Dmuchawca a do Borejków chodzić na posiłki).
        Stąd wybrali większy dom Górskich.
        Co do Wigilii to zdaje się składa ona z dwóch części - najpierw na Roosvelta dla domowników, potem w Śmiłowie dla całej rodziny. Skoro Róża z rodziną i tak mieszkają w Śmiłowie nie ma większego sensu by kursowali tam i z powrotem.
        Jedyny zgrzyt to ten, że Róży nie ma tuż przed ślubem, kiedy to wychodzi całe to zamieszanie z Pyziakiem, straconą suknią etc. Tu raczej powinna być obecna - niekoniecznie jako świadek (w końcu rola świadka nie jest tak naprawdę aż tak istotna, musi się po prostu podpisać pod protokołem, wręczyć młodym obrączki a na weselu pilnować alkoholu i pełnić honory w czasie otrzęsin - w wypadku Laury i Adama wesela z prawdziwego zdarzenia i tak nie było) ale jako siostra panny młodej. Najwyraźniej jednak autorka nie miała pomysłu na Pyzę w tej sytuacji no i wyszło, że jej relacje z siostrą nie są zbyt bliskie.
        Co zaś się tyczy rodziny Schoppe - myślę, że autorka świadoma zarzutów, że zestaw gości Natalii i Roberta w Kalamburce był mocno od czapy zdecydowała się wrzucić wszystkich do worka pod tytułem : "znajomi i sąsiedzi". No i to właściwie zamyka sprawę.
        • ciotka_scholastyka Re: myślę, że wytłumaczenie jest proste 18.02.13, 10:45
          > Co do Wigilii to zdaje się składa ona z dwóch części - najpierw na Roosvelta dl
          > a domowników, potem w Śmiłowie dla całej rodziny. Skoro Róża z rodziną i tak m
          > ieszkają w Śmiłowie nie ma większego sensu by kursowali tam i z powrotem.

          Po pierwsze: nie na Roosvelta, tylko na Roosevelta.
          Po drugie, nie w Śmiłowie, tylko w Śmiełowie, na litość boską.
          Po trzecie, Patrycja z rodziną nie mieszka w żadnym Śmiełowie, w Śmiełowie jest pałac, w którym urzędowali Laura, Wolfi i Bodzio.

          Po czwarte ad meritum w końcu:
          Po jaką za przeproszeniem cholerę robili dwie osobne wigilie, jedną na Roosevelta, a drugą u Florków, skoro i tak po Wigilii na Roosevelta cała rodzina pojechała do Florków?! To się kompletnie kupy nie trzyma. Można było zabrać całą rooseveltowską wigilijną wałówkę, wsiąść do tych licznych "starych" i "używanych" samochodów i pojechać wcześniej, skoro i tak jechali później, i tak robili tłok, hałas i brudzili Patrycji w kuchni. Przypominam też, że Róża przyjechała z Anglii, nie z ulicy Głogowskiej, prawdopodobnie po dłuższym niewidzeniu się z cała rodziną, i Wigilię spędziła u CIOTKI?!

          Natomiast zupełnie nie widzę sensu zapraszania na ślub Laury starych Schoppów. Zwłaszcza, że była kiedyś "narzeczoną" Wolfiego i sporo krwi starym razem napsuli. To, że Mila i pani Schoppe jeżdżą razem do wnuczki do Oksfordu, nie jest bynajmniej dowodem na to, że między nimi jest przyjaźń.
        • turzyca Re: myślę, że wytłumaczenie jest proste 18.02.13, 16:55
          (w końcu rola świadka nie jest tak naprawdę aż tak
          > istotna, musi się po prostu podpisać pod protokołem, wręczyć młodym obrączki a
          > na weselu pilnować alkoholu i pełnić honory w czasie otrzęsin - w wypadku Laury
          > i Adama wesela z prawdziwego zdarzenia i tak nie było)

          Taaaak i dochodzimy do roznic miedzy kobietami i mezczyznami. Panowi mlodemu nie trzeba trzymac w pogotowiu zawartosci, nieobecnej przeciez w stroju panny mlodej, torebki (a sprobujcie wziac slub bez dowodu), pilnowac ponczoch, koafiury, welonu, sznurowac gorsetu, zapinac butow, w skrajnych wypadkach rowniez pomagac w korzystaniu z toalety. Panna mloda to wrecz przedsiewziecie, swiadkowa potrzebna jest po to, zeby panna mloda mogla sie skupic na wstepowaniu w zwiazek malzenski.


          I brak ogarnietej swiadkowej ewidentnie sie msci, normalna swiadkowa nie wypuscilaby kiecy z reki. Panna mloda moze ulec welonikowemu zapaleniu mozgu, swiadkowa jest od organizacji i trzymania wszystkiego zelazna reka.
          • melomanka87 Re: myślę, że wytłumaczenie jest proste 18.02.13, 17:20
            > w skrajnych wypadkach rowniez pomagac w korzystaniu z toalety.

            Potwierdzam, na jednym ślubie kiedy panna młoda załatwiała swoją potrzebę fizjologiczną, świadkowa podtrzymywała jej rozłożystą suknię, a ja od wewnątrz pilnowałam drzwi do całej łazienki (kabiny z dwiema osobami, w tym jedną w sukni ślubnej, nie dało się domknąć) :-]
          • croyance Re: myślę, że wytłumaczenie jest proste 23.09.13, 13:58
            A ja sie tu zgadzam z Piotrem, nasi swiadkowie tez sie na slubie pojawili 15 minut wczesniej. Ani na slubie, ani na weselu zadna 'swiadkowa' nie byla mi do niczego potrzebna.
        • floress Re: myślę, że wytłumaczenie jest proste 22.02.13, 12:01
          piotr7777 napisał:

          > Pyza nie przyjeżdża sama tylko z mężem i dzieckiem.
          > Logistycznie ich rozmieszczenie na Roosvelta nie jest takie proste zwłaszcza w
          > sytuacji gdy Borejkowie goszczą Magdę (pomijam, że właściwie jako osoba względn
          > ie samodzielna mogła się ona zatrzymać w starym mieszkaniu Dmuchawca a do Borej
          > ków chodzić na posiłki).
          > Stąd wybrali większy dom Górskich.

          No tak, ale ona przyjeżdża na święta. Dla mnie to dziwne, bo może w innym okresie jeszcze to by przeszło, ale w tak ważne dni? Dodatkowo, gdy Wigilia nie ma być wspólna? Ja sobie nie wyobrażam. A mieszkanie na Roosevelta nie jest małe i spokojnie by się pomieścili, przecież gdy przyjeżdża się do rodziców, to ilość pokoi nie ma większego znaczenia.

          > Co do Wigilii to zdaje się składa ona z dwóch części - najpierw na Roosvelta dl
          > a domowników, potem w Śmiłowie dla całej rodziny. Skoro Róża z rodziną i tak m
          > ieszkają w Śmiłowie nie ma większego sensu by kursowali tam i z powrotem.

          Pomijam nazwę miejscowości, ale ona nie ma kursować tam i z powrotem, tylko Wigilia powinna być jedna - u Patrycji dla całej rodziny. Skoro na kawę tam jechali, to i na całą kolację mogli.


    • meduza7 Re: McDusia - Pyza i święta 18.02.13, 10:29
      E tam, ja bym się nie czepiała tego, że Pyza zatrzymuje się u ciotki. Skoro wszyscy wiedzą, że w domu rodzinnym jest ciasno i kołchoz, a tam luźniej i lepsze warunki, by zmieściły się trzy dodatkowe osoby? Dostęp do łazienki itp. Co z tego, że w latach jej dzieciństwa mieszkali wszyscy na kupie? Parę lat minęło, warunki się zmieniły, Pyza przyzwyczaiła się do mieszkania tylko z mężem i dzieckiem i może nie miała ochoty nocować w zagęszczonym mieszkaniu, gdzie przecież nie ma wolnego pokoju czekającego na gości. Pewnie trzeba by im było rozstawiać jakieś łóżka polowe, czy coś. Albo rozkładać materace. A domniemywam, że Pulpa miała po prostu pokój gościnny.
      Nie składajmy na brak więzi, albo zaprzeczanie tym deklarowanym więziom czegoś, co jest problemem czysto technicznym.
      • retro-story Re: McDusia - Pyza i święta 18.02.13, 11:52
        Wiedząc, jak wielką sympatią pałają do siebie dziadek i mąż, na miejscu Pyzy też bym unikała jak ognia mieszkania na Roosevelta.
      • lavanta Re: McDusia - Pyza i święta 18.02.13, 13:36
        Problem nie leży w tym, że Pyza nie zatrzymała się w domu, ale w tym, że nie spędza wigilii z m.in. dziadkami, matką, siostrą i przyszłym szwagrem, tylko u ciotki. Bardzo dziwne jest to, że przejechała taki kawał, a mimo to tak istotnego święta nie spędza z najbliższymi. W dodatku wróciła do Polski też na ślub Laury, na którym to ślubie ma być świadkiem, a o ile się nie mylę, pana młodego chyba nawet nie poznała, a Laura i Adam z wigilii na Roosevelta pojechali na następną wigilię, a nie do Patrycji.
        • meduza7 Re: McDusia - Pyza i święta 18.02.13, 16:51
          A, co do świąt to się zgodzę. Natomiast odnosiłam się do pierwszego posta i zawartego w nim głównego zarzutu, że nie zamieszkała w kołchozie z resztą rodziny. Święta były tam wspomniane tylko marginalnie.
          I prawdę mówiąc, tych kombinacji z dwiema Wigiliami to też nie rozumiem. Gdyby chodziło o to, że "najpierw odwiedzamy mamę, a potem teściów", to ok, ale nie, to wszystko w obrębie tej samej rodziny, wtf?
      • mankencja Re: McDusia - Pyza i święta 18.02.13, 18:03
        A domniemywam, że Pulpa
        > miała po prostu pokój gościnny.

