Dodaj do ulubionych

czy kiedykolwiek

04.07.09, 07:18
myslalyscie ze moze wam sie udac z kims innym?

ja przeszlam juz bardzo duzo ale pewnie moj lekarz (albo jakis inny) moglby
dalej probowac
ale ja mam caly czas wrazenie, ze cos tu nie gra
z jednej strony mam wrazenie po 3 in vitro ze problem lezy gdzies glebiej,
ogolnie cala moja gospodarka hormonalna nie dziala ( tarczyca, piersi
(powstajace guzy, torbiele), narzady rodne)

ale z drugiej strony mam cykle bardzo regularne, z sluzem, z bolami i zawsze
jak poszlam na usg mialam ovulacje (wiem ze to na 100 % nie ma sie pewnosci)

i ostatnio zaczela mi tez chodzic po glowie, teoria (tez kiedys wypowiedziana
przez lekarza) ze "nie pasujemy do siebie"

latwo moglaby to "sprawdzic", robiac na przyklad inseminacje nasieniem dawcy
ale teraz wszsytko sie u mnie kreci, ze to ja jestem "winna" i czekamy na
dawczynie komorki jajowej

chcialam kiedys zaproponowac mezowi to ze sprobujmy raz, w ramach niejakieko
"rownouprawnienia", korzystamy z jajeczka, skorzystajmy z spermy
ale skonczylo sie tym ze moge sobie znalezc kogos w barze i probowac uncertain

mimo tego ze nie mowimy o tym, mnie to nieustannie meczy
zycie jest tylko jedno, jesli udalo by mi sie z kims innym, jesli urodzilabym
dziecko... czy warto az tak ryzykowac... i postawic na ostrzu noza moje
malzenstwo, wszystko... a pewnosci przeciez nie mam zadnej...
Obserwuj wątek
    • dagmara-k Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 08:13
      no tak, ze zdrowym partnerem mialabym o wiele latwiej i moze skonczyloby sie na
      stymulacji. a moze nie. mam jednak dylemat z glowy bo nie mam zamiaru tego
      sprawdzac, a oboje jestesmy przeciwni temu, zeby skorzystac z dawcow. nie moze
      chyba wyjsc nic dobrego z dawstwa jesli ktoras strona sie nie zgadza.
      • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 08:33
        tylko ze moj maz jest naprawde przeciwny zarowno dawcy jajeczka jak i nasienia,
        robi to dla mnie (dawczyni jajeczka) bo dziecko jest dla mnie takie wazne
        dla niego nie jest, mowi mi ze moze zyc bez dziecka...
        problem tylko w tym ze teraz moze zyc bez dziecka, jak ma wspaniala prace, jest
        zdrowy, silny, ma niby wszystko
        a co bedzie jak za 10 lat stwierdzi ze nie moze zyc bez dziecka
        jak ja juz bede miec 40 lat i nawet na adopcje juz nie bedziemy mieli szansy?
        jego pedejscie wydaje mi sie bardzo egoistyczne i takie krotkowzroczne
        dzis owszem, ja tez mam bardzo duzo, ale nie mam tego najwazniejszego
        nie umiem udawac ze jest inaczej, a moj maz oczekuje ode mnie calkowitej
        rezygnacji i bycia szczesliwa
        a ja przeciez zyje z ta choroba i nie moge udawac ze jest inaczej

        z drugiej strony, jesli naprawde maz moze zyc bez dziecka, to czy bedzie mial
        sile na dalsza walke, na adopcje
        caly czas jest i byl z boku, to sa moje sprawy, on nie daje w sumie nic poza sperma
        mowi wprost ze chcialby najbardziej zeby to dziecko przyszlo normalnie, bez walki
        a jak z walka, to nie, dziekuje

        to jego nastawienie rani mnie bardzo, czuje ze jestem sama
        i moze sama powinna podjac pewne kroki...
        walcze juz 5-6 lat, juz nawet nie pamietam od kiedy
        czuje ze to moj i tylko moj problem
        wiec moge znalezc jakies rozwiazanie albo przestac o tym myslec, zapomniec
        oba wyjscia wydaja sie niemozliwe, a napewno bardzo trudne
        • kavainca Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 08:37
          wg mnie o niebo lepiej dla pary jest mieć zupełnie obce genetycznie
          dziecko niż dziecko tylko jednej ze stron
          • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 09:28
            czy wiec adopcja (np zarodka) bylaby dobrym rozwiazeniem?
            normalna adopcja, jest tez bardzo trudna i droga (ale dla chcacego...)

            znam duzo par, gdzie jest dziecko tylko jednej strony i nie wydaje mi sie zeby
            to bylo trudniejsze niz np adoptowane dziecko z Chin czy Afryki
            mieszka niedaleko nas takie malzenstwo ktore ma ciemnoskore dziecko (zapewne
            adoptowane), kiedy ida razem na plac zabaw, zawsze mysle czy my bysmy tez tak
            umieli, a pozniej otwieram oczy i mysle o rasizmie jaki jest w Polsce, nawet w
            mojej rodzinie
            ze wszystkim wiaza sie wyzwania i problemy

            ja nie mam juz prostych rozwiazan, jesli chce miec kiedys dziecko
    • emi123.beauty Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 09:37
      piszesz że może do siebie nie "pasujecie".Robiłam w łodzi u prof.Malinowskiego
      badania immunologiczne właśnie po to żeby zobaczyć czy jesteśmy na siebie
      "uczuleni".Wynik trochę mnie zaskoczył,bo gdy leczę się od kilku lat u różnych
      lekarzy ,okazało się że u mnie można to ustawić lekami,a u mojego męża wyszły
      przeciw ciała przeciw plemnikowe we krwi i spermie,co oznacza że to mój partner
      ma problem i wymaga leczenia(dodam że parametry nasienia ma bardzo dobra,ale te
      przeciwciała).Badania kosztowały nas oboje około 3 tysiąca,ale po siedmiu latach
      sytuacja się wyjaśniła.
    • pelikan00 Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 15:15
      lusiasia napisała:

      > myslalyscie ze moze wam sie udac z kims innym?
      >
      na mysl przyszla mi moja znajoma: bedac mezatka kilka lat starali sie o
      dziecko. przeszli kilka inseminacji. potem malzenstwo sie rozpadlo. poznala
      faceta, jakos szczegolnie sie nie zabezpieczali, bo przeciez ona nie zachodzi w
      ciaze. no coz- zaszla! i to bardzo szybko odkad sex byl czescia ich spotkan!
      jest szczesliwa mama slodkiej czterolatki u boku nowego partnera smile
      • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 18:18
        ja tez znam taki przypadek, ale nie o to pytam

        mozna sie leczyc, mozna adoptowac, ale czy mozna probowac z kims innym, czy
        dopuszczacie do siebie takie rozwiazanie?
        i czy to jest rozwiazanie czy moze przegrana

        moja mama ma kolezanke, ktora ze 20 lat temu zadala sobie pytanie czy chce byc z
        mezem i nie miec z nim dzieci, czy chce od niego odejsc i moze miec dzieci z
        kims innym
        i ona zostala ze swoim mezem (ktory nigdy nie zgodzil sie na nic, na leczenie,
        na adopcje)
        czy zaluje, nie wiem
        ale szczerze, ja uwazam ze jednak zrobila zle, ze moze dzieci to nie wszsytko,
        ale zycie mojej mamy a tej kolezanki jest tak inne, tak puste i ja nie
        chcialabym miec takiego zycia
        nic tej pustki nie wypelni, zadna podroz, zadne pieniadze i inne dobra materialne
    • elizka076 Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 18:37
      .<wszystko... a pewności przecież nie mam żadnej... >nikt za ciebie nie
      podejmie decyzji i też nikt nie powie tobie zrób tak czy tak.
      • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 18:59
        nie chce zebyscie podejmowaly decyzje, chodzi mi o dyskusje
        ja nie jestem taka pewna, czy warto byc z kims jesli tych dzieci jednak nie bedzie
        jak sie czlowiek leczy i ma nadzieje, to sie wszystko jakos kreci
        ale jak przegrywa, tonacy brzytwy sie chwyta

        zawsze myslalam ze maz jest najwazniejszy, ze dzieci odchodza kiedy dorosna, ale
        teraz nie jestem taka pewna
        nie mam tez pewnosci ze moj maz nie znajdzie sobie 20 latki ktora urodzi mu
        dwojke dzieci, bez walki i problemow
        a jesli to bedzie za 10 lat, to ja juz nie bede miala wtedy zadnej szansy na
        dziecko bo bede za stara
        in vitro to tez ryzyko dla mnie, rak piersi grozi mi w przyszlosci jeszcze
        bardziej, obecnie mam guzy na piersi ktorych dobrym lekarstwem bylaby ciaza
        kobieta powinna byc w ciazy tez dla swojego zdrowia, to jest naturalna potrzeba,
        i im jestem starsza mysle inaczej, jestem bardziej sklonna ryzykowac, bo coz
        moge innego
        • lenkau Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 20:20

          Nie rozumiem postawy Twojego męża,a tak w ogóle to macie różne priorytety i ten
          lekarz miał racje,że nie bardzo jesteście do siebie dobrani. Obawiam się,że
          wasze małżeństwo czy z dzieckiem czy bez niego i tak się rozpadnie.

          • dagmara-k Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 23:24
            mi jest zawsze smutno jak cie czytam, ze taki masz inny plan na zycie niz twoj maz.
            ja jak pisalam wyzej nie bardzo o tym mysle, bo nie mam po co. albo z nim albo
            wcale. ewentualnie adopcja dziecka. wyobrazam sobie ze moglibysmy zostac sami,
            bez dzieci. i chociaz bardzo pragne byc matka to wiem, ze moje zycie z mezem
            moze byc piekne nawet bez dzieci. nie mam pewnosci ze zycie kolezanki twojej
            mamy jest "puste" z powodu bezdzietnosci. moze czegos jeszcze jej brak? chyba
            latwiej starac sie wypelniac zycie tym po co mozemy siegac w granicach wplywu.
            • pelikan00 Re: czy kiedykolwiek 04.07.09, 23:38
              a ja mysle, ze kazda z nas jest inna- jest nas tu bardzo wiele i pewnie kazda
              mysli troche inaczej. dla jednych brak mozliwosci posiadania dziecka z
              partnerem, to powolne oddalanie sie od siebie a w konsekwencji zycie zupelnie
              oddzielnie. dla drugich natomiast zupelnie odwrotnie- zblizenie sie do siebie i
              wypelnianie saba nawzajem.

              lusiasia, wiem, ze nie o to pytalas, ale tak nagle przyszla mi na mysl moja
              znajoma po twoim poscie, ze samo z siebie wyszlo . o niedopasowaniu, o
              mozliwosci zaciazenia tak prosto z kims innym.

              a swoja droga, szkoda naprawde, ze twoj maz sie nie godzi na probe inseminacji z
              dawca nasienia sad byc moze cala procedura, cale przygotowanie byloby dla ciebie
              o wiele prostsze.
              zaciskam kciuki za twoje powodzenie!!

              • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 05.07.09, 06:23
                wlasnie
                jak sie leczylismy i mielismy nadzieje, to wszsytko mozna zrozumiec, przeczekac
                byle tylko spelnilo sie to marzenie
                a jak sie przegrywa, juz nie jest tak latwo
                nawet w trakcie leczenia, myslalam ze jak przegramy to i tak nam sie uda
                ale rzeczywistosc jest inna, jak sie czuje ta przegrana i niemoc
                nie widze przyszlosci z moim mezem, w tym kraju daleko od Polski, od rodziny bez
                dziecka

                chce probowac, ale nie sama
                nie moze byc tak ze ja daje wszystko, a moj maz to co mu pasuje i kiedy mu pasuje
                on oczekuje leczenia czy innej formy ktora nie wymaga poswiecen i nie zakloca
                rytmu zycia i pracy
                czegos co nie istnieje w naszym przypadku

                smutno mi, bo nie moge nawet o tym z mezem porozmawiac, jakakolwiek proba konczy
                sie klotnia i pytaniem czy nie moglabym w koncu przestac o tym mowic
                a ja naprawde mowie o tym zadko w realu, nie placze, zyje normalnie
                ale cos jestem troche zgorzkniala, przegrana, smutna
                nie umiem ukryc wszsytkich uczuc...


                • kavainca Re: czy kiedykolwiek 05.07.09, 09:59
                  lusiasia
                  czy nie rozwarzałaś nigdy psychoterapii?
                  to jest jedno co moge Ci poradzić!
                  • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 07.07.09, 12:14
                    masz na mysli wizyty u psychologa,w moim obecnym kraju to jest
                    mozliwe, ale raczej takich terapii od nieplodnosci to nie ma

                    • kavainca Re: czy kiedykolwiek 07.07.09, 12:28
                      ja bym spróbowała u zwykłego terapeuty
                      wydaje mi się, ze największy problem jest między wami.Ty i mąz macie
                      inne priorytety i dążania. Na dłuższą metę tak nie da sie żyć.
                      Powinnaś dzielić swoje dni z przyjacielem, a nie z kims kto jest
                      obojętny na Twoje uczucia. I tu nawet nie chodzi o to dziecko, tylko
                      przede wszystkim oo Ciebie!
    • diabel_thazmansky Re: czy kiedykolwiek 08.07.09, 09:06
      Lusiaasia,

      miałam podobną sytuację.Mój mąż z natury totalny naturysta,kiedy
      dowiedział się ,że naturalne poczęcie po 2 latach starań będzie
      niemożliwe stwierdził :cytat "nie chce żadnego dziecka z probówki
      masz nic nie brac!".
      ...
      Oczywiście, w moim przypadku postawiłam sprawę na ostrzu noża.Albo
      wspólne starania,albo rozwód.Z natury jestem konsekwentna,więc nie
      były to słowa rzucone na wiatr.
      Pomogło.
      Co prawda jeszcze próbujemy w IUI, ale w perspektywie INV.
      Co do adopcji zarodków- pewną kobietę po 3 INV-i trzech dzieciątkach
      mąż zostawił,gdyż jak to określił"nie poradził sobie z tą sytuacją".
      Teraz ma dziecko z nową laską-SWOJE ( co hamsko podkreśla) i
      naturalna metoda.
      • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 08.07.09, 10:29
        moj maz umie do tego podejsc tak racjonalnie, jakby dziecko bylo to
        dobrze, ale jak go nie ma to tez dobrze
        ale nie rozumie ze jak nic nie bedziemy robic, to dziecka nie bedzie
        wie ze ono jest dla mnie wazne, ale uwaza ze to jednak niemozliwe
        bo nie zajde w ciaze nigdy
        wiec po co sie smucic i byc zgorzknialym cale zycie?

        ja mu probuje wytlumaczyc, ze zycie z choroba moze byc normalne, ale
        niestety to bedzie zycie z choroba wiec bedzie zawsze troche inne...
        • biedronka.online Re: czy kiedykolwiek 08.07.09, 13:47
          no ja nie mam jeszcze takiej sytuacji więc nie pomogę, ale masz
          rację, że to inne życie bez dziecka, ja jestem już umęczona a to
          dopiero 3 rok starań, dopiero były 3IUI a IVF nie wchodzi na razie w
          grę, nie wiem co życie przyniesie, nie wyobrażam sobie co będzie za
          rok, dwa itd. jeśli nie będzie dziecka, ale ja przeszłam chyba mniej
          niż ty, teoretycznie mam czas tj. 30lat, zobaczymy, w każdym razie
          jeśli u was już osttani dzwonek i nie ma nic innego niż IVF to
          musisz z nim rozmawiać, pamiętaj też że może za chwilę będzie dla
          ciebie za późno, ale też nie masz gwarancji, że nie rozstaniecie się
          z mężem nawet jeśli to dziecko już będzie, na nic nie ma
          gwarancji... powodzenia
          • iw80 Re: czy kiedykolwiek 08.07.09, 14:51
            Wszystko zależy od tego jakie są relacje między Tobą i mężem i od
            Waszych charakterów.
            Ja wiem, że nie mogłabym być z mężem jeśli jego stosunek do problemu
            posiadnia dzieci byłby lekceważący. Zawsze wiedziałam, że chcę mieć
            dużą rodzinę i nie ukrywałam tego nigdy, więc jeśli odmówiłby
            leczenia lub ignorował to że jest mi ciężko i jeszcze wmawiał, że
            muszę się cieszyć z tego co mam to prędzej czy później rostalibyśmy
            się.
            • lusiasia Re: czy kiedykolwiek 09.07.09, 14:22
              wlasnie czuje sie lekcewazona
              moja mama tez sie o mnie boi, mowi mi ze nie warto az tak sie
              narazac, ale ja juz przeszlam 3 in vitro wiec co mi jeszcze moze
              zaszkodzic, one juz mi zaszkodzily
              juz zaryzykowalam, moge ryzykowac wiecej, bo chcialabym wygrac
              nie moge zejsc z pola bitwy, tak nagle i powiedziec ze juz zrobilam
              wszystko, bo nie zrobilam, bo jest jeszcze tyle mozliwosci...
              ale mozliwosci moze sa, tylko ze widze ze zostaje sama w tej walce
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka