olenia1974
04.04.15, 05:14
W ksiazkach pani MM jest duzo PERELEK absurdu.
W Czarnej polewce,dziesiecioletni Jozinek odbiera od Rozy Mile zeby ja uspokoic.
"W jego ramionach uspokoila sie od razu. No, nic dziwnego. Po pierwsze, wychowal juz jedno dziecko, czyli wlasna siostre. Po drugie, pilkarz po prostu musi miec dobry uchwyt.A niemowle, o czym sie przekonal, noszac niegdys Lusie, od razu wyczuwa kto cechuje sie pewnoscia i kto jest daleki od zdenerwowania."
Dobry uchwyt potrzebny w pilce noznej? No, chyba ze bramkarz.
Wedlug MM 4letnie dziecko swietnie sie nadaje do noszenia niemowlat, bo tyle mial Jozinek jak sie urodzila Lusia. Kto wogole by dal do noszenia, albo zostawil pod opieka 4latka niemowle? Pani MM jest kompletnie bez wyobrazni, albo jest niodpowiedzialna wariatka.Moze nie pamieta tresci wlasnych ksiazek, a wlasciwie to raczej stara sie przekazac jak najwiecej swoich absurdalnych swiatopogladow , ze zapomina o logice tresci. Chyba ze swoich czytelnikow, tak jak prawie wszystkich ludzi, uwaza za totalnych matolow ,bez cienia rozumu i inteligencji, wiec nie ma dla kogo sie starac. Ja juz od Kalamburki, czytam Jezycjade tylko z ciekawosci do czego przyczepi sie nastepnym razem i zeby wylapywac te wszystkie perelki absurdu. Na szczescie mozna te ksiazki wypozyczyc w bibliotece, albo znalezc na internecie. Szkoda mi wydawac pieniedzy no kogos kto nie szanuje swoich czytelnikow.
W corce Robrojka jest opisany pokoj dziewczynek.
"Pokoj dziewczynek byl waski, dlugi i mial tylko jedno okno, wychodzace na ulice Zacisze.Jego ciekawa cecha bylo to, ze przez jedna i te sama sciane sasiadowal zarowno z kuchni, jak z lazienka."Gdzie ta WSPOLNA sciana?
Z Mcdusi wynika ze pokoj dziadkow byl po przeciwnej stronie niz kuchnia.
A rozmiar zielonego pokoju to juz wogole rosnie z czasem.Na weselu Laury bawilo sie ponad 30 osob.Bylo miejsce na zsuniete stoly, pianino, miejsce do tanczenia, zabawy i bieganine dzieci i szeroko otwarte dwuskrzydlowe drzwi. W kazdym tomie jest cos sie zmienia.Nic sie nie trzyma kupy.
Wedlug mnie po wszystkim co Gizela zrobila dla Mili i jej rodziny, nazywanie jaj pania Trak albo starsza znajoma pania jest absolutnie koszmarne.Glupie tlumaczenie ze Gizela usunela sie w cien zeby sie nie wtracac a potem wyprowadzila z Poznania jest idiotyczne.Zeby dzieci Mili ktora Gizela wychowala nie nazywaly jej babcia i wogole nie czuly sie z nia zwiazane ani nie zainteresowane. Nie bylo wspolnych swiat , odwiedzin czy wakacji, (nawet na pogrzeb pojechala tylko Mila z Ignacym).Jest to dla mnie bardzo razaca niewdziecznosc i cala rodzina Borejkow stracila w moich oczach.
W ksiazkach gdzies od polowy cyklu zaczelo sie pojawiac coraz wiecej katolickiej filozofii, religijnosci , uduchowienia i moralizowania. Kompletnie to nie pasuje do tego jak byla potraktowana PANI Trak. Na to jest tylko jedno okreslenie HIPOKRYZJA. Cala sprawa z Januszem Pyziakiem tez mi sie niepodoba.Rozumiem ze zawiodl na calej linii ale zeby dzieciom nie pokazac zdjec ojca,nie probowac sie czegos dowiedziec o nim , uniesc sie honorem nie patrzac na potrzeby dzieci to tez egoizm i glupota.
Ofiara milczenia? .Nie cierpie jak matki zaslaniaja swoj egoizm "poswieceniem sie dla dzieci" .Pyziak postapil bardzo zle, ale znajac Borejkow to nawet jakby chcial kontakt z samymi dziecmi to by bylo mu bardzo ciezko i napewno by mu tego nie ulatwili. Zreszta ,jak raz sie pojawil to Mila wyrzucila go i dala wyraznie do zrozumienia ze ma znikac i nie wracac.
Jak on smial zostawic swietom Gabrysie? Wzgardzic taka cudowna rodzina?
Jak chore musialy byc relacje w tym domu ,skoro Laura zdecydowala sie nie mowic czego dowiedziala sie o Pyziaku i jego nowej rodzinie u ciotki w Toruniu? I czemu nagle Pyziak okazal sie prostym , niewychowanym chamem w Jezyku Trolii? Jakos w pierwszych tomach nic o jego chamstwie i prostocie nie bylo.A skoro tak bylo, to czemu tacy madrzy, inteligentni,cudowni ludzie jak Borejkowie dali sie tak nabrac i czemu przez lata swietnie sie z nim dogadywali?
Czemu prawie wszyscy bohaterowie, ktorych MM lubi sa tacy piekni? Podobno uroda to nie wszystko.
Czemu wszyscy musza byc wybitnie uzdolnieni przynajmniej w jednej dziedzinie? Sami geniusze!
Od kiedy to bycie zwyklym, przecietnym,dobrym, uczciwym czlowiekiem nie zasluguje na szacunek?
A juz te pieknie sklepione czola, meski zdrowy rozum, krotko obcieci mlodziency o koniecznie BRZYDKICH czaszkach, przewlekle opisy przyrody,Lacina, Mozart ,Mickiewicz, umilowanie poezji, historia starozytna, cytaty powoduja u mnie juz tylko niesmak. Nie mam nic przeciwko zadnej z tych rzeczy, ale ocenianie ludzi na podstawie stosunku do nich jest aroganckie.
W Pulpecji Gabrysia mowi, ze jesli czlowiek probuje sobie wszystko uporzadkowac i sprowadzic do kilku prostych prawd to swiat staje sie mniej skomplikowany a zycie prostsze, wiec skad u MM takie nierealne wymagania W ksiazkach pani MM jest duzo PERELEK absurdu.
W Czarnej polewce,dziesiecioletni Jozinek odbiera od Rozy Mile zeby ja uspokoic.
"W jego ramionach uspokoila sie od razu. No, nic dziwnego. Po pierwsze, wychowal juz jedno dziecko, czyli wlasna siostre. Po drugie, pilkarz po prostu musi miec dobry uchwyt.A niemowle, o czym sie przekonal, noszac niegdys Lusie, od razu wyczuwa kto cechuje sie pewnoscia i kto jest daleki od zdenerwowania."
Dobry uchwyt potrzebny w pilce noznej? No, chyba ze bramkarz.
Wedlug MM 4letnie dziecko swietnie sie nadaje do noszenia niemowlat, bo tyle mial Jozinek jak sie urodzila Lusia. Kto wogole by dal do noszenia, albo zostawil pod opieka 4latka niemowle? Pani MM jest kompletnie bez wyobrazni, albo jest niodpowiedzialna wariatka.Moze nie pamieta tresci wlasnych ksiazek, a wlasciwie to raczej stara sie przekazac jak najwiecej swoich absurdalnych swiatopogladow , ze zapomina o logice tresci. Chyba ze swoich czytelnikow, tak jak prawie wszystkich ludzi, uwaza za totalnych matolow ,bez cienia rozumu i inteligencji, wiec nie ma dla kogo sie starac. Ja juz od Kalamburki, czytam Jezycjade tylko z ciekawosci do czego przyczepi sie nastepnym razem i zeby wylapywac te wszystkie perelki absurdu. Na szczescie mozna te ksiazki wypozyczyc w bibliotece, albo znalezc na internecie. Szkoda mi wydawac pieniedzy no kogos kto nie szanuje swoich czytelnikow.
W corce Robrojka jest opisany pokoj dziewczynek.
"Pokoj dziewczynek byl waski, dlugi i mial tylko jedno okno, wychodzace na ulice Zacisze.Jego ciekawa cecha bylo to, ze przez jedna i te sama sciane sasiadowal zarowno z kuchni, jak z lazienka."Gdzie ta WSPOLNA sciana?
Z Mcdusi wynika ze pokoj dziadkow byl po przeciwnej stronie niz kuchnia.
A rozmiar zielonego pokoju to juz wogole rosnie z czasem.Na weselu Laury bawilo sie ponad 30 osob.Bylo miejsce na zsuniete stoly, pianino, miejsce do tanczenia, zabawy i bieganine dzieci i szeroko otwarte dwuskrzydlowe drzwi. W kazdym tomie jest cos sie zmienia.Nic sie nie trzyma kupy.
Wedlug mnie po wszystkim co Gizela zrobila dla Mili i jej rodziny, nazywanie jaj pania Trak albo starsza znajoma pania jest absolutnie koszmarne.Glupie tlumaczenie ze Gizela usunela sie w cien zeby sie nie wtracac a potem wyprowadzila z Poznania jest idiotyczne.Zeby dzieci Mili ktora Gizela wychowala nie nazywaly jej babcia i wogole nie czuly sie z nia zwiazane ani nie zainteresowane. Nie bylo wspolnych swiat , odwiedzin czy wakacji, (nawet na pogrzeb pojechala tylko Mila z Ignacym).Jest to dla mnie bardzo razaca niewdziecznosc i cala rodzina Borejkow stracila w moich oczach.
W ksiazkach gdzies od polowy cyklu zaczelo sie pojawiac coraz wiecej katolickiej filozofii, religijnosci , uduchowienia i moralizowania. Kompletnie to nie pasuje do tego jak byla potraktowana PANI Trak. Na to jest tylko jedno okreslenie HIPOKRYZJA. Cala sprawa z Januszem Pyziakiem tez mi sie niepodoba.Rozumiem ze zawiodl na calej linii ale zeby dzieciom nie pokazac zdjec ojca,nie probowac sie czegos dowiedziec o nim , uniesc sie honorem nie patrzac na potrzeby dzieci to tez egoizm i glupota.
Ofiara m