Dodaj do ulubionych

Dziecko Laury

14.11.16, 08:51
Dzięki uprzejmości Forumowiczek wreszcie przebrnęłam przez ostatnie dwa tomy Jeżycjady. Ostrzeżona spojlerami wiedziałam, że Laura jest w ciąży, ale i tak zebrało mi się na okołodziecięcą refleksję. Może dlatego, że siedzę (buahaha!) na urlopie (buahahaha!) macierzyńskim i zrobiłam się monotematyczna. Jeśli dubluję wątek, to wybaczcie. Uświadomiłam sobie mianowicie, że nie kojarzę ani jednego (z chwalebnym wyjątkiem małej Irenki) jeżycjadowego niemowlaka, który zachowywałby się normalnie. I ani jednego jeżycjadowego rodzica niemowlaka (z chwalebnym wyjątkiem rodziców małej Irenki), który też zachowywałby się zrozmiale. Irenka miała kolki, płakała po nocach, nie chciała spać. Jej mama była zestresowana i przerażona, początkowo bała się jej dotknąć, czuła się bezradna. Opieka nad dzieckiem przedstawiona była jako coś wyczerpującego, ale jednocześnie wspaniałego - przecież wszyscy tam Irenkę pokochali, a mama Żakowa nawet nie chciał, by Krystyna i jej mąż się wyprowadzili. A później? Mamy Gabę na Ignacym Grzegorzem, małym geniuszem, który leży grzecznie w łóżeczku i patrzy mądrze. Mamy Różę z Milą w ramionach, zachwyconą i uduchowioną. Mamy małego Kazimierza, który w wieku ośmiu miesięcy dużo śpi. Nikt z Borejków nie jest wyczerpany płaczem niemowlaka. Nikt nie jest sfrustrowany, nikt nie ma depresji poporodowej. Dziec głównie śpią, pachną, uśmiechają się i patrzą mądrze. Żadna z matek nie ma problemu z organizacją czasu, nie jest znudzona czy wkurzona ciągłą opieką nad maluchem. Nie ma problemów z karmieniem piersią, Róża - młoda matka pierwszego dziecka - nie ma lęków, wahań, nie czuje niepewności. Zastanawiam się wiec, jakie będzie dziecko Laury i Laura przy nim. Nie żal jej rezygnować z kariery wokalnej na rzecz wychowania potomka? Nie będzie sfrustrowana siedzeniem w domu pośrodku niczego z wrzeszczącym pisklakiem? Chciałabym o tym poczytać, zwłaszcza że Musierowicz potrafiła to zrobić - wpleść wątek dziecka w wiarygodny sposób do historii o nastolatkach dla nastolatków.
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Dziecko Laury 14.11.16, 12:58
      Ona potrafila to zrobic czterdziesci lat temu :(

      Ja sadze, ze Laury i jej potomka nie zobaczymy, najwyzej beda wzmianki, ze piekne, madre i zdrowo bezproblemowo sie chowa, a Laurze glos jeszcze wyslicznial. Jezeli zostana pokazani, to przez chwile (jak Laura w febliku) cudowni i szczesliwi.
      MM juz niczego innego w kwestii dzieci nie napisze, a na Tygrysa, mam wrazenie, zupelnie nie ma pomyslu ani nie potrafi jej pokazac. Tygrys byl przydatny, poki Gaba przez niego plakala, teraz jest zbedny. Won do rekwizytorni.
      • verdana Re: Dziecko Laury 14.11.16, 16:37
        Mnie zastanawia jeszcze jedno, bo przeoczyłam. Czy Laura skończyła studia? Bo , ku mojemu zaskoczeniu, akurat mam wśród powinowatych in spe śpiewaczkę, studiującą w konserwatorium i wymogiem było przerwanie studiów w ciąży i pół roku po porodzie - śpiewać wtedy nie wolno.
        • marutax Re: Dziecko Laury 14.11.16, 17:26
          verdana napisała:

          > Mnie zastanawia jeszcze jedno, bo przeoczyłam. Czy Laura skończyła studia?

          Mnie też intryguje, czy Laura nadal studiuje, ale chyba nie było o tym mowy. Jeśli tak, to chyba jakieś podyplomowe robi - w "Febliku" jest rok 2013, Laura ma 28 lat. Nawet jeśli zaczęła z opóźnieniem to powinna już je skończyć. Chyba że studia muzyczne trwają dłużej?
          • pi.asia Re: Dziecko Laury 14.11.16, 18:09
            Brawo Marlepcia, świetne spostrzeżenia.

            I tak mi przyszło do głowy, że pani MM czuje się w jakiś sposób odpowiedzialna za takie wychowanie młodego pokolenia, aby było (to pokolenie) pokorne, bogobojne, i rozmnażało się radośnie, aby wypełnić te straszne puste ramiona. No to nie może napisać, że niemowlak płacze, wymiotuje (z chwalebnym wyjątkiem Ziutka, aczkolwiek on ulewa, a nie wymiotuje), marudzi, jęczy, śpi jak kamień w dzień i ani sekundy w nocy, i w ogóle jest POTWORNIE męczący. A o młodej mamie nie może napisać, że ma wątpliwości, czy pokocha własne dziecko, że wpadła w panikę, bo małe jeszcze nie ma ząbków, a powinno zacząć ząbkować tydzień temu, bo tak piszą w książkach, że jest przemęczona, obolała i pada na pysk z niewyspania. Nie, tak nie napisze - po co straszyć przyszłe matki?

            Mamy więc sytuacje idealne - kwitnące noworodki i kwitnące ich rodzicielki. Cud, miód, ultramaryna. A życie sobie.
            • marlepcia Re: Dziecko Laury 15.11.16, 09:30
              No właśnie! I to mnie tak okropnie uderzyło, bo akurat skonfrontowałam ze sobą "Szóstą klepkę" i początek "Sprężyny". Dostałam obuchem w łeb i zaczęłam analizować. Moje macierzyństwo do szczególnie trudnych nie należy, ale nie przypominam sobie, żebym latała na różowej chmurce i beztrosko napawała się wypełnionymi ramionami. Natomiast doskonale pamiętam początkowe lęki, płacz (i mój, i progenitury), niepewność i obawy przed noszeniem/kąpielą/zarazkami/życiem. I o ile jeszcze od biedy w Ignacego Grzegorza uwierzę (trzecie dziecko Gaby, na pewno nabrała dystansu), to bezmyślny i beztroski chillout Róży mnie wkurza. Zaś ulewający ośmiomiesięczny Ziutek, który głównie dużo śpi, a tak to leży spokojnie na wersalce, kojarzy mi się tylko z jakąś poważną dysfunkcją, radośnie lekceważoną przez otoczenie.
            • kkokos Re: Dziecko Laury 15.11.16, 20:07
              pi.asia n[i]apisała:

              A o młodej mamie nie moż
              > e napisać, że ma wątpliwości, czy pokocha własne dziecko, że wpadła w panikę, b
              > o małe jeszcze nie ma ząbków, a powinno zacząć ząbkować tydzień temu, bo tak pi
              > szą w książkach, że jest przemęczona, obolała i pada na pysk z niewyspania. Nie
              > , tak nie napisze - po co straszyć przyszłe matki?
              >
              > Mamy więc sytuacje idealne - kwitnące noworodki i kwitnące ich rodzicielki. Cud
              > , miód, ultramaryna. A życie sobie.

              ja myślę, że to nie tylko kwestia nieodstraszania ewentualnych przyszłych matek, ale generalnie niezgoda na to, jak świat się zmienił. a zmienił się właśnie tak, że młode kobiety przyznają sobie prawo do zakładania stron pod hasłem "chujowa pani domu", dzielenia się refleksjami, że mają kobiecą domową krzątaninę w odwłoku, że bywają swoimi dziećmi potwornie umęczone, wkurzone, że czasem mają ochotę bachora udusić, że chcą momentami uciekać (choć oczywiście tego nie robią), że generalnie odwlekają decyzję o macierzyństwie, a potem bywają nim rozczarowane. kiedyś pewnie też takie bywały i pragnienia miewały podobne - ale głośno się o tym nie mówiło. taki kobiecy zaklęty krąg udupiania przez pokolenia - ja się męczyłam, moja matka się męczyłą, to ty, córko, też się męcz. i nie waż się pisnąć. a obecne 30-latki i młodsze się jednak ważyły.
              • neandertalka Re: Dziecko Laury 03.09.17, 22:16
                "ja myślę, że to nie tylko kwestia nieodstraszania ewentualnych przyszłych matek, ale generalnie niezgoda na to, jak świat się zmienił. a zmienił się właśnie tak, że młode kobiety przyznają sobie prawo do zakładania stron pod hasłem "chujowa pani domu", dzielenia się refleksjami, że mają kobiecą domową krzątaninę w odwłoku, że bywają swoimi dziećmi potwornie umęczone, wkurzone, że czasem mają ochotę bachora udusić, że chcą momentami uciekać (choć oczywiście tego nie robią), że generalnie odwlekają decyzję o macierzyństwie, a potem bywają nim rozczarowane. kiedyś pewnie też takie bywały i pragnienia miewały podobne - ale głośno się o tym nie mówiło. taki kobiecy zaklęty krąg udupiania przez pokolenia - ja się męczyłam, moja matka się męczyłą, to ty, córko, też się męcz. i nie waż się pisnąć. a obecne 30-latki i młodsze się jednak ważyły. "

                Tak, być może to też, ale moim zdaniem głównie chodzi o poczucie misji p. MM: należy zaludniać ten świat możliwie największą liczbą istot ludzkich.
          • tt-tka Re: Dziecko Laury 14.11.16, 18:10
            Na studia dostala sie, o ile pamietam, za drugim podejsciem. Przy czym nie wyjasniono, czy bylo to drugie podejscie do muzycznej, czy do studiow w ogole. Mature zdawala jako 19-latka, czyli zaczela studiowac majac 21 lub 22 lata. Studia na muzycznej sa czteroletnie na dyplom pierwszego stopnia, zdaje sie i dwuletnie na nastepnym etapie.
            Powinna byc juz po dyplomie.
            • tt-tka Re: Dziecko Laury 14.11.16, 18:49
              tt-tka napisała:

              Matu
              > re zdawala jako 19-latka, czyli zaczela studiowac majac 21 lub 22 lata.

              Boru, bzdury pisze. Zaczela studia jako 20- lub 21-latka. W McD powinna byc swiezo po dyplomie pierwszego stopnia albo wlasnie robic dyplom.
        • gat45 Re: Dziecko Laury 14.11.16, 18:20
          verdana napisała:

          > Mnie zastanawia jeszcze jedno, bo przeoczyłam. Czy Laura skończyła studia? Bo ,
          > ku mojemu zaskoczeniu, akurat mam wśród powinowatych in spe śpiewaczkę, studi
          > ującą w konserwatorium i wymogiem było przerwanie studiów w ciąży i pół roku po
          > porodzie - śpiewać wtedy nie wolno.

          A to dziwne !
          Znam się na śpiewie wyłącznie biernie (niech moje otoczenie Bogu dziękuje !), ale wielokrotnie czytałam w wywiadach ze śpiewaczkami lub w ich wspomnieniach, że w ciąży śpiewało im się wprost bosko. Do bodajże 6-ego miesiąca, kiedy nacisk na przeponę robił się zbyt wyraźny.
          Ale być może to dotyczy ukształtowanych już głosów, a nie na etapie ich kształtowania ? Nie wiem, ale przy okazji zapytaj, proszę, znajomą adeptkę, bardzo mnie to interesuje.
          • verdana Re: Dziecko Laury 06.09.17, 15:34
            No więc zapytałam - w ciąży jak w ciąży, ale po porodzie przez dłuższy czas śpiewać nie należy.
            • reveiled Re: Dziecko Laury 06.09.17, 16:21
              A zapytalas dlaczego? Ciekawa jestem czym to moze grozic.
              • bupu Re: Dziecko Laury 06.09.17, 17:14
                reveiled napisał(a):

                > A zapytalas dlaczego? Ciekawa jestem czym to moze grozic.

                Problemami z przepona, jak sądzę. Jest rozciągnięta po ciąży, a pozbawiona podporki w postaci macicy.
        • bupu Re: Dziecko Laury 14.11.16, 23:41
          verdana napisała:

          > Mnie zastanawia jeszcze jedno, bo przeoczyłam. Czy Laura skończyła studia? Bo ,
          > ku mojemu zaskoczeniu, akurat mam wśród powinowatych in spe śpiewaczkę, studi
          > ującą w konserwatorium i wymogiem było przerwanie studiów w ciąży i pół roku po
          > porodzie - śpiewać wtedy nie wolno.

          Skończyła, nie skończyła, teraz jej kariera wisi na kołku, co go Maszpan laubzegą wycinał. Śpiewaczka operowa musi ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Codziennie, po kilka godzin, bo umiejętności wokalne to nie jest coś, co raz nabywszy posiada się w niezmienionej postaci na wieki wieków amen. Głos niećwiczony rdzewieje, że tak powiem, bo mięśnie, odpowiadające za wydawanie dźwięków, jak każde mięśnie, bez regularnego wysiłku flaczeją.

          To teraz wyobraźcie sobie Laurę w szalecie. Z niemowlęciem i mężem, który bardzo dużo roboty zawodowej odwala w domu. Jak dziecko nie śpi, to chłop coś dłubie w papierach, a jak mu Laura rąbie pianinem i pełną piersią pocina Mozarta, czy innego Pucciniego, to on nie rozumie co czyta. Jak chłopa nie ma, to dziecko albo śpi, albo jest aktywne, nie rozumie czego mama robi taki hałas, więc samo zaczyna wydawać z siebie dźwięki i przeszkadzać. Nie da się ćwiczyć, no nie da.

          Podejrzewam jednak, że pragnienie kariery operowej to pieśń przeszłości, teraz nawrócona Laura będzie tylko dziateczki bawić i mężowi dogadzać, jak na przykładną niewiastę przystało. Ewentualnie może czasami coś zaśpiewać, jeśli autorce będzie akurat pasowało, ale o zawodowej karierze na scenie nie ma mowy.

          Zresztą... Spójrzcie na to, czego się dowiadujemy o Laurze w dwóch ostatnich tomach. Furgonetką z Jadamem ujeżdża, zagranice zwiedza, gdzieś tam śpiewała w kościele i tyle. Śpiewacy, których znam (niekoniecznie zupełnie osobiście) nie siedza na tyłku i nie czekają aż ktoś im zaproponuje główną rolę w wielkiej operze, bo wtedy z głodu by zeszli. Ponieważ zaś śpiewak operowy też człowiek i też chce jeść, odziać się przyzwoicie, mieszkać niekoniecznie w kartonie i nawet mieć na rozrywki, przeważnie mota tysiąc różnych projektów i występuje w tonie rozmaitych chałtur. Tu korepetycji wokalnych udziela, tam w kółku uczy, z koncertami okolicznościowymi jeździ po kraju, z zespołem coś na boku kręci... Mnóstwo zajęć.

          A Laura co? A Laura psińco. Jeden koncert w kościele gdzieś tam.
          • marlepcia Re: Dziecko Laury 15.11.16, 09:45
            A tak z innej beczki - z czego Laura i Maszpan będą żyć, że tak przewrotnie zapytam? Ok, załóżmy, że Adaś ma najwyższą nauczycielską pensję (co przy jego wieku jest baaardzo trudne do osiągnięcia, ale powiedzmy, że geniusz). Załóżmy, że coś z tej "Daglezji" też mają (ale nie kokosy). Laura nie zarabia, prawdopodobnie nie jest też zatrudniona na etat (śpiewacy jadą zazwyczaj na zleceniach). Nie przysługuje jej więc ani pełnopłatne zwolnienie lekarskie (jeżeli zaszłaby potrzeba skorzystania), ani urlop macierzyński. Utrzymują się więc z jednej pensji, co wobec generowanych przez dziecko wydatków (nawet zdrowe - nie wszystkie badania obowiązkowe i szczepienia są w ramach NFZ) jest ciut ponure. A szalecik trzeba ogrzać solidnie, prąd i gaz za darmo nie są, mleko modyfikowane też swoją cenę ma, a jeśli karmi piersią Laura byle czego jeść nie może.
            • tt-tka Re: Dziecko Laury 15.11.16, 12:55
              Alez, alez ! Furgonetka-dostawczak zmienila sie w miedzyczasie w pojazd klimatyzowany, oboje Fidelisy w snieznej bieli /maja na pralnie :)/, w Lozannie siedza, ile chciec, a ona do najtanszych miejsc na swiecie nie nalezy i na pewno nie bytowali tam w namiocie ani nie jechali maluchem, jak Gabon swego czasu, Laura po calej rodzinie, z Oksfordem wlacznie, wydzwania, zeby obszernie poopowiadac o swoich mdlosciach...nie maja problemow finansowych, co bylo do okazania.
              Gorzej bedzie, jak Jadama wsadza za to, na czym on naprawde zarabia :)
              • bupu Re: Dziecko Laury 15.11.16, 13:34
                tt-tka napisała:

                > Alez, alez ! Furgonetka-dostawczak zmienila sie w miedzyczasie w pojazd klimaty
                > zowany, oboje Fidelisy w snieznej bieli /maja na pralnie :)/, w Lozannie siedza
                > , ile chciec, a ona do najtanszych miejsc na swiecie nie nalezy i na pewno nie
                > bytowali tam w namiocie ani nie jechali maluchem, jak Gabon swego czasu, Laura
                > po calej rodzinie, z Oksfordem wlacznie, wydzwania, zeby obszernie poopowiadac
                > o swoich mdlosciach...nie maja problemow finansowych, co bylo do okazania.
                > Gorzej bedzie, jak Jadama wsadza za to, na czym on naprawde zarabia :)

                Znaczy się za tę amfę w różach...? :D Bo z belferskiej pensji na to wszystko nie wystarczy, ewentualne dochody z upraw w Daglezji miła rzecz, ale czy jest tego aż tyle, żeby się tarzać po Lozannach i beztrosko wydzwaniać do Oksfordów? Nie ma bata, ten Maszpan musi coś w zielsku szmuglować.

                A swoją drogą tu znowu bezlitośnie wyłazi jak bardzo MM ma nierealistyczny pomysł na Maszpaństwo. Mają dostateczną ilość kasy, żeby beztrosko wojażować po nie najtańszych fragmentach Europy, ale zamiast normalnego domu stawiają sobie szalet w krzakach. Z jednym dzieckiem im tam będzie ciasno, a wiadomo, że u Borejków na jednym potomku się nie poprzestaje.

                I pamiętam, że jakaś rozbudowa sławojki miłości się szykowała, ale tu wyłazi następny problem. Otóż trudno rozbudować roskoszny malutki domeczek o dwuspadowym dachu, bez zrobienia z tegoż domeczku straszydła, to raz. Dwa, toto stoi pośrodku plantacji i każda rozbudowa będzie wiązała się z dewastacją roślin. Czyli stratami finansowymi. Taka dobudówka też musi mieć fundamenta, a to nie czasy Reymonta, nie wystarczy paru kamulców przytargać, musi wjechać koparka i zrobić wykopy, potem betoniara z betonem na ławy... I co, ma to wszystko popylać przez plantację, manewrując wśród zieleni na sprzedaż? Bez sensu tak bardzo...
                • tt-tka Re: Dziecko Laury 15.11.16, 14:11
                  bupu napisała:

                  .
                  > > Gorzej bedzie, jak Jadama wsadza za to, na czym on naprawde zarabia :)
                  >
                  > Znaczy się za tę amfę w różach...? :D .

                  Ja wiem, czy to amfa akurat ? W roze mu nie zagladalam...
                  Z tej plantacji zyja panstwo Fidelisowie starsi, syn Krzysztof z zona (oni wszyscy wylacznie z daglezji) i Adam z Laura. Starsi panstwo choruja, co zwykle kosztuje.
                  Nie ma bata, udzialy w rodzinnym biznesiku i pensja nauczycielska (bez bokow) na jadamowo-laurkowe fanaberie slabo by wystarczyly.


                  >

                  > I pamiętam, że jakaś rozbudowa sławojki miłości się szykowała, ale tu wyłazi na
                  > stępny problem. Otóż trudno rozbudować roskoszny malutki domeczek o dwuspadowym
                  > dachu, bez zrobienia z tegoż domeczku straszydła, to raz. Dwa, toto stoi pośro
                  > dku plantacji i każda rozbudowa będzie wiązała się z dewastacją roślin. Czyli s
                  > tratami finansowymi. Taka dobudówka też musi mieć fundamenta, a to nie czasy Re
                  > ymonta, nie wystarczy paru kamulców przytargać, musi wjechać koparka i zrobić w
                  > ykopy, potem betoniara z betonem na ławy... I co, ma to wszystko popylać przez
                  > plantację, manewrując wśród zieleni na sprzedaż? Bez sensu tak bardzo...


                  Moze faktycznie, jak Agafia prorokowala, dobuduja pieterko przyczepione do swierka, taki nadrzewny domek ? A przy kolejnym dziecku nastepne pieterko...
                  Zimno mi sie zrobilo.
                  • aadrianka Re: Dziecko Laury 15.11.16, 14:24
                    > Moze faktycznie, jak Agafia prorokowala, dobuduja pieterko przyczepione do swie
                    > rka, taki nadrzewny domek ? A przy kolejnym dziecku nastepne pieterko...
                    > Zimno mi sie zrobilo.

                    Zwizualizowało mi się domostwo Weasley'ów. Zresztą kto wie, może u potomstwa Laury uwidocznią się ukryte do tej pory właściwe - borejcze- geny i potomstwo będzie rude? A szalet jak każda szanująca się siedziba czarodziejów, większy w środku niż na zewnątrz...
                • kkokos Re: Dziecko Laury 15.11.16, 19:55
                  bupu napisała:


                  > A swoją drogą tu znowu bezlitośnie wyłazi jak bardzo MM ma nierealistyczny pomy
                  > sł na Maszpaństwo. Mają dostateczną ilość kasy, żeby beztrosko wojażować po nie
                  > najtańszych fragmentach Europy, ale zamiast normalnego domu stawiają sobie sza
                  > let w krzakach.

                  bo nie są materialistami. materialiści pakują pieniądze w domiszcze ala gargamel, ludzie żyjący wyższymi wartościami podróżują. a podróże wszędzie są drogie tak samo - tak nam się wydawało, gdy mało podróżowaliśmy w prl, więc czemu się tej opinii nie trzymać?

                  Z jednym dzieckiem im tam będzie ciasno, a wiadomo, że u Borejk
                  > ów na jednym potomku się nie poprzestaje.

                  a ty wiesz, jaki kokosy zaoszczędzą na antykoncepcji???? na wieżowiec na drzewie starczy, nie tylko na nadbudówkę!
                  • bupu Re: Dziecko Laury 15.11.16, 20:43
                    kkokos napisała:

                    > bupu napisała:
                    >

                    > bo nie są materialistami. materialiści pakują pieniądze w domiszcze ala gargame
                    > l, ludzie żyjący wyższymi wartościami podróżują. a podróże wszędzie są drogie t
                    > ak samo - tak nam się wydawało, gdy mało podróżowaliśmy w prl, więc czemu się t
                    > ej opinii nie trzymać?

                    Ja tam nie wiem jak pani MM, ale ja osobiście z PRL pamiętam jednakowoż świadomość, że podróże zagraniczne kosztują drożej niż krajowe, a już na zgniły zachód to w ogóle był cymes finansowo osiągalny dla nielicznych. O rekreacyjnych podróżach mówię.

                    Poza tym między sławojką w krzakach, a wyllą o niezliczonych metrach kwadratowych, z pisięcioma balkonami, salonem w którym Mazowsze może odtańczyć mazura, oraz wieżą, jest mnóstwo rozwiązań pośrednich. Na przykład nieduży, acz normalny dom, w którym można wygodnie mieszkać i który ewentualną rozbudowę ma wpisaną w projekt. I który nie stoi na środku cholernej plantacji.

                    > Z jednym dzieckiem im tam będzie ciasno, a wiadomo, że u Borejk
                    > > ów na jednym potomku się nie poprzestaje.
                    >
                    > a ty wiesz, jaki kokosy zaoszczędzą na antykoncepcji???? na wieżowiec na drzewi
                    > e starczy, nie tylko na nadbudówkę!

                    Kokosy, banany i ananasa z pióramy. Nie no, ja wiem, że się okaże, iż zręczny Adam przerobił te szafy ścienne w grubych murach szaletu (szalet obronny?) na niezliczone komnaty, a z resztek po budowie szklarni postawił Larwie salę koncertową, coby se mogła pośpiewać, bez opuszczania rodzinnego gniazdka, ja wiem. I wcale mnie to nie cieszy.
                    • marlepcia Re: Dziecko Laury 16.11.16, 08:16
                      Talent wokalny Laury ograniczy się po porodzie do śpiewania kołysanek dziecięciu (tu spodziewam się ckliwego opisu, jak to popłakujące niemowlę łagodnieje i powoli rozciąga bezzębne dziąsełka w świetlistym uśmiechu pod wpływem cudnej urody słodkich dźwięków rozlewających się po malutkim domku za sprawą Laury, która w ten niezawodny sposób wprawia w stan błogości lube pacholę. Dziecię zasypia, a powoli milknące słowa kołysanki rozlewają się po plantacji, docierając do uszu rozanielonego pana Gruszki i długo jeszcze wibrują w powietrzu czysto i świeżo). Jakoś nie wydaje mi się bowiem, żeby kariera śpiewaczki dała pogodzić się z macierzyństwem tak jak kariera na przykład nauczycielki (albo laryngologa, bo to świetna specjalizacja dla matki!). Jeśli Laura nie ma zostać przedstawiona jako matka wyrodna tylko przykładna, to żegnajcie sale koncertowe!
                      • 3piota Re: Dziecko Laury 16.11.16, 08:58
                        marlepcia napisała:
                        > Dziecię zasypia, a powoli milknące słowa kołysanki rozlewają się po plantacji,

                        i od razu ta scena mi w oczach staje


                    • kkokos Re: Dziecko Laury 16.11.16, 18:27
                      >>>>>>>Ja tam nie wiem jak pani MM, ale ja osobiście z PRL pamiętam jednakowoż świadomość, że podróże zagraniczne kosztują drożej niż krajowe, a już na zgniły zachód to w ogóle był cymes finansowo osiągalny dla nielicznych. O rekreacyjnych podróżach mówię.

                      no przecież dokładnie to piszę! tylko dziś już wiemy, że są podróże zagraniczne tańsze i droższe, więc można wysłać swych młodych bohaterów na wakacje wiarygodne lub nie. można im w jakimś zdaniu kazać odkrywać uroki pragi, a nie szwajcarii - no chyba że się tkwi w perelowskiej pogardzie dla innych demoludów, kiedy to się pogardzało tymi, co jeździli na wczasy do bułgarii: sąsiad z cielakiem w piwnicy na pewno tam był!

                      >>>Poza tym między sławojką w krzakach, a wyllą (...) jest mnóstwo rozwiązań pośrednich.

                      ale kogo ty chcesz przekonywać do oczywistości? nas? :)
                      • pi.asia Re: Dziecko Laury 16.11.16, 19:56
                        Feblika mi się nie chce czytać drugi raz, wystarczy jeden. Nie sprawdzę więc, jak to było z tymi wakacjami Laury i Adama w Lozannie. Ale nasuwa mi się myśl podejrzliwa i paskudna.

                        Otóż wcale nie muszą być wielce bogaci, żeby sobie podróżować po Europie. Najzwyczajniej w świecie Laura tak się zaniedbała śpiewaczo, że pozostała jej li i jedynie możliwość śpiewania w jakowymś chórze. Menadżer tegoż chóru obrotnym człowiekiem jest, więc chór koncertuje po kościołach w caluśkiej Europie. Laurze mogła się trafić jakaś większa partia solowa, śpiewana z towarzyszeniem chóru, więc twardo trzyma się wersji swojego koncertu. Adam, jako osoba nieśpiewająca, być może wkręcił się do ekipy technicznej - furgonetką wozi koncertowe ciuchy chórzystów, nuty, pulpit dyrygenta i inne ważne dla śpiewaków rzeczy. W ten sposób dorabia do nauczycielskiej pensji, a czy przypadkiem czegoś dodatkowo nie przewozi, tego nie ujawnia. Oczywiście oboje przed rodziną trzymają fason, że tacy bogaci, że całe lato w Europie, panie tego. Nawet Autorce nie ujawnili straszliwej prawdy.

                        Uprzedzając pytania: w latach osiemdziesiątych właśnie z chórem zjeździłam całą Europę. Mieszkaliśmy (i koncertowaliśmy) m.in. w Hiszpanii, Walii, Francji, Szwajcarii, Austrii, Włoszech... Tydzień mieszkaliśmy na Lazurowym Wybrzeżu, konkretnie w St. Raphael (tuż koło St. Tropez). Czyli w jednym z najdroższych miejsc w Europie.
                        Spanie i wyżywienie na takich wyjazdach zapewniał organizator koncertów czy festiwalu. Zwykle było to spanie u okolicznych mieszkańców, którzy zgłosili chęć goszczenia chórzystów.

                        Może więc wakacje Adama i Laury też tak wyglądają.....
                      • tt-tka Re: Dziecko Laury 16.11.16, 19:57
                        kkokos napisała:

                        dziś już wiemy, że są podróże zagraniczne
                        > tańsze i droższe, więc można wysłać swych młodych bohaterów na wakacje wiarygo
                        > dne lub nie. można im w jakimś zdaniu kazać odkrywać uroki pragi, a nie szwajca
                        > rii - no chyba że się tkwi w perelowskiej pogardzie dla innych demoludów, kiedy
                        > to się pogardzało tymi, co jeździli na wczasy do bułgarii: sąsiad z cielakiem
                        > w piwnicy na pewno tam był!


                        Ja tez bylam. I nawet mialam piwnice :)
                        Choc zamrazarki ani cielaka w tej piwnicy juz nie.
                        Wtedy tez mozna bylo jezdzic drozej - hotel w Zlotych Piaskach - albo taniej - prywatna kwatera w Balcziku - albo jeszcze taniej - kamping w dowolnym miejscu bulgarskiego wybrzeza.
                        tyle ze tam i wtedy to czlowiek caly dzien siedzial w Morzu Czarnym, wieczorem smakowal miejscowe specjaly, a jak juz sie przyzwyczail do upalow, to i pozwiedzal. Bylo co ogladac.
                        A te Fidelisy nieszczesne tablice pamiatkowa po Mickiewiczu zobaczyli...
        • mozambique Re: Dziecko Laury 09.12.16, 12:14
          akuart MAłgorzata Walewska chwaliła sie ze konkurs u Pavarottiego wygrała bedąc w 8 miesiacu ciąży, wiec chyab coś nie tego ...
          • gat45 wywiad z Aleksandrą Kurzak 09.12.16, 12:54
            www.tygodnikprzeglad.pl/spiewaczka-spelniona/
            – Ale zdarzało się, że dziewczyny grały w operze w zaawansowanej ciąży! Ja też widziałam takie przypadki, niedawno gruzińską śpiewaczkę w barcelońskiej operze, która z pokaźnym brzuchem śpiewała rolę Donny Fiorilli w operze Rossiniego „Turek we Włoszech”. To zabawna rola, bo wokół głównej bohaterki kręcą się operowy mąż i dwaj amanci zakochani po uszy i właściwie nie bardzo było wiadomo, z kim ta ciąża. Okazało się, że „nowy element scenografii” – pokaźny brzuch z owocem miłości – wniósł nową obyczajowo-artystyczną wartość do scenicznego tekstu sprzed 200 lat.
            Jak publiczność przyjęła tę „nową wartość”, czyli śpiewaczkę?
            – Bardzo ciepło, z aplauzem! Widać było, że nie ma to znaczenia. Do opery przychodzi się na świetne głosy i najpierw się słucha, a dopiero potem ogląda
            • tt-tka Re: wywiad z Aleksandrą Kurzak 09.12.16, 15:40
              Moze to zastrzezenie o niespiewaniu w koncowce ciazy i krotko po dotyczy studentek ? Nie dojrzalych (glosowo) spiewaczek, ktore potrafia juz doskonale operowac wszystkimi miesniami i perfekcyjnie pracowac tym latwym do uszkodzenia instrumentem, jakim jest ich cialo ?
              Pojecia nie mam, tak sobie na chlopski rozum dywaguje.
              • gat45 Re: wywiad z Aleksandrą Kurzak 09.12.16, 16:10
                Nie.
                Poczytałam sobie sporo na ten temat, ale nie po polsku, więc nie linkuję. Ani divy, ani chórzystki - nawet w młodzieżowych chórach - nie zaprzestają śpiewu w ciąży z powodu ciąży jako takiej. We francuskich konserwatoriach nie ma mowy o zakazie śpiewu dla brzemiennych studentek. Jak już pisałam, zeznania zainteresowanych mówią wprost o "boskiej łatwości" z jaką w ciąży przychodziło im to, co przedtem wykonywały z pewnym trudem. Jedna diva światowej sławy twierdzi, że po pierwszej ciąży wróciła do warunków głosowych sprzed, więc podczas drugiej specjalnie "zapamiętywała" swoje gardło i przeponę i udało jej się zachować te większe możliwości.
                Ale wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby w Polsce było inaczej. No bo niech taka studentka oskarży uczelnię o spowodowanie czegokolwiek, co poszłoby nie tak...
                • minerwamcg Re: wywiad z Aleksandrą Kurzak 15.11.17, 14:13
                  No więc to wszystko powyżej po pierwsze, a po drugie, jak babcię kocham, znam osobiście kilka i solistek, i chórzystek operowych/operetkowych - znakomita większość dzieci MA, i to niekoniecznie po jednej sztuce. Więc chyba jakoś je urodziły i odchowały, nie rezygnując przy tym z pracy zawodowej, bo śpiewają i występują w dalszym ciągu.
    • marutax Re: Dziecko Laury 14.11.16, 18:46
      Jeszcze Gaba w "OwR" jest w miarę normalną matką dla Pyzy. Pomijam jej sytuację, rezygnację ze studiów, warunki finansowe itd., bo to wszystko było już omawiane w kilku wątkach. Ale sama relacja matka-małe dziecko jest ok. Pyza nie chce kaszki, trzeba poświęcać jej czas i uwagę, Gaba boi się, ze telefon ją obudzi... To drobne scenki, ale na ich podstawie można ocenić, że mała Róża jest zwyczajnym dzieckiem, a Gaba normalną matką. Jeszcze.
      • pi.asia Re: Dziecko Laury 14.11.16, 22:02
        marutax napisał(a):

        , Gaba boi się, ze telefon ją obudzi..

        Fragment z CzP:

        6.
        Huknęły drzwi wejściowe i mała Mila drgnęła jak od wystrzału, po czym pisnęła przez sen.
        Róża, która też trochę drzemała, zmęczona po ubiegłej, nieprzespanej nocy, zmarszczyła
        brwi i wstała z łóżka, narzucając na ramiona szlafrok. Zaraz im powie coś do słuchu.
        Dlaczego oni muszą się gromadzić właśnie pod jej drzwiami? Gwar, podniecone głosy,
        śmiechy i okrzyki, a nad wszystkim góruje piskliwy głos Ignasia. Gdyby w domu była babcia,
        już dawno przegoniłaby ich stąd do kuchni.
        Wybuch śmiechu na korytarzu był tym razem tak głośny, że dziecko się obudziło i zaczęło
        płakać. Róża wzięła je na ręce wraz z kocykiem, pohuśtała przez chwilkę, a potem, zdjęta
        ciekawością, wyjrzała na korytarz.
        (...)

        I co, uspokoiła wrzeszczącą rodzinę? A gdzie tam! Stała z dzieckiem, które "Najwyraźniej zaczynało przywykać do panujących w domu warunków: przestało płakać".

        A tak w ogóle to kiedy urodziła się Mila? Pamiętam, że w czerwcu, a dokładnie?
        Pytam, bo w CzP 9-go lipca Róża określa córeczkę mianem "noworodka".
        • marutax Re: Dziecko Laury 14.11.16, 22:25

          Pisałam o małej Pyzie w "OwR", zaznaczając, że WTEDY Gaba jest jeszcze normalną matką. Co ma do tego "Czarna polewka" i Mila?

          Cytat z "OwR": "Gabriela Borejko też usłyszała ten samolot.
          Tylko że ona jeszcze nie spała. Siedziała przy kuchennym stole, pod mocno świecącą lampą z białym kloszem, i prasowała nie kończące się koszulki, kaftaniki, bluzeczki, powłoczki oraz prześcieradła.
          W całym domu panowała cisza. (...)
          Teraz było cichutko, duży budzik tykał na półce, monotonnie brzęczała lodówka. Gabrysia odstawiła żelazko, wygładziła wyprasowaną koszulkę Pyzy i złożyła ją starannie na pół - i w tym momencie przeraźliwie zadzwonił telefon w przedpokoju, rozdzierając aksamitną ciszę nocną jak zardzewiały gwóźdź i budząc z całą pewnością Pyzunię.
          Gabriela dopadła go wspaniałym susem i błyskawicznie podniosła słuchawkę, zanim zdążył się rozdzwonić po raz drugi.
          - Halo? - rzuciła gniewnym szeptem.
          - Co pani taka dyskretna? Nic nie słyszę! - zirytowała się telefonistka po drugiej stronie przewodu. - Pani poda swój numer.
          Gabriela uczyniła to konsekwentnym półgłosem.
          - Głośniej proszę! - zażądała telefonistka dla podkreślenia swego autorytetu.
          - A figę - szepnęła groźnie Gabriela. - Tu ludzie śpią, koleżanko. O tej porze w ogóle, powiem pani szczerze, dzwonić nie wypada!"

          • pi.asia Re: Dziecko Laury 14.11.16, 23:42
            marutax napisał(a):

            >
            > Pisałam o małej Pyzie w "OwR", zaznaczając, że WTEDY Gaba jest jeszcze normalną
            > matką. Co ma do tego "Czarna polewka" i Mila?

            Porównałam zachowanie normalnej matki, jaką jest Gaba, z matką neojeżycką, czyli Różą. I tu, i tam jest hałas. Gaba reaguje naturalnie (cisza, dziecko śpi!) a Róża - szkoda gadać. Chce zareagować, ale w końcu nie robi nic.

            Belferski skrót myślowy.
            • marutax Re: Dziecko Laury 15.11.16, 09:07
              Teraz rozumiem i porównanie rzeczywiście dobrze pokazuje różnicę.
    • guineapigs Re: Dziecko Laury 15.11.16, 19:15
      Nie zapominajmy, że bycie śpiewaczką operową to także BYCIE AKTORKĄ, nie znam się ale przypuszczam, że oprócz ćwiczenia wokalnych elementów przedstawienia taka śpiewaczka ma też jakieś zajęcia z aktorstwa, w końcu jej rola nie polega tylko na wyjściu i zaśpiewaniu, ale też musi się ruszać, chodzić, współgrać z innymi na scenie. Oczywiście nie jest tego tak wiele, ile musi przepracować aktor teatralny czy/i filmowy, ale jednak - myślę - jakieś podstawy gry scenicznej taki śpiewak musi przejść. Zatem Laura jest nie tylko śpiewaczką operową, ale jest też aktorką. I tu mamy klu - Aniela też jest aktorką i bardzo lekką matką, do tego stopnia, że własnych dzieci nie rozróżnia. Znam kilka matek i ojców bliźniaków i wiem, że doskonale rozróżniają swoje bliźnięta, nie wiem jak to jest w okresie pieluchowym (może wtedy po prostu jakoś te dzieci oznaczają), ale już w wieku wczesnoprzedszkolnym nie jest to trudne dla nich, a potem jest już tylko łatwiej. Tacy ojcowie jak w Dziewczynie i Chłopaku zdarzają się tylko na potrzeby akcji. No i takie matki jak Aniela takoż.
      Ale skoro Aniela jest tą złą matką, bo jest tak zajęta swoją pasją że wszystko inne 'jej nie robi', to nielogicznym byłoby oczekiwać, że Laura byłaby inna. Ergo: Laura musi zrezygnować z kariery by być dobrą matką (a taką być musi, jako że z Rodziny) i zamiast robienia kariery scenicznej będzie np. nauczycielką śpiewu/ muzyki/rytmiki itp., jak Tosia Mamert. Przy okazji założy na swą skroń chwalebny wieniec laurowy nauczyciela. I będa, z Naszpanem Adamem, razem robić rózne przedstawienia szkolne/kościelne/w domach kultury.
      A propos, czy macie podobne do moich wrażenia, że Jezycjada staje się powoli ale systematycznie czymś na poziomie paradokumentu typu 'trudne sprawy'?
      Ceterum censeo tak z d...y kompletnie: Dorota Chotecka z Miodowych Lat (Danuta Norek) to idealna Ida Demon Skalpela czy jak tam ją nazywali koledzy. Obejrzałam ostatnio całą serię ML (kolega mi przyniósł....) i po prostu innej od tej pory Idy nie widzę.
      • kkokos Re: Dziecko Laury 15.11.16, 20:11
        >>>>Aniela też jest aktorką i bardzo lekką matką, do tego stopnia, że własnych dzieci nie rozróżnia.
        Józefina też jest aktorką i matka z niej żadna.

        >>>>>Laura musi zrezygnować z kariery by być dobrą matką (a taką być musi, jako że z Rodziny) i zamiast robienia kariery scenicznej będzie np. nauczycielką śpiewu/ muzyki/rytmiki itp., jak Tosia Mamert. Przy okazji założy na swą skroń chwalebny wieniec laurowy nauczyciela. I będa, z Naszpanem Adamem, razem robić rózne przedstawienia szkolne/kościelne/w domach kultury.

        dokładnie tak!

        >>>>>Dorota Chotecka z Miodowych Lat (Danuta Norek) to idealna Ida Demon Skalpela czy jak tam ją nazywali koledzy. Obejrzałam ostatnio całą serię ML (kolega mi przyniósł....) i po prostu innej od tej pory Idy nie widzę.

        jak będziesz miałą więcej takich wizji, to uprzedzaj, dobrze? nie chcę widzieć idy choteckiej, nie chcę, nie chcę, nie chcę <facepalm> i zaraz się okażę, że mi narzuciłaś :P
      • bupu Re: Dziecko Laury 15.11.16, 20:35
        guineapigs napisała:

        > Ceterum censeo tak z d...y kompletnie: Dorota Chotecka z Miodowych Lat (Danuta
        > Norek) to idealna Ida Demon Skalpela czy jak tam ją nazywali koledzy. Obejrzał
        > am ostatnio całą serię ML (kolega mi przyniósł....) i po prostu innej od tej po
        > ry Idy nie widzę.

