lululemon12
25.11.13, 22:36
Pod wpływem dyskusji o Bebe w sąsiednim wątku zaczęłam się zastanawiać nad kwestią ambiwalentnego stosunku do okazywania uczuć w Jeżycjadzie.
W Opium mamy panią Lewandowską burczącą na Ewę, że jak to: nie umie okazywać miłości? To lepiej niech się nauczy! Brulion jest wypełniony problemami Bebe z zagipsowaniem. Generalnie nieumiejętność okazywania uczuć, ciepła, życzliwości jest piętnowana, wskazywana jako pewna dysfunkcja, z którą należy się uporać.
Z drugiej strony zaś mamy (późną) Milę, która nie uzewnętrznia swoich uczuć, bo są zbyt silne, wiecznie pokpiwa, ironizuje, sarkastyczy, po kapralsku przywołuje do porządku- i jest to ukazywane jako pewien pozytyw.
Zastanawiam się, z czego to wynika. Czy znów włącza się mechanizm czarno-białego szufladkowania bohaterów, z których niektórzy nigdy nie postępują źle? Czy chodzi o to, że Ewa nie potrafi okazać miłości kilkuletniej córce, która sama nie jest w stanie jej sobie uświadomić, dysfunkcja Mili natomiast objawia się na tyle późno, że nie krzywdzi jej dzieci (może poza Pulpą maturalną), dorośli zaś potrafią odpowiednio ją zinterpretować?
Pamiętacie jeszcze jakieś przykłady takiego rozdwojenia jaźni? Co o nim myślicie?