Dodaj do ulubionych

„Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki

10.07.13, 01:44
* Na wstępie chciała zaznaczyć, że to moja pierwsza przygoda z pisaniem prozy, ja to raczej poetka jestem- niczym Miągwa. Zatem proszę o wyrozumiałość, jeżeli ktokolwiek w ogóle przebrnie przez moje wypociny. Z góry chcę także przeprosić za literówki, sprawdzałam kilkukrotnie, czy wszystko jest na swoim miejscu, ale niestety klawiatura mi się tnie i czasami może wyskoczyć jakiś błąd, który mi umknął.

„Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki - część I.

24/25 czerwca 2011- piątek/sobota

1.
Przerażający dźwięk obudził Floriana Górskiego. Biedak otworzył szeroko oczy jednak w nikłym świetle księżyca nie zauważył niczego podejrzanego. Cisza. Pewnie zły sen z jego nową zbroją w roli głównej- pomyślał. Kolejny ogłuszający rumor postawił zarówno Florka jak i florkowe wąsy „na nogi”. Brzdękanie nie ustawało, łatwo było je namierzyć- kuchnia- czyli to nie złodzieje.
Od dłuższego czasu rozkład dnia w domu Górskich wyglądał jednakowo, po całym dniu odchudzania, nocą, Patrycja zakradała się do kuchni i okupowała lodówkę do wczesnych godzin rannych. Potem od rana zaczynała dietę na nowo, a że wszystko w ciągu nocy wciągnęła niczym odkurzacz, to całymi dniami gotowała, dla rodziny. Nie podjadała, nie jadła niczego, dopiero pod osłoną nocy zakradała się i podtuczała.
Mówiąc szczerze Florian miał już tego dosyć, sam zaczął dbać o siebie, zapisał się na siłownię, dodatkowo rozwijał swoje hobby historyczne i zaczął brać udział w rekonstrukcjach bitew wszelakich.
- Co ty znowu wyprawiasz? Ciągle to samo, kiedy w końcu weźmiesz się za siebie?- krzyknął, groźnie strzygąc wąsem.
-Nie zauważyłam ciebie, ja nic… Nic nie robię, tak tylko porządkowałam lodówkę…- przestraszona Pulpa siedziała na podłodze, przed lodówką cała czerwona ze wstydu, że znowu dała się przyłapać. Wstyd palił jej policzki także z innego powodu. Z powodu Jej Ciągle Rosnącej Wagi i tego, że nie potrafiła zapanować nad swoim własnym apetytem.
-Patrycjo, ja mam tego dosyć, ciągle płaczesz, żeś gruba, to prawda przytyłaś bardzo….
-Zawsze lubiłeś moje krągłości- przerwała mu, ledwie powstrzymując łzy
-Krągłości. To już nie są krągłości. Mogłaś chodzić ze mną na siłownię, ale nie chciałaś, diety też nie trzymasz, ciągle ryczysz. Prawdziwy mężczyzna tego nie wytrzyma, nie jestem już potulnym misiem. Zmieniłem się Patrycjo. Odchodzę, bo nie mogę wytrzymać z twoimi fochami- patrzył jak jego słowa powoli docierają do żony.
-Fochami?! Przyznaj się szczerze, że już ci się nie podobam i dlatego odchodzisz! I dobrze, nie potrzebuję ciebie, zmieniłeś się to prawda przechodzisz kryzys wieku średniego i nagle zaczęło ci się wszystko nie podobać, poza tymi twoimi zbrojami, w których śmiesznie wyglądasz. Z wąsami też wyglądasz jak kretyn i kretynem jesteś. Ot co. Idź w diabły!- Krzyknęła Pulpa powstrzymując łzy i o dziwo nie były to łzy żalu, lecz złości.

2.
-Gabuniu, to ty?
-Tak, to ja, ale co się stało dlaczego dzwonisz o takiej porze- Gabrysia przetarła zaspane oczy i spojrzał na zegarek- Pulpa jest 3.57, czemu nie śpisz?
-Czyli całe życie jestem dla wszystkich Pulpą, Pulpetem, Pulpecją- zasmarkała w słuchawkę najmłodsza z czterech sióstr Borejko.
-O, czyli jest źle. Siostra skoro dzwonisz o tak okrutnej porze to znaczy, że…
-To znaczy, że Florian mnie zostawił, to znaczy, że mnie zostawił bo jestem grub- ba- zaczekała- i na koniec to znaczy, że bardzo przytyłam i sobie z tym nie radzę i muszę schudnąć, ale nie wiem jak.
-Pulpa- yyy zacięła się Gaba- to znaczy Skarbie, jak to Florek odszedł? Zresztą nie przejmuj się musisz być dzielna dla dzieci i dla siebie. Pamiętaj w byciu dzielnym- siła.
-Wiem Gabuś, Ty zawsze jesteś dzielna, a ja nie wiem jak…
-Jeżeli chcesz schudnąć to możesz na nas liczyć, jutro zwołam sztab siostrzany i do ciebie przyjedziemy. Będziesz miała kolonie odchudzające, chcesz? A gdzie dziewczynki?
-Są na wakacjach z Kołodziejami i Hajdukami. Na razie nic nie wiedzą.
-To nawet dobrze, a Florian wróci- Gabriela koiła skołatane siostrzane nerwy.
-Ale on mnie już chyba nie kocha
-Patrycjo tego nie wiemy. Pamiętaj musisz być dzielna, wytrzymaj jeszcze troszkę my od jutra nie damy Ci się smucić.
-Kocham cię Gaba, jesteś najlepszą siostrą na świecie.
Obserwuj wątek
    • nirvanka87 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 10.07.13, 01:47
      „Pulpety sojowe” - część II.

      25 czerwca- sobota

      1.
      Od samego rana w kuchni Borejków panował straszny rozgardiasz. Przy wielkim dębowym stole, nad stertą papierzysk pochylały się głowy trzech sióstr. Jedna z ich była nieustannie w kolorze słomy, jedynie przetykana nielicznymi, siwymi nitkami, druga mieniła się w porannych promieniach słońca miedzianymi sprężynkami, a trzecia, należąca do najspokojniejszej z tej trójki reprezentowała marchewkowe blondynki.
      Wszystkie po przedstawieniu przez Gabrysię nocnej rozmowy telefonicznej i po burzliwej dyskusji, (prym wiodła Ida, co chwilę nazywając Floriana pawianem, tudzież małpiszonem- od zawsze w obelgach była wierna naczelnym) zaczęły tworzyć trzy indywidualne plany dla Patrycji. Gabrysia zajęła się układaniem ćwiczeń, Ida była w swoim żywiole rozpisując kolejne posiłki na cały tydzień, a Natalia drobnym, równym pismem kaligrafowała zadania motywacyjne.
      -Pierwsza!- krzyknęła ogłuszająco, kozim głosem Ida- To na razie taki prototyp nikt od tego nie zejdzie z tego świata. Jak dojedziemy od razu pobiorę od Pulpy próbki do badań i zobaczymy co tam w niej siedzi.
      -Iduś, tylko proszę nie nazywaj ja Pulpą- strofowała starsza siostra.- wiemy, że masz taktu tyle co płastuga, ale się chociaż postaraj.
      -Dobra, dobra. A gdzie są wszyscy? Rodzice wiem, na wakacjach, ale gdzie Ignaś? Cały czas biega?
      -Ignaś biega?- zdziwiła się Nutria.- Co to za nowa moda na odchudzanie, z tego co wiem, to i Magdusia schudła.
      -Madzia schudła, a Ignaś biega, żeby wyrobić sobie kondycję. Odkąd się zaręczyli to powariowali- ta nadopiekuńcza matka mówiła to o dziwo z rozbawieniem i filuterną iskra w oczach- Oni mają już wszystko zaplanowane. Rok narzeczeństwa, a potem ślub i od razu chcą się starać o dziecko. Wyczytali, że im zdrowsi rodzice tym zdrowsze dziecko.
      -No proszę jak zmężniał Ignaś, powiem wam w tajemnicy, że Józef, chyba tez się z kimś spotyka, jeszcze nic nie wiem, bo jakoś nie chce tej wybranki do gniazda rodzinnego zaprosić…
      -Płastuga- zakaszlała wymownie marchewkowa Natalia, śmiejąc się serdecznie to purpurowej ze złości Idy
      -Ja, płastuga? Ja jestem taktowna, poza tym wierzę w dobry gust mojego pierworodnego, na pewno spotyka się z miłą młoda damą. Jedyne co wiem to, to, że ma talent do wypieków, Józinek czasami przynosi jakieś ciasta czy ciasteczka, zawsze są z owocami, zatem zdrowo chociaż.
      -Oj Iduś, Iduś!- krzyknęły chórem dwie z czterech Borejkówien
      Wesoły nastrój został nagle przerwany przez Ignacego G. Strybę. Za chwilę miało się okazać, że Ignaś jednak nie zmężniał aż tak bardzo jak przypuszczała rudowłosa ciotka.
      -Ja, ja, ja się zaraz wykrwawię- rzucił w eter Ignaś, powoli osuwając się na podłogę.
      Rzeczywiście jego prawa noga był zakrwawiona, z bardzo brzydko rozciętej rany sterczał kawałek zielonkawego szkła.
      -Ignacy, nie jojcz, zaraz cię zdezynfekuję i pozszywam- Ida wzniosła oczy ku niebu, a raczej sufitowi, z którego wisiało kilka pajęczyn- Dorosły facet, żenić się chce, a płacze jak baba. Dobra, dobra już ni nie mówię- dodała, widząc ostrzeżenie w oczach nadopiekuńczej matki Lelosia. Zaraz też zbiegła po schodach po swój medyczny sprzęt i tylko Natalia usłyszała jak na odchodnym szeptała pod nosem „płastuga”.

      2.
      Ignaś opowiedział o tym, jak podczas joggingu wpadł mu do głowy genialny wiersz, musiał go zapisać, (wszędzie nosił ze sobą notes i ołówek) zatem nie przerywając biegu zaczął wznosić się na wyżyny poezji, zapominając o tych ziemskich wyżynach. Przewrócił się na małej górce i wpadł prosto w potłuczone butelki po piwie Lech. Mimo ciężkich ran zdecydował się jednak pójść do pracy. Od kilku miesięcy dorywczo pracował w małej osiedlowej bibliotece, lubił tę pracę, poza tym uznał, że przecież na siedząco chyba nie zemdleje, a musiał dzisiaj zaktualizować katalog.
      Ignaś w pacy, Mila z Ignacym na wakacjach, Trzy Siostry wyjechały, Grześ w końcu został sam. Przed chwilą zamknęły się drzwi za Gabrysią, a on już czmychnął do łazienki, marzył o tym już od kilku tygodni. Marzył, on po prostu musiał, musiał to zrobić. Musiał znowu zrobić to co go tak krepowało, to czego żałował, że w ogóle kiedyś zaczął.
      Stanął przed lustrem spojrzał w swoje, ciągle jego zdaniem przystojne oblicze i uśmiechnął się do tego przystojniaka. Tak, trzeba podbudować swoją samoocenę. Grześ na małej półeczce zaczął przygotowywać akcesoria. Wszystko zgodnie z instrukcją, jak zawsze. Właśnie gdy wykonywał zamaszyste ruchy prawą kończyną górną, aby wszystko dobrze połączyć, w drzwiach łazienki stanęła jego żona.
      -Grzegorz, na Jowisza co Ty wyczyniasz?- Gabriela była w szoku, nie wiedziała co powiedzieć, jej oczy błądziły od przerażonej twarzy Grzegorza Stryby, przez opakowania po farbie do włosów (kolor smolistej czerni), aż po gotową już tubkę z magiczną miksturą, przed chwilą jeszcze tak pieczołowicie potrząsana, przez obecnie przerażonego Grzesia.
      -Gabrysiu, ja ci to wszystko wyjaśnię. Chodź usiądziemy.
      Pokornie mąż poczłapał za swoją oszołomioną żoną do kuchni i gdy ta robiła herbatę opowiedział jej to co od lat prawie 20 lat ciążyło mu na sercu.
      -Kochanie, nie wiem czy pamiętasz jak wyglądałem jak byłem piękny i młody, gdy się poznaliśmy miałem kasztanowe włosy, byłem po prostu kędzierzawy, przecież Ela ma włosy po mnie. Ty, nigdy nie zwracałaś na to uwagi, sama nawet nie wiesz jaki Ty masz kolor włosów. W ogóle nikt w naszej rodzinie, nie zwraca uwagi na takie drobiazgi, Ale niestety moi koledzy i znajomi, a i owszem. Gdy urodził się Ignaś i okazało się, ze jest brunetem, znajomi z pracy zaczęli mnie podjudzać. Tak, to na pewno nie Twoje dziecko- mówili. I wierz mi Gabuś, musisz mi wybaczyć, ale ja nawet testy na ojcostwo robiłem.- załkał mężczyzna, który zwątpił.. Oczywiście Ignacy jest moim synem…
      -ładnie, że zauważyłeś, tzn. przekonałeś się i uwierzyłeś- odpowiedziała grobowym tonem, ta dzielna kobieta.
      -Wybacz, ale musisz zrozumieć. Ty blondynka, ja kędzierzawy, Pyzunia ruda po dziadku, Tygrys brunetka po ojcu. Po człowieku, który tak cię skrzywdził, którego tak kochałaś, po brunecie. Więc końcem, końców zacząłem stopniowo przyciemniać włosy, żeby upodobnić je do koloru włosów mojego, naszego syna. I tak właśnie stałem się brunetem. Gabuniu, wybacz.
      W tym momencie zaczął gwizdać czajnik, jednak Gabriela Stryba nie zalała herbaty, która zawsze koiła jej nerwy, wybiegła szybko z mieszkania, wsiadła w samochód i odjechała by wyżalić się siostrom. Nie, by pomóc siostrze, ona sobie sama da radę, inni bardziej potrzebują pomocy, pomagając innym pomorze sobie. Dawane dobro powraca do nas dwa razy większe.
      • nirvanka87 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 10.07.13, 01:54
        * pomoże, oczywiście;)
        • hania_jk Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 10.07.13, 12:46
          Bardzo fajne, czekam na ciąg dalszy :) !!

          I mam podły pomysł. Może któraś z bardziej graficznie uświadomionych niż ja Forumowiczek wyprodukowała by ilustrację Floriana-jajecznicy z wąsem a'la Chrobry? Próbowałam to sobie wyobrazić, no się nie da się :)
        • laura_zwana_tygrysem Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 13:26
          Czy Pulpa przejdzie na... wegetarianizm? :D
        • kebbe Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 18:29
          Nie rozumiem...kędzierzawy? Blondyn, rudy, brunet i kędzierzawy? Kędzierzawy to nie kolor chyba...
          • nirvanka87 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 18:48
            Pulpa nie przejdzie na wegetarianizm, bo Ida jako lekarz nie uzna takich fanaberii

            Wiem, że kędzierzawy to z loczkami, ale u nas (w rodzinie, pośród znajomych w ogóle często się spotykałam z tym określeniem w kontekście koloru) często się określa tym mianem taki nieokreślony kolor włosów ;)
            A nikt chyba nie zaprzeczy, że kolor włosów Grzesia przez te wszystkie lata bardzo ewoluował. Najpierw był niby rudawo kasztanowy jak Elki, a teraz nagle jest brunetem (także na rysunkach), z tego co mi się kojarzy, być może źle w jakiejś części Grześ był nazywany blondynem.

            • dakota77 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 18:59
              Przenigdy nie slyszalam okreslenia kedzierzawy uzywanego jako okreslenie koloru, i nie mam pojecia czemu ktos mialby go uzywac az tak wbrew wszelkiej logice jezykowej. Nijaki kolor to bury, mysi, ale zeby kedzierzawy?

              Nie przypominam sobie, zeby Grzegorz byl kiedykolwiek okreslany jako blondyn. A co zmiany koloru wlosow na ilustracjach- jak w czarno-bialych grafikach odroznic szatyna od bruneta?
              • nirvanka87 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 19:03
                ok, mój błąd.
                Najpierw włosy Grzesia były rysowane "z prześwitami" co sugerowało, ze jego włosy są w miarę jasne, potem był rysowany z czarnymi, "jednolitymi" włosami. Zresztą wielokrotnie na tym forum ten temat był poruszany, dlatego umieściłam to w fanfiku.
                • dakota77 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 19:09
                  Byl, to prawda. Mozna postrzegac to jako zmiane koloru, niejedna rzecz w wygladzie/wieku itd. swoich bohaterow MM juz pomieszala. Ale moim zdaniem sprowadza sie to glownie do techniki rysowania i nie ma az takiego znaczenia.
                  • nirvanka87 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 20:56
                    Znaczenia może nie ma, ale moim zdaniem pomysł na fanfika niezły (oparty na czyimś pomyśle rysunkowym- Grześ z prześwitami + czarna farba do włosów= Grześ brunet- rysunki się pałętają gdzieś na forum)
                    • dakota77 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 21:05
                      Pisz dalej, zobaczymy, do czego to farbowanie doprowadzi :)
                  • bupu Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 22:03
                    dakota77 napisała:

                    > Byl, to prawda. Mozna postrzegac to jako zmiane koloru, niejedna rzecz w wyglad
                    > zie/wieku itd. swoich bohaterow MM juz pomieszala. Ale moim zdaniem sprowadza s
                    > ie to glownie do techniki rysowania i nie ma az takiego znaczenia.

                    A to nie tylko technika. W "Noelce" Grzegorz zadebiutował jako właściciel szpakowatych loków i siwiejącej bródki, później gdzieś wystąpił, mam wrażenie, jako posiadacz loków orzechowych, w "Sprężynie" jest brunetem, a w McD posiada ciemną brodę. No to jak się nie farbuje, jak się farbuje? :D
                    • mankencja zagadka 15.07.13, 00:09
                      Sprawdzając pod wpływem tego posta, jak umaszczony był Grzegorz w kolejnych tomach, trafiłam na następujący opis:

                      "Obserwowała różne typy ludzkie: bladego, biednego staruszka w starym prochowcu i berecie (...), trzy rozchichotane dziewczyny, wpatrzone w jednego, obojętnego chłopaka, (...) wreszcie parę w sportowym odzieniu. - No, ci przynajmniej wyglądali na zadowolonych, a może i szczęśliwych; oboje wysocy, zgrabni, objęci ramionami, choć nie pierwszej już młodości... chwileczkę! (...) rozpoznała (...) Gabrielę i (...) Grzegorza Strybę, żwawego brodacza w metalowych okularach, z czupryną złożoną z powiewających loków."

                      Zagadka brzmi: ile lat ma opisana w powyższym fragmencie nie pierwszej już młodości Gabriela?
                      • bupu Re: zagadka 15.07.13, 03:12
                        mankencja napisała:

                        > Sprawdzając pod wpływem tego posta, jak umaszczony był Grzegorz w kolejnych tom
                        > ach, trafiłam na następujący opis:
                        >
                        > "Obserwowała różne typy ludzkie: bladego, biednego staruszka w starym prochowcu
                        > i berecie (...), trzy rozchichotane dziewczyny, wpatrzone w jednego, obojętneg
                        > o chłopaka, (...) wreszcie parę w sportowym odzieniu. - No, ci przynajmniej wyg
                        > lądali na zadowolonych, a może i szczęśliwych; oboje wysocy, zgrabni, objęci ra
                        > mionami, choć nie pierwszej już młodości... chwileczkę! (...) rozpoznała
                        > (...) Gabrielę i (...) Grzegorza Strybę, żwawego brodacza w metalowych okulara
                        > ch, z czupryną złożoną z powiewających loków."
                        >
                        > Zagadka brzmi: ile lat ma opisana w powyższym fragmencie nie pierwszej już młod
                        > ości Gabriela?

                        Była zgrzybiałą staruszką w podeszłym wieku lat 32. Co wygrałam?
                        • mankencja Re: zagadka 15.07.13, 08:14
                          cukiernicę z kiejdan po dowolnie wybranym przodku.
                      • lavanta Re: zagadka 15.07.13, 04:06
                        Nie zapominajmy o tym, że to jest opis z punktu widzenia niezbyt dojrzałej dziewiętnastolatki, więc jej przekonanie o tym, że jak ktoś skończył 30 lat, to już stoi nad grobem, nie jest aż takie dziwne ;).
                        • dakota77 Re: zagadka 15.07.13, 06:00
                          U 19- latki jest dziwne. BYloby moze zrozumiale u 10-latki.
                          • meduza7 Re: zagadka 15.07.13, 09:41
                            Ciekawe, jak tu w jednym zdaniu widać obie tendencje MM: do mentalnego odmładzania i fizycznego postarzania swoich postaci. Możemy uznać, że to 19-letnia Pulpa myśli jak 12-latka, uznając swoją siostrę za osobę "nie pierwszej młodości" (nie wiem, jak wam, ale mnie się to określenie kojarzy z osobą co najmniej 40+) albo, że właśnie Gaba, mimo całej swej sprężystości i wysportowania, wygląda starzej niż na swoje 32 lata...

                            A swoją drogą, przyszło mi na myśl takie pytanie: co MM powiedziałaby o bohaterkach "Seksu w wielkim mieście", które będąc po 30-tce wciąż są młode, atrakcyjne i prowadzą bujne życie seksualne? I zaraz przyszła mi na myśl odpowiedź: skojarzenie z jednym opowiadaniem Boya, w którym dwórka królowej Marysieńki czyta jej dzieło pod tytułem bodajże (cytuję z pamięci): "O poniektórych matroniech obstarnich, co się porubstwem na równi z młódkami parają" ;)
                            • podpsiagwiazda12 Re: zagadka 15.07.13, 13:46
                              W "Pulpecji" jest rowniez inna wypowiedz Pulpy, o tym, ze wedlug niej plomien namietnosci po czterdziestce ledwo pelga...
                            • bupu Re: zagadka 15.07.13, 16:35
                              meduza7 napisała:

                              > Ciekawe, jak tu w jednym zdaniu widać obie tendencje MM: do mentalnego odmładza
                              > nia i fizycznego postarzania swoich postaci. Możemy uznać, że to 19-letnia Pulp
                              > a myśli jak 12-latka, uznając swoją siostrę za osobę "nie pierwszej młodości" (
                              > nie wiem, jak wam, ale mnie się to określenie kojarzy z osobą co najmniej 40+)
                              > albo, że właśnie Gaba, mimo całej swej sprężystości i wysportowania, wygląda st
                              > arzej niż na swoje 32 lata..

                              Zdaje się, że wygląda starzej, bo w "Noelce" mówi, że jej się opakowanie (cielesne) marszczy. Pod oczami. Co ma się marszczyć trzydziestodwulatce, prowadzącej podobno zdrowy i sportowy tryb życia? Ja starsza od Gaby z "Noelki" parę lat, ale jedyne co mi się aktualnie marszczy, to skóra na tyłku, kiedy czytam takie pierdafony.
                              • j_a_ch Re: zagadka 15.07.13, 17:34
                                Co ma się marszczyć trzydziestodwulatce, prowadzącej
                                > podobno zdrowy i sportowy tryb życia?

                                Przecie to koleiny wyżłobione łzami po Pyziaku ;)
                                A swoją drogą, jak połączyć te łzy i zero kosmetyków, tylko woda z mydłem, to się może i zmarszczyło...
                                • meduza7 Re: zagadka 15.07.13, 17:41
                                  To może być akurat kwestia indywidualna, miałam koleżankę, która w wieku lat dwudziestu paru miała już bardzo wyraźne "kurze łapki".
                                  • melomanka87 Re: zagadka 16.07.13, 17:25
                                    Weronice Rosati kostium wokół oczu marszczy się od lat, a nie ma jeszcze trzydziestki.
                              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: zagadka 19.07.13, 21:39
                                bupu napisała:
                                > Co ma się marszczyć trzydziestodwulatce, prowadzącej podobno zdrowy i
                                > sportowy tryb życia? Ja starsza od Gaby z "Noelki" parę lat, ale jedyne co mi
                                > się aktualnie marszczy, to skóra na tyłku, kiedy czytam takie pierdafony

                                :-DDD
                                Dla tego komentarza warto było wejść do tego wątku...
                          • nigolla Re: zagadka 15.07.13, 16:41
                            Wcale nie. Dla mnie ludzie 35+ są nie pierwszej młodości. Po 40-45 są w średnim wieku, po 60 zwyczajnie starzy (mam 25 lat). Zapewnie 5-6 lat temu granica była jeszcze bardziej w dół zaniżona.
                            • ginny22 Re: zagadka 15.07.13, 17:00
                              Zmieni ci się, zmieni... :)
                              Choć ja chyba w twoim wieku (hihihi, jak to brzmi! pięć lat temu to było) miałam już bardziej rozsądne postrzegane wieku. Zwłaszcza kiedy widzę wokół siebie masę 40-, 50-latek wciąż młodych i żyjących pełnią życia.
                              • meduza7 Re: zagadka 15.07.13, 17:15
                                Ja się w ogóle teraz zaczęłam zastanawiać, co mi właściwie zgrzyta w tym określeniu, które przecież w stosunku do trzydziestolatki jest całkiem logiczne (bo "pierwsza młodość" to te powiedzmy lat naście, pierwsza miłość itd.), dlaczego uparcie kojarzy mi się z osobą znacznie starszą - i doszłam do wniosku, że w zasadzie, nie wiem jak inni, ale ja to postrzegam jako eufemizm dla słowa "stara". Konotacje są negatywne, tak samo jak w określeniach "nie pierwszej świeżości" czy "nie pierwszej jakości" - ot, złagodzony - a może ironiczny? - sposób powiedzenia, że coś jest nieświeże i kiepskie, choć próbuje udawać świeże i dobre. I tutaj to samo - niby młodość, ale już taka gorszego sortu, wręcz udawana. Tak to jakoś odbieram.
                              • dakota77 Re: zagadka 15.07.13, 18:12
                                Trudno nie zyc w wieku 40 czy 50+ pelnia zycia, bo to w dzisiejszych czasach jest srodek zycia. A i osoby 60+ sa dalekie od zgrzybialej starosci, to nie Sredniowiecze. Oczywiscie wiele zalezy od poszczegolnych osob, ich osobowosci i tego na ile sa aktywne.
                              • ciotka_scholastyka Re: zagadka 17.07.13, 08:47
                                I to szybko jej się zmieni :) Im więcej lat na karku, tym gwałtowniej granica postrzegania wieku "starego" idzie do góry.
                                I też się zgadzam z tym, że jako 25-latka nie powinna uważać 60+ za "starość". Nie ma wokół siebie aktywnych pięćdziesięciokilkulatków?!
                                • nessie-jp Re: zagadka 19.07.13, 22:12
                                  ciotka_scholastyka napisała:

                                  > I to szybko jej się zmieni :) Im więcej lat na karku, tym gwałtowniej granica p
                                  > ostrzegania wieku "starego" idzie do góry.
                                  > I też się zgadzam z tym, że jako 25-latka nie powinna uważać 60+ za "starość".
                                  > Nie ma wokół siebie aktywnych pięćdziesięciokilkulatków?!

                                  Co mnie bardzo zdziwiło w tej scenie w Pulpecji, to że takie przedziwne rzeczy autorka kazała myśleć Pulpie, która przecież na co dzień widuje swoją starszą siostrę i chyba nie uważa jej za starowinę, co ledwie łazi. Widuje tę zaawansowaną wiekowo matronę codziennie i siłą rzeczy musi uważać ją za osobę ze swojego pokolenia, a nie z pokolenia starszego.

                                  Gabriela jest opisywana jako dziarska i wysportowana, ubrana raczej młodzieżwo niż starobabiasto, w dodatku nie widać w ogóle twarzy (bo inaczej Pulpa poznałaby siostrę) więc trudno pojąć, jakim cudem Patrycja miałaby ją uznać za "nie pierwszej młodości". Na podstawie czego?

                                  Potraficie nie patrząc na twarz odróżnić szczupłą wysportowaną 20-latkę od szczupłej wysportowanej 30-latki? Ja nie potrafię.
                            • dakota77 Re: zagadka 15.07.13, 18:10
                              Az ciezko mi uwierzyc w cos takiego z ust doroslej osoby :P

                              Podpisano: osoba nie pierwszej mlodosci :-)
                              • meduza7 Re: zagadka 16.07.13, 11:20
                                > Az ciezko mi uwierzyc w cos takiego z ust doroslej osoby :P
                                >
                                > Podpisano: osoba nie pierwszej mlodosci :-)

                                No właśnie logika sobie, a skojarzenia sobie ;) Osobiście wolę używać jednak raczej "w średnim wieku", bo ta nieszczęsna "nie pierwsza młodość" kojarzy mi się źle i już.
                                Btw, z niejakim zdumieniem odkryłam, że "wiek balzakowski" to 30 lat, też mi się to jakoś starzej kojarzyło. Inna rzecz, że dla Balzaka kobieta w wieku balzakowskim to już właśnie stateczna niewiasta, której młodość przeminęła, która przeważnie ma już dorastające dzieci i niejako "ustępuje im miejsca" w świecie, sama chowając się w cieniu. A przynajmniej tak jej wypada.
                                • dakota77 Re: zagadka 16.07.13, 11:49
                                  No ale to byly inne czasy, taki wiek to juz nie byla mlodosc. Przypominam opis kobiety, bodajze matki bohatera, z poczatku "Pachnidla". Wyniszczona bezzebna staruszka nie majaca jeszcze 30tki;-)

                                  W dziejszych czasach wiek sredni to raczej kolo 50tki.
                                • lululemon12 Re: zagadka 16.07.13, 12:53
                                  Hmm, a te jego trzydziestolatki nie chowały przypadkiem dzieci po kątach (coby wieku mamuni nie zdradzały) i nie używały życia na całego? ;) Gdzieś chyba pisał, że mąż dopiero po przekroczeniu przez żonę czterdziestki staje się bezpieczny...
                                • nessie-jp Re: zagadka 16.07.13, 19:17
                                  > Btw, z niejakim zdumieniem odkryłam, że "wiek balzakowski" to 30 lat, też mi si
                                  > ę to jakoś starzej kojarzyło.

                                  Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że to był wiek, w którym u kobiet zaczynały się problemy z tarczycą po ciążach (bardzo powszechne), zdrowie zaczynało troszeczkę szwankować i hormony skakać, stąd balzakowski wizerunek.

                                  Teraz dzieci rodzi się znacznie później, problemy zdrowotne się leczy znacznie łatwiej, więc raczej kobieta nie zamienia się w "garsonkę z trwałą i pociążową nadwagą" automatycznie po przekroczeniu trzydziestki.
                                • kkokos Re: zagadka 16.07.13, 20:37
                                  meduza7 napisała:

                                  >dakota napisała:
                                  > > Az ciezko mi uwierzyc w cos takiego z ust doroslej osoby :P
                                  > > Podpisano: osoba nie pierwszej mlodosci :-)
                                  >
                                  > No właśnie logika sobie, a skojarzenia sobie ;)

                                  odniosłam wrażenie, że dakocie ciężko uwierzyć w stosunek nigolli do nie pierwszej młodości, nie w skojarzenia meduzy, ale oczywiście mogę się mylić.

                                  > Btw, z niejakim zdumieniem odkryłam, że "wiek balzakowski" to 30 lat, też mi si
                                  > ę to jakoś starzej kojarzyło.

                                  ale bo my chyba teraz mamy generalnie dysonans poznawczy w kwestii wieku i tego, co młode i niemłode. kiedyś to chyba postrzegano bardziej spójnie i konsekwentnie.

                                  w czasach balzaka ludzie, np. prowadzący osiadły tryb życia u siebie we dworze na wsi, przez całe życie spotykali tyle osób, ile my dzis widzimy w ciągu miesiąca, wliczając w to oczywiście oglądanie innych w mediach. wiek wszystkich był znany; granice tego, co wypada, a czego już w pewnym wieku nie, też były dużo wyraźniej wytyczone, więc przekraczających je, co narażało na śmieszność, wcale nie było tak wielu. przekraczali je ci, którym zdrowie pozwalało, bo przeciez tych, których zdrowie ograniczało już w wieku lat 40, było znacznie więcej. bez kremów nawilżających (nie mówiąc już o cudach hipernowoczesnej kosmetyki, ale bez takiej zwyczajnej nivei chociażby) skóra starzała się znacznie szybciej i różnica między 32-latką a osiemnastką była znacznie większa.

                                  a my dziś z jednej strony wiemy, że ta czy inna gwiazda ma czterdziestkę, ale z drugiej wszystkie jej zdjęcia w gazetach przekonują nas, że zmarszczki w tym wieku to jakaś legenda. z czasem zaczynamy w to wierzyć. 50-latka ma wręcz obowiązek dążyć do posiadania ciała 18-latki (i to nie trzymanego w tapczanie, by zacytować czyjąś forumową sygnaturkę). no a gdzieś w języku została zakodowana ta nie pierwsza młodość - bo przecież kult młodości to ostatnie ile? 60 lat? jeszcze przed drugą wojną światową nastolatki chciały wyglądać na starsze i udawały starsze.
                                  z trzeciej czy czwartej strony dziś jest chyba większy nacisk na wiek, jeśli chodzi o dopasowanie do siebie małżonków niż kiedyś. związek 70-latka z rówieśnicą własnej wnuczki oburza/niesmaczy/gorszy bardziej niż kiedyś; 50-latce wolno się bezkarnie związać z 20-latkiem tylko jeśli jest celebrytką, choć kiedyś starsza wdowa biorąca sobie znacznie młodszego drugiego męża, by poza ogrzaniem jej miał jeszcze siłę pracować na gospodarce czy dopilnowąc innego interesu nie była chyba aż takim wyjątkiem.

                                  pokopane to wszystko.
                      • j_a_ch Re: zagadka 15.07.13, 17:48
                        > Grzegorza Strybę, żwawego brodacza

                        Ze dwa razy Grzegorz był opisany jako żwawy czy dynamiczny. Ale jakoś mi się to kłóci z późniejszym 'ot Grzesiem' który jęczy, narzeka, daje się zdominować Ignacemu i staje się nieomal przeźroczystym sprzętem domowym.Taki wycofany, lekko depresyjny wrażliwiec i introwertyk może być jednocześnie dynamiczny i żwawy...?
                        Chyba, że wpływ kołchozu tak zmienił biedaka ;)
                        • bupu Re: zagadka 15.07.13, 19:00
                          j_a_ch napisał(a):

                          > > Grzegorza Strybę, żwawego brodacza
                          >
                          > Ze dwa razy Grzegorz był opisany jako żwawy czy dynamiczny. Ale jakoś mi się to
                          > kłóci z późniejszym 'ot Grzesiem' który jęczy, narzeka, daje się zdominować Ig
                          > nacemu i staje się nieomal przeźroczystym sprzętem domowym.Taki wycofany, lekko
                          > depresyjny wrażliwiec i introwertyk może być jednocześnie dynamiczny i żwawy..
                          > .?
                          > Chyba, że wpływ kołchozu tak zmienił biedaka ;)

                          A bo ta żwawość i dynamiczność Grzesia jest jak dzielność Gaby, mianowicie istnieje wyłącznie w opisie odautorskim, a nie w zachowaniu postaci.
                          • krakowska_poziomka Re: zagadka 15.07.13, 19:13
                            pewnie Grzegorz żwawo doprawia sałatę i zmywa naczynia
                        • ewaty Re: zagadka 17.07.13, 17:10
                          I wysportowany...
            • laura_zwana_tygrysem Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 20:54
              A skąd pochodzisz? ;)
              • laura_zwana_tygrysem Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 20:55
                Pytam, bo może "kędzierzawy" jako bury kolor włosów to jakiś regionalizm. ^^
                • nirvanka87 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 14.07.13, 21:00
                  Ja jestem z Łodzi (jak mój tata), ale moja rodzicielka z Bieszczad. Przyznaję się bez bicia nie wiem od której strony utrwalił mi się ten kędzierzawy.
      • verte34 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 16.07.13, 23:01
        Bardzo przyjemne :)
        Wstęp do poczynań Grzegorza w łazience - rozkosznie dwuznaczny.
        "od zawsze w obelgach była wierna naczelnym" - szczery rechot.
        A tu:
        "To znaczy, że Florian mnie zostawił, to znaczy, że mnie zostawił bo jestem grub- ba- zaczekała- i na koniec to znaczy, że bardzo przytyłam i sobie z tym nie radzę i muszę schudnąć, ale nie wiem jak."
        - czy nie powinno być "zaczkała" (od: czkać)?

        Proszę o więcej, koniecznie!
        • nirvanka87 Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 16.07.13, 23:06
          Dziękuję za miły komentarz.
          Tak, powinno być zaczkała, starałam się popoprawiać literówki i tego typu błędy, niestety jak widać nie wypatrzyłam wszystkich. Problem z zaczkaniem jest taki, że jest to słowo podkreślane, albo automatycznie zmieniane na zaczekanie. Podobnie miałam z grub-bą od razu mi przemieniło na nazwisko Grubba ;)
          • staua Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 17.07.13, 13:47
            To wyłącz opcję automatycznej korekty...
    • zsemle Re: „Pulpety sojowe”- fanfik Nirvanki 15.07.13, 15:07
      Fajny pomysł z farbowaniem włosów, czekam niecierpliwie na ciąg dalszy :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka