zuzudanslemetro
14.06.17, 21:52
Podobnie jak Genowefa Trombke vel Bombke vel Pompke uwielbiam tę stronę życia i chociaż odkąd pamiętam jestem na diecie, to jestem też bardzo czuła na opisy jedzenia i jego zapachów w literaturze. I tak zastanowiło mnie, że kiedy w SK Cesia łowiła nozdrzami subtelne wonie czosnku i bazylii, od razu (a miałam czytając, jakieś 10 lat) poniosło mnie do książki kucharskiej, z której niewątpliwie korzystała Julia, czyli "Kuchni francuskiej" wydanej w latach 70tych, żeby dowiedzieć się, jak się robi prowansalską zupkę i pstrąga a la parmenitere. A znowuż kiedy Józinek poczuł "rozkoszny zapach kiszonego ogóreczka" aż mnie zgięło z obrzydzenia. Czytając starą Jeżycjadę czułam smaki i zapachy makaroniku w domu Żaków, smażonych kartofli w domu Borejków, kartoflanych klusek u Lewandowskich i czułam drewnianość polędwicy w domu Lisieckiej, a w nowej Jeżycjadzie jedzenie mnie obrzydza? Jak to jest, że Julia nęciła ukochanego kuchnią francuską a potem nagle stało się coś strasznego z kuchnią w Jeżycjadzie bo ogranicza się jedynie do bardzo polskich smaków? Jak to jest, że Ignacy Borejko neguje at all pizzę (też nie lubię tych z sieciówek, ale sama pizza w swojej istocie jest jednym z dań doskonałych, dla których poświęcam swoją nietolerancję laktozy) i w ogóle nie ma refleksji dla kulturowego aspektu tego dania i sprostytuowania go? Albo jak to jest, że Ignacy Grzegorz brzydzi się wszystkim odzwięrzęcym a pochłania jogurt albo żółty ser z Agnieszką? Albo dlaczego ciasta Nutrii są tak źle opisane? Przecież jej ciasta to mógł być świetny jagielnik albo brownie? Nie wygląda toto imponująco a jest pyszne. Albo jakim cudem Borejkowie chcieli jednym udźcem jagnięcym nakarmić gości weselnych Idy? Jagnię to dziecko owcy, z definicji duże być nie może a jak dodamy do tego kości to... no, sami wiecie.