pi.asia
31.07.17, 17:49
Noworodek w domu pojawia się w Jeżycjadzie dwa razy. Za każdym razem skrajnie inaczej.
W Szóstej Klepce mamy Krystynę, lekko przerażoną swym nadchodzącym macierzyństwem. Mamy Żaczków, którzy przeżywają narodziny Irenki, jakby była to ich własna wnuczka. Mamy Wiesię piorącą pieluchy. Mamy młodą mamę, która - o ile dobrze pamiętam - jest sfrustrowana i nieszczęśliwa, bo nie umie poradzić sobie z noworodkiem. Mamy wreszcie Cesię, która ogarnia to pandemonium.
I mamy noworodka, który sika i kupka w pieluchy, wymaga codziennej kąpieli, drze się, kiedy jest głodny, budzi domowników w nocy i protestuje, gdy poi się go herbatką z rumianku zamiast uczciwym mlekiem.
A w Czarnej Polewce mamy Różę bez śladu stresu, lęku, depresji czy szoku. Różę doskonale radzącą sobie z noworodkiem, który jest cichy i bezwonny. Jak wygląda opieka nad Milą? Róża sama mówi: leżę sobie, karmię małą. Dziecko jest śliczne, zdrowe i promienne. Jeśli akurat nie je, to śpi cichutko, zawinięte w kocyk. Żadnych płaczów po nocach, żadnych wrzasków przy kąpieli - nawet kąpieli nie ma. Rodzina kompletnie nie zauważa obecności noworodka. Wyjątkiem jest Ida, która wpada skontrolować stan małej - ale więcej w tym lekarskiego obowiązku niż ciotczynej troskliwości. Reszta nawet nie ścisza głosu dyskutując tuż pod drzwiami, za którymi bytuje Róża z dzieckiem.
Czy MM już kompletnie zapomniała, jak bardzo przyjście dziecka na świat wywraca do góry nogami życie CAŁEGO domu???