Dodaj do ulubionych

SW RPG II !!!!!!!!

21.10.02, 14:52
Witajcie moi drodzy. Oto zaczyna sie drugi epizod naszej wielkiej epopei.

REPUBLIKA KONTRATAKUJE

Nad przemyslowa dzielnica Couruscant zapadal zmierzch. Zolnierze czekali w
milczeniu. Kazdy nerwowo zaciskal dlonie na swoim blasterze. Od wielu lat
rebelia byla juz niemal zniszczona.
Tym wiekszy jednak budzila strach. Rebelianci, ktorzy niemal doprowadzili do
upadku Republiki stali sie juz zywa legenda. Pomimo oczywistej przewagii
zolnierze bali sie. Bali sie mitycznej juz potegi przeciwnika.
Dowodca odwrocil sie spogladajac na kierujacego akcja. Czlowiek w czarnym
stroju budzil strach rownie wielki jak przeciwnik.
Darth Azubin dal znak. Pierwszy oddzial szturmowcow sforsowal potezne,
stalowe wrota, wybijajac pierwsza straz. Zolnierze zatrzymali sie niepewnie,
rozgladajac sie w ciemnej hali...
Nagle ich dowodca wyciagnal bron, ktorej nie widziano w Republice od wielu
lat. Dwa miecze swietlne- jeden podwojny, drugi zwyczajny. W mroku lsnily
szkarlatnym blaskiem. Dowodca zolnierzy dal znak, ze czas sie wycofac. Dobrze
wiedzieli, ze kiedy ich wodz przystepuje do walki, lepiej nie stawac mu na
drodze.
Azubin ruszyl. W drugiej hali oczekiwaly przerazone resztki rebeliantow. Na
twarzach zastygle w bezmyslnym grymasie maski udajace Dartha Maula i dawnych
sithow. Zalosne.
Skoczyl przed siebie. Znow byl w swoim zywiole. Jak gdyby odmlodnial o
kilkanascie lat. Trzy ostrza odbijaly wszystkie skierowane ku niemu strzaly.
Dzialal szybko i zdecydowanie, poruszajac sie niczym dziki kot. W
nieogarnionym szale pozbawial zycia swoich wrogow. Ci cofali sie, ale nie
mieli juz dokad.
I wreszcie nie bylo juz nikogo. Ostatnie siedlisko wrogow Republiki zostalo
zniszczone. Tylko jeden przerazony chlopak...
W jego dloni blysnal miecz swietlny: -Padnij przed potega Sithow...
I wtedy Azubin rozesmial sie. Czytym, radosnym smiechem, po raz pierwszy od
dziesiecioleci.
A potem, jedno szybkie i bezwzgledne ciecie:
-Moze byc tylko jeden...
Glowa chlopaka potoczyla sie po ziemi.
-...Mistrz Sithow- zakonczyl Azubin.
Wyczul jednak obecnosc jeszcze jednej osoby. Dziewczynka kulila sie w kacie.
Powinien ja zabic. Byla skazona, ale wyczul w niej cos. To byla ona, ta
ktorej poszukiwal od tak dawna.
-Jestes gotowa poznac to co niepoznawalne?- zapytal.
Niepewnie skinela glowa. Sith podal jej reke. Ruszyli pozostawiajac hale do
wysprzatania sluzbom porzadkowym.
Obserwuj wątek
    • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 21.10.02, 14:54
      Asetine westchnal odkladajac raporty.
      Wiele zla dzialo sie w Republice. Udalo mu sie pokonac zagrazajaca jej rebelie.
      Odtworzyl Senat i armie Republiki, ponownie przylaczyl do niej wiele ukladow
      A jednak wciaz mial wrazenie, ze to zbyt malo. Senat... garstka dopiero
      uczacych sie dzieciakow. Najstarsi mieli po trzydziesci kilka lat. Bylo wsrod
      nich wielu kandydatow na dobrych politykow. Paru nawet moglo sie pokusic w
      przyszlosci o fotel kanclerza..
      Ale w przyszlosci. A on mial coraz mniej czasu. Zgromadzil niemal caly Krysztal
      Sithow. Brakowalo mu zaledwie jednej czesci. Jego potega siegnela pulapu,
      jakiego nie doswiadczyl zaden z Sithow od czasow ich zlotego wieku. Nikt nie
      mogl sie z nim rownac... Nawet zdradziecki, choc wielki Palpatine.
      Ale krysztal wysysal z niego moc. Starzal sie i byl pewien, ze zbyt szybko. Nie
      byl juz tym mlodziencem, co kiedys. Gdyby bez krysztalu z samym tylko mieczem
      swietlnym mial stanac naprzeciw ktoregos z najwiekszych- Perlotiel, Mikolaja,
      czy swojego zdradzieckiego ucznia D'egeana... Nie byl wcale pewien, czy dalby
      im rade.
      A tymczasem zblizalo sie nowe zagrozenie. A wiedzial, ze sam mu nie podola. Na
      nowo otworzyl akademie Jedi... bylo tam wielu zdolnych studentow, jednak byl
      jedyna osoba potrafiaca ich szkolic, przez co zajmowalo to wiele czasu.
      Gdzies tam byli ci, ktorzy mogli mu pomoc ocalic Republike. Rozsiadl sie
      wygodnie w fotelu. "Republika was potrzebuje" Wiedzial, ze Jedi odbiora te
      mysl. Mial nadzieje, ze mIkolaj okaze sie rozsadny. Bez jego pomocy walka
      przeciw straszliwemu przeciwnikowi mogla okazac sie daremna.
      Zawahal sie chwile przed wyslaniem kolejnej wiadomosci. Jesli jej zdrada byla
      tak wielka, jak podejrzewal nie bylo wielkiej nadziei. Musial jednak sprobowac.
      Kazda pomoc byla nieoceniona. Zwlaszcza tej, ktora tak dlugo uwazal za swoja
      sioste... ktora tak naprawde nia byla.
      Po wezwaniu Perlotiel wydal kolejne rozkazy.
      Republika musiala zjednoczyc wszystkie swoje sily. Choc Federacje handlowe byly
      rozbite Xionic wciaz ponoc gdzies sie ukrywal. Pomoc tego madrego przywodcy
      mogla okazac sie nieoceniona. Podobnie, jak pozostalych, ktorych nakazal
      wezwac. Bylo wsrod nich wielu. Od wielkich wojownikow, po najbardziej
      parszywych lowcow nagrod.
      Jego poslancy mieli przemierzyc Galaktyke w poszukiwaniu wszystkich, ktorzy
      byli w stanie pomoc w ocaleniu Republiki i tych, ktorzy mogli przyczynic sie do
      jej zguby. Pierwszych- aby przylaczyli sie do niego w dziele ocalenia
      Republiki, tych drugich- aby ich zniszczyc.
      Wyslal swoich ludzi, aby sciagneli wszystkich na Couruscant...
      Zblizal sie zly i krwawy czas...
      • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 21.10.02, 15:32
        Nad zniszczonym i opustoszałym do niedawna bazarem w Coruscant wstawał blady
        świt. Spalone i pokryte gruzami miejsce stanowiące do niedawna symbol wolnego
        rynku w galaktyce powoli zapełniało się tymi, którzy mieli chęć coś kupić i
        tymi którzy mieli jeszcze co sprzedać.
        Byli tu jeszcze inni, którzy nie chcieli ani kupować, ani sprzedawać. Szukali
        zemsty...

        Należał do nich niemłody już mężczyzna o poharatanej zmarszczkami twarzy, w
        ubraniach, świadczących że niejedno miejsce widziały i niejedną podróż odbyły.
        Było w nim jednak coś co mówiło, że nie jest zwykłym obieżyświatem. Że obyczaje
        wyższych klas nie są mu obce...

        I rzeczywiście nie były. Mężczyzna był jednym z tych, którzy starali się
        ratować republikę przed nowym najazdem Sithów. Jednak jego starania i działania
        poszły na marne, bo został zdradzony. I właśnie dlatego tu i teraz rozpoczynał
        swoją krucjatę zemsty nad swoimi krzywdzicielami.

        Złość i nienawiść przepełniały jego serce. Gdyby nie nadzwyczajna przezorność
        leżałby z rotrzaskaną czaszką na ulicy pośród gruzów miasta mieniącego się
        sercem Galaktyki. Jednak starannie przygotowany klon oddał życie za swego Pana,
        wypchnięty przez okno. On sam zdołał zbiec kilkanaście minut przed atakiem
        asasyna nasłanego przez rycerzy Ciemnej Strony Mocy.

        Do dziś jednak nie rozszyfrował zagadki - kto był zdrajcą?
        • Gość: Digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 21.10.02, 18:52
          Staczał się. Powoli i niebubłaganie, popychane przez kolejne wydarzenia.
          Najpierw ta trójka, On, Drake WIndu i Yeddla. Pozabijał jego przyjaciół jakiś
          tajemniczy łowca głów... Ktoś, kto był zdolny zabić Jedi. Potem walki o
          Corruscant. TO była makabra. Jego miecz szlag trafił, on sam z trudem się
          uratował. Potem musiał żyć ze zwykłego złodziejstwa, urzywając swej Mocy. W
          najbardziej haniebny sposób. Krew go zalewała. Teraz był jakimś handlarzykiem i
          żyjącym z zakładów bukmaherskich, jednego z ulicznych sportów.
          Nic już nie przypominało o jego przeszłości, oprócz wspomnien...
          Aż pewnego dnia, pewien patałach w zakładzie postawił miecz świetlny. Taki jak
          jego, podwójny. Z przyciskiem, takim, który potrafił go rozdzielić na 2 miecze.
          To była jedyna w swoim rodzaju okazja.
          Pamiętał to jak dziś, każdy ruch...
          Przyciągnął go moca i ruszył w bój. To było niesamowite. Strażnice strzelali z
          blasterów, a on powtarzał te ruchy, te wyłuczone wieki temu. ranił strażników i
          uciekł.
          Był wolny.
          Już wiedział kogo musi odnaleźć. Mikołaja, tego mistrza w walce i mocy, choć
          nieco zadufanego w sobie. [ :P ]
          Ukrył się gdzieś, gdzies w tych szarych ruinach. Wielopoziomowych, pokręconych
          jak labirynt. Uwolnił się od żebraków i jakiś ochydnych zwierząt.
          Zaczął medytować i szukać telepatią tego człowieka...

          "Mikołaj, pora ruszyć do walki. Ja D`egean, przeżyłem i musze się z tobą
          skontaktować. Uwierz w możliwości i Moc. Wszystko przed nami"


          digan.
          • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 21.10.02, 19:24
            Darth Azubin stal nieruchomo.
            OCzekiwal. Nie wiedzial, co przyniosa kolejne dni i miesiace. Minelo juz
            niemal dwadziescia lat od dnia, kiedy zostal Wielkim Kanclerzem. Dwadziescia
            bardzo dlugich lat.
            Ten straszliwy najazd niemal unicestwil Republike, ktorej mial przewodzic.
            Wyzwolil sily, ktore na zawsze powinny pozostac na uwiezi. Jedi odeszli-
            pamietal dluga rozmowe z Mikolajem, obaj uznali ze to sluszne. Sam poparl ich
            odejscie wiedzac, ze to moze jedyny sposob aby ich ocalic. Ale teraz ich
            potrzebowal.
            Westchnal. Zwyciezyli... on zwyciezyl. Ocalil Republike... ale czy cena nie
            bylo jego czlowieczenstwo? Poswiecil zycie zbyt wielu, zeby odeprzec najazd.
            Moze to on powinien byc teraz martwy miedzy nimi.
            -Mistrzu?- zapytala cicho.
            Nie odwrocil sie ku dziewczynce. Uczyla sie szybko, bardzo szybko, byla godna
            padawanka mistrza Sithow. Moze wrecz zbyt szybko? Zbyt dobrze znal historie,
            zeby nie wiedziec, ze zbyt zdolni uczniowie czesto zapowiadali straszliwe
            czasy. Vader, An-Nah... wlasnie, ciekawe co sie z nia dzialo? Nie odeszla razem
            z Jedi.
            Tymczasem jednak mogl tylko czekac. Mial nadzieje, ze Mikolaj odpowie na jego
            wezwanie. Kiedy sie rozstawali dal mu niewielki komunikator, mowiac mu, ze
            wezwie go gdy nadejdzie czas.
            Poza Jedi byli jednak jeszcze inni uczestnicy tej gry. Wiedzial, ze liczni
            lowcy nagrod, wojownicy, wszelkiego rodzaju bohaterowie i szumowiny sciagaja do
            Couruscant. Nie mial wyboru. Z nich bedzie musiala powstac armia, ktora
            przeciwstawi sie nowemu zagrozeniu. A ci, ktorzy nie zasila jej szeregow...
            Beda musieli byc zniszczeni.
    • an-nah Re: SW RPG II !!!!!!!! 21.10.02, 19:42
      Minęło wiele czasu, odkąd ostatnio widziała znajomy
      krajobraz. Teraz ich statek zbliżał się do Couruscant,
      gdzie kiedyś szkoliła się i skąd kiedyś odeszła, by pomuc
      swoje siostrze i przyjaciołom...
      Mówiono, że jej Moc jest silna, że gdyby opowiedziała się
      po jednej ze stron, mogłaby zmienic rozkłąd sił w
      galaktyce... ona sama była wtedy młoda dziewczyną, na
      której wyobraźnię działały opowieści o bohaterach dawnych
      dni, przeznaczeniu i szlachetnych czynach... Teraz jednak
      wracała, coś ciągnęło ją spowrotem.
      -Pani An-Nah - odezwał się komputer - wiadomośc od Lady
      Dehiry
      Włączyła ekran. Twarz najstarszej z jej sióstr patrzyła z
      na nią spokojnym, nieco melancholijnym wzrokiem.
      -An, muszę wyjechać, ja też mam obowiązki... akademia...
      Będę starała się z tobą kontaktować, ale...
      -W miarę możliwości - odparła. - ja też mmam obowiązki,
      Dehi. Formalnie nadal jestem Jedi... A tutaj znowu
      zaczyna się coś dziać.
      -Proszę, pamiętaj, ze nie ma czegoś takiego, jak
      przeznaczenie. Że każdy kszatałtuje swój los, obiecasz mi?
      -Będę pamiętać.
      Ekran zgasł. Dziewczyna patrzyła przez okno na zbliżającą
      się planetę. W dłoni ściakała wisiorek, który otrzymała
      od siostry.
    • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! 21.10.02, 20:43
      Jedi pod wodza Mikolaja ukryli sie niespelna dwadziescia
      lat temu. Wkrotce po wybuchu wojny wielu mistrzow
      opowiedzialo sie po stronie Republiki i... poleglo w walkach
      z poteznym wrogiem. Pozostali, a takze niedobitki
      walczacych, udali sie za Mikolajem na wieloletnia tulaczke.
      Poza znane obszary galaktyki, do innych ukladow i na inne
      planety. Tam gdzie byli bezpieczni i z dala od politycznej
      zawieruchy, jaka zapanowala w Republice, mogli odbudowac
      swoja potege.

      Kilkuset rycerzy Jedi wyszkolilo drugie tyle padawanow.
      Wedlug niektorych mistrzow zblizal sie czas ujawnienia.
      Tymczasem Przewodniczacy Rady - Mikolaj - otrzymal dwa
      niepokojace sygnaly telepatyczne. Znieksztalcone przez
      odleglosc, niejednoznaczne impulsy od nieokreslonych
      nadawcow, staly sie glownym tematem kolejnego
      posiedzenia Rady Jedi - 12 najpotezniejszych i najbardzuiej
      zasluzonych dla Zakonu rycerzy, m.in Mikolaja i Luke`a
      Skywalkera.

      [btw. zeby bylo jasne - Jedi byli i sa ukryci - a to znaczy nie
      wiadomo, gdzie sie znajduja i nie da ich sie znalezc. to tak,
      zeby nie bylo nieporozumien :))]
    • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 22.10.02, 09:34
      Podszedł do straganu oblepionego świecidełkami (większość była zrobiona ze
      zwykłego szkła, ale i tak były śliczne), za którym stał handlarz z rasy, której
      nazwy nigdy nie mógł zapamiętać. Pamiętał jednak jego imię, znał go bowiem
      jeszcze z czasów kiedy nie był nawet Wicekrólem Federacji HAndlowej.
      - Szar'kran co za spotkanie!! - udał radość i zdumienie
      - Niebywałe, Pan i Władca tutaj - wykrzyknął kramarz. Xionc powoli zaczynał
      sobie przypominać charakterystykę tej rasy. Gotowi wleźć w dupę żeby tylko
      osiągnąć jakieś korzyści - Czyż nie chodziły słuchy, żeś Panie nieżyw?! Żeś
      zabit był przez podłego asasyna?
      - Tak... - XIonc zabiłby go za ten jazgot gdy mógł - i niech tak na razie
      zostanie... Poszukuję informacji...
      • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! 22.10.02, 14:41
        Obrady Rady Jedi byly bardzo burzliwe. W koncu
        zdecydowano sie na rozwiazanie zaproponowane przez
        Luke`a - wyslac kilku rycerzy Jedi na tereny znajdujace sie
        pod jurysdykcja Republiki, zaznajomic sie z obecna sytuacja
        polityczna, w miare mozliwosci dotrzec do bylych
        senatorow (o ile jacys przezyli) i poinformowac pozostalych
        Jedi o obserwacjach. Na ochotnika zglosil sie jako pierwszy
        Mikolaj, oddajac tym samym przewodnictwo w Radzie
        Skywalkerowi . . .
        • Gość: digan. Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 22.10.02, 15:44
          Ruszył w spokoju przez miasto. Był już gotowy. Wiedział, że pomoc nadejdzie.
          Oczywiście wiedział, że nie odrazu i nie z niesamowita siłą, ale jednak miło
          było wiedzieć, że nie jest się jedynym dobrym w promieniu setek mil. Słońce
          wstawało, rozświetlając powoli całe ruiny tego niegdyś potężnego państwa.
          Spojrzal w niebo i zauważył coś dziwnego: Statek.
          W promieniach słońca był cały czerwony, takie widoku nie widziano tutaj od
          lat. W zbił się w niebo, wykorzystując maksimum mocy, jaką był w stanie z
          siebie dać. Podleciał do statku, który i tak dość nisko wisiał. Zajrzał szybko
          przez okno i zobaczył An-Nah rozmawiającą z jkąś osobą. Umknął szybko na jeden
          z dachów i oczekiwał, aż statek zejdzie....

          digan.

          <Tylko An-Nah streszczaj sie z lądowaniem, nie będe tu cały dzięn sterczał;)
          (Nie bierz sobie tego do serca)>
          • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 22.10.02, 18:55
            Gość portalu: digan. napisał(a):

            > Ruszył w spokoju przez miasto. Był już gotowy. Wiedział, że pomoc nadejdzie.
            > Oczywiście wiedział, że nie odrazu i nie z niesamowita siłą, ale jednak miło
            > było wiedzieć, że nie jest się jedynym dobrym w promieniu setek mil. Słońce
            > wstawało, rozświetlając powoli całe ruiny tego niegdyś potężnego państwa.
            > Spojrzal w niebo i zauważył coś dziwnego: Statek.
            > W promieniach słońca był cały czerwony, takie widoku nie widziano tutaj od
            > lat. W zbił się w niebo, wykorzystując maksimum mocy, jaką był w stanie z
            > siebie dać. Podleciał do statku, który i tak dość nisko wisiał. Zajrzał
            szybko
            > przez okno i zobaczył An-Nah rozmawiającą z jkąś osobą. Umknął szybko na
            jeden
            > z dachów i oczekiwał, aż statek zejdzie....
            >
            > digan.
            >


            Szmer. Odwrócił się natychmiastowo, miecz błysnął w dloni. Przed nim stał ten
            Patałach, od którego dostał miecz.
            - Bogowie! - krzyknął zdziwiony - więc tak chodzą te rękojeści!!
            - Słucham? - spytał nieco zdziwiony D`gean - to jest miecz świetlny.
            - Taki, którymi walczyli ci, no... rycerze Tedi?
            - Jedi - poprawił niechętnie D`gean. - Ale właściwieto po co tu jesteś? -
            Spytał gasząc miecz.
            - Chcesz zarobić? - Spytał.
            - Co mam ukraśc - Wojownik znał wystarczajaco dobrze to miasto.
            - Wiesz, gdzie jest Biuro Asentine`a?
            - Wiem - D`egean jezcze nie kojarzył, kto to jest. I z jaką postacią się łączy.
            - On ma tam taką jedną księge. "Rycerstwo w wiekach średnich; Studium Problemów
            między planetarnych za czasów Powstania Jedi" - Wyrecytował jednym tchem.
            - On ma takie księgi? Przeciez papieru nie urzywa się od kilku tysięcy lat!
            - No tak, ale on ma cały zbiór takich ksiąg. Jako Archeologiczne... te...
            - Dobra, nie paplaj. Dawaj połowe z góry.
            Patałach dał swoje. Wojownik wziął i ruszył w stronę Biura.
            Wszedł prez balkon, mieczem rozwalił drzwi. Wszedł do środka i zobaczył małą
            puszeczkę. Widział już taką: u boku Mikołaja...
          • an-nah Re: SW RPG II !!!!!!!! 22.10.02, 19:06
            [dobra, streszczam się... o ile nie jest za puźno...]

            Płynnie osadziła statek na płycie lądowiska.
            Zabezpieczyła stery (Podobno różne gildie złodziejskie
            znajdywały coraz to nowe sposoby na kradzież prywatnych
            statków.)i wysiadła. Pierwszym, co poczuła, stając na
            ziemi była czyjaś obecność... Ktoś, kogo znała... blisko...

            [Teraz prośba do Digana, żeby on się streszczał. jeśli tu
            jest.]
            • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 22.10.02, 19:40
              an-nah napisała:

              > [dobra, streszczam się... o ile nie jest za puźno...]
              >
              > Płynnie osadziła statek na płycie lądowiska.
              > Zabezpieczyła stery (Podobno różne gildie złodziejskie
              > znajdywały coraz to nowe sposoby na kradzież prywatnych
              > statków.)i wysiadła. Pierwszym, co poczuła, stając na
              > ziemi była czyjaś obecność... Ktoś, kogo znała... blisko...
              >
              > [Teraz prośba do Digana, żeby on się streszczał. jeśli tu
              > jest.]


              Spojrzał w niebo.
              Statka nnie było. Statek wylądował.
              Stanął przed wyborem: Kontakt z Mikołajem albo spotkanie z An-Nah. Wybrał to
              drugie. Szczególnie, że nie marzyło mu się spotkanie rozwścieczonego Azubina.
              Przynajmiej nie teraz.

              Wpadł na lotnisko, na którym stał statek An-Nah. Drzwi były otwarte. Stanął oko
              w oko z An-Nah, tą osoba, od której podbno zależy równowaga mocy.
              digan
              [Teraz twoja kolej :P]
            • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 22.10.02, 19:50
              -Nic nie wie.
              Azubin niechetnie musial przyznac racje swojemu uczniowi.
              Szumowina rzeczywiscie nic nie wiedziala. Widzial jego mysli. Tylko zlecenie,
              jakis rozkaz. Nie wiedzial co mial zrobic, ani tak naprawde dla kogo. Po prostu
              mial ukrasc pewna rzecz.
              Jednym ruchem dloni zakonczyl zycie szubrawca.
              Ponurym korytarzem ruszyl do swojego palacu. Wszystko bylo bardzo
              niepokojace. Przeciwnik przyslal wielu agentow. Czul... byl pewny, ze zaglada
              sie zbliza. Straszliwa bron, ktorej nie uzyli dwadziescia lat wczesniej (uwaga
              techniczna- wtedy dzialo sie poprzednie SW RPG) mogla byc juz gotowa do uzycia.
              A on nic nie wiedzial.
              Jego przeczucia sprawdzily sie w jednym. Przybylali. Wszyscy powracali na
              Couruscant. D'egean, An-NAh, niezliczone ilosci lowcow nagrod. Nawet pierwsi
              agenci Jedi. Niebo nad planeta od lat nie bylo tak zatloczone. A wsrod tych
              wszystkich gosci byli potencjalni sojusznicy i agenci najgorszego z wrogow-
              tylko jak rozpoznac kto jest kim?
              Mloda dziewczyna stala poslusznie oczekujac na kolejna lekcje. Niepokoila go.
              Niepokoila i przerazala. Chyba najzdolniejsza uczennica jaka kiedykolwiek
              posiadal.. chyba zdolniejsza nawet od niego samego. Jaka ona miala odegrac w
              tym wszystkim role.
              Agenci obserwowali wszystkie ladowiska. Asetine usmiechnal sie do siebie.
              Wywiad dzialal bez zarzutu.
              -Mistrz Mikolaj niedlugo sie pojawi- zwrocil sie do swojego szambelana- rzuc
              wszystko co robisz i przygotuj godne powitanie. Znasz zasady protokolu
              dyplomatycznego?
              Przerazony chlopak pokiwal przeczaca glowa. Asetine westchnal. Przekleta
              wojna. Przez nia ludzie nie moga nabyc najbardziej wyszukanych i wyrafinowanych
              umiejetnosci. Poinstruowal go co ma zrobic.
              Ten gosc byl chyba najbardziej oczekiwany... moze z wyjatkiem dawno nie
              widzianej siostry, ktora od lat sie nie odzywala.
              Mikolaju, Mikolaju- pomyslal- od tak dawna sie nie widzielismy.
              W szafie wciaz wisial stroj Binzata- Jedi, ktorego Mikolaj zdecydowal sie
              pozostawic jako swojego agenta na Couruscant. Asetine westchnal. CHyba znow
              czas wejsc w jego role.
              • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 23.10.02, 12:46
                Szar'kran słysząc pytanie pobladł, a później kiepsko udając niezadowolenie z
                przeprowadzonej transakcji, przepędził go sprzed swojego straganu. Xionc poczuł
                jednak w kieszeni ciężar jednego z wisiorków, które widział u handlarza. Biorąc
                go do ręki i spoglądając ciekawie zauważył staromodny klucz z
                przywieszką "Hotel Ger'ad Iel p. 234"

                ***

                Po kilku godzinach oczekiwania postać niskiego handlarza poruszającego się o
                lasce pojawiła się w okolicach umówionego miejsca. Xionc wyjrzał zza framugi
                zagruzowanego pokoju. Po spróchniałych deskach zmierzał on.
                - DObrze że jesteś...
                - Panie, to ja się cieszę, że mogę pomóc. Oj tak wiekiemu Panu służyć zaszczyt
                dla mnie, oj, zaszczyt. Ale szukać innego wielkiego Pana trzeba? Oj, nie to zły
                Pan. Zabił wielu, rozbił federację, niewielu przy życiu zostało...
                - Ale o kim ty mówisz? - Xionc zdumiał się - Nie szukam Azubina... Szukam
                Binzata - rycerza Jedi
                - Oj Panie długo nie było cię tu, długo - zatroskał się handlarz - toż to jedna
                i ta sama osoba...
                • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 23.10.02, 17:09
                  Gość portalu: Xionc napisał(a):

                  > Szar'kran słysząc pytanie pobladł, a później kiepsko udając niezadowolenie z
                  > przeprowadzonej transakcji, przepędził go sprzed swojego straganu. Xionc
                  poczuł
                  >
                  > jednak w kieszeni ciężar jednego z wisiorków, które widział u handlarza.
                  Biorąc
                  >
                  > go do ręki i spoglądając ciekawie zauważył staromodny klucz z
                  > przywieszką "Hotel Ger'ad Iel p. 234"
                  >
                  > ***
                  >
                  > Po kilku godzinach oczekiwania postać niskiego handlarza poruszającego się o
                  > lasce pojawiła się w okolicach umówionego miejsca. Xionc wyjrzał zza framugi
                  > zagruzowanego pokoju. Po spróchniałych deskach zmierzał on.
                  > - DObrze że jesteś...
                  > - Panie, to ja się cieszę, że mogę pomóc. Oj tak wiekiemu Panu służyć
                  zaszczyt
                  > dla mnie, oj, zaszczyt. Ale szukać innego wielkiego Pana trzeba? Oj, nie to
                  zły
                  >
                  > Pan. Zabił wielu, rozbił federację, niewielu przy życiu zostało...
                  > - Ale o kim ty mówisz? - Xionc zdumiał się - Nie szukam Azubina... Szukam
                  > Binzata - rycerza Jedi
                  > - Oj Panie długo nie było cię tu, długo - zatroskał się handlarz - toż to
                  jedna
                  >
                  > i ta sama osoba...

                  -Wierzysz mu?- rozbawiony glos dobiegl z kranca pokoju. Obaj jednoczesnie
                  spojrzeli w tamta strone.
                  Binzat wygladal dokladnie tak jak Xionic go zapamietal. Postarzal sie
                  tylko... bardzo. Widok zmarszczek na jego twarzy uswiadomil Xionicowi, ile to
                  juz lat minelo.
                  -Slyszalem ze mnie szukasz, wiec jestem- powiedzial.



    • mikolaj7 Powrot Jedi 23.10.02, 17:43
      - Raporty pierwszych Jedi wyslanych na tereny Republiki
      byly bardzo optymistyczne. Nie mamy sie czego obawiac.
      Pora wyruszac, Mistrzu.
      - Tak.. - Mikolaj zostal wyrwany z zamyslenia - zaraz bede
      gotowy, daj mi pomydtowac przed podroza.
      - Oczywiscie - odpowiedzial Mistrz Sakkar, wychodzac z
      pomieszczenia.

      Mikolaj wzial w rece male urzadzenie.. otrzymal je od
      Asetine`a. Wczoraj po raz pierwszy od 20 lat ozylo. Kolejna
      wiadomosc, ktora nie przetrwala proby odleglosci.. Co
      zreszta swiadczylo o bardzo dobrym ukryciu Akademii Jedi.
      Wiedzial jedynie, ze Asetine chce sie spotkac. Po co? to bylo
      zagadka, Jedi odeszli i nie chcieli wracac na swoja dawna
      pozycje przy Senacie. Asetine mogl sie tego spodziewac, ale
      mimo to dazyl do spotkania.

      - Jestem gotowy, Sakkar - powiedzial Mikolaj - wychodzac
      z pomieszczenia. Lecimy na Nowy Alderaan.

      [ten post jest w chronologicznym porzadku, gdzies na
      poczatku historii (zreszta Darth Azubin pisal o tym
      komunikatorze gdzies w trzeciej, czy czwartej wypowiedz)
      - wlasnie odebralem jego wiadomosc. mam pytanie: czy to
      urzadzenie do komunikowania sie zostalo Azubinowi
      skradzione? i jeszcze jedno - nie grajcie za wiele moja
      postacia ;-) to, ze napisalem, ze lece na Nowy Alderaan, nie
      znaczy, ze wszyscy nagle musza sie tam udac ;-)))]
      • Gość: digan Re: Powrot Jedi IP: *.pl / 217.117.129.* 23.10.02, 18:32

        >
        > [ten post jest w chronologicznym porzadku, gdzies na
        > poczatku historii (zreszta Darth Azubin pisal o tym
        > komunikatorze gdzies w trzeciej, czy czwartej wypowiedz)
        > - wlasnie odebralem jego wiadomosc. mam pytanie: czy to
        > urzadzenie do komunikowania sie zostalo Azubinowi
        > skradzione? i jeszcze jedno - nie grajcie za wiele moja
        > postacia ;-) to, ze napisalem, ze lece na Nowy Alderaan, nie
        > znaczy, ze wszyscy nagle musza sie tam udac ;-)))]

        Nie, nie został ukradziony. D`egean zostawił go w spokoju, gdy pobiegł na
        lotnisko po An-Nah :)

        an-nah już otwierała usta, gdy usłyszał za sobą kroki. Znowu.
        Obrucił sie i spojrzał w twarz. Pomarszczoną, starą twarz Palpatine`a.
        Oczywista, że nie była to prawdziwa twarz, ale gdzieś już ją widział. No tak!
        Wtedy to Drake Windu stracił ręke i nogę. Czyżby miała go znów prześladować?
        An-Nah chyba jej nie widziała, potrzyła tylk oze zdumieniem w niego. Obruciłsię
        szybko i rzekł zblazowany
        - Sorki. Takie zwidy jakieś...
      • darthazubin Re: Powrot Jedi 23.10.02, 20:27
        mikolaj7 napisał:

        > - Raporty pierwszych Jedi wyslanych na tereny Republiki
        > byly bardzo optymistyczne. Nie mamy sie czego obawiac.
        > Pora wyruszac, Mistrzu.
        > - Tak.. - Mikolaj zostal wyrwany z zamyslenia - zaraz bede
        > gotowy, daj mi pomydtowac przed podroza.
        > - Oczywiscie - odpowiedzial Mistrz Sakkar, wychodzac z
        > pomieszczenia.
        >
        > Mikolaj wzial w rece male urzadzenie.. otrzymal je od
        > Asetine`a. Wczoraj po raz pierwszy od 20 lat ozylo. Kolejna
        > wiadomosc, ktora nie przetrwala proby odleglosci.. Co
        > zreszta swiadczylo o bardzo dobrym ukryciu Akademii Jedi.
        > Wiedzial jedynie, ze Asetine chce sie spotkac. Po co? to bylo
        > zagadka, Jedi odeszli i nie chcieli wracac na swoja dawna
        > pozycje przy Senacie. Asetine mogl sie tego spodziewac, ale
        > mimo to dazyl do spotkania.
        >
        > - Jestem gotowy, Sakkar - powiedzial Mikolaj - wychodzac
        > z pomieszczenia. Lecimy na Nowy Alderaan.
        >
        > [ten post jest w chronologicznym porzadku, gdzies na
        > poczatku historii (zreszta Darth Azubin pisal o tym
        > komunikatorze gdzies w trzeciej, czy czwartej wypowiedz)
        > - wlasnie odebralem jego wiadomosc. mam pytanie: czy to
        > urzadzenie do komunikowania sie zostalo Azubinowi
        > skradzione? i jeszcze jedno - nie grajcie za wiele moja
        > postacia ;-) to, ze napisalem, ze lece na Nowy Alderaan, nie
        > znaczy, ze wszyscy nagle musza sie tam udac ;-)))]

        Biorac pod uwage, ze sciagnalem wszystkie szumowiny z calego wszechswiata na
        Couruscant, rzeczywiscie byloby lepiej nie przenosic sie na Alderaan
        A jesli chodzi o komunikator- wiadomosc pochodzi ode mnie
    • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 24.10.02, 09:02
      Nigdy nie wiedział skąd pojawiał się Binzat... Tak jakby materializował się z
      powietrza i stawał przed nim jak zjawa. Adrenalina uderzyła Xioncowi do krwi
      tak mocno, że zachwiał się i o mało nie upadł.
      - Skąd wiedziałeś że cię szukam? - zapytał Xionc
      - A może najpierw dzień dobry - zakpił Binzat - Kopę lat Wicekrólu...
      - Ty cholerny zdrajco!!! - krzyknął Xionc - i sięgnął po laserowy pistolet
      zatknięty u jego boku, lecz jak łatwo mógł przewidzieć Moc Binzata łatwo
      wyrwała mu go z ręki.
      Binzat kierował się ku Xioncowi, wyjąwszy jednocześnie miecz świetlny, laserowe
      światło na niebezpieczną odległość zbliżyło się do jego twarzy...
      - Na ziemię - wrzasnął Binzat takim głosem, że Xionc upadł, choć wbrew własnej
      woli... Odwrócił wzrok. Szar'kran leżał na ziemi rozpłatany bronią Jedi... W
      dłoni trzymał sztylet Ain Sakh - zakończony zbiorniczkiem z trucizną..
      - A teraz szybko - Binzat zwrócił się do zdezorientowanego Xionca - Zaraz tu
      będą!
      • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 24.10.02, 18:27
        D`egean spojrzał w oczy An-Nah i powiedział:
        Dobrze że jesteś. Musiałem się z tobą spotkac. Bo widzisz, coś się święci,
        Azubin coś kombinuje, dalej nie wiem co. Pamiętasz tą przepowiednię, że od
        ciebie zależy równowaga mocy? Ona istnieje dalej i co lepsze, dalej ma chyba
        racje. Więc ty też musisz działać.
        Jesteśmy wszyscy o dwadzieścia lat starsi, poważniejsi, z dystansem do tamtych
        lat, gdy mieliśmy coś do powiedzenia. Teraz musimy odzyskać tą władzę. Ja, ty
        Mikołaj, Azubin, świętej pamięci Xionc - ( D`gean jeszcze nie wie, że Xionc
        żyje) - my mieliśmy prawo głosu. I my, z wyjątkiem Wicekróla, jesteśmy
        aktualnie najlepszymi wojownikami. Musimy poprwadzić do odzyskania równowagi!

        <wiem, że to brzmi jak reklamówka wyborcza, no ale jak miałem to przekazać :)>
      • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 24.10.02, 19:23
        Gość portalu: Xionc napisał(a):

        > Nigdy nie wiedział skąd pojawiał się Binzat... Tak jakby materializował się z
        > powietrza i stawał przed nim jak zjawa. Adrenalina uderzyła Xioncowi do krwi
        > tak mocno, że zachwiał się i o mało nie upadł.
        > - Skąd wiedziałeś że cię szukam? - zapytał Xionc
        > - A może najpierw dzień dobry - zakpił Binzat - Kopę lat Wicekrólu...
        > - Ty cholerny zdrajco!!! - krzyknął Xionc - i sięgnął po laserowy pistolet
        > zatknięty u jego boku, lecz jak łatwo mógł przewidzieć Moc Binzata łatwo
        > wyrwała mu go z ręki.
        > Binzat kierował się ku Xioncowi, wyjąwszy jednocześnie miecz świetlny,
        laserowe
        >
        > światło na niebezpieczną odległość zbliżyło się do jego twarzy...
        > - Na ziemię - wrzasnął Binzat takim głosem, że Xionc upadł, choć wbrew
        własnej
        > woli... Odwrócił wzrok. Szar'kran leżał na ziemi rozpłatany bronią Jedi... W
        > dłoni trzymał sztylet Ain Sakh - zakończony zbiorniczkiem z trucizną..
        > - A teraz szybko - Binzat zwrócił się do zdezorientowanego Xionca - Zaraz tu
        > będą!


        Poprowadzil go ciasnymi, ciemnymi zaulkami. Xionicowi zawsze zdawalo sie, ze
        zna to miasto, ale tego dnia zdal sobie sprawe, ze wiele zmienilo sie przez te
        wszystkie lata.
        To, ze ucieczka byla dobrym rozwiazaniem uswiadomilo mu, gdy- w kilka sekund
        po tym, jak skrecili w boczna uliczke- miejsce gdzie wczesniej stali zapelnilo
        sie ludzmi w ciemnych strojach. Lowcy Nagrod.
        Binzat poprowadzil go do ukrytego w bocznym zaulku pojazdu.
        -Mamy mniej czasu, niz myslalem- zaklal Binzat- musimy sie spieszyc
        • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 25.10.02, 11:47
          darthazubin napisał:
          > Poprowadzil go ciasnymi, ciemnymi zaulkami. Xionicowi zawsze zdawalo sie,
          ze
          > zna to miasto, ale tego dnia zdal sobie sprawe, ze wiele zmienilo sie przez
          te
          > wszystkie lata.
          > To, ze ucieczka byla dobrym rozwiazaniem uswiadomilo mu, gdy- w kilka
          sekund
          > po tym, jak skrecili w boczna uliczke- miejsce gdzie wczesniej stali
          zapelnilo
          > sie ludzmi w ciemnych strojach. Lowcy Nagrod.
          > Binzat poprowadzil go do ukrytego w bocznym zaulku pojazdu.
          > -Mamy mniej czasu, niz myslalem- zaklal Binzat- musimy sie spieszyc

          Xionic spojrzal na niego pytajaco, gdy znalezli sie w spokojnym miejscu.
          -Asetine rozpetal pieklo- znak zapytania w oczach Xionica urosl jeszcze
          bardziej po tym wyjasnieniu.
          -To on na nas poluje?- zapytal Wicekrol.
          Binzat zaprzeczyl.
          -Nie. Utrzymuje z nim staly kontakt... w imieniu Rady Jedi. On sie po prostu
          boi. Jest juz stary, ale przeczuwa nadejscie kolejnego zagrozenia i nie wie,
          czy bedzie mu w stanie podolac. Dlatego oglosil Swieta Wojne w Obronie
          Republiki (w skrocie SWOR ;))). Z calej Galaktyki na Couruscant przybywaja
          wojownicy, lowcy nagrod, wszelkiej masci wolni strzelcy. Odradzalem mu to, ale
          nie mam zadnej pozycji zeby do czegokolwiek go przekonac. Uwazal, ze w tej
          zbieraninie pojawia sie agenci wroga... i mial racje, tyle ze nie jest w stanie
          zrealizowac swojego planu i ich zniszczyc. Tymczasem oni zaczeli juz dzialac.
          Na swoj cel obrali wszystkich, ktorych uwazaja za niewygodnych: dawnych Jedi,
          bohaterow poczatkow II wojny domowej, jak ciebie. Nawet sam Asetine znalazl sie
          na ich celowniku. Obawiam sie, ze nigdzie nie jestesmy bezpiczni.
          Konfidencjonalnie znizyl glos, rozgladajac sie jednoczesnie uwaznie dookola.
          -Na Couruscant ma przybyc ktorys z czlonkow Rady Jedi... chodza pogloski, ze
          nawet sam Mikolaj. Boje sie o jego bezpieczenstwo. To nie jest teraz bezpieczna
          okolica.
          W tej chwili, jakby na potwierdzenie jego slow kilka strzalow z blastera
          uderzylo tuz obok nich. Zareagowali niemal jednoczesnie [no, moze Jedi troche
          szybciej :)]. Miecz swietlny odbil skierowane ku nim kolejne strzaly, a
          pistolet Xionica szybko zdjal atakujacych.
          -Nie byli zbyt wprawni- zauwazyl Xionic.
          -Ale ich koledzy moga byc. Lepiej sie stad zbierajmy. Mam tu niedaleko
          bezpieczna kryjowke.



    • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 25.10.02, 11:51
      Przeszla wszystkie testy.
      Wystarczylo zaledwie kilka miesiecy szkolenia, aby jego uczennica przeszla
      wszystkie testy.
      Stala spokojnie w sali cwiczebnej, w dloni trzymajac zlozony miecz swietlny-
      wokol niej wciaz jeszcze dymily szczatki rozplatanych robotow cwiczebnych.
      Azubin przywolal ja gestem. Nic nie powiedziala. Jak zwykle. Nigdy nic nie
      mowila.
      -Jak masz na imie?- spytal lagodnie, sam juz nie wiedzial po raz ktory.
      Nie odpowiedziala. Nie mogl tez wyczytac tego z jej umyslu. Jak gdyby byla
      czysta karta. Ale przeciez to niemozliwe. Kims byla i z jakiegos powodu
      pojawila sie na jego drodze.
      Pojawila sie wlasnie teraz, gdy dawne przepowiednie zaczynaja sie wypelniac i
      brzemie Sithow moze juz wkrotce stac sie nie do zniesienie.
      "Ale kto wtedy bedzie je dzwigac" pomyslal Asetine patrzac w milczeniu na
      swoje stare, zmeczone dlonie.
    • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 25.10.02, 17:22
      Xionc choć walczył z Binzatem ramię w ramię z podziwem patrzył na to z jaką
      łatwością Jedi zabijał wrogów.Sam przez dwadzieścia lat nauczył się walczyć,
      głównie z wykorzystaniem broni palnej, ale umiejętności towarzysza... Walka
      trwa prawie pół godziny i on zlany potem ledwo stał na nogach, a Binzat
      wyglądał jakby nic się nie zdarzyło.

      Biegli w milczeniu, aż dotarli do kryjówki Xionca.

      Po chwili wytchnienia Xionc zapytał:
      - Jeśli nie ty to kto jest odpowiedzialny za tragedię sprzed dwudziestu lat. I
      kto do cholery, wciąż chce mnie zabić?
      • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 25.10.02, 20:33
        Gość portalu: Xionc napisał(a):

        > Xionc choć walczył z Binzatem ramię w ramię z podziwem patrzył na to z jaką
        > łatwością Jedi zabijał wrogów.Sam przez dwadzieścia lat nauczył się walczyć,
        > głównie z wykorzystaniem broni palnej, ale umiejętności towarzysza... Walka
        > trwa prawie pół godziny i on zlany potem ledwo stał na nogach, a Binzat
        > wyglądał jakby nic się nie zdarzyło.
        >
        > Biegli w milczeniu, aż dotarli do kryjówki Xionca.
        >
        > Po chwili wytchnienia Xionc zapytał:
        > - Jeśli nie ty to kto jest odpowiedzialny za tragedię sprzed dwudziestu lat.
        I
        > kto do cholery, wciąż chce mnie zabić?

        -Dlaczego uwazasz, ze to ja mam cos z tym wspolnego?- zapytal Binzat-
        zreszta, czy jestes pewny, ze chcesz znac odpowiedz na swoje pytania?
        Xionic skinal glowa.
        Binzat zamyslil sie, zastanawiajac sie od czego zaczac.
        -Ta wojna to nie jest przypadek- powiedzial wreszcie- nie znam dokladnie
        poczatku tej historii, ale tonie ona w mrokach dziejow, w czasach gdy Jedi
        dopiero co pokonali Sithow, a ci zeszli do konspiracji. Wciaz jeszcze mieli
        wielu stronnikow i swoj najcenniejszy artefakt: krysztal Sithow. Darth Bane
        ustanowil zasade, ze moze byc tylko dwoch Sithow, ale czesc jego uczniow z tym
        sie nie zgodzila i odlaczyla sie tworzac wlasny zakon, przez tysiaclecia
        ukrywajacy sie na obrzezach znanego nam wszechswiata. Ukrywali sie i byli
        slabi. Usilowali zdobyc rozbity na szesc kawalkow krysztal Sithow i zniszczyc
        Republike, ktorej nienawidzili, ale nie udawalo im sie odniesc zadnego sukcesu.
        -W koncu wszyscy o nich zapomnieli- ciagnal Jedi- az udalo im sie odniesc
        sukces: jeden z nich stal sie uczniem mistrza Sithow, a potem sam stal sie
        mistrzem. Palpatine, on to bowiem byl, niemal zrealizowal swoj opetanczy plan,
        gubiac wszystkich: Jedi, Sithow i spokojnych obywateli Republiki.
        -Zapytasz pewnie, co to ma wspolnego z wojna domowa? Bardzo wiele. Renegaccy
        Sithowie podniesli glowe i nie opuszcza jej z wlasnej woli. Mysle, ze konflikt
        miedzy Sithami a ich renegackimi bracmi moze rozgorzec na nowo... zwlaszcza
        teraz kiedy Jedi odeszli. Ja chwilowo przylaczylem sie do Asetina... mozna o
        nim powiedziec wiele, jest butny, arogancki i okrutny, ale chce pokoju.Zalezy
        mu na ocaleniu Republiki. Ale sytuacja jest coraz trudniejsza, bo nowe,
        zlowrogie sily wlaczyly sie do tej walki. Sily, ktore uwazaja, ze czas Jedi i
        Sithow sie skonczyl, a nadszedl ich czas. Dlatego mowilem, ze Asetine rozpetal
        pieklo. Na Couruscant sa juz niemal wszyscy, ktorzy mogliby stanac do walki o
        wladze nad Republika. Wiem, ze kilku senatorow juz przymierza sie do sukcesji
        po Asetinie. Oni nie beda wahac sie przed rozpoczeciem wojny, byle tylko zyskac
        wladze. Nie wiem jaki plan mial Kanclerz, ale obawiam sie ze ten zawiodl.
        -Pytales, czemu probuja cie zabic. Z tego samego powodu, co przed dwudziestu
        laty: jestes przebiegly, inteligentny, ambitny. Nie masz moze juz tych
        wszystkich wplywow, co wowczas gdy stales na czele Federacji, ale wciaz jestes
        groznym przeciwnikiem. Gdybys znalazl sie w Senacie, niewielu mogloby dorownac
        Ci potega. Zblizaja sie niebezpieczne czasy i wolalbym nie miec Cie przeciwko
        sobie, Wicekrolu. Ofiarowalem Ci prawde... przynajmniej to co o niej wiem.
        Teraz dorzucam na szale jeszcze jedno: jesli zechcesz pojde jutro do Asetine'a.
        Wiesz, ze on moglby Ci pomoc. Wystarczy decyzja Kanclerza i nic nie stanie na
        drodze do odbudowania dawnej chwaly Federacji handlowych. Wiem, ze wciaz masz
        wielkie znajomosci, mysle ze Republika moglaby zaoferowac Ci nieograniczony
        kredyt, pieniedzy jest jeszcze w niej dosyc, choc nie zostalo jej juz wielu
        przyjaciol. Republika potrzebuje potegi Federacji. Potrzebuje kazdej sily
        gotowej stanac w jej obronie. Dlatego ci, ktorzy chca je slabosci, czy po to
        aby ja zniszczyc, czy po to aby przejac wladze, nie zawahaja sie przed zabiciem
        Cie: zbyt dlugo Cie nie bylo, aby mozna brac Cie pod uwage jako sojusznika, a
        jako ich przeciwnik wciaz bylbys zbyt grozny. Jestem w takiej samej sytuacji-
        dodal po chwili uprzedzajac mozliwe pytanie Xionica- czuje sie jak zaszczute
        zwierze. Wielu chce mnie zabic, widzac we mnie zagrozenie dla swoich planow.
        • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 26.10.02, 09:58
          <To powinno się nazywać "Święta Wojna w Imieniu Republiki" W skrócie ŚWIR :D>

          Zostawił An-Nah i postanowił z kimś jeszcze się skontaktować. Z kimś, z kim nie
          rozmawiał od ponad dwudziestu lat. Było to dawno,a i jego propozycja nie była
          najlepsza. Teraz będzie musiał się wypytać Azubina o to i tamto.

          Wszedł do jego BIura dawną drogą, tzn przez balkon i rozsiadł się wygodnie w
          jego Biurku. Wyjął swój miecz i zaczął się nim bawić, co jakiś czas
          przemieszczał jakieś rzeczy mocą.
          CZekał.

          digan
          • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 26.10.02, 10:59
            Gość portalu: digan napisał(a):

            > <To powinno się nazywać "Święta Wojna w Imieniu Republiki" W skrócie ŚWIR :D
            > >
            >
            > Zostawił An-Nah i postanowił z kimś jeszcze się skontaktować. Z kimś, z kim
            nie
            >
            > rozmawiał od ponad dwudziestu lat. Było to dawno,a i jego propozycja nie była
            > najlepsza. Teraz będzie musiał się wypytać Azubina o to i tamto.
            >
            > Wszedł do jego BIura dawną drogą, tzn przez balkon i rozsiadł się wygodnie w
            > jego Biurku. Wyjął swój miecz i zaczął się nim bawić, co jakiś czas
            > przemieszczał jakieś rzeczy mocą.
            > CZekał.
            >
            > digan

            Minelo wiele godzin, jego glowa powoli zaczela opadac, a powieki same sie
            zamykac, gdy wreszcie pojawil sie tamten. W tej chwili kierowane moca Sitha
            wszystkie rzeczy wrocily ponownie na swoje miejsce.
            -Witaj- powiedzial Azubin- rozumiem, ze chciales sie ze mna spotkac. Oto
            jestem.
            Obaj siedzieli spokojnie, wpatrujac sie w siebie niedbale, obaj jednak
            zdawali sobie sprawe ze wystarczy najmniejszy impuls i w ulamku sekundy ich
            miecze swietlne skrzyzuja sie ze soba...
            • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 26.10.02, 16:53
              darthazubin napisał:

              > Gość portalu: digan napisał(a):
              >
              > > <To powinno się nazywać "Święta Wojna w Imieniu Republiki" W skrócie ŚW
              > IR :D
              > > >
              > >
              > > Zostawił An-Nah i postanowił z kimś jeszcze się skontaktować. Z kimś, z ki
              > m
              > nie
              > >
              > > rozmawiał od ponad dwudziestu lat. Było to dawno,a i jego propozycja nie b
              > yła
              > > najlepsza. Teraz będzie musiał się wypytać Azubina o to i tamto.
              > >
              > > Wszedł do jego BIura dawną drogą, tzn przez balkon i rozsiadł się wygodnie
              > w
              > > jego Biurku. Wyjął swój miecz i zaczął się nim bawić, co jakiś czas
              > > przemieszczał jakieś rzeczy mocą.
              > > CZekał.
              > >
              > > digan
              >
              > Minelo wiele godzin, jego glowa powoli zaczela opadac, a powieki same sie
              > zamykac, gdy wreszcie pojawil sie tamten. W tej chwili kierowane moca Sitha
              > wszystkie rzeczy wrocily ponownie na swoje miejsce.
              > -Witaj- powiedzial Azubin- rozumiem, ze chciales sie ze mna spotkac. Oto
              > jestem.
              > Obaj siedzieli spokojnie, wpatrujac sie w siebie niedbale, obaj jednak
              > zdawali sobie sprawe ze wystarczy najmniejszy impuls i w ulamku sekundy ich
              > miecze swietlne skrzyzuja sie ze soba...

              Wpatrywał się w swego byłego mistrza, spokojnie bawiąc się na pwrot nmieczem.

              - Jeszcze nie jestem gotów walczyć z tobą - powiedział to tak, jakby mówił o
              pogodzie. - Chciałem się tylko spytać: Czy dasz się zabić, za taki porządek
              rzeczy jaki jest?
              Czy nie ustąpisz ze swego stanowiska?

              digan.
              • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 26.10.02, 20:20
                Gość portalu: digan napisał(a):

                > darthazubin napisał:
                >
                > Wpatrywał się w swego byłego mistrza, spokojnie bawiąc się na pwrot nmieczem.
                >
                > - Jeszcze nie jestem gotów walczyć z tobą - powiedział to tak, jakby mówił o
                > pogodzie. - Chciałem się tylko spytać: Czy dasz się zabić, za taki porządek
                > rzeczy jaki jest?
                > Czy nie ustąpisz ze swego stanowiska?
                >
                > digan.

                W kacikach ust Azubina zaigral usmiech.
                -Tak- odpowiedzial spokojnie- jesli bedzie to konieczne dam sie zabic. Ale
                tylko w imieniu Republiki, tylko jesli to bedzie potrzebne dla jej dobra. A juz
                wkrotce taki czas moze nadejsc.
                -A czy ustapie?- dodal po chwili namyslu- tak, kiedy nadejdzie czas. Choc
                boje sie, ze nie moze juz byc takiej okazji. Zagrozenie zbliza sie zbyt szybko,
                a nie ma nikogo, kto moglby stanac na czele Republiki w tych chwilach... i
                chyba nikogo, kto chcialby podjac to ryzyko. W ciagu trzech dni bylo na mnie
                siedem zamachow. Gdyby nie moje umiejetnosci juz lezalbym martwy. Gdyby
                powodowal mna strach, juz dawno ustapilbym i usunal sie na jakas z dalszych
                planet. Tez boje sie smierci, jak kazda zywa istota. Ale zbyt wiele juz
                poswiecilem, zeby dac sie zastraszyc. Myslalem, ze moj czas nadszedl juz
                dwadziescia lat temu, gdy rozpetalo sie pieklo wojny domowej, ze nie zdolam
                przetrwac. Jednak udalo mi sie przezyc... moze zyje juz zbyt dlugo, dlatego
                jesli bede mogl ocalic Republike przez swoja smierc nie zawaham sie to uczynic.
                -Ale nie zamierzam- podjal ponownie- nie zamierzam dac sie zabic tylko po to,
                zeby ktos zabil mnie tylko w celu realizacji swoich osobistych ambicji. Nawet
                moj ulubiony uczen...



    • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 26.10.02, 22:53
      Kolejny test. Dziewczynka spala spokojnie, lecz Azubin przez caly czas
      niespokojnie przygladal sie wynikom dokonywanej przez komputer symulacji.
      Wprowadzil wszystkie mozliwe dane- umiejetnosci walki, temperament, osobiste
      zdolnosci- dla jego osobistej podopiecznej, oraz- kolejno- De'geana, Mikolaja,
      Perlotiel, kilku innych znaczniejszych Jedi i wreszcie dla siebie.
      W milczeniu przygladal sie kolejnym wynikom. Byla w stanie wygrac z kazdym. I
      to juz na tym etapie. Nie rozumial tego. Nie byla bardzo potezna, w czasach
      chwaly Jedi nie nalezalaby pewnie nawet do najlepszych uczniow Akademi- no,
      moze z wyjatkiem szermierki. Ale wszystko wskazywalo na to, ze ona jest maszyna
      do zabijania.
      Przypomnial sobie kolejna ze starych legend- o sedziwym mistrzu i jego mlodym
      uczniu, czy uczennicy (przekazy nie byly tu zgodne), ktory mial przyniesc
      smierc wszystkim adeptom Mocy bez wyjatku- Jedi i Sithom i przyniesc poczatek
      swiatu, w ktorym nie bedzie juz zadnej z tych wielkich poteg.
      Nie odezwal sie. Oddychala rowno i miarowo. Wiedzial, ze powinien ja zabic.
      Mogla przyniesc zaprzepaszczenie wszystkich jego planow i zniszczyc wszystko w
      co wierzyl. Ale czy mogl pozbawic ja zycia tylko z powodu dawnych legend?
      Nie byl w stanie tego zrobic, choc popelnial juz w zyciu gorsze zbrodnie.
      Moze byl juz zbyt stary, ale wiedzial ze nie zabije tego dziecka tylko z powodu
      opowiesci, ktore moga nie miec z nim nic wspolnego- niezaleznie od ceny, jaka w
      przyszlosci przyjdzie mu za to zaplacic.
      • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! 27.10.02, 00:19
        Pojazd Mikolaja wyladowal na jednym z odosobnionych
        lotnisk Nowego Alderaanu. Mistrz Jedi wyszedl na
        ladowisko. Sam. Bez obstawy, bez padawana, bez doradcow.
        Wiedzial, ze tutaj nic mu nie grozi. Na spotkanie wyszedl
        mu jego stary przyjaciel, byly senator, Tanger Saah.
        Poszukiwany przez lowcow glow, zarazem calkowicie
        bezpieczny na poludniowym kontynencie, zdecydowal sie
        przyjac niewygodnego goscia. Tanger Saah, jak sam
        twierdzil, byl jednym z tych, ktorzy przezyli rzez na
        Coruscant, a nastepnie nie chcieli pozostawienia na
        stanowisku kanclerza Asetine`a. I musieli uciekac. Czy bylo
        to zgodne z prawda? W tej chwili Mikolaja to nie
        interesowalo. Liczylo sie dla niego tylko to, ze przybywajac
        tutaj wciaz pozostanie niezauwazony przez wladze
        Republiki. Podobnie, jak jego przyjaciel przez te wszystkie
        lata. I stad bedzie mogl udac sie na spotkanie, na ktore
        czekal tyle lat.
        - Witaj - powiedzial beznamietnie Tanger
        - Witaj, Tanger - odparl Jedi
        - Nie jestesmy tu bezpieczni, chodz. Pojazd odeslij.
        Kiedy nie chodzilo o jego bezpieczenstwo, Tanger byl
        bardzo wylewny, wiec Mikolaj nie zdziwil sie jego
        zachowaniem. Wiedzial, ze na spotkanie jeszcze nie
        przyszedl czas. Na razie pora odswierzyc stare przyjaznie.
    • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 27.10.02, 10:51
      Byl jeszcze jeden watek tej historii. Jeszcze jeden watek, ktory powinien
      zostac rozwiazany dawno temu, a jednak wciaz pozostawal, grozny niczym wiszacy
      nad nimi wszystkimi miecz Demoklesa. Moze grozniejszy nawet niz jego nowa
      uczennica?
      Jakakolwiek byla prawda musial zaczac dzialac. An-Nah pojawila sie juz na
      Couruscant. Wyslal tylko krotka wiadomosc.
      "An-Nah, jesli mozesz, prosze Cie o spotkanie. Binzat"
      • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 27.10.02, 12:32
        Słowa jego byłego mistrza dały mu wiele do myślenia. Był to jednak człowiek w
        pełni zdeterminowany, w pełni śwaidomy tego co go otacza. I dalej wspaniały
        wojownik. No i ta dziewczynka...
        Widział te papiery na biurku. DZiecko, które mogło ich pozabijać. Niedobrze mu
        się robiło. Nawet jego padawana, którego kochał jak syna.
        - Mistrzu?
        - Eli-hiko - odpowiedział mu imieniem. Jego ksywką, bo nie mógł się dowiedzieć,
        jak ma naprawdę na imię.
        Chłopak był murzynem i bardzo mu kogoś przypominał. Niestety nie mógł sobie
        przypomnieć, kogo.
        - Coś cię prześladuje?
        - Tak. Jakaś moc, podstępna siła.
        Pytanie w oczach młodzieńca.
        - To było dawno. Wiesz kiedyś był taki wojownik, Drake WIndu. jakaś moc zmusiła
        mnie do tego, żeby go ciężko ranić. Pojawiła się pod postacią Palpatine`a, o
        którym tyle ci mówiłem... Ta moc znowu się pojawia.
        Uczeń milczał.
        "Legenda o człowieku, który zniszczy świat i dzięki któremu śiwat odrozi się na
        nowo. Czy to on?"

        digan.
        • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 27.10.02, 15:39
          Spotkanie z D'e-geanem napelnilo Azubina obawami i niepokojem.
          Nie widzial swojego bylego ucznia od wielu lat, a ten bardzo sie przez ten czas
          zmienil.Nie byl pewny, czy bedzie w stanie przewidywac jego ruchy. Pomyslal o
          nim, o sobie... o nich wszystkich, jako o pionkach przesuwanych na szachownicy
          przez jakas zewnetrzna wobec nich sile.
          Czy dobrze zrobil oglaszajac SWOR i sprowadzajac wszystkich na Couruscant?
          Czy nie rozpetywal w ten sposob nowego piekla, ktore mogloby zagrozic
          najwiekszemu jego dzielu- trwajacemu od kilku lat nieprzerwanemu pokojowi?
          Prawie wszyscy przybyli- poprawil sie w myslach po chwili. Mikolaj pozostawal
          na Nowym Aldeeranie. Wielu bylych senatorow goscilo tam, pielegnujac swoja
          nienawisc. Po zakonczeniu wojny domowej Asetine wezwal ich, aby pomogli mu w
          odbudowaniu Senatu. Tylko kilku posluchalo. Reszta nie chciala zaakceptowac
          odbudowy Republiki i ograniczenia przywilejow warstw rzadzacych. Woleliby, aby
          Asetine wprowadzil nawet tyranie, dajac im jednak ogromne wplywy, niz
          ograniczac je w demokracji.
          Usmiechnal sie na mysl o ich przywodcy. Tanger Saah... ten sam, ktory zglosil
          propozycje nazwania Couruscant- "Planeta Asetine'a", ten sam, ktory- tuz przed
          wybuchem wojny domowej- hurtowo tworzyl projekty ustaw wprost prowadzace do
          dyktatury Wielkiego Kanclerza- wszystko tylko po to, aby nie utracic swojego
          osobistego majatku. A teraz siedzial na bezpiecznym Nowym Aldeeranie w swoich
          olbrzymich latyfundiach, utrzymujac sie z handlu niewolnikami i gloszac hasla w
          obronie demokracji...
          Asetine usmiechnal sie do siebie. Wystarczylby jeden rozkaz i nastepnego dnia
          tamten bylby juz martwy. Nie chcial jednak tego robic- po co tworzyc kolejnego
          meczennika? Nie to nie mialo sensu.
          Nadal jednak ciekawilo go, co wszyscy planuja. Przybyli tak jak sie
          spodziewal. Kazdy mial wlasne nadzieje, niezrealizowane plany, dawnych wrogow i
          przyjaciol.
          A wszyscy razem mieli coraz mniej czasu...
          • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 27.10.02, 16:10
            darthazubin napisał:

            Nadal jednak ciekawilo go, co wszyscy planuja.(...) Kazdy mial wlasne
            nadzieje, niezrealizowane plany, dawnych wrogow i
            >
            > przyjaciol.
            > A wszyscy razem mieli coraz mniej czasu...

            Coś się zbliżało, tylko za bardzo nie wiadomo było co. Przyjazd Mikołaja? CZy
            może otwarte uderzenie na Sithów.
            D`egean długo rozmwiał o tym z Padawanem. Właściwie Padawan to dużo powiediane:
            po prostu byli partnerami, mieli wspólne cele i obydwaj uczyli się od siebie.
            Mimo wszystko Eli-hiko mówil do niego mistrzu. Tradycji musi stać się zadość.
            Do ich rozmowy wkroczył Palpatine.
            D`egean poderwał się i błysnął mieczem. Eli-hiko tak samo, swym zwykłym,
            normalnym mieczem. Z zielonym ostrzem.
            Spod kaptura wydobył się głos:
            - Daj spokój, mój dziedzicu.
            oniemieli.
            - Tak. Ja jestem twoim Dziadkiem. Spłodziłem cię z ekskluzywną ulicznicą, którą
            niestety musiałem eksmitować na Obrzeża, kiedy się okazało, że będe miał z nią
            dziecko.
            Tym dzieckiem jest twój ojciec. Jesteś w męskiej linii moim potomkiem.
            Stali spokojnie, obydwaj, niewierząc zabardzo swym uszom i oczom.
            - Muszę ci coś wyjaśnić. Tamte dni. Jestem tobie to winien.

            *

            - Mój kształt, taki jaki widzisz, jest czymś na podobieństwo Echa mocy, jaka
            została ze mnie uwolniona, gdy zabił mnie Skywalker.
            Zawsze starałem się przekonać ciebie do tej silniejszej stromy mocy, niestety
            bez rezultatu. TO dlatego kazałem ci zabić Drake`a. Teraz Echojest coraz
            słabsze. Za kilka dni przestaniesz mnie widzieć wogóle.
            Pewien łowca nagród, kto dokładnie, nie wiem, stara ci się zrobić koło tyłka.
            TO on zabił Twoich towarzyszy, on podrzucił ci to dziecko.
            Na dziecko uwarzaj. To tykająca bomba. Kiedyś zmierzy się z drugim takim...
            Na łowce teżuwarzaj. on ma taką broń, o której ty nawet pewnie nie śniłeś.
            To tyle.
            Do zobaczenia po drugiej stronie.

            digan.

            <Wiem że to pochodzenie jest nieco ryzykowne, ale tak napewno będzie
            ciekawiej :)>
            • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 27.10.02, 17:29
              Gość portalu: digan napisał(a):

              (No dobra, nie powiem zeby ten watek nie wzbudzil moich watpliwosci... wiem,
              ze sam nie jestem swiety, ale jakos tak dziwnie. No, ale w kazdym razie skoro
              juz to tu jest to mozna to pociagnac)

              > Coś się zbliżało, tylko za bardzo nie wiadomo było co. Przyjazd Mikołaja?

              (swietego??? :))) (tak mi sie skojarzylo)


              > - Mój kształt, taki jaki widzisz, jest czymś na podobieństwo Echa mocy, jaka
              > została ze mnie uwolniona, gdy zabił mnie Skywalker.
              > Zawsze starałem się przekonać ciebie do tej silniejszej stromy mocy, niestety
              > bez rezultatu. TO dlatego kazałem ci zabić Drake`a. Teraz Echojest coraz
              > słabsze. Za kilka dni przestaniesz mnie widzieć wogóle.
              > Pewien łowca nagród, kto dokładnie, nie wiem, stara ci się zrobić koło tyłka.
              > TO on zabił Twoich towarzyszy, on podrzucił ci to dziecko.
              > Na dziecko uwarzaj. To tykająca bomba. Kiedyś zmierzy się z drugim takim...
              > Na łowce teżuwarzaj. on ma taką broń, o której ty nawet pewnie nie śniłeś.
              > To tyle.
              > Do zobaczenia po drugiej stronie.
              >

              To bylo jak uderzenie mlotem. Wyczul obecnosc czegos tak poteznego i
              przerazajacego. I wiedzial, kto to jest.
              Zdrajca, najwiekszy ze wszystkich.
              Przez Krysztal Sithow wyraznie czul jego obecnosc.
              To bylo dziwne. Minelo tak wiele lat, a on wciaz sie go obawial. Obawial sie
              go, mimo ze jego potega- dzieki zebraniu niemal calego krysztalu Sithow-
              znacznie przekroczyla juz to, o czym tamten mogl zaledwie marzyc. A jednak
              obawial sie tej niewypowiedzianej grozy, jaka nioslo ze soba imie Niszczyciela.
              Dziewczyna nadal cwiczyla. I byla coraz lepsza. Powrocilo pytanie- kim ona
              jest, czy mrocznym Aniolem Zaglady przepowiedzianym w dawnych opowiesciach.
              I wciaz nie znal jej imienia. To wszystko bylo zbyt niepokojace.
              Ale to nie byl jego glowny problem. Najdalej wysuniete posterunki
              obserwacyjne Republiki zauwazyly potezny obiekt zblizajacy sie ku centrum
              Galaktyki. A wiec odliczanie rozpoczelo sie. Zaglada, ktora zdolali powstrzymac
              dwadziescia lat wczesniej znow zblizala sie ku nim.
              A on wciaz nie zdolal zebrac tych, ktorzy mogliby mu pomoc i zniszczyc wrogow
              we wlasnych szeregach. I z kazda chwila stawal sie coraz slabszy- Krysztal
              Sithow, zrodlo jego potegi odbieralo mu sile, zabijalo go z kazda godzina.
              Gdyby mogl po prostu go odrzucic, zostawic tam, gdzie nikt go nie znajdzie...
              Ale nie mogl tego zrobic. Byl jedyna bronia, ktora posiadali przeciw
              zagladzie.
              • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 27.10.02, 20:53
                darthazubin napisał:

                (No dobra, nie powiem zeby ten watek nie wzbudzil moich watpliwosci... wiem,
                > ze sam nie jestem swiety, ale jakos tak dziwnie. No, ale w kazdym razie skoro
                > juz to tu jest to mozna to pociagnac)
                >
                Chodzi ci o te dzieci?

                Długo stali w milczeniu, patrząc na miejsce Palpatine`a.
                - Eli-hiko. - Zaczął d`gean - Kim jesteś..?
                - Nie wiem.
                - Wiesz. Gdzieś to jest w twoim muzgu. Chociażby imie twego ojca.
                - Nie ma. - "Ten dzieciak musiał wiele przejść." pomyślał Mistrz "Jeśli
                chociażby cząstke tego co ja, to napewno zmieniło go to dośc mocno"
                - Uderz mnie mieczem. - Powiedział do ucznia.
                Uczeń odpalił miecz i zadał cięcie na nogi, które D`gean zatrzymał samą mocą.
                Mistrz odpalił swój miecz.
                - Jeszcze raz. Z siłą.
                Teraz uderzył naprawdę, ale obronienie takiego cięcia niezbyt specjalnie
                zmęczyło D`egeana.
                - Gościu, jesteś wybrańcem mocy. Uwierz w siebie! Co ty sobą reprezentujesz
                co?! Co to ma...
                Ciącie bło tak szybkie, że prawie go nie zauwarzył. Odruchowo zrobił unik,
                miecz przeleciał kilka centymetrów od jego twarzy. Wywrócił się.
                Patrzył na swego ucznia, spokojnego, ale tylko z pozoru. Miecz musnął szatę
                Sitha-Jedi`a. Parszywa śmierć, pomyślał D`egean, śmierć z rąk ucznia.
                Eli-hiko stał wyprostowany, patrząc spokojnie.
                - Czy tak, mistrzu mam uderzyć?
                - Tak, dokładnie tak.
                On i ta dziewczyna. Ten pojedynek pewnie zniszczy cały świat.
                Kto wygra?
                Musiałby spojrzeć na tą dziewczyne...

                digan.

                <rozpędzamy się, ale ostrożnie z tymi dziećmi. Może się okazać, że sa po prstu
                zbyt silne i skrzyżowanie ich mieczy byłoby zbyt ryzykowne....>
                • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 28.10.02, 01:41
                  Azubin czul, ze jest ktos zdolny stanac przeciw jego uczennicy. Ale czy na
                  pewno? Czy ich walka nie rozpetalaby sil jeszcze straszniejszych, niz te, ktore
                  miala powstrzymac? Czy bylaby jakakolwiek sila, gdyby tych dwoje zdolalo
                  polaczyc swoje sily, czy bylaby jakakolwiek sila, ktora bylaby w stanie ich
                  powstrzymac?
                  Na to pytanie nie znal odpowiedzi.
                  • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 28.10.02, 14:52
                    Nie wiedzial, skad jego dawny mistrz nagle wynurzyl sie obok niego w ciemnym
                    zaulku.
                    -Czego chcesz?- zapytal ostro.
                    -Spokojnie- odparl Azubin- zapomnialem powiedziec ci jeszcze o jednej rzeczy.
                    Jest rytual... stworzony dawno temu przez Sithow renegatow. Boje sie, ze beda
                    chcieli go dokonac, a on moze otworzyc przed nimi ogromne mozliwosci... ale nie
                    o tym chcialem mowic. Do tego rytualu potrzebna jest krew Sitha... kogos kto
                    przeszedl nasza inicjacje. Sposrod zyjacych tylko my dwaj ja przeszlismy.
                    Uwazaj na siebie, D'e-gean, agenci wroga sa wszedzie i z pewnoscia nie
                    zaprzepaszcza okazji, aby cie schwytac.
                    -Wez to- dodal, podajac mu niewielki przedmiot, po czym zniknal, rownie nagle
                    jak sie pojawil.
                    Tamten jeszcze przez dluga chwila wpatrywal sie w przedmiot ofiarowany mu
                    przez mistrza. Rozpoznal go bez chwili wahania.
                    Miecz Sithow. Jeden z najdoskonalszych, jakie kiedykolwiek wykonano. Tylko
                    jeden mu dorownywal- ten, ktory nosil Azubin. Kiedy zacisnal dlon na zimnym
                    metalu powrocily wspomnienia- jak uzywal go, bedac jeszcze padawanem Azubina.
                    Nieraz ten miecz ocalil mu zycie...
                    • Gość: digan. Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 28.10.02, 16:43
                      darthazubin napisał:

                      > Nie wiedzial, skad jego dawny mistrz nagle wynurzyl sie obok niego w ciemnym
                      > zaulku.
                      > -Czego chcesz?- zapytal ostro.
                      > -Spokojnie- odparl Azubin- zapomnialem powiedziec ci jeszcze o jednej
                      rzeczy.
                      >
                      > Jest rytual... stworzony dawno temu przez Sithow renegatow. Boje sie, ze beda
                      > chcieli go dokonac, a on moze otworzyc przed nimi ogromne mozliwosci... ale
                      nie
                      >
                      > o tym chcialem mowic. Do tego rytualu potrzebna jest krew Sitha... kogos kto
                      > przeszedl nasza inicjacje. Sposrod zyjacych tylko my dwaj ja przeszlismy.
                      > Uwazaj na siebie, D'e-gean, agenci wroga sa wszedzie i z pewnoscia nie
                      > zaprzepaszcza okazji, aby cie schwytac.
                      > -Wez to- dodal, podajac mu niewielki przedmiot, po czym zniknal, rownie
                      nagle
                      >
                      > jak sie pojawil.
                      > Tamten jeszcze przez dluga chwila wpatrywal sie w przedmiot ofiarowany mu
                      > przez mistrza. Rozpoznal go bez chwili wahania.
                      > Miecz Sithow. Jeden z najdoskonalszych, jakie kiedykolwiek wykonano. Tylko
                      > jeden mu dorownywal- ten, ktory nosil Azubin. Kiedy zacisnal dlon na zimnym
                      > metalu powrocily wspomnienia- jak uzywal go, bedac jeszcze padawanem Azubina.
                      > Nieraz ten miecz ocalil mu zycie...

                      O bogowie!
                      Miecz ten skrzył się blaskiem tętnił, grała w nim jakaś dusza. Zamachnął się
                      nim spokojnie. TO było niesamowite. Miecz ten doskonale leżał mu w ręce i miał
                      w sobie jakąś moc, coś nieokreślonego...
                      Tylko po co?
                      Jeśli Azubin chciałby się pozbyć D`e-geana, słowem by nie wspominał o tej
                      przepowiedni, a tym brardziej nie dawałby mu tego miecza.
                      Więc Azubin szukał w niego sprzymierzeńca?
                      Skoro Azubin był tak blisko, Mistrz chciał załatwić jedną sprawę.
                      - Azubinie! Chciałbym zobaczyć tą dziewczynkę!


                      digan.

                      <Azubin, ten miecz jest podwójny, taki a`la Darth Maul, czy nromalny,
                      pojedynczy?>
                      • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 28.10.02, 17:19
                        Gość portalu: digan. napisał(a):

                        > > O bogowie!
                        > Miecz ten skrzył się blaskiem tętnił, grała w nim jakaś dusza. Zamachnął się
                        > nim spokojnie. TO było niesamowite. Miecz ten doskonale leżał mu w ręce i
                        miał
                        > w sobie jakąś moc, coś nieokreślonego...
                        > Tylko po co?
                        > Jeśli Azubin chciałby się pozbyć D`e-geana, słowem by nie wspominał o tej
                        > przepowiedni, a tym brardziej nie dawałby mu tego miecza.
                        > Więc Azubin szukał w niego sprzymierzeńca?
                        > Skoro Azubin był tak blisko, Mistrz chciał załatwić jedną sprawę.
                        > - Azubinie! Chciałbym zobaczyć tą dziewczynkę!
                        >
                        >
                        > digan.
                        >
                        > <Azubin, ten miecz jest podwójny, taki a`la Darth Maul, czy nromalny,
                        > pojedynczy?>

                        <szczerze mowiac, zgodnie z moja koncepcja mial byc normalny, pojedynczy; ale
                        jesli BARDZO ci zalezy to moze byc podwojny, dlatego nie napisalem jak wyglada,
                        chcac pozostawic Ci ten wybor- ale wolalbym pojedynczy>

                        -Dziewczynke?- zapytal Sith. Przez chwile oczekiwal, jak gdyby chcac, aby D'e-
                        gean powiedzial cos wiecej, zaraz jednak zdal sobie sprawe, ze tamten ma jednak
                        na mysli te konkretna osobe- skad o niej wiesz?
                        -Jesli chcesz sie z nia spotkac- powiedzial po chwili- to tylko na moich
                        warunkach, w Palacu Wielkiego Kanclerza, bez broni. Zadnych rozmow, chyba ze za
                        moja zgoda. No i przede wszystkim chce wiedziec, skad o niej wiesz i czemu
                        chcesz sie z nia spotkac. Chce wiedziec prawde- podkreslil to slowo- D'e-
                        geanie. Mysle, ze juz czas zagrac w otwarte karty.



                        • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 28.10.02, 18:09
                          > -Jesli chcesz sie z nia spotkac- powiedzial po chwili- to tylko na moich
                          > warunkach, w Palacu Wielkiego Kanclerza, bez broni. Zadnych rozmow, chyba ze
                          za
                          >
                          > moja zgoda. No i przede wszystkim chce wiedziec, skad o niej wiesz i czemu
                          > chcesz sie z nia spotkac. Chce wiedziec prawde- podkreslil to slowo- D'e-
                          > geanie. Mysle, ze juz czas zagrac w otwarte karty.
                          >

                          - Dobra. Twoje warunki przyjmuje. Przyjdę z Padawanem. Wiem o niej z twojego
                          biurka - usmiechnął spokojnie - Kilka razy w końcu siedziałem w twoim biurze. -
                          Chcę wiedzieć, kogo szkolisz. Czy będzie to maszyna do zabijania, czy nadzieja
                          mocy na odzsykanie równowagi...

                          digan.
                          • mikolaj7 [ot] 28.10.02, 19:04
                            to jest glupie - ze Lord Azubin trzyma dokumenty o swojej
                            uczennicy w biurze, do ktorego kazdy zreczniejszy zlodziej
                            moze sie dostac. serio, to sie kupy nie trzyma :)))

                            aha, to, ze napisalem, ze jestem na Nowym Alderaanie, nie
                            znaczy, ze kazda postac musi ta wiedza dysponowac - jak
                            mam potem np. ( :) ) zniszczyc Lorda Azubina, jesli on jest
                            wszechwiedzacy??

                            swoja czesc historii dodam jutro/pojutrze, teraz nie mam
                            weny i czasu...
                            • Gość: digan Re: [ot] IP: *.pl / 217.117.129.* 28.10.02, 19:11
                              mikolaj7 napisał:

                              > to jest glupie - ze Lord Azubin trzyma dokumenty o swojej
                              > uczennicy w biurze, do ktorego kazdy zreczniejszy zlodziej
                              > moze sie dostac. serio, to sie kupy nie trzyma :)))

                              To co, Azubin roboty nie ma? Po coś musi mieć to biuro. Zresztą, niezbadane są
                              wyroki Mocy ;)

                              > aha, to, ze napisalem, ze jestem na Nowym Alderaanie, nie
                              > znaczy, ze kazda postac musi ta wiedza dysponowac - jak
                              > mam potem np. ( :) ) zniszczyc Lorda Azubina, jesli on jest
                              > wszechwiedzacy??

                              Hehe. Nikt tutaj nie jest wszechwiedzący.

                              > swoja czesc historii dodam jutro/pojutrze, teraz nie mam
                              > weny i czasu...

                              No zobaczymy, bo narazie historie ciągną trzy osoby...

                              digan
                            • darthazubin Re: [ot] 28.10.02, 20:18
                              mikolaj7 napisał:

                              > to jest glupie - ze Lord Azubin trzyma dokumenty o swojej
                              > uczennicy w biurze, do ktorego kazdy zreczniejszy zlodziej
                              > moze sie dostac. serio, to sie kupy nie trzyma :)))
                              >
                              > aha, to, ze napisalem, ze jestem na Nowym Alderaanie, nie
                              > znaczy, ze kazda postac musi ta wiedza dysponowac - jak
                              > mam potem np. ( :) ) zniszczyc Lorda Azubina, jesli on jest
                              > wszechwiedzacy??

                              Przepraszam, ale jesli mam byc zlowrogim i strasznie poteznym czynnikiem to
                              czasem musze wspomagac sie wszechwiedza. Poza tym majac tyle czasu spokoju bez
                              trudu zdolalbym chyba stworzyc odpowiednia siatke szpiegowska..
                              a poza tym Digan ma racje- nikt nie jest wszechwiedzacy
                          • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 28.10.02, 20:24
                            Gość portalu: digan napisał(a):

                            > > -Jesli chcesz sie z nia spotkac- powiedzial po chwili- to tylko na moich
                            >
                            > > warunkach, w Palacu Wielkiego Kanclerza, bez broni. Zadnych rozmow, chyba
                            > ze
                            > za
                            > >
                            > > moja zgoda. No i przede wszystkim chce wiedziec, skad o niej wiesz i czemu
                            >
                            > > chcesz sie z nia spotkac. Chce wiedziec prawde- podkreslil to slowo- D'e-
                            > > geanie. Mysle, ze juz czas zagrac w otwarte karty.
                            > >
                            >
                            > - Dobra. Twoje warunki przyjmuje. Przyjdę z Padawanem. Wiem o niej z twojego
                            > biurka - usmiechnął spokojnie - Kilka razy w końcu siedziałem w twoim
                            biurze. -
                            >
                            > Chcę wiedzieć, kogo szkolisz. Czy będzie to maszyna do zabijania, czy
                            nadzieja
                            > mocy na odzsykanie równowagi...
                            >

                            <w sumie to racja, jesli chodzi o te papiery na biurku. Moze lepiej jednak
                            uznac ze wiesz to skads indziej? >
                            -Interesuje mnie tylko chwala Republiki- odpowiedzial spokojnie Azubin- a
                            szkole ja, bo zbliza sie niezwykly czas i nie moge takiemu talentowi pozwolic
                            marnowac sie w rynsztokach Couruscant.
                            -Przyjdzcie- podal adres w przemyslowej dzielnicy Couruscant <ktory to juz
                            raz tam wlasnie waza sie losy Republiki ;)))>- tutaj. Bede na was czekal.
                            • digan Re: SW RPG II !!!!!!!! 29.10.02, 15:19

                              > <w sumie to racja, jesli chodzi o te papiery na biurku. Moze lepiej jednak
                              >
                              > uznac ze wiesz to skads indziej? >
                              > -Interesuje mnie tylko chwala Republiki- odpowiedzial spokojnie Azubin- a
                              > szkole ja, bo zbliza sie niezwykly czas i nie moge takiemu talentowi pozwolic
                              > marnowac sie w rynsztokach Couruscant.
                              > -Przyjdzcie- podal adres w przemyslowej dzielnicy Couruscant <ktory to juz
                              >
                              > raz tam wlasnie waza sie losy Republiki ;)))>- tutaj. Bede na was czekal.

                              <no dobra, dowiedziałem się o tym od mojego dziadka, niejakiego Palpatine`a :)
                              A miecz który dostałem jest normalnym mieczem świetlnym>


                              Stali spokojnie z padawanem. CZekali na Azubina. Tak, jak było umuwione, bez
                              broni.
                              Wiedzieli, że wchodzą w paszcze lwu.

                              digan.
                              • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 29.10.02, 18:54
                                digan napisał:

                                >
                                >
                                > A miecz który dostałem jest normalnym mieczem świetlnym>
                                >
                                >
                                > Stali spokojnie z padawanem. CZekali na Azubina. Tak, jak było umuwione, bez
                                > broni.
                                > Wiedzieli, że wchodzą w paszcze lwu.
                                >

                                W koncu sie zjawil. Prowadzil ich mrocznymi zaulkami, prosto do swojej
                                siedziby pod palacem Wielkie Kanclerza.
                                Dziewczynka siedziala oczekujac. W milczeniu zmierzyla wzrokiem wchodzacych.
                                D'e-gean probowal podejsc do niej, jednak pole ochronne- ktore przepuscilo
                                tylko Azubina- zatrzymalo go.
                                -Powiedzialem, zadnego bezposredniego kontaktu- powiedzial- oto jestesmy w
                                tym miejscu.

                                <UWAGA: jezeli ktokolwiek sproboje zrobic cokolwiek dziewczynie zostanie zabity
                                przez Azubina- niewazne, czy to BN, czy postac, nawet jesli mialoby to oznaczac
                                koniec watku. To tyle chcialem powiedziec, gwoli ostrzezenia>
                                • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! /ot 29.10.02, 19:08
                                  darthazubin napisał:

                                  > digan napisał:
                                  >
                                  > >
                                  > >
                                  > > A miecz który dostałem jest normalnym mieczem świetlnym>
                                  > >
                                  > >
                                  > > Stali spokojnie z padawanem. CZekali na Azubina. Tak, jak było umuwione, b
                                  > ez
                                  > > broni.
                                  > > Wiedzieli, że wchodzą w paszcze lwu.
                                  > >
                                  >
                                  > W koncu sie zjawil. Prowadzil ich mrocznymi zaulkami, prosto do swojej
                                  > siedziby pod palacem Wielkie Kanclerza.
                                  > Dziewczynka siedziala oczekujac. W milczeniu zmierzyla wzrokiem wchodzacych.
                                  > D'e-gean probowal podejsc do niej, jednak pole ochronne- ktore przepuscilo
                                  > tylko Azubina- zatrzymalo go.
                                  > -Powiedzialem, zadnego bezposredniego kontaktu- powiedzial- oto jestesmy w
                                  > tym miejscu.
                                  >
                                  > <UWAGA: jezeli ktokolwiek sproboje zrobic cokolwiek dziewczynie zostanie zab
                                  > ity
                                  > przez Azubina- niewazne, czy to BN, czy postac, nawet jesli mialoby to oznaczac
                                  >
                                  > koniec watku. To tyle chcialem powiedziec, gwoli ostrzezenia>

                                  a tam, nie denerwuj sie, sa pewne reguly. kazdy z nas gra
                                  kilkoma postaciami, wg swoich potrzeb, ale to oczywiste,
                                  ze nie ingeruje w postacie innych. peace men :)
                                  • digan Re: SW RPG II !!!!!!!! /ot 29.10.02, 19:33
                                    Przygładał się dziewczynce. Była to normalna dziewczynka, taka jakich pełno na
                                    ulicy. Moze nieco mniej brudna.
                                    Eli-hiko patrzył na nią uważnie, Zaglądając jej w oczy. Ona nie spuszczała
                                    oczu, wręcz przeciwnie.
                                    - Azubinie - Zwrócił się Padawan - Przecież ona jest normalna.
                                    - Nie jestem normalna. - Odpowiedziała Dziewczyna. Zbierała wdech na kolejne
                                    zdanie.
                                    "DZieci Mocy" krzyknęło coś w mózgu Ucznia "Mistrz mówił o tym! Onam oże nawet
                                    wieszczyć"

                                    digan.

                                    <oddaje ci inicjatywe, Azubinie. Wkońcu twój uczeń, twoje ewnetualne
                                    przepowiednie. :)>
                                    • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! /ot 29.10.02, 21:55
                                      digan napisał:

                                      > Przygładał się dziewczynce. Była to normalna dziewczynka, taka jakich pełno
                                      na
                                      > ulicy. Moze nieco mniej brudna.
                                      > Eli-hiko patrzył na nią uważnie, Zaglądając jej w oczy. Ona nie spuszczała
                                      > oczu, wręcz przeciwnie.
                                      > - Azubinie - Zwrócił się Padawan - Przecież ona jest normalna.
                                      > - Nie jestem normalna. - Odpowiedziała Dziewczyna. Zbierała wdech na kolejne
                                      > zdanie.
                                      > "DZieci Mocy" krzyknęło coś w mózgu Ucznia "Mistrz mówił o tym! Onam oże
                                      nawet
                                      > wieszczyć"
                                      >
                                      > digan.
                                      >
                                      > <oddaje ci inicjatywe, Azubinie. Wkońcu twój uczeń, twoje ewnetualne
                                      > przepowiednie. :)>

                                      Wydawalo im sie, ze bijace od dziewczynki wewnetrzne swiatlo wypelnilo cale
                                      pomieszczenie. Chcieli krzyczec, uciec stamtad jak najdalej, ale nie byli w
                                      stanie. Nawet Azubin to odczul... Ciemnosc pojawila sie przed ich oczami.
                                      A potem powoli wynurzyla sie z niej wizja. ujrzeli Couruscant, takie jak bylo
                                      niegdys i takie, jak to, ktore znajdowalo sie wlasnie poza scianami budynku, w
                                      ktorym byli. Widzieli tez liczne inne planety Republiki- te, ktore dane im bylo
                                      odwiedzic w czasie swojego zycia i te, ktorych nigdy nie bedzie dane im
                                      zobaczyc.
                                      A pomiedzy tym wszystkim wielka, wydajaca sie byc utkana z ciemnosci kula,
                                      pedzaca przez przestrzen ku srodkowi Republiki. Potega, wobec ktorej Gwiazda
                                      Smierci byla jedynie niewinna zabawka grzecznych dzieci. Wizja przeniosla ich
                                      do wnetrza konstrukcji. Siedmiu niesamowicie starych mezczyzn spoczywalo w
                                      dziwacznych kapsulach. Ich pomarszczone twarze wyrazaly nieogarnione,
                                      przedwieczne zlo i straszliwa potege.
                                      Sithowie Renegaci. Ci, ktorzy zdradzili swoich w zamian za wiedze i
                                      niesmiertelnosc, ktora mogly im dac sily drzemiace daleko, w galaktykach,
                                      ktorych nie byli sobie nawet w stanie wyobrazic... na obrzezach wszechswiata.
                                      Sily, pochodzace z czasow, zanim Moc otrzymala swoje miano, zanim Jedi i
                                      Sithowie utworzyli Republike i Stary Porzadek.
                                      Szaleni Starcy wladajacy... a raczej opetani przez te niezwykla potege
                                      kierowali narzedziem ich zaglady. Byla tylko jedna nadzieja. Pulsujacy, czarny
                                      klejnot... i zycie tego, ktory je nosi. Mistrza Sithow. Prawowiernego,
                                      przestrzegajacego wszystkich zasad. Tego, ktory nigdy nie zdradzil sprawy, w
                                      ktora wierzy.
                                      -Krysztal Sithow...- jekneli niemal jednoczesnie.
                                      -Teraz juz wiesz D'e-geanie dlaczego robie to co robie i jak wielka grozba
                                      wisi nad nami- wyszeptal Azubin, z trudem dochodzac do siebie po niezwyklej
                                      wizji- grozi nam zaglada i tylko ja moge ja powstrzymac.
                                      -Ale nie masz calego krysztalu- zauwazyl D'e-gean.
                                      Azubin pokrecil glowa.
                                      -Nie. I jesli nie zdolam go odnalezc w ciagu trzech tygodni wyrusze z tym, co
                                      posiadam teraz... chyba ze wczesniej zgine... ale boje sie, ze wtedy nikt nie
                                      bedzie w stanie powstrzymac zaglady.
                                      -Mozesz wybrac- powiedzial po chwili- nie wiem czego pragniesz i jakie sa
                                      moje plany. Mozesz stanac mi na drodze... wtedy jeden z nas bedzie musial
                                      zginac. Mozesz robic swoje, nie wchodzac mi w droge... pogodze sie z tym.
                                      Mozesz tez mi pomoc.
                                      • digan Re: SW RPG II !!!!!!!! /ot 31.10.02, 16:50

                                        > -Mozesz wybrac- powiedzial po chwili- nie wiem czego pragniesz i jakie sa
                                        > moje plany. Mozesz stanac mi na drodze... wtedy jeden z nas bedzie musial
                                        > zginac. Mozesz robic swoje, nie wchodzac mi w droge... pogodze sie z tym.
                                        > Mozesz tez mi pomoc.

                                        Spojrzał mu w oczy. Tak, jakby to był jego mistrz.
                                        - Nie wiem, czy mam Ci pomóc. To bardzo trudne. Bo mam do wyboru albo zagłade z
                                        rąk renegatów, albo z twoich rąk, gdy zdobędziesz cały kryształ Sithów.
                                        Boję się ciebie, Azubinie.
                                        Boję się tego mordercy.
                                        Boję się tego dziecka.
                                        Ale dobrze, skoro chcesz, pomogę ci. Dobrze.

                                        digan.
                                        • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! /ot 31.10.02, 17:37
                                          digan napisał:
                                          > Spojrzał mu w oczy. Tak, jakby to był jego mistrz.

                                          No w koncu byl. Moze kiedys, ale jednak.

                                          > - Nie wiem, czy mam Ci pomóc. To bardzo trudne. Bo mam do wyboru albo zagłade
                                          z
                                          >
                                          > rąk renegatów, albo z twoich rąk, gdy zdobędziesz cały kryształ Sithów.
                                          > Boję się ciebie, Azubinie.
                                          > Boję się tego mordercy.
                                          > Boję się tego dziecka.
                                          > Ale dobrze, skoro chcesz, pomogę ci. Dobrze.
                                          >

                                          -Nie musisz sie mnie bac- odpowiedzial lagodnie Azubin- nie zagrazam Ci. Nie
                                          mam zamiaru skrzywdzic juz nikogo poza nimi- skrzywil sie bolesnie na
                                          wspomnienie wizji Sithow Renegatow. A jesli chcesz mi pomoc to przede wszystkim
                                          uwazaj na siebie i nie daj sie w zaden sposob wykorzystac jego poplecznikom. I
                                          uwazaj na to, co dzieje sie dookola Ciebie. Boje sie, ze w najblizszych dniach
                                          znowu sprobuja uderzyc. Chcialbym byc dobrze przygotowany na te okazje i tobie
                                          tez to radze.
                                          -Wiecej nie moge chyba od Ciebie zadac- zakonczyl Darth Azubin, jego dawny
                                          mroczny nauczyciel, nim rozeszli sie w ciemnosciach. Azubin i dziewczynka w
                                          jedna, a D'e-gean ze swoim uczniem w druga strone.
    • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 28.10.02, 15:03
      Tej nocy nie mógł zasnąć. To co dowiedział się od Binzat, wstrząsneło nim do
      głębi. Najbardziej nie mógł zrozumieć idei polowania na ludzi, którzy chcieli
      coś zmienić, coś poprawić... Miał szczęście, że 20 lat temu to nie on zginął,
      lecz jego klon.

      Ale nie zmarnował tych dwudziestu lat. Nauczał się walczyć, co wprawiło w
      zdumienie nawet Mrocznego Posłańca. Przeżył co było chyba największym sukcesem.
      I zdobył coś co pozwalało mu właczyć się do gry o najwyższą stawkę... O 2
      miesiące drogi od Corruscant na małej planecie zwanej Yan'oow ukryta była armia
      nowej Federacji, licząca ok. 500 tys. klonów i 2 razy tyle robotów. Laik nie
      mógłby zrozumieć skąd Xionc zdobył środki na utworzenie takiej armii. Ale nie
      on, w końcu najwyższy urzędnik unii przedsiębiorców we wszechświecie...

      Kiedy ukrył się po zamachu na jego życie, najbardziej zaufani zausznicy
      wyruszyli w galaktykę, by sprzedać jego największy skarb: muzealną kolekcję
      starożytnych broni: dział, pistoletów, samolotów, które znalazł kiedyś na
      małej, wymarłej planecie, trzeciej od słońca układu zwanego przez astrologów
      XL800AT... Te Starocie warte były majatek, a on ten majątek jeszcze
      zainwestował, a zdobyte pieniądze jeszcze raz zainwestował. Inwestował we
      wszystko: handel bronią, używkami, żywnością na terenach zniszczonych wojną.
      Posiadał nawet kilka burdeli na Corruscamt, choć nawet najbardziej wprawne oko
      analityka Republiki nie potrafiło odkryć powiązań tych przybytków z nim...

      Wszystkie środki uzyskane z działalności przeznaczał na wojsko, ale najpierw
      tak zabezpieczył planetę by najnowocześniejsze radary nie odkryły, co dzieje
      się na Ya'noow. A teraz armia Nowej Federacji gotowa była do ataku. Teraz tylko
      miał wydać rozkaz, kto zostanie zaatakowany, a w tym celu musiał spotkać się z
      Assetinem...
      • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 28.10.02, 17:22
        Gość portalu: Xionc napisał(a):

        > Tej nocy nie mógł zasnąć. To co dowiedział się od Binzat, wstrząsneło nim do
        > głębi. Najbardziej nie mógł zrozumieć idei polowania na ludzi, którzy chcieli
        > coś zmienić, coś poprawić... Miał szczęście, że 20 lat temu to nie on zginął,
        > lecz jego klon.
        >
        > Ale nie zmarnował tych dwudziestu lat. Nauczał się walczyć, co wprawiło w
        > zdumienie nawet Mrocznego Posłańca. Przeżył co było chyba największym
        sukcesem.
        >
        > I zdobył coś co pozwalało mu właczyć się do gry o najwyższą stawkę... O 2
        > miesiące drogi od Corruscant na małej planecie zwanej Yan'oow ukryta była
        armia
        >
        > nowej Federacji, licząca ok. 500 tys. klonów i 2 razy tyle robotów. Laik nie
        > mógłby zrozumieć skąd Xionc zdobył środki na utworzenie takiej armii. Ale nie
        > on, w końcu najwyższy urzędnik unii przedsiębiorców we wszechświecie...
        >
        > Kiedy ukrył się po zamachu na jego życie, najbardziej zaufani zausznicy
        > wyruszyli w galaktykę, by sprzedać jego największy skarb: muzealną kolekcję
        > starożytnych broni: dział, pistoletów, samolotów, które znalazł kiedyś na
        > małej, wymarłej planecie, trzeciej od słońca układu zwanego przez astrologów
        > XL800AT... Te Starocie warte były majatek, a on ten majątek jeszcze
        > zainwestował, a zdobyte pieniądze jeszcze raz zainwestował. Inwestował we
        > wszystko: handel bronią, używkami, żywnością na terenach zniszczonych wojną.
        > Posiadał nawet kilka burdeli na Corruscamt, choć nawet najbardziej wprawne
        oko
        > analityka Republiki nie potrafiło odkryć powiązań tych przybytków z nim...
        >
        > Wszystkie środki uzyskane z działalności przeznaczał na wojsko, ale najpierw
        > tak zabezpieczył planetę by najnowocześniejsze radary nie odkryły, co dzieje
        > się na Ya'noow. A teraz armia Nowej Federacji gotowa była do ataku. Teraz
        tylko
        >
        > miał wydać rozkaz, kto zostanie zaatakowany, a w tym celu musiał spotkać się
        z
        > Assetinem...

        < to sie pisze przez jedno "s" ;))>
        -Kanclerz przyjmie pana.
        Te slowa wyrwaly go z zamyslenia, zadumy przypominajacej sen. Podniosl glowe
        i ruszyl za kobieta w liberii Asetina (zawsze dziwilo go, ze ten wolal ludzka
        sluzbe od robotow), w kierunku komnaty Wielkiego Kanclerza.
        • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 28.10.02, 20:21
          darthazubin napisał:

          > < to sie pisze przez jedno "s" ;))>
          > -Kanclerz przyjmie pana.
          > Te slowa wyrwaly go z zamyslenia, zadumy przypominajacej sen. Podniosl
          glowe
          > i ruszyl za kobieta w liberii Asetina (zawsze dziwilo go, ze ten wolal ludzka
          > sluzbe od robotow), w kierunku komnaty Wielkiego Kanclerza.

          -Witaj Wicekrolu.
          Glos tamtego byl spokojny i matowy- dokladnie taki, jak go zapamietal.
          -Twoja wizyta zaskoczyla mnie <to a propos zarzutow o
          mojej "wszechwiedzy" ;P> ale pozostaje pytanie, czy bedzie to niespodzianka
          mila, czy niesie za soba zlowrogie znaczenie... dla mnie i dla Republiki?
          • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 28.10.02, 22:05
            darthazubin napisał:

            > -Witaj Wicekrolu.
            > Glos tamtego byl spokojny i matowy- dokladnie taki, jak go zapamietal.
            > -Twoja wizyta zaskoczyla mnie <to a propos zarzutow o
            > mojej "wszechwiedzy" ;P> ale pozostaje pytanie, czy bedzie to niespodzianka
            > mila, czy niesie za soba zlowrogie znaczenie... dla mnie i dla Republiki?

            Xionic przez chwile mierzyl wzrokiem wysokiego mezczyzne w purpurowej szacie
            Wielkiego Kanclerza. Asetine bardzo postarzal sie przez te wszystkie lata.
            Czarny klejnot zawieszony na jego piersiach zdawal sie lekko pulsowac... jakby
            zyl wlasnym zyciem. To skojarzenie pierwsze przyszlo mu do glowy. Czul niemal
            namacalna groze bijaca od tego przedmiotu.
            • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 29.10.02, 10:38
              - Witaj Kanclerzu - niezamierzony efekt drżenia głosu lekko wyproadził go z
              równowagi, ale musiał to spowodować kryształ...
              - Cóż, żyjesz jednak, Wicekrólu? - Asetine nie udawał zdziwienia - mogłem się
              tego spodziewać.. - "chyba jednak nie - pomyślał Xionc" - Potrzeba nam ludzi
              takich jak ty...
              - Pochwały nie wyprowadzają mnie z równowagi i nie zbijają z tropu, Kanclerzu.
              Przejdźmy do rzeczy... Jest człowiek, który przez ostatnich 20 lat zgromadził
              wielkie siły, mogące odeprzeć najazd wrogów Republiki. Siły te znajdą się tu na
              Corruscant w ciągu 2 miesięcy... Ale to ja, by skontaktować się z dowódcą, hm,
              właścicielem tej armii potrzebuję ochrony... całodowbowej. Jeż nie raz
              nastawano na moje życie, a nie chciałbym umrzeć jako bohater i męczennik. W
              ogóle nie chcę na razie umrzeć... Czego pragnę w zamian - niewiele!
              Przyzwolenia na odbudowę Federacji Handlowej, odnowienia wszystkich szlaków i
              zgody na wykoszenie konkurencji. Tylko tyle
              Asetine trwał w zamyśleniu, a Xionc kontynuował:
              - Żeby użyć tej armii muszę wystapić na Forum Senatu jako nowy minister Wijny i
              Handlu. Mój zaufany przyjaciel wprowadzi statki z armią na orbitę i wyplenimy
              wszelkich wrogów Republiki raz na zawsze. Potem zostanie już tylko pościg za
              szczurami, które przeżyją pierwsze natarcie.
              - Wiem, że ta propozycja zaskoczyła cię więc teraz odejdę, ale liczę że
              odpowiesz wkrótce...
              • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 29.10.02, 18:59
                Gość portalu: Xionc napisał(a):

                > - Witaj Kanclerzu - niezamierzony efekt drżenia głosu lekko wyproadził go z
                > równowagi, ale musiał to spowodować kryształ...
                > - Cóż, żyjesz jednak, Wicekrólu? - Asetine nie udawał zdziwienia - mogłem się
                > tego spodziewać.. - "chyba jednak nie - pomyślał Xionc" - Potrzeba nam ludzi
                > takich jak ty...
                > - Pochwały nie wyprowadzają mnie z równowagi i nie zbijają z tropu,
                Kanclerzu.
                > Przejdźmy do rzeczy... Jest człowiek, który przez ostatnich 20 lat zgromadził
                > wielkie siły, mogące odeprzeć najazd wrogów Republiki. Siły te znajdą się tu
                na
                >
                > Corruscant w ciągu 2 miesięcy... Ale to ja, by skontaktować się z dowódcą,
                hm,
                > właścicielem tej armii potrzebuję ochrony... całodowbowej. Jeż nie raz
                > nastawano na moje życie, a nie chciałbym umrzeć jako bohater i męczennik. W
                > ogóle nie chcę na razie umrzeć... Czego pragnę w zamian - niewiele!
                > Przyzwolenia na odbudowę Federacji Handlowej, odnowienia wszystkich szlaków i
                > zgody na wykoszenie konkurencji. Tylko tyle
                > Asetine trwał w zamyśleniu, a Xionc kontynuował:
                > - Żeby użyć tej armii muszę wystapić na Forum Senatu jako nowy minister Wijny
                i
                >
                > Handlu. Mój zaufany przyjaciel wprowadzi statki z armią na orbitę i wyplenimy
                > wszelkich wrogów Republiki raz na zawsze. Potem zostanie już tylko pościg za
                > szczurami, które przeżyją pierwsze natarcie.
                > - Wiem, że ta propozycja zaskoczyła cię więc teraz odejdę, ale liczę że
                > odpowiesz wkrótce...


                "Zgadzam sie" odpowiedz Kanclerza nadeszla zaskakujaco szybko.
                "Zgadzam sie na wszystkie warunki. Zostaniesz Ministrem Wojny i Handlu, oraz
                przewodniczacym Senatu, Federacja odzyska wszystkie swoje przywileje, a ty
                staniesz sie jednym z czlonkow Komisji, ktora stworzy nowy porzadek, kiedy ja
                juz odejde. W zamian za to oczekuje wszelkiej pomocy, jakiej bedziesz w stanie
                mi udzielic. Najpierw jednak musze opowiedziec Ci o zagrozeniu, bo te "szczury"
                moga sie okazac potezniejsze niz myslisz, mozesz wyznaczyc miejsce i termin
                spotkania- jesli chcesz, to na neutralnym gruncie"
      • digan Re: Bardzo przepraszam... 29.10.02, 15:33
        an-nah napisała:

        > Niestety, z wielu powodów nie mogę kontynuowac udziału w
        > grze. Prosze, zabijcie mnie szybko i bezboleśnie...
        >

        Dobra, biorę to na siebie. Przyda mi się ta scena do późniejszego ciągu
        historii.

        Obudził ją brzdęk. Jej zmysły były wyczulone. Lata nauki. Mocą przyciągła do
        siebie miecz, starając się nie hałasować.
        W jej hotelowym pokoju była postać.
        - Muszę to zrobić... - Sykła. Miała w sobie moc. - Tu chodzi o równowagę.
        An0-Nah błysła swym mieczemi stanęła gotowa do boju, odziana tylko w bielizne
        <umm... jak jabym chciał tam być :D> Postać także wyciągła rękojeść i swego
        miecza i opdaliła ją.
        Z miecza zaczłey się wysuwać teleskopowo ustawiono prążki, opadające luźno.
        Sznurek zaświecił sie.
        Bicz świetlny.
        Takiej broni jawnie od wieków nikt nie urzywał. I już dawno nie nauczano, jak z
        nią walczyc.
        Zaczęła się walka.
        An-Nah starał się być jak najszybsza w walce. Nie pomagało. Z trudem udawało
        się jej zbliżyć do przeciwnika.
        Nagle poczuła silny gorąco i zapach spalającego się mięsa.
        Zostały z niej tylko szaty.

        <Wiem, że bicz świetlny to nieco dziwna broń, ale podobno jest cos takiego w
        świecie SW>
        • darthazubin Re: Bardzo przepraszam... 29.10.02, 21:59
          Azubin poczul to. Tak jak chyba wszyscy wladajacy moca. Jego wychowanke cala
          noc dreczyly koszmary. On sam tez nie mogl dlugo dojsc do siebie. Sygnal byl
          wyrazny. Pochodzil z Couruscant. Ta, od ktorej wszystko sie zaczelo nie zyla. I
          ktokolwiek to zrobil musi za to zaplacic... choc sam nie byl pewny czy zdola to
          zrobic.
          Rozkazal odzyskac jej cialo. Urzadzil pogrzeb, jakiego Republika nie widziala
          od dziesiecioleci. Osobiscie odprowadzal trumne do glownego sarkofagu w
          Akademii...
          Przestrzegano calego ceremonialu. Wydawalo sie, ze jest jak dawniej. Ze
          wszystko jest w porzadku...
          Ale nie bylo.
    • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! 29.10.02, 19:05
      Mikolaj wyczul niespodziewany impuls. Cos bardzo, bardzo
      gleboko odbilo sie w Polu Mocy. Czyjas smierc. Musial
      umrzec wielki Jedi... albo wielu, wielu ludzi. Jakakolwiek
      nie okazalaby sie prawda nalezalo dzialac szybciej.
      Ostatnie dni spedzone na Nowym Alderaanie daly mu
      rozeznanie w obecnej sytuacji politycznej w calej
      republice, a nawet i za nia... Spokojnie przemierzajacy
      galaktyke rycerze Jedi zbierali dla niego wazne informacje.
      Nadszedl czas na spotkanie. Z kim? Z Asetinem? A moze
      odszukac Binzata? A to przeciez nie byli jedyni uczestnicy
      tej niebezpiecznej gry.
      Nagle odezwal sie jego osobisty komunikator. Stare,
      nieuzywane w Republice od kilkunastu lat urzadzenia
      zapewnialy o wiele wieksze bezpieczenstwo transmisji niz
      najnowsze komunikatory, z mysla o ktorych projektowano
      deszyfratory, dekodery i podsluchy.
      - Mikolaj - odezwal sie Mistrz.
      Po drugiej stronie trzaski, cena za bezpieczenstwo
      przekazu. Przez zaklocenia przebil sie glos.
      - ...wi Ra... Veton. Je...em na Coruscant. Nie uwierz...
      ...owca glow, ktorego z...palem mial zle... na Wicekrola
      Xionca... - nastapila dluzsza przerwa.
      - Raghs, czekaj - krzyknal Mikolaj, zapominajac, ze to nic
      mu nie pomoze - powiedz cos wiecej...!
      Kontakt sie urwal. Niestety na Coruscant linie
      komunikacyjne ciagle byly niewystarczajace, co
      powodowalo najwieksze zaklocenia w Republice.
      Wiec Xionc zyje, pomyslal Mikolaj, to najlepsza wiadomosc,
      jaka uslyszalem od mojego powrotu.
    • perlotiel Re: SW RPG II !!!!!!!! 01.11.02, 18:36
      znow tu byla. przeszlo dwadziescia lat temu przyrzekla sobie, ze os smierci
      Mistrza Luke'a nigdy wiecej nie powroci do tego miejsca. jednak obecna sytuacja
      wymagala jej interwencji. jej byly dom rozpadal sie. i nikt nie umial temu
      zaradzic. i ta zblizajaca sie zaglada. Luke zdazyl ja uprzedzic pred
      niebezpieczenstwem "nie wiadomo kiedy to nastapi. za 10, 20, 30, 100, a moze i
      za 1000 lat. ale jedno jest pewne. szansa na ocalenie jest nikla" znal ta
      przepowiednie od dawna. teraz wszystko zalezalo od niej. to ona byla w
      posiadaniu ostatniej czesci krysztalu, na ktorym tak bardzo zalezalo Azubinowi.
      wiedziala, ze jesli chce ocalic to miejsce musi mu go przekazac, jednak wciaz
      nie mogla mu wybaczyc usmiercenia Luke'a. doskonale wiedziala, ze to on
      podtruwal i oduzal Mistrza, zeby wszyscy uwazali go za niepoczytalnego. nie
      miala na to dowodow, ale byla pewna. zreszta krysztal to nie wszystko.
      nikt,nawet najpotezniejszy Jedi czy Sith nie byl w stanie pokonac zblizajacej
      sie zaglady tylko przy pomocy krysztalu. byla jeszcze perla... ale komu ja
      przekaze jeszcze nie wiedziala... "musze miec stuprocentowa pewnosc co do
      osoby, na ktorej spocznie odpowiedzialnosc za Coursaint."
      • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 02.11.02, 09:15
        <widze, że Perlotiel powróciła... Miłej gry, słonko :)>

        Radar wskazaywał już tylko budynki. rzadnych źródeł Mocy. Eli-hiko i D`e-gean
        nie mieli nic już do szukania na tej planecie. Już nie mówiąc o krysztale.
        - No miło nam było. - Stwierdził D`e-gean. - Namieżyliśmy kilku agentów
        Mikołaja, Kilku Sithów, kilka dzieci zdolnych władać mieczem. Ale nie
        kryształu.
        Wtem radar rozbuczał się(było to urządzenie okropnie stare, potrafiące tylko
        buczeć). Wskazywał aż dwa źródła.
        Jedno na lotnisku:
        - Ktoś przybył - Stwierdził spokojnie Eli-Hiko.
        I ktoś się pojawił północnej części miasta.
        - Chodźmy na północ!
        poszli.

        d.i.g.a.n. :P

      • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! 04.11.02, 19:36
        Mikolaj probowal bezskutecznie skontaktowac sie z
        Xionc`em. Spieszylo mu sie - o jego pobycie w Republic
        moglo wiedziec juz zbyt wiele osob. Zwlaszcza, ze stracil
        kontakt z jednym ze swoich szpiegow. Nie byl Jedi, wiec tez
        nie mozna bylo miec pewnosci, ze nie zdecyduje sie mowic
        przeciwko swojemu pracodawcy.
        Tymczasem stary komunikator wreszcie zlapal sygnal
        Xionca. Na Coruscant. W budynkach rzadu Republiki. Mikolaj
        zmarszczyl brwi, ale nie zdecydowal sie odstapic od
        swojego planu.
        - Wicekrolu. Czekam na kontakt. Mikolaj.
        Lakoniczna wiadomosc poszla w eter. Teraz pozostalo
        czekanie na odpowiedz.
        I medytacja. Nieokreslone zagrozenie nasilalo sie. W
        Republice pojawil sie kolejny potezny Jedi. To mozna bylo
        wyczuc w Mocy, nie bez trudu, ale przy tak malej liczbie
        istot wladajacych Moca, Mikolajowi sie udalo. Nie byl to
        zaden Jedi, Sith tez nie. Pozostala tylko jedna mozliwosc...
        Ona wrocila. A z nia jeden fragment krysztalu. Kto ma
        reszte i do czego ja uzyje?
        • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 05.11.02, 09:46
          - Pozdrowienia Mikołaju - Xionc odezwał się pierwszy i uścisnął mocno dłoń
          największego z żyjących Jedi. - Nie będę ukrywał, że sytuacja jest tragiczna.
          Mroczne siły Sithów zbliżają się do Corruscant by już ostatecznie przejąć
          władzę nad republiką. Obawiam się, że moja armia może nie zdążyć. W tej
          sytuacji pozostaje nam jedynie odnalezienie kryształu i wykorzystanie go w
          walce. Mamy mało czasu...
          Mikołaj przytaknął...
          - Mam wieści, że Dee'gan może być blisko odnalezienia kamienia. Wiadomo ci coś
          na ten temat?
          • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 05.11.02, 20:09
            A wiec zaczelo sie.
            Azubin zakaszlal. Plul krwia. Byl chory i nie mial pojecia, jak dlugo jeszcze
            bedzie w stanie niesc ciezar zawieszony na jego piersiach.Mroczny krysztal
            pulsowal swoja Ciemna Moca.
            Wszyscy poszukiwali krysztalu. Wszyscy, ktorzy brali udzial w poczatku
            wielkiej wojny domowej powrocili. Smierc An-Nah powaznie wplynela na rownowage
            sil. Perlotiel miala krysztal. A w tym wszystkim byl jeszcze D'e-gean. Czy po
            tych wszystkich latach mogl mu jeszcze ufac? Czy ich nowo zawarte przymierze
            okaze sie trwale? A co z Xioniciem? Wciaz nie mial jego odpowiedzi.
            No i byl jeszcze Mikolaj. Jego potega mogla przewazyc szale w tym starciu.
            Mocy mistrza Jedi nie mozna bylo lekcewazyc.
            A niebezpieczenstwo zblizalo sie.
            Zamyslil sie. Dawno nie wysylal przekazow telepatycznych. Ale mogl byc niemal
            pewien, ze laczaca ich wiez nie wygasla "Perlotiel. jestem gotow na spotkanie".
            Nastepnie goncy wyruszyli na poszukiwanie Xionica i Mikolaja, podczas gdy inny
            poslaniec udal sie do D'e-geana, aby zapytac, jak ida poszukiwania.
            Karty zostaly rozdane..
            Zachwial sie i nagle poczul drobna dlon na swoim ramieniu. Dziewczynka wlala
            w niego swoja moca. Ich spojrzenia spotkaly sie? Pomogla mu kolejny juz raz.
            Nie byl pewien, czy zdolalby wytrwac bez niej tak dlugo...
            Gdyby tylko zdjal krysztal... Ale tego nie mogl zrobic. Chwila nieuwagi i
            wrog mogl osiagnac przewage, ktorej nie daloby sie juz zniwelowac.
            Skupil sie, siegajac mysla gleboko poza galaktyke, w ktorej przebywali. Jego
            umysl napotkal potezna jazn przedwiecznego zdegenerowanego Sitha. Wiele godzin
            trwala ta walka, lecz podroz pieklienego pojazdu zostala znow nieco
            spowolniona. Zyskal moze kilka dni...
            Wiedzial jednak, ze nie zdola ich powstrzymac, dopoki nie usunie drobnej
            skazy na scianie krysztalu. Najmniejszy z brakujacych fragmentow tej ukladanki.
            Pomyslal, ze ta ukladanka przypomina ich wszystkich- Perlotiel, Mikolaja, D'e-
            geana, Xionica, An-Nah, jego. Ta ukladanka tez utracila jeden z elementow. Czy
            mogla go zastapic jego uczennica lub uczen D'e-geana? A moze ktos nowy, ktos o
            kim nie odwazyl sie dotad pomyslec?
            Tego nie wiedzial.
            • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 06.11.02, 09:34
              Otrzymał wiadomość od Azubiuna. Zmartwił go fakt śmierci An-nah i to, że
              równowaga Mocy znów został zachwiana. Z informacji przenikał głęboki smutek i
              lęk przed nieznanym. Lekko dziwił go stan ducha Azubina, Jedi i Sithowie raczej
              nie odczuwali strachu...

              Tymczasem głównodowodzący jego armii donosił, że niespodziewany deszcz asteroid
              nadwerężył jego flotę i na Corruscant wojsko przybędzie dopiero za kilkanaście
              dni... To bardzo źle... Mogą przybyć za późno, gdy już będzie po wszystkim...

              Dobrze, że posiedzenie Senatu zostało przełożone ze względu na chorobę
              Asetine'a... Jednak czas płynie szybko...
              • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 06.11.02, 18:12
                -Stoj!
                Odwrocil sie slyszac te slowa.
                Siedmiu. Trzech zwyklych oprychow i czterech kryjacych sie w mroku nocy
                zabojcow. Glupcy! Czy naprawde wierzyli, ze zwykli siepacze zdolaja dac mu
                rade... nawet teraz, gdy byl slaby i zmeczony?
                Ruszyli. Dobyl miecza i lekkim ruchem odbil strzal blastera. Kilka kolejnych,
                szybkich i pelnych gracji skokow i dwoch padlo bez zycia.
                Wtedy z ciemnosci wynurzyli sie zabojcy. Niemal niewidoczni dla zwyklego
                czlowieka. Ostrza ich swietlnych mieczy wydawaly sie stapiac z szybko
                gestniejacym mrokiem.
                Ale dla niego nie bylo to zadnym problemem. Mimo to przez kilka chwil ciezko
                oddychal po pozbawieniu ich zycia. Wciaz byl dobry. Jeden z najlepszych, choc
                bylo kilku szermierzy, ktorzy bez trudu mogli dac mu rade...
                Jednemu pozwoli zyc.
                -Powiedz swoim panom, ze nie tak latwo mnie zabic!
                Szybkim krokiem wrocil do swojej siedziby. Wiedzial, ze duzo ryzykowal tym
                wyjsciem, ale musial sprawdzic sily przeciwnika.
                Posiedzenie senatu. Caly czas je odraczal, ale nie mogl tego robic juz zbyt
                dlugo. Wiedzial, ze na kolejnym posiedzeniu walki sie zaczna. Wszyscy wiedzieli
                juz, ze niedlugo ustapi. Frakcje szykowaly sie do walki. A on nie chcial, zeby
                wladza dostala sie w rece kogos nieodpowiedniego. Bylo kilka osob, ktore mogly
                stanac na czele rzadu Republiki, sam ich uczyl, ale nie wiedzial, ktory bedzie
                najlepszy.
                Jego uczennica czekala na niego.
                -Co sie dzieje mistrzu?- patrzyla na niego zmartwiona.
                Musial wygladac bardzo zle. Dopiero w tym momencie zdal sobie sprawe, ze jest
                lekko drasniety. Milczal, kiedy medyk opatrywal mu rane.
                Byl juz naprawde zmeczony. A niebezpieczenstwo zblizalo sie ku nim.
                Doniesiono mu o zblizaniu sie wielkiej armii. A wiec Xionic wrocil do gry...
                Mial nadzieje, ze jako przyjaciel i ze te sily wystarcza, aby odeprzec pierwsze
                natarcie wroga, bo na wiecej posilkow nie mogl raczej liczyc...
                • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 07.11.02, 09:57
                  Informacje przesyłane przez gońców Asetine'a były coraz bardziej niepokojące...
                  Jeszcze nikt nie próbował bezpośredniego ataku na kanclerza... Rzeczywiście
                  walka frakcji (szczególnie tych sponsorowanych przez renegackich Sithów)
                  stawała się coraz ostrzejsza. Jasne było, że jeśli w ciągu najwyżej tygodnia
                  nie odbędzie się posiedzenie Senatu odsuwające od władzy zdrajców (nawet za
                  cenę rozlewu krwi), los a nawet instnienie galaktyki jest zagrożone. Dobrze, że
                  podróż armii zbliża się ku końcowi. Byli już u krańców układu Corruscant. "Za 5
                  dni będę ostatecznie gotowy by rozprawić się z naszymi wrogami. Niech Moc
                  będzie (przynajmmniej) z Tobą" - ironicznie zakończył holo-wiadomość dla
                  Asetine'a....
          • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! 06.11.02, 18:16
            Gość portalu: Xionc napisał(a):

            > - Pozdrowienia Mikołaju - Xionc odezwał się pierwszy i uścisnął mocno dłoń
            > największego z żyjących Jedi. - Nie będę ukrywał, że sytuacja jest tragiczna.
            > Mroczne siły Sithów zbliżają się do Corruscant by już ostatecznie przejąć
            > władzę nad republiką. Obawiam się, że moja armia może nie zdążyć. W tej
            > sytuacji pozostaje nam jedynie odnalezienie kryształu i wykorzystanie go w
            > walce. Mamy mało czasu...
            > Mikołaj przytaknął...
            > - Mam wieści, że Dee'gan może być blisko odnalezienia kamienia. Wiadomo ci coś
            > na ten temat?

            - Nie wiem nic o De`geanie. Cala sytuacja bardzo sie
            skomplikowala. Zaryzykuje nawet stwierdzenie, ze oboje
            wiemy tak samo malo. Dlatego ja podziele sie z Toba moja
            wiedza. A o tym nie wie nikt. Chce zawrzec z Toba pakt.
            Zbliza sie wojna. Ty dysponujesz armia, ja tez mam swoja...
            - Xionc uniosl brwi ze zdziwienia - tak, armia Jedi. Nie, nie
            klony. Kilka tysiecy ludzi, rycerzy Jedi. Moga pomoc w
            kierowaniu Twoja armia. to sa klony..? roboty? Mozemy
            polaczyc sily.
            Mikolaj przerwal na chwile, ale Xionc nie kwapil sie do
            zabraniu glosu, przynajmniej nie teraz.
            -Nikomu nie zlozylem jeszcze takiej oferty i nie zloze.
            Predzej usuniemy sie w cien na czas kolejnej wojny. Jesli
            przyjmiesz moja propozycje, po wojnie zaprowadzimy
            porzadek w Republice i powrocimy do stanu sprzed 70lat,
            sprzed narodzin Anakina Skywalkera. Ty, ja i Luke
            Skywalker... On zyje i w kazdej chwili moze poprowadzic
            Armie Jedi do boju. Nikt nie dowie sie o naszym przymierzu
            do czasu pierwszej ofensywy, a wtedy dla wrogow bedzie
            juz za pozno.
            Mikolaj skonczyl, Xionc powoli saczyl Waihirianskie wino...
            • Gość: Xionc Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: proxy / 213.77.7.* 07.11.02, 09:51
              - Szkoda, że ta propozycja przychodzi tak późno - odparł Xionc odstawiając
              puchar z winem - Wielka szkoda... Mam już zobowiązania wobec innych osób
              potężnych osób... Ale mam dla ciebie propozycję - połączmy siły pod moim
              dowództwem, a ty przybądź na posiedzenie Senatu, które Asetine niedługo zwoła.
              Myśli że to co zostanie tam powiedziane, na pewno Cię zainteresuje...
              • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 07.11.02, 14:35
                Asetine nieruchomo stal na tarasie Palacu WIelkiego Kanclerza.
                Na kolejny ranek zwolal posiedzenie Senatu. Czul goraczkowe przygotowania
                swoich wrogow. Gdy zblizal dlon do krysztalu mogl nawet slyszec ich rozmowy i
                mysli- nie kryli sie daleko. Wszyscy mieszkali w okolicznych willach.
                I pomyslec, ze wszystko zawdzieczali jemu. Wybieral mlodych zdolnych
                lokalnych politykow z poszczegolnych planet. Uczyl ich wszystkiego, wciagnal
                ich do Senatu, z prowincjonalnych urzednikow uczynil politykami na skale
                Galaktyki. a oni tak mu sie odplacali. Z wyjatkiem kilku, ktorzy pozostali mu
                wierni- na szczescie ta frakcja byla wciaz najsilniejsza- zaczeli walczyc o
                swoje wlasne wplywy.
                Jak bardzo byli zalosni. Dla swoich marnych interesow i krotkowzrocznych,
                niewiele wartych ambicji narazali swojego dobroczynce, a wraz z nim cala
                Republike, na wielkie niebezpieczenstwo. Wiedzial, ze kilku podpisalo pakt z
                renegackimi Sithami. Glupcy! Jakby nie znali historii i nie wiedzieli, jak
                koncza sie wszystkie uklady z diablem.
                -Generale- powiedzial do H'yudoriana- prosze przygotowac wszystkie sily,
                ktore jeszcze mamy. Czy nasza flota jest na obrzezach ukladu gwiezdnego.
                General skinal glowa.
                -Zgodnie z panskimi rozkazami nie zatrzymywalismy tych, ktorzy pojawili sie
                dwa dni temu.
                Flota Xionica. Asetine usmiechnal sie do siebie. Nie byliby nawet w stanie
                jej powstrzymac. Flota i Armia Republiki... te slowa brzmialy zbyt dumnie wobec
                tego, co byli w stanie zmobilizowac w tak krotkim czasie.
                Wciaz nie wiedzial co planuje Mikolaj. Jednego byl pewien. Byl juz na
                Couruscant. Moglby dowiedziec sie czegos wiecej, ale to wymagaloby uzycia
                krysztalu, a tego nie chcial robic... zbyt wiele sil juz poswiecil. Nie mogl
                sie odslaniac to bylo zbyt niebezpieczne. Juz raz probowali go zabic.
                Nie pozostawalo nic innego, jak czekac na posiedzenie Senatu.
                • digan Re: SW RPG II !!!!!!!! 07.11.02, 17:45
                  Wysłannik Azubina namierzył ich.
                  Wpadł na stary strych, gdzie odrazu usłyszał buczenie mieczy i szelest bicza
                  świetlnego.
                  D`e-gean lerzał na ziemi, z poranionymi kończynami. Miał je całe naszczęście.
                  Młodzik, Eli-hiko Walczył z Morderczą bronią.
                  - Dalej nie dacie mi kryształu? - Syczał Zabójca.
                  - Nie wiem o czym mówisz!
                  Nagle bicz mignła prawie niezauważalnie i sławetny podwójny miecz, jedna z
                  ostatnich tego typu broni rozwaliła się.
                  A z jej wnętrza wyleciał kryształ.
                  Eli-Hiko kolejnym mignięciem stracił ręke.
                  Padł na ziemię.
                  Wysłannik oddał kilka wystrzałów z blastera, które jednak trudno odbić taką
                  bronią jak bicz.
                  Jednak wojownik nie mógł się wycofać, gdy miał przed sobą kryształ.
                  Wysłannik MUSIAŁ ich uratować. Napewno by to przyniosło mu uznanie w oczach
                  jego szefa.
                  Rzucił na ziemię tablicę która otwarła się, tworząc małą kapsułę, Teleporter.
                  Strzelając do łowcy głów szybko wrzucił do środka dwóch wojowników, kryształ i
                  odpalił teleporter.
                  W halu bióra Asentine`a, gdzie wylądowali, wyłączył natychmiast teleporter.
                  Teraz już czekał tylko na szefa...


                  • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 07.11.02, 20:03
                    digan napisał:

                    > Wysłannik Azubina namierzył ich.
                    > Wpadł na stary strych, gdzie odrazu usłyszał buczenie mieczy i szelest bicza
                    > świetlnego.
                    > D`e-gean lerzał na ziemi, z poranionymi kończynami. Miał je całe naszczęście.
                    > Młodzik, Eli-hiko Walczył z Morderczą bronią.
                    > - Dalej nie dacie mi kryształu? - Syczał Zabójca.
                    > - Nie wiem o czym mówisz!
                    > Nagle bicz mignła prawie niezauważalnie i sławetny podwójny miecz, jedna z
                    > ostatnich tego typu broni rozwaliła się.
                    > A z jej wnętrza wyleciał kryształ.
                    > Eli-Hiko kolejnym mignięciem stracił ręke.
                    > Padł na ziemię.
                    > Wysłannik oddał kilka wystrzałów z blastera, które jednak trudno odbić taką
                    > bronią jak bicz.
                    > Jednak wojownik nie mógł się wycofać, gdy miał przed sobą kryształ.
                    > Wysłannik MUSIAŁ ich uratować. Napewno by to przyniosło mu uznanie w oczach
                    > jego szefa.
                    > Rzucił na ziemię tablicę która otwarła się, tworząc małą kapsułę, Teleporter.
                    > Strzelając do łowcy głów szybko wrzucił do środka dwóch wojowników, kryształ
                    i
                    > odpalił teleporter.
                    > W halu bióra Asentine`a, gdzie wylądowali, wyłączył natychmiast teleporter.
                    > Teraz już czekał tylko na szefa...
                    >
                    >
                    <Troche sie zgubilem. Kto naslal zabojce? Mam nadzieje, ze nie ja ;))>

                    Asetine wyczul, ze cos stalo sie i to niedaleko,w jego palacu. Zaklal. Nie
                    potrzeba mu bylo zadnych dodatkowych klopotow. Posiedzenie Senatu zaczynalo sie
                    za kilka godzin. Cale Couruscant bylo pelne zabojcow i lowcow nagrod. Mieli
                    zlecenia na nich wszystkich. Czul, ze w najblizszych dniach na planecie bedzie
                    jak na strzelnicy.
                    A teraz cos pojawilo sie w jego palacu...
                    Powoli zaczal wyczuwac charakter tej mocy. To moglo byc to na co oczekiwal.
                    Gdy szedl czarny plaszcz zakryl jego cialo. Dlon polozyl na broni,
                    przygotowujac sie na odparcie mozliwego ataku.
                    -Witaj D'e-geanie- powiedzial spokojnie, z dobrodusznym usmiechem- dawno sie
                    nie widzielismy.


    • Gość: Dorquon Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 18:29
      Otworzył powoli oczy. Poczuł chłód pod plecami. Głowa strasznie go bolała.
      Jakieś sylwetki pochylały się nad nim... coś mówiły...Spróbował zebrać myśli.
      Trzęsącą się dłonią pomacał głowę, wydawało się, że poza sporym guzem nic mu
      nie dolega. Wstał i zatoczył się z trudem utrzymując równowagę. Spróbował
      przypomnieć sobie skąd się tu wziął, im dłużej się nad tym zastanawiał, tym
      większe miał wątpliwości jak się nazywa, gdzie się znajduje i kim jest.
      Rozejrzał się powoli. W odległości ledwie parunastu kroków leżał płonący wrak
      niewielkiego statku.
      Po chwili, odpychając gapiów odkuśtykał z miejsca katastrofy.
      Cały dzień snuł się bez celu po ulicach.

      • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 08.11.02, 20:19
        Gość portalu: Dorquon napisał(a):

        > Otworzył powoli oczy. Poczuł chłód pod plecami. Głowa strasznie go bolała.
        > Jakieś sylwetki pochylały się nad nim... coś mówiły...Spróbował zebrać myśli.
        > Trzęsącą się dłonią pomacał głowę, wydawało się, że poza sporym guzem nic mu
        > nie dolega. Wstał i zatoczył się z trudem utrzymując równowagę. Spróbował
        > przypomnieć sobie skąd się tu wziął, im dłużej się nad tym zastanawiał, tym
        > większe miał wątpliwości jak się nazywa, gdzie się znajduje i kim jest.
        > Rozejrzał się powoli. W odległości ledwie parunastu kroków leżał płonący wrak
        > niewielkiego statku.
        > Po chwili, odpychając gapiów odkuśtykał z miejsca katastrofy.
        > Cały dzień snuł się bez celu po ulicach.
        >

        Dziewieciu... dziewieciu zabojcow w ciagu siedemnastu godzin.
        Z pewnoscia nie byl to rekord, ale wynik jednak imponujacy.
        Kilku jego osobistych straznikow musialo pozegnac sie z zyciem. On sam tez
        mial coraz wiecej trudnosci. Byli dobrzy, nawet bardzo dobrzy. Ktokolwiek ich
        naslal, znal sie na swojej robocie. Nie byl pewny, czy to renegaci, czy moze
        ktos inny probuje waczyc sie do gry. Renegaci mieli coraz mniej powodu, zeby to
        zrobic. Byli juz bardzo blisko momentu, kiedy mogli uderzyc osobiscie... nie
        byl pewny, czy chcieliby tracic czas na tak subtelne proby usuniecia swojego
        glownego wroga.
        Niepokoily go wiesci dotyczace kolejnych zabojcow, ktorzy przybywali ze
        wszystkich stron wszechswiata. Ich zlecenia byly najrozniejsze- Perlotiel,
        Mikolaj, Xionic, D'e-gean <kolejnosc przypadkowa, prosze sie nie obrazac,
        wszystkich cenie tak samo ;)))> i wreszcie on sam.
        Azubin nie przywykl sie bac. Owszem lekiem napelniala go mozliwosc spotkania
        z Niepojetym, ktore zblizalo sie ku nim wraz z Sithami renegatami. Coraz
        wyrazniej czul to przez pulsujacy na jego piersiach krysztal.
        Teraz jednak dolaczyl do tego kolejny lek. Podobno najlepszy, najslynniejszy
        z zabojcow, ktorego imienia nie znal nikt, a ktory nigdy nie zawodzil, zdolal
        przedrzec sie przez ochronne bariery. A to znaczylo, ze mogl byc juz
        gdziekolwiek na Couruscant. Nikt nie wiedzial, jak sie nazywa, jak wyglada,
        jakie sa jego (jej?) mozliwosci. Nikt nie wiedzial tez gdzie uderzy.
        Mogl tylko ostrzec pozostalych i czekac na rozwoj wydarzen. Do rozpoczecia
        posiedzenia Senatu bylo coraz mniej czasu...
        • perlotiel Re: SW RPG II !!!!!!!! 09.11.02, 19:03
          juz zdecydowala- ostatnia czesc krysztalu trafi do Azubina. ale co z perla? tez
          nalezy sie jemu? a moze rozsadniej byloby powierzyc ja komus innemu, komus do
          kogo ma zaufanie. ale do kogo? "bede musiala sobie uciac krotka rozmowe z
          kilkoma 'kandydatami'". w tej chwili olbrzymi salon wypelnil sie swiatlem.
          Perlotiel wstala z krzesla ustawionego w kacie.
          "witaj Azubinie"
          Azubin nie mogl uwierzyc w to co zobaczyl... Perlotiel nie zmienila sie
          fizycznie ani troche od ich ostatniego spotkania...
          • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 09.11.02, 19:40
            perlotiel napisała:

            > juz zdecydowala- ostatnia czesc krysztalu trafi do Azubina. ale co z perla?
            tez
            >
            > nalezy sie jemu? a moze rozsadniej byloby powierzyc ja komus innemu, komus do
            > kogo ma zaufanie. ale do kogo? "bede musiala sobie uciac krotka rozmowe z
            > kilkoma 'kandydatami'". w tej chwili olbrzymi salon wypelnil sie swiatlem.
            > Perlotiel wstala z krzesla ustawionego w kacie.
            > "witaj Azubinie"
            > Azubin nie mogl uwierzyc w to co zobaczyl... Perlotiel nie zmienila sie
            > fizycznie ani troche od ich ostatniego spotkania...

            A wiec jednak... pomyslal. Wszystkie elementy ukladanki zaczynaja sie skladac
            w logiczna calosc. Pojawienie sie Perlotiel bylo kolejnym w ciagu ostatnich
            kilku tygodni wydarzeniem, ktore wstrzasalo rownowaga sil.
            -Swietnie wygladasz- stwierdzil- chcialoby sie powiedziec, ze mlodziej, niz
            niegdysc.
            Jednoczesnie przeksztalcil sie z Asetina w Sitha.
            -Wyczuwam ze masz cos, co jest niezbedne, aby ocalic nas wszystkich- uniosl
            ku gorze krysztal, eksponujac jego brakujacy odlamek- to dziwne... pojawiasz
            sie po tylu latach, posiadajac to, czego wszyscy szukaja. No, ale zawsze
            lubilas dobre wejscia.
            Przygladali sie sobie przez chwile bez slowa. Azubin wspominal to, co
            wydarzylo sie przez wszystkie te lata. Jej widok przypomnial mu mlodosc, czasy
            gdy byl beztroski, gdy nie musial dzwigac na swoich barkach losow calej
            Republiki.
            -Chcialbym zadac wiele pytan, jak chocby to co robilas przez te wszystkie
            lata... mielibysmy sobie chyba wiele do opowiedzenia... szkoda, ze nie ma na to
            czasu, siostro... moze nigdy nie bedzie. Moge zadac wiec tylko jedno pytanie:
            dlaczego powrocilas i jakie sa Twoje plany? Jestem gotow zrobic wszytsko <no
            prawie ;))> czego ode mnie zarzadasz, jesli pomozesz mi w tych trudnych
            chwilach...
            • mikolaj7 Re: SW RPG II !!!!!!!! 09.11.02, 20:09
              [kurcze, Xionca chyba do wtorku nawet moze nie byc...psuje
              mi to plany, tzn. ich zarysy :)]

              Pomimo zobowiazan Xionca wobec Asetine`a, udalo sie
              Mikolajowi przekonac Wicekrola do sojuszu z Jedi [Xionc,
              sorry, ze.. hmm.. gram za Ciebie, ale musze jakos ruszyc,
              Ciebie nie ma, mam nadzieje, ze nic Ci nie poplatalem :)].

              Armia rycerzy w kazdej chwili gotowa bedzie wesprzec
              flote Federacji Handlowych, wystarczy jeden rozkaz
              Mikolaja... Oboje ustalili, ze taka sile lepiej trzymac w
              rezerwie, w tajemnicy i uderzyc w najmniej oczekiwanym
              przez przeciwnika momencie. Pytaniem bylo tylko, kto
              bedzie tym przeciwnikiem. Asetine, Sithowie, nadciagajacy
              Renegaci?

              Mikolaj zgodzil sie wziac udzial w najblizszym posiedzeniu
              senatu, i jako "doradca" Xionca zasiasc w jego lozy.

              [btw. ww. ustalenia znane sa tylko mnie i Xioncowi ;-)]

              Niepokoili go troche lowcy nagrod. Coruscant - planeta
              dopiero dzwigajaca sie z kryzysu gospodarczego, ktory
              dotknal spora czesc obszaru republiki, nie byla w stanie
              obronic sie przed naplywajacymi emigrantami, kontrolowac
              ich wszystkich, zaprowadzic bezpieczenstwa. Panowala
              swego rodzaju anarchia, chronieni byli tylko poplecznicy
              kanclerza i rzadzacy. Mikolaj do nich nie nalezal, dlatego
              wiekszosc czasu spedzal na ksiezycach Nowego Alderaanu,
              niedostepnych miejscach, gdzie zamkniete spolecznosci
              znakomicie radzily sobie z kontrola przybyszow. Jeden
              zamach od czasu przyjazdu do republiki, ktory mial szanse
              sie powiesc. Ale zabojca, chociaz niesamowicie sprytny i
              inteligentny okazal sie... posiadaczem bardzo slabej sily
              woli. Wystarczyl jeden gest i zlozyl bron. Zaskoczylo to
              nawet Mikolaja.
              • Gość: Dorquon Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 20:36
                Szedł ulicą prosto przed siebie. W tłumie zobaczył dwóch ludzi ubranych na
                czarno. Mówili coś do siebie i pokazywali go sobie palcami, odwrócił sie więc
                na piecie i próbowal uciec. Po chwili dopędzili go i złapali za ramiona.
                -Dobrze że już jesteś.-powiedział pierwszy gdy zaczęli go prowadzić, właściwie
                prawie ciagnąć po ziemi, w jakiś mroczny zaułek.
                Skręcili w podwótrze, ich podkute buty stukały głośno w grobowej ciszy.
                Weszli wreszcie do jakiejś hali i wepchneli go do niewielkiego pomieszczenia.
                Za biurkiem siedział jakiś człowiek, po chwili podniósł na niego wzrok i
                uśmiechnął się promiennie.Miał blizne pod lewym, ciągnącą sie prawie do ucha.
                -Jesteś wreszcie, lepiej późno niż wcale jak mawiają, ale obawiam sie, że jest
                już za późno.
                -Gdzie twój miecz?-zapytał po krótkim milczeniu.
                -Miecz...? -zająknął sie- Cały dobytek straciłem w katastrofie.-dodał szybko
                -Weź więc ten- powiedział tamten kładąc jakiś ciemny walcowaty przedmiot na
                biurku. Sięgnął po miecz.
                W jego ręku zbłysło ostrze, zrobił krok do przodu i wykonał pare prostych cięć.
                Z chwilą gdy jego ręce zacisnęły sie na mieczu setki wspomnień i myśli
                powróciły, jakby ktoś usunął tame z jego umysłu. Teraz już pamiętał jak się
                nazywa, pamiętał kim jest, pamiętał jak się tu znalazł, pamiętał kogo ma
                zabić, a nawet jak mało mu zapłacono.


                  • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 10.11.02, 15:59
                    A wiec Xionic zdradzil...
                    Wiesci na Couruscant szybko sie rozchodzily.
                    Teraz, gdy Perlotiel oddala mu siodmy fragment krysztalu (sorry, ze gram za
                    nia, ale tez musze przyspieszyc akcje, mam nadzieje ze sie nie obrazi) nie
                    musial juz obawiac sie nikogo...
                    Zlapal sie za glowe. Nagly atak bolu przypomnial mu, ze byli jedni, ktorych
                    musial sie bac. I zblizali sie szybko... zbyt szybko.
                    Przez moment bawil sie krysztalem. Jego potencjalne mozliwosci byly wrecz
                    nieograniczone... gdyby tylko udalo mu sie pozyskac Jedi. Ale nawet bez tego
                    warunku jego moc byla fenomenalna. Najgorsze bylo, ze laczac go w calosc
                    odslanial sie przed wszystkimi- wszyscy jego wrogowie, a takze pozostali przy
                    zyciu Jedi zostali natychmiast uswiadomieni.
                    Nie dbal o to. Nie dbal juz o nic. Binzat podjal ostatnia probe spotkania z
                    Mikolajem. Jesli ta sie nie powiedzie, nie bedzie mial juz wyboru. Xionic
                    otrzymal z kolei propozycje spotkania z Kanclerzem. Westchnal. Dwoch
                    wspanialych wojownikow... Ale wiedzial, ze nie moze sie zawahac. Republika byla
                    wazniejsza niz wszystko. Jesli tylko osmiela sie sprobowac stanac mu na drodze
                    beda musieli poniesc kare... zwlaszcze ze nadal nie wiedzial jakie sa plany
                    Perlotiel i D'e-geana, oraz tajemniczego zabojcy. Czul wyraznie jego (jej?)
                    obecnosc, ale nie potrafil dokladnie okreslic gdzie jest, ani jakie ma zamiary.
                    -Jestem gotowa mistrzu
                    Cichy glos wyrwal go z zamyslenia. Minelo zaledwie kilkanascie miesiecy, a
                    bardzo sie zmienila. Cala odziana w czern, przy pasie miala przypiety miecz
                    swietlny. Dobrze wiedzial, ze jesli zajdzie taka koniecznosc dobedzie go
                    szybciej, niz ktokolwiek inny.
                    Biedne dziecko. Odebral jej dziecinstwo... ale nie mial innego wyboru. Byla
                    jego Aniolem Smierci. Potrzebowal kogos takiego jak ona, kogos komu w pelni
                    bedzie mogl zaufac. Wiedzial zbyt dobrze, ze gdy Sithowie pojawia sie nad
                    Couruscant on sam nie bedzie mial juz sil, aby przeciwstawic sie zdrajcom.
                    Wtedy ona bedzie musiala sie nimi zajac.
                    Zdrajcy... a moze tylko krotkowzroczni glupcy? I kto sie do nich zaliczal?
                    Czy tylko ta garstka pragnacych wladzy Senatorow, czy takze Xionic i Mikolaj?
                    Nie wiedzial, ale mial nadzieje, ze ta ostatnia ewentualnosc nie okaze sie
                    prawdziwa.
                    Posiedzenie Senatu zblizalo sie...
                    Sithowie renegaci takze.
                    • Gość: Dorquon Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 17:57
                      Dopadł kanclerza tuż przed gmachem senatu. Ukłonił sie lekko.
                      - Witaj kanclerzu, wielu mówi, że w celu przywrócenia dawnej Republiki
                      trzeba Cię usunąć - mówił szybko raz po raz rozglądając się nerwowo- Wiedz, że
                      mam Cię zabić, mam...- urwał, podniosł głowe i rozejżał się, jakby usłyszał
                      jakiś niepokojący dźwięk. Wrzucił mu jeszcze niepostrzezenie liste
                      przekupionych senatorów do kieszeni i nim kanclerz zdołał cokolwiek powiedzieć
                      zniknął w tłumie.
                      • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 10.11.02, 19:27
                        Gość portalu: Dorquon napisał(a):

                        > Dopadł kanclerza tuż przed gmachem senatu. Ukłonił sie lekko.
                        > - Witaj kanclerzu, wielu mówi, że w celu przywrócenia dawnej Republiki
                        > trzeba Cię usunąć - mówił szybko raz po raz rozglądając się nerwowo- Wiedz,
                        że
                        > mam Cię zabić, mam...- urwał, podniosł głowe i rozejżał się, jakby usłyszał
                        > jakiś niepokojący dźwięk. Wrzucił mu jeszcze niepostrzezenie liste
                        > przekupionych senatorów do kieszeni i nim kanclerz zdołał cokolwiek
                        powiedzieć
                        > zniknął w tłumie.

                        Asetine calkiem zaskoczony wkroczyl powoli do gmachu. Byl oszolomiony...
                        dziwne uczucie. Zaledwie kilka razy w zyciu zdarzylo mu sie byc zaskoczonym...
                        i ta chwila do nich nalezala.
                        Do rozpoczecia posiedzenia pozostalo jeszcze nieco czasu. Udal sie do swojego
                        gabinetu. Tam przyjrzal sie niewielkiemu przedmiotowi, ktory przekazal mu
                        tajemniczy czlowiek.
                        Nazwiska. Nazwiska Senatorow. Tych, ktorzy wybrali zdrade. Tylko czy mogl
                        zaufac nieznajomemu? Czesc z nich znal juz wczesniej... kilka jednak bardzo go
                        zaskoczylo. Czy nie byla to kolejna proba sklocenia go z nielicznymi
                        sojusznikami, ktorzy mu jeszcze pozostali?
                        Westchnal. Lepiej bylo miec sie na bacznosci. Przeciez obserwacja tych kilku
                        Senatorow nie bedzie takim wielkim klopotem, a w razie czego moze okazac sie
                        przydatne.
                        Ciagle nie mogl zapomniec wyrazu twarzy tamtego. Zabojca... wielu probowalo
                        go dopasc w poprzednich dniach... Ten jednak roznil sie od poprzednich. Nie
                        tylko dlatego, ze nie wykonal swojego zadania. Azubin czul, jakby juz kiedys go
                        spotkal, jakby skads go znal...
                        Jakby to byl legendarny zabojca.
                        Ale w takim razie dlaczego zrobil to co zrobil?
                        Nie znal odpowiedzi na to pytanie. Urzadzenia caly czas skanowaly sale obrad
                        Senatu. Wielu Senatorow bylo juz na miejscach- w wiekszosci tych najmniej
                        istotnych. Najwazniejsi wciaz przygotowywali sie do spektaklu. Sale obstawiali
                        najbardziej zaufani sposrod jego zolnierzy... i jego mloda bezwzgledna
                        uczennica- nadal jej imie Askani, w starozytnym jezyku Sithow znaczace "Aniol
                        Smierci" lub "Aniol Zaglady". Wiedzial, ze nawet jesli zolnierze zawioda, na
                        niej bedzie mogl polegac.
                        Coz mogl tylko czekac. Wiekszosc z osob dramatu powinna sie pojawic. Wszyscy
                        Senatorowie... podobno nawet Mikolaj i Xionic... niezaleznie od tego, po ktorej
                        zdecydowali sie stanac stronie.
                        • Gość: digan Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.pl / 217.117.129.* 11.11.02, 18:32
                          Patrzył na swego byłego mistrza. Był wielkim mówcą, to trzeba przyznać.
                          Czekał, aż spojrzy w jego stronę. Wreszcie jego oczy spojrzały na niego, a on
                          uśmiechnął się szeroko. Od wielu dni. Potem wyciągnął malutki kawałek kryształu.
                          "czekam na korytarzu" przekazał myślą "mam to, czego oczekiwałeś"

                          <czekam>

                          Digan.
                          • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 11.11.02, 19:29
                            Gość portalu: digan napisał(a):

                            > Patrzył na swego byłego mistrza. Był wielkim mówcą, to trzeba przyznać.
                            > Czekał, aż spojrzy w jego stronę. Wreszcie jego oczy spojrzały na niego, a on
                            > uśmiechnął się szeroko. Od wielu dni. Potem wyciągnął malutki kawałek
                            kryształu
                            > .
                            > "czekam na korytarzu" przekazał myślą "mam to, czego oczekiwałeś"
                            >
                            > <czekam>
                            >
                            > Digan.

                            <no to mamy problem. Bo Perlotiel chciala mi oddac ten kawalek kryszalu i D;e-
                            gean tez chce to zrobic. Zakladajac, ze zaden z nich nie jest falszywy, to
                            proponuje przyjac rozwiazanie jak ponizej>

                            -Witaj, D'e-eganie- powiedzial lagodnie Azubin.
                            A wiec mial racje. Fragment, ktory posiadala Perlotiel zostal uszkodzony i
                            rozbity na dwie kolejne czesci. Jak potezne sily mogly tego dokonac? Coraz
                            bardziej prawdopodobne stawalo sie, ze Perlotiel stykala sie z Renegatami.
                            przypuszczal, ze oni byli w stanie tego dokonac... choc rownie dobrze mogly byc
                            w to zaangazowane jeszcze inne sily.
                            -Rozumiem, ze teraz przyjdzie czas na omowienie kwestii ceny- odezwal sie po
                            chwili- moge Ci dac bardzo wiele. Moze nawet wszystko... z wyjatkiem mojego
                            zycia, bo to musze poswiecic innej sprawie.
                            Teraz gdy krysztal byl juz caly jego mozliwosci zwiekszyly sie niewiarygodnie
                            i rzeczywiscie wiele rzeczy znalazlo sie w jego zasiegu.
                            -Chyba, ze chcesz to omowic po posiedzeniu Senatu. Mam nadzieje, ze udasz sie
                            tam ze mna... synu- mowiac te slowa uwaznie spojrzal na twarz D'e-geana,
                            jednoczesnie przy uzyciu Mocy Sithow wzmocnionej dzialaniem krysztalu badajac
                            jego reakcje...
                            • Gość: Dorquon Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 22:53
                              Szedl, wracal do hoteliku gdzie go zakwaterowano by czympredzej zabrac swoje
                              rzeczy. Szaedł i rozmyslal o tym co zrobil, po raz pierwszy nie wykonal
                              zlecenia, zdradzil swych szefow, narazil sie tym na smiertelne
                              niebezpieczenstwo.
                              Nastepnie jego mysli spoczely na kKanclerzu. Czy Asetine bedzie odpowiednim
                              narzedziem w jego reku? Przy ich spotkaniu nie sprawial wrazenia zbyt
                              bystrego, ale czy skozysta z listy? Czy usunie bogu ducha winnych senatorów?
                              Moze powien byl opowiedziec jakas chwytajaca za serce historie dlaczego
                              przekazuje Kanclerzowi liste?
                              Dotarl wlasnie do obskurnego hoteliku.
                              -Jakis facet kazal to panu przekazac- powiedzial recepcjonista o twarzy
                              pekinczyka, podajac mu wiadomosc. Czytajac ja mimowolnie sie usmiechnal,
                              wygladalo na to ze czeka go wazne spotkanie.
                              Poszedl do swego pokoju spakowac rzeczy. Drzwi byly uchylone. Westchnal cicho.
                              Wiedzial, ze po jego spotkaniu z Kanclerzem w koncu sie zjawia, nie
                              przypuszczal jednak, ze nastapi to tak szybko.
                              Wpadl do pokoju z mieczem, w srodku czekalo na niego pieciu siepaczy, ktorzy
                              zaxczeli do niego strzelac.
                              Uwijal sie miedzy nimi powalajac jednego po drugim, gdy juz wszystkich polozyl
                              poczul, ze ktos sie zbliza. Jedi? Nie, to musial byc ktos inny...
                              Nieznany przeciwnik niemalze wskoczyl do pokoju.
                              -Zdradziles swoja Republike!- krzyczal
                              Walka na miecze trwala krotko. Wystarczylo, ze nieznajomy na ulamek sekundy
                              sie odslonil i po chwili lezal na ziemi w pustym pokoju z rozplatanym brzuchem.
                              • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 12.11.02, 19:28
                                Gość portalu: Dorquon napisał(a):

                                > Szedl, wracal do hoteliku gdzie go zakwaterowano by czympredzej zabrac swoje
                                > rzeczy. Szaedł i rozmyslal o tym co zrobil, po raz pierwszy nie wykonal
                                > zlecenia, zdradzil swych szefow, narazil sie tym na smiertelne
                                > niebezpieczenstwo.
                                > Nastepnie jego mysli spoczely na kKanclerzu. Czy Asetine bedzie odpowiednim
                                > narzedziem w jego reku? Przy ich spotkaniu nie sprawial wrazenia zbyt
                                > bystrego, ale czy skozysta z listy? Czy usunie bogu ducha winnych senatorów?
                                > Moze powien byl opowiedziec jakas chwytajaca za serce historie dlaczego
                                > przekazuje Kanclerzowi liste?
                                > Dotarl wlasnie do obskurnego hoteliku.
                                > -Jakis facet kazal to panu przekazac- powiedzial recepcjonista o twarzy
                                > pekinczyka, podajac mu wiadomosc. Czytajac ja mimowolnie sie usmiechnal,
                                > wygladalo na to ze czeka go wazne spotkanie.
                                > Poszedl do swego pokoju spakowac rzeczy. Drzwi byly uchylone. Westchnal
                                cicho.
                                > Wiedzial, ze po jego spotkaniu z Kanclerzem w koncu sie zjawia, nie
                                > przypuszczal jednak, ze nastapi to tak szybko.
                                > Wpadl do pokoju z mieczem, w srodku czekalo na niego pieciu siepaczy, ktorzy
                                > zaxczeli do niego strzelac.
                                > Uwijal sie miedzy nimi powalajac jednego po drugim, gdy juz wszystkich
                                polozyl
                                > poczul, ze ktos sie zbliza. Jedi? Nie, to musial byc ktos inny...
                                > Nieznany przeciwnik niemalze wskoczyl do pokoju.
                                > -Zdradziles swoja Republike!- krzyczal
                                > Walka na miecze trwala krotko. Wystarczylo, ze nieznajomy na ulamek sekundy
                                > sie odslonil i po chwili lezal na ziemi w pustym pokoju z rozplatanym
                                brzuchem.

                                Obserwacja potwierdzila czesc oskarzen zawartych na liscie, ktora otrzymal od
                                zabojcy... ale nie wszystkie. Czesc zdawala sie byc calkiem niewinna... ale
                                moze tylko dobrze sie maskowali.
                                To wszystko bylo takie trudne. Nie mogl sie zdecydowac co dalej robic. Z
                                pewnoscia nie mogl tak po prostu zostawic tych podejrzen... rozprawienie sie z
                                podejrzanymi tez moglo nie byc najlepszym pomyslem... To wszystko moglo byc
                                intryga jego wrogow.
                                A jednak... w jego glowie pozostawal zamet. Nie podobala mu sie ta sytuacja.
                                Nie mogl juz im ufac, nie mogl ich zabic...
                                W koncu podjal decyzje. Po posiedzeniu Senatu rozkarze ich zatrzymac. Pozniej
                                ostatecznie postanowi co z nimi zrobic.
                                Ale to wszystko moglo sie zdarzyc dopiero po posiedzeniu Senatu, na ktore
                                wlasnie wyruszyl...
                                <w tym momencie watek moj laczy sie z tym co na dole, czyli z Xioniciem i
                                posiedzeniem Senatu>


                                • darthazubin Re: SW RPG II !!!!!!!! 12.11.02, 21:33
                                  > <w tym momencie watek moj laczy sie z tym co na dole, czyli z Xioniciem i
                                  > posiedzeniem Senatu>
                                  >
                                  >

                                  To znaczy troche sie pospieszylem. Nie do konca sie tam przenosi, bo jeszcze
                                  nie zakonczyly sie sprawy z Diganem i Perlotiel... najwyzej bedzie z tego jakas
                                  mala retrospekcja, jesli tam akcja potoczy sie szybko naprzod.
                                  • Gość: Dorquon Re: SW RPG II !!!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.02, 19:08
                                    Uslyszal cos. Zaciekawiony wyszedl z magazynu celnego gdzie znalazl kryjowke.
                                    Na zewnatrz wyladowal wlasnie transporter z nieznanymi mu znakami, wokol
                                    lezaly trupy paru celnikow. Podczas gdy z transportera jeli sie wysypywac
                                    zolnierze nastepny podchodzil do ladowania. Zolnierze wygladali na
                                    nieokrzesanych, znal on ten typ ludzi, twardych i szlenczo odwaznych. Bez
                                    namyslu chwycil za bron jednego z celnikow i prawie nie miezac wypalil.
                                    Ladujacy transporter zawisl niepewnie w powietrzu po czym runal na statek,
                                    ktory juz wyladowal, zabijajac wszystkich nieprzyjaciol. Niewiele myslac
                                    uciekl. Wszedzie rojilo sie od odzialow walczacych ze soba. Przemykal tak
                                    nieswiadomie zblizajac sie do Senatu.
                                    Nagle jakis cien przyslonil slonce, ogromny ciemny ksztalt. Spojrzal na niebo.
                                    Serce w nim zamarlo, a wszelka odwaga oposcila. Czegos tak wielkiego i
                                    strasznego nie widzial w najgorszych koszmarach. Osunal sie pod sciana i
                                    skulil z trwogi.
                                    Wiedzial, ze nie ma juz nadzieji.
                    • mikolaj7 oszukujesz!! 11.11.02, 21:00
                      darthazubin napisał:

                      > A wiec Xionic zdradzil...
                      > Wiesci na Couruscant szybko sie rozchodzily.

                      co to za zabawa, jak Ty wszystko wiesz?!
                      • darthazubin Re: oszukujesz!! 11.11.02, 22:21
                        mikolaj7 napisał:

                        > darthazubin napisał:
                        >
                        > > A wiec Xionic zdradzil...
                        > > Wiesci na Couruscant szybko sie rozchodzily.
                        >
                        > co to za zabawa, jak Ty wszystko wiesz?!
                        >


                        OK. Cofam te slowa. Nowy tekst na miejsce tamtego "Czekal jeszcze na wiesci
                        od swojego najwierniejszego sojusznika. Xionic nigdy nie zawodzil"

                        <usatysfakcjonowany???>
                        • Gość: XIonc Re: oszukujesz!! IP: proxy / 213.77.7.* 12.11.02, 09:43
                          Loża Senatu była za ciasna... Nie chodziło o rozmiary, ale o to że obecność
                          Mikołaja stawała się denerwująca. Przyszedł tu już kilka godzin wcześniej -
                          żeby obeznać się z pomieszczeniami, mikrofonami itp. Cały czas czuł jakby ktoś
                          za niego podjął decyzję o przyłączeniu się do Jedi... [hehehehehe] To Azubin
                          był jego naturalnym sojusznikiem i wyrzuty sumienia stawały się coraz
                          silniejsze. "Cholera jasna" - myślał - "JEden błąd i wszystko może wziąć w łeb.
                          Cały misterny plan". Był zły tym bardziej, że armia już znajdowała się na
                          orbicie Corruscant okryta polem siłowym i niewidoczna dzięki polu antyradaru.
                          Postanowił działać i otwierając holonotatnik sporządził wiadomość:

                          "Kanclerzu. Jedi próbowali mnie przekupić. Prawie im się udało. Jeśli nasze
                          umowy obowiązują przyślij 10 NAJLEPSZYCH swoich ludzi do swojej loży, a może
                          uda ci się dostać Mikołaja. Działaj dyskretnie. Armia czeka - uderzymy tuż po
                          posiedzeniu Senatu"

                          <Mikołaj przygotuj się na mały kombacik>
                          • darthazubin Re: oszukujesz!! 12.11.02, 19:22
                            Gość portalu: XIonc napisał(a):

                            > Loża Senatu była za ciasna... Nie chodziło o rozmiary, ale o to że obecność
                            > Mikołaja stawała się denerwująca. Przyszedł tu już kilka godzin wcześniej -
                            > żeby obeznać się z pomieszczeniami, mikrofonami itp. Cały czas czuł jakby
                            ktoś
                            > za niego podjął decyzję o przyłączeniu się do Jedi... [hehehehehe] To Azubin
                            > był jego naturalnym sojusznikiem i wyrzuty sumienia stawały się coraz
                            > silniejsze. "Cholera jasna" - myślał - "JEden błąd i wszystko może wziąć w
                            łeb.
                            >
                            > Cały misterny plan". Był zły tym bardziej, że armia już znajdowała się na
                            > orbicie Corruscant okryta polem siłowym i niewidoczna dzięki polu antyradaru.
                            > Postanowił działać i otwierając holonotatnik sporządził wiadomość:
                            >
                            > "Kanclerzu. Jedi próbowali mnie przekupić. Prawie im się udało. Jeśli nasze
                            > umowy obowiązują przyślij 10 NAJLEPSZYCH swoich ludzi do swojej loży, a może
                            > uda ci się dostać Mikołaja. Działaj dyskretnie. Armia czeka - uderzymy tuż po
                            > posiedzeniu Senatu"
                            >
                            > <Mikołaj przygotuj się na mały kombacik>

                            Asetine oczekiwal. Na sali posiedzen byli juz wszyscy... a nawet wiecej niz
                            wszyscy. Wiadomosc od Xionica go zaskoczyla. Byl tak pewny ukladu, ktory
                            zawarli, ze nie spodziewal sie, aby ktokolwiek mogl chciec pozyskac Xionica dla
                            siebie.
                            I do tego Jedi... I to jeszcze Mikolaj... I to wlasnie teraz, kiedy losy
                            Republiki wazyly sie w najwiekszej walce w jej dziejach. Bolalo go to... nawet
                            bardzo go bolalo...
                            Przez moment w jego myslach pojawila sie watpliwosc... A jesli jednak Jedi
                            zdolali przekupic Xionica? Jesli to pulapka. Odepchnal od siebie te mysli. Byl
                            pewien, ze krystzal ostrzeze go w razie niebezpieczenstwa.
                            I nagle wyczul to. Renegaci byli blizej niz sie spodziewal. Musieli
                            deaktywowac swoja moc, aby nie zdolal ich wykryc.
                            Zaklal.. Tego mu tylko bylo teraz trzeba. Ataku Niepojetej potegi, walki z
                            Jedi i zdrajcow w Senacie...
                            "Dobrze Xionicu".
                            Wezwal swoich najbardziej zaufanych gwardzistow i nakazal im wypelnic
                            polecenie Xionica.
                            Potem powoli zaczal szykowac sie na wejscie na glowna trybune. Przedstawienie
                            zaczynalo sie za kilkanascie minut. Chcial jeszcze tylko zaczekac na to, co
                            przyniesie zastosowanie sie do rady Xionica... Mial jeszcze nadzieje, ze
                            wszystko skonczy sie dobrze...
                            • Gość: Xionc Re: oszukujesz!! IP: proxy / 213.77.7.* 13.11.02, 09:58

                              >
                              > Asetine oczekiwal. Na sali posiedzen byli juz wszyscy... a nawet wiecej niz
                              > wszyscy. Wiadomosc od Xionica go zaskoczyla. Byl tak pewny ukladu, ktory
                              > zawarli, ze nie spodziewal sie, aby ktokolwiek mogl chciec pozyskac Xionica
                              dla
                              >
                              > siebie.
                              > I do tego Jedi... I to jeszcze Mikolaj... I to wlasnie teraz, kiedy losy
                              > Republiki wazyly sie w najwiekszej walce w jej dziejach. Bolalo go to...
                              nawet
                              > bardzo go bolalo...
                              > Przez moment w jego myslach pojawila sie watpliwosc... A jesli jednak Jedi
                              > zdolali przekupic Xionica? Jesli to pulapka. Odepchnal od siebie te mysli.
                              Byl
                              > pewien, ze krystzal ostrzeze go w razie niebezpieczenstwa.
                              > I nagle wyczul to. Renegaci byli blizej niz sie spodziewal. Musieli
                              > deaktywowac swoja moc, aby nie zdolal ich wykryc.
                              > Zaklal.. Tego mu tylko bylo teraz trzeba. Ataku Niepojetej potegi, walki z
                              > Jedi i zdrajcow w Senacie...
                              > "Dobrze Xionicu".
                              > Wezwal swoich najbardziej zaufanych gwardzistow i nakazal im wypelnic
                              > polecenie Xionica.
                              > Potem powoli zaczal szykowac sie na wejscie na glowna trybune.
                              Przedstawienie
                              >
                              > zaczynalo sie za kilkanascie minut. Chcial jeszcze tylko zaczekac na to, co
                              > przyniesie zastosowanie sie do rady Xionica... Mial jeszcze nadzieje, ze
                              > wszystko skonczy sie dobrze...

                              Xionc drgnął nerwowo. W loży pojawił się Mikołaj, a wysłanników Asetine'a
                              jeszcze nie było. Starał się o tym nie myśleć, by Moc nie pomogła Jedi wyczuć
                              zagrożenia. Spojrzał na ekran przed nim i zobaczył spokojną twarz KAnclerza.
                              Cisza przed burzą...

                              Ku jego zdumieniu wielkie wrota do sali Senatu otworzyły się i stanęły w nich
                              postacie, o których dotąd tylko słyszał ale i tak sam ich wygląd wzbudził w nim
                              lęk. Nie musieli się nawet przedstawiać - wszyscy wiedzieli, że byli to
                              przedstawiciele renegackich Sithów. Xionc poczuł obawę - czyżby Asetine
                              potajemnie zaprosił ich. Nie raczej nie... Przybyli bez zaproszenia. Ale czemu
                              pchali się w łapy wroga... No, nie byli bezbronni, ale przewaga liczebna
                              powinna ich była przestrzec przed takim działaniem.

                              Myśli Xionca przerwało poruszenie na Sali. Asetine wstał by rozpocząć
                              posiedzenie Senatu. Xionc włączył nadajnik dzięki,któremu salę obserwować mogli
                              dowódcy jego armii i czekać na znak do ataku...
                              • darthazubin Re: oszukujesz!! 13.11.02, 17:35
                                Gość portalu: Xionc napisał(a):

                                > Xionc drgnął nerwowo. W loży pojawił się Mikołaj, a wysłanników Asetine'a
                                > jeszcze nie było. Starał się o tym nie myśleć, by Moc nie pomogła Jedi wyczuć
                                > zagrożenia. Spojrzał na ekran przed nim i zobaczył spokojną twarz KAnclerza.
                                > Cisza przed burzą...
                                >
                                > Ku jego zdumieniu wielkie wrota do sali Senatu otworzyły się i stanęły w nich
                                > postacie, o których dotąd tylko słyszał ale i tak sam ich wygląd wzbudził w
                                nim
                                >
                                > lęk. Nie musieli się nawet przedstawiać - wszyscy wiedzieli, że byli to
                                > przedstawiciele renegackich Sithów. Xionc poczuł obawę - czyżby Asetine
                                > potajemnie zaprosił ich. Nie raczej nie... Przybyli bez zaproszenia. Ale
                                czemu
                                > pchali się w łapy wroga... No, nie byli bezbronni, ale przewaga liczebna
                                > powinna ich była przestrzec przed takim działaniem.
                                >
                                > Myśli Xionca przerwało poruszenie na Sali. Asetine wstał by rozpocząć
                                > posiedzenie Senatu. Xionc włączył nadajnik dzięki,któremu salę obserwować
                                mogli
                                >
                                > dowódcy jego armii i czekać na znak do ataku...

                                Wyslannicy Asetine zatrzymali sie przed wejsciem do lozy. Ich dowodca
                                polaczyl sie z Xioniciem oczekujac na jego polecenia.
                                Chwile wczesniej na jego ekranie- podobnie jak na ekranach reszty
                                zgromadzonych pojawil sie sklad nowego Rzadu Republiki. S'ekrotan, minister do
                                spraw eksploracji i kolonizacji... kilka kolejnych nazwisk, ktorych nie znal...
                                Wreszcie: "Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu, Przewodniczacy <nowo
                                powolanej, moje przypomnienie> Rady Ocalenia Republiki, Xionic".
                                Zolnierze nerwowo czekali przed wejsciem do lozy. Xionic zwlekal zbyt dlugo.
                                Nie wiedzieli tego, co dzieje w centralnej czesci sali.
                                Asetine oczekiwal spokojnie pomimo ogolnie panujacego poruszenia. Nie bal sie
                                wrogow. Krysztal Sithow zapewnial mu ochrone nawet przed ich mocodawcami, a co
                                dopiero przed tymi ich slugusami. A jednak ich przybycie go zaskoczylo. Czego
                                mogli chciec?
                                Nerwowo rzucil okiem na podglad lozy Xionica. Wicekrol wydawal sie byc
                                spokojny, jednak czul, ze szaleje w nim burza nerwow i emocji. Niezaleznie od
                                tego, jak ostatecznie zadziala, Wicekrol podjal gre o najwyzsza stawke w swoim
                                zyciu...
                                O jedna z najwyzszych stawek w dziejach Republiki.





                                • Gość: Xionc Czy Mikołaj się obraził? IP: proxy / 213.77.7.* 14.11.02, 09:41
                                  darthazubin napisał:
                                  >
                                  > Wreszcie: "Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu, Przewodniczacy <nowo
                                  > powolanej, moje przypomnienie> Rady Ocalenia Republiki, Xionic".
                                  > Zolnierze nerwowo czekali przed wejsciem do lozy. Xionic zwlekal zbyt
                                  dlugo.
                                  > Nie wiedzieli tego, co dzieje w centralnej czesci sali.
                                  > Asetine oczekiwal spokojnie pomimo ogolnie panujacego poruszenia. Nie bal
                                  sie
                                  >
                                  > wrogow. Krysztal Sithow zapewnial mu ochrone nawet przed ich mocodawcami, a
                                  co
                                  > dopiero przed tymi ich slugusami. A jednak ich przybycie go zaskoczylo. Czego
                                  > mogli chciec?
                                  > Nerwowo rzucil okiem na podglad lozy Xionica. Wicekrol wydawal sie byc
                                  > spokojny, jednak czul, ze szaleje w nim burza nerwow i emocji. Niezaleznie od
                                  > tego, jak ostatecznie zadziala, Wicekrol podjal gre o najwyzsza stawke w
                                  swoim
                                  > zyciu...
                                  > O jedna z najwyzszych stawek w dziejach Republiki.
                                  >
                                  - Przemówi teraz nowy Minister Handlu i Wojny Xionc!
                                  Dżwięk jego imienia wyrwał go z otępienia. Mikołaj rozpłynął się kilka minut
                                  przed prybyciem ludzi Kanclerza. Niedobrze... Ale czas zacząć przemówienie i
                                  jednocześnie dać znak do ataku...
                                  - Czcigodni Senatorzy! Wszyscy wiemy czy skończyły się tragiczne zamierzenia
                                  Palpatine'a i Anakina Skywalkera wiele lat temu. Wiemy jak zakończyła się wojna
                                  sprzed 20 lat. Wielu zginęło, glaktyka poniosła niepowetowane straty, wiele
                                  planet stało się pustyniami. Nie dopuścimy by stało się to ponownie - musimy
                                  zapobiegać takim zdarzeniom. Dlatego zebrana pod moim dowództwem armia od dziś
                                  zaczyna tępienie szkodników, wrogów naszej republiki. Każdy kto nie jest z nami
                                  jest przeciw nam...

                                  "Słowo "pustynia" było tajnym hasłem, dzięki któremu Główny Generał Armii Nowej
                                  Federacji dał znak do desantu. Niebo nad Corruscant pociemniało od niezliczonej
                                  liczby transportowców wiozących żołnierzy na śmiertelny bój...

                                  Tymczasem na drugiej półkuli - choć niewyraźne - zauważone zostały ruchy
                                  wielkiej armii dronów. Ich barwy bojowe mówiły jasno - renegaccy Sithowie
                                  ruszają do ostatecznego podboju Republiki.

                                  <Pytanie jak w temacie. Poza tym trzeba coś napisać w imieniu R-Sithów... Jak
                                  znajdę chwilę po południu - zrobię to>
                                  • Gość: digan tym razem w roli renegata. IP: *.pl / 217.117.129.* 14.11.02, 17:26
                                    Gość portalu: Xionc napisał(a):

                                    > darthazubin napisał:
                                    > >
                                    > > Wreszcie: "Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu, Przewodniczacy <nowo
                                    > > powolanej, moje przypomnienie> Rady Ocalenia Republiki, Xionic".
                                    > > Zolnierze nerwowo czekali przed wejsciem do lozy. Xionic zwlekal zbyt
                                    > dlugo.
                                    > > Nie wiedzieli tego, co dzieje w centralnej czesci sali.
                                    > > Asetine oczekiwal spokojnie pomimo ogolnie panujacego poruszenia. Nie ba
                                    > l
                                    > sie
                                    > >
                                    > > wrogow. Krysztal Sithow zapewnial mu ochrone nawet przed ich mocodawcami,
                                    > a
                                    > co
                                    > > dopiero przed tymi ich slugusami. A jednak ich przybycie go zaskoczylo. Cz
                                    > ego
                                    > > mogli chciec?
                                    > > Nerwowo rzucil okiem na podglad lozy Xionica. Wicekrol wydawal sie byc
                                    > > spokojny, jednak czul, ze szaleje w nim burza nerwow i emocji. Niezaleznie
                                    > od
                                    > > tego, jak ostatecznie zadziala, Wicekrol podjal gre o najwyzsza stawke w
                                    > swoim
                                    > > zyciu...
                                    > > O jedna z najwyzszych stawek w dziejach Republiki.
                                    > >
                                    > - Przemówi teraz nowy Minister Handlu i Wojny Xionc!
                                    > Dżwięk jego imienia wyrwał go z otępienia. Mikołaj rozpłynął się kilka minut
                                    > przed prybyciem ludzi Kanclerza. Niedobrze... Ale czas zacząć przemówienie i
                                    > jednocześnie dać znak do ataku...
                                    > - Czcigodni Senatorzy! Wszyscy wiemy czy skończyły się tragiczne zamierzenia
                                    > Palpatine'a i Anakina Skywalkera wiele lat temu. Wiemy jak zakończyła się
                                    wojna
                                    >
                                    > sprzed 20 lat. Wielu zginęło, glaktyka poniosła niepowetowane straty, wiele
                                    > planet stało się pustyniami. Nie dopuścimy by stało się to ponownie - musimy
                                    > zapobiegać takim zdarzeniom. Dlatego zebrana pod moim dowództwem armia od
                                    dziś
                                    > zaczyna tępienie szkodników, wrogów naszej republiki. Każdy kto nie jest z
                                    nami
                                    >
                                    > jest przeciw nam...
                                    >
                                    > "Słowo "pustynia" było tajnym hasłem, dzięki któremu Główny Generał Armii
                                    Nowej
                                    >
                                    > Federacji dał znak do desantu. Niebo nad Corruscant pociemniało od
                                    niezliczonej
                                    >
                                    > liczby transportowców wiozących żołnierzy na śmiertelny bój...
                                    > > <Pytanie jak w temacie. Poza tym trzeba coś napisać w imieniu R-Sithów... Ja
                                    > k
                                    > znajdę chwilę po południu
                                    > Tymczasem na drugiej półkuli - choć niewyraźne - zauważone zostały ruchy
                                    > wielkiej armii dronów. Ich barwy bojowe mówiły jasno - renegaccy Sithowie
                                    > ruszają do ostatecznego podboju Republiki.
                                    >
                                    - zrobię to>




                                    D`gean stał i przyglądał się sithom. Rengackim, zawistnym bestiom, czekającym
                                    na tą chwilę. Obok stał jego uczen. Także lekko uśmiechnięty. Oczywista, nie
                                    byli po ich stronie - ot, zwykli szpiedzy.
                                    Ich znajomek, którego poznali kilka godzin wcześniej stał wyprostowany, pełen
                                    zadowolenia.
                                    - Z czego jesteś taki zadowolony - spytał Eli-hiko.
                                    - teraz dojdzie do spełnienia moich marzeń! Podbijemy Corrsucant, tym razem na
                                    zawsze!
                                    - heh. Ale my mamy zostać zesłani na siedzibe tych bubków,z jakimś Xokiem (;))
                                    na czele. - rzucił jego koleś.
                                    Transporter szarpnął i oddziały zaczęły zeskakiwać prosto na przedmieścia.
                                    Jedi-Sith i jego uczeń jednak nie tam będą zrzucieni. Ich transporter zawisnął
                                    nad "Siedzibą bobków" i odrzucił klapy ochronne. Masa świeżo urobionych Sithów
                                    właśnie miała przejść swój chrzest bojowy.
                                    - To nie będą trudni wrogowie - szeptał chyba do siebie uczeń. - damy im radę,
                                    jedną ręką.
                                    Mistrz miczał.
                                    • darthazubin Re: tym razem w roli renegata. 14.11.02, 19:44
                                      Gość portalu: digan napisał(a):

                                      > D`gean stał i przyglądał się sithom. Rengackim, zawistnym bestiom, czekającym
                                      > na tą chwilę. Obok stał jego uczen. Także lekko uśmiechnięty. Oczywista, nie
                                      > byli po ich stronie - ot, zwykli szpiedzy.
                                      > Ich znajomek, którego poznali kilka godzin wcześniej stał wyprostowany,
                                      pełen
                                      > zadowolenia.
                                      > - Z czego jesteś taki zadowolony - spytał Eli-hiko.
                                      > - teraz dojdzie do spełnienia moich marzeń! Podbijemy Corrsucant, tym razem
                                      na
                                      > zawsze!
                                      > - heh. Ale my mamy zostać zesłani na siedzibe tych bubków,z jakimś Xokiem
                                      (;))
                                      > na czele. - rzucił jego koleś.
                                      > Transporter szarpnął i oddziały zaczęły zeskakiwać prosto na przedmieścia.
                                      > Jedi-Sith i jego uczeń jednak nie tam będą zrzucieni. Ich transporter
                                      zawisnął
                                      > nad "Siedzibą bobków" i odrzucił klapy ochronne. Masa świeżo urobionych
                                      Sithów
                                      > właśnie miała przejść swój chrzest bojowy.
                                      > - To nie będą trudni wrogowie - szeptał chyba do siebie uczeń. - damy im
                                      radę,
                                      > jedną ręką.
                                      > Mistrz miczał.

                                      Nagle jeden z transporterow wroga pojawil sie bardzo niedaleko- w samym
                                      centrum Couruscant... kilkadziesiat metrow od Senatu.
                                      Azubin zaklal. Nie bal sie tej garstki zolnierzy. Jego straze i Gwardia
                                      Xionica powinny poradzic sobie z nimi bez problemu. To jednak musialo opoznic
                                      odlot jego niewielkiego wahadlowca- tego, ktory mial go zawiezc w kierunku
                                      przerazajacego, monstrualnego tworu Renegatow- Kuli Ciemnosci.
                                      Martwilo go jeszcze jedno. Wsrod tamtych wyczul D'e-geana. Co mogla oznaczac
                                      obecnosc tamtego? Zaklal. Nie chcial konfrontacji. Nie dlatego, ze sie jej bal-
                                      przestal bac sie smierci. Wiedzial, ze jesli zginie nikt nie zdola go zastapic.
                                      Spojrzal na Xionica. Nadchodzil czas dzialania. Po raz pierwszy od
                                      niepamietnych czasow stalo sie cos, czego nie doswiadczono nawet podczas dwoch
                                      straszliwych wojen domowych- na dziedzincu Senatu rozgorzala bitwa.


                                      <PS: do Digana- nie odpowiedziales na to, co napisalem kilkanascie postow
                                      wyzej (a konkretnie co Azubin powiedzial do D'e-geana) ;)))>



                                  • darthazubin Re: Czy Mikołaj się obraził? 14.11.02, 19:39
                                    Gość portalu: Xionc napisał(a):

                                    > - Przemówi teraz nowy Minister Handlu i Wojny Xionc!
                                    > Dżwięk jego imienia wyrwał go z otępienia. Mikołaj rozpłynął się kilka minut
                                    > przed prybyciem ludzi Kanclerza. Niedobrze... Ale czas zacząć przemówienie i
                                    > jednocześnie dać znak do ataku...
                                    > - Czcigodni Senatorzy! Wszyscy wiemy czy skończyły się tragiczne zamierzenia
                                    > Palpatine'a i Anakina Skywalkera wiele lat temu. Wiemy jak zakończyła się
                                    wojna
                                    >
                                    > sprzed 20 lat. Wielu zginęło, glaktyka poniosła niepowetowane straty, wiele
                                    > planet stało się pustyniami. Nie dopuścimy by stało się to ponownie - musimy
                                    > zapobiegać takim zdarzeniom. Dlatego zebrana pod moim dowództwem armia od
                                    dziś
                                    > zaczyna tępienie szkodników, wrogów naszej republiki. Każdy kto nie jest z
                                    nami
                                    >
                                    > jest przeciw nam...
                                    >
                                    > "Słowo "pustynia" było tajnym hasłem, dzięki któremu Główny Generał Armii
                                    Nowej
                                    >
                                    > Federacji dał znak do desantu. Niebo nad Corruscant pociemniało od
                                    niezliczonej
                                    >
                                    > liczby transportowców wiozących żołnierzy na śmiertelny bój...
                                    >
                                    > Tymczasem na drugiej półkuli - choć niewyraźne - zauważone zostały ruchy
                                    > wielkiej armii dronów. Ich barwy bojowe mówiły jasno - renegaccy Sithowie
                                    > ruszają do ostatecznego podboju Republiki.
                                    >
                                    > <Pytanie jak w temacie. Poza tym trzeba coś napisać w imieniu R-Sithów... Ja
                                    > k
                                    > znajdę chwilę po południu - zrobię to>

                                    <Mikolaj mowil, ze przez pare dni go nie bedzie>
                                    <to moze ja zaczne???>
                                    Wyslannicy stojacy w hallu Senatu wydawali sie byc zaskoczeni rozwojem
                                    wypadkow. Nie zdazyli nawet pisnac, gdy straze Asetine'a zdjely ich
                                    pojedynczymi strzalami.
                                    W tym samym momencie niebo nad Couruscant zakrylo cos...
                                    To bylo jak ucielesnienie wszystkich najgorszych koszmarow. Cien rzucany
                                    przez flote Xionica byl niczym <przepraszam, oczywiscie flota byla wspaniala,
                                    chodzi o odpowiednie porownanie;))> wobec tego olbrzyma. Na niebie zawisla
                                    olbrzymia kula wydajaca sie byc utkana z czystej ciemnosci.
                                    Tymczasem w Senacie czas wydawal sie zatrzymac. Xionic wciaz stal na mownicy.
                                    Azubin przygladal sie wszystkiemu. Wyraznie czul, ze Renegaci sa zaskoczeni
                                    rozwojem wypadkow. Pomimo calej swojej mocy nie przewidzieli takiego rozwoju
                                    wypadkow.
                                    Ale walka z nimi nie mogla polegac tylko na uzyciu oreza. Wiedzial, ze
                                    ostatecznie to on bedzie musial udac sie tam... to napelnialo go przerazeniem.
                                    Najwiekszym, jakie czul w swoim zyciu. Bedzie tylko on i przedwieczna,
                                    odrazajaca ciemnosc.
                                    Tymczasem jednak na Couruscant rozgorzala bitwa. Najstraszniejsza bitwa, jaka
                                    ludzkosc widziala w swoich dziejach. Miliony zolnierzy obu stron wylegly na
                                    niezliczone pola walki. Tysiace mysliwcow starly sie na niebie nad najwiekszym
                                    miastem znanego wszechswiata. Krazowniki Xionica rozpoczely wymiane ognia z
                                    glownym statkiem Wroga.
                                    Rozpoczela sie bitwa o Republike.
                                    Rozpoczela

                                    • darthazubin Re: Czy Mikołaj się obraził? 15.11.02, 19:53
                                      > Wiedzial, ze nie ma juz nadziei

                                      Azubin odczuwal to co mysleli mieszkancy Couruscant. Widzac ucielesnienie
                                      wszystkich swoich najgorszych koszmarow utracili wszelka nadzieje.
                                      -Wicekrolu- zblizyl sie do Xionica- nasze sily nie wytrzymaja zbyt dlugo.
                                      Nadchodzi moment ostatecznej konfrontacji. W drugim budynku Senatu czeka
                                      przygotowany wahadlowiec, ktory ma zabrac mnie na Kule Ciemnosci. Mozesz
                                      polecic swojej flocie, aby oslaniala moja droge? Nie ma innej nadziei.
                                      Nastepnie wreczyl mu niewielki dysk.
                                      -Tu sa nadzwyczajne pelnomocnictwa. W razie, gdybym nie powrocil,
                                      Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu przejmie pelnie wladzy i zastapi mnie na
                                      stanowisku Kanclerza. Nie spodziewam sie wrocic- dodal po chwili widzac pytanie
                                      w oczach Xionica- Mam jeszcze jedna prosbe. Jesli wszystko skonczy sie dobrze,
                                      zabierz stad Askani i jej mlodszego brata. Wiem, ze wielu bedzie czychac na ich
                                      zycie. Znam Twoje mozliwosci Wicekrolu... wiem, ze jest wiele swiatow, w
                                      ktorych Federacje Handlowe nadal maja olbrzymie wplywy, pomimo ze formalnie nie
                                      istnieja od lat... Wsrod nich sa planety, na ktore nie siegaja wplywy nikogo
                                      innego. Tam beda mogli byc bezpieczni.
                                      Do ich uczu dobiegly krzyki, odglosy walki i nagle wielki trzask.
                                      Wielki Hall sie zawalil. Czesc glownej sali Senatu stala w gruzach.
                                      Mieli coraz mniej czasu...
                                      • mikolaj7 Re: Czy Mikołaj się obraził? 15.11.02, 21:05
                                        Do rozmawiajacych Xionca i Asetine`a podszedl Mikolaj.
                                        Oslonil sie Moca, wiec Gwardia Kanclerza i przyboczni
                                        Wicekrola nie mogli go zatrzymac.
                                        - Spodziewalem sie tego Xioncu. Jestes dobrym graczem
                                        politycznym, ale nie mysl, ze Twoje posuniecia sa nie do
                                        przewidzenia.
                                        - Musimy sie spieszyc, Asetin`ie, czekaj.
                                        - Nie widzisz co sie dzieje?! - ryknal Kanclerz - Teraz juz za
                                        pozno na uklady!
                                        - Pomoge Ci... - krzyknal Mikolaj, ale w tym momencie salwa
                                        z blastera rozdzielila ich, Asetine zrobil szybki unik i
                                        zniknal w klebach dymu.
                                        - Xionc - wydyszal Mikolaj - w ukladzie Coruscant znajdzie
                                        sie wkrotce flota Jedi. Nie moglismy przybyc wczesniej. Oni
                                        wiedza, po ktorej stanac stronie. Skontaktuj sie z Lukiem.
                                        Ja ide za Azubinem. My oslonimy Kanclerza i
                                        przeprowadzimy glowne uderzenie na Renegatow. Szybko..
                                        Slowa Mikolaja utonely w ogluszajacym ryku. Wybuch
                                        granatu, rozerwane ciala kilku senatorow, wrzaski, ogien,
                                        dym. Mikolaj juz nie widzial Xionca. Pospieszyl, wiec w
                                        strone ladowiska...

                                        [zeby pomoc Asetine`owi!!! :)))]
                                        • darthazubin Re: Czy Mikołaj się obraził? 15.11.02, 21:34
                                          mikolaj7 napisał:

                                          > Do rozmawiajacych Xionca i Asetine`a podszedl Mikolaj.
                                          > Oslonil sie Moca, wiec Gwardia Kanclerza i przyboczni
                                          > Wicekrola nie mogli go zatrzymac.
                                          > - Spodziewalem sie tego Xioncu. Jestes dobrym graczem
                                          > politycznym, ale nie mysl, ze Twoje posuniecia sa nie do
                                          > przewidzenia.
                                          > - Musimy sie spieszyc, Asetin`ie, czekaj.
                                          > - Nie widzisz co sie dzieje?! - ryknal Kanclerz - Teraz juz za
                                          > pozno na uklady!
                                          > - Pomoge Ci... - krzyknal Mikolaj, ale w tym momencie salwa
                                          > z blastera rozdzielila ich, Asetine zrobil szybki unik i
                                          > zniknal w klebach dymu.
                                          > - Xionc - wydyszal Mikolaj - w ukladzie Coruscant znajdzie
                                          > sie wkrotce flota Jedi. Nie moglismy przybyc wczesniej. Oni
                                          > wiedza, po ktorej stanac stronie. Skontaktuj sie z Lukiem.
                                          > Ja ide za Azubinem. My oslonimy Kanclerza i
                                          > przeprowadzimy glowne uderzenie na Renegatow. Szybko..
                                          > Slowa Mikolaja utonely w ogluszajacym ryku. Wybuch
                                          > granatu, rozerwane ciala kilku senatorow, wrzaski, ogien,
                                          > dym. Mikolaj juz nie widzial Xionca. Pospieszyl, wiec w
                                          > strone ladowiska...
                                          >
                                          > [zeby pomoc Asetine`owi!!! :)))]
                                          >

                                          Azubin biegl. Czul, ze czas sie konczy. Xionic dobrze wykonal swoja prace.
                                          Czego mogl chciec Mikolaj? W normalnych warunkach, dzieki wyostrzonym przez
                                          Krysztal zmyslom bez trudu moglby rozpoznac jego zamiary... ale warunki nie
                                          byly normalne. Byl jedynie pewien, ze Mikol nie jest wobec niego wrogi... albo
                                          bardzo dobrze sie maskowal < ;))) >
                                          Ale to nie mialo juz znaczenia. Nic nie mialo juz znaczenia. Oni nie zdawali
                                          sobie sprawy z tego, przeciwko czemu staneli. Nawet gdyby mieli na swoje uslugi
                                          flote Dawnej Republiki nie zdolaliby sie obronic. Zniszczyliby mniejsze okrety
                                          wroga, pokonali kilka krazownikow. Ale nie Kule Smierci... utkana, stworzona z
                                          samej materii zdegenerowanej Ciemnej Strony. Byl tylko jeden sposob, aby ja
                                          zniszczyc. Ktos, kto byl w stanie to zrobic- a w calym wszechswiecie byla
                                          zawsze tylko jedna taka osoba: prawowierny Mistrz Sith- musial dostac sie do
                                          srodka i przywolac pelnie czystej Ciemnej Strony. Renegaci musieli zostac
                                          ukarani.
                                          Wbiegl na poklad wahadlowca. Wystartowal. Katem oka spostrzegl jeszcze ze w
                                          ostatniej chwili ktos wskoczyl na poklad. Mikolaj. Zaklal. Coz... przy pomocy
                                          Krysztalu zmusi go zeby wrocil na powierzchnie planety. Z jego wyliczen
                                          wynikalo, ze bedzie jeszcze dosc czasu, zeby mogl uciec.
                                          -Nic nie rob Mikolaju- krzyknal- to nie jest Twoja wojna. Nie wiesz, w co sie
                                          mieszasz.


                                          <i od tego momentu prosze, abysmy robili wszystko bardzo powoli, jesli to
                                          mozliwe i bez rewolucyjnych zmian, zeby nagle nie bylo jakiegos wielkiego
                                          przeskoku. I druga prosba- o ile dobrze pamietam bohaterowie niezalezni danej
                                          osoby naleza do tego, kto ich stworzyl. Przyjmijcie ze Renegaci sa moimi BN i
                                          NAPRAWDE TO JEDYNY SPOSOB ZEBY ich zniszczyc>



                                          • Gość: digan Re: Czy Mikołaj się obraził? IP: *.pl / 217.117.129.* 16.11.02, 11:02
                                            darthazubin napisał:

                                            > mikolaj7 napisał:
                                            >
                                            > > Do rozmawiajacych Xionca i Asetine`a podszedl Mikolaj.
                                            > > Oslonil sie Moca, wiec Gwardia Kanclerza i przyboczni
                                            > > Wicekrola nie mogli go zatrzymac.
                                            > > - Spodziewalem sie tego Xioncu. Jestes dobrym graczem
                                            > > politycznym, ale nie mysl, ze Twoje posuniecia sa nie do
                                            > > przewidzenia.
                                            > > - Musimy sie spieszyc, Asetin`ie, czekaj.
                                            > > - Nie widzisz co sie dzieje?! - ryknal Kanclerz - Teraz juz za
                                            > > pozno na uklady!
                                            > > - Pomoge Ci... - krzyknal Mikolaj, ale w tym momencie salwa
                                            > > z blastera rozdzielila ich, Asetine zrobil szybki unik i
                                            > > zniknal w klebach dymu.
                                            > > - Xionc - wydyszal Mikolaj - w ukladzie Coruscant znajdzie
                                            > > sie wkrotce flota Jedi. Nie moglismy przybyc wczesniej. Oni
                                            > > wiedza, po ktorej stanac stronie. Skontaktuj sie z Lukiem.
                                            > > Ja ide za Azubinem. My oslonimy Kanclerza i
                                            > > przeprowadzimy glowne uderzenie na Renegatow. Szybko..
                                            > > Slowa Mikolaja utonely w ogluszajacym ryku. Wybuch
                                            > > granatu, rozerwane ciala kilku senatorow, wrzaski, ogien,
                                            > > dym. Mikolaj juz nie widzial Xionca. Pospieszyl, wiec w
                                            > > strone ladowiska...
                                            > >
                                            > > [zeby pomoc Asetine`owi!!! :)))]
                                            > >
                                            >
                                            > Azubin biegl. Czul, ze czas sie konczy. Xionic dobrze wykonal swoja prace.
                                            > Czego mogl chciec Mikolaj? W normalnych warunkach, dzieki wyostrzonym przez
                                            > Krysztal zmyslom bez trudu moglby rozpoznac jego zamiary... ale warunki nie
                                            > byly normalne. Byl jedynie pewien, ze Mikol nie jest wobec niego wrogi...
                                            albo
                                            > bardzo dobrze sie maskowal < ;))) >
                                            > Ale to nie mialo juz znaczenia. Nic nie mialo juz znaczenia. Oni nie
                                            zdawali
                                            > sobie sprawy z tego, przeciwko czemu staneli. Nawet gdyby mieli na swoje
                                            uslugi
                                            >
                                            > flote Dawnej Republiki nie zdolaliby sie obronic. Zniszczyliby mniejsze
                                            okrety
                                            > wroga, pokonali kilka krazownikow. Ale nie Kule Smierci... utkana, stworzona
                                            z
                                            > samej materii zdegenerowanej Ciemnej Strony. Byl tylko jeden sposob, aby ja
                                            > zniszczyc. Ktos, kto byl w stanie to zrobic- a w calym wszechswiecie byla
                                            > zawsze tylko jedna taka osoba: prawowierny Mistrz Sith- musial dostac sie do
                                            > srodka i przywolac pelnie czystej Ciemnej Strony. Renegaci musieli zostac
                                            > ukarani.
                                            > Wbiegl na poklad wahadlowca. Wystartowal. Katem oka spostrzegl jeszcze ze w
                                            > ostatniej chwili ktos wskoczyl na poklad. Mikolaj. Zaklal. Coz... przy pomocy
                                            > Krysztalu zmusi go zeby wrocil na powierzchnie planety. Z jego wyliczen
                                            > wynikalo, ze bedzie jeszcze dosc czasu, zeby mogl uciec.
                                            > -Nic nie rob Mikolaju- krzyknal- to nie jest Twoja wojna. Nie wiesz, w co
                                            sie
                                            >
                                            > mieszasz.
                                            >
                                            >
                                            > <i od tego momentu prosze, abysmy robili wszystko bardzo powoli, jesli to
                                            > mozliwe i bez rewolucyjnych zmian, zeby nagle nie bylo jakiegos wielkiego
                                            > przeskoku. I druga prosba- o ile dobrze pamietam bohaterowie niezalezni danej
                                            > osoby naleza do tego, kto ich stworzyl. Przyjmijcie ze Renegaci sa moimi BN i
                                            > NAPRAWDE TO JEDYNY SPOSOB ZEBY ich zniszczyc>
                                            >

                                            - Witaj.
                                            Azubin obejrzeł się.
                                            Stał tam D`e-gean, ubrany w szary płaszcz. Bardzo spokojny.
                                            - Lecimy na pewną śmierć.
                                            - Jak tutaj wszedłeś? - spytał Azubin.
                                            - Oh.. Czekałem na statku. wiedziałem, że to zrobisz.
                                            milczał przez chwile. - A twój uczeń? - Spytał.
                                            - A mój uczeń jest na planecie.
                                            - Jak tu wszedłeś... przecież pole, jakie stworzyłem dzięki kryształowi..
                                            - O dobrze, że wspomniałeś. Mam jedną z cześci kryształu przy sobie. To dlatego
                                            mogłem się przedrzeć.

                                            digan.

                                            <może to nie była znów taka rewolucyjna zmiana...>
                                            • darthazubin Re: Czy Mikołaj się obraził? 16.11.02, 11:51
                                              Gość portalu: digan napisał(a):

                                              > - Witaj.
                                              > Azubin obejrzeł się.
                                              > Stał tam D`e-gean, ubrany w szary płaszcz. Bardzo spokojny.
                                              > - Lecimy na pewną śmierć.
                                              > - Jak tutaj wszedłeś? - spytał Azubin.
                                              > - Oh.. Czekałem na statku. wiedziałem, że to zrobisz.
                                              > milczał przez chwile. - A twój uczeń? - Spytał.
                                              > - A mój uczeń jest na planecie.
                                              > - Jak tu wszedłeś... przecież pole, jakie stworzyłem dzięki kryształowi..
                                              > - O dobrze, że wspomniałeś. Mam jedną z cześci kryształu przy sobie. To
                                              dlatego
                                              >
                                              > mogłem się przedrzeć.
                                              >
                                              > digan.
                                              >
                                              > <może to nie była znów taka rewolucyjna zmiana...>

                                              <ale to juz zmierza do przegiecia, jak na razie w ciagu ostatnich tygodni
                                              jakies dwa kawalki dodatkowo odpadly od Krysztalu, jakby on naprawde byl tak
                                              kruchy, to nie wytrzymalby tych dziesiatkow tysiacleci :))>

                                              -Nie lecimy na pewna smierc- odparl twardo Azubin- ja lece. Ty wrocisz na
                                              planete... chyba, ze bedziesz chcial mi przeszkodzic. Mam nadzieje, ze tego nie
                                              zrobisz... Twoja smierc jest jedna z ostatnich rzeczy, ktorych pragne... chyba
                                              wiesz juz dlaczego.
                                              W tym momencie gwaltowne chybotanie wahadlowca uswiadomilo im, ze
                                              wystartowali. Krysztal Sithow pulsowal wlasnym zyciem, zdawal sie byc
                                              przepelniony moca. Azubin byl pewny, ze nie moze go juz nawet zdjac... byl juz
                                              zbyt zwiazany z jego mroczna moca.

                                              A w tym samym czasie na planecie trwal morderczy boj. Azubin mial nadzieje,
                                              ze Xionic znajdzie swietlny miecz, ktory podrzucil mu na chwile przed
                                              katastrofa. Sam nie wiedzial dlaczego, ale byl pewny, ze Wicekrol bedzie
                                              potrafil sie nim posluzyc i ze moze on mu bardzo pomoc.
                                              Mroczni najezdzcy zalewali powierzchnie Couruscant. Zolnierze Republiki i
                                              Xionica ramie w ramie opierali sie wrogowi, ktory przewazal jednak sama swoja
                                              liczba. Wydawalo sie, ze nie ma juz dawnej nadziei. Nawet elitarne gwardie
                                              Xionica i Asetine'a cofaly sie pod naporem wroga. Coraz bardziej stawalo sie
                                              jasne, ze nie walcza juz o zwyciestwo, lecz jeszcze chwile zycia... tylko o to,
                                              aby usmiercic jak najwieksza liczbe wrogow.
                                              To samo dzialo sie na calej planecie. Mroczny najezdzca, przybyly spoza
                                              granic znanego wszechswiata dysponowal przewaga, ktora trudno bylo zrownowazyc.
                                              Takze na niebie nad Couruscant trwala szalencza walka miedzy krazownikami,
                                              niszczycielami i mysliwcami Xionica, a tajemniczymi pojazdami. Walka, ktora
                                              coraz bardziej wydawala sie beznadziejna.
                                              Azubin spokojnie nastawil trase lotu. Nie patrzyl juz na ekrany. Wiedzial, ze
                                              nawet gdyby sily Republiki zwyciezyly na powierzchni planety i w kosmosie, to
                                              nie zdolaja unicestwic Kuli Ciemnosci... a bez tego kazde zwyciestwo bylo tylko
                                              iluzja.
                                              Nadchodzil czas, aby zagral najwazniejsza role swojego zycia...


                                              • mikolaj7 Mala korekta 16.11.02, 12:13
                                                [spox.. przyjmijmy, ze ja nieobieglem do tego wahadlowca i
                                                zostalem na coruscant]

                                                - Cholera.. - wydyszal Mikolaj widzac oddalajacy sie
                                                wahadlowiec z Asetinem na pokladzie. - Luke, oslaniajcie
                                                wahadlowiec!! - wykrzyczal do komunikatora.
                                                Przez trzaski przedarl sie glos Luke.
                                                - Juz, wkraczamy w na orbite, widze wahadlowiec. I Kule
                                                tez - dodal po krotkim milczeniu. - Niedobrze. Jedi na
                                                pozycjach. Atakujemy.
                                                Zza ksiezycow Coruscant wyleciala flota Jedi. Kilka tysiecy
                                                mniejszych statkow kierowanych przez drony, kilkaset z
                                                rycerzami jedi, a takze wieksze, przeznaczone do desantu.
                                                Uderzyly na tyly armii Renegatow, odwracajac ich uwage od
                                                cofajacej sie armii Xionca. Wrog znalazl sie w kleszczach,
                                                oddzialy federacji ruszyly do ataku z nowa wiara w
                                                zwyciestwo.
                                                Wielu Jedi wyladowalo tez na Coruscant. Mikolaj wciaz
                                                stojac samotnie na ladowisku, wsrod dymu, ognia i bitewnej
                                                wrzawy, widzial ladujace transportery, Jedi wkraczajacych
                                                do gmachu Senatu, slyszal odglosy walki. Jesli Asetine`owi
                                                sie powiedzie armii Jedi nic nie zatrzyma.

                                                [podrzuccie mi jakiegos wroga, zdrajce, waznego
                                                renegackiego sitha albo inna kanalie, do walki!!! nie mam
                                                pomyslu, z kim moglbym sie bic, a chce zeby to byla jakas
                                                wazna osobistosc ;-))) jakis np. dowodca oddzialow
                                                renegackich sithow na Coruscant, moze byc? jak tak, to
                                                jeszcze dzisiaj go zabije ;-)))]
                                                • Gość: digan Re: Mala korekta IP: *.pl / 217.117.129.* 16.11.02, 13:44
                                                  mikolaj7 napisał:

                                                  > [spox.. przyjmijmy, ze ja nieobieglem do tego wahadlowca i
                                                  > zostalem na coruscant]
                                                  >
                                                  > - Cholera.. - wydyszal Mikolaj widzac oddalajacy sie
                                                  > wahadlowiec z Asetinem na pokladzie. - Luke, oslaniajcie
                                                  > wahadlowiec!! - wykrzyczal do komunikatora.
                                                  > Przez trzaski przedarl sie glos Luke.
                                                  > - Juz, wkraczamy w na orbite, widze wahadlowiec. I Kule
                                                  > tez - dodal po krotkim milczeniu. - Niedobrze. Jedi na
                                                  > pozycjach. Atakujemy.
                                                  > Zza ksiezycow Coruscant wyleciala flota Jedi. Kilka tysiecy
                                                  > mniejszych statkow kierowanych przez drony, kilkaset z
                                                  > rycerzami jedi, a takze wieksze, przeznaczone do desantu.
                                                  > Uderzyly na tyly armii Renegatow, odwracajac ich uwage od
                                                  > cofajacej sie armii Xionca. Wrog znalazl sie w kleszczach,
                                                  > oddzialy federacji ruszyly do ataku z nowa wiara w
                                                  > zwyciestwo.
                                                  > Wielu Jedi wyladowalo tez na Coruscant. Mikolaj wciaz
                                                  > stojac samotnie na ladowisku, wsrod dymu, ognia i bitewnej
                                                  > wrzawy, widzial ladujace transportery, Jedi wkraczajacych
                                                  > do gmachu Senatu, slyszal odglosy walki. Jesli Asetine`owi
                                                  > sie powiedzie armii Jedi nic nie zatrzyma.
                                                  >
                                                  > [podrzuccie mi jakiegos wroga, zdrajce, waznego
                                                  > renegackiego sitha albo inna kanalie, do walki!!! nie mam
                                                  > pomyslu, z kim moglbym sie bic, a chce zeby to byla jakas
                                                  > wazna osobistosc ;-))) jakis np. dowodca oddzialow
                                                  > renegackich sithow na Coruscant, moze byc? jak tak, to
                                                  > jeszcze dzisiaj go zabije ;-)))]

                                                  <okej, biorę to na siebie:)>
                                                  Darth Kimgash stał na pokładzie statku i z góry sterwał walką. To była jego
                                                  wygrana i to pewna. Armie Xionica cofały się, ponosiły spore straty.
                                                  Nagle, gdzieś z lewej strony ruszyła do walki nowa siła: Jedi.
                                                  Kimgash zaklał. Spodziewał się ich, ale nie w takiej sile. zaczęli się wrzerać
                                                  w pozycje Sithów, działając rozbijając ich szeregi.
                                                  Pora wkroczyć do akcji.
                                                  Odpalił swój bicz śwlietlny, którym mógł zabić nawet byłego ucznia Azubina i
                                                  ruszył ze swoim oddziałem do walki.
                                                  - Treyferowie! - krzyknął w komunikator - DO boju!
                                                  Zeskoczył z transprotera, razem z innymi. Wpadł prosto w oddział Mikołaja i
                                                  zaczął walkę.
                                                  Tak jak było ustalone, nikt nie miał mu pomagać. Bicz świetlny to zbyt
                                                  rozrzutna broń i mogła poranić jego towarzyszy.
                                                  Wrogowie padali jak muchy. W końcu bicz mógł ranić kilku naraz.
                                                  Jeden z budynków został wzięty przez wroga i stamtąd prowadził ostrzał.
                                                  Sith skupił całą moc i budynek zaczął pękać. Po chwili runął z hukiem.
                                                  transportery, które znajdowały się niedaleko, rostrzasały się w ferii blasków.

                                                  Walka wrzała.

                                                  *

                                                  Eli-Hiko rzucił się w tłum wrogów. Z trusdem odbijał strzały laserów. Nie był
                                                  na to przygotowany. Chcąc nie chcą musiałsię wycofywać. Nagle gdzieś w tłumie
                                                  zobaczył Palpatine`a. Może to było złudzenie, albo halucynacje. Przypomniał
                                                  sobie cios, jaki zadał Swemu mistrzowi. Kiedyś.
                                                  Jego miecz zaczął latać jak błyskawica. Roztrzaskiwał armie wrogów niczym grom.
                                                  Biegł przez tłumy i wyorywał sobie drogę wsród krwi i popiołów.
                                                  Wpadł do jednego z budynków, z którego Renegaci ciskali granatami. Wbiegł i
                                                  zaczął roztrzaskiwać droidy, maszyny.
                                                  Przed nim stanął Renegat.
                                                  Bez słowa zaczął walkę. Sith był wyraźnie zdumiony jego mocą. W Eli-hiko
                                                  pokonał go.
                                                  Budynek został przejęty przez oddziały broniące się.
                                                  Nalge zaczął pękać.
                                                  ..
                                                  • darthazubin Re: Mala korekta 16.11.02, 14:19
                                                    > <okej, biorę to na siebie:)>
                                                    > Darth Kimgash stał na pokładzie statku i z góry sterwał walką. To była jego
                                                    > wygrana i to pewna. Armie Xionica cofały się, ponosiły spore straty.
                                                    > Nagle, gdzieś z lewej strony ruszyła do walki nowa siła: Jedi.
                                                    > Kimgash zaklał. Spodziewał się ich, ale nie w takiej sile. zaczęli się
                                                    wrzerać
                                                    > w pozycje Sithów, działając rozbijając ich szeregi.
                                                    > Pora wkroczyć do akcji.
                                                    > Odpalił swój bicz śwlietlny, którym mógł zabić nawet byłego ucznia Azubina i
                                                    > ruszył ze swoim oddziałem do walki.
                                                    > - Treyferowie! - krzyknął w komunikator - DO boju!
                                                    > Zeskoczył z transprotera, razem z innymi. Wpadł prosto w oddział Mikołaja i
                                                    > zaczął walkę.
                                                    > Tak jak było ustalone, nikt nie miał mu pomagać. Bicz świetlny to zbyt
                                                    > rozrzutna broń i mogła poranić jego towarzyszy.
                                                    > Wrogowie padali jak muchy. W końcu bicz mógł ranić kilku naraz.
                                                    > Jeden z budynków został wzięty przez wroga i stamtąd prowadził ostrzał.
                                                    > Sith skupił całą moc i budynek zaczął pękać. Po chwili runął z hukiem.
                                                    > transportery, które znajdowały się niedaleko, rostrzasały się w ferii blasków.
                                                    >
                                                    > Walka wrzała.
                                                    >
                                                    > *
                                                    >
                                                    > Eli-Hiko rzucił się w tłum wrogów. Z trusdem odbijał strzały laserów. Nie był
                                                    > na to przygotowany. Chcąc nie chcą musiałsię wycofywać. Nagle gdzieś w tłumie
                                                    > zobaczył Palpatine`a. Może to było złudzenie, albo halucynacje. Przypomniał
                                                    > sobie cios, jaki zadał Swemu mistrzowi. Kiedyś.
                                                    > Jego miecz zaczął latać jak błyskawica. Roztrzaskiwał armie wrogów niczym
                                                    grom.
                                                    >
                                                    > Biegł przez tłumy i wyorywał sobie drogę wsród krwi i popiołów.
                                                    > Wpadł do jednego z budynków, z którego Renegaci ciskali granatami. Wbiegł i
                                                    > zaczął roztrzaskiwać droidy, maszyny.
                                                    > Przed nim stanął Renegat.
                                                    > Bez słowa zaczął walkę. Sith był wyraźnie zdumiony jego mocą. W Eli-hiko
                                                    > pokonał go.
                                                    > Budynek został przejęty przez oddziały broniące się.
                                                    > Nalge zaczął pękać.
                                                    > ..

                                                    Wydawalo sie, ze nic nie moze powstrzymac piekla, ktore rozpetalo sie wokol
                                                    nich. Jedi, Sithowie, zolnierze Republiki, okrety flagowe Federacji Handlowych,
                                                    krazowniki Renegatow i okrety Jedi... wszystko splatane ze soba w smiertelnym
                                                    tancu smierci. A posrod tego wszystkiego malenki wahadlowiec zdazajacy w strone
                                                    wydajacej sie rosnac z kazda chwila Kuli Ciemnosci. Azubin skorygowal kurs.
                                                    Coraz mocniej czul pulsowanie Krysztalu Sithow... pulsowal tak jak jego serce.
                                                    Teraz byl juz calkowicie zjednoczeni...
                                                    Tymczasem na powierzchni planety nieopisany chaos powiekszal sie z kazda
                                                    chwila. Najstarsi mieszkancy, ktorzy pamietali starszliwa wojne domowa, nie
                                                    mogli przypomniec sobie niczego, co mogloby sie rownac z ta apokalipsa. Budynek
                                                    Senatu stal w gruzach. Takze z trafionego wielokrotnie Palacu Wielkiego
                                                    Kanclerza pozostala juz zaledwie jedna, uszkodzona sciana- zalosna pamiatka po
                                                    wielkiej niegdys budowli.
                                                    Cale dzielnice plonely. Wydawalo sie, ze plyna nimi rzeki ognia. Ognisty
                                                    huragan niszczyl wszystko, co napotkal na swojej drodze... dokladnie tak, jak
                                                    glosily przepowiednie.
                                                    Posrod tego wszystkiego byla Askani. Pamietala dwa nakazy, ktore pozostawil
                                                    jej Azubin- "trzymaj sie Xionica" i "uwazaj na swojego brata".
                                                    Nie mowil jej niczego o walce. Wiedziala jednak, ze musi dzialac, gdyz ona i
                                                    Xionic zostali odcieci od jego pozostalych zolnierzy i otoczeni przez Sithow-
                                                    renegatow.
                                                    Nie byla juz dzieckiem na jakie wygladala, a jednak bala sie. Bala sie jak
                                                    nigdy w zyciu... Azubin nauczyl ja walczyc, nauczyl ja korzystac z mocy... ale
                                                    nie nauczyl jej jak ma radzic sobie z soba sama.
                                                    Wyciagnela miecz swietlny i w ostatniej chwili odbila promien zmierzajacy ku
                                                    Xionicowi promien blastera. Miala nadzieje, ze posilki nadejda szybko, bo sami
                                                    nie mieli wielkich szans na przetrwanie...



                                                  • Gość: Dorquon Re: Mala korekta IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.02, 19:06
                                                    W reku sciskal miecz. Walczyl. Coz mu pozostawalo? Kazda strona uwazala go za
                                                    zolnierza wroga. Na planecie rozpetalo sie istne pieklo, wszedzie szalaly
                                                    pozary, w powietrzu gesto bylo od walczacych ze soba statkow. W pewnej chwili
                                                    pojawila sie nowa armia, setki statkow ladowaly na powierzchni by odepchnac
                                                    najezdzcow, ale to nie mialo znaczenia. Ciemny ksztalt wciaz wisial nad nimi,
                                                    czul jego potege, walka z tak silnym wrogiem byla z gory przegrana. Mimo to
                                                    walczyl, a ciemny ksztalt przyslanial slonce. Ogromny, czarny, fascynujacy...
                                                  • darthazubin Re: Mala korekta 16.11.02, 20:11
                                                    Gość portalu: Dorquon napisał(a):

                                                    > W reku sciskal miecz. Walczyl. Coz mu pozostawalo? Kazda strona uwazala go za
                                                    > zolnierza wroga. Na planecie rozpetalo sie istne pieklo, wszedzie szalaly
                                                    > pozary, w powietrzu gesto bylo od walczacych ze soba statkow. W pewnej chwili
                                                    > pojawila sie nowa armia, setki statkow ladowaly na powierzchni by odepchnac
                                                    > najezdzcow, ale to nie mialo znaczenia. Ciemny ksztalt wciaz wisial nad nimi,
                                                    > czul jego potege, walka z tak silnym wrogiem byla z gory przegrana. Mimo to
                                                    > walczyl, a ciemny ksztalt przyslanial slonce. Ogromny, czarny, fascynujacy...

                                                    Ku olbrzymiemu ksztaltowi zblizal sie niewielki, niedostrzegalny dla
                                                    odleglego obserwatora stateczek. Wydawalo sie, ze jego lot jest samobojczy, ze
                                                    od woli kierujacych poteznym statkiem zalezy jego dalsze istnienia.
                                                    -Jakie sa Twoje plany D'e-geanie?- zapytal Azubin po raz kolejny korygujac
                                                    kurs.
                                                  • perlotiel perła 17.11.02, 09:16
                                                    czekala na niego od dobrej godziny. wlasnie nadbiegal z zachodniej strony.
                                                    nagle zatrzymal sie i niepewnie wyciagnal miecz.
                                                    "schowaj go lepiej, bo w walce ze mna i tak jestes skazany na przegrana. tym
                                                    bardziej ze nie mam zlych zamiarow"
                                                    Darquon sam nie wiedzac czemu posluchal tajemniczej postaci.
                                                    "jestem perlotiel. to ci powinno wystarczyc. teraz sluchaj uwaznie: nie mam
                                                    duzo czasu. Azubin jest tak zaslepiony swoja wladza, ze do konca nie jest
                                                    swiadom z czym ma do czynienia. wierzy ze krysztal pomoze mu pokonac
                                                    apokaliptyczna zaglade. nie sluchal mnie na poczatku, wiec sam musi poniesc
                                                    konsekwencje swojego postepowania"
                                                    siegnela do kieszeni czarnego plaszczu i wyjesla male pudeleczko. z pudeleczka
                                                    natomist naszyjnik z perla. "prosze. wez to i lec za wachadlowcem Azubina.
                                                    jedyny sposob na pokonanie wroga to polaczona sil perly i krysztalu. niestety
                                                    nie mialam za duzo czasu na wybranie odpowiedniego czlowieka do tego zadania.
                                                    mam jednak nadzieje, ze sprostasz temu, a co wazniejsze - nie zdradzisz.
                                                    Wybralam jednak ciebie, bo jestes neutralny, przynajmniej tak sadzilam."
                                                    na chwile zamilkla.
                                                    "powodzenia..."
                                                  • Gość: digan Re: perła IP: *.pl / 217.117.129.* 17.11.02, 10:49
                                                    - jak to jakie. Mam ci zamiar pomóc. Chyba, że nie chcesz, wtedy odpale kabine
                                                    ewakuacyjną i ląduje na planecie.
                                                    Azubin milczał.
                                                    Nagle D`e-gean spojrzał w radar.
                                                    - O! ktoś za nami leci. - (i to takim tonem, jak w "Killerze">>O, komisarz
                                                    ryba<< ;))
                                                    Azubin także spojrzał w tą stronę.
                                                    - on nam chce też chyba pomóc, inaczej już dawno zacząłby strzelać..

                                                    digan.
                                                  • darthazubin Re: perła 17.11.02, 11:21
                                                    Gość portalu: digan napisał(a):

                                                    > - jak to jakie. Mam ci zamiar pomóc. Chyba, że nie chcesz, wtedy odpale
                                                    kabine
                                                    >
                                                    > ewakuacyjną i ląduje na planecie.
                                                    > Azubin milczał.
                                                    > Nagle D`e-gean spojrzał w radar.
                                                    > - O! ktoś za nami leci. - (i to takim tonem, jak w "Killerze">>O, komisar
                                                    > z
                                                    > ryba<< ;))
                                                    > Azubin także spojrzał w tą stronę.
                                                    > - on nam chce też chyba pomóc, inaczej już dawno zacząłby strzelać..


                                                    -Chyba, ze jego plany sa bardziej perfidne...- dokonczyl- nie moge ryzykowac.
                                                    Skoro chcesz mi pomoc przygotuj sie... Czeka nas najciezsza walka w calym
                                                    naszym zyciu.
                                                    Kiedy mowil te slowa jego postac zaczela sie zmieniac. D'e-gean w milczeniu
                                                    przygladal sie jego przemianie w Asetine'a, Binzata i tych wszystkich, ktorymi
                                                    byl przez te lata. To byl jednak tylko poczatek.
                                                    Wydawalo mu sie, ze w kazdym ulamku sekundy postac Azubina przypomina mu
                                                    kogos innego- Vadera, Tyrranusa, Sidiousa, Maula, K'erotha, Bane'a... i tysiace
                                                    innych. Tych, ktorych znal ze starozytnych wizerunkow i tych, ktorych imiona
                                                    pokryl kurz niepamieci.
                                                    I nagle D'e-gean zdal sobie sprawe, ze on rzeczywiscie byl nimi wszystkimi...
                                                    byl nimi wszystkimi przez te niekonczace sie tysiaclecia. Jego mistrz ponownie
                                                    przybral postac Dartha Azubina, jednak nie byl juz nim... przynajmniej nie do
                                                    konca. Wydawalo sie, ze jego cialo jest utkane z ciemnej mgly... Nie byl juz
                                                    tylko soba, lecz ucielesniona Ciemna Strona Mocy, ktora przybyla, aby ukarac
                                                    odstepcow. Zdawalo sie, ze Krysztal Sithow zlal sie w jedno z jego cialem.
                                                    -Chodz zatem- powiedzial- nadchodzi czas, abysmy wypelnili nasze
                                                    przeznaczenie, aby pradawne przepowiednie okazaly sie prawda.
                                                    Z Kuli Ciemnosci wystrzelily tysiace pocikow... wszystkie jednak jakims
                                                    cudownym sposobem omijaly ich wahadlowiec... D'e-gean katem oka spostrzegl, ze
                                                    kilkanascie trafilo lecacy za nimi statek, nie mogl byc jednak pewien, czy
                                                    zostal unicestwiony.
                                                    Wahadlowiec powoli opadl na ladowisko wewnatrz Kuli Ciemnosci...
                                                    Zapadla chwila niekonczacej sie- jak sie wydawalo- ciszy. Azubin i D'e-gean
                                                    siegneli po swoje miecze przygotowujac sie na spotkanie stojacych naprzeciwko
                                                    nich wojownikow.
                                                    A potem rozpetalo sie pieklo...
                                                  • Gość: Dorquon Re: perła IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.02, 12:20
                                                    Czemu posluchal tajemniczej postaci? Czul ze ten przedmiot, perla, moglaby dac
                                                    mu wielka moc, a jednak posluchal, polecial jak ostatni kretyn za statkiem.
                                                    Wiedzial, ze nic nie zdola unicestwic poteznej kuli.
                                                    Z kuli zaczely leciec pociski, byl pewien, ze to juz koniec. Statek trzasl
                                                    sie, jakby mial sie zaraz rozleciec.
                                                    Nim zdazyl cokolwiek zrobic na pokladzie znalazl sie odzial wroga. Walka nie
                                                    miala sensu, poddal sie od razu. Przeciwnicy zabrali go do wnetrza kuli. To co
                                                    widzial z planety bylo niczym w porownaniu z prawdziwym ogromem kuli.
                                                  • darthazubin Re: perła 17.11.02, 13:40
                                                    Gość portalu: Dorquon napisał(a):

                                                    > Czemu posluchal tajemniczej postaci? Czul ze ten przedmiot, perla, moglaby
                                                    dac
                                                    > mu wielka moc, a jednak posluchal, polecial jak ostatni kretyn za statkiem.
                                                    > Wiedzial, ze nic nie zdola unicestwic poteznej kuli.
                                                    > Z kuli zaczely leciec pociski, byl pewien, ze to juz koniec. Statek trzasl
                                                    > sie, jakby mial sie zaraz rozleciec.
                                                    > Nim zdazyl cokolwiek zrobic na pokladzie znalazl sie odzial wroga. Walka nie
                                                    > miala sensu, poddal sie od razu. Przeciwnicy zabrali go do wnetrza kuli. To
                                                    co
                                                    > widzial z planety bylo niczym w porownaniu z prawdziwym ogromem kuli.


                                                    -A wiec wreszcie- dobiegl go glos z ciemnosci- nasza agentka dobrze wypelnila
                                                    swoje zadanie. Wiedz poslancu, ze nagroda za dostarczenie nam naszego
                                                    pradawnego artefaktu Cie nie ominie.

                                                    * * *

                                                    W tym samym momencie na drugim krancu kuli dobiegala konca walka. Azubin i
                                                    D'e-gean spojrzeli na siebie z wzajemnym podziwem. Nigdy bowiem jeszcze w
                                                    dziejach dwoch wojownikow, czy to Jedi, czy Sithow, nie stoczylo tak wspanialej
                                                    i chwalebnej walki, godnej tego, aby w eposach przekazac ja kolejnym
                                                    pokoleniom... niestety nie bylo nikogo, kto moglby ja upamietnic.
                                                    Powoli ruszyli przed siebie, kroczac po cialach pokonanych wrogow.
                                                    nagle Azubin poczul zlowrogi wplyw. Cos sie stalo. Renegaci otrzymali cos,
                                                    czego nigdy nie powinni byli otrzymac... niewazne. Nic nie moglo go juz
                                                    powstrzymac.
                                                    W tej samej chwili on i D'e-gean wyczuli siedem zlowrogich bytow, ktore
                                                    zblizaly sie ku nim.
                                                    -Renegaci. Przygotuj sie D'e-geanie na walke straszliwsza, niz wszystko, co
                                                    miales okazje w zyciu doswiadczyc. Wyobraz sobie przeciwnikow, ktorzy zyja od
                                                    tysiacleci... od tysiacleci doskonala sie w walce i wladaniu moca. Jesli
                                                    naprawde chcesz mi dzis pomoc moj synu... masz okazje, tego dokonac.
                                                  • Gość: digan Re: perła IP: *.pl / 217.117.129.* 17.11.02, 15:05
                                                    darthazubin napisał:

                                                    > Gość portalu: Dorquon napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Czemu posluchal tajemniczej postaci? Czul ze ten przedmiot, perla, moglaby
                                                    >
                                                    > dac
                                                    > > mu wielka moc, a jednak posluchal, polecial jak ostatni kretyn za statkiem
                                                    > .
                                                    > > Wiedzial, ze nic nie zdola unicestwic poteznej kuli.
                                                    > > Z kuli zaczely leciec pociski, byl pewien, ze to juz koniec. Statek trzasl
                                                    >
                                                    > > sie, jakby mial sie zaraz rozleciec.
                                                    > > Nim zdazyl cokolwiek zrobic na pokladzie znalazl sie odzial wroga. Walka n
                                                    > ie
                                                    > > miala sensu, poddal sie od razu. Przeciwnicy zabrali go do wnetrza kuli. T
                                                    > o
                                                    > co
                                                    > > widzial z planety bylo niczym w porownaniu z prawdziwym ogromem kuli.
                                                    >
                                                    >
                                                    > -A wiec wreszcie- dobiegl go glos z ciemnosci- nasza agentka dobrze
                                                    wypelnila
                                                    >
                                                    > swoje zadanie. Wiedz poslancu, ze nagroda za dostarczenie nam naszego
                                                    > pradawnego artefaktu Cie nie ominie.
                                                    >
                                                    > * * *
                                                    >
                                                    > W tym samym momencie na drugim krancu kuli dobiegala konca walka. Azubin i
                                                    > D'e-gean spojrzeli na siebie z wzajemnym podziwem. Nigdy bowiem jeszcze w
                                                    > dziejach dwoch wojownikow, czy to Jedi, czy Sithow, nie stoczylo tak
                                                    wspanialej
                                                    >
                                                    > i chwalebnej walki, godnej tego, aby w eposach przekazac ja kolejnym
                                                    > pokoleniom... niestety nie bylo nikogo, kto moglby ja upamietnic.
                                                    > Powoli ruszyli przed siebie, kroczac po cialach pokonanych wrogow.
                                                    > nagle Azubin poczul zlowrogi wplyw. Cos sie stalo. Renegaci otrzymali cos,
                                                    > czego nigdy nie powinni byli otrzymac... niewazne. Nic nie moglo go juz
                                                    > powstrzymac.
                                                    > W tej samej chwili on i D'e-gean wyczuli siedem zlowrogich bytow, ktore
                                                    > zblizaly sie ku nim.
                                                    > -Renegaci. Przygotuj sie D'e-geanie na walke straszliwsza, niz wszystko, co
                                                    > miales okazje w zyciu doswiadczyc. Wyobraz sobie przeciwnikow, ktorzy zyja od
                                                    > tysiacleci... od tysiacleci doskonala sie w walce i wladaniu moca. Jesli
                                                    > naprawde chcesz mi dzis pomoc moj synu... masz okazje, tego dokonac.

                                                    Postacie te były szare, utkane z takiej mgły jak Azubin. Twarze ich były dkryte
                                                    pod kapturem, palce szybko wędrowały po rękojeściaach mieczów.
                                                    - Czekaj, Azubinie, chwila moment - szepnął D`e-gean.
                                                    Rozpłynąl się na chwilę, by pojawić się na powrót w lekkiej mgle.
                                                    - Moja przemiana nie była tak silna jak twoja... to wszystko dzięki
                                                    kryształowi - Powiedział.
                                                    Odpalili swoje miecze. Już wiedział, że Azubin przewidywał tą chwilę od dawna.
                                                    Stąd ten miecz, który mu podarował..
                                                    Postacie nadal stały bez ruchu. Jednak zaczeła obok nich rosnąć niebezpeczna,
                                                    czerwona poświata.
                                                    Ich bronie nagle błysnęły...
                                                    < i tu mam pytanie, czy renegaci mają zwykłe miecze, czy raczej jakieś
                                                    udziwniane bronie, typu ten bicz świetlny?>
                                                  • darthazubin Re: perła 17.11.02, 16:37
                                                    Gość portalu: digan napisał(a):

                                                    > Postacie te były szare, utkane z takiej mgły jak Azubin. Twarze ich były
                                                    dkryte
                                                    >
                                                    > pod kapturem, palce szybko wędrowały po rękojeściaach mieczów.
                                                    > - Czekaj, Azubinie, chwila moment - szepnął D`e-gean.
                                                    > Rozpłynąl się na chwilę, by pojawić się na powrót w lekkiej mgle.
                                                    > - Moja przemiana nie była tak silna jak twoja... to wszystko dzięki
                                                    > kryształowi - Powiedział.
                                                    > Odpalili swoje miecze. Już wiedział, że Azubin przewidywał tą chwilę od
                                                    dawna.
                                                    > Stąd ten miecz, który mu podarował..
                                                    > Postacie nadal stały bez ruchu. Jednak zaczeła obok nich rosnąć niebezpeczna,
                                                    > czerwona poświata.
                                                    > Ich bronie nagle błysnęły...
                                                    > < i tu mam pytanie, czy renegaci mają zwykłe miecze, czy raczej jakieś
                                                    > udziwniane bronie, typu ten bicz świetlny?>

                                                    <moim zdaniem najlepsze bylyby normalne miecze, ale w zasadzie nie mam nic
                                                    przeciwko roznym udziwnieniom, zwlaszcza jesli pasuje Ci to do jakiegos ladnego
                                                    opisu ;)))>

                                                    Siedmiu zatrzymalo sie.
                                                    Najpierw poslali swoich uczniow. D'e-gean i Azubin dzialali instynktownie.
                                                    Jednoczesnie skoczyli do przodu, rozpolawiajac przeciwnikow stojacych
                                                    najblizej. Kilku usilowalo stawic im opor, bylo to jednak daremne. Nic nie
                                                    moglo powstrzymac wscieklej furii Lorda Sith i jego bylego ucznia.
                                                    Pozostali uczniowie Renegatow niepewnie cofneli sie pare krokow. Od
                                                    dziesiecioleci byli szkoleni w walce... ale przez caly ten czas przekonywano
                                                    ich, ze sily Republiki nie osmiela sie stawic im oporu, ze wszyscy beda padac
                                                    przed nimi i prosic o laske... Tymczasem ich silom na planecie przeciwstawila
                                                    sie ogromna armia, ich flota w przestrzeni powietrznej Couruscant napotkala
                                                    opor Jedi, a oni sami... oni sami stali naprzeciw dwoch najstraszliwszych
                                                    wojownikow, jakich znala ludzkosc... ktorym nikt <no, moze poza Najwiekszym
                                                    Zyjacym Jei ;)))> nie byl sie w stanie przeciwstawic.
                                                    "D'e-geanie" Azubin przeslal wiadomosc telepatyczna "Oni beda probowali nas
                                                    zatrzymac. Czas dziala na ich korzysc. Musze dostac sie do samego srodka Kuli.
                                                    Tam bede mogl dokonac pelnego rytualu"
                                                    Krysztal zaczal jasniec czerwonym blaskiem, ktory powoli oblal D'e-geana i
                                                    jego bylego mistrza. Moc Ciemnej Strony splynela na obu.
                                                    Moc, ktora bardzo byla im potrzebna, gdyz Siedmiu powoli ruszylo do przodu.
                                                    Ostrza ich swietlistych broni <tu zostawiam opis dla Twojej wyobrazni,
                                                    Diganie ;))> blyszczaly przedwiecznym, szkarlatnym blaskiem...
                                                    A tymczasem na Couruscant i niebie nad planeta szalala najstraszliwsza bitwa,
                                                    jaka Republika widziala w swoich dziejach...
                                                  • Gość: digan Re: perła IP: *.pl / 217.117.129.* 17.11.02, 18:51
                                                    darthazubin napisał:

                                                    > Gość portalu: digan napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Postacie te były szare, utkane z takiej mgły jak Azubin. Twarze ich były
                                                    > dkryte
                                                    > >
                                                    > > pod kapturem, palce szybko wędrowały po rękojeściaach mieczów.
                                                    > > - Czekaj, Azubinie, chwila moment - szepnął D`e-gean.
                                                    > > Rozpłynąl się na chwilę, by pojawić się na powrót w lekkiej mgle.
                                                    > > - Moja przemiana nie była tak silna jak twoja... to wszystko dzięki
                                                    > > kryształowi - Powiedział.
                                                    > > Odpalili swoje miecze. Już wiedział, że Azubin przewidywał tą chwilę od
                                                    > dawna.
                                                    > > Stąd ten miecz, który mu podarował..
                                                    > > Postacie nadal stały bez ruchu. Jednak zaczeła obok nich rosnąć niebezpecz
                                                    > na,
                                                    > > czerwona poświata.
                                                    > > Ich bronie nagle błysnęły...
                                                    > > < i tu mam pytanie, czy renegaci mają zwykłe miecze, czy raczej jakieś
                                                    > > udziwniane bronie, typu ten bicz świetlny?>
                                                    >
                                                    > <moim zdaniem najlepsze bylyby normalne miecze, ale w zasadzie nie mam nic
                                                    > przeciwko roznym udziwnieniom, zwlaszcza jesli pasuje Ci to do jakiegos
                                                    ladnego
                                                    >
                                                    > opisu ;)))>
                                                    >
                                                    > Siedmiu zatrzymalo sie.
                                                    > Najpierw poslali swoich uczniow. D'e-gean i Azubin dzialali instynktownie.
                                                    > Jednoczesnie skoczyli do przodu, rozpolawiajac przeciwnikow stojacych
                                                    > najblizej. Kilku usilowalo stawic im opor, bylo to jednak daremne. Nic nie
                                                    > moglo powstrzymac wscieklej furii Lorda Sith i jego bylego ucznia.
                                                    > Pozostali uczniowie Renegatow niepewnie cofneli sie pare krokow. Od
                                                    > dziesiecioleci byli szkoleni w walce... ale przez caly ten czas przekonywano
                                                    > ich, ze sily Republiki nie osmiela sie stawic im oporu, ze wszyscy beda padac
                                                    > przed nimi i prosic o laske... Tymczasem ich silom na planecie przeciwstawila
                                                    > sie ogromna armia, ich flota w przestrzeni powietrznej Couruscant napotkala
                                                    > opor Jedi, a oni sami... oni sami stali naprzeciw dwoch najstraszliwszych
                                                    > wojownikow, jakich znala ludzkosc... ktorym nikt <no, moze poza Najwiekszym
                                                    > Zyjacym Jei ;)))> nie byl sie w stanie przeciwstawic.
                                                    > "D'e-geanie" Azubin przeslal wiadomosc telepatyczna "Oni beda probowali nas
                                                    > zatrzymac. Czas dziala na ich korzysc. Musze dostac sie do samego srodka
                                                    Kuli.
                                                    > Tam bede mogl dokonac pelnego rytualu"
                                                    > Krysztal zaczal jasniec czerwonym blaskiem, ktory powoli oblal D'e-geana i
                                                    > jego bylego mistrza. Moc Ciemnej Strony splynela na obu.
                                                    > Moc, ktora bardzo byla im potrzebna, gdyz Siedmiu powoli ruszylo do przodu.
                                                    > Ostrza ich swietlistych broni <tu zostawiam opis dla Twojej wyobrazni,
                                                    > Diganie ;))> blyszczaly przedwiecznym, szkarlatnym blaskiem...
                                                    > A tymczasem na Couruscant i niebie nad planeta szalala najstraszliwsza
                                                    bitwa,
                                                    >
                                                    > jaka Republika widziala w swoich dziejach...

                                                    "Okej. Ja się nimi zajme, przynajmiej na chwile..." przesłał wiadomoś