        A nawet cały niekrepujący pawilonik.
    • piotr7777 odnośnie świadków na ślubie 18.02.13, 18:33
      Przepraszam za błędy językowe i topograficzne - po pierwsze.
      Po drugie - mam wrażenie, że przyjęto za coś oczywistego w jednym z wpisów, że świadkiem pana młodego musi być mężczyzna a panny młodej kobieta. Zapewne w 90 procentach wypadków tak jest, ale przecież w samej Jeżycjadzie mamy np. ślub Janusza i Gabrieli, gdzie akurat było odwrotnie. No dobrze - to był ślub cywilny bez sukni i welonu, ale przecież w realnym życiu może zdarzyć się sytuacja, że pan młody na świadka bierze siostrę a panna młoda np. brata albo kolegę. I co - wtedy świadek panny młodej - mężczyzna będzie pilnował czy ta ma wszystko na miejscu?
      Pomijam już, że czasem świadkowie są tej samej płci.
      • lavanta Re: odnośnie świadków na ślubie 18.02.13, 20:18
        Na świadka wybiera się przeważnie bliską osobę, kogoś z rodziny albo przyjaciół, dlatego między innymi jego rola nie powinna ograniczać się do stawienia się na ślubie, ale pomocy osobie, która bierze ślub. Nawet, jeśli państwo młodzi nie potrzebują jej od strony organizacyjnej (co nie wiem, czy się zdarza, nawet przy skromnych weselach), to powinien być ktoś, kto uspokoi i powie, że wszystko się uda, a płeć tej osoby nie ma tu żadnego znaczenia. Przecież ślub to zawsze wielkie przeżycie, nawet jeśli wszystko się układa, u Laury ewidentnie przed ślubem wszystko się posypało.
        Nie mówiąc już o tym, że w gestii świadka leży zorganizowanie wieczoru panieńskiego, którego Laura chyba też nie miała ;).
      • croyance Re: odnośnie świadków na ślubie 23.09.13, 14:00
        To prawda, moim swiadkiem byl moj brat, a swiadkiem meza jego 80 letnia ciotka.
    • aadrianka Re: McDusia - Pyza i święta 18.02.13, 21:55
      Całkowicie nie na temat, ale ciągle czytam tytuł tego wątku na zasadzie "Rozważna i romantyczna" i przyłapuję się na zastanawianiu, kto ma być rzeczoną świętą....
    • fannybrice Re: McDusia - Pyza i święta 09.09.13, 10:40
      Akurat to, gdzie Pyza się zatrzymała nie jest aż takie dziwne, ze względu na wiele razy już wspominane problemy logistyczne, ale cała ta Borejkowa Wigilia jest dziwna. Pamiętam, że kiedy mój kuzyn brał ślub, w pierwsze święta po nim do nas na Wigilię przyjechali wszyscy możliwi ludzie (od strony naszej i jego żony). Teraz to różnie bywa, ale nawet moja niezbyt zżyta rodzina zorganizowała coś takiego. Po Borejkach spodziewałam się czegoś podobnego, ale wtedy musieliby wyzbyć się przywiązania do "tradycji" i zorganizować wielką wieczerzę u Pulpecji, a potem np podzielić gości między ich dom, a Fidelisów.
      Co do ślubu, to bardziej zastanawiało mnie jak się 'bawiła' na takim wydarzeniu Magda oraz czy została zaproszona, czy jak już była to ją zabrali, czy Laura uwzględniła ją w liście gości, przy organizowaniu cateringu itp.
    • klawiatura_zablokowana A wiecie skąd ten bajzel? 09.09.13, 21:13
      Z racji pisania li i jedynie o rodzinie Borejków. Po prostu ilość detali jest zbyt duża i autorka sama się w tym gubi, kogo powinni zaprosić bohaterowie na Wigilię, a kogo na wesele. Jakby trzymała się zasady "każdy tom o innej postaci, aczkolwiek luźno związanej z grupą głównych bohaterów" toby pies z kulawą nogą nie zwrócił uwagi na pewne szczegóły. Zamiast tego mamy klan Borejków wałkowany w stu dwudziestu odnogach i kondygnacjach, przez co wszystko staje się zbyt przeładowane i dochodzimy do idiotycznych sytuacji, gdy gwoli prowadzenia jakiejś tam fabuły o dorastającej pannie rzeczona panna uczestniczy w przygotowaniach do ślubu, a siostra-świadkowa nie.
      • akniwlam Re: A wiecie skąd ten bajzel? 11.09.13, 12:52
        Może nie tyle z racji pisania li i jedynie o Borejkach z przyległościami, ale z racji faktu, że zabrakło zeszyciku czy fiszek czy pliku w komputerze, w którym byłyby zapisywane wszystkie daty i fakty dotyczące poszczególnych postaci. I zrobił się bałagan z Markiem neurologiem/neurochirurgiem, z liczbą pokoi i metrażem mieszkania, z córką Robrojka, która musiała się urodzić, kiedy ojciec miał 17 lat, z wysoką Laurą, która jest równocześnie wzrostu i figury drobniutkiej jak ptaszek Mili i z innymi podobnymi kwiatkami. Gdyby było 20 młodych bohaterek, jakoś tam luźno z Borejkami powiązanych, każda z innymi problemami, miłościami, rodzinami, przyjaciółmi, plus do tego jeszcze wzmianki, co słychać u wczesniejszych postaci, to by przy podobnym braku organizacji wyszedł jakiś nieziemski zakalec, bo Autorka miałaby jeszcze więcej faktów do pomylenia.
    • iborkowska ciotka 20.09.13, 00:55
      A nie pomyślałyście, że wątek ciotki wsadzony jest celowo , bo potrzebna będzie w kolejnym, jakże wyczekiwanym tomie :P ????
      tu wszystko może mieć utajony sens, moje drogie....
      • bupu Re: ciotka 20.09.13, 01:28
        iborkowska napisała:

        > A nie pomyślałyście, że wątek ciotki wsadzony jest celowo , bo potrzebna będzie
        > w kolejnym, jakże wyczekiwanym tomie :P ????
        > tu wszystko może mieć utajony sens, moje drogie....

        Dobry pisarz, a przynajmniej taki, któremu się chce, postarałby się, żeby wszystko trzymało się kupy na pierwszy rzut oka i wątek ciotki umocowałby należycie.
    • tt-tka Re: McDusia - Pyza i święta 16.05.14, 12:27
      odezwala sie pelnym glosem gorsza strona mojej natury
      bez trudu moge sobie wyobrazic, ze Pyza (a Fryc tym bardziej) NIE CHCA byc na roosevelta, nie ze wzgledu na ciasnote, tylko bardzo silne animozje z rodzina
      z ciocia Pulpa zadne nie mialo zadraznien, pobyt tam nie jest krepujacy ani stresujacy, a z upiornami borejkami latwiej przetrzymac kawe niz cala dluga wieczerze z pelnym ceremonialem

      nie wykluczam, ze Pyza z odrobina zlosliwej satysfakcji obserwuje efekty tych przedslubnych pierepalow i patrzac na siostre, zawsze ladniejsza i bardziej charakterna, mysli sobie "ja bylam rodzinnym cieleciem, to popatrzcie teraz na Laure"

      co do sasiadow w kosciele, nie za bardzo wierze, ze chcialo im sie w grudniowe popoludnie tluc na slub w innym miescie
      no chyba ze Slawus Lewandowski (z nowa dziewczyna, albo nawet zona) przyjechal (nowym samochodem) obejrzec sobie niegdysiejsza ukochana z wiecznie spiacym mezem, dwojka koszmarnych dzieci i siostrzenica o buzi jak indycze jajo, z miotla zamiast fryzury i w przechodzonej szmacie
      chociaz nie sadze, on nie Gabon i wiecznie rozpamietywac nie bedzie :-)

      P.S. te zwiazki Pyzy z rodzina w Polsce sa dla mnie niejasne
      czy Pyza ich zaprasza ?
      czy tez Milicja i Gabon z wlasciwym sobie taktem postanawiaja "wpadniemy do Pyzuni" ?
      bez pytania, czy dwie naraz dodatkowe osoby przez pare tygodni nie beda klopotem dla rodziny utrzymujacej sie z jednego stypendium i dysponujacej raczej nie gumowym mieszkaniem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka