morena20
22.05.13, 21:18
Witam wszystkich, rozpoczynam swoją działalność na forum wyrażeniem pewnej wątpliwości :)
Józef P ma 15 lat. Dziuba jest jego kolegą z klasy. W wyniku odpalania petard na balkonie dochodzi do nieprzewidzianego incydentu, na który matka Dziuby reaguje tak:
"...mama Dziuby najpierw rzuciła się zamykać drzwi balkonowe, a zaraz potem - ratować syna. Właściwie - ledwie wytrząsnęła z niego płonącą bombkę, a już go młóciła po tyłku".
"Dziuba, trzymany przez matkę za ucho, został wyprowadzony do drugiego pokoju, gdzie odbył się nad nim głośny sąd doraźny".
Moją reakcją na te fragmenty było jedno wielkie niedowierzanie. Dziuba, tak jak Józef, ma PIĘTNAŚCIE lat. PIĘTNAŚCIE. Jest w wieku, w którym chłopak uważa się za mężczyznę, czy dawanie mu klapsów, wyciąganie za ucho z pokoju i przeprowadzanie dalszego, głośnego bicia w sąsiednim pokoju nie jest... łagodnie mówiąc, nie do końca rozsądne, tym bardziej przy osobach trzecich? Czy nastolatek pochodzący z w miarę normalnej rodziny pozwoliłby się tak traktować, zwłaszcza w obecności znajomych z klasy?
Należy dodać, że akcja powieści toczy się w czasach, w których lanie osoby piętnastoletniej nie jest już oczywiste, powszechnie spotykane, uważane za normalne... tymczasem Józef i Agata nie okazują najmniejszego nawet zdziwienia! Autorka zapomniała o zmianach w kulturze, o odbieraniu pewnych spraw inaczej, niż dwadzieścia lat temu. Akcja dzieje się na przełomie roku 2009 i 2010.
I jeszcze jedno: fajerwerki na balkonie odpalano za zgodą ojca Dziuby, jest więc on po części odpowiedzialny za efekty uboczne. Powinien stanąć w obronie syna, powiedzieć, że to on wydał pozwolenie, dlaczego tego nie robi? Dlaczego pozwala po prostu, żeby żona lała syna? Nie wydaje mi się to wychowawcze. Dziuba dzialał po uzyskaniu zielonego światła od jednego z rodziców, wpadające do domu fajerwerki są jedynie wypadkiem!