yackandandah22
25.03.15, 13:16
Czytam sąsiedni wątek, w którym podkreślany jest fakt, że Gaba to dobra córka, bo "pozostała przy rodzicach", żeby się nimi opiekować. No i tak się zastanawiam, jak to wygląda z punktu widzenia samych seniorów - czy oni nie mają wyrzutów sumienia, że najstarsze dziecko z nimi mieszka? Czy nie odczuwają pewnego dyskomfortu na myśl, że córka nie ma swobody, począwszy od przemknięcia w środku nocy do toalety w stroju Ewy (wiem, wiem, Gaba sypia w koszuli w kwiatuszki, ale wiecie, o co mi chodzi), na wychowaniu jej własnych dzieci skończywszy? Jak scena w "Imieninach" ("Nie było cię całe trzy doby"/"nigdy już nie wyjeżdżaj") ma się do sensownych słów Florka w "Sprężynie": "Wy jesteście łukami, z których wasze dzieci, jak żywe strzały, wysłane są naprzód"? Widzę tu pewną niekonsekwencję: jak w końcu MM patrzy na relacje dzieci-rodzice? Czy seniorzy mają prawo oczekiwać czegoś po swoich dorosłych dzieciach? A jeśli tak, to czego? Opieki 24h? Czy rodzic, w pełni samowystarczalny, nie cieszyłby się BARDZIEJ wiedząc, że dziecko żyje własnym życiem? Znamy stanowisko Gaby. A jak ze wspólnym mieszkaniem czują się Mila i Ignacy? Jak sądzicie?