        HA! Widzę, że nie tylko mnie to napadło. Z tym że mnie to akurat skutkiem oglądania Rancza. Patrzę na Więcławską, a furt Idę Pałys widzę jak żywą i nawet kozi sopran posiada.
        • zla.m Re: Dziecko Laury 16.11.16, 22:30
          Nie wiem, czy się przyznawać... Oba seriale znam, choć oba oglądam rzadko i z doskoku (jak akurat oglądam w ogóle tele, jak akurat leci, jak nie ma nic innego...). I jak rany! NIGDY nie skojarzyłam, że to ta sama osoba. Nie wiem, to chyba dla aktorki komplement :D
      • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 13.11.17, 23:43
        Laury zajęcia aktorskie zakończyły się wraz z uzyskaniem dyplomu. Jeśli będzie śpiewać w spektaklach operowych to musi się poddać woli reżysera i choreografa. Jeśli zostanie solistką występującą na koncertach po prostu to w ogóle jej aktorstwo niepotrzebne. Nawiasem mówiąc, poznałam kiedyś śpiewaczki kończące akurat akademię, występowałyśmy razem w jednym oratorium. Patrzyłam na ich pracę i byłam szczerze ciekawa, kto prowadzi z nimi zajęcia aktorskie, ile godzin i jakiej jakości, bo przysięgam, że kompletnie nie miały obycia scenicznego aktorskiego. Śpiewaczo-solowe możliwe że miały, ale w nosie miały, że pracują w zespole, można było ustawiać im ruch godzinami a i tak robiły co innego i generalnie najbardziej interesowało je czy się słodko uśmiechają. Możliwe, że miałam pecha do współpracownic.
        • potworia Re: Dziecko Laury 14.11.17, 00:09
          Nie miałaś, wielu reżyserów potwierdza, że w Polsce utalentowany aktorsko śpiewak operowy to rzadkość na miarę stepującej żaby. Pewnie swoje zajęcia aktorskie traktują z taką samą powagą jak studenci aktorstwa szermierkę czy inne kłaniania się w krynolinach (sama zresztą lepiej wiesz).
          • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:24
            Myśmy lubili i szermierkę i balet i kłanianie w krynolinach. Za to olewaliśmy skandalicznie inne przedmioty. Głównie teoretyczne, a już najbardziej pana od angielskiego, który płakał jak miał wejść do nas na zajęcia.
            • potworia Re: Dziecko Laury 16.11.17, 20:46
              Patrz, a ja chciałam uniknąć pisania o studentach aktorstwa, unikających zajęć teoretycznych, żeby Cię nie dotknąć krzywdzącym stereotypem;)
              • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 16.11.17, 21:21
                Ależ my przychodziliśmy! Tylko, że o ile ktoś nie miał referaciku to spał :)
                • potworia Re: Dziecko Laury 17.11.17, 18:43
                  Pisanie magisterek studentom aktorstwa, nazbyt zajętym próbami do dyplomu, było w pewnym momencie moją żyłą złota:-)
                  • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 17.11.17, 18:57
                    Ja znalazłam czas, żeby oprócz swojej napisać jeszcze za kaskę koledze. :) a tematy były trudne bo do żadnego z naszych tematów nie było materiałów.
        • minerwamcg Re: Dziecko Laury 15.11.17, 14:16
          Nie miałaś, idź na byle operę, większość śpiewaków - kompletne drewno. W operetce jest lepiej :) ale tam też i więcej do grania.
          • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 15.11.17, 14:46
            uff, bo myślałam, że wyrobiłam sobie krzywdzące zdanie w oparciu o zachowanie dwóch div in spe ;)
      • tcekanska Re: Dziecko Laury 18.05.19, 00:56
        alez Aniela nie jest zla matka! jest matka artystka i wszyscy sie z tego ciesza; oczywiscie mozemy Anieli odpuscic bycie matka na kazde zawolanie bo jest Bernard; zamiast matki w domu mamy fantastycznego ojca; wszystko jest w porzadku, blizniaki zdrowo rosna; z tym rozpoznawaniem ... wydaje mi sie, ze nigdy nie sa identyczne tylko bardzo ale to bardzo podobne; widzialam blizniaki jednojajowe i nawet ja po pewnym czasie moglam je rozroznic; ale moze te anieli byly identyczne; jezeli Laura zamierza pracowac na "pelny etat" to pewnie Adam bedzie bawil malenstwo, ale stawiam, ze laura bedzie mama na pelnym etacie do mniej wiecej drugiego roku zycia potomka, a potem wroci do spiewania; nie sadze, zeby zechciala udzielac sie spolecznie (moze raz do roku), to nie Laura; jak prawdziwa artystka jest egocentryczka, a poswiecac sie tez nie lubi;
        co do Idy i pani Norek, to chociaz sama z nieklamana przyjemnoscia obejrzalam miodowe lata, Idy nie widze; Ida jest jedyna w swoim rodzaju :)
    • rosynanta Re: Dziecko Laury 17.11.16, 14:45
      marlepcia napisała:

      > Dzięki uprzejmości Forumowiczek wreszcie przebrnęłam przez ostatnie dwa tomy Je
      > życjady. Ostrzeżona spojlerami wiedziałam, że Laura jest w ciąży, ale i tak zeb
      > rało mi się na okołodziecięcą refleksję. Może dlatego, że siedzę (buahaha!) na
      > urlopie (buahahaha!) macierzyńskim i zrobiłam się monotematyczna. Jeśli dubluję
      > wątek, to wybaczcie. Uświadomiłam sobie mianowicie, że nie kojarzę ani jednego
      > (z chwalebnym wyjątkiem małej Irenki) jeżycjadowego niemowlaka, który zachowyw
      > ałby się normalnie. I ani jednego jeżycjadowego rodzica niemowlaka (z chwalebny
      > m wyjątkiem rodziców małej Irenki), który też zachowywałby się zrozmiale.

      Tak! Sama niedawno miałam na stanie noworodka i rozterki Krystyny rozumiałam doskonale.
      A bakteriofobię próbuję okiełznać do dziś.

      > Mamy małego Kazimierza, który w wieku ośmiu miesięcy dużo śpi.

      I ulewa. Moje dziecko ulewało i położna mi powiedziała, że mam się tym zacząć martwić, jak nie minie w trzecim miesiącu życia. Ośmiomiesięczny ulewacz to niepokojący objaw...
      Dziecko w tym wieku jest też zwykle już mobilne, turla się, pełza, raczkuje, siada lub czyni pierwsze próby tychże. A Ziutek nic. Dużo śpi. Martwiłabym się :-P

      > Nie ma problemów z karmieniem piersią

      Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale w Jeżycjadzie nikt nie karmi piersią...
      W SK robi się herbatkę do butelki i karmi Irenkę tak zmyślnie, że ona nawet nie podejrzewa, że to nie mleko, po czym pewnej nocy odkrywa podstęp i urządza wielogodzinną awanturę. (Pokłosie Biblii Krystyny, czyli książki "Małe dziecko", która zalecała, a wręcz zabraniała dawać dziecku mleko podczas przerwy nocnej).

      W OwR Pyzunia zostaje wywieziona na spacer w wózku pełnym zapasowych butelek z mieszanką mleczną (choć może coś kręcę i to była Irenka w SK).

      Chyba w Pulpecji jest scena, w której Maciek karmi jedną z bliźniaczek butelką...
      Ziutek też dostaje kaszkę w butli od Ignacego.
      • marlepcia Re: Dziecko Laury 17.11.16, 15:02
        Takie to wszystko dziwne - przecież pani MM nie musi w ogóle opisywać dzieci i perypetii z nimi związanych, w końcu to książki dla młodych czytelników, którzy niekoniecznie mają okazję z takim problemem jak niemowlę się zmierzyć. Ale jak już to robi, to niech to będę opisy realistyczne na tyle, by nie wywoływać facepalmów! Mała Irenka w SK była fantastycznym uzupełnieniem fabuły, a jednocześnie pokazaniem, że macierzyństwo i rodzicielstwo to niekoniecznie kucykoponylandia i nie zawsze sama radość.

        Ja też sobie nie przypominam nikogo, kto karmiłby piersią, ale to akurat nie jest problem sam w sobie, nie ma obowiązku wplatać tego w fabułę. Wspomniałam o tym dlatego, że wydaje mi się, że gdy już opisujemy młodą matkę, to rozsądny pisarz, przy odrobinie dobrej woli, dysponuje całą gamą problemów, z których może skorzystać. Wśród nich na pewno te związane z karmieniem piersią (bo to też nie jest tylko sielanka) itd.
      • enesaj Re: Dziecko Laury 17.11.16, 23:45
        rosynanta napisał(a):

        > marlepcia napisała:

        >
        > Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale w Jeżycjadzie nikt nie karmi piersią...
        > W SK robi się herbatkę do butelki i karmi Irenkę tak zmyślnie, że ona nawet nie
        > podejrzewa, że to nie mleko, po czym pewnej nocy odkrywa podstęp i urządza wie
        > logodzinną awanturę. (Pokłosie Biblii Krystyny, czyli książki "Małe dziecko", k
        > tóra zalecała, a wręcz zabraniała dawać dziecku mleko podczas przerwy nocnej).
        >

        Jakiś czas temu wróciłam do tej książki po ldłuższej przerwie, tak się złożyło, że sama miałam wtedy niemowlaka i czytałam ją dosłownie z dzieckiem przy piersi. I wzmianka o tej przerwie nocnej mnie przeraziła, choć wcześniej, gdy sama nie miałam dziecka, nie zwróciłam na to uwagi.
        • zla.m Re: Dziecko Laury 18.11.16, 05:54
          Było, było. Moja mama do dziś wspomina te noce. Ja płakałam, bo głodna byłam; ona płakała, bo jej dziecko płacze, a nakarmić "nie wolno".
          • verdana Re: Dziecko Laury 19.11.16, 13:56
            Tak. Ja też miałam dziecko w czasie, gdy przerwa nocna obowiązywała bezwzględnie. Na szczęście przy kolejnym, o trzy lata młodszym obowiązywało już karmienie na żądanie.
            • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 14.11.17, 07:11
              verdana napisała:

              > Tak. Ja też miałam dziecko w czasie, gdy przerwa nocna obowiązywała bezwzględni
              > e. Na szczęście przy kolejnym, o trzy lata młodszym obowiązywało już karmienie
              > na żądanie.
              Ja całkiem niedawno miałam noworodka (w sensie trzy lata temu), obowiązywało wtedy już od lat karmienie na żądanie. Póki miałam pokarm, mała i tak chciała przerwy nocnej, w czym wybitnie przeszkadzało jej komando położnych, wpadających w nocy do kobiet wyczerpanych porodem i rycząc "nie spać! karmić!". A potem jak mi się skończył pokarm to i tak naturalnie była przerwa nocna, która była na rękę mojej córce i dzięki temu obie nie wiemy, co to są nieprzespane noce świeżo upieczonej mamy i świeżo upieczonej córki. I też jakoś wtedy czytałam SK i było mi przykro, że nie mogę podpowiedzieć butlowej mamie, co robić, żeby mieć spokój. Ale możliwe, że mała Irenka jadła jak wołoduch.
          • tt-tka Re: Dziecko Laury 19.11.16, 15:46
            zla.m napisała:

            > Było, było. Moja mama do dziś wspomina te noce. Ja płakałam, bo głodna byłam; o
            > na płakała, bo jej dziecko płacze, a nakarmić "nie wolno".

            Phi, moja mama sie wychytrzyla i na ostatnie wieczorne karmienie szykowala butle kaszy manny na rzadko, ja to trabilam i potem spalam napchana jak pyton do rana. Przerwa byla, a bekow z glodu nie bylo.
            • pi.asia Re: Dziecko Laury 20.11.16, 19:19
              tt-tka napisała:

              > Phi, moja mama sie wychytrzyla i na ostatnie wieczorne karmienie szykowala butl
              > e kaszy manny na rzadko, ja to trabilam i potem spalam napchana jak pyton do ra
              > na. Przerwa byla, a bekow z glodu nie bylo.

              Ale to chyba nie od razu tę kaszę mannę Ci serwowała, co? W sensie, że noworodek to tylko przy cycu, a kaszę (jakąkolwiek) to trochę później. Nie wiem jak dużo później, bom bezdzietna. Mam pasierbiątka ale podrośnięte.
              • tt-tka Re: Dziecko Laury 20.11.16, 19:48
                gdzies kolo trzeciego miesiaca zaczela. Zarta bylam od urodzenia (jak Pulpa) i juz mi tak zostalo :(
      • taodmickiewicza Re: Dziecko Laury 03.09.17, 21:57
        To, ze nie ma karmienia piersią jeszcze de się wytłumaczyć. Moja mama urodziła się po 1970 roku i babcia żadnego ze swoich dzieci nie karmiła piersią, bo ponoć kiedyś się tak nie praktykowalo. Jeśli mowa o Ogorzalkach może chodzić o to, ze Kreska nie miała tyle pokarmu na wyżywienie blizniczek. A Ziutek... cóż, Ida jako lekarz, powinna wiedzieć, ze mleko matki jest najzdrowsze. Ogólnie mi się wydaje, ze ona ma tego swojego syna gdzieś....
        • tt-tka Re: Dziecko Laury 03.09.17, 22:08
          Ogolnie chyba masz racje. Caluje go lakomie, ale tez podrzuca, komu sie da i nie da (Lusiu, jak sie zachlysnie, biegnij po dziadka) i wcale nie niepokoi jej dlugotrwale ulewanie. Ale co tam, Lusie tez podrzucala smarkatemu Jozinkowi.
          • taodmickiewicza Re: Dziecko Laury 03.09.17, 22:41
            Niby można to zrozumieć. Moje rodzeństwo jest starsze idę mnie o 10 lat, bardzo dużo wychowywali mnie dziadkowie, bo sytuacja zmuszala moja mamę do ciężkiej pracy, ale nigdy nie traktowała mnie tak... mechanicznie? Ziutek to "wpadka", w dodatku w późnym wieku i wydaje się, że Ida najzwyczajniej w świecie nie żywi do niego uczuć rodzicielskich.
            • zaisa Re: Dziecko Laury 03.09.17, 23:35
              Pulpa karmiła półroczną Anię piersią a Ida Łucji już nie, ze względów zawodowych. Jakby praca koniecznie wykluczała jedno czy dwa karmienia na dobę...
              Wygląda na to, że ja i brat mieliśmy farta -nasza mama karmiła każde z nas około roku - ja początek lat 70-siàtych, brat kilka lat wcześniej. Choć chyba rozkładu godzinowego starała się trzymać. Jak dobrze, że trafiłam na czasy karmienia na żądanie. Bo każde z dwójki karmionej przeze mnie miało inne podejście do sprawy :)
              • tt-tka Re: Dziecko Laury 03.09.17, 23:44
                Matki pracujace w czasach, gdy nie bylo urlopow wychowawczych, a tylko 3-miesieczne macierzynskie sciagaly pokarm i karmily butelka - nie to samo co piers, jasne, ale mleko jednak matczyne :)
                A propos, czy bylo gdzies, jak byli karmieni Jozinek i IGS ? Cos tam pamietam, ze przywolano slowa meza "pospij, ja nakarmie", ale czy to mowi Kreska, czy Gaba ?
                • bupu Re: Dziecko Laury 04.09.17, 00:19
                  tt-tka napisała:

                  > Matki pracujace w czasach, gdy nie bylo urlopow wychowawczych, a tylko 3-miesie
                  > czne macierzynskie sciagaly pokarm i karmily butelka - nie to samo co piers, ja
                  > sne, ale mleko jednak matczyne :)
                  > A propos, czy bylo gdzies, jak byli karmieni Jozinek i IGS ? Cos tam pamietam,
                  > ze przywolano slowa meza "pospij, ja nakarmie", ale czy to mowi Kreska, czy Gab
                  > a ?

                  Kreska. Na co Gaba, że ten jej będzie miał dużo okazji, żeby jej to mówić (bo była w ciąży z IGS).
        • rosynanta Re: Dziecko Laury 04.09.17, 12:19
          taodmickiewicza napisał(a):

          > To, ze nie ma karmienia piersią jeszcze de się wytłumaczyć. Moja mama urodziła
          > się po 1970 roku i babcia żadnego ze swoich dzieci nie karmiła piersią, bo pono
          > ć kiedyś się tak nie praktykowalo.

          Szósta Klepka - 77 rok, zdaje się. I kolejne książki później.
          Tak, dawniej z tym był kłopot. A nawet jak ktoś się decydował na pierś, to szybko "pokarm się kończył" albo "dziecko się nie najadało", bo zalecenia o karmieniu z przerwami co 3h, dopajaniu herbatkami, smoczkach i przerwie nocnej wielu kobietom mordowały laktację.

          > Jeśli mowa o Ogorzalkach może chodzić o to,
          > ze Kreska nie miała tyle pokarmu na wyżywienie blizniczek.

          Zasada jest taka, że popyt rodzi podaż ;) Stawiam, że nawet nie próbowała.

          > A Ziutek... cóż, Ida
          > jako lekarz, powinna wiedzieć, ze mleko matki jest najzdrowsze. Ogólnie mi się
          > wydaje, ze ona ma tego swojego syna gdzieś....

          Trochę tak :( Poza tym autorka własne dzieci rodziła w latach 70, zdaje się. Więc pewnie nie ogarnia tego, co się zmieniło w hodowli dziewczynek (i chłopców) od tego czasu ;) Mit o tym, że powrót do pracy = koniec karmienia powtarzają nawet moje koleżanki, patrząc na mnie jak na bóstwo na cokole, któremu Się Udało (nie dość, że wróciłam do pracy po 6 miesiącach, to teraz dziecko chodzi do żłobka, a ja nadal karmię).
          • reveiled Re: Dziecko Laury 04.09.17, 12:32
            Z drugiej strony tez chyba nigdzie nie jest powiedziane, ze dzieci nie sa karmione piersia. Sama karmilam wylacznie piersia, ale wiele, chyba wiekszosc znanych mi rodzin, stosowala karmienie mieszane - i piers, i odciagniete mleko albo mm. Odnoszac sie do podanych powyzej przykladow, jesli ojciec, rodzenstwo czy dziadkowie karmia dziecko, to oczywiscie, ze nie piersia. Nie znaczy to, ze matka nie karmi piersia. A nawet jesli matka karmi butelka, to nie znaczy ze przez caly czas.

            Jak mowie, ja karmilam tylko piersia i nigdy mnie to nie krepowalo, ale mialam bardziej wstydliwe kolezanki, ktore karmily piersia same w pokoju z dzieckiem (i ewentualnie mezem czy starszymi dziecmi) a przy innych butelka. W ksiazce dla mlodziezy raczej nie ma duzo scen sam na sam pomiedzy matka i niemowleciem, wiec...
            • rosynanta Re: Dziecko Laury 13.09.17, 12:59
              reveiled napisał(a):

              > Z drugiej strony tez chyba nigdzie nie jest powiedziane, ze dzieci nie sa karmi
              > one piersia.

              No nie jest, ale jeśli noworodek dostaje w nocy herbatkę, to raczej małe szanse na rozkręcenie laktacji ;)
          • taodmickiewicza Re: Dziecko Laury 05.09.17, 17:29
            rosynanta napisał(a):


            > Zasada jest taka, że popyt rodzi podaż ;) Stawiam, że nawet nie próbowała.

            Nooo, w wielu przypadkach, ale nie zawsze! U mnie w rodzinie prawie żadna kobieta nie karmiła, bo po prostu nie miała wystarczająco pokarmu, a co do mnie, to się nie wypowiem, chciałabym najpierw skończyć liceum, ale może za kilka lat tu zajrzę :)
            • lord_vmordevol Re: Dziecko Laury 06.09.17, 08:53
              taodmickiewicza napisał(a):

              > rosynanta napisał(a):
              >
              >
              > > Zasada jest taka, że popyt rodzi podaż ;) Stawiam, że nawet nie próbowała
              > .
              >
              > Nooo, w wielu przypadkach, ale nie zawsze! U mnie w rodzinie prawie żadna kobie
              > ta nie karmiła, bo po prostu nie miała wystarczająco pokarmu, a co do mnie, to

              A tak naprawdę, to na 99,9% prawie żadna nie umiała prawidłowo karmić i nie miała pod ręką nikogo, kto by jej sensownie pomógł. (Za to zapewne całe brygady takich, co dawali rady szkodliwe tudzież zalecali danie sobie spokoju, bo nic z tego nie będzie)

              • zaisa Re: Dziecko Laury 08.09.17, 00:30
                Rosynanta dobrze prawi. Są różne historie, ale w większości przypadków dałoby się dziecię wykarmić samym mlekiem mamy, gdyby ta mama miała dobre wsparcie psychiczne i merytoryczne. A czasem również samozaparcie. Oraz wiedzę np. o tym, że po kilku tygodniach karmimy spokojnie mlekiem, mimo, że piersi są miękkie (bo już nie ma nadprodukcji) czy, że w okolicy 6 tyg. następuje gwałtowny wzrost zapotrzebowania dziecka na mleko (czysto fizjologiczny, mamie żadne mleko się nie kończy) i trzeba te 2-3 doby z dzieckiem przy piersi spędzić, by one piersi przestawiły się na zwiększoną produkcję.
                Gdyby faktycznie tak dużo matek miało niewystarczającą ilość pokarmu, jak to im się wmawia, to gatunek ludzki raczej by nie przetrwał. A przynajmniej biała rasa.
                Kreski bliźniaczki urodziły się przed terminem, hmmm, i tu chciałam napisać, że pewnie "dostała" je ze szpitala zasmoczkowane i "zmodyfikowane", ale przecież ona je urodziła w domu. Ale od marca do grudnia trochę czasu minęło i mogła Janka je już odstawić albo w tych butlach nawet nie musiało być mleko.
                • zaisa Re: Dziecko Laury 08.09.17, 00:33
                  Lord_vmordevol oczywiście takoż dobrze prawi.
                • iskrzy_54 Re: Dziecko Laury 08.09.17, 16:06
                  Przyjaciółka wykarmiła wcześniaki bliźnięta mlekiem własnym; ja na początku miałam problem - mój wcześniak miał za mały otwór gębowy więc dostawała moje mleko z butelki ale potem jak się przyssała to karmiłam do 3 roku życia (kara za wcześniejsze wyśmiewanie koleżanki karmiącej piersią przedszkolaka). BTW - pierwsze 8 miesięcy bez żadnych herbatek i innych dodatków.
                  • reveiled Re: Dziecko Laury 08.09.17, 23:26
                    Ja tak samo - tzn. nie mialam wczesniaka, ale przez 8 karmilam wylacznie swoim mlekiem, a pozniej dalej karmilam do 3-go roku zycia. Ale mam dwie kolezanki, ktore, pomimo zasiegniecia bardzo fachowej opieki, nie mogly, wiec bywa i tak.
                • rosynanta Re: Dziecko Laury 13.09.17, 13:03
                  zaisa napisała:

                  > Gdyby faktycznie tak dużo matek miało niewystarczającą ilość pokarmu, jak to i
                  > m się wmawia, to gatunek ludzki raczej by nie przetrwał. A przynajmniej biała r
                  > asa.

                  Howgh :)

                  > Kreski bliźniaczki urodziły się przed terminem,

                  Hm, nie mam teraz książki pod ręką, ale ten termin nie był jakoś bardzo przedwczesny, zdaje się>

                  > hmmm, i tu chciałam napisać,
                  > że pewnie "dostała" je ze szpitala zasmoczkowane i "zmodyfikowane", ale przecie
                  > ż ona je urodziła w domu.

                  True ;)

                  > Ale od marca do grudnia trochę czasu minęło i mogła J
                  > anka je już odstawić albo w tych butlach nawet nie musiało być mleko.

                  Zerknę w domu na spokojnie do tekstu źródłowego i postaram się conieco zacytować na tematy noworodkowe ;)
                  • rosynanta Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:03
                    "- Chyba już się zaczęło! - gorączkował się w słuchawce profesor. - Biedna, bardzo
                    cierpi... nie wiem, co mam robić, przecież to jeszcze za wcześnie, a Maciek akurat
                    pojechał do Wiednia..."

                    "Masz cudowną dziewczyneczkę, trudno mi ją teraz
                    kłaść na wadze kuchennej, ale myślę, że będzie miała ze trzy kilo. No i wydaje się
                    wspaniale zdrowa."

                    Ja urodziłam 2 tygodnie przed terminem i moje dziecko ważyło 2,8 kg. Jeśli bliźniaczki ważyły po 3 kg każda, to raczej nie było dużo przed terminem porodu, bo przecież przy ciąży mnogiej dzieci są nieco mniejsze.

                    "Małe Ogorzałkówny chowały się zdrowo i wyglądały pokazowo, a o znakomitej
                    ich przemianie materii świadczyła potężna ilość pieluch wywieszonych na słońce."

                    "Zaraz za nim z bramy
                    wyszli szczęśliwi rodzice, Kreska i Maciek, popychała wspólnie podwójny pojazd z
                    budką, na resorach, w którym to pojeździe, pośród piany koronek, falbanek i kokardek,
                    widniały dwie rumiane twarzyczki o lśniących policzkach i zaślinionych usteczkach."
            • rosynanta Re: Dziecko Laury 13.09.17, 13:01
              taodmickiewicza napisał(a):

              > rosynanta napisał(a):
              >
              > > Zasada jest taka, że popyt rodzi podaż ;) Stawiam, że nawet nie próbowała
              >
              > Nooo, w wielu przypadkach, ale nie zawsze! U mnie w rodzinie prawie żadna kobie
              > ta nie karmiła, bo po prostu nie miała wystarczająco pokarmu, a co do mnie, to
              > się nie wypowiem, chciałabym najpierw skończyć liceum, ale może za kilka lat tu
              > zajrzę :)

              Zawsze ;) Im więcej ssania, tym więcej mleka, z tym że ilości nie ocenia się po wielkości czy twardości piersi ani po tym, czy dziecko płacze ;) W ogóle jestem zdania, że podstawy tego, jak funkcjonuje laktacja, powinny być w programie szkolnym. Zamiast rozmnażania pantofelków czy innych robaków obłych ;)
              • rosynanta Re: Dziecko Laury 13.09.17, 13:04
                Co nieco, przebóg, przepraszam!
                Miałam w rodzinnym mieście knajpkę o nazwie Conieco i tak mi przylgnęła ta łączna pisownia do mózgu, że się często mylę. Biczuję się niniejszym i przepraszam wrażliwych za taki lapsus.
                • taodmickiewicza Re: Dziecko Laury 12.11.17, 21:23
                  rosynanta napisał(a):

                  > Co nieco, przebóg, przepraszam!
                  > Miałam w rodzinnym mieście knajpkę o nazwie Conieco i tak mi przylgnęła ta łącz
                  > na pisownia do mózgu, że się często mylę.
                  Mi od czytania NAKW przyjęła się "boChaterka", więc "conieco" nie jest najgorsze :D
              • taodmickiewicza Re: Dziecko Laury 12.11.17, 21:11
                Na rozszerzonej biologii jest o tym trochę powiedziane, przynajmniej u mnie s
                nauczycielka o to zadbała. A co do karmienia dalej stoję przy swoim, bo nawet rok temu najbliższa ciotka nie była w stanie wykarmic synka i nawet lekarz zadecydował, ze potrzeba butelki, bo się młody będzie denerwować i jeszcze większe nici z tego będą. Czasem przeszkadza budowa piersi, czasem stres matki ( tzw.bejbi blues również ), a czasami czynniki genetyczne lub stan zdrowia. Jak już wspominałam, przypadek rzadki, ale możliwy.
                • lord_vmordevol Re: Dziecko Laury 13.11.17, 10:36
                  taodmickiewicza napisał(a):

                  > Na rozszerzonej biologii jest o tym trochę powiedziane, przynajmniej u mnie s
                  > nauczycielka o to zadbała. A co do karmienia dalej stoję przy swoim, bo nawet
                  > rok temu najbliższa ciotka nie była w stanie wykarmic synka i nawet lekarz zade

                  W takich sytuacjach lekarz nie jest "nawet". Lekarz przy karmieniu piersią jest "zaledwie", a po pomoc idzie się do konsultantek laktacyjnych. I jeżeli nawet one zadecydują, to wtedy.

                  > cydował, ze potrzeba butelki, bo się młody będzie denerwować i jeszcze większe

                  • potworia Re: Dziecko Laury 14.11.17, 00:30
                    Jako bardzo świeżo upieczona mama potwierdzam z przytupem. Na porodówce i "na noworodkach" roztargnieni, zabiegani albo aroganccy lekarze oraz cudowne, życzliwe i kompetentne położne, o wysokiej kulturze osobistej i zawodowej. O laktacji wiedziały wszystko i chętnie, i o każdej porze dnia i nocy dzieliły się tą wiedzą. Wielka rzeka pełna mleka płynie dzięki nim:-)
                • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 14.11.17, 07:06
                  taodmickiewicza napisał(a):

                  A co do karmienia dalej stoję przy swoim, bo nawet
                  > rok temu najbliższa ciotka nie była w stanie wykarmic synka i nawet lekarz zade
                  > cydował, ze potrzeba butelki, bo się młody będzie denerwować i jeszcze większe
                  > nici z tego będą. Czasem przeszkadza budowa piersi, czasem stres matki ( tzw.be
                  > jbi blues również ), a czasami czynniki genetyczne lub stan zdrowia. Jak już ws
                  > pominałam, przypadek rzadki, ale możliwy.

                  Masz rację, jak wyszłam z moją progeniturą ze szpitala to nagle w nocy skończył mi się pokarm i mogłam ewentualnie noworodkowi zrobić kanapkę. Najgłupsze było to, że przed wyjściem ze szpitala pytałam, jakie mleko robić w razie gdyby mi się skończył pokarm i usłyszałam, że nie ma obawy, nie skończy się. Taaa.
                  • rosynanta Re: Dziecko Laury 14.11.17, 10:44
                    Zuzu, współczuję Ci. Jednak są to przypadki jednostkowe, niezwykle rzadkie. Czasem kobiety stawiają sobie błędne samodiagnozy o braku/zbyt małej ilości pokarmu. To jednak nie zmienia faktu, że rzesze kobiet karmią bezproblemowo, niektóre nawet bliźniaki, mimo powszechnie panujących mitów.
                    • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:20
                      Ależ oczywiście. Moja przyjaciółka w tym samym czasie urodziła bliźniaki i to wcześniaki, a mogła pokarmem wykarmić sierociniec dla noworodków. Inna rzecz, że na pomysł, że mogła mi oddawać nadwyżki wpadłyśmy dopiero jak moja mała była już od dawna bezmleczna i bezbutlowa :) Ale jedną moją koleżankę lekarz i doradca laktacyjny wpędził w otyłość, bo walczyli o laktację z powodzeniem żadnym. Po latach okazało się, że równie dobrze jej mąż mógł walczyć o laktację, ponieważ dziewczyna nie ma po prostu gruczołów mlecznych. Taka wada budowy.
                      • rosynanta Re: Dziecko Laury 15.11.17, 12:21
                        Teraz jest taka akcja informacyjna o bankach mleka kobiecego, żeby właśnie te z nadwyżkami mogły oddawać tym z problemami, szczególnie jeśli chodzi o wcześniaki :)

                        Jednak też demonizowanie mleka w proszku to jest trochę słaby pomysł, jejku, wszystko jest dla ludzi. Mam sporo znajomych czy w rodzinie, nie widać po nikim, jak był karmiony w niemowlęctwie ;) To nie jest znamię szatana na całe życie ;)

                        Przypadek koleżanki - przykry :( Też się baaardzo rzadko zdarza. Nota bene, mężczyźni standardowo mają gruczoły mleczne! Tylko hormony nie te ;)
                        • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 15.11.17, 13:41
                          W mojej rodzinie wszyscy na mm - ja, moje rodzeństwo, moja córka - wszyscy zdrowi, zgrabni i z odpornością, że daj panie każdemu. Też bym nie demonizowała sztucznego mleka :)
      • rosynanta Re: Dziecko Laury 16.11.17, 10:16
        rosynanta napisał(a):

        > W OwR Pyzunia zostaje wywieziona na spacer w wózku pełnym zapasowych butelek z
        > mieszanką mleczną (choć może coś kręcę i to była Irenka w SK).

        Pokręciłam: "Nawet malutka Irenka została wywieziona na
        spacer w wózku pełnym zapasowych pieluch i butelek z mieszanką mleczną."

        "Po spacerze,
        jak co dzień, czekało Irenkę kilka godzin snu w pracowni grafiki użytkowej na I
        piętrze gmachu PWSSP, gdzie koledzy Krystyny zajmowali się małą niezwykle czule,
        skrzętnie ukrywając fakt jej obecności przed adiunktem i resztą ciała profesorskiego."

        Daj borze każdemu takiego niemowlaka, który śpi przez kilka godzin cięgiem i którego obecność można ukrywać przed ciałem profesorskim :D
        • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 16.11.17, 10:35
          A wiesz co? Moja matka urodziła mnie jak była na pierwszym roku malarstwa ASP, fakt że parę lat później niż Krystyna rodziła Irenkę ale nie sądzę, żeby obyczajowość się tak bardzo zmieniła. No chyba, że różnice pomiędzy konserwatywnym Poznaniem a liberalną Warszawą są aż takie duże. Ad rem, moja matka bardzo często zabierała mnie na zajęcia i nawet się zdarzało, że jej profesor malarstwa mnie przewijał, a zapach wydziału malarstwa jest do dzisiaj dla mnie najpiękniejszy. W końcu spędziłam tam parę pierwszych lat swojego życia.
          A jak kończyłam studia to tak się wydarzyło, że kolega miał niemowlę. No i czasem musiał przyjść ze swoją progeniturą na próby do dyplomu. Nikt przed nikim niczego nie ukrywał, a dzieckiem zajmował się ten, kto akurat nie był potrzebny na scenie.
          • rosynanta Re: Dziecko Laury 16.11.17, 11:49
            zuzudanslemetro napisała:

            > A wiesz co? Moja matka urodziła mnie jak była na pierwszym roku malarstwa ASP,
            > fakt że parę lat później niż Krystyna rodziła Irenkę ale nie sądzę, żeby obycza
            > jowość się tak bardzo zmieniła. No chyba, że różnice pomiędzy konserwatywnym Po
            > znaniem a liberalną Warszawą są aż takie duże. Ad rem, moja matka bardzo często
            > zabierała mnie na zajęcia i nawet się zdarzało, że jej profesor malarstwa mnie
            > przewijał, a zapach wydziału malarstwa jest do dzisiaj dla mnie najpiękniejszy
            > . W końcu spędziłam tam parę pierwszych lat swojego życia.

            Ale mi się spodobał ten opis <3

            > A jak kończyłam studia to tak się wydarzyło, że kolega miał niemowlę. No i czas
            > em musiał przyjść ze swoją progeniturą na próby do dyplomu. Nikt przed nikim ni
            > czego nie ukrywał, a dzieckiem zajmował się ten, kto akurat nie był potrzebny n
            > a scenie.

            Moje doświadczenia z niemowlakiem są takie, że nie ma szansy, żeby ktoś go nie zauważył ;) Miałam egzemplarz śpiący niedużo, przez pierwsze miesiące wyłącznie na żywym łóżku z człowieka, kompletnie nieprzewidywalny z czasem drzemek. Irenka wyła tylko w nocy, kiedy dostawała koperek zamiast mleka, a tak to anioł, dlatego zazdro i życzę każdemu takiego dziecka :)
            • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 19.11.17, 17:52
              Moje młode będąc noworodkiem a potem niemowlakiem, chadzało ze mną na próby. Kładłam ją na kanapie, która stała w pomieszczeniu i tylko doglądałam. Żona kolegi proponowała na wszelki wypadek, żebym nauczyła ją motać chustę to może nawet wyspacerować mi dziecko. Chcieć to móc, zatem nigdy przenigdy nawet jako dziecko, nie rozumiałam, dlaczego Gabson po urodzeniu Pyzy odszedł z uczelni.
              • rosynanta Re: Dziecko Laury 20.11.17, 10:46
                zuzudanslemetro napisała:

                > Moje młode będąc noworodkiem a potem niemowlakiem, chadzało ze mną na próby. Kł
                > adłam ją na kanapie, która stała w pomieszczeniu i tylko doglądałam. Żona koleg
                > i proponowała na wszelki wypadek, żebym nauczyła ją motać chustę to może nawet
                > wyspacerować mi dziecko. Chcieć to móc, zatem nigdy przenigdy nawet jako dzieck
                > o, nie rozumiałam, dlaczego Gabson po urodzeniu Pyzy odszedł z uczelni.

                Fakt, Pyza nie wydaje się hajnidem.
                Ale mogło być tak, że się Gabie hormony na mózg rzuciły ;) Jest w OwR taka scena:

                - To jest Pyzunia? - chciała wiedzieć Genowefa, zaglądając do wózka.
                - Tak - pani Borejkowa aż się cała rozpłynęła w czułym uśmieszku, wyjmując z wózka tłustego i różowego człowieczka w białym - Moja wnuczka.
                - Moja córka! - sprostowała zazdrośnie Gabriela od kuchenki.

                Więc może Gaba nie chciała zostawiać Pyzy. Po prostu.
                • bupu Re: Dziecko Laury 20.11.17, 11:05
                  rosynanta napisał(a):

                  > Fakt, Pyza nie wydaje się hajnidem.
                  > Ale mogło być tak, że się Gabie hormony na mózg rzuciły ;) Jest w OwR taka scen
                  > a:
                  >
                  > - To jest Pyzunia? - chciała wiedzieć Genowefa, zaglądając do wózka.
                  > - Tak - pani Borejkowa aż się cała rozpłynęła w czułym uśmieszku, wyjmując z wó
                  > zka tłustego i różowego człowieczka w białym - Moja wnuczka.
                  > - Moja córka! - sprostowała zazdrośnie Gabriela od kuchenki.
                  >
                  > Więc może Gaba nie chciała zostawiać Pyzy. Po prostu.

                  To jej się musiały rzucić aż do zidiocenia. Serio, jedyny żywiciel w puszce, rodzina ledwo koniec z końcem wiąże, zaopatrzenie leży, a Gabuchna lekką ręką rezygnuje z kartek, bo nie chce dziecka zostawiać na parę godzin dziennie? Bo o ile dobrze pamiętam niepracującym i niestudiującym dorosłym kartki nie przysługiwały. No to litości i miłosierdzia wołam, no...
                  • rosynanta Re: Dziecko Laury 21.11.17, 12:59
                    bupu napisała:

                    > > Więc może Gaba nie chciała zostawiać Pyzy. Po prostu.
                    >
                    > To jej się musiały rzucić aż do zidiocenia. Serio, jedyny żywiciel w puszce, ro
                    > dzina ledwo koniec z końcem wiąże, zaopatrzenie leży, a Gabuchna lekką ręką rez
                    > ygnuje z kartek, bo nie chce dziecka zostawiać na parę godzin dziennie? Bo o il
                    > e dobrze pamiętam niepracującym i niestudiującym dorosłym kartki nie przysługiw
                    > ały. No to litości i miłosierdzia wołam, no...

                    Zgadzam się. Zwłaszcza że przecież Krystyna w SK studiuje w zaawansowanej ciąży, a potem z malutkim dzieckiem. A nie ma pomocy od rodziców (małorolny ojciec w województwie rzeszowskim), a Gaba miała matkę w domu. To jest bessęsu mocno.
      • tcekanska Re: Dziecko Laury 18.05.19, 01:01
        rzeczywiscie, nie przypominam sobie zadnej karmiacej matki ...bo pracujace matki? nie moga karmic piersia bo ich nie ma fizycznie w domu? a moze panuje tam przekonanie (jakze bledne) ze mieszanka lepsza niz pokarm matki ... nawet dzis mozna sie spotkac z takim pogladem; wtedy troche inaczej nakazywano wychowywac dzieci - ja uznalam, ze moje spanie jest wazniejsze niz poglady naukowcow i dzieci ssaly piers matczyna prawie do dwoch lat; jaka wygoda! i nie chorowaly!
        ciekawe spostrzezenie
    • rosynanta Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:06
      Karmienie małej Irenki:

      "Krystyna, która trzymała w
      jednej ręce pustą buteleczkę po mleku, a w drugiej mokrą pieluchę..."

      "Jedna bowiem Cielęcina umiała nakarmić
      dziecko herbatką z koperku włoskiego tak spreparowaną, by Irenka nawet nie podejrzewała,
      iż nie jest to mleko. Ponadto Cesia wymyśliła genialny sposób wprowadzania
      Irenki w błąd: do nocnego karmienia nie brało się jej na ręce, tylko unosiło się
      nieco wezgłowie łóżeczka. Kiedy mała wytrąbiła zawartość butelki, należało z całą
      ostrożnością i bardzo powoli opuścić posłanie do poprzedniej pozycji tak, by dziecko,
      opite jak bąk, nie odczuło nawet drgnienia i nie otworzyło zamkniętych przy posiłku
      oczek. Następnie w ciągu dwóch sekund należało opuścić na palcach pokój i wtedy rysowała
      się nadzieja, że Irenka zaśnie mniej więcej na trzy godziny."

      "mała Irenka akurat tej nocy musiała przejrzeć
      podstęp z koperkiem włoskim i urządziła wielogodzinną awanturę domagając się mleka."
    • rosynanta Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:11
      I jeszcze fragment Opium:
      "Przy stole, jak
      zawsze zarzuconym książkami i czasopismami, stało wysokie krzesełko, do którego to mebla
      Gabrysia właśnie wsadziła Pyzunię, by podjąć przerwana czynność wpychania w nią kaszki na mleku.
      - Pyzo - powiedziała czule. - Jedz kaszkę, bo nie urośniesz ani centymetra!
      - Nie cię! - oświadczyła radośnie Pyza, dziecko dziedziczące widać po swojej matce nie tylko
      pogodę ducha, ale i niezłomny charakter."

      "Ciapku jeden, Pyzo
      okropna, na dziś ci daruję, kasza już jak lód. Ty wiesz. Kreska, co to za bystra osoba? Nie tknie, ale
      zobaczysz, co się będzie działo, jak jej dam parówkę.
      - Palówkę! - ożywiło się dziecko w sposób widoczny."

      Swoją drogą, ile ma Pyza w czasie akcji Opium? Wydawało mi się zawsze, że niespełna rok, a taka komunikatywna już?
      • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:21
        Nie zapominaj, że małe dzieci u MM oznaczają się akceleracją i roczny Jędruś mówi przy stole, że "poprosiłbym był kapustkę". Tak, że ten...
        • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:22
          zuzudanslemetro napisała:

          > Nie zapominaj, że małe dzieci u MM oznaczają się akceleracją i roczny Jędruś mó
          > wi przy stole, że "poprosiłbym był kapustkę". Tak, że ten...

          Oczywiście oDznaczają, a nie oznaczają :)
        • tu.kwiecien Re: Dziecko Laury 14.11.17, 11:39
          zuzudanslemetro napisała:

          > Nie zapominaj, że małe dzieci u MM oznaczają się akceleracją i roczny Jędruś mó
          > wi przy stole, że "poprosiłbym był kapustkę". Tak, że ten...

          Z niepokojem obseruję także u siebie tendencję do nadmiernej semantyacji wypowiedzi mojej córki (2 m-ce). Wczoraj wyraźnie słyszałam "Nie" , "Ba!" i "Ojta!" w strumieniu głosek obiektywnie nieartykułowanych. Myślę, że ta projekcja bierze się z tęsknoty za komunikacją werbalną z - jakby nie było - najbliższym człowiekiem.
          Tak, że Jędruś mógł z powodzeniem mówić: OOiii Yyydyyy - pssskta. To, co wzięto za rozmyślne zastosowanie czasu zaprzeszłego, było czknięciem. Li i jedynie.
          • emae Re: Dziecko Laury 14.11.17, 12:22
            tu.kwiecien napisała:

            >
            > Z niepokojem obseruję także u siebie tendencję do nadmiernej semantyacji wypowi
            > edzi mojej córki (2 m-ce). Wczoraj wyraźnie słyszałam "Nie" , "Ba!" i "Ojta!"
            > w strumieniu głosek obiektywnie nieartykułowanych. Myślę, że ta projekcja bierz
            > e się z tęsknoty za komunikacją werbalną z - jakby nie było - najbliższym człow
            > iekiem.


            Mój mały w tym wieku mówił już pełnymi zdaniami ;) Raz np. powiedział: "Mama, prześcieradło jest do prania!". Oczywiście, w swoim języku to powiedział.
            • dakota77 Re: Dziecko Laury 15.11.17, 15:21
              emae napisała:

              > tu.kwiecien napisała:
              >
              > >
              > > Z niepokojem obseruję także u siebie tendencję do nadmiernej semantyacji
              > wypowi
              > > edzi mojej córki (2 m-ce). Wczoraj wyraźnie słyszałam "Nie" , "Ba!" i "O
              > jta!"
              > > w strumieniu głosek obiektywnie nieartykułowanych. Myślę, że ta projekcja
              > bierz
              > > e się z tęsknoty za komunikacją werbalną z - jakby nie było - najbliższym
              > człow
              > > iekiem.
              >
              >
              > Mój mały w tym wieku mówił już pełnymi zdaniami ;) Raz np. powiedział: "Mama, p
              > rześcieradło jest do prania!". Oczywiście, w swoim języku to powiedział.

              Tez majac rok mowilam zdaniami.
              • emae Re: Dziecko Laury 15.11.17, 19:26
                dakota77 napisała:

                >
                > Tez majac rok mowilam zdaniami.
                >

                Chodziło mi o nieco wcześniejszy etap, ale mniejsza z tym. To zdanie o prześcieradle to taki nasz rodzinny wewnętrzny żart ;) Tak naprawdę mój Robert ma jedenaście miesięcy i daleko mu do mówienia czegokolwiek więcej niż "mama", "tata", "brum brum" i coś w stylu "tetete", co najwyraźniej oznacza kota. Na pełne zdania jeszcze przyjdzie czas ;)
                • dakota77 Re: Dziecko Laury 15.11.17, 19:37
                  No wiec ja ponoc mowilam pelnymi zdaniami. Ale w rocznym dziecku mowiacym prostymi ale jednak zdaniami nie ma nic dziwnego. A to, ze Pyza mowi "nie cie" nie czyni z niej jakiegos wybitnie rozgadanego dziecka :)
                  • emae Re: Dziecko Laury 15.11.17, 19:55
                    dakota77 napisała:

                    > No wiec ja ponoc mowilam pelnymi zdaniami. Ale w rocznym dziecku mowiacym prost
                    > ymi ale jednak zdaniami nie ma nic dziwnego. A to, ze Pyza mowi "nie cie" nie c
                    > zyni z niej jakiegos wybitnie rozgadanego dziecka :)
                    >

                    Ja też ponoć mówiłam, choć nie wiem, czy zdaniami. Natomiast mój mały jeszcze chyba nie widzi za bardzo związku między słowami a znaczeniami. Wydaje z siebie nawet bardzo dużo dźwięków, ale raczej mocno przypadkowych. Ma za to świetny słuch muzyczny i potrafi sporo powtórzyć ze słuchu.
                  • rosynanta Re: Dziecko Laury 16.11.17, 10:14
                    dakota77 napisała:

                    > No wiec ja ponoc mowilam pelnymi zdaniami. Ale w rocznym dziecku mowiacym prost
                    > ymi ale jednak zdaniami nie ma nic dziwnego. A to, ze Pyza mowi "nie cie" nie c
                    > zyni z niej jakiegos wybitnie rozgadanego dziecka :)

                    Bardziej mi chodziło o parówkę ;) Długie słowo :)
                    • emae Re: Dziecko Laury 16.11.17, 11:41
                      rosynanta napisał(a):

                      >
                      > Bardziej mi chodziło o parówkę ;) Długie słowo :)

                      Ja tę "parówkę" wyobrażam sobie właśnie jako takie słowo typowo w narzeczu niemowlęcym, któremu dorosłe osoby nadają znaczenie. W sensie, Pyza coś tam sobie wygugała, brzmiało dość podobnie do "parówki", a Gaba sobie dopowiedziała resztę.
                      • rosynanta Re: Dziecko Laury 16.11.17, 11:51
                        emae napisała:

                        > rosynanta napisał(a):
                        >
                        > > Bardziej mi chodziło o parówkę ;) Długie słowo :)
                        >
                        > Ja tę "parówkę" wyobrażam sobie właśnie jako takie słowo typowo w narzeczu niem
                        > owlęcym, któremu dorosłe osoby nadają znaczenie. W sensie, Pyza coś tam sobie w
                        > ygugała, brzmiało dość podobnie do "parówki", a Gaba sobie dopowiedziała resztę

                        A może. Moje 10-miesięczne dziecię mówiło coś, co ja bezbłędnie odczytywałam jako "książeczkę", a co dla osób postronnych brzmiało zapewne jak kompletny bełkot ;) Ma też swoje określenie na śmieciarkę :D
                      • minerwamcg Re: Dziecko Laury 16.11.17, 14:23
                        "lówkę" :)
                        • zla.m Re: Dziecko Laury 16.11.17, 18:57
                          Moja córa ma lat 2 i chociaż posługuje się mową w sposób w miarę składny (właśnie mi powiedziała, że "bylo cicho, a teraz jest nie-cicho), to jednak ubiera się w "kienkę" i "petki". Stąd "lówkę" znajduję bardzo prawdopodobną :)
                          • vi_san Re: Dziecko Laury 19.11.17, 10:15
                            "Ciapku jeden, Pyzo okropna, na dziś ci daruję, kasza już jak lód. Ty wiesz. Kreska, co to za bystra osoba? Nie tknie, ale zobaczysz, co się będzie działo, jak jej dam parówkę.
                            - Palówkę! - ożywiło się dziecko w sposób widoczny."
                            Cytat. Pyzunia nie powiedziała "lówkę". Nie powiedziała "palólu". Nie zagaworzyła radośnie słysząc znane słowo. Powiedziała "p-a-l-ó-w-k-ę". Gdyby MM napisała cokolwiek NIECO przypominające "parówkę" i Gaba by to wyjaśniła Kresce, że tak Pyzunia na parówki mówi - ok, nie byłoby kwestii. Ale autorka "zacytowała" dziecko co do literki...
                      • iskrzy_54 Re: Dziecko Laury 19.11.17, 09:34
                        Ja tę "parówkę" wyobrażam sobie właśnie jako takie słowo typowo w narzeczu niemowlęcym, któremu dorosłe osoby nadają znaczenie. W sensie, Pyza coś tam sobie wygugała, brzmiało dość podobnie do "parówki", a Gaba sobie dopowiedziała resztę.

                        Miałam zwyczaj zapisywać każde nowe słowo mojego dziecka, ale gdzieś mi te zapiski wcięło. pamiętam, że w wieku "okołopyzowym" parówka to pumpapa, śmieciarka - mepś bum; martfiłam się, że w przeciwieństwia do innych dzieci nie mówi o sobie, coś w rodzaju: pyza cie palowke, ale wreszcie do mnie dotarło, że mówi, tylko po swojemu, a Łała jaja nok, to jak najbardziej pełne zdanie. BTW - czy ktoś jest w stanie to przetłumaczyć? Synek przyjaciółki zamiast s mówił h, a zamiast l - j. Zgadnijcie, jak prosił o sól.
                        • vi_san Re: Dziecko Laury 19.11.17, 10:08
                          "Ciapku jeden, Pyzo okropna, na dziś ci daruję, kasza już jak lód. Ty wiesz. Kreska, co to za bystra osoba? Nie tknie, ale zobaczysz, co się będzie działo, jak jej dam parówkę.
                          - Palówkę! - ożywiło się dziecko w sposób widoczny."
                          Problem w tym, że MM nie napisała tylko, że dziecko ożywiło się w sposób widoczny i zagaworzyło radośnie. MM napisała "co do literki" co dziecko powiedziało. Powiedziało "p-a-l-ó-w-k-ę". Nie "lówkę", nie "papalapa", nie ożywiło się słysząc znane słowo. I owszem, TY znając swoje dziecko rozumiałaś o co synkowi chodzi. I "Łaja jaja nok" to pełne zdanie - ale dla przeciętnego człowieka - niezrozumiałe. Gdyby autorka napisała "Pyzunia na to - Palala ciem!" - co Gaba tłumaczy Kresce jako "Parówkę chcę!" byłoby ok. :)
                          • bupu Re: Dziecko Laury 19.11.17, 13:38
                            vi_san napisała:



                            > Gdyby autorka napisała "Pyzunia na to - Palala ciem!" - co Gaba tłumaczy
                            > Kresce jako "Parówkę chcę!" byłoby ok. :)

                            A tak swoją drogą, od zawsze nurtowało mnie pytanie skąd Gaba w mrocznych otchłaniach kryzysu, kwitnącego kartkami na mięso i gołymi hakami w mięsnym, dysponując bardzo ograniczonym budżetem, wytrzasnęła te palówki. Ja czasu onego żadnych palówek nie jadałam, co najwyżej kiełbasę parówkową, pracowicie wykolejkowaną przez babcię, bo palówki były jak yeti, podobno istniały, ale nikt nie widział.

                            Dobra, załóżmy jednak, że cudownym zrządzeniem losu Mili udało się wystać te palówki. Ile ich mogła kupić z kartkowego przydziału? Nie za wiele chyba?
                            • zuzudanslemetro Re: Dziecko Laury 19.11.17, 17:27
                              No zdaje się, że mogła je kupić w komercyjnym sklepie, nespa? Ale to też wątła koncepcja skoro kasy im brakowało.
                              • iskrzy_54 Re: Dziecko Laury 19.11.17, 17:47
                                Ci ludzie z Chicago, czy gdzieś tam przysłali, razem z gumką do majtek, czekoladą i gumą do żucia
                                • ciotka_scholastyka Re: Dziecko Laury 20.11.17, 10:01
                                  iskrzy_54 napisała:

                                  > Ci ludzie z Chicago, czy gdzieś tam przysłali, razem z gumką do majtek, czekola
                                  > dą i gumą do żucia

                                  Biorąc pod uwagę, jak długo szły paczki z zagranicy do Polski, musiało to być ryzykowne ;) Chyba, że liczyli na to, że wymrozi. Jak tort Bernarda na balkonie 30 lat później.
                            • lord_vmordevol Re: Dziecko Laury 20.11.17, 10:11
                              bupu napisała:

                              > vi_san napisała:
                              > > Gdyby autorka napisała "Pyzunia na to - Palala ciem!" - co Gaba tłumaczy
                              > > Kresce jako "Parówkę chcę!" byłoby ok. :)
                              >
                              > A tak swoją drogą, od zawsze nurtowało mnie pytanie skąd Gaba w mrocznych otchł
                              > aniach kryzysu, kwitnącego kartkami na mięso i gołymi hakami w mięsnym, dysponu
                              > jąc bardzo ograniczonym budżetem, wytrzasnęła te palówki. Ja czasu onego żadnyc

                              Nie mam prowadzonego pod tym kątem dziennika z datami, ale z czasów kryzysu parówki przecież pamiętam. Co prawda folia często schodziła z nich razem z mięsem, ale bywały.
                            • rosynanta Re: Dziecko Laury 20.11.17, 10:50
                              bupu napisała:

                              > A tak swoją drogą, od zawsze nurtowało mnie pytanie skąd Gaba w mrocznych otchł
                              > aniach kryzysu, kwitnącego kartkami na mięso i gołymi hakami w mięsnym, dysponu
                              > jąc bardzo ograniczonym budżetem, wytrzasnęła te palówki. Ja czasu onego żadnyc
                              > h palówek nie jadałam, co najwyżej kiełbasę parówkową, pracowicie wykolejkowaną
                              > przez babcię, bo palówki były jak yeti, podobno istniały, ale nikt nie widział

                              Jestem rocznik 84, jadłam parówki. Nieczęsto, ale bywały. A moi rodzice nie należeli do osób zamożnych.

                              > Dobra, załóżmy jednak, że cudownym zrządzeniem losu Mili udało się wystać te pa
                              > lówki. Ile ich mogła kupić z kartkowego przydziału? Nie za wiele chyba?

                              I dlatego ciąg dalszy tej sceny jest taki, że Pyza entuzjastycznie wgryza się w parówkę, a Gaba pyta Kreskę retorycznie: widzisz to? Skąd ja mam brać jedzenie dla tego dziecka?
                              • bupu Re: Dziecko Laury 20.11.17, 11:00
                                rosynanta napisał(a):


                                > Jestem rocznik 84, jadłam parówki. Nieczęsto, ale bywały. A moi rodzice nie nal
                                > eżeli do osób zamożnych.

                                A Pyza jest rocznik 81, palówki zaś konsumowała z zapałem w roku 83, gdy zaopatrzenie wyglądało jednak odrobinkę gorzej niż w 84, czy 85. I nabycie prawdziwych parówek w zwykłym mięsnym graniczyło z cudem.
                                • rosynanta Re: Dziecko Laury 21.11.17, 13:05
                                  bupu napisała:

                                  > A Pyza jest rocznik 81, palówki zaś konsumowała z zapałem w roku 83, gdy zaopat
                                  > rzenie wyglądało jednak odrobinkę gorzej niż w 84, czy 85. I nabycie prawdziwyc
                                  > h parówek w zwykłym mięsnym graniczyło z cudem.

                                  Ależ wierzę :) U nas te parówki były rzadko, wystane, upolowane i pewnie po znajomości. Innego mięsa jeść nie chciałam, więc to pewnie wzmacniało determinację ;)
                          • lord_vmordevol Re: Dziecko Laury 20.11.17, 10:10
                            vi_san napisała:

                            > "Ciapku jeden, Pyzo okropna, na dziś ci daruję, kasza już jak lód. Ty wiesz. Kr
                            > eska, co to za bystra osoba? Nie tknie, ale zobaczysz, co się będzie działo, ja
                            > k jej dam parówkę.
                            > - Palówkę! - ożywiło się dziecko w sposób widoczny."

                            Może to wpływ jakiejś przeczytanej historii o hospodarze Vladzie, zwanym Draculą?
      • tcekanska Re: Dziecko Laury 18.05.19, 01:10
        to byl 1983 Pyza mogla miec ponad rok, czyli juz mogla cos tam mowic :)
    • margaryna2 Re: Dziecko Laury 09.05.19, 21:50
      powiem szczerze, bardzo chętnie poczytałabym o trudach macierzyństwa Laury. Jakie wzorce przekaże swojemu dziecku, jak sobie poradzi z opieką, jak będzie je kochać i jak tę miłość okazywać.
      Laura to jedna z moich ulubionych bohaterek, pod względem psychologicznym dość złożona, a już na pewno specyficzna i niejako wyróżniająca się na tle rodziny, jak to ktoś kiedyś powiedział, "nie zborejczała" :D jak w nowszych częściach co prawda nie wiem, skończyłam czytać na Języku Trolli bodajże, a teraz lecę od początku, żeby mieć ciągłość. Nie chcę nie wiadomo jakich spojlerów, ale zapytam: dużo jest Laury w książkach po JT czy nie za bardzo?
      • sayoasiel Re: Dziecko Laury 10.05.19, 16:46
        Bardzo mi Twój styl wypowiedzi, nie tylko ich treść i zainteresowanie jedną-jedyną postacią, przypomina jedną dziewczynę, która kiedyś tu się udzielała ^_-
        Laury jest sporo po JT, bardzo sporo, nie wiem czy ona w ogóle nie jest postacią oprócz Józka i Ignasia, której MM najwięcej poświęciła czasu. W końcu i jej wątek pozostaje zamknięty. W dwóch w trzech ostatnich już mało-malutko.
        • margaryna2 Re: Dziecko Laury 12.05.19, 14:35
          Już to gdzieś słyszałam :D z tym, że jeszcze jakiś miesiąc temu nawet nie byłam świadoma, że istnieje tutaj subforum poświęcone Jeżycjadzie. Laura to nie jedyna postać, którą lubię, ale zapewne jedna z trzech, może czterech, z którymi wydaję się mieć dużo wspólnego.
          Dzięki bardzo za odpowiedź ^.^ teraz nie pozostaje mi nic innego jak szybko nadrobić czytanie :D
          • sayoasiel Re: Dziecko Laury 12.05.19, 15:03
            Nie myśl sobie, moja droga, że Cię o coś posądzam, ja paranoi nie mam, poza tym, niektóre epizody afery z Di mi umknęły, bo ja wtedy tylko czytałam forum, ale się na nim nie udzielałam. Po prostu napisałam, że mi się z nią kojarzysz =) Twój styl jest podobny, nie TAKI SAM ^_^ a po przeczytaniu większej ilości postów, pewnych charakterystycznych wtrętów, widać,że to inna persona. Cieszę się,że się pojawiłaś i zaczęłaś odkopywać stare wątki, nawet sprzed czternastu lat, bo ożywiasz forum. Ja sama chciałam się wypowiadać w tych wątkach, bo mam niby wszystko przeczytane, a nie brałam udziału w dyskusji, tymczasem nie miałam odwagi tego zrobić (poza cudowną Makabreską, jedyny temat, który miałam odwagę odkopać, teraz znów zakopany, polecam, jak się znajdzie, ale by docenić trzeba znać też nowsze, bardziej absurdalne tomy). Czytaj więc, czytaj, Margaryno i opowiadaj o wrażeniach.
            • margaryna2 Re: Dziecko Laury 17.05.19, 09:15
              sayoasiel, dziękuję za wsparcie i miłe powitanie ^.^ wygląda na to, że niektórzy po prostu mają problem - lubisz tę samą postać, jesteś tą samą osobą. w kwestii wątków: założysz nowy - po co, przecież już taki był. odkopiesz stary - po co, przecież jest stary. A ja naprawdę lubię dyskutować i poznawać opinie innych ludzi :)
      • tt-tka Re: Dziecko Laury 12.05.19, 15:06
        margaryna2 napisała:

        > powiem szczerze, bardzo chętnie poczytałabym o trudach macierzyństwa Laury.


        Zapomnij. Po pierwsze macierzynstwo i trudy to pojecia w neoj absolutnie przeciwstawne, "dziecko usprawnia funkcjonowanie rodziny", a nie generuje trudy.

        Po drugie o dziecku Larwy wiemy dokladnie tyle, ze systematycznie podrzucane jest Patrycji. Jakby Patrycja nie miala na glowie gospodarstwa, siostr i seniorow, a dziecko ojca i matki nie mialo. Jak wszystkie borejczeta robi za podrzutka.
        • sayoasiel Re: Dziecko Laury 12.05.19, 15:18
          tt-tka napisała:

          > margaryna2 napisała:
          >
          > Po drugie o dziecku Larwy wiemy dokladnie tyle, ze systematycznie podrzucane je
          > st Patrycji. Jakby Patrycja nie miala na glowie gospodarstwa, siostr i seniorow
          > , a dziecko ojca i matki nie mialo. Jak wszystkie borejczeta robi za podrzutka.

          No tak, ale czy nie jest też tak, że MM poszła w ten sposób na ugodę ? To z powodu zobowiązań zawodowych ? Krótka wzmianka, ale czytelniczki jęczały, że Laura, niezależna, porzuci karierę śpiewaczą i się uborejczy, jak,np. Patrycja, co to chciała być bizneswoman, a się jej priroytety zmieniły, a jak o tym jest,że nawet dla jednego dziecka nie ma tak dużo czasu, to jęk. W jej przypadku chyba można wybaczyć, co ? Ja wiem,że w neo jest trend, jaki jest i to może sprawiać, że nam to zgrzyta któryś raz serwowane, ale Laurze odpuśćmy. Według mnie, Laura to w ogóle pasowała na osobę bezdzietną. W małżeństwie, wiecznie zakochanym, pełnym iskier, kłótni i cichych dni, czułych pojednań, owszem (hehe, z mężem-ojcem, co ma ją usarenkowić, wątpię). Nawet jeśli wezmę na wiarę tę drugą wersję Laury, że nie było żadnego Tygrysa, że to była poza,a Laura się uspokoiła dostawszy akceptację, to ciągle to pasuje. Laura by się bała być matką, starałaby się być ciotką, koniecznie uwielbianą i podziwianą, matką chrzestną, żeby było "za Lalą dzieci też przepadają", ale własnego by nie udźwignęła, bo ona jedna jest takim dużym dzieckiem i ma w sobie dużo do poukładania. No,ale ma. Jedno. No,to,że podrzuca, to pasuje. Że zostawia tę mniej przyjemną, prozaiczną część opieki komu innemu. znów, kolejna strona Laury - zrzucającej na Pyzę swoje obowiązki, czy przypisującej sobie zasługi Grzesia, pasuje do "beztroskiego" podrzucania niemowlęcia, nie licząc się z innymi. Nawet bardzo. Troszkę józefinowo.
          • tt-tka Re: Dziecko Laury 12.05.19, 17:28
            Nie, nie pojde na ugode. Jesli mam uwierzyc w kariere Larwy, chce wiedziec, jak ona cwiczyla w tym szalecie przy osesku i niemowlaku, wzglednie komu podrzucala wtedy. I dlaczego to dziecko nie ma ojca, matki ani babci i dziadka !!!, tylko zaharowana ciotke, ktora juz i tak wziela sobie seniorow na kark.

            Oraz - Larwa miala w domu fatalne wzorce, a przepracowac balagan z wlasnej rodziny pochodzenia nie pofatygowala sie. Albo dziecko jest dla niej obciazeniem, albo stanie sie przedluzeniem jej samej, w kazdej wersji dla dziecka niedobrze.
            • sayoasiel Re: Dziecko Laury 12.05.19, 19:26
              tt-tka napisała:

              > Oraz - Larwa miala w domu fatalne wzorce, a przepracowac balagan z wlasnej rod
              > ziny pochodzenia nie pofatygowala sie. Albo dziecko jest dla niej obciazeniem,
              > albo stanie sie przedluzeniem jej samej, w kazdej wersji dla dziecka niedobrze.
              >

              Jasne, że się "nie pofatygowała". To jest ciąg dalszy tych problemów. Ona wierzy, że uborejkowienie się zakończy jej problemy. W końcu wtedy dostanie akceptację. Po co ma coś układać, wszystko już załatwione, Słowacki wielkim poetą był, a Gabriela Świętą Jeżycką jest. No, może troszkę za dużo tego cynizmu, ja sobie dużo dopisuję w tych lukach, które zostawia autorka. Nawet to,że Adam nie jest papierowy i wie jaki ten Tygrys naprawdę jest.
              • tt-tka Re: Dziecko Laury 12.05.19, 20:07
                Zatem zapewne Laura powieli to, co robila jej matka "sam sie wychowaj", nie bedzie dbac ani o emocje dziecka, ani o jego przyodziewek, ani o wyzywienie, ani o poczucie bezpieczenstwa... zadba tylko o to, by dziecko ja uznawalo za "najlepsza", jak koniec koncow ona sama Gabona.

                A Adam ? wyglada na to, ze podrzucanie syna ciotce zony akceptuje, ale czasem ten syn przeciez bywa w domu... jak sie odniesie Nadszympans do tego, ze dziecko rozglada sie po stole i nie znajduje tam rzeczy jadalnych, ze chodzi ubrany nieodpowiednio do okazji i pory roku ? Sam sie tym zajmie, zacznie wymagac od Laury, zatrudni pana Gruszke w charakterze piastuna ?
                • sayoasiel Re: Dziecko Laury 12.05.19, 21:07
                  Celuję w pana Gruszkę. Nie Adam go zatrudni, a on sam się zatrudni, bo Kocica, wiadomo, zapuści, jak sadzonkę.
                  MM może tak zrobić, ona artystów specjalnie traktuje, a Laura to artystka.
            • iwoniaw Re: Dziecko Laury 14.05.19, 13:48
              I dlaczego to dziecko nie ma ojca, matki ani babci i dziadka !!!, tylk
              > o zaharowana ciotke


              Cioteczną babkę, gwoli ścisłości ;-)

              Też uważam, że wielka kariera Laury przy wszystkich wyżej opisanych uwarunkowaniach lokalowo-organizacyjnych to jedna wielka ściema, przecież ona nie ma warunków nawet na to, żeby w szkole parę godzin w tygodniu uczyć, a co dopiero śpiewać w rozjazdach.
    • tcekanska Re: Dziecko Laury 18.05.19, 00:43
      pisze z wlasnego doswiadczenia; prosze mi wierzyc nie mialam zadnych klopotow z moimi dziecmi, nie plakaly po nocach, nie mialy kolek, nawet zeby im przeszly ulgowo; byly , stosunkowo, posluszne; same sie bawily i do dzis nie sprawiaja wiekszych klopotow; nie mialam depresji poporodowej (nie znam nikogo kto mial, moze w moich czasach nie mialo sie takiej depresji? bo ja jestem w wieku Gabrysi ...moje dzieci malo plakaly - nie musialam sie frustrowac; madre byly, wesole, rezolutne, szybko przeszly na nocniczki; cieszylam sie, ze moge siedziec w domu i opiekowac sie dziecmi (az mlodsze mialo 3 latka i poszlo do przedszkola); najbardziej sie balam przed porodem, zeby tylko zdrowe byly ... nie sadze zebym byla nienormalna, przeciez mialam kolezanki z dziecmi oczywiscie i one tez nie mialy wiekszych klopotow, czasdami ktores jesc nie chcialo, albo nie wlalo o nocnik mimo powaznego wieku trzech latek; cos sie zmienilo, chyba nie dzieci ...
    • ayo2137 Re: Dziecko Laury 03.01.20, 20:41
      Moim zdaniem do Laury pasowałaby bezdzietność. W książkach praktycznie brakuje osoby "bezdzietnej z wyboru", wszyscy się hajtają i mnożą na potęgę, więc ta Laura, konsekwentnie przedstawiana jako osoba samolubna, świetnie by się do takiej roli nadawała (oczywiście nie mówię, że bezdzietność równa się samolubność, mówię o wartościach w musierowiczversum)
      • tt-tka Re: Dziecko Laury 03.01.20, 21:37
        Bezdzietnosc odpada. Tzn imo Laura sie na matke nie nadaje, ale skoro Jadam zapragnal czy postanowil miec dziecko, to to dziecko jest. Regularnie podrzucane ciotce zony, ale jest fidelis dzunior.
      • piotr7777 Re: Dziecko Laury 03.01.20, 21:52
        Tylko, że bezdzietni z wyboru to na ogól single. Laura jest mężatką i w dodatku od 18 roku życia stara się wyjść za mąż. Jakoś nie chce mi się wierzyć, by desperacko szukając kandydata na męża założyła, że każdy przyjmie taką decyzję do wiadomości.
        Dzieci rzeczywiście nie chcą Ida (po rozstaniu ze Sławkiem), Aniela i Natalia - ostatecznie wszystkie matkami zostają. To, że (odautorsko) dalekimi od ideału to inna sprawa.
        A tak mi się coś wydaje, że Adam - nauczyciel z powołaniem, którego kochają dzieci i sarny zgodziłby się na bezdzietny związek.
        Szczęśliwe bezdzietne małżeństwo - no to przychodzą mi na myśl Michał i Basia Wołodyjowscy od Sienkiewicza, ale oni byli szczęśliwi POMIMO braku dzieci a nie z tego powodu.
        Tak mi się przypomniała "Piosenka starych kochanków" Brela w tlumaczeniu W. Młynarskiego. Kto zna, wie o co chodzi.
        No tak - pisałem wczoraj o odchodzeniu od głównego tematu forum a teraz sam to robię. Tak to już jest :-)

        • sayoasiel Re: Dziecko Laury 03.01.20, 22:38
          Mi się zdaje,że Bella i Czarek byli zadowolonym z życia bezdzietnym małżeństwem. Aż nagle w Ciotce sobie autorka o tym przypomniała i obdarowała Bellę bardzo późnym macierzyństwem. Ona przecież dwa lata starsza od Róży...
          • piotr7777 Re: Dziecko Laury 04.01.20, 08:38
            Tego o nich nie wiemy. Pierwsza wiadomość o Czarku jako mężu Belli (a właściwie zięciu Roberta) to bodaj Wnuczka do orzechów. Równie dobrze mogli się starać latami.
            Poza tym teraz wiele osób zostaje rodzicami po 30 a Bella ma 37 lat. No owszem, ostatni dzwonek, ale bez przesady. Bardzo późna to byłaby pierwsza ciąża po 40. Kiedyś 22-letnia studiująca matka była czymś normalnym, teraz (co zresztą widać było na przykładzie Róży) to prawie jak ciąża nastoletnia.
          • neandertalka Re: Dziecko Laury 04.01.20, 15:27
            BARDZO PÓŹNYM??? Chyba, kochane, nie zauważacie, że czasy się zmieniły, i ocena tego, co to jest późne macierzyństwo, wraz z nimi - jak słusznie pisze Piotr7777.
            • sayoasiel Re: Dziecko Laury 04.01.20, 19:05
              My zauważamy. To Wy,kochani czytelnicy,nie zauważacie,żę MM nie zauważa.Musierowicz jest za tym,żeby wypełnić ramiona jak najszybciej. Nawet jeśli dziecko rodzi się w rozsądnym wieku to się podkreśla, że było od dawna wyczekiwane, że lata bez niego bezsensowne i tak dalej. I sądziłam, że tu pisaliśmy o tym "kto pasuje na bezdzietne małżeństwo". No,to było. Aż zostało to "poprawione". Jak dla mnie niech każdy ma kiedy chce,a jak nie chce,to niech nie ma i niech nikt go nie namawia. Lepiej później niż wcześniej nawet,ale świat przedstawiony w książkach jest inny.
        • guineapigs Re: Dziecko Laury 04.01.20, 18:25
          Piotr7777 napisal tak:
          ;Szczęśliwe bezdzietne małżeństwo - no to przychodzą mi na myśl Michał i Basia Wołodyjowscy od Sienkiewicza, ale oni byli szczęśliwi POMIMO braku dzieci a nie z tego powodu.

          Alle oni chcieli miec dziecko, nawet ktores chyba planowalo jakas pielgrzymke czy wotum do jakiegos sanktuarium w tej sprawie.
          Bog im nie poblogoslawil - ale oni tego blogoslawienstwa oczekiwali, chcieli.
          Zatem: nie wybrali zycia bez dzieci, chcieli miec dzieci - ale tak wyszlo, ze nie mieli...
          Jest nawet taka fajna scena, jak wypraszaja Zaglobe z kwatery mowiac: 'bo tu sobie bedziem gadali', a Zagloba na to mruczy, ze co prawda wychodzi, ale wie, ze oni akurat to se nie beda gadali... Moim zdaniem jest to jednoznaczny dowod na to, ze 'sie starali', wrecz ze wszystkich sil. Ale jakos Blogoslawienstwa Bozego nie bylo...
          Ale ze byli szczesliwym, wrecz idealnym malzenstwem (mimo braku potomstwa) - to prawda.
      • neandertalka Re: Dziecko Laury 04.01.20, 15:42
        ayo2137 napisał(a):

        > Moim zdaniem do Laury pasowałaby bezdzietność. W książkach praktycznie brakuje
        > osoby "bezdzietnej z wyboru", wszyscy się hajtają i mnożą na potęgę, więc ta La
        > ura, konsekwentnie przedstawiana jako osoba samolubna, świetnie by się do takie
        > j roli nadawała (oczywiście nie mówię, że bezdzietność równa się samolubność, m
        > ówię o wartościach w musierowiczversum)

        Zgoda., pasowałaby. Ale głównym powodem tego, że tak się nie stało z Laurą i zapewne nie stanie z żadną osobą ani parą w J, jest fakt, że coś takiego nie mieści się w świecie autorki. Życie bez macierzyństwa to w jej przekonaniu życie bez sensu, totalnie niespełnione, a macierzyństwo to posłannictwo, mistyczna więź z Bogiem. Miałaby czegoś takiego pozbawić którąś ze swoich bohaterek? A to, że we współczesnym, zagrożonym zagładą świecie można się świadomie powstrzymywać od rodzicielstwa, żeby nie zwiększać antropologicznej presji na planetę - i znajdować inne wartości i inne źródła spełnienia - prawdopodobnie w ogóle do niej nie dociera.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka