pi.asia
11.09.16, 23:20
Oczywiście wiemy, że ślubny bukiet Mili to były groszki od Gizeli.
Ale czy na pewno?
Wątpliwości zalęgły się we mnie podczas lektury Pulpecji, gdzie stoi wyraźnie:
Jej własny ślubny bukiet - pamiętała to do dziś - składał się z trzech białych goździków.
W Kalamburce dowiadujemy się, że Ignacy zapomniał, gdzie zamówił bukiet, więc w ostatniej chwili nabył te oto trzy białe goździki.
W dwóch książkach występują więc trzy białe goździki. Natomiast co do groszków nie mamy pewności. W Kalamburce padają słowa, że Mila, po ubraniu się w biały kostiumik wyjęła z lodówki bukiet groszków. A później Ignacy przynosi goździki. I nie jest napisane, które kwiaty Mila wybrała! Być może zdecydowała się na kwiaty od Ignacego, wiedząc, że w kościele, wśród ludzi, Gizela już nie będzie się awanturować. I być może dlatego pół wieku później groszki na siłę wcisnęła Laurze, żeby pośmiertnie okazać lojalność wobec Gizeli...
Swoją drogą, nie jestem w stanie pojąć, czemu Gizela nie ujawniła, dlaczego te groszki są takie ważne. Nie byłoby dzikiego oporu Mili "już ty mnie dzisiaj nie wychowuj", wręcz przeciwnie - dziewczyna byłaby wdzięczna i wzruszona!
Temat pewnie obrobiony ze wszystkich stron, a może i nie...