Dodaj do ulubionych

Stryj Józeczek, ciotka Felicja

22.01.17, 16:26
Zawsze się zastanawiałam, czym też zajmuje się stryj Józeczek. O ile Ignacego i Milę cechuje szlachetne ubóstwo, o tyle druga rodzina Borejków jest naprawdę dobrze sytuowana.

Oto na noworoczny obiad u wujostwa zjawia się (bez uprzedzenia!) pięcioro dodatkowych stołowników, i na stół wjeżdża prawdziwa uczta: zupa grzybowa z łazankami, mięsko komercyjne, kapusta i pyzy drożdżowe - białe bułeczki gotowane na parze - poznańska specjalność. Na deser był kompot wiśniowy własnej ciotczynej roboty, a do kawy - oszałamiający makowiec.

(Młodzieży podpowiem, że mięsko komercyjne było ze trzy razy droższe od niekomercyjnego, i przede wszystkim - było dostępne. Niekomercyjne było gorsze, tańsze, było go zawsze za mało)

Tymczasem Józeczkowie mają zarówno tego drogiego mięska, jak i dodatków do niego tak dużo, że nakarmienie pięciu dodatkowych osób nie jest żadnym problemem.

Kilka dni później ciotka Felicja zagląda na Roosevelta i widzi, że na obiad u szlachetnie ubogich jest makaron z mlekiem. . Po czym stanowczym ruchem postawiła patelnię na gazie i usmażyła befsztyki z cebulą. Na deser zrobiła krem waniliowy z gruszkami z kompotu.

Felicja oczywiście zdaje sobie sprawę, że ani Ignacy, ani Gaba nie zrobią zaopatrzenia do domu, więc najwyraźniej mięso na befsztyki przyniosła ze sobą. Czyli polędwicę wołową dla pięciu osób.

Potem przychodzi wieczorami co drugi dzień i gotuje Borejkom obiad na dwa dni. I to cholernie pracochłonny obiad:
Na przykład tego dnia była zupa fasolowa, a drugie danie składało się z krokietów
ziemniaczanych z grzybowym sosem


Przylatuje też w niedzielę, nakarmiwszy uprzednio własną rodzinę, i robi obiad dla Borejków:
pierogi z serem i ziemniakami i barszcz, a na deser galaretka z mrożonymi truskawkami

To wszystko funduje Ignacemu i dzieciom stryj Józeczek, bo oczywiście mowy nie ma o żadnym rozliczaniu, mimo że ciotka przemyciła aluzję, że wszystko drożeje.

Innym dowodem zamożności Borejków nr 2 są stroje Joanny, która w Sylwestra ma na sobie indyjską suknię z haftem, a kilka dni później jest ubrana w piękny płaszcz z miękkiej wełny w kratę i najmodniejszą, marszczoną, długą spódnicę w kolorze oliwkowym, puszysty sweterek z ogromnymi rękawami i takimż dekoltem oraz wspaniałe botki pochodzenia zachodniego. - Kolory ziemi - napomknęła. W tym sezonie obowiązkowe.

Czyli Joanna ma zawsze najmodniejsze, zapewne bardzo drogie ciuchy. Ma nowe płyty (miały posłuchać sobie płyty Drupiego), osiągalne tylko za dewizy.

Pytanie - czym zajmuje się Józeczek, że stać go na to wszystko?

Pytanie drugie - dlaczego Gizela uważała, że Hanna Borejko wychowała dwóch synów kompletnie pozbawionych realizmu życiowego? Wszak Józeczek od początku był znacznie bardziej ogarnięty od Ignaca!
Obserwuj wątek
    • guineapigs Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 17:30
      Coś mi w głowie pulsuje, że Józeczek skończył chemię. Nie pamiętam, skad to wytrzasnęłam i czy to prawda?
      Jeśli prawda, to Józeczek miał dużo większe możliwości zarabiania niż filolog Ignac. Nawet w czasach tzw. słusznie minionych. Mógł być jakims kierownikiem kontroli jakości w jakiejś fabryce Polleny, zarabiać przyzwoicie i jeszcze kręcić na boku jakimiś 'odpadami z produkcji' (sama znam takich, co różne rarytasy wynosili własnie z fabryk produkujacych kosmetyki, detergenty itp). Mógł także wyjeżdżać gdzieś za granicę w celach naukowych i tam kupować różne cuda typu dezodoranty, szminki, kolorowe flamastry, rajstopy, majtki - i sprzedawać to w kraju na pniu z przebiciem.
      (BTW, jak sobie przypomnę, jak w podstawówce oczy się wyrywały do różnych flamastrów, gumek, piórników, linijek itp które niektóre dzieci miały od rodziny z tzw. zachodu i jak teraz widzę, że te 'cuda' kosztują na tym zgniłym zachodzie po prostu grosze a nam się wydawały wtedy szczytem luksusu - to z jednej strony chce mi sie smiac, a z drugiej nie mogę uwierzyć, w jakim matriksie się wtedy żyło.)
      Jesli z tą chemią to nieprawda - to przepraszam.
      A jeśli nawet tej chemii nie skończył, to miał u boku Felę - a Ignac Melę. Już to wystarczy, by życie było inaczej ogarnięte.
      Poza tym u Józefostwa Borejko była jedna córka, a u Ignacostwa - cztery.
      Natomiast czym się zajmowała zawodowo Fela - nie mam pojęcia ani pomysłu.
      • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 17:43
        O tym, ze Jozef jest chemikiem, wiemy z kalamburki, choc miejsce pracy nie zostalo wymienione. O Feli wiemy tylko, ze pracuje, bo brala L-4 - ani jej wyksztalcenia, ani zawodu nie znamy. Chyba ze bylo, a ja przegapilam ?
    • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 17:31
      Bez szalenstw. Stryj Jozeczek jest chemikiem, zapewne pracuje w przemysle, Fela tez pracuje. Corka jedna. Plyty Drupiego byly normalnie do kupienia w empiku, zadne dewizy. Indyjska suknia z haftem , najmodniejsza spodnica w kolorze oliwkowym itp mogly byc z krotkich serii, np Hoff, nie majatek. Albo zwyczajnie uszyte, krawcowa tez wypadala wtedy niedrogo (albo ogarnieta Fela umiala rowniez szyc). Tylko botki zachodnie, ale to tez nie byla ruina. Zwlaszcza dla 17-latki, ktorej stopa juz nie rosnie.

      Komercyjne miesko w sporych ilosciach Fela, zapobiegliwa gospodyni, mogla miec sylwestrowe albo dla przewidywanych gosci na ktorys nastepny dzien. Rodzina zezarla, trudno. Poza tymi befsztykami (ktore wcale nie musialy byc z poledwicy wolowej, lepiej nie pytaj, z czego moja babcia robila befsztyki) obiady dla Borejkow nie sa kosztowne - pierogi z serem i ziemniakami, krokiety ziemniaczane.

      Maja raptem malucha, Fela sama robi przetwory. Zyja na poziomie sporej czesci inteligencji pracujacej. Dwie pensje na trzy osoby spokojnie taki poziom umozliwialy.
      • agnieszka_azj Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 23.01.17, 23:59
        tt-tka napisała:

        > Bez szalenstw. Stryj Jozeczek jest chemikiem, zapewne pracuje w przemysle, Fela
        > tez pracuje. Corka jedna. Plyty Drupiego byly normalnie do kupienia w empiku,
        > zadne dewizy. Indyjska suknia z haftem , najmodniejsza spodnica w kolorze oliwk
        > owym itp mogly byc z krotkich serii, np Hoff, nie majatek. Albo zwyczajnie uszy
        > te, krawcowa tez wypadala wtedy niedrogo (albo ogarnieta Fela umiala rowniez sz
        > yc). Tylko botki zachodnie, ale to tez nie byla ruina. Zwlaszcza dla 17-latki,
        > ktorej stopa juz nie rosnie.
        >
        > Komercyjne miesko w sporych ilosciach Fela, zapobiegliwa gospodyni, mogla miec
        > sylwestrowe albo dla przewidywanych gosci na ktorys nastepny dzien. Rodzina zez
        > arla, trudno. Poza tymi befsztykami (ktore wcale nie musialy byc z poledwicy w
        > olowej, lepiej nie pytaj, z czego moja babcia robila befsztyki) obiady dla Bore
        > jkow nie sa kosztowne - pierogi z serem i ziemniakami, krokiety ziemniaczane.
        >
        > Maja raptem malucha, Fela sama robi przetwory. Zyja na poziomie sporej czesci i
        > nteligencji pracujacej. Dwie pensje na trzy osoby spokojnie taki poziom umozliw
        > ialy.

        Też tak myślę.
        Rzeczywiście chyba nigdzie nie było powiedziane, gdzie Fela pracuje, ale ja ją widzę oczyma duszy w jakimś biurze - np. w Przedsiębiorstwie Handlu Uspołecznionego. Pracy nie za wiele, a w dodatku dostęp do informacji o tym, gdzie "coś rzucą" i zero problemów z wyskakiwaniem z pracy, żeby to coś nabyć. Zdarzały się okazje typu: odrzuty z eksportu za całkiem normalną cenę.
        Pisałam o tym kiedyś - najlepiej ubrana w mojej klasie była koleżanka (jedynaczka), której mama nie pracowała. Sądząc po ich mieszkaniu, tata nie zarabiał w dewizach, ale mieszkali w Śródmieściu i jej mama mogła być szybko tam, gdzie coś rzucili, podczas gdy moja leczyła dzieciom zęby na dalekim Grochowie ;-)
        Poza tym Fela jako zaradna, wielkopolska gospodyni na pewno potrafiła szyć i robić na drutach, więc mogła jedynaczkę obszyć i obsztrikować ;-) Wtedy naprawdę nie trzeba było wiele pieniędzy, żeby się modnie ubrać, ważniejszy był pomysł i zręczne ręce. Całe lata osiemdziesiąte chodziłam ubrana w rękodzieło Mamy, która szyła mi spódnice i robiła swetry na drutach. Były też osoby, które robiły piękne swetry i je sprzedawały wśród znajomych. A jakie niesamowite rzeczy moja znajoma robiła z kawałków używanych swetrów z szetlandzkiej wełny !!! Dziś też bym takim nie pogardziła.
        W Nowy Rok niespodziewani goście zapewne zjedli jej obiad, który przygotowała także na następny dzień. Obiady, którymi potem karmiła Borejków, do drogich (z wyjątkiem befsztyków) nie należały. Raczej robiła je u siebie i przynosiła, ja też wolałabym pierogi lepić we własnej kuchni.
        • pi.asia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 12:27
          agnieszka_azj napisała:


          >A jakie niesamowite rzeczy moja znajoma robiła z kawałków używanych swetrów z >szetlandzkiej wełny !!! Dziś też bym takim nie pogardziła.

          Pochwalę się - sama zrobiłam sobie dwa swetro-sukienki z kawałków szetlandów i kawałków dorobionych na drutach. Prościzna.

          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/7UaaN1FP6CfdnxUm5X.jpg

          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/QUhSXS1qPRb3jb6fJX.jpg

          Szetlandy miały cholerną wadę - bardzo się przecierały...
          • mariamm87 Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 12:53
            Moja mama szyła podobno wtedy często spódnice z flag ZSRR - były dosyć łatwo dostępne, często bardzo duże więc po odcięciu fragmentu z sierpem i młotem pozostawało mnóstwo czerwonego materiału. Zastanawiam się czy makowa spódnica do ziemi Anieli z BBB nie jest przypadkiem z tego samego źródła :)
            • pi.asia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 13:10
              mariamm87 napisała:

              > Moja mama szyła podobno wtedy często spódnice z flag ZSRR - były dosyć łatwo do
              > stępne, często bardzo duże więc po odcięciu fragmentu z sierpem i młotem pozost
              > awało mnóstwo czerwonego materiału. Zastanawiam się czy makowa spódnica do zie
              > mi Anieli z BBB nie jest przypadkiem z tego samego źródła :)

              Kochana, macie kolosalne szczęście, że Twojej Mamy nie przymknęli! Za niszczenie symboli narodowych obcego państwa teraz można zarobić rok więzienia, a wtedy to chyba od razu Sybir.
              • mariamm87 Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 13:11
                Robiła to w zaciszu domowym :)
              • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 13:45
                pi.asia napisała:


                > Kochana, macie kolosalne szczęście, że Twojej Mamy nie przymknęli! Za niszczeni
                > e symboli narodowych obcego państwa teraz można zarobić rok więzienia, a wtedy
                > to chyba od razu Sybir.

                No co Ty ? Flagi kupowalo sie normalnie w sklepie z dekoracjami tego typu, jak i dzis. A co z tym robil kto po kupieniu, nikt nie pytal, bo niby jak ? gdyby na spodnicy obnosila te flage, pewnie by sie ktos przyczepil, ale do czerwonej kiecki ???
                • guineapigs Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 18:30
                  A co mógł miec Pyziak na swoim ubraniu khaki ozdobionym 'naszywkami o tresci anglosaskiej'? Co to są te 'treści anglosaskie'? jakieś dystynkcje? Krzyż Św. Jerzego?
                  • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 19:32
                    Samantha, Marines, sergeunt (tak to sie pisze ? chodzi o anglosaskiego sierzanta) i inne tego typu :)
                    • pi.asia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 22:24
                      tt-tka napisała:

                      > Samantha, Marines, sergeunt (tak to sie pisze ? chodzi o anglosaskiego sierzant
                      > a) i inne tego typu :)

                      Sergeant.

                      US ARMY też było. I bywały takie śmieszne cosie na naboje, taki pasek materiału przyścibilony w kilku miejscach.
                      • berrin Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.03.17, 13:18
                        Tak mi się przypomniała piosenka z epoki: "Wspomnienia niebieskiego mundurka" - o dżinsowych mundurkach ojca i syna, którzy wymieniają "te różne metki na te różne naszywki: Midas na Adidas, Samantha na sierżanta, Army za Marines - to normalne dziś transakcje z synem...". W konkluzji autor wskazuje na zbawienny wpływ scieralnej bawełny na zanik tzw. konfliktu pokoleń...
                        Mój kolega miał stryja, stryj miał maszynę szczegolnego rodzaju, hafującą na tasiemkach różnego formatu napisy "hamerykanskie". Kolega przynosił do szkoły końcówki zahaftowanych taśm i dzieliliśmy się nimi - dzięki temu byłam posiadaczką jedynej na swiecie dżinsowej kurtki marki Wrangler/Rifle/Tiffany :) jako tez worka na dres marki Lee.
                • vi_san Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 21:20
                  No wiesz, gdyby usłużny sąsiad doniósł komu trza jak to sąsiadka traktuje flagę bratniego narodu...
            • marutax Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 20:52
              mariamm87 napisała:

              > Moja mama szyła podobno wtedy często spódnice z flag ZSRR

              Ja miałam spódniczkę na lato z flagi PSS Społem - śliczna tęcza i bardzo dobry materiał.
            • lord_vmordevol Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 09:58
              mariamm87 napisała:

              > Moja mama szyła podobno wtedy często spódnice z flag ZSRR - były dosyć łatwo do
              > stępne, często bardzo duże więc po odcięciu fragmentu z sierpem i młotem pozost

              Hm. Chyba nigdy w życiu nie widziałem na żywo flagi ZSRR, a już zwłaszcza dużej. "Gołe" czerwone szturmówki na pierwszego maja, to i owszem. Nie wieszało się (także urzędowo) takich flag, bo i po co. Więc jeżeli miała łatwo dostępne duże flagi z sierpem i młotem, to raczej ze względu na specyfikę miejsca pracy albo zamieszkania (koszary radzieckie po sąsiedzku?).

              > awało mnóstwo czerwonego materiału. Zastanawiam się czy makowa spódnica do zie
              > mi Anieli z BBB nie jest przypadkiem z tego samego źródła :)

              Nie pomnę już, z jakiego materiału były wtedy szyte flagi, ale podejrzewam, że z jakiegoś poliestru czy czegoś takiego, więc to w ogóle słabo się nadaje na ubrania.
              • gat45 Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 10:10
                Ówczesne flagi były z całkiem porządnego kretonu. Przynajmniej polskie i do lat 60' włącznie. Niestety barwniki były do niczego, więc znane mi i godne zaufania źródła twierdzą, że do rozsądnego wykorzystania była tylko biel.
          • iskrzy_54 Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.01.17, 20:37
            Szetlandy miały cholerną wadę - bardzo się przecierały...

            i gryzły niestety, bo uwielbiałam je tylko nosić nie mogłam
    • marutax Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 17:55
      pi.asia napisała:

      > Pytanie drugie - dlaczego Gizela uważała, że Hanna Borejko wychowała [u]dwóch[/
      > u] synów kompletnie pozbawionych realizmu życiowego? Wszak Józeczek od początku
      > był znacznie bardziej ogarnięty od Ignaca!

      W tym przypadku mam wrażenie, że Gizela przenosi na Józeczka swoje odczucia do Ignaca. Innymi słowy, uważa, że obaj bracia są pozbawieni realizmu, ale Józek trafił na Felę, która go krótko trzyma. W ich domu Gizela zapewne nie bywała, ale znała i ceniła Felicję oraz jej zaradność. Milę kochała, ale opinię na temat jej "realizmu życiowego" miała kiepską.

      Co do obiadów - na Nowy Rok Borejkowie zjedli prawdopodobnie obiad przeznaczony na dwa dni...
      • verdana Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:10
        Józeczek ma jedno dziecko. Ignacy ma czworo. U stryja pracują chyba dwie osoby, u Ignacego jedna. Pensje mogą sobie mieć identyczne, ba! Ignacy może zarabiać znacznie więcej, a mimo to zamożność stryjostwa w porównaniu z zasadniczymi Borejkami jest nieporównywalna. Oni sa przeciętnie zamożni, kupują jedynaczce ubrania i płyty - naprawdę, moi rodzice też mi kupowali. Podejrzewam, że utrzymanie rodziny brata przez tydzień-dwa też nie było poza zasięgiem ich możliwości. A co do polędwicy, to zrobiła sie ona towarem niezmiernie drogim znacznie później. W PRL-u polędwica była rzadko, ale nie na wagę złota.
    • vi_san Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:08
      Już ci dziewczyny odpisały to co i ja chciałam. Moim zdaniem głównym argumentem jest to, że u stryjostwa są dwie przyzwoite pensje na trzy osoby, a nie jedna cienka na sześć. Drugim jest to, że Józeczek zamiast kupować Plutarcha czy kolejny przekład Arystotelesa - dbał jednak w pierwszym rzędzie o to, by rodzina miała wikt i opierunek zapewnione. Co nie sądzę, żeby wpłynęło jakoś wybitnie ogłupiająco na Joannę - nie wydaje mi się bowiem intelektualnie odstawać ogromnie od kuzynek. Być może nie rzuca cytatami na prawo i lewo - ale rzucanie cytatami nijak nie świadczy o intelekcie.
      Też mi się wydaje, że stryj Józeczek coś z chemią miał wspólnego. Być może pracował jeśli nie w konkretnych zakładach kosmetycznych [nie wiem czy w ogóle jakieś zakłady kosmetyczne były w tamtych leciech w Poznaniu], to najpewniej w przemyśle i zarabiał nieźle. Nie mam pojęcia czym zajmowała się Fela, ale nie sądzę, by skrzętna i "rządna" gospodyni zadowoliła się szyciem swetrów dla spółdzielni czy dramatopisarstwem utajnionym. Raczej jakiś etat typu księgowość, kadry, może farmaceutka? Do tego dobrobyt Józeczków buduje też właśnie jej zapobiegliwość: robienie konfitur, przetworów...
      A tak a'propos stroju Joanny: płaszczyk najpewniej był kupiony i tu nie ma polemiki, moim zdaniem. Spódnica mogła być uszyta przez krawcową, albo też osobiście przez Felę lub Joannę [nie ma zakazu by nastolatka nie umiała obsługiwać maszyny do szycia] - nie mam pojęcia jaki tez model był wówczas "najmodniejszy", ale wcale nie koniecznie musiał być potwornie trudny, sporo gazet zamieszczało wykroje i kursy szycia. Botki nabyte, i zapewne nie tanie, jak i płaszczyk. Ale już sweterek... Teraz mi się przypomniało, ja co prawda sporo młodsza od Gaby i Joanny, bliżej mi do Pulpy, ale jakoś tak w "czasach szkolnych" moja mama dostała nie wiem skąd przepiękny delikatny mohair, w kolorze prawie białym, jakby śnieżna biel umaczana w mące. I na drutach z tej włóczki zrobiła mi komplet spódnicę z koła, która pięknie wirowała wokół nóg, sweterek [bez wielkich rękawów i dekoltu, ale za to wówczas hitowy] i opaskę na włosy. A włóczki były dostępne i znacznie tańsze niż obecnie, więc może po prostu Fela wieczorami uściboliła dla córki takie cudo w kolorach ziemi?
      • bupu Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:23
        vi_san napisała:

        > Też mi się wydaje, że stryj Józeczek coś z chemią miał wspólnego. Być może prac
        > ował jeśli nie w konkretnych zakładach kosmetycznych [nie wiem czy w ogóle jaki
        > eś zakłady kosmetyczne były w tamtych leciech w Poznaniu]

        A jasne, że były. Fabryka Mydła i Kosmetyków Lechia, od 1970 Pollena-Lechia. Tam mógł Józeczek chemiczek sobie pracować i kręcić na boku.
      • 3piota Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:24
        vi_san napisała:
        > [nie wiem czy w ogóle jakieś zakłady kosmetyczne były w tamtych leciech w Poznaniu],

        Np. wszystkie ówczesne pasty do zębów to Lechia Poznań.
    • 3piota Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:18
      Józeczek z Felą wszystkie dobra rodowe zagarnęli.
      Dla Ignaców aby jedna cukiernica się ostała.

      Józeczek - chemik - przedniej mocy bimber pędził, a Fela nim handlowała.
      Dlatego na targowisku Idę z serduszkami gipsowymi namierzył, właśnie niósł Feli na stragan świeżo utoczony destylat.
      • vi_san Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:24
        Bad, bad, bad 3piota! Opulan komputer! I obawiam się, że wizja mnie dłuuugo nie opuści... :D
        • 3piota Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:37
          A ja miałam wizję biżuterii rodowej, która "gópia bo tonie".
          • pi.asia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 21:01
            No a ja sięgam pamięcią do swoich licealnych lat, i pamiętam, że w całej klasie tylko jeden jedyny chłopak miał zawsze najmodniejsze ciuchy (m.in. dżinsową kurtkę na białym baranku) i wszelakie płyty, tudzież nawet własnego malucha. Reszta odziana była raczej skromnie ( w moim liceum nie było mundurków), dżinsy się trafiały, ale nie były normą.
            Moi rodzice pracowali umysłowo - ojciec jako wykładowca na Politechnice, mama jako bibliotekarka w zakładzie przemysłowym. Mieli dwoje dzieci. I materialnie bliżej nam było do Borejków ubogich niż do Borejków zaradnych. Mama sama szyła sukienki, bluzki i spódnice, ale o czymś "obowiązkowym w tym sezonie" nie mogłam nawet marzyć. Ciuch miał być na długo, a nie na jeden sezon. Samochód - używaną syrenkę - kupili nam dziadkowie.
            A przetwory wszelkiego rodzaju robiło się od zawsze.

            Z mojego punktu widzenia stryjostwo Józefostwo żyją dostatnio. Ale fakt, Józeczek jako chemik miał naprawdę duże możliwości.
            • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 21:30
              W moich licealnych latach (ten okres co KK) norma byl raczej poziom Borejkow Zaradnych, a nie rooseveltowskich. Wszystkie bylysmy modnie ubrane, przy czym modnie nie znaczy - drogo. Prawie kazda matka szyla lub dziala, wiecej tam bylo pomyslowosci, no i wkladu pracy niz wydatkow. Plyty, pocztowki dzwiekowe (ktos jeszcze pamieta to barachlo ?) nawet do sprzetu typu "Bambino" byly powszechne.
              Ponad poziomy to mogl wylatywac taki Pawelek, z domu dyrektorowicz po mieczu i kadzieli (ale lato i tak spedzal w Lebie i lesniczowce) albo Danuska ze swoja Loara na wakcje. Reszta w normie.
              • verdana Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 21:34
                W moich licealnych latach też poziom zamożnych Borejków. I ja i większość kolegów z liceum mieliśmy w miarę modne ubrania, przy czym , co teraz mnie dziwi, nie było zadnym problemem, ze połowa koleżanek ma identyczną bluzkę czy spodnie. Moja mama raczej niczego nie szyła, mieliśmy tanią krawcową, ale wcześniej - za tow. Gierka juz nie, kupowaliśmy w sklepach. Ja robiłam swetry na drutach, ale raczej dlatego, zę lubiłam i chciałam mieć trochę inne niz koleżanki, niż z konieczności. Płyty też miałam, kupowałam głównie w Czechosłowackim Centrum Kultury.
                • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 21:43
                  Dodam jeszcze, ze Borejkow Zaradnych widujemy okazjonalnie. Lepsza wyzerka w okolicach swiateczno-noworocznych jest w pelni uzasadniona, natomiast to, co Fela gotuje sirotom z Roosevelta swiadczy, ze potrafi kucharzyc smacznie i pozywnie a tanio. Jest gospodarna. I recze, ze przy wyborze ciuch dla corki albo Plutarch corka jednak byla gora.
                  W koncu nawet Zakowie, ktorzy nie byli tak zaradni wysuplali cos na sukienke i botki dla Cesi, a w nastepnym tomie widzimy ja w swietnie skrojonych dzinsach.
                  Mila miala maszyne dziewiarska i umiala ja obslugiwac. Gdyby jej sie chcialo cztery litery ruszyc, jej corki bylyby ubrane jak laleczki i budzilyby zawisc kolezanek. A Ida zima i latem snuje sie w za duzym i niedopasowanym plaszczu. No zesz.
            • marutax Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 21:49
              Także nie wydaje mi się, żeby rodzina wuja Józinka była ponadprzeciętnie zamożna. Widzimy ją oczyma Gabrysi, która "nie ma co na siebie włożyć", bo są ważniejsze wydatki i nikt na ubrania (poza Idą) nie zwraca uwagi. A przecież (pomijając zasłonkę) w IŚ Mila bez problemu szyje córce kieckę, która jest efektowna i podkreśla urodę Idusi. Czyli można było.
              Wydaje mi się, że różnica w poziomie majątkowym braci Borejko to nie wynik duuużo większych dochodów, ale przede wszystkim zaradności i gospodarności. Doskonałym przykładem jest sylwester u Joanny, gdzie gospodyni podaje własnoręcznie upieczony placek drożdżowy oraz fondue z sera, który był tani i łatwo dostępny. Czyli ważniejsze od pieniędzy okazały się pomysłowość, przedsiębiorczość i umiejętności. Jak u biedniutkiej Kreski, która potrafi w ciągu kilku godzin stworzyć sobie elegancką kreację do opery.
              • marutax Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 22:05
                Zbaczając nieco z tematu: właśnie zauważyłam, że rozmowa "dlaczego nie mamy pieniędzy?" ze słynnym zdaniem Ignaca "Pecuniae oboediunt omnia, a ja umiem je zarabiać tylko w uczciwy sposób." odbywa się w obecności Feli, która właśnie szykuje Borejkom obiad. Biorąc pod uwagę, że szwagier właśnie pośrednio podważył uczciwość jej i Józefa, Fela powinna przywalić mu półmiskiem z pierogami (i cóż z tego, że plagiat ;-)
                • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 22:27
                  Ozesz, ten tekst padl w obecnosci Feli ??? Swieta kobieta, ze mu nie przydzwonila ani nawet nie skomentowala.

                  NB Uwage Feli, ze wszystko drozeje, Ignac uslyszal doskonale, bo natychmiast zmienil temat. A mnie zupelnie nie wiedziec czemu przypomnial sie dialog
                  "Zbyszko
                  - Ale pieniazki za komorne mamcia bierze od niej (od kokoty), ze ha !
                  Dulska
                  - Przepraszam, ale to ja TYCH pieniedzy nie biore dla siebie !
                  Zbyszko
                  - A co mamcia z nimi robi ?
                  Dulska, majestatycznie
                  - Podatki nimi place."
                • bupu Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 22:35
                  marutax napisał(a):

                  > Zbaczając nieco z tematu: właśnie zauważyłam, że rozmowa "dlaczego nie mamy pie
                  > niędzy?" ze słynnym zdaniem Ignaca "Pecuniae oboediunt omnia, a ja umiem je zar
                  > abiać tylko w uczciwy sposób." odbywa się w obecności Feli, która właśnie szyku
                  > je Borejkom obiad. Biorąc pod uwagę, że szwagier właśnie pośrednio podważył ucz
                  > ciwość jej i Józefa, Fela powinna przywalić mu półmiskiem z pierogami (i cóż z
                  > tego, że plagiat ;-)

                  Doprawdy, szkoda pierogów. Oraz półmiska.
                • pi.asia umiejętności kulinarne Gabrieli 22.01.17, 22:42
                  Właściwie dlaczego Fela gotowała Borejkom???
                  O Gabie wiemy, że umiała ugotować rosół, herbatę i budyń. Ugotowanie jajka na miękko przekraczało jej umiejętności, bo zawsze wychodziło twarde jak kamień. Umiała też ugotować ziemniaki.
                  Rodzina je też makaron z mlekiem, czyli kluski również potrafią ugotować. I usmażyć cebulę.

                  Skoro Gaba umie ugotować rosół, to ma bazę do kilku najprostszych zup: jarzynowej, ogórkowej, pomidorowej, szczawiowej, ziemniaczanej.... Warzywa obrać i pokroić potrafi, słoik przecieru albo puszkę z koncentratem otworzy nawet Ignacy, jajka się ugotuje i załatwione.

                  Drugie danie to nie muszą być własnoręcznie robione pierogi czy krokiety. Makaron z serem, kopytka lub pierogi z mrożonki też ujdą. Zresztą można było kupić w garmażerni gotowe dania - fasolkę po bretońsku, usmażone ryby, cynaderki... No i jest jeszcze mięso z rosołu.

                  Aha - i wszyscy potrafią czytać. No to książkę kucharską też potrafią przeczytać.

                  A co do herbaty: byłam świadkiem, jak dziewoja nieco starsza od Gaby wsypała do suchego imbryczka trzy łyżeczki listków, postawiła na gazie i przykryła pokryweczką. Zapytałam: a woda??? na co otrzymałam odpowiedź: no przecież wodę to się do szklanek leje!
                  • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 22.01.17, 23:01
                    pi.asia napisała:

                    > Właściwie dlaczego Fela gotowała Borejkom???

                    Jak dziecko pytasz. Bo sie panstwu nalezy, jasne ?
                    Oczywiscie, ze z glodu by nie padly lenie smierdzace, co ksiazki kucharskiej nie potrafia przeczytac, nawet na tym makaronie na mleku dociagneliby do powrotu Mili. Zreszta galaretke z kurczaka dla chorej mamy Gaba zrobila, z przepisu wlasnie. Ale po co sie meczyc i sprezac, i glowkowac, zeby starczylo, skoro Fela O Dobrym Sercu zakupy zrobi, ugotuje i jeszcze zaplaci ze swoich.
                    Dzieciakow sie kobiecie zal zrobilo, a stary cwany truten i dwie potomkinie skwapliwie skorzystali.
                    • zla.m Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 06:58
                      Znowu ci to napiszę - przesadzasz. Owszem, Ignacy storpedował plany przyuczenia go do gotowania i zachował się co najmniej nieładnie. Ale Fela dziewczynom wcale nie proponowała,   żeby ten obiad robily. Wręcz przeciwnie, jak Gaba robiła ciasto, to ciotka jej powiedziała, że "jak ktoś ma maślane łapy, to niech lepiej piłkę kopie". Jeżeli od czternsto- i siedemnastolatki NIGDY nie oczekiwano gotowania, to im to po prostu do głowy nie przyjdzie. Zauważ, że Gaba dojrzewa do tego, że prace domowe są wspólne (wspomnienie wanny, ale też "stawianie ociemniałych do prasowania") i w toku powieści coraz lepiej zaczyna radzić sobie w kuchni i wybija się tam na samodzielność. Scena z Felicją gotującą, to same początki, gdzie rodzina jest nie tylko w szoku, bo zabrakło kogoś, kto najwięcej robił, ale też kierował domem, dodatkowo oni są przytłoczeni i przestraszeni chorobą Mili. Gdyby dziewczyny do końca książki jechały na pracy Felicji, to co innego. A ona pojawia się na początku, jakoś-tam je wdraża i potem sobie radzą z okazjonalną pomocą.
                      • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 09:12
                        Hm, jak pamietam, to do powrotu Mili obiady gotuje Fela. I owszem, od razu na poczatku zadysponowala, ze gotowac maja dziewczyny (i Ignac), zlamala sie, kiedy zobaczyla tego gotowania efekty. Jak sie Gaba tesknie rozmarzyla "nie ma wiecej nalesniczkow ?" i uslyszala, ze nie ma, to dorobila ? Albo zrobila (sobie) cos innego ? Zapytala o przepis na ciasto (pod sam koniec), a wczesniej o cos zapytala ?
                        Czy widzimy - do konca ksiazki - ktoras dziewczyne albo Ignaca na zakupach ? Serio pytam, nie pamietam. Gotujaca ? Glowiaca sie, co kupic i za co ?
                        Bo o rozliczeniu z Fela chocby za produkty to nawet marzyc nie smiem...
                        • morekac Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 28.01.17, 10:38
                          >Czy widzimy - do konca ksiazki - ktoras dziewczyne albo Ignaca na zakupach ? Serio pytam, nie pamietam. Gotujaca ? Glowiaca sie, co kupic i za co ?

                          Owszem, Gaba głowiła się, że ma szkołę w sobotę i nie będzie jak chleba kupić.
                          • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 28.01.17, 10:43
                            Ale to bylo, nim jeszcze Fela wziela sie za gospodarowanie na Roosevelta. Od kiedy pojawila sie uczynna ciotka, jest tak samo, jak gdy byla w domu Mila - wszystko na jej glowie. Ona kupuje, gotuje i sprzata kuchnie :(
                    • xcv12 Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 24.01.17, 03:34
                      tt-tka napisała:

                      > pi.asia napisała:
                      >
                      > > Właściwie dlaczego Fela gotowała Borejkom???
                      >
                      > Jak dziecko pytasz. Bo sie panstwu nalezy, jasne ?
                      > Dzieciakow sie kobiecie zal zrobilo, a stary cwany truten i dwie potomkinie skw
                      > apliwie skorzystali.

                      Ja na miejscu Feli też wolałabym gotować. Nagle musisz zaopiekować się 4 sierotkami + nadsierotą honoris causa. Dwie małe dziewczynki i dwie totalne niemoty kulinarne, wszystkie przerażone chorobą matki. To nie jest dobry czas na naukę gotowania, szkoda energii, szybciej zrobiłabym sama.
                      Oczywiście lepszym rozwiązaniem długoterminowym jest taka nauka, ale jako rozwiązanie na tu i teraz wybrałabym samodzielne przygotowywanie posiłków dla tej czeladki.
                      A tak naprawdę to jak było w książce? Mnie się wydaje, że Gaba dość szybko się ogarnęła i zaczęła sama gotować, choć bardzo nieudolnie początkowo. To nie było bezrefleksyjne zadowolenie ze znalezionej frajerki w roli robota kuchennego, przynajmniej ze strony Gaby, bo tatuś to wiadomo.
                      • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 24.01.17, 09:16
                        xcv12 napisała:


                        > Ja na miejscu Feli też wolałabym gotować. Nagle musisz zaopiekować się 4 sierot
                        > kami + nadsierotą honoris causa. Dwie małe dziewczynki i dwie totalne niemoty k
                        > ulinarne, wszystkie przerażone chorobą matki. To nie jest dobry czas na naukę g
                        > otowania, szkoda energii, szybciej zrobiłabym sama.

                        No nie calkiem tak. Nie musisz, nie nagle. Nagle to sie Feli ferajna zwalila na pierwszego stycznia (nadal nie wiem, czy choc zadzwonili, ze sie wybieraja i to na obiad) i kobitka stanela na wysokosci zadania. Po czem wydala dyspozycje organizacyjne. Jak wpadla do nich ktoregos dnia POZNIEJ, po pierwszym szoku, to dopiero oslupiala, gdy zobaczyla, jak wyglada rzeczywistosc.
                        Tak, tez wolalabym gotowac, niz przyuczac, szybciej. Ale czy zakupy naprawde musiala robic i finansowac Fela ?



                        > A tak naprawdę to jak było w książce? Mnie się wydaje, że Gaba dość szybko się
                        > ogarnęła i zaczęła sama gotować, choć bardzo nieudolnie początkowo. To nie było
                        > bezrefleksyjne zadowolenie ze znalezionej frajerki w roli robota kuchennego, p
                        > rzynajmniej ze strony Gaby, bo tatuś to wiadomo.

                        Bezrefleksyjne zadowolenie...ona, mam wrazenie, w ogole o tym nie myslala. Ktos zaczal gotowac i dobrze jest. Gabunia o mamie mysli i o Jasiu Pyzie, ciotce, jak pamietam, nie poswieca ani jednej mysli. W kazdym razie w okresie tej swinki Ignaca gotuje Fela, to nie bylo kilka dni.
                        • pi.asia Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 24.01.17, 13:00
                          tt-tka napisała:

                          > Nagle to sie Feli ferajna zwalila na pierwszego stycznia (nadal nie wiem, czy choc zadzwonili, > ze sie wybieraja i to na obiad) i kobitka stanela na wysokosci zadania.

                          Sprawdziłam. Zadzwonili.

                          - Mam pomysł - rzekł z daleka. - Pójdziemy na obiad do ciotki Feli - miał na myśli żonę swego brata, a matkę Joanny.
                          - O! - Idzie to odpowiadało. - Dobra myśl. Ciotka Fela gotuje jak archanioł.
                          Gabriela zawisła między uczuciem ulgi a obawą.
                          - Joanna mnie wyśmieje! - wysunęła kontrargument. - Czy wy wiecie, jak Joanna umie gotować? Nie, zostańmy, jakieś jajka chyba potrafię przyrządzić.
                          - Gaba, nie bądź dziecinna.
                          - Patelni nie masz.
                          - Po co mi patelnia. Ambicja mi nie pozwala.
                          - Zgłupiałaś, co ma ambicja do obiadu.
                          - Córki, proszę o ciszę. Będę dzwonić do ciotki.
                          - No to już dzwoń - ugięła się Gabriela. - Ale kto wypaple o morszczuku, tego
                          osobiście znieważę.


                          Z tego fragmentu dowiadujemy się, że Joanna potrafi gotować, i to nieźle. Cóż, jej matka to Fela, a nie Mela.
                          Wychodzi też na to, że byłyśmy niesprawiedliwe dla Gaby, bo zamierzała ona samodzielnie nakarmić rodzinę, czytała tez książkę kucharską:

                          W dwie godziny później ojciec obudził się i przyczłapał do kuchni. Ujrzał Gabrysię
                          przy czyściutkim stole nakrytym niebieską ceratą w kratkę. Na ceracie ustawiono
                          drugie śniadanie dla wszystkich, składające się z chleba i sera ze szczypiorkiem. W
                          kuchni było ciepło i czysto, a sprawczyni tego wszystkiego, przepasana fartuszkiem,
                          siedziała przy stole zagłębiona w lekturze książki kucharskiej pod tytułem „Jak gotować”.
                          To opasłe tomisko napisane przez Marię Disslową, a wydane w latach trzydziestych
                          przez Księgarnię Świętego Wojciecha w Poznaniu, zawierało mnóstwo przepięknych
                          przepisów na babki muślinowe z trzydziestu jaj, befsztyki z polędwicy, rolady z
                          cielęciny i kiełbaski z jałowcem. Nie było tam natomiast ani słowa o tym jak przyrządzić
                          obiad z mrożonego morszczuka, który się zanadto rozmroził; czegoś takiego jak
                          morszczuk chyba po prostu w owych okropnych czasach nie znano.


                          Ciekawe, kto kupił tę książkę. Gizela nie potrzebowała książki kucharskiej, zwłaszcza tak niepraktycznej w czasach przedwojennej biedy i wojenno/powojennego niedostatku.
                          Natomiast w latach 60-tych i 70-tych było mnóstwo świetnych książek kucharskich, których autorzy doskonale zdawali sobie sprawę z niedostępności wielu artykułów spożywczych i zamieszczali przepisy adekwatne do realiów (choćby genialna Irena Gumowska i jej "Od ananasa do ziemniaka").


                          • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 24.01.17, 22:06
                            Ignac kupil. Przedwojenne wydanie, z lat 30-tych... albo po hannie Borejko zostalo.

                            Pisalam wyzej, ze Fela zajela sie sirotami, ktore juz nie byly w pierwszym szoku. Ale jak pozniej zaczela przychodzic i gotowac, to ktos zglosil obiekcje ? Pozniej w szoku nie byli tym bardziej.
                            Jak masz Kk pod reka, zajrzyj, czy tam ktos pomaga chocby ziemniaki obrac i jak dlugo Fela sie poswiecala, mozesz ? Bo mnie sie wydaje, ze jednak to byl prawie caly styczen.
                            • pi.asia Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 24.01.17, 22:57
                              tt-tka napisała:

                              > Pisalam wyzej, ze Fela zajela sie sirotami, ktore juz nie byly w pierwszym szok
                              > u. Ale jak pozniej zaczela przychodzic i gotowac, to ktos zglosil obiekcje ? Po
                              > zniej w szoku nie byli tym bardziej.
                              > Jak masz Kk pod reka, zajrzyj, czy tam ktos pomaga chocby ziemniaki obrac i jak
                              > dlugo Fela sie poswiecala, mozesz ? Bo mnie sie wydaje, ze jednak to byl prawi
                              > e caly styczen.

                              1 stycznia - obiad u Feli, ciotka wydaje dyspozycje, Gabrysia ma gotować obiady.
                              2 stycznia - na obiad są placki ziemniaczane. Ziemniaki utarła Ida.
                              Pięć kolejnych dni - brak danych, ale można wywnioskować, że gotuje Gaba.
                              7 stycznia - makaron z mlekiem, bo była to wolna sobota, Gabrysia zapomniała zrobić w piątek zakupy na dwa dni, a ojciec olał sprawę sikiem prostym. Przybywa ciotka Fela, smaży befsztyki i oznajmia, że od tej pory ona będzie gotować coś łatwego do odgrzania.
                              12 stycznia - kapuśniak i naleśniki, zrobione przez ciotkę
                              14 stycznia - sobota. W lodówce pustki. Ciotka Fela idzie po zakupy, gotuje obiad na dwa dni i usiłuje zmusić Ignacego do ogarnięcia się, bo jej kończy się L4 i musi wracać do pracy.
                              21 stycznia - fasolowa i krokiety z grzybowym sosem. Dwudniowy zapas zeżarto na jeden raz.
                              29 stycznia - barszcz i pierogi
                              1 lutego - zupa pomidorowa.

                              Czyli Felicja gotowała Borejkom od siódmego stycznia do 1-go lutego. Karmiła ich przez trzy tygodnie. Trochę to Józeczków szarpnęło po kieszeni.
                              • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 24.01.17, 23:06
                                O, slicznie dziekuje :)
                                PS skoro te befsztyki byly w wolna sobote, a Fela wpadla z wizyta jeszcze nie wiedzac, ze bedzie dokarmiac Borejkow, wnioskuje, ze te befsztyki wlasnej rodzinie od ust odjela. Doczekala sie choc podziekowan ?
                                • pi.asia Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 25.01.17, 00:56
                                  tt-tka napisała:

                                  > O, slicznie dziekuje :)
                                  > PS skoro te befsztyki byly w wolna sobote, a Fela wpadla z wizyta jeszcze nie w
                                  > iedzac, ze bedzie dokarmiac Borejkow, wnioskuje, ze te befsztyki wlasnej rodzin
                                  > ie od ust odjela. Doczekala sie choc podziekowan ?

                                  w południe miało miejsce doniosłe wydarzenie: ciotka Felicja przybyła na odsiecz. Ujrzawszy obiad rodziny Borejków (makaron z mlekiem), oświadczyła, że nie będzie już patrzeć dłużej na to, jak dzieci pozbawione matki zamieniają się w hinduskie szkielety. Od dziś, powiedziała, ona będzie gotować obiady - wieczorami. Nie mogłaby bowiem spojrzeć w oczy tej nieszczęśliwej
                                  Milce, kiedy bidula wróci ze szpitala. Po czym stanowczym ruchem postawiła patelnię na gazie i usmażyła befsztyki z cebulą. Na deser zrobiła krem waniliowy z gruszkami z kompotu,


                                  Wynika z tego, że przyszła już z gotowymi zakupami, słusznie podejrzewając co zastanie u Borejków. Na koniec jeszcze posprzątała kuchnię.
                  • reveiled Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 09:46
                    Moje kolezanki, studentki, probowaly zaparzyc herbate w zimnej wodzie. Bo bylo goraco, wiec lepiej sie napic zimnej herbaty. Zeby bylo ciekawiej, bylo to na imprezie pod nazwa "tea party".
                    • ciotka_scholastyka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 10:56
                      Ja natomiast słyszałam, zaznaczam, że jedynie słyszałam, o takiej kulinarnej Borejkównie, która poproszona o zrobienie kawy, wsypała do szklanki łyżeczkę ziaren, zalała wrzątkiem i się dziwiła, że ziarenka nie chcą się rozpuścić.
                      • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 11:10
                        Jako jednostka uspoleczniana od malego msciwie konkluduje, ze tak sie msci izolacjonizm. Jak kto bywal na obozach czy chocby biwakach, ogniskach i innych imprezach plenerowych w latach nastoletnich, to jako student juz wiedzial, jak sie zaparza kawe czy herbate. Nawet ugotowac cos umial.
                        PS Nie znosze drozdzowego ciasta. Z placka tylko kruszonka nadawala sie do wyjedzenia.
                        • vi_san Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 11:53
                          W pełni popieram. Moja siostra, wybitny antytalent i antyentuzjastka kulinarna - wychowywana w bloku stoczniowym, bez cytatów z Arystotelesa i bez czółka stosownie sklepionego - za to z normalnymi rodzicami i kontaktami koleżeńskimi, plus wielokrotnymi obozami żeglarskimi - jakoś w wieku "młodszo nastoletnim" wiedziała jak się robi kawę, herbatę, potrafiła usmażyć jajecznicę i jeszcze kilka innych. Ja z resztą też. I choć siostrze, gdy dorosła, nic się nie zmieniło w stosunku do kuchni [gotuje jak musi i baaardzo nie chętnie] to jednak normalny w miarę dom prowadzi. Ja też prowadzę, z tym, że ja gotowanie kocham miłością wielką i szczerą.
                          P.S. Ostatnio upiekłam szarlotkę na kruchym spodzie [ja wariatka jestem i jabłka sama smażę na zimę] - serwowałam duuuże porcje na gorąco, grubo oprószone cukrem pudrem [przez wyciętą z papieru serwetkę, żeby był ładny wzorek] i z dwiema gałami lodów waniliowych... Ale dobra drożdżówka też nie jest zła - zwłaszcza na prosto z piecyka i z zimnym mlekiem do pary.
                          • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 12:14
                            A otoz. A u Borejkow mamy dwie nastolatki i doroslego faceta kompletnie niepelnosprawnych kuchennie. Mysle, w chwili katastrofy. I przeciez byl okres, gdy Milicja pracowala normalnie na etacie, wtedy tez Ignac do niczego w domu raczki nie przylozyl ?

                            Chyba sobie przelece wiczorem KK, bo na razie pamietam to tak - zweglony morszczuk (czy przypadkiem Gaba nie korzystala wtedy, smazac go, z ksiazki kucharskiej ?), decyzja, by isc do Feli na obiad. Czy uprzedzili choc telefonicznie ? Dalej, Fela pyta, jak sobie zamierzaja poradzic, krzyczy na Ignaca, ze z dziecka przed polroczem chce filar domu zrobic i wydaje dyspozycje, jak zorganizowac zycie.
                            Rady okazuja sie do de, bo Gabe w przedszkolu splawiono (co bylo do przewidzenia, kto nieletnia wysyla zalatwiac takie rzeczy ?), do polinternatu w sprawie Nutrii chyba w koncu nikt nie poszedl. I rodzina probuje sobie jakos radzic (kto usiluje gotowac, bylo ?), dopoki Feli ten makaron nie porazil. Po czym bierze kobieta L-4 specjalnie celem zaopiekowania sie niedojdami. L-4 oznacza opieke na pelny etat, a nie dorywcza pomoc.
                            Kiedy Feli zwolnienie sie skonczylo, nadal, mam wrazenie, gania do Borejkow gotowac (uprzednio robi zakupy), tylko juz raz na dwa dni, z czyms latwym do odgrzania. Kiedy to sie skonczylo i czy w ogole ? Czy tez trwalo do powrotu Mili ?
                            • mariamm87 Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 12:45
                              Ja już też jakoś szczegóły wyrzuciłam z pamięci... Jednak zajęcia w podstawówce, zwłaszcza w pierwszych klasach, kończą się wcześniej niż w liceum Pulpa w ogóle nie chodziła nigdzie. To jak gaba i Ida były w szkole, a Ignac w pracy to 5 latka siedziała sama, a 7-latka jej towarzyszyła po swoich lekcjach? Ja wiem, że wtedy dzieci z kluczem na szyi itd, jeszcze w latach '90 mnóstwo moich szkolnych koleżanek siedziało po lekcjach same w domu, ale nie 5 latka na Boga??? Czy Ida już miała te oczy chore i siedziała w domu?
                              • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 13:48
                                Miala chore. Jak sie umalowala na sylwestra, to ja oslepilo drugiego stycznia (czemu nie pierwszego ?). Ojciec wyszedl nie wiedzac o trym, ze Ida jest spuchnieta i polslepa, czyli w zalozeniu miala isc do szkoly, a Gaba odkryla to, kiedy szarpie siostra z pytaniem, czy tamta ma jakies pieniadze, bo ojca juz niet, a maminej torebce ani gronia.
                                Czyli w zasadzie w domu miala zostac sama Pulpa, trzy starsze powinny isc do szkolki.
                                • mariamm87 Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 14:56
                                  To trochę szokłam teraz szczerze mówiąc... Zwłaszcza, że nie chodzi o zostawienie smarkuli na pół godziny (dziś to w ogóle nie dopuszczalne, w latach '70 podejrzewam, że czasem dzieciaki zostawały na chwilę same), ale na dobrych kilka godzin! Piąciolatka w mieszkaniu, gdzie są piece, w których trzeba palić bo inaczej wystygną i z grożącym wybuchem piecykiem w łazience. Mamo.
                                  • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 15:22
                                    Prawda ? Im uwazniej sie czyta, tym wiecej takich skarbow wychodzi...
                                    Zaczynam podejrzewac, ze Ignac umyslnie urwal sie z domu wczesniej, zeby nie miec z tym bajzlem do czynienia, niech sobie corka radzi. No bo na ktora on chodzil do pracy w BR, przeciez nie na siodma. A kiedy wstaje Gaba i ma wstawac Ida - obie do szkoly, na osma, jak mniemam - ojca juz w domu nie ma.
                                • vi_san Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.01.17, 15:37
                                  To, że nie pierwszego to mnie nie zaskakuje - reakcja alergiczna może wystąpić z opóźnieniem, być może pod wieczór pierwszego już się Idusi oczka zaczęły "czerwienić, ale nikt na to uwagi nie zwrócił, a dopiero w nocy uczulenie pokazało całą krasę i już spuchnięte ślepia zauważono...
                              • iskrzy_54 Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 17.07.17, 15:29
                                Ja wiem, że wtedy dzieci z kluczem na szyi itd, jeszcze w latach '90 mnóstwo moich szkolnych koleżanek siedziało po lekcjach same w domu, ale nie 5 latka na Boga??? Czy Ida już miała te oczy chore i siedziała w domu?

                                W latach 60-tych będąc w dojrzałym wieku lat siedmiu i więcej razem z dwiema przyjaciółkami odbierałyśmy młodszych braci (lat 4+) z przedszkola i pilnowałyśmy ich czekając na powrót rodziców, a takich dzieciaków w mojej klasie było więcej - teraz dzieci nikt normalny by nie wydał małoletniemu rodzeństwu. W moim gimnazjum kiedy 17 letnia siostra przyszła po brata po dyskotece zażądano dorosłego opiekuna, którego rodzeństwo nie mogło wyprodukować, albowiem tata był wyjechany a mama chora - na szczęście mieszkając przystanek dalej sama ich odwiozłam do domu. BTW do przedszkola też chodziłam prawie sama - przedszkole było w Łazienkach, przy Podchorążówce rodzic, który akurat szedł do pracy na 8.00 całował na do widzenia i dalej szłam sama.
                                • tt-tka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 17.07.17, 16:16
                                  iskrzy_54 napisała:

                                  > Ja wiem, że wtedy dzieci z kluczem na szyi itd, jeszcze w latach '90 mnóstwo mo
                                  > ich szkolnych koleżanek siedziało po lekcjach same w domu, ale nie 5 latka na B
                                  > oga??? Czy Ida już miała te oczy chore i siedziała w domu?

                                  Ida miala juz te oczy chore, ale Ignac o tym nie wiedzial - wyszedl z domu, zanim corki wstaly. Zostawiajac je bez grosza nawet na podstawowe zakupy zreszta.
                        • anchema Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 25.01.17, 22:59
                          tak, tak, TAK!!!
                          wreszcie ktoś to powiedział w twarz drożdżowym terrorystom, którzy wmawiają nam, że ten chleb z cukrem, który udaje ciasto, jest czymś więcej, niż nośnikiem kruszonki ;)
                          • iskrzy_54 Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 25.01.17, 23:06
                            tak, tak, TAK!!!
                            wreszcie ktoś to powiedział w twarz drożdżowym terrorystom, którzy wmawiają nam, że ten chleb z cukrem, który udaje ciasto, jest czymś więcej, niż nośnikiem kruszonki ;)

                            I owoców!
                    • turzyca Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.03.17, 02:02
                      Koleżanki studentki procedowały poprawnie tylko może za krótko. Herbatę do picia na zimno lepiej robić na zimnej wodzie, trwa to nieco dłużej, co najmniej godzinę, ale smak jest lepszy. Nauczyłam się tego od Anglika.
                      • ciotka_scholastyka Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 23.03.17, 08:43
                        turzyca napisała:

                        > Koleżanki studentki procedowały poprawnie tylko może za krótko. Herbatę do pici
                        > a na zimno lepiej robić na zimnej wodzie,

                        W sensie - zalać zimną wodą? Ciotka_zaciekawiona
                        • turzyca Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 17.07.17, 18:04
                          Przepraszam za dluga odpowiedz, no ale jest lato, to akurat aktualne.
                          Tak zalac listki zimna woda. Zostawic na kilka godzin. Ja zostawiam raczej na naslonecznionym parapecie w sz i dorzucam lodu, ale wedlug niektorych lepsza wychodzi z lodowki.
                          Przy czym nie kazda herbata w ten sposob wychodzi smaczna, ale bywaja mieszanki, ktore wychodza lepsze na zimno niz na cieplo. Nie polecam herbaty w torebkach do tego celu.

                          Po angielsku nazywa sie to cold brew tea, wiec mozna sobie poszukac pod tym terminem.
                          Np. tu jest tez o doborze ilosci herbaty w zaleznosci od gatunku: www.arborteas.com/how-to-make-cold-brew-tea/
                          • ssssen Re: umiejętności kulinarne Gabrieli 18.07.17, 08:30
                            turzyca napisała:

                            > Nie polecam herbaty w torebkach
                            > do tego celu.

                            Ja nie polecam herbaty w torebkach do picia w żadnej formie. To jeden z najobrzydliwszych wynalazków ludzkości ;)
                • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 16.07.17, 19:40
                  A tu mi się wydaje teza za daleko idąca. Ignac nie uważał swojego brata za taniego geszefciarza i w związku z tym do głowy by mu nie przyszło, że obraża bratową. Oni faktycznie lepiej gospodarowali i mieli jedno dziecko, ale chyba nie tarzali się w forsie?
              • ciotka_scholastyka Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 10:25
                marutax napisał(a):

                > Doskona
                > łym przykładem jest sylwester u Joanny, gdzie gospodyni podaje własnoręcznie up
                > ieczony placek drożdżowy oraz fondue z sera, który był tani i łatwo dostępny.

                A swoja drogą, zawsze mnie dziwiło, że Gabriela tak oszalała na myśl o zwykłym placku drożdżowym z kruszonką! Żaden to niezwykły słodycz, na boga, a ta się zerwała i zmieniła plany na wieczór, gdy tylko o placku usłyszała. Jeszcze żeby to był keks z ananasem, jaki później robił Pawełek, ale drożdżowy placek, jako wielki cymes? One chyba rzeczywiście kompletnie słodkiego nie widywały...
                (Jak się można domyślić z powyższego, nie znoszę placka drożdżowego, suchy, mdły i w dodatku mi śmierdzi. Placek, jaki mi smakował, w całym swoim życiu jadłam raz. Może one rzeczywiście bywają przepyszne?)
                • bupu Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 17:10
                  ciotka_scholastyka napisała:

                  > marutax napisał(a):
                  >
                  > > Doskona
                  > > łym przykładem jest sylwester u Joanny, gdzie gospodyni podaje własnoręcz
                  > nie up
                  > > ieczony placek drożdżowy oraz fondue z sera, który był tani i łatwo dostę
                  > pny.
                  >
                  > A swoja drogą, zawsze mnie dziwiło, że Gabriela tak oszalała na myśl o zwykłym
                  > placku drożdżowym z kruszonką! Żaden to niezwykły słodycz, na boga, a ta się ze
                  > rwała i zmieniła plany na wieczór, gdy tylko o placku usłyszała. Jeszcze żeby t
                  > o był keks z ananasem, jaki później robił Pawełek, ale drożdżowy placek, jako w
                  > ielki cymes? One chyba rzeczywiście kompletnie słodkiego nie widywały...
                  > (Jak się można domyślić z powyższego, nie znoszę placka drożdżowego, suchy, mdł
                  > y i w dodatku mi śmierdzi. Placek, jaki mi smakował, w całym swoim życiu jadłam
                  > raz. Może one rzeczywiście bywają przepyszne?)

                  Szefowo, drożdżówkę robić to trzeba umić. Jak się nie umi to wychodzi albo suchy, albo zakalcowaty i ciężki. Ale jak się umi to ciasto jest puszyste, delikatne i pachchchchnące. Mistrzynią w tej dziedzinie była moja babcia, lepszego kucha niż jej w życiu nie jadłam.
                  • pi.asia Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 18:52
                    Gaba wcale nie jest taką kuchenną niemotą, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Jest po prostu leniem patentowanym.
                    Dowiadujemy się, że potrafi ugotować rosół i budyń. Jedno i drugie to żadna filozofia i żadna robota. To dlaczego ani razu nie gotuje?
                    Idąc dalej - skoro potrafi ugotować rosół, to jakim cudem nie odróżnia soli od kwasku cytrynowego? W ogóle tej sytuacji z kwaskiem absolutnie nie kupuję. Soli w domu używa się dużo, i w większości domów sól stoi w odkręconym słoiku albo kubku oraz solniczce, natomiast kwasek cytrynowy to przyprawa okazjonalna, z reguły wetknięta gdzieś za majeranek i pieprz w ziarnkach, i raczej nigdy nie ma jej tyle, żeby "posolić" nim ziemniaki.

                    Pannom się po prostu nie chciało. Ciotka Fela po pracy leci do domu, robi obiad (chociaż podejrzewam, że lwią część tego obiadu robiła Joanna) potem gna po zakupy i wieczorem idzie do Ignaca gotować na dwa dni.

                    A o maślanych łapach mówi Gabie, gdy ta oświadcza, że chce upiec tort.
                    • guineapigs Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 22:24
                      Co do tego lenia z patentem na lenistwo - niejako się zgadzam. Gaba potrafi sie nieźle ogarnąć w kuchni jak chce się popisać. 'A co, JA tortu nie zrobię?' - i zrobiła. Po prostu wczesniej nie przyszło jej do głowy, by pomóc mamie. I nie jarzę tego myku z jajkami. Zawsze jej wychodziły twarde. No bo pewnie w trakcie gotowania dzwonił telefon i się zagadała (jak zdaje sie przy tym morszczuku), albo złapała jakiegoś Plutarcha (bo przeca nie Owidiusza, panie kochany, chociaz Owidiusz jest Starożytny nie mniej niż Plutarch, a nawet trochę bardziej) i za wsio rawno jej było, czy jajka się gotuja 3 minuty czy 5 minut.
                      Natomiast w to z pomyleniem kwasku i soli przyjmuję, szczegolnie od poranka, kiedy pomyliłam krem do rąk z pastą do zębów - tak, można to pomylić, jestem żywym dowodem i przykładem. A i pasty do zębów, i kremu do rąk używam kilka razy na dzień.
                      Ja to gabine pomylenie rozumiem tak: kiedys kwasek był popularniejszy, bo nie było cytryn. Z wyglądu kwasek i sol sa bardzo podobne, i może u Borejków były przechowywane w podobnych pojemnikach i równie blisko zasięgu ramienia (Mili oczywiście).
                      Tam gdzies były 'lepsze' pomyłki kuchenne, oczywiście w wykonaniu Nutrii, jakies użycie tłuszczu zamiast czegoś innego, nie pamiętam juz teraz konkretów (a powinnam jako forumowiczka, wstyd!).
                      Zatem w pomyłke kwasku z sola wierze, natomiast nie ogarniam jak mozna zawsze ugotować jajka na twardo i to nawet wtedy, gdy chce się na 'po wiedeńsku'. Tyle to ja potrafiłam jako przedszkolak znający się na zegarku.
                      A poza tym, żeby jajka wyszły naprawde twarde, to trzeba chyba o nich zapomnieć. Nawet 'na twardo' nie są jak kamienie, a po prostu nie rozlewaja się, można je spokojnie pokroić bez używania husqvarny.
                      I jeszcze wrócę do patentu. Ja jestem takim Leniem Patentowanym Kuchennym. Nienawidzę gotować i pichcić, ale jak juz sie poswięcę - to wychodzą mi cuda. Ostatnio zrobiłam kaczkę w pomarańczach i jabłkach i towarzystwo chamsko wylizywało noże. Wszyscy mi mówią: ty naprawde masz dryg do tego!!!
                      No, dryg to może i mam, ale woli nie styka...
                      • bupu Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 23:10
                        guineapigs napisała:

                        > Ja to gabine pomylenie rozumiem tak: kiedys kwasek był popularniejszy, bo nie b
                        > yło cytryn. Z wyglądu kwasek i sol sa bardzo podobne, i może u Borejków były pr
                        > zechowywane w podobnych pojemnikach i równie blisko zasięgu ramienia (Mili oczy
                        > wiście).

                        Soli z kwaskiem nie myliłam, ale zdarzyło mi się w roztargnieniu nasypać kaszki manny do cukiernicy, albo bułki tartej wprost do szklanki z herbatą. Nie chciało mi się szukać cukiernicy, to nabierałam łyżeczką prosto z torebki, tyle, że niewłaściwej. Moja siostra, w owym czasie mająca już niezłą wprawe w pieczeniu ciast, zamiast mąki użyła cukru pudru. I nic jej nie tknęło, dopiero gdy z pieca wyszło ciasto wysokości jakiegoś półtora centymetra przyjrzała się dokładnej temu co brała za mąkę.

                        > Tam gdzies były 'lepsze' pomyłki kuchenne, oczywiście w wykonaniu Nutrii, jakie
                        > s użycie tłuszczu zamiast czegoś innego, nie pamiętam juz teraz konkretów (a po
                        > winnam jako forumowiczka, wstyd!).

                        Nie ta ruda. Numer z tłuszczem wycięła Idusia, w "Noelce". Będąc w przedślubnym amoku użyła do wypieku pierniczków płynnego smalcu z cebulką, zamiast płynnego miodu, a pomylenie tych dwóch produktów jest sztuką większą, niż wzięcie kwasku za sól. Owszem, zestalony miód rzepakowy można pomylić ze smalcem, tak na oko, jednakże próba zapachowa powinna tę kwestię wyjaśnić od razu. Idzie musiał ten ślub rzetelnie paść na mózg.
                        • ciotka_scholastyka Re: Placek drożdżowy 24.01.17, 08:33
                          > Numer z tłuszczem wycięła Idusia, w "Noelce". Będąc w przedślubnym
                          > amoku użyła do wypieku pierniczków płynnego smalcu z cebulką, zamiast płynnego
                          > miodu, a pomylenie tych dwóch produktów jest sztuką większą, niż wzięcie kwask
                          > u za sól. Owszem, zestalony miód rzepakowy można pomylić ze smalcem

                          Zestalony. A ona pomyliła dwa płynne słoiczki (jakkolwiek to brzmi). Sporo już było tutaj wytrząsania się nad smalcem utrzymującym płynność w temperaturze pokojowej ;)

                          Dzień dobry. dajcie kawy?
                          • pi.asia Re: Placek drożdżowy 24.01.17, 12:42
                            ciotka_scholastyka napisała:

                            > > Numer z tłuszczem wycięła Idusia, w "Noelce". Będąc w przedślubnym
                            > > amoku użyła do wypieku pierniczków płynnego smalcu z cebulką, zamiast pł
                            > ynnego
                            > > miodu, a pomylenie tych dwóch produktów jest sztuką większą, niż wzięcie
                            > kwask
                            > > u za sól. Owszem, zestalony miód rzepakowy można pomylić ze smalcem
                            >
                            > Zestalony. A ona pomyliła dwa płynne słoiczki (jakkolwiek to brzmi). Sporo już
                            > było tutaj wytrząsania się nad smalcem utrzymującym płynność w temperaturze pok
                            > ojowej ;)
                            >
                            > Dzień dobry. dajcie kawy?

                            Dzień dobry. Biała kawa z białkiem roślinnym wjeżdża na stół.

                            Ten smalec mógł być świeżo wytopiony, aczkolwiek nie ogarniam, kto, na borsuka, wytapia sobie smalczyk tuż przed Świętami, kiedy innych rzeczy do żarcia będzie tyle, że o tymże smalczyku nikt nie będzie pamiętał.
                            Ale załóżmy. Był świeżo wytopiony, stał niedaleko piekarnika, w którym wciąż się coś piekło, jak to przed Świętami i weselem. Jest 20% szans, że mógł być płynny. Mógł być też zmieszany z olejem. Nie wiem wprawdzie po co, ale zakładam i taką sytuację, że zostało trochę oleju z przyprawami (np. po usmażeniu mrożonych ziemniaczków z Kauflanda, pycha!!!), i skrzętna Mila nakazała wlać go do smalcu, żeby się nie zmarnował. OK, był płynny.

                            Ale zawierał też sporo cebulki i majeranku!!! I tego Ida nie zauważyła? Naprawdę musiała być w szoku straszliwym.
                            Za to bardzo podobają mi się późniejsze opisy: "specjał Idusi został wydobyty z piekarnika i oszołomił wszystkich swoją nieznaną wonią" oraz "pachniało tu czymś dziwnym ale apetycznym".


                            • bupu Re: Placek drożdżowy 24.01.17, 13:28
                              pi.asia napisała:

                              > Za to bardzo podobają mi się późniejsze opisy: "specjał Idusi został wydobyty z
                              > piekarnika i oszołomił wszystkich swoją nieznaną wonią" oraz "pachniało tu czy
                              > mś dziwnym ale apetycznym".

                              Mnie dziwi, że specjał oszołomił tylko zapachem, a nie wyglądem. Smalczyk jest rzadszy nisz miód, a zatem ciasto musiało być rzadsze (jakim cudem w ogóle dało się wałkować?), poza tym ten nadmiar tłuszczu musiał wypiek zmiękczyć, a być może nawet doprowadzić do tego, że pierniki nie wyrosły ani trochę, za to się spiekły nieprzyzwoicie.
                              • pi.asia Re: Placek drożdżowy 24.01.17, 16:15
                                bupu napisała:


                                > Mnie dziwi, że specjał oszołomił tylko zapachem, a nie wyglądem. Smalczyk jest
                                > rzadszy nisz miód, a zatem ciasto musiało być rzadsze (jakim cudem w ogóle dało
                                > się wałkować?), poza tym ten nadmiar tłuszczu musiał wypiek zmiękczyć, a być m
                                > oże nawet doprowadzić do tego, że pierniki nie wyrosły ani trochę, za to się sp
                                > iekły nieprzyzwoicie.

                                To nie był piernik typu pierniczki (ciastka o różnym kształcie), tylko piernik jako taki, dość miękkie i puszyste ciasto. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jego wyglądu, bo nie wiem, jak na wygląd ciasta wpływa nadmiar tłuszczu. Zapewne zrobił się zakalec, ale tego nie widać, póki się ciasta nie przekroi. Natomiast upojny zapach buchnął jak tylko otwarto piekarnik :)
                                >
                                >
                      • pi.asia Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 23:18
                        guineapigs napisała:

                        > Natomiast w to z pomyleniem kwasku i soli przyjmuję, szczegolnie od poranka, ki
                        > edy pomyliłam krem do rąk z pastą do zębów - tak, można to pomylić, jestem żywy
                        > m dowodem i przykładem. A i pasty do zębów, i kremu do rąk używam kilka razy na
                        > dzień.

                        Ja pomyliłam pastę do zębów z kremem do golenia.

                        > Ja to gabine pomylenie rozumiem tak: kiedys kwasek był popularniejszy, bo nie b
                        > yło cytryn. Z wyglądu kwasek i sol sa bardzo podobne, i może u Borejków były pr
                        > zechowywane w podobnych pojemnikach i równie blisko zasięgu ramienia (Mili oczy
                        > wiście).

                        Nadal tego nie widzę. pojemnik na sól jest z reguły dość spory, bo też i soli używa się niemało. Po co kwasek wsypywać do wielkiego pojemnika? Ile by go musiało być? I do czego można używać hurtowych ilości kwasku? Do herbaty?
                        Oczywiście pomyłki kuchenne się zdarzają, i bywają śmieszne, sama osobiście nalałam wrzątku do puszki z herbatą, starannie omijając przygotowany kubek. Czytałam o osobie, która czajnik elektryczny z rozpędu postawiła na gazie, i o takiej, która usmażyła placki ziemniaczane na pokoście, bo był w butelce po oleju. Ale ten kwasek zamiast soli jakoś mnie nie śmieszy.

                        > Tam gdzies były 'lepsze' pomyłki kuchenne, oczywiście w wykonaniu Nutrii, jakie
                        > s użycie tłuszczu zamiast czegoś innego, nie pamiętam juz teraz konkretów (a po
                        > winnam jako forumowiczka, wstyd!).
                        Nie Nutrii, tylko Idy, która zamiast słoiczka płynnego miodu wlała do piernika słoiczek płynnego smalcu ze skwarkami. Kultowa scena z Noelki. Wstydaj się Waćpanna!!!

                        > Zatem w pomyłke kwasku z sola wierze, natomiast nie ogarniam jak mozna zawsze u
                        > gotować jajka na twardo i to nawet wtedy, gdy chce się na 'po wiedeńsku'. Tyle
                        > to ja potrafiłam jako przedszkolak znający się na zegarku.
                        Może nikt Gabie nie powiedział, że jajko trzeba włożyć do wrzątku. Jak się włoży do zimnej wody i gotuje (trzy minuty od zagotowania wody), to ono i tak będzie na twardo.
                      • hamerykanka Re: Placek drożdżowy 25.01.17, 02:32
                        Ja przepraszam niesmialo, ze sie wetne, nieco OT, ale jest taki swietny watek o pomylkach w kuchni..
                        forum.gazeta.pl/forum/w,77,5019338,5019338,Tragiczne_pomylki_w_kuchni.html
                        • xcv12 Re: Placek drożdżowy 25.01.17, 23:50
                          hamerykanka napisała:

                          > Ja przepraszam niesmialo, ze sie wetne, nieco OT, ale jest taki swietny watek o
                          > pomylkach w kuchni..

                          Z innego wątku pamiętam forumkę, która chciała ugotować w jednym garnku jajka, część na miękko, pozostałe na twardo, i żeby się jej nie pomyliły to te na miękko oznakowała markerem wodoodpornym.
                          I też przepraszam za jeszcze większy off top.
                      • anchema Re: Placek drożdżowy 25.01.17, 23:08
                        guineapigs napisała:

                        > Zatem w pomyłke kwasku z sola wierze, natomiast nie ogarniam jak mozna zawsze u
                        > gotować jajka na twardo i to nawet wtedy, gdy chce się na 'po wiedeńsku'. Tyle
                        > to ja potrafiłam jako przedszkolak znający się na zegarku.

                        słuchajcie, to ja chyba jestem kryptogabą :(

                        przez całe dotychczasowe życie nie opanowałam jajka na miękko, wiecie, takiego idealnego, jak u panny Marple w "Hotelu Bertram" - miękkie żółtko, ścięte białko
                        i to po latach prób, przeczytaniu iluś tam przepisów i sztuczek na "idealne jajko", odmierzaniu z sekundnikiem itd. - albo jest całe surowe albo całe twarde
                        na palcach jednej ręki mogę policzyć, kiedy mi się sztuczka udała i mam bolesną świadomość, że raczej przez przypadek
                        jedyne, co do tej pory osiągnęłam, to zorientowanie się, że u nas w domu, trzeba gotować na miękko ok. 4 minut - nie wiem, czy to kwestia twardości wody (podobno ma znaczenie) czy kaloryczności gazu (podobno ma znaczenie) ale przy przepisowych trzech jajko jest surowe

                        co ciekawe ani moja matka ani babka nie potrafią ugotować jajka na miękko - obstawiamy rodzinną klątwę, w przypadku Borejków tropem może być słuszny choć ukryty gniew Gizeli - pewnie ona jakieś uroki na swoją stara kuchnię rzuciła przed odejściem ;)
                        • bupu Re: Placek drożdżowy 25.01.17, 23:41
                          anchema napisała:


                          > przez całe dotychczasowe życie nie opanowałam jajka na miękko, wiecie, takiego
                          > idealnego, jak u panny Marple w "Hotelu Bertram" - miękkie żółtko, ścięte białko

                          Panna Marple akurat nie spożywała jajka na miękko, tylko jajko w koszulce, gotowane bez skorupki. I podane na rumianym tościku.

                          Kurczę, głodna się zrobiłam.
                          • ciotka_scholastyka Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 09:51
                            > Panna Marple akurat nie spożywała jajka na miękko, tylko jajko w koszulce, goto
                            > wane bez skorupki.

                            Mój popisowy numer. Nikt, w całej rodzinie nie umie, wszystkim się rozlatują, tylko ja potrafię *wypina pierś*
                            • gat45 Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 10:03
                              Ja też, ja też !
                              [wypina, co tam ma i ustawia się za Ciotką]
                              • vi_san Re: Placek drożdżowy 23.03.17, 07:07
                                Zazdraszczam potężnie i Tobie i Ciotce, bo ja nie umiem... :(
                                Za to moim popisowym jest sadzone zapiekane w bułeczce - też dobre, ale to nie to co jajko w koszulce na rumianym tościku...
                        • ewaty Re: Placek drożdżowy 25.01.17, 23:42
                          Jednym z moich lepszych zakupów kuchennych jest jajowar- jajka wychodzą wg potrzeb idealne.
                          • gat45 Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 09:06
                            Po latach studiów teoretycznych i eksperymentów praktycznych nad zagadnieniem doszłam do wniosku, że istnieje tylko jeden sposób otrzymania jajka na miękko odpowiadającego standardom jajek w koszulce z hotelu Bertram. Na oko + łut szczęścia.
                            W rozważaniach i doświadczeniach brane było pod uwagę wiele czynników, jak to : wielkość jajka, liczba jaj gotowanych jednocześnie, proporcja objętości woda / jajo/a, etc...
                            Spróbujcie tak : niewielki garnuszek (nie więcej niż 1,5 l) wody zagotować, jajo przedziurawić od grubszej strony (czymś względnie cienkim i ostrym, ja mam sprzęt specjalny
                            upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/8f/Eierpikser.jpg/220px-Eierpikser.jpg )
                            i włożyć je na wrzątek. Czas gotowania oceniamy na oko w zależności od wielkości jaja - od 3'20" do 3'50"i liczymy na łut szczęścia. Osoby wierzące mogą dodać modlitwę.
                            Niezawodna metoda powinna uwzględniać wiele parametrów, do których niestety nie mamy dostępu zabierając się ten trudny przepis, jak to : grubość i przewodnictwo cieplne skorupki, temperaturę jaja przed włożeniem do wrzątku, wiek jaja, ciśnienie atmosferyczne w kuchni i tak dalej.
                            Moja koleżanka ma garnuszek na jajo na miękko. Od dzieciństwa go ma i strzeże jak oka z głowie. Otóż napełnia garnuszek do określonego poziomu, wkłada doń JAJO (do zimnej wody!) i stawia na ogniu. Z chwilą zagotowania jajo jest akurat takie, jak ona lubi. Niestety ta metoda ma feler w postaci samego garnuszka oraz faktu, że musi się ograniczyć do jednego jaja. No i pilnować trzeba dużo dłużej.
                            Eeeeeeh, życie nie jest proste....

                            PS Miałam jajowar i mnie się nie sprawdził. Przy tym samym ustawieniu czasu zupełnie inaczej wychodziło jedno jajo, a inaczej pełny wsad, czyli 6 sztuk. Regulacji na ilość jaj nie było.

                            PPS Lubię jaja ! Szczególnie na miękko i w postaci pasty, zwanej w moim rodzinnym domu "jaja podróżne".
                            • tt-tka Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 09:14
                              Phi, to ja jestem dziecko szczescia :) Wkladam jajka do zimnej wody - liczba nie ma znaczenia - pilnuje momentu zagotowania, a po dwoch minutach wyciagam pierwsze i nadtlukuje. Z reguly jest jeszcze niegotowe, nawet bialko nie zawsze do konca sciete. Klne, wklada z powrotem i co kilka sekund powtarzam operacje z innym jajkiem. Kiedy pierwsze ma idealnie sciete bialko, zaczynam wyciagac po jednym. Ostatnie ma zawsze konsystencje idealna. jak te z hotelu Bertram :)
                              • gat45 Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 09:19
                                Ile jajek stanowi Twój wsad początkowy ?
                                Co robisz z tymi napoczętymi i obrzuconymi klątwą ?
                                • tt-tka Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 09:34
                                  Przewaznie trzy, bo jak juz jem, to tyle zjadam. Wiecej niz siedmiu naraz nie robilam.
                                  Pierwsze (i kazde nastepne probne) wkladam do garnka z powrotem, czasem z bialka sie robi taki fajny babelek czy inna wypustka :)
                            • vi_san Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 11:09
                              To ja "sprzedam" sposób mojej teściówki - nie wiem czemu, ale mi tak zawsze wychodzą, właśnie idealne - białko zupełnie ścięte, a żółtko płynne.
                              Jaja wyjąć z lodówki i odczekać - muszą mieć temperaturę pokojową. Do zimnej wody wsypać ze dwie łyżki [takie "do zupy"] soli kuchennej, włożyć wybraną ilość jaj. Wody musi być tyle, żeby jej lustro było co najmniej centymetr nad jajami. Postawić na gazie. Zagotować. Od "zawrzenia" - liczyć energicznie do stu. Wyłączyć i jaja wyjąć jak najszybciej z wrzątku. Jeść. Finnito.
                              Jak dotąd, już od lat tą metodą wychodzą mi zawsze i z każdą zaplanowaną ilością jaj, niezależnie od grubości skorupek, ciśnienia atmosferycznego i twardości wody. A robiłam w różnych regionach Polski, na różnych kuchenkach, w różnych garnkach, jaja od różnych kur...
                              Może się komu przyda?
                              • tt-tka Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 11:41
                                Sprobuje :)
                                Nie ma co kryc, latwiej mi policzyc do stu niz instalowac aplikacje. Zwlaszcza na nieistniejacym telefonie :)
                              • tt-tka Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 20:21
                                Visanno, wyszlo !
                                Dzieki i uklony dla tesciowki :)
                                • vi_san Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 21:03
                                  Przekażę, oczywiście. Cieszę się, ze komuś się przydała metoda liczenia do stu. :D
                                  • gat45 JAJO na miękko 28.01.17, 11:27
                                    vi_san napisała:

                                    > Przekażę, oczywiście. Cieszę się, ze komuś się przydała metoda liczenia do stu.
                                    > :D
                                    >
                                    >
                                    A co to znaczy "energicznie" liczyć do stu ? Mogłabyś zmierzyć chronometrem swoje liczenie i podać w sekundach ?
                                    • vi_san Re: JAJO na miękko 28.01.17, 18:06
                                      No kiedy właśnie problem w tym, że... To się po prostu liczy. Raz, dwa, trzy... I tak do stu. Energicznie, czyli nie "raz... dwa.... trzy..." ani nie lecąc na pysk i połykając końcówki. No, normalnie, energicznie liczyć do stu. Na czas nigdy nie patrzyłam - wzorem teściowej. Zaznaczę, że w mojej rodzinie przepis był taki jak Twój - czyli trochę na łut szczęścia i pi razy oko. A sposób teściowej się sprawdza! I mojej mamie też!
                                      • gat45 Re: JAJO na miękko 28.01.17, 18:12
                                        Po polsku trzeba liczyć ? Bo jak w innym języku, to i inne trwanie odliczania.
                                        Weź ty nastaw chronometr w komórce na Twoje liczenie i podaj czas. To się powinno dać zrobić. Proszę. :)
                                        • vi_san Re: JAJO na miękko 28.01.17, 18:49
                                          Po polsku. Po innemu ani ja ani teściowa nie umiemy. :D
                                          Się nie da bo nie mam chronometru, który by tak precyzyjnie odmierzał. Także Gatto musi policzyć po polsku do stu. Ewentualnie później,celem ćwiczeń Gatto sobie wymierzy, ile to "do stu" po polsku jest po francusku, albo tez wg chronometru. :D
                        • mariamm87 Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 10:08
                          Moje męki skończyły się wraz z zainstalowaniem aplikacji na telefon do gotowania jajek :D Mówię poważnie - wybiera się wielkość jajka, to czy jest z lodówki czy w temperaturze pokojowej, a nawet GPS odmierza wysokość nad poziomem morza (co też podobno ma znaczenie) i sam wylicza czas potrzebny do osiągnięcia wybranej miękkości. Od czasu zainstalowania tej aplikacji wszystkie jajka na miękko wychodzą dokładnie takie jak powinny :)
                          • ewaty Re: Placek drożdżowy 26.01.17, 20:06
                            Mam teorię, że stres gotującego emituje dodatkowe dżule i jajko zestresowane gotuje się bardziej ;)
                        • ssssen Re: Placek drożdżowy 23.03.17, 14:15
                          anchema napisała:

                          > przez całe dotychczasowe życie nie opanowałam jajka na miękko, wiecie, takiego
                          > idealnego, jak u panny Marple w "Hotelu Bertram" - miękkie żółtko, ścięte białk
                          > o

                          A ja za to nie cierpię jajek na miękko, mam mdłości na sam widok. Dzięki temu tak trudny życiowym problem mnie omija :P

                          Jak czytam jakie ludzie mają problemy to dochodzę do wsioku że niektórym dobrobyt w sempiternach poprzewracał i że losy zachodniej cywilizacji są przesądzone :P
                          • guineapigs Re: Placek drożdżowy 23.03.17, 19:40
                            ssssen napisał:

                            'Jak czytam jakie ludzie mają problemy to dochodzę do wsioku że niektórym dobrobyt w sempiternach poprzewracał i że losy zachodniej cywilizacji są przesądzone :P

                            No to pojechałeś Ignacem. On też zatrważa się o przyszlość świata, w którym ludzie uzywają, tfu, zmywarek do naczyń.
                            Oczywiście kwestia 'jak zrobić dobre jajko na miękko' tudzież 'oszałamiający makowiec' to nie kwestia typu: iść do lasu czy budować PRL, ale nie róbmy z igły wideł. Nawet w najbardziej dramatycznych sytuacjach dowódcy dbali o tzw. morale żołnierzy - higiena i podstawowa elegancja zachowane być musiały. Wg. filmu Poręby Hubal zatrudnil krawca do szycia i reperacji mundurów (jak było faktycznie - niestety nie wiem, chociaż Hubal urodził się trzy rzuty beretem ode mnie i nie łumiem znależć słów by opisać, jaki to dla mię zaszczyt). Po co? Przecież nie dlatego, że mundur zastąpił karabin. Po to, by żolnierze pozostali żołnierzami, a nie jakimś upadłym i zaniedbanym zbiorowiskiem desperatów.
                            A już dobry kucharz, który z niczego zrobi porządny posiłek, bo zna różne sztuczki kulinarne - to po prostu gość na wagę złota w każdej armii. Inaczej idzie się do walki po zjedzeniu byle gotowanej kury i w obszarpanej sukmanie, a inaczej po zjedzeniu 'coq a la coś tam' i w pięknie odpicowanym mundurze.

                            • ciotka_scholastyka Re: Placek drożdżowy 25.03.17, 18:39
                              guineapigs napisała:

                              > Wg. filmu Poręby Hubal zatrudnil krawca do szycia i reperacji mundurów (jak było faktycznie - niestety nie wiem, chociaż Hubal urodził się trzy rzuty beretem ode mnie i n
                              > ie łumiem znależć słów by opisać, jaki to dla mię zaszczyt).

                              Sama mówisz, że nie wiesz, jak było naprawdę - no właśnie, więc dlaczego używasz tego jako argumentu?
                              IMHO to bzdura, po pierwsze zważając na sytuację żołnierzy Hubala, a po drugie - no właśnie, bo to film Poręby.
                              pl.wikipedia.org/wiki/Bohdan_Por%C4%99ba
                              • marutax Re: Placek drożdżowy 13.07.17, 09:27
                                ciotka_scholastyka napisała:

                                > guineapigs napisała:
                                >
                                > > Wg. filmu Poręby Hubal zatrudnil krawca do szycia i reperacji mundurów (j
                                > ak było faktycznie - niestety nie wiem, chociaż Hubal urodził się trzy rzuty be
                                > retem ode mnie i n
                                > > ie łumiem znależć słów by opisać, jaki to dla mię zaszczyt).
                                >
                                > Sama mówisz, że nie wiesz, jak było naprawdę - no właśnie, więc dlaczego używas
                                > z tego jako argumentu?
                                > IMHO to bzdura, po pierwsze zważając na sytuację żołnierzy Hubala, a po drugie
                                > - no właśnie, bo to film Poręby.
                                > pl.wikipedia.org/wiki/Bohdan_Por%C4%99ba

                                Sytuacja z krawcem wcale nie jest nierealna. Miałam kiedyś w ręku dokumenty oddziału partyzanckiego "Warszyca", już z okresu powojennego. To, co mnie zaskoczyło najbardziej, to fakt, że oddział działał jak oficjalne wojsko - ludzie dostawali żołd, jakieś zapomogi w przypadku choroby w rodzinie, urlopy... Cała masa szczegółów formalnych i kadrowych. Po prostu dowództwo dążyło do tego, by oddział odróżniał się od bandy i by zachować dyscyplinę w szeregach.
                            • iskrzy_54 Re: Placek drożdżowy 17.07.17, 15:59
                              'coq a la coś tam'

                              we wspomnieniach autorki "Wojny domowej" przepis na "coq au vin" podany jej przez francuską kucharkę brzmiał w swobodnym tłumaczeniu "bierzesz kurę, wpie... ją do garnka i gotujesz" - bardzo mi się ten przepis podobał swego czasu, ale niestety danie było niezjadliwe w moim wykonaniu.
                      • iskrzy_54 Re: Placek drożdżowy 16.07.17, 17:31
                        Ostatnio zrobiłam kaczkę w pomarańczach i jabłkach i towarzystwo chamsko wylizywało noże. Wszyscy mi mówią: ty naprawde masz dryg do tego!!!

                        przepis poproszę?
                        • guineapigs Re: Placek drożdżowy 16.07.17, 19:44
                          Przepis dostałam od żony szefa mego, osoby wyjątkowo uroczej i nad wyraz urodziwej (mówię o żonie szefa, nie o szefie).
                          Niestety, żony już nie ma, więc i przepisu nie dostanę.
                          Ale z tego, co pamiętam, to potrzebna jest kaczka, jabłka i pomarańcze..... he he he.
                          Nie, bez żartów, bardzo bym chciała się podzielić, ale nie mam możliwości. Pamiętam, że Ona jakoś specjalnie tę kaczkę przygotowywała, ale jak - tego już pamiętam.
                          Ale taki przepis możesz chyba znaleźć bez większych problemów w książce kucharskiej czy na jakimś kanale o gotowaniu. Ważne, by do tych rygorystycznych zaleceń przemycić 'coś swojego' - np. jak nie piszą nic o curry, to dodać. Albo np. jak nie curry, to miodu z cytryną. Albo listki szpinaku. Albo zmienić proporcje ziół. Dużo też zalezy od samych jabłek - sa te słodkie, te kwaśnawe i te 'do pieczenia'. Dodać ze dwie śliwki albo kilka rzodkiewek? Nie wiem, musisz 'smaczyć' i nie bać się ciut poeksperymentować, ale dawkować powoli i kontrolować. I podawać tak, jak tobie smakuje, a nie jak 'powinno wyjść' albo 'jak wszyscy serwują'.
                          Zatruć to na pewno nikogo nie zatrujesz (dopóki nie podasz z nikotyną w czystej postaci lub arszenikiem bezsmakowym), co najwyżej wywiąże się dyskusja: a bo moja babcia to nie na słodko podawała/a moja to właśnie jeszcze słodziej.
                          POWODZENIA!
                          • gat45 Re: Placek drożdżowy 16.07.17, 20:44
                            Towarzysz życia mego, jako Francuz genetycznie zaprogramowany do gotowania, do kaczki w jabłkach i pomarańczach dodaje taki myk, że pokrojone jabłka tarza w imbirze (takim kupowanym w proszku) i do całości dodaje ciutkę gałki muszkatołowej, świeżo startej na mini-tarce. I to jest ten jego "griffe" czyli "szpon". Jabłka mają być kwaśne, a pomarańcze słodkie. Na sam koniec - na czubek noża papryki, tej słodkiej. Kolor robi się taki naprawdę pomarańczowy.
                            Nie pytajcie mnie o proporcje, bo już pytałam. "No, tak na oko" - brzmiała odpowiedź.
                            Aha, czasem dodaje także świeży imbir, ale na to trzeba benedyktyńskiej cierpliwości, bo trzeba toto pokroić na naprawdę maciupeńkie kosteczki (sześcian o boku 2mm to za dużo, ma być bliżej 1mm). Wiem, bo prace podkuchennej typu "umyć jarzyny/owoce, pokroić coś na mniej lub bardziej małe kawałeczki, utrzeć, zamieszać, , itp..." to moja domena, niestety ;(
                • soova Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 18:54
                  Placek drożdżowy trzeba przede wszystkim zrobić nie na żadnej obrzydliwej margarynie do pieczenia, a na maśle, i to dobrej jakości. Używam też drożdży kupionych "na świeżo" (nie takich trzymanych z tydzień w lodówce), moje ulubione to francuskie Hirondelles (chociaż i te różne Drożdże Babuni też nie są złe). Sypię mąkę Szymanowską z patriotyzmu gospodarczego, aczkolwiek mówiono mi, że Basia (która wbrew nazwie jest od producenta niemieckiego) jest rewelacyjna. W młodości :) słyszałam różne kuchenne legendy miejskie, że do drożdżowego to "trzeba mieć rękę", że nie każdemu wychodzi, a sama po prostu wzięłam przepis z kalendarza z wydzieranymi codziennie kartkami i wyszło bez problemu. Bardzo lubię ciasto drożdżowe i różne bułeczki, piekę, jak tylko mam okazję. Ciasto drożdżowe królem wypieków!
                  • tt-tka Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 19:31
                    A propos drozdzy przypomnial mi sie nieoceniony soltys Kierdziolek: "Smutno. Chyba do Wojtka Flisa pojdziemy. Niedawno kupowal cukier i drozdze - moze nas plackiem poczestuje" :)
                    • guineapigs Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 22:33
                      Rany Boskie, kim jest Sołtys Kierdziołek??????? Z opisu wstępnego wygląda mi na niezłego 'jajarza'.
                      • tt-tka Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 22:52
                        Rany, naprawde nie znasz ???? Postac z kabaretu, przez kilka dziesiecioleci pelniaca obowiazki soltysa Chlapkowic, moj ukochany soltys. Bardziej kocham tylko soltysa z Wachocka. Glownie czytalam, "Ze stolka soltysa Kierdziolka", "Za kierdziolkowa miedza" i inne, ale jak wrzucisz na jutubie Kierdziolka /zamiennie Jerzego Ofierskiego, to na pewno wyskoczy :)
                        Szczegolnie lubilam numery osmiomarcowe, zwlaszcza ten, gdy soltys zostal kobieta honoris causa :)
                        • guineapigs Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 23:07
                          No kuźwa nie znam tego sołtysa!!! Ale i znac nie muszę!!! Od przeczytania Twojego: 'gdy sołtys został kobietą honoris causa' leże na dywanie i rżę jak koń, chociaż nie wiem nawet, o co chodzi w skeczu!!! TO MUSI BYĆ BORSKIE!!!
                          'Kobieta honoris causa' - ja nie wytrzymam!!!!!
                          Jak sie uspokoję zacznę penetrować yt.
                          • guineapigs Re: Placek drożdżowy 23.01.17, 23:22
                            Stary pałac wyremontujemy a potem zbudujemy nowy - na zimnioki.
                            Znalazł mi dobre miejsce na spanie - u Mańki.
                            O rzesz, rewelka.
                            DANKE!!!!
                            • tt-tka Re: Placek drożdżowy 24.01.17, 01:06
                              A bitte, bitte.
                              Przypominam sobie te kawalki ulubione, jak nie znajdziesz na yt, to wrzuce tekst :)
                              Kazda milosniczka soltysa na wage zlota ! Jak klos !
                              • gat45 Re: Placek drożdżowy 24.01.17, 07:24
                                Ja pamiętam coś o motocykielu. Jak to (pewnie po degustacji tego placka z cukru i drożdży) kolega sołtysa na takowym zginął, zderzywszy się czołowo z ciężarówką, bo myślał, że to dwa motocykiele.
                                Oraz zapowiedź nowego wynalazku, uczynionego przez naukowców radzieckich : kino zapachorama. Miało dawać film specjalny dla rolników "o przewadze nawozów sztucznych nad naturalnymi".
                                • tt-tka Re: Placek drożdżowy 24.01.17, 22:16
                                  gat45 napisała:

                                  > Ja pamiętam coś o motocykielu.

                                  O motocykielu panietam tylko, ze to najpopularniejsze i najgorsze narzedzie grzechu. Bo dawniej, jak chlopak szedl do dziewczyny na druga wies, to zanim doszedl, juz mu sie wszyckiego odechcialo. Ino o drodze powrotnej myslal. A tera taki grzesnik na motocyklu to jednego wieczora kilka punktow zbiorowego grzeszenia obskoczy.
                • buka_z_muminkow Re: Placek drożdżowy 25.03.17, 14:34
                  a tam, dobrze zrobiony placek drożdżowy z kruszonką to rarytas :) moj tata robi tak pyszny, że wolę to od wszelkich tortów, serników i keksów razem wziętych :)
        • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 29.01.17, 02:11
          vi_san napisała:

          Opulan komputer!

          CO zrobilas komputerowi ??? Dlaczego ??? I jak moglas !!!
          (chyba ze to cos przyjemnego)
          Czytam wateczek na swiezo, co jeszcze mnie zaskoczy ?
          • vi_san Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 29.01.17, 09:08
            Oplułam. "M" a nie "n". Literówka mi się zrobiła.
            A winna jest 3piota i jej wpis "Józeczek - chemik - przedniej mocy bimber pędził, a Fela nim handlowała. Dlatego na targowisku Idę z serduszkami gipsowymi namierzył, właśnie niósł Feli na stragan świeżo utoczony destylat."
            Tak mi jakoś Jakubem Wędrowyczem trąciło, Andrzeja Pilipiuka - kto nie czytał ten niech nadrobi!
            • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 29.01.17, 09:37
              Aaaaa. Wiesz, chyba nawet za pierwszym razem przeczytalam "oplulam", bo nie pamietam, zebym, sie dziwila. A teraz czytalam uwazniej i zgubilam szczeke :)
              Jakuba znam, Semena tez, lubie obu - choc Semen monarchista :)
              • gat45 Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 29.01.17, 09:49
                tt-tka napisała:

                > Aaaaa. Wiesz, chyba nawet za pierwszym razem przeczytalam "oplulam", bo nie pa
                > mietam, zebym, sie dziwila. A teraz czytalam uwazniej i zgubilam szczeke :)
                > Jakuba znam, Semena tez, lubie obu - choc Semen monarchista :)

                Bo za pierwszym razem był "opulan". Mnie się to skojarzyło z jakimś medykamentem, albo najmarniej wyrobem medycznym (ki czort ten "wyrób medyczny"?)
                • vi_san Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 29.01.17, 12:14
                  Medykament - [wyrób leczniczy] definicja wg ustawy Prawo farmaceutyczne – to substancja lub mieszanina substancji, przedstawiana jako posiadająca właściwości zapobiegania lub leczenia chorób, lub podawana w celu postawienia diagnozy, lub w celu przywrócenia, poprawienia, lub modyfikacji fizjologicznych funkcji organizmu poprzez działanie farmakologiczne.
                  Wyrób medyczny - wg ustawy o wyrobach medycznych – to narzędzie, przyrząd, urządzenie, oprogramowanie, materiał lub inny artykuł stosowany samodzielnie albo w połączeniu, w tym z oprogramowaniem przeznaczonym do używania specjalnie w celach diagnostycznych lub terapeutycznych. Wyroby medyczne przypominają produkty lecznicze. Może to być różnego rodzaju sprzęt medyczny, narzędzia, ale również: maści, czopki, zastrzyki, krople do oczu, pastylki do ssania i kapsułki.
                  Czyli np. suplementy diety to wyroby medyczne, a nie medykamenty.
      • gat45 Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 22.01.17, 18:26
        Samogon.
        To mi przypomina cudowną wpadkę językową towarzysza mojego życia, który przed poznaniem mnie z polszczyzną nie miał nic wspólnego. Otóż kiedyś przyznał mi się, że długie lata był przekonany, że "samogon" to ostatnia, najlepsza (bo najczystsza) frakcja destylacji. Sam ogon z kolumny rektyfikacyjnej.
        I mówcie sobie co chcecie, ja tam jestem dumna z ucznia :)
    • neandertalka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 24.03.17, 13:11
      Odpowiadam niniejszym na kwestię lenistwa nastoletniej Gabrieli, która pojawiła się gdzieś powyżej.

      Nie, to nie Gabrysia była leniwa. To ówczesna Mila, jeszcze bynajmniej nie ideał, potrafiła - o dziwo! - sprawić, że żadna z córek, również najstarsza, prawie dorosła, nie miała bladego pojęcia o gotowaniu. Która nastolatka rwie się do kuchni czy sprzątania, o ile jej się do tego nie zagania? To znaczy są takie, ale zdecydowanie w mniejszości. Normą jest raczej unikanie robót kuchennych, o ile się nie musi - jest tyle ciekawszych zajęć w tym wieku!

      Symptomatyczny jest tu obrazek z tamtego Sylwestra: Mila z bolącym brzuchem, tuż przed perforacją wrzodu żołądka, chodzi po domu z odkurzaczem w ręce, gdy Gabriela wyleguje się na tapczanie z lekturą (antyczną). I matce nie przyjdzie do głowy, żeby powiedzieć: dziewczyny, odkurzcie, źle się czuję. Nie winię tu Gaby - tak ją nauczono. Winię Milę.

      Do pewnego stopnia tłumaczy ją to, że dopóki gnieździli się w ciasnocie na Winogradach, to zapewne nie było szans na jakąś aktywność dzieci w kuchni. Raczej się je wyganiało, żeby nie przeszkadzały, i trudno się dziwić. A na Roosevelta mieszkają dopiero od jesieni, zdaje się.

      Ale to wyjaśnienie przyszło później, dopiero w Kalamburce. Pisząc Kwiat Kalafiora, autorka skłonna była raczej wytykać Gabrysi nieczułość. Tymczasem cóż - to mamusia ją tego osobiście nauczyla.
      • ciotka_scholastyka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 25.03.17, 18:45
        neandertalka napisał(a):

        > Pisząc Kwiat Kalafio
        > ra, autorka skłonna była raczej wytykać Gabrysi nieczułość. Tymczasem cóż - to
        > mamusia ją tego osobiście nauczyla.

        Dokładnie. Nie ma co winić tutaj Gabrieli. Mnie i siostrę też mamusia "nauczyła", że mamy się tylko uczyć, i nic więcej. Co nie przeszkodziło jej potem wyrzekać, że "nikt jej w domu nie pomaga". Co oczywiście wpędzało nas w poczucie winy, póki nie nauczyłyśmy się jej właściwie na to odpowiadać.
      • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 12.07.17, 22:44
        Ja w ogóle nie pojmuje, jak panny Borejko były wychowywane. Tzn. nie były w ogóle. Istna patologia. No bo tak:
        - pomimo, iż szczytem marzeń okazywał się ślub i rodzina, im szybciej, tym lepiej, to żadna dziewczyna nie była ani przez matkę strojona (pomijając sukienkę dla Idy, ale Ida musiała uciec od rodziców, żeby ją matka dostrzegła i odziała), ani nie nauczona roboty - żadne z nich poznańskie gospodynie, w dodatku flejtuchy pławiące się w miłym kurzu i brudku. W późniejszych tomach to się zmienia trochę... wszystkie chyba umieją gotować
        - a zatem skoro rodzina inteligencka, a panny w domu mają dwie lewe ręce, to powinien być nacisk na wykształcenie..
        Gaba idzie na filologie, co w jej przypadku jest drogą na skróty, bo z domu ma bazę potężna,za to studia przerywa, bo dzieci i wprawdzie potem dochodzi do profesury, ale tylko dlatego, że Pyziak zwiewa, inaczej byłby co rok prorok razy 4 zapewne,
        Ida, jedyna zbuntowana i konkretna idzie na trudne studia medyczne i zostaje lekarzem, zamiast Sławkowi gotować pierogi.
        Natalia idzie na polonistykę, bo lubi wiersze.. no ok. Nie pamiętam, co ona potem zawodowo robi, ale na studiach się interesuje przynajmniej tematyką i podkochuje w wykładowcy, za to
        Pulpa jest leniwa i wykształcenie ma gdzieś, wbrew deklarowanym ambitnym planom, ale można to jeszcze zrozumieć, bo to były czasy transformacji ustrojowej i wszystko się zmieniało.
        A Pyzakówny? Matka dr hab, a towarzystwo do studiów nie ma głowy w ogóle.. tylko, jak to mówiła moja babcia " za chłopami się uganiają"
        W dodatku na jedzenie rzucają się mlaszcząc i siorbiąc.. Czyli wychowanie to przerzucanie się łacińskimi cytatami li i jedynie. Ja rozumiem, że Mila była wykończona, ale między dziewczynami była też spora różnica wieku, nie siedziała w pieluchach 10 lat bez przerwy, na prawdę nie dało się wychować towarzystwa choć trochę..
        • verdana Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 11:04
          Bez przesady. Znam niejedną rodzinę z rodzicami dr hab. , w której dzieci nie mają chęci do nauki - nie dlatego, ze zaniedbane, tylko dlatego, ze a. niezdolne, b. mają inne zainteresowania (naprawdę, nauka nie jest jedyna możliwością), c. zostały tak zajechane przez nadambitnych rodziców, ze im się wszystkiego odechciało, d. widzą, że praca naukowa to nie jest coś, co chciałyby kiedykolwiek robić. Dlaczego pójście na filologię klasyczną ma byc "drogą na skróty"? Przeciwnie, to własnie świadczy, że ojciec potrafił zainteresować córkę tym, co robi, czyli wychowanie było jak najbardziej w porządku. Nie rozumiem też, dlaczego elementem dobrego wychowania jest strojenie dziewczyn.
        • soova Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 11:26
          Twierdzenie o patologicznym braku wychowania dziewcząt w rodzinie Borejków to galimatias musicum. Trzymajmy się chronologii, także chronologii pisania kolejnych powieści przez autorkę:

          pomimo, iż szczytem marzeń okazywał się ślub i rodzina, im szybciej, tym lepiej, to żadna dziewczyna nie była ani przez matkę strojona

          Ten priorytet wychowania do małżeństwa wyszedł na jaw, ale w książkach, które powstały po 1990 roku. Natomiast, istotnie, matce (zajmującej się zarobkowo, o dziwo, dziewiarstwem!) nie zależy, aby nastoletnie córki były ładnie ubrane (właściwie to temat ten dla niej nie istnieje), ale to czasy KK i IS. W pierwszej książce akurat moment, kiedy dotychczas obojętna odzieżowo Gaba chciałaby jednak mieć coś ładnego, zbiega się z operacją Mili. Zresztą w ostatniej chwili, kiedy wyjście naprzeciw tej potrzebie jest jeszcze możliwe, matka staje jakoś na wysokości zadania, organizując sukienkę z firanki. W drugiej - scena rozmowy Mili i Idy pachnie nieco dydaktyzmem - nieważne są ciuchy i uroda, ważne jest wnętrze (zresztą kto w książkach MM jest ładny i ładnie ubrany? - Matyldy i robaczywe Paulinki). Taki jest wychowawczy priorytet Mili, i dlatego (mimo tego, że rozmowa z Idą zaczyna się od wzmianki, że na maszynie akurat leży wiśniowa spódnica ze ślicznej wełenki!) dziewczyny w tym domu nie są strojone. Nie jest to żadna niekonsekwencja, że skoro wydajemy towar za mąż, to powinien on się reklamować przez ładne opakowanie, tylko skutek zbyt ortodoksyjnie potraktowanego priorytetu "być" nad "mieć".

          Gaba idzie na filologie, co w jej przypadku jest drogą na skróty, bo z domu ma bazę potężna

          Nie wiem, czy to taka droga na skróty. Ignacy za nią nie chodził na egzaminy, a i książki do nich przeczytać sama musiała. Fakt, część ich miała w domowej bibliotece, ale to jedynie techniczne ułatwienie. W ogóle te uwagi o studiach Borejkówien jakoś temu "patologicznemu" wychowaniu, które jakoby odebrały, przeczą. Patologii raczej mało zależy, żeby dzieci studiowały, a tu mamy całkiem ciekawy wachlarz kierunków, od filologii klasycznej po leśnictwo i astronomię.

          W dodatku na jedzenie rzucają się mlaszcząc i siorbiąc.. C


          Rzucają się w KK li i jedynie. W dalszych częściach mowa już o całkiem smacznej kuchni, jaką u Borejków prowadzono.

          Dziewczyny, owszem, wychowywano z nieco nadmiernym naciskiem na prymat wartości duchowych nad rzeczowymi, ale ogólnie kierunek wychowawczy nie był zły. Mówię o czasach KK i IS, w których Gabrysia zakładała ESD, a Ida występowała w obronie psa i uratowała Lisieckiego. Takie rzeczy w wykonaniu dziewczyn z domu patologicznego chyba nie byłyby możliwe.
          • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 11:42
            Patologia to w dużym cudzysłowie:) natomiast jakoś pasji naukowych poza dużą erudycją u panien B nie ma przesadnie poza dwiema starszymi.
            • soova Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 11:45
              Ale posiadanie pasji naukowych, gdy się wyszło z domu filologa klasycznego i utajonej dramaturgini, a jawnej dziewiarki - chałupniczki, to jakiś obowiązek? Dziewczyny wybrały studia w większości zgodnie ze swoimi zainteresowaniami (tylko Patrycja i Pyza poszły idiotycznie na studia za swoimi chłopakami), w większości ukończyły je, a jedna nawet zrobiła karierę naukową. Czego chcieć więcej?
            • vi_san Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 11:48
              Bo ja wiem czy wykucie na blachę kilku klasyków i sentencji po łacinie to na pewno erudycja?
            • zla.m Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 11:59
              Ja też nie mam specjalnie pasji naukowej (bo nie można pod to podciągnąć rozgrzebanego i porzuconego doktoratu ;-). Nie czuję się patologią.

              Dziewczyny w pierwszym pokoleniu są - jak soova mądrze napisała - wychowywane z sensem, choć ze zbyt małym naciskiem na formy (ładne jedzenie, zachowanie przy stole i wobec innych). Wnuczęta Borejków wychowywane są różnie. Laura i Pyza całkiem idiotycznie, ale raczej znają formy zachowania, u nich zawodzi to, co ważne - olanie przez matkę kłamstwa i złodziejstwa jednej, brak wzmacniania poczucia wartości drugiej. Ignacy Grzegorz jest chowany całkiem idiotycznie, ale znów - formy zachowania zna i ma zinternalizowane, gorzej z umiejętnością życia i znajdowania przyjaciół.

              Pałysiątka są zaniedbane, jeśli idzie o formy: Józek żre kiełbasę nożem, przy stole pełnym ludzi i to także tych spoza rodziny, Łusia wtrąca się w rozmowy dorosłych, poucza ich i popisuje się. Kaźmirz - brak danych.

              Dzieci Natalii i Patrycji za to nie prezentują żadnych oznak złego wychowania (fakt, rzadko je widzimy).
              • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 23:19
                Ale nie chodzisz głodna i nie musisz się zajmować trójka rodzeństwa zamiast chodzić do szkoły? Wiem, celowo przejaskrawiam, ale towarzystwo spokojnie mogło ogarnąć i naukę i obowiązki domowe, to może Mila nie byłaby taka sterana od czterdziestki.
                • soova Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 09:45
                  Za to, że gospodarstwo domowe obrabia sama utyrana Mila, zaś Ignacy popija herbatką lekturę Plutarcha, a nastolatki lekce sobie ważą prace domowe (a nawet chyba nie są świadome, że czysta bielizna nie bierze się, tak, o, z szafy), odpowiedzialni są z reguły rodzice. A konkretnie - sama Mila, która najpierw goniła z kuchni dzieci, żeby jej nie przeszkadzały, a potem wszystko robiła sama, bo po dziewczynach trzeba będzie poprawiać i sprzątać, o mężu nie mówiąc. Dzieci (i małżonek też) nie domyślają się sami z siebie, że coś trzeba w domu zrobić, trzeba pokazać, przyuczyć i egzekwować. Najłatwiej jest oczywiście odpuścić, bo samemu się zawsze lepiej zrobi, tylko potem są takie konsekwencje, jak MM opisała.
                  • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 16.07.17, 19:36
                    No. W kwiecie kalafiora stoi jak byk, że kawę dla gości (Robrojka i Kłamczuchy) Gaba zrobiła cokolwiek nieporadnie. Jezu..
                • zla.m Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 11:21
                  panterarei napisała:

                  > Ale nie chodzisz głodna i nie musisz się zajmować trójka rodzeństwa zamiast cho
                  > dzić do szkoły?

                  Ej, już tu były rozważania na temat "głodowania" panien B. i ja zdecydowanie uważam, że takie postawienie sprawy jest jej wykoślawieniem. Rzucały się na dobre, a nie na "cokolwiek".

                  A co do oporządzania trójki rodzeństwa - to była sytuacja wyjątkowa, nie wynikła z immanentnej patologii rodziny, tylko z choroby matki i jej głupiego zachowania ("cicha bohaterka", co robi wszystko sama + milczenie o chorobie i nieprzygotowanie na nią rodziny) oraz - faktycznie - ze skandalicznego lenistwa Ignacego. Oraz z konwencji powieści dla młodzieży ("znikają" rodzice, a młody człowiek uczy się co to praca, odpowiedzialność za siebie i innych itp.).
                  • verdana Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 14:06
                    Prawdę mówiąc, ja opuszczenie tygodnia szkoły, bo matka chora, ojciec w pracy, a ktoś z dziećmi być musi uwazam za zachowanie znacznie bardziej normalne i słuszne, niz stawanie na głowie, aby nie opuścić szkolnych zajęć. Szkoła nie jest najważniejszą rzeczą w życiu - jak sa jakieś wypadki losowe, to naprawdę, bywają istotniejsze sprawy niz obecność na lekcji fizyki. Przy czym mamy tu dwie normy - dorosły, który powie "cóż, ze w domu się wali, praca jest ważniejsza" uznawany jest za osobę nieodpowiedzialną. Prawie dorosła nastolatka, która powie "zostanę w domu, bo się wali, zamiast iść do szkoły" uznawana jest za uciemiężoną i w dodatku nieodpowiedzialną osobę.
                    • berrin Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 14:33
                      Gaba postąpiła ok. W ogole nastoletnia Gaba jest osobą, która jak trzeba - zwłąszcza kiedy sama dostrzega konieczność - dokonuje dobrych wyborów, a jej priorytetom też trudno cokolwiek zarzucić. Ona musiała ogarnąc dom - a nakarmienie i zaopiekowanie sióstr jest istotniejsze niż fizyka. A nawet biologia.
                      Za to w tym momencie coraz gorzej zaczyna wyglądac osoba Ignacego - który jak się wydaje, niezbyt wysoko priorytetyzuje swoje zajęcia zawodowe (ech, to czytanie nie tych książek, na które miałby ochotę), ale mimo to przyjmuje postawę "cóż, ze w domu... eee? właściwie to co w domu? a, Gabrysia i Fela na pewno wszystko ogarną" i ... idzie do pracy. I nie dlatego, ze uważa, ze praca jest ważniejsza, tylko, bo... bo tak?
                      Bo clou w tym, ze to on ma prawo do zwolnienia na opiekę nad dziećmi w czasie choroby żony - tak, nawet nad dziećmi zdrowymi, jesli nie skończyły 8 lat - a Pulpa nie skończyła. Gaba takiego prawa nie ma, szkoła może to usprawiedliwić a nawet powinna, ale jednoczesnie powinna się co najmniej zdziwić: A tatuś? Etatowy pracownik instytucji państwowej zwolnienia nie dostał? Powódź w bibliotece i zbiory trzeba ratować?
                      Naprawdę w pełni rozumiem sytuację książkową: rodzice znikają, żeby dzieciak musiał podjąć wyzwanie/przyjąć odpowiedzialność/dorosnąć/zmienić się. Mila znika i jewj nieobecność jest usprawiedliwiona. Ale Ignac NIE ZNIKA - a zatem jeden rodzic jest na miejscu. I co? I nic. Jest, a jakoby nikogo nie było. No tak, z jednej strony usuwanie (fabularne!) takiego rodzica nie jest tym samym konieczne, ale z drugiej, jak sie o nim czyta, to ręce załamać, a jeszcze lepiej jemu coś złamać i tez połozyć w szpitalu - byłoby o jedno dziecko mniej do ogarnięcia...
                      A czytelnik zostaje z poczuciem, ze Gaba ogarnęła, poradziła sobie, dorosła, a Ignac znów się wykręcił bo on dorastac nie musi...
                    • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 16.07.17, 19:53
                      Gabrysia z fizyki była zagrożona, ale powiedzmy.. natomiast czy normalne jest, że ojciec idzie do pracy i ma wszystko w dupie, a niepełnoletnia córka leci zapisywać siostry do przedszkola i świetlicy? Oczywiście bez sukcesów.Ignacy nie był kardiochirurgiem i chociaż na jeden dzień mógł wziąć urlop/zwolnienie cokolwiek.. Tyle, że Ignacy ma ciężkiego aspergera, wykluczającego go z życia społecznego. Jak dostał zwolnienie na świnkę to się cieszył, że będzie mógł w spokoju poczytać. Żaden inny ojciec trzech chorych córek by na to nie wpadł. Poczytać. W spokoju!
                      • verdana Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 08:52
                        Wiesz, Gabrysia miała lat 17 i naprawdę w tym wieku da sie ogarnąć bardzo wiele rzeczy. Jak dzieci zachorowały, to zwolnienie wziął. Jak moje dzieci były chore, to też sie cieszyłam, ze będę miała czas poczytać - naprawdę chore na świnkę dziecko nie wymaga nadzoru 24 godziny na dobę. I tak, da sie przynajmniej trochę poczytać w spokoju.
                        Ja też nie jestem kardiochirurgiem, a wielokrotnie zdarzało sie, że dziecko miało coś istotnego, występ w przedszkolu, wizytę u lekarza, a ja nie mogłam wzięć zwolnienia.
                        • berrin Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 10:02
                          Nie spieram się z tezą, ze 17-latka jest w stanie ogarniać dom - bo jest. W tym wieku teoretycznie można było mieć własne dziecko z własnym mężem (kodeks rodzinny, jakby ktoś chciał wiedzieć, dopuszczał w wyjątkowej sytuacji związek małżeński 16 -letniej dziewczyny). Mam za to wątpliwości, czy Ignacy faktycznie uważał, ze praca jest ważniejsza, czy po prostu nie przywykł do jakichkolwiek zmian w swym ustalonym i nader wygodnym trybie życia i nie zaświtało mu, ze w sytuacji dość kryzysowej powinien wykrzesać z siebie nieco więcej, niż zwalenie wszystkiego na głowę najstarszej z córek. A ona - mając ojca zdrowego i na miejscu - ma głębokie poczucie, że ze wszystkim została sama. Bo matki nie ma, a ojciec – zawodzi. Bardzo prawdziwe, dobrze napisane, ale nie generuje we mnie sympatii do tego ojca.
                        • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 12:34
                          verdana napisała:
                          > Jak dzieci zachorowały, to zwolnienie wziął.

                          Nie. Wzial zwolnienie, gdy sam zachorowal.
                        • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 16:34
                          Czyli Ignacy Borejko może się czuć zwolniony z obowiązku pieczy nad małoletnimi dziećmi wynikającego z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, jak również dostarczenia im środków do życia(nie dawał kasy na zakupy) gdyż ma dużą córkę..A dlaczego ojciec ma prawo się nie poczuwać? Jakież to normy to usprawiedliwiaja? Moralne? Pozostawienie w domu pięcioletniego dziecka i brak kompletnego zainteresowania, czy rodzina ma co jesc to zachowania typowe dla patologii. A że ta patologia kupuje Plutarcha zamiast alpagi to tym gorzej. Od człowieka wykształconego i nie zamroczonego alkoholem wymaga się więcej
                      • berrin Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 10:03
                        Żeby brak pomocy od nieobecnego ojca się bronił, a nie tylko straszliwie wkurzał powinien on mieć jednak albo pracę w rodzaju Mamertowej - no są te zaplanowane zabiegi i nie da się nijak zakombinować, albo na przykład być marynarzem czy rybakiem dalekomorskim, co to spod takiego Vancouver tak łatwo nie wróci (i unikamy przy okazji casusu Maćka Ogorzałki zostawiającego żonę w duuużej ciąży i z małym dzieckiem na piątym (chyba) piętrze bez windy, bo pęknięcia wrzodu w przeciwieństwie do porodu tak łatwo przewidzieć się nie da). Ale tu MM kreuje nam miłego, roztargnionego pracownika naukowego, który w pracy i w domu głównie czyta. I niestety wkurza (choć w założeniu chyba miał rozczulać?). Może pierwszego-drugiego dnia choroby żony może mieć jakiś pilny obowiązek zawodowy – ale potem? Nie ma mowy o żadnej konferencji, o czymkolwiek szczególnym w pracy, co akurat, co za pech, utrudnia tę i tak trudną sytuację. Zresztą to, ze Ignacy mógł zwolnienie wziąć i nie był w pracy krytycznie niezbędny jest udowodnione przez samą autorkę kawałek dalej po tym, jak zostawiając córkę nad domową katastrofa powędrował do roboty - bo kiedy sam się źle czuje, natychmiast bierze zwolnienie. Innymi słowy, mamy jako mający budzić naszą sympatię obraz ojca bardzo nieogarniętego faceta, który kupuje sobie kolejkę piko (Plutarcha) wciskając żonie kit, ze to dla córek (zresztą zapewne w to wierzy, jak tysiące tatusiów kupujących zestawy klocków LEGO serii 12+ dla sześciomiesięcznych synków), zostawia córkę z całym bałaganem, bo uważa ja za dorosła zastępczynię chorej żony na stanowisku gospodyni i bez skrępowania przyjmuje opiekę i zasoby od szwagierki. Kuty na 4 nogi, wygodnie życiowo ustawiony egoista, przyzwyczajony, że kobiety wokoło służą głównie do ułatwiania mu życia?? Zwłaszcza w kontekście późniejszego rozwoju postaci?
                        Jakoś w „Duchu” Chmielewskiej pogrom mężów i rodziców i konieczność osobistej interwencji 16-letnich Tereski i Okrętki przy przeprowadzce, opiece nad cudzymi dziećmi-upiorami, czy odwiedzaniu
                        • berrin Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 10:12
                          urwało końcówkę -
                          Jakoś w „Duchu” Chmielewskiej pogrom mężów i rodziców i konieczność osobistej interwencji 16-letnich Tereski i Okrętki przy przeprowadzce, opiece nad cudzymi dziećmi-upiorami, czy odwiedzaniu sąsiadek na porodówce nie wywołuje we mnie chęci miarowego uderzania głowami tych rodziców i mężów o lastrikowe parapety...
                    • tt-tka Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 31.07.17, 12:07
                      verdana napisała:

                      > Prawdę mówiąc, ja opuszczenie tygodnia szkoły, bo matka chora, ojciec w pracy,
                      > a ktoś z dziećmi być musi uwazam za zachowanie znacznie bardziej normalne i słu
                      > szne, niz stawanie na głowie, aby nie opuścić szkolnych zajęć.

                      To nie byl tydzien. To byly 32 lub 33 dni - Mila znalazla sie w szpitalu w sylwka, a wrocila 1 lub 2 lutego. A i tak przedwczesnie, ze wzgledu na ignacowe imieniny, lekarze chcieli ja zatrzymac dluzej. I do sanatorium nie pojechala mimo zalecen, bo kto sie domem i dziecmi zajmie, przeciez nie ich ojciec, prawda ?
                      Ignac jest w domu tylko w okresie swojej wlasnej swinki, zwolnienie "dyskretne a przekonujace" wystawil mu lekarz, gdy on sam zachorowal, nie gdy zachorowaly male. Nawet sie nie staral o wolne na dzieci, nawet mu to do glowy nie przyszlo. A w domu jest 5-latka, ktorej zostawic samej na kilka godzin dziennie (starsze wracaly ze szkoly najwczesniej ok.13.00) nie nalezy.
                      Co ciekawe - o ile pamietam - Mila ani razu nie spytala chyba, jak rodzina zorganizowala sobie codzienne czynnosci i kto sie opiekuje Pulpa.
            • potworia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 12:17
              Natalia zdaje maturę z wyróżnieniem, dyplom broni na piątkę, pogłębia zainteresowania swoją dziedziną już poza Uniwersytetem, czyta, pisze i publikuje. Czy tylko kariera akademicka ma być wyrazem życia intelektualnego? Czy to ją masz na myśli pisząc o "pasji naukowej"? Czy Laura studiująca z zaangażowaniem na elitarnym artystycznym wydziale to według Ciebie też "patologia"?
              Dla mnie porażkę edukacyjną ponosi li i wyłącznie Róża. Nawet kuriozalne leśnictwo Patrycji jakoś się daje wybronić, Pulpa kończy studia i jakoś tam wykorzystuje swoje wykształcenie kierunkowe w życiu codziennym (nie zapominając o systematycznej lekturze nowości wydawniczych, hehe). Problemem tu jest brak realizmu i pikująca jakość pisarstwa, nie antyintelektualizm autorki. Mam wręcz przeciwne wrażenie: MM bardzo ceni wykształcenie, w takim anachronicznym, bezinteresownym i snobizującym rozumieniu. Zdaje się też z determinacją bronić tezy, że rodzicielstwo (a raczej macierzyństwo, mężczyźni funkcjonują w tym świecie na innych zasadach) nie stoi w żadnej sprzeczności z życiem zawodowym i ambicjami intelektualnymi. Ale robi to wielce nieprzekonująco.

              Kolejny post z serii "dop... lić Borejkom, wszystko jedno jak i czym", excuse my French.
              • bupu Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 16:29
                potworia napisała:

                > Dla mnie porażkę edukacyjną ponosi li i wyłącznie Róża. Nawet kuriozalne leśni
                > ctwo Patrycji jakoś się daje wybronić, Pulpa kończy studia i jakoś tam wykorzy
                > stuje swoje wykształcenie kierunkowe w życiu codziennym (nie zapominając o syst
                > ematycznej lekturze nowości wydawniczych, hehe).

                Tajest, bo fachowa wiedza o hodowli i urządzeniu lasu znajduje znakomite zastosowanie w uprawie ogródka, prowadzeniu gospodarstwa domowego, sadownictwie i hodowli koni. Potworio, błagam...
                • pi.asia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 21:06
                  bupu napisała:


                  >
                  > Tajest, bo fachowa wiedza o hodowli i urządzeniu lasu znajduje znakomite zastos
                  > owanie w uprawie ogródka, prowadzeniu gospodarstwa domowego, sadownictwie i hod
                  > owli koni. Potworio, błagam...

                  HODOWLI lasu??? Bupu, błagam, powiedz, że to ironia...

                  Hoduje się zwierzęta. Rośliny ( w tym i las) się uprawia.
                  • bupu Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 21:59
                    pi.asia napisała:

                    > bupu napisała:
                    >
                    >
                    > >
                    > > Tajest, bo fachowa wiedza o hodowli i urządzeniu lasu znajduje znakomite
                    > zastos
                    > > owanie w uprawie ogródka, prowadzeniu gospodarstwa domowego, sadownictwie
                    > i hod
                    > > owli koni. Potworio, błagam...
                    >
                    > HODOWLI lasu??? Bupu, błagam, powiedz, że to ironia...
                    >
                    > Hoduje się zwierzęta. Rośliny ( w tym i las) się uprawia.

                    Dokształcą się:

                    pl.wikipedia.org/wiki/Hodowla_lasu
                    Boru, mój Boru...
                    • potworia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 23:03
                      Ale o cóż Ty mnie błagasz, mój Bupu? Przecież nie napisałam, że Patrycja "pracuje w zawodzie", ale że "jakoś wykorzystuje" swoje wykształcenie. Wykorzystywałaby pewnie bardziej, gdyby gospodarstwo Flobrych jakkolwiek przypominało cokolwiek rzeczywistego. Ale to odrębny temat, przyjmijmy użytkowo założenie, że Górscy żyją ze swojej działalności i to na całkiem niezłym poziomie.
                      Studia na dowolnym wydziale Akademii Rolniczej tak się mniej więcej mają do uprawy ogródka, jak praca w administracji Muzeum Zabawek do studiów w Instytucie Historii Sztuki. Czyli jakoś. (A dla absolwenta WHS to i tak optymistyczny scenariusz kariery, powiedziała ta, która o swoim dyplomie z ww. dziedziny przypomina sobie raz na ruski rok.) Na rolnictwie znam się słabo, na leśnictwie jeszcze mniej, ale chyba w obu sektorach trzeba coś wiedzieć o glebie, klimacie, ekosystemie, środkach ochrony, strukturach unijnych, komarach i reumatyzmie.
                      • bupu Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 23:30
                        potworia napisał(a):

                        > a sobie raz na ruski rok.) Na rolnictwie znam się słabo, na leśnictwie jeszcze
                        > mniej, ale chyba w obu sektorach trzeba coś wiedzieć o glebie, klimacie, ekosys
                        > temie, środkach ochrony, strukturach unijnych, komarach i reumatyzmie.

                        Wiedza na jakiej glebie urośnie dąb, a jak przygotować ziemię pod nasadzenia sosny nijak nie przyda się przy siewie marchewki, zaręczam. A środki ochrony stosowane w lesie są diametralnie różne od tego, czego używa się w sadownictwie. Ponadto na leśnictwie nijak nie uczą o strukturach unijnych interesujących rolników.

                        No dobra, przyda im się wiedza jak się sadzi drzewka, ale chyba nic więcej. Naprawdę. Informacje o hodowli lasu nie mają przełożenia na umiejętność hodowania koni, tudzież uprawy porzeczek i kręcenia domowych lodów.
                        • potworia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 14.07.17, 23:53
                          Ale Ty mówisz o zupełnie innym poziomie wykorzystywania wiedzy fachowej niż ten, który ja mam na myśli.
                          W moim rozumieniu "jakoś" wykorzystywałam wykształcenie kierunkowe, pracując w swoim czasie w agencji reklamowej, choć ze struktury wizualnej artefaktu i jego ikonograficznych konotacji nikt mnie tam nie przepytywał. Ale pracę dostałam dzięki ogólnemu otrzaskaniu w kulturze wizualnej, a tę zawdzięczam studiom.
                          Sama pewnie z trudem wpadłabym na to, że ziemię pod marchewkę trzeba jakoś przygotować. A już nad środkami ochrony porzeczek płakałabym żywymi łzami. Z bezradności. A tacy Górscy wiedzą przynajmniej czego i z jakich źródeł mają się dowiedzieć.
                          Tak to przynajmniej widzę oczyma duszy. Z doświadczenia znam tylko jeden przypadek absolwenta SGGW, nie pomnę jakiego wydziału. Był to mój zmarły 15 lat temu wujek, uroczy człowiek i nieuleczalny fantasta. Modernizował babciną gospodarkę w sposób bardzo twórczy i pełen rozmachu - a to zakładał hodowlę jedwabników, a to fioletowych szparagów, a to jakichś egzotycznych azjatyckich grzybów. Wpędził się tym potężne długi, a wkrótce potem do grobu. I wykształcenie kierunkowe niewiele mu pomogło.
                        • lord_vmordevol Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 07:26
                          bupu napisała:

                          > Wiedza na jakiej glebie urośnie dąb, a jak przygotować ziemię pod nasadzenia so
                          > sny nijak nie przyda się przy siewie marchewki, zaręczam. A środki ochrony stos

                          Owszem, ale przynajmniej w ogóle będą mieli wiedzę, że zielsku nie jest takie całkiem obojętne, czy rośnie na bagnie, czy na wydmie. Więc może im przyjść do głowy, żeby sprawdzić jak to jest z marchewkami.

                          > owane w lesie są diametralnie różne od tego, czego używa się w sadownictwie. Po

                          Tak samo, wiedząc, że las się obtentegowywuje, będą mieli podstawy, żeby się zastanowić, czym obtentegować marchewkę. Na przykład czynnikiem pomarańczowym, żeby ładny kolor miała.

                          > nadto na leśnictwie nijak nie uczą o strukturach unijnych interesujących rolnik
                          > ów.

                          Ale jeżeli uczą o jakichś, to znowu - będą wiedzieć, że są jakieś struktury unijne i że można z nimi gadać.

                          > No dobra, przyda im się wiedza jak się sadzi drzewka, ale chyba nic więcej. Nap
                          > rawdę. Informacje o hodowli lasu nie mają przełożenia na umiejętność hodowania
                          > koni, tudzież uprawy porzeczek i kręcenia domowych lodów.

                          O lodach pewnie rzeczywiście nijak nie uczą, ale w lesie są jelenie i borówki, a to całkiem przecież podobne do koni i porzeczek. Skoro pewnie uczą o jeleniach i borówkach, że jelenie w takich a nie innych miejscach dobrze rosną, samce borówek walczą o przewodnictwo, czy co tam jeszcze, choćby podstawowe, to może w łepetynkach zaświtać, że z koniem i porzeczką też coś podobnego może się dziać.
                    • pi.asia Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 17.07.17, 11:38
                      bupu napisała:

                      > Dokształcą się:
                      >
                      > pl.wikipedia.org/wiki/Hodowla_lasu
                      > Boru, mój Boru...
                      >
                      Wybaczenia błagam. Jam po ogrodnictwie, w którym rośliny się uprawia, czyli sieje/sadzi wyłącznie po to, by je zebrać i wykorzystać kulinarnie, więc nie załapałam, że las, jako zespół różnych organizmów, podlega właśnie hodowli, a nie uprawie. Darujesz niedokształconemu niedoukowi?...
        • reveiled Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 13:06
          Szczytem czyich marzen byl slub and rodzina, im szybciej tym lepiej? Nie widac zeby Mila and Ignacy marzyli o szybkim zamazpojsciu corek albo wnuczek, wiec trudno zeby je do tego specjalnie przygotowywali (zreszta czy strojenie to rzeczywiscie przygotowanie do malzenstwa)? Gaba wychodzi za maz wczesnie, bo jest w ciazy. Ida i Natalia slubuja blizej 30-tki i nikt ich nie pogania. Nie wiemy dokladnie kiedy wyszla za maz Patrycja, ale plany snuje wczesnie - ale bez zachwytu ze strony rodzicow, wrecz przeciwnie. Plany malzenskie mlodej Laury spotykaja sie z gwaltownym sprzeciwem dziadka i nieudolnym ale jednak sprzeciwem ze strony matki. Roza, owszem, spieszy sie do oltarza z pelnym poparciem rodziny, ale to znowu ze wzgledu na dziecko. Komu tu sie spieszy poza mlodymi, naiwnymi, zakochanymi dziewczynami? Nie ma to nic wspolnego z wartosciami rodzicow ani dziadkow.
          • panterarei Re: Stryj Józeczek, ciotka Felicja 13.07.17, 22:56
            Panienek:) z tym, że im młodsze pokolenie, tym szybciej do ołtarza drobiły. I macie racje, dziewczyny były wychowywane skromnie, ale czy celowo, czy dlatego, że im się ta niewielka kasa rozchodziła.. Odświeżam stare części sagi i dobrze mi się to czyta oczywiście, ale trochę mi panien Borejko żal.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka