yackandandah22
04.12.14, 09:22
Zakładam nowy wątek, bo ten z 'Co nam się we wnuczce podoba?' zanadto się rozrósł i nieco zepchnął na margines kwestię WdO.
< Jeśli ktoś ma wieloosobową, kochającą rodzinę i mimo to czuje się 'samotny' - t
o, moim zdaniem jest właśnie dramatyzowanie >
Zua.Laura napisała:
Sęk w tym, że ona nie ma kochającej rodziny i - moim zdaniem - nie tylko czuje się samotna, ale i rzeczywiście jest samotna.
No i tu się nie zgodzę. Czym przejawia się miłość rodziny? Przecież nie powtarzaniem w kółko 'Kocham cię, dziubasku'... Ja tę miłość widzę tak:
Dziadek przygotowuje Laurze śniadania (jogurt wyjęty zawczasu z lodówki, żeby nie był za zimny, świeża bułeczka)
Mama z nią rozmawia (ok, o łyżkach, ale jednak), wysyła na wakacje, żeby 'pooddychała sobie morskim powietrzem', robi śniadania do szkoły (okropna scena, kiedy Laura tych kanapek nie zabiera w TiR: 'na złość babci odmrożę sobie uszy'), 'na chybcika wykańcza kostium do jasełek'
Cała rodzina ogląda przedstawienie na motywach 'Kopciuszka' (z 'wielką rolą Tygryska'), i jeszcze bije brawo (Pulpecja)
Ktoś pyta 'czy ty aby nie jesteś chora', ktoś inny komentuje 'ale ci się te oczy pod kapturem świecą', no i te zwroty 'Tygrysku, kochaneczku' czy 'moja ukochana wnuczka'... Naprawdę, ja tę miłość widzę, tyle że nie dosłownie.
> Proszę bardzo: zafarbowała włosy na zielono - zero reakcji, komentarza. Ryknęła
> na mamę '...cholernym Tygryskiem' - zero reakcji.
Zua.Laura napisała: Brak reakcji to przecież nie dowód akceptacji?
Ja akceptację widzę właśnie w braku krytyki.
Zua.Laura napisała: Tu tylko na szybko przypomnienie innej rodziny, gdzie metody wychowawcze leżą i kwiczą a dziecko zachowuje się źle. Elka - która, przypomnę, wyzywa Terpentulę od handlar - bez względu na swoją osobowość, zachowania czy wady, nigdy nie traci akceptacji Cyryla i Metodego. Metody nie akceptuje wielu jej zachowań i przeciwdziała im (np. udaremnia zamiar przejażdżki z Baltoną), ale zawsze akceptuje Elkę jako osobę, to jego oczko w głowie.
No i znowu: Elka sama siebie akceptuje, dlatego nie ma problemów.
Zua.Laura napisała: Dodam dla porządku oczywiste: jestem za wychowywaniem i "okiełznywaniem" dzieci, taka rola rodzica. Ale nigdy nie przyjmę, że ta rola sprowadza się do prostego przekazywania "nie rób tak, robisz źle, masz być taki a nie taki". Trzeba myśleć, obserwować, szukać przyczyn złego zachowania dziecka, dostrzegać, z czym ma problem, wzmacniać słabsze strony, tłumaczyć, pokazywać skutki, uczyć granic (np. po co one są i jak ich przekraczanie odbija się na innych i sprawcy), itd. I rozróżniać, które foremkowanie jest rzeczywiście potrzebne dziecku i otoczeniu, a które jest jedynie naginaniem go do osobistych oczekiwań, taką realizacją własnej wizji dziecka.
Tu się zgadzam w 100%
Zua.Laura napisała: Reszta o Laurze in spe.
Czekam :